Cyngli, weź na wstrzymanie, To, że miałaś trudne początki i poradziłaś sobie, nie oznacza, że inni, którzy mieli trochę lepiej są g*fno warci i w momencie niepowodzenia należy ich przeczołgać. Twoja satysfakcja z sytuacji w jakiej znalazła się chloe34 jest żenująca.
chloe34 nie jest jedyną kobietą na tym forum, która po latach służby w domu (niech Wam będzie - wygodnego życia) obudziła się z ręką w nocniku, ale nikt jeszcze nie spotkał się tutaj z takim ostracyzmem i jawna agresją. Co z Wami?
Podobne tematy
67 2016-08-28 23:05:30 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-28 23:07:49)
Cyngli, weź na wstrzymanie, To, że miałaś trudne początki i poradziłaś sobie, nie oznacza, że inni, którzy mieli trochę lepiej są g*fno warci i w momencie niepowodzenia należy ich przeczołgać. Twoja satysfakcja z sytuacji w jakiej znalazła się chloe34 jest żenująca.
chloe34 nie jest jedyną kobietą na tym forum, która po latach służby w domu (niech Wam będzie - wygodnego życia) obudziła się z ręką w nocniku, ale nikt jeszcze nie spotkał się tutaj z takim ostracyzmem i jawna agresją. Co z Wami?
Jaka satysfakcja? Po prostu jej nie słodzę i nie udaję fałszywego smutku z powodu niefartu życiowego, jaki ma teraz przez swoją wcześniejszą stagnację!
Autorka nagle zaczyna oczerniać swojego męża po tym, jak dostaje niezbyt pochlebne opinie na swój temat.
Mąż bierze sterydy, zdradzał ją, ograniczał, źle traktował...
Naprawdę to łykniesz? Przecież to albo próba trollingu, albo jakaś oszustka.
A nawet jeśli nie, to przepraszam bardzo - siedziała latami w domu, teraz ponosi tego konsekwencje. Mąż dbał o wszystko, zarabiał, płacił, dawał pieniądze. Teraz ona musi się tego wszystkiego nauczyć. Dostała kilka propozycji na to, co może teraz zrobić.
To jest dorosła kobieta, a zachowuje się jak nastolatka.
''Jawna agresja''? Nie, moja subiektywna opinia.
Cyngli, weź na wstrzymanie, To, że miałaś trudne początki i poradziłaś sobie, nie oznacza, że inni, którzy mieli trochę lepiej są g*fno warci i w momencie niepowodzenia należy ich przeczołgać. Twoja satysfakcja z sytuacji w jakiej znalazła się chloe34 jest żenująca.
chloe34 nie jest jedyną kobietą na tym forum, która po latach służby w domu (niech Wam będzie - wygodnego życia) obudziła się z ręką w nocniku, ale nikt jeszcze nie spotkał się tutaj z takim ostracyzmem i jawna agresją. Co z Wami?
Josz, powiedziałaś to wszystko, co chciałam dodać, po ostatnich wypowiedziach Cyngli.
Nawet, gdyby to był troll, to uważam, że jest to dobry temat do wypowiedzi/rozważań w temacie kobiet niepracujących zawodowo, będących na utrzymaniu męża. I o tym, jak czują się bezradne i zagrożone, jak "wali się ich świat" w momencie odcięcia finansów.
Nie uważam, żeby zachowywała się jak nastolatka. Trudno na pstryknięcie palcem przekwalifikować się w oka mgnieniu z gospodyni domowej na kompetentnego pracownika.
To bardzo trudne, ale chloe34 ten trud podejmie. Szkoda, że dopiero teraz, a nie np. gdy kiedyś jego zdrada wyszła na jaw. Nie widzę też niczego podejrzanego, czy niewłaściwego, że uchyliła nieco rąbka tajemnicy i wrzuciła kilka kwiatków n/t męża.
chloe34, niestety, nie jest wyjątkiem, gdzie kobieta w trosce o trwałość rodziny, nie tylko własną wygodę, daje szansę, czy godzi się na duże ustępstwa.
Osób. które boją się skoczyć na głęboką wodę jest mnóstwo.
Istotne jest to, żeby odnalazła się jak najszybciej w tej sytuacji, już wie, że popełniła sporo błędów, ale jaki sens ma teraz oglądanie się za siebie i rwanie szat?
Ważne, żeby zrobiła bilans zysków i strat, sprowadziła córkę z obłoków na ziemię, wyegzekwowała od męża co im się należy (bo dlaczego nie?), walczyła o przetrwanie i parła do przodu.
Moim zdaniem, mąż miał taki plan, że odejdzie gdy córka skończy 18 lat, raczej nie obwiniałabym teściowej. Jak widać, nawet ciąża i narodziny wnuczki, nie zmieniły niczego.
Szczerze, nie bardzo rozumiem jak można żyć 20 lat bez dostępu do pieniędzy. Nie wyobrażam sobie, nie mieć upoważnienia do konta. Sygnały rozpadu związku były, ale wygodniej było przymykać oczy, a teraz - szok.
Miso od kasy odciął i nie wiadomo, jak żyć.
Nie ma jednak, sytuacji bez wyjścia, jak się chce, zawsze jakąś się znajdzie.
Nie uważam, żeby zachowywała się jak nastolatka. Trudno na pstryknięcie palcem przekwalifikować się w oka mgnieniu z gospodyni domowej na kompetentnego pracownika.
To bardzo trudne, ale chloe34 ten trud podejmie. Szkoda, że dopiero teraz, a nie np. gdy kiedyś jego zdrada wyszła na jaw. Nie widzę też niczego podejrzanego, czy niewłaściwego, że uchyliła nieco rąbka tajemnicy i wrzuciła kilka kwiatków n/t męża.
chloe34, niestety, nie jest wyjątkiem, gdzie kobieta w trosce o trwałość rodziny, nie tylko własną wygodę, daje szansę, czy godzi się na duże ustępstwa.
Osób. które boją się skoczyć na głęboką wodę jest mnóstwo.
Istotne jest to, żeby odnalazła się jak najszybciej w tej sytuacji, już wie, że popełniła sporo błędów, ale jaki sens ma teraz oglądanie się za siebie i rwanie szat?
Ważne, żeby zrobiła bilans zysków i strat, sprowadziła córkę z obłoków na ziemię, wyegzekwowała od męża co im się należy (bo dlaczego nie?), walczyła o przetrwanie i parła do przodu.
Jak matka błądziła w obłokach całe życie i teraz też błądzi bo nic się nie da zrobić czy załatwić to jak córkę na tą ziemię sprowadzi?Co jakiś czas przychodzi z ZUSu informacja o składkach emerytalnych chyba autorka przez te 20 lat miała wgląd w swoją sytuację , wiedziała jak jest to teraz szok?To nie trzeba być zaradnym czy rzucać się na głęboką wodę tylko pomyśleć o sobie i o przyszłości to teraz by nie martwiła się o fundusze i nie narzekała
72 2016-08-28 23:33:14 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-28 23:36:23)
Moim zdaniem, mąż miał taki plan, że odejdzie gdy córka skończy 18 lat, raczej nie obwiniałabym teściowej. Jak widać, nawet ciąża i narodziny wnuczki, nie zmieniły niczego.
Szczerze, nie bardzo rozumiem jak można żyć 20 lat bez dostępu do pieniędzy. Nie wyobrażam sobie, nie mieć upoważnienia do konta. Sygnały rozpadu związku były, ale wygodniej było przymykać oczy, a teraz - szok.
Miso od kasy odciął i nie wiadomo, jak żyć.
Nie ma jednak, sytuacji bez wyjścia, jak się chce, zawsze jakąś się znajdzie.
Ja się z tym zgadzam jak najbardziej.
Wkurza mnie, że łatwiej jest faceta obwiniać za własna niezaradność życiową.
Jak ja nawalę, to moja wina, nie czyjaś.
Ok, dupek z niego, nie umiał porozmawiać, załatwić tego polubownie. Ale to, ze Autorka nie pracowała, to nie jego wina.
Najgorsze, że córka podpatrzyła model rodziny i właśnie go odtwarza.
Josz, powiedziałaś to wszystko, co chciałam dodać, po ostatnich wypowiedziach Cyngli.
Nawet, gdyby to był troll, to uważam, że jest to dobry temat do wypowiedzi/rozważań w temacie kobiet niepracujących zawodowo, będących na utrzymaniu męża. I o tym, jak czują się bezradne i zagrożone, jak "wali się ich świat" w momencie odcięcia finansów.
Ja także mam mieszane uczucia, gdy czytam historie kobiet wykształconych (mniej lub bardziej), które na własne życzenie na całe lata rezygnują z pracy (nie mówię już o jakieś karierze).
Gdyby wszystkie one były tak wygodne, a jednocześnie wyrachowane, to za w czasu zabezpieczyły by się finansowo, czerpiąc z dorobku męża, póki ten patrzy jeszcze łaskawym okiem.
Zresztą wielu mężów, oczekuje wręcz od żony pozostania w domu, bo tak wygodniej i kobiety godzą się na taki układ, sądząc naiwnie, że tak będzie zawsze.
Rozumiem jednak ich szok i przerażenie, gdy jak to napisałaś "wali im się świat", nie rozumiem natomiast wylewania pomy. i satysfakcji, że ktoś spadł z wysokiego konia, na którego inni wdrapują się z mozołem.
74 2016-08-28 23:43:49 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-28 23:44:57)
No, ale czekaj, Josz, bo z dalszych wypowiedzi Autorki niestety wynika, że to nie był grom z jasnego nieba, ale mogła się dawno spodziewać takiego zakończenia - i też nic nie zrobiła w kierunku jakiegoś zabezpieczenia siebie... Dziś wszystkie podsuwane tu pomysły torpeduje, bo jak to, takie z filmu czy co... Wysłanie kilku cv nie załatwi sprawy. Ale już wie, że może się starać o alimenty na siebie... To w końcu ma chęć coś zrobić ze swoim życiem czy nie ma?
I powtórzę, nie, nie zazdroszczę Autorce niczego. Nie muszę. Staram się patrzeć obiektywnie.
Ależ ja nie przeczę, że mogła...pójść do pracy, postawić się mężowi, rozwieść, gdy zdradził itd. ale nikt nie żyje w/g ściśle określonych schematów. Każdy niesie swój garb tak jak potrafi.
Istotne jest tu i teraz, czasu się nie cofnie i wcale nie widzę w wypowiedziach autorki, kompletnej bezradności. Ona już (albo dopiero) przejrzała na oczy i powoli zbiera w sobie siłę, żeby powstać z kolan. Nie będzie jej łatwo i ona o tym wie. Musi sobie poradzić, z przeciwnościami, sama z sobą i z córką, bo podejrzewam, że dziewczyna też była chowana pod kloszem, dlatego wspomniałam o tych obłokach.
No, ale czekaj, Josz, bo z dalszych wypowiedzi Autorki niestety wynika, że to nie był grom z jasnego nieba, ale mogła się dawno spodziewać takiego zakończenia - i też nic nie zrobiła w kierunku jakiegoś zabezpieczenia siebie... Dziś wszystkie podsuwane tu pomysły torpeduje, bo jak to, takie z filmu czy co... Wysłanie kilku cv nie załatwi sprawy. Ale już wie, że może się starać o alimenty na siebie... To w końcu ma chęć coś zrobić ze swoim życiem czy nie ma?
I powtórzę, nie, nie zazdroszczę Autorce niczego. Nie muszę. Staram się patrzeć obiektywnie.
Nie torpeduje, jest dopiero na początku drogi, nie otrząsnęła się jeszcze z szoku, na pewno analizuje różne możliwości.
Piszesz, że od dawna się nie układało, więc powinna była spodziewać się takiego zakończenia? Niekoniecznie, skoro od dawna było jak było, to dlaczego nie miałoby być tak nadal? Myślę, że na to właśnie liczyła - jakoś to będzie.
A to, że nie przytaknęła ochoczo na propozycję sprzedania, czy wynajęcia domu? Dziwisz się? Bo ja nie. Na ten moment, to jedyna jej ostoja bezpieczeństwa, dla niej, jej córki i wnuczki. Myślę, że prędzej, czy później będzie musiała ten dom sprzedać (choć nie życzę jej tego), ale najpierw musi do tego dojrzeć.
Jeśli całe życie mieszkała w domu z ogrodem, to będzie dla niej ogromną traumą zamieszkanie w domu wielorodzinnym. Ja jej współczuję, nagłej utraty stabilizacji, bez względu na przyczyny.
77 2016-08-29 00:11:45 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-29 00:14:57)
Zgadza się, ale ja nie mówiłam o sprzedaży, bo Autorka bez zgody męża tego zrobić i tak nie może, jest współwłaścicielem. Natomiast może wynająć. Nie musi całość - można jeden pokój. I już są pieniądze na przetrwanie? Są. A zostałam zakrzyczana, że od kiedy to domy się wynajmuje, chyba w filmach, nierealne...
Owszem, wynajmuje się. Za kasę z wynajmu całego domu nieraz żyje cała rodzina i jeszcze budują następny...
Co innego, gdyby argumentem było: dom jest w środku lasu, na końcu świata czy coś. Ale taki argument nie padł. Tylko od razu zanegowanie...
A dom zapewne trzeba będzie sprzedać, bo Autorka nie będzie w stanie spłacić męża - chyba że on się zlituje i odda jej swoją część.
Szkoda ,że współczujesz utraty stabilizacji a nie utraty męża ale w końcu w tym wątku chodzi tylko o pieniądze więc nie róbmy ofiary i zbłąkanej owieczki z autorki.
Szkoda ,że współczujesz utraty stabilizacji a nie utraty męża ale w końcu w tym wątku chodzi tylko o pieniądze więc nie róbmy ofiary i zbłąkanej owieczki z autorki.
Tak, właśnie utraty stabilizacji, a nie męża i nie sądzę, że chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze.
anicorek87 napisał/a:Szkoda ,że współczujesz utraty stabilizacji a nie utraty męża ale w końcu w tym wątku chodzi tylko o pieniądze więc nie róbmy ofiary i zbłąkanej owieczki z autorki.
Tak, właśnie utraty stabilizacji, a nie męża i nie sądzę, że chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze.
Josz wybacz, ale utrata wysokiego standardu życia, nie jest jeszcze końcem świata. Nie jedna rodzina nie raz, w kilka chwil, traci dorobek życia i muszą żyć dalej.
Tutaj autorka najbardziej ubolewa że, mąż Jej i córce nie będzie kasy dawał, sam mógłby iść w diabły, byleby forsa była. Dlatego myślę że, mąż od dawna, miał serdecznie dość bycia bankomatem.
Córki jakoś mi nie żal, dorosła jest i teraz powinna sama pomyśleć o sobie i dziecku.
Autorka zaraz przeżyje kolejny szok, jej wykształcenie nawet wysokie jest psu na budę, gdy przez 20 lat, nie pracowała. Ma swoje lata i zero doświadczenia, ciężko jej będzie wrócić na rynek pracy.
josz napisał/a:Cyngli, weź na wstrzymanie, To, że miałaś trudne początki i poradziłaś sobie, nie oznacza, że inni, którzy mieli trochę lepiej są g*fno warci i w momencie niepowodzenia należy ich przeczołgać. Twoja satysfakcja z sytuacji w jakiej znalazła się chloe34 jest żenująca.
chloe34 nie jest jedyną kobietą na tym forum, która po latach służby w domu (niech Wam będzie - wygodnego życia) obudziła się z ręką w nocniku, ale nikt jeszcze nie spotkał się tutaj z takim ostracyzmem i jawna agresją. Co z Wami?Jaka satysfakcja? Po prostu jej nie słodzę i nie udaję fałszywego smutku z powodu niefartu życiowego, jaki ma teraz przez swoją wcześniejszą stagnację!
Autorka nagle zaczyna oczerniać swojego męża po tym, jak dostaje niezbyt pochlebne opinie na swój temat.
Mąż bierze sterydy, zdradzał ją, ograniczał, źle traktował...
Naprawdę to łykniesz? Przecież to albo próba trollingu, albo jakaś oszustka.A nawet jeśli nie, to przepraszam bardzo - siedziała latami w domu, teraz ponosi tego konsekwencje. Mąż dbał o wszystko, zarabiał, płacił, dawał pieniądze. Teraz ona musi się tego wszystkiego nauczyć. Dostała kilka propozycji na to, co może teraz zrobić.
To jest dorosła kobieta, a zachowuje się jak nastolatka.
''Jawna agresja''? Nie, moja subiektywna opinia.
Jaki trolling to niestety prawda ![]()
josz napisał/a:anicorek87 napisał/a:Szkoda ,że współczujesz utraty stabilizacji a nie utraty męża ale w końcu w tym wątku chodzi tylko o pieniądze więc nie róbmy ofiary i zbłąkanej owieczki z autorki.
Tak, właśnie utraty stabilizacji, a nie męża i nie sądzę, że chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze.
Josz wybacz, ale utrata wysokiego standardu życia, nie jest jeszcze końcem świata. Nie jedna rodzina nie raz, w kilka chwil, traci dorobek życia i muszą żyć dalej.
Tutaj autorka najbardziej ubolewa że, mąż Jej i córce nie będzie kasy dawał, sam mógłby iść w diabły, byleby forsa była. Dlatego myślę że, mąż od dawna, miał serdecznie dość bycia bankomatem.
Córki jakoś mi nie żal, dorosła jest i teraz powinna sama pomyśleć o sobie i dziecku.
Autorka zaraz przeżyje kolejny szok, jej wykształcenie nawet wysokie jest psu na budę, gdy przez 20 lat, nie pracowała. Ma swoje lata i zero doświadczenia, ciężko jej będzie wrócić na rynek pracy.
Tobie nie musi byc żal mojej córki .. Wystarczy ze mi jest, ma początek taki jak ma i nie zamierzam jej jeszcze bardziej kopać. Macie faktycznie jakieś problemy , roztrząsanie finanse i pod nie podkładanie moich motywow działania. Za jakiś czas napisze jak wbijam zeby w ścianę i może wtedy doczekam sie ewentualnego poklepanie po plecach. Pisze w jaki sposób zachowuje sie maz, stał sie nagle obojętny a całe życie rozpieszczał córkę, wielokrotnie nie mogliśmy dojść do porozumienia kiedy bez mojej zgody kupował jej laptopa za 5 tys. Teraz nawet nie ma kontaktu z małą a siedział 12 godzin przy jej urodzeniu. Był to człowiek bardzo oddany swojemu dziecku. Powtarzam miał czegoś dosyć mógł porozmawiać, mogliśmy razem podjąć jakieś decyzje, ale on jak zwykle podejmuje je sam. Jak zwykle decydując o naszym losie. Mógł nas wcześniej poinformować, wtedy dałby nam szanse na ogarnięcie sie. Z pętla na szyi trudno poszukać racjonalnych rozwiązań. Zeby co niektórych dobić napisze, ze mam ukochanego konia, niektóre z was może maja ukochane pieski. Albo kotki. Kombinuje co zrobić, ale zapewne bede musiała go sprzedać, wyrywając kolejna cześć serca z siebie. On to wszystko wie i ma satysfakcję. Nie wiem ja nie potrafię tak traktować ludzi nawet tych do których kompletnie nic nie czuje.
83 2016-08-29 02:27:08 Ostatnio edytowany przez diana-1971 (2016-08-29 03:25:10)
Żal mi ludzi, kobiet, które faktycznie zostają nagle bez środków do życia, bez dachu nad głową. Nie żal mi osób które, ubolewają że, ich standard życia się obniży. Fortuna kołem się toczy.
Life is brutal.
Wkładasz wiele energii na " udowodnienie " swoich racji, tylko powinnaś je włożyć w próby porozumienia z mężem, a nie kłótnie na forum. Skąd mamy wiedzieć, jak tam było między Wami.
Poklepywanie po plecach, podawanie chusteczek i soli trzeźwiących, nie poprawią Twojej sytuacji.
Wiesz, jeśli będziesz zmuszona, obgryzać, tynk ze ściany, zawsze jest MOPS. ![]()
Żal mi ludzi, kobiet, które faktycznie zostają nagle bez środków do życia, bez dachu nad głową. Nie żal mi osób które, ubolewają że, ich standard życia się obniży. Fortuna kołem się toczy.
![]()
Life is brutal.
Wkładasz wiele energii na " udowodnienie " swoich racji, tylko powinnaś je włożyć w próby porozumienia z mężem, a nie kłótnie na forum. Skąd mamy wiedzieć, jak tam było między Wami.
Poklepywanie po plecach, podawanie chusteczek i soli trzeźwiących, nie poprawią Twojej sytuacji.
Wiesz, jeśli będziesz zmuszona, obgryzać, tynk ze ściany, zawsze jest MOPS.
No cóż skoro fortuna sie kołem toczy .. To może sie odbije... Zostałam sama na szerokim oceanie szukam kierunku w ktorym zacząć płynąc, aby dotrzeć do ladu. A na tym forum można utonąć . Miałam życie jakie miałam, nikomu nie zrobiłam krzywdy. Tyle mojego ![]()
85 2016-08-29 06:34:07 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-08-29 06:40:29)
Zeby co niektórych dobić napisze, ze mam ukochanego konia, niektóre z was może maja ukochane pieski. Albo kotki. Kombinuje co zrobić, ale zapewne bede musiała go sprzedać, wyrywając kolejna cześć serca z siebie.
Josz, a ja wiem co zdrażniło Cyngi i inne dziewczyny. Wypowiedzi w stylu powyższego zdania Autorki. Takie teksty pojawiają się w jej postach od początku.
Ale - ja absolutnie tego nie dostrzegłam - to nie jest żadna zazdrość ani satysfakcja...
Autorka, rozpieszczona żonka dyrektora, ma po prostu wnerwiający styl i cały czas widoczne w jej postach pretensje do świata i losu.
...
Chloe34 - Ty nie musisz tu nikogo opowieściami o swoim koniku "dobijać" (Twoje określenie). Coś Ci się jednak mocno pomyliło. Takie stwierdzenia są puste i źle o Tobie świadczą. Skąd wiesz, co ma w życiu np. Cyngi? No dobra, może nie ma konia ani nawet zwykłego helikoptera, ale ma za to szczęśliwą rodzinę i miłość męża, czego Tobie nie było trzeba, bo Ty kierowałaś się i kierujesz w życiu innymi wartościami, takimi wiesz, bardziej materialnymi...
....
Z rad, które mogłabym Ci udzielić (ale nie wiem, czy to jest to czego byś chciała; bo Ty nadal nie pozbyłaś się tzw. "wymagań"... od innych oczywiście...) to:
1. córka może wystąpić o alimenty do ojca dziecka; w razie problemów będzie jej płacił fundusz alimentacyjny, nie wiem ile, ale przypuśćmy że 500 zł
2. córka, dopóki się uczy, powinna dostawać alimenty od swojego ojca (Twojego męża). Nie, nie Ty Autorko dostajesz alimenty na córkę. Gdy jest ona pełnoletnia, dostaje je już sama. Powiedzmy 1000 zł (tatuś musi mieć dobrą pensję, skoro stać go było na konia)
3. razem z 500+ i tym drugim zasiłkiem = 3000 zł... niejedna samotna matka chciałaby tyle mieć; szkoła wieczorowo
4. skoro córka bez najmniejszego problemu utrzyma się sama, Ty idziesz do pracy. Cokolwiek... sprzątanie, praca na poczcie, w Biedronce...
To naprawdę niezła sytuacja. Nie ma co narzekać i biadolić, tylko trzeba zakasać rękawy, ruszyć dupska i troszkę jednak w życiu popracować (nooo, od razu wspomnę, bo może nie załapiesz - nie chodzi mi o ciężką i żmudną pracę polegającą na szczotkowaniu kucyka):P ![]()
Ja mam pomysł - sprzedaj konia, będzie kasa.
87 2016-08-29 07:53:41 Ostatnio edytowany przez _v_ (2016-08-29 08:14:46)
Cyngli, sorry, zwykle piszesz mądrze, ale tym razem jesteś niepotrzebnie złośliwa.
po pierwsze są kobiety, które zwyczajnie chcą zajmować się domem i dziećmi i nie pracować. wszystko ok, dopóki druga strona też się na to zgadza. tutaj to trochę wygląda tak, jakby ta druga strona jednak na to nalegala. może autorka nie miała aż tyle asertywnosci,zeby sie sprzeciwic. A może dla niej małżeństwo wygląda tak, że mąż pracuje, a żona zajmuje się domem i dziećmi - póki co jest to w Polsce legalne.
poza tym czesto padają argumenty typu: dziecko musi byc przy matce, matka ktora zostawia male dziecko i idzie do pracy nie jest dobrą matką itp. moze i nie mam dzieci, ale wydaje mi się,że mało która matka chce być złą matką czy za taką uznana. a to duża presja.
nie padło też nic o tym, że mąż od poczatku nalegal, żeby ona pracowała. czyli sorry,ale jemu też to odpowiadało. miał ją w domu,wszystko robilo sie samo,dzieci tez sie wychowywaly, a on mial pelna kontrole.
tylko (nie)stety, ale taka umowa jest do konca zycia. teoretycznie moze panu i władcy sie odwidziec, ale i na to ustawodawca znalazl sposob - alimenty na partnera sa przez piec lat -to daje czas na zdobycie jakiegos zawodu i wejscie na rynek pracy.
edit: mam wrażenie, że wiele kobiet tutaj się wypowiadających ma taką wewnętrzną może nawet podświadomą satysfakcję, że tej kobiecie się to przydarzyło, że w końcu spadła do ich poziomu PRAWDZIWEGO życia, z którym trzeba się dzień w dzień zmagać.
Troll czy nie troll, zastanówcie się dziewczyny, nad sobą. Tak niektóre z was krzyczą, jak to dają sobie świetnie radę itp, a tutaj wychodzi, że podświadomie nie akceptujecie swojego życia i tego, co was spotkało.
a koń nie jest aż takim luksusem w dzisiejszych czasach, żeby tylko wybranych milionerów mogło być na niego stać. Wiele osób ma konia i go dzierżawi innym lub do szkółki jazdy - wtedy utrzymanie go nie jest aż takim obciążeniem.
Nie mówiąc już o tym, że siedzenie w domu z dzieckiem siedzeniem nie jest - na pewno to wiecie. Wystarczy spytać nianię i gosposię jaką mają stawkę, to wtedy będziecie mieć obraz, ile kosztują takie usługi. No chyba, że autorka miała też nianię i gosposię - ale z drugiej strony, skoro mąż się na to zgadzał, to czemu ona miała z tego rezygnować?
Potrafię wczuć się w taką sytuację i zrozumieć, że to może być dla autorki szok. Autorka miała prawo być w domu i zajmować się dziećmi. A pieniądze zarobione przez męża, wg prawa nie są tylko jego, ale również jej (chyba że była rozdzielność) - na tym polega małżeństwo. Potrafię to zrozumieć, mimo że ja sama nigdy nie zgodziłabym się na zrezygnowanie z pracy i bycie zależną od męża. Jednak z tego co pisze wynika, że od początku nie było w tym związku równowagi i mąż miał przewagę.
Poza tym się zgadzam z tym, że w takiej sytuacji trzeba się nauczyć szukać rozwiązań i zacząć żyć na własny rachunek.
Ja mam pomysł - sprzedaj konia, będzie kasa.
Tak tez zrobię.. Życzę miłego dnia ..
89 2016-08-29 08:03:16 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-29 08:08:03)
Tobie nie musi byc żal mojej córki .. Wystarczy ze mi jest, ma początek taki jak ma i nie zamierzam jej jeszcze bardziej kopać.
Proszę Cię, nie wycieraj twarzy córką. Jak udowodniono wyżej, Twoja córka ma z czego żyć i to całkiem nieźle, jak załatwi sprawy urzędowe. To Ty byś chciała na jej plecach jechać dalej, tak jak do tej pory robiłaś to na mężowskich... dodatkowo chcesz ją uczyć takiego życia, że wszystko ma zapewnić najpierw tatuś, a potem facet, bo kobieta przecież ma w życiu ciężko...
Jak kogoś nie stać na konia, to go sprzedaje, a nie płacze na forach, że nie ma na chleb, bo mąż nie dał. Koniowi też będzie lżej. Oczekiwałaś, że zrzutkę na Ciebie zrobimy czy jak??? Mąż ma Ci konia karmić? A może MOPS?
Jak Ty takie smuty trułaś całe życie mężowi, że koń Ci serce rozrywa na oceanie życia i takie tam, to wiesz... święty by nie wytrzymał...
Swoją drogą, jak na kogoś, kto ukończył wyższe studia humanistyczne, kiepsko u Ciebie z przecinkami. Ale pewnie się czepiam, żeby dobić leżącego. Który zamiast próbować wstać, ma pretensje do świata, że go nie chce po główce pogłaskać i kasą sypnąć.
Edit: -v-, w zupełności się z Tobą zgodzę, ale nie widzę tu jakiejkolwiek chęci do czegokolwiek u Autorki. Może i mąż ją "zmusił" do siedzenia w domu z dzieckiem, nie wnikam. Ale już nie musi tego robić. Dwa miesiące to jest sporo czasu, żeby można było zacząć jakoś dbać o finanse zamiast zastanawiać się, czy mąż da, czy nie da.
jeszcze edytowałam, bo pisałam w drodze i nie mogłam wszystkiego dodać.
91 2016-08-29 08:19:46 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-29 08:26:19)
jeszcze edytowałam, bo pisałam w drodze i nie mogłam wszystkiego dodać.
No i nadal się zgadzam
Z tym właśnie zastrzeżeniem, że niestety czasem przychodzi czas, że trzeba zejść na ziemię.
Koń może i nie jest luksusem, i ja jak najbardziej rozumiem, że można go mieć i kochać - no, ale sorry. Czasem trzeba z czegoś w życiu rezygnować. Nie stać mnie - nie mam. Ewentualnie staję na głowie, żeby mnie było stać, jeśli bardzo chcę mieć. Sama doradziłaś - można konia wydzierżawić do szkółki itd. Ale rozrywanie szat, bo "serce się kroi, ukochany koń" koniowi jeść nie da. Ani tym bardziej Autorce, córce i wnuczce.
Sama mam ciocię, która po wieloletnim siedzeniu w domu z trójką dzieci została wdową. Po wujku dyrektorze. Jeszcze gorzej, bo nawet nie miała do kogo mieć pretensji
A jakoś się ogarnęła, dom sprzedała, na początek poszła pracować na umowę zlecenie do jednego z hipermarketów, mimo że również ma ukończone studia, dzieci na ludzi wyprowadziła... Da się? Da.
E tam jak dla mnie autorka jest po prostu wygodna i materialistka. Laptop za 5 tys , koń w posiadaniu, pewnie miała pomoc domową w domu i wcale tym domem się nie musiała zajmować bo ją było stać. Nikt by się nie czepiał gdyby w jej postach nie było samych kalkulacji finansowych.
Stać było męża, to czemu miała nie korzystać?
Dlaczego ją za to potępiać?
Czy to naprawdę coś złego?
Poza tym laptopa dostała córka, a nie ona.
To normalne, że ludzie przyzwyczajają się do dobrych rzeczy - i dzieje się to bardzo szybko.
Odzwyczaić się jest znacznie trudniej. Zwłaszcza jeśli następuje to nagle.
Małżeństwo (jak by nie mówić dużo o miłości) jest jednak pewnego rodzaju umową. Umową na tyle poważną, że ma skutki prawne - również poważne. W tym alimenty jeśli mąż nagle przestanie utrzymywać rodzinę.
Jeżeli był taki dominujący, to mógł żonę zmusić do pójścia do pracy, a nie pracować sam. Widocznie miał z tego jakieś korzyści. To, ze były niematerialne ma mniejsze znaczenie - bo jednak też korzystał z takiej sytuacji pełną gębą.
Małżeństwo (jak by nie mówić dużo o miłości) jest jednak pewnego rodzaju umową. Umową na tyle poważną, że ma skutki prawne - również poważne. W tym alimenty jeśli mąż nagle przestanie utrzymywać rodzinę.
Ale po alimenty należy ruszyć tyłek i iść do sądu, a nie płakać na forum, same nie przyjdą. No i liczyć się z tym, że niekoniecznie wysokość tych alimentów będzie umożliwiać życie na dotychczasowym poziomie, niestety.
Autorka nie chciała iść wcześniej do pracy a nie mąż jej nie kazał. Nikt jej niczego nie zazdrości po prostu może chcemy ją uświadomić ,że korzystanie z nadmiaru pieniędzy i nie przejmowanie się przyszłością miało wpływ na jej sytuację teraz. Mojego partnera kuzynka powiesiła się bo miała wszystko, drogie ubrania, wysokie kieszonkowe a i tak było jej mało. Chciała do ręki w wieku 18 lat dostać rodzinne pobierane z Norwegii 2000 tys zł jak rodzice się sprzeciwili to był bunt, do tego doszły dopalacze i koniec życia. Nie uważacie że pieniądze trzeba pożytkować mądrze i tak naprawdę one psują teraz młodych ludzi. Autorka ma konsekwencje tego o co zadbała przez te lata. Jedyne co to jak poradzili jej wszyscy iść do pracy ( z czym będzie ciężko) i córka powinna domagać się alimentów.
W tej kwestii się zgadzam - trzeba się wziąć do pracy - dosłownie i w przenośni.
-v- wiesz mnie razi postawa autorki, dla której forsa jest nr. 1. Zdecydowana większość kobiet, szukałoby porady, jak dotrzeć do męża. Tutaj mąż = bankomat i nic więcej. Trochę egoistyczne podejście.
Mam też nieodparte wrażenie że, autorka czegoś istotnego nie pisze. Rozumiem że, małżeństwa mają kryzysy, rozpadają się, padają przykre słowa, ale coś nie wierzę, że ojciec nagle i bez przyczyny, odwrócił się od córki i wnuczki.
Autorka niby nie wie dlaczego, tylko trudno uwierzyć w takie tłumaczenie.
Każda taka historia, ma dwie prawdy, jej i jego. My znamy tylko połowę tej historii. Co ciekawe, z każdym postem autorka dodaje nowe " smaczki ".
Jak dla mnie, pytanie autorki powinno brzmieć, jak puścić małża z torbami.
Jak dla mnie, pytanie autorki powinno brzmieć, jak puścić małża z torbami.
Zgadzam się!!!!!!!!!!!!!!
99 2016-08-29 09:40:27 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-29 09:43:16)
Ja mogę się tylko podpisać pod powyższymi postami, ale najbardziej moje odczucia pokazuje post Zorki.
Fakt, nie kopie się leżącego - ale Autorka nie leży, tylko ma tak wysoko zadartą głowę, że zaraz zaryje głową o lampę.
To mnie zraziło do niej od samego początku wątku.
Absolutnie nie jestem tu po to, by jakąś krucjatę prowadzić przeciwko kobietom zajmującymi się domem.
Sama właściwie jestem taką babą na gospodarstwie, która zajmuje się dzieckiem, gotuje, sprząta.
Dorabiam sobie, ale to nie są kokosy, więc na dobrą sprawę utrzymuje mnie mąż.
diana,widzisz, ja widzę odwrotnie:gdyby jej zależało na kasie męża, to zrobiłaby wszystko,żeby ten wrócił i nadal za wszystko płacił. ale ponoć każdy sądzi wg siebie ;p
prawda i fakty są jedne. równie dobrze mogłabyś powiedzieć, że moja prawda jest taka, że mój eks stosował wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną.a jego jest taka,że go prowokowalam i nie zachowywalam się tsk, jakby chciał. no chyba ze jesteś z tych,co to uważają,ze ofiara zawsze trochę prowokuje sprawce do przemocy.
owszem,na pewno nie wiemy wszystkiego. i pewnie się nie dowiemy.
i jak widać ten sam opis może wywołać zupelnie inne reakcje.
diana,widzisz, ja widzę odwrotnie:gdyby jej zależało na kasie męża, to zrobiłaby wszystko,żeby ten wrócił i nadal za wszystko płacił. ale ponoć każdy sądzi wg siebie ;p
Tylko, że Autorce nie zależy, żeby mąż wrócił, ale żeby nadal za wszystko płacił - owszem ![]()
widocznie nie jest takim ideałem - znaczy mąż
bo skoro by był, to by się go nie chciała pozbyć
można sobie oczywiście pół żartem spekulować
daleka jestem od kategorycznych sądów typu: ona jest taka, a on jest taki.
mogę się jedynie domyślać.
poza tym ja jestem z tych osób, co to uważają, że nie zawsze jest warto walczyć o związek.
czasem jest lepiej odejść.
już samo stwierdzenie "walka o związek" czy "walka o miłość" przyprawia mnie o zimne dreszcze ![]()
_v_ napisał/a:diana,widzisz, ja widzę odwrotnie:gdyby jej zależało na kasie męża, to zrobiłaby wszystko,żeby ten wrócił i nadal za wszystko płacił. ale ponoć każdy sądzi wg siebie ;p
Tylko, że Autorce nie zależy, żeby mąż wrócił, ale żeby nadal za wszystko płacił - owszem
Skąd Ty możesz o tym wiedzieć na czym mi zależy... Żyłam z mężem 20 lat w zgodzie.. To był jedyny mężczyzna jakiego miałam .. Jakim prawem mnie tak oceniasz... MamCi sie pytać jak go odzyskać... Może faktycznie nie warto.. Nagle usłyszałam od niego ze jestem wredna kurwa, ze mnie nie kocha, ze sie brzydzi... Warto walczyć? Niech odejdzie.. Ale z klasa, wie w jakiej jesteśmy sytuacji. Powtarzam szukam pracy ..nie poleciałam do sadu, wtedy serio zalezaloby mi tylko na kasie..
104 2016-08-29 10:27:40 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2016-08-29 10:29:50)
Ja bym tak nie jechala po tym mezu. Najpierw ukochana coreczka zalicza wpadke w mlodym wieku, dodatkowo z jakims dupkiem. Z dupkiem, bo z wartosciowym chlopakiem nie musialaby po sadach sie wloczyc o alimenty. A to naprawde wywoluje stres u rodzicow. Nastepnie dowiaduje sie ze jego ojciec ma raka. Zonka tylko o kasie. Facet moze sie zalamal. Sama autorka pisze ze maz twierdzi ze ja tesc nic nie obchodzi. Rak moze zalamac nie tylko chorego ale chyba nawet bardziej najblizsze osoby.
Moze on potrzebuje wsparcia od zony. ona jednak nawet nie kwapi sie by pojechac do niego, do tesciow. Tylko kasa, kasa i kasa.
Współczuję ci, głównie tego, że weszłaś na złe forum. Tutaj jak widzę najlepiej by było abyś się przeniosła w czasie i zmieniła swoje życie, ewentualnie popełniła samobójstwo bo dla takich chwastów szkoda miejsca na tej ziemi (anicorek87 - to co napisałaś o swojej kuzynce jest obrzydliwe! W końcu umarł człowiek, młoda dziewczyna, nawet troszkę ci jej nie szkoda?????)
chloe34 napisał/a:Tak biedny mój maz siedzi teraz nogami do góry i gra w PS4 ... Rano mamuś wyprasuje mu koszule i pozbiera skarpetki z ziemi ... Macie racje niech sobie odbije ciężkie lata z rodzina
))
No wiesz, tyle lat ciężko pracował na Wasz komfort, to niech teraz odpocznie.
Teraz Twoja kolej - wykaż się.
Twoim zdaniem ona w tym czasie leżała i pachniała? Sama nigdy nie byłam i nie będę kobietą przy facecie ale zdumiewa mnie to deprecjonowanie pracy kobiet w domu przez kobietę.
W każdym swoim poście sprowadzasz tę sytuację do pieniędzy i portfela. Zastanawiam się czy nie projektujesz na nią swojego sposobu myślenia.
Współczuję ci, głównie tego, że weszłaś na złe forum. Tutaj jak widzę najlepiej by było abyś się przeniosła w czasie i zmieniła swoje życie, ewentualnie popełniła samobójstwo bo dla takich chwastów szkoda miejsca na tej ziemi (anicorek87 - to co napisałaś o swojej kuzynce jest obrzydliwe! W końcu umarł człowiek, młoda dziewczyna, nawet troszkę ci jej nie szkoda?????)
Szkoda mi ale jej rodziców bo świetni , pracowici i kochający ludzie. Znam ich osobiście i mnie też pomogli. Przez tą historię co napisałam chciałam pokazać ,że wychowywanie w nadmiarze kasy i przesadnej miłości jest zgubne dla młodzieży. Tam jeszcze była zazdrość o brata , który był starszy miał finansowane studia , rodzice zbierali mu na mieszkanie i ona jako ta dorosła też wszystko chciała mieć .
Jak dla mnie, pytanie autorki powinno brzmieć, jak puścić małża z torbami.
Zgadzam się!!!!!!!!!!!!!!
Nie krzycz. Ba, wręcz wrzeszczysz.
Wystarczyłby jeden wykrzyknik, dla podkreślenia zgodności z wypowiedzią przedmówczyni.
Krzyk oznacza złość, frustrację, bezsilność... nie wyładowuj tych swoich negatywnych emocji na autorce.
Ja mogę się tylko podpisać pod powyższymi postami, ale najbardziej moje odczucia pokazuje post Zorki.
Fakt, nie kopie się leżącego - ale Autorka nie leży, tylko ma tak wysoko zadartą głowę, że zaraz zaryje głową o lampę.
To mnie zraziło do niej od samego początku wątku.Absolutnie nie jestem tu po to, by jakąś krucjatę prowadzić przeciwko kobietom zajmującymi się domem.
Sama właściwie jestem taką babą na gospodarstwie, która zajmuje się dzieckiem, gotuje, sprząta.
Dorabiam sobie, ale to nie są kokosy, więc na dobrą sprawę utrzymuje mnie mąż.
Cyngli, jak pamiętam, to raczej ty od początku przyjścia na forum często/gęsto swoimi wypowiedziami zrażasz rozmówców - nawet wątek był o tym.
Niech przestrogą będzie dla ciebie ten wątek, skoro jesteś na utrzymaniu męża.
Pomyśl zatem już teraz o swojej przyszłości, bo życie lubi zaskakiwać.
To taka moja dobra rada. ![]()
Moim zdaniem mąż po latach zapierniczania żeby utrzymać rodzinkę na oczekiwanym wysokim poziomie, może wobec braku wdzięczności i roszczeniowosci wreszcie powiedział dość.
Nie dość ze się jego pasożyty nie garną do pracy a wymagania wielkie (koń, buhahahaha - BTW akurat wiem ile kosztuje utrzymanie konika jako pupilka - i sorry, są ty to być noze na jego pasze zarobiła ) to jeszcze się mnożą. Czego konsekwencje on ponosi i juz zamiast 2 ma na utrzymaniu 3!
Sorry, ale święty by miał dość.
Nie musiałaś pracować więc mogłaś wychować córkę. Co robiłaś przez 20 lat? Jak przychodził list z zusu to nie miałaś nawet 1 refleksji? Nic? Null?
Z koniem cały dzień siedziałaś?
Z nudów mogłaś chociaż solarium otworzyć.
Nie dam Ci rady comasz robić bo i tak jej nie wykorzystasz. Ty chcesz zaczarowac swiat żeby znów było jak dawniej - czyli żeby kasa płynęła bez pracy. A bilans życia wychodzi niestety na 0, wiec sama sobie odpowiedz jak teraz będzie.
Ja miałam początki podobne do Cyngli, za co dziękuję Bogu, bo wtedy dostałam -1000 co nauczyło mnie pracy i samodzielności, a teraz już jest na + żeby końcem końców wyszło to 0.
Może znajdź innego dyrektora?
Cyngli napisał/a:chloe34 napisał/a:Tak biedny mój maz siedzi teraz nogami do góry i gra w PS4 ... Rano mamuś wyprasuje mu koszule i pozbiera skarpetki z ziemi ... Macie racje niech sobie odbije ciężkie lata z rodzina
))
No wiesz, tyle lat ciężko pracował na Wasz komfort, to niech teraz odpocznie.
Teraz Twoja kolej - wykaż się.
Twoim zdaniem ona w tym czasie leżała i pachniała? Sama nigdy nie byłam i nie będę kobietą przy facecie ale zdumiewa mnie to deprecjonowanie pracy kobiet w domu przez kobietę.
W każdym swoim poście sprowadzasz tę sytuację do pieniędzy i portfela. Zastanawiam się czy nie projektujesz na nią swojego sposobu myślenia.
Swanen, i pisze to kobieta/ żona/ matka, która sama jest na utrzymaniu męża.
To chore!
111 2016-08-29 11:34:10 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-29 11:40:41)
anicorek87 napisał/a:Jak dla mnie, pytanie autorki powinno brzmieć, jak puścić małża z torbami.
Zgadzam się!!!!!!!!!!!!!!
Nie krzycz. Ba, wręcz wrzeszczysz.
Wystarczyłby jeden wykrzyknik, dla podkreślenia zgodności z wypowiedzią przedmówczyni.
Krzyk oznacza złość, frustrację, bezsilność... nie wyładowuj tych swoich negatywnych emocji na autorce.Cyngli napisał/a:Ja mogę się tylko podpisać pod powyższymi postami, ale najbardziej moje odczucia pokazuje post Zorki.
Fakt, nie kopie się leżącego - ale Autorka nie leży, tylko ma tak wysoko zadartą głowę, że zaraz zaryje głową o lampę.
To mnie zraziło do niej od samego początku wątku.Absolutnie nie jestem tu po to, by jakąś krucjatę prowadzić przeciwko kobietom zajmującymi się domem.
Sama właściwie jestem taką babą na gospodarstwie, która zajmuje się dzieckiem, gotuje, sprząta.
Dorabiam sobie, ale to nie są kokosy, więc na dobrą sprawę utrzymuje mnie mąż.Cyngli, jak pamiętam, to raczej ty od początku przyjścia na forum często/gęsto swoimi wypowiedziami zrażasz rozmówców - nawet wątek był o tym.
Niech przestrogą będzie dla ciebie ten wątek, skoro jesteś na utrzymaniu męża.
Pomyśl zatem już teraz o swojej przyszłości, bo życie lubi zaskakiwać.
To taka moja dobra rada.
Zaskoczę Cię, ale odkładam pieniądze na konto i mam możliwość wyjazdu za granicę w każdej chwili, więc nie zginę.
Dorabiam na boku i spokojnie poradziłabym sobie bez męża, gdyby go zabrakło.
A co do zrażania rozmówców - ja tu nie szukam przyjaciół, tylko wyrażam swoje zdanie na różne tematy. Zresztą, jak większość forumowiczów. Nikogo nie udaję, jestem jaka jestem, niektórzy mnie doceniają, inni nie. Nie muszę być forumową gwiazdą kochaną przez wszystkich, do szczęścia mi to nie jest potrzebne.
Jak zwykle wszyscy przyczepiają się do mnie i mojego punktu widzenia, mimo, że 5 innych babeczek podziela moje zdanie na temat tego, co napisała Autorka ;-D
Proszę bardzo, wyżyjcie się, mnie to zwisa i powiewa. Przywykłam.
Nikt nie krzyczy ani nie jest złośliwy żyworódko po prostu jak dla mnie ( moja ocena)pokazywanie swoim dzieciom czy innym swoją nieporadność, to że można mieć wszystko nie robiąc w życiu nic jest demoralizujące.
A ja tak z innej beczki..ja ojciec-dziadek może zostawić swoją rodzinę?już nie chodzi o kasę ale o jakieś więzy rodzinne?
co miał do żony to miał..mógł to załatwić w inny sposób..ALE NIE , lepiej dać nogę bo tak najprościej....gdzie tu jakaś odpowiedzialność dorosłego mężczyzny?
jakieś uczucia do córki?do wnuka?
ja sobie nie wyobrażam żebym mogła tak postąpić w stosunku do mojej rodziny..trzeba być wypranym z uczuć
moja mama również siedziała w domu z czwórką dzieci i nie pracowała. Jak urodziło się pierwsze chciała wrócić do pracy ale teściowa nie chciała zostać więc nie miała jak...a tata nie chciał żeby szła do pracy..z resztą kiedyś były inne zwyczaje....ale myślicie że moja mama siedziała i nic nie robiła??
nieeee..budowała nasz dom..prawie sama z pomocą dziadka...dziś jest wrakiem fizyczniie...a w międzyczasie DOBRZE wychowała czwórkę dzieci. To jest ciężka praca.
i powinni płacić matkom które są w domu z dziećmi..bo wychowują pokolenia które będą pracować na nasze emerytury..ale to już szczegół....bo kwestia polityczna
wracając do autorki-co złego zrobiła że tak ją tępicie?bo miała lepiej od niektórych z Was?zazdrość przez Was przemawia...zamiast w złośliwy sposób możecie okazać trochę zrozumienia i doradzić coś PO LUDZKU a nie po chamsku
Autorko..moim zdaniem pierwszym krokiem jaki powinieneś wykonać jest pójście do prawnika..będziesz miała jasność co robić, co Ci się nalezy
a co do Twojego mężą...cóż ma tyle lat a zwinął się?co jest wart??nic więc o co walczyć??
a autorka myśli praktycznie...kasa jest ważna i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej bo bez kasy nie przeżyjesz..niestety..a zakładając rodzinę bierze się za nią odpowiedzialność...OBOJE..więc jesli możesz autorko poszukaj pracy na pół etatu...zawsze to jakiś początek
114 2016-08-29 11:48:43 Ostatnio edytowany przez Swanen (2016-08-29 11:50:17)
Swanen napisał/a:Cyngli napisał/a:Teraz Twoja kolej - wykaż się.
Twoim zdaniem ona w tym czasie leżała i pachniała? Sama nigdy nie byłam i nie będę kobietą przy facecie ale zdumiewa mnie to deprecjonowanie pracy kobiet w domu przez kobietę.
W każdym swoim poście sprowadzasz tę sytuację do pieniędzy i portfela. Zastanawiam się czy nie projektujesz na nią swojego sposobu myślenia.Swanen, i pisze to kobieta/ żona/ matka, która sama jest na utrzymaniu męża.
To chore!
Nie wiem dlaczego ten post zmienił się w nagonkę na chloe34 a dołączają coraz to nowe krytykujące. Chyba ludzi rzeczywiście kłuje najbardziej zamożność innych. Jakby napisała, że gnieździła się w jednym pokoju, dziecku banana od niedzieli kupowała, to by się nad nią użalili.
żyworódka napisał/a:Swanen napisał/a:Twoim zdaniem ona w tym czasie leżała i pachniała? Sama nigdy nie byłam i nie będę kobietą przy facecie ale zdumiewa mnie to deprecjonowanie pracy kobiet w domu przez kobietę.
W każdym swoim poście sprowadzasz tę sytuację do pieniędzy i portfela. Zastanawiam się czy nie projektujesz na nią swojego sposobu myślenia.Swanen, i pisze to kobieta/ żona/ matka, która sama jest na utrzymaniu męża.
To chore!Nie wiem dlaczego ten post zmienił się w nagonkę na chloe34 a dołączają coraz to nowe krytykujące. Chyba ludzi rzeczywiście kłuje najbardziej zamożność innych. Jakby napisała, że gnieździła się w jednym pokoju, dziecku banana od niedzieli kupowała, to by się nad nią użalili.
Jakby napisala ze maz poszedl do 20 letniej kochanki to tez by sie uzalili. Ale poniewaz on laskawie nie uciekl do kochanki to jest bohaterem a ona zla, glupia i interesowna
zaden facet tak nie dokopie kobiecie jak inna kobieta.
Autorko, podwojnie wspolczuje.
mnie żenuje ta hipokryzja: z jednej strony wiele osób mówi, że kobieta jest łasa na kasę, bo chce alimenty od męża, a z drugiej mają prawie do niej pretensje, że o tej kasie dla siebie nie myślała przez ostatnie lata. Jakieś rozdwojenie czy jak?
No to zaczęła myśleć teraz! w końcu. Lepiej późno niż wcale.
Nagle się okazuje, że pieniądze nie są aż tak ważne - tylko, że to ma rację bytu, bo dotyczy innych.
A jak chodzi o mnie, to już sytuacja jest wyjątkowa - Cyngli, skoro mąż zarabia, Ty dorabiasz, masz świadczenia, to po co Ci jeszcze 1300 zł z innego wątku?
Bo możesz.
No więc autorka też może i też jej się należą pieniądze od męża - koniec, kropka.
Tu jest jeszcze jedna rzecz, na którą zwróciła uwagę beniaban - wyjątkowo się z nią zgodzę - można się kłócić z małżonkiem, rozstawać się itp.
Ale kto normalny zostawia rodzinę, w tym swoje dziecko, bez środków do życia z dnia na dzień?
118 2016-08-29 12:04:09 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2016-08-29 12:05:33)
Moim zdaniem mąż po latach zapierniczania żeby utrzymać rodzinkę na oczekiwanym wysokim poziomie, może wobec braku wdzięczności i roszczeniowosci wreszcie powiedział dość.
Nie dość ze się jego pasożyty nie garną do pracy a wymagania wielkie (koń, buhahahaha - BTW akurat wiem ile kosztuje utrzymanie konika jako pupilka - i sorry, są ty to być noze na jego pasze zarobiła ) to jeszcze się mnożą. Czego konsekwencje on ponosi i juz zamiast 2 ma na utrzymaniu 3!
Sorry, ale święty by miał dość.
Nie musiałaś pracować więc mogłaś wychować córkę. Co robiłaś przez 20 lat? Jak przychodził list z zusu to nie miałaś nawet 1 refleksji? Nic? Null?
Z koniem cały dzień siedziałaś?
Z nudów mogłaś chociaż solarium otworzyć.
Nie dam Ci rady comasz robić bo i tak jej nie wykorzystasz. Ty chcesz zaczarowac swiat żeby znów było jak dawniej - czyli żeby kasa płynęła bez pracy. A bilans życia wychodzi niestety na 0, wiec sama sobie odpowiedz jak teraz będzie.
Ja miałam początki podobne do Cyngli, za co dziękuję Bogu, bo wtedy dostałam -1000 co nauczyło mnie pracy i samodzielności, a teraz już jest na + żeby końcem końców wyszło to 0.
Może znajdź innego dyrektora?
Nooo, kolejna frustratka.
Sama przyznajesz, że sytuacja cię do tego zmusiła, wręcz nauczyło cię to "pracy i samodzielności".
Znaczy, wcześniej nie wykazywałaś się tymi pozytywnymi cechami. Autorka też wcześniej nie miała takiej potrzeby, zatem pozwólmy jej "zebrać się w sobie", aby zaczęła układać swoje życie "po nowemu". Na razie jest w fazie "nic nie robienia" w praktyce, ale jej myślenie idzie w tym kierunku, aby wybrnąć z tej sytuacji.
Co do rad w sprawie sprzedaży konia i wynajmu części domu, to pozwolę sobie zauważyć, że:
- koń jest ich wspólnym majątkiem, zatem mąż musiałby wyrazić zgodę na jego sprzedaż. Oczywistym jest, że uzyskane pieniądze byłyby do podziału między
małżonkami, bo nie przypuszczam, aby się zrzekł swojej części, co wnioskuję na jego obecnym zachowaniu wobec żony w kwestii finansów na życie.
A póki co, to koniowi trzeba podsypać owsa.
- dom również jest w części własnością męża, zatem na wynajem również żona musiałaby uzyskać jego zgodę, bo podziału zapewne nie było, czyja część
domu do kogo należy.
Tak, że te rady adwersarzy, to nie takie hop siup dana dana, do załatwienia od ręki.
119 2016-08-29 12:05:00 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-29 12:05:53)
A jak chodzi o mnie, to już sytuacja jest wyjątkowa - Cyngli, skoro mąż zarabia, Ty dorabiasz, masz świadczenia, to po co Ci jeszcze 1300 zł z innego wątku?
Bo możesz.No więc autorka też może i też jej się należą pieniądze od męża - koniec, kropka.
A czy ja gdzieś napisałam, że jej się nie należą?!
Pokaż mi.
Po co mi świadczenia? Bo mam chore dziecko, którego leczenie KOSZTUJE. I nie siedzę w domu, bo mi się tak podoba, po prostu nie mam z kim zostawić dziecka, a w normalnym przedszkolu go nie chcieli.
Mój mąż zarabia 1200zł. Kokosy, co?
Ulżyło Ci?
Nie wiem dlaczego ten post zmienił się w nagonkę na chloe34 a dołączają coraz to nowe krytykujące. Chyba ludzi rzeczywiście kłuje najbardziej zamożność innych. Jakby napisała, że gnieździła się w jednym pokoju, dziecku banana od niedzieli kupowała, to by się nad nią użalili.
i snickersa dzielila na trzy...
Faktycznie, żenua...
_v_ napisał/a:A jak chodzi o mnie, to już sytuacja jest wyjątkowa - Cyngli, skoro mąż zarabia, Ty dorabiasz, masz świadczenia, to po co Ci jeszcze 1300 zł z innego wątku?
Bo możesz.No więc autorka też może i też jej się należą pieniądze od męża - koniec, kropka.
A czy ja gdzieś napisałam, że jej się nie należą?!
Pokaż mi.Po co mi świadczenia? Bo mam chore dziecko, którego leczenie KOSZTUJE. I nie siedzę w domu, bo mi się tak podoba, po prostu nie mam z kim zostawić dziecka, a w normalnym przedszkolu go nie chcieli.
Mój mąż zarabia 1200zł. Kokosy, co?Ulżyło Ci?
Cyngli te pieniądze się należą jak psu buda nie musi się o nie prosić ani walczyć w sądzie o dobroczynność męża i łaskawość. Jeżeli ktoś nie ma chorego dziecka na utrzymaniu to niech nie porównuje do kogoś komu po prostu było wygodnie. Nie ma czego zazdrościć bo za pewne oddała by 1300 zł byle żeby dziecko było zdrowe.
Mąż jest Ci winien poważną rozmowę. Trzeba omówić, co dalej z domem, dzieckiem ( 19 lat to jeszcze dzieciak), wnukiem.
Córka pewnie jeszcze się uczy i to też dodatkowe koszty.
Czy chce się rowodzić, czy masz wystawić dom na sprzedaż, pilnie szukać pracy, aby opłacić rachunki itp?
On strzelił focha i wyprowadził się. Może to nie foch, a depresja. Na ten temat też trzeba porozmawiać.
Zapewne Wasz styl życia był Waszą wspólną decyzją. Zakup konia pewnie też, więc teraz wspólnie musicie określić co dalej.
Rozmawiajcie, przecież musisz podjąć decyzję jak dalej żyć.
Na pocieszenie. Moja znajoma również zawodowo nie pracowała. Mąż chciał mieć żonę w domu i dopilnowane dzieci.
Kiedy on stracił pracę i zdrowie to właśnie ona zaczęła zarabiać. Jest im ciężko, bo nie zarabia dużo, ale jakoś sobie radzą.
Na zdrowe uczące się dziecko do lat 26 pieniądze też się nalezą. Córka nie musi iść do wieczorówki.
Nie, nie ulżyło - bo ja nie czuję potrzeby, żeby innym było tak samo źle jak mi.
I nie zazdroszczę nikomu, że jest mu lepiej - niech korzysta do woli.
Ale skoro tak łatwo radzisz autorce, to ja poradzę i Tobie: niech Twój mąż poszuka sobie lepiej płatnej pracy i przeprowadźcie się gdzieś, gdzie są odpowiednie przedszkola i szkoły.
pannapanna napisał/a:Moim zdaniem mąż po latach zapierniczania żeby utrzymać rodzinkę na oczekiwanym wysokim poziomie, może wobec braku wdzięczności i roszczeniowosci wreszcie powiedział dość.
Nie dość ze się jego pasożyty nie garną do pracy a wymagania wielkie (koń, buhahahaha - BTW akurat wiem ile kosztuje utrzymanie konika jako pupilka - i sorry, są ty to być noze na jego pasze zarobiła ) to jeszcze się mnożą. Czego konsekwencje on ponosi i juz zamiast 2 ma na utrzymaniu 3!
Sorry, ale święty by miał dość.
Nie musiałaś pracować więc mogłaś wychować córkę. Co robiłaś przez 20 lat? Jak przychodził list z zusu to nie miałaś nawet 1 refleksji? Nic? Null?
Z koniem cały dzień siedziałaś?
Z nudów mogłaś chociaż solarium otworzyć.
Nie dam Ci rady comasz robić bo i tak jej nie wykorzystasz. Ty chcesz zaczarowac swiat żeby znów było jak dawniej - czyli żeby kasa płynęła bez pracy. A bilans życia wychodzi niestety na 0, wiec sama sobie odpowiedz jak teraz będzie.
Ja miałam początki podobne do Cyngli, za co dziękuję Bogu, bo wtedy dostałam -1000 co nauczyło mnie pracy i samodzielności, a teraz już jest na + żeby końcem końców wyszło to 0.
Może znajdź innego dyrektora?Nooo, kolejna frustratka.
Sama przyznajesz, że sytuacja cię do tego zmusiła, wręcz nauczyło cię to "pracy i samodzielności".
Znaczy, wcześniej nie wykazywałaś się tymi pozytywnymi cechami. Autorka też wcześniej nie miała takiej potrzeby, zatem pozwólmy jej "zebrać się w sobie", aby zaczęła układać swoje życie "po nowemu". Na razie jest w fazie "nic nie robienia" w praktyce, ale jej myślenie idzie w tym kierunku, aby wybrnąć z tej sytuacji.
Co do rad w sprawie sprzedaży konia i wynajmu części domu, to pozwolę sobie zauważyć, że:
- koń jest ich wspólnym majątkiem, zatem mąż musiałby wyrazić zgodę na jego sprzedaż. Oczywistym jest, że uzyskane pieniądze byłyby do podziału między
małżonkami, bo nie przypuszczam, aby się zrzekł swojej części, co wnioskuję na jego obecnym zachowaniu wobec żony w kwestii finansów na życie.
A póki co, to koniowi trzeba podsypać owsa.
- dom również jest w części własnością męża, zatem na wynajem również żona musiałaby uzyskać jego zgodę, bo podziału zapewne nie było, czyja część
domu do kogo należy.
Tak, że te rady adwersarzy, to nie takie hop siup dana dana, do załatwienia od ręki.
Hahaha, bo wcześniej miałam 18 lat ![]()
I tak - od tamtej pory pracuję I wychowuję dzieci (no pacz - da się! )- bo nie tylko nie jestem pasożytem ale przede wzystkim nie jestem głupim leniem, który swoje być albo nie być uzaleznia od innej osoby. Szanuję matki które chcą mogą zająć się tylko wychowaniem dzieci - sama bym tak chciała, ale ile? 20 lat wychowywała córkę? Karmi ja nadal łyżeczką? Może dlatego córka nie wiedziała skąd się biorą dzieci? Córce nie udało się trafić na derektora jak mamusi i teraz trzeba kombinować.
A co do tego faceta - pewnie że I córki mógł mieć dość. Łoży tyle lat na naukę a ta wraca z brzuchem. Facetowi może ręce opadły.
126 2016-08-29 12:28:56 Ostatnio edytowany przez pannapanna (2016-08-29 12:30:18)
.
Mąż jest Ci winien poważną rozmowę. Trzeba omówić, co dalej z domem, dzieckiem ( 19 lat to jeszcze dzieciak), wnukiem.
Córka pewnie jeszcze się uczy i to też dodatkowe koszty.
Czy chce się rowodzić, czy masz wystawić dom na sprzedaż, pilnie szukać pracy, aby opłacić rachunki itp?
On strzelił focha i wyprowadził się. Może to nie foch, a depresja. Na ten temat też trzeba porozmawiać.
Zapewne Wasz styl życia był Waszą wspólną decyzją. Zakup konia pewnie też, więc teraz wspólnie musicie określić co dalej.
Rozmawiajcie, przecież musisz podjąć decyzję jak dalej żyć.
Na pocieszenie. Moja znajoma również zawodowo nie pracowała. Mąż chciał mieć żonę w domu i dopilnowane dzieci.
Kiedy on stracił pracę i zdrowie to właśnie ona zaczęła zarabiać. Jest im ciężko, bo nie zarabia dużo, ale jakoś sobie radzą.
dokladnie. Pojedz do niego i porozmawiaj. On dwa miesiace siedzi u rodzicow, ale nie sklada pozwu o rozwod, wiec moze jest tam by pomoc matce (niewiemy w jakim stanie jest tesc). Pogadaj z nim na spokojnie.
Co do zostawienia bez srodkow do zycia to autorka tego nie napisala. napisala ze od corki nie bierze wiec przez te dwa miesiace chyba dawal pieniadze na zycie i na rachunki. autorka bardziej boi sie tego, ze nie wie na czym stoi i czy nadal bedzie maz oplacal rachunki. Po prostu zyje w niepewnosci. I ja rozumiem, ze to jest okropne uczucie.
Co do corki, to bardzo mozliwe ze ojciec jej daje pieniadze, moze sie spotykaja tylko autorka o tym nie wie lub nie chce napisac.
Cyngli napisał/a:_v_ napisał/a:A jak chodzi o mnie, to już sytuacja jest wyjątkowa - Cyngli, skoro mąż zarabia, Ty dorabiasz, masz świadczenia, to po co Ci jeszcze 1300 zł z innego wątku?
Bo możesz.No więc autorka też może i też jej się należą pieniądze od męża - koniec, kropka.
A czy ja gdzieś napisałam, że jej się nie należą?!
Pokaż mi.Po co mi świadczenia? Bo mam chore dziecko, którego leczenie KOSZTUJE. I nie siedzę w domu, bo mi się tak podoba, po prostu nie mam z kim zostawić dziecka, a w normalnym przedszkolu go nie chcieli.
Mój mąż zarabia 1200zł. Kokosy, co?Ulżyło Ci?
Cyngli te pieniądze się należą jak psu buda nie musi się o nie prosić ani walczyć w sądzie o dobroczynność męża i łaskawość. Jeżeli ktoś nie ma chorego dziecka na utrzymaniu to niech nie porównuje do kogoś komu po prostu było wygodnie. Nie ma czego zazdrościć bo za pewne oddała by 1300 zł byle żeby dziecko było zdrowe.
-v- tu juz przeginasz. Nasza leniwa smutna autorka tego wątku nie zna 5% problemów matki która ma chore dziecko. Żenujące jest to porównanie i obrzydliwe.
Nie, nie ulżyło - bo ja nie czuję potrzeby, żeby innym było tak samo źle jak mi.
Ale mi nie jest źle, wręcz przeciwnie - jesteśmy bardzo szczęśliwi, mimo kilku problemów, które nas spotkały.
Ale skoro tak łatwo radzisz autorce, to ja poradzę i Tobie: niech Twój mąż poszuka sobie lepiej płatnej pracy i przeprowadźcie się gdzieś, gdzie są odpowiednie przedszkola i szkoły.
Dziękuję, choć nie prosiłam o radę, w odróżnieniu od Autorki tego wątku ;-).
Cyngli napisał/a:_v_ napisał/a:A jak chodzi o mnie, to już sytuacja jest wyjątkowa - Cyngli, skoro mąż zarabia, Ty dorabiasz, masz świadczenia, to po co Ci jeszcze 1300 zł z innego wątku?
Bo możesz.No więc autorka też może i też jej się należą pieniądze od męża - koniec, kropka.
A czy ja gdzieś napisałam, że jej się nie należą?!
Pokaż mi.Po co mi świadczenia? Bo mam chore dziecko, którego leczenie KOSZTUJE. I nie siedzę w domu, bo mi się tak podoba, po prostu nie mam z kim zostawić dziecka, a w normalnym przedszkolu go nie chcieli.
Mój mąż zarabia 1200zł. Kokosy, co?Ulżyło Ci?
Cyngli te pieniądze się należą jak psu buda nie musi się o nie prosić ani walczyć w sądzie o dobroczynność męża i łaskawość. Jeżeli ktoś nie ma chorego dziecka na utrzymaniu to niech nie porównuje do kogoś komu po prostu było wygodnie. Nie ma czego zazdrościć bo za pewne oddała by 1300 zł byle żeby dziecko było zdrowe.
czyli ta wygoda innych tak Cie boli? Swanen jak widac, miala racje. Trafila w punkt :-)