mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Strony 1 2 3 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 941 ]

1 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-01 17:17:36)

Temat: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witam wszystkich serdecznie.

Chcialabym opisac Wam swoja historie, wierzac ze pomoc i wsparcie dobrych ludzi moze zdzialac cuda i naprawde pomoc. Pomoc przetrwac to wszystko godnie....

Jestem mloda osoba, mam dopiero 26 lat, moj maz 32. Bylismy i mieszkalismy razem przez 5.5 roku, malzenstwem jestesmy od 2.5.

5.5 roku temu wyjechalam za granice i to tu poznalam meza. Mimo swojego mlodego wieku, zawsze bylam osoba bardzo dojrzala emocjonalnie, majac 21 lat na obczyznie zaczelam prace na pelen etat, konczac rownoczesnie studia w Polsce, potem tutaj w Anglii. Zakochalismy sie w sobie i tworzylismy naprawde dobrana pare. Pomimo jakis przeciwnosci losu (ja przez 1 rok,2 bardzo chcialam wracac do kraju), zawsze sie dogadalismy i ja pomalutku zakceptowalam zycie tutaj, wlasnie dlatego co chcialam byc z nim, bylam szczesliwa, a zycie we 2 to przeciez kompromisy. Zostawilam wiec wszystko za soba, cale zycie w Polsce i bylam tutaj, razem z nim. Mieszkalismy razem przez 2 lata, cudowne chwile - szalenstwa mlodosci polaczone z codziennym, normalnym zyciem we 2 w 1 pokoju. Pranie, sprzatanie, gotowanie, rachunki, praca. Prawdziwe zycie, w ktorym dogadywalismy sie swietnie. Nie, ze nie bylo zadnych klotni - oj, byly i to wiele, ale to przeciez normalne. Calkosztalt byl taki, ze bylismy OBOJE naprawde szczesliwi, po 2 latach maz mi sie oswiadczyl. Sam z siebie, nikt o tym nawet nie wiedzial, zadnej presji, zadnego namawiania, po prostu szczera milosc i jego wlasne checi. Kolejny rok minal na przygotowaniach do slubu, ktorego tez on chyba bardziej chcial niz ja. Mam na mysli ze ja nie myslalabym ze w niecaly rok po zareczynach bede juz mezatka, ale on to wszystko inicjowal jakos, dawal mi sile i wiare ze damy rade, no i tak sie tez stalo. Tak wiec po 3 latach zwiazku i mieszkania razem bylismy malzenstwem. Boze moj, ludzie nie mogli wyjsc z podziwu jaka piekna para jestesmy i jak bardzo on mnie kocha. Oczywiscie ze ja jego tez strasznie kochalam, ale z jakiegos powodu ludzie wlasnie tak na nim sie skupiali, ze takie szczescie w oczach mial w tym dniu, mowiono ze takiego slubu to jeszcze nie widzieli. Usmiech nie schodzil mu z twarzy, cala Msze trzymal mnie za reke, bo wiedzial jak bardzo sie wszystkim stresowalam. To naprawde byla milosc. No dobrze. Po slubie powrot do Anglii, dalej jeszcze mieszkalismy 'na pokoju', ale znow- bardziej z jego inicjatywy zaczely sie plany kupna wlasnego mieszkania. 1 rok po slubie wiec spedzilismy na planach, szukaniu i marzeniach o tym, kiedy wreszcie bedziemy sami w NASZYM domu.... Znow - gdyby nie on, nigdy by do tego nei doszlo, ja sie bardzo wszystkim stresuje, to on napedzal to wszystko, dawal sile, wiare ze sie uda. No i sie udalo. Poltora roku temu wprowadzilismy sie no NASZEGO wymarzonego mieszkania. Miedzy czasie, w tym 1 roku po slubie moja najukochansza Mama zachorowala na raka. Amputacja piersi, pol roku chemii, potem radioterapia... Latalam do Polski zeby byc z mama, tutaj kupno mieszkania i praca, ale co? Przetrwalismy, zawsze mnie wspieral, tylko dzieki niemu przetrwealam te chwile i bylam w stanie wspierac mame i poki co wszystko dobrze sie skonczylo. Pierwszy rok w naszym mieszkaniu tez byl cudowny, urzadzanie sie, radosc, jego i moje serce wkladane w kazdy szczegol. zeby bylo ladniej, milej, wygodniej.

Jeszcze przed latem 2012 postanowilismy ze pora na dzidziusia. No i znow- to on jakby 1 chcial, upewnial ze damy ze wszystkim rade itd. No i ja tez do tego dojrzalam, naprawde tego zapragnelam. Tak minelo lato 2012 - na staranaich o Dziecko, bylismy jeszcze na wczasach w sierpniu/wrzesien, mielismy 2 rocznice slubu.

A dzis? A dzis tego juz nie ma. We wrzesniu dostalam wreszcie upragniona prace w zawodzie - znow mnie wspieral, bo gdyby nie on nie uwierzylabym w siebie, tak minal wrzesien, pazdzienrnik i listopad. Dla mnie wszystko bylo dobrze. Tzn w listopadzie zaczelismy sie klocic bo cos sie zmienilo, tylko ja nie potrafilam tego zrozumiec. Nagle pojawialy sie problemy jakich wczesniej nei bylo - mowil jedno a robil drugie i nie widzial w tym problemu. Przestal sie starac, interesowac supelnie moja osoba. I ja nie mowie o ogromnej adoracji mojej osoby i kwiatach co tydzien, ale o takich podstawowych rzeczach.

W grudniu 1 rozmowa - uslyszalam, ze on nie wie czy chce ze mna byc. SZOK. Powody ktore podal sa po prostu niepowazne. Owszem, byly takie sytuacje o ktrocyh mowil, ja nawet przyznalalm sie do wieksozsci spraw, powiedzialam ze bede pracowac zeby pewne rzeczy zmienic, mial prawo poczuc sie zle z takich czy innych powodow, ale to wszystko bylo spowodowane brakiem komunikacji z jego strony, tym ze mi nie powiedzial ze to cos mu przeszkadza. To byly sprawy typu ze jestem zbyt oszczedna, ze on sie czuje 'zaszczuty' itd. No dobrze, ale to chyba nie powod do konca zwiazku tak? Od grudnia do lutego czekalam az on 'sie zdecyduje'. Czujac sie juz wtedy tak upokorzona, niekochana, ze on 'nie wie czy chce ze mna byc'.... szukalam winy w sobie, walczylam, probowalam sie zmieniac, nieprzespane noce, miliony godzin stresu i myslenia o co tutaj chodzi. Potem zaczely sie juz konkretne podejrzenia z mojej strony. On odcial sie ode mnie zupelnie, juz w tym grudniu. Nie intresowalo go zupelnie nic, moglam wyjsc o 6 rano do pracy, wrocic do domu o 22, jego jeszcze nie bylo (bo w pracy) i nawet sie nie odezwal, czy zyje czy nie. I tak trwaly miesiace. Przestal okazywac mi jakakolwiek milosc w jakikolwiek sposob, jakiekolwiek uczucie. Na poczatku znajdowalam male rzeczy, ktore nie podobaly mi sie i podejrzewalam ze laczy go cos z kolezanka z pracy. Klamal w oczy, robil ze mnie idiotke, ze wymyslam, ze przesadzam, ze nic go z nia nie laczy. Wierzylam, no bo dlaczego nie? Przez 5 lat nigdy mnie nie oklamal. Mielismy jechac w lutym na wakacje - oczywiscie nie chcial, odwlekal. ciagle oszukiwal bo nigdy nie powiedzial mi ostatecznie - ze mnie nie kocha i nie chce ze mna byc. Tylko caly czas utrzymywal ze nie wie, a jak juz byly kolejne rozmowy no to ze niby mozemy probowac. W marcu znalazlam jego meila z grudnia jeszcze do tej dziewczyny. ale co? On wciaz potrafil mi wmawiac, ze to tylko tak wyglada z boku, ale ze oni sie przyjaznia tylko. Znow uwierzylam i dalej ratowalam nasze malznestwo. Wyzebralalam wspolne wakacje na poczatku kwietnia. Spedzilismy Wielkanoc w gronie rodzinnym, nawet zaczal tak jakby okazywac mi jakies minimum uczucia. I w dzien przed wylotem przekonalalm sie bardzo brutalnie, ze to wszystko jednak klamstwo, bo on z nia byl i nadal jest. Zdradzil mnie. Dzien przed wylotem spedzil w pracy na pisaniu do niej milosnych meili jak bardzo teskni, a w tym samym czasie kiedy ja pisalam ze tesknie, odpisywal mi ze on rowneiz teskni. To zabolalo, te wszytkie miesiace mojej walki, nieprzespanych nocy, a jego oszustwa.

Po powrocie z pracy powiedzialam ze wiem o wszystkim i ze tym razem nie bedzie mnie juz wiecej klamal. Wkoncu sie przyznal do wszystkiego i przepraszal i chcial zebym dala mu szanse. Tej samej nocy mieslismy leciec na te wakcje i ja, po ustaleniu z nim pewnych warunkow te szanse mu dalam. Mial to zakonczyc od razu no i faktycznie tak zrobil - piszac jej smsa ze wiem o wszystkim i chce ratowac swoje malzenstwo. Mial tez rozwiazac sprawe ich pracy - aby dluzej nie pracowali razem. Bylismy na wakacjach od 2-9 kwietnia. Bylo milo (na tyle na ile moglo byc) uwierzylam ze on naprawde tego zaluje i ze naprawde chce to naprawic. ale z 2 strony nie czulam z jego strony jakiegos ogromnego zalu czy skruchy.... Po powrocie z wakacji 1 dnai w pracy niby z nia rozmawial i ustalili ze bedzie przeniesiona (ale to tylko jego slowa, dowodow nie mam w sumie zadnych) minely 2 dni po powrocie, bedac w pracy nadal sie do mnie nie odzywal, pierwszy weekend po powrocie z wakacji i po tym jak dowiedzialam sie o wszystkim, on zaplanowal na motorze z kolega. Mimo ze prosilam sie o to, zeby z nim pojechac, mimo ze mowilam ze w niego wierze, w nas, ze da sie to odbudowac tylko ze naprawde musze poczuc sie bezpiecznie. Ten wyjazd w niedziele na motor przelal moja szale goryczy, po prostu znow poczulam sie oszukana, ze on tak naprawde nie chce tego naprawiac i pewnie dalej z nia jest. Powiedzialam mu ze juz nie mam sily, czulam sie juz upokorzona do granic, on przy tym wszystkim byl jeszcze niemily, zlosliwy, nerwowy, tak jakbym to JA cos zlego zrobila. Wynisolam sie do brata, poniewaz on nie chcial. Po 3 dniach wrocilam po reszte rzeczy i wtedy on potwierdzil, ze to koniec nieodwracalny i ze nie wierzy juz w nas i nie czuje nic do mnie. Jeszcze, pomimo tego wszystkiego probowalam go przekonywac, ze ze wzgledu na to co nas laczylo, ze warto probowac. Powodem tej mojej walki jeszcze bylo to ze on ciagle twierdzil, ze z nia to nei ma zwiazku bo naprawde to zakonczyl i z nia byc nigdy nie chcial i nie bedzie. To bylo 3 tygodnie temu, nie potrafilam sie pogodzic dlaczego mamy sie rozstac, popelnil bledy ale wierzylam ze wszystko da sie naprawic, skoro nie jest tak ze chce byc z nia.

No ale on byl bardzo spokojny i tylko powtarzal ze cokolwiek nie powiem, on swojej decyzji juz nie zmieni. Wrocilam do brata. Swiat po raz kolejny rozpadl sie na kawalki, jeszcze sie ludzilam, chyba ciagle sie ludze, ale wiem ze musze teraz myslec o sobie. ze to moj najwazniejszy obowiazek, zeby dbac o swoje zdrowie ! Nie spie, nie jem. Bylam u psychologa, w srode 17tego kwietnia wrocilam do naszego mieszkania, bo psycholog uswiadomil mi ze jesli mimo wszystko czuje sie tam dobrze i bezpiecznie to mam do tego prawo i ze mam tez prawo zeby nie podejmowac decyzji co dalej z mieszkaniem, formalnosciami od razu, czego chce moj maz.

Tak tez zrobilam, wrocilam i powiedzialm mu ze potrzebuje czasu zeby zastanowic sie co bedzie dla mnie dobre w kwestiach mieszkania i wszelakich formalnosciach. On powiedzial ze to szanuje i rozumie, ze chce sie rozstac w zgodzie itd. Ale jest przy tym absolutnie pewny swojej decyzji i zachowuje sie tak jakby to byla najlepsza decyzja w jego zyciu, to ze wreszcie sie rozstalismy. Jestesmy wiec pod 1 dachem, jestesmy dla siebie mili, nawet pojawil sie wczoraj usmiech. Jeszcze wczoraj zylam nadzieja, ze moze jak tak troche czasu minie, to moze on zmieni zdanie, myslalam bo ciagle wierzylam ze chociaz teraz jest juz ze mna szczery - ze nei chce byc ze mna, ale z nia to i tak zakonczyl. Tak mowi tez wszystkim dookola -swoim rodzicom, znajomym, ze z nia to byl tylko epizod. I ze mnie szanuje. Ale niestety. Nawet wczoraj kontaktowal sie z nia kilkakrotnie. Caly dzien spedzil poza domem, nei pytam o nic, przeciez nie jestesmy razem, ale znow czuje sie tak oszukana. To nie chodzi o to czy mielibysmy byc jeszcze razem czy nie, tylko o to, ze on dalej klamie. Nie potrafi sie przyznac przede mna, soba, rodzicami, ze on wciaz z nia jest/romansuje, nie wiem co kontkreteni robi, w kazdym razie tego nie zakonczyl.

Nie wiem czy ktokolwiek przeczyta tak dlugiego posta, prosze poradzcie, wesprzyjcie jak sie z tym pogodzic, jak nie nienawidziec go za to? Ja mu chyba juz nawt wybaczylam to ze mnie zdradzil, bo wierzylam ze zaluje i nawet jesli nie bedziemy razem/ nie jestesmy juz w zasadzie, no to szanowalam go nadal jako czlowieka. No a okazuje sie ze on nadal klamie.


a tutaj troche swiezszych informacji...:
za mna weekend. wczoraj mialam jakis ciezki dzien. Bylam w kosciele i malo brakowalo a bym nie wytrzymala, lzy w oczach i myslalam ze nie dam rady i bede musiala wyjsc. Ksiadz mowil o milosci, ze w pewnej ksiazce o ludziach umierajacych, cierpiacych na nieuleczalne choroby, opisane bylo ze dla wszystkich tych ludzi, poza zdrowiem (ktorego jakby i tak juz nie mieli) najwazniejsze bylo to kogo w zyciu kochali, czy sami byli kochani i co laczylo ich z drugim czlowiekiem. Bylo to dosc dolujace, bo ja sie z tym wsystkim zgadzam i tak wlasnie jest - milosc do Boga i drugiego czlowieka jest sensem zycia, ale moj maz tego nie rozumie.

Bylo mi wczoraj bardzo zle, widzielismy sie troche w weekend, ale nic sie nie zmienia, jedyne rozmowy dotycza zalatwiania formalnosci zwiazanych z naszym rozstaniem.

Wczoraj jednak jak wrocil do domu, zapytalam go gdzie byl. Czego przez ostatnie 3 tygodnie ani ja ani on nie robilismy. Wiedzialam ze skonczyl prace 3 godziny wczesniej. Zdziwiony moim pytaniem odpowiedzial, ze w pracy. A na moje kolejne pytanie: ' a po pracy/? odpowiedzial ze nie musi sie tlumaczyc, ze ma swoje zajecia bo nie ma ochoty przebywac w domu, a ze ja przeciez i tak wiem swoje i wiem najlepiej co on robi. Mial tutaj na mysli to ze ja i tak wiem swoje ze spotyka sie z nia, a wcale tak nie jest, ale ze nie zamierza juz tego tlumaczyc. Generalnie zdenerwowal sie od razu, powiedzial zebym dala mu spokuj i zapytal a ty gdzie bylas w nocy. Na co odpowiedzialam mu ze u brata. WOW! jednak zauwaza jeszcze moja nieobecnosc.

Powiedzialam mu spokojnie ze nie musi byc niemily i jeszcze potem przeszlam do takiej normalnej rozmowy pytajac go czy naprawde nie interesuje go tak ogolnie co u mnie itd. No to powiedzial ze przeciez sie nie widzimy w ogole, po czym zapytal 'co u ciebie, jak w pracy? Odpowiedzialam mu spokojnie, potem zapytal co u mojej mamy, taty itd. Powiedzialam jeszcze ze wydaje mi sie ze mam malo powietrza w oponie. Wzial wiec kluczyki i poszedl sprawdzic, po czym dopompowal mi tego powietrza. Czyli ma jednak jeszcze jakies ludzkie odruchy, albo ja je wczoraj w nim jakos wzbudzilam, rozmawiajac z nim normalnie ogolnie o tym co tam itd.

Dzwonilam tez wczoraj do jego mamy po raz 1 od 3 tyogdni odkad sie rozstalismy. Ciesze sie, bo po raz kolejny utwierdzilam ja w przekonaniu jaka kobieta jestem, jak na to wszystko patrze i ze mimo wszystko nie zycze mu zle... Ona tez to strasznie przezywa, nie rozumie jego decyzji, ale tez nie moze nic zrobic. Utwierdzilam ja tez w tym, ze on nie odzywa sie do nich zbyt czesto, no bo dalej klamie i nie zerwal kontaktu z tamta, jak im i wszystkim powiedzial. Powiedzialam ze jestem tego pewna i zeby po prostu wiedziala jak jest naprawde.

A tak poza tym, no to nic sie nie zmienia, on jest teraz pewny swojej decyzji i jedynie Bog, czas i on sam moga sprawic, ze moze kiedys zacznie sie zastanawiac po co to wszystko.... moze jak juz zacznie szukac pokoju lub mieszkania, jak zacznie ponosic fiziczne konsekwencje swoich dezycji. Wiem ze jemu bedzie ciezko wyprowadzic sie z naszego mieszkania, zarowno pod wzgledem fizycznym i emocjonalnym. Bo tez bardzo je lubi, tez bylo spelnieniem jego marzen i wlozyl w nie duzo swojej pracy i energii. No ale tak przeciez zdecydowal tak ? JA poki co nie moge zyc zadna nadzieja ze cos sie zmieni jesli o nas chodzi, zyje tylko nadzieja ze jakos mi sie wszystko pouklada i ze odnajde po prostu jakas radosc zycia, dla samej siebie, niezwiazana z nim....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Ja przeczytałam... Jest bardzo przykro, naprawde.. Bo czytając to wszystko odnalazłam w tym troche swojej historii. Ja nie byłam w małżeństwie jeszcze, ale kiedy jest z kimś już ileśtam lat, takie rzeczy bolą..po prostu. I tak samo jak Ty:

kiedysbylam napisał/a:

uslyszalam, ze on nie wie czy chce ze mna byc. SZOK. Powody ktore podal sa po prostu niepowazne. Owszem, byly takie sytuacje o ktrocyh mowil, ja nawet przyznalalm sie do wieksozsci spraw, powiedzialam ze bede pracowac zeby pewne rzeczy zmienic, mial prawo poczuc sie zle z takich czy innych powodow, ale to wszystko bylo spowodowane brakiem komunikacji z jego strony, tym ze mi nie powiedzial ze to cos mu przeszkadza.

Dokładnie te same słowa. Nie rozumiem czegoś takiego. Nie jestem tego w stanie pojąć po dziś dzień, mimo że bardzo sie starałam. Analizowałam sprawe ze wszystkich stron, że kryzys, że mu trudno, że to trzeba przetrzymać itd. Ale prawda jest taka, że należy nam sie szacunek, chociażby ze względu na spędzone z nimi lata.. Ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości, której nagle zaczyna im brakować.

kiedysbylam napisał/a:

On odcial sie ode mnie zupelnie, Nie intresowalo go zupelnie nic, moglam wyjsc o 6 rano do pracy, wrocic do domu o 22,  i nawet sie nie odezwal, czy zyje czy nie.
Przestal okazywac mi jakakolwiek milosc w jakikolwiek sposob, jakiekolwiek uczucie.

Tutaj tez moge się w zupełności pod tym podpisać.

Wiem, że to nie pomoże, nie ukoi bólu ani nijak pocieszy.. Ale jak widzisz po ilości zamieszczanych tutaj postów, nie jesteś sama. Jesteś silną i odważną kobietą. Ja nie jestem taka, bo na wszystkie możliwe sposóby próbowałam ratować ten związek. Nie zwracałam już uwagi na to jak bardzo żałosna się staję, bo przecież kocham... i tylko to sie liczyło i cała ta moja wiara i nadzieja w to, że zdołam jeszcze coś odmienić w nim. Dziś mam przełomowy dzień. Rano płakałam, aż coś pękło we mnie... Bo u mnie ta sprawa jeszcze nie jest w pełni zakończona, ale już wkrótce.. Już dziś. Napisałam do niego żebyśmy się spotkali i musimy porozmawiać tym razem juz na poważnie. Bo do tej pory nic nie wynikało, tylko wszystko było na "nie wiem". Dość. Nie mogę już tak dłużej żyć. Przechodząc przez te ciężkie będę o Tobie myślała i o wzystkich tutaj na forum z którymi rozmawiałam i którzy udzielali mi swojego wsparcia i mądrego słowa. Na pewno jeszcze dziś ze łzami tutaj wrócę...

3

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Tez przeczytalam. Twoj maz nie jest dojrzaly i polecial na nowa trawke, ktora wydawala sie zielensza bo po drugiej stronie. Zrobilas wszystko co moglas - przebaczylas, dalas szanse - on jej nie wykorzystal, bo tak naprawde to nie czuje twojego bolu. Teraz mysli podbrzuszem i ty musisz sie z tym pogodzic. Sadze ze za jakis czas bedzie chcial wrocic a ty wtedy zdecydujesz czy go chcesz przyjac czy nie. Ale to dopiero przyszlosc.

Na teraz powinnas zaczac myslec o sobie. Porozmawiac z nim o mieszkaniu - niech on sie wyprowadzi; powiedz ze chcesz byc sama bo zbyt wiele kosztuje cie codzienne zycie obok niego bez uczucia z jego strony.
Czy bedzie w stanie go splacic z mieszkania i sama splacac pozyczke? Czy tez musicie sprzedac to mieszkanie? Im dluzej bedziecie ciagnac obecny uklad tym gorzej dla ciebie a lepiej dla niego.

On nie tylko zniszczyl wasze malzenstwo on zniszczyl takze twoja ufnosc do mezczyzn i do partnerstwa; dlugo sie bedziesz z tego wygrzebywac i wiele czasu ci zajmie bys znowu uwierzyla w drugiego czlowieka.
Wiem ze cierpisz, ale cierpisz tylko sama; nie musisz patrzec na cierpienie swojego dziecka, ktore tatus zostawil dla innej "pani".
Wierze ze spotkasz mezczyzne, ktory okaze sie wspanialym partnerem i nie zawiedzie... tacy tez sie zdarzaja.

A na razie to cie przytulam...

4

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witaj,
postepowanie Twojego meza podobne do postepowania mojej zony. Coz, mija 4 miesiac, probuje sie zbierac do kupy, raz jest lepiej raz gorzej, ale ponoc czas leczy rany.
Musisz byc silna i to przetrzymac.
Powiem Ci ze na sile nic nie zrobisz, nie zmusisz go, a tylko sama bedziesz czuc sie coraz bardziej ponizona i bezsilna.
Ja mam nadzieje, ze moj koszmar skonczy sie niedlugo, moze po rozwodzie.
Powodzenia w codziennej walce!

5

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dziekuje ze w ogole ktos przeczytal to wszystko....

ja tez walczylam do upadlego, schowalam dume do kieszeni no bo przeciez 'dopoki walczysz to jestes wygranym'. Probowalam wszystkiego, dopoki nie dowiedzialam sie jaki byl prawdziwy powod naszych problemow przez ostatnie 5 miesiecy. Potem, jak sie wszystko wydalo, tak, jeszcze dalam szanse. Kilka godzin po tym jak sie dowiedzialam wylecielismy na wakacje 2-9 kwietnia. Smieje sie juz ze takie pozegnanie sobie zrobilismy.... po czym, po powrocie tak jak pisalam, wcale nie czulam zeby on naprawde tego zalowal. Tak, brakowalo mi juz cierpliwosci, on niby od razu to zakonczyl no i 1 dzien po powrocie do pracy niby rozmowil sie z nia na temat przeniesienia. Dzis wiem ze pracuje faktycznie w innym sklepie, ale co to zmienia... i tak maja nadal kontakt. Nie wytrzymalam i wlasnie ja to 1 jakby zakonczylam, powiedzialam ze nie mam juz sil walczyc. No ale on tylko na to czekal... nie zatrzymywal mnie, nie protestowal, po czym po 3 dniach potwierdzil, ze on juz w to nie wierzy i nie uwierzy i ze to jest jego decyzja nieodwolalna. Mimo wszystko jeszcze wtedy prosilam (to bylo 13 kwietnia), mowilam ze nie bedzie lekko, moze przez rok, 2, ale w perspektywie calego zycia ktore mielismy przed soba wierzylam i nadal tak wierze, ze za iles tam lat bylibysmy bardziej szczesliwi razem niz osobno. No ale nic nie pomoglo. Od tamtej pory tego tematu juz nie poruszylam, z czego jestem dumna... pierwszy tydzien bylam u brata, po czym wrocilam do SIEBIE. teraz mieszkamy razem, bo on powiedzial ze wyprwoadzi sie dopiero wtedy jak zalatwimy to formalnie, ze jego imie zniknie z hipoteki itd bo teraz i tak kredyt musi tez placic. Jest juz ustalone ze na koniec maja jedziemy do Polski robic rozdzielnosc majatkowa i sprzedac mieszkanie z Polsce. Po czym, po powrocie mamy zalatwic to tutaj, zeby kredyt i wsszystko przepisac tylko na mnie i wtedy on sie ma wyprowadzic... Ciagle sie boje ze zmieni zdanie i nie bedzie chcial sie zgodzic na to zebym ja tutaj zostala - mieszkanie jest bardzo ladne i atrakcyjne, oboje wlozylismy w nie cale swoje serce i kupe pracy, bylo spelnieniem naszych marzen. Wiec wiem, ze on tez chce tu zostac, no ale niby 'pojdzie mi na reke i zgodzi sie, jesli ja chce'.

Takze poki co wszystko jest w zgodzie, mamy sie rozstac na spokojnie i tak teraz jest. Nawet wczoraj rozmawialismy o tym wszystkim, ze co bedzie chcial zabrac itd.... zero nerwow, lamentow... nie chce go na sile zatrzymywac i chce mu to pokazac, udowodnic, ze pogodzilam sie z tym. Chce - niech idzie....droga wolna, skoro tego chce...

czy wroci? ciagle sie ludze, ze tak, ze gorzko pozaluje, ze zaplacze kiedys... ale szczerze mowiac nie sadze ze tak bedzie...

6

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witam,
też przeczytałam i Twój post mnie zmotywował bym się zalogowała (choć długo się zastanawiałam czy napisać). Pewnie nie dodam Ci otuchy ale może będę przestrogą. Mam 41 lat, 2,5 roku temu odkryłam zdradę męża wówczas po 17 latach małżeństwa. Mąż nigdy nie miał odwagi by się przyznać, mimo iż ja miałam dowody: ich czułe esemesy, rachunki z hotelu itd. Dla dobra dziec (mamy dwoje dzieci) i nie oszukujmy się nadal go kochałam i chyba wciąż kocham, dałam mu szansę ...i to nie jedną. Powiem Ci że to był duży błąd, nic się nie zmieniło, oszukiwał mnie nadal tylko bardziej się krył ale i tak się wydało. Teraz składam pozew, i uważam te 2,5 roku za czas stracony, przegrany. Czas który mnie wykończył, nie jestem podstarzałą kurą domową w papilotach, zewnętrznie trzymam się bardzo dobrze-dbam o to, ale psychicznie jestem wrakiem. Dawałaś mu szanse a on wciąż kłamie, to nie łódź się. Wiem, wiem dobrze jak bardzo to boli, ale trzymaj się i pamiętaj że nie jesteś sama. Nie "zamykaj się" w domu by sobie popłakać. Popłacz, bo to pomaga ale przyjacielowi w rękaw, albo tu na forum lub jak wolisz napisz do mnie. Uwierz w siebie i pamiętaj, nie obwiniaj się, nie daj sobie wmówić poczucia winy. Ty jesteś super, to on wszystko zniszczył.
Trzymaj się, bądź silna.

7

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

2309 dziekuje za mile slowa.

Tak, wiem ze wlasnie na ta chwile to naprawde nie ma juz sensu, bo raz ze on po prsotu nie chce, no a ja wiem dlaczego - bo nadal ma ja w glowie... i w takiej sytuacji moglabym sie tylko przez kolejne miesiace lub lata wykanczac...
dlatego nie rozumiem, nie akceptuje, ale godze sie na to, na jego decyzje o rozstaniu.

Slowo rozwod jeszcze nie padlo z zadnej strony. Albo mysli o tym, ale nie ma odwagi tego poruszyc poki mieszkamy razem i dopiero zacznie ten temat jak juz go nie bedzie. Albo sam do konca jeszcze nie wie, moze chce sobie sprobowac pobyc 'samemu', w sensie beze mnie i chce sie przekonac. Nie wiem.

Wiem, ze statystycznie, czytajac te wszystkie historie innych kobiet, to nic sie juz nie zmieni i on ani zdania nie zmieni ani sam tez nagle nie dozna wielkiego zalu za grzechy i skruchy....

tylko ze dopoki to wszystko sie nie zaczelo, on naprawde byl dobrym czlowiekiem. Naprawde dobrym mezem, lepszego nie moglam sobie wymazyc.... i gdzies w srodku wierze ze nadal jest dobrym czlowiekiem, nie jest zadna patologia i ze kiedys go to dopadnie, dopadnie go to co zrobil. Zwlaszcza ze mial jeden moement gdzie pekl totalnie, rozsypal sie - w lutym. Plakal jak dziecko przez 6 godzin jak 1 raz zaczelam sie pakowac. Nazywal sie scierwem i smieciem - ale do zdrady sie nie przyznal - ja wtedy jeszcze nie wiedzialam, plakal tylko niby nad tym jak ogolnie mnie przez te miesiace traktowal zle wlasnie. Ale to bylo tylko raz, a potem jakby znowu zalozyl druga maske, swoja nowa twarz i dalej mnie krzywdzil... ale to wydarzenie wlasnie daje mi taka nadzieje ze byl dobrym ,normalnym czlowiekiem, ktory sie rozsypal totalnie jak tylko dopuscil do siebie poczucie wlasnej winy.....

tak czy inaczej, nie moge zyc ta nadzieja. musze jakos odnalezc na nowo sens zcyia, swojego wlasnego....

8

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Masz szczescie, ze rozumiesz to, ze Cie skrzywdzil.
Ja niestety tego chyba do konca jeszcze nie rozumiem i upadlam sie coraz bardziej.

9

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

'dopoki walczysz to jestes wygranym'. Przypisują to stwierdzenie św. Augustynowi. Też w to wierzyłem, kiedyś nawet powiedziałem mojej ex. że wierzę w te słowa.
W odpowiedzi spotkał mnie z jej strony tylko śmiech. Też schowałem dumę do kieszeni, też walczyłem. Też łudziłem się, że ona dalej jest dobrym człowiekiem, który
zagubił się w swoim życiu. Nadaremnie. Po chwili względnego spokoju znowu wszystko wróciło i znalazłem się na dnie z którego za pomocą przyjaciół i rad mądrych
ludzi z tego forum usiłuję się teraz wygrzebać. Życzę Ci konsekwencji w przebyciu tej drogi którą obrałaś. Na pewno zasługujesz na lepsze życie.

10

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, ale wiesz co ja bym zrobiła ? Zastosowałabym przebiegłą taktykę, fortel który rzadko kiedy jest stosowany ( z tego co czytam na forum ). Nie płakałabym, nie błagała, nie okazywała smutku i zdziwienia. Gdyby facet oznajmił mi że to koniec i gdybym wiedziała że to przez inną kobietę, powiedziałabym że to się dobrze składa, że ja również chciałam się rozstać ( ale jakoś nie mogłam się na to zdobyć ) ponieważ poznałam kogoś i zakochałam się. I tylko tyle ! Daję sobie głowę uciąć, że to by podziałało na niewiernego małżonka jak uderzenie obuchem w łeb i dało mu bardzo, bardzo dużo do myślenia. Bo nawet jeśli facet sam zdradza i zakochuje się w innej, to nie zniósłby tego ze strony swojej WIERNEJ, DOBREJ żony, bo faceci są jak psy ogrodnika. Spróbuj, nie masz nic do stracenia. Zacznij wychodzić z domu, znikaj na całe noce, szykuj się w łazience, spryskuj perfumami, podśpiewuj sobie i bądź uśmiechnięta. Potem w rozmowie powiedz mu że kogoś poznałaś i chyba się zakochałaś. Zobaczysz że będzie zazdrosny i jest wielka szansa że go to skutecznie przebudzi.

11

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witam ponownie, to co pisze voltaren to bardzo dobry pomysł. Spróbuj, i działaj. Powodzenia

12

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Voltaren - mialam myslenie tego typu, no i w sumie dalej mam - tak zeby mu pokazac, zeby wzbudzic jakas zazdrosc... tak wiec dbam o siebie, perfumuje sie smile) jestem usmiechnieta, pozyczylam kask na motor, wiec sie zdziwil skad i po co.... czasem 'odbieram' jakies telefony i 'rozmawiam' ze niby niewiadomo z kim....

ale nie posune sie do tego o czym piszesz. Po 1 - no on w to po prostu nie uwierzy, mysle ze by sie zasmial. On przeciez dobrze wie, jak bardzo go kochalam jeszcze 2-3 tyg temu prosilam, walczylam i to sie po prostu czuje, wie co ja do niego czuje. wiec jakbym teraz, kilka dni pozniej powiedziala mu 'zakochalam sie' no to naprawde byloby to dziwne.

po 2 - naprawde nie wiem czego jeszcze moge sie spodziewac. Jak dojdzie do rozwodu to co? to potem wyjdzie na to ze oboje sobie kogos znalezlismy a teraz ja wielce pokrzywdzona?

a po 3 - mysle ze nie zrobilo by to na nim w tej chwili zadnego wrazenia, a malo tego - dalo by mu to ,czego najbardziej pragnie - rozgrzeszenia emocjonalnego. No bo on niby mnie tak skrzywdzil, a teraz ja juz sie pocieszylam i jestem szczesliwa, wiec jestesmy kwita, oboje zakonczylismy to malzenstwo. a tak nie jest. Oczywiscie ze nie zamierzam, nie chce juz plakac mu, uzalac sie, jak to bardzo mnie skrzywdzil i jaka jestem przez niego nieszczeliwa. ALE. ALE fakty sa jakie sa i tak chce to zakonczyc - ze jeszcze na odchodne - to TY JESTES WINNY rozpadu tego malzenstwa, TO TY I TYLKO TY. skrzywdziles mnie potwornie i zyj z tym jesli takie sa twoje decyzje. nie chce mu dawac komfortu tego co zrobil, ze ja zrobilam to samo tylko troche pozniej i utwierdzac go w tym ze dobrze ze sie rozstajemy..... bo nie jest dobrze, bo to ze cos mi w zyciu obiecal - na zawsze, to ze dal mi wszelkie powody przez tyle lat zebym mogla czuc sie stabilna i  bezpieczna, ze moj swiat jest trwaly, a potem po prostu mnie z tego okradl, zabral w jednej chwili, to musi miec swoje konsekwencje. i predzej czy pozniej go to dopadnie... w to akurat gleboko wierze i nie jest to dla mnie rownoznaczne z tym, ze wtedy wroci i bedzie super. bo pewnie jak juz dojde do siebie to ostatnia rzecza bedzie to zebym chciala jego powrotu i ryzykowania zeby poraz kolejny rozwalic caly swoj swiat....

13

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
voltaren napisał/a:

Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, ale wiesz co ja bym zrobiła ? Zastosowałabym przebiegłą taktykę, fortel który rzadko kiedy jest stosowany ( z tego co czytam na forum ). Nie płakałabym, nie błagała, nie okazywała smutku i zdziwienia. Gdyby facet oznajmił mi że to koniec i gdybym wiedziała że to przez inną kobietę, powiedziałabym że to się dobrze składa, że ja również chciałam się rozstać ( ale jakoś nie mogłam się na to zdobyć ) ponieważ poznałam kogoś i zakochałam się. I tylko tyle ! Daję sobie głowę uciąć, że to by podziałało na niewiernego małżonka jak uderzenie obuchem w łeb i dało mu bardzo, bardzo dużo do myślenia. Bo nawet jeśli facet sam zdradza i zakochuje się w innej, to nie zniósłby tego ze strony swojej WIERNEJ, DOBREJ żony, bo faceci są jak psy ogrodnika. Spróbuj, nie masz nic do stracenia. Zacznij wychodzić z domu, znikaj na całe noce, szykuj się w łazience, spryskuj perfumami, podśpiewuj sobie i bądź uśmiechnięta. Potem w rozmowie powiedz mu że kogoś poznałaś i chyba się zakochałaś. Zobaczysz że będzie zazdrosny i jest wielka szansa że go to skutecznie przebudzi.

Problem jest taki, że w ten sposób autorka zacznie babrać się w kupie, wciągnie się w najgłupszą z możliwych gier i całkowicie uzależni się emocjonalnie od tego faceta. Czas przeznaczony na prawdziwe zajmowanie się sobą zmarnuje na podśpiewywanie i pindrzenie się dla osoby, która zafundowała jej totalną wiochę. Zamiast robić pewne rzeczy z myślą O SOBIE będzie je robić z myślą O NIM. Po co?

14

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Dziewczyny, jak Wy mądrze i rozsądnie piszecie. Żałuję że dopiero dziś się tu zalogowałam, może dzięki takim radom i wsparciu sama bym uniknęła 1,5 rocznej kuracji antydepresantami. Ja nie udzielę Ci mądrych rad, bo jak już pisałam mam podobnie, by nie powiedzieć że gorzej-finansowo. Zrobiłam kiedyś duży błąd rezygnując z pracy zawodowej by wychowywać dzieci. Ja prałam pieluchy a on robił karierę, po latach przerwy nie  wróciłam już do zawodu- pracuję jako kierownik sklepu, ale zarabiam grosze w porównaniu z nim. Co z tego że mam teraz piękny dom (jeszcze w hipotece) jak mnie po rozwodzie nie będzie stać nawet na ratę kredytu. Bądź z siebie dumna że nie "uzależniłaś" się od niego finansowo. A dasz se rade.

15

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Bardzo mi przykro z powodu sytuacji w jakiej się znalazłaś, ale teraz faktycznie skup się na sobie. Tylko i wyłącznie. Na tym by odbudować w sobie to co on zrujnował. Chce odejść, niech idzie. Trudno. Będzie bolało, ale i to minie. Z całą pewnością, w sumie dobrze, że w tym wszystkim nie ma dziecka.
A tak uwierz, będziesz jeszcze bardzo szczęśliwa. Taka kobieta jak Ty to skarb i z pewnością Twój małżonek też to wie, ale nie ma co udowadniać zdrajcy, że nie jest się wielbłądem.
To on oszukał, to on skrzywdził, to on zdradził i kłamał, nic nie jesteś mu winna.
A skoro tak wybrał, niech on się wyprowadza. Do niej. Może czas poczuć smak konsekwencji swoich czynów.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

16 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-02 10:48:55)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

2309 - wspolczuje Ci Twojej sytuacji, bo z tego co piszesz nie potrzebnie stracilas kolejny czas w swoim zyciu, ale mimo wszystko liczy sie DZISIAJ. nie ma co zalowac ze znowu stracilam tyle czasu, bo tym sposobem tracimy kolejny dzien, zamiast go wykorzystac... Wiec zacznij do dzis, zmiane i probe odbudowy swojego zycia.

Tak ja dziekuje Bogu, ze we wrzesniu po 5 latach dostalam wreszcie prace w zawodzie - stabilna i dobra. Bo gdyby nie to, to przez caly czas wczesniej pracowalam, ale z tamtymi dochodami nie bylabym w stanie zostac sama w naszym mieszkaniu i szczerze mowiac nie wyobrazam sobie teraz tej sytuacji. Ze on mnie zdradzil zostawia i to jeszcze ja MUSIALABYM sie wyprowadzac, wynosic, zaczynac wszystk ood nowa, bo po prostu nie byloby mnie stac na to mieszkanie. A on zostalby w nim sobie i zyl dalej jakby nigdy nic...

A co do wczesiejszego watku jeszcze  - tak robie wiele z tych rzeczy o ktorych pisala Volatern. Na noc tez kilka razy nie wrocilam - bylam u brata. Dzis rano, korzystajac z okazji ze jak wychodzilam do pracy to on juz tez wstal, wiec wyszykowana, wyperfumowana, zadowolona, zadzwonilam sama do siebie z 2 numeru, po czym 'odebralam' telefon i rozmawialam zadowolona z 'kims z pracy, po angielsku' ze tak, wlasnie wyjezdzam, niedlugo bede, tak, hahaha, hihihi, tak jak wczoraj, z mlekiem i cukrem...' smile) p oczym za chwile odebralam 2 telefon od tej samej osoby i juz 'rozmawiajac' przez telefon, wyszlam z usmiechem z domu....wiem, ze t otroche zalosne moze, ale wlasnie tylko tak, poki jeszcze mieszkamy razem, moge mu pokazac, ze zyje, ze nie rozpaczam z jego powodu, no a moze jakas odrboinke zazdrosci w nim wzbudze...?

nie wiem, nie licze juz na to, chce zaczac jakos cieszyc sie tym co mam, jechalam do pracy, slonko swieci, po pracy ubieram swoja nowa posciel ktora wczoraj kupilam smile i moze jakas kawka na tarasie.... trzeba sie cieszyc tym co mam, bo mam naprawde wiele, poza nim oczywiscie. Ale mam zdrowie, jestem mloda, ponoc ladna(inni mezczyzni potrafia mi to powiedziec, w sensie ze ze znajomych wspolnych, mezowie moich kolezanek, jak sie jemu dziwia, ze takiej dziewczyny, takiej zony nie chciec.... mam dobra prace, samochod, prawo jazdy, jezyk znam, on mi do niczego do cholery nie jest potrzebny! Tak, boli, boli najbardziej to ze po prostu czuje sie NIEKOCHANA, niechciana przez najwazniejsza osobe.

Co do jego wyprowadzki - oczywiscie moge sie mylic, ale nei sadze ze bedzie wynajmowal z nia mieszkanie. Ona mieszka teraz z siotra. Owszem, moze bedzie ona tam codziennie, ale nie sadze zeby razem tak od razu wiazali sie finansowo. ALE. moge sie mylic, wiem smile

to tez z czasem wszystko wyjdzie.

trzymajcie sie wszyscy, jest nas wielu, to nie tak ze caly swiat jest szczeliwy a tylko ja sama, sam tak cierpie. trzeba wziasc zycie w swoje rece bo jak oddajemy je w czyjes to widzicie co z nim robia... tzn ja je w sumie oddalam Bogu... niech sie dzieje jego wola, On wie co robi i na pewno nie chce dla mnie zle... ale ja musze mu zaufac i nie dzialac po swojemu, po ludzku, tylko przyjac to co mnie spotkalo i nie buntowac sie juz... a wtedy na pewno sie pouklada tak, zeby bylo dobrze, choc na dzien dzisiejszy nie wiem jak mialoby to wygladac....

aha, wczoraj jak wrocil zapyral czy moge go dzis rano obudzic bo budzik mu przestal dzwonic - ok, nie ma problemu. Wyslalam do niego dzisiaj smsa czy ma jeszcze klej do butow. Odpisal ze ma i gdzie jest, ze moze mi skelic ale dopiero w sobote bo dzis i jutro zamyka. troche szok. Moze dzisiejszy poranek i moje 'wyjscie do pracy' troszke go rozstroilo? Ze mi proponuje ze moze mi te buty skleic i tlumaczy ze dopiero w sobote,chociaz zaytalam tylko czy ma ten klej. Nie, dziekuje, mysle ze poradze sobie ze sklejeniem mojego pantofelka smile nic mu juz nie odpisalam, Wlasnie staram sie ignorowac go, zeby nie myslal ze szukam za wszelka cene kontaktu z nim. Odpowiedzial gdzie jest klej i ze moze mi skleic, wiec otrzymalalm odpowiedz i nie musze mu juz nic wiecej pisac. rozpisuje sie nad tym, bo to tez okgromna zmiana we mnie - tak, normalnie odpisalabym mu 'dzieki, nie nie trzeba, poradze sobie'.

no nic, bo znowu przynudzilam, jakos to bedzie!!! musze tylko zaczac chyba wiecej jesc bo jak dzisiaj stanelam na wage to sie sama przestarszylam. wiem ze schudlam bardzo teraz przez ostatni miesiac bo widze i czuje to, ale ponizej 50kg to wazylam jak mialam 17 lat.... musze cos sie zaczac zmuszac chyba....

17

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam ja waze trochę po 40 mam dziecko,hipotekę nie mam pracy .Rozumiem was dziewczyny .Jestem wrakiem człowieka....

18

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dzisiaj nie jest mi juz tak do smiechu... jestem zla.... smutna !!!! w pracy wszystko mnie drazni.

pogoda super, dzisiaj piatek i my mamy dluzszy weekend tutaj teraz dopiero - sobota, niedziela i poniedzialek. i co z tego ???!! co bede robic??!!! zabijac czas..... mam dosc dzisiaj!!! dol....

dlaczego musial mi to zrobic??!! dlaczego mnie nie chce??!! dlaczego musial zrujnowac mi zycie??!! wszystko mu poswiecilam i to nie z musu, a z serca, bo go kochalam, zostalam w anglii, ulozylam z nim tutaj zycie, ufalam mu, moje serce bylo otwarte, ufalam wiec nie bylo przygotowane na jakikolwiek cios... to tak jakby kopac lezacego, ktory spi, ktory nawet nie bedzie sie bronil.... wiec zadal mi tak glebokie rany ze nie da sie tego opisac po prostu. Dlaczego to wszystko zrujnowal? Zburzyl caly moj porzadek, bezpieczenstwo!!! normalnie szykowalibysmy sie teraz na jakis fajny weekend majowy, a tak co ?? nie ma juz nic sad((

19

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

dzisiaj nie jest mi juz tak do smiechu... jestem zla.... smutna !!!! w pracy wszystko mnie drazni.

pogoda super, dzisiaj piatek i my mamy dluzszy weekend tutaj teraz dopiero - sobota, niedziela i poniedzialek. i co z tego ???!! co bede robic??!!! zabijac czas..... mam dosc dzisiaj!!! dol....

dlaczego musial mi to zrobic??!! dlaczego mnie nie chce??!! dlaczego musial zrujnowac mi zycie??!! wszystko mu poswiecilam i to nie z musu, a z serca, bo go kochalam, zostalam w anglii, ulozylam z nim tutaj zycie, ufalam mu, moje serce bylo otwarte, ufalam wiec nie bylo przygotowane na jakikolwiek cios... to tak jakby kopac lezacego, ktory spi, ktory nawet nie bedzie sie bronil.... wiec zadal mi tak glebokie rany ze nie da sie tego opisac po prostu. Dlaczego to wszystko zrujnowal? Zburzyl caly moj porzadek, bezpieczenstwo!!! normalnie szykowalibysmy sie teraz na jakis fajny weekend majowy, a tak co ?? nie ma juz nic sad((

Wybierz się gdzieś z koleżankami, nie daj mu tej satysfakcji, pokaż, że Ty też potrafisz się sama dobrze bawić, a do tego radzić sobie bez niego, jestem w Twoim wieku i przeżyłam to samo, na szczęście nie byliśmy małżeństwem tyle dobrze.

20

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

nie musze mu nic pokazywac, bo generalnie to sie nie widzimy w ogole, a poza tym jego to naprawde nie interesuje co ja robie....

a nawiasem mowiac - to robie to codziennie. Codziennie walcze - nie siedze, nie placze... tylko mysle i rozmawiam z ludzmi.... dopiero wczoraj bylam u koezanki, potem kolezanka u mnie na kawie.... ubralam nowa posciel... ale liczba kolezanek kiedys sie w koncu konczy.... kazdy ma swoje zycie...liczba 'super' pomyslow jak ZABIC czas tez sie kiedys konczy.... a przede wszystkim chodzi o to ze wlasnie wiem ze MUSZE cos robic przez te 3 dni a nie ma niczego w moim zyciu co bym chciala robic.... co mialoby dla mnie sens....

21

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witaj kiedysbylam.

Przeczytalam twoj watek i jest mi bardzo przykro. Rozumiem jak sie czujesz zwlaszcza z tym wymyslaniem sobie zajec gdy tak naprawde wszystko co chcesz robic to lezec w lozku i plakac. Nie musisz wychodzic codziennie, daj sobie czas, jesli czujesz, ze chcesz byc sama i chcesz rozpaczac to tak zrob, na pewno przyniesie Ci to ulge.
Gdzie dokladnie mieszkasz w Anglii?

Trzymaj sie! Sciskam! x

Your own expectations hurt you more than anything else

22

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Margaryna - to tez nie do konca tak. nie chce lezec w lozku i plakac. bo wiem ze wtedy bym sie naprawde zalamala - a tego nie chce. Przeraza mnie to, a przede wszystkim nie moge sobie na to pozwolic ze wzgledu na mame - obiecalysmy sobie ze bedziemy dbac o siebie i walczyc, dla siebie nawzajem.

Wiec wiem gdzies w srodku, ze lepiej bedzie jak cos sobie zroganizuje niz bede lezec sama i plakac. Tylko ze tak jak pisalam - to nie jest to czego tak naprawde bym chciala.... bo tak naprawde to chcialabym zeby znow bylo normalnie.....po prostu.... zeby byl zwykly weekend taki jak od wielu lat, zebysmy gdzies sobie jechali, RAZEM, albo po prostu posiedzieli w domu... RAZEM.... zeby slowo MY jeszcze istnialo... tego bym chciala... a tego nie ma sad(

mieszkam w Londynie.

23 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2013-05-03 15:00:14)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

...dlaczego musial mi to zrobic??!! dlaczego mnie nie chce??!! dlaczego musial zrujnowac mi zycie??!! wszystko mu poswiecilam i to nie z musu, a z serca, bo go kochalam, zostalam w anglii, ulozylam z nim tutaj zycie, ufalam mu, moje serce bylo otwarte, ufalam wiec nie bylo przygotowane na jakikolwiek cios... to tak jakby kopac lezacego, ktory spi, ktory nawet nie bedzie sie bronil.... wiec zadal mi tak glebokie rany ze nie da sie tego opisac po prostu. Dlaczego to wszystko zrujnowal? Zburzyl caly moj porzadek, bezpieczenstwo!!! normalnie szykowalibysmy sie teraz na jakis fajny weekend majowy, a tak co ?? nie ma juz nic sad((

Kiedysbylam, a dlaczego miałoby to spotkać kogoś innego?? czy w Twoich oczach ktos inny zasluzył sobie na taki los?? Wiem, że Twoja odpowiedz bedzie brzmiała NIE...i nie czuje tylko to wiem...bo jak czytam to w jaki sposob opisujesz to wszystko co Was łączyło, jak dobierasz słowa, aby ukazac swoje emocje jakie Ci towarzysza, jaką masz świadomosc tego co sie dzieje, co Cie czeka itp. to nasuwa mi sie tylko jedno stwierdzenie...Jesteś bardzo mądrą i silną kobietą, i ze wszystkim dasz sobie rade, tylko potrzebujesz czasu, aby pogodzic sie z tym co obecnie cie dotyka i spotkało...Kochana nic, ale to uwierz mi na słowo, ze nic, nie dzieje sie bez przyczyny...pamietaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce...i zapewniam Cie, że za rogiem czeka na Ciebie coś cudownego i wyjątkowego...i wiem bardzo dobrze, gdyż sama też juz swoje w zyciu przeszłam, że na dzień dzisiejszy cieżko Ci w to wszystko uwierzyć, ale wiedz, że będzie dobrze :-) zobaczysz, tylko daj sobie czas, na wypłakanie, wysmarkanie, żal i smutek.

Bardzo przypominasz mi już nie obecną na forum Pe, która maż zostawił w trakcie ciąży, był czas ze myslała ze świat jej sie zawalił, i bylo jej bardzo cięzko, ale musze Ci napisać, że mimo swojej mega delikatności i wrażliwosci wyszła na prostą i bardzo dzielnie sobie poradziła :-) naprawde ma sie bardzo dobrze :-)
Także Kiedysbylam, Ty równiez dasz rade :-)

Pozdrawiam Cie serdecznie i przesyłąm moc pozytywnego myślenia i chusteczki na otarcie łez.
Głowa do góry :-) ...i pisz tutaj!! To bardzo pomaga.

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

24

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Balalajka - dziekuje Ci....

tak jestem mega wrazliwa osoba - ogolnie to plakalam zawsze o byle co, nerwus straszny ze mnie i przejmowalam sie wszystkich 100 razy za bardzo. Paradoks jakis nie? Bo teraz wszyscy mowia i dziwia sie jaka jestem silna.... bo chyba jestem.... naprawde plakalam przez pierwsze 2-3 dni jak bylam u brata, jak sama sie wynioslam - to bylo 3 tyg temu. Od tamtej pory mozna powiedziec, ze mialam tylko momenty gdzie lzy naplywaja mi do oczu, ale prawie nie becze. dziwne.... nie wzielam ani dnia wolnego - tez sie ciesze... ze poki co dalam rade. zobaczymy jak bedzie po jego wyprowadzce. A prace mam nei fizyczna, ale wyczerpujaca - jestem nauczycielka w secondary school, wiec dzieciaki od 11-16 roku zycia. takie gimnazjo-liceum.... ciezko z nimi. zwlascza jak sie jest w takim rozstrojeniu nerwowym.... musze sie kontrolowac zeby nie stracic panowania nad soba i zeby nerwy nie puscily.... nie jest to latwe w moim stanie.

wszyscy mowia o tym, ze cos na mnie czeka na pewno, ze nic nei dzieje sie bez przyczyny... Tak, to 2gie zgadza sie... ale jestem osoba wierzaca i naprawde nie chce drugiego meza!! co mnie czeka? albo moje dzieci nigdy nie beda mialy rodzicow po slubie koscielnym, albo majac 26 lat mam juz nigdy nie miec nikogo, rodziny, dzieci, bo taka jest moja wiara tak naprawde.... trudne to wszystko bardzo....

tak, pisze tutaj duzo, bo to pomaga, wiem ze takich postow jest tu tysiace dlatego tymbardziej doceniam ze ktokolwiek czyta i z serca odpisuje.....

25

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Też Cię przytulam.***

Przeczytałam z uwagą Twoją historię i nasunęły mi się takie spostrzeżenia:
od początku w Waszym związku zarówno przed ślubem jak i po, inicjatorem działań/starań był Twój mąż.
To on nakłonił Cię do pozostania na obczyźnie.
To jemu bardziej zależało na sformalizowaniu Waszego związku.
To on dążył do zakupu mieszkania.
To on "jakby pierwszy chciał dziecka".

Oprócz dziecka, wszystko co zaplanował, to sfinalizował.
Ty poddawałaś się jego planom i dążeniom - było Ci z tym/z nim dobrze, bo przecież byłaś ujęta w tych planach, jako narzeczona, a następnie żona.

I nagle trach...mąż zaczął sobie tworzyć inny scenariusz życia - życia bez Ciebie.
Przestałaś już mu być potrzebna do samorealizacji, bo znalazł inny obiekt.

Zastanawiam się, czy powodem z jego strony nie jest brak dziecka - bo piszesz, że staraliście się.
I czy czasami jego "koleżanka" nie jest z nim w ciąży?
Mało o niej piszesz, widziałaś ją, nie próbowałaś się z nią skontaktować, porozmawiać co właściwie ją łączy z Twoim mężem - skoro mąż jednoznacznie się nie określa?

Wybacz, że tak drążę, ale wygląda mi na to, że ten "książę na białym koniu"/Twój mąż okazał się zwykłym burakiem.

Czasem w życiu jest tak, że co się źle zaczyna - to dobrze się kończy.
A u Ciebie na odwrót...chyba, że...

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

26

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Ja tez mieszkam w Londynie. Jesli bedziesz chciala sie spotkac zeby sie wygadac - daj znac.
Na dlugi weekend wyjezdzam ale jesli kiedys zabraknie kolezanek a nie bedziesz chciala siedziec w domu - zglos sie :-)

Pozdrawiam!

Your own expectations hurt you more than anything else

27 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-03 16:35:02)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Zyworodka - dziekuje za komentarz. Ale to nie dokonca tak. Napisalam, ze on jakby byl inicjatorem, zeby pokazac, ze to wszystko co nas laczylo i spotkalo (zareczyny, slub, mieszkanie) bylo wynikiem naprawde szczerych checi a nie jakis innych spraw, ktore tak naprawde bardzo czesto maja miejsce (nieplanowana ciaza, jakies sprawy finansowe, presja rodziny, mamy, wieku, albo jednego z parnerow - a bo ja naciskalam na ten slub). NIE. nic takiego nie mialo miejsca.

Ale to tez nie tak, ze on bardziej chcial. Naprawde oboje chcielismy. Osiwadczyl sie sam, z wlasnej woli - owszem, jako facet sam podjal taka decyzje a ja bylam zaskoczona jak na filmach.... no ale co? nie mialam watpliwosci zeby sie zgodzic smile potem slub - to nie tak ze on bardziej chcial. tutaj wychodzi sprawa mojego charakteru - ja sie wszystkeigo boje, zawsze widze negatywy - wiec chodzilo mi o to, ze ja nie pomyslalabym ze stanie sie to w rok po zareczynach a bo:' za malo czasu, nie znajdziemy sali, nie damy rady finansowo itp itd' , a on pokazywal ze jesli chcemy no to sie da -  i sie dalo. NA obczyznie tak - zostalam - to jest faktycznie takie 1 moje 'poswiecenie'. Tutaj go poznalam i on wracac nie planowal ale tez od poczatku byl szczery wiec ktos musial pojsc na komromis - poszlam ja, ale on tez mial silne argumenty - ze ja tutaj moge osiagnac tyle samo lub wiecej co w Polsce, a on - bez wyksztalcenia wyzszego w Polsce nie osiagnie tyle co tu - i tu mial racje. Dalej - jesli chodzi o mieszkanie to podobna hisotria co z weselem - Boze ja niczego bardziej nie pragnelam niz zeby wyprowadzic sie po 4 latach mieszkania z ludzmi na pokoju.... to bylo marzenei mojego zycia - zeby mieszkac tylko z nim.... tylko ze znowu: 'a bo damy na pewno rade finansowo'? , 'dostaniemy ten kredyt'? i gdyby nie on to pewnie do dzisiaj siedzialabym i o tym myslala, zamiast sprobowac. To samo bylo z moimi studiami tutaj w Anglii, 2 lata zwlekalam z magisterem , no bo przeciez na pewno nie dam rady, a jak w koncu sie zdecydowalam to bez problemu go skonczylam - no i on znowu mnie wspieral, zebym skladala te papiery bo na pewno sobie poradze.... takze to nie tak ze on bardziej chcial, tylko on bardziej motywowal, bardziej dzialal....

co do dziecka to podobna historia - on byl po prostu gotowy,zdecydowany troche wczesniej niz ja. Ale rok temu przed wakacjami to wlasnie juz ja sama go zapragnelam. i potem jak dostalam te prace we wrzesniu, to nie bylam zadowolona z 1 strony, no bo to oznaczalo przelozenie staran o dziecko. Ale to ON mnie namawial zebym z pracy nie rezygnowala (dzis, dzieki Bogu ze ja mam). to ja mowilam mu ze mi zle, bo juz sie nastawilam, ze moge zajsc w ciaze a teraz jednak znowu musze sie na czym innym skupic. Wiec tez o tym myslalam, czy ta moja praca na niego jakos nie wyplynela, ale pracowalam przeciez przez 5 lat wczesniej i nie wydaje mi sie zeby tu o to chodzilo.....

co do niej - malo pisze bo chyba to bez znaczenia kim jest.... dla mnie zerem. To ja prosilam mojego meza o prace dla niej - rozumiecie..... ?! jaka ironia. Nie znalam jej osobiscie, ale mama jedneg oz moich uczniow znala jej siostre, no i tak pytala o jakakolwiek prace. A ze moj maz jest kierownikiem restauracji no to mowie, a co mi szkodzi, pomoc komus... no i on nie chcial najpierw, a ze nie chce baby kolejnej, wolalby faceta zeby na kuchni zapieprzac, ale w koncu sie zgodzil. No i ja przyjal. Pracowala tam chyba z poltora roku zanim zaczeli krecic. Tzn moze i ona probowala wczesniej cos, ale widocznie on to odpieral, ale teraz, w listopadzie ,ze jemu bylo gorzej ze mna, to juz nie odparl. Poza tym to co?  Fakt, ladna, szczupla, rok starsza ode mnie, brunetka - ja blondynka.... i.... jakby to mialo jakies znaczenie - ma narzeczonego w Polsce. Mysle ze w ciazy nie jest, wlasnie o to chodzi, ze on sam jakby siebie oszukuje ze oni razem nie sa. No bo moze i tak oficjalnie to nie. Wiecie, wydaje mi sie ze, on po prostu jest w niej zadluzony - nie wiem na ile ona, ale on tego sam przed soba nie pzyznaje, bo oficjalnie to ona ma nadal faceta w polsce no i on przeciez nie bedzie jej prosil zeby z nim skonczyla... tak jakos t owidze... ze do tej pory nikt od nikogo niczego nie oczekiwal, ani ona od niego zeby mnie rzucil, ani on od niej zeb yswojeg ofaceta. TEraz moj maz sam rzuca mnie z wlasnej woli, co nie ma teoretycznie zwiazku z nia, no i czeka prawdopodobnie na jej ruchy? Nie wiem do konca jak ten uklad wylgada powiem wam. wiem tylko ze ich meile byly baaaardzo czule z jego strony, z jej w sumei tez, ale mam takie wrazenei ze ona sobie go wlasnie konkretnei owinela wokol pALCA i ze to jednak on tutaj bardziej 'czeka', zabiega, co zupelnie nie jest w jego naturze i na pewno dobrze mu ztym na dluzsza mete nie bedzie.

a co do tego, co ich laczy  - no niby wiem. Znalazlam dowody zdrady - no to sie przyznal. PRzepraszal. Pytalam o szczegoly... odpowiadal na pytania - ze gdzie, jak, ile razy.... itd.

po czym zakonzcyl to od razu - dzwonic mu kazalam, ale nie odbierala przez 2 dni telefonu, wiec kazalam wyslac smsa (jak wyjechalismy na te wakacje 2 kwietnia) - no to napisal ze wiem o wszystkim ,ze musza to zakonczyc bo chce ratowac swoje malzenstwo i ze nie beda mogli dalej razem pracowac). No ok, po powrocie - 1 dzien w pracy - mial z nia rozmawiac, no i niby powiedziala ze bedzie w ogoel sluchajcie wyjezdzac stad za pare tygodni (no chce to zobaczyc!!!) a na te kilka tyogdni miala zostac przeniesiona do innego sklepu. No i tak bylo  - tylko ze ja tak jak pisalam, nie wierzylam mu juz i nie czulam przede wszystkim zeby on naprawde zalowal teg oc ozrobil. Potem nerwy i moj brak sil - zakonczylam i pojechalam do brata, a on tylko na to czekal. No wiec takie sa fakty - ze niby t ozakonczyl, ona faktycznie jest teraz 2 tydzien juz w innym sklepie - to sa potwierdzone informacje. Ale co z tego. z 2 strony tez potweirdzona informacja (widzialam na wlasne oczy) ze sie z nia kontaktowal prywatnie, kilkakrotnei w ostatnim czasie, piszac lub dzwoniac po nocach, poznym wieczorem. No wiec co? nadal musza miec kontakt. niestety nie wiem juz w tej chwili CO pisza do siebie, ale on nadal utrzymuje ze nic go juz z nia nie laczy. No i tyle wiem. Nie rozmawialam z nia i nei zamierzam. No co mi powie? prawde? nie... na pewno nie, nie bede jej juz pokazywac ze jeszcze on cokolwiek dla mnie znaczy. ja ksie wyprowadzilam wtedy z domu to jej wyslalam pierwszeg oi jedynego smsa ze jest juz wolny i ze moze go sobie brac. Jak lubi 'resztki'..... zrobilam to bo chcialam zeby wiedziala ze to jednak ja jego zostawilam, anie on mnie. mysle ze na kobiety psychike tez ma to znaczenie ,ze ten kasek nie jest juz taki smaczny... a byla to prawda. Wiadomo ze nie chcialam tego rozstania i mialam andzieje ze cos sie zmieni, zrobilam to juz w akcie desperacji bo nie moglam dalej czuc sie tak niechciana - p otylu miesiacach klamstw, a jak zdrada wyszla na jaw, to wcale nei czulam ze jemu zalezy.

nie wiem, to tyle w sumie...

28

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:
żyworódka napisał/a:

(...)Przeczytałam z uwagą Twoją historię i nasunęły mi się takie spostrzeżenia:
od początku w Waszym związku zarówno przed ślubem jak i po, inicjatorem działań/starań był Twój mąż.
To on nakłonił Cię do pozostania na obczyźnie.
To jemu bardziej zależało na sformalizowaniu Waszego związku.
To on dążył do zakupu mieszkania.
To on "jakby pierwszy chciał dziecka".

Oprócz dziecka, wszystko co zaplanował, to sfinalizował.
Ty poddawałaś się jego planom i dążeniom - było Ci z tym/z nim dobrze, bo przecież byłaś ujęta w tych planach, jako narzeczona, a następnie żona.(...)

Zyworodka - dziekuje za komentarz. Ale to nie dokonca tak. Napisalam, ze on jakby byl inicjatorem, zeby pokazac, ze to wszystko co nas laczylo i spotkalo (zareczyny, slub, mieszkanie) bylo wynikiem naprawde szczerych checi a nie jakis innych spraw, ktore tak naprawde bardzo czesto maja miejsce (nieplanowana ciaza, jakies sprawy finansowe, presja rodziny, mamy, wieku, albo jednego z parnerow - a bo ja naciskalam na ten slub). NIE. nic takiego nie mialo miejsca.

Ależ ja dokładnie to miałam na myśli, że z Twojej strony nie było żadnego nacisku.
Kochaliście się, ale to on przejmował inicjatywę, kierował Waszym związkiem.
Ty stałaś niejako z boku, wyrażając zgodę na jego działania - co wcale nie jest naganne, bo czułaś przy sobie jego 'silne ramię'.

Cały czas był z Tobą/przy Tobie - to dawało/zapewniało Ci bezpieczeństwo i ostoję przed i w małżeństwie.
Do czasu.

Zanika między Wami więź emocjonalna.
Więc, jeśli nadal chciałabyś ratować swoje małżeństwo, to może zwróć się do psychologa i mężowi też zaproponuj terapię.
Ciekawe, jak by zareagował...

Najgorszy jest ten brak komunikacji między Wami, jako jeszcze małżonkami. Nie mam na myśli rozmów prowadzonych w sprawach materialnych/finansowych.
Twój mąż unika rozmowy wprost, nie wspomina też o rozwodzie.
Jak piszesz, to raczej ta kobieta "okręciła go wokół swojego palca".

Jesteś osobą bardzo rozważną, więc na pewno nie dopuścisz do tego, żeby 'puścił Cię z torbami'.
Dobrze, że pracujesz, więc Twój byt materialny nie jest uzależniony od tego, żeby kurczowo trzymać się męża.

Poza tym, raczej nie wierz w jego zapewnienia odnośnie mieszkania, że Ci go zostawi.
Ja bym mu już tak nie wierzyła. Może tylko Cię tak teraz zwodzi i gra na zwłokę, a planuje inaczej.

Weź pod uwagę to, że zawsze umiał użyć 'siły' swojej argumentacji.

Trzymam kciuki za Twoje decyzje.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

29

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

propozycja psychologa z mojej strony juz byla w lutym (tak jak pisalam - zrobilam chyba wszystko co moglam...) ale wtedy oczywiscie odmowil (teraz wiem dlaczego) no bo on znal powody naszej sytuacji - jego romans, tylko ja jeszcze o tym nie wiedzialam. Wiec nie chcial isc, bo i po co?

teraz, od 3 tyogdni sama chodze do psychologa. i doslownie przed wczoraj pwoedzialam mu tak: "sluchaj, mowisz ze zawsze mi pomozesz. wiec teraz mam do ciebie faktycznie, ostatnia prosbe. ze wzgledu na to, co nas laczylo przez prawie 6 lat, ze wzgledu na to, co dobre, ze chcialabym cie prosic zeby zrobil dla mnie (nie ze dla nas) ostatnia rzecz. Czy poszedlbys ze mna na jedno spotkanie? Nie chodzi absolutnie o zmiane twojej decyzji, ze nie chcesz ze mna byc - tak jak prosiles - zaakceptowalam ja. Ale powiedzialam mu ze sama chodze sobie wlasnie na takie spotkania i ze mi jest to potrzebne, poniewaz nie rozumiem do konca, jaki byl powod tego, ze czules sie w tym zwiazku zle, ze przestales byc szczesliwy. Nie chce juz teggo roztrzasac i absolutnie zmieniac twojej decyzji. Chodzi tylko o mnie i o moja przyszlosc. Chcialabym to zrozumiec, jest mi to potrzebne, bo chce byc jeszcze w zyciu szczesliwa, moze zalozyc kiedys rodzine i zebym w przyszlosci nie popelniala 2 raz tych samych bledow. Nic nie to nie kosztuje, nie boli, mozesz to dla mnie zrobic"?   NIE. bo on nie chce rozmawiac z obcymi ludzmi na ten temat, ze jak chce to moge go zapytac jeszcze o cos, jesli mam pytania to on mi odpowie. Obojetna powiedzialam - w porzadku, to byla tylko moja prosba. Nie, my juz probowalismy miesiacmi rozmawiac, sam mowiles ze to nie ma sensu, nic nowego mi juz nie powiesz.... no i tyle....

30

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Smutne jest, że tak wielu ludzi ulega iluzji "nowości". Po kilku latach związku, gdy nie ma już tych emocji z początku znajomości, motylków w brzuchu itp łatwo o zauroczenie kimś innym, kto wyzwala dreszczyk i emocjonalno-fizyczną ekscytację. Myślę jednak, że ten kto kocha prawdziwie i kto zna etapy jakim podlega miłość, nie ulegnie pokusie, choćby bardzo spodobał mu się ktoś inny. Ale do tego aby nie ulec, trzeba być naprawdę mądrym człowiekiem, świadomym. takim który zdaje sobie sprawę że "moja nowa fascynacja" za rok przestanie być nowa, opatrzy się, spadną różowe okluary i zacznie się proza życia. I wcale nie będzie inaczej niż z dotychczasową partnerką/partnerem. Inaczej, ciekawiej, jest tylko na początku, potem nowość przestaje być nowością i traci moc rażenia. To tak samo jak ze wszystkim innym, przez pierwszy tydzień cieszy nas nowy telefon, a potem zalega na biurku i cały dzień możemy nie brać go do ręki. Myślę że Twój mąż niestety nie jest z tych "świadomych" i uległ swoim żądzom.
Ale patrząc na to z boku, ja widzę dla was szansę. Myślę że to chwilowy zawrót głowy i szybko mu przejdzie, zwłaszcza jeśli pojawią się pierwsze konflikty między nim, a tamtą kobietą ( a pojawią się NA PEWNO ). Być może to ona pierwsza się nim znudzi, bo z tego co piszesz jest to typ skłonny do zdrady ( ma narzeczonego !!!), to bardzo źle rokuje. Miałam taki przypadek wsród znajomych, mąż zakochał się w swojej uczennicy ! młodszej o kilkanaście lat, oczywiście wyprowadził się z domu, zostawił żonę, dzieci, zamieszkał z tamtą, a po dwóch latach tamta go kopnęła i pokornie wrócił do żony ( żona mocno religijna, przywiązująca wagę do przysięgi małżeńskiej, więc mu wybaczyła ). Nigdy więcej jej nie zdradził, do dziś żyją razem i są szczęśliwi.
Pytanie tylko czy Ty umiałabyś wybaczyć i zaufać ponownie ? Nie bałabyś się, że ponownie wytnie Ci taki numer ?
Myślę że dobrze by wam zrobiła fizyczna rozłąka i brak kontaktu, tak żeby on mógł odczuć realny BRAK Twojej osoby. Ja rozstałam się se swoim facetem na kilka tygodni w trakcie których nie miałam z nim żadnego kontaktu, to pozwoliło mi spojrzeć na wszytko inaczej, zupełnie wszystko przewartościować, zatęsknić za nim!, zrozumieć co jest dla mnie ważne, a co nie. Bo teraz, gdy normalnie rozmawiacie i pozornie nic się nie zmieniło, on nie może odczuć jak to jest, gdy zabraknie Cię w jego życiu.
Nie ma w nim strachu, wątpliwości ani wahania, właśnie dlatego że wie, iż Ty nadal jesteś obecna.

31 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-04 09:30:27)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Voltaren - zgadzam sie w sumie ze wszystkim co napisalas. Moze i nawet jak pozaluje za jakis czas to nie wroci, bo dumny bedzie, ale wlasnie gdzies w sercu mam takie przekonanie ze on na pewno tego kiedys gorzko pozaluje - tylko kwestia kiedy to bedzie. Kazdy kto zdradzil to zrobil to samo w wymiarze krzywdy wobec innych itd. No ale jednak ludzie ogolnie sa rozni. Naprawde nie chce go bronic, bo to co zrobil jest po prostu obrzydliwe, ale czytajac historie innych, faceci naprawde nagle zamieniaja sie w potworow, po rozstaniu itd. Zabieraja pieniadze, nawet na dzieci nie placa, kredyt przestaja splacac - no horror jakis. Wyzwiska, upokorzenia. Dla mnie on, mimo wszystko pozostal normalnym czlowiekiem - kredyt i wszystkie oplaty normalnie placi do czasu swojej wyprowadzki, chcialam dogadac sie w kwestii srodkow czystosci do domu na ten okres (bo pieniadze mamy juz odzielnie) - no to nie bylo problemu zadnego. Dba dalej o mieszkanie, ostatnio proponowal ze skeli mi buty jesli chce (nie chce, sama pokleilam), dopompowal mI powietrza oponie itd. wiem, wiem ze to nie ma zwiazku z tym co zrobil jakby i ze to nie zmienia faktu ze MNIE NIE KOCHA, NIE CHCE. nie myle tego, nie martwcie sie. mowie tylko o jakims takim czlowieczenstwie, ze poki co narazie ono jest. wiec dla mnie on nie jest jakas patologia i dlatego upieram sie, mam nadzieje ze kiedys poczuje co stracil - mnie, ale tez i cale zycie jakie razem mielismy.

a czy ja bylabym w stanie wybaczyc i go przyjac? NIE MAM POJECIA co bym zrobila i nawet nie chce teraz o tym myslec. Poki co to sie rozstajemy i za jakis miesiac podejrzewam juz go tu nie bedzie....

co do tego fizycznego rozstania - no to fakt - nadal jestesmy pod 1 dachem ALE: od prawie miesiaca widzimy sie 2-3 razy w tygnoodniu przelotem, nie dzwonimy, nie piszemy, pierzemy osobno, jemy osobno, polki w lodowce osobno, pieniadze  osobno, sypialnie osobno, no naprawde zyje juz fizycznie bez niego, tyle ze tak, wiem ze codziennie do tego domu wroci jednak. Choc tez sie wtedy nie widzimy bo jestem juz u siebie w sypialni zawsze. Ale mysle, ze masz racje bo jednak jak sie juz wyprowadzi to wtedy odczuje to tak na maksa - no ze mnie nie ma ale rowniez calego jego wczesniejszego zycia. Bedzie w obcym mieszkaniu/ pokoju, na pewno w duzo gorszych watunkach, bez swoich rzeczy w sensie mebli, tarasu, kwiatow, tego wszystkiego co tu stworzylismy i wtedy chyba bedzie mial wieksza szanse zatesknic za wszystkim ogolnie...

psycholog napisala mi wczoraj ze przezywam teraz 'zalobe po stracie' - w moim przypadku po stracie planow i marzen. Chcialabym, zeby to juz byl etap, naprawde, zebym juz te zalobe przezywala. Ale nie jestem pewna czy to na pewno juz ta zaloba, czy jeszcze jakies zawieszenie.

Moja nowa posciel bardzo mi sie podoba - musial widziec, bo wchodzi jak mnie nie ma po swoje ciuchy do sypialni. Wczoraj zrobilam cos czego nigdy nie robilam sama - kupilam i posadzilam kwiatki!! na tarasie w zeszlym roku mielismy kupe kwiatow, ale to on zawsze sie tym zajmowal - on to lubil robic. Ja kwiaty tez lubie, ale nigdy jakos nie mialam zamilowania ze sama to robic - przy nim przez tyle lat mowiac szczerze tez nie wykazalam checi zeby sie tak naprawde nauczyc.... wiec wczoraj z sasiadka podzialalaysmy no i moj 1 raz za mna. mam nadzieje ze tylko beda dobrze rosly, a i jego komentarz i zdzwienie dzisiaj jak to zobaczy mysle ze tez bedzie nie bez wartosci

32 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2013-05-04 23:15:06)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witaj Kiedysbylam.

Zacznę od tego, iż bardzo mnie cieszy to, że organizujesz sobie czas i funkcjonujesz w bardzo rozważny i do naśladownictwa sposób :-) naprawdę jesteś bardzo dzielna :-)

Co do żałoby po stracie o której piszesz, to z doświadczenia mogę Ci napisać, iż jest to proces... etapami i w sposób indywidualny się przez niego przechodzi...uważam, że jesteś niestety na jego starcie...i że wszystko jeszcze przed Tobą :-( niestety nie jest to nic przyjemnego zarówno dla duszy jak i dla ciała, ale jak dziwnie by to nie zabrzmiało, potrzebny aby oczyścić się z wszelakich emocji jakie towarzyszą człowiekowi podczas tej trudnej drogi.
Stan w którym znajdujesz się obecnie, to według mnie oczywiście, popraw mnie jeśli się mylę, stan gdzie tli się jeszcze nadzieja, że jednak mąż się opamięta i otrząśnie, i wróci do Ciebie z bardzooo dalekiej podróży.
Myślę, że moment kiedy ta żałoba się rozpocznie będzie wtedy kiedy On się wyprowadzi. To będzie czas, kiedy tak na 100% dotrze do Ciebie, że to wszystko co się dzieje obecnie w Twoim życiu to prawda i że faktycznie to nie jakiś koszmar który okaże się snem :-(

...ale jakby się dalsze Twoje losy nie potoczyły, mimo wszystko wiem, że dasz sobie radę!!

Na koniec moich być może mało optymistycznych rozważań, chciałam jeszcze nawiązać do wspomnianego przez Ciebie wyżej sakramentu małżeństwa...mianowicie, rozmawiałaś może z kimś kto się zna i jest w temacie stwierdzenia nieważności małżeństwa?? Skoro jest to dla Ciebie tak istotną sprawą to może warto porozmawiać z taką osobą o motywach, które to przemawiają za tym, aby móc starać się o takowe orzeczenie nieważności.

...a póki co pozdrawiam serdecznie i oczywiście będę do Ciebie zaglądać :-)

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

33

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

masz wpływ jedynie na siebie. Na niego raczej ograniczony a jezeli to najbardziej przez Twoją postawę.
Zadbaj o siebie. O swoje zainteresowania, wartości, hobby.
O coś co wzbogaci Cię a może dotąd brakowało Ci czasu na to by tym się zając.
Zmieniaj siebie. Postaraj się zając tym co daje radość i spokój.
Staraj się uniezależnić od niego, w sensie emocjonalnym - przewartościowanie celów, zmiana priorytetów powinno być skuteczną metodą.
Wtedy staniesz się niezależna od tego czy on jest czy go nie ma.

que sera sera, the future's is not ours to see.  smile

34

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
bałałajka napisał/a:

Stan w którym znajdujesz się obecnie, to według mnie oczywiście, popraw mnie jeśli się mylę, stan gdzie tli się jeszcze nadzieja, że jednak mąż się opamięta i otrząśnie, i wróci do Ciebie z bardzooo dalekiej podróży.
Myślę, że moment kiedy ta żałoba się rozpocznie będzie wtedy kiedy On się wyprowadzi. To będzie czas, kiedy tak na 100% dotrze do Ciebie, że to wszystko co się dzieje obecnie w Twoim życiu to prawda i że faktycznie to nie jakiś koszmar który okaże się snem :-(

...ale jakby się dalsze Twoje losy nie potoczyły, mimo wszystko wiem, że dasz sobie radę!!

Nie musze Cie w niczym poprawiac bo ujelas wszystko idealnie... Tak, teraz tli sie jeszcze nadzieja, a raczej do wczoraj w sumie. Ona sie tli, potem przygasa, p oczym pewnie znowu bedzie sie tlic jeszcze nie wiem jak dlugo....

Caly czas myslalam ze teraz, skoro juz emocje jakies opadly - te najwieksze, zwiazane z ta jego zdrada, gdzie mieszkamy teraz razem, ale kazdy sobie, widujemy sie przelotem 2-3 razy w tyg. Jestesmy dla siebie mili, zadnych juz nie robie mu wyrzutow, po prostu staralam sie byc obojetna, tak, to myslalam ze moze sie opamieta. Ale on sie nie opamieta. I musze to jak najszybciej zrozumiec. Po 1, bo choc nie mam juz teraz na to 'dowodow' to wiem ze nadal utrzymuje z nia kontakt, zeby nie powiedziec ze z nia jest. I to jest jeden i jedyny prawdziwy powod dla ktorego nie chce byc ze mna. Gdyby jej nie bylo, nie wierze w to ze tak, nagle tak bardzo nie chcialby byc juz ze mna i zakanczal to wszystko. A po 2, widze ze sie nie opamieta, bo on nie widzi we mnie juz chyba nic dobrego. Teraz, kiedy wlasnie dbam o siebie bardzo, od prawie miesiaca zajelam sie naprawde soba, nie placze, nie czekam na niego, tylko jakos zyje swoim zyciem, pokazuje mu to jak moge, dalej dbam o dom - oczywiscie nie piore jego skarpet ani nie gotuje obiadkow, ale posadzilam sobie np kwiaty na balkonie - co zawsze robil on itd. To myslalam ze choc troche zal, przykro mu sie zrobi, ze TAKA zone i TAKIE zycie zostawia. Ale to tylko moje zludzenia. Wczoraj wlasnie przypadkiem wyszlo, no on uwaza ze ja nie szanuje jego zdania i cyt: NIGDY NIE SZANOWALAM.  on sobie takie rzeczy na moj temat w swojej glowie zakodowal, rzeczy absurdalne, nieprawdziwe, sle takie ktore chyba maja pomoc mu w tym jego wyborze. On sie tak zachowuje jakbym naprawde byla slaba zona, slaba partnerka, a to dobre co nas laczylo to gdzies tam na marginesie powychodzilo, ale generalnie to ten nasz zwiazek byl w wiekszosci porazka!! co nie jest prawda, ale on tak o mnie, o nas mysli, to najabrdziej boli. Dlatego on sie juz nie zastanawia i nie bedzie zastanawial, ze moze faktycznie cos traci.

Wiec tak, wczoraj wyprowadzil mnie z mojej rownowagi ktora osiagalam przez ostatnie tygodnie. niewazne. nawet teraz znalazlam w portfelu rachunek z jakiegos baru w miejscu w ktorym mogl byc tylko z nia !

jest mi tak zle, to jest jakas chora pustka........ ktorej nie da sie niczym zapelnic......

35

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Bardzo Ci współczuję.Daj Sobie czas na żal i ból/no...dużo czasu/.Kiedyś "to"przestanie boleć.
Dasz radę-trzymam kciuki!
Zacytuję stare powiedzenie,"że męskiemu rodowi i psu się nie wierzy"-hi,hi-;)

...jutro będzie lepiej...

36

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dzisiaj jest zle sad( bardzo zle... czuje ze po 3.5 tyg jako takiej stabilizacji, wracam na sam poczatek... i bede wracac dopoki on sie nie wyprowadzi, a to jeszcze jakis miesiac, moze 2 minimum, musze sie dowiedziec wszystkiego faktycznie jak to pozalatwiac.

Wczoraj, dzis, umarla poraz kolejny jakas nadzieja ktora i tak nie miala juz prawa byc, ale byla.... nadzieja, ze sie opamieta, ze choc troche bedzie mu przykro z tego powodu co sie stalo ,dzieje, ze choc troche bedzie mu ciezko, ze jakis zal, ze zostawia TAKA kobiete, takie zycie... ALE NIE. on sobie tak juz wszystko w glowie poukladal, ze to wszystko bylo naprawde bez sensu, a mnie widzi jako same wady, z dnia na dzien zaczal nowe zycie, dzisiaj piekna pogoda, niedziela, jutro tez mam wolne... i co ? nic nie cieszy sad( dzisiaj naprawde nie mam co ze soba zrobic, bo brat i jego dziewczyna w pracy, kuzynka tez. no dzis nie mam nikogo. slonce swieci a ja siedze w mieszkaniu i umieram... umieram naprawde... moze musze umrzec zeby wreszcie zrozumiec ze on nie jest wart juz niczego.... nie jestem dzielna. jestem taka sama jak wszystkie inne kobiety w mojej sytuacji. wiem co powinnam, wiem, ale po prostu sie tak nie da! z dnia na dzien zaczac zyc, funkcjonowac, bez niego.....  dzis placze. dawno tego nie robilam.

37

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
Zuza33 napisał/a:

Bardzo Ci współczuję.Daj Sobie czas na żal i ból/no...dużo czasu/.Kiedyś "to"przestanie boleć.
Dasz radę-trzymam kciuki!
Zacytuję stare powiedzenie,"że męskiemu rodowi i psu się nie wierzy"-hi,hi-;)

To miłe.Dzięki że,zrównałaś mężczyzn z psem.
Mógłbym poczuć się obrażony i napisać podobne porównanie na temat kobiet ale czy to coś zmieni?.
Widać łatwiej jest pisać bezmyślnie niż myśleć o tym co się pisze.

38

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Jestes madra,silna i swietna dziewczyna.I tak sie dlugo trzymalas,co podziwiam.To co teraz przechodzisz to normalne odczucia w Twojej sytuacji.Bylas i jestes bardzo dzielna,bardzo swiadoma spraw ktore zaczely sie dziac w Twoim zyciu.Dojrzale i rozsadnie potrafilas je zinterpretowac ale na dluzsza mete tak sie nie da.Dzisiaj nastapil kryzys,w koncu puscily tamy,uczucia zaczely sie przelewac,zal,bol,rozgoryczenie,smutek,czarna dziura z ktorej wydaje sie ze nie ma wyjscia.Wejdz na blog ,,Uciekam do przodu,, tam jest taki watek ,,od zombi do kobiety diamentowej,, opisane sa wszystkie fazy przez ktore trzeba przejsc,nie ma innego wyjscia.Ja nieraz cale dnie mialam wlaczony komputer na tych stronach,i jak juz mnie dopadl taki dol kiedy myslalam ze nie przezyje,to czytalam,czytalam i czytalam.Ciagle od nowa.Bardzo mi to pomagalo bo zrozumialam ze inne tez tak to przechodza.Ale czytajac to co piszesz,widze ze wszystko rozumiesz tylko rozum swoje a uczucia swoje.To minie,bo wszystko mija,potrzeba niestety czasu,ale przyjdzie dzien kiedy ten rozrywajacy bol odejdzie.Obudzisz sie jak z glebokiego,koszmarnego snu i zaczniesz zycie takie, na jakie taka wspaniala dziewczyna zasluzyla.I tego Ci zycze.

MASZ PRAWO ODEJSC Z MIEJSCA , KTORE CIE NISZCZY

39

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Alterego1-cudzysłowu nie widzisz?Emotka też nie?!No,no!
Brak poczucia humoru-psychiczne sepuku.
Więcej uśmiechu Ci życzę.
To taki OFF.
Do założycielki wątku-płacz,płacz-zawsze to trochę ulgi przyniesie.Trzymaj się!

...jutro będzie lepiej...

40

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

mila27 - dziekuje. tak, to jest rozrywajacy bol a do tego chyba jeszcze gorsze - bezsilnosc.... no bo naprawde nie moge nic na to poradzic, nie moge juz nic zrobic. naprawde w ostatnich tygodniach, jako ze byly to pierwsze tygodnie po prawie 6 latach zycia z nim, kiedy nagle zostalam sama - tak doslownie - zarowno fizycznie i psychicznie, mimo ze wiedzialam tylko w nocy ze jest w drugim pokoju i spi, ale nic poza tym. To naprawee uwazam ze radzilam sobie niezle... pierwsze dni 'przetrwalam' u brata, ryczac, nie jedzac, nie spiac. Ale po 2-3 dniach, po weekendzie musialam isc do pracy-poszlam. potem do pscyhologa, potem wrocilam DO SWOJEGO MIESZKANIA...zrobilam naprawde duzo rzeczy: bylam na piwku z bratem i jego znajomymi, kupilam posciel nowa, dobre kosmetyki, kilka nowych ciuchow, kwiaty na balkon, codziennie kilka razy dziennie widuje sie z sasiadka, bylam 2 razy na grillu, wyrzucilam kilka rzeczy starych, ktore mi zalegaly, jeszcze wczoraj zrobilam paznokcie u kosmetyczki, spalam kilka razy u brata, zeby nie wracac na noc...nawet dzis spalam u brata, a ze nie moglam spac, to o 5 rano sie zebralam i wrocilam do domu- a zeby nie bylo ze spalam u brata tylko ze gdzies bylam... no duzo, naprawde duzo robilam zeby nie siedziec, nie plakac.... ale to nic w porownaniu  z tymi godzinami, zeby nie powiedziec dniami, ktore spedzam na mysleniu o nim, o tym wszystkim, szukajac odpowiedzi, ktorych po prostu chyba nie ma i juz nie bedzie, szukjac jeszcze sposobow zeby go zbic z tropu, wybic z tej pewnosci....

ciagle probuje uwierzyc-czytajac takie posty, osob ktore juz to przeszly, ktore juz sa duzo dalej, ze naprawde bedzie jeszcze dobrze.... bo mi ciagle nie chodzi o to ze dam jakos rade - no bo dam, jakie mam wyjscie? Ale boje sie tego, ze juz nigdy nie bedzie tak po prostu normalnie, dobrze w moim zyciu.... niezaleznie czy sama czy z kims, ale ze po prostu bede jeszcze tak naprawde zadowolona i ze bede w stanie, nie pomyslec o nim i o tym, ze byl moim mezem, rodzina, tylko ze bede miala 'wazniejsze' sprawy, osoby w swoim nowym zyciu...

41

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam
- kochana, jedyna, wyśniona,
dziś jak zbędna rzecz porzucona.
Dawałeś mi tyle dowodów miłości,
a dziś pustka, w Twoim sercu gości.

Myślałam, że to potrwa małą chwilę,
ach, jakże się myliłam, nadal mylę.
Choć jeszcze jesteśmy w jednym domu,
czuję się zbędna, niepotrzebna nikomu...
TOBIE.

Nie zliczę morza łez, które wylałam,
przecież Cię kocham, zawsze kochałam.
Lecz Ty na inną teraz patrzysz,
kłamiesz, kołujesz i mataczysz.

Ja myślę, że kiedyś będziesz żałował,
zniszczyłeś to, czym Bóg nas obdarował...
naszą MIŁOŚĆ.

Po prostu serce mi się kraje, jak czytam Twoją historię.
I bardzo, bardzo mocno Cię przytulam. smile
Płacz do woli, nie wstrzymuj żalu...on musi z Ciebie spłynąć.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

42

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

zyworodka - no nic dodac, nic ujac...

godzina 15. Wykapalam sie, ubralam i pomalowalam - tyle dzis zrobilam.

obecnie siedze i mysle co ze soba zrobic bo wszyscy najblizsi w pracy. pojade chyba do sklepu i znowu wydam na cos kase... ehhh...

43

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Skarbie,jestes jeszcze taka mloda,nawet nie mysl ze kiedys nie bedziesz zyla normalnie.Przejdziesz caly ten cykl zaloby po zwiazku,bo nie ma co sie oszukiwac,swoje trzeba przebolec.Ale uwierz ,ze to sie kiedys skonczy.I od nas samych zalezy ,czy pozwolimy, zeby to cierpienie zawladnelo naszym zyciem bez reszty,czy zaczniemy walke o siebie i swoje nowe,kto wie czy nie lepsze zycie.Podobno ,kiedy Bog zamyka jedne drzwi to otwiera sie okno.Walka o siebie ,o swoja godnosc i zycie bez tego przekletego bolu i cierpienia jest trudna ale do wygrania.Moze teraz jeszcze wydaje Ci sie to nierealne ale tak bedzie bo ,,po nocy nastaje dzien a po burzy slonce,,.Przyjdzie dzien,ze spotkasz jeszcze kogos,kto uczyni Cie znowu szczesliwa.A narazie zyj tak jak zylas ostatnietygodnie,chocby to co robisz wydawaloby Ci sie bez sensu i tak naprawde niewiadomo po co.Czytaj ksiazki poswiecone zwiazkom,rozne fora,rozmawiaj,placz,,krzycz tylko sie nie poddawaj i nie zalamuj tak do konca.Wiem co pisze, bo wiele walki kosztowalo mnie dojscie do rownowagi i spokoju ducha,chociaz moje sprawy jeszcze tak do konca nie zakonczylam.A i w malzenstwie zylam o wiele dluzej jak Ty.Da sie przez to przejsc,tylko trzeba bardzo chciec.Powodzenia.

MASZ PRAWO ODEJSC Z MIEJSCA , KTORE CIE NISZCZY

44

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Hej KIEDYSBYLAM, boze to takie przykre co teraz przechodzisz, to taki ogromny ból co czuje osoba porzucona, nigdy przenigdy nie chcialabym tego poczuc, i mam nadzieje ze nigdy przenigdy nie sprawie takiego piekla drugiej osobie. Podziwiam cie za twoja siłe, wiele kobiet by sie totalnie załamalo, a ty w miare szybko sie podnosisz, bedzie dobrze, widocznie nie on tobie pisany, ale zapewne gdy znajdziesz innego to on moment wróci. Ale wazne zebys była dobra sama dla siebie.

Pozdrawiam ;*

Zabawne, jak wszystko zmienia się w 5 sekund

45 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-05 22:30:30)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dziekuje dziewczyny. popoludnie bylo troche lepsze, sasiad sie zaoferowal zeby pojechac ze mna zmienic opone - o co prosilam kilka dni temu, bo musialam kupic nowa bo z tej powietrze mi schodzilo. wiedzialam ze jak pojade sama to wcisna mi gorsza niz moja stara smile potem zaprosili do siebie na troche, wiec poszlam na lody. no a potem pojechalam juz do brata, po dordze zajrzalam do kobiety, ktorej synkowi dawalam korepetycje przez dluzszy czas, bardzo sie polobilysmy, tak prywatnie, rozmawialysmy tez na temat choroby mojej Mamy - jej mama tez przeszla nowotwor, ale po zeszlych wakacjach stracilam z nia zupelnie kontakt, telefon przestal dzialac, nie wiedzialam co jest grane, ale uznalam ze widocznie nie chca juz lekcji albo cos, skoro sie do mnie nie odezwala. nigdy tam nie pojechalam, ona nie wiedziala nawet gdzie mieszkam. no i wczoraj mnie juz tak naszlo, no i dzisiaj tam podjechalam do nich. Super, nie mylislam sie, kobietka naprawde w porzadku, bardzo sie ucieszyla - okazalo sie ze ukradli jej telefon, probowala mnie jakos znalezc ale sie nie udalo. Nawiasem mowiac, to na kobieta, ktora szukala pracy dla siostry nauczycielki swojego synka, a ja wlasnie ze wzgledu na sympatie do niej, te prace zalatwilam u mojego meza - czyli dla jego przyszej kochanki. powiedzialam jej tez t owszystko, bylo jej bardzo przykro. no niewazne, ciesze sie ze odnowilam ten kontakt. teraz jestem u brata, zostaje na noc, jutro spedze z nim i jego dziewczyna dzien. chyba troche sie juz uspokoilam... przynajmniej mam taka nadzieje, zobaczymy jak pojdzie mi spanie dzisiaj. glowa muru nie rozbije, musze sie z tym pogodzic, ze nie mam juz meza i tyle... przelaczyc sie, po prostu tak jak robia to oni...

Asiu - pisze tu, bo odpisalam na meila ale nie wiem czy doszedl. JEsli nie, to napisz cos tutaj.

46

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbyłam jak się dziś czujesz?? jakie masz/macie plany na dziś ?? :-)

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

47

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Balalajka - dzieki! Naprawde teraz czlowiek docenia wszystko jeszcze bardziej - takie zwykle zainteresowanie drugiej osoby, zyczliwosc.... milo ze pytasz.

u mnie dzisiaj chyba ciut lepiej. Nie, nie to ze dobrze, ale pospalam troche - jest powod do radosci, wolne dzis z bratem i ladna pogoda - kolejny. poki co powstawalismy, brat zrobil sniadanie-zjadlam. teraz pijemy kawke, mielismy gdzies dalej sie wypuscic , ale jest juz prawie 13, a ja na 20 mam dzis do psychologa wiec ok 18 musielibysmy juz wracac. wiec w sumie przeze mnie, zostalismy w domu, narazie siedzimy, ale potem mamy jechac gdzies cos zjesc i sie przespacerowac. ciesze sie ze ich mam...

Czuje wiec ze dzis ja musze napisac cos z tej lepszej strony.

Sama szukam sensu, innego niz on. Ja go w pewien sposob znalazlam. Dla mnie to moja mama, o ktorej zycie drzalam i nadal drze przez jej chorobe nowotworowa. Wiem, ze ona jest dla mnie teraz najwazniejsza. Gdyby jej sie cos stalo, to nie mialabym juz chyba zadnego sensu I teraz tak - dlaczego ja mam walczyc? A no bo gdyby mi sie cos stalo - nie wiem, choroba przez niejedzenie, brak snu, depresja czy zalamanie, wiem ze najwieksza krzywde wyrzadzilabym mojej mamie, ciepriala by strasznie - a tego nie chce. Wiec mam cel, 'sens' walki o siebie. I tak samo w 2 strone - ona ma dbac o siebie i nadmiernie sie nie stresowac, o to jej szkodzi a wie, ze gdyby jej cos sie stalo, to jak barzo ja bym cierpiala - i tak sobie obiecalysmy ze bedziemy dbac o siebie mieszkamy ja w anglii, ona w polsce, wiec nie widzimy sie fizycznie, ja moglabym nadal nic nie jesc np) no ale obiecalysmy to sobie wlasnie ze bedziemy dbac o siebie, dla siebie nawzajem.

tak ogolnie to ja naprawde nie jestem taka 'dzielna'.... jezdzac samochodem, mialam kilkakrotnie (wstyd o tym mowic, bo nikt nie jest wart ale wiem ze tutaj mnie zrozumiecie) mysli, zeby normalnie sie rozje... bylo mi wszystko jedno. Nie, nie to zeby sie zabijac, ale dla tego dupka chcialam w cos wjechac, a no zeby trafic do szpitala, zeby sie wystraszyl starsznie, to moze by nagle 'zrozumial jak bardzo mnie kocha'. Zalosne, dzieki Bogu sie ogarnelam. No a dlaczego? Wlasnie ze wzgledu na moja mame. Do choloery nie moge byc takim samolubem jak on, zeby myslec tylko o sobie, ze mi bylo wszystko jedno!! Ale moja mama by umarla ze strachu i cieprienia z mojego powodu, gdybym trafila np do szpitala. Nie mowiac o tym, ze robiac tak chora rzecz, nigdy nie mialabym gwarancji jak to sie dla mnie skonczy i czy np nie przywale zbyt mocno. i co ? no wlasnie zarzeganalam te zalosne mysli, ondjadujac sens zycia, myslac o tych, ktorym bym taka krzywde wyrzadzila.

48

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Dobrze, że się opamiętałaś. Wiesz, życie to można oddać za kogoś kto jest tego wart. Można sie poświęcić dla dziecka i rodziny,ale nie dla kogoś takiego jak Twoj m.Dobre, że masz rodzinę. To bardzo pomaga. Wiem, bo tez mam brata, bardzo mi pomógł w trudnych chwilach i rodzice również. Trzymaj się i nawet sie nie waz myśleć w ten sposób!!!!

'What you think and what you believe is what will come true for you. Your thoughts create your life.'

49

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam pozwolisz, że pozostane przy swoim... i nadal, i wciąż będę twierdzić, iż mimo wszytsko i wbrew wszystkiemu jesteś dzielna :-)

Przeciez wszytsko to o czym piszesz, to dowód na to że masz w sobie siłe...czasami ona maleje, jej poziom sie obniża, ale powraca... to wsyztsko jest normalne i naturalne...zapewniam.

...i rózne myśli nawiedzaja człowieka, przerozmaite...ale sama już wiesz po sobie, że zdrowy rozsądek również jest na swoim miejscu i wie kiedy "uderzyć" w człowieka na tyle mocno, aby nim wstrząsnąc.

Cieszy mnie to Twoje bardzo świadome analizowanie tego wszystkiego co się wokól Ciebie dzieje, szukanie w całym tym chaosie pozytywnych akcentów i sensu życia...wszystko o czym piszesz świadczy o Twojej dojrzałości.

Życzę Ci udanego popołudnia :-)

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

50

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

I znowu jest mi tak źle.... Po prostu, źle... Nie umiem się z tym pogodzic że ma nas już nie być i tyle...

51

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

śledzę twój wątek cały czas i uważam, że całkiem dobrze dajesz sobie radę. Mysle jednak,ze najgorsze dopiero przed Toba. To będzie ten moment jak na dobre on sie wyprowadzi, pozabiera swoje rzeczy i go więcej nie bedziesz widzieć.Wtedy odczujesz pewnie taka pustke i samotność i nie raz bedziesz miała głupie myśli. Mimo iż teraz rzadko sie widujecie to jednak wiesz, ze on czasem w tym domu jest.Teraz sie pewnie łudzisz gdzieś tam w środku, że jednak sie opamięta i bedzie chciał wrócić do ciebie. Ja do tej pory mam cichą nadzieję, że jednak mój był sie odezwie do mnie, nawet po to tylko zeby zapytac co słychać. mimo iz wiem, ze nic takiego sie nie wydarzy i nigdy z nim nie bede to jednak gdzies w srodku tego bardzo chce.Powinnas sobie jakos zając czas, spotykac sie ze znajomymi, cos robic zeby nie myslec. Najgorsze jest jednak to jak sie nie ma z kim wyjść. Ja sama czasem nie mam z kims wyjść i dosyć często chodze po miescie sama, kręce sie po sklepach albo pojde na spacer do parku.A nie myślałaś o tym aby wrócić do Polski bo z tego co pamietam to zostałas tam dla niego?

52

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dzis rano uslyszlam ze 'nie moze mnie juz zniesc'.... rozumiecie? Moj maz mnie zdradza, rzuca, zyjemy osobno od prawie miesiaca, rozmwiamy kilka razy w tygodniu po 5 minut, a on mnie nie moze zniesc... tak, oczywiscie ze ja zaczelam 'dyskusje' i to ostro, bo powiedzialam ze mi by bylo wstyd na jego miejscu, siedziec w domu albo jezdzic na wycieczki a zebym ja musiala sasiada prosic o pomoc i jechanie ze mna samochodem zeby zmienic opone. Po czym on powiedzial ze mi powinno byc wstyd ze prosilam sasiada?? No a co mialam zrobic?? Sam kazal mi poprosic brata i 3dni z rzedu powtarzal ze musze ja wymienic jak najszybciej - wiec to zzrobilam, bo on nie zamierzal.... powiedzialm mu tez ze nie ma za gorsz honoru, ze wciaz tu mieszka a ja musze go ogladac. tak, wiec pewnie oczywiscie go 'sprowokowalam' i sobie zasluzylam... na pewno. Wiem ze teraz bedzie juz coraz gorzej, im blizej do wyjazdu do polski, im blizej konca, tym bedzie coraz to bardziej nerwowo.. ale kurcze naprawde nie chce, mim owszystko tak sie z nim rozstawac, zebysmy sobie ublizali.....

no ale dowalil mi dzisiaj, oj zabolalo to, naprawde.... 'nie moze mnie juz zniesc'..... a wczoraj sasiadowi wlasnie powiedzial, jak go zapytal po raz kolejny, to powiedzial, no ze on nie chce byc ze mna i tyle. Masz inna kobiete? NIE. Dlaczego wiec nie chcesz sprobowac? 'Bo nie'. ZALOSNE!!!

on nie ma pojecia co to w ogole jest malzenstwo, jest skrajnie nieodpowiedzialny, a jego odpowiedz typu 'bo nie' tylko to potwierdza. Taka ma niedobra zone do cholery, ze po prostu nie chce z nia byc i koniec!!!

53

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Na Twoim miejscu bym sie wyniosła, sprzedała mieskzanie i zaczela żyć swoim zycie a nie błagac i czekac na okruszki jakie on Ci rzuca! Nie szkoda Ci zycia na kogoś takiego? jemu jest wygodnie a Ty sie meczysz po co Ci to, zacznij zyc i spotykac sie z innymi !

54

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

sexowna czy przeczytalas caly moj watek czy tylko jednego posta? bo nie bardzo wiem o czym piszesz i o czym w ogole mowisz? gdzie mam sie wyniesc ? na ulice? czy pod jeden z mostow w londynie? sprzedac mieszkanie? a jego zgody to nie potrzebuje? na nic nie czekam juz w tej chwili, poza jego wyprowadzka i o nic nie blagam?! nie wiem o czym ty w ogole piszesz szczerze powiedziawszy

55

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kolejny dzien, kolejna walka o siebie, o moje ja... wczoraj mialam pierwsza lekcje prywatna - korepetycje, ktore przerwalam ponad miesiac temu. Fajnie, znowu cos dla siebie. Dodatkowe pieniazki i satysfakcja....

Posty [ 1 do 55 z 941 ]

Strony 1 2 3 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018