Elle, a może Ty kobietą narcyzem jednak jesteś? Z reguły to faceci wchodzą w tę rolę, a kobiety z tymi samymi problemami są ich odbiciem lustrzanym. No a u Ciebie może tak się to wytworzyło, że zostałaś kobietą-narcyzem i dlatego wymykasz się schematom.
Tak jak piszesz o relacjach no to 100% narcyza w narcyzie
Pisałam z Tobą wcześniej tutaj, ale wymiękłam w pewnym momencie, bo nie umiałam się w żaden sposób odnieść... do tego braku emocji. Coś tam próbowałam, ale nie szło. No i też mnie trochę to odrzuciło 
Fajna książka jest na ten temat „Narcyzm — zaklęte <<ja>>”. Powiem Ci, że przeczytałam już niejedną książkę na tego typu tematy (choć faktycznie nie skupiałam się na narcyzmie, ale raczej na DDA, współuzależnieniu, integracji emocjonalnej etc.), ale ta bije na głowę wszystko dotychczas. Bo w sumie alkohol i te inne rzeczy są tylko skutkiem... i jak się czyta na ten temat to można się nad sobą porozczulać, ale w sumie to nic nie wnosi jak chodzi o źródło problemu. A wychodzi na to, że źródłem jest brak miłości i wykorzystywanie przez jednego z rodziców lub naprzemiennie (na zasadzie zasługiwania na miłość, a nie miłości bezwarunkowej, odrzucenie). Wszystkie inne problemy: nadwrażliwość, pancerz emocjonalny, egoizm, alkohol, współuzależnienie, niedbanie o siebie, nadmierne skupienie na sobie, przewrażliwienie na swoim punkcie, niska samoocena, fantazje o swoje wielkości, pustka, nadmierna emocjonalność, nuda, uciekanie przed bezczynnością, bezczynność, biorą się z tego samego źródła. Oczywiście to tak ogólnikowo bardzo, ale czasem fajnie jest coś niby skomplikowanego sprowadzić do prostego rozwiązania. Jasne, że są jakieś inne dramaty w życiu człowieka, które się do tego przyczyniają (typu ekstremalne sytuacje wojna, gwałt), ale nie o tym mowa.
U Ciebie nie widzę jakiejś manii wielkości, ale delikatna tendencja w tym kierunku się ujawnia
Poza tym jeszcze jest tak kwestia, że Ty sporo pracowałaś pewnie nad sobą i dlatego możesz już nie mieć niskiej samooceny, ale pustka została...
Chociaż Ty piszesz też że nie rozumiesz tej potrzeby bliskości? Bo generalnie narcyz bardzo tego z reguły łaknie. W jakiejś wynaturzonej formie nawet, ale jednak. Najpierw o to zabiega, a potem odrzuca. Taka postawa: bądź blisko i kochaj mnie, żebym mógł ci pokazywać, jak bardzo mi na twojej miłości nie zależy. Ale to ostatnie to nie Ty.
To takie moje dywagacje, bo też nie czytałam Twoich ostatnich wpisów, mało o Tobie wiem, nie jestem psychologiem no i już w ogóle temat kobieta-narcyz jest mi obcy
Czyli krótko mówiąc — nie znam się, ale się wypowiem. 