Ech, czy tylko ja mam wrażenie, że Cyngli (oraz kilku innych użytkowników) na tym forum nie pisze ani po to aby komukolwiek doradzić, ani po to aby - jak twierdzi "tylko wyrazić swoją opinię", ale po to, aby siebie dowartościować dzięki opowieści o swojej - jakże ciężkiej - historii oraz - jakże dzielnej - postawie, która doprowadziła do dzisiejszego - jakże szczęśliwego - życia?
Tak, oczywiście to forum publiczne, jak ktoś prosi o rady, to powinien liczyć się z tym, że przyjdzie taka Cyngli poprawić sobie samoocenę jej/jego kosztem (tak, oczywiście, wcale tego nie robi:)). Ale nie po to ludzie piszą na forum! Naprawdę, można komuś udzielić rady bez wyżywania na nim swoich frustracji. (tak, oczywiście, wcale nikt tu nie jest sfrustrowany, chyba że ja sama).
Dlatego Autorko - proszę - nie przejmuj się opiniami użytkowników, którzy pragną dzięki Tobie poczuć się lepsi, pochwalić swoimi "sukcesami". Nie ma sensu się przejmować, ponieważ ich słowa i opinie <b>w ogóle Ciebie nie dotyczą</b>- służą tak naprawdę głównie autoprezentacji samych "odpowiadających". Ferowanie wyroków na temat Twojej osoby to tak naprawdę wygłaszanie pozytywnej (przez kontrast) opinii o swojej osobie (działa mechanizm: "skoro się ośmielam potępiać, to oznacza, że mam prawo, bo jestem lepszy/-a")
Autorko - żal mi się zrobiło Ciebie po tym, co tu przeczytałam, bo zarówno Twoja sytuacja jest dość smutna i trudna. Dlatego piszę tego posta, ale... prawdę powiedziawszy nie wiem, co ja bym na Twoim miejscu zrobiła. Pewnie wiele dni siedziałabym i płakała głównie. Pewnie nie mogłabym uwierzyć, że to się dzieję naprawdę, bo przecież po 20 latach ma się chyba prawo powiedzieć, że się zna swojego partnera. Może w przypływie rozsądku i bez zbytniej wiary w powodzenie zaczęłabym rozsyłać CV i sprzedałabym tego nieszczęsnego konia... Ale tak tylko mogę sobie wyobrażać, bo przecież nigdy na Twoim miejscu nie byłam. Trzymam kciuki, żeby Ci się udało.
Jestem przekonana, że w przyszłości (a może już się to stało) poznasz motywy postępowania swojego męża. Może to zaiste chwilowy kryzys... może wybuch tłumionej długo frustracji, może kochanka bądź inny "odwracacz sposobu myślenia"... Wtedy dowiesz się dopiero, co ewentualnie mogłabyś zrobić, aby kryzys zażegnać... Tylko że marne to pocieszenie na chwilę obecną, wiem.