Nie wiem .Nie mam syna ani córki.
To nie ma nic do rzeczy ![]()
PS Faceta wychowuje Matka i to ona ma na niego największy wpływ (zazwyczaj). Wiem co mówię - patrząc po sobie i kolegach ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy warto wychowywać... męża?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Nie wiem .Nie mam syna ani córki.
To nie ma nic do rzeczy ![]()
PS Faceta wychowuje Matka i to ona ma na niego największy wpływ (zazwyczaj). Wiem co mówię - patrząc po sobie i kolegach ![]()
Podobne tematy
Ale w tradycyjnym modelu głównie matka wychowuje.ojca głównie nie ma wdomu,bo pracuje na rodzinę.
Wiec tak też jest nie dobrze.
A potem jest,że kobieta wychcowa maminsynka.
Gdy zaś obydwoje rodziców pracuje ,obydwoje też po równo wychowuje.Taki model jest logiczniejszy i w sumie lepszy dla wszystkich.
Za chwilę pewnie spadną na mnie gromy ale uważam, że tragedią dzisiejszych czasów jest to, że kobiety czas z dziećmi zastępują "nianiami" i dziękuję losowi, że ja miałem to szczęście, że mnie wychowała Mama ![]()
Dodałabym do tego, że niezwykle często chcą mieć u boku partnerkę, czyli osobę silną, mocną i konkretną, na której w razie potrzeby można się wesprzeć, ale chcą jej wtedy, kiedy im to pasuje. Niestety czasem układ partnerski bywa niewygodny, dlatego wówczas byłoby idealnie, gdyby ta sama istota jak ten kameleon przeobrażała się w kobietę uległą.
Tak. "Partnerstwo" - dla mnie to słowo nic nie znaczy, bo w praktyce -w mojej opinii - nie istnieje ![]()
No, chyba, że pod 'partnerstwo' podchodzi płacenie za siebie czy "pół na pół", itp. Czyli to wszystko co tyczy się spraw policzalnych: finanse, kto zrobi zakupy, itp.
Natomiast cała ta 'mistyczna' strona związku to uważam, że tutaj coś takiego jak "partnerstwo" po prostu nie istnieje - zawsze któraś strona jest bardziej dominująca, co oznacza, że druga preferuje 'ulegać' (bez negatywnych skojarzeń, po prostu nie preferuje być na 1-szym planie). Dla mnie to naturalna dynamika relacji i z czasem samo się tak układa, ważne by obydwie strony były sobą i żadna nie czuła się wykorzystywana.
Ja osobiście na codzień w ogóle nie mam potrzeby dominowania, wbrew pozorom
Jeśli tak się zdarzało to tylko dlatego, że trafiali się partnerzy, których odbierałam jako niezdolnych do prowadzenia relacji i oczywiście z czasem się one rozlatywały, bo 'polaryzacja', a wraz z nią popęd seksualny się gdzieś rozmywały.
Jeśli mężczyzna posiada więcej cech "miękkich" (klasycznie uznawanych za kobiece) powinien szukać kobiety, która posiada - a raczej 'przejawia', to lepsze słowo -więcej cech 'męskich'. Ale panowie tu mają problem, bo o ile z taka kobietą nawet chętnie pójdą do łóżka, to jak z nią potem tak na codzień po prostu żyć? Jak ona potrzebuje być na pierwszym planie? Wtedy wkracza ego i zaczynają się jazdy..
Część panów podejmuje wtedy "wspaniałą" decyzję o prowadzeniu podwójnego życia: zakładają rodzinę z ta spokojniejszą kobietą, o bardziej uległej naturze (w ich odczuciu - nudną) , a na kochankę wybierają sobie taką, o której wiedzą, że nie byliby w stanie jej potrzeb zaspokoić na codzień, bo zwyczajnie czuja się od niej słabsi.
Teraz pytanie zasadnicze: Gdzie jest źródło takiego postrzegania tych 2 typów kobiet i dlaczego mężczyzn pociąga rywalizacja z kobietą, zamiast postępować zgodnie z naturalną polaryzacją, gdzie obydwie płci mogłyby przejawiać naturalne dla siebie cechy i żyć zgodnie?
Otóż panom odpowiada to, że mogą być dziś w wielu sytuacjach bardziej kobiecy od kobiet i nie ma z tego tytułu żadnych konsekwencji (i dobrze), ale żądają od kobiet by tą kobiecość w nich akceptowały i zachwycały się nią, pożądały - natomiast same mają spełniać wiele często sprzecznych ze sobą męskich potrzeb tzw. 'archetypu kobiecego', bo jeśli nie to padają dobrze znane określenia.
Jestem przeciwna (o tym napisałam w jednym z pierwszych postów) zmianie żony/partnerki w nadopiekuńczą, namolną, nieprzyjazną mamuśkę. Jestem przeciwna 'wychowywaniu' mężów. Oni są już wychowani, a to co robią owe żony-mamuśki to poniżanie, lekceważenie, pomiatanie, rozkazywanie, it.p.
Tradycyjny model rodziny nie istnieje? Śmiem wątpić.
Problem 'wychowywania' mężów nie jest też nowym, wystarczy poczytać książki napisane, by nie sięgać daleko, w XIX i XX wieku.
Za chwilę pewnie spadną na mnie gromy ale uważam, że tragedią dzisiejszych czasów jest to, że kobiety czas z dziećmi zastępują "nianiami" i dziękuję losowi, że ja miałem to szczęście, że mnie wychowała Mama
Umnie natomiast rodzice zawsze pracowali ,a ją chodzilam do przedszkola. Dla mnie to normale. Wolalabym to,nizaby jeden rodzic siedział że mną w domu a drugiego w tym domu prawie nie było,bo musiał zarobić na utrzymanie.
Tak muysle,że każdy chce powielic model jaki wyszedł z domu,więc najoptymalniej znaleźć sobie osobę o takim samym podejściu.
Drogie Panie - to wychowujcie swoich synów na mężczyzn a kobiety na kobiety i te problemy znikną
I tu się zgadzam. My (jako pokolenie) już na tym nie skorzystamy, ale za to ktoś inny będzie nam kiedyś wdzięczny. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdyby za kilka, kilkanaście lat przyszła do mnie jakaś młoda kobieta i oznajmiła, że jak sobie takiego maminsynka wychowałam, to mam go sobie teraz zatrzymać
. To dlatego uczę syna samodzielności (także pełnej samoobsługi), odpowiedzialności, zaradności, ale i otwartości na potrzeby drugiego człowieka. Czy mi się to do końca uda, tego nie wiem, ale wszystko jest na dobrej drodze
.
@Rossanka - chyba się nie zrozumieliśmy - ja nie wymagam od kobiety, żeby siedziała domu "z dziecmi"...
ZwykłyFacet napisał/a:Drogie Panie - to wychowujcie swoich synów na mężczyzn a kobiety na kobiety i te problemy znikną
I tu się zgadzam. My (jako pokolenie) już na tym nie skorzystamy, ale za to ktoś inny będzie nam kiedyś wdzięczny. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdyby za kilka, kilkanaście lat przyszła do mnie jakaś młoda kobieta i oznajmiła, że jak sobie takiego maminsynka wychowałam, to mam go sobie teraz zatrzymać
. To dlatego uczę syna samodzielności (także pełnej samoobsługi), odpowiedzialności, zaradności, ale i otwartości na potrzeby drugiego człowieka. Czy mi się to do końca uda, tego nie wiem, ale wszystko jest na dobrej drodze
.
Szanuję.
@Rossanka - chyba się nie zrozumieliśmy - ja nie wymagam od kobiety, żeby siedziała domu "z dziecmi"...
Tak zabrzmialo..Ale ale,znam kobietę,której właśnie taki model odpowiadał:Ona siedzialaby w domu z ewentualnym dzieckiem a on zarabia.Tylko akurat zawsze trafia jak dotąd na mężczyzn,którzy wymagają także pracy zawodowej.
Gdybym kiedykolwiek miał żonę i gdyby ona chciała mieć dzieci to dla mnie sprawa jest prosta - nie chce pracować to nie musi, bo ja dziecka nie urodzę. Może być w domu, może na pól etatu - jej wybór. Natomiast, jeśli już się na to decydujemy, to dziecko ma mieć rodziców nie tylko w weekendy.
Idylla - może ale trzeba dążyć do ideałów - cytuję Panie z tego wątku ![]()
Dziecko (skoro już jest) i jego wychowanie są ponad kariera zawodową (i K i M).
No dobrze, ale dalej nie wiemy, co to w takim razie dla Ciebie ZwykłyFacet oznacza to 'bycie mężczyzną' w związku? skoro sam przyznałeś, że oczekujesz od kobiety tego paradoksu, o którym pisałam + ona ma chcieć poświęcać czas ewentualnym dzieciom.
Co w takim razie robiłby mężczyzna, taki przy którym 'kobieta może czuć się kobietą'?
No toz mowie,że obydwoje wychowują i obydwoje pracują.Nie popadając w skrajności.:)
No dobrze, ale dalej nie wiemy, co to w takim razie dla Ciebie ZwykłyFacet oznacza to 'bycie mężczyzną' w związku? skoro sam przyznałeś, że oczekujesz od kobiety tego paradoksu, o którym pisałam + ona ma chcieć poświęcać czas ewentualnym dzieciom.
Co w takim razie robiłby mężczyzna, taki przy którym 'kobieta może czuć się kobietą'?
Pięć pierwszych "z głowy":
1. Zapewniał rodzinie godny byt (jeśli jest "rodzina"
),
2. Szanował swoją kobietę,
3. Kiedy trzeba był dla niej oparciem,
4. Zajmował się "męskimi pracami", a jeśli tego nie potrafi / nie lubi (patrz niżej podpisany) nagrywa faceta / facetów którzy tym się zajmują i ich nadzoruje.
5. Dyskutował, słuchał ale starał się wyczuć kiedy ma przejąc inicjatywę.
Kontrapunkt to kobieta. Tak ja to widzę, nie twierdzę, że to przepis na ideał.
PS Proszę doczytaj - nie oczekuję od kobiety aktywności zawodowej jeśli pojawia się dziecko. Natomiast gdy go nie ma - sorrrry - utrzymankę to ja mogę miec bez żeniaczki ![]()
Elle88 napisał/a:No dobrze, ale dalej nie wiemy, co to w takim razie dla Ciebie ZwykłyFacet oznacza to 'bycie mężczyzną' w związku? skoro sam przyznałeś, że oczekujesz od kobiety tego paradoksu, o którym pisałam + ona ma chcieć poświęcać czas ewentualnym dzieciom.
Co w takim razie robiłby mężczyzna, taki przy którym 'kobieta może czuć się kobietą'?Pięć pierwszych "z głowy":
1. Zapewniał rodzinie godny byt,
2. Szanował swoją kobietę,
3. Kiedy trzeba był dla niej oparciem,
4. Zajmował się "męskimi pracami", a jeśli tego nie potrafi / nie lubi (patrz niżej podpisany) nagrywa faceta / facetów którzy tym się zajmują i ich nadzoruje.
5. Dyskutował, słuchał ale starał się wyczuć kiedy ma przejąc inicjatywę.Kontrapunkt to kobieta. Tak ja to widzę, nie twierdzę, że to przepis na ideał.
PS Proszę doczytaj - nie oczekuję od kobiety aktywności zawodowej jeśli pojawia się dziecko. Natomiast gdy go nie ma - sorrrry - utrzymankę to ja mogę miec bez żeniaczki
Nie no to logiczne.Jak się pojawia dziecko to zawsze kobieta jest czasowo wyłączona z pracy zawodowej .Nawet nie ma co od niej oczekiwać. Tak myślę że 2-3 lata.
ZwykłyFacet: Ale to są ogólniki, wybacz
Ja pytałam jak zachowuje się, w Twoim odczuciu, mężczyzna tak, aby kobietą nie musiała już przy nim mężczyzną być.
Bo o to się w tym temacie rozchodzi.
A te cechy, które opisałeś to mogłaby spokojnie napisać i kobieta - to po prostu takie niepisane, ogólne zasady bezkonfliktowego w miarę współżycia.
Chyba, że to, że kobiety "chcą być facetami" to tyczyło się wg Ciebie tylko faktu, że wola być w pracy niż wychowywać własne dzieci.. Ja to zrozumiałam jednak szerzej.
ZwykłyFacet: Ale to są ogólniki, wybacz
Ja pytałam jak zachowuje się, w Twoim odczuciu, mężczyzna tak, aby kobietą nie musiała już przy nim mężczyzną być.
Bo o to się w tym temacie rozchodzi.
Dokładnie tak jak wyżej opisałem
Nie wiem co tu wymaga uściślenia
1. Wbija gwóźdź, 2. Przytuli jak się chce kobiecie popłakac itp. itd. Elle88 no nie żartuj ![]()
Podsumowując - "odwala męską część roboty" ![]()
To ją jeszcze dokończenie pytanie,
A jaką jest męska kobieta?Kobiety,które "chcą być mężczyznami"? Też nie do końca rozumiem.
Jak to się ma do związku?Bozrozumialam to jako kobiety,które pracują.
Dokładnie tak jak wyżej opisałem smile Nie wiem co tu wymaga uściślenia smile
1. Wbija gwóźdź, 2. Przytuli jak się chce kobiecie popłakac itp. itd. Elle88 no nie żartuj wink
Czyli sam tak naprawdę nie wiesz, co rozumiesz przez "męska kobietę". Ok, fair inaf ![]()
EDIT: Wiesz, w czasach gdy mieszkamy w blokach ze stałym ogrzewaniem, itp. trudno o typowo "męskie roboty" w domu..
Bo ja np. potrafię uściślić: Dla mnie facet, który zachowuje się jak baba to ktoś, kto: a) nie potrafi zainicjować seksu b) nie wie do czego służy mu penis.
Też "z głowy" ![]()
Czyli konkrety.
Męska kobieta:
1. Brak tego co w kobiecie najfajniejsze czyli "ciepła" - to jest to, co poza cechami fizycznymi, odróżnia Was od kolegów / innych facetów ![]()
2. Rzucanie mięchem na lewo i prawo, picie
3. Traktowanie związku jak rywalizacji z facetem
4. Podchodzenie z kpiną w głosie i ironicznym uśmieszkiem do Pań powięcających się macierzyństwu
5. Jak najbardziej kulturalnie - "przebieg" większy niż u kilku facetów (statystycznych).
Elle88 - doskonale wiem co dla mnie oznacza "męska kobieta" ![]()
PS Nie nie trudno - starczy, że trzeba przestawić meble albo wnieść nową pralkę ![]()
No, jednak udało się określić konkretniej ![]()
1. Zgodzę się, z tymże powiedziałabym, że dokładnie to samo mnie odrzuca u mężczyzn. Pewnie dlatego, że sama jestem z tzw. 'zimnego chowu', gdzie taki typ "komunikacji" był czymś naturalnym, ale że ciężko żyć z Robotem w domu to uważam to za wyjątkowo niepożądana cechę w bliskich relacjach, bez względu na płeć.
2. Oczywiste.
3. Tu znowu: czasem nie jest oczywiste kto te rywalizacje prowokuje.
4. Spotykałam się z tym głownie od strony fanów korpostylu raczej niż fanek
Ale zgadzam się, to obrzydliwe i żenujące podejście.
5. Hmm..
Meble i pralka - tak, chociaż tu brak pomocy byłby dla mnie bardziej strawny niż np. pozwalanie by kobieta wracała sama bardzo późno do domu z pracy, czy z miasta.
Tak czy inaczej, moim skromnym zdaniem
, wydaje mi się, że więcej jest kobiecych mężczyzn niż męskich kobiet. A jeśli już, to głównie dlatego, że przez typowo kobiece zachowania panów powstaje luka i żeby w wyniku tego nie nastąpiło totalne oddalenie, to kobiety podejmują się ją zapełnić - robiąc krok w przód, przed faceta (który nie decyduje się go zrobić, bo mu się nie chce).
Oczywiście jest to błąd kobiet, bo zamiast robić za nich ten krok, należy unieść ugiętą pod kątem prostym nogę do wysokości bioder, a następnie dynamicznie wyprostować od kolanka w dół - najlepiej mając na stopie obówie z ostrym zakończeniem (czyli tzw. kop) ![]()
Męska kobieta to przeciwieństwo kobiecej kobiety - czyli rozmemłanej mamałygi oczekującej od mężczyzny zaopiekowania się nią i wspólnym potomstwem i w opiece nad potomstwem jedynie się spełniającej, bez własnych pasji i zainteresowań.
Męska kobieta - ma swoje życie, zainteresowania, pracę, nie wyobraża sobie przebywać na urlopie macierzyńskim więcej niż niezbędne minimum, chce być samodzielna bo wie, że w życiu różnie bywa, kocha partnera ale nie jest go uczepiona, ma swoich znajomych, ma swoją autonomię, lubi seks dla seksu, inicjuje seks. To tak pierwsze z głowy.
No i jak jedzie na wieczorne spotkanie z kumpelkami na piwo w centrum, to do głowy nie przyjdzie jej oczekiwać, że partner ma ją zawieźć/przywieźć po imprezie (czytaj: samodzielność).
Męska kobieta to przeciwieństwo kobiecej kobiety - czyli rozmemłanej mamałygi oczekującej od mężczyzny zaopiekowania się nią i wspólnym potomstwem i w opiece nad potomstwem jedynie się spełniającej, bez własnych pasji i zainteresowań.
Toś pojechał..
Męska kobieta - ma swoje życie, zainteresowania, pracę, nie wyobraża sobie przebywać na urlopie macierzyńskim więcej niż niezbędne minimum, chce być samodzielna bo wie, że w życiu różnie bywa, kocha partnera ale nie jest go uczepiona, ma swoich znajomych, ma swoją autonomię, lubi seks dla seksu, inicjuje seks. To tak pierwsze z głowy.
Z głowy? Serio..?
Brzmi trochę jakbyś przemawiał z głębi swoich uprzedzeń i bolesnych doświadczeń z ..."kobiecymi kobietami" ![]()
No i jak jedzie na wieczorne spotkanie z kumpelkami na piwo w centrum, to do głowy nie przyjdzie jej oczekiwać, że partner ma ją zawieźć/przywieźć po imprezie (czytaj: samodzielność).
Tak, tak. Najlepiej jakby kobitka niczego nie oczekiwała od partnera. Kompletnie.
No, może poza tym, żeby jak mu rano zsunie gumkę od slipek to żeby coś elastycznego z nich wyskoczyło..
Moim zdaniem trochę tą "samodzielność" bierzesz czasem za daleko i nie umiesz wyluzować na tyle, by taki drobny gest wziąć za spontaniczny przejaw troski o kogoś bliskiego, niekoniecznie jako objaw realizowania punkt po punkcie Instrukcji "Jak faceta przerobić na pantofla".

Męska kobieta - ma swoje życie, zainteresowania, pracę, nie wyobraża sobie przebywać na urlopie macierzyńskim więcej niż niezbędne minimum, chce być samodzielna bo wie, że w życiu różnie bywa, kocha partnera ale nie jest go uczepiona, ma swoich znajomych, ma swoją autonomię, lubi seks dla seksu, inicjuje seks. To tak pierwsze z głowy.
To nie jest męska kobieta. To jest po prostu kobieta...
Wont, jak Anemonne napisała, to po prostu NORMALNA kobieta. To co Ty opisujesz w pierwszym paragrafie zaś, nazywa się fachowo "ofiarą życiową", a nie przedstawicielką płci pięknej.
Generalnie jakoś nie rozróżniam kobiecych czy męskich charakterów. Dla mnie ktoś albo ma głowę na karku, jest odpowiedzialny, zaradny, bystry, umie postawić na swoim, umie się dogadać; albo jest cienias co nie ma zdania i daje innym po sobie skakać- niezależnie od płci. Czy szukam koleżanki czy faceta do związku, to pod uwagę biorę dokładnie te same cechy (plus oczywiście chemię w przypadku gościa), z prostej przyczyny, że lebiegi i cierpiętnicy mnie niesamowicie męczą.
I kompletnie nie rozumiem terminu "ciepełko". Co to oznacza? Ze się ma kobita rozklejać na każdym filmie romantycznym, że facetowi nos podciera jak ma katar, że lubi się przytulać???
Toś pojechał..
A bo tak z rana, przed kawą, to zawsze bywam rozdrażniony ![]()
Z głowy? Serio..?
Brzmi trochę jakbyś przemawiał z głębi swoich uprzedzeń i bolesnych doświadczeń z ..."kobiecymi kobietami"
Toć piszę, że z głowy ![]()
Tak, tak. Najlepiej jakby kobitka niczego nie oczekiwała od partnera. Kompletnie.
No, może poza tym, żeby jak mu rano zsunie gumkę od slipek to żeby coś elastycznego z nich wyskoczyło..Moim zdaniem trochę tą "samodzielność" bierzesz czasem za daleko i nie umiesz wyluzować na tyle, by taki drobny gest wziąć za spontaniczny przejaw troski o kogoś bliskiego, niekoniecznie jako objaw realizowania punkt po punkcie Instrukcji "Jak faceta przerobić na pantofla".
Bo to jest przerabiane mężczyzny na pantofla. Oczekiwanie, podkreślam to słowo "oczekiwanie", że mężczyzna będzie robić za ochroniarza i eskortować partnerkę wracającą wieczorem z pracy czy z knajpy. No nie żyjemy w Ciudad Juarez czy Tijuanie
Jak dziewczyna ma taki kaprys albo potrzebę, żebym ją zawiózł/odebrał, bo chciałaby poczuć się zaopiekowana to jasne, przecież trzeba spełniać swoje zachcianki. No ale traktować eskortowanie kobiety po zmroku jako obowiązek mężczyzny w związku? ![]()
@Anemonne, Beyondblackie
A te wszystkie kobiety które znam, te od "a mój Leoś to zrobił dzisiaj takie śliczne twardziutkie pupu", te wszystkie nadopiekuńcze mamuśki okupujące place zabaw, niepotrafiące się wyluzować, non stop wtrącające się do zabawy dzieciaków, z zainteresowaniami czytelniczymi ograniczającymi się magazynu "Mamo, to Ja"? To jakimi kobietami one są? Ale to jest pół biedy jak takie skrzywienie jest widoczne - wtedy wiesz z kim masz do czynienia - z crazy mama. Gorzej jak poznajesz fajną, wyluzowaną, ciekawą życia laskę i nagle podleje ją sos hormonów i ona z takiej właśnie fajnej, samodzielnej kobity momentalnie przepoczwarza się w rozmemłaną mamałygę ![]()
Wont, wśród własnych koleżanek i znajomych takich przemian kolosalnych nie zauważyłam.
Jak ktoś miał małe horyzonty i lubił dyrygować innymi, to bez problemu przełożył te dyrektywy na swoje potomstwo i faktycznie zaczyna latać wkoło kilkulatka jakby to było centrum świata. Ale jeżeli kobieta była samodzielną, rozwiniętą jednostką, to i dzieci są wychowywane w takim duchu i nie ma cmokania i zachwytów nad kupką.
Może zabrzmi to nieco szowinistycznie, ale udział w "metamorfozie" kobiety - partnerki, na zołzowatą jędzę (zołza, wbrew tytułowi popularnego poradnika dla kobiet nie oznacza samodzielnej, świadomej siebie kobiety, a ksantypowatą jędzę po prostu) mają także koleżanki zazdroszczące dobrego męża/partnera, bo same źle wybrały. Czemu więc "przyjaciółka" ma mieć lepiej, niż one? Doradzają więc "wychowywanie", które jest projekcją ich niespełnionego celu wobec własnych mężczyzn, tych synków mamusi i zapatrzonych w siebie egocentryków.
Może zabrzmi to nieco szowinistycznie, ale udział w "metamorfozie" kobiety - partnerki, na zołzowatą jędzę (zołza, wbrew tytułowi popularnego poradnika dla kobiet nie oznacza samodzielnej, świadomej siebie kobiety, a ksantypowatą jędzę po prostu) mają także koleżanki zazdroszczące dobrego męża/partnera, bo same źle wybrały. Czemu więc "przyjaciółka" ma mieć lepiej, niż one? Doradzają więc "wychowywanie", które jest projekcją ich niespełnionego celu wobec własnych mężczyzn, tych synków mamusi i zapatrzonych w siebie egocentryków.
Oj tak, a jak się zacznie babskie gadanie, że "mój stary to to i tamto" na co druga "a mój zarabia..." ![]()
Najlepiej, jak po spotkaniu z takimi "koleżankami" kobieta pojedzie do matki (własnej), a nie do męża, ewentualnie do pracy - tam szukać "odgromnika" ![]()
Excop napisał/a:Może zabrzmi to nieco szowinistycznie, ale udział w "metamorfozie" kobiety - partnerki, na zołzowatą jędzę (zołza, wbrew tytułowi popularnego poradnika dla kobiet nie oznacza samodzielnej, świadomej siebie kobiety, a ksantypowatą jędzę po prostu) mają także koleżanki zazdroszczące dobrego męża/partnera, bo same źle wybrały. Czemu więc "przyjaciółka" ma mieć lepiej, niż one? Doradzają więc "wychowywanie", które jest projekcją ich niespełnionego celu wobec własnych mężczyzn, tych synków mamusi i zapatrzonych w siebie egocentryków.
Oj tak, a jak się zacznie babskie gadanie, że "mój stary to to i tamto" na co druga "a mój zarabia..."
Najlepiej, jak po spotkaniu z takimi "koleżankami" kobieta pojedzie do matki (własnej), a nie do męża, ewentualnie do pracy - tam szukać "odgromnika"
Jak jest "zołzą" to cechy tej "zołzy" pogłębią się po ślubie. Jak nie ma w sobie nic z tej "zołzy" to po ślubie się jej nie odmieni. Spokojna głowa.
Jak jest "zołzą" to cechy tej "zołzy" pogłębią się po ślubie. Jak nie ma w sobie nic z tej "zołzy" to po ślubie się jej nie odmieni. Spokojna głowa.
Chyba jednak nie do końca tak jest. Czasem po latach frustracji i niespełnienia w związku kobieta nabiera cech, o które wcześniej nikt by jej raczej nie podejrzewał. Ogólnie wyznaję teorię, że i on, i ona mają na siebie wzajemny wpływ, co nieuchronnie prowadzi do określonych zmian w zachowaniu. Czasem są to zmiany na lepsze, ale czasem ta tendencja niestety idzie w przeciwną stronę.
to prawda, ze jest wielu takich facetów, którzy tal naprawde sa bardzo niesamodzielni. Pamiętam jeszcze z okresu studiów ze mialam wielu takich kolegów i współczuje troche ich przyszłom żonom bo takich facetów niestesty trzeba wychowywać.
to prawda, ze jest wielu takich facetów, którzy tal naprawde sa bardzo niesamodzielni. Pamiętam jeszcze z okresu studiów ze mialam wielu takich kolegów i współczuje troche ich przyszłom żonom bo takich facetów niesesty trzeba wychowywać.
Powstaje zasadnicze pytanie co rozumiesz przez pojęcie "niesamodzielni". Komuś samodzielnemu ktoś jeszcze, jest niepotrzebny. ![]()
Tylko proszę nie robić wrażenia, że facet samodzielny jest atrakcyjniejszy. Czasem mam wręcz wrażenie, że kobiety lubią zaopiekować się facetem niesamodzielnym. Wydaje im się, że to sprawi, że bedą bardziej facetowi potrzebne.
Tylko proszę nie robić wrażenia, że facet samodzielny jest atrakcyjniejszy. Czasem mam wręcz wrażenie, że kobiety lubią zaopiekować się facetem niesamodzielnym. Wydaje im się, że to sprawi, że bedą bardziej facetowi potrzebne.
prawda!!
"co ten biedny misio beze mnie by zrobil..."
Tylko proszę nie robić wrażenia, że facet samodzielny jest atrakcyjniejszy. Czasem mam wręcz wrażenie, że kobiety lubią zaopiekować się facetem niesamodzielnym. Wydaje im się, że to sprawi, że bedą bardziej facetowi potrzebne.
Niech żyje generalizowanie!
Faktycznie, część kobiet mająca zapędy dyktatorskie, uważająca za swój obowiązek "wychowanie" dorosłego człowieka, będzie szukała owego niesamodzielnego "synusia". Jest jednak spora grupa kobiet, która chce mieć u swego boku dojrzałego mężczyznę, a do takich ów "synuś' się nie zalicza. Czyli: co kto lubi.
Szkoda tylko, że część tych niesamodzielnych mężczyzn pragnie związku z dojrzałymi kobietami. Szkoda, że część owych niesamodzielnych mężczyzn nie przyjmuje do wiadomości, że dla dojrzałych kobiet są nieatrakcyjnymi. Działa to, rzecz jasna, w drugą stronę. Część niedojrzałych "mamusiowatych" kobiet marzy o związku z dojrzałymi, samodzielnymi mężczyznami, nie wiedząc, że dla nich związek z "mamałygą" (skądinąd świetne to określenie) jest nieatrakcyjnym. Owszem, czasem się takie związki zdarzają, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie w nim odrobinę wzajemnego szacunku.
Szkoda tylko, że część tych niesamodzielnych mężczyzn pragnie związku z dojrzałymi kobietami. Szkoda, że część owych niesamodzielnych mężczyzn nie przyjmuje do wiadomości, że dla dojrzałych kobiet są nieatrakcyjnymi. Działa to, rzecz jasna, w drugą stronę. Część niedojrzałych "mamusiowatych" kobiet marzy o związku z dojrzałymi, samodzielnymi mężczyznami, nie wiedząc, że dla nich związek z "mamałygą" (skądinąd świetne to określenie) jest nieatrakcyjnym. Owszem, czasem się takie związki zdarzają, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie w nim odrobinę wzajemnego szacunku.
Jest wręcz na odwrót niż piszesz. Dla niesamodzielnych mężczyzn to właśnie kobieta "mamuśka" jest tą dojrzałą: upierze, ugotuje, zajmie się domem, rachunki zapłaci, dziećmi się zajmie. Dla "mamusiowatych" mężczyzna do zaopiekowania się jest właśnie ok. Dojrzała kobieta nie bierze sobie niezaradnego życiowo (ona widzi po prostu jaki on jest i wie czego od mężczyzny wymaga, na takie coś się zatem nie skusi) i vice versa.
Tylko proszę nie robić wrażenia, że facet samodzielny jest atrakcyjniejszy. Czasem mam wręcz wrażenie, że kobiety lubią zaopiekować się facetem niesamodzielnym. Wydaje im się, że to sprawi, że bedą bardziej facetowi potrzebne.
Ależ facet samodzielny jest zdecydowanie atrakcyjniejszy! Mam już mężczyznę, którym muszę się zaopiekować (wraz z wiekiem coraz mniej) - to mój syn. Od partnera na życie oczekuję samodzielności i odpowiedzialności, tego, że nie będę musiała mu przypominać, że do pracy trzeba chodzić, rachunki na czas zapłacić czy odnowić polisę. Także tego, że wyjeżdżając na kilka dni nie zastanę go głodnego, bez czystych skarpetek, a w domu pobojowiska. Taka męska sierota to jest obraz nędzy i rozpaczy, a nie ktoś, kto wzbudza pożądanie.
Taka męska sierota to jest obraz nędzy i rozpaczy, a nie ktoś, kto wzbudza pożądanie.
Zgadzam sią w zupełności.
Przy braku ogarnięcia i normalnych życiowych umiejętności nawet inne walory blakną, a pożądanie się ulatnia w tempie rekordowym. Do byłego partnera, który właśnie taką postawę przejawiał, pod koniec naszego związku czułam tylko irytację, której wcale nie kompensował jego intelekt czy romantyzm (bo on taki właśnie chłoptaś z wierszami i głową w chmurach był). No Chryste, jak ja mam szanować człowieka, a tym bardziej podziwiać jako faceta, który rachunku w urzędzie nie potrafi zapłacić, a obrona własnego zdania jest poza jego zasięgiem?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy warto wychowywać... męża?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026