netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

168 odpowiedzi23 453 wyświetleniazałożony przez madula, 27.11.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 169 ]

1

Temat: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Witajcie....
To mój pierwszy post tutaj i potrzebuje chyba się wygadać anonimowo bo mnie aż dusi w środku.
Jeśli możecie nie wieszajcie na mnie psów bo to mi już nie pomoże w mojej obecnej sytuacji. Z góry dziękuję Wam za spełnienie tej prośmy.

Otóż naważyłam piwa, które teraz sama muszę wypić, wiem to. Ale może nie udławię się do reszty, może jest jakieś wyjście z mojego tonącego okrętu.

Postaram się w skrócie ale chyba się nie da.

Od długiego czasu nie układało mi się w małżeństwie. W zasadzie to już przed ale myślałam, że taka kolej rzeczy i tak wygląda związek po wielu latach. Ślub wzięliśmy aby dostać kredyt na mieszkanie ponieważ latami gnieździliśmy się na wynajmach a, że wydawało mi się, że i tak będę z nim do końca życia to stwierdziłam, że pójdę w to. Brak porozumienia narastał, obcy ludzie pod jednym dachem, dwa różne temperamenty, różne marzenia, ja się w międzyczasie zmieniłam wewnętrznie nie chciałam życia pt. piwo do TV, zero wyjścia gdziekolwiek w wieku jeszcze przed 30-stką.

Niestety nigdy nie układało nam się w łóżku co dziś wiem było jedną z ważniejszych przyczyn rozpadu tego związku (byłam głupia myśląc, że to nie jest takie ważne i, ze super seks już miałam z moimi byłymi partnerami). Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu. On był przecież przykładnym mężem, dobrym, nie zdradzającym. Ok. Niestety brak porozumienia i więzi zarówno fizycznej jak i psychicznej spowodowały, że uczucia wygasły. Zupełnie. Zaczęłam o tym mówić. Zaczęłam wspominać mu, że chyba czas to zakończyć ale on nie chciał nawet o tym rozmawiać. Po latach płaczu, ciągłych depresji i powolnego staczania się (zaczęłam popijać wraz z mężem tylko niestety bardziej szkodliwie) pojawił się ON, ten trzeci. Dawny przyjaciel z liceum. Banał, co? Brzydziłam się zawsze zdradą. A jednak po wielu miesiącach walki samej z sobą postanowiłam sprawdzić czy to aby na pewno ze mną jest coś nie tak w łóżku (tak sobie zdążyłam wmówić po latach nieudanego pożycia łóżkowego). Zdradziłam. I zakochałam się jak nigdy w życiu. Sytuacja materialna zmusiła mnie do tego aby poczekać na ten najważniejszy krok (choć wspominałam mężowi o rozwodzie, nie raz i, że nas już nie ma i nic tego nie zmieni, żyliśmy nawet w osobnych pokojach, jak obcy ludzie). Nie zdążyłam. Wpadłam. Przez głupotę. Mąż dowiedział się w ostatnim momencie kiedy już wszystko miałam przygotowane, żeby się wyprowadzić i potem zacząć jakoś zamykać temat mojego nieudanego małżeństwa, kredytów... Niestety dysponuje skopiowanym dialogiem (wykradzionym z mojego FB) z moim "kolegą" który ma mu posłużyć jako dowód w sądzie.

Orzekanie o winie. Taki ma zamiar. Jak to brzmi. Nie tak miało być. Nie czuję, że zdradziłam bo od dawna nie żyłam z mężem i jawnie mówiłam, że nie chcę już z nim dłużej żyć. Ale w świetle prawa jest inaczej. Jestem winna. I on postanowił to wykorzystać. Mam się przyznać w sądzie. Zapytał czy tak zrobię. Teoretycznie nie mam wyjścia, przecież ma dowody. Ale pojawia się czarna chmura... alimenty na męża. Przecież może ugrać je bez problemu. Jestem w stanie zostawić mu wszystko (i tak planowałam tak zrobić) ale alimenty na męża zniszczyłyby mnie....
Co mogę zrobić? Próbować udowodnić, że nastąpił wcześniej rozkład pożycia? Przecież to się może ciągnąc latami... Przyjąć całą winę na siebie? Ogromne ryzyko... Nie wiem jak w tej sytuacji kiedykolwiek sprzedamy mieszkanie skoro nie będzie rozwodu tak szybko. Nie wiem jak uciągnąć kredyt i mieszkanie w pojedynkę. Nie wiem co robić. Może macie jakieś rady. Mąż nie zamierza się "dogadać" i zapowiedział, że mieszkania nie sprzedamy przed rozwodem na pewno. Wiem, że zawaliłam. Wszystko zawaliłam. Ale czy w ogóle jest szansa, że się uratuję z tej sytuacji? Może macie jakieś rady... Chcę zacząć na nowo. Mam wrażenie, że dzięki temu którego pokochałam chyba pierwszy raz w życiu wiem kim jestem i wiem czego chcę. Banały, ja wiem. Ale mam 30 lat. Czuję, że jeszcze mogę zacząć na nowo.... Tylko ten rozwód, te kredyty... Jak to teraz ogarnąć żeby nie utonąć? sad

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-11-27 21:25:37)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Cóż, teraz już za późno, mleko się wylało.

Zdradziłaś męża, ma na to dowody. Sprawa jasna, że wina leży po Twojej stronie.

Co do alimentów, może się wybronisz jakoś tym, że mąż popija, jeśli masz na to jakiekolwiek dowody.
--------------------------------

Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się wcześniej.
Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się PRZED dokonaniem zdrady.
Nie rozumiem, dlaczego byłaś aż tak nieostrożna i nie pilnowałaś swojej korespondencji internetowej.
A na koniec nie rozumiem, dlaczego chcesz uciec od odpowiedzialności. Wszak zdajesz sobie sprawę ze swojej winy.
PONIEŚ KONSEKWENCJE. Tak wygląda dorosłe życie.

3

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

witaj... rozwód to nie koniec świata smile alimenty nie tak łatwo uzyskać... spokojnie.
czy macie dzieci? czy rodzina wiedziała o tym jak wyglądają wasze relacje? o tym że związek był "martwy" już wcześniej? jak bardzo ta rozmowa jest pograżająca Ciebie? czy sytuacja materialna Twojego męża pogorszy się znacznie w obliczu waszego rozstania? hmm.... pewnie nasunie mi się więcej pytań, ale narazie zostawmy te smile

4

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Cynicznahipo napisał/a:

Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się wcześniej.
Nie rozumiem, dlaczego nie rozwiodłaś się PRZED dokonaniem zdrady.
Nie rozumiem, dlaczego byłaś aż tak nieostrożna i nie pilnowałaś swojej korespondencji internetowej.
A na koniec nie rozumiem, dlaczego chcesz uciec od odpowiedzialności. Wszak zdajesz sobie sprawę ze swojej winy.
PONIEŚ KONSEKWENCJE. Tak wygląda dorosłe życie.

to są bardzo mądre słowa... niestety zycie nie jest nigdy idealne i poukładane, zyłam w martwym związku... czesto brakuje nam iskry, nie wiem jak to nazwać, ale popadając w marazm zatracamy się w nim. Przyzwyczajamy do sytuacji. Często później tłumaczymy że walczylismy że się staraliśmy... to nie prawda... egzystujemy, coś tam spróbujemy... na poziomie egzystencji, usypiamy, gaśniemy. Nie szukamy siły w sobie. Budzimy się nagle i mówimy "o kurcze, ja tak walczyłam, ale się nie udało!" ale do przebudzenia potrzeba bodźca, czasem to drugfa osoba, czasem jakaś sytuacja.

"Nie widziałem jeszcze ludzi, którzy spotkaliby się w dobrym miejscu życia. Takiego miejsca w życiu nie ma i być nie może. Zawsze zdaje się, że jest zbyt późno czy zbyt wcześnie; że zbyt wiele doświadczenia albo że zbyt mało. Zawsze coś stoi na przeszkodzie."
Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia" wink

5

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Rozmowa jest pogrążająca mnie w 100%... tu nie ma z czym dyskutować.
Dzieci nie mamy.
Sytuacja finansowa męża pogorszy się bardzo (do tego dał wypowiedzenie w pracy na krótko przed tym jak odkrył tę rozmowę). Swoją drogą zawsze wszystko usuwam, uważam, ale... cóż stało się. Bez komentarza, mój kretynizm.
Rodzina widziała, że związek jest martwy ale co to za świadkowie- rodzice? Przyjaciółka? hmm Na moje słabe to bardzo.
Nie rozwiodłam się z kretyńskich przyczyn... finansowo-  logistycznych. To skomplikowane.  Ale teraz żałuję, mogłam się np. zapożyczyć i uwolnić zanim wyleje się mleko.

p.s Boje się, że czytając dziś te wpisy nie zasnę już w ogóle w najbliższym czasie ale piszcie, piszcie proszę....

6

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
madula napisał/a:

Rodzina widziała, że związek jest martwy ale co to za świadkowie- rodzice? Przyjaciółka? hmm
.

najlepsi świadkowie to osoby z najbliższego otoczenia, mający kontakt ze stronami.
Powinnaś udać się do adwokata, jak najszybciej.

dlaczego Twój mąż złozył wypowiedzenie? szuka pracy? utrzymujesz go obecnie?

7

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Mąż złożył wypowiedzenie bo jak twierdził, nie mógł już nieść sytuacji w pracy i atmosfery. Jest na wypowiedzeniu ale zamierza chyba ciągnąć potem zwolnienie. Nie wiem. Sytuacja jest w tej chwili taka, że niestety nie da się już normalnie porozmawiać. Do adwokata się wybieram. Ale czuję, że niewiele mi pomoże w sytuacji. Wiem, jak bardzo nawaliłam ale nie odwrócę już biegu zdarzeń.

8

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

no narobiłaś sobie problemów... nie małych. O moralnej kwestii tego wypowiadać będą się inni, ja nie jestem od oceniania.

Adwokat Ci pomoże, nastepnie rodzina - czy rozmawiałaś już z najblizszymi o tej sytuacji?
jakie są zamiary Twojej "nowej miłości" wobec Ciebie?
skąd u Twojego męża nagła chęć walki? I czy podejmowałaś z nim rozmowy? Na ile ten związek był "martwy" dla niego?
czy Twój maż ma jakiekolwiek żądania wobec Twojej osoby w obecnej sytuacji?
Czy złożył już pozew czy tylko Cię straszy?
Czy próbowałaś z nim rozmawiać i dowiedzieć się jaki jest jego punkt widzenia?

9

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

madula nie wiem czy sąd tak na pewno bez przyjrzenia się sprawie obarczy cię w 100% wina za rozpad małżeństwa, skoro nawet mając dowody zdrady orzeka o jej braku. Wszystko zależy od tego co działo się w trakcie małżeństwa, bo przecież to też jest istotne.
Jak to mówią : zdrada to nie przyczyna kryzysu, a jego ostatnie tchnienie.

Ja zwróciłam uwagę na fakt iż jesteś w ciąży i to, że mąż będzie domniemanym ojcem. W ciągu pół roku po narodzinach dziecka musi wystąpić o zaprzeczenie ojcostwa, w przeciwnym razie będzie płacić alimenty, albo zostanie mu pójście do prokuratora w tej sprawie. Dopytaj się prawnika, który się na tym zna.

10

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Aniaa34 napisał/a:

Ja zwróciłam uwagę na fakt iż jesteś w ciąży i to, że mąż będzie domniemanym ojcem. W ciągu pół roku po narodzinach dziecka musi wystąpić o zaprzeczenie ojcostwa, w przeciwnym razie będzie płacić alimenty, albo zostanie mu pójście do prokuratora w tej sprawie. Dopytaj się prawnika, który się na tym zna.

kurcze nie dojrzałam tego.... w ciąży??

11

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

madula, tak to już jest w zyciu,
że musimy wypić piwo które nawarzymy.

Owszem, czasami da się oszukać kogoś a potem samego siebie, że niby "nic się nie stało, to nie było oszustwo".
Ale, nawet jeżeli przekręt się uda, oszukany dowie się po czasie, to wcale nie znaczy, że to co zrobiliśmy nie odbije się czkawką na naszym życiu.
W przeróżny sposób.

Zdradziłaś.
Z pełną świadomością.
W czasie trwania małżeństwa, żeby sprawdzić "czy coś z Tobą nie tak w łóżku"
Potem było z górki.
Nie szukaj usprawiedliwień, że przecież tego małżeństwa nie było, bo to przecież nieprawda.
Nie oskarżaj siebie, że nieskutecznie skrywałaś prawdę.
( gdyby tego małżeństwa nie było, nie musiałabyś niczego ukrywać)

Trzeba stanąć z prawdą twarzą w twarz.
I ponieść skutki tego co się nabroiło.

Skoro twierdzisz, że warto było tak nabroić...
To bilans i tak powinien wyjść na plus.

Głowa do góry i przyznać się do winy.
Bez szukania zasadzek, haków, krętactwa.


BTW.
Nie masz jakichś wyrzutów sumienia,
wiedząc, jakie upodlenie przeżywa mąż ?
Widząc jak się miota, jaką nienawiść w nim wzbudziłaś ?

To próba obrony, przed totalnym upadkiem poczucia własnej wartości, zaufania, sensu życia

12

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Aniaa34 napisał/a:

madula nie wiem czy sąd tak na pewno bez przyjrzenia się sprawie obarczy cię w 100% wina za rozpad małżeństwa, skoro nawet mając dowody zdrady orzeka o jej braku. Wszystko zależy od tego co działo się w trakcie małżeństwa, bo przecież to też jest istotne.
Jak to mówią : zdrada to nie przyczyna kryzysu, a jego ostatnie tchnienie.

Ja zwróciłam uwagę na fakt iż jesteś w ciąży i to, że mąż będzie domniemanym ojcem. W ciągu pół roku po narodzinach dziecka musi wystąpić o zaprzeczenie ojcostwa, w przeciwnym razie będzie płacić alimenty, albo zostanie mu pójście do prokuratora w tej sprawie. Dopytaj się prawnika, który się na tym zna.

Raczej się mylisz, Aniu.
Autorka wpadła, ale w tarapaty, bo tuż przed usunięciem spoza zasięgu męża dowodów zdrady straciła czujność i widocznie zbyt wyraźnie od jakiegoś czasu dawała mu znać swym zachowaniem, że dorobił się poroża, jakie miał kopalny jeleń olbrzymi.

Madulo.
Postaw się w sytuacji męża. Odchodzisz i zabierasz połowę tego czegoście wspólnie się dorobili (choć deklarujesz, że oddajesz mu wszystko - co według mnie, było dla ślubnego jednym z głównych sygnałów alarmowych, że go zdradzasz).
Zostawiasz go z kredytem, bądź połową zobowiązań i z niewesołą sytuacją materialną po rozwodzie, która jak piszesz, stałaby się zła nawet wtedy, gdyby nie odszedł z pracy.
To jak widzisz samą siebie w tej kombinacji pragnień i chęci ucieczki od odpowiedzialności za sytuację, do której doprowadziłaś przynajmniej w połowie "zasług" wtedy, kilka lat temu , gdyście się pobierali?
Bo moim zdaniem, zawarliście umowę. Tak, umowę, a nie prawdziwe małżeństwo. Którą zerwałaś oszukując "wspólnika" i dostarczając mu przy tym dowodów.
A w takiej sytuacji odszkodowanie, o ile pokrzywdzony się tego domaga, raczej będzie mu przysługiwać. W tym wypadku orzeczeniem o Twojej winie.

13

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

W ciąży żadnej nie jestem, coś źle zrozumieliście (chodziło a alimenty na męża z racji mojej wyłącznej winy bo tak by wyszło), więc nie ma tematu.
"Zdradziłam" z pełną świadomością ale już po zrobieniu własnego rachunku sumienia, że małżeństwa nie ma i nie będzie cokolwiek by nie wyniknęło po tzw. spróbowaniu z tą nową osobą. Nie kochałam męża, wiedziałam już, zę nie chcę z nim być na pewno. Dla mnie po fizycznej zdradzie (a już w ogóle tak głębokiej, bo przy okazji mentalnej) nie ma powrotu do poprzedniego partnera. Koniec. Nie wiedziałam jak rozwiązać sprawy ekonomiczne stąd niewyplątanie się formalne z tego małżeństwa, kredytów... Nie chciałam by mąż, jakby nie patrzeć nadal mąż, narobił mi krzywd materialnych no i mam. Teraz żałuję, ponieważ źle to rozegrałam, bardzo źle, ale nie cofnę czasu.
Co do podejścia męża to mimo, iż wcześniej (zanim poszłam tak głęboko w temat z innym) twierdził, że wie, zę tego małżeństwa już nie ma i nie ma czego ratować teraz mówi, że nadal wciąż mnie kochał i kocha nadal i dla niego to jest zdrada. Albo mówi tak, żeby grać w swoją grę, którą sobie ustawił czyli znajdzie dowód i będzie wygrany, przy okazji skrzywdzony bo zrzuci winę na mnie, wszyscy się dowiedzą dlaczego rozpad małżeństwa itp.. Czy czuję wyrzuty sumienia? Tak. Wstyd mi, że cierpi i najwyraźniej przeżywa upodlenie i ogromną nienawiść zarówno do mnie jak i do kolegi którego de facto poznał, ponieważ to mój wieloletni przyjaciel. Obiecał, że go zniszczy, ale to osobny temat który oczywiście też spędza mi sen z powiek ponieważ za moje błędy może teraz płacić dodatkowo on.

Secondo1 przyznać się do winy oczywiście będę musiała, ponieważ ma w ręku dowody i z tym nie wygram. Ale jeśli pójdzie w temat alimentów i faktycznie zniszczenia mnie to już potem tylko sznur, bo przecież nie mam szans sobie z tym finansowo poradzić. Czuję się przegrana bo nawet nie mam jak walczyć. Wiem, że spieprzyłam życie kilku osobom w tym swoje własne.

14

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Madula,
Odpowiadając na Twoje pytanie na tej podstawie sąd nie orzecze Twojej winy. W praktyce bardzo trudno udowodnić jest , ze wina leży tylko po jednej stronie. Wystarczy, ze drugiej stronie przypisze się choć 5% wpływu na rozwód i rozwodu nie będzie z orzeczeniem winy. A ten wpływ po jego stronie to to wszystko co wymieniłaś w poście - brak chęci do naprawy, Twoje rozmowy o zakończeniu, brak sexu itp, itd. A poza tym żeby otrzymać alimenty sąd musiałby uznać ze nie jest w stanie się utrzymać lub jest niezdolny do pracy - a to orzeka nie na podstawie tego czy on pracuje tylko na podstawie tego czy jest zdolny do pracy.
Znajdź dobrego prawnika w swoim mieście (poczytaj na forach) i idź do niego.

15

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

JuliaKaa dziękuję. Zawsze to jakieś słowa pociechy w tej śmierdzącej sytuacji. Mam jeszcze pytanie. Czy można jakoś sprawdzić czy mąż już złożył wniosek o rozwód? I czy gdyby go jeszcze nie złożył to moje wcześniejsze złożenie go cokolwiek zmieni w sytuacji kiedy to wygląda na to, że składam go po tzw. mojej wpadce?

16 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-11-28 00:08:28)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Jeżeli Ty zlozysz wniosek, a mąż udowodni w trakcie rozprawy rozwodowej Twoja wyłączną winę, to sąd orzeknie rozwód tylko w przypadku kiedy mąż wyrazi na niego zgodę.

Osoba wyłącznie winna rozpadu małżeństwa nie uzyska go na wyłącznie swój wniosek.
Chyba, że zachodzą okoliczności działania sprzecznego z normami współżycia społecznego. Chodzi tu o sytuację gdyby brak zgody męża wynikał z chęci zemsty, korzyści materialnych, szantażu lub gdyby np. Byliście obydwoje w długoletniej związkach z innymi partnerami.

P.s.
Co rozumiesz przez "twoja wpadkę"?
Fakt zdrady czy fakt ujawnienia zdrady?

17

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Przez "moją wpadkę" rozumiem fakt ujawnienia zdrady i to, że mąż ma dowody na to, ze ujawnienie nastąpiło wcześniej niż złożenie mojego pozwu. Nie wiem skąd wziąć kolejne pieniądze na choćby złożenie pozwu a co dopiero na prawnika, ale najwyżej zapożyczę się do końca życia, nie wiem. Bałam się ruszyć temat z powodu problemów finansowych no to mam- jeszcze gorzej.

Ciekawe czy mąż w ogóle zgodzi się na rozwód i czy to latami nie będzie się ciągnęło. A kiedy tak jak pisała JuliaKaa uda się udowodnić w sądzie, żę rozpad małżeństwa nie jest w 100% z mojej winy? Wtedy rozumiem mąż nie ma już decydującego wpływu na to czy da mi rozwód czy nie, prawda? Szykuje się pranie brudów, nigdy bym się nie spodziewała takich rzeczy w swoim życiu, a jednak.

18

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Pogadaj z nim, ale tak naprawdę szczerze. Niech w rozmowie padnie np. pytanie ile razy był seks w tym czasie, kiedy jeszcze nie miałaś kochanka, jakie były relacje pomiędzy Wami i czy pomimo Twoich jasnych komunikatów że nie jest dobrze, on rwał się do naprawy związku, czy zostawił Cię z problemem samą. Przypomnij mu jak mieszkaliście w osobnych pokojach jak obcy ludzie itd. Wyciągnij na wierzch wszystkie wady związku. Nie powinien wszystkiemu zaprzeczyć, jeśli da się wciągnąć w rozmowę, to potwierdzi, że pomiędzy Wami nie było dobrze. Zrób to tak, żeby wyszło naturalnie. Bo tę rozmowę powinnaś nagrać.
Zdrady jesteś winna tylko Ty. Ale rozkładu małżeństwa, który jest właściwą przyczyną rozwodu, jesteście winni oboje, dlatego uważam, że dzięki takiej nagranej rozmowie sąd będzie miał lepszy wgląd w prawdziwy obraz sytuacji.

19

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Ach jak ja lubię spojrzenie z drugiej strony lustra smile Gdyby autorka wątku była facetem zapewne wypowiedzi i porady były by te sameeee... A taki jeden satyryk bzykał żonę zapewne regularnie ale równie regularnie bzykał też inne panienki. Żona wystąpiła o rozwód z jego winy, dostała alimenty, bo w wyniku rozwodu jej sytuacja materialna się pogorszyła. Ostatnio podwyższono te alimenty chyba do 4 tysiączków na miesiąc. Ciekawe czy sąd w tym przypadku też rozpatrywał jej zdolność do pracy lol

20

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Czytam i nie wierze!!!
Przyszła tu kobieta, z której każdego wpisu EGOIZM wylewa sie jak Morze Czerwone, i pyta jak ma dalej kiwać męża, a wy jej udzielacie rad jak ma to dalej robić???
Czy wy jesteście normalni???
Autorko, ślub wzięłas dla kredytu/pieniedzy. Czy Twój JM również?  Nie sadzę.
Masz pretensje że mąż Cię nie dopieszczal, był nudny ,leniwy etc. ale nie zauważyłem co Ty konkretnego zrobiłas, aby zmienić coś w waszym życiu,  pomóc Jemu, Wam?
Zdradziłaś mówisz z pełną premedytacją,  zupełnie nie licząc się z uczuciami i życiem swojego Jm.
Za to mówisz tylko o pieniądzach, majątku i tym na kogo w oczach otoczenia wyjdziesz....
I bardziej żal Ci ew. kochanka niż męża,  bo on biedny niewinny, przyjaciel rodziny wink
Jesteś złym, pustym i Egoistycznym hmm... człowiekiem .
Mam prośbę, nie mniej dzieci, bo jak kochanek ew. przyszly ojciec, po jakimś czasie, przestanie Ci pasować ( to pewne ) to skrzywdzisz jeszcze więcej ludzi, niewinnych i bezbronnych.

Jeden plus w Twojej postawie jest taki, że przynajmniej nie ukrywasz swojego prawdziwego obrazu.

21

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Oczywiście zdaję sobie sprawę jak to wygląda i nie oczekuję, że ominą mnie takie uwagi. To co, zrobiłam aby małżeństwo ratować wiem tylko ja i nie będę nikogo przekonywać na siłę jak było naprawdę. Tylko ja wiem na jaki mur trafiałam, ponieważ mąż nie potrafi okazywać uczuć, tylko ja wiem jakie mieliśmy problemy z komunikacją na każdej płaszczyźnie i tylko ja wiem jak bardzo kiedyś chciałam ja a on nie okazał zaangażowania ani w związek uczuciowy, ani w seks ani tak naprawdę w ogóle w jakiekolwiek życie i stał się tzw. zombie pt. praca, dom, kredyt, piwo, piwo, piwo... Potem utonęłam w tym razem z nim ponieważ nie czułam się spełniona, kochana, szczęśliwa, nie wiedziałam dlaczego mąż jest tak zamknięty na cokolwiek i wpadłam w osobiste tarapaty, które wiązały się z głęboką depresją, myślami samobójczymi, a, że zaczęłam popijać razem z mężem to prawie utonęłam w butelce wódki. Ale zanim pojawił się ktoś trzeci powiedziałam koniec. Zarówno sobie jak i jemu. I on przyznał mi rację. Nawet w obliczu takich słów nie kiwnął nawet palcem, żeby się otrząsnąć i cokolwiek ratować. Wtedy stwierdziłam, że nie chcę dalej żyć jakbym nie żyła. Ten "kolega" pojawił się jako ostatnie ogniwo całej tej sytuacji i naiwnie sądziłam, że skoro mąż ma mnie tak bardzo gdzieś to mogę robić co chcę. Myliłam się bardzo i teraz płacę za to cenę. Czy się wybielam? Może tak. Ja nie czuję, że zdradziłam. Wszystko między nami umarło już wcześniej i nawet mąż to potwierdził. Chyba faktycznie spróbuję nagrać rozmowę która mi to potwierdzi. nie sądzę aby nie przyznał mi racji kiedy uda nam się spotkać. Nie wezmę 100% winy na siebie na pewno. Znajomi, rodzina widzieli jaki jest mój mąż i, że w wieku 30 lat zaczął zachowywać się jakby umarł za życia. Ja nie miałam siły tak żyć po tym jak udało mi się pokonać depresję. 8 lat straciłam, dziś chcę zacząć od nowa i pozwolić od nowa żyć jemu. Tak jak chce, tak jak lubi. Byle nie ze mną.

22

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Wystarczy tylko odwrócić podaną sytuację jak to żona wpada w spiralę: dom, dzieci, gary, pranie, a mąż zostaje gdzieś na uboczu. W końcu mąż zdradza, znajduje sobie kochankę. Takich sytuacji czytałem tu pewnie niezłą garść, a reakcja szanownych pań zazwyczaj taka: a to gnój, ona się poświęciła, wyczyścić go do zera...
Sorry ale formalnie to ty zdradziłaś. Trzeba było przeprowadzić rozwód, a potem brykać...

23 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-28 12:08:07)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

madula
Właściwie nie wiem, czego oczekujesz od forum. Szukasz potwierdzenia dla własnych teorii? Chcesz się wyżalić? Czy chcesz poznać inne punkty widzenia?
Jeśli znalazłaś się, aby poznać inne opinie, to moja jest taka, że ty od początku waszego małżeństwa OSZUKIWAŁAŚ, wychodząc za mąż z powodów, które niewiele mają wspólnego z budowaniem związku, którego podstawą jest miłość, szacunek, bliskość. Taki związek z góry jest skazany na niepowodzenie.
Druga istotna kwestia to twoja NIELOJALNOŚĆ. To prawda, że zdradzając przybiłaś tylko gwóźdź do trumny swojego małżeństwa. Ale zrobiłaś to TY świadoma tego, że zawierając związek małżeński decydujesz się na wyłączność.
Dlatego uważam, że jesteś winna rozpadu małżeństwa, bo i INTENCJE i znane już dzisiaj SKUTKI są głównie wynikiem twojego braku umiejętności budowania, utrzymywania i nawet kończenia relacji

24

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Piszesz ile Ciebie kosztowało wyjscie z depresji, ile Tobie to zajęło. A pomyślałaś o tym że On ma depresję?
Piszesz że jeszcze przed pojawieniem się kochanka, podjęłas decyzję. To czemu nie zachowałas odpowiedniej sekwencji zdarzeń?  Powiem Ci, przez egoizm i wygodnictwo.
A kochaś okazał się wyzwalaczem dopamin i decyzji.
Piszesz że się staralas, a jednocześnie ślub brałas z wyrachowania, nie kochałas wcale, to ile mogłaś oddać realnie siebie dla tego związku?
Pociesze Cię,  nie tak łatwo wywalczyc alimenty dla siebie od współmałżonka , to promil w skali orzeczeń.
Ale Tobie nie o to naprawdę chodzi, ale o to aby nie wyjść na dz...... w oczach swoich i otoczenia. Jak każdy zdradzacz chcesz zmyć z siebie winę. Tylko prawda jest inna.
To że nie byliście szczęśliwi w związku, to wasza wspólna wina. Ale to małżeństwo zniszczyłaś Ty.

Dam Ci radę, choć pewnie nie skorzystasz. Jeszcze przed rozwodem przepisz wszystko na męża, mieszkanie, kredyt i popros aby Ci kiedyś wybaczyl. Wyprowadz się, zniknij mu z oczu, przy okazji sprawdzisz siłę uczuć kochanka do siebie, bo z tym różnie bywa.

Napiszę Ci bardzo osobiście. Znam kogoś tak egoistycznego jak Ty. I wiele lat temu również byłem egoistą, ale zrozumiałem że mi nie wolno. A tak skrajny egoizm kiedyś niszczy samego egoiste.

25 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-11-28 12:33:50)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Jakim dowodem ma być skopiowana rozmowa? Przecież to żaden dowód, sam ją mógł napisać. W świetle prawa nawet archiwum gg (nie kopia) nie jest dowodem, bo nr gg nie świadczy w żaden sposób o tożsamości osoby. Jedynie mail jest wiążący. Facebook też, ale to musiałby w sądzie włamać się ponownie na Twoje konto i pokazać rozmowę z poziomu takiego jak Ty ja widzisz. Skopiowana nie jest żadnym dowodem.
Na Twoim miejscu bym twardo zaprzeczała. Jeśli nie ma innych dowodów, to nie masz się czego bać.

Rady by oddać mu wszystko są głupie. Ludzie się rozstają, no trudno. To nie jest powód by samej zostawać bez wszystkiego czego się dorobiłaś. Masz prawo i do mieszkania i do innych dóbr. Nie twierdze że masz mu zabierać, podzielcie się tym sprawiedliwie.

26

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

madula, z tym orzeczeniem o wyłącznie twojej winie i alimentach na męża raczej się tak bardzo nie przejmuj, bo z tego co opisałaś, to raczej niemożliwe. Kilka osób wyżej już opisało dlaczego.
Wydaje mi się, że bardziej cię przerażają te wszelkie obecne komplikacje po tym jak się wydało, ta nagła miłość męża, a raczej chęć wykorzystania sytuacji, by cie pogrążyć, perspektywa prania brudów w sądzie, tłumaczenia przed rodziną, znajomymi - jak to wszystko będzie wyglądało.
Ciesz się kobieto, że nie macie dzieci. Wy jako dorośli ludzie jakoś to przeżyjecie. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. Zrobiłaś błąd wychodząc za mąż, jak też nie kończąc małżeństwa wcześniej, ale mleko się rozlało i teraz trzeba się zmierzyć z konsekwencjami.
Pokonałaś depresję, masz wsparcie w kochanku, chcesz rozpocząć nowe życie, więc do tego dąż.
Dobrym pomysłem jest nagranie waszej rozmowy. Żeby nie wyszło sztucznie zacznij od przeprosin, a potem dodaj, że przecież już dawno tego małżeństwa nie było, że wiele razy poruszany był temat rozwodu itd.

27

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Autorka wzięła ślub dla kredytu, ale zwracam uwagę, że pan małżonek również, bo z kontekstu wynika, że byli ze sobą już dłuższy czas i jakoś przed kredytem propozycja nie padła.
Polecałabym również niektórym postawić się w sytuacji Autorki:

Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę jak to wygląda i nie oczekuję, że ominą mnie takie uwagi. To co, zrobiłam aby małżeństwo ratować wiem tylko ja i nie będę nikogo przekonywać na siłę jak było naprawdę. Tylko ja wiem na jaki mur trafiałam, ponieważ mąż nie potrafi okazywać uczuć, tylko ja wiem jakie mieliśmy problemy z komunikacją na każdej płaszczyźnie i tylko ja wiem jak bardzo kiedyś chciałam ja a on nie okazał zaangażowania ani w związek uczuciowy, ani w seks ani tak naprawdę w ogóle w jakiekolwiek życie i stał się tzw. zombie pt. praca, dom, kredyt, piwo, piwo, piwo....

i przemyśleć, czy gdybyście mieli takiego partnera (partnerkę) to czy uważalibyście za sprawiedliwe, że wina za rozpad związku zostanie przypisana wyłacznie Wam. Nie zrozumcie mnie źle, nie usprawiedliwam zdrady Autorki, , uważam że źle postąpiła, ale przyczyną rozwodu jest rozkład więzi pomiędzy małżonkami. A za to odpowiadają oboje.

dziewan napisał/a:

Piszesz ile Ciebie kosztowało wyjscie z depresji, ile Tobie to zajęło. A pomyślałaś o tym że On ma depresję?

Powinna była zająć się obiema depresjami. Jej depresja, jej sprawa. Depresja małżonka, też jej sprawa.

28

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Czarna Kotka napisał/a:

Nie zrozumcie mnie źle, nie usprawiedliwam zdrady Autorki, , uważam że źle postąpiła, ale przyczyną rozwodu jest rozkład więzi pomiędzy małżonkami. A za to odpowiadają oboje.

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.

Proste.

29

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Cynicznahipo napisał/a:

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.

Proste.

To by autorka się bardziej przygotowała do rozwodu, ale może i by ciągnęła i małżeństwo i romans. Dostała impuls do rozwodu w postaci kochanka. Zanim jednak podjęła kroki, romans się wydał i wszystko się pokomplikowało - mąż nagle kocha, czuje się zraniony i chce rozwodu z orzeczeniem o jej winie. A przecież nie tak miało być.
Nie wiem dlaczego ludzie nie wierzą w to co pisze autorka jak naprawdę było w jej małżeństwie, przecież takich przypadków jest całe mnóstwo. Każdy oczywiście przedstawia sytuację ze swojej strony, ale jeżeli źle się dzieje latami, co przypłaciła depresją i niemal alkoholizmem, czy nie ma prawa chcieć zmienić swojego życia? Wiele osób ma problemy finansowe i wiadomo, że one w pewien sposób ograniczają, ale nie mają dzieci wiec jak dla mnie lepiej by się rozwiedli niż nadal tkwili w tym bagnie się staczając.

30

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Cynicznahipo napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Nie zrozumcie mnie źle, nie usprawiedliwam zdrady Autorki, , uważam że źle postąpiła, ale przyczyną rozwodu jest rozkład więzi pomiędzy małżonkami. A za to odpowiadają oboje.

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.

Proste.

Ponieważ kochanek był impulsem do rozstania.
Wcześniej po prostu pewnie się jej jakoś żyło. Bez emocji, bez miłości, z dnia na dzień, ale łączył ją z mężem wspólny kredyt i mieszkanie. Wegetacja, ale też pewnie nie było jakiegoś konkretnego powodu by szaleć i się rozwodzić, dzielić mieszkanie i kredyt.
To zachowanie to może i nic chlubnego, ale jest całkowicie naturalne i ludzkie.

31

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Cynicznahipo napisał/a:

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.
Proste.

Może. Albo Autorka za jakiś czas znalazłaby np. lepiej płatną pracę i wtedy by ruszyła z rozwodem.
Gdyby natomiast jej mąż dawniej odpowiedział na próby ratowania małżeństwa, to by nie było tego wątku.
Romans to wisienka na torcie.

32

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Ponieważ kochanek był impulsem do rozstania.
Wcześniej po prostu pewnie się jej jakoś żyło. Bez emocji, bez miłości, z dnia na dzień, ale łączył ją z mężem wspólny kredyt i mieszkanie. Wegetacja, ale też pewnie nie było jakiegoś konkretnego powodu by szaleć i się rozwodzić, dzielić mieszkanie i kredyt.
To zachowanie to może i nic chlubnego, ale jest całkowicie naturalne i ludzkie.

Napewno od samego początku to nie było uczciwe.
A pisanie teraz że próbowałam jest nawet nieszczere wobec samej siebie.
Ból bo się wydało, brak wyrzutów sumienia i ta postawa "Ja" i "Mnie" to kiepsko świadczy o autorce.
I nawet teraz, główne pytanie brzmi "jak nie ponieść konsekwencji" zamiast "jak postąpic właściwie ".
Co powiedzieć?

33

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

A "właściwie" to jest wziąć na siebie wyłączną winę za zepsucie czegoś, co próbowała przez długi czas ratować - samodzielnie, bo panu małżonkowi nie chciało się kiwnąć palcem, chociaz w psuciu brał udział?
Właściwie w tym wypadku jest dać sądowi jak najrzetelniejszy obraz sytuacji.

34

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Roxann napisał/a:

madula, z tym orzeczeniem o wyłącznie twojej winie i alimentach na męża raczej się tak bardzo nie przejmuj, bo z tego co opisałaś, to raczej niemożliwe. Kilka osób wyżej już opisało dlaczego.
Wydaje mi się, że bardziej cię przerażają te wszelkie obecne komplikacje po tym jak się wydało, ta nagła miłość męża, a raczej chęć wykorzystania sytuacji, by cie pogrążyć, perspektywa prania brudów w sądzie, tłumaczenia przed rodziną, znajomymi - jak to wszystko będzie wyglądało.
Ciesz się kobieto, że nie macie dzieci. Wy jako dorośli ludzie jakoś to przeżyjecie. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. Zrobiłaś błąd wychodząc za mąż, jak też nie kończąc małżeństwa wcześniej, ale mleko się rozlało i teraz trzeba się zmierzyć z konsekwencjami.
Pokonałaś depresję, masz wsparcie w kochanku, chcesz rozpocząć nowe życie, więc do tego dąż.
Dobrym pomysłem jest nagranie waszej rozmowy. Żeby nie wyszło sztucznie zacznij od przeprosin, a potem dodaj, że przecież już dawno tego małżeństwa nie było, że wiele razy poruszany był temat rozwodu itd.


Dziękuję Roxanne. Idealnie to ujęłaś i jest to niemal jak AMEN w tej dyskusji. Na razie nic więcej nie zamierzam dodawać w całej tej kwestii. Dziękuję za wszystkie komentarze, również te negatywne (jest w nich dużo racji i nie wypieram się tego faktu).

Mimo tego całego niefajnego bajzlu który się porobił to pierwszy raz w życiu czuję czego chcę i jakbym odnalazła siebie. Nie wiem skąd się wzięło i nie jest to zakochanie, które daje tego specyficznego kopa, ponieważ ta przemiana narastała we mnie już wcześniej. Za rok 30-tka. Tyle lat bałam się, że nie dam rady sama w życiu a teraz czuję, że uwolnienie się od tego małżeństwa będzie najlepszym co zrobię. Mimo tego jak wyszło... Widać czasem trzeba zrzucić bombę, wjechać buldożerem żeby zacząć zupełnie od nowa, od początku. Mam oczywiście świadomość, że być może mój mąż teraz naprawdę cierpi i go skrzywdziłam i, że nie tak powinnam to rozegrać. Ale wewnętrznie wiem tez jak bardzo i on był nieszczęśliwy w tym związku i jak tylko otrząśnie się po tej śmierdzącej sprawie (może znienawidzenie mnie będzie dla niego lepsze?) to i on ma szanse ułożyć sobie życie z kimś innym i być szczęśliwy. Źle nie życzyłam mu nigdy.

Ja w obecnym "przyjacielu" nie pokładam wszelkich nadziei (tym bardziej, że on nie mieszka w moim mieście i ani ja ani on nie możemy się przenieść z racji pracy, więc i tak de facto zostaję w codziennym życiu sama) i jak nam wyjdzie to ok a jak nie to trudno. Już się przekonałam, że to co dziś wydaje się tym właśnie, jutro może okazać się zupełnie innym. Oby wszystko ostatecznie udało się poukładać i zacząć żyć od nowa.
Pozdrawiam.

35

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Madoja,
A jak byś Ty postawiła w odwrotnej sytuacji?

Gdyby to mąż znalazł sobie lepszy model od Ciebie i zamierzał po kryjomu wkręcić Cię w rozwód bez orzeczenia winy, a gdybyś odkryła jego zdradę to w rozwód z udziałem Twojej winy?

Czujesz się winna tego że Wasze małżeństwo " umarło" jak piszesz przed Twoja zdrada?

Nie myl kryzysu w małżeństwie, z jego rozpadem.
Żeby rozwód został orzeczono, musi nastąpić zupełny i TRWAŁY Rozpad więzi emocjonalnych, gospodarczych i fizycznych. Tak circa nie mniej niż 6 miesięcy na osobnym garnuszku, bez seksu, bez wspólnego spędzania czasu.
Czy przed Twoja zdradą miały miejsce wszystkie te warunki?

Raczej wątpliwe by sąd zaakceptował winę za kryzys, jako winę za rozpad.

36 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-11-28 14:45:05)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Zdradziłam, wiem jak to jest być zaniedbywana i niezaspokajana przez męża, ale nawet w największej na niego złości nie uchyliłabym się od odpowiedzialności za zdradę. Nawet teraz, po ponad roku budowania związku na nowo, gdyby uznał,  że jednak nie da rady i chce rozwodu z mojej winy, nie kwestionowalabym tego.
Czy sąd uzna dowód,  czy nie, to chyba nieważne, bo i tak zapytaja Ciebie o zdradę,  a wtedy raczej nie będziesz mogła skłamać. Cynicznahipo ma rację, na tym polega dorosłość - na ponoszeniu konsekwencji swoich "grzechów ". A jak by nie patrzył,  zaniedbanie jest pikusiem w porównaniu ze świadomą zdradą. A i ten brak dbałości jest Waszą wspólną,  nie tylko jego winą. Wątpię,  że jego ta zdradą  nie zabolała. Ale nawet jeśli nie bardzo, to zabezpiecza też swoje interesy, bo bez uznania Twojej winy i on mógłby być kiedyś zobowiązany do płacenia Ci alimentów, a to byłoby nie fair.
Wybronic się przed płaceniem jemu trzeba spróbować. Sam rezygnuje, rozumiem,  że praca może mu  nie odpowiadać,  ale mało kto pracuje z przyjemnością,  a nie rzuca. Póki jest zdrowy i zdatny, powinien w pierwszej kolejności sam zadbać o swoje utrzymanie. Tak samo z majątkiem,  mimo jego krzywdy masz prawo walczyć o równowartość swojego wkładu w mieszkanie i inne dobra.

37

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
dziewan napisał/a:

Czytam i nie wierze!!!
Przyszła tu kobieta, z której każdego wpisu EGOIZM wylewa sie jak Morze Czerwone, i pyta jak ma dalej kiwać męża, a wy jej udzielacie rad jak ma to dalej robić???
Czy wy jesteście normalni???
Autorko, ślub wzięłas dla kredytu/pieniedzy. Czy Twój JM również?  Nie sadzę.
Masz pretensje że mąż Cię nie dopieszczal, był nudny ,leniwy etc. ale nie zauważyłem co Ty konkretnego zrobiłas, aby zmienić coś w waszym życiu,  pomóc Jemu, Wam?
Zdradziłaś mówisz z pełną premedytacją,  zupełnie nie licząc się z uczuciami i życiem swojego Jm.
Za to mówisz tylko o pieniądzach, majątku i tym na kogo w oczach otoczenia wyjdziesz....
I bardziej żal Ci ew. kochanka niż męża,  bo on biedny niewinny, przyjaciel rodziny ;)
Jesteś złym, pustym i Egoistycznym hmm... człowiekiem .
Mam prośbę, nie mniej dzieci, bo jak kochanek ew. przyszly ojciec, po jakimś czasie, przestanie Ci pasować ( to pewne ) to skrzywdzisz jeszcze więcej ludzi, niewinnych i bezbronnych.

Jeden plus w Twojej postawie jest taki, że przynajmniej nie ukrywasz swojego prawdziwego obrazu.

Całkowita prawda.
Niestety,ale trzeba brać pełną odpowedzialność za to co się robi.
Dobrze,że z tego związku nie ma dzieci.

38

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
madoja napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Nie zrozumcie mnie źle, nie usprawiedliwam zdrady Autorki, , uważam że źle postąpiła, ale przyczyną rozwodu jest rozkład więzi pomiędzy małżonkami. A za to odpowiadają oboje.

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.

Proste.

Ponieważ kochanek był impulsem do rozstania.
Wcześniej po prostu pewnie się jej jakoś żyło. Bez emocji, bez miłości, z dnia na dzień, ale łączył ją z mężem wspólny kredyt i mieszkanie. Wegetacja, ale też pewnie nie było jakiegoś konkretnego powodu by szaleć i się rozwodzić, dzielić mieszkanie i kredyt.
To zachowanie to może i nic chlubnego, ale jest całkowicie naturalne i ludzkie.

Owszem, Madojo. Naturalne i ludzkie.
Jednak, działo się to, co poprzedziło owo "naturalne i ludzkie" z pełną świadomością Autorki. Wyszła za mąż, choć nie kochała. Nie mówi tego wprost, ale z jej słów wynika dostatecznie dużo, by tak uważać. Niestety, ale o uczuciach męża, gdy zawierali małżeństwo, nie wspomina wcale.
Później ponoć walczyła o małżeństwo. W jaki sposób? Ciosając kołki na głowie męża, bo rzeczywistość znacznie odbiegła od zasłyszanych doświadczeń innych, tzw. "rozsądnych" mężatek?
Zastanawia mnie, mimo wszystko, ów "wieloletni przyjaciel", który stał się później tym zapalnikiem do działań Autorki, by pozbyć się niechcianego męża, ale zachowania reszty - i materialnej i tej, o moralnym dla otoczenia znaczeniu.
Brzydziła się zdradą ponoć, póki nie poszła łóżka z "przyjacielem". I - jak za dotknięciem różdżki, zakochała się w nim.
Bujać można wielu, ale nie mnie. Zdrada fizyczna była po prostu efektem wcześniejszej wieloletniej zdrady emicjonalnej, moim zdaniem.
Ale kochanek, to albo gołodupiec, bądź też już wcześniej, zanim wyszła za przyszłego rogacza, Modula przejechała się na jego lojalności.
I stąd próby zachowania bytu materialnego, by pozostać finansowo niezależną.
W razie, gdyby kochankowi się znudziło.
Może poszedłem za daleko w moich analizach, ale myślę, że nie tak bardzo jednak.

39

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
gagatka0075 napisał/a:

Zdradziłam, wiem jak to jest być zaniedbywana i niezaspokajana przez męża, ale nawet w największej na niego złości nie uchyliłabym się od odpowiedzialności za zdradę. Nawet teraz, po ponad roku budowania związku na nowo, gdyby uznał,  że jednak nie da rady i chce rozwodu z mojej winy, nie kwestionowalabym tego.
Czy sąd uzna dowód,  czy nie, to chyba nieważne, bo i tak zapytaja Ciebie o zdradę,  a wtedy raczej nie będziesz mogła skłamać. Cynicznahipo ma rację, na tym polega dorosłość - na ponoszeniu konsekwencji swoich "grzechów ". A jak by nie patrzył,  zaniedbanie jest pikusiem w porównaniu ze świadomą zdradą. A i ten brak dbałości jest Waszą wspólną,  nie tylko jego winą. Wątpię,  że jego ta zdradą  nie zabolała. Ale nawet jeśli nie bardzo, to zabezpiecza też swoje interesy, bo bez uznania Twojej winy i on mógłby być kiedyś zobowiązany do płacenia Ci alimentów, a to byłoby nie fair.
Wybronic się przed płaceniem jemu trzeba spróbować. Sam rezygnuje, rozumiem,  że praca może mu  nie odpowiadać,  ale mało kto pracuje z przyjemnością,  a nie rzuca. Póki jest zdrowy i zdatny, powinien w pierwszej kolejności sam zadbać o swoje utrzymanie. Tak samo z majątkiem,  mimo jego krzywdy masz prawo walczyć o równowartość swojego wkładu w mieszkanie i inne dobra.

O i to chyba najbardziej realne pomiedzy tym Co powinnaś zrobić a tym co Jesteś w stanie zrobić.
Czyli ew. przyznać się do winy ale też nie zostać całkiem bez środków do życia.
Zgniły kompromis pomiędzy przyzwoitościa a egoizmem

40 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-28 15:02:39)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Excop napisał/a:
madoja napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

A tam, rozkład więzi. Gdyby nie romans i jego wyjście na jaw, to dalej by tkwili oboje w tym małżeństwie.
Więc przyczyną rozwodu jest ewidentnie wyjście na jaw romansu Autorki.

Proste.

Ponieważ kochanek był impulsem do rozstania.
Wcześniej po prostu pewnie się jej jakoś żyło. Bez emocji, bez miłości, z dnia na dzień, ale łączył ją z mężem wspólny kredyt i mieszkanie. Wegetacja, ale też pewnie nie było jakiegoś konkretnego powodu by szaleć i się rozwodzić, dzielić mieszkanie i kredyt.
To zachowanie to może i nic chlubnego, ale jest całkowicie naturalne i ludzkie.

Owszem, Madojo. Naturalne i ludzkie.
Jednak, działo się to, co poprzedziło owo "naturalne i ludzkie" z pełną świadomością Autorki. Wyszła za mąż, choć nie kochała. Nie mówi tego wprost, ale z jej słów wynika dostatecznie dużo, by tak uważać. Niestety, ale o uczuciach męża, gdy zawierali małżeństwo, nie wspomina wcale.
Później ponoć walczyła o małżeństwo. W jaki sposób? Ciosając kołki na głowie męża, bo rzeczywistość znacznie odbiegła od zasłyszanych doświadczeń innych, tzw. "rozsądnych" mężatek?
Zastanawia mnie, mimo wszystko, ów "wieloletni przyjaciel", który stał się później tym zapalnikiem do działań Autorki, by pozbyć się niechcianego męża, ale zachowania reszty - i materialnej i tej, o moralnym dla otoczenia znaczeniu.
Brzydziła się zdradą ponoć, póki nie poszła łóżka z "przyjacielem". I - jak za dotknięciem różdżki, zakochała się w nim.
Bujać można wielu, ale nie mnie. Zdrada fizyczna była po prostu efektem wcześniejszej wieloletniej zdrady emicjonalnej, moim zdaniem.
Ale kochanek, to albo gołodupiec, bądź też już wcześniej, zanim wyszła za przyszłego rogacza, Modula przejechała się na jego lojalności.
I stąd próby zachowania bytu materialnego, by pozostać finansowo niezależną.
W razie, gdyby kochankowi się znudziło.
Może poszedłem za daleko w moich analizach, ale myślę, że nie tak bardzo jednak.

Zgadzam się z powyższą opinią.
Uzupełńiłabym ją tylko o to, że mąż maduli musiał czuć, chociaż nie do końca uświadamuać sobie jej brak miłości do niego. Takie rzeczy wyraźnie uwydatniają się przy drobnych czułościach i czułych słówkach w reakcjach partnera. Łatwo szybko się zniechęcić.
A ze słów maduli można wywnioskować, że ona za miłość uważa ekstazę hormonalną, towarzyszącą pierwszej fazie miłości czyli zakochaniu i zielonego pojęcia nie ma, że miłość to także jej postawa wobec partnera, która od początku małżeństwa z uczuciami miała niewiele wspólnego.

41 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-11-28 15:46:34)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
dziewan napisał/a:

O i to chyba najbardziej realne pomiedzy tym Co powinnaś zrobić a tym co Jesteś w stanie zrobić.
Czyli ew. przyznać się do winy ale też nie zostać całkiem bez środków do życia.
Zgniły kompromis pomiędzy przyzwoitościa a egoizmem

Nie wiem, czy zgniły,  ale realny i życiowy na pewno.
Dziewan, rozumiem,  że cudzolozenie dla Ciebie  powinno być ukarane ze wszech stron. Ale ponieważ zdrada jest złamaniem przysięgi składanej przed urzędem /księdzem,  to i konsekwencje tylko prawne powinny być, i  moralne oczywiście. A rekompensata finansowa, czyli zrzeczenie całego majątku to wybacz, ale byłaby naiwność i głupota, bo skazanie siebie na nędzę. Tyle że,  moim zdaniem, podział majątku wspólnego powinien być adekwatny do wkładu, zwłaszcza gdy nie ma dzieci i oboje na ten majątek pracowali, ale być może w nierównym stopniu.
Także i z tym dochodem męża,  mimo winy, nie powinno się obciążać jej w sytuacji,  gdy on spokojnie da radę sam się utrzymać, a zwyczajnie postanowi się migac od roboty i wybrać wygodę. Chyba że nie, wtedy owszem, powinna mu pomóc. Tu też niezrozumiałe jest tak wyrachowane wynajdowanie argumentów przeciw, byli od lat w związku, nie wiem, jak się dzielili kosztami. Jak to zwykle bywa w gospodarstwie domowym,  pewnie różnie, ale wspólnie,  więc w porządku byłoby poczuwac się do poratowania współmałżonka,  nawet byłego,  w biedzie.

42 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-11-28 16:03:10)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
madula napisał/a:

Witajcie....
To mój pierwszy post tutaj i potrzebuje chyba się wygadać anonimowo bo mnie aż dusi w środku.
Jeśli możecie nie wieszajcie na mnie psów bo to mi już nie pomoże w mojej obecnej sytuacji. Z góry dziękuję Wam za spełnienie tej prośmy.

Otóż naważyłam piwa, które teraz sama muszę wypić, wiem to. Ale może nie udławię się do reszty, może jest jakieś wyjście z mojego tonącego okrętu.

Postaram się w skrócie ale chyba się nie da.

Od długiego czasu nie układało mi się w małżeństwie. W zasadzie to już przed ale myślałam, że taka kolej rzeczy i tak wygląda związek po wielu latach. Ślub wzięliśmy aby dostać kredyt na mieszkanie ponieważ latami gnieździliśmy się na wynajmach a, że wydawało mi się, że i tak będę z nim do końca życia to stwierdziłam, że pójdę w to. Brak porozumienia narastał, obcy ludzie pod jednym dachem, dwa różne temperamenty, różne marzenia, ja się w międzyczasie zmieniłam wewnętrznie nie chciałam życia pt. piwo do TV, zero wyjścia gdziekolwiek w wieku jeszcze przed 30-stką.

Niestety nigdy nie układało nam się w łóżku co dziś wiem było jedną z ważniejszych przyczyn rozpadu tego związku (byłam głupia myśląc, że to nie jest takie ważne i, ze super seks już miałam z moimi byłymi partnerami). Próbowałam mimo wszystko ratować latami to wszystko ale bezskutecznie. Mąż nie widział problemu. On był przecież przykładnym mężem, dobrym, nie zdradzającym. Ok. Niestety brak porozumienia i więzi zarówno fizycznej jak i psychicznej spowodowały, że uczucia wygasły. Zupełnie. Zaczęłam o tym mówić. Zaczęłam wspominać mu, że chyba czas to zakończyć ale on nie chciał nawet o tym rozmawiać. Po latach płaczu, ciągłych depresji i powolnego staczania się (zaczęłam popijać wraz z mężem tylko niestety bardziej szkodliwie) pojawił się ON, ten trzeci. Dawny przyjaciel z liceum. Banał, co? Brzydziłam się zawsze zdradą. A jednak po wielu miesiącach walki samej z sobą postanowiłam sprawdzić czy to aby na pewno ze mną jest coś nie tak w łóżku (tak sobie zdążyłam wmówić po latach nieudanego pożycia łóżkowego). Zdradziłam. I zakochałam się jak nigdy w życiu. Sytuacja materialna zmusiła mnie do tego aby poczekać na ten najważniejszy krok (choć wspominałam mężowi o rozwodzie, nie raz i, że nas już nie ma i nic tego nie zmieni, żyliśmy nawet w osobnych pokojach, jak obcy ludzie). Nie zdążyłam. Wpadłam. Przez głupotę. Mąż dowiedział się w ostatnim momencie kiedy już wszystko miałam przygotowane, żeby się wyprowadzić i potem zacząć jakoś zamykać temat mojego nieudanego małżeństwa, kredytów... Niestety dysponuje skopiowanym dialogiem (wykradzionym z mojego FB) z moim "kolegą" który ma mu posłużyć jako dowód w sądzie.

Orzekanie o winie. Taki ma zamiar. Jak to brzmi. Nie tak miało być. Nie czuję, że zdradziłam bo od dawna nie żyłam z mężem i jawnie mówiłam, że nie chcę już z nim dłużej żyć. Ale w świetle prawa jest inaczej. Jestem winna. I on postanowił to wykorzystać. Mam się przyznać w sądzie. Zapytał czy tak zrobię. Teoretycznie nie mam wyjścia, przecież ma dowody. Ale pojawia się czarna chmura... alimenty na męża. Przecież może ugrać je bez problemu. Jestem w stanie zostawić mu wszystko (i tak planowałam tak zrobić) ale alimenty na męża zniszczyłyby mnie....
Co mogę zrobić? Próbować udowodnić, że nastąpił wcześniej rozkład pożycia? Przecież to się może ciągnąc latami... Przyjąć całą winę na siebie? Ogromne ryzyko... Nie wiem jak w tej sytuacji kiedykolwiek sprzedamy mieszkanie skoro nie będzie rozwodu tak szybko. Nie wiem jak uciągnąć kredyt i mieszkanie w pojedynkę. Nie wiem co robić. Może macie jakieś rady. Mąż nie zamierza się "dogadać" i zapowiedział, że mieszkania nie sprzedamy przed rozwodem na pewno. Wiem, że zawaliłam. Wszystko zawaliłam. Ale czy w ogóle jest szansa, że się uratuję z tej sytuacji? Może macie jakieś rady... Chcę zacząć na nowo. Mam wrażenie, że dzięki temu którego pokochałam chyba pierwszy raz w życiu wiem kim jestem i wiem czego chcę. Banały, ja wiem. Ale mam 30 lat. Czuję, że jeszcze mogę zacząć na nowo.... Tylko ten rozwód, te kredyty... Jak to teraz ogarnąć żeby nie utonąć? sad

jeśli chodzi ci o alimenty na męża to cię uspokoję,jeśli twój mąż pracuje to żaden sedzia nie zasadzi młodemu,zdrowemu bykowi ok 30 alimentow od zony,nawet gdy go zdradzila,to nie hamerykańska telenowela

przestan panikować,dzieci nie macie rozumiem,uspokój sie,wez gleboki oddech i dobrego prawnika

43 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-28 17:09:58)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

No, dobrze.
Do tej pory były analizy. Teraz będzie rada w stylu udzielonej przez Czarną Kotkę (o tej "szczerej" rozmowie z mężem, by podstępem zdobyć kontrargumenty).
Podeślij mężowi którąś z koleżanek albo, póki Cię stać, wynajmij tanią "testerkę wierności", "nakryj ich", a potem znajdź świadków, którzy krzywoprzysięgną, że ślubny skakał na bok dużo wcześniej od Ciebie.
Wtedy z pewnością frajerowi nie uda się orzeczenie Twojej winy. A może nawet stanie się odwrotnie?
Bo inaczej, jak mi się wydaje, owo pranie brudów, którego się obawiasz, Autorko, Tobie nie pomoże, a wręcz zaszkodzi.
Sądzę bowiem, że nie bez przyczyny mąż nie chce z Tobą rozmawiać. Kompletuje materiał dowodowy. Być może, milczy za czyjąś poradą.
A to pytanie, jak sprawdzić, czy złożył pozew o rozwód, rozbroiło mnie całkowicie.
Bo okazuje się, że wiesz tylko tyle, ile powiedział o swojej wiedzy o romansie.
I to, ile więcej zdołał się od tej pory dowiedzieć, spędza Ci sen z oczu.

Lusi.
Nie doczytałaś. Ślubny odszedł z roboty ze względu na "złą atmosferę" i inne takie tam.
Wcale bym się nie zdziwił, że odszedł motywując to stanami depresyjnymi po ujawnieniu wiarołomstwa małżonki.
I jak tu to teraz ugryźć?

44

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Excop napisał/a:

No, dobrze.
Do tej pory były analizy. Teraz będzie rada w stylu udzielonej przez Czarną Kotkę (o tej "szczerej" rozmowie z mężem, by podstępem zdobyć kontrargumenty).
Podeślij mężowi którąś z koleżanek albo, póki Cię stać, wynajmij tanią "testerkę wierności", "nakryj ich", a potem znajdź świadków, którzy krzywoprzysięgną, że ślubny skakał na bok dużo wcześniej od Ciebie.
Wtedy z pewnością frajerowi nie uda się orzeczenie Twojej winy. A może nawet stanie się odwrotnie?

Rozumiem że uważasz za niesłychanie podłe przedstawienie sądowi dowodu jak naprawdę było w tym małżeństwie, zamiast pozwolić panu grać idealnego męża zdradzonego podle przez nikczemną małżonkę?

45 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-28 19:35:42)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Czarna Kotka napisał/a:
Excop napisał/a:

No, dobrze.
Do tej pory były analizy. Teraz będzie rada w stylu udzielonej przez Czarną Kotkę (o tej "szczerej" rozmowie z mężem, by podstępem zdobyć kontrargumenty).
Podeślij mężowi którąś z koleżanek albo, póki Cię stać, wynajmij tanią "testerkę wierności", "nakryj ich", a potem znajdź świadków, którzy krzywoprzysięgną, że ślubny skakał na bok dużo wcześniej od Ciebie.
Wtedy z pewnością frajerowi nie uda się orzeczenie Twojej winy. A może nawet stanie się odwrotnie?

Rozumiem że uważasz za niesłychanie podłe przedstawienie sądowi dowodu jak naprawdę było w tym małżeństwie, zamiast pozwolić panu grać idealnego męża zdradzonego podle przez nikczemną małżonkę?

Nie, nie uważam.
Wcześniej napisałem, że Autorka weszła w małżeństwo rozsądku. Wówczas rozsądku jej stało.
Teraz, gdy rozsądek poszedł na urlop i się wydało, Madula szuka wszelkich sposobów, by jeszcze mąż nie wsadził między kochanków bariery trudności finansowych.
Twoja poważna rada różni się czymś od mojej "rady"? Chyba tylko tym, że jedną podłość od drugiej (tej "mojej") dzieli odpowiedzialność karna za krzywoprzysięstwo. Które ciężko udowodnić, jeśli ma się głowę na karku. Skorzystanie z Twojej rady byłoby "tylko" kolejnym oszustwem, za które kara nie grozi.
I wbrew temu, co twierdzisz, nie trzymam strony męża. On się nie wypowiada, więc biorę jedynie pewną poprawkę na żale Autorki.
Przecież "już witała się z gąską". Niewiele brakło, by wyjść bez szwanku i wystawić tym samym starego do wiatru,  poprzez rozwód z powodu "różnicy charakterów", prawda?
Ona zaś z góry przyznała, że sama jest sobie winna. Prosi jedynie o radę, jak po raz kolejny, tym razem skutecznie, zrobić osła z tego gościa. Bo poroże już ma. Czas na przedstawiciela koniowatych.

46

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Excop napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:

Rozumiem że uważasz za niesłychanie podłe przedstawienie sądowi dowodu jak naprawdę było w tym małżeństwie, zamiast pozwolić panu grać idealnego męża zdradzonego podle przez nikczemną małżonkę?

Nie, nie uważam.

Excop napisał/a:

Twoja poważna rada różni się czymś od mojej "rady"? Chyba tylko tym, że jedną podłość od drugiej (tej "mojej") dzieli odpowiedzialność karna(....)

To się zdecyduj czy uważasz czy nie.

47 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-28 20:39:46)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Czarna Kotka napisał/a:

To się zdecyduj czy uważasz czy nie.

Dziwne, że zacytowałaś tylko jedno zdanie.
Kobieta miała dużo czasu, by wyplątać się z małżeństwa w sposób, którego teraz na gwałt szuka. Czyżby wzajemne zależności były wcześniej inne niż obecnie?
Raczej nie.

Nie chodzi mi o niezbywalne prawo przedstawienia przez Autorkę dowodu na rozkład małżeństwa, ale o doradzany przez Ciebie obrzydliwy sposób jego zdobycia. I nic więcej.

A Autorka twierdzi, że wszyscy naokoło wiedzą, jak wyglądało jej małżeństwo. Świadkowie, to najpewniejszy przecież dowód w sądzie, jak by nie było.
Ale chodzi o to przysłowiowe pranie brudów, w trakcie którego dotychczasowi małżonkowie dowiedzą się o sobie nawzajem wielu rzeczy, o których rozmawiali z wszystkimi, tylko nie z sobą. A usłyszą to z ust innych.

48

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Obrzydliwy... ponieważ pan małżonek z własnej woli prawdy nie powie, tylko będzie KŁAMAŁ przed sądem odgrywając niewinną leliję. I to wcale obrzydliwe nie będzie.

49

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Czarna Kotka napisał/a:

Obrzydliwy... ponieważ pan małżonek z własnej woli prawdy nie powie, tylko będzie KŁAMAŁ przed sądem odgrywając niewinną leliję. I to wcale obrzydliwe nie będzie.

A to, to już sprawa sądu, czy da się nabrać na ewentualne kłamstwa męża.
I żony, bo chyba nie sądzisz, że to ona bądzie tą leliją.

50

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Nie wiem czy wiesz lub ktoś już może o tym pisał,  ale kopiowanie rozmów z inną osobą jest czynem karalnym. Także możesz męża tym postarszyc ze jeśli to udostępni w sadzie ty idziesz z tym na policje i będzie karna z urzędu.

51

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Jeśli byłaby to rozmowa twoja z mężem to owszem może ja przełożyć w sądzie. Ale jeśli jest to twoje konto i rozmowa była z twoim kolega to to już jest czym karalny. Tak.samo jest z nagrywaniem osób. Także lepiej niech twój mąż poważnie się zastanowi zanim użyje rozmowy przeciwko tobie.

52

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
sorella napisał/a:

Jeśli byłaby to rozmowa twoja z mężem to owszem może ja przełożyć w sądzie. Ale jeśli jest to twoje konto i rozmowa była z twoim kolega to to już jest czym karalny. Tak.samo jest z nagrywaniem osób. Także lepiej niech twój mąż poważnie się zastanowi zanim użyje rozmowy przeciwko tobie.

Nie byłabym tego taka pewna.
Samo nagrywanie karalne nie jest.Natomiast rozpowszechnianie już tak.

53

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

No to mówię o rozpowszechnianiu. A wiem co mówię. Znajoma udostępniła rozmowy swego faceta w sądzie i została za to skazana.

54

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Ona nigdy lelii nie udawała.
Ona tylko nie chce być obciążona wyłączną winą.

55

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
sorella napisał/a:

No to mówię o rozpowszechnianiu. A wiem co mówię. Znajoma udostępniła rozmowy swego faceta w sądzie i została za to skazana.

Doświadczona prawniczka żony rycerza mojej eks zaleciła przygotowanie pakietu nagrań na sprawę rozwodową.
Więc nie do końca jestem pewien czy jest tak jak mówisz.

56

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
sorella napisał/a:

No to mówię o rozpowszechnianiu. A wiem co mówię. Znajoma udostępniła rozmowy swego faceta w sądzie i została za to skazana.

Przepraszam,ale ściemniła Cię po całości.

57 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-28 22:30:39)

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
Czarna Kotka napisał/a:

Ona nigdy lelii nie udawała.
Ona tylko nie chce być obciążona wyłączną winą.

Nie, ona boi się, że w wyniku takiego orzeczenia, mąż zażąda alimentów i sąd przychyli się do tego. I tylko o to chodzi w tej całej sprawie.
Gdyby nie to, nie byłoby sprawy. Przecież chciała ponoć zostawić mu wszystko, byle zgodził się na rozwód, dopóki romans nie wyszedł na jaw. Sprawa się rypła.

58

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
majkaszpilka napisał/a:
sorella napisał/a:

No to mówię o rozpowszechnianiu. A wiem co mówię. Znajoma udostępniła rozmowy swego faceta w sądzie i została za to skazana.

Przepraszam,ale ściemniła Cię po całości.

http://rozwod-i-podzial-majatku.pl/jak- … ic-zdrade/

59

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Zależy jakich nagrań. Maju nie ściemnila. Jestem w sprawę bardzo wtajemniczona. I nie wiem dlaczego negujesz to co pisze. Chyba tak dla zasady gdzie nie masz jakieś myślę na ten temat bladego pojęcia. Ale nie zamierzam cie przekonywać. Wystarczy mała znajomość prawa. Znajoma poprostu trafiła na wypracowanego człowieka który w przeciwieństwie do niej wiedział co z tym dalej robić. A najprościej iść z udostępnionymi rozmowami na najbliższy komistariat a nie gadać ze to nie prawda ☺

60

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Emde. Pakietu nagrań bezpośrednio małżonków a nie osób postronnych. Jeśli chodzi o jakie kolwiek rozmowy zdobyte to wybacz ale prawniczka do dupy.

61

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
sorella napisał/a:

Zależy jakich nagrań. Maju nie ściemnila. Jestem w sprawę bardzo wtajemniczona. I nie wiem dlaczego negujesz to co pisze. Chyba tak dla zasady gdzie nie masz jakieś myślę na ten temat bladego pojęcia. Ale nie zamierzam cie przekonywać. Wystarczy mała znajomość prawa. Znajoma poprostu trafiła na wypracowanego człowieka który w przeciwieństwie do niej wiedział co z tym dalej robić. A najprościej iść z udostępnionymi rozmowami na najbliższy komistariat a nie gadać ze to nie prawda ☺


Wystarczy mi czytanie ze zrozumieniem wykładni prawniczej.Neguję,ponieważ sama mylisz proste pojęcia,a to zmienia postać rzeczy.
Jeżeli się mylę,to podeprzyj to chociaż jakimś linkiem,z chęcią zweryfikuję swoje stanowisko.

62

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Zresztą prawniczka mojej znajomej tez jej pozwoliła udostępnić rozmowy z fb. W sumie wwalila ja na minę. Bo jej ex poszedł z tymi wydrukowanymi przez nią rozmowami na policje I zaczęło się. Nazywa się to nielegalny dostęp do informacji dla niej nie przeznaczonej.

63

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Czyn z art. 267 paragraf 1 kk

64

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

O to mogę zrobić sprawę małżonce, że ciągle wchodzi na to forum z mojego logowania i sprawdza co ja tam popisuję albo czyta moje rozmowy z koleżankami na fejsie? lol Nawet jeśli miałaby za to być sankcja, to jakaś żałosna wobec satysfakcji z dokopania małżonkowi/małżonce w trakcie rozwodu. Zresztą trudno mi sobie wyobrazić przekazanie dowodu sądowi jako rozpowszechniania.

65

Odp: Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...
sorella napisał/a:

Emde. Pakietu nagrań bezpośrednio małżonków a nie osób postronnych. Jeśli chodzi o jakie kolwiek rozmowy zdobyte to wybacz ale prawniczka do dupy.

Nie wiem do czego jest prawniczka.
Tak, są to rozmowy małżonków, sorry nie wczytałem się.
Sposób pozyskania nagrań jest niejawny, póki co.

Posty [ 1 do 65 z 169 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód z orzekaniem o MOJEJ winie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026