dziewczyny ja bym chciała być od niego niezależna, ale nie dam rady po prostu. U nas taka dziura, że szok. Ja już ostatnio się poważnie zastanawiam czy się nie przenieść w inne rejony Polski. U nas w pobliżu nawet większego miasteczka nie ma, prawie żadnych zakładów, nawet o na umowę o dzieło trudno. Na staż na jedno miejsce jest 30 osób. Jak szukali ostatnio do Polo to było 200 osób ponad na 10 miejsc. Ja już chyba wszędzie byłam parę razy się pytać o pracę. A na rozmowie zawsze coś znajdą na nie. A to, że dojeżdżać bym musiała, a to że doświadczenia nie mam, a to że za wysokie wykształcenie mam (to jak do marketu startowałam), a to że w tym wieku dzieci pewnie będę zaraz rodzić, a to że za młodo wyglądam. Ostatnio byłam na giełdzie na staż, to chcieli kogoś z 2 letnim doświadczeniem i bardzo dobrą znajomością eksela. Na głupi staż. nie wiem czy kogoś w końcu znaleźli. Ja nawet do ulotek bym poszła, ale w ciągu roku dosłownie 1 oferta była i to na krótko. Porażka po prostu. Ja nawet na wykopki i do porzeczek chodzę, żeby zarobić coś, chociaż w domu mi marudzą, że za parobka robię.
Ostatnio sobie myślałam, że jakby się mój związek rozpadł, to bym została z niczym i to też mnie przeraża. Mieszkanie jest jego, pracę mam (jeśli mam) dzięki niemu, znajomych swoich niewielu. Dobrze, że chociaż z domu rodzinnego mnie nie wygonią, bo mam dożywotnią służebność. No i niby mam wspólne konto z nim, ale niewiele na nim jest w sumie.
A jemu marzy się dziecko. Mi też, ale jak urodzę, to całkiem już wypadnę z rynku pracy. On mi żadnych wyrzutów nie robi, że nie pracuje i dobrze mnie traktuje. Nie wydziela pieniędzy, ale wiem że to się z czasem może zmienić. Zresztą mam swoją godność w końcu. Lepiej bym się po prostu czuła, gdybym była w razie czego się sama utrzymać.