od miłości do rozwodu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » od miłości do rozwodu...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 110 ]

Temat: od miłości do rozwodu...

Witam serdecznie,
zakładam nowy wątek mimo, że jest wiele podobnych problemów to każdy należy rozpatrywać indywidualnie. Czytałam wiele postów na tym forum i stwierdzam, że są bardzo mądre i powiem szczerze, że dużo mnie samej pomogły. Wczytując się niejednokrotnie widziałam siebie i moje małżeństwo. Z Wami przechodzę kolejne etapy mojego rozpadu małżeństwa, łatwiej podejmuję trudne decyzje. Mimo to człowiek nigdy nie wie czy podejmie słuszną decyzję, wszystko da się ocenić dopiero po jakimś czasie.
A teraz odkryję swoje karty.
W związku małżeńskim jesteśmy od 26 lat. Mamy dwoje dzieci: córka 25 lat, syn 17 lat. Byliśmy bardzo dobrym małżeństwem, zawsze dobrze się rozumieliśmy, wspieraliśmy wzajemnie, lubiliśmy ze sobą rozmawiać, nie nudziliśmy się razem. Jednym zdanie tworzyliśmy bardzo zdrowy, udany związek czego wynikiem są nasze dzieci, z którymi  nie było żadnych problemów wychowawczych, dobrze się uczyły, mają swoje pasje. Dzieci zawsze były dla nas wielką radością, patrzyliśmy z mężem z wielką satysfakcją na ich sukcesy, bo to dawało nam pewność, że jesteśmy harmonijną, zgodną, kochającą się rodziną. 5 lat temu wybudowaliśmy dom naszych marzeń, piękny, duży, z dużym ogrodem. Pracy w związku z tym jest też bardzo dużo, ale stwierdziliśmy, że będziemy mieć wspólną pasję, kiedy syn się wyprowadzi (córka już na swoim jest) i zostaniemy sami i do końca życia będziemy pielęgnować i cieszyć się starością w tym pięknym miejscu. Mąż był zawsze dla mnie bardzo dobry, kochałam go za wszystko, widziałam jak przez całe życie starał się dla mnie, był bardzo pracowity, umiał się poświęcać. Ja też starałam się być jak najlepszą żoną, dbałam o niego tak jak potrafiłam, jeszcze rok wcześniej trzymaliśmy się za ręce, czułam po prostu sielankę, spełnienie, zadowolenie, miłość...Rodzina i znajomi też nas tak oceniali, byliśmy dla wszystkich wzorem. Jednak moja miłość uśpiła mnie na tyle, że w tej chwili czar prysł. Mąż ma kochankę młodszą o 20 lat. Nie chce być ze mną, zakochał się. Ona ma męża i dwoje dzieci: 5 lat i 13 lat. Ona i mój mąż razem pracują, on jest jej szefem, ona kierownikiem działu. Wiem, że od dłuższego czasu wyjeżdżają razem na wyjazdy służbowe po Polsce i za granicę. Teraz w ich związku nastała sielanka. Maż zachowuje się jakby był w amoku. Ja jestem do niczego nie potrzebna, po prostu kula u nogi. Dom jest też dużą przeszkodą dla męża, bo stwierdził, że trzeba go jak najszybciej sprzedać. Wszystko co było do niedawna cudowne, nasze -jest złe, ja jestem zła... i jak stwierdził: "w naszym związku bywały dobre chwile". Zdradę odkryłam w kwietniu 2015, czyli 9 m-cy temu. Na początku nie mogłam w to uwierzyć, wydawało mi się, że to film jakiś, a ja jestem aktorką. Rozmawiałam z mężem, dowiedziałam się że nie spełniam jego oczekiwań, wszystko mu się wypaliło i nie kocha mnie. Chciał się wyprowadzić, ale namówiłam go żeby został, zerwał z tą kobietą i żebyśmy razem spróbowali od nowa, wprowadzili jakieś zmiany w nasz związek, jeżeli są takie potrzebne, żeby mógł być szczęśliwy. Zgodził się Pan i Władca. Do września niby naprawialiśmy, ale było to tylko z mojej strony. On był zimny, niedostępny, kłamał, nie zerwał z kochanką. Przez ten czas były różne sytuacje, moja głowa podpowiadała mi różne podejścia: były prośby,tłumaczenia, kłótnie drobne i większe awantury, było wszystko- i grzecznie i przyjaźnie i z czułością i z gniewem i z krzykiem i na rózne sposoby, żeby tylko coś osiągnąć, jakiś mały krok do przodu, który by znaczył że jednak będziemy razem. Nic to nie dało, ale ja przynajmniej mam spokojne sumienie, że zrobiłam wszystko żeby ratować związek. W końcu powiedziałam dość- składam pozew o rozwód z orzekaniem o jego winie. Znam swoją wartość i po tylu latach zasługuję na szacunek! Dalej tak nie mogło być, tym bardzie,j że dzieci, które tak kochały ojca, również stwierdziły że nic innego w tej sytuacji nie można zrobić tylko wystąpić o rozwód z jego winy. Bylam u adwokata pozew już prawie przygotowany. No i właśnie, i co teraz po prostu ciężko.... Jak dalej będzie? Sytuacja w domu jest bardzo ciężka, nie odzywamy się z mężem w ogóle. On nie chce się na razie wyprowadzić, bo mówi, że ma prawo mieszkać w tym domu. Jak tylko adwokatka złoży pozew, będę czekała na termin rozprawy. Jak mąż zobaczy, że to pozew z orzekaniem, to pewnie agresja z jego strony jeszcze bardziej wzrośnie. W takiej sytuacji będę liczyła na wsparcie na forum, może jakoś dobrnę do końca tej masakry.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: od miłości do rozwodu...

Co się dzieje z tymi mężczyznami... sad

3

Odp: od miłości do rozwodu...

Już widzę to jego szczęście z kochanką, która porzuca męża? odchodzi z dziećmi i żyją długo i szczęśliwie, a jeszcze Twój mąż, ponownie przeżywa uroki tacierzyństwa.
Przede wszystkim bardzo Ci współczuję, a jednocześnie podziwiam, że mimo bólu i zawodu, trzymasz pion i działasz.

4 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2015-12-06 19:12:06)

Odp: od miłości do rozwodu...

Po wykryciu zdrady zachowałaś się dokładnie tak jak zachować nie powinna się szanująca się kobieta.
Możesz tu pisać o dzieciach, wspólnych latach, wspomnieniach, ale wszystko to tylko ściema.
Gdy odkrywasz zdradę, to wywalasz z domu zdrajcę a gdy ochłoniesz ty, ochłońie zdrajca i on prosi o moźliwość powrotu do domu, wyraża skruchę, ma wyrzuty sumienia, to rozważasz moźliwość przyjęcia go do domu.
Błagając go o szansę, prosząc o pozostanie straciłaś jego szacunek. Właściwie nieodwracalnie.
Już nie miał skrupułów przed oszukiwaniem ciebie, bo wiedział, że łykniesz wszystko, żeby tylko on był.

5

Odp: od miłości do rozwodu...

Tosiu, dzisiaj jest wielkie przyzwolenie społeczne na łajdactwo i sa takie środowiska, w których posiadanie boczniaka/boczniary jest wręcz modne.
To własnie dzieje się z tymi ludźmi, bo przecież puszczających się za plecami męża bab też nie brakuje. Kto by sie tam dzisiaj wstydził takiego postępowania?
Malino, ja zainteresowałam się twoją historią, więc jesli chcesz, to mogę wypowiadać się na twoim wątku, by cię wspierać. Jednak ja bywam czasami dość specyficzna, toteż wolę zapytać cię o pozwolenie, by nie zachować się miejscami, jak słoń w składzie porcelany, jak w wątku TosiJ na przykład. Mam pewną nauczkę i postanowiłam, że ze zdradzanymi kobietami, które sa mniej więcej w moim wieku ja będę uważać.
Napisz więc wprost czy chcesz, żebym pisała w twoim wątku.

6

Odp: od miłości do rozwodu...
oliwia9195 napisał/a:

Tosiu, dzisiaj jest wielkie przyzwolenie społeczne na łajdactwo i sa takie środowiska, w których posiadanie boczniaka/boczniary jest wręcz modne.

I tu jest sedno problemu...

7

Odp: od miłości do rozwodu...
kitkaoskara napisał/a:

Po wykryciu zdrady zachowałaś się dokładnie tak jak zachować nie powinna się szanująca się kobieta.
Możesz tu pisać o dzieciach, wspólnych latach, wspomnieniach, ale wszystko to tylko ściema.
Gdy odkrywasz zdradę, to wywalasz z domu zdrajcę a gdy ochłoniesz ty, ochłońie zdrajca i on prosi o moźliwość powrotu do domu, wyraża skruchę, ma wyrzuty sumienia, to rozważasz moźliwość przyjęcia go do domu.
Błagając go o szansę, prosząc o pozostanie straciłaś jego szacunek. Właściwie nieodwracalnie.
Już nie miał skrupułów przed oszukiwaniem ciebie, bo wiedział, że łykniesz wszystko, żeby tylko on był.

Nie zgadzam się z Tobą, uważam, że malina 1 zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby ratować małżeństwo i miała do tego prawo.
Piszesz o szacunku? Mąż przestał ją szanować w momencie, gdy wdał się w romans, a ona sama nie ma sobie nic w tej kwestii do zarzucenia.
Uważam, że malina 1 postępuje mądrze; walczyła, zrozumiała i podjęła decyzję.
Teraz czeka ją walka, do której powinna się już psychicznie przygotować, zresztą obawy co do zachowania męża, gdy ten otrzyma pozew, nie są bezpodstawne.
Malino, czy korzystasz z pomocy psychologa?

8 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2015-12-06 19:48:20)

Odp: od miłości do rozwodu...
josz napisał/a:
kitkaoskara napisał/a:

Po wykryciu zdrady zachowałaś się dokładnie tak jak zachować nie powinna się szanująca się kobieta.
Możesz tu pisać o dzieciach, wspólnych latach, wspomnieniach, ale wszystko to tylko ściema.
Gdy odkrywasz zdradę, to wywalasz z domu zdrajcę a gdy ochłoniesz ty, ochłońie zdrajca i on prosi o moźliwość powrotu do domu, wyraża skruchę, ma wyrzuty sumienia, to rozważasz moźliwość przyjęcia go do domu.
Błagając go o szansę, prosząc o pozostanie straciłaś jego szacunek. Właściwie nieodwracalnie.
Już nie miał skrupułów przed oszukiwaniem ciebie, bo wiedział, że łykniesz wszystko, żeby tylko on był.

Nie zgadzam się z Tobą, uważam, że malina 1 zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby ratować małżeństwo i miała do tego prawo.
Piszesz o szacunku? Mąż przestał ją szanować w momencie, gdy wdał się w romans, a ona sama nie ma sobie nic w tej kwestii do zarzucenia.
Uważam, że malina 1 postępuje mądrze; walczyła, zrozumiała i podjęła decyzję.
Teraz czeka ją walka, do której powinna się już psychicznie przygotować, zresztą obawy co do zachowania męża, gdy ten otrzyma pozew, nie są bezpodstawne.
Malino, czy korzystasz z pomocy psychologa?

Jasne, że miała prawo postąpić, jak postąpiła smile
Powalczyła sobie w pojedynkę o małżeństwo i dopiero zrozumiała, że do tanga trzeba dwojga.
Jak to mówią: lepiej póżniej niż wcale, więc dobrze, że przyszło opamiętanie.

Moim zdaniem po wstępie z błaganiem i proszeniem krzywdzącego przez skrzywdzonego ta naprawa małżeństwa nie miała szansy się udać.

9

Odp: od miłości do rozwodu...

Uwaga troll.

10

Odp: od miłości do rozwodu...

Bardzo dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim tematem. Będę wdzięczna za wsparcie. Proszę o słowa od serca, każde zdanie będę brała pod uwagę. Wiem, że niejedna/ niejeden z Was  potrafi  wyrazić bardzo konkretnie i bezpośrednio swoje zdanie, ale ta różnorodność właśnie pomaga mi podjąć decyzję. Dzięki temu, że czytałam posty na tym forum jestem w tym właśnie miejscu, zdecydowana na bardzo konkretny krok- rozwód z orzeczeniem winy. Na dziś na prawdę boję się reakcji męża.
Powiedział mi parę dni temu, że do lutego ktoś z nas musi się wyprowadzić. Jeżeli on się wyprowadzi to nie dołoży się do żadnych opłat i nie będzie spłacał kredytu hipotecz. (wiem, że prawnie nie jest to możliwe, ponieważ podam go do sądu rodzinnego o alimenty, ale boję się że to też rozciągnie sie w czasie, ja aktualnie kiepsko zarabiam). Natomiast jeżeli on zostanie to ja nie będę musiała nic mu płacić. Cwaniaczek, niby gdzie mam sie wyprowadzić, pod most? Nigdzie nie wyprowadzę się dopóki nie dostanę rozwodu.

11

Odp: od miłości do rozwodu...
kitkaoskara napisał/a:

Po wykryciu zdrady zachowałaś się dokładnie tak jak zachować nie powinna się szanująca się kobieta.
Możesz tu pisać o dzieciach, wspólnych latach, wspomnieniach, ale wszystko to tylko ściema.
Gdy odkrywasz zdradę, to wywalasz z domu zdrajcę a gdy ochłoniesz ty, ochłońie zdrajca i on prosi o moźliwość powrotu do domu, wyraża skruchę, ma wyrzuty sumienia, to rozważasz moźliwość przyjęcia go do domu.
Błagając go o szansę, prosząc o pozostanie straciłaś jego szacunek. Właściwie nieodwracalnie.
Już nie miał skrupułów przed oszukiwaniem ciebie, bo wiedział, że łykniesz wszystko, żeby tylko on był.

Masz dużo racji kitkaoskara, ale taką reakcję podpowiadała mi na tamten czas moja głowa. To był straszny czas, pełen skrajnych myśli. To wszystko przez szok, ja wtedy nie dopuszczałam innej myśli tylko jego powrót. Mało kto w takich sytuacjach myśli racjonalnie. Po prostu przez te 9 m-cy dojrzewałam do rozwodu. Myślę, że nie łykałam wszystkiego, ale właśnie składałam wszystkie fakty jak puzle

12

Odp: od miłości do rozwodu...

josz, dziękuję za zrozumienie. Do tej pory radziłam sobie bez psychologa, ale teraz myślę, że przyszedł czas na wparcie psychologiczne, chociażby z powodu czekającej mnie rozprawy. Boję się, że do tej pory silna, mogę za chwilę bardzo wymięknąć. Jestem umówiona na 17 grudnia

13

Odp: od miłości do rozwodu...

TosiaJ, do opisania swojej sytuacji zainspirował mnie Twój wątek, podrawiam

14

Odp: od miłości do rozwodu...
oliwia9195 napisał/a:

Malino, ja zainteresowałam się twoją historią, więc jesli chcesz, to mogę wypowiadać się na twoim wątku, by cię wspierać. Jednak ja bywam czasami dość specyficzna, toteż wolę zapytać cię o pozwolenie, by nie zachować się miejscami, jak słoń w składzie porcelany, jak w wątku TosiJ na przykład. Mam pewną nauczkę i postanowiłam, że ze zdradzanymi kobietami, które sa mniej więcej w moim wieku ja będę uważać.
Napisz więc wprost czy chcesz, żebym pisała w twoim wątku.

Oliwia9195, zapraszam Cię do wypowiedzi. Czytałam niejednokrotnie Twoje posty na różnych wątkach, są bardzo trafne, mądre, choć często bezpośrednie. Chętnie przeczytam, co myślisz w konkretnym temacie. Pozdrawiam

15

Odp: od miłości do rozwodu...

Malinko.
Bardzo mi smutno. Bardzo Ci współczuję, że Twój jeszcze mąż oszalał. No ale niektórym starszym panom odpalantowuje na starość, jeżdżą kabrio mimo doskwierającego lumbago i noszą różowe koszulki niczym gimnazjaliści.
Ja natomiast uważam, że zachowałaś się tak, (Kitka) jak w danej chwili uznałaś za stosowne. Przecież kochasz tego człowieka, jeśli macie dzieci przed trzydziechą, to pewnie jesteście/byliście razem trzydzieści lat. To tak, jakby teraz moi starzy mieli się rozstać. Szok i niedowierzanie, tysiące pytań bez odpowiedzi. Nie pluj sobie w brodę, że go nie pobiłaś patelnią na zmianę z wałkiem.
Sprawa rozwodowa będzie się toczyła długo, ponieważ w przypadku orzekania o winie jednego z małżonków potrzebne są zeznania świadków i dowody. I tym teraz powinnaś się zająć.
Postaraj się robić plany, co będziesz robiła za rok, gdzie będziesz za rok, bo w przypadku ugody w sprawie podziału majątku, mniej więcej tyle to potrwa.
Nie wpadaj w deprę.
Może idź prewencyjnie na terapię? (cynicznie powiem, że pomoże Ci to w sądzie).

Przy okazji Twojej historii przypomniała mi się historia mojej księgowej. Piękna kobieta, wspaniała, energiczna. Dzieci dorosłe, a mąż przez całe życie stosował wobec niej bierną agresję, był okropny. I wiesz co, ta kobieta przed 60 wzięła z nim rozwód. Postawiła się, postanowiła powalczyć o siebie i swoją zdeptaną godność.
Możesz wymienić zamki, jeśli nie chcesz z nim mieszkać. Bo to, że w pierwszym szoku nie zbiłaś go na kwaśne jabłko, okej, ale teraz, pozwalając mu ze sobą mieszkać, kiedy on mizia jakąś siksę w pracy, to pozwalasz deptać swoją godność i honor, dając mu znak, że może zrobić z Tobą to, co chce.
Trzymaj się, będę tu wpadać.

ciasto pieniądz.

16

Odp: od miłości do rozwodu...

panibaronowa, dziękuję za wsparcie. Byłam u prawniczki pierwszy raz we wrześniu w tej sprawie, zbieram dowody. Mam między innymi maila od męża, w którym najpierw mi nawtykał jaka jestem teraz dla niego zła (od października nie gotuję mu, nie piorę, nie prasuję, nie rozmawiam,wychodzę kiedy chcę i czasem nie wracam na noc- śpię u rodziców lub u siostry, żeby pokazać mu swoją niezależność), a potem przyznał się że miał romans, ale to już przeszłość. Wiem , że kłamie, że już nie ma kochanki. Ma ją nadal i nie ma zamiaru z nią zerwać. Adwokatka powiedziała, że to dobry dowód- on przyznał się do zdrady. Nie wiem jak dużo potrzebnych jest dowodów.
W październiku mieliśmy poważną rozmowę, podczas której oficjalnie przyznał się ze ma babę (wcześniej zaprzeczał wszystkiemu, ale jego nowy styl bycia i nierozstawanie się z komórką mówiły co innego). Przyznal się, bo powiedział, że dalej tak żyć nie może, nie może mnie dłużej oszukiwać, bo ma wielki szacunek do mnie. I od tego momentu zaczęło się piekło. Spodziewał się, że przyjmę to ze zrozumieniem i docenię że się przyznał. Ja niestety zareagowałam nie po jego myśli, wykonałam całkowity odwrót. Nie mogłam pogodzić się, że żyjemy w patologicznym trójkącie. Kazałam mu się kategorycznie wyprowadzić , ale tak jak pisalam wcześniej, powiedzial, ze nie zrobi tego , bo ma do tego domu takie samo prawo jak ja i że jak przyjdzie czas to sie wyprowadzi. Dlatego zaczęłam działać. Kazałam mu też powiedzieć to dzieciom naszym, zrobił  to. Dzieci w szoku, że po 26 latach zgodnego życia taka zmiana nastąpiła. Rozmawiały z nim, prosily na swoj sposób, krzyczały na niego jak na gówniarza, a ten stwierdzil, że to ja je napuścilam na niego i manipuluję nimi. Nie traktuje ich poważnie i nie bierze pod uwagę ich uczuć. Adwokatka namawia mnie, żebym dopuściła na świadka naszą córkę, ona zgadza się, ale ja nie chcę- to przecież jest jej ojciec. Zawsze dobrze z nim żyła, był dla niej wzorem męża i ojca.Co prawda w sądzie mogłaby tylko potwierdzić, że byliśmy kochającą sie rodziną, ale też, że widziala jak ojciec pisał sms-y. Boję się jednak, że wystąpienie w sądzie na sprawie rozwodowej jej rodziców może pozostawić w niej trwały ślad w psychice. nie chcę tego.

17

Odp: od miłości do rozwodu...

Witaj Malino- będę więc tu wpadała, ale wiesz, wolałam sie upewnić i dlatego zapytałam czy mogę, bo w przypadku TosiJ chyba nie sprawdziłam się najlepiej. Jednak między tobą, a nią istnieje zasadnicza różnica- ty nie masz już żadnych złudzeń i nie chcesz takiego męża- ona o niczym innym nie marzy, jak tylko o WIELKIM POWROCIE pana męża. Dla niej jest po prostu za wcześnie na takie myslenie, jakie masz ty.
Ale i tak wolałam się upewnić.
Na początek powiem ci, że wasze małżeństwo rzeczywiście przestało istnieć- to tak jakby ten facet umarł. On już nie wróci, a nawet jeśli, to wróci jako wrak człowieka, by znaleźć wygodne miejsce dla swojej wymęczonej dupy na ulubionej kanapie albo w fotelu. To bedzie obcy chłop mieszkający pod twoim dachem, a nie twój mąż.
Ja nie sądzę, byś ty ponizyła się do tego stopnia, by przyjmować tego człowieka z powrotem.
On zakochał się z typowej młodej doopie- spotkała go ta przypadłość i nic na to nie poradzisz. Dziwię się tej młodej mężatce, ale skoro on jest jej szefem, to ona musi widzieć w twoim męzu przede wszystkich swojego mentora, zyciowego przywódcę. Może jej maż to wielki dzieciuch i ona nie czuje się przy nim, jak księżniczka- dlatego woli starszego faceta, bo ten poprowadzi ją za rękę i załatwi za nią wszystkie trudne sprawy. Ona poznała twojego męża w pracy i miała milion okazji na to, by stwierdzić, że szef jej imponuje pod względem zyciowej mądrości. To żadna miłość z jej strony- to wypełnienie deficytów, jakie ma ta młoda, jednak ona go nie puści, bo na ten moment za wiele by straciła. Nawet swoje małżeństwo i dobro własnych dzieci połozy na pniu do obcięcia, bo tak wierzy w starego satyra. W jej mniemaniu ona ma bardzo silną pozycję, ponieważ ona wie, że jej ogromnym atutem jest to, że ma młodszą od twojej doopę. Właśnie na tym jedzie ta gwaizda. Ona wie doskonale o tym, że zdarzaja się stare dziadki, które rzucą wszystko dla kawałka młodego ciała. Jest bardzo siebie pewna i nawet nie zakłada takiej opcji, że stary wystawi ją do wiatru. Ty nawet gdybyś poleciała teraz do nie wiadomo jakiej to kosmetyczki i zrobiła sobie sto operacji plastycznych i tak nie dorównasz tej gwieździe-w jej mniemaniu nie jesteś żadną dla niej rywalką.
Chwała Bogu, że nie ustawiasz się sama jako jej rywalka, tylko wywaliłaś satyra z domu pokazując mu tym samym, że chociaż jesteś dla niego za stara, to jednak nie pozwolisz na to, by on ciebie tak traktował.
On wprawdzie dalej siedzi ci na karku w domu, ale to daltego, że on pilnuje swojej własności. Nie chce być postrzegany w sądzie, jako ten, który porzucił rodzinę. Pilnuje chałupy, bo będzie musiał uwić gniazdo dla swojej przyszłej rodziny, czyli bedzie chciał ciebie wykurzyć z domu i wprowadzić tam młodą wraz z jej przychówkiem, czyli z dwójką małych dzieci. On bedzie walczył z tobą na noże, bo satyr nie ma złudzeń, co dot ego, że młoda zechce zamieszkać z nim w wynajętym małym ciasnym mieszkanku. On od samego poczatku chciał jej imponować i bedzie robił to aż do końca. Ty jako Murzyn zrobiłaś juz swoje i jako Murzyn musisz już odejść dając miejsce, według jego standardów, lepszej.
Tak więc przygotuj się na chamówy z jego strony, bo on na pewno będzie chciał okraść swoją byłą rodzinę ze wszystkiego.
Dobrze, że masz prawnika, jednak pamiętaj o tym, że on też pójdzie do sądu dobrze przygotowany. On walczy teraz o swój byt z młodą i jako dobry przywódca stada będzie chciał uwić dla tego nowego stada, jak najlepsze warunki. Gra idzie o wysoką stawkę- chłop ten wie doskonale o tym, że młoda byle czego nie weźmie.
Już opisywałam tu znany mi przypadek z życia, jak to chłop zostawił żonę dla młodej doopy i potem zapieprzał jak motorek, by spełniac każdą zachciankę młodej. Gdy był z zoną, ledwie potrafił trafić do kuchni, bo on był od zarabiania kasy (zona też pracowała zawodowo), a nie od tego, by pomagać w domu albo przyd dzieciach. U młodej wszystko się zmienilo- facet mył okna, zapieprzał na zakupy i dźwigał siaty, prał, sprzątał, gotował i chodził przy młodej na paluszkach, bo ona dobrze go tresowała. A najlepsze w tym było to, że on był bardzo szczęśliwy i wszystkim naokoło opowiadał, że on dopiero teraz wie, że żyje, że ma tyle w sobie energii i sił, że mógłby góry przenosić. My smielismy się z niego, ale fakt pozostawał faktem, że on skakał do nieba z radości. Na ten moment on dalej lata koło młodej, tyle tylko że zdrowie już mu powoli siada, z racji wieku i coraz częściej zamyśla się patrząc gdzies w dal. Młoda natomiast kwitnie przy nim i robi to na co ma ochotę. Swojego starego lekceważy i w towarzystwie lubi popisywac się swoją nad nim władzą. Żenujący widok, ale coż. Była zona najpierw była głęboko nieszczęsliwa- dzisiaj żyje ta kobieta, wprawdzie jest sama (nie wiadomo czy z własnego wyboru, czy po prostu nie udało jej się spotkać nikogo sensownego- ja nie znam jej bliżej, znam bliżej satyra)i żyje pełnią życia. Jest wypoczęta i zmieniła się nie do poznania- czuje się bijącą od niej energię. Rozdział pt. Małżeństwo udało jej się zamknąć i w pewnym sensie ona nawet współczuje staremu, bo nigdy nie posądzała go o to, że taki z niego dobry materiał na woła roboczego. Smieje się, że gdyby wiedziała o tym wcześniej, to na pewno szukałaby dla niego roboty w domu, a nie zawijała rękawy i sama wszystko robiła. No w każdym razie dzisiaj jest tak, że mało jest takich osób, które zazdrościłyby staremu satyrowi- raczej robi się z niego polewke w towarzystwie i pokazuje jako wzór nie do naśladowania.
Potem jeszcze napisze.

18

Odp: od miłości do rozwodu...

Oliwia, świetnie zdiagnozowałaś naszą sytuację. Tak jest w rzeczy samej. On z resztą zapowiedział mi, że jeżeli złożę pozew o rozwód z orzekaniem to będzie istne piekło, nie zostanie kamień na kamieniu, on mnie wykończy. A teraz proponuje ugodę, ale skoro ja nie chcę, to moja strata. On wkurzy się niemożliwie jak zobaczy pozew, ponieważ adwokatka chce powalczyć o dość wysokie alimenty na mnie. Przyznam, że boję się jego reakcji i całej rozprawy. Nie znam go takiego. Przez całe nasze życie był raczej typem pantoflarza, bardzo pracowity, ale zamknięty w sobie, raczej introwertyk. Bardzo inteligentny. Super materiał na męża, nigdy nie mogłam na niego narzekać. Myślę, że ta miłość obecna to też wynik uderzenia wody sodowej. Nagle zaczął odnosić sukcesy zawodowe, często wyjeżdżał na konferencje najwyższego szczebla, za granice- wyjazdy studyjne. Przestało go bawić życie rodzinne- po prostu nuda, nie bawili go również nasi wspólni znajomi- zbyt prości- nie ma o czym rozmawiać. No i podwładna wpatrzona w niego jak w obraz. Nagle dowiedziałam się, że mamy problem z komunikacją, że się nie rozumiemy, nie mamy wspólnych tematów??? Jestem osobą lepiej od niego wykształconą, ale dużo skromniejszą na obecną chwilę. Córka stwierdziła, że nie mam w tej chwili żadnych szans. Chyba, żeby mnie "zaprosiła" na herbatkę królowa angielska, to może Pan zwróciłby na mnie uwagę. Mimo wszystko nie tracę póki co poczucia swojej wartości, jednak bardzo boje sie rozprawy, czy ja to przeżyję? i będę jeszcze normalna...

19

Odp: od miłości do rozwodu...

malina - na poczatek wielki szacun!:) za jedyne rozsadne w tej sytuacji wyjscie.

A teraz co dalej. Nie obawiaj sie jego jazd, bo wszystko co bedzie mowil przeciw Tobie mozesz sobie nagrac i wykorzystac w sadzie. Jesli chcesz zapewnic sobie bezpieczenstwo w domu, to moze uda sie namowic np. corke albo kogos innego z rodziny, na to aby zamieszkal tymczasowo u Was? Tacy cowboye sa mocni w gebie tylko sam na sam z "ofiara". O dom bym powalczyla, bo masz do niego pelne prawo. Dowiedz sie u prawnikow jakie masz szanse na utrzymanie tego domu, co mozesz i powinnas zrobic. Aha, jesli kochanka tez wyfrunie z domu (o ile jeszcze nie wyleciala), to istnieje niebezpieczenstwo, ze on bedzie chcial ja u Was w domu zasiedlic, dlatego im wiecej was tam bedzie, tym mniejsze ma na to szanse.

Walcz jak lwica o swoje i nie obawiaj sie, walczysz o swoja przyszlosc, tak samo bezpardonowo jak on zawalczyl o swoje "szczescie". Przyszedl czas oko za oko. Trzymaj sie, wspieraj specjalistami i tym forum a za rok sladu po smrodku nie bedzie i odetchniesz na nowo. Gdybyz wiecej kobiet potrafilo te brzytwe z rak wypuscic na czas, jakiz piekny bylby swiat.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

20

Odp: od miłości do rozwodu...

Będziesz normalna, ale całą tę historię przypłacisz własnym zdrowiem- możesz nabawić się np. nerwicy czy też innej choroby- nie oszukujmy się- stres i życie w napięciu nie ma korzystnego wpływu na zdrowie psychiczne ani somatyczne. Musiałabyś byc jakims cyborgiem, żebyś nie miała zapłacić za łajdactwo tego faceta własnym zdrowiem. To zresztą też możesz mieć udokumentowane i przedstawić w sądzie- mało który sędzia jest na tyle tępy, żeby nie uwierzył w to, że trauma tego rodzaju nie pustoszy człowieka od środka. nie polecam ci jednak zaswiadczeń od psychiatry np. o depresji, bo słyszałam o takich przypadkach, że zrobiono z kogoś wariata nie do zycia, właśnie na podstawie tego, że ktoś wyliczając swoje straty powiedział o konieczności leczenia się u psychiatry na nerwice lub depresję. Musisz skonsultować coś takiego ze swoim prawnikiem.
Twoja córka nie ma po prostu złudzeń, co do własnego ojca, skoro tak mówi. Ty jesteś teraz o półeczkę albo kilka półek niżej od tego, na co, zdaniem tego młodzieńca, on zasługuje. To niewazne, że jesteś matką jego dzieci, że razem dorabialiście się czegos w życiu i że byłas jego wierną towarzyszką zycia- on poszedł w górę i ty nagle objawiłaś mu się, jako ktos, kto uwłacza jego wysokiej pozycji. On uważa, że związek z młodą podnosi jego prestiż- dla ciebie to stanowczo za wysokie progi.

Nie przejmuj się tym, bo jak napisane w Biblii PYCHA IDZIE PRZED UPADKIEM i ja zapewniam cię, że ta wielka mądrosć zawarta w tym prostym zdaniu prędzej czy póxniej dopadnie każdego nadętego pawia. On dzisiaj spina doopę i wyobraża sobie, że nie ma na niego bata- taki z niego pan zycia i śmierci, że pęknąć mozna z wrażenia. nie wiem czy ja na jego widok jakby instynktownie nie zaczęłabym bić pokłonów na jego cześć. chyba języka w gebie bym zapomniała z tego wrażenia, że takie cudo zechciało przez chwile oddychać tym samym powietrzem, ktorym ja oddycham.
Śmiej się z tego, bo przyjdzie taki czas, że nadęty balon pęknie. Nie ma takiej mozliwości, by istniał na świecie człowiek, któremu wiecznie w zyciu nic tylko się farci i farci- przychodzi taki czas, że nawet najwiekszy gieroj z rozumem nie może sie pozbierać, bo spada na niego albo choróbsko własne, albo wysnionej i wymarzonej, albo dopada go bida lub ktos zdzieli go w łeb za winklem i to za darmo. Za głupotę zawsze płaci się w życiu, płaci się i to wysoka cenę- bądź o tym przekonana. nie chodzi o to, żebyś żyła chęcią zemsty i o niczym innym nie marzyła, jak tylko o tym, by bucowi podwinęła się noga- absolutnie nie ustawiaj się do tego czlowieka w taki sposób. Zianie nienawiścią nie jest dobre i prędzej czy później ty zapłaciłabyś ta tak destrukcyjne uczucia. Chodzi mi tylko to, byś była spokojna o to, że przyjdzie taki czas, gdy i ty bedziesz zyła pełnią zycia, a to, co dzieje się z panem niewiele bedzie cię obchodziło. Życie samo wyrówna rachunki z tym człowiekiem i przejdzie po nim, niczym walec pieknie wyrównując wszystkie w nim nierówności. A nawet jesli Biblia się myli (a nie myli się na pewno, bo słowa i mądrości w niej zawarte zawsze są aktualne, obojętne jakich by to nie dotyczyło czasów, epok albo kontynentów), to i tak bądź spokojna- ważne jest tylko to, żebys ty wyszła z tego jak najmniej okradziona i okaleczona. Bo masz jeszcze dla kogo żyć i za to dziękuj Bogu.

21 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2015-12-07 13:49:30)

Odp: od miłości do rozwodu...
malina 1 napisał/a:
kitkaoskara napisał/a:

Po wykryciu zdrady zachowałaś się dokładnie tak jak zachować nie powinna się szanująca się kobieta.
Możesz tu pisać o dzieciach, wspólnych latach, wspomnieniach, ale wszystko to tylko ściema.
Gdy odkrywasz zdradę, to wywalasz z domu zdrajcę a gdy ochłoniesz ty, ochłońie zdrajca i on prosi o moźliwość powrotu do domu, wyraża skruchę, ma wyrzuty sumienia, to rozważasz moźliwość przyjęcia go do domu.
Błagając go o szansę, prosząc o pozostanie straciłaś jego szacunek. Właściwie nieodwracalnie.
Już nie miał skrupułów przed oszukiwaniem ciebie, bo wiedział, że łykniesz wszystko, żeby tylko on był.

Masz dużo racji kitkaoskara, ale taką reakcję podpowiadała mi na tamten czas moja głowa. To był straszny czas, pełen skrajnych myśli. To wszystko przez szok, ja wtedy nie dopuszczałam innej myśli tylko jego powrót. Mało kto w takich sytuacjach myśli racjonalnie. Po prostu przez te 9 m-cy dojrzewałam do rozwodu. Myślę, że nie łykałam wszystkiego, ale właśnie składałam wszystkie fakty jak puzle

Wiem Malina smile Człowiek pogrążony w rozpaczy niestety nie postępuje tak, jakby to miało miejsce, gdyby emocje były mniejsze. W swoich słowach chciałam podkreślić to, że twoje ówczesne działania skazane były na porażkę, bez oceny twojego postępowania. I dlatego powtórzę: lepiej póżno niż wcale.

22

Odp: od miłości do rozwodu...

Oliwio, cytujesz Biblię a w właściwie w każdej swojej wypowiedzi zawierasz pogardę dla drugiego człowieka, zauważyłaś to?

23

Odp: od miłości do rozwodu...

Zgadzam się z opinią,że "walka" o to małżeństwo w tym momencie nie miała sensu.Nie da się kogoś zmusić racjonalnymi argumentami do porzucenia kochanki,jeżeli się zakochał,a nie tylko puka na boku.Jeżeli mąż nie chciał się wyprowadzić,to Malina powinna sama to zrobić i nie ma tu znaczenia,kto będzie mieszkał w domu,jest on wspólnotą małżeńską i w ostateczności pójdzie na sprzedaż,żeby podzielić równo majątek.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

24

Odp: od miłości do rozwodu...

"Choćbyś głupca starl w moździerzu tłuczkiem razem z krupami głupota go nie opuści"- tak więc odpuść sobie jakiekolwiek próby uświadamiania tego młodzieńca, tłumaczenia mu, jaki to on błąd popełnia itd. bo to bez sensu. On i tak ciebie nie usłyszy.
I jeszcze jedno ci powiem- ważną sprawą dla mądrego człowieka powinno być DOBRE JEGO IMIĘ.  Ja wiem, że w dzisiejszych czasach, gdy miernoty sa autorytetami mało kto dba o dobre swoje imię, ale to nic, że tak jest- dla mnie dobre imię, jakie człowiek wypracował sobie w życiu jest bardzo ważną sprawą. A inni niech myślą po swojemu.
Twój mąż przez lata był idealnym mężem, porządnym facetem i dobrym ojcem. Ty myslałas, że zestarzejesz się z tym człowiekiem i w godności przeżyjecie razem resztę życia. Tymczasem stało się inaczej. Nie miałas na coś takiego żadnego wpływu i chociaż byłabyś przez całe życie wzorem cnót wszelakich. to przecież teraz zrobi on z ciebie wredną babę, z którą przeszedł w życiu istny krzyż pański.
To prawda, że po rozwodzie (wątpię, zeby on podłożył się aż tak przed orzeczeniem o rozwodzie) zanim dopełnicie spraw związanych z podziałem majątku on rzeczywiście może wprowadzić piękną i młodą do waszego domu- dobrze byłoby więc, gdyby jak najwięcej osób mieszkało teraz z tobą, by on nie miał mozliwości sprowadzenia swojej doopy razem jej dziećmi. Może bedzie chciał własnie w taki sposób ciebie wykurzyć z domu- zdarzają się takie przypadki, a te kochanki bez problemu idą na takie układy. Prawo buszu- uważaj na siebie. Ten nawrócony od Tosi zabrał cztery litery i poszedł w swoją stronę- dziewczyna ma przynajmniej spokój pod tym względem. Ty masz do czynienia z idiotą, któremu palma odbiła na punkcie wysokiej pozycji zawodowej i faktu posiadania młodej doopy- bedzie więc z tobą walczył, szczególnie, że ty taka maluczka śmiesz wystąpić z orzeczeniem o jego winie. Według niego, to ty jesteś winna, więc powinnas zrobić wypad, bo racja leży po jego stronie.

25

Odp: od miłości do rozwodu...

Facet nie ma żadnych podstaw,żeby próbować udowodniać jakąkolwiek winę Maliny.Zdradził,i to Go dyskwalifikuje przed sądem.W innym wypadku mógłby się bronić próbując "ugrać" brak orzekania o winie,mógłby coś zarzucać Malinie,itd.Tutaj Jego wina jest ewidentna.Jeśli jest Ci źle w małżeństwie,to bierzesz rozwód (ze wszystkimi jego konsekwencjami),a potem będąc wolnym,możesz sobie nawet harem kochanek utrzymywać,jeśli taka twoja wola.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

26

Odp: od miłości do rozwodu...

Zmroziła mnie nieco perspektywa ewentualnego sprowadzenia kochanki do ich wspólnego domu. Trudno mi w to uwierzyć, facet strzeliłby sobie w kolano.
Gdyby zrobił coś takiego, oficjalnie przyznałby się do romansu, a po za tym malina miałaby kolejny argument przeciw niemu - znęcanie się psychiczne, to chyba oczywiste.
Ale na wszelki wypadek mogłaby taką ewentualność skonsultować z prawnikiem.
Na pewno on nie mógłby baby zameldować w ich wspólnym domu, malina jest też właścicielką i póki są małżeństwem, ma chyba w tej kwestii prawo do decydowania.
Mogłaby zgłosić na policję fakt przebywania w jej domu i wbrew jej woli  osoby niezameldowanej.
Nie znam niuansów prawa, ale warto się zorientować.
Takie zagrożenie mogłoby istnieć już po rozwodzie, dlatego warto od razu przeprowadzić podział majątku i zawczasu szukać kupca.
Może też podczas rozprawy można zawrzeć jakąś klauzulę, że dopóki dom nie zostanie sprzedany i zamieszkują w nim oboje, to żadne z nich nie może tam sprowadzić nowego partnera?

27

Odp: od miłości do rozwodu...

W tym wypadku raczej bez sprzedaży domu się nie obędzie,no chyba,że mąż Malinę spłaci,albo Ona Jego.Ale jeżeli oboje się upierają przy domu,to jedynie pozostaje sprzedaż.Jeżeli chodzi o ew.zameldowanie kochanki (zostawiając na boku oczywiste przez to potwierdzenie Jej statusu jako takiej - co napisała wyżej josz),to jest ono potwierdzeniem faktycznego zamieszkania,które może nastąpić za zgodą właściciela (tutaj współwłaściciela),czyli "jeszcze" męża Maliny.Reasumując,jeżeli mąż "wpuści" kochankę do domu,to może ona tam mieszkać,bo on wyraził na to zgodę (jest współwłaścicielem).

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

28 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-12-07 22:27:34)

Odp: od miłości do rozwodu...

mailna1,
złość męża wynika z faktu, że prawda o jego romansie może ujrzeć światło dzienne i zmieść w pył własne wyobrażenie o sobie, oraz o przyczynach rozpadu Waszego małżeństwa.
Widocznie potrafił sam siebie przekonać, że jego zdrada była skutkiem a nie przyczyną.
Uwierzył w swoją niewinnośc a tu nagle ...bach, ktoś smie mu zburzyć wyobrażenie o swojej ofiarnoście, niewinności.

Nie masz się czego obawiać, jego zakres dzialan odwetowych jest ograniczony,
nie będzie sobie strzelal sam w stoę, sproawdzając kochankę itp.
Zresztą..kochanka ma też rodzinę, pewnie gra w te same karty co Twój mąż,
będzie  chciała "kulturalnie" roiizwieść się z mężem, bez dawania mu dowodów  swojej winy.

Popatrz na historię "rozwód z mojej winy" gdzie autorkanazywa głupią wpadkę fakt ujawnienia zdrady przezmęża.
Bocznikowa Twojego męża nie będzie chciała ryzykować alimentów na męża, utraty opiniii itp.
pewnie teraz ciężko pracuje nad wizerunkiem okropnego swojego męża...


Zadbaj o swoje sprawy finansowe.
Mąż może teraz narobić róznych długów, zobowiązań kktóre spadną róznwnież na Ciebie.
Bądz wyprowadzić finanse z kont, lokat.
Zadbaj o spis, fakty co gdzie jest ulokowane.
Pełna przejrzystość finansów.

P.S.
Panibaronowa...witaj w świecie "jadokobiet" smile
w wątku "Rozwód z mojej winy" tłumaczyłaś zdradę autorki i dążenie do rozwodu bez swojej winy ...głupim błędem,
a oby i bardziej radykalnnym podejściu nazwałaś "jadokobietami"
Widać zmieniłąś zdanie..

29

Odp: od miłości do rozwodu...

Ja nie sądzę, żeby młodzieniec sprowadził bocznikową do domu Maliny przed orzeczeniem o rozwodzie, bo musiałby chyba doszczętnie oszaleć.
Jednak skoro on zapowiada, że kamień na kamieniu nie pozostanie, bo tak będzie walczył o swój dom, to jest całkiem mozliwe, że jak tylko uprawomocni się wyrok o rozwodzie, on sprowadzi bocznikową. Tylko że to też nie musi odbyć się hop siup, bo nie wiadomo w jakiej sytuacji bedzie jego wysniona i wymarzona. Jak tu ktoś słusznie zauważył bocznikowa pracuje teraz solidnie nad wyrobieniem odpowiedniej opinii swojemu mężowi- zapewne chodzi po znajomych i opowiada, jaki to cham i prostak z jej meża i że własnie odkryła, że trzyma on harem bocznych nałożnic. Nie wiadomo jaką ona ma sytuację mieszkaniową.
Moim zdaniem dobrze byłoby, gdyby w tym domu mieszkałyby np. ich dzieci, bo im więcej ludzi by tam było, tym mniej chamsko poczyanłby sobie młodzieniec. Łatwo jest bowiem zaszczuć samotną i przestraszoną kobietę- gorzej gdy ma się przeciwko sobie całe stadko.
Malino czy twoje dzieci mieszkają samodzielnie, czy są w miarę blisko? Czy masz na kogo liczyć  w razie gdyby pan był agresywny?

30

Odp: od miłości do rozwodu...

Mąż ma już i tak przerąbane,bo Malina ma dowód zdrady w ręku.Powinna się wyprowadzić do córki,jeżeli boi się męża,On i tak domu nie zatrzyma,jeżeli Ona się uprze przy sprzedaży i nie będzie chciała wziąć od Niego pieniędzy za połowę domu,po co ma się szarpać z Nim i Jego kochanką,szkoda nerwów.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

31

Odp: od miłości do rozwodu...
bartass72 napisał/a:

Facet nie ma żadnych podstaw,żeby próbować udowodniać jakąkolwiek winę Maliny.Zdradził,i to Go dyskwalifikuje przed sądem.W innym wypadku mógłby się bronić próbując "ugrać" brak orzekania o winie,mógłby coś zarzucać Malinie,itd.Tutaj Jego wina jest ewidentna.Jeśli jest Ci źle w małżeństwie,to bierzesz rozwód (ze wszystkimi jego konsekwencjami),a potem będąc wolnym,możesz sobie nawet harem kochanek utrzymywać,jeśli taka twoja wola.

Cześć wszystkim,
i takich słów potrzebuję. Przez chwilę własnie tak wyobrażałam sobie odejście mojego męża- honorowo wziąłby na klatę ten cały problem, przyznałby się do winy to i ja bym poluzowała ze wszystkim, też honorowo, może nawet nie walczyłabym tak bardzo o alimenty na siebie, gdyby dofinansowałyby opłaty przynajmniej na czas, gdy słabiej zarabiam, a tak oko za oko, ząb za ząb. Mimo wszystko czuję się źle wnosząc pozew z orzekaniem, mam problemy ze snem, bo ciągle rozmyślam, czy warto tak ostro iść na całość. Myślę o tym tak zwyczajnie, po ludzku. W końcu bardzo go kochałam. Myślę także, że jak ja zacznę ostro, to na mnie to wszystko się odbije. On nie odpuści. Ale z drugiej strony, do cholery, przecież to on mnie skrzywdził i nasze dzieci.
Ostro będzie , bo adwokatka chce wezwać jego kochankę na świadka w sądzie, to będzie  dla niego ciężkie do zniesienia, przecież on tak jej broni i nie da jej krzywdy zrobić, a ja taka nieludzka przeszkadzam im w miłości.

32

Odp: od miłości do rozwodu...

Malina,Twojemu jeszcze mężowi troszeczkę się pomieszało (co zrozumiałe,bo nie myśli tą głową którą powinien),ale to dla Ciebie dobrze wbrew pozorom,bo sam ciągnie się na dno.Małżeństwo to poważna sprawa i jego zakończenie niesie za sobą poważne skutki,prawne,finansowe i inne. Ty musisz iść na ostro,tak ostro jak się da.To Twoje życie,i ono się dzieje nie tylko teraz,ale będzie się działo jeszcze kopę lat.Pomyśl o tych latach co za Tobą.Kto Ci je zrekompensuje? Czym? Tym konkretem (jedynym z resztą) są pieniądze (podział majątku,alimenty),nie miej skrupułów,walcz jak lwica o wszystko co się da,rozważać "po ludzku" o przegranej miłości będziesz po rozwodzie,siedząc w ciepłym mieszkaniu (które sobie kupisz za połowę domu) i sprawdzając stan konta (na które ex wpłaci kasę).Nie po to się bierze ślub,żeby po 30 latach bezkarnie "rozpierd..." komuś życie,bo ktoś się zakochał w kimś innym.Ok,nie ma na to siły,trudno,ale zapłacić za "wolność" trzeba,a raczej "wynagrodzić" opuszczonej "drugiej stronie" krzywdy.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

33

Odp: od miłości do rozwodu...

Nie, kochanki to on do domu nie sprowadzi, nie posunie się do tego. Choć dom jest duży i pomieściłby ze trzy rodziny, to tego na obecną chwilę nie obawiam się. Ona mieszka z rodzinką swoją też w domku jednorodzinnym.
Od pewnego czasu mój mąż zaczął twierdzić, że nikogo nie ma, żadnej kobiety, a ja mu coś wmawiam bezczelnie. Ale na szczęście syn słyszał co on mi próbuje wmówić i wtrącił się do rozmowy, potwierdzając, że jemu też powiedział o kochance. Mąż lekko zbladł i nic nie odpowiedział. Aktualnie twierdzi, że był romans, ale to już przeszłość, bo ona nie spełniała jego oczekiwań. Nigdy mu w to nie uwierzę!!! Kombinuje przed rozprawą.
Jeżeli chodzi o wsparcie, to mam dość silne: moje dzieci, rodzina, znajomi. Każdy wspiera i deklaruje pomoc. To taki balsam na duszę.
W domu nie mieszkam sama z mężem, mieszka również syn, córka za granicą, ale nie daleko, jednak wprowadzić się do nas nie może. Syn jest wspaniały i opiekuńczy, póki co czuję się bezpieczna.

34

Odp: od miłości do rozwodu...

Dzięki bartass72 za to co piszesz, miotam się, ale Twoje słowa do mnie trafiają.

35 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-12-07 22:17:13)

Odp: od miłości do rozwodu...

Malina1, to czy teraz ma czy nie ma kochanki nie ma znaczenia dla orzeczenia rozwodu z jego winy.
Zdradził i to wystarczy.

Kochanka nie spełniała jego oczekiwań.... no jaki on wymagający smile

Wiesz, nagraj te jego słowa o kochance i daj jej posłuchać jak się o niej wyrażał, jak już po rozwodzie zamieszka z nią, jak ona dla niego rozbije swoją rodzinę.
Niech posłucha dla jakiego padalca rozwaliła swoje małżeństwo.
Niech posłucha kim była dla niego, niech ma poczucie, że jest tylko wymuszonym plasterki na otarcie łez po rozwodzie.
Że wprowadziła do życia swoich dzieci takiego zaklamanego nowego "tatusia"

Masz kontakt z mężem larwy?
Mogłabyś się wiele dowiedzieć od niego.

36

Odp: od miłości do rozwodu...

Secondo1, nie mam kontaktu z jej mężem, wiem kim jest,ale nie znam go. Wcześniej chciałam z nim rozmawiać, ale teraz to już nie ma sensu, po co? Pokazać mojemu mężowi, że dalej walczę o niego za jego plecami.

37 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-12-07 23:01:30)

Odp: od miłości do rozwodu...

To mąż, ma walczyć o to naprawę tego co spartolił.
Nie Ty.
Ty możesz jedynie zastanowić się czy warto pochylić się nad tym faktem że walczy czy nie.

Kontakt z mężem larwy?

Może dostarczyć Ci  nowych dowodów, które mogą być dodatkowa karta przetargowa dla Ciebie, a z drugiej strony pomoc jemu.
Jest w takiej samej sytuacji jak Ty.
Dwojka,malych dzieci a mama szykuje im traume....

38

Odp: od miłości do rozwodu...
malina 1 napisał/a:

Secondo1, nie mam kontaktu z jej mężem, wiem kim jest,ale nie znam go. Wcześniej chciałam z nim rozmawiać, ale teraz to już nie ma sensu, po co? Pokazać mojemu mężowi, że dalej walczę o niego za jego plecami.

skonsultuj to z prawnikiem, może sie okazac, że mąż larwy będzie nejlepszym świadkiem na waszej sprawie, no ale musi też wiedzieć, że żona go zdradza

39

Odp: od miłości do rozwodu...

Nie chcę, żadnych intryg, kontaktów, spotkań z nią i jej mężem, chcę spokojnie żyć własnym życiem, a nie ich. Chcę dbać o siebie i o swoje dobro wg własnego stylu. Nie pamiętam czasów kiedy wyłącznie sama decydowałam o sobie. Jeszcze przed maturą poznałam mojego męża, zawsze byliśmy razem, razem decydowalismy o wszystkim, tak żeby kazdemu było dobrze. Nie raz któreś z nas musiało iść na kompromis. W naszym związku było zdrowo,  rozsądnie, emocjonalnie, bo ja jestem emocjonalna. Ale przyszedł czas na wielkie zmiany. Dziś muszę nauczyć sie sama podejmować decyzje, radzić sobie z wieloma przeciwnościami życia codziennego.  Znów uczę się siebie od początku. Chyba lubię przebywać ze sobą, ale lubie też bardzo ludzi. Kiedy poznałam męża wchodziłam dopiero w dorosłość, teraz gdy go tracę jestem dojrzałą kobietą. Małżeństwo zabrało mi całą młodość, mimo beznadziejnego końca związku i tak muszę przyznać, że było cudownie.

Takie przemyślenia mnie naszły...

40

Odp: od miłości do rozwodu...

Malina, rozsądne podejście. Wiesz, czasem to jest tak, ze irracjonalne zachowanie partnera nie jest winą żony/męża tylko tego co sam przerabia dany człowiek - jego własnych wewnętrznych problemów, które w różnych momentach życia znajdują ujście.
Istotne jest jak Ty się w tej sytuacji zachowasz, żeby nie zniszczyć siebie a wręcz przeciwnie wyjść z tego silniejszą, czego Ci życzę. (choć długa droga jeszcze przed Tobą)

41

Odp: od miłości do rozwodu...

Malina, czytam twoją historię i przypomina mi własną.  Zachowania panów w okresie andropauzy  są jednak bardzo podobne w tej sytuacji.  I takich sytuacji jest coraz więcej.  Moda, przyzwolenie społeczne, kult młodości?

Mój po 33 latach małżeństwa, też zakochał się w 20 lat młodszej. Były SMSY, codzienne rozmowy, wspólne wyjazdy. Wyprowadzka, powrót trochę wymuszony przeze mnie. Noszenie telefonu na pasku i w ogóle pełna konspiracja.  Zabranie wspólnych dotychczas pieniędzy z konta, bo nie może przecież odejść z niczym.  Agresja  gdy się wydało. Nowe ubrania, kilogramy kosmetyków, ciągłe dbanie o formę. I twierdzenie, że „On jest biologicznie młodszy niż metrykalnie”  mimo ewidentnych chorób. Całkowity zanik zainteresowania domem. No i obarczanie mnie winą za wszystko. Ja też ja byłam ta zła a ona taka wrażliwa, uczynna, itp. i itd. Mieszkamy jednak nadal razem.  Mnie się nie chce rozwodzić, może już za stara jestem.  Z jego strony jest jakaś próba powrotu, ale zaufać trudno.  Twierdzi, że zauroczył się nią w jakimś czasie ale to minęło. I podobno do niczego nie doszło.  Czy nam się uda, nie wiem.

Ty piszesz, że twój mąż – mimo udanych 28 lat małżeństwa - powiedział ci, że  nie spełniałaś  jego oczekiwań -  "Rozmawiałam z mężem, dowiedziałam się że nie spełniam jego oczekiwań,"
Zauważ, że teraz to samo twierdzi o niej: „Aktualnie twierdzi, że był romans, ale to już przeszłość, bo ona nie spełniała jego oczekiwań.”
Zmienny i wymagający to on jest.
Widzę, że jesteś mądrą, wrażliwą kobieta. Podjęłaś decyzję o rozwodzie, więc tym bardziej dbaj o siebie, kontakty z rodziną, znajomymi, o swoje pasje.

42

Odp: od miłości do rozwodu...

No tak,powoli jednak mąż "trzeźwieje".Dotarło chyba do Niego,w jak kiepskiej sytuacji się znajduje,a w jak fatalnej za chwilę się znajdzie.Nie wiem,czy mąż kochanki wie o jej zdradzie,jeśli tak,to jak ktoś tu mówi,nie zaszkodzi powołać go na świadka,dodatkowy dowód na pewno się przyda,"Gwóźdź do trumny".Dobrze,że prawie dorosły syn mieszka z Tobą,bezpieczeństwo nade wszystko.Co się teraz dzieje? Twój mąż twierdząc,że romans to przeszłość próbuje się "ratować" przed konsekwencjami rozwodu.Że zakończył romans i pewnie będzie chciał naprawiać małżeństwo.Jak napisała secondo,nie ma to żadnego znaczenia dla sądu czy jest teraz z kochanką czy nie.Zdrada to zdrada,ale...męża deklaracja o zakończeniu romansu i chęci ratowania małżeństwa może sąd skłonić do zasądzenia separacji.To odwlecze rozwód.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

43

Odp: od miłości do rozwodu...

Nie, mąż wcale nie "trzeźwieje". To, że kochanka nie spełniła jego oczekiwań to fałsz, oni nadal są ze sobą. To tylko wersja przed rozwodem! I dla dzieci. On wcale nie naprawia małżeństwa, nie ma pokory, Siedzi cicho w swoim pokoju przy zamkniętych drzwiach i wcale sie nie odzywa, odizolował się. Może w ten sposób spokojnie pisać sms-y z kochanką, nikt go nie nakryje. Ale ja też nie mam zamiaru interesować się co on w tym pokoju robi (mam kilka dowodów zdrady). Nie ma życia rodzinnego w naszym domu. Jest chłód, a nawet wrogość. On mi zarzuca, że mam w sobie dużo złości, chociaż praktycznie nie odzywam sie wcale do niego i go niczym nie prowokuję. Ale jak rozmawiamy(bardzo rzadko, ale  czasem trzeba coś wyjasnić) to ja nie jestem miła, ciepła, ale zdystansowana i raczej zawsze mam inne zdanie. Dlatego on uważa, ze jestem złośliwa, ale niestety wcale nam nie po drodze. Mamy całkiem rozbieżne interesy. Powiedział mi ostatnio, że nigdy do mnie nie wróci. A na końcu ze złością dodał :"Jak to sobie wyobrażasz, na kolanach miałbym chodzić?"i wyszedł do pracy trzaskając drzwiami. On mimo wszystko myśli, że ja liczę na jego powrót.

44

Odp: od miłości do rozwodu...

Mąż "trzeżwieje" w znaczeniu, że zaczyna zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojej zdrady. Z negatywnych konsekwencji, które mogą zaboleć lub być dla niego uciążliwe w przyszłości. Dotąd widział tylko motylki i tęczę.
Zmiana jego "strategii" zresztą również jest konsekwencją procesu uświadamiania sobie, że przeszłaś z pozycji podnóżka i niewolnika do roli bojownika o swoje prawa.
Malinka, szykuj się na wijnę.

45

Odp: od miłości do rozwodu...

Ja myślę, że ten młodzieniec ma tak wysokie o sobie mniemanie, iż rzeczywiście może on wyobrażać sobie, że ty marzysz o jego WIELKIM POWROCIE-  gdy z boku słucha się takich opowieści i zestawi się głupotę danego człowieka z jego wyobrażeniami o sobie oderwanymi od rzeczywistości, to naprawdę czasem mozna nieźle się ubawić. Ale niestety, tak może być, że on dalej uważa się za pana sytuacji.
Malino, zachowujesz się bardzo fajnie i taka mała rada dla ciebie- wklep sobie na grafice obrazki dla satyr- bedziesz miała z czego się pośmiać. Bo wiadomo przecież kim był w mitologii greckiej stary satyr- komiczny stary chłop, któremu slina ciekła na widok młodych kobiet i miał on inne jeszcze urocze przywary.
Siedzi więc on w swoim pokoju, i klepie smsy do swojej przyszłej młodziutkiej żoneczki. Zajeździ się ta chłopina, a i tak skończy z porożem, bo skoro bocznikowa zdradza męża, to jutro zdradzi starego męża. Oprócz tego, że skończy on z porożem, to jeszcze zarobi się jako wół roboczy, by utrzymać na odpowiednim poziomie młodą i jej przychówek- gdy zdarzy się tak, że sił i zdrowia mu zabraknie, ona znajdzie bardziej wydajną dojną krowę.

46

Odp: od miłości do rozwodu...

I ta lojalność dookoła pt,, Nie będę się wtrącać .. "



TosiaJ napisał/a:
oliwia9195 napisał/a:

Tosiu, dzisiaj jest wielkie przyzwolenie społeczne na łajdactwo i sa takie środowiska, w których posiadanie boczniaka/boczniary jest wręcz modne.

I tu jest sedno problemu...

47

Odp: od miłości do rozwodu...

Witam, dawno mnie tu nie było, równo miesiąc. Aktualna moja sytuacja małżeńska jest w dziwnym punkcie. Tak jak pisałam wcześniej brałam pod uwagę rozwód z orzekaniem o winie . Tak też zrobiłam. 28 grudnia przyszedł pozew do męża. Myślę, że do końca mąż nie wierzył w to, że w ogóle złożę pozew. A tu niespodzianka. I zaczęło się urabianie mnie na jego korzyść. Nagle zaczął być bardzo miły, zaproponował ugodę, ale na jego warunkach. Powiedział, że rozwód jest już faktem i jest konieczny, bo on nie wyobraża sobie dalszego wspólnego życia. Jednak on proponuje, żebyśmy rozstali się w zgodzie, po to by po rozwodzie utrzymywać dobre stosunki ze sobą, pomagać sobie wzajemnie, doradzać, itp. Powiedział nawet, że wcale nie jest wykluczone, że wrócimy do siebie. Ale jest jeden warunek: rozwód bez orzekania o winie. I tak mnie zmiękczał, i pracował nade mną i prawie osiągnął cel. Byłam bliska wycofania pozwu i zmiany na pozew za porozumieniem stron. Emocje zaczęły brać górę, słyszałam od niego to, co chciałam usłyszeć. Pomyślałam sobie: po co się kłócić, może wszystko się ułoży, jak przystanę na jego warunki. Robił mi regularnie wodę z mózgu, wmawiał , że nigdy nie miał romansu, tylko ja wszystko wyolbrzymiłam. Kiedy przypominałam mu nasze wcześniejsze rozmowy, wszystkiego wypierał się. Zastanawiałam się już nawet, czy przypadkiem ja nie pomieszalam wszystkiego i to ja jestem wszystkiemu winna. Czułam się fatalnie, obciążona psychicznie za tą całą sytuację. Jednak moje dzieci były bardzo świadome i zdystansowane, pomogły mi uświadomić, że to blef ze strony ojca, on chce tylko osiągnąć swój cel. Zdecydowałam się nie zmieniać pozwu, za jego kłamstwa, zdradę i utrzymywanie romansu należy mu się. Gdyby był człowiekiem z honorem przyznałby się w sądzie do zdrady, wziąlby na klatę jak facet, ale nie... on będzie walczył, bo to ja jestem ta zła. Trudno, pogodziłam się już z tym, że między nami już nic nie będzie. Człowiek , którego kochałam tak bardzo potrafi ranić mnie i nasze dzieci, poświęcać rodzinę, po to by być z jakąś "super, świetną, młoda laską". Kiedy nie osiągnął swojego celu i nie przekonał mnie, stał się znów zimny, zdystansowany, nieprzyjemny. Żyjemy z dnia na dzień, nie odzywamy się do siebie. Prawdopodobnie nie odebrał pozwu. Zastanawiam się jaki ma w tym cel.

48

Odp: od miłości do rozwodu...

Przeciągać sprawę, ma taki cel...
Powiem Cię , że głupi do kwadratu... jak tylko dostanie rozwód to może nastąpić, iż zostanie sam z papierkiem... tak jak moja była...
Każdy kto zdradza swoją połówkę, partnerkę sam zostanie sponiewierany przez życie...

49

Odp: od miłości do rozwodu...
malina 1 napisał/a:

Witam, dawno mnie tu nie było, równo miesiąc. Aktualna moja sytuacja małżeńska jest w dziwnym punkcie. Tak jak pisałam wcześniej brałam pod uwagę rozwód z orzekaniem o winie . Tak też zrobiłam. 28 grudnia przyszedł pozew do męża. Myślę, że do końca mąż nie wierzył w to, że w ogóle złożę pozew. A tu niespodzianka. I zaczęło się urabianie mnie na jego korzyść. Nagle zaczął być bardzo miły, zaproponował ugodę, ale na jego warunkach. Powiedział, że rozwód jest już faktem i jest konieczny, bo on nie wyobraża sobie dalszego wspólnego życia. Jednak on proponuje, żebyśmy rozstali się w zgodzie, po to by po rozwodzie utrzymywać dobre stosunki ze sobą, pomagać sobie wzajemnie, doradzać, itp. Powiedział nawet, że wcale nie jest wykluczone, że wrócimy do siebie. Ale jest jeden warunek: rozwód bez orzekania o winie. I tak mnie zmiękczał, i pracował nade mną i prawie osiągnął cel. Byłam bliska wycofania pozwu i zmiany na pozew za porozumieniem stron. Emocje zaczęły brać górę, słyszałam od niego to, co chciałam usłyszeć. Pomyślałam sobie: po co się kłócić, może wszystko się ułoży, jak przystanę na jego warunki. Robił mi regularnie wodę z mózgu, wmawiał , że nigdy nie miał romansu, tylko ja wszystko wyolbrzymiłam. Kiedy przypominałam mu nasze wcześniejsze rozmowy, wszystkiego wypierał się. Zastanawiałam się już nawet, czy przypadkiem ja nie pomieszalam wszystkiego i to ja jestem wszystkiemu winna. Czułam się fatalnie, obciążona psychicznie za tą całą sytuację. Jednak moje dzieci były bardzo świadome i zdystansowane, pomogły mi uświadomić, że to blef ze strony ojca, on chce tylko osiągnąć swój cel. Zdecydowałam się nie zmieniać pozwu, za jego kłamstwa, zdradę i utrzymywanie romansu należy mu się. Gdyby był człowiekiem z honorem przyznałby się w sądzie do zdrady, wziąlby na klatę jak facet, ale nie... on będzie walczył, bo to ja jestem ta zła. Trudno, pogodziłam się już z tym, że między nami już nic nie będzie. Człowiek , którego kochałam tak bardzo potrafi ranić mnie i nasze dzieci, poświęcać rodzinę, po to by być z jakąś "super, świetną, młoda laską". Kiedy nie osiągnął swojego celu i nie przekonał mnie, stał się znów zimny, zdystansowany, nieprzyjemny. Żyjemy z dnia na dzień, nie odzywamy się do siebie. Prawdopodobnie nie odebrał pozwu. Zastanawiam się jaki ma w tym cel.

Mój jm postępował dokładnie tak samo i to wielokrotnie. Tak więc przygotuj się na to, że to jeszcze nie koniec. Ja mam termin rozwodu pod koniec stycznia a on nadal próbuje: raz jest miły i wyznaje miłość a potem złość i chłód, jak widzi, że nie daję się urobić

50

Odp: od miłości do rozwodu...

Malino, facet bierze cię na przeczekanie- to raz. Dwa to fakt, że do niego nie dociera jeszcze to, że ty naprawdę juz go nie chcesz. Najlepiej świadczy o tym fakt, że powiedział do ciebie, że jesli teraz rozstaniecie się w zgodzie (w domyśle na jego warunkach), to może nawet za jakiś czas on do ciebie wróci (paradny facet, ale tak właśnie rozumują buce- im zawsze wydaje się, że ktoś o niczym innym nie marzy, jak tylko tym, by dostąpić zaszczytu powrotu łajdaka). Myslał pewnie, że jak on da ci malutka iskierkę nadziei, to ty pójdziesz mu na rękę- oh, Malino dlaczego jesteś taka uparta? Czy nie widzisz jaka to szansa przeszła ci koło nosa? Odstąpiłabyś od rozwodu z orzeczeniem o jego winie i miałabyś chociaż minimalna szansę na to, że pan wróci, może za rok, może za pięć lat albo nawet i poźniej, ale nadzieję zawsze mogłabyś mieć. A tak wszystko przekreśliłaś. Tak więc facet ten dalej jest święcie przekonany o tym, że przyjdzie czas, że ty bedziesz jadła mu z ręki. On powiedział do ciebie wyraźnie, że tak z tobą zawalczy, że kamień na kamieniu nie pozostanie. Chciał wywalać cię z domu (nawet zastanwialismy się czy nie planuje on wprowadzić do twojego domu bocznej doopy, tej mężatki, z którą się tak ochoczo bzyka), latał i rzucał się jak pchła na grzebieniu. Myślał, myślał i wymyslił, że weźmie cię na tanie słówka. Nie udało mu się, więc znowu wrócił do formy, czyli łazi po domu wściekły i naduty. Pewnie fujara go swędzi na mysl o tym, że nie ma młódki pod ręką na każde zawołanie i kto wie czy boczniara przypadkiem nie bzyka się też ze swoim mężem? Tyle zmartwień spadło na kapucyna.
Za jakiś czas spodziewaj się powtórki z rozrywki, czyli brania ciebie pod włos. W największej desperacji, jakby tu wykiwac cię i wydębić rozwód bez orzekania o jego winie, być może posunie się on do tego, że ty nagle objawisz się mu, jako miłość jego życia, że on chciałby do ciebie wrócić, ale wie, że to niemozliwe, no to niech juz będzie ten rozwód, ale on bardzo cię kocha i zrobi wszystko, by zdobyc twoje serce na nowo itd. tego rodzaju bzdury. Ty uwierzysz (wiem, że nie uwierzysz i chwała Bogu masz też mądre dzieci, które przywrócą cię, w razie czego, do rozumu) i dasz mu rozwód bez tego orzeczenia, a gdy on dostanie to, czego cche, to wtedy pokaże ci gdzie się zgina dziób pingwina.
Trzymaj sie dzielnie, a młodzieniec niech idzie do swojej młodej mężatki i niech z nia się zwiaże mając nadzieję, że starego męża ona nie bedzie zdradzała, mimo że zdradzała aktualnego męża-młodego mężczyznę. Niech ten idiota zarobi się nawet na śmierć harując na młodą doopę i niech mocno sie stara, bo kunkurencja nie spi i za chwile pojawić się może kolejny frajer, który chętnie weźmie puszczającą się babę.
Dobrze, że masz przy sobie te mądre swoje dzieci, syna mieszkającego z toba i córkę za granicą, ale i tak  będącą wielkim dla ciebie wsparciem
Malino, jesteś fantastyczną osobą i bądź dalej taka dzielna.
Super, że dzieci tak bardzo cię wspierają- wyobraź sobie co byłoby gdybyś nie miała dzieci po swojej stronie. Tak więc bardzo dobrze, że masz takie oparcie na co dzień.

51

Odp: od miłości do rozwodu...

Distraught, przeczytałam Twój wątek. Niesamowite, jak bardzo schematycznie zachowują się zdradzający mężczyźni. Faktycznie widzę wiele podobnych sytuacji. Dlatego tym bardziej przekonuję się o słuszności mojej decyzji. Podobnie jak Ty miałam wiele wątpliwości, czy warto tak ostro i konkretnie odcinać się od męża, walczyć w sądzie o to co mi się należy. Zastanawiałam się bez przerwy czy dobre decyzje podejmuję, czy w dobrym kierunku zmierzam (te przemyślenia, analizowanie wszystkiego odbierało mi energię) Wiedziałam jednocześnie, że odpowiedź na te pytania przyjdzie wraz z upływem czasu. I teraz wiem, że tak miało być.
Szkoda wspólnych lat, to prawda. Jednak człowiek, z którym wzięłam ślub różni się bardzo od tego, z którym się rozwodzę- to nie jest ta sama osoba. Fizycznie trochę przypomina tamtego sprzed lat, ale mózg zupełnie inny. Jakby ktoś wymienił mu dysk, pamięć mu usunięto. To jest ktoś zupełnie inny, tylko opakowanie pozostało. Piszesz, że rozwód masz mieć pod koniec stycznia, czyli jesteś na końcówce procesu sądowego? Ciekawi mnie jak to oceniasz? Jak zachowywał się Twój mąż?

52

Odp: od miłości do rozwodu...

oliwia9195, dzięki za wsparcie. Tak, największą dumą a teraz wsparciem są moje dzieci, które fajnie sobie radzą w swoim życiu, a teraz czekają na moje lepsze dni, kibicują mi od samego początku. Aktualnie to one mnie motywują do pracy nad sobą. Zawsze miały obraz silnej mamy, to ja ich wspierałam, byłam dla nich oparciem, bo taka jest rola rodzica. Wiesz co mnie najbardziej motywuje do ustawienia się na dobre tory- to, że one we mnie wierzą!!!

53

Odp: od miłości do rozwodu...
paulo71 napisał/a:

Przeciągać sprawę, ma taki cel...
Powiem Cię , że głupi do kwadratu... jak tylko dostanie rozwód to może nastąpić, iż zostanie sam z papierkiem... tak jak moja była...
Każdy kto zdradza swoją połówkę, partnerkę sam zostanie sponiewierany przez życie...

Witaj paulo,
masz rację, jeśli nie odebrał pozwu to liczy na zwłokę. Wiem, że był u adwokata i dostał od niego instrukcję do dalszego postępowania.
A w kwestii kary od losu za zdradę to może i jest to jakieś pocieszenie, ale mnie to aktualnie mało obchodzi. Od pewnego czasu nie mam potrzeby interesowania się co u niego w pracy, w związku, itp. Dla mnie liczy się moje szczęście i to co sama sobie zapewnię. Może mu się uda z nową kobietą stworzyć trwały związek, może spadnie na cztery łapy, ale mnie to nie obchodzi, teraz to już nie moja bajka. I powiem Ci, że taki tok myślenia daje mi spokój i motywację, żeby tym bardziej sobie poradzić.

54

Odp: od miłości do rozwodu...
malina 1 napisał/a:

Distraught, przeczytałam Twój wątek. Niesamowite, jak bardzo schematycznie zachowują się zdradzający mężczyźni. Faktycznie widzę wiele podobnych sytuacji. Dlatego tym bardziej przekonuję się o słuszności mojej decyzji. Podobnie jak Ty miałam wiele wątpliwości, czy warto tak ostro i konkretnie odcinać się od męża, walczyć w sądzie o to co mi się należy. Zastanawiałam się bez przerwy czy dobre decyzje podejmuję, czy w dobrym kierunku zmierzam (te przemyślenia, analizowanie wszystkiego odbierało mi energię) Wiedziałam jednocześnie, że odpowiedź na te pytania przyjdzie wraz z upływem czasu. I teraz wiem, że tak miało być.
Szkoda wspólnych lat, to prawda. Jednak człowiek, z którym wzięłam ślub różni się bardzo od tego, z którym się rozwodzę- to nie jest ta sama osoba. Fizycznie trochę przypomina tamtego sprzed lat, ale mózg zupełnie inny. Jakby ktoś wymienił mu dysk, pamięć mu usunięto. To jest ktoś zupełnie inny, tylko opakowanie pozostało. Piszesz, że rozwód masz mieć pod koniec stycznia, czyli jesteś na końcówce procesu sądowego? Ciekawi mnie jak to oceniasz? Jak zachowywał się Twój mąż?

Bardzo chciałabym być na końcówce. Niestety nie wiem ile to potrwa, tym bardziej, że jm odgraża się że nie będzie się zgadzał a jego świadkowie mają zeznać tak, jak on chce. Pod koniec stycznia mam 1 sprawę rozwodową dopiero. A jak się zachowuje mój jm? Są na przemian wyznania miłości, groźby, szantaże, próby manipulacji np. teksty, że po tylu latach wspólnego życia powinniśmy rozstać się w zgodzie, czyli na jego warunkach oczywiście tongue

55

Odp: od miłości do rozwodu...

Distraught widzę, że zachowania naszych mężów są bardzo, bardzo podobne. Mój też to samo mi wkładał do głowy, że powinniśmy rozstać się w zgodzie- dokładnie to samo. Dlatego ja też zaczęłam się zastanawiać, czy warto walczyć. I gdybym zgodziła się na jego prośby stałabym się dalej ofiarą tej całej sytuacji, osobiście dla mnie byłaby to przegrana, także w oczach moich dzieci. To one uświadomiły mi, że mam nie odpuszczać. Śmieszy mnie to, że zdradzający faceci są przewidywalni i wpasowują się w standardy. To tak jakby mieli tego samego prawnika, który im doradza.
Distraught nie bój się, bądź silna, mamy podobne sytuacje, nasi mężowie podobnie zachowują się, będziemy się wspierać. Razem damy radę!!! smile. Nie miej skrupułów wobec niego, bo się zawiedziesz. Wiem dlaczego dziewczyny, które tu piszą tak ostro stawiają sprawę i wręcz namawiają do walki, bo same to przeżyły. Dają bardzo mądre i konkretne rady i to ma nam dać siłę!!! One wiedzą co mówią.
Ktoś kiedyś poradził Ci, żebyś użyła podsłuchu, ale było to dla Ciebie nie fair, no więc powiem Ci, że właśnie u siebie w sypialni znalazłam dziś nad ranem podsłuch. Tak, mój dobry mąż przygotował mi taką niespodziankę. Dlatego Ty też możesz się spodziewać wszystkiego, bo Twój mąż też odgraża się. Jeszcze nie wiem co jest nagrane, bo nie odsłuchałam. Myślę, że nagrał naszą rozmowę, kiedy namawiał mnie na ugodę, a ja mu stawiałam opór. Pamiętaj, nie ufaj mu.

Posty [ 1 do 55 z 110 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » od miłości do rozwodu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018