Podziwiam autorke konkretna kobieta,dojrzała znająca swoją wartość.
Wie czego chce i że jak łajdak to łajdak i skoro tyle lat małźenstwa nic dla niego nie znaczy to paszoł won.
Sam bym tak zrobił jakby po 15-20 latach kobieta latała za jakims innym.
Jestem pod wrażeniem naprawdę życzę jak najlepiej ,Takie historie uzmysłowiają mi że miłość dobra jest na filmach taka do śmierci a tak to jeden wielki kit .Choć powiem że ja w taką do starości zawsze wierzyłem....
Podobne tematy
Cieszę się, że odezwałyście się dziewczyny, dziękuję za Wasze miłe,mądre, przemyślane słowa. Każda z nas przeżyła coś bardzo trudnego,coś co było niespodziewane, a jednocześnie takie bolesne.
takata, nasi mężowie muszą wytłumaczyć sobie to całe zło, które wyrządzili rodzinie. Obciążają nas za swoje karygodne postępowanie, bo muszą w jakiś sposób leczyć swoje sumienie. Wszystko co napisałaś jest trafione w sedno, trzymajmy się w trudnych chwilach ![]()
Tulipanek26- dziękuję,Twoje słowa to balsam na moją duszę. Nikt z nas nie wie jak postępować, bo zmaga się z takim problemem pierwszy raz. To dopiero mijający czas ocenia nasze postępowanie. Masz rację, jeszcze będzie dobrze!
lena41- fajnie, że napisałaś. Życzę Ci , żebyś Święta spędziła z uśmiechem na twarzy, w ciepłej, rodzinnej atmosferze, wśród ludzi,którzy Cię kochają, są przy Tobie w lepszych i gorszych momentach życia i żebyś nie myślała za wiele o swojej sytuacji małżeńskiej podczas tych świątecznych dni.
Gelwira87- chętnie przeczytam Twój wątek. Moja rozprawa sądowa już niedługo, też długo czekałam na pierwszą rozprawę (od grudnia). Będę pisać na forum o swoich doświadczeniach, może one pomogą Ci przygotować się do swojej rozprawy. Mam nadzieję, że przeżyję ten koszmar ![]()
majka49- Twoja rada jest do rozważenia, jednak nie sądzę, żeby jm przystał na tę propozycję, on ciągle ma nadzieję, że wybroni się przed sądem
Jedentaki- dzięki, z przyjemnością przyjęłam pochwałę od Ciebie
Mimo moich bolesnych przeżyć związanych z małżeństwem, jestem przekonana że istnieje miłość miedzy dwojgiem ludzi aż do śmierci, nie tylko na filmach. Ta miłość przechodzi przez różne etapy , ewoluuje, ale jest ciągle. Proszę, nie trać nadziei
![]()
Malina wszystkiego dobrego na święta. Oczywiście, że teraz na nic się nie zgodzi, ale sprawa rozwodowa to z reguły nie jest jeden dzień, ma czas by to przemyśleć. Przecież w firmie są dowody na wspólne wyjazdy, hotele, faktury. Myślisz, że w jego pracy ludzie o tym nie mówią? A czym innym jest mówienie, a czym innym dowód z sądu.
Witam prawie po Świętach. Osobiście dla mnie był to czas całkiem udany, spędzony z dziećmi i z najbliższą rodziną. Jm ulotnił się z domu, na szczęście nikt nie musiał go oglądać. Dziś , kiedy wrócił od razu zakomunikował mi, że wyprowadza się w najbliższym czasie. Ok, w końcu. Wszyscy czekali na to. Poinformował mnie także, że zabierze część sprzętów. I teraz jest pytanie, czy on może tak sobie brać to co mu się podoba, bo potrzebuje tego? Jeżeli stwierdzi, że musi mieć pralkę, to może ją sobie zabrać? I co, będę musiała dokupić brakujące sprzęty, bez których nie będę mogła normalnie żyć? Nie mam środków na to. Poza tym powiedział, że to jest cały czas także jego dom i będzie przyjeżdżał do niego kiedy mu się będzie podobało i jeżeli zobaczy kogoś, np. z mojej rodziny, to zrobi taką awanturę, że wszyscy zapamiętają. Opowiedziałam mu, że wezwę policję i skończą się jego awantury. Co o tym myślicie? Jak mogę się zabezpieczyć przed tym, żeby on nie wyniósł wszystkiego z domu?
Malina, zrób zdjęcia wszystkich sprzętów jakie masz w domu na tle. Przyda się do podziału majątku kiedy je wyniesie.
malina 1, jeśli mogę doradzić. Rozumiem, że trudno jest Ci dojść z nim do porozumienia w jakiejkolwiek kwestii, ale przynajmniej spróbuj uzgodnić sprawę podziału majątku ruchomego.
Zrób sobie szybką inwentaryzację (poszukaj rachunków i ukryj je), skalkuluj ceny i porozmawiaj z nim, co chciałby zabrać, bo masz prawo wiedzieć i chcesz z nim to uzgodnić, co on zabiera, a na czym Tobie zależy, może jakoś się dogadacie.
W końcu nie masz nic do stracenia.
Gorzej, gdy on nadal będzie arogancki i bez porozumienia z Tobą weźmie co mu się spodoba. Może skontaktuj się jak najszybciej z prawnikiem i spytaj, jak temu zaradzić.
Zrobienie zdjęć, może i jest dobrym pomysłem, po to, żeby przy rozwodzie wyegzekwować ewentualnie sprawiedliwy podział.
Josz, jutro skontaktuję się z moim adwokatem. Przed Świętami on proponował jakieś porozumienie, ale było nie do przyjęcia. Chciał, żebyśmy byli dla niego milsi (ja i dzieci), żeby normalnie rozmawiać i jeść posiłki przy jednym stole. Dodał, że czuje się najgorszy w rodzinie, ale absolutnie nie widzi możliwości powrotu, bo ja rozwaliłam naszą rodzinę wnosząc pozew o rozwód z orzekaniem o jego wyłącznej winie,a on nie ma i nigdy nie miał kobiety. i że to bzdura, że podaję go o rozwód z powodu sms-ów od znajomych. Oczywiście zapomniał, że wcześniej mówił i mnie i dzieciom, że ma babę i chce być z nią szczęśliwy. Jest perfidny, kłamie w żywe oczy. Zarabia sporo kasy i ma świadomość, że trzyma mnie w garści, sama nie jestem w stanie teraz się utrzymać. Wygląda to tak, że on ma kasę, robił opłaty to wymaga od nas posłuszeństwa i akceptacji aktualnej sytuacji. Chciałabym się z nim dogadywać w sprawach finansowych i związanych z synem, ale jest to możliwe tylko na jego warunkach, więc niestety tak nie damy rady.
Witam Malinko. Twoja historia przypomina mi moją, ale nie o mnie tutaj chodzi. Widzę, że mąż tak działa, abyś nie miała żadnych oszczędności, wszystkie pieniądze wydała na bieżące opłaty. Uważam, że powinnaś się skupić na zapewnieniu sobie bytu. Bardzo dokładnie z prawnikiem przeanalizowałabym propozycję finansową męża. Może uda się negocjować i zyskać więcej niż proponuje mąż. Przed Tobą 4-5 lat zabawy w sądzie, bo tyle mniej więcej trwa sprawa z orzekaniem. Pewnie, że warto, ale trzeba mieć stalowe nerwy. Dużo straconego czasu, zdrowia a korzyści raczej nikłe. Jeśli już chcesz rozwodu , to proponuję szybki bez orzekania o winie , a skoncentrować się na podziale i to jak najszybciej. Najlepiej gdybyście jednak doszli do porozumienia. Każda wycena biegłego kosztuje i bedziecie płacić za nią po połowie. Jak piszesz mąż zarabia 4x wiecej, więc to Ciebie czeka duża wyrwa w budżecie, o adwokacie nie wspomnę. Biorą ile wlezie i po paru latach w sądzie może się okazać, że połowa wartości domu jest w rękach adwokatów. Sąd to wielka niewiadoma. Weż również pod uwagę, że bank może nie udzielić Tobie kredytu ze wzgl. np na wiek czy zarobki. Jak wówczas spłacisz męża z wartości połowy domu? Jeśli ma jakieś propozycje, to proponuję je wziąć pod uwagę, potem może być juz za póżno. Nie jestem po stronie Twojego męża, ale lepiej wybrać mniejsze zło i więcej zdrowia. W sądzie nie znaczy sprawiedliwie, a wyniku i tak nikt Ci nie zagwarantuje. Adwokat może okazać sie bezradny, mąż na pewno będzie działał na zwłokę do tego przewlekłość sądów jest przerażająca. Weż równiez pod uwagę, że prawo działą na korzyść strony cwanszej, potrafiącej bardziej kłamać i lawirować. Dlatego najlepiej jeśli mozna się dogadać i nie wchodzić na drogę sądową. Pomyśl, przez te lata sprawy o orzeczenie winy potem lata spraw o podział. Być może propozycja nie jest dla Ciebie sprawiedliwa, jednak próbuj negocjować i mieć to z głowy jak najszybciej. Możesz od razu dysponować majątkiem , a przemyśl jaką wartość to będzie miało za ok 10 lat.
Nie wiem Ela o czym piszesz. Przecież jm Maliny jeszcze niczego korzystnego dla niej nie zaproponował. Sprawa rozwodowa to nie 4-5 lat, nie wiem skąd masz takie dane. Ja też radzę Malinie dogadanie się ale na korzystnych dla niej warunkach. I to przed rozwodem . Rozdzielność majątkowa przed rozwodem i przepisanie np. domu na Malinę to nie jest taka trudna sprawa. W zamian Malina może rozważyć rozwód bez orzekania o winie. A w przypadku wynoszenia rzeczy z domu ( dziewczyny dobrze radzą, zrób zdjęcia i inwentaryzację) zawiadamiaj policję. To też są twoje rzeczy i bez twojej zgody nie ma prawa nic zabierać. Policja nic nie zrobi ale będziesz miała dowód w sądzie w przypadku podziału.Nie wiem też gdzie pracuje Twój mąż, ale zagroziłabym mu powiadomieniem jego przełożonych o romansie z podwładną. Nie musisz tego robić oczywiście, ale niech twój jm nie czuje się taki pewny.
Nie wiem też gdzie pracuje Twój mąż, ale zagroziłabym mu powiadomieniem jego przełożonych o romansie z podwładną. Nie musisz tego robić oczywiście, ale niech twój jm nie czuje się taki pewny.
Uważam, że to akurat nie ma sensu. Mąż Maliny zajmuje jakieś kierownicze stanowisko i być może ręka, rękę myje. Jego romans z podwładną jest pewnie tajemnicą poliszynela.
Malina takim posunięciem niczego nie osiągnie.
Istotne są dowody zdrady, zeznania dzieci (o ile zgodzą się zeznawać przeciw ojcu), to może być zbyt mało. Może mąż kochanki ma jakieś dowody, ale to też żenująca sytuacja, bo jak Malina miałaby się z nim spotkać? Chociaż spróbować można.
Nie sądzę, że rozdzielność majątkowa w tym momencie byłaby z korzyścią dla autorki ze względu na jej niskie dochody. Jestem zdania, że warto zawalczyć o orzekanie winy, bo wtedy Malina ma szanse także na alimenty dla siebie, zważywszy na dużą różnicę w dochodach. Wątpię, że mąż przepisałby na nią dom, jeśli już teraz zachowuje się jak ostatni gnój, nie płacąc rachunków, pozwalając, żeby rodzina mieszkała w nieogrzewanym domu. On prawdopodobnie nie zrobi żadnego "ukłonu" w stronę żony.
Po co zresztą Malinie duży dom, którego nie będzie w stanie utrzymać?
Skończy się prawdopodobnie na sprzedaży i równym podziale pieniędzy.
Jedyna satysfakcja, to ta, że on prędzej czy później pożałuje swojej głupoty, gdy młoda kochanka ogarnie się i wróci pokornie do męża, ewentualnie przyprawi mu rogi z młodszym lub bogatszym facetem, a on zostanie sam jak palec, gdy także dzieci wypną się na niego.
Droga Malino, ja tu nie bede sie rozpisywac, bo madrzy ludzie tu bardzo dobrze pisali. Wszystko zostalo powiedziane....powiem tylko, ze cie podziwiam i trzymam kciuki za ciebie. Jakos tak bardzo przejelam sie twoja historia. Bardzo ci wspolczuje i podziwiam za sile i madrosc. Nie daj sie. Nie wymiekaj. Walcz o swoje. Z powazaniem i wielkim szacunkiem- Gosia.
Josz , z całym szacunkiem, ale niezbyt dobrze radzisz Malinie. Po pierwsze, jeżeli Malina ma własne dochody to nie dostanie alimentów na siebie, po drugie nie wiem co jest żenującego w spotkaniu się z ewentualnym świadkiem. Malina niestety nie ma zbyt mocnych dowodów, zwłaszcza gdy nie chce powołać dzieci jako świadków (opieram się na tym co wyczytałam na forum) , więc każdy dodatkowy dowód jest na wagę złota. W sądzie ważne są dowody a nie pobożne życzenia. O rozdzielności majątkowej i podziale majątku pisałam tylko jako opcji w sytuacji gdyby jednak jm chciał się jednak dogadać w kwestii majątku. W przeciwnym wypadku dom niezależnie czy rozwód będzie z orzekaniem o winie czy też nie i tak będzie dzielony na pół.
Nie pisałam o powiadomieniu przełożonych jm, tylko o postraszeniu go. Mąż Maliny czuje się bardzo pewnie, dobrze byłoby trochę mu tej pewności odebrać.
Można już teraz wystąpić o alimenty na syna. Nie może być tak, że jm nie łoży na jego utrzymanie.
majka49, w kwestii ewentualnych alimentów, Malina, jak najbardziej ma szanse na uzyskanie ich także na siebie, szczególnie wtedy, gdyby udało jej się udowodnić winę męża.
Jeżeli jej mąż zarabia 4 x więcej od niej, to łatwo udowodni, że drastycznie obniży jej się poziom życia i może takie alimenty uzyskać.
Zresztą Malina korzysta z pomocy adwokata i z pewnością zawalczy o siebie.
Jeśli chodzi o te dowody; oczywiście mogłaby skontaktować się z mężem kochanki (ciekawe, czy on wie), ale odnoszę wrażenie, że Malina jest zbyt dumna, żeby to zrobić. nigdy zresztą nie wiadomo, jak tamten człowiek zareaguje.
Jednak jak dowody zdrady są niezbędne.
Osobiście odradzałabym jakiekolwiek straszenie męża, on faktycznie czuje się pewnie, bo ma kasę, ale mogłoby go to tylko jeszcze bardziej rozjuszyć, a dodatkowy stres jest Malinie niepotrzebny.
Z końcem marca mąż wyprowadził się. Stwierdził, że niszczę go. Może tak to czuje, trudno. Po prostu nie odzywam się do niego, bo nie jestem zainteresowana jego propozycjami. Są dla mnie niekorzystne. Wiem, że nie było mu łatwo, kiedy dzieci go przestały szanować (syn odzywa się do niego, ale córka zupełnie go ignoruje). Niestety sam sobie zasłużył na takie traktowanie. Dzieci bardzo o niego walczyły, płakały, prosiły, pisały listy. On podjął decyzję i teraz ponosi tego konsekwencje. Uważa, że ja namawiam dzieci przeciw niemu. Jest mi z tego powodu przykro, ponieważ jm nie bierze pod uwagę tego, że dzieci są dorosłe i mają prawo do swojego zdania i osądu wg własnych zasad.
Stwierdzam, że czas zdecydowanie pracuje na korzyść wyciszenia emocjonalnego. Jeszcze pól roku temu wpadałam w panikę, gdy myślałam o wyprowadzce jm, a aktualnie kiedy już z nami nie mieszka czuję spokój, opanowanie i jeszcze większą chęć do działania. W sensie pokazania samej sobie, że dam radę, mimo niekorzystnych warunków będę coraz silniejsza.
To takie straszne, kiedy trzeba sobie tłumaczyć, że nie można już kochać tego człowieka, który był zawsze bardzo bliski i ważny, a teraz krzywdzi z premedytacją. To tak jakby żywcem serce rozrywać.
Zastanawiam się co zrobić z domem. Jm namawia, wręcz wymusza sprzedaż. Ja niestety muszę do tego dojrzeć. Chyba umarłabym, gdybym musiała go sprzedać w najbliższym czasie. Jest moją oazą. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że w obecnej sytuacji dla mnie samej jest zbyt duży, co wiąże się z kosztami utrzymania. (jm wyprowadzając się zostawił zadłużenie- nie płacił rachunków od stycznia więc trochę się uzbierało, pewnie dlatego wyprowadził się, bo lada moment odcięliby nam prąd, musiałam to pokryć z oszczędności). Moja adwokat złożyła już wniosek o zabezpieczenie opłat.
Nie jestem w stanie dogadać się na żadnej płaszczyźnie z moim jm. Wszystko co proponuje jest korzystne tylko dla niego. Wiem, że bardzo zależy mu na sprzedaniu domu, bo wyprowadził się do kawalerki, (z luksusów do studenckich warunków), więc będzie mnie przyciskał do muru, żebym w końcu miała dość wszystkiego i taka otępiała w końcu zgodziła się na sprzedaż. Wiem, że pod żadnym pozorem nie przepisze swojej części domu na mnie lub na dzieci, bo czeka na swoją dolę jak na zbawienie, żeby sobie nowe gniazdko wić. Boje się jednak, że koszty utrzymania domu przerosną moje możliwości finansowe i nie tylko finansowe. To duży dom z dużym ogrodem jest co robić, czy poradzę sobie fizycznie - to kolejne pytanie. Może zacznę się rozglądać za jakimś przyjacielem domu w typie "złota rączka"- hahaha, co by lubił takie klimaty.
Na razie cieszę się wiosną, relaksuję się jak tylko potrafię, staram się myśleć pozytywnie, dostarczam sobie dużo wysiłku fizycznego, co na pewno sprzyja mojemu lepszemu samopoczuciu. To takie świadome przygotowanie się do rozprawy, która już tuż tuż. Wszystkich pozdrawiam ![]()
Malina
mam identycznie tylko, że mój jm wyprowadził się w lutym. Mieszkam sama w domu z synem i daje radę. Zaczęłam ogarniać rachunki, bo wcześniej zajmował się tym mąż. Zaczęłam liczyć pieniądze i wszystkie wydatki z kartką w ręku. Dopiero po dwóch miesiącach wiem jakie mam koszty stałe ile mi idzie na życie i na czym musze oszczędzać. Zrób tak samo. Daj sobie dwa miesiące licz wszystko skrupulatnie i może okazać się, że jednak dasz radę utrzymać ten dom.
Obie teraz potrzebujemy czasu i same musimy zorganizować się do końca. Dopiero potem przyjdzie czas na dalsze decyzje.
Moje dzieci utrzymują kontakt z ojcem i cieszę się z tego, bo dopóki nie poznał swojej kochanki to był dla nich dobrym ojcem. Mino całej mojej złości na nich, staram się sobie tłumaczyć, ze mój jm nie jest złym człowiekiem tylko stał się idiotą, który miota się w sytuacji jak opętany. Dokładnie jak u Ciebie. Raz mówi że miał kochankę innym razem, ze to tylko przyjaciółka a teraz nie mówi już nic. I dobrze bo za miesiąc mam sprawę rozwodową. Liczę na jej szybkie zakończenie i na spokojne życie. Teraz niczego więcej nie potrzebuję.
Trzymaj się ...
Oj, Malina, jak ja Cię rozumiem. Mój eks małż tak właśnie ze mną postąpił, a ja taka otępiała zgodziłam się na wszystko, do dzisiaj spłacam jego długi. Ale domu sobie nie pozwoliłam odebrać, na szczęście jest mój.
Na początku było straszliwie ciężko, żyłam ciągle pod kreską, ale powoli, powoli, zaczęłam wychodzić na prostą i teraz, po kilku latach już nawet zaczynam myśleć o jakichś oszczędnościach. Nauczyłam się wszystko robić sama, choć oczywiście idzie mi to o wiele wolniej i nie mam już serca do tego tak jak kiedyś. Zresztą, szybko zauważyłam że różni mężczyźni aż się palą do pomocy samotnej kobiecie ;-) Wcześniej nie pozwalałam, wszystko chciałam robić sama, ale teraz uważam że jak ktoś chce pomóc to niech robi, a ja z chęcią go herbatką poczęstuję :-)
Jedno co jest pewne i czego sama już doświadczyłaś - święty spokój. Tego się nie da przecenić.
Poradzisz sobie Malina, jesteś dzielną i mądrą kobietą. Nie daj się tylko zmanipulować jm. tak jak ja to zrobiłam.
Myślę,że moja złość względem męża udzieliła się dzieciom, one czują moją krzywdę i upokorzenie dlatego lojalnie córka nie chce się do ojca odzywać. Szczerze to ta sytuacja mnie najbardziej martwi, wiem, że mimo wszystko córka potrzebuje kontaktów z ojcem, chociaż twardo obstaje przy swoim zdaniu, że nie, ale na pewno cierpi. Druga sprawa: mąż wcale nie zabiega o kontakt z nią, nic nie inicjuje, nie proponuje, nie próbuje do niej odezwać się, myślę ze ona na to czeka mimo ,że jest do niego bardzo ostra i krytyczna. On mnie obwinia, że córkę zniechęciłam do niego. Tylko,że nie rozumie,że to on jest ojcem i jeżeli chce kontaktów to zawsze może je naprawić, ale to on musi chcieć. To ojciec jest wzorem i powinien uczyć dzieci prawidłowego zachowania. Dziwi mnie , ze on czeka na to, żeby córka pierwsza wyciągnęła do niego rękę. Z kolei córka powiedziała,że nie odezwie się do niego, bo to będzie oznaczało , że akceptuje całą sytuację, ktorą on rozpoczął. Tak sobie chłop nawarzył piwa.
takata, w jakim wieku są Twoje dzieci?
Jutro mam poznać przyszłych teściów mojej córki, przyjeżdżają do mnie. I teraz zastanawiam się co z mężem. Czy powiedzieć mu, żeby przyjechał. "Teściowie" wiedzą o naszej małżeńskiej sytuacji, bo córka zdecydowała w końcu powiedzieć im. Cholera, sytuacja bardzo niezręczna. Jm będzie czuł się fatalnie w tym towarzystwie, taki wyrzutek, z resztą pozostałe towarzystwo też niekomfortowo. Ehh i po co to wszystko było, teraz każdy jest w głupiej sytuacji.
Ja bym go nie zapraszała. Jak się będą chcieli spotkać z nim to niech się sami dogadują. Myślę że zrobiłabyś niedźwiedzią przysługę również córce. która nie chce z nim kontaktów. Chyba powinnaś się trochę wyluzować, to mają być teściowie Twojej córki a nie Twoi :-)
Zgadzam się z ivy71. Zorganizuj spotkanie, a przyszli Teściowie z pewnością okażą się na tyle dyskretni i kulturalni, że nie poruszą tematu wielkiego nieobecnego (nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej).
Gorzej, gdy on, nieświadomy, zawita w tym momencie w domu.
Malina, co do teściów córki - to będą jej teściowie.
Myślę że to córka powinna mieć decydujące zdanie co do obecności jej ojca na spotkaniu, czy też nie. Można go jedynie poinformować o wizycie, ale swoją obecność powinien uzgodnić z córką....
Spotkanie odbyło się, bardzo zadowolona jestem. Jm nie było z nami. Nie zapraszałam go, bo faktycznie jakby chciał uczestniczyć w spotkaniu, to by kontaktował się z córką (wcześniej, kiedy wyprowadzał się poinformowałam go o wizycie "teściów"). Dziwię się, że nie zabiega o kontakt z córką. Jego sprawa.
A ja spojrzałam na wiele rzeczy z dystansu. Przede wszystkim stwierdziłam, że daję radę sama, bez jm. Wszystko ogarniam, sprężam się i nie czuję pustki po nim. Stwierdziłam, że wiele rzeczy było zawsze na mojej głowie i po jego odejściu nic się nie zmieniło. Nie spadło na mnie tyle obowiązków, żebym sobie z nimi nie mogła poradzić. On stwierdził, że zawsze poświęcał się rodzinie i nikt tego nie doceniał i w końcu przyszedł czas, że jemu też się coś od życia należy, on też musi sobie jeszcze pożyć. Jakie to jest płytkie i egoistyczne. Zawsze byłam przekona, że to co robimy, to dla dobra całej naszej rodziny, a on się biedny poświęcał, bo tak wypadało. Szok, ale ok. Odszedł bo mu nie po drodze było z nami. Niech sobie wobec tego będzie szczęśliwy sam w swojej kawalerce (nie mieszka z kochanką- ona ma męża i twierdzi, że nie miał nigdy kochanki, to była tylko koleżanka, która go rozumiała, a ja go podałam o rozwód z powodu sms-ów). Syn wczoraj powiedział mi, że jest dumny z naszej rodziny (naszej trójki, która została). Cieszy to moje serce. Szkoda mimo to, że jm nie chce być z nami i uczestniczyć w ważnych dla naszej rodziny wydarzeniach. Tak wybrał. Myślę, że nie doceniał szczęścia, które było w naszej rodzinie. Nigdy nie traktowałam życia w małżeństwie w kategoriach poświęcenia, niejednokrotnie byłam zmęczona, ale nigdy nie czekałam żeby ktoś mnie docenił, bo to ja się realizowałam przy okazji i to był zysk. Widzę jednak, że życie bez jm jest możliwe i dalej można się realizować. Z czasem nawet nie będzie go wcale brakować. Tylko trzeba to sobie w głowie mądrze ułożyć. Pozdrawiam ![]()
Już jakiś czas temu przeczytałam świeżo założony wątek przez Malinę1 - chciałam natychmiast odpisać, dzieląc się podobnymi emocjami, odczuciami, faktami, czy nawet tekstami, jakimi raczą nas zdradzacze, ale ... skasowało mi cały długi, piękny post ;-(
Na początku też ogromnie bałam się samotności, ogarnięcia domu, tych wszystkich typowo męskich prac domowych. Ale udało się to jakoś ogarnąć.
Mój mąż najpierw się wyprowadził, potem wrócił (cały czas utrzymując kontakt z "drugą połową"), potem ja go wyrzuciłam ze wszystkimi jego rzeczami za drzwi.
Był moment przerażenia - bałam się spać w wielkim, ciemnym, pustym domu sama (nie mamy dzieci, a moi najbliżsi są daleko stąd), pozakładałam kłódki i zamki, gdzie się dało, spałam przy zapalonym świetle.
Ale czas jest najlepszym lekarzem. To, co czuję w tej chwili, to błogi spokój. Okazuje się, że ten człowiek napsuł mi tyle krwi, a ja się go jeszcze kurczowo trzymałam! Dziś nie chcę, żeby wracał. Czuję się dobrze sama. Odpoczywam, a znajomi twierdzą, iż promienieję takim wewnętrznym światłem - ja to nazywam spokojem :-)
Podczytuję już od dłuższego czasu to forum i jestem wdzięczna wszystkim mądrym net-kobietom za chęć niesienia pomocy dobrym słowem i dzielenia się swoim doświadczeniem.
Moja gehenna rozpoczęła się w marcu ubiegłego roku - przetrwałam m.in. dzięki Waszym mądrym wpisom, mam się coraz lepiej i postanowiłam, że ... się nie dam!
Już jakiś czas temu przeczytałam świeżo założony wątek przez Malinę1 - chciałam natychmiast odpisać, dzieląc się podobnymi emocjami, odczuciami, faktami, czy nawet tekstami, jakimi raczą nas zdradzacze, ale ... skasowało mi cały długi, piękny post ;-(
Na początku też ogromnie bałam się samotności, ogarnięcia domu, tych wszystkich typowo męskich prac domowych. Ale udało się to jakoś ogarnąć.
Mój mąż najpierw się wyprowadził, potem wrócił (cały czas utrzymując kontakt z "drugą połową"), potem ja go wyrzuciłam ze wszystkimi jego rzeczami za drzwi.
Był moment przerażenia - bałam się spać w wielkim, ciemnym, pustym domu sama (nie mamy dzieci, a moi najbliżsi są daleko stąd), pozakładałam kłódki i zamki, gdzie się dało, spałam przy zapalonym świetle.
Ale czas jest najlepszym lekarzem. To, co czuję w tej chwili, to błogi spokój. Okazuje się, że ten człowiek napsuł mi tyle krwi, a ja się go jeszcze kurczowo trzymałam! Dziś nie chcę, żeby wracał. Czuję się dobrze sama. Odpoczywam, a znajomi twierdzą, iż promienieję takim wewnętrznym światłem - ja to nazywam spokojem :-)
Podczytuję już od dłuższego czasu to forum i jestem wdzięczna wszystkim mądrym net-kobietom za chęć niesienia pomocy dobrym słowem i dzielenia się swoim doświadczeniem.
Moja gehenna rozpoczęła się w marcu ubiegłego roku - przetrwałam m.in. dzięki Waszym mądrym wpisom, mam się coraz lepiej i postanowiłam, że ... się nie dam!
Dzięki za wpis. Cieszę się, że czytasz moje przemyślenia, zwłaszcza, że jesteś w podobnej sytuacji. Tak, po wyprowadzce jm też bałam się nocy, ciszy wszechogarniającej. Póki co mieszka ze mną syn, który jest już prawie dorosły. Mam też wiernego przyjaciela- moją sunię- owczarka belgijskiego, którą kocham bezgranicznie. Wzięłam ją ze schroniska, chyba jest mi za to wdzięczna, bo od początku wybrała sobie mnie za swojego przewodnika. Głównie dzięki niej czuję się bezpieczna w domu, jest doskonałym stróżem. Dla domowników jest aniołem, ale dla ludzi z zewnątrz to postrach.
I_see_beyond razem damy radę
. Pisz zawsze jak będziesz miała ochotę wnieść coś do tematu.
Uważam że ślub powinien być zawierany na 25 lat, w sam raz na okres wychowania dzieci. Potem możemy być razem, ale nie musimy. Dobry sposób na uniknięcie cyrków jak powyżej.
Dlaczego facet ma kochać tylko jedną żonę? Skąd taki wymysł aby trzymać człowieka na smyczy jak własność i mieć pretensje? Nie rozumiem tego świata.
Uważam że ślub powinien być zawierany na 25 lat, w sam raz na okres wychowania dzieci. Potem możemy być razem, ale nie musimy. Dobry sposób na uniknięcie cyrków jak powyżej.
Dlaczego facet ma kochać tylko jedną żonę? Skąd taki wymysł aby trzymać człowieka na smyczy jak własność i mieć pretensje? Nie rozumiem tego świata.
Bzdura.
A po 25 latach wspólnego życia nagle co?
Nagle nam wyłączyć w sobie guziki z funkcją "kocham" i "wspólne życie" bo facet z którym byłam tyle lat poszoł w las szukać sensu życia?
Co tu papier zmienia w uczuciach?
Nic.
Masz typowo facetowskie szwinistyczne egoistyczne poglądy.
Aż się zarejestrowałam aby tobie (celowo z małej) to napisać.
Brrr... aż mną wzdryga.
91 2016-04-12 12:57:39 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-04-12 12:59:06)
enlikkufri napisał/a:Uważam że ślub powinien być zawierany na 25 lat, w sam raz na okres wychowania dzieci. Potem możemy być razem, ale nie musimy. Dobry sposób na uniknięcie cyrków jak powyżej.
Dlaczego facet ma kochać tylko jedną żonę? Skąd taki wymysł aby trzymać człowieka na smyczy jak własność i mieć pretensje? Nie rozumiem tego świata.Bzdura.
A po 25 latach wspólnego życia nagle co?
Nagle nam wyłączyć w sobie guziki z funkcją "kocham" i "wspólne życie" bo facet z którym byłam tyle lat poszoł w las szukać sensu życia?
Co tu papier zmienia w uczuciach?
Nic.
Masz typowo facetowskie szwinistyczne egoistyczne poglądy.
Aż się zarejestrowałam aby tobie (celowo z małej) to napisać.
Brrr... aż mną wzdryga.
Laska, nie oburz się bardziej, bo to niezdrowo, ale ja częściowo zgodzę się z enlikkufri ![]()
Jeżeli facet po 25 latach marzy tylko o tym, by "szukać sensu życia", to po jaką cholerę Ci on? Cieszyłaby Cię świadomość, że tkwi przy Tobie, bo kiedyś Ci ślubował, a tak najchętniej poszedłby w długą? To niech idzie. Krzyżyk na drogę.
Życie pokazuje, że często docenisz, jak stracisz. I nie zawsze to, co wydawało się fajne, bo nie nasze, naprawdę jest takie fajne. Jedni się o tym przekonują na własnej skórze, inni wiedzą bez prób. Ale najmilej jest, kiedy jest się wyborem świadomym, więc moim zdaniem lepiej jest, jeśli on po 25 latach ma możliwość, ale nadal wybierze mnie, niż żeby był bo tak wypada i marzył o innej.
Nie rozumiesz .
Niezależnie od tego czy mi po cholerę on czy potrzebny po 25 latach nie jest łatwo nagle przestawić się na obojętność, neutralność wobec tej drugiej osoby. Są jakieś uczucia, wspomnienia, dzieci, majątek.
I tak nagle PSTRYK! I po balu?
Glejt tu nic nie zmieni. Ślub na 25 lat. Dlaczego nie na rok dopóki się kobita nie znudzi?
To chyba tylko wam tak lekko przychodzi. Szczególnie na widok drugiej 25 latki.
I
93 2016-04-12 15:06:56 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-04-12 15:13:37)
Jeśli się już po roku znudzi, to co to za związek. A gwarancja na 25 lat dałaby przynajmniej pewność kobietom, że dzieci zdążą odchowac.
Rozumiem, tylko inaczej podchodzę. Bardzo nie lubię "czegoś na siłę ", ani kiedy mnie ktoś, ani kiedy ja kogoś. Wspomnienia zostają, fajnie jak są miłe. Majątek faktycznie trzeba podzielić, może się wyprowadzić, jak się dogada, to może nie. Koszty będą, oczywiście.
Dzieciom, skoro już dorosłe, wiele się nie musi zmieniać. Mają swój rozum, szczęście rodziców, nawet osobno, powinno być ważne. A uczucia...tak, jeśli się kocha bardziej, może być problem i ból. Ale one po 25 latach u większości nie są już nawet w połowie tak gorące jak na początku. Często to już tylko przyzwyczajenie. I jak pogodzisz, że Ty chcesz, a on już nie? No to nie, jego strata. Dla Ciebie to może być początek czegoś dobrego, lepszego.
To nie tak, że to przychodzi lekko. Bo gdy to Twój wybór, Ty porzucasz, może i jest łatwiej. Tak tu kiedyś stwierdzono. Ale i bycie porzuconą nie oznacza końca.
Zresztą, czemu tu od razu zakładać wariant pesymistyczny. Większość par na pewno wybrałaby się ponownie. Ponoć prawdziwie kocha się tylko raz.
Nie mówiąc już o tym, że nierealnym jest, by taki przepis ktokolwiek kiedykolwiek uchwalił ![]()
94 2016-04-12 15:38:57 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-04-12 15:39:41)
Jeśli się już po roku znudzi, to co to za związek. A gwarancja na 25 lat dałaby przynajmniej pewność kobietom, że dzieci zdążą odchowac.
Ilość zawieranych ślubów spadłaby dramatycznie.
A zamiast rozwodu po prostu by się zdradzało bez niego, mieszkając i tak gdzie indziej.
Bardzo krótkowzroczny pomysł.
Żaden pomysł, mrzonka ledwie ![]()
Choć i bez tego tendencja ślubna jest spadkowa , a rozwodowa wzrostowa. Obawiam się, że nie unikniemy rewolucji obyczajowej w tej kwestii.
Chociaż Wasze drogi się rozeszły, autorko, ja coś czuję że wrócicie do siebie.
Sam zatem będę inicjatorem takiej rewolucji. Nie wyobrażam sobie być z jedną kobietą do końca życia, a jeśli bym tak twierdził tzn. że jestem w haju emocjonalno-hormonalnym który zniknie po dwóch latach.
Miałem wujka, założył wspaniałą rodzinę, dbał o moją kuzynkę, doradzał, rozmawiał itp. Wzorowy ojciec. Miesiąc temu, po jego śmierci okazało się że na boku miał jeszcze jedną rodzinę, które o sobie wzajemnie nie wiedziały. Szok, niedowierzanie.
Obie rodziny szczęśliwe, zadbane - pytanie - jakim prawem można mieć pretensje do mojego wujka? Czy nie można kochać więcej niż jedną kobietę? Zaimponował mi, gdyż nikomu krzywdy nie wyrządził. Początkowy szok przerodził się w miłą niespodziankę; moja kuzynka nagle na starszego brata z którym utrzymuje dobry kontakt.
Dlatego też płacz kobiety że facet pokochał inną jest niezrozumieniem. Uzależnianie swojego szczęścia od innej osoby też jest błędne - taka osoba kiedyś umrze, zmieni się, odejdzie. Należy być szczęśliwym sam ze sobą o partner życiowy może co najwyżej iść przez życie obok nas, a nie przed nami.
98 2016-04-12 20:29:08 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-04-12 21:05:38)
Prawda? Mnie też. Mogę sobie mieć odporność na porzucenie i luźne podejście, ale moim ideałem jest być dla wybranka jedną jedyną na całe życie. Mimo postępowosci ta staroświecka zasada nadal jest the best. Inna rzecz, że w dzisiejszych czasach taki mężczyzna to niezmiernie rzadki okaz ![]()
Płacz za odchodzącym mężem nie jest "nieporozumieniem", jest utratą złudzeń, naturalną reakcją osoby bardzo kochajacej i zranionej. Najgorzej jest, gdy następuje to nagle, w pozornie dobrym związku. Jak u Autorki. O wiele znośniejsze jest to w pożyciu trudnym, wypełnionym kłótniami, brakiem porozumienia, gdzie myśl o rozstaniu przynosi raczej ulgę niż ból. Zgadzam się, że uzależnienie swojego szczęścia od innej osoby nie jest dobre, nie świadczy to jednak źle o takich osobach, a jedynie o błędnej ocenie intencji drugiej strony.
A postępowanie Twojego wujka, moim zdaniem, było krzywdzące, bo to było oszustwo. Może i dbał jednakowo, ale i kłamał, kręcił. Wyłącznie dla własnej wygody i dziwnie pojmowanego szczęścia. Osobiście nie chciałabym być kobietą takiego faceta, bo ubiłabym drania ![]()
Sam zatem będę inicjatorem takiej rewolucji. Nie wyobrażam sobie być z jedną kobietą do końca życia, a jeśli bym tak twierdził tzn. że jestem w haju emocjonalno-hormonalnym który zniknie po dwóch latach.
Miałem wujka, założył wspaniałą rodzinę, dbał o moją kuzynkę, doradzał, rozmawiał itp. Wzorowy ojciec. Miesiąc temu, po jego śmierci okazało się że na boku miał jeszcze jedną rodzinę, które o sobie wzajemnie nie wiedziały. Szok, niedowierzanie.
Obie rodziny szczęśliwe, zadbane - pytanie - jakim prawem można mieć pretensje do mojego wujka? Czy nie można kochać więcej niż jedną kobietę? Zaimponował mi, gdyż nikomu krzywdy nie wyrządził. Początkowy szok przerodził się w miłą niespodziankę; moja kuzynka nagle na starszego brata z którym utrzymuje dobry kontakt.
Dlatego też płacz kobiety że facet pokochał inną jest niezrozumieniem. Uzależnianie swojego szczęścia od innej osoby też jest błędne - taka osoba kiedyś umrze, zmieni się, odejdzie. Należy być szczęśliwym sam ze sobą o partner życiowy może co najwyżej iść przez życie obok nas, a nie przed nami.
Nikomu nie wyrządził krzywdy, a jak poczuły się żony dowiadując się o sobie?
"Czy nie można kochać więcej niż jedną kobietę?" byłbyś tak wyrozumiały, wobec kobiety którą kochasz, a która prowadziłaby podwójne życie, nie ruszyłoby Cię to? W końcu żadna krzywda.
Uważam że ślub powinien być zawierany na 25 lat, w sam raz na okres wychowania dzieci. Potem możemy być razem, ale nie musimy.
Ok, ale do takiej umowy (kobiety, równolatki raczej nie byłyby skłonne na to pójść), powinien być załączony aneks, że mężczyzna wchodzący w taki związek mógłby związać się tylko z kobietą co najmniej 15 lat młodszą. Musiałby pogodzić się ze świadomością, że za 25 lat, to właśnie on może dostać kopa w tyłek, gdyż stetryczał.
Obawiam się, że panowie mieliby problem znaleźć chętną kobietę w swoim wieku, która świadomie zgodziłaby się z góry na odstawienie jej w wieku np.50 lat do lamusa, na rzecz innego młodszego ciała.
...a tak na serio, żaden przepis, czy umowa nie zagwarantują wiecznej miłości, wierności i nikogo nie są w stanie zmusić do bycia z kimś, kogo się już nie chce.
Dla osoby porzuconej nie są to żadne cyrki. Brakuje Ci empatii, bo patrzysz tylko z męskiego punktu widzenia i jak widać jestes przekonany, że to zawsze Ty będziesz rozdawał karty.
"Dlatego też płacz kobiety że facet pokochał inną jest niezrozumieniem." - płaczą tutaj też mężczyźni
jakim prawem można mieć pretensje do mojego wujka? Czy nie można kochać więcej niż jedną kobietę? Zaimponował mi, gdyż nikomu krzywdy nie wyrządził.
Taaak ... Mój mąż, który cztery lata temu zakochał się w koleżance z pracy, też mi wyznał, iż kocha nas obie. Tak więc odpowiedź brzmi - tak , można kochać dwie kobiety.
Ale zapewniam Cię, enlikkufri, iż wejściem w "trójkąt" krzywdę wyrządził - mnie na pewno, to już rok, jak dochodzę do siebie po wykryciu jego romansu. Kłamstwa i oszustwa wyrządzane przez osobę, której ufasz, bolą. I wiesz... on skrzywdził też siebie. Sam przyznał, że cierpi, że ma wyrzuty sumienia, czuje się rozdarty, tak więc... czym tak bardzo tu imponować?...
Cała ta historia jest jakaś taka hiper-sztucznie-optymistyczna, że niby takie pozytywy, bardzo uproszczone przedstawienie sytuacji i ... takie niedojrzałe w ocenie.
Dlatego też płacz kobiety że facet pokochał inną jest niezrozumieniem.
Ojojoj, zrozumiesz, czy to rzeczywiście takie "niezrozumienie", jak kobieta, którą kochasz pokocha innego.
Uzależnianie swojego szczęścia od innej osoby też jest błędne - taka osoba kiedyś umrze, zmieni się, odejdzie. Należy być szczęśliwym sam ze sobą o partner życiowy może co najwyżej iść przez życie obok nas, a nie przed nami.
I z tym się akurat zgodzę, że przede wszystkim siły i szczęścia należy szukać w sobie ![]()
Enlik też tak myślałam mając Twoje lata, ale teraz o ponad 20 latach małżeństw moje myślenie uległo zmianie..
Widzisz wieloletnie małżeństwo to nie tylko miłość ale to przede wszystkim przyjaźń i odpowiedzialność i szacunek
Mój mąż zdradzając mnie i robiąc te wszystkie rzeczy jak u maliny, zawiódł mnie przede wszystkim jako przyjaciel a dobił nasze małżeństwo brakiem poszanowania..
Nie wiem czy to amok, andropauza czy zwykłe sqrwysyństo, ale są pewne granice których nie wolno przekroczyć, bo o ile nie można nikogo zmusić do kochania o tyle każdy po 20latach małżeństwa ma prawo do poszanowania..
Nie wiem czy to amok, andropauza czy zwykłe sqrwysyństo
Też długo szukałam odpowiedzi. Wszystkiego po trochu ![]()
Przeczytałam ostatnio dodane posty, a szczególnie zwróciłam uwagę na wypowiedzi enlikkufri. Dzięki za włączenie się do tematu
Myślę, że wniosłeś do rozważań nad życiem małżeńskim sporo subiektywnych jednocześnie kontrowersyjnych spostrzeżeń. I dobrze, bowiem każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Dodam także, że jesteś odważnym facetem. Sprowokowałeś czytających do wypowiedzi i to z niemałym ładunkiem emocjonalnym. Ja natomiast myślę,że to co piszesz wynika z Twojego młodego wieku, a co za tym idzie małego doświadczenia życiowego.
Każdy człowiek jest indywidualnym bytem i każdy z nas z natury jest w jakimś stopniu egoistą. Jeżeli chodzi o moje małżeństwo, to jestem na takim etapie, że życzę jm , żeby był szczęśliwy, mimo przykrych sytuacji, które miały miejsce w ostatnim czasie. Mam świadomość, że nie narzucę mu pozostania przy mnie, bo ja tego chcę, bo jesteśmy związani małżeństwem, bo robi naszej rodzinie krzywdę, itp... Nawet nie mam takiej potrzeby, na siłę nikogo nie mam zamiaru przekonywać. Jednak uważam, że małżeństwo zobowiązuje do pewnych rzeczy. Uważam, że ów wspomniany wujek enlikkufri jest absolutnie przykładem nie do zaakceptowania i przykre jest to , że enlikkufri widzi w nim wzorzec osobowy. Może to Ty tak to widzisz z dystansu osoby bezpośrednio niezaangażowanej. Dla mnie ten człowiek żył w wielkim zakłamaniu, a na dodatek był po prostu tchórzem, musiał mnóstwo energii tracić na to, żeby to podwójne życie nie wyszło na jaw.
Myślę także, że błędnym myśleniem młodego człowieka jest to, że od początku zakłada,że nie chce żyć z jedną kobietą do końca życia. Wobec tego, jaki jest sens w ogóle zawierania związku małżeńskiego? Po co robić wspólne plany, po co dorabianie się, budowanie domu, inwestowanie w dzieci...? A przecież taki jest cel dorosłego , inteligentnego człowieka. Nie życzę jm źle, jednak osobiście czuję się cholernie oszukana przez niego, skrzywdzona i pokaleczona. Nie zasłużyłam sobie na taki koniec małżeństwa. Nagły i bez słowa przepraszam. I nie nazwałabym tego wszystkiego cyrkiem, bo ja się o takie problemy nie prosiłam. Rzetelnie, skrupulatnie wnosiłam swój wkład w małżeństwo, tak samo z resztą jak i mój mąż do pewnego momentu. Zbudowanie domu było zwieńczeniem wszystkich wspólnych lat. Co mam teraz zrobić? Odpowiesz mi enlikkufri? o prostu pogodzić sie z tym, jak? Dla Ciebie to takie proste, mam go nie trzymać na smyczy, bo facet ma prawo kochać w życiu niejedną kobietę. To po co był ten wielki wysiłek wkładany w naszą rodzinę, po co wpajanie dzieciom zasad moralnych, po to żeby powiedzieć nagle, zakochałem się i to co do tej pory to nieaktualne, sorry wielkie. Proszę was nie gniewajcie się na mnie. Żadna inteligentna,zdrowa, myśląca dorosła osoba nie potrafi sobie tego wszystkiego zdroworozsądkowo wytłumaczyć, po prostu nie da rady. On się "odkochał",
I bądźmy uczciwi wobec siebie. Jeśli jm przyznał się na początku rzetelnie do posiadania kochanki, a teraz wycofuje się z każdego wypowiedzianego słowa, to czyż to nie jest tchórzostwo? Każdy związek małżeński można zakończyć kulturalnie, nikt nikogo nie chce na siłę zatrzymywać. Widziałabym to tak: idziemy do sądu, mąż oficjalnie mówi, że ma kobietę, bierze winę na siebie, rozwiązujemy związek. Krótko i na temat. A wtedy ja także spuściłabym z tonu, widząc jego uczciwość. On zachowałby honor, a ja do niego szacunek za odwagę. I pewnie z czasem wypilibyśmy wspólnie niejedną kawę albo i drinka.
Ludzie, ale to, że ktoś ma własne dochody wcale nie wyklucza otrzymania alimentów wszystko zależy od proporcji i okoliczności, ale także od sędziego, a przede wszystkim od prawnika, który będzie przeprowadzał cały proces. Moja koleżanka miała podobną sytuacje i pomimo dochodów udało jej się otrzymać alimenty bo jej dochód był niewystarczający. Osoby z Warszawy odsyłam do mecenasa Budrewicza doświadczony prawnik przed sprawą Wam powie czy jest sens walczyć czy nie. Druga sprawa, że roszczenia muszą zachować zdrowy rozsądek, ale to też prawnik powinien Wam powiedzieć.
Malino1 Twoje wypowiedzi są tak cudownie dojrzałe, że z przyjemnością je czytam szczególnie, że moja sytuacja jest bardzo podobna do Twojej.
Mam świadomość, że nie narzucę mu pozostania przy mnie, bo ja tego chcę, bo jesteśmy związani małżeństwem, bo robi naszej rodzinie krzywdę, itp... Nawet nie mam takiej potrzeby, na siłę nikogo nie mam zamiaru przekonywać. Jednak uważam, że małżeństwo zobowiązuje do pewnych rzeczy.
Najtrudniej porzucanemu jest chyba przyjąć do wiadomości, że jest się nie chcianym. Ja też jestem zdania - nic na siłę. Rozmawiałam z koleżanką, której mąż kilkakrotnie chciał od niej odchodzić (niedojrzały gówniarz pomimo metryki, ona silna, przedsiębiorcza, "tłamsząca go swoją siłą"). Ona "wygrała" walkę z kochanką - mąż wrócił do niej i dziecka, ale ona... poczuła się wypalona. I w pierwszych słowach powtarzała "nie ufam mu". Jak facet w swojej głowie "pożeglował" i bardzo się zagalopował (długość trwania romansu), to moim zdaniem i z mojego doświadczenia - koniec. Definitywny koniec, choć sama, jak wielokrotnie podkreślam, walczyłam jak lwica o małżeństwo. Bo zgadzam się z Maliną1, że małżeństwo to zobowiązanie - podjęte na oczach świadków, wypowiedziane przez słowa przysięgi.
a na dodatek był po prostu tchórzem, musiał mnóstwo energii tracić na to, żeby to podwójne życie nie wyszło na jaw.
Każdy taki typ, to tchórz. I niektórzy mają tego świadomość. Mój prawie-były-mąż sam o sobie powiedział że jest tchórzem
jednak osobiście czuję się cholernie oszukana przez niego, skrzywdzona i pokaleczona. Nie zasłużyłam sobie na taki koniec małżeństwa. Nagły i bez słowa przepraszam. I nie nazwałabym tego wszystkiego cyrkiem, bo ja się o takie problemy nie prosiłam. Rzetelnie, skrupulatnie wnosiłam swój wkład w małżeństwo, tak samo z resztą jak i mój mąż do pewnego momentu. Zbudowanie domu było zwieńczeniem wszystkich wspólnych lat. Co mam teraz zrobić?
Każdy ma się tak prawo poczuć. Ja już przy zaręczynach powiedziałam głośno: "na dobre i na złe", już wtedy jako młodziutka dziewczyna miałam pojęcie, co oznacza małżeństwo.
facet ma prawo kochać w życiu niejedną kobietę
Jasne
. I najlepiej jakby ta pierwsze bez szemrania i ze zrozumieniem zrobiła miejsce tej drugiej. Przebija w tym momencie z wypowiedzi naszego młodego forumowicza ewidentna samcza solidarność ![]()
żeby powiedzieć nagle, zakochałem się i to co do tej pory to nieaktualne, sorry wielkie. Żadna inteligentna,zdrowa, myśląca dorosła osoba nie potrafi sobie tego wszystkiego zdroworozsądkowo wytłumaczyć, po prostu nie da rady. On się "odkochał"
To tylko kolejne potwierdzenie o dojrzałości takiego faceta, jak Twój czy mój mąż. I w dodatku wielkie lekceważenie tej drugiej osoby.
I bądźmy uczciwi wobec siebie. Jeśli jm przyznał się na początku rzetelnie do posiadania kochanki, a teraz wycofuje się z każdego wypowiedzianego słowa, to czyż to nie jest tchórzostwo? Każdy związek małżeński można zakończyć kulturalnie, nikt nikogo nie chce na siłę zatrzymywać. Widziałabym to tak: idziemy do sądu, mąż oficjalnie mówi, że ma kobietę, bierze winę na siebie, rozwiązujemy związek. Krótko i na temat. A wtedy ja także spuściłabym z tonu, widząc jego uczciwość. On zachowałby honor, a ja do niego szacunek za odwagę. I pewnie z czasem wypilibyśmy wspólnie niejedną kawę albo i drinka.
Tchórz, kłamca manipulator -gość bez zasad. Ja też widziałabym takie załatwienie sprawy - gdybym to ja postanowiła odejść, tak bym zrobiła w sądzie. Z natury jestem odważniejsza od męża, sam powiedział, że mam kręgosłup moralny, a on nie. Jak widać, ludzie ulepieni są z różnej gliny i potem się w tych pozwach pisze o "różnicach nie do pogodzenia" - uczciwość vs oszustwo, wierność vs niewierność, odwaga vs tchórzostwo...
Natomiast ja, Malino1, nie planowałabym już ani jednej kawy z moim mężem ![]()
106 2016-04-17 04:01:43 Ostatnio edytowany przez Bulka (2016-04-17 20:18:01)
Kobiety, damy radę. Też zostałam sama z domem, domem moich marzeń, który co prawda budowałam samotnie, własnymi siłami, ale mieszkać sama już nie miałam. Miała być rodzina, dzieci, ale Pan ochujał, m. in. nabyłam waleczną suczkę, dla otuchy, kila lat, z domem w lesie, o własnych siłach, z kredytem, ogrodem, rachunkami, podnieść się. Pożegnać tymczasowo z oazą. Mieć plan i ogarniać dzień po dniu.
Kobiety, damy radę. Też zostałam sama z wielkim domem, domem moich marzeń, który co prawda budowałam samotnie, własnymi siłami, ale mieszkać sama już nie miałam. Miała być rodzina, dzieci, ale Pan ochujał,
Twoja wypowiedź, bulka dowodzi po raz kolejny, iż nie bez powodu trafiłam na to forum - we właściwym czasie ![]()
Jestem zdania, że my kobiety, jesteśmy silne, silne psychicznie. Zjawisko słabych mężczyzn w naszych czasach coraz częściej pojawia się w różnych artykułach w czasopismach i internecie, zauważyłyście?
Mój mąż, owszem, spłacał ratę kredytu i na początku interesował się przebiegiem budowy domu (wiadomo, coś nowego, ekscytującego, wzbudzającego podziw i zazdrość innych), potem ... z problemem zostałam ja. Mówiłam: chciałeś budować dom, to go dokończ - trzeba zrobić, to, i to i jeszcze to... Jegomość się znudził domem, a moje "przypominajki" o obowiązkach popchnęły go w ramiona tej, która nic od niego nie chce (jeszcze
) i tylko przewraca oczami z zachwytu, jaki to on wspaniały.
Przetrwać jakiś czas, o własnych siłach, podnieść się. Mieć plan i ogarniać dzień po dniu.
I tak oto konkretnie w trzech punktach bulka przedstawiła najsensowniejszy i najprostszy plan w naszej sytuacji.
Witam wszystkich,
kończę swój udział w tym wątku z wielką przykrością. Jestem po pierwszej rozprawie rozwodowej. Niestety człowiek, z którym żyłam 26 lat wyrządził mi wielką krzywdę moralną. Okazało się, że miał przez cały czas dostęp do mojego maila i messengera , bez przerwy mnie inwigilował, miał dostęp do wszystkich treści, które pisałam z dziećmi, przyjaciółmi, znajomymi, jak również przeczytał zapewne wszystkie moje wpisy na tym forum. Ja jak również moje dzieci jesteśmy obdarci z całej prywatności, intymności, itp. Czujemy się strasznie!!! Dziękuję wszystkim za wpisy, bardzo mi pomagały słowa otuchy, cieszę się ze miałam kontakt z rozsądnymi , mądrymi ludźmi na tym wątku. Jeżeli ktoś chciałby nawiązać ze mną kontakt, służąc radą lub wsparciem zapraszam na priv.
pozdrawiam
Witam wszystkich,
kończę swój udział w tym wątku z wielką przykrością. Jestem po pierwszej rozprawie rozwodowej. Niestety człowiek, z którym żyłam 26 lat wyrządził mi wielką krzywdę moralną. Okazało się, że miał przez cały czas dostęp do mojego maila i messengera , bez przerwy mnie inwigilował, miał dostęp do wszystkich treści, które pisałam z dziećmi, przyjaciółmi, znajomymi, jak również przeczytał zapewne wszystkie moje wpisy na tym forum. Ja jak również moje dzieci jesteśmy obdarci z całej prywatności, intymności, itp. Czujemy się strasznie!!! Dziękuję wszystkim za wpisy, bardzo mi pomagały słowa otuchy, cieszę się ze miałam kontakt z rozsądnymi , mądrymi ludźmi na tym wątku. Jeżeli ktoś chciałby nawiązać ze mną kontakt, służąc radą lub wsparciem zapraszam na priv.pozdrawiam
bardzo mi przykro, to jedna z bardziej obrzydliwych rzeczy- inwigilacja, jestem wciaz w szoku, ze sady biora pod uwage "dowody", ktore zostaly nielegalnie przechwycone. mozesz mu wytoczyc sprawe o odszkodowanie, nie zostawiaj tego!!!!!!!
malina 1, jesteś przygnębiona po rozprawie, to zrozumiałe, jednak zastanawiam się w jaki sposób Twój jeszcze mąż mógł wykorzystać Twoją korespondencję przeciw Tobie?
Treści, które np. tutaj przedstawiałaś świadczą o Twoim żalu, zawodzie jaki Ci sprawił, jego oszustwach, traktowaniu Cię w ostatnim czasie, nie bluzgałaś na niego.....
Nie napisałaś tutaj nic, co mogłoby Cię pogrążyć, to dowód raczej przeciw niemu. Szkoda, że nie odpiszesz. Trzymaj się i nie poddawaj.