chloe2 napisał/a:kwadrad napisał/a: Lepsza godzina matematyki albo historii albo geografii z nauczycielem ktory rzeczywiście potrafi ciekawie opowiadać.
Jednak młodzi ludzie powinni juz nabywać odporność na te religijne tematy w szkole.
Dlatego przedmiot około-religijny bez obrządków jest jak najbardziej ok.
Prowadzeni oczywiście przez nauczyciela który uczy tez innego przedmiotu.
najlepiej jakby zwiększyli liczbę godzin lekcji historii, matematyki czy polskiego. dwie godziny religii to tyle samo co historii a co gorsze o jedna więcej niż chemii, fizyki i biologii
Ograniczenie liczby godzin innych lekcji jest bolaczka polskiej edukacji i nastapilo to dzieki obecnym rzadom wbrew protestom rodzicow i srodowiska szkolnego (nauczyciele). Nie ma to nic wspolnego z lekcjami religii, ktore sa "finansowane" dodatkowo. To oznacza ze w obecnym systemie mozna by zwiekszyc np. liczbe godzin polskiego kosztem np. fizyki czy biologii ale nie religii, ktora jest przedmiotem dodatkowym i nie wchodzi do tzw. bazy edukacyjnej. Takze chyba tutaj wszystkim cos sie pomylilo poniewaz szkola ma obowiazek zapewnienia godzin obowiazkowych. Natomiast sytuacje poszczegolnych szkol wplywaja na to czy inne przedmioty ida. Np. dodatkowe lekcje jezyka obcego. Ja mam doswiadczenia z kilku szkol (ze wzgledu na uczeszczajace tam dzieci) i w jednej szkole zlikwidowali j. niemiecki (szkola podstawowa) od 4tej klasy przy czym dziecko chodzili juz do 5tej i w tych klasach zachowali ale 1h / tydz. mniej natomiast wdrugiej oferuja 3ci jezyk i dziecko (inne) chodzi tam za darmo na to. Nie mam pojecia co ma to wspolnego z lekcjami religii. Z tego co wiem wiekszym obciazeniem sa dla szkol nauczyciele, ktorzy ciagle chodza na zwolnienia. Takze problem chyba nie lezy tam gdzie go widzicie.
femte napisał/a:No widzisz, a ja znam mase przykladow ze wymaga sie oswiadczenia ze nie chce sie dziecka na religie posylac. Co jest oczywiscie niezgodne z przepisami, ale jest elementem nacisku.
Problem jest ale to dotyczy jedynie tzw. PDŻtów (Przygotowanie do zycia w rodzinie). Dzieci na to chodzic nie chca i szkola wlasnie wymaga deklaracji jesli dziecko nie chce chodzic co jest wlasnie takim naciskiem. W przypadku religii nie ma czegos takiego i wystarczy sie zdeklarowac na etyke chyba ze etyki w szkole nie ma. Dlatego szkola tak postepuje bo ma z tego finansowanie a nuczyciele prace (czesto prowadza to nauczyciele, ktorym brakuje godzin). Takze jest to w interesie szkoly.
Czyli z doswiadczenia, o wiele wiekszy problem jest z PDZtami niz z religia. W tym pierwszym przypadku sa problemy z deklaracjami i sa naciski szkoly na chodzenie na ten przedmiot, w tym drugim przypadku zadnych naciskow nie widzialem. Oczywiscie jesli ktos inteligentny uklada plan to te dod. lekcje sa zwykle na poczatku lub koncu dnia ale zamiennie z tzw. grupami o roznym zawansowaniu np. z jezykow, itp. w planie. Jesli natomiast ktos w szkole planu nie umie ulozyc to jest okienko. Wtedy uczen moze skorzystac z biblioteki, czasami sali sportowej (w zaleznosci od szkoly) lub spokojnie stolowki. Mlodsze dzieci moga odrabiac lekcje w swietlicy.
Takze jakiegos tu problemu nie ma.
Co do finansowania to def. ja ustawy i rozporzadzenia. W skali budzetu jest to bez znaczenia i wieksze straty sa na Vacie oraz drenazu kapitalu oraz przekretach. W samej edukacji tez jest to bez duzego znaczenia biorac pod uwage calosc, rozne instytucje nadzoru, poradnie, koszty egzaminow, itp. Raczej problem jest w nadmiernych obowiazkach i papierologii w szkolach. W systemach "sledzenia" i "inwigilacji" ucznia o ktorych nie macie pojecia.