netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Co jest dobre, co jest złe

136 odpowiedzi13 002 wyświetleniazałożony przez IzaB, 04.02.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest dobre, co jest złe

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 137 z 137 ]

131

Odp: Co jest dobre, co jest złe
lilianna90 napisał/a:

Dobra autorka popełniła błędy, zagubiła się, pomieszała kolejność- zwał jak zwał, ale czemu autorka nic nie robi żeby z tego wyjść? 1,5 roku temu przeniosła się do Polski- czemu nagle teraz musi do nich wrócić? Czemu dalej nie pracuje? Czemu nie rozmawiała z dziećmi czy chcą zostać z ojcem czy wolałyby mieszkać w Polsce? Czemu tak de facto nie zrobiła nic?

Bo tak naprawdę podjęła już decyzję - ale nie chce się przyznać sama przed sobą - bo to zła, egoistyczna decyzja.

132

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Próbuję się postawic w Twojej sytuacji ale jakoś nie potrafię choć pewnie łatwo jest powiedzieć komuś kto nigdy czegoś takiego nie doświadczył, jedyne co mogę poradzić to pomyślenie o dobru dzieci, bo one wg mnie są najważniejsze, facet teraz jest ale nigdy nie wiadomo czy jest na zawsze a dzieci już tak.

133 Ostatnio edytowany przez IzaB (2016-02-10 12:03:11)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
apologises napisał/a:

Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.

Moze bylby to punkt dla mojego meza, pod warunkiem, ze jakakolwiek sprawa by sie odbyla, po drugie, ja takich "punktow" dla siebie znalazalabym wiecej niz 1.

złata napisał/a:

Sytuacja opisywana przez Izabelę nadal jak dla mnie jest niejasna. To odejście nie od a do, zatajanie istnienia Ktosia, mimo, że pojawił się po faktycznym rozstaniu. Rozważania na co nie zasłużył Ktoś i jak ciężko będzie bez niego przy braku wątpliwości co do odczuć dzieci. Niejasne dla mnie są również przesłanki dylematu: kochanek czy dzieci. Bo o co chodzi? O tęsknotę za dziećmi, obawę o ich bezpieczeństwo, troskę, odpowiedzialność czy o brak umiejętności zniesienia łatki "wyrodnej matki", alimenty, winę za rozpad małżeństwa?

Dlaczego nie obnosze sie ze zwiazkiem z Kims? To proste, po pierwsze, obawiam sie, ze moj maz, ktory wiedzac o tym, ze sie zakochalam, ze mam kogos na powaznie, poczulby sie naprawde zdradzony, nie w swojej glowie, jak to zawsze bywalo, bo o zdrady oskarzal mnie regularnie w trakcie naszego zwiazku. Boje sie tego. Dla mnie to skonczylo sie jeszcze przed separacja, mimo, ze nic nie laczylo mnie z Kims. Separacja a potem zblizenie sie do Kogos, to bylo tylko przypieczetowanie tego faktu. "wyrodna matka"? Szczerze, to nie bardzo interesuja mnie jakiies  łatki. Zdaje sobie sprawe, ze nikt za mnie zycia nie przezyje, nikt za mnie nie umrze. Wiec dlaczego na forum? W chwili slabosci, chcialam sie poradzic, porozmawiac, moze spotkac kogos, kto przezyl cos podobnego.
"Wyrodna matka" to jest nic, ktostam tu juz pojechal ze jestem suka ktora goni sie ze swoim psem. I to lubi. Nawet nie chce mi sie tego cytowac i na to odpowiadac. Rozne obelgi juz slyszalam, nie wiem czy sa na tyle wulgarne slowa ktore moga mnie jeszcze moze ruszyc. Poza tym, zdaje sobie sprawe, ze anonimowosc forum czy sieci ogolnie, daje ludziom swobode wypowiadania sie w skrajny sposob, nie oburzam sie wiec.
I nie uzalam sie nad swoim dziecinstwem, ani malzenstwem. Ten temat zaczal ktos inny, ja potwierdzam, ze cos moze w tym byc, jednak nie szukam w tym usprawiedliwienia. W niczym go nie szukam, rozgrzeszenia tez nie.

lilianna90 napisał/a:

Dobra autorka popełniła błędy, zagubiła się, pomieszała kolejność- zwał jak zwał, ale czemu autorka nic nie robi żeby z tego wyjść? 1,5 roku temu przeniosła się do Polski- czemu nagle teraz musi do nich wrócić? Czemu dalej nie pracuje? Czemu nie rozmawiała z dziećmi czy chcą zostać z ojcem czy wolałyby mieszkać w Polsce? Czemu tak de facto nie zrobiła nic?

Do Polski wrocilam we wrzesniu zeszlego roku. dokladnie 5 miesiecy temu. Nie pracuje juz dluzej, moj kontrakt sie skonczyl, prawda jest taka ze bylam malo wydajnym pracownikiem. Ostatni rok w pracy dal mi strasznie w kosc, czesto sie spoznialam, mialam problemy z koncentracja. Apogeum to byla wizyta mojego meza, ktory przy klientach i szefie rzucal we mnie jakimis papierami i przeklinal po polsku.
Jak wyjezdzalam do Polski, bylam przekonana, ze jade tylko na chwile, ze odsapne chwile, nabiore sil, znajde nowa prace. Z praca mi nie idzie, tym bardziej ze nie moge robic "cokolwiek". Zeby wyjsc na prosta musze miec stala umowe, i conajmniej 3/4 etatu, zeby w ogole wynajac mieszkanie, potem MOZE udaloby nam sie podpisac umowe dot. opieki nad dziecmi i potem dopiero moge starac sie o pomoc od panstwa. Zaczelam myslec, czy nie sprowadzic dzieci do Polski. Mamy tu dom, mam rodzine, pomoc. Nie prosze jednak dzieci o podjecie decyzji, gdyz doskonale zdaje sobie sprawe, ze nawet jesli one beda chcialy wrocic a maz powie NIE, to tak sie nie stanie. Nie chce wiec spychac tego na ich barki. Gdybysmy dogadali sie z mezem, ze np. zostawimy te decyzje dzieciom wtedy bym z nimi porozmawiala. Tak nie jest. Z chwili, zrobilo sie 5 miesiecy.
Moge teraz powiedziec, dobra, zajmuj sie dziecmi, zostac, ustalic alimenty i spotkania. Dobra, wygral. Z tym, ze wiem, ze po pierwsze o nie robi tego, bo tak kocha dzieci, bo chce byc z nimi. Znaczy to tez, ale przede wszytkim, to jest jedyna "karta przetargowa" ktora ma. Nic poza tym nas nie laczy. Gdy dzieci beda ze mna, nie bedzie mogl miec do mnie zadnych pretensji, ani kontaktu. On nadal chce zebym do niego wrocila. Po drugie, nie uwazam, ze jest odpowiednia osoba zeby opiekowac sie dziecmi w takim stopniu.

134

Odp: Co jest dobre, co jest złe
IzaB napisał/a:
apologises napisał/a:

Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.

Moze bylby to punkt dla mojego meza, pod warunkiem, ze jakakolwiek sprawa by sie odbyla, po drugie, ja takich "punktow" dla siebie znalazalabym wiecej niz 1.

złata napisał/a:

Sytuacja opisywana przez Izabelę nadal jak dla mnie jest niejasna. To odejście nie od a do, zatajanie istnienia Ktosia, mimo, że pojawił się po faktycznym rozstaniu. Rozważania na co nie zasłużył Ktoś i jak ciężko będzie bez niego przy braku wątpliwości co do odczuć dzieci. Niejasne dla mnie są również przesłanki dylematu: kochanek czy dzieci. Bo o co chodzi? O tęsknotę za dziećmi, obawę o ich bezpieczeństwo, troskę, odpowiedzialność czy o brak umiejętności zniesienia łatki "wyrodnej matki", alimenty, winę za rozpad małżeństwa?

Dlaczego nie obnosze sie ze zwiazkiem z Kims? To proste, po pierwsze, obawiam sie, ze moj maz, ktory wiedzac o tym, ze sie zakochalam, ze mam kogos na powaznie, poczulby sie naprawde zdradzony, nie w swojej glowie, jak to zawsze bywalo, bo o zdrady oskarzal mnie regularnie w trakcie naszego zwiazku. Boje sie tego. Dla mnie to skonczylo sie jeszcze przed separacja, mimo, ze nic nie laczylo mnie z Kims. Separacja a potem zblizenie sie do Kogos, to bylo tylko przypieczetowanie tego faktu. "wyrodna matka"? Szczerze, to nie bardzo interesuja mnie jakiies  łatki. Zdaje sobie sprawe, ze nikt za mnie zycia nie przezyje, nikt za mnie nie umrze. Wiec dlaczego na forum? W chwili slabosci, chcialam sie poradzic, porozmawiac, moze spotkac kogos, kto przezyl cos podobnego.
"Wyrodna matka" to jest nic, ktostam tu juz pojechal ze jestem suka ktora goni sie ze swoim psem. I to lubi. Nawet nie chce mi sie tego cytowac i na to odpowiadac. Rozne obelgi juz slyszalam, nie wiem czy sa na tyle wulgarne slowa ktore moga mnie jeszcze moze ruszyc. Poza tym, zdaje sobie sprawe, ze anonimowosc forum czy sieci ogolnie, daje ludziom swobode wypowiadania sie w skrajny sposob, nie oburzam sie wiec.
I nie uzalam sie nad swoim dziecinstwem, ani malzenstwem. Ten temat zaczal ktos inny, ja potwierdzam, ze cos moze w tym byc, jednak nie szukam w tym usprawiedliwienia. W niczym go nie szukam, rozgrzeszenia tez nie.

lilianna90 napisał/a:

Dobra autorka popełniła błędy, zagubiła się, pomieszała kolejność- zwał jak zwał, ale czemu autorka nic nie robi żeby z tego wyjść? 1,5 roku temu przeniosła się do Polski- czemu nagle teraz musi do nich wrócić? Czemu dalej nie pracuje? Czemu nie rozmawiała z dziećmi czy chcą zostać z ojcem czy wolałyby mieszkać w Polsce? Czemu tak de facto nie zrobiła nic?

Do Polski wrocilam we wrzesniu zeszlego roku. dokladnie 5 miesiecy temu. Nie pracuje juz dluzej, moj kontrakt sie skonczyl, prawda jest taka ze bylam malo wydajnym pracownikiem. Ostatni rok w pracy dal mi strasznie w kosc, czesto sie spoznialam, mialam problemy z koncentracja. Apogeum to byla wizyta mojego meza, ktory przy klientach i szefie rzucal we mnie jakimis papierami i przeklinal po polsku.
Jak wyjezdzalam do Polski, bylam przekonana, ze jade tylko na chwile, ze odsapne chwile, nabiore sil, znajde nowa prace. Z praca mi nie idzie, tym bardziej ze nie moge robic "cokolwiek". Zeby wyjsc na prosta musze miec stala umowe, i conajmniej 3/4 etatu, zeby w ogole wynajac mieszkanie, potem MOZE udaloby nam sie podpisac umowe dot. opieki nad dziecmi i potem dopiero moge starac sie o pomoc od panstwa. Zaczelam myslec, czy nie sprowadzic dzieci do Polski. Mamy tu dom, mam rodzine, pomoc. Nie prosze jednak dzieci o podjecie decyzji, gdyz doskonale zdaje sobie sprawe, ze nawet jesli one beda chcialy wrocic a maz powie NIE, to tak sie nie stanie. Nie chce wiec spychac tego na ich barki. Gdybysmy dogadali sie z mezem, ze np. zostawimy te decyzje dzieciom wtedy bym z nimi porozmawiala. Tak nie jest. Z chwili, zrobilo sie 5 miesiecy.
Moge teraz powiedziec, dobra, zajmuj sie dziecmi, zostac, ustalic alimenty i spotkania. Dobra, wygral. Z tym, ze wiem, ze po pierwsze o nie robi tego, bo tak kocha dzieci, bo chce byc z nimi. Znaczy to tez, ale przede wszytkim, to jest jedyna "karta przetargowa" ktora ma. Nic poza tym nas nie laczy. Gdy dzieci beda ze mna, nie bedzie mogl miec do mnie zadnych pretensji, ani kontaktu. On nadal chce zebym do niego wrocila. Po drugie, nie uwazam, ze jest odpowiednia osoba zeby opiekowac sie dziecmi w takim stopniu.


No to koniecznie musisz znaleźć pracę! I nie pisz, że się nie da, że szukałaś i nic bo też tu żyję i pracuję i każdy kto szuka pracy to w końcu ją znajduje. Kolejna sprawa dalej nie rozumiem czemu nie spytasz dzieci gdzie chcą być. Znowu mam wrażenie, że masz same wymówki. Ludzie (pomijam obraźliwe komentarze, nie na miejscu) dają Ci rady, niejednokrotnie nie głupie, a i tak je zbywasz, że próbowałaś, albo, że i tak nic z tego nie będzie bo to to to. Ty nie chcesz nic w tej sprawie zrobić tylko ponarzekać na swój los. Zaciśnij zęby i zrób coś! Nie jutro czy pojutrze tylko dziś! Wyślij CV, idź do urzędu pracy, zasięgnij porady prawnika (nie zasłaniaj się że jesteś niedoszłym prawnikiem), zadzwoń do dzieci i wypytaj co sądzą o powrocie do Polski. Zacznij działać:)

135

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Zgadzam sie. Dzialanie, dzialanie. Obys wyszla z tego poczucia beznadziei. Bo przypuszczam, dla wielu osob tutaj jest to niezrozumiale, ale moze przyczyn tego, ze nie wierzysz w pomoc, w siebie, w to ze dasz rade, w postach pana, ktory pisal o DDA i jej glebszych psychicznych dolach.
Uwierz, ze cokolwiek bys nie postanowila, dasz rade. Tylko to zrob. Decyzja-wykonanie.
Osobiscie sama jestem zaskoczona, ze nie napisal nikt, kto przeszedl podobna historie. Moze jestem jakas dziwna, ale ze 3 tego typu bylabym w stanie wskazac palcem w moim otoczeniu (Wlacznie z moja, a raczej mojego taty). Nie wydaje mi sie tez to jakies wypaczone, dziwne, chore.

136

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Iza, w życiu nie chodzi o sprawiedliwość. To ideał do, którego się dąży. Możesz w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości punktować męża ile wlezie, aż Ci tchu braknie. I nie zmienisz takim rzucaniem się w przepaść niczego. Co z tego, że zarzucisz go dowodami o jego znęcaniu, jeśli to on wywali Ci porzucenie rodziny, dzieci? Co z tego, że nie wierzysz w jego opiekuńczość dla dzieci, jeśli przed rozwodem udowodni Ci związek z innym mężczyzną? Ile takich bezsensownych pułapek na siebie zgotowałaś? Poruszasz się w miedzy poczuciem krzywdy, a dążeniem do szczęścia swojego i dzieci. To niewyobrażalnie ciężka ścieżka. Znasz podstawy prawne, a ładujesz się pod topór. Te zasady prawne wiele od zasad moralnych nie odbiegają, więc i ocena Twojego postępowania też przyjemna może nie być. Wyciągnij wreszcie coś z tej krytyki, nawet jeśli boli i obraża. Nie jesteś nieomylna, a wręcz masz podstawowe dylematy co jest dobre, a co złe. Takie pytania ma każdy z nas, ale niewiele osób na taką skalę.
Choć łatwo nie jest , swoje przeżyłem, to ja sprawuję w tej chwili opiekę nad swoimi dziećmi. Różne myśli chodziły mi po głowie, a w życiu nie brałem pod uwagę opuszczenia dzieci. Nawet gdybym stracił kiedykolwiek pełne prawa rodzicielskie, sądy w Polsce są takie, a nie inne, nie dałbym zniszczyć moich więzi z nimi. Do tej pory nie władowałem się w jakiekolwiek relacje z inną kobietą, pal licho czego mi brakuje. I naprawdę się da, jeśli nie pozwolisz odpuścić sobie tych paru prostych zasad. A jak idiotyczne obrazki przesuwają się przed oczyma, to idę po pomoc. Do przyjaciół, rodziny, psychologów. Wszędzie gdzie mogę. I jeszcze coś ważnego. Błędy popełnia każdy, ja też. Rzecz w tym, by się do nich przyznać, wyciągnąć wnioski i zrobić porządek, a nie wynajdować usprawiedliwiedliwienia. Też nie widziałem swojej słabości, w tej chwili nie piję ponad dziewięć lat, nie wypieram tamtego okresu i tłumaczę się żoną jedzą, jej przemocą wobec każdego w rodzinie. Ta działka jest tylko moja.
Opuściłaś dzieci, więc napraw to. Nic więcej, nic mniej. Po prostu bądź jak nie z nimi, to gdzieś obok.

137 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-02-16 20:33:57)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Iza
Skup się na tym co masz teraz zrobić, a nie nad rozmyślaniem co było.
Źle się stało, że wyjechałaś z Niemiec ale wszystko można naprawić.
Do dzieci musisz wrócić, bo one cierpią nawet jak tego po sobie nie pokazują.
Tu nie ma dyskusji.
Moja córka ma 9 lat, a tęskni i martwi się jak nie ma mnie czy taty nawet przez 1 dzień, gdyby któreś z nas odeszło to pękło by jej serce.
One na pewno czekają na Ciebie i się ucieszą, wybaczą ci na pewno, jeszcze nie jest za późno.
Znajdź tam pracę, zapisz się na terapię bo jest to dla Ciebie konieczne, ucz się języka żeby dostać lepszą pracę, rozwiedź się, mąż zrozumie wtedy, że to definitywny koniec, nie szarp się z nimi o dzieci, one mają tam już swój świat, nie dokładaj im jeszcze zmiany środowiska, a i przyszłość lepsza tam jest,  spędzaj z nimi jak najwięcej czasu, kiedy będziesz już po rozwodzie Ktoś przyjedzie do Ciebie, wcześniej będziesz rozglądać się za pracą dla niego. Tam z pracą są lepsze widoki niż u nas więc razem dacie radę, będzie z Tobą i będzie Cię wspierał, będziesz przy nim silniejsza i szczęśliwa, a dzieci na tym zyskają.
Tymczasową rozłąką z Ktosiem się nie martw, jak kocha to trochę zaczeka.
Mój mąż czekał na mnie 5 lat, aż skończę studia, a dzieliło nas 800 km, ale on mnie kochał, po tym poznasz że cie kocha że zaczeka i przyjedzie do ciebie, a jak nie to znaczy ze to nie byla milość. Do męża nie wracaj, bo to nikomu nie wyjdzie na dobre, próbowałaś wiele razy ale nic nie pomogło bo to toksyczny człowiek.
Do Ktosia możesz przecież na razie przyjeżdzać co jakiś czas
Jak się chce to wszystko można, więc przestań biadolić i zacznij działać.

Odąd Izy pozostawmy Bogu i jej sumieniu, w myśl słów "Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni".
Ja wiem jedno to co zrobiła Iza było złe, ale też wiem że ludzie deptani przez lata nie zachowują się racjonalnie.

Iza napraw swój błąd, weź życie w swoje ręce, odwal tą robotę która ptzed tobą, a będziesz szczęśliwa.
Nie szukaj już żadnych wymówek.
Głowa do góry i do roboty.

Posty [ 131 do 137 z 137 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest dobre, co jest złe

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026