witam Was forumowiczki,
jestem facetem ale pozwoliłem sobie na utworzenie tutaj konta ponieważ mam mały problem, w którym żaden kolega mi nie pomoże (obawiam się że byliby mało obiektywni, a ja potrzebuję właśnie obiektywnej rady)..
Jestem z dziewczyną już od kilku lat, jestem naprawdę zadowolony z naszego związku, mam pewność, że moja dziewczyna też tak czuje..
niestety czasem mam taki mały problem moralny.. jeśli zrobię coś źle boję się jej o tym powiedzieć i wtedy próbuję jakoś obejść prawdę i niestety trochę ją zwodzę.. czasami mówię, że coś zrobiłem a tego nie zrobiłem, bo np. boję się jej reakcji na moje głupie tłumaczenie, że nie miałem czasu czy coś takiego, w gruncie rzeczy zawsze to później nadrabiam, tj. wykonuję to co miałem zrobić, ale za późno.. nie lubię, nawet nie cierpię kiedy nie mogę czegoś jej powiedzieć, ale robię to aby się nie martwiła, żeby nie musiała się tym przejmować (i tak ma już masę własnych zmartwień, nie chcę jej dobijać moimi). Wiem, że robię źle, ale staram się tym sposobem ustrzec ją od kłopotów z którymi ja sam muszę sobie poradzić..
głównym problemem jest to, że "kłamstwo rodzi kłamstwo..." teraz nie mogę jej o wszystkim powiedzieć, bo wyjdę na kłamcę, wyjdę na kogoś kto nigdy nie był z nią do końca szczery..
zaczyna mnie to przerastać.. nie chcę jej krzywdzić więc nie mówię jej wszystkiego, czuję jednak, że to tak naprawdę krzywdzi ją bardziej od prawdy, która też czasem jest bolesna..
pokręcenie z poplątaniem..