netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Co jest dobre, co jest złe

136 odpowiedzi13 002 wyświetleniazałożony przez IzaB, 04.02.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest dobre, co jest złe

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 137 ]

66

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Witam. Jakbym czytała swoją historię....Napisz do mnie na maila,pozdrawiam serdecznie smile

67

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Ach i przeczytaj w necie "jak działa Manipulator". Myślę,że to też ważne i zrozumiesz o co mi chodzi wink

68 Ostatnio edytowany przez IzaB (2016-02-07 01:22:31)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Secondo1 napisał/a:

IzaB

nie obawiasz się o dzieci kiedy są z nim ?

Był przemocowcem tylko w stosunku do Ciebie ?

Obawiam się, ze wychowuje dzieci zgodnie ze swoim schematem zachowań, odbiega on znacznie od moich wyobrażeń, ale nie uniknę tego, niezależnie czy będę tam, czy nie. Jesli przedstawilam go gdzies jako potwora to sorry, nie to bylo moim zamierzeniem. Mam do niego ogromny zal, niechęć, im dalej jestem od tego wszystkiego tym bardziej widze po prostu.
apologises, wychowywalam mnie glownie mama. Moj ojciec, alkoholik zmarl kiedy mialam 12 lat. Faktycznie, rzeczy sie dzialy, wiele z tego pamietam. Staralam sie nigdy nie uzalac nad moim dziecinstwem, mialam co jesc, mialam w co sie ubrac, fakt bylam typowym dzieckiem z "kluczem na szyi" ale czulam sie zadbana ogolnie. Nie bylam nigdy na terapii, moze powinnam, nie przyszlo mi to do glowy. Nie wykluczam, ze powielam schematy, ktos mi to juz kiedys powiedział, pokazal. Nie wiem czy to dzieje sie dalej.
Poza tym moj maz nie jest zdradzony, jak powtarzasz. Po pierwsze zwiazek z Ktosiem zaczelam po naszym rozstaniu, nawet po oficjalnej separacji, chociaz to byla juz formalnosc, po drugie, on nie wie/nie jest pewiem czy jest z kims, nie rozmawiamy na ten temat ze soba, gdyby czul sie zdradzony na 100%, wiedzialby na pewno, jestem przekonana, ze urzadzilby mi jeszcze gorsze pieklo. Nie wiem jak ale wierze, ze dalby rade. W calym praktycznie naszym malzenstwie czul sie zdradzony, zdradzany. Moze, oprocz okresu ciąż i oczywiscie dobrych momentow. Byl to jeden z wielu punktow zapalnych.  Po trzecie, rowniez nie wiem/nie jestem pewna, ale mysle, ze on spotyka sie z kobieta/kobietami, moze w ramach pocieszenia, zapomnienia, nie wiem. Nie obnosze sie z Ktosiem, nie robie nic ostentacyjnie.
Naprędce, tak, oczywiscie ze wie. To normalny facet, widze jak czasem pewne rzeczy w glowie mu sie nie mieszcza. On po prostu jest, slucha mnie, pomaga, na ile moze ingerowac, na ile sama na to pozwalam. Ktos byl przy mnie w trakcie najgorszej walki o opieke, w tej najgorszej matni. Staram sie go nie idealizowac, szukalam nawet problemow, wad czegokolwiek, czego moglabym sie uczepic, zeby bylo mi po prostu lzej. I naprawde. Moge juz po tym wszystkim i po tym czasie powiedziec szczerze, ze jest jednym z najlepszych ludzi jakich znam. I to nie jest tylko moja opinia.

69

Odp: Co jest dobre, co jest złe

A do Ciebie Zozi45, juz pisze

70

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Iza, Twoja sytuacja nie jest jednoznaczna społecznie, moralnie. Oboje z mężem swoje przeszliście, nie radzicie sobie z emocjami na różne sposoby. Mąż poszedł w przemoc, Ty przyjęłaś uzależnione zachowania -szczęśliwa rodzina mimo wszystko. W końcu pękłaś. Twój mąż też pękł.
Oboje dzięki temu macie szansę na normalne życie, pewnie że już nie razem. Masz żal do męża, ale przeszłość już nie zmienisz. Możesz się tylko wewnętrzne pogodzićz tym co było, ze swoją rolą w tej układance. Nie oznacza to zapomnieć o swoich krzywdach, ale w pewnym sensie wybaczyć i wyciągnąć wnioski. Po to jest praca nad sobą. Gdy zmienisz to co gorzkie w sobie masz, być może zobaczysz po drugiej stronie równie skrzywdzonego człowieka jak Ty sama. Wtedy też nie będzie ważne jaki jest Twój mąż, jakie zmiany sam zrobił. Będzie inaczej. Łatwiej przyjmiesz fakt, że ma wasze dzieci, łatwiej Ci będzie być matką na odległość. Z czasem też zdecydujesz czy warto się z nim szarpać dalej, może mu zaufasz. Skreśliłaś tego człowieka jako męża, ale jako ojciec Twoich dzieci będzie Ci wystarczająco bliski. Dziwnie brzmi, ale jest to możliwe tylko po Twojej stronie.
Użyłem słowa zdrada, bo jest ono bardzo subiektywne. Może i nie zdradziłaś go w potocznym znaczeniu, ale myślę, że ten facet tak to odbiera. Myślę też, że ta "zdrada" dała mu kopa, by coś zrobić ze swoim życiem. Tak bardzo często bywa . Twoja utrata dzieci niech będzie takim kopem dla Ciebie. Masz dzięki temu swoją szansę na lepsze jutro. Może nie takie o jakim myślałaś, ale lepsze.
Ludzie i ich zachowania ulegają różnym ocenom. Dla mnie wyróżnikiem człowieka nie jest dno jakie osiągnął, ale jak z tego dna wyszedł. Także bierz swoją przyszłość w swoje ręce.

71 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-02-07 03:58:59)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Nie wybielaj go tylko ze względu na to iż jest naszej płci. Pękł to nie ona bija męża a na odwrót. Kuba rozpruwacz też pękł tak Stalin tez pękł. A  tak w ogóle tak mało danych a ty wiesz może nim jesteś...

72

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Paweło napisał/a:

Nie wybielaj go tylko ze względu na to iż jest naszej płci. Pękł to nie ona bija męża a na odwrót. Kuba rozpruwacz też pękł tak Stalin tez pękł. A  tak w ogóle tak mało danych a ty wiesz może nim jesteś...

Tak, tak. Teraz standardowo Paweło zrobi z Ciebie chłopa.

73

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Bo jestem chłopem i takim samym współuzależnionym jak Iza od swojej zaburzonej żony jak ta dziewczyna była od męża. Płeć nie ma znaczenia ani w byciu ofiarą, ani w byciu katem. Wychodzenie z błędnego koła uzależnienia łatwe nie jest, wymaga ogromu pracy nad sobą głównie, ale też na zobaczeniu po drugiej stronie człowieka. A wybaczenie to nie wybielanie chorych schematów czy umniejszanie swojej krzywdy. Nigdzie nie napisałem, że mąż przez lata był wzorem, napisałem za to,  jak mógł wyjść ze swoich zachowań. I prawdopodobnie wyszedł skoro wychowuje dzieci. Idealny pewnie nie jest, to też żadna tajemnica.

74

Odp: Co jest dobre, co jest złe
apologises napisał/a:

Bo jestem chłopem i takim samym współuzależnionym jak Iza od swojej zaburzonej żony jak ta dziewczyna była od męża. Płeć nie ma znaczenia ani w byciu ofiarą, ani w byciu katem. Wychodzenie z błędnego koła uzależnienia łatwe nie jest, wymaga ogromu pracy nad sobą głównie, ale też na zobaczeniu po drugiej stronie człowieka. A wybaczenie to nie wybielanie chorych schematów czy umniejszanie swojej krzywdy. Nigdzie nie napisałem, że mąż przez lata był wzorem, napisałem za to,  jak mógł wyjść ze swoich zachowań. I prawdopodobnie wyszedł skoro wychowuje dzieci. Idealny pewnie nie jest, to też żadna tajemnica.

Nikt nie jest idealny.

75

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Czytam to Forum codziennie ale dzisiaj to mnie niektore odpowiedzi z nog zwalily. Jak mozna radzic,jak mozna osadzac,jak mozna oczerniac nie bedac nigdy w takiej sytuacji. Ludzie ogarnijcie sie!!! Jasne, po to decydujemy sie na dzieci zeby dbac o nie,opiekowac sie nimi...itp. Czasami zwyczajnie nie idzie. Mimo bólu, rozpaczy i rozterek trzeba cos zmienić. Nasze życie nie kończy się  w momencie usamodzielnienia się dzieci, my żyjemy dalej.

IzaB ja byłam w bardzo podobnej sytuacji 5 lat temu. Był to najgorszy czas w moim życiu ale dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, ze wybrałam dobra drogę. Byłam po rozwodzie, mieszkałam z synem, klepaliśmy przysłowiową biedę kiedy poznałam obecnego męża. Maż kiedy się poznaliśmy tymczasowo mieszkał w PL. Nadszedł czas, ze musiał wrócić do DE. Ja oczywiście upierałam się ,ze nigdy nie wyjadę bo zostanę tam gdzie moje dziecko (syn miał wówczas 14lat i to on nie chciał nigdzie wyjeżdżać). Prosiłam, błagałam, tłumaczyłam aż w końcu niechętnie ale się zgodził. Radość trwała miesiąc, po miesiącu chciał wracać do PL i mieszkać ze swoim ojcem. Morze lez wylałam, popadłam w depresje. Nie miałam do czego wracać, mieszkanie zdałam bo było wynajmowane, z pracy się zwolniłam. To był koszmar a żeby było wesoło, okazało się ze jestem w ciąży(o dziecko się staraliśmy wiec nie powinno być zaskoczenia a jednak było pytanie czemu akurat teraz). Także jak zbity pies, zawiozłam syna do PL. Nie pomagały żadne tłumaczenia, błagania i moja czarna rozpacz. Syn tłumaczył, ze mnie kocha ale tam jest jego życie i jego przyjaciele. Z ojcem syna miałam podobnie jak Ty, ale  tego ze był/jest złym ojcem zarzucić mu nie mogę. Wiec kobiety nie każdy kto jest złym mężem równocześnie jest złym ojcem!!!!

Syn obiecywał i  słowa dotrzymał. Od pól roku jest z nami w DE. Nie musze pisać, ze jestem przeszczęśliwa. Dojrzał do tego i sam zdecydował, jego pokój czeka na niego. Z młodszym mimo ogromnej różnicy wieku dogadują się świetnie. Zresztą ma interes z małym bo starszego brata niemieckiego uczy:)

Ja miałam ogromne wsparcie w rodzinie i przyjaciołach. Dzięki nim nie osiwiałam i nie wyrwałam sobie wszystkich włosów. Przeżyłam ciężki czas w swoim życiu  ale słońce znowu świeci. Zresztą mój już teraz dorosły syn powiedział, ze b.dobrze zrobiłam i dzięki mnie i jemu powodzi sie super. Żartuje, ze jak  pozna fajna dziewczynę to znowu zostanę bez niego i czy tez będę tak rozpaczać, a ja....proszę tylko żeby znowu nie było to z dnia na dzień:)     

IzaB życzę Tobie wszystkiego dobrego bo na pewno na to zasługujesz. nie słuchaj porad ludzi którzy nie maja pojęcia co czuje matka w takich chwilach. Którzy nie rozumieją jaki koszmar przezywa matka, która jest rozdarta nie miedzy dzieckiem a nowym facetem!!! tylko miedzy zyciem a istnieniem. Pozdrawiam i powodzenia życzę.

76

Odp: Co jest dobre, co jest złe

janaminutke - Ty swojego syna nie porzuciłaś, tylko on sam dokonał wyboru.
To chyba spora różnica?

77

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Cyngli no niby tak. Ci najbliżsi tak właśnie mi to tłumaczyli. Pochodzę z PL z malej mieściny i ilu ludzi tyle opinii. W każdym razie tez zostałam nazwana wyrodna matka:( Ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego ,ze i tak już leżysz i wyjesz z rozpaczy. Trzeba jeszcze dokopać bo powinnam była wracać. Cala ciąże przeryczałam, ze zafundowałam sobie drugie dziecko poświęcając straszę. W konsekwencji czego ciąża zagrożona i poród w 8 miesiącu. Dziękuje Bogu,ze mały pomimo tego,ze płakał dnie i noce (mój stan psychiczny niestety zostawił znamię) teraz jest pogodnym, towarzyskim dzieckiem. 

IzaB tez walczy o dzieci. Nie wiemy czy dzieci rozpaczają i nie radzą sobie bez matki. Już teraz wiem, że wyrwane w tym wieku ze swojego środowiska to jest dopiero trauma. Być może dobrze im z ojcem a na myśl o zmianie środowiska dostają paniki. Dlatego mam nadzieje, że jeszcze się tego tutaj dowiemy. Dziewczynki nie są już malutkie wiec gdyby działa im się krzywda byłaby pierwsza osoba, która by się o tym dowiedziała a wówczas nie ma opcji by dzieci sad przy ojcu zostawił. Uważam, ze każdy może wyrazić swoje zdanie ale na litość boska padają tu naprawdę raniące słowa no ale nie bez powodu słyszy się powiedzenie ze Polak Polaka to w łyżce wody by utopił:(

78 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-02-07 16:06:42)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

IzaB, moim zdaniem powinnaś zamieszkać blisko dzieci i zniwelować im jak się tylko da efekty Twojego rozstania z mężem. Z nim porozmawiać szczerze, nie trzymaj go w niepewności ale powiedz mu że choć nie masz do niego żalu większego niż do siebie, to jednak Wasz związek nieodwołalnie się skończył i on powinien sobie jakoś ułożyć życie jak i Ty teraz próbujesz. Nie szarp się z nim o dzieci, ale dla ich dobra postarajcie się zachować klasę póki one nie dojrzeją.
Co do Twojego obecnego faceta, to skoro on wiedział o Twojej sytuacji zanim zaczęliście być razem, to myślę  że miał świadomość, że prędzej czy później zacznie ciągnąć Cię do dzieci i że prawdopodobnie do nich wrócisz... oraz to, że z czasem zostając z nim coraz bardziej będzie Cię ta rozłąka męczyć i będzie się kłaść cieniem na Wasz związek. Być może już się nawet pogodził się z Twoim odejściem.
Może więc lepiej zakończyć to zanim zajdzie to za daleko, zostawiając tylko wspaniałe chwile w pamięci?

A co będzie w przyszłości czas pokaże, może on jednak po przemyśleniu sprawy załatwi swoje sprawy na miejscu i ruszy za Tobą, albo spotkasz go po powrocie do kraju- kiedy uznasz że możesz już wrócić?

79

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Wydawało mi się, ze napisałam, ze dzieci rowniez maja tam swoj swiat, szkole, przyjaciol, zajecia pozaszkolne. Wyrwanie ich stamtad byloby trudne, tak samo, jak ich wyjazd tam, moze nawet bardziej. Gdybysmy ja i maz zdecydowali oboje, ze dzieci wracaja ze mna do Polski, tak zapewne by sie stalo. Wiedza, ze zawsze maja tu w Polsce ze mna dom. Nie stawialam ich w takiej sytuacji, nie staralam sie zeby dokonywaly wyboru, dopoki my tego nie ustalimy i nie ulozymy. On czasem zmienia zdanie, mowi, zebym wszystko organizowala, potem sie wycofuje. Mysle, ze ostateczna decyzje podjalby, gdyby do konca pogodzil sie, ze miedzy nami to koniec. Oczywiscie, mowilam mu to, moj przekaz jest jasny. Moze chwiejnosc poprzednich decyzji, to ze zawsze sie lamalam daje mu to zludzenie.
Ja juz dawno przestalam sie przegladac w cudzych oczach, takze takie skrajne opinie mnie nie rania, inaczej zupelnie bym zwariowala. Oczywiscie sa ludzie ktorzy mieszaja mnie z blotem, ale nikt z nich za mnie zycia nie przezyje, bezcelowe jest sie tlumaczyc, starac sie zmieniac kogos optyke, zeby poczuc sie lepiej, takze tego nie robie.
Nie chodzi mi o to, zeby wytlumaczyc Komus, dlaczego nie mozemy byc razem. Ja sama sobie to musze wytlumaczyc. Mi jest z tym bardzo ciezko. Nie wiem, jak sobie dam rade z tym rozstaniem, żałobą po kims, kto jest mi bardzo bliski. Powrotem do kraju, w ktorym nie mam nikogo oprocz dzieci, gdzie czeka mnie pustka i samotnosc, bo dzieci, owszem, potrzebuja mnie, jako matki, ale juz teraz maja swoje zycie, ja nawet nie bede z nimi mieszkac, chyba, ze wroce do ich ojca. Boje sie jak w tej matni i tesknocie za kims stane tam na nogi.

80

Odp: Co jest dobre, co jest złe

O jezu, kombinuj, żebyście wrócili do kraju razem. Jeśli Cię kocha, to nie będzie chciał Cię stracić.
A dzieci są ważniejsze niż jakikolwiek facet.

81 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-02-07 18:18:12)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
IzaB napisał/a:

Nie chodzi mi o to, zeby wytlumaczyc Komus, dlaczego nie mozemy byc razem. Ja sama sobie to musze wytlumaczyc. Mi jest z tym bardzo ciezko. Nie wiem, jak sobie dam rade z tym rozstaniem, żałobą po kims, kto jest mi bardzo bliski. Powrotem do kraju, w ktorym nie mam nikogo oprocz dzieci, gdzie czeka mnie pustka i samotnosc, bo dzieci, owszem, potrzebuja mnie, jako matki, ale juz teraz maja swoje zycie, ja nawet nie bede z nimi mieszkac, chyba, ze wroce do ich ojca. Boje sie jak w tej matni i tesknocie za kims stane tam na nogi.

Iza,
Masz klasyczny wybór między powinnościami (dzieci) a uczuciami (ktoś). Tak widzę twoje rozważania. Smutne, że emocje do Ktosia są silniejsze niż te, które łączą cię z dziećmi. Nie przejmuj się opiniami o "porzucaniu dzieci", bo tutaj standardem jest podwójna moralność i to, co uchodzi ojcu, matce już nie. Ale pomyśł o tym, że emocje do Ktosia wybrzmią, że nic nie trwa wiecznie i wówczas, gdy przyjdzie czas, aby z początkowej fascynacji zbudować trwały związek, czy będziesz potrafiła dawać siebie i zaspakajać potrzeby kogoś, dla kogo zrezygnowałaś z uczestniczenia w życiu swoich dzieci.

82

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Nie każda matka uważa dzieci za powinność.

83

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Paweło napisał/a:

Nie każda matka uważa dzieci za powinność.

Paweło, czytaj uważnie. Napisałam, że tak widzę dylematy autorki wątku.

84 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-07 18:30:59)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Paweło napisał/a:

Nie każda matka uważa dzieci za powinność.

A powinna - dzieci się same na świat nie prosiły. A jak ktoś się już na nie decyduje, to jest za nie odpowiedzialny. I ich nie porzuca. NIEZALEŻNIE od płci.
Tak to widzę.

85

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Czy Wy na pewno czytacie uwaznie co ona pisze? Dla mnie jest oczywiste ze uwaza dzieci za powinnosc. Ze dreczy ja ta sytuacja. Ze chce byc blisko dzieci i ze decyzje tak naprawde juz podjela. Ze kocha bliskiego jej czlowieka i ciezko jej go opuscic. Myle sie, IzaB?

86

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Widzę,Paweło teraz tutaj wstawia swoje rewelacje?

Skoro nie "uważa",to niech się za rozród nie zabiera.

87

Odp: Co jest dobre, co jest złe
IzaB napisał/a:

Co do Ktosia. Znam go na tyle dlugo, zeby wiedziec kim jest. Nie chce go idealizowac, jak kazdy ma wady i zalety, jednak z calym przekonaniem moge powiedziec, ze jest to wyjatkowa osoba. Dobra osoba. Czasem mysle, ze los na zlosc dal mi tego dotknac. Jest wiele powodow dla ktorych nie moglibysmy byc razem tam. Doskonale zdaje sobie sprawe, ze zycie to nie serial i milosc nie zalatwi wszystkich problemow. Ale chyba bardziej- nie chce go skrzywdzic. Zasługuje na normalne, spokojne, proste zycie, o którym ja kiedyś marzylam. Naprawde, mysle, ze nie mozna niszczyc takich ludzi. Tak, jak piszesz, Kejt38, krok nalezy do mnie, po prostu musze to zrobić. Jakos. Bardzo mi z tym ciezko. Bardzo. Boje sie, jak sobie dam z tym rade. Boje sie, ze nigdy juz nie bede ta sama osoba. Boje sie ciezkiego powrotu do kraju w ktorym sa moje dzieci, boje sie, ze sie nie pozbieram. Wielu rzeczy sie boje. Nie chce, po prostu nie chce sie z nim rozstawac. Naprawde nikomu nie zycze znalesc sie w takim wirze. To nie jest szczescie, naprawde nie jest.

Dla mnie to duzo wyjasnia.

88 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-07 18:52:58)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:

Czy Wy na pewno czytacie uwaznie co ona pisze? Dla mnie jest oczywiste ze uwaza dzieci za powinnosc. Ze dreczy ja ta sytuacja. Ze chce byc blisko dzieci i ze decyzje tak naprawde juz podjela. Ze kocha bliskiego jej czlowieka i ciezko jej go opuscic. Myle sie, IzaB?

No wiesz, według mnie osoba, która uważa dzieci za powinność, nie zostawia ich z ojcem i nie wyjeżdża za granicę (chyba, że potworna bieda i robi to bo musi). Tylko właśnie zostaje przy dzieciach i układa sobie życie blisko nich.

89

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Cyngli napisał/a:
madziarekeh napisał/a:

Czy Wy na pewno czytacie uwaznie co ona pisze? Dla mnie jest oczywiste ze uwaza dzieci za powinnosc. Ze dreczy ja ta sytuacja. Ze chce byc blisko dzieci i ze decyzje tak naprawde juz podjela. Ze kocha bliskiego jej czlowieka i ciezko jej go opuscic. Myle sie, IzaB?

No wiesz, według mnie osoba, która uważa dzieci za powinność, nie zostawia ich z ojcem i nie wyjeżdża za granicę (chyba, że potworna bieda i robi to bo musi). Tylko właśnie zostaje przy dzieciach i układa sobie życie blisko nich.

Szczerze, to mysle, ze spotkalo ja cos gorszego niz potworna bieda.
Jak dla mnie to moglaby zostac z Kims, odwiedzac dzieci, rozmawiac na skype, placic alimenty. Sama jestem z tzw. rozbitej rodziny, ojciec wyjechal do Stanow jak bylam dzieckiem. Ozenil sie poraz drugi, jest szczesliwy. Ja tez, mamy bardzo dobry kontakt. Czy tak nie moze zrobic matka?
To jest zgodne z prawem, ale chyba niezgodne z jej sumieniem, moralnoscia, uczuciami, powinnoscia.

90 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-07 19:08:57)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:
Cyngli napisał/a:
madziarekeh napisał/a:

Czy Wy na pewno czytacie uwaznie co ona pisze? Dla mnie jest oczywiste ze uwaza dzieci za powinnosc. Ze dreczy ja ta sytuacja. Ze chce byc blisko dzieci i ze decyzje tak naprawde juz podjela. Ze kocha bliskiego jej czlowieka i ciezko jej go opuscic. Myle sie, IzaB?

No wiesz, według mnie osoba, która uważa dzieci za powinność, nie zostawia ich z ojcem i nie wyjeżdża za granicę (chyba, że potworna bieda i robi to bo musi). Tylko właśnie zostaje przy dzieciach i układa sobie życie blisko nich.

Szczerze, to mysle, ze spotkalo ja cos gorszego niz potworna bieda.
Jak dla mnie to moglaby zostac z Kims, odwiedzac dzieci, rozmawiac na skype, placic alimenty. Sama jestem z tzw. rozbitej rodziny, ojciec wyjechal do Stanow jak bylam dzieckiem. Ozenil sie poraz drugi, jest szczesliwy. Ja tez, mamy bardzo dobry kontakt. Czy tak nie moze zrobic matka?
To jest zgodne z prawem, ale chyba niezgodne z jej sumieniem, moralnoscia, uczuciami, powinnoscia.

Ja też pochodzę z takiej rodziny, rodzice rozwiedli się, jak miałam 4-5 lat, ojca widywałam raz na ruski rok, a potem zmarł, gdy miałam 14 lat.
Nie mogę powiedzieć, że miałam szczęśliwe dzieciństwo, moja matka nie umiała zastąpić ojca, a do tego nie umiała sobie poradzić po rozwodzie.
Więc z całą pewnością twierdzę, że czy się dziecko odnajdzie w takiej sytuacji, to kwestia INDYWIDUALNA.

Jak często może widywać dzieci mieszkając za granicą? Raz w miesiącu? I Twoim zdaniem to wystarczy?

91

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Myślę, ze najważniejsze jest to czy dzieci tez chcą. Czy chcą by ich życie przewróciło się do góry nogami. Czy są gotowe by wyjechać, zostawić to co pokochały. Nawet jeśli ojciec dzieci wyrazi zgodę, nawet jeśli Ty Iza będziesz stawała na rzęsach, nie zastąpisz im przyjaciół, szkoły, znajomych. Może  być tak, ze wrócą do ojca bo będą wiedziały, że ich przyjmie z powrotem i gehenna  gotowa. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, dzieci są w DE a Ty w PL, tak? mam tu w DE jedna znajoma, która dostała rozwód ale dzieci zostają z ojcem puki nie znajdzie pracy i nie wykaże, ze jest w stanie te dzieci utrzymać. Ciężka sprawa i szczerze ci współczuje. Nawet kiedy zdecydowałabyś, ze wracasz, że zamieszkasz puki co blisko dzieci, masz gdzie mieszka? masz za co żyć? widzisz jakieś światełko w tym długim tunelu?

92

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Cyngli napisał/a:

Więc z całą pewnością twierdzę, że czy się dziecko odnajdzie w takiej sytuacji, to kwestia INDYWIDUALNA.

Jak często może widywać dzieci mieszkając za granicą? Raz w miesiącu? I Twoim zdaniem to wystarczy?

Nie mam pojecia. Zgadzam sie, ze to sprawa indywidualna. Oboje moich rodzicow stanelo na wysokosci zadania. Byly lata, kiedy widywalam ojca tylko w wakacje, raz na rok, ale to nie czestosc i ilosc miala znaczenie tylko jakosc spotkan i kontaktow ogolnie. Mimo wszystko bral czynny udzial w moim zyciu, mama dbala, zebym tez zawsze o nim pamietala. Pewnie nie raz mi go zabraklo na wyciagniecie reki, jako dziecko uznalawalam, ze tak juz jest, akceptowalam sytuacje, jako dorosla zrozumialam. Mam wokol siebie szczesliwych ludzi.
Watpie, czy autorka akurat bierze to pod uwage, z tego co pisze, to raczej nie. I ojciec dzieci, jako osoba niestabilna emocjonalnie, tez mi nie wyglada na osobe ktora temu wychowaniu podola.

93 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-07 19:32:55)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Więc z całą pewnością twierdzę, że czy się dziecko odnajdzie w takiej sytuacji, to kwestia INDYWIDUALNA.

Jak często może widywać dzieci mieszkając za granicą? Raz w miesiącu? I Twoim zdaniem to wystarczy?

Nie mam pojecia. Zgadzam sie, ze to sprawa indywidualna. Oboje moich rodzicow stanelo na wysokosci zadania. Byly lata, kiedy widywalam ojca tylko w wakacje, raz na rok, ale to nie czestosc i ilosc miala znaczenie tylko jakosc spotkan i kontaktow ogolnie. Mimo wszystko bral czynny udzial w moim zyciu, mama dbala, zebym tez zawsze o nim pamietala. Pewnie nie raz mi go zabraklo na wyciagniecie reki, jako dziecko uznalawalam, ze tak juz jest, akceptowalam sytuacje, jako dorosla zrozumialam. Mam wokol siebie szczesliwych ludzi.
Watpie, czy autorka akurat bierze to pod uwage, z tego co pisze, to raczej nie. I ojciec dzieci, jako osoba niestabilna emocjonalnie, tez mi nie wyglada na osobe ktora temu wychowaniu podola.

Cóż, może Tobie wystarczyło widzieć ojca raz w roku.. ja chciałam mieć tatę codziennie, nie od święta.
To żadna sztuka - być rodzicem od święta.

94

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Cyngli napisał/a:
madziarekeh napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Więc z całą pewnością twierdzę, że czy się dziecko odnajdzie w takiej sytuacji, to kwestia INDYWIDUALNA.

Jak często może widywać dzieci mieszkając za granicą? Raz w miesiącu? I Twoim zdaniem to wystarczy?

Nie mam pojecia. Zgadzam sie, ze to sprawa indywidualna. Oboje moich rodzicow stanelo na wysokosci zadania. Byly lata, kiedy widywalam ojca tylko w wakacje, raz na rok, ale to nie czestosc i ilosc miala znaczenie tylko jakosc spotkan i kontaktow ogolnie. Mimo wszystko bral czynny udzial w moim zyciu, mama dbala, zebym tez zawsze o nim pamietala. Pewnie nie raz mi go zabraklo na wyciagniecie reki, jako dziecko uznalawalam, ze tak juz jest, akceptowalam sytuacje, jako dorosla zrozumialam. Mam wokol siebie szczesliwych ludzi.
Watpie, czy autorka akurat bierze to pod uwage, z tego co pisze, to raczej nie. I ojciec dzieci, jako osoba niestabilna emocjonalnie, tez mi nie wyglada na osobe ktora temu wychowaniu podola.

Cóż, może Tobie wystarczyło widzieć ojca raz w roku.. ja chciałam mieć tatę codziennie, nie od święta.
To żadna sztuka - być rodzicem od święta.

Rozumiem, jednak, nie zawsze w zyciu jest tak jak by sie chcialo, sztuka jest akceptowac pewne fakty i cieszyc sie z tego co sie ma, chociaz dzieciom przypuszczam to trudno wytlumaczyc. Osobiscie nie wyobrazam sobie teraz, ze moj tata poswiecilby sie "bo tak trzeba" zostal w Polsce, zrezygnowal ze swojego szczescia i milosci do swojej obecnej zony dlatego, zebym miala go wtedy kiedy chce, lub zostal w nieszczesliwym malzenstwie zeby zapewnic mi pelna rodzine. Znaczy fajnie by bylo, ale... wyprowadzilam sie z domu na studia i juz nie wróciłam, znalazlam swoje szczescie, mam swoje zycie, co wtedy? Ludzie potrzebuja miłości, to naturalne, jest milosc do dzieci, milosc do mezczyzny, siostry, brata, zadna z nich nie moze zastapic drugiej. Fajnie jak mozna miec to wszystko na raz, to jest naturalne, proste i tak powinno byc, ale gdy tak nie jest? Temat rzeka.

95

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:
Cyngli napisał/a:
madziarekeh napisał/a:

Nie mam pojecia. Zgadzam sie, ze to sprawa indywidualna. Oboje moich rodzicow stanelo na wysokosci zadania. Byly lata, kiedy widywalam ojca tylko w wakacje, raz na rok, ale to nie czestosc i ilosc miala znaczenie tylko jakosc spotkan i kontaktow ogolnie. Mimo wszystko bral czynny udzial w moim zyciu, mama dbala, zebym tez zawsze o nim pamietala. Pewnie nie raz mi go zabraklo na wyciagniecie reki, jako dziecko uznalawalam, ze tak juz jest, akceptowalam sytuacje, jako dorosla zrozumialam. Mam wokol siebie szczesliwych ludzi.
Watpie, czy autorka akurat bierze to pod uwage, z tego co pisze, to raczej nie. I ojciec dzieci, jako osoba niestabilna emocjonalnie, tez mi nie wyglada na osobe ktora temu wychowaniu podola.

Cóż, może Tobie wystarczyło widzieć ojca raz w roku.. ja chciałam mieć tatę codziennie, nie od święta.
To żadna sztuka - być rodzicem od święta.

Rozumiem, jednak, nie zawsze w zyciu jest tak jak by sie chcialo, sztuka jest akceptowac pewne fakty i cieszyc sie z tego co sie ma, chociaz dzieciom przypuszczam to trudno wytlumaczyc. Osobiscie nie wyobrazam sobie teraz, ze moj tata poswiecilby sie "bo tak trzeba" zostal w Polsce, zrezygnowal ze swojego szczescia i milosci do swojej obecnej zony dlatego, zebym miala go wtedy kiedy chce, lub zostal w nieszczesliwym malzenstwie zeby zapewnic mi pelna rodzine. Znaczy fajnie by bylo, ale... wyprowadzilam sie z domu na studia i juz nie wróciłam, znalazlam swoje szczescie, mam swoje zycie, co wtedy? Ludzie potrzebuja miłości, to naturalne, jest milosc do dzieci, milosc do mezczyzny, siostry, brata, zadna z nich nie moze zastapic drugiej. Fajnie jak mozna miec to wszystko na raz, to jest naturalne, proste i tak powinno byc, ale gdy tak nie jest? Temat rzeka.

Wytłumacz to ośmiolatkowi. Albo młodszemu dziecku.

96

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Może pomoże krótka historia kobiety, którą znam, ale nie chciałabym znać... "panią" G poznałam w pracy sezonowej, ja na życiowym zakręcie, ona również...rozumiałyśmy się w wielu sprawach; moje dziecko zostawało pod opieką babci, miało nieograniczony kontakt z ojcem, rozstaliśmy się z całą oprawą sądową, z kłótniami, wyzwiskami jak niecywilizowani ludzie. ale to minęło i we mnie i w nim, emocje przestały brać górę, skupiliśmy się  na spokoju syna. Pani G nie przyznawała, że ma dziecko. Jakie było moje zdziwienie gdy przyznała się 10, 8, 6 - letniego syna, 5 i 3 letniej córki. każde dziecko z innym i każde z nich zostawiła z ojcem bo goniła za uczuciem, które kończyło się zanim jeszcze się zaczęło...zostawała tylko kolejna ciąża, którą po rozwiązaniu podrzucała niedoszłemu mężowi i teściowej. Obecnie mieszka za granicą, zerwałam kontakt. słyszałam że urodziła kolejne dziecko...i kolejne zostawiła...dla Twojej historii ode mnie ...wielkie NIE...tyle. zawsze jest wytłumaczenie...by zrzucić balast...

97 Ostatnio edytowany przez madziarekeh (2016-02-08 00:22:06)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Cyngli napisał/a:

Wytłumacz to ośmiolatkowi. Albo młodszemu dziecku.

Nie zamierzam musiec smile. Chce stworzyc normalna rodzine, kochac i szanowac mojego meza, miec z nim dzieci i zebysmy zawsze zyli szczesliwie. Mam 29 lat, za soba, mimo rozwodu rodzicow szczesliwe dziecinstwo, madrego i kochanego narzeczonego i wrazenie, ze wiem jak sie przed tym ustrzec.
Zdaje sobie jednak sprawe, ze nie kazdy jest taki "madry", czy IzaB nie chciala tego samego?
Slucham, czytam rozne historie ludzi, czasami po prostu zalatuje mi od czegos zlem. Tutaj tego nie czuje. Nie mi tu diagnozowac, ale widze po prostu slaba osobę (ale niegłupią), ktora strasznie pomotala sobie w zyciu, ale nie złą, niemoralna kobiete, ktora porzucila swoje dzieci.
W ogole porzucenie kojarzy mi sie z odejsciem, brakiem kontaktu, olaniem sprawy, ze tak powiem.
aga263, z tego co zrozumialam, ona ma dzieci tylko z jednym mezczyzna, swoim mężem, wiec to chyba nie tego rodzaju historia.

98 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-08 10:21:07)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Madziarekeh napisał/a:

Slucham, czytam rozne historie ludzi, czasami po prostu zalatuje mi od czegos zlem. Tutaj tego nie czuje. Nie mi tu diagnozowac, ale widze po prostu slaba osobę (ale niegłupią), ktora strasznie pomotala sobie w zyciu, ale nie złą, niemoralna kobiete, ktora porzucila swoje dzieci.

Była z tymi dziećmi od maleńkości, szykowała posiłki, ocierała łzy, tuliła. A tu nagle wyjazd i pach, nie ma mamy. NIGDY w życiu nie uwierzę, że dzieci zaakceptowały ten stan rzeczy... Tego się nie da zaakceptować i to odciśnie piętno. Niestety.

Nie piszę, że Autorka jest zła - ale moim zdaniem jest egoistyczna i nieodpowiedzialna. Razem z mężem powołała te dzieci na świat i jej obowiązkiem jest o nie dbać, być przy nich. Skoro ten jej Ktoś tak ją kocha, to dlaczego nie wyjedzie razem z nią i nie ułożą sobie życia bliżej dzieci?

99

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Przeczytałam twój temat Iza, bo jest inny niż wszystkie.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
W twoich postach widzę dużo bólu i smutku i co by ludzie nie mówili, akurat w tym konkretnym przypadku uważam, że mocno ze sobą walczyłaś, by podjąć takie, nie inne decyzje.
Jak dla mnie, potrzebujesz konkretnej pomocy, nie nieprzyjemnych i jednoznacznych ocen i opinii.
Ja nie wiem jak to jest być przez tyle lat  poniewieraną przez męża, ale wyobrażam sobie, że niezbyt fajnie.
Nie wiem, jak pod tego wpływem zmienia się psychika ludzka.
Brawo, że nie uzależniłaś się od niego do tego stopnia, by zaakceptować zastane i nie próbować zmieniać.
Fajnie, że zmieniłaś, a że chyba nie do końca tak, jak to sobie wymyśliłaś, to już inna sprawa.
Czy ja bym tak postąpiła? Nie, z pewnością nie. Też musiałam podjąć ważne dla mnie, mich dzieci i ich ojca decyzje. On zresztą też.
Mieszkałam poza granicami kraju, życie ułożyło się nam tak, nie inaczej.
Wróciłam do Polski.
On się na to zgodził i wiem, że tęskni dzień w dzień, ale na tyle był mądry by wziąć pod uwagę wszystko co dobre i co dobre mniej.
Obawy były...duuuuże. Że dzieci sobie nie poradzą w szkole, że nie będą chciały tu, etc, etc....ale wiesz, wszystko jest w jak najlepszym porządku smile
Czy wyjechałabym bez nich, gdyby ich tato nie wyraził zgody? NIGDY. Mówię to z pełną świadomością. Nie zostawiłabym swoich dzieci. To ja je rodziłam i się nimi opiekowałam, kiedy były całkiem malutkie. One są moje i już. I jeśli musiałabym poświęcić w jakiś sposób swoje życie, an pewno bym to zrobiła.
Iza, ja ciebie nie oceniam. Widzę, że cierpisz i nie jest ci dobrze. Znajdź jakąś pomoc, ogranij się trochę....bo jeśli dalej będzie jak będzie, to nadal w jakiś sposób będziesz tkwić w tej zależności od męża (w taki czy inny sposób).

100

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Tez mysle, ze odcisnie to pietno, jak kazde nieprzyjemne wydarzenie w zyciu dzieci. Niestety. Mysle, ze z tresci jej wypowiedzi mozna wyciagnac duzo wiecej niz historie typu: Urodzila, cos nie wyszlo, zwiala z kochankiem, porzucila, olała sprawę.
To co sie zdarzylo nie swiadczy o altruizmie, ale biorac pod uwage wszystkie okolicznosci, nie ocenialabym jej tak ostro.
Zycie pisze przerozne historie, ludzie z natury sa niedoskonali i emocjonalni, przez co robia krzywde i sobie i innym. Moim zdaniem fakt, ze ona to naprawia, moze na razie motajac sie w jakiejs matni, ale jednak, swiadczy o tym, ze czuje ta odpowiedzialnosc na sobie. Cos nie pozwala jej po prostu odejsc i byc rodzicem od swieta, chociaz tak tez mozna.
NieZnamSiebie, ten temat jest naprawde inny niz wszystkie, osobiscie mam ciary jak to czytam. Nikomu w zyciu nie zycze takich komplikacji. Jak ostroznym trzeba byc w zyciu w doborze zyciowego partnera, jak dokonywac dobrych wyborow, jak bardzo kontrolowac siebie i swoje emocje, gdzie jest granica do ktorej mozna sie posunac, i kto to ocenia? co jest moralne co juz nie? Swoja droga bardzo trafiony temat. Co jest dobre a co złe?

Cyngli, ona pisala dlaczego nie widzi mozliwosci wyjechania czy bycia z nim. Ze jest to jedna z bardzo ciezkich decyzji ktore juz podjela.

101

Odp: Co jest dobre, co jest złe

A ja myślę, że to się da zrobić.
Trzeba usiąść i pomyśleć wspólnie.

102 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-02-08 12:34:08)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
NieZnamSiebie napisał/a:

Czy wyjechałabym bez nich, gdyby ich tato nie wyraził zgody? NIGDY. Mówię to z pełną świadomością. Nie zostawiłabym swoich dzieci. To ja je rodziłam i się nimi opiekowałam, kiedy były całkiem malutkie. One są moje i już. I jeśli musiałabym poświęcić w jakiś sposób swoje życie, an pewno bym to zrobiła.

Ech...tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono.
Nie doświadczyłam maltretowania, więc nie wiem, czy maltretowanie może spowodować otumanienie, skutkujące przytłumieniem emocji, zasad i instynktów. Nie wiem, czy wieloletnie, stopniowe i systematyczne znęcanie się nade mną mogłoby tak bardzo wpłynąć na moje uczucia, mój strach, że mogłabym, że potrafiłabym zrezygnować z uczestniczenia w życiu moich dzieci, obserwowania jak rosną i dojrzewają, codziennej pomocy im, gdy będą potrzebować matki w trudnościach dziecięcego świata.
Naprawdę nie wiem i gratuluję pewności tym, co wiedzą.

103

Odp: Co jest dobre, co jest złe
kitkaoskara napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Czy wyjechałabym bez nich, gdyby ich tato nie wyraził zgody? NIGDY. Mówię to z pełną świadomością. Nie zostawiłabym swoich dzieci. To ja je rodziłam i się nimi opiekowałam, kiedy były całkiem malutkie. One są moje i już. I jeśli musiałabym poświęcić w jakiś sposób swoje życie, an pewno bym to zrobiła.

Ech...tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono.
Nie doświadczyłam maltretowania, więc nie wiem, czy maltretowanie może spowodować otumanienie, skutkujące zagłuszaniem emocji, zasad i instynktów. Nie wiem, czy wieloletnie, stopniowe i systematyczne znęcanie się nade mną mogłoby tak bardzo wpłynąć na moje uczucia, mój strach, że mogłabym, że potrafiłabym zrezygnować z uczestniczenia w życiu moich dzieci, obserwowania jak rosną i dojrzewają, codziennej pomocy im, gdy będą potrzebować matki w trudnościach dziecięcego świata.
Naprawdę nie wiem i gratuluję pewności tym, co wiedzą.

Tyle że ja o tym własnie pisałam. Pisałam, że nie wiem, jak to wpłynęło na psychikę.
Ale, ale....dużo zalezy od człowieka i jego podatności,a to już inna sprawa.
Ja chyba jestem dość silnym człowiekiem, przynajmniej taka dotąd byłam.
Na dzieciaki, gdybym faktycznie znalazła się w takiej nie innej sytuacji patrzyłabym opewnie przez pryzmat tego, co ten człowiek zrobił mi i jaki był w stosunku do mnie.
No bo niby wcześniej był cudowny, był kochany, dlatego autorka się w nim zakochała, dlatego stworzyła z nim rodzinę. On się zmienił,  a to implikowało całą resztę zdarzeń.
I teraz myślę sobie, że będąc w podobnej sytuacji, przełożyłabym jego postępowanie na dzieci. Teraz jest dobry, ale jaką mam pewność, że za chwilę coś mu nie odpier....li i nie stanie się dokładnie taki, jaki był w stosunku do mnie?
Wolałabym byc blisko. Ale, ale.....mówię ze swojej (bezpiecznej) pozycji. Co by było gdyby? Obym nigdy się nie musiała przekonywać.

104 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-02-08 13:12:10)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
NieZnamSiebie napisał/a:

Ale, ale....dużo zalezy od człowieka i jego podatności,a to już inna sprawa.

Prawda. Dużo zależy od człowieka, a dokładnie od róznych zasobów: tendencji osobowościowych, przekonań na swój temat, poczucie kontrolowania swojego życia i sprawczości. Ale także od tego, czy i jak bardzo możemy liczyć na wsparcie i pomoc ze strony innych ludzi.

105

Odp: Co jest dobre, co jest złe
kitkaoskara napisał/a:

Prawda. Dużo zależy od człowieka, a dokładnie od róznych zasobów: tendencji osobowościowych, przekonań na swój temat, poczucie kontrolowania swojego życia i sprawczości. Ale także od tego, czy i jak bardzo możemy liczyć na wsparcie i pomoc ze strony innych ludzi.

Dokladnie. To wlasnie tworzy z tej sprawy wielowarstwowa historie. Latwo i wygodnie byloby to splycic i zeschematyzowac, ale tak spojrzec glebiej... Ciary.
Obstawiam, ze ciezko jej zaczac dzialac, nawet jak juz w miare poukladala to sobie wszystko w glowie. Zycze jej zeby odnalazla w sobie sile zeby przec naprzod a potem spokoj w slusznosci podjecia swojej decyzji no i finalnie szczęście. Bo  niewiele sfrustrowany nieszczesliwy czlowiek jest w stanie dac z siebie bliskim. Mam glebokie przekonanie, ze szczesliwi rodzice= szczesliwe dzieci.
Gdy mysle o tym co pozwolilo mi zaakceptowac fakty ktore dzieja sie w moim zyciu jako dziecko, mowie tu o wyjezdzie mojego taty, to stabilnosc tej decyzji i pelne przekonanie rodzicow, ze tak jest lepiej, moje zaufanie do nich.

106

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Nie czytałam całej dyskusji bo za dużo tego. Pytanie za 100pkt- pracujesz aktualnie? Twój partner zapewnia Ci godziwe warunki do życia- to czemu nie zasięgniecie porady prawnej w tej kwestii? Chyba nikt Ci lepiej nie pomoże jak adwokat, który się zna na prawie i będzie wiedział jak ściągnąć Twoje dzieci. No chyba, że to one już z Tobą nie chcą być bo wiedzą, że je opuściłaś.

107

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Maiła by sięgać do jego pieniędzy w swojej sprawie teraz pewnie odciął jej gotówkę.

108 Ostatnio edytowany przez IzaB (2016-02-08 22:44:27)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
lilianna90 napisał/a:

Nie czytałam całej dyskusji bo za dużo tego. Pytanie za 100pkt- pracujesz aktualnie? Twój partner zapewnia Ci godziwe warunki do życia- to czemu nie zasięgniecie porady prawnej w tej kwestii? Chyba nikt Ci lepiej nie pomoże jak adwokat, który się zna na prawie i będzie wiedział jak ściągnąć Twoje dzieci. No chyba, że to one już z Tobą nie chcą być bo wiedzą, że je opuściłaś.

Odpowiedz na 100 pkt- sma jestem niedoszlym prawnikiem. Na tym etapie jestem doskonale zorientowana w prawnym stanie mojej sprawy. System jednak nie jest doskonaly. Miejsce zamieszkania dzieci jest poza granicami kraju, tam gdzie jest ich meldunek, szkola. Moge "porwac" dzieci, jednak musze liczyc sie z tym, ze sa emocjonalnie zwiazane z ty miejscem ta raz, dwa, musialabym sie liczyc z ich doprowadzeniem do miejsca pobytu, jezeli ich ojciec by o to wystapil, a zapewne tak by zrobil. Tak, jak pisalam wczesniej, nie udalo nam sie podpisac zadnej z umow rodzicielskich, jakie sa stosowane w tym kraju w momencie separacji i ustalaniu podzialu opieki nad dziecmi. Na skarb panstwa nie sa prowadzone takie sprawy, tak jak jest to w Polsce, zadnego z nas nie stac na pokrycie kosztow rozprawy plus pomoc prawnicza. W zwiazku z tym, ze pracowalam na 1/2 etatu (nie praktykowalam jako prawnik) nie bylam w stanie wynajac mieszkania, ktore moj maz ma, jest to mieszkanie w ktorym mieszkalismy razem, i nie jest ono wspolnoscia, wiec nie mam do niego praw. W zwiazku z tym, po mojej wyprowadzce, mieszkalam w wynajetym pokoju, do ktorego nie moglam oczywiscie zabraz ze soba trojki dzieci.
Nie, nie mam tam nikogo, moze Was to zdziwi, ale w momencie kiedy jest zle, kiedy cala energie pochlanialo mi moje rozpadajace sie malzenstwo, agresja, poczucie winy, wiekszosc znajomych po prostu sie odsunela, a ja nie mialam chyba sily na o to zeby zabiegac.
Tak, Ktos zapewnia mi godziwe warunki zycia. To znaczy, ze mam dach nad glowa, mam co jesc i nie musze sie o siebie martwic. Racja, nie chcialabym od niego brac pieniedzy w zwiazku z moja sprawa, chociaz jestem przekonana, ze nie odcialby mi zadnej gotowki, druga sprawa, ze po prostu bym jej nie wziela. W Polsce pracuje dorywczo, daje mi to na tyle pieniedzy, zeby w pewnym stopniu przeznaczyc je na dzieci. Jednak to nie pieniadze sa tu problemem.
dzieci nie zajmuja stanowiska, gdzie chca byc, nikt tego od nich nie wymaga. Gdyby tak bylo, zapewne mialyby dylemat. Lubia byc w Polsce, maja tu swoj dom, w ktorym mieszkalismy wczesniej, to wspolnosc moja i mojej mamy, maja mnie, babcie, kota. Jednak od dawna sa juz tam. Przyzwyczaily sie, maja tam swoje zycie po prostu, na pewno wywrociloby im to swiat do gory nogami.
Oczywiscie, mozna siedziec wspolnie, ustalac, Ktos z milosci do mnie moze rzucic wszystko i wyjechac, jednak ja z milosci do niego tego nie chce. Znaczy chcialabym bardzo byc z nim juz zawsze, ale zdaje sobie sprawe do czego sprowadza sie zycie ze mna tam. Po pierwsze, do wielkiego uzaleznienia od mojego meza jeszcze kupe lat, dopoki dzieci nie dorosna na tyle zeby decydowac same o sobie, a w takiej sytuacji naprawde poczulby sie zdradzony (maz), po drugie, zycze mu (Komus), chociaz z wielkim bolem serca, zeby stworzyl normalna, prosta, zdrowa rodzine o ktorej ja kiedys marzylam, zeby mial spokoj, ktorego ja mu nie dam. Dzieci, ktorych mu nie dam. To jest rzeczywistosc, ktorej nie zatrze nawet najwieksza milosc, a nie musze mowic, ze ja juz w bajki nie wierze. Na fali tego uczucia teraz, bliskosci pewnie by to zrobił. Jednak swiadomosc jest moja, odpowiedzialnosc jest moja.
Co wiecej... Dzieci nie akceptuja tego stanu rzeczy i ja go tez nie akceptuje, oczywiscie wszystkiego im nie mowie, nie wiedza o Kims. Wiedza to co widzialy i slyszaly, to co im powiedzialam ja, to co przekazal maz.
Ogolnie, myslac o powrocie tam, jestem chora. Chora na mysl o tym, ze musze zaczynac od zera, ze zanim sie dzwigne, finansowo, psychicznie, spolecznie minie kupe czasu. Kupe czasu, zebym oprocz mysleniu oprzetrwaniu mogla dac siebie dzieciom. Jestem chora gdy mysle ze musze pozegnac sie z bliska mi osoba. Egoistycznie chcialabym zeby dzieci wrocily do Polski i zebym mogla zamknac ten zly czas tam, nigdy juz tam nie jechac. To musze w sobie przemoc. nie wiem co i jak wplynelo na moja psychike, ale na pewno nie wyrzeklam sie dzieci.
Nie, nie wyobrazam sobie rozmawiania z nimi na skype, placenia alimentow, odwiedzin, wakacji i swiat. Z wielu powodow. Po pierwsze nie uwazam ze moj maz da rade ich wychowac sam. zawsze bedzie mnie to niepokoic. No i ogolnie po prostu jakos tego nie widze.

109 Ostatnio edytowany przez ahrozumiem@tlen.pl (2016-02-08 22:56:08)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Co oznacza słowo "niedoszły prawnik"? Nigdy się nie jest dobrym adwokatem we własnej sprawie:)

110

Odp: Co jest dobre, co jest złe
ahrozumiem@tlen.pl napisał/a:

Co oznacza słowo "niedoszły prawnik"? Nigdy się nie jest dobrym adwokatem we własnej sprawie:)

Niedoszly to znaczy ze skonczylam prawo, lecz niedoszlam jesli chodzi o aplikacje. Nie jestem adwokatem, nie mam zadnej specjalnosci. Jestem za to dobrze zorientowania w prawie, wiem jak je interpretowac, laczyc i z niego korzystac, w swojej sprawie rozniez. Oczywiscie w sadzie nie podjelabym sie w tej sprawie byc swoim przedstawicielem, zgadzam sie ze we wlasnej sprawie, nie jest sie dobrym adwokatem.

111

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Ja w tym roku kończę magistra prawa. Dzienne studia;) W takim razie pozdrawiam prawniczkę!:)

112

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Ja skonczylam pare lat temu smile Tez dzienne, no to tez pozdrawiam kolezanki prawniczki!

113

Odp: Co jest dobre, co jest złe

hehe wzajemnie:)

114 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2016-02-09 00:27:02)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

To czego szukasz na tym forum? Każda podpowiedź jest zła i na każdą masz odpowiedź- nie zawsze logiczną, ale jednak żeby tylko się bronić. Nie pytałam też czy jesteś prawnikiem tylko czy jesteś niezależna finansowo (czyt. pytanie odnośnie pracy). Jeżeli nie to nie rozumiem czemu od tego nie zaczniesz.

A co do studiów, że tak porównam- niedoszły lekarz to nie lekarz i to że zna teorię to wątpię że byłby w stanie sam operować człowieka. Chyba nie zaszkodzi poradzić się kogoś kto pracuje w tym fachu.
Nie chcę być uszczypliwa bo zdaje sobie sprawę jak trudną decyzję masz do podjęcia, ale chyba czas zacząć działać konkretnie- rozchodzi się o dobro dzieci, a z Twojej opowieści wynika, że szukasz "rozgrzeszenia" i próbujesz nas wszystkich, a przede wszystkim siebie przekonać, że jesteś w patowej sytuacji i że nie możesz być szczęśliwa.

115

Odp: Co jest dobre, co jest złe
lilianna90 napisał/a:

To czego szukasz na tym forum? Każda podpowiedź jest zła i na każdą masz odpowiedź- nie zawsze logiczną, ale jednak żeby tylko się bronić. Nie pytałam też czy jesteś prawnikiem tylko czy jesteś niezależna finansowo (czyt. pytanie odnośnie pracy). Jeżeli nie to nie rozumiem czemu od tego nie zaczniesz. Jeżeli tak to chyba Twoje dzieci są w kraju gdzie kobiety nie mają żadnych praw bo w krajach europejskich jak byś oskarżyła męża o przemoc dzieci od razu by zostały przekierowane do Ciebie. Jeżeli argumentem jest to, że Ty nie masz pieniędzy to patrz punkt wcześniejszy- bądź niezależna finansowo.

A co do studiów, że tak porównam- niedoszły lekarz to nie lekarz i to że zna teorię to wątpię że byłby w stanie sam operować człowieka. Chyba nie zaszkodzi poradzić się kogoś kto pracuje w tym fachu.
Nie chcę być uszczypliwa bo zdaje sobie sprawę jak trudną decyzję masz do podjęcia, ale chyba czas zacząć działać konkretnie- rozchodzi się o dobro dzieci, a z Twojej opowieści wynika, że szukasz "rozgrzeszenia" i próbujesz nas wszystkich, a przede wszystkim siebie przekonać, że jesteś w patowej sytuacji i że nie możesz być szczęśliwa.

No to chyba rzeczywiscie nie czytalas calej dyskusji smile Wsparcia szuka (nie mylic z rozgrzeszeniem), opinii, z tego co czytalam to nie negowala zadnej z odpowiedzi.
Lekarz bez specjalizacji to tez lekarz, tylko ogólny smile Chyba. Na pewno sie zna na zdrowiu.
No coz, uniwersalnej rady nie ma, jak rady byly to przypuszczam, ze juz sie wyczerpaly. ona wyjscie ma juz w glowie, najgorzej jest wlasnie zaczac dzialac. Mnie osobiscie przekonywac nie musi, ze sytuacja jest patowa. No jest. I to wszystko jest w jej glowie, bo tak naprawde zawsze ale to zawsze jest jakies wyjscie. W tej sytuacji, nie bez bolu niestety.
Swoja droga, dobrze, ze szuka na forum, jak dla mnie to mega interesujacy watek. Jakos dziwnie mi bliski.

116

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Dlatego mówię, że sam nie byłby w stanie operować i w takiej sytuacji najlepiej poradzić się kogoś kto siedzi w tym parę lat. A co do pieniędzy Twojego partnera chyba warto wspólnie zainwestować w coś co może pomóc rozwiązać zaistniałą sytuację. Rozmawiałaś kiedyś z dziećmi czy chcą tam zostać? A co do tego, że musicie się rozstać bo on ma prawo do lepszego życia to też się nie zgodzę. Ma do tego prawo, ale właśnie mimo wszystko wybrał Ciebie więc wie z czym się to wiąże. Nie możesz decydować za niego. Uważam, że tutaj tylko konkretne działania mogą przynieść jakiś rezultat. Na początek szczera rozmowa z Ktosiem, potem z dziećmi, porada prawnicza (ocena kogoś z boku i z danej dziedziny może bardzo pomoc), ustabilizowanie się finansowo i mimo wszystko rozmowa z mężem też Cię nie ominie. Może uda się jednak bez walki na noże. Tylko musisz uwierzyć, że da się z tego wyjść zwycięsko!

117 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-02-09 03:39:37)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Mysle, ze najlepsze (dla wszystkich) w tej sytuacji jest wziecie rozwodu, podpisanie umowy rodzicielskiej, w ktorej dzieci zostaja z ojcem a Ty masz nieograniczone prawo do kontaktow z nimi i wizyt. Ty mieszkasz z Ktosiem bierzesz slub i tworzysz z szczesliwa rodzine (szansa jest zawsze). Jesli na wspolne dziecko za pozno, czy z innych powodow nie chcecie, nie zapominaj, ze jako Twoj maz Ktos bedzie mial dzieci - trojke. I dzieci maja byc dla Was najwazniejsze i one maja to czuc i wiedziec. Przede wszystkim maja wiedziec, ze dla Ciebie sa najwazniejsze.

Wazne, zeby wszystko bylo po kolei i otwarcie.   Dzieci zaden sad Ci teraz nie przyzna. Uporzadkuj sprawy formalne, znajdz pelnoetatowa prace i za rok-dwa wystap o renegecjonowanie umowy rodzicielskiej. I nie samobiczuj sie. Nie zawsze jest latwo, ale zawsze moze byc godnie. W Twojej sytuacji tez. Nie zapominaj tylko nigdy o tym, jak wazny jest Twoj kontakt z dziecmi, dzwon, pisz, e-mailuj, zapewniaj, ze kochasz, wspieraj. I nie czuj sie winna - bo spieprzysz zycie nie tylko sobie, ale przede wszystkim dzieciom. One musza miec madra i silna matke, nawet jesli ona z nimi nie mieszka (na razie).

118

Odp: Co jest dobre, co jest złe
renatta napisał/a:

Mysle, ze najlepsze (dla wszystkich) w tej sytuacji jest wziecie rozwodu, podpisanie umowy rodzicielskiej, w ktorej dzieci zostaja z ojcem a Ty masz nieograniczone prawo do kontaktow z nimi i wizyt. Ty mieszkasz z Ktosiem bierzesz slub i tworzysz z szczesliwa rodzine (szansa jest zawsze). Jesli na wspolne dziecko za pozno, czy z innych powodow nie chcecie, nie zapominaj, ze jako Twoj maz Ktos bedzie mial dzieci - trojke. I dzieci maja byc dla Was najwazniejsze i one maja to czuc i wiedziec. Przede wszystkim maja wiedziec, ze dla Ciebie sa najwazniejsze.

Wazne, zeby wszystko bylo po kolei i otwarcie.   Dzieci zaden sad Ci teraz nie przyzna. Uporzadkuj sprawy formalne, znajdz pelnoetatowa prace i za rok-dwa wystap o renegecjonowanie umowy rodzicielskiej. I nie samobiczuj sie. Nie zawsze jest latwo, ale zawsze moze byc godnie. W Twojej sytuacji tez. Nie zapominaj tylko nigdy o tym, jak wazny jest Twoj kontakt z dziecmi, dzwon, pisz, e-mailuj, zapewniaj, ze kochasz, wspieraj. I nie czuj sie winna - bo spieprzysz zycie nie tylko sobie, ale przede wszystkim dzieciom. One musza miec madra i silna matke, nawet jesli ona z nimi nie mieszka (na razie).

Dokladnie tak samo bym to widziala. To naprawde nic zlego. Teraz jestes przytloczona ogromem tych wszystkich problemow, wyrzutami sumienia, ale jako szczesliwa kobieta, ze wsparciem odpowiedniej osoby gory bedziesz mogla przenosic. Przy madrosci i odpowiednim wyczuciu, zaangazowaniu w zycie dzieci bedziesz w ten sposob duzo lepsza mama, niz jako zlamana osoba, ktora cialem jest blisko. Pewnie tez dalabys rade, ale jaki przyklad na zycie dasz dzieciom? Nie stracisz ich.
Poza tym, szczerze, obawiam sie, ze wracajac tam teraz, sama, wpakujesz sie w to samo bagno, z ktorego udalo Ci sie wyrwac. A to by bylo najgorsze co bys mogla zrobic.

119 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-09 10:19:03)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Madziarekeh, zostawienie dzieci, to nie jest ''nic złego''. ;-)

Sytuacja powinna wyglądać tak, by dobro dzieci było na pierwszym miejscu. Czyli najpierw - walczymy o stabilizację dla dzieci, załatwiamy sprawy z mężem/ex mężem, a dopiero potem układamy sobie na nowo życie z nowym partnerem. Autorka spieprzyła kolejność. Konsekwencje będą, jeśli już nie teraz, to wyjdą w dorosłym życiu jej dzieci.

Takie pisanie - oj, zostawiłaś dzieci, stało się, no trudno - to jest bardzo nie na miejscu, moim zdaniem. Bo to nie jest problem typu dosypanie za dużo mąki do ciasta...

120

Odp: Co jest dobre, co jest złe
Cyngli napisał/a:

Madziarekeh, zostawienie dzieci, to nie jest ''nic złego''. ;-)

Sytuacja powinna wyglądać tak, by dobro dzieci było na pierwszym miejscu. Czyli najpierw - walczymy o stabilizację dla dzieci, załatwiamy sprawy z mężem/ex mężem, a dopiero potem układamy sobie na nowo życie z nowym partnerem. Autorka spieprzyła kolejność. Konsekwencje będą, jeśli już nie teraz, to wyjdą w dorosłym życiu jej dzieci.

Takie pisanie - oj, zostawiłaś dzieci, stało się, no trudno - to jest bardzo nie na miejscu, moim zdaniem. Bo to nie jest problem typu dosypanie za dużo mąki do ciasta...

Kolejnosci juz nie zmieni. Jako "nic zlego" okreslam wyjscie ktore zostalo przedstawione powyzej, nie samo zostawienie dzieci, oczywiscie. Nie napisalam nigdzie, ze oj, stalo sie trudno. To bardzo plytka interpretacja moich wypowiedzi, jasne, ze sie stalo. Po prostu zamiast kopac sie z koniem uwazam, ze powinna sie odnalesc w sytuacji w ktorej sie znalazla, zamiast na sile ta kolejnosc zmieniac.

121 Ostatnio edytowany przez apologises (2016-02-09 11:27:14)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Tak częściowo do "kopania się z koniem" i zasadności paru wyjść z toksycznego związku.
Ani poziom inteligencji, wykształcenia ani chęć oderwania się od przemocowca nie są równe dojrzałości emocjonalnej i racjonalnemu myśleniu.  Tu wszystko za bardzo jest nasiąknięte przeszłością autorki.
Tylko jeden przykład. Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy. Dla niej szansa na zobaczenie jak dobrze można z kimś być, mieć radość ze związku, poczuć zainteresowanie, miłość jest przeszkodą w walce o dzieci. To tylko jeden element, a takich pewnie jest mnóstwo.
Jeśli zobaczy co sama zrobiła nie tak zrobiła, pozna motywy swoich kroków, będzie jej łatwiej czynić następne kroki bez tak mocnych dylematów. To wszystko leży w jej rękach. Ocena jej działań jest drugoplanowa. Praktycznie od wejścia w związek ze swoim mężem, przez walkę o małżeństwo, aż do powrotu do kraju wszystko ma tę samą przyczynę.

122

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Sytuacja opisywana przez Izabelę nadal jak dla mnie jest niejasna. To odejście nie od a do, zatajanie istnienia Ktosia, mimo, że pojawił się po faktycznym rozstaniu. Rozważania na co nie zasłużył Ktoś i jak ciężko będzie bez niego przy braku wątpliwości co do odczuć dzieci. Niejasne dla mnie są również przesłanki dylematu: kochanek czy dzieci. Bo o co chodzi? O tęsknotę za dziećmi, obawę o ich bezpieczeństwo, troskę, odpowiedzialność czy o brak umiejętności zniesienia łatki "wyrodnej matki", alimenty, winę za rozpad małżeństwa? Autorko nie da się w takiej sytuacji wyjść bez konsekwencji, bez strat. Skoro nie ma możliwości byście byli z mężem razem a dla dzieci on jest tym rodzicem stabilniejszym emocjonalnie, nie kombinuj. Jeżeli jedynym motywatorem do powrotu do dzieci miałaby być poprawa Twojego samopoczucia w aspekcie oceny społecznej z konsekwencją dołu związanego z rezygnacją z Ktosia, daj spokój. Pytając co jest dobre a co złe, skoncentruj się nie na dylemacie: dzieci a Ktoś, tylko na ustaleniu u którego z rodziców dzieci w aspekcie gwarancji ich prawidłowego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji powinny mieć miejsce stałego pobytu.
To są dla mnie w sumie sytuacje proste jak budowa cepa, albo to czujesz albo nie. Nie każdy da radę żyć wbrew sobie, tylko musi sam wiedzieć jakie życiowe wybory są naprawdę wbrew.

123

Odp: Co jest dobre, co jest złe
apologises napisał/a:

Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.

Rozwiazaniem malzenstwa cywilnie jest dokument o rozwodzie trzymany w reku, ale co z rozstaniem? Niektorzy nie rozwodza sie w ogole, mimo, ze nie sa razem, czy to znaczy, ze nie moga zwiazac sie z kims innym?

124

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:
apologises napisał/a:

Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.

Rozwiazaniem malzenstwa cywilnie jest dokument o rozwodzie trzymany w reku, ale co z rozstaniem? Niektorzy nie rozwodza sie w ogole, mimo, ze nie sa razem, czy to znaczy, ze nie moga zwiazac sie z kims innym?

Nie, ale jak druga strona okaże się ''świnią'', to może wykorzystać to w sądzie na swoją korzyść.
Dlatego nie bez powodu najpierw warto zakończyć jedną relację, zanim się wejdzie w drugą.

125

Odp: Co jest dobre, co jest złe
madziarekeh napisał/a:
apologises napisał/a:

Separacja to nie jest rozwiązanie małżeństwa, tym samym pojawienie się Ktosia nie powinno mieć miejsca. Dla każdego sądu to punkt dla męża Izy.

Rozwiazaniem malzenstwa cywilnie jest dokument o rozwodzie trzymany w reku, ale co z rozstaniem? Niektorzy nie rozwodza sie w ogole, mimo, ze nie sa razem, czy to znaczy, ze nie moga zwiazac sie z kims innym?

autorka nie mieszka w Polsce i sadze, ze w kraju pobytu meza i dzieci nie ma orzekania o winie- jest zwyczajnie rozwod. orzekanie o winie to taka kara za grzechy moralne, dla mnie czysty absurd bo ciezko karac za brak milosci.

oczywiscie, ze separacja to separacja- rozdzial loza i stolu- a nie forma terapii aby sie znow zejsc;)
niektorym sie wydaje, ze "zaobraczkowanie" oznacza prawo wlasnosci, ze czlowiek, ktory odchodzi nie ma prawa do wlasnego zycia (swoja droga co jesli rozwod ciagnie sie pare lat).

126

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Reasumując autorko - jesteś niedoszłym prawkiem, niedoszłą matka i niedoszłą żoną?
Dla mnie wszystko jest jasne oprócz jednego - po co ta pseudo walka moralna twojej chęci wygodnego życia z presją społeczną, żebyś wychowywała swoje dzieci?
Masz bolca, bolec cię utrzymuje, żyjesz w wygodzie, ciepełku i jeszcze możesz ciepłym moczykiem olać swoje dzieci? To po co ściemy?? Powiedz sobie na głos przed lustrem - tak, jestem suką, która poszła za psem, lubię się gonić ze swoim kochankiem, nie chce mi się za dużo robić, ale lubię sobie pogadać i poudawać, jestem złym wstrętnym człowiekiem bez zasad (i lubię oskarżać innych za woje niepowodzenia)- i żyj po swojemu. olej t swoje dzieci, przecież tego naprawdę chcesz - wolności.
twoim dzieciom może pomoże kiedyś dobry psycholog, takim jak ty nic nie pomaga - oni mogą poudawać.
btw. to forum jest pełne matek, które były molestowane (tak naprawdę), żyły w skrajnej biedzie, dzieci alkoholików, psycholi itp. Większość ludzi przeszła jakąś traumę, gehennę. i wyobraź sobie - te matki do usra*** śmierci walczą o swoje małe, nie zostawiają ich z przemocowcem na pastwę losu.
bo rozwiązanie twojej sytuacji byłoby bardzo proste, ale ty go nie chcesz.
To tyle z mojej strony, mówi ci to matka, która nie zostawiła dzieci a przeszła niemało.

127 Ostatnio edytowany przez rakija (2016-02-09 16:35:48)

Odp: Co jest dobre, co jest złe

" Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.-Tomasz z Akvinu .
Upodządkuj własne życie, znim zaczniesz oceniać innych.

Post do pannypanny .

128 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-02-09 17:04:34)

Odp: Co jest dobre, co jest złe
rakija napisał/a:

" Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.-Tomasz z Akvinu .
Upodządkuj własne życie, znim zaczniesz oceniać innych.

Post do pannypanny .

Przykro mi to pisać, ale Autorka sama się nadstawia.
To jest forum, ludzie tu przychodzą po poradę/krytykę/ocenę/pomoc/wsparcie.

Jak ktoś nie chce poznać czyjejś opinii na swój temat, niech zachowa swoje występki dla siebie, a nie dzieli się nimi w necie.

Tak szczerze, to podzielam zdanie Pannypanny w tej kwestii. Tylko może nie nazwałabym tego tak ostro.

129

Odp: Co jest dobre, co jest złe
pannapanna napisał/a:

Reasumując autorko - jesteś niedoszłym prawkiem, niedoszłą matka i niedoszłą żoną?
Dla mnie wszystko jest jasne oprócz jednego - po co ta pseudo walka moralna twojej chęci wygodnego życia z presją społeczną, żebyś wychowywała swoje dzieci?
Masz bolca, bolec cię utrzymuje, żyjesz w wygodzie, ciepełku i jeszcze możesz ciepłym moczykiem olać swoje dzieci? To po co ściemy?? Powiedz sobie na głos przed lustrem - tak, jestem suką, która poszła za psem, lubię się gonić ze swoim kochankiem, nie chce mi się za dużo robić, ale lubię sobie pogadać i poudawać, jestem złym wstrętnym człowiekiem bez zasad (i lubię oskarżać innych za woje niepowodzenia)- i żyj po swojemu. olej t swoje dzieci, przecież tego naprawdę chcesz - wolności.
twoim dzieciom może pomoże kiedyś dobry psycholog, takim jak ty nic nie pomaga - oni mogą poudawać.
btw. to forum jest pełne matek, które były molestowane (tak naprawdę), żyły w skrajnej biedzie, dzieci alkoholików, psycholi itp. Większość ludzi przeszła jakąś traumę, gehennę. i wyobraź sobie - te matki do usra*** śmierci walczą o swoje małe, nie zostawiają ich z przemocowcem na pastwę losu.
bo rozwiązanie twojej sytuacji byłoby bardzo proste, ale ty go nie chcesz.
To tyle z mojej strony, mówi ci to matka, która nie zostawiła dzieci a przeszła niemało.

Sorry, opinie opiniami, krytyka krytyka, ale nauczmy sie chociaz kulturalnie wyrazac swoje poglady. Nikt tu nie przychodzi po bluzgi, ani autorka ani chyba nikt postronny, czytajacy po prostu watek. Chyba ze ktos sie lubuje w pluciu tego typu jadem, ale to lekko niezdrowe.

130

Odp: Co jest dobre, co jest złe

Dobra autorka popełniła błędy, zagubiła się, pomieszała kolejność- zwał jak zwał, ale czemu autorka nic nie robi żeby z tego wyjść? 1,5 roku temu przeniosła się do Polski- czemu nagle teraz musi do nich wrócić? Czemu dalej nie pracuje? Czemu nie rozmawiała z dziećmi czy chcą zostać z ojcem czy wolałyby mieszkać w Polsce? Czemu tak de facto nie zrobiła nic?

Posty [ 66 do 130 z 137 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest dobre, co jest złe

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026