Hej. Troszke mnie tu nie było, ale czekałam do pewnego momentu. A mianowicie chciałam podzielić się doświadczeniem i podsumować ostatnie dwa miesiące, kiedy to nie było mojego mężczyzny. Początkowo wiadomość o jego wyjeździe była dla mnie nie do przyjęcia, myślałam, że sobie bez Niego nie poradzę i będę w ciągłym letargu. Takie były pierwsze dni. Później zajęłam się przygotowaniami do matury i pierwszy miesiąc jakoś zleciał. Później było już trochę gorzej, miałam mnóstwo wolnego czasu i nie wiedziałam za bardzo co z nim zrobić. Owszem, spotykałam się ze znajomymi, coś zawsze się wymyśliło, ale po miesiącu dopadła mnie taka tęsknota, że myślałam, żeby to wszystko przerwać, żeby się nie męczyć. Ale powiem tak, do przyjazdu M. zostało zaledwie 4 dni. Momentami było ciężko, bo to okropny zazdrośnik i w pewnych kwestiach się nie zgadzaliśmy. Był też czas, kiedy kłóciliśmy się średnio co 3 dni. Ale jakoś wytrwaliśmy. Z tej całej rozłąki wywnioskowałam, że ten facet jest na prawdę mnie wart. Zrozumiałam, że z nim chcę być i z żadnym innym. Kontakt mieliśmy codziennie, rzadko dzwonił, ale codziennie kilka smsków napisaliśmy. Strasznie mi Jego brakuje i cieszę się, ogromnie, że daliśmy radę. Taka rozłąka, nawet dwumiesięczna nie jest dla każdego. Trzeba być silnym, prawdziwie kochać. W tym czasie, gdy gościłam na forum rozpadło się kilka związków i w gruncie rzeczy obawiałam się, że z moim stanie się podobnie. Ze facet w natłoku pracy zapomni o mnie i wpadnie w wir obowiązków, ale tak nie było. Zawsze znalazł chwilę, żeby się odezwać. Reasumując rozłąka tyle kilomentrów od siebie jest nielada wyzwaniem, nie tylko dla czekających, jak i dla drugiej strony. Wiem jedno, drugi raz nie puściłabym go samego na tak długi okres czasu, no chyba, że zaistniałaby sytuacja, która nie pozostawiałaby innego wyboru.
Dzziewczyny, dzięki za wsparcie, w wielu kwestiach mi pomogłyście. Będę do was czasem zaglądać, opowiem co i jak się zmienia w moim życiu. Serdecznie pozdrawiam i całuje :*
PS: Wytrwałości w czekaniu na swoich mężczyzn. 