Witajcie.
Postanowiłem, że podzielę się z wami moją pokręconą historią związaną z internetem i w sumie...
Chyba potrzebuję porady.
Poznaliśmy się przez internet. Napisałem ogłoszenie na takim jednym portalu, że szukam dziewczyny "dojrzałej" zaradnej, odpowiedzialnej a czasem szalonejitp.
No mimo mojego wieku (w tym roku 23 lata) nie przepadam za dziewczynami, które żyją lekko i nie są przygotowane na prawdziwe życie. (bez urazy oczywiście
) Lubię czasem zaszaleć, zrobić coś spontanicznie, gdzieś pojechać, rozerwać się, jednak oleju w głowie też trzeba mieć.
Pewnego dnia napisała pewna dziewczyna. Zaczęła od pytań czy ja własnie jestem takim facetem. Czy jestem odpowiedzialny, dojrzały itp.
Jak to wiadomo kilka pierwszych wioadomości się kleiło i były okej ![]()
Później wszystko przeszło na maile. Pisaliśmy wiadomości bardzo długie i to przynajmniej jedną dziennie..
W końcu w jednej z wiadomości napisała mi, że ma faceta, z którym jest zaręczona jednak od ponad roku między nimi nie ma praktycznie nic, a wszystko zaczęło psuć się 3 lata wcześniej.
Napisała mi, że szuka kogoś, w kim zakocha się tak bardzo, że bez namysłu będzie mogła zamknąć tamten rozdział życia.
Przystałem na to bo przecież ja określiłem się czego szukam. NIe myślałem o pociesznej znajomości, takiej "w razie potrzeby".
No i pisaliśmy te wiadomości dalej.
Bywało, że pisanie wiadomości zajmowało nawet 2 godziny. Były to wiadomości bardzo długie, w których opisywaliśmy siebie, swoje zachowania, swoje rodziny i ogólnie wszystko.
Pisaliśmy tak miesiąc. Przez ten miesiąc zdążyliśmy się chyba dosyć dobrze poznać.
Praktycznie nie mieliśmy tematów "tabu".
W końcu zaproponowała spotkanie.
No i... Spotkaliśmy się. Było fajnie... Poszliśmy na długi spacer, dużo rozmowialiśmy, a kiedy było już późno i bardzo zimno luźno zaproponowałem,że odwiozę ją do domu. Zgodziła się, bo miała jednak kawałek, a widziałem, że jest już zmarznięta i troszkę zmęczona ![]()
W pierwszej wiadomości po spotkaniu napisała mi, że było fajnie, że była trochę w szoku, że mogła uświadczyć pewnych zachowań ze strony faceta, bo nigdy jej się nie zdarzyło.
Następne spotkanie odbyło się dopiero 3 tygodnie później ponieważ pojechała na ferie do domu. (Mieszka 100km od mojego miasta, a u mnie tylko studiuje)
Przez te 3 tygodnie codziennie pisaliśmy bardzo długie wiadomości no i oprócz tego pisaliśmy też dużo smsów, a co 3 dzień rozmawialiśmy przez telefon.
W ciągu ferii pewnego dnia napisała mi, że podjęła decyzję, że kończy z tamtym życiem, że w końcu chce coś zmienić, że dostała drugą szansę,
któej nie chce zmarnować (rok wcześniej przebyła dosyć ciężką chorobę).
Następnego dnia napisała mi, że jednak tego nie zrobiła, że on ją poprosił o trochę czasu, żeby od siebie odpoczęli, i nic więcej, a ona się zgodziła.
Napisała mi 14 (tak w walentynki), że jej facet poprosił ją o spotkanie. Niby przyjąłem to ze spokojem, jednak w głębi trochę mnie to zabolało, ale cóż, co ma być to będzie. Tego dnia byłem na małej libacji ze znajomymi... Jak to wiadomo po alkoholu człowiek zaczyna mieć różne myśli, było mi przykro.
W końcu napisałem jej dosyć wylewną wiadomość gdzie oczekiwałem aby mi odpisała czy jej sytuacja po tym spotkaniu się zmieniła.
Napisałem jej, że jeśli się zmieniła to aby dobrze przygotowała się do następnego spotkania bo będzie to ostatnie spotkanie. Bo obiecała mi, że trzecie to będzie randka, a w innym przypadku się nie da. Tak ustaliliśmy wcześniej i tego się trzymamy. Później trochę tego żałowałem jednak to chyba postawiłoją lekko do pionu. Napisała, że nic się nie zmieniło, że jest tylko gorzej. Napisała, że on się stara ale ona już nic nie czuje, jest jej to obojętne....
W końcu spotkaliśmy się 2 raz. Poszliśmy na lody i do parku na spacer
Kiedy zaczęło się ściemniać i robić zimno siedzieliśmy sobie w samochodzie, słuchaliśmy muzyki i dużo rozmawialiśmy, międzyczasie dałem jej kwiaty i coś słodkiego
.
Prawie się obraziła bo powiedziałą, ze nie lubi niespodzianek ^^ Ale ogólnie było pozytywnie
Stwierdziła, że dawno nie dostała kwiatów, a jeszcze nigdy w ilości (3 sztuk róż) Byłem w szoku, ale....
W końcu zapytała, czy może się do mnie przytulić. To było dziwne uczucie. Takie inne. Było fajnie, siedzieliśmy sobie, ona się do mnie przytuliła,
chwyciła mnie za rękę i tak po cichu sobie rozmawialiśmy.
Powiedziała, że cieszy się, że mnie poznała, że jest jej dobrze i czuje sie spokojnie. Było okej.
Powiedziałem też, że zapominam o obietnicy związanej z randką, bo chcę się z nią spotykać i nie chcę zerwać kontaktu przez taką pierdołę...
Może to był błąd?.. Sam już nie wiem...
Było wspaniale. Później się porzegnaliśmy i do domu.
Trzecie spotkanie odbyło się 2 dni później. Od momentu kiedy się spotkaliśmy widziałem, że coś jest nie tak, ale przymykałem na to oko....
Zabrałem ją do parku. Poprosiłem abyśmy usiedli na ławce bo mam małą niespodziankę.
Było to gorące kakao
Wszystko przygotowałem raczej dobrze... Kubeczki, termos, śmietana...
Myślałem, że będzie jej się podobało.
Niestety, szału na niej tego nie zrobiło... Nie powiedziała tego, jednak... Widać było, że jednak coś nie tak...
Zapomniałem o tym ![]()
Na trzecim spotkaniu również zorganizowałem małą niespodziankę, bo mijał miesiąc od pierwszego spotkania.
Wtedy powiedziała, że ogólnie jest mi wdzięczna za to wszystko, że nigdy takich rzeczy nie doświadczyła, ale na razie nie potrafi się określić co z tym zrobi.
Powiedziałem jej, że będę czekał, tyle ile trzeba. Ustaliliśmy, że nasze spotkania będą czysto przyjacielskie.
Po drodze też powiedziała kilkukrotnie, że ma mętlik w głowie, i że chyba na mnie nie zasługuje.
Trochę rozmawialiśmy o jej związku. Powiedziała kilka rzeczy, które nie dają jej spokoju... Wysłuchałem w spokoju i okazałem zrozumienie. Przecież nie da się na raz tak niczego zrobić.
Zadała mi pytanie, czy można się ponownie zakochać? Nie umiałem na nie odpwiedzieć i stwierdziłem, że jestem złą osobą na porady w tej sprawie.
Zadałem pytanie, dlaczego więc przyjęła zaręczyny skoro go nie kochała? Stwierdziła, że nie przyjęła, ale rodzice ją zmusili, a teraz mówią jej, że ma sama zadecydować.
Zaczęliśmy rozmawiać o przeznaczeniu, czy ono istnieje.... Sama cały czas twierdzi, że nie wie czemu do mnie napisała, że nie napisała do nikogo innego, że tylko do mnie... Że coś ją tknęło...
Później mówiła, że miała chęci mnie olać jak dowiedziała się, że jestem od niej młodszy (o rok) ale tego nie zrobiła, coś ją tknęło żeby tego nie robiła, i że przkonała się, że jestem dojrzalszy od innych starszych facetów jakich keidykolwiek poznała.
Ogólnie mówiła, że mamy wiele podobnych zwyczajów, że mamy podobne nastawienie do życia, że używamy podobnych słów....
Powiedziałem jej, że mimo wszystko wciąż będę o nią walczył i tu zacytowałem "dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą" - zatkałą ją bo stwierdziła, że to jej motto życiowe....
Mówiła, że na poprzednim spotkaniu (z kakaem) była taka przygnębiona bo miała zły dzień, bo nie wiedziała czy to "zauroczenie" już minęło czy nie... Bo nie tęskniła, a wcześniej tęskniła....
Na razie doszliśmy do wniosku, że jeszcze poczekamy, na razie jest okej, piszemy ze sobą itp...
W zeszłym tygodniu byliśmy w kinie, a później poszliśmy na luźny spacer. Tak pogadać o wszystkim i o niczym.
Było fajnie.
Ostatnio coś zaczęło się delikatnie psuć. Przez 2 dni ukrywała, że była jedna rzecz, którą sprawiłem jej przykrość.
Wczoraj jednak wszystko sobie wyjaśniliśmy. Doszło do małej pomyłki w zrozumieniu kilku słów, i interpretacją zachowania.
Ogólnie wczorajszy dzień to był dzień rozmów szczerych do bólu. Oczywiście wszystko przez email.
Napisałem jej kilka słów odnośnie jej związku i życia. Uznałem, że powinienem to zrobić wiedząc, że może się po tym już do mnie nie odezwać. Chciałem spróbować otworzyć jej oczy.
Ruszyło mnie coś kiedy powiedziała, że na ostatnim spotkaniu ze swoim znowu chciała to zakończyć, a on mówi jej, że jest niewdzięczna, do niczego się nie nadaje i wypomina jej. Że nie zostawił jej kiedy chorowała itp.
To jest żałosne i mniej więcej jej to napisałem. Wcześniej też jej o tym powiedziałem.
Stwierdziła, że wie o tym. Wie też, że on nią manipuluje i trzyma na smyczy z kolczatką, którą zaciska kiedy ona chce się uwolnić.
Napisała mi wczoraj, że on jest dla niej przyjacielem. Takim dobrym. Mimo tego, że kilka lat wcześniej on ją bardzo ranił, oszukiwał i kłamał. Straciła wtedy do niego zaufanie całkowicie. Teraz twierdzi, że zaufanie wróciło, ale całe uczucie już wygasło. Że nie ma żadnego uczucia z jej strony, że nie ma żadnego pociągu fizycznego do niego, wręcz przeciwnie. Że od ponad roku nawet się nie całowali.
Tylko problem tkwi w tym, że ona boi się, że nie otrzyma takiej właśnie przyjaźni już od nikogo. I tylko dla tego ma takie wątpliwości.
Mimo, że mnie również nazywa sowim przyjacielem itp. to jednak....
Wczoraj również stwierdziła, że nadszedł czas aby w końcu podjąć jakieś decyzje.
Poprosiła o tydzień bez kontaktu. Tydzień na przemyślenia i podjęcie decyzji.
Nie wiem co o tym sądzić.
Oczywiście się zgodziłem bez żadnego ale. Szanuję ją, jej prośby i decyzje.
To pierwsza dziewczyna, przy której czuję, że żyję normalnie, że mnie rozumie, a ja rozumiem ją, rozmawiamy jak stare małżeństwo....
Nigdy jeszcze takiego uczucia nie miałem... Nie potrafię tego określić.... Czuję, że.... Mógłbym spędzić z nią reszte życia....
Wiem, że to duże słowa, jednak jest to tylko moje odczucie, któego nigdy nie miałem.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam zamiaru się zaraz oświadczać.
Po prostu nigdy nie miałem takiego odczucia przy żadnej dziewczynie.
Nie, nie zakochałem się. Jeszcze.... Jednak już mogę stwierdzić, że czuję do niej coś więcej niż tylko "przyjaźń".
W sumie na jednym spotkaniu sama mi to powiedziała, że właśnie czuje coś więcej niż tylko przyjaźń...
Rozmawiałem o tym z siostrą, która jest kilka lat starsza i ma już trochę takich doświadczeń.
Powiedziała mi abym dał jej jeszcze trochę czasu, jednak nie za wiele. Ile to jest w takim razie wiele?
Powiedziała, że jeszcze z miesiąc, góra 2. Żeby to nie trwało pół roku, bo to bez sensu....
Wiem, że to wszystko jest jak masło maślane, jednak pisałem bez większego namysłu, a starałem się zamieścić wszystkie bardziej lub mniej ważne informacje.
Proszę o jakąkolwiek poradę, co z tym zrobić, jakie kroki podjąć, czy wciąż mieć nadzieję?
Czy dać sobie spokój, czy to wszystko jednak jest bez sensu...
Mam odczucie, że już nigdy kogoś takiego nie spotkam...
Proszę o zrozumienie.... I radę.