Dokładnie chlopaki częściej dochodzą do takiego wniosku,ale moim zdaniem to wynika z tego że na początku jak chłopak wyjeżdza to faktycznie tęskni za tą dziewczyną która zostawił w polsce,ale po jakimś czasie pobytu tam on dostrzega że istnieje inne życie,że to bez sensu mieć dziewczynę 1000 km od siebie jak można mieć obok,no niestety ale niektórzy faceci to świnie,często jest też tak że facet ma tam kogoś,poza tym wydaje mi się że w wielu przypadkach są to winy dziewczyn dlatego że jak chłopak wraca zmęczony po pracy i musi wysłuchiwać narzekań,jęczenia,awantur albo wisieć na telefonie albo wysłuchiwać zrzędzenia swojej zazdrosnej dziewczyny to myśli sobie,"ej przecież żyję tu bez niej już tyle czasu to po co to ciągnąć "często dziewczyny zamęczają swoich chłopaków ciągłym zrzędzeniem jakie to one biedne że zostały same a on gdzieś tam daleko wogóle o nich nie myśli ^^ poza tym jeśli chodzi o te przyjazdy to myślę że często dziewczyny naciskają na to że jak będą wakacje albo jakieś wolne to one pojadą do niego no i ten chłopak zgadza sie bo co ma powiedzieć?? a jak przychodzi czas przyjazdu to chłopak dochodzi do wniosku że on wcale nie chcę żeby ta dziewczyna przyjeżdzała i wtedy z nią zrywa w chamski sposób bo najczęściej przez smsa albo nieodzywanie się.
Wydaje mi się że dziewczyny za poważnie traktują te związki,związek na odległość to jakiegoś rodzaju umowa że jesteśmy ze soba,obie storny zobowiązują się do wierności,żyjemy normalnie tyle że bez siebie,ale jest to jak już parę razy podkreślałam umowa tylko dla silnych psychicznie osób,dla ludzi którzy są wstanie żyć sami ze sobą,mają jakieś pasję zainteresowania,i wtedy taki związek ma sens,jesteśmy ze sobą bo się kochamy i choć żyjemy na odleglość to każde z nas jest szczęśliwe i cieszy się życiem
A dziewczyny traktują to jak jakąś karę,gadki typu umrę bez niego,bez niego nic nie ma sensu,całe dnie czekają wpatrzone w telefon na jakiś znak od ukochanego a gdy on nie nadchodzi wpadają w depresję,to budzi flustrację które później przekładane są na związek gdzie on się wkońcu rozpada,przykre ale taka jest smutna prawda.
Mam koleżankę ktorej chlopak studiuje 100 km od nas,wyjedza w niedziele w przyjedza w piatek i choc minelo pare miesiecy odkad tak wyjezdza,to ona za kazdym razem popada w rozpacz podczas pozegnania,sory ale dla mnie jest to smiech na sali,to nie jest milosc tylko jakies chore uzaleznienie a kazde uzaleznienie jest szkodliwe i powinno sie je leczyc 