Bardzo mnie dziwi pytanie z tematu wątku. Jak też prezentowana tutaj przez wiele osób logika. Taka, że seks jest niejako naturalny i oczywisty, każdy kogoś pozna i tylko trzeba zrobić jakieś wyjątkowe błędy odrzucające innych by nie mieć partnerki na seks.
Zdecydowanie się nie zgadzam. Moim zdaniem jest odwrotnie. Ludzie rodzą się sami tj. mają tylko bliskich bez relacji seksulanych tj. rodziców, rodzeństwo itd. Stan samotności jest pewnym stanem naturalnym. To trzeba mieć w sobie "to coś", "być ciachem", "emanowac testosteronem" aby facet spodobal sie dopiero seksualnie jakiejs kobiecie i wtedy ma partnerke na seks. To nie jest tak, ze kazdy niemal od urodzenia przeznaczonego kogos na seks i tylko jego bledy go skreslaja.
Jak sie wiec zostaje 25, 30 czy 35 letnim prawiczkiem ? Najnormalniej w świecie. Prowadzi sie zupelnie normalne zycie. Jest sie milym, dobrym, grzecznym czlowiekiem. Nie robi sie nic złego. Mozna byc nawet cenionym kolegą, przyjacielem. Pomocnym w nauce, docenianym jako rozmówca. Bardzo docenianym przez otoczenie. Ale już np. zupełnie nigdy nie być zapraszanym na żadne imprezy. I wystarczy nigdy nie spotkać kogos kogo sie seksualnie zaciekawiło.
Po prostu nigdy nie udało sie złapać żadnej dziewczyny za rękę czy zdobyć jej pocałunek. KAżde wspomnienie o seksie, czy to na poczatku czy po 3 latach znajomosci konczy sie odpowiedzia "spadaj swinio" albo "a wiec jednak Ty tez o tym myslisz... jestes wiec taki jak inni faceci... nie po to sie z Tobą poznałam".
Po prostu wpada sie poza seksualny margines, juz w czasach szkolnych, w którym się po prostu na długo, może na zawsze zostaje. W wymiarze seksualnym jest sie dla dziewczyn powietrzem. Ma sie dziewczyny na spacer, na wypad do kina, nawet na podóż, ale nigdy na seks. Po prostu nie chcą.
Po co się więc narzucać komus z czyms, z potrzebą która nie jest akceptowana ? Nie znam i nie znałem żadnej dziewczyny z która miałbym szanse na seks.
Cóż, mam wiele innych sfer życia. To czy sie ma seks czy nie, czy jest sie z dziewczyną czy nie, nie rzutuje na moją samoocenę. Dlatego, ze moja samoocena nie moze zalezec od czudzych emocji. Ufam obiektywnym ocenom jak np. co sie w zyciu osiagneło, co się umie itd.
Moim zdaniem potrzeba seksualna sama w sobie nie powinna motywowac do znalezenia dziewczyny. I dlatego nie portafilbym szukac dziewczyny by pierwszy raz miec seks bez placenia za niego. No bo jak by to mialo wygladac : budze sie rano i mam sobie myslec "warto by wreszcie kogos poderwac by sprobowac jak to jest miec seks za darmo" ? I co gorsza nie wolno by mi dlugo powiedziec dizewczynie, ze taki mam cel. Musialbym dlugo klamac, osszukiwac. A nie chce nigdy oszukac zadnej dziewcyzny.
Czyli po prostu prawiczkiem zostaje ktos kto nikomu sie seksualnie nie spodobal, nikt sie w nim nigdy nie zakochal. Z kogo kobiety raczej szydziły niż dawały pozytwyne sygnały.
Przejawia sie haslo "kazdy kogos znajdzie". No ale liczy sie tylko towarzystwo z ktorym ktos sie spotyka. No bo co to ma znaczyc ? Mam teraz ruszac w swiat i pytac kazda wolna dziewczyne "Czesc, czy bedziesz miala ochote na seks ze mna w przyszlosci jak sie lepiej poznamy ? "
Zresztą kobiety często nie reagują pozytywnie gdy okazuje się, że facet je pożąda, że myśli o nich w kontekście seksualnym. Więc jeśli jest się człowiekiem wrażliwym, jakim chyba jestem, który nie chce zrobic nic wbrew temu czego życzy sobie siedząca obok mnie dziewczyna, to nie okazuję jej tego, że myślę o seksie. Czemu mam robić coś wbrew samej dziewczynie ? A nigdy nie spotkałem dziewczyny która okazała by mi seksualne zainteresowanie.
Seks, podrywanie, to sfera której zasad nigdy nie zrozumiałem. I przerzuciłem się na inne. Wolę nauki ścisłe.