apologises napisał/a: Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.
Moze bylby to punkt dla mojego meza, pod warunkiem, ze jakakolwiek sprawa by sie odbyla, po drugie, ja takich "punktow" dla siebie znalazalabym wiecej niz 1.
złata napisał/a:Sytuacja opisywana przez Izabelę nadal jak dla mnie jest niejasna. To odejście nie od a do, zatajanie istnienia Ktosia, mimo, że pojawił się po faktycznym rozstaniu. Rozważania na co nie zasłużył Ktoś i jak ciężko będzie bez niego przy braku wątpliwości co do odczuć dzieci. Niejasne dla mnie są również przesłanki dylematu: kochanek czy dzieci. Bo o co chodzi? O tęsknotę za dziećmi, obawę o ich bezpieczeństwo, troskę, odpowiedzialność czy o brak umiejętności zniesienia łatki "wyrodnej matki", alimenty, winę za rozpad małżeństwa?
Dlaczego nie obnosze sie ze zwiazkiem z Kims? To proste, po pierwsze, obawiam sie, ze moj maz, ktory wiedzac o tym, ze sie zakochalam, ze mam kogos na powaznie, poczulby sie naprawde zdradzony, nie w swojej glowie, jak to zawsze bywalo, bo o zdrady oskarzal mnie regularnie w trakcie naszego zwiazku. Boje sie tego. Dla mnie to skonczylo sie jeszcze przed separacja, mimo, ze nic nie laczylo mnie z Kims. Separacja a potem zblizenie sie do Kogos, to bylo tylko przypieczetowanie tego faktu. "wyrodna matka"? Szczerze, to nie bardzo interesuja mnie jakiies łatki. Zdaje sobie sprawe, ze nikt za mnie zycia nie przezyje, nikt za mnie nie umrze. Wiec dlaczego na forum? W chwili slabosci, chcialam sie poradzic, porozmawiac, moze spotkac kogos, kto przezyl cos podobnego.
"Wyrodna matka" to jest nic, ktostam tu juz pojechal ze jestem suka ktora goni sie ze swoim psem. I to lubi. Nawet nie chce mi sie tego cytowac i na to odpowiadac. Rozne obelgi juz slyszalam, nie wiem czy sa na tyle wulgarne slowa ktore moga mnie jeszcze moze ruszyc. Poza tym, zdaje sobie sprawe, ze anonimowosc forum czy sieci ogolnie, daje ludziom swobode wypowiadania sie w skrajny sposob, nie oburzam sie wiec.
I nie uzalam sie nad swoim dziecinstwem, ani malzenstwem. Ten temat zaczal ktos inny, ja potwierdzam, ze cos moze w tym byc, jednak nie szukam w tym usprawiedliwienia. W niczym go nie szukam, rozgrzeszenia tez nie.
lilianna90 napisał/a:Dobra autorka popełniła błędy, zagubiła się, pomieszała kolejność- zwał jak zwał, ale czemu autorka nic nie robi żeby z tego wyjść? 1,5 roku temu przeniosła się do Polski- czemu nagle teraz musi do nich wrócić? Czemu dalej nie pracuje? Czemu nie rozmawiała z dziećmi czy chcą zostać z ojcem czy wolałyby mieszkać w Polsce? Czemu tak de facto nie zrobiła nic?
Do Polski wrocilam we wrzesniu zeszlego roku. dokladnie 5 miesiecy temu. Nie pracuje juz dluzej, moj kontrakt sie skonczyl, prawda jest taka ze bylam malo wydajnym pracownikiem. Ostatni rok w pracy dal mi strasznie w kosc, czesto sie spoznialam, mialam problemy z koncentracja. Apogeum to byla wizyta mojego meza, ktory przy klientach i szefie rzucal we mnie jakimis papierami i przeklinal po polsku.
Jak wyjezdzalam do Polski, bylam przekonana, ze jade tylko na chwile, ze odsapne chwile, nabiore sil, znajde nowa prace. Z praca mi nie idzie, tym bardziej ze nie moge robic "cokolwiek". Zeby wyjsc na prosta musze miec stala umowe, i conajmniej 3/4 etatu, zeby w ogole wynajac mieszkanie, potem MOZE udaloby nam sie podpisac umowe dot. opieki nad dziecmi i potem dopiero moge starac sie o pomoc od panstwa. Zaczelam myslec, czy nie sprowadzic dzieci do Polski. Mamy tu dom, mam rodzine, pomoc. Nie prosze jednak dzieci o podjecie decyzji, gdyz doskonale zdaje sobie sprawe, ze nawet jesli one beda chcialy wrocic a maz powie NIE, to tak sie nie stanie. Nie chce wiec spychac tego na ich barki. Gdybysmy dogadali sie z mezem, ze np. zostawimy te decyzje dzieciom wtedy bym z nimi porozmawiala. Tak nie jest. Z chwili, zrobilo sie 5 miesiecy.
Moge teraz powiedziec, dobra, zajmuj sie dziecmi, zostac, ustalic alimenty i spotkania. Dobra, wygral. Z tym, ze wiem, ze po pierwsze o nie robi tego, bo tak kocha dzieci, bo chce byc z nimi. Znaczy to tez, ale przede wszytkim, to jest jedyna "karta przetargowa" ktora ma. Nic poza tym nas nie laczy. Gdy dzieci beda ze mna, nie bedzie mogl miec do mnie zadnych pretensji, ani kontaktu. On nadal chce zebym do niego wrocila. Po drugie, nie uwazam, ze jest odpowiednia osoba zeby opiekowac sie dziecmi w takim stopniu.