Tak naprawdę to wszystko w tej kwestii zależy od podejścia sędziego i wagi przedstawionego dowodu, jego ważności dla sprawy.
Po zatym mi znajomy prawnik powiedział że ew. lepiej nie przedstawiać samemu przed sądem takich dowodów typu facebook czy smsy.
Ale lepiej dać je wynajetemu detektywowi, i niech lepiej on je przedstawi, taki kruczek prawny ponoć.
A w policje nie wierzę, brak im odpowiednich narzędzi do prowadzenia śledztwa w tym zakresie.
Podobne tematy
Wystarczy ze autorka powie ze te rozmowy były wydrukowane bez jej zgody. Dla sądu jest to przełamanie elektroniczne hasła do konta.
68 2015-11-28 22:54:17 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2015-11-28 22:58:27)
Zresztą prawniczka mojej znajomej tez jej pozwoliła udostępnić rozmowy z fb. W sumie wwalila ja na minę. Bo jej ex poszedł z tymi wydrukowanymi przez nią rozmowami na policje I zaczęło się. Nazywa się to nielegalny dostęp do informacji dla niej nie przeznaczonej.
Mylisz pojęcia.To o czym mówisz nie dotyczy tych spraw.Prawo to zostało wprowadzone bodajże w lipcu tego roku,po pamiętnej "aferze poodsłuchowej".
Jeżeli prawniczka jej tak doradziła,to współczuję ...i dodam,że nawet ja jako laik, widzę całkowity brak profesjonalizmu.
Napoparcie przedstawiam link
http://kancelaria-wasko.pl/dowod-nagran … -cywilnyn/
A to jest to o czym mówisz,ale te przepsy nie odnoszą się do tego typu spraw.
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/8 … rzewa.html
Policja tylko przesluchuje. Decyzję podejmuje prokurator. Ale ja policjanta mówiła. Ona musiała przyjąć zgłoszenie. A czy szkoda czy nie niech decyzję podejmie autorka. Zawsze to jakaś linia obrony dla niej samej.
Wystarczy ze autorka powie ze te rozmowy były wydrukowane bez jej zgody. Dla sądu jest to przełamanie elektroniczne hasła do konta.
A pojście z kochankiem do łóżka jest złamaniem uczciwości małżeńskiej dla sądu
Tak prawo się zmieniło w lipcu tego roku. Ale ona ta rozprawę miała w lipcu. I mimo to na.podstawie tego art sąd ja skazał.
Wystarczy ze autorka powie ze te rozmowy były wydrukowane bez jej zgody. Dla sądu jest to przełamanie elektroniczne hasła do konta.
Jeżeli będą dowody.A do tego slowo autoki nie wystarczy.
Jej ale wy tu się kierujecie emocjami. W sądzie nie ma.sentymentow. dla nich liczy się popełniony czyn a z jakiego względu to już ich nie interesuje. Oni mają setki takich spraw. Ja tylko mówię przypadek z pierwszej ręki jaki znam. A czy mi wierzycie to już mnie nie interesuje.
Policja tylko przesluchuje. Decyzję podejmuje prokurator. Ale ja policjanta mówiła. Ona musiała przyjąć zgłoszenie. A czy szkoda czy nie niech decyzję podejmie autorka. Zawsze to jakaś linia obrony dla niej samej.
A co ma prokurator do sprawy cywlnej?
sorella napisał/a:Policja tylko przesluchuje. Decyzję podejmuje prokurator. Ale ja policjanta mówiła. Ona musiała przyjąć zgłoszenie. A czy szkoda czy nie niech decyzję podejmie autorka. Zawsze to jakaś linia obrony dla niej samej.
A co ma prokurator do sprawy cywlnej?
Prokurator nic nie ma do sprawy cywilnej.
Maju jakiej sprawy cywilnej ? Podałam Ci artykuł Kodeksu karnego. W sprawach cywilnych nie idzie się na policje. To jest odrębną sprawa która do rozwodowej nie ma nic. Chodzi mi o to, gdy w momencie udostępnienia rozmów w sądzie przez męża autorki ona może iść i założyć mu oddzielna sprawę karna. Na sprawie rozwodowej nie będa rozstzrasac skąd ktoś ma nagrania czy rozmowy.
Czyn z art. 267 paragraf 1 kk
Artykuł ten dotyczy naruszenia korespondencji.Przeczytaj dokładnie treść tego co wkleiłaś.
Tu wypadałoby udowodnić,że dana osoba dokonała włamania elektronicznego.Chyba nie sądzisz,że słowo autora/autorki byłoby wystarczające, aby Sąd to przyklepał?Tu już rozbiłoby się o biegłych,bo jak nie można udowodnić ponad wszelką wątpliwość,to trzeba chociaż uprawdopodobnić.
Podałam dwa linki,gdzie prostym językiem jest wszystko opisane.Włącznie z nową "zapożyczoną" doktryną owoców zatrutego drzewa.
Nie chodzi o emocjonalność,tylko o rzetelne informacje.
No i rozwód załatwi dzięki nagraniom po swojej korzyści, a w tej drugiej sprawie za nagrywanie co grozi realnie? Pogrożenie palcem czyli grzywna, zawiasy czy umorzenie ze względu na znikomą szkodliwość ![]()
Tak Maju dla sądu to wystarczyło. Zapytał się tylko pokrzywdzonego czy pozwolił jej udostępnić rozmowy. On oczywiście powiedział ze nie i to wystarczyło. Mała szkodliwość czynu ale zawsze wyrok w papierach.
Maju chyba musze Ci wysłać wyrok z uzasadnieniem żebyś w końcu zrozumiała i uwierzyła ze to Ty nie wiesz co piszesz.
Maju jakiej sprawy cywilnej ? Podałam Ci artykuł Kodeksu karnego. W sprawach cywilnych nie idzie się na policje. To jest odrębną sprawa która do rozwodowej nie ma nic. Chodzi mi o to, gdy w momencie udostępnienia rozmów w sądzie przez męża autorki ona może iść i założyć mu oddzielna sprawę karna. Na sprawie rozwodowej nie będa rozstzrasac skąd ktoś ma nagrania czy rozmowy.
Powtórzę jeszcze raz,przeczytaj dokładnie.Albo przeczytaj na prawniczym forum,tam są wyjaśnione zawiłości prawne takich spraw.
82 2015-11-28 23:25:39 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2015-11-28 23:31:52)
Maju chyba musze Ci wysłać wyrok z uzasadnieniem żebyś w końcu zrozumiała i uwierzyła ze to Ty nie wiesz co piszesz.
Sorella ![]()
To nie jest kwestia mojej wiary,tylko interpretacji przepisów.
Cyt:"O działaniu bezprawnym moglibyśmy mówić, gdyby strona chciała skorzystać z nagrania pozostającego bez związku z ustaniem więzi małżeńskiej, a mającego na celu np. uderzenie w dobre imię małżonka."
To co piszą i mówią prawnicy nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dziewczyna została skazana na podstawie tego paragrafu choć miała hasło do jego konta od niego samego bo mieszkali razem. Poza tym powtórzę jeszcze raz prawniczka sama jej pozwoliła udostępnić w sądzie rozmowy jako dowód na niewierność. I skończyło się to dla niej wyrokiem. Wiec nie przytaczaj mi jakiś artykułów. Bo przy sprawie cywilnej ujawnić można każdy dowód. Ale jeśli któraś ze stron będzie wiedziała co z tym można dalej zrobić tylko po to żeby uprzykrzyc komuś życie to tylko na jej plus.
No to z tego wniosek ze nie umiesz interpretować przepisów i jesteś mądrzejsza od sedzi wydającej wyrok. Do autorki. Możesz zrobić tak hak pisze a przynajmniej będziesz wiedziała co możesz zrobić. Powodzenia.
85 2015-11-28 23:41:38 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2015-11-28 23:42:48)
Sorella...
I kto tu jest emocjonalny? ![]()
Tak...tu nie ma sentymentów a sędziowie działają w granicach prawa.Podałaś konkretny paragraf,który nie jest oderwany od reszty przepisów.Również tych nadrzędnych,które podałam w linku.Nie jestem mądrzejsza od sędzi,tez żałuję.Zastanawiam się po co silisz się na złośliwości, skoro dyskutujemy?A wydaje mi się,że przedstawiłam merytoryczne argumenty,bez zabawy typu: "jedna pani drugiej panii"?
Po to jest to forum żeby wymieniać się doświadczeniami. Pisałam o tym co znam z życia tyle. Byłam sama zszokowana ze w jednej sprawie takie rozmowy były wzięte pod uwagę. A z kolei w akcie zemsty gdzie osoba zdradzajaca idzie z takimi rozmowami swojej niewierności na policje to dla mnie było niedopomyslenia. I gdzie osoba zdradzana dostaje wyrok na podstawie jakiegoś tam artykułu. Ale tak jest. Nie mam w tym żadnego celu żeby pisać nieprawdę. Sama się zastanawiałam czy udostępnienie takiej rozmowy nie jest karalne. Ale skoro prawniczka mówi ze skoro się znało hasło to można udostępnić to ok. A rzeczywistość okazała się trochę inna. I to staram się tu przekazać , żeby taka osoba która zamierza zrobić coś podobnego dwa razy się nad tym zastanowila. Tak bardzo emocjonalnie podchodze do tej sprawy. Ze za takie pierdoly skazuje ludzi i brudzą im w papierach. Tyle.
Naruszenie tajemnicy?
Może i tak, skoro wystarczy do uzyskania rozwodu z orzeczeniem winy - często komuś po prostu opłaca się (niekoniecznie materialnie) narazić się na sprawę o naruszenie korespondencji i uzyskać orzeczenie rozwodu z winy wspolmalzonka.
Sprawa o naruszenie korespondencji może zakończyć się wyrokiem skazujacym,
Aczkolwiek w przypadku małżonków trudno jednoznacznie wskazać że np wejście na FB, czy telefon było naprawdę czynem zabronionym.
Ponadto jeżeli tak uzyskane dowody nie są rozpowszechniane publicznie.... dobry prawnik zrobi z takiej rozprawy cyrk w którym ośmiesza oskarzyciela.
Autorko,
Pozostaje Ci grać dalej w te klocki, czyli oszukiwać na całego, teraz już nie tylko męża ale cały świat.
Załóż mężowi niebieska kartę, zainscenizuj pobicie i we zwijam policję, umów się z mężem na romantyczna kolacje i idź z nim do łóżka a następnie Wrzeszcz że Cię gwalci,
Oczywiście nagraj ta sytuacje, lub umów się z postawionym świadkiem że wpadnie do mieszkania na określony sygnał i zrobi zdjęcia, wyślij sobie z telefonu męża groźby pod Twoim adresem, upij go do nieprzytomności i we zwijam świadków, sprowokuj do agresji, a może uda Ci się naprawić "wpadke" i uzyskać wyłączną winę męża.
Wtedy z pewnością będziesz dumna i szczęśliwa.
Cynicznahipo napisał/a:Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się wcześniej.
Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się PRZED dokonaniem zdrady.
Nie rozumiem, dlaczego byłaś aż tak nieostrożna i nie pilnowałaś swojej korespondencji internetowej.
A na koniec nie rozumiem, dlaczego chcesz uciec od odpowiedzialności. Wszak zdajesz sobie sprawę ze swojej winy.
PONIEŚ KONSEKWENCJE. Tak wygląda dorosłe życie.to są bardzo mądre słowa... niestety zycie nie jest nigdy idealne i poukładane, zyłam w martwym związku... czesto brakuje nam iskry, nie wiem jak to nazwać, ale popadając w marazm zatracamy się w nim. Przyzwyczajamy do sytuacji. Często później tłumaczymy że walczylismy że się staraliśmy... to nie prawda... egzystujemy, coś tam spróbujemy... na poziomie egzystencji, usypiamy, gaśniemy. Nie szukamy siły w sobie. Budzimy się nagle i mówimy "o kurcze, ja tak walczyłam, ale się nie udało!" ale do przebudzenia potrzeba bodźca, czasem to drugfa osoba, czasem jakaś sytuacja.
"Nie widziałem jeszcze ludzi, którzy spotkaliby się w dobrym miejscu życia. Takiego miejsca w życiu nie ma i być nie może. Zawsze zdaje się, że jest zbyt późno czy zbyt wcześnie; że zbyt wiele doświadczenia albo że zbyt mało. Zawsze coś stoi na przeszkodzie."
Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
Cytowane Hlasko nie doda Ci patosu. Było Ci zle- trzeba się było rozwieść uczciwie.
Nie rozwiodlas się i zdradzilas - plac alimenty.
Uczciwi ludzie podejmują trudne decyzje nawet jak są um nie na rękę.
My do końca wierzylysmy ze to będzie cyrk. Ze tylko się ośmieszy. Wyszło inaczej może temu że była bez prawnika na tej sprawie. W sumie myślę że wszystko zależy od decyzji prokuratora i sędziego. Może w innym przypadku byłoby umorzenie sprawy za mała szkodliwość społeczną. A z drugiej strony jak inaczej udowodnić komuś zdradę jak nie ma naocznych świadków a są tylko wydruki z portali społecznościowych. Az korci to udostępnić dla sądu.
Mam wrażenie,że Twoja wymiana doświadczeń ma polegać na tym,że albo jest po Twojemu albo w ogóle.Być może tak było,zastanawiam się zatem dlaczego nie zostały podjęte środki odwoławcze.
Teraz trochę zdrowego rozsądku.
Gdyby było tak jak mówisz to większość Agencji Detektywistycznych straciłoby uprawnienia,przez celowe naruszanie prawa?Jeden paragraf może mieć związek z dziesięcioma innymi.Ba...te,które często występują w sprawach rozwodowych mają nawet swoje uzasadnienie w Trybunale Praw Człowieka, jak również Trybunale Konstytucyjnym.Dlatego też,posiłkowałam się tą doktryną,która jest wraz z uzasadnieniem.To jest tylko część,resztę można znaleźć na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.
Zresztą wyżej przytoczyłam cytat z tych przepisów.Nikt sobie nie działa jak chce.Pani "prawnik",która proponuje rozpowszechnić takie coś na FB,jak dla mnie już byłaby niewiarygodna i z pewnością zapaliłaby mi się czerwona ostrzegawcza lampka.Prawda jest taka,że nie zwalniało to jej klientki z obowiązku myślenia.A poza tym, istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności i to nie podsądny ma udowadniać swoją niewinność.Nie wystarczy powiedzieć,że: ten i ten pan włamał mi się i proszę o skazanie go na więzienie,grzywnę czy cokolwiek.Tą winę trzeba jeszcze udowodnić a przynajmniej uprawdopodobnić.
Tak naprawdę to nie wiem co starasz się przekazać,bo mylisz bardzo ważne rzeczy,zupełnie różne.
Ludzi się skazuje,to prawda.Czasami niesłusznie,ale większość z nich nie mając nic na sumieniu i czując się niewinnym, korzysta z przysługujących im praw.
Nasza dyskusja jest raczej bezprzedmiotowa,bo ja Ciebie nie przekonam,nawet podpierając się tysiącami opinii,wykładni...a Ty mnie również ,bo jakoś zbyt twardo stąpam po ziemi, aby wierzyć w takie... jak dla mnie "bazarowe bajeczki",nadające dramaturgii sprawie rozwodowej jakiejś pani.
Peace ![]()
Naruszenie tajemnicy?
Może i tak, skoro wystarczy do uzyskania rozwodu z orzeczeniem winy - często komuś po prostu opłaca się (niekoniecznie materialnie) narazić się na sprawę o naruszenie korespondencji i uzyskać orzeczenie rozwodu z winy wspolmalzonka.Sprawa o naruszenie korespondencji może zakończyć się wyrokiem skazujacym,
Aczkolwiek w przypadku małżonków trudno jednoznacznie wskazać że np wejście na FB, czy telefon było naprawdę czynem zabronionym.
Ponadto jeżeli tak uzyskane dowody nie są rozpowszechniane publicznie.... dobry prawnik zrobi z takiej rozprawy cyrk w którym ośmiesza oskarzyciela.Autorko,
Pozostaje Ci grać dalej w te klocki, czyli oszukiwać na całego, teraz już nie tylko męża ale cały świat.
Załóż mężowi niebieska kartę, zainscenizuj pobicie i we zwijam policję, umów się z mężem na romantyczna kolacje i idź z nim do łóżka a następnie Wrzeszcz że Cię gwalci,
Oczywiście nagraj ta sytuacje, lub umów się z postawionym świadkiem że wpadnie do mieszkania na określony sygnał i zrobi zdjęcia, wyślij sobie z telefonu męża groźby pod Twoim adresem, upij go do nieprzytomności i we zwijam świadków, sprowokuj do agresji, a może uda Ci się naprawić "wpadke" i uzyskać wyłączną winę męża.
Wtedy z pewnością będziesz dumna i szczęśliwa.
Mistrzostwo Świata Secondo ![]()
Nie wiem dlaczego wciąż mieszacie pomysł nagrania rozmowy o tym, co FAKTYCZNIE BYŁO, czyli rejestrację PRAWDY z jakimiś "zainscenizuj pobicie albo to że on cię zdradza". Przecież te dwie rzeczy są do siebie podobne w równym stopniu co szafa i szafot. Naprawdę uniemożliwienie panu małżonkowi okłamania sądu to dla Was jakaś gigantyczna podłość?
Ja nie rozumiem tylko jednego, dlaczego ludzie nabierają odwagi na poważny krok dopiero po poznaniu kochanka/i. To prawda, jest w tym dużo egoizmu. Rozumiem, że mogłaś męczyć się w tym związku, ale dlaczego nie zakończyłas tego z klasą? W sumie co tu da roztrzasanie. Zależy na jakiego sędziego trafisz. Jedni przy orzekaniu winy dostają rozwód na drugiej sprawie a inni ciagaja się miesiącami.
Autorka nie kocha już męża temu nie wzruszają jej jego uczucia. W sumie tak to już jest gdy nam nie zależy. Mi to osobiście każdego szkoda. Z tego związku dzieci nie ma więc szkód za wiele nie będzie. Cierpienia tez.
Autorko,
Art. 60. 2. Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.
Czy sytuacja materialna Twojego męża po rozwodzie znacznie się pogorszy? Spełnienie tej przesłanki jest niezbędne, aby sąd zasądził od Ciebie obowiązek świadczenia.
96 2015-11-30 11:31:05 Ostatnio edytowany przez umieram (2015-11-30 11:32:10)
pannapanna
Cytowane Hlasko nie doda Ci patosu. Było Ci zle- trzeba się było rozwieść uczciwie.
Nie rozwiodlas się i zdradzilas - plac alimenty.Uczciwi ludzie podejmują trudne decyzje nawet jak są um nie na rękę.
rozwiodłam się uczciwie. Wydaje mi się że nie powinno się opiniować o kimś nie mając o nim bladego pojęcia.
97 2015-11-30 13:18:19 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-11-30 13:19:45)
pannapanna
Cytowane Hlasko nie doda Ci patosu. Było Ci zle- trzeba się było rozwieść uczciwie.
Nie rozwiodlas się i zdradzilas - plac alimenty.Uczciwi ludzie podejmują trudne decyzje nawet jak są um nie na rękę.
rozwiodłam się uczciwie. Wydaje mi się że nie powinno się opiniować o kimś nie mając o nim bladego pojęcia.
Umieram
Kochanek w trakcie małżeństwa,
Kochanek : żonaty + dziecko + ciąża zony z nim, poczęta w trakcie zdrady z Tobą,
dziecko kochanka - odchodzi od zmysłów na myśl ze rodzina zostanie rozbita przez romans ojca z Tobą,
żona kochanka - odchodzi od zmysłów po informacji ze jest zdradzana i zostanie porzucona z jednym dzieckiem i w ciąży z drugim,
Ty : mężatka + dziecko + podejrzenie ciąży z mężem z którym spałaś w trakcie zdrady z kochankiem...
Czy uważasz ze po tym wszystkim można mówić o uczciwym rozwodzie ?
Doczytałem wątek. Ufff.
Ale i tak najbardziej powaliła mnie argumentacja innej Pani, która stwierdziła że się uczciwie rozwiodła
, zalecam doczytanie co w Słowniku znaczy słowo - uczciwość.
A autorka?
Jakoś nie widzę u niej niczego, co zasługiwałoby na poklepanie po plecach.
Jest egoistką, zapatrzoną w siebie ignorantką a jedyny żal jaki tutaj wylewa, to żal że nie skasowała dowodu zdrady.
Podpowiedzi niektórych pań także ciekawe.... Ciekawe czy chciałyby aby ich facet z nimi tak postępował, tak uczciwie, znaczy się. Chyba nie....
Dla mnie osobiście autorka nie zasługuje na litość, ale tylko na sprawiedliwość, która w tym momencie jest tylko po stronie oszukiwanego męża.
Jedyne czego życzę, to tego, aby sąd odpowiednio "wynagrodził" autorkę za jej knowania.
Żal mi jej kochanka, bo co się stanie jak on przestanie dopieszczać? Następny?
Autorka nic nie wniosła do związku, nawet o niego nie zawalczyła.
I to widać. Z każdym postem mamy do czynienia z kimś, kto nie zasługuje na wrażliwość. Na taką zasługują tylko ci, którzy faktycznie się starają. A uczciwość, nakazuje skończyć jedno, zacząć drugie.
umieram napisał/a:pannapanna
Cytowane Hlasko nie doda Ci patosu. Było Ci zle- trzeba się było rozwieść uczciwie.
Nie rozwiodlas się i zdradzilas - plac alimenty.Uczciwi ludzie podejmują trudne decyzje nawet jak są um nie na rękę.
rozwiodłam się uczciwie. Wydaje mi się że nie powinno się opiniować o kimś nie mając o nim bladego pojęcia.
Umieram
Kochanek w trakcie małżeństwa,
Kochanek : żonaty + dziecko + ciąża zony z nim, poczęta w trakcie zdrady z Tobą,
dziecko kochanka - odchodzi od zmysłów na myśl ze rodzina zostanie rozbita przez romans ojca z Tobą,
żona kochanka - odchodzi od zmysłów po informacji ze jest zdradzana i zostanie porzucona z jednym dzieckiem i w ciąży z drugim,
Ty : mężatka + dziecko + podejrzenie ciąży z mężem z którym spałaś w trakcie zdrady z kochankiem...Czy uważasz ze po tym wszystkim można mówić o uczciwym rozwodzie ?
nadinterpretacja widzę rządzi. nie miałam kochanka ponieważ rozwiodłam się jak tylko zaczęły się jakiekolwiek symptomy relacji, ponadto w wątku nie opisywałam swojego małżeństwa. Niczyje dziecko nie odchodzi od zmysłów, Żadna żona również nie odchodziła od zmysłów - była niesamowicie zdolną manipulantką (ale i tak zaraz w pełnej obronie zrobicie z niej świętą). Nie sypiałam z moim byłym mężem wiec nigdy nie podejrzewałam że jestem z nim w ciąży.... czytanie ze zrozumieniem nie wyszło na dobre, ale możliwe że to przez nazbyt emocjonalne wypowiedzi w wątku. Ciężko było by mówić o zdradzie w momencie podejrzenia ciąży gdzyż od roku byłam rozwódką.
facetJAKwielu nie potrzebuję słownika - wątek który czytałeś rozwodu mojego nie dotyczył, ale cieszę się że Cię to rozbawiło ![]()
100 2015-11-30 15:51:19 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-30 15:52:25)
umieram, Sponi, czy jak ci tam jeszcze,
Jesteś wzorem cnót wszelakich. Bardzo uczciwie i szacunkiem do drugiego człowieka postąpiłaś w stosunku do męża, kochanka, jego żony, jego dzieci (urodzonych i "tylko"poczętych).
Czy teraz twoja potrzeba zaistnienia jako ktoś wartościowy została zrealizowana ?
umieram, Sponi, czy jak ci tam jeszcze,
Jesteś wzorem cnót wszelakich. Bardzo uczciwie i szacunkiem do drugiego człowieka postąpiłaś w stosunku do męża, kochanka, jego żony, jego dzieci (urodzonych i "tylko"poczętych).
Czy teraz twoja potrzeba zaistnienia jako ktoś wartościowy została zrealizowana ?
tak... dziękuję Ci... zaspokoiłaś wszelkie moje potrzeby. I to cudowne podpinanie mnie pod inne osoby. Za to też pałam wdzięcznością. I za określenie mnie wzorem cnót wszelakich, sama nie śmiałam mierzyć aż tak wysoko, a dzięki Tobie wzniosłam się na wyżyny. Zmierzchu, zorijo, majoszpilko czy jak Ci tam (bo wypowiedzi wasze wszystkie takie same) przepłoszycie z tego forum wszystkich takimi zaczepkami, ale przecież jakoś nudę musicie/musisz zabijać.
Pozdrawiam wszystkich specjalistów od życia, mojego, waszego, każdego. Tak cieszę się że nie mając w czymś udziału wiecie dokładnie jak to wyglądało.
102 2015-11-30 16:01:07 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-30 16:02:24)
tak... dziękuję Ci... zaspokoiłaś wszelkie moje potrzeby.
To zajmij się teraz swoim dzieckiem i nie trolluj, bo do niczego fajnego to nie prowadzi.
zmierzch zaczynamy przepychanki a później pokazujemy, że ktoś jest bee i troll i cham i cośtam, cośtam się dzieckiem nie zajmuje... jakie to dojrzałe. Tak wiele wnoszące do dyskusji. Rozwijające wątek. Dające do myślenia. Głębokie jak rów Marjański. Górnolotne jak wodór, jak wolisz to hel, bo szlachetny
Budujące naszą forumową społeczność i spajające ją. Powodują wpisy takie iż wracam tu z rozkoszą. Jak każdy inny kto przestał tu zaglądać
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hipokryzja poczytaj.
umieram, bo tu każda zdrada, rozwód jest tak odbierany – wedle schematu. Nigdy romans nie może wiązać się z prawdziwym uczuciem, a osoby zdradzające/rozwodzące nie dbają o dzieci. Osoby zdradzone, nie ważne jakie by nie były, z urzędu są święte, a ci co ich porzucili nadają się tylko na stos i nie ma w nich żadnych ludzkich uczuć, stąd nie mogą troszczyć się o dzieci i być szczęśliwe. Taki dział, pełen osób zawistnych, wręcz ograniczonych swoim pojmowaniem rzeczywistości. Dla nich, jak zdążyłam zauważyć, życie czy też ocena ludzi opiera się na stwierdzeniu zdradził czy nie. Nie ważne co sobą reprezentuje. W ich mniemaniu nic. A co one sobą reprezentują? Prócz tego, że zostały zdradzone, porzucone? WARTOŚCI a raczej głupotę i naiwność. Co też zarzucają tym zdradzającym. Zatem dyskusja jest jałowa.
Autorka powinna zadbać o siebie o dowody i to jest naturalne, choć dla innych wręcz nikczemne. Czytają pobieżnie jej posty, albo w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że kobieta w końcu ma okazję wydostać się z toksycznej relacji, że popełniła błąd.
Tu się trzyma tylko jedną stronę, zdradzonych, nie ważne jacy by byli.
umieram, bo tu każda zdrada, rozwód jest tak odbierany – wedle schematu. Nigdy romans nie może wiązać się z prawdziwym uczuciem, a osoby zdradzające/rozwodzące nie dbają o dzieci. Osoby zdradzone, nie ważne jakie by nie były, z urzędu są święte, a ci co ich porzucili nadają się tylko na stos i nie ma w nich żadnych ludzkich uczuć, stąd nie mogą troszczyć się o dzieci i być szczęśliwe. Taki dział, pełen osób zawistnych, wręcz ograniczonych swoim pojmowaniem rzeczywistości. Dla nich, jak zdążyłam zauważyć, życie czy też ocena ludzi opiera się na stwierdzeniu zdradził czy nie. Nie ważne co sobą reprezentuje. W ich mniemaniu nic. A co one sobą reprezentują? Prócz tego, że zostały zdradzone, porzucone? WARTOŚCI a raczej głupotę i naiwność. Co też zarzucają tym zdradzającym. Zatem dyskusja jest jałowa.
Autorka powinna zadbać o siebie o dowody i to jest naturalne, choć dla innych wręcz nikczemne. Czytają pobieżnie jej posty, albo w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że kobieta w końcu ma okazję wydostać się z toksycznej relacji, że popełniła błąd.
Tu się trzyma tylko jedną stronę, zdradzonych, nie ważne jacy by byli.
Gadasz bzdury, Roxann.
Okazję na to, by uwolnić się od toksyka, miała Autorka przez cały czas trwania małżeństwa, w ktore weszła z wyrachowania i tzw. obopólnej korzyści.
Nagle, gdy wydało się, że od jakiegoś czasu robi męża w konia, stała się biedną, sfrustrowaną małżonką, którą wredny mąż chce do reszty oskubać, bo nikczemny, sprawdził jej skrzynkę.
Rozróżnij motywy, relację czasu i zdarzeń, które do tego doprowadziły.
Wtedy i Ty pojmiesz, czym się różni odejście "od" od odejścia cichcem "do", które Autorka sama zresztą skrewiła.
To Ty Exkop gadasz bzdury, a raczej uogólniasz. No to zauważ kobietę od lat nieszczęśliwą, nie mająca pola manewru, przez kredyty i inne zobowiązania, ścierającą się z depresją, może nawet alkoholizmem, która nagle w tym swoim ponurym życiu spotyka osobę która powoduje, że znów chce się jej żyć, że może to życie nie jest takie bezsensowne, że jest szansa a to by być w nim szczęśliwą. Jednak póki zaczęła coś z tym robić, a może nawet póki z ta myślą oswoiła to mąż dowiedział się o jej zdradzie i wszelkie winy chce zwalić na nią. Nagle się biedny obudził. No sorry, ale tak to tu wygląda.
107 2015-11-30 20:43:01 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-30 20:43:55)
Roxann napisał/a:umieram, bo tu każda zdrada, rozwód jest tak odbierany – wedle schematu. Nigdy romans nie może wiązać się z prawdziwym uczuciem, a osoby zdradzające/rozwodzące nie dbają o dzieci. Osoby zdradzone, nie ważne jakie by nie były, z urzędu są święte, a ci co ich porzucili nadają się tylko na stos i nie ma w nich żadnych ludzkich uczuć, stąd nie mogą troszczyć się o dzieci i być szczęśliwe. Taki dział, pełen osób zawistnych, wręcz ograniczonych swoim pojmowaniem rzeczywistości. Dla nich, jak zdążyłam zauważyć, życie czy też ocena ludzi opiera się na stwierdzeniu zdradził czy nie. Nie ważne co sobą reprezentuje. W ich mniemaniu nic. A co one sobą reprezentują? Prócz tego, że zostały zdradzone, porzucone? WARTOŚCI a raczej głupotę i naiwność. Co też zarzucają tym zdradzającym. Zatem dyskusja jest jałowa.
Autorka powinna zadbać o siebie o dowody i to jest naturalne, choć dla innych wręcz nikczemne. Czytają pobieżnie jej posty, albo w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że kobieta w końcu ma okazję wydostać się z toksycznej relacji, że popełniła błąd.
Tu się trzyma tylko jedną stronę, zdradzonych, nie ważne jacy by byli.Gadasz bzdury, Roxann.
Okazję na to, by uwolnić się od toksyka, miała Autorka przez cały czas trwania małżeństwa, w ktore weszła z wyrachowania i tzw. obopólnej korzyści.
Nagle, gdy wydało się, że od jakiegoś czasu robi męża w konia, stała się biedną, sfrustrowaną małżonką, którą wredny mąż chce do reszty oskubać, bo nikczemny, sprawdził jej skrzynkę.
Rozróżnij motywy, relację czasu i zdarzeń, które do tego doprowadziły.
Wtedy i Ty pojmiesz, czym się różni odejście "od" od odejścia cichcem "do", które Autorka sama zresztą skrewiła.
Nic dodać, nic ująć.
Jakoś trudno mi rozczulać się nad wyrachowaną babą, która MUSIAŁA wyjść za mąż, bo kredyt i inne takie.
Jakoś mam problem ze zrozumieniem, że kilka ukradkowych spotkań, wysłanych cichcem smsów z kibla i fantazji, świadczących o wielkiej miłości, MUSI usprawiedliwiĆ robienie świństw komuś, kto zaufał.
Jakoś łatwiej mi stanąć po stronie kogoś uczciwego i lojalnego niż kogoś, kto jest tych cech pozbawiony.
Jakoś bardziej współczuje komuś, kto uwzględnia w swoich poczynaniach osoby, które dotknie ich zachowanie niż komuś, kto ma wylane, że innych krzywdzi, że ktoś przez jego zachowanie będzie cierpiał.
To Ty Exkop gadasz bzdury,
Jasne.
Sama to wymyśliłaś Roxann?
Pomijając ocenę moralności Autorki pragnę tylko się zapytać, czy owe względy materialne i inne, które przed romansem były trudnością nie do pokonania, dziś czyli po zapoznaniu obiektu westchnień zmniejszyły się lub przestały istnieć?
Czy nie jest tak, że w obliczu nadchodzącej klęski, zmiany pracy u męża, załamania, nastąpiła destabilizacja finansowa, która popchnęła Cię w ramiona nowego partnera?
Czy Ty Madziu traktowałaś swego męża jak bankomat, most po którym przejdziesz do innego życia?
To Ty Exkop gadasz bzdury, a raczej uogólniasz. No to zauważ kobietę od lat nieszczęśliwą, nie mająca pola manewru, przez kredyty i inne zobowiązania, ścierającą się z depresją, może nawet alkoholizmem, która nagle w tym swoim ponurym życiu spotyka osobę która powoduje, że znów chce się jej żyć, że może to życie nie jest takie bezsensowne, że jest szansa a to by być w nim szczęśliwą. Jednak póki zaczęła coś z tym robić, a może nawet póki z ta myślą oswoiła to mąż dowiedział się o jej zdradzie i wszelkie winy chce zwalić na nią. Nagle się biedny obudził. No sorry, ale tak to tu wygląda.
Roxann, nie wiem, czy odnosisz swoje uwagi do własnej sytuacji, mam nadzieję, że nie, skoro kochasz swojego partnera.
Madula weszła w to z innych pobudek. I o uczciwość chodzi. Tę zwykłą.
Powody, że wdała się w romans, rozumiem i wbrew pozorom, nie dziwię się.
Zastanawiam się jedynie, czego od męża oczekiwała, gdy odkrył romans? Życzeń szczęścia na nowej drodze życia? Bo w tym świetle, jej rozmowy, że jest jej źle i chce się rozstać z tego powodu, utraciły wiarygodność w oczach ślubnego.
Madula, alimenty zasadniczo nie są zasądzane na młodego, zdrowego, zdolnego do pracy współmałżonka. I to działa w obie strony. Nie można jednak wykluczyć, że mąż będzie wykazywał, że rozwód pogorszył jego sytuację życiową, bo tylko Ty Was utrzymywałaś, bo on teraz tak zapadł na zdrowiu, że nie może pracować, itp. Nie jest też tak, że zawsze zdrada jednego ze współmałżonków oznacza wyłączną winę zdradzacza. Winy się w sądzie nie miarkuje. Czy to dobre czy nie jest tak, że nawet 5 % winy drugiego nie pozwala na orzeczenie wyłącznej winy zdradzającego. I tu się zaczyna ocena co tą winą małżonka, który został zdradzony może być. Bez wątpienia przemoc, alkoholizm ale także różne zachowania godzące w szeroko ujmowaną jedność małżeństwa, dobro rodziny. Stąd te długotrwałe procesy. Ocenie podlega to czy zdrada zrujnowała dobry związek, czy też związek ten przed zdrada faktycznie był martwy. W Twojej ocenie tak właśnie było. I tu pojawi się ocena męża. Usiądź spokojnie i przeanalizuj jak to faktycznie z Wami było, co dla małżeństwa robiłaś Ty, co mąż, czego nie zrobiliście, dlaczego, z jakich przyczyn młody mężczyzna żyjący w martwym jak piszesz związku tak zareagował, gdzie jest ta prawda o Waszym małżeństwie, co powodowało bezsilność w rozwiązaniu problemu wcześniej, co Cię trzymało .. To może pozwolić Ci na wybór właściwej drogi rozstania a też uchronić przed powtórką w innych relacjach. Nie twórz fałszywych dowodów, nie brnij w manipulacje i kłamstwa. Takie rzeczy wracają. Wiesz już, że zrobiłaś źle, nie brnij w to dalej. Najtrudniej sobie samemu wybaczyć własne podłości, a z wiekiem poziom moralności wzrasta (posłuchaj starszych ludzi). Zakończ to małżeństwo jak się da w prawdzie, z konsekwencjami i z szacunkiem dla człowieka, którego kiedyś tam zdecydowałaś się poślubić. Bo to co dzisiaj piszesz o motywach małżeństwa może ale nie musi być takie. Inna jest bowiem ocena dawnych decyzji, zdarzeń z punktu widzenia późniejszych doświadczeń. Gdyby Twoje małżeństwo było szczęśliwe inaczej byś motywy jego zawarcia oceniała, prawda? I nie ma reguły, że tylko małżeństwo z tzw. wielkiej miłości są najtrwalsze. Jedno z najlepszych małżeństw jakie mam przyjemność znać było, jak by to można określić zawarte z wyrachowania. On 36 lat, czas najwyższy na ożenek, pełna stabilizacja, praca, mieszkanie, samochód. Ona, młodsza 24 lata, jedyny on się nią zainteresował, nie miała nic. Rodzice jej wzięli sprawy we własne ręce i wskazali datę wesela. Żadnych motyli, rodzice nas przymusili, jak mówią ze śmiechem, bo jakie znaczenie mają ówczesne motywy w relacji do wspólnych, dobrych lat. Dzisiaj po prawie 30 latach ich wzajemna relacja, miłość i szacunek zachwyca., a jaki to kapitał dla ich dzieci…
I dobrze. Niech Ciebie oskubie do ostatniego pióra. Jak ktoś zaczyna coś "od dupy strony" to powinien ponosić konsekwencje.
Roxann napisał/a:To Ty Exkop gadasz bzdury, a raczej uogólniasz. No to zauważ kobietę od lat nieszczęśliwą, nie mająca pola manewru, przez kredyty i inne zobowiązania, ścierającą się z depresją, może nawet alkoholizmem, która nagle w tym swoim ponurym życiu spotyka osobę która powoduje, że znów chce się jej żyć, że może to życie nie jest takie bezsensowne, że jest szansa a to by być w nim szczęśliwą. Jednak póki zaczęła coś z tym robić, a może nawet póki z ta myślą oswoiła to mąż dowiedział się o jej zdradzie i wszelkie winy chce zwalić na nią. Nagle się biedny obudził. No sorry, ale tak to tu wygląda.
Roxann, nie wiem, czy odnosisz swoje uwagi do własnej sytuacji, mam nadzieję, że nie, skoro kochasz swojego partnera.
Madula weszła w to z innych pobudek. I o uczciwość chodzi. Tę zwykłą.
Powody, że wdała się w romans, rozumiem i wbrew pozorom, nie dziwię się.
Zastanawiam się jedynie, czego od męża oczekiwała, gdy odkrył romans? Życzeń szczęścia na nowej drodze życia? Bo w tym świetle, jej rozmowy, że jest jej źle i chce się rozstać z tego powodu, utraciły wiarygodność w oczach ślubnego.
Nie mówię do końca o sobie, ale o tym co czytam i obserwuję. I nie zgadzam się o tak po prostu z jednoznacznym osądem autorki, która z tego co napisała, wiele robiła, by by było lepiej w związku. Mąż wtedy nie był zainteresowany, a teraz nagle się obudził i chce z siebie zrobić ofiarę. Nie rozumiem, dlaczego złe traktowanie, obojętność jednej str. i to przez wiele lat się tak łatwo wybacza i gani za zdradę, chęć ucieczki przed kiepskim życiem. Przecież i ślubowano i miłość i wierność. Jeśli tej pierwszej nie ma, nie jest okazywana, to i zdrada powinna być jednakowo traktowana. Nie rozumiem rozróżnienia przysięgi, jej oceny na kochać i zdradzić. mąż nie kochał, nie dbał. Ona zdradziła. I tylko ona zła. Trochę mniej hipokryzji!
Excop napisał/a:Roxann napisał/a:To Ty Exkop gadasz bzdury, a raczej uogólniasz. No to zauważ kobietę od lat nieszczęśliwą, nie mająca pola manewru, przez kredyty i inne zobowiązania, ścierającą się z depresją, może nawet alkoholizmem, która nagle w tym swoim ponurym życiu spotyka osobę która powoduje, że znów chce się jej żyć, że może to życie nie jest takie bezsensowne, że jest szansa a to by być w nim szczęśliwą. Jednak póki zaczęła coś z tym robić, a może nawet póki z ta myślą oswoiła to mąż dowiedział się o jej zdradzie i wszelkie winy chce zwalić na nią. Nagle się biedny obudził. No sorry, ale tak to tu wygląda.
Roxann, nie wiem, czy odnosisz swoje uwagi do własnej sytuacji, mam nadzieję, że nie, skoro kochasz swojego partnera.
Madula weszła w to z innych pobudek. I o uczciwość chodzi. Tę zwykłą.
Powody, że wdała się w romans, rozumiem i wbrew pozorom, nie dziwię się.
Zastanawiam się jedynie, czego od męża oczekiwała, gdy odkrył romans? Życzeń szczęścia na nowej drodze życia? Bo w tym świetle, jej rozmowy, że jest jej źle i chce się rozstać z tego powodu, utraciły wiarygodność w oczach ślubnego.Nie mówię do końca o sobie, ale o tym co czytam i obserwuję. I nie zgadzam się o tak po prostu z jednoznacznym osądem autorki, która z tego co napisała, wiele robiła, by by było lepiej w związku. Mąż wtedy nie był zainteresowany, a teraz nagle się obudził i chce z siebie zrobić ofiarę. Nie rozumiem, dlaczego złe traktowanie, obojętność jednej str. i to przez wiele lat się tak łatwo wybacza i gani za zdradę, chęć ucieczki przed kiepskim życiem. Przecież i ślubowano i miłość i wierność. Jeśli tej pierwszej nie ma, nie jest okazywana, to i zdrada powinna być jednakowo traktowana. Nie rozumiem rozróżnienia przysięgi, jej oceny na kochać i zdradzić. mąż nie kochał, nie dbał. Ona zdradziła. I tylko ona zła. Trochę mniej hipokryzji!
Widzisz, Roxann, o uczuciach męża, gdy się pobierali, Autorka nie mówi nic.
Hipokryzją jest wychodzić za mąż z wszystkich możliwych powodów, oprócz miłości. A potem narzekać, że mąż się nie stara, siedzi przed telewizorem z butelką piwa.
O tekście przysięgi małżeńskiej swoje zdanie wyrażałem już kilkakrotnie, więc te zaklęcia o miłości i wierności dla i wobec współmałżonka w kontekście pobudek zamążpójścia Maduli brzmią, jak kiepski dowcip.
Powtorzę. Nie dziwię się romansowi. Bo kto chciałby kochać się z gościem, którego miało się za kooperanta, a nie mężczyznę. I odwrotnie, pod warunkiem, że rogacz ożenił się z Autorką z takich samych powodów. A cóś w to nie wierzę. Bo napisałaby to wprost.
Zdradziła, zamiast odejść. Wyszła za mąż dla kasy. Zamierzała odejść po angielsku dopiero wtedy, gdy się zakochała w innym. Dla niepoznaki, niby to zostawiając mężowi "wszystko". Ale się nie udało. Ciekaw jestem, jak wyglądałby ten "altruizm", gdyby Madula zdołała ukryć romans do czasu postępowania o podział majątku?
Roxan, testem dla prawdziwości opisu tak zapisanego przez autorkę , byłaby sytuacja odwrotna.
Czyli mąż wchodzi w romans i chce się po angielsku ulotnic z małżeństwa .
Myślisz że autorka byłaby dla niego tak wyrozumiała jak dla siebie?
Rozróżniajmy jednak sytuacje. Są na forum przykłady, gdzie jeden z małżonków zdradza, podczas gdy na co dzień udaje kochającego partnera i ogólnie rzecz biorąc nie ma powodów myśleć, że coś się złego w związku dzieje. Wtedy tak i ja bym miała takie same zdanie co do zdradzającego i była bezwzględna w ocenie, jak wy. Mamy tu, jak zresztą w wielu innych przypadkach, przykład małżeństwa, które istnieje tylko na papierze, gdzie nie ma wzajemnego uczucia, więzi, dbania o siebie, nawet chęci by ratować związek powoli zanikają, pojawia się depresja, czy nawet poczucie bezsilności, że tak już musi być, bo kredyty itd.
Romans w tym przypadku nie powinien być żadnym zaskoczeniem dla współmałżonka, ponieważ musiał się liczyć z tym, że takim zachowanie powoduje, że oddalają się od siebie i że małżeństwo właściwie nie istnieje, a raczej tworzy je 2 osób żyjących obok i to od lat. Myślę, że mąż autorki z podobnych pobudek wstąpił w ten związek małżeński, na co wskazuje brak jego chęci na poprawę relacji, sytuacji która trwa od dawna.
Dlatego uważam, że tych dwoje powinno się rozstać jak najszybciej bez robienia szopki z rozwodem z orzekaniem o jej winie, gdyż małżonek sobie na to też zapracował. Moim zdaniem zbyt wiele wagi przykłada się do zdrady pomijając inne kwestie. Oczywiście nie popieram zdrady, ale ona zwykle, może nawet zawsze jest wypadkową wielu czynników które się dzieją, narastają w małżeństwie, poczucia braku, frustracji itd. To osoby na tamten czas słabe, wyniszczone psychicznie związkiem, dla których romans jest to pewnego rodzaju bodziec by coś zmienić w swoim życiu, by pomyśleć w końcu o sobie.
Takie jest moje zdanie. W tym i podobnych patologicznych przypadkach, bo wiadomo, że wiele zdrad pojawia się też w teoretycznie szczęśliwych związkach.
Mamy tu, jak zresztą w wielu innych przypadkach, przykład małżeństwa, które istnieje tylko na papierze, gdzie nie ma wzajemnego uczucia, więzi, dbania o siebie, nawet chęci by ratować związek powoli zanikają, pojawia się depresja, czy nawet poczucie bezsilności, że tak już musi być, bo kredyty itd.
Romans w tym przypadku nie powinien być żadnym zaskoczeniem dla współmałżonka, ponieważ musiał się liczyć z tym, że takim zachowanie powoduje, że oddalają się od siebie i że małżeństwo właściwie nie istnieje, a raczej tworzy je 2 osób żyjących obok i to od lat. Myślę, że mąż autorki z podobnych pobudek wstąpił w ten związek małżeński, na co wskazuje brak jego chęci na poprawę relacji, sytuacji która trwa od dawna.
.........
Takie jest moje zdanie. W tym i podobnych patologicznych przypadkach, bo wiadomo, że wiele zdrad pojawia się też w teoretycznie szczęśliwych związkach.
Zapewniam Cie że w circa 90% małżeństw występują sytuacje w których przynajmniej jedna ze stron ma takie odczucia sytuacji o których piszesz. To wynik zabiegania, zmęczenia, codziennych kłopotów, obowiązków, dzieci i w efekcie zaniedbania sfery emocjonalnej.
Taki stany pojawiają się i znikają, jedni potrafią sie opamietac i zadbać o swoją relację, inni trwają w maraźmie a jeszcze inni zdradzaja.
118 2015-12-02 13:31:50 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-12-02 13:39:55)
Rozróżniajmy jednak sytuacje. Są na forum przykłady, gdzie jeden z małżonków zdradza, podczas gdy na co dzień udaje kochającego partnera i ogólnie rzecz biorąc nie ma powodów myśleć, że coś się złego w związku dzieje. Wtedy tak i ja bym miała takie same zdanie co do zdradzającego i była bezwzględna w ocenie, jak wy. Mamy tu, jak zresztą w wielu innych przypadkach, przykład małżeństwa, które istnieje tylko na papierze, gdzie nie ma wzajemnego uczucia, więzi, dbania o siebie, nawet chęci by ratować związek powoli zanikają, pojawia się depresja, czy nawet poczucie bezsilności, że tak już musi być, bo kredyty itd.
Romans w tym przypadku nie powinien być żadnym zaskoczeniem dla współmałżonka, ponieważ musiał się liczyć z tym, że takim zachowanie powoduje, że oddalają się od siebie i że małżeństwo właściwie nie istnieje, a raczej tworzy je 2 osób żyjących obok i to od lat. Myślę, że mąż autorki z podobnych pobudek wstąpił w ten związek małżeński, na co wskazuje brak jego chęci na poprawę relacji, sytuacji która trwa od dawna.
Dlatego uważam, że tych dwoje powinno się rozstać jak najszybciej bez robienia szopki z rozwodem z orzekaniem o jej winie, gdyż małżonek sobie na to też zapracował. Moim zdaniem zbyt wiele wagi przykłada się do zdrady pomijając inne kwestie. Oczywiście nie popieram zdrady, ale ona zwykle, może nawet zawsze jest wypadkową wielu czynników które się dzieją, narastają w małżeństwie, poczucia braku, frustracji itd. To osoby na tamten czas słabe, wyniszczone psychicznie związkiem, dla których romans jest to pewnego rodzaju bodziec by coś zmienić w swoim życiu, by pomyśleć w końcu o sobie.
Takie jest moje zdanie. W tym i podobnych patologicznych przypadkach, bo wiadomo, że wiele zdrad pojawia się też w teoretycznie szczęśliwych związkach.
Roxann. Ty chyba wciąż udajesz, że nie rozumiesz, o co mi chodzi.
Powtorzę. Nie dziwię sie, że Autorka nawiazała romans, bo szanowny małżonek nie spełnił jej oczekiwań (bądź nie dochował zapisów umowy - kiedy i ile razy w tygodniu/miesiącu bądzie ją zaspokajał seksualnie, przyjmując Twoje spojrzenie na powody zawarcia małżeństwa przez oboje)
Dziwię się jedynie, że przez kilka lat tkwiła w tym toksycznym środowisku, nie próbując nawet przeanalizować, po co to oboje ciągną.
Wątku by nie było, gdyby romans nie ujrzał światła dziennego i Madula odeszłaby w glorii osoby, która zdała sobie sprawę, że wychodząc za mąż, popełniła błąd.
I dzieląc się tymi wnioskami z mężem odpowiedni czas temu, uniknęłaby obecnego strachu przed działaniami męża, które byłyby jej własnymi, w sytuacji odwrotnej. Inaczej, nie bałaby się rozwodu z orzeczeniem winy
Myślę, że Autorka, już po nawiązaniu romansu, szukała haka na męża, by załatwić go tak, jak myśli, że teraz załatwi ją on. Ale ten k..as wolał telewizor i piwo, niż dorabianie rogów małżonce. Wnioski jednak potrafił wyciągać, więc spojrzał w korespondencję żony, w dupie mając (bardzo słusznie zresztą) tajemnicę zawartości listów wymienianych z gachem i zwiazaną z tym, możliwą odpowiedzialność karną.
Edit:
Milczenie Autorki również sporo mówi.
Excop, to może tym razem odniosę do swojej sytuacji. Wiem, że nie jest tak jak powinno być, że ten problem będzie narastał. Teraz, kiedy jeszcze powiedzmy, że przechodzimy wciąż tą pierwszą fazę zakochania, dbamy o siebie i okazujemy wzajemny szacunek, jest pewna bliskość, to ten związek się rozwija. Niemniej jednak dochodzi między nami do spięć na tej płaszczyźnie i zdarzają się przez to ciche dni. Zdaję jednak sobie sprawę, że jeżeli nic z tym nie zrobi, to marnie widzę naszą przyszłość. Może gdybyśmy już oboje byli na emeryturze, ale długie lata przed nami. No i tak, nie chcę od niego odchodzić teraz. Wolałabym, żeby się wyleczył. Jednak pomimo prób niewiele a właściwie nic się nie zmieniło, a wszelkie rozmowy wywołują w nim zdenerwowanie połączone z frustracją. Pomimo, że staram się go wspierać i nie robię mu wyrzutów, tylko z nim rozmawiam, chcąc znaleźć rozwiązanie.
No i powiedzmy, że za kilka lat jest taka sytuacja, że te pierwsze motylki mijają, seksu jak nie było, tak nie ma, oddalamy się od siebie emocjonalnie, a każda iskra powoduje kłótnie i coraz dłuższy okres cichych dni. Kiedy jest ten czas właściwy czas by odejść? Teraz? Dać sobie jeszcze rok żyjąc z nadzieją że coś się zmieni, ale absolutnie nie brać ślubu a tym bardziej żadnych kredytów?
Co jeśli za jakiś czas poznam kogoś, kolegę, przyjaciela, który wzbudzi moje zaufanie i będę chciała się komuś wyżalić, a on mnie wysłucha, zrozumie, otworzy oczy? Może naturalnie staniemy sobie bliscy, może pojawi się uczucie. Co jeśli w momencie kiedy zdam sobie z tego sprawę i podejmę decyzję o rozstaniu, mój obecny partner przeczyta naszą korespondencję i będzie chciał wszelką winę za rozstanie mnie obarczyć robiąc ze mnie najgorszą z najgorszych? nagle zacznie mi wypominać, że tyle lat dla mnie stracił a ja taka niewdzięczna i podła? Czy to będzie fair? Tak tylko gdybam, starając się zrozumieć autorkę i jej motywy. Oczywiście sytuacje inne, ale czy aż tak bardzo? Ja też obecnie jestem skłonna uznać, że tak już będzie w moim związku, że problem nie minie. Może przez takie myślenie sama wpadnę w depresję za jakiś czas i dopiero osoba trzecia mnie z tego będzie skłonna wyciągnąć.
Odejść więc teraz, wiedząc że ta osoba mnie kocha a ja ją? Czy czekać aż uczucie minie i pojawią się większe problemy?
Excop, to może tym razem odniosę do swojej sytuacji. Wiem, że nie jest tak jak powinno być, że ten problem będzie narastał. Teraz, kiedy jeszcze powiedzmy, że przechodzimy wciąż tą pierwszą fazę zakochania, dbamy o siebie i okazujemy wzajemny szacunek, jest pewna bliskość, to ten związek się rozwija. Niemniej jednak dochodzi między nami do spięć na tej płaszczyźnie i zdarzają się przez to ciche dni. Zdaję jednak sobie sprawę, że jeżeli nic z tym nie zrobi, to marnie widzę naszą przyszłość. Może gdybyśmy już oboje byli na emeryturze, ale długie lata przed nami. No i tak, nie chcę od niego odchodzić teraz. Wolałabym, żeby się wyleczył. Jednak pomimo prób niewiele a właściwie nic się nie zmieniło, a wszelkie rozmowy wywołują w nim zdenerwowanie połączone z frustracją. Pomimo, że staram się go wspierać i nie robię mu wyrzutów, tylko z nim rozmawiam, chcąc znaleźć rozwiązanie.
No i powiedzmy, że za kilka lat jest taka sytuacja, że te pierwsze motylki mijają, seksu jak nie było, tak nie ma, oddalamy się od siebie emocjonalnie, a każda iskra powoduje kłótnie i coraz dłuższy okres cichych dni. Kiedy jest ten czas właściwy czas by odejść? Teraz? Dać sobie jeszcze rok żyjąc z nadzieją że coś się zmieni, ale absolutnie nie brać ślubu a tym bardziej żadnych kredytów?
Co jeśli za jakiś czas poznam kogoś, kolegę, przyjaciela, który wzbudzi moje zaufanie i będę chciała się komuś wyżalić, a on mnie wysłucha, zrozumie, otworzy oczy? Może naturalnie staniemy sobie bliscy, może pojawi się uczucie. Co jeśli w momencie kiedy zdam sobie z tego sprawę i podejmę decyzję o rozstaniu, mój obecny partner przeczyta naszą korespondencję i będzie chciał wszelką winę za rozstanie mnie obarczyć robiąc ze mnie najgorszą z najgorszych? nagle zacznie mi wypominać, że tyle lat dla mnie stracił a ja taka niewdzięczna i podła? Czy to będzie fair? Tak tylko gdybam, starając się zrozumieć autorkę i jej motywy. Oczywiście sytuacje inne, ale czy aż tak bardzo? Ja też obecnie jestem skłonna uznać, że tak już będzie w moim związku, że problem nie minie. Może przez takie myślenie sama wpadnę w depresję za jakiś czas i dopiero osoba trzecia mnie z tego będzie skłonna wyciągnąć.
Odejść więc teraz, wiedząc że ta osoba mnie kocha a ja ją? Czy czekać aż uczucie minie i pojawią się większe problemy?
Droga Roxann.
Właśnie dlatego sugerowałem, że część okoliczności związanych z rozpadem związku Autorki, mogłaś odnosić do własnych kłopotów.
U Ciebie jednak jest dalece inaczej. Nikt niczego do niedawna nie ukrywał przed partnerem.
Twój partner zdaje sobie zapewne sprawę, że wcześniej, czy później odejdziesz od niego, o ile sam nie zdecyduje, by nie "więzić" Cię dłużej w okowach jego niemocy seksualnej.
Romansu nie zaakceptuje jak sądzę, więc dla Was obojga będzie lepiej, gdy jednak odejdziesz, zanim wkręcisz się w romans w "gorącej" postaci.
To będzie bardzo trudne, ale uczciwe przynajmniej. I mniej bolesne dla niego, a i dla Ciebie, bo zachowa jak myślę, szacunek dla Twojej osoby.
121 2015-12-02 19:25:41 Ostatnio edytowany przez Roxann (2015-12-02 19:31:29)
Ależ Excop, autorka wiele razy wspominała o rozwodzie a jej mąż nie chciał o tym słuchać, jak i brać udziału, angażować się w naprawę sytuacji. U mnie syt jest o tyle podobna, że też zwracałam mu uwagę, czy starałam się dać do zrozumienia, że choć ta sfera nie jest najważniejsza, że wystarczy mi bliskość itd., to jednak jest bardzo ważna. No bo jak mamy mieć np dzieci? Mam się czuć źle z tym, że czegoś oczekuję? Ja naprawdę nie chciałabym innego faceta, bo pod innymi względami odpowiada mi w 100% i nie sądzę, że poznam kogoś takiego. Wiem, że pomimo tego jego problemu bardzo się cieszy, że z nim jestem, że nie zostawiłam, że doceniłam inne jego cechy. Bo i tak jest! Wiem, jak bardzo bym go skrzywdziła teraz go zostawiając, resztą nie chcę bo mi na nim zależny. Ale jestem młoda i też potrzebuję seksu. Nawet zaczęłam przez to czytać o zdradach, nie wiem po co, bo raczej nie byłabym do tego zdolna. Na pewno nie teraz, bo jeszcze wierzę, że się zmieni, wyleczy, że coś z tym da się zrobić, ale to i mnie dołuje. Najbardziej w chwilach kiedy przychodzi co do czego bo wtedy zawsze atmosfera się zmienia. Nawet jeszcze nie tyle przeze mnie co przez niego. Wiadomo, jak ważna to sprawa dla faceta - zaspokoić swoją kobietę. Na razie się, ale już mu się wymknęło, że pewnie prędzej czy później zdradzę, że jestem atrakcyjną kobietą i że z innym byłabym szczęśliwsza. Ja się z jednaj strony zapieram, ale z drugiej chcę by coś z tym zrobił. Rozstanie i ewentualna zdrada póki co to dla mnie ostateczność. Ogólnie jestem w kropce.
Ależ Excop, autorka wiele razy wspominała o rozwodzie a jej mąż nie chciał o tym słuchać, jak i brać udziału, angażować się w naprawę sytuacji. U mnie syt jest o tyle podobna, że też zwracałam mu uwagę, czy starałam się dać do zrozumienia, że choć ta sfera nie jest najważniejsza, że wystarczy mi bliskość itd., to jednak jest bardzo ważna. No bo jak mamy mieć np dzieci? Mam się czuć źle z tym, że czegoś oczekuję? Ja naprawdę nie chciałabym innego faceta, bo pod innymi względami odpowiada mi w 100% i nie sądzę, że poznam kogoś takiego. Wiem, że pomimo tego jego problemu bardzo się cieszy, że z nim jestem, że nie zostawiłam, że doceniłam inne jego cechy. Bo i tak jest! Wiem, jak bardzo bym go skrzywdziła teraz go zostawiając, resztą nie chcę bo mi na nim zależny. Ale jestem młoda i też potrzebuję seksu. Nawet zaczęłam przez to czytać o zdradach, nie wiem po co, bo raczej nie byłabym do tego zdolna. Na pewno nie teraz, bo jeszcze wierzę, że się zmieni, wyleczy, że coś z tym da się zrobić, ale to i mnie dołuje. Najbardziej w chwilach kiedy przychodzi co do czego bo wtedy zawsze atmosfera się zmienia. Nawet jeszcze nie tyle przeze mnie co przez niego. Wiadomo, jak ważna to sprawa dla faceta - zaspokoić swoją kobietę. Na razie się, ale już mu się wymknęło, że pewnie prędzej czy później zdradzę, że jestem atrakcyjną kobietą i że z innym byłabym szczęśliwsza. Ja się z jednaj strony zapieram, ale z drugiej chcę by coś z tym zrobił. Rozstanie i ewentualna zdrada póki co to dla mnie ostateczność. Ogólnie jestem w kropce.
Pisałem już wcześniej, że biorę poprawkę na relację Autorki.
Według mnie, owe "próby naprawy" z jej strony i rozmowy o rozwodzie odbywały się już, gdy romans trwał w najlepsze. I to właśnie stało się sygnałem alarmowym dla jej męża, że dorobił się poroża.
Poza tym, co ona chciała naprawiać? Przecież to nigdy nie działało.
Według mnie, owe "próby naprawy" z jej strony i rozmowy o rozwodzie odbywały się już, gdy romans trwał w najlepsze. I to właśnie stało się sygnałem alarmowym dla jej męża, że dorobił się poroża.
Niestety nigdy nie układało nam się w łóżku co dziś wiem było jedną z ważniejszych przyczyn rozpadu tego związku (byłam głupia myśląc, że to nie jest takie ważne i, ze super seks już miałam z moimi byłymi partnerami). Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu. On był przecież przykładnym mężem, dobrym, nie zdradzającym. Ok. Niestety brak porozumienia i więzi zarówno fizycznej jak i psychicznej spowodowały, że uczucia wygasły. Zupełnie. Zaczęłam o tym mówić. Zaczęłam wspominać mu, że chyba czas to zakończyć ale on nie chciał nawet o tym rozmawiać. Po latach płaczu, ciągłych depresji i powolnego staczania się (zaczęłam popijać wraz z mężem tylko niestety bardziej szkodliwie) pojawił się ON
Co do podejścia męża to mimo, iż wcześniej (zanim poszłam tak głęboko w temat z innym) twierdził, że wie, zę tego małżeństwa już nie ma i nie ma czego ratować teraz mówi, że nadal wciąż mnie kochał i kocha nadal i dla niego to jest zdrada.
124 2015-12-03 09:49:28 Ostatnio edytowany przez Roxann (2015-12-03 09:49:56)
Excop, dokładnie to miałam na myśli co przytoczyła "Czarna Kotka".
Nie wiem, nie rozumiem dlaczego ludzie usilnie naginają opisane przez autorkę rzeczy pod siebie. Że na pewno mąż był ideałem a problemy, rozmowy o rozwodzie zaczęły się dopiero po tym jak małżonka wdała się w romans. Zresztą nie tylko w tym wątku, niemal w każdym w którym mowa o zdradzie.
125 2015-12-03 10:33:04 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-12-03 11:02:44)
Excop, dokładnie to miałam na myśli co przytoczyła "Czarna Kotka".
Nie wiem, nie rozumiem dlaczego ludzie usilnie naginają opisane przez autorkę rzeczy pod siebie. Że na pewno mąż był ideałem a problemy, rozmowy o rozwodzie zaczęły się dopiero po tym jak małżonka wdała się w romans. Zresztą nie tylko w tym wątku, niemal w każdym w którym mowa o zdradzie.
No i znów to samo.
Przecież już dwukrotnie zaznaczyłem, że nie biorę bezkrytycznie na wiarę tego, co pisze Autorka.
Zapytam jeszcze raz. Czemu nie odeszła. Wtedy, gdy i od ślubnego otrzymała potwierdzenie, że ich małżeństwo to fikcja? A ponoć, do tego "głębokiego" (czytaj: fizycznego) zaangażowania jeszcze nie doszło?
Emocjonalnie jednak, było już po ptokach.
I o tym mówię. Dlaczego odwlekała odejście? No, dlaczego? To mnie obie wyjaśnijcie.
Czy zatem, jeśli brać poważnie relację Autorki, czekała ona, aż mąż wystąpi o rozwód?
Biadoli, że obudził się, gdy rozstanie stało się realnym.
A gdzie jej decyzyjność podziała się, zanim poszła do łóżka z innym?
Dla mnie niezrozumiałe jest to o czym pisała autorka :
- miała super seks z innymi, poprzednimi partnerami. Miała już doświadczenia seksualne z innymi.
Porównanie męża z nimi wypadało ....blado. O ile nie powiedzieć kiepsko.
Wiedziała o tym wchodząc w to małżeństwo.
Dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że ta sfera życia jest dla niej bardzo ważna.
Z pewnością jej wspomnienia o dobrym seksie z innymi, były powodem kryzysu w małżeństwie, świadomych lub nie pretensji, oddalania się od męża i męża od niej.
Nie znamy jego relacji co szwankowało w ich małżeństwie, jego odczuć.
Można się domyślać, że opis przedstawiony przez autorkę jest subiektywny i nastawiony na usprawiedliwienie SIEBIE.
Od długiego czasu nie układało mi się w małżeństwie. W zasadzie to już przed ale myślałam, że taka kolej rzeczy i tak wygląda związek po wielu latach. Ślub wzięliśmy aby dostać kredyt na mieszkanie ponieważ latami gnieździliśmy się na wynajmach a, że wydawało mi się, że i tak będę z nim do końca życia to stwierdziłam, że pójdę w to. Brak porozumienia narastał, obcy ludzie pod jednym dachem, dwa różne temperamenty, różne marzenia, ja się w międzyczasie zmieniłam wewnętrznie nie chciałam życia pt. piwo do TV, zero wyjścia gdziekolwiek w wieku jeszcze przed 30-stką.
Niestety nigdy nie układało nam się w łóżku co dziś wiem było jedną z ważniejszych przyczyn rozpadu tego związku (byłam głupia myśląc, że to nie jest takie ważne i, ze super seks już miałam z moimi byłymi partnerami). Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu. On był przecież przykładnym mężem, dobrym, nie zdradzającym. Ok. Niestety brak porozumienia i więzi zarówno fizycznej jak i psychicznej spowodowały, że uczucia wygasły. Zupełnie. Zaczęłam o tym mówić. Zaczęłam wspominać mu, że chyba czas to zakończyć ale on nie chciał nawet o tym rozmawiać. Po latach płaczu, ciągłych depresji i powolnego staczania się (zaczęłam popijać wraz z mężem tylko niestety bardziej szkodliwie) pojawił się ON, ten trzeci. Dawny przyjaciel z liceum. Banał, co? Brzydziłam się zawsze zdradą. A jednak po wielu miesiącach walki samej z sobą postanowiłam sprawdzić czy to aby na pewno ze mną jest coś nie tak w łóżku (tak sobie zdążyłam wmówić po latach nieudanego pożycia łóżkowego). Zdradziłam. I zakochałam się jak nigdy w życiu. Sytuacja materialna zmusiła mnie do tego aby poczekać na ten najważniejszy krok (choć wspominałam mężowi o rozwodzie, nie raz i, że nas już nie ma i nic tego nie zmieni, żyliśmy nawet w osobnych pokojach, jak obcy ludzie). Nie zdążyłam. Wpadłam. Przez głupotę. (
- facet w porównaniu z byłymi był kiepski w łózko już przed ślubem,
- autorka zdecydowała się na ślub z powodu kredytu ale przed wszystkim zakładała że jest to facet na całe życie
- seks był dalej kiepski,
- doszło do oddalenia fizycznego i emocjonalnego,
- facet nie chciał rozwodu, autorka "wspominała" o nim.
- nawiązała kontakt z dawnym znajomym, ( zdrada emocjonalna)
- świadomie bo po miesiącach "walki ze sobą", postanowiła sprawdzić czy może mieć jeszcze dobry seks z innym ( zdrada fizyczna),
- zakochała się w kochanku po seksie z nim,
- postanowiła odejść od męża, ale najpierw chciała zgrabnie "zaaranżować" powód rozwodu (? jak, przekupić męża, wmówić jego winę ? skoro nie chciał "nawet słyszeć o rozwodzie (dlaczego ? widać że te malżeństwo nie było "martwe" dla obu stron) ,
- i... wisienka na torcie : wpadła przez swoją "głupotę"
głupotą dla niej nie jest sposób rozwiązywania problemów w małżeństwie, nie jest zdrada - ale nieumiejętne ukrywanie zdrady.
a "wpadką" nazywa odkrycie prawdy o jej zdradzie.
Nie było patologii.
Zwykły brak komunikacji, wzajemnego zrozumienia potrzeb w małżeństwie.
Jedyna reakcja to "wspominanie" o rozwodzie, bez działań w celu poprawy, bez propozycji propozycji np terapii.
Wina męża za kryzys ?
Taka sama jak autorki - wchodziła w małżeństwo z przekonaniem że to facet z którym będzie aż do śmierci, a kiepski seks w porównaniu z byłymi nie był wtedy problemem.
Wina za zdradę ?
Wyłącznie autorki.
Facet ma prawo czuć się oszukany, nie chciał rozwodu, dla niego małżeństwo nie było "martwe".
Autorka mogła zamiast "sprawdzać się w seksie z innym" po prostu rozwieść się i wtedy nikt nie mógłby mieć do niej pretensji.
Wolała poszukać sobie "drugą gałąź" i dopiero potem, zacierając ślady za sobą, rozwieść się.
Podwójne oszustwo.
127 2015-12-03 12:45:52 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-12-03 12:46:33)
Secondo,
Ładnie wszystko wypunktowałaś, tylko tak jakoś przypadkiem zupełnie pominęłaś (pisząc nawet o braku działań w kierunku poprawy) starania Autorki żeby naprawić związek.
"Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu."
"To co, zrobiłam aby małżeństwo ratować wiem tylko ja i nie będę nikogo przekonywać na siłę jak było naprawdę. Tylko ja wiem na jaki mur trafiałam, ponieważ mąż nie potrafi okazywać uczuć, tylko ja wiem jakie mieliśmy problemy z komunikacją na każdej płaszczyźnie i tylko ja wiem jak bardzo kiedyś chciałam ja a on nie okazał zaangażowania ani w związek uczuciowy, ani w seks ani tak naprawdę w ogóle w jakiekolwiek życie"
Exocop,
ja również nie przyjmuję bezkrytycznie na wiarę wszystkiego co piszesz, wybiorę sobie co mi się podoba, a resztę sobie dośpiewam zgodnie z aktualnym nastrojem i pogodą za oknem. Zgodnie z tym tokiem myślenia, po odwiedzeniu Twojego profilu, jestem całkowicie pewna, że jesteś bardzo starym leśnym krasnoludkiem, który ma w swojej ziemiance pod dębem starą powojenną bombę, która powoli rdzewieje, bo akurat pada, a ziemianki często przeciekają.
128 2015-12-03 13:16:06 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-12-03 13:25:40)
Exocop,
ja również nie przyjmuję bezkrytycznie na wiarę wszystkiego co piszesz, wyb sobie co mi się podoba, a resztę sobie dośpiewam zgodnie z aktualnym nastrojem i pogodą za oknem. Zgodnie z tym tokiem myślenia, po odwiedzeniu Twojego profilu, jestem całkowicie pewna, że jesteś bardzo starym leśnym krasnoludkiem, który ma w swojej ziemiance pod dębem starą powojenną bombę, która powoli rdzewieje, bo akurat pada, a ziemianki często przeciekają.
No, popatrz!
Do tej pory sądziłem naiwnie, że zasady obowiązują zarówno w starym, pleśniejącym leśnym uroczysku, jak i na 29 piętrze eleganckiego apartamentowca warszawskiego.
Dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu.
Postaram się reedukować w tym zakresie, by dopasować się do nowych reguł, o ile życia mi starczy. ![]()
"Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu."
"To co, zrobiłam aby małżeństwo ratować wiem tylko ja i nie będę nikogo przekonywać na siłę jak było naprawdę. Tylko ja wiem na jaki mur trafiałam, ponieważ mąż nie potrafi okazywać uczuć, tylko ja wiem jakie mieliśmy problemy z komunikacją na każdej płaszczyźnie i tylko ja wiem jak bardzo kiedyś chciałam ja a on nie okazał zaangażowania ani w związek uczuciowy, ani w seks ani tak naprawdę w ogóle w jakiekolwiek życie"
Czarna Kotka,
taki opis to standard.
Kążdy ( no, może prawie każdy) kto zdradził jest niewinny i zrobił wszystko, dawał "sygnały", "wspominał", itp.
Skoro było tak źle i wyczerpała WSZYSTKIE możliwości,
to po co tkwiła w tym małżeństwie ??
Jak pisze mieli problem z komunikacją.
Co zrobiła, żeby ta komunikacja mała szansę "zaskoczyć" ?
Były próby nauki komunikacji w związku ?
Rozpoznania wzajemnego potrzeb ? terapia itp.
Autorka nie czuje potrzeby "przekonywania na siłę, ze było inaczej".
Wystarczy jej własna, subiektywna ocena.
Jest nieskazitelna i już.
Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby opis małżeństwa wg drugiej strony byłby znacznie odmienny.
Mamy subiektywny opis ich historii,
- ona dla małżeństwa zrobiła wszystko,
- mąż nie zrobił nic.
Jak pewnie wiesz, prawda zazwyczaj leży pośrodku.
Czarna Kotka napisał/a:Exocop,
ja również nie przyjmuję bezkrytycznie na wiarę wszystkiego co piszesz, wyb sobie co mi się podoba, a resztę sobie dośpiewam zgodnie z aktualnym nastrojem i pogodą za oknem. Zgodnie z tym tokiem myślenia, po odwiedzeniu Twojego profilu, jestem całkowicie pewna, że jesteś bardzo starym leśnym krasnoludkiem, który ma w swojej ziemiance pod dębem starą powojenną bombę, która powoli rdzewieje, bo akurat pada, a ziemianki często przeciekają.No, popatrz!
Do tej pory sądziłem naiwnie, że zasady obowiązują zarówno w starym, pleśniejącym leśnym uroczysku, jak i na 29 piętrze eleganckiego apartamentowca warszawskiego.
Dziękuję za wyprowadzenie mnie z błędu.
Postaram się reedukować w tym zakresie, by dopasować się do nowych reguł, o ile życia mi starczy.
Hahaha...
Cześć Excop.
Dobrego dnia.