Dobra. Trochę odkopię temat, ale chyba nikt nie będzie miał mi tego za złe. Generalnie śledziłam go od początku, zresztą kto pamięta pierwsze wpisy, ten wie. Potem jakoś przestałam, pewnie dlatego, że został przeniesiony i mi się już w moim ulubionym dziale nie pokazywał
, a ja do kafejek nie zaglądam zbytnio
Niemniej teraz mnie wzięło, by go nadrobić i muszę przyznać, że miejscami byłam nieźle zaskoczona. Wiem, że kiedyś już o tym wspominałyśmy przy okazji innych wątków, nawet więcej niż raz, ale serio jak czasem Ciebie czytam, Elle, to mam wrażenie, jakbym czytała siebie. Tylko starszą o tych parę lat i jeszcze bardziej doświadczoną. Niestety zarówno w ten pozytywny sposób, jak i ten niszczący, który sprawia, że człowiek staje się bardziej cyniczny i obojętny względem innych. No i z jednej strony cieszy mnie, że jestem podobna do jednej z najinteligentniejszych kobiet, jakie znam
Z drugiej… skoro ten problem z facetami trwa u Ciebie w najlepsze tak wiele lat i się nie zmienia, a nikt nie ma nawet pomysłu jak to rozwiązać, to w pewnym momencie zaczęłam bać się, że mogę rzeczywiście cierpieć na to samo i być może nie ma już ratunku.
Z tym, że ja już kiedyś byłam zakochana. Nawet nie kiedyś, a ponad rok temu. Otworzyłam się na drugą osobę, chyba nawet za bardzo, bo nie skończyło się to najlepiej. I właśnie po tym ostatnim związku, gdzie zostałam mocno skrzywdzona, coś mi się w mózgu znów przełączyło, przez co teraz nie potrafię się zaangażować. Kompletnie. Na początku jeszcze jakoś to idzie, jak pisałaś. Facet jest przystojny, wygadany, wie jak mnie rozbawić, zainteresować sobą, więc zaczyna mi się podobać, ciekawić mnie. Chcę go odkrywać, kawałek po kawałku, szczególnie jeśli nie leci na mnie jak na kawałek szynki, a przynajmniej ma na tyle wyczucia, by tego nie okazać od pierwszych rozmów. Niemniej w miarę jedzenia apetyt jakoś słabnie, wszystko staje się z biegiem czasu coraz bardziej nijakie i nie wiadomo kiedy, nie mam już ochoty tego kontynuować.
Elle88 napisał/a:Mam zbyt dużą potrzebę kontroli chyba.
Już dawno zauważyłam to u siebie. Nawet często o tym mówię w rozmowach z bliższymi znajomymi, bo to przejawia się w różnoraki sposób u mnie. Podłoże też ma podobne u nas, o ile założyć, że to wina dzieciństwa. Nie było mi wolno okazywać uczuć, zresztą każdy miał je tam, gdzie słońce nie dochodzi lub wykorzystywał moją słabość, by mnie skrzywdzić, więc nauczyłam się jak ich nie pokazywać, a nawet jak ich w ogóle nie czuć, żyć jakoś ponad nimi.
Jak coś, to sobie komentuję w trakcie przeglądania kolejnych wpisów, więc może być nieco chaosu, ale postaram się to ogarnąć. Chociaż jakoś nie wydaje mi się, by komukolwiek chciało się czytać moje przemyślenia, jednak fajnie będzie wyrzucić to z siebie, więc co mi tam.
Swoją drogą. Nawet rozkminy mamy podobne, tak zauważyłam. Te wszystkie analizy, mocne wkręcenie się, zauroczenie daną osobą we wstępnych etapach znajomości. Niby nie jest to żadna desperacja ani wielkie zafiksowanie, bo wszystko nadal pod kontrolą, ale jednak coś tam się zaczyna dziać w głowie. I to jest inne, przyjemne. No ale potem wiadomo, już nie tak bardzo. Nie wiem jak Ty to odczuwasz, ale ja mam wrażenie jakbym nagle dostała z cegły w łeb i wszystko się poprzestawiało. A już po tym całym wypaleniu się, gdy stwierdzam, że ta osoba jednak nie była tak wspaniała jak mogłoby się wydawać, to mówię sobie, że o, przeczucie mnie nie myliło, znów miałam rację, wyszło na moje, więc w sumie to dobrze, że w to nie brnęłam.
Nie wiem, może my jednak szukamy w jakiś sposób ideału, bo nie mamy dobrego wzorca mężczyzny zakodowanego w naszych głowach? Nie potrafimy stwierdzić, do którego momentu facet wciąż jest normalny i mieści się w normach, więc albo chcemy takiego, co nie ma żadnych skaz, albo nie chcemy żadnego? Co więcej, niemal obsesyjnie szukamy tych jego wad, kryjąc się za tym, że trzeba sprawdzić, czy z nim nie jest coś nie tak, bo jakoś za dobrze się zapowiada, że nie chcemy dać się oszukać, że on może być takim samym palantem jak poprzedni i tak dalej.
Kolejna sprawa, że obie przyciągamy ten sam target
W każdym razie, jeśli chodzi o wariatów, haha
Choć jest też oczywiście coś, co nas różni. Na przykład ja nigdy nie byłabym w relacji dla samego seksu, nie umiem wejść w coś takiego, bo mnie dotyk obcego faceta nawet nie podnieca. Pewnie to częściowo kwestia wychowania i wpojonych zasad, a częściowo fakt, że mnie generalnie nie kręcą te wszystkie układy. Jakieś takie mało ludzkie mi się to wydaje być, a przez to moje małe upośledzenie i tak ciężko jest mi chwilami poczuć się człowiekiem.
Jeszcze jedno:
Elle88 napisał/a:Nawet nie umiem powiedzieć co ja czuje i czy cokolwiek czuję. Jestem taka pusta w środku.. Nie umiem chyba nikomu kto tego nie czuje wytłumaczyć jakie to „uczucie”.
I feel you, sis…
P.S. A co do dupery z miasta, ostatnio też widziałam jedną taką! Tak się na nią gapiłam w tramwaju, że mało co, a pewnie wzięłaby mnie za lesbijkę, hahaha 