netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy warto wychowywać... męża?

103 odpowiedzi12 662 wyświetleniazałożony przez Olinka, 24.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy warto wychowywać... męża?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 104 ]

1

Temat: Czy warto wychowywać... męża?

No właśnie - czy da się, można i czy w ogóle warto wychowywać męża?

Zapewne zaraz pojawią się głosy oburzenia, że jak to, przecież nie powinno się, nie można i nie da się zmienić dorosłego, ukształtowanego już człowieka. Jeśli jednak wraz z upływem czasu i rosnącym stażem małżeńskim, same widzimy, że zmieniamy się i ewoluujemy, na co niewątpliwie bardzo mocno wpływa między innymi ta druga osoba, to nawet zwykła logika wskazuje, że my także mamy wpływ na partnera.
Oczywiście można ciosać przysłowiowe kołki na głowie, ale można też zrobić to na tyle umiejętnie, że szanowny małżonek nawet tego nie zauważy, a jednak zacznie zachowywać się zupełnie inaczej. Mało tego, nawet w jego odczuciu ta zmiana może być zmianą na lepsze.

Podyskutujmy na ten temat smile.

2

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Może warto, tylko potem niech nie będzie narzekania, że facet skapciał i stał sie pantoflarzem. I niech nie będzie pytań "gdzie Ci faceci ? ".  Bo znikają właśnie gdy zmieniają sie dla swoich kobiet.

3

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Swojego faceta nie trzeba wychowywać, ze swoim facetem trzeba rozmawiać.
Powtarzam to już po raz któryś kobieta, która potrafi mówić swojemu facetowi wprost czego chce, czego pragnie jest skarbem.
Facet jest głową a kobieta jest szyją, która tą głowa kieruję.
Mądra kobieta wie jak, i wtedy można stworzyć bardzo fajną relację smile

4

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Ciągle dziwi mnie wpływ ślubu na część kobiet. W krótkim czasie po tejże ceremonii zaczynają traktować - ponoć - ukochanego dorosłego człowieka jak mocno nieletnie (i kiepsko wychowane) dziecko.
Matkować dorosłemu? yikes Traktować go jak niepełnosprytnego człowieka? yikes
Można. Szczycić się manipulacją - też. Konsekwencją jest płacz i zgrzytanie zębów, gdy po kilku latach rzeczony mąż albo nie podejmuje żadnej decyzji, albo odchodzi do takiej kobiety, która widzi w nim mężczyznę.

5

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Celebre napisał/a:

Swojego faceta nie trzeba wychowywać, ze swoim facetem trzeba rozmawiać.

Przyznaję się bez bicia, że słowo "wychowywać" zostało użyte przeze mnie z premedytacją, a nawet lekko prowokacyjnie, choć sama również twierdzę, że jedyne, co możemy, a nawet powinnyśmy robić, to rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, a w tych rozmowach przedstawiać nasz własny punkt widzenia, określać granice, mówić o uczuciach, emocjach, oczekiwaniach. Dla mnie jest oczywistym, że jeśli pod jednym dachem zamieszkuje ze sobą dwoje zupełnie różnych ludzi, to trzeba wypracować i ustalić jakieś zasady, ale to powinno odbyć się w zdrowy, dojrzały sposób, a nie metodą kija i marchewki.

6 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-09-25 09:08:02)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Moim zdaniem mężczyźni zmieniają się rzadko, w niewielkim stopniu, i raczej nietrwale. Owszem, z miłości może i stać ich na nagięcie do żądań. Ale mają bardziej ugruntowany charakter,  zasady, nawyki, przekonania. Choć znane są przypadki np. złagodnienia  przemocowcow. Dlatego tak ważne jest odpowiednie dobranie się. Częste są sytuacje, kiedy kobieta łapie pierwszego z brzegu, który wykazał do niej pociąg, do ślubu akceptuje go,  jeśli jej coś przeszkadza, to nieśmiało prosi lub zaciska zęby, a po zaobraczkowaniu kategorycznie żąda,  zabrania i,  jak wspominasz, karze za niesubordynacje. Porażka. Moim mottem przewodnim jest "nie rób drugiemu co tobie niemiłe ", a ponieważ nie chciałabym i nie znioslabym spokojnie wychowywania mnie przez partnera, to staram się w drugą stronę także tego unikać. Uważam, że matkowanie swojemu mężczyźnie również  jest chore. Nie ma szans, by znaleźć człowieka, który będzie nam pasował we wszystkim. Dążenie do znalezienia ideału to chyba najprostsza droga do dożywotniego singlostwa. Dlatego wybierajmy to,  co najważniejsze, i zdobądźmy się na tolerancję nieznośnych drobiazgów, zwłaszcza, gdy samemu się aniołem nie jest i wiele i nam wybaczone bywa :-)

7

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

To zależy od charakteru mężczyzny.

Są tacy , który mają skłonności i nawet chętnie się poddają zmianom, są elastyczni na słowa i czyny żony. Ona go ustawi. powie,że tak ma być , tak ma robić i to nie przeszkadza. Niektórym to zwyczajnie pasuje. Nie muszą się wysilać w myśleniu , postępują tak jak chce żona, bo żona ma rację. I tych da się wychować bez żadnego problemu.

Natomiast Ci, których charakter nie pozwala na to, żeby żona nimi sterowała ,to nie wiadomo jakie podchody i zabiegi nie pomogą.

Ale są też tacy pośredni. Trochę się podda żonie a trochę zrobi po swojemu. Ci są podatni na wychowanie ale z dobrym i sprytnym podejściem żony.

8

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Olinko, znam Twe poglądy, wiedziałam, że pierwszy post jest prowokacją. smile

Niestety, jest część kobiet, która podpisałaby się pod nim natychmiast.
Niestety, psychiczna kastracja mężczyzn jest popularna. Zaczyna się wcześnie, już w domu rodzinnym, już wobec kilkuletnich chłopców. Później - w wielu wypadkach - narasta.

Niektórym mężczyznom owe 'ustawianie' odpowiada? Owszem. Jak twierdzą, po pewnym czasie dają się 'ustawić', bo dzięki temu wreszcie mają w domu tzw. święty spokój: żona podejmuje decyzje, żona jest odpowiedzialna za ich efekt, żona nie 'suszy' im głowy i nie walczy z nimi. Tylko... ci sami mężczyźni po wyjściu z domu, z dala od 'pań i władczyń', gdy zbiorą się na odwagę, opowiadają o sobie i przeżywanych uczuciach, gdy nie są przez żony szanowani, cenieni, gdy traktowani są... . Niejedna z owych wychowujących kobiet zdziwiłaby się słysząc prawdę. A później jedna z drugą słuchając Danuty Rinn śpiewającej "Gdzie ci mężczyźni", smutno kiwa głową.

To temat rzeka.

9

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Olinka napisał/a:

No właśnie - czy da się, można i czy w ogóle warto wychowywać męża?

Nie tyle wychować co ,,nauczyć'' pewnych rzeczy. Zachęcić i pokazać dobre strony, dlaczego warto posłuchać czasem kobiety.
Można powiedzieć, że kobieta odniosła sukces gdy mężczyzna sam z siebie mówi: Dlaczego nie posłuchałem żony? Jak jej słucham to zawsze dobrze na tym wychodzę smile
Żeby w ogóle kogoś czego nauczyć, trzeba poznać sposób jego myślenia i samemu się nauczyć słuchać rad innych bardziej doświadczonych.
Od siebie mogę polecić książkę: Betty McLellan pt ,,Jak poskromić Piotrusia Pana'' i Małgorzata Kadysz ,,Mężczyzna prosty w obsłudze, czyli kobieta szczęśliwa w związku''.
Te książki nie opowiadają o tym ,,jak wychować'' ,,podporządkować'' tylko jak rozmawiać jak stworzyć związek w których obydwie strony będą szczęśliwe.

10

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Wielokropek napisał/a:

Olinko, znam Twe poglądy, wiedziałam, że pierwszy post jest prowokacją. smile

Niestety, jest część kobiet, która podpisałaby się pod nim natychmiast.
Niestety, psychiczna kastracja mężczyzn jest popularna. Zaczyna się wcześnie, już w domu rodzinnym, już wobec kilkuletnich chłopców. Później - w wielu wypadkach - narasta.

Niektórym mężczyznom owe 'ustawianie' odpowiada? Owszem. Jak twierdzą, po pewnym czasie dają się 'ustawić', bo dzięki temu wreszcie mają w domu tzw. święty spokój: żona podejmuje decyzje, żona jest odpowiedzialna za ich efekt, żona nie 'suszy' im głowy i nie walczy z nimi. Tylko... ci sami mężczyźni po wyjściu z domu, z dala od 'pań i władczyń', gdy zbiorą się na odwagę, opowiadają o sobie i przeżywanych uczuciach, gdy nie są przez żony szanowani, cenieni, gdy traktowani są... . Niejedna z owych wychowujących kobiet zdziwiłaby się słysząc prawdę. A później jedna z drugą słuchając Danuty Rinn śpiewającej "Gdzie ci mężczyźni", smutno kiwa głową.

To temat rzeka.

znam jeden przyklad faceta, ktory woli, jak to zona nim "steruje"
podejmuje za niego wszystkie decyzje, mowi, jak ma myslec, co mowic, jak postepowac....
to juz nie jest nawet wychowywanie, ale "zdalne sterowanie"...

pan ten nigdy sie nie skarzyl, wrecz otwarcie twierdzil, ze dominacja kobiety jest mu niezbedna, wlasnie z takich przyczyn- wygody.
nie musi sie zastanawiac, kombinowac, podejmowac decyzji, ponosic odpowiedzialnosci.
sam by sie pod moim postem podpisal....

obecnie ma ok. 80 lat i jest moim ojcem....wiec wiem co mowie- sa tacy mezczyzni
(i od takich chron nas panie boze, amen)

11

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Olinka napisał/a:

Oczywiście można ciosać przysłowiowe kołki na głowie, ale można też zrobić to na tyle umiejętnie, że szanowny małżonek nawet nie zauważy, a zacznie zachowywać się zupełnie inaczej. Mało tego, nawet w jego odczuciu ta zmiana może być zmianą na lepsze.

Przecież to definicja manipulacji. Moim zdaniem jeśli kogoś kochamy, to w takim związku nie ma miejsca na manipulację. A zmiany i wychowywanie powinnyśmy zacząć same od siebie, bo na to mamy realny wpływ, ale jakoś lepiej i łatwiej zmieniać/wychowywać innych, niż przyjrzeć się sobie. Przede wszystkim nie patrzyłabym na mężczyznę przez pryzmat mojego myślenia życzeniowego, tylko realnie oceniła czy rzeczywiście akceptuję jego wady i dopiero wtedy zdecydowałabym się na stały związek.

W moim związku oboje zmieniliśmy się pod swoim wpływem. Dzięki partnerowi stałam się zdroworozsądkowa i umiem wziąć sobie to, co chcę, zamiast bujać w obłokach i o tym marzyć. Dzięki niemu znalazłam coś, co lubię robić zawodowo. Nauczyłam się akceptować siebie i znać swoją wartość, niezależnie od tego czy mam mężczyznę u boku. Stałam się bardziej otwarta w stosunku do ludzi. Jestem mniej niespokojna, zachowawcza, mniej rzeczy mnie stresuje. Przestałam przejmować się pierdołami i mam poczucie, że mogę wszystko (przynajmniej przez większość czasu). Wolę nie myśleć kim bym była, gdybym go nie poznała. Nie chodzi mi o to, że kimś złym, ale nie wiem czy umiałabym być szczęśliwa, bo miałam wiele cech, które bardzo się z tym kłóciły. Partner nie manipulował mną, nie wychowywał mnie. Zmieniłam się, bo patrzyłam na niego i podobało mi się to, co widzę. Przyswoiłam sobie mimowolnie część jego zalet.

Moim zdaniem najważniejsze jest to, by:

1) obiektywnie ocenić czy akceptujemy wady naszego wybranka i związać się dopiero wówczas, gdy na to pytanie odpowiemy "tak"
2) obiektywnie ocenić samą siebie - ciągle nad sobą pracować, zmieniać się na lepsze
3) rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać - wypracować jakiś model komunikacji, który nie rani i nie irytuje żadnej ze stron
4) postawić jasne granice i być KONSEKWENTNĄ - jeśli facet wie, że i tak wybaczymy zdradę, to może spróbować szczęścia

Nie uciekałabym się do manipulacji nawet w wychowaniu dziecka. Raczej stawiałabym jasne granice i sama dawała dobry przykład. Z mężczyzną robię podobnie. On dobrze wie, że jeśli będzie się źle wobec mnie zachowywał, to od niego odejdę. Nie muszę nim manipulować, żeby mnie nie ranił. Pracuję sama nad sobą, a to z kolei motywuje jego, by i on nad sobą pracował. Nie muszę mu o to suszyć głowy. Przede wszystkim mam jego szacunek. Gdybym nim manipulowała, to bym go straciła, nawet jeśli te manipulacje zadziałają. Trzeba się też zastanowić ile z naszych wymagań nie jest jedynie naszym widzi mi się. Kobiety lubią strzelać fochy o jakieś głupoty i np. mój partner zawsze uważał, że to nie jest jego problem, tylko problem tej kobiety, że jest małostkowa. Ja się z tym zgadzam. A jeśli kobieta chce wychować mężczyznę, który nie interesuje się dziećmi albo źle ją traktuje, to również ona ma ze sobą problem, że nie umie sobie wybrać odpowiedniego faceta. Trzeba się zastanowić dlaczego tak się dzieje i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

12

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
oldorando napisał/a:

(...) sa tacy mezczyzni
(i od takich chron nas panie boze, amen)

Chroń także od kobiet podobnych do matki (bo skądś 'ochota' do bycia uległym się wzięła) i żony owego mężczyzny.

13 Ostatnio edytowany przez Wayne (2015-09-25 12:47:37)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Olinka a możesz wytłumaczyć w kilku słowach dlaczego kobieta ma męża wychowywać na swoją modłę?Może byście w końcu dostrzegły to,że istnieją znaczące różnice pomiędzy kobietą a facetem wink

Idąc tym tropem faceci powinni wychowywać swoje żony i mamy błędne koło wink

14 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-09-25 14:08:40)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Nie wyobrażam sobie wychowywania dorosłego człowieka.

Jak się ludzie schodzą razem, to wiadomo, że nie wszystkie ich przyzwyczajenia odpowiadają drugiej stronie. Ale o tym trzeba na początku rozmawiać i dokonać jakiś kompromisów i ustaleń, a nie manipulować wybrankiem czy truć mu później głowę. Np. mój facet jest niesamowitym bałaganiarzem- dać mu pięć minut w kuchni, a wygląda tam jakby bomba wybuchła. Usiłowanie zmiany tego jak robi sobie tosta jest kompletnie niemożliwe, a ciągłe kwękanie przyprawiłoby mnie o ból czaszki. Rozwiązanie: akceptuję te parę okruchów i generalnie trzymam Misia z dala od garnków, nie wtrącam się do jego szafy ani do jego pokoju ze sprzętem muzycznym. I oboje jesteśmy zadowoleni smile

15

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Problem z wychowywaniem męża polega na tym, że kobieta zauważa to mając 40+ lat, po 10-20 latach spędzonych z owym mężczyzną. Młode kobiety wierzą w miłość, w idealny związek, niektóre się obruszają, że to przecież manipulacja, itd. tylko po wielu latach kobieta (mówię to w dużej mierze o sobie, chociaż swoje obserwację mogę rozciągnąć na wiele znanych mi żon wink ) dostrzega, że jest od wszystkiego - od rozwiązywania problemów, od miziania męża, gdy on nie w sosie, od dzieci, od kariery, itd a facet znajduje w takim życiu nisze, w których wygodnie rozkłada się przed telewizorem, komputerem, czy swoim hobby, bo musi odpocząć.
Ja, w pewnym momencie, złośliwie mówiłam mojemu facetowi, że nasze dziecko ma więcej obowiązków domowych niż on.

16

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
oldorando napisał/a:

pan ten nigdy sie nie skarzyl, wrecz otwarcie twierdzil, ze dominacja kobiety jest mu niezbedna, wlasnie z takich przyczyn- wygody.
nie musi sie zastanawiac, kombinowac, podejmowac decyzji, ponosic odpowiedzialnosci.
sam by sie pod moim postem podpisal....

Wygoda wygodą, ale czegoś mi w tym brakuje. Bo gdzie dojrzałość, umiejętność wzięcia odpowiedzialności za własne i współodpowiedzialności za rodziny życie, gdzie chęć dzielenia trudów codzienności?
Co prawda sama znam takich mężczyzn co najmniej dwóch, na szczęście z żadnym z nich nie muszę dzielić życia. 

Wayne napisał/a:

Olinka a możesz wytłumaczyć w kilku słowach dlaczego kobieta ma męża wychowywać na swoją modłę?Może byście w końcu dostrzegły to,że istnieją znaczące różnice pomiędzy kobietą a facetem wink

Niestety nie mogę, bo nie potrafię tego zrobić, a nie potrafię, bo jestem zwolenniczką teorii, że każdy z nas jest inny i każdy - pod warunkiem, że nie krzywdzi drugiego człowieka - ma prawo do tej inności. Decyzję czy te różnice akceptujemy i czy taki partner nam odpowiada, powinniśmy podejmować świadomie i jeśli stwierdzimy, że tak, to wziąć go z tak zwanym dobrodziejstwem inwentarza, czyli NIE zmieniać na siłę. Błędnym jest założenie, że w imię własnego szczęścia (?) wolno nam drugiego człowieka kształtować na własne o nim wyobrażenie.

17

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Averyl napisał/a:

Problem z wychowywaniem męża polega na tym, że kobieta zauważa to mając 40+ lat, po 10-20 latach spędzonych z owym mężczyzną. Młode kobiety wierzą w miłość, w idealny związek, niektóre się obruszają, że to przecież manipulacja, itd. tylko po wielu latach kobieta (mówię to w dużej mierze o sobie, chociaż swoje obserwację mogę rozciągnąć na wiele znanych mi żon wink ) dostrzega, że jest od wszystkiego - od rozwiązywania problemów, od miziania męża, gdy on nie w sosie, od dzieci, od kariery, itd a facet znajduje w takim życiu nisze, w których wygodnie rozkłada się przed telewizorem, komputerem, czy swoim hobby, bo musi odpocząć.
Ja, w pewnym momencie, złośliwie mówiłam mojemu facetowi, że nasze dziecko ma więcej obowiązków domowych niż on.


Ooo, otóż to. Większość zakochanych kobiet myśli podobnie, że po ślubie się zmieni, że będzie inny, a denerwujące już z początku wady czy inne problemy w komunikacji się rozwiążą same. Można się obrażać na te słowa "wychować sobie partnera", ale tak jest. Im lepiej, od samego początku, kobieta pokaże mężczyźnie co chce i w jakich proporcjach wymaga tego od niego, jakie są jej oczekiwania względem podziału obowiązków i podejścia do niektórych spraw, tym korzystniej ogólnie dla związku. U mężczyzn działa zasada Parkinsona - jeśli nie wymagają, to nie ma co się wysilać smile.

18

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

No jeśli chodzi o te przysłowiowe skarpetki rozrzucone po pokoju, czy nie zamkniętą deskę klozetową, to chyba trochę trzeba powychowywać wink

19

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Mnie moja wychowała. Raczej warto było:P:P

20

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Warto stawiać granice.
Nieprawda, że ludzie od pewnego wieku się nie zmieniają. Zmieniają sie przez wiek, doświadczenia, środowisko itd. Gdyby np. mój partner po XX lat razem powoli przestawał lubić spędzać ze mną czas i zaczął się zamykać w swoim świecie albo w pracy po -naście godzin na dobę, to bym postawiła veto bardzo szybko. Tzn najpierw bym się zapytała o przyczyny, ale jakby wyszło, że po prostu priorytety mu sie zmieniły i spojrzenie na życie, to mnie się ma prawo to nie podobać, bo nie z takim człowiekiem się wiązałam, a on ma prawo o tym wiedzieć.

Natomiast nie ma sensu wiązać się z człowiekiem, który na dzień dobry nam nie pasuje, i próbować go siłą zmienić w swój ideał wymyślony. To prowadzi tylko do konfliktów i złej krwi. Albo się kogoś akceptuje albo nie akceptuje. Nie wszystko nam się musi podobać, nad niektórymi rzeczami można pracować, ale większość musi nam odpowiadać.

21

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Przepraszam, że tak z głupia zapytam ale to Wy, drogie Panie, sobie bierzecie do domu kotka czy pieska żeby go wychowywać?? smile

Zawsze mnie to intrygowało jak można wiązać się z kimś kto komuś nie pasuje, po to, żeby go "wychowywać"? To nie ma się oczu i mózgu żeby daną osobę poobserwować czy jest taka jakiej się oczekuje przed ślubem smile

PS Młode kobiety wierzą w miłość idealną - a nie mają prawa wierzyć w to co chcą? wink

22

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
ZwykłyFacet napisał/a:

Przepraszam, że tak z głupia zapytam ale to Wy, drogie Panie, sobie bierzecie do domu kotka czy pieska żeby go wychowywać?? smile

Wychowywanie kotka, pieska, czy nawet dziecka to bułka z masłem. Co więcej taki piesek jak już się nauczy, to zna zasady.

Ktoś wcześniej napisał, że kobiety, które wychowują swoich mężów mają potem pantoflarza, rzecz w tym, że jeżeli niczego się nie wymaga od partnera, to masz lenia i egoistę w domu, on korzysta z tego, że nic nie musi, że nie ma żadnych obowiązków wobec rodziny, domu, a kobieta w takim układzie nawet nie usłyszy słowa podziękowania, czy uznania - wprost przeciwnie ulubiony tekst mojego faceta był w stylu "po co on ma robić pranie, skoro on się na tym nie zna, a  ja lepiej wiem, jakie ubrania mogą być prane razem, w jakiej temperaturze, itd, po co on ma się męczyć, skoro ktoś może go wyręczyć"

23

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Uważam, że w tym kontekście bardzo prawdziwe jest powiedzenie: "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Jeśli chłopiec jest uczony, że w domu nie ma żadnych obowiązków, wszystkim zajmuje się mama, zakupy magicznie pojawiają się w lodówce, a obiad na stole, to ten chłopiec jako dorosły mężczyzna nie będzie miał utrwalonych właściwych nawyków. Owszem, może się "nauczyć" i świadomie akceptować fakt, że życie z drugą osobą to też wspólne obowiązki, ale najpewniej nie zrobi niczego, dopóki nie powie mu się dokładnie co ma zrobić i nie pokaże palcem - bo nie ma nawet odruchu, by pomyśleć, że coś wymaga zrobienia, przecież "zawsze robiło się samo".

Dlatego uważam, że wychowanie trzeba pozostawić matkom i ojcom, a w związek wchodzić z osobami już wychowanymi - najlepiej wychowanymi podobnie do nas, bo każdy z domu wynosi swoje własne pojęcie normy. Jeśli dla nas normą jest co innego niż dla naszego partnera, trudno będzie się dogadać. "Norma" jest w tym kontekście stanem rzeczy, który dla każdego z nas jest oczywisty (czyli najczęściej tym, co było standardem w naszym domu rodzinnym).

24

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Anemonne napisał/a:

Dlatego uważam, że wychowanie trzeba pozostawić matkom i ojcom, a w związek wchodzić z osobami już wychowanymi - najlepiej wychowanymi podobnie do nas, bo każdy z domu wynosi swoje własne pojęcie normy. Jeśli dla nas normą jest co innego niż dla naszego partnera, trudno będzie się dogadać. "Norma" jest w tym kontekście stanem rzeczy, który dla każdego z nas jest oczywisty (czyli najczęściej tym, co było standardem w naszym domu rodzinnym).

Miałem odpisać ale tu zostało napisane wszystko...

25

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Idąc tym tropem - mój M. powinien być ideałem, dobrze wychowanym przez rodziców. Jego ojciec go bardzo dyscyplinował, miał młodszego brata i psa, którymi musiał się opiekować... więc skąd u niego wzięło się to lenistwo i egoizm?

26 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-09-26 17:51:35)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Averyl napisał/a:

Idąc tym tropem - mój M. powinien być ideałem, dobrze wychowanym przez rodziców. Jego ojciec go bardzo dyscyplinował, miał młodszego brata i psa, którymi musiał się opiekować... więc skąd u niego wzięło się to lenistwo i egoizm?

Wróciłabym jednak do "wychowania" sobie partnera i ułożenia relacji. Przecież panowie też nas w związkach wychowują wink.

27

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
lifrinat napisał/a:
Averyl napisał/a:

Idąc tym tropem - mój M. powinien być ideałem, dobrze wychowanym przez rodziców. Jego ojciec go bardzo dyscyplinował, miał młodszego brata i psa, którymi musiał się opiekować... więc skąd u niego wzięło się to lenistwo i egoizm?

Wróciłabym jednak do "wychowania" sobie partnera i ułożenia relacji. Przecież panowie też nas w związkach wychowują wink.

Po co kobiecie kolejne za duże dziecko do wychowywania? Myślę, że sam temat dyskusji pokazuje, że jest to problem w wielu związkach - wielu facetów po prostu nie dorosło do partnerstwa niezależnie od tego czy mają 20, 40 czy 80 lat.
Niestety, wielu chłopców najpierw słuch się mamusi, a potem żony, a tylko nieliczni są na tyle dojrzali, by budować związek.

28

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Nie rozumiem, skąd pogardliwe określenie i to u kobiet !!!! że jakiś mężczyzna będzie pantoflarzem i to źle. Z kolei jak mężczyzna nie robi wszystkiego czego się od niego oczekuje, to "jak go wychować".

Chyba trzeba się na coś zdecydować a nie i tak źle i tak niedobrze?!
Po prostu mam wrażenie że większość kobiet to masochistki z depresją które muszą mieć jakiś problem, bo jak nie maja realnych problemów (typu facet bije zdradza i robi chlew) to sobie znajdą taki wydumany typu " jest pantoflarzem". No i co ci to jedna z drugą przeszkadza bo nie rozumiem?

Kolegom i samemu zainteresowanemu może przeszkadzać, że wasz partner jest pantoflarzem, ale wam ? Nie widzę logiki i jak ktoś mi wytłumaczy ten punkt widzenia to będę nawet wdzięczna.

29

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
De Kold napisał/a:

Kolegom i samemu zainteresowanemu może przeszkadzać, że wasz partner jest pantoflarzem, ale wam ? Nie widzę logiki i jak ktoś mi wytłumaczy ten punkt widzenia to będę nawet wdzięczna.

Na moje oko kolegom tym bardziej powinno być wszystko jedno wink.

Odpowiadając jednak na pytanie, to mężczyzna powinien być mi partnerem, a nie kimś, kim mam kierować. Znaczy to tyle, że powinien mieć własne zdanie, powinien umieć je głośno wyrażać, a kiedy trzeba, to również go bronić. Jestem już dużą dziewczynką, nie trzeba się nade mną trząść, nie wspominając, że nawet kota można zagłaskac na śmierć, ale są takie chwile, kiedy potrzebuję mieć w kimś prawdziwe oparcie, móc z kimś podzielić problemy i po prostu poczuć się bezpiecznie. To powinno zresztą działać w obydwie strony.
Osobiście nie mam tendencji ani do usługiwania komuś, ani wyręczania się drugą osobą, przy czym proszę tego nie mylić ze zwykłą pomocą czy sprawianiem sobie wzajemnie przyjemności.

30

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Wytresuj faceta - > znudź się nim - > zostaw go - > (facet znajduje sobie inną) - > lamentuj, że jakaś s*ka ma faceta, na którego wychowanie tyle czasu zmarnowałaś. Chyba jakoś tak to idzie.

Mi się niedobrze robi na widok uległych kobiet, a co dopiero musi powodować uległy facet... 50/50 for the win.

31 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-09-27 09:54:15)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Większość osób wypowiadających się w tym wątku mówi o partnerze jako o gotowym produkcie (musi to, tamto, bo inaczej nie jest dojrzały czyli nie nadaje się do związku, czyli innymi słowy nikt nie popełnia błędów i ślubny to jest 100% rozwinięty, ukształtowany już człowiek, dojrzały, z którym idealnie się dogadujemy, z innym przecież nie wchodzimy w związek, rozumiem też, że każda osoba z tego wątku takiego partnera właśnie ma, a w związek wchodziła na 100% dojrzała i w pełni przekonana, że partner jest "wychowany"), brzydząc się słowa "wychowywać" smile. Można to słowo również zastąpić "ułożyć sobie relacje", bo w praktyce de facto o to chodzi, aby się w związku dogadać.

32

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Averyl napisał/a:

Idąc tym tropem - mój M. powinien być ideałem, dobrze wychowanym przez rodziców. Jego ojciec go bardzo dyscyplinował, miał młodszego brata i psa, którymi musiał się opiekować... więc skąd u niego wzięło się to lenistwo i egoizm?

No widzisz, taki typ. I co zrobisz? wink.

33

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Nie mieszkam od prawie 30-tu lat w Polsce, nie mialam zwiazkow z Polakami. Ale obserwuje polskie zwiazki i malzenstwa, bo mnie fascynuja. Negatywnie fascynuja. Polki sa zonami, sprzataczkami, policjantkami, kucharkami, kontrolerkami i jak sie okazuje rowniez wychowawczyniami wlasnego meza. Ja mam na ten temat takie zdanie: gdybym musiala "wychowywac" wlasnego partnera (" umyj rece...umyj zeby...ubierz czyste skarpety...nie garb sie...gdzie idziesz...kiedy wrocisz...po co ci znowu 100 zlotych..") to dla mnie prysnelaby cala erotyka i facet przestalby byc dla mnie facetem, ktorego podziwiam i ktory mnie przyciaga. A bez tego dla mnie w malzenstwie ani rusz. Moze napisz, co masz na mysli "wychowywac meza". Kochane polskie kobiety! bardzo was lubie i cenie. Ale przestancie byc bluszczami malzenskimi. Bo tego u was pelno Jesli ciagle strofowany i " wychowywany"  facet spotka na swojej drodze kobiete, ktora bedzie go podziwiac i nie bedzie mu na kazdym kroku truc dupy- szybciutko sobie do takiej ucieknie.Albo decyd.ujcie sie na zwiazki z facetami juz do konca "wychowanymi"

34

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Gosiu,  ja nie jestem mężatka, ale z tego jak ja zrozumiałam Dziewczyny, to w tym "wychowaniu" chodzi o coś zupełnie innego niż:

(" umyj rece...umyj zeby...ubierz czyste skarpety...nie garb sie...gdzie idziesz...kiedy wrocisz...po co ci znowu 100 zlotych..")

'wychowanie' faceta rozumiem bardziej jako nakierowywanie go na nasze, kobiece i bardzo indywidualne dla danego związku potrzeby. Tak, żeby ani on nie musiał zachodzić w głowę o co nam może chodzić, ani my kobitki nie chodziły pół dnia sfoszone - "jak jest taki mądry to niech się domyśli".
To tak jak z seksem - tez trzeba nakierować, powiedzieć co sie lubi , czego oczekuje, jak sprawić przyjemność, itd.

Oczywiście jeden warunek taki mężczyzna -kandydat na męża, musi na wstępie spełniać: Musi dać się kochać, reszta jest do dogadania wink

35

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

A moze to kobiety czesto musialyby zostac ze tak powiem...wychowane? jak juz wam pisalam, podpatruje polskie zwiazki z boku. I co widze? Ma byc tylko i wylacznie tak, jak chce kobieta. Bardzo czesto widze, ze kobiety chca sobie faceta uklepac. Zwiazek to partnerstwo, erotyka, milosc i tolerancja. Nie ma tam miejsca na manipulacje, wychowanie i bycie bluszczem.

36

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Gosia1962 napisał/a:

A moze to kobiety czesto musialyby zostac ze tak powiem...wychowane? jak juz wam pisalam, podpatruje polskie zwiazki z boku. I co widze? Ma byc tylko i wylacznie tak, jak chce kobieta. Bardzo czesto widze, ze kobiety chca sobie faceta uklepac.


Wiesz co, marzy mi się mężczyzna, który sam z siebie będzie wiedział jak się ze mną obchodzić smile
Do tej pory trafiali się tacy, którzy wręcz prosili by mówić im co mają robić.

Ale, że sama wszędzie gdzie się da piszę by nie rozciągać kilku przypadków na ogół populacji, to nie wykluczam, że ktoś taki istnieje. Ale często zanim się na niego wpadnie (o ile w ogóle) to bywa, że spotyka się tych mniej dopasowanych, z którymi tez bywa fajnie, tylko trzeba im trochę pomóc.
Jak widać po efektach i zadowoleniu dziewczyn powyżej - skutkuje.

Zwiazek to partnerstwo, erotyka, milosc i tolerancja. Nie ma tam miejsca na manipulacje, wychowanie i bycie bluszczem.

Chyba czytasz bez głębszego zastanowienia to co piszę. Powtarzasz ciągle to samo..

37

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Elle...zarzucasz mi niezrozumienie twojego tekstu. Ja nie rozumiem calego tego tematu! faceta nakierowywac na zycie tak, zeby NAM bylo dobrze? A co z nim? toz to zwykla manipulacja! Nie da sie nakierowywania faceta na punkt G przelozyc na zycie. Facet to nie ma byc jakies zadanie domowe, za ktore trzeba sie zabrac po zawarciu malzenstwa. A juz uzycie slowa "wychowanie" to jakas kpina...polskich kobiet-bluszczy. Ja juz chyba wiem, czemu nie masz meza. Za ostro bierzesz sie za to wychowanie...pardon. Naprowadzanie faceta na takie zachowanie, zeby TOBIE bylo fajnie. Bierze sie takiego faceta, ktory ci odpowiada. Takie naprowadzanie czy wychowanie, czy jak wy to tam nazywacie wyjdzie  mu predzej czy pozniej bokiem. Ktoras tu napisala- trzba to robic tak, zeb sie nie domyslil. Ja nie wiem, z jakimi wy debilami macie do czynienia.

38

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Gosiu, jeśli chodzi o mnie to nic nie wiesz, więc daruj sobie wróżenie, bo się kompromitujesz wink

Ja nie wychowuje, bo jestem za leniwa na to, a Ty nie zrozumiałaś przekazu dziewczyn. Skoro 3 razy nie dotarło, to już nic nie dotrze i tak to zostawmy.
pozdrawiam

39

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Elle88 napisał/a:

Wiesz co, marzy mi się mężczyzna, który sam z siebie będzie wiedział jak się ze mną obchodzić smile
Do tej pory trafiali się tacy, którzy wręcz prosili by mówić im co mają robić.

Mam nadzieje że pomyślałaś że to może z twojej winy nie trafili się tacy co potrafią, a może nie ma takowych w świecie? Czyli nierealistyczne wymagania, bo jak wiemy nie ma facetów którzy myślą jak kobiety, a jednocześnie potrafiliby spełnić inne wymagania. Albo chcesz chłopa albo drugą koleżanke, albo kogoś kto wyuczył sie na pamięć jak traktować kobiete... albo został wytresowany smile

40

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Gosia1962 napisał/a:

Elle...zarzucasz mi niezrozumienie twojego tekstu. Ja nie rozumiem calego tego tematu! faceta nakierowywac na zycie tak, zeby NAM bylo dobrze? A co z nim? toz to zwykla manipulacja!

Bardzo głośno krzyczysz, a do tego wniosku doszłyśmy przecież już dawno. Wystarczyło całość nieco wnikliwiej przeczytać.

41

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Elle88 napisał/a:

Wiesz co, marzy mi się mężczyzna, który sam z siebie będzie wiedział jak się ze mną obchodzić smile
Do tej pory trafiali się tacy, którzy wręcz prosili by mówić im co mają robić.

Tzw. "domyślny" - oj o to Cię nie podejrzewałem wink
"No domyśl się o co kaman" wink

A na poważnie - ciężka sprawa będzie z Twoim charakterem kogoś takiego znaleźć smile Pogromca lwów by się przydał wink Bo chyba facetów na pantofle przerabiasz wink

42

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
ZwykłyFacet napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Wiesz co, marzy mi się mężczyzna, który sam z siebie będzie wiedział jak się ze mną obchodzić smile
Do tej pory trafiali się tacy, którzy wręcz prosili by mówić im co mają robić.

Tzw. "domyślny" - oj o to Cię nie podejrzewałem wink
"No domyśl się o co kaman" wink

A na poważnie - ciężka sprawa będzie z Twoim charakterem kogoś takiego znaleźć smile Pogromca lwów by się przydał wink Bo chyba facetów na pantofle przerabiasz wink

Nie nie, to tak nie działa..

Ja jak kogoś szanuję i lubię, to można ze mną konie kraść i jestem lojalna i ufna jak pies wink
Ale właśnie, żeby szanować i podziwiać faceta to już trochę potrzebuję.. I nie chodzi o hajs, stanowiska, duperele -wbrew pozorom o to tak trudno nie jest.

Jak każda prosta baba -chcę romansuuu big_smile ale takiego z prawdziwego zdarzenia, żeby wszystko grało i śpiwało. A tak to sobie zawsze sama musiałam i coś dograć i dotańczyć i dośpiewać..Nudne to już jest ;/

43

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Elle może nie trafilas na takiego mężczyznę jeszcze, a jak go znajdziesz to ,,wszystko,, będzie grało i śpiewało.

44

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
mariola856 napisał/a:

Elle może nie trafilas na takiego mężczyznę jeszcze, a jak go znajdziesz to ,,wszystko,, będzie grało i śpiewało.

no raczej.. 


Dzięki Kochana :*;)

45

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

A ja bym chciala takiego chlopa, ktory, jak nie daj boze znikne na...powiedzmy miesiac, to nie zginie.
Bedzie sam wiedzial, czy potrzebuje kupic skarpety, i gdzie je ma, z glodu nie umrze, majatku nie roztrwoni, domu z dymem nie pusci, i dzieci nie pogubi.
Noo, i nie znajdzie sobie innej " mamusi" na zastepstwo.

Takiego chlopa, ktory bedzie CHCIAL byc ze mna, a nie MUSIAL byc z kimkolwiek.
Roznica jest ogrona...

A bycie " mamusia " dla faceta jest tak meczace, ze latwiej byc samej.

Odnosze wrazenie, ze ( mowie o moim pokoleniu) , synkowie mamusi wychodza z domu szukajac zastepstwa dla mamusi, nie partnerki. Oni oczekuja, ze kobieta bedzie mu " kazala umyc zabki". Postrzegaja to jako " kobiecosc".

A kobiety po prostu dostosowuja sie do wymagan...

46

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Oj Oldo, mam podobne wymagania smile

Z dreszczem przypominam sobie chłopaka z przed lat, który nie wiedział nawet jak rachunek zapłacić yikes, już nie mówiąc o pójściu do urzędu, ubraniu się w jakieś sensowne ciuchy, ugotowaniu czegoś hmm Zostawiony sam sobie był jedynie w stanie przeżyć na dietetycznej coli i gotowych daniach z mikrofali, dzwoniąc do mnie z każdą pierdołą, której nie był w stanie podołać. Tak go właśnie mamusia "wychowała". Mimo pięciu (!!!) lat mojego domowego od-wychowywania, nic a nic się nie zmienił. Była to tylko starta nerwów.

Misia za to nigdy ani nie naprowadzałam, ani nie tresowałam. Jak pisałam wcześniej, ma swoje bałaganiarskie przyzwyczajenia- nauczyłam się z nimi żyć. Ale poza tym jest totalnie 100% samowystarczalny. Zostawiony na weekend w domu i zrobi pranie, i psa nakarmi, i obiad ugotuje, i ogródek ogarnie i nie zapomni o tym, że jest rachunek za gaz. Bo...jest dorosły big_smile

Sorry, ale wychowywać to się powinno dzieci, nie mężów.

47

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Kobiety-bluszcze. Kontrolerki. Wychowawczynie wlasnych mezow. Manipulantki-ze niby jemu tez ma potem byc dobrze. Bo nie wie. Nic facet nie wie. I kobiete poslubia dlatego, zeby mu pokazala droge w zyciu. Nie z milosci, przyjazni, namietnosci. Chodzi o to, zeby ona przejela role mamulki. nieieeeeee....zadna manipulacja. On nie umie zyc. Trzeba go naprostowac, zmanipulowac, ubeswlasnowolnic. Dziwne, ze ja takich facetow nie znam. Ani w rodzinie ani wsrod przyjaciol.

48

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Nie prawda!
Ja za najlepszy przyklad podalam swojego....ojca.

Po stracie zony potrafil sie mnie zapytac, czy sie orientuje, czy on lubi pomidorowa...

I, co ciekawsze, on sam zawsze przuznaje, ze zona jest mu niezbedna , zeby za niego myslec,
Ze on nie moze miec innego zdania niz zona.
Ze on sam nie potrafi nic kolo siebie zrobic, podjac zadnej decyzji...
On sam tak o sobie mowi...

Co ciekawe- jest bardzo samodzielny zawodowo, piastowal bardzo wysokie( najwyzsze w swoim zawodzie) stanowisko, decyzyjne i wymagajace wyzszego, scislego wyksztalcenia....

49

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Gosia1962 napisał/a:

Elle...zarzucasz mi niezrozumienie twojego tekstu. Ja nie rozumiem calego tego tematu! faceta nakierowywac na zycie tak, zeby NAM bylo dobrze? A co z nim? toz to zwykla manipulacja! Nie da sie nakierowywania faceta na punkt G przelozyc na zycie. Facet to nie ma byc jakies zadanie domowe, za ktore trzeba sie zabrac po zawarciu malzenstwa. A juz uzycie slowa "wychowanie" to jakas kpina...polskich kobiet-bluszczy. Ja juz chyba wiem, czemu nie masz meza. Za ostro bierzesz sie za to wychowanie...pardon. Naprowadzanie faceta na takie zachowanie, zeby TOBIE bylo fajnie. Bierze sie takiego faceta, ktory ci odpowiada. Takie naprowadzanie czy wychowanie, czy jak wy to tam nazywacie wyjdzie  mu predzej czy pozniej bokiem. Ktoras tu napisala- trzba to robic tak, zeb sie nie domyslil. Ja nie wiem, z jakimi wy debilami macie do czynienia.

Myślę, że masz problem, tak zwane widzenie "ze swej własnej perspektywy". Dziewczyny w ogóle o czymś takim tutaj nie piszą.

50

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
lifrinat napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Elle...zarzucasz mi niezrozumienie twojego tekstu. Ja nie rozumiem calego tego tematu! faceta nakierowywac na zycie tak, zeby NAM bylo dobrze? A co z nim? toz to zwykla manipulacja! Nie da sie nakierowywania faceta na punkt G przelozyc na zycie. Facet to nie ma byc jakies zadanie domowe, za ktore trzeba sie zabrac po zawarciu malzenstwa. A juz uzycie slowa "wychowanie" to jakas kpina...polskich kobiet-bluszczy. Ja juz chyba wiem, czemu nie masz meza. Za ostro bierzesz sie za to wychowanie...pardon. Naprowadzanie faceta na takie zachowanie, zeby TOBIE bylo fajnie. Bierze sie takiego faceta, ktory ci odpowiada. Takie naprowadzanie czy wychowanie, czy jak wy to tam nazywacie wyjdzie  mu predzej czy pozniej bokiem. Ktoras tu napisala- trzba to robic tak, zeb sie nie domyslil. Ja nie wiem, z jakimi wy debilami macie do czynienia.

Myślę, że masz problem, tak zwane widzenie "ze swej własnej perspektywy". Dziewczyny w ogóle o czymś takim tutaj nie piszą.

Myślę, że każdy ma taki problem, że widzi rzeczy w własnej perspektywy smile A to, że dziewczyny o czymś takim tutaj istotnie nie piszą nie znaczy, że "wychowywanie mężczyzn", o którym pisze Gosia nie istnieje. Istnieje niestety i ma się bardzo dobrze. To oczywiście odbija się kobietom, które wychowują swoich mężczyzn, czkawką, bo facet, który się tresurze nie podda - to cham i gbur, a ten który się tresurze podda - to pantoflarz, który nie zwilża. I tak źle i tak niedobrze. Jedyne co pocieszające, to czytać, że nie wszędzie w cywilizowanym świecie funkcjonuje ten model relacji damsko-męskiej. W jakim kraju mieszkasz Gosia?

51

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

W jakim kraju mieszkam jest dosyc bez znaczenia. Mieszkam od  13-go roku zycia w Holandii. I mieszkam w kraju, w ktorym kobiety nie maja potrzeby wychowywac partnera. To po pierwsze. A po drugie? uzywacie sformulowania "wychowywac faceta", a jak ja sie do tego negatywnie odnosze (bo dla mnie wychowanie partnera to manipulacja-wychowuje sie tylko dzieci), to...huzia na jozia. Nie pojmuje jak mozna poslubic jakiegos faceta, a potem go sobie uklepywac jak balwanka.Albo ja faktycznie juz nie rozumiem po polsku, bo tematu nie pojmuje. Zaiste nie ogarniam.

52

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

"Wychowywanie" to jest jakiś obłęd. Tresura psa czy kota? Na cholerę Wy kobiety za mąż wychodzicie za facetów co Wam nie pasują? big_smile

53 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-28 20:50:30)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
ZwykłyFacet napisał/a:

"Wychowywanie" to jest jakiś obłęd. Tresura psa czy kota? Na cholerę Wy kobiety za mąż wychodzicie za facetów co Wam nie pasują? big_smile

Kobiety wychodzą za mąż,  a jeśli nawet nie, to wchodzą w związki z rozsądku z kolesiami, którzy w ogóle je nie zwilżają z powodu presji.
Nic nowego.

Zobacz, jak mówi się (jak sam myślisz i mówisz) o kobietach po 30 r. ż. , a zobacz co mówi się o mężczyznach sporo starszych, a którym się do ożenku czy zobowiązań nie spieszy.
Dla jednej strony jest wielka wyrozumiałość i tłumaczy się to 'względami biologicznymi' (idiotyzm), a o kobiecie mówi się zazwyczaj, że "w d.. jej się poprzewracało, wybrzydzała, wybrzydzała to ma!" Nawet jeśli to był czyjś świadomy wybór: niechęć do życia na pół gwizdka z kimś kto nie jest 'spełnieniem marzeń'.

Takie panuje myślenie, że kobiecie zawsze lepiej mieć jakiegoś 'przydupasa' u boku niż nikogo.
Trzeba mieć silną psychę żeby się temu nie poddać, bo potem są wątki typu 'kroteczka' czy 'Zdradziłam męża przed ślubem" itp.

Reasumując: panuje w poglądach odnośnie wyborów życiowych kobiet spora schizofrenia.

54

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Ja musze -czytajac wasze wypowiedzi- powoli dojsc do wniosku, ze polscy faceci sa tacy jacych ulomni. Albo kobiety (tak, kobiety=ich matki) robia z nich inwalidow. pozniej cala robote musi przejac zona, bo facetowi wykastrowano w procesie wychowania jajca.Nigdy, przenigdy nie siedzialabym z facetem, ktorego musze sobie wytresowac. Taki facet stracilby u mnie na erotyce do tego stopnia, ze w zyciu nie umialabym z nim uprawiac seksu.Bezplciowy by sie stal.

55

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Gosia1962 napisał/a:

Ja musze -czytajac wasze wypowiedzi- powoli dojsc do wniosku, ze polscy faceci sa tacy jacych ulomni. Albo kobiety (tak, kobiety=ich matki) robia z nich inwalidow. pozniej cala robote musi przejac zona, bo facetowi wykastrowano w procesie wychowania jajca.Nigdy, przenigdy nie siedzialabym z facetem, ktorego musze sobie wytresowac. Taki facet stracilby u mnie na erotyce do tego stopnia, ze w zyciu nie umialabym z nim uprawiac seksu.Bezplciowy by sie stal.


I dokładnie tak było w moim przypadku. Popęd płciowy w kierunku takiego faceta zanika - po prostu dramat. To gorzej jak z koleżanką, bo z nią nieuprawianie seksu byłoby przynajmniej naturalne i wskazane wink

Dlatego ja jestem ostatnią osobą, która chciałaby Syneczka zamiast faceta. "Wychowanie" w sensie mówienie facetowi o swoich potrzebach. Ale żeby się w to w ogóle chciało "bawić" to tez musi być nie bylejaki facet i o tym też pisałam.

Gocha, otwórz głowę - mówimy mniej więcej to samo, a ty się chyba zacięłaś wink

56 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-09-28 21:28:18)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Elle88 napisał/a:
ZwykłyFacet napisał/a:

"Wychowywanie" to jest jakiś obłęd. Tresura psa czy kota? Na cholerę Wy kobiety za mąż wychodzicie za facetów co Wam nie pasują? big_smile

Kobiety wychodzą za mąż,  a jeśli nawet nie, to wchodzą w związki z rozsądku z kolesiami, którzy w ogóle je nie zwilżają z powodu presji.
Nic nowego.

Presji? Jakiej presji smile Przecież teraz wszystkie magazyny, portale itp. wpajają - bądź niezależna, rób karierę, facetów zmieniaj ile chcesz. Nie twierdzę, że Ty tak robisz - żeby była jasność - ale jakiej presji? Presję to miały nasze matki, babki itp., teraz to Wy jesteście wolne i same nie wiecie co z tym zrobić - bo chciałoby się rodziny i dzieci ale to... passe... jak w sklepie z ciuchami - za duży wybór, nie wiadomo co brać smile
Kiedyś było prościej - vide pokolenie o których wspomniałem.
Piszę bez złośliwości - chciałyście być facetami, zostałyście nimi i nie wiecie co teraz począć wink

Elle88 napisał/a:

Zobacz, jak mówi się (jak sam myślisz i mówisz) o kobietach po 30 r. ż. , a zobacz co mówi się o mężczyznach sporo starszych, a którym się do ożenku czy zobowiązań nie spieszy.

To co ja na ten temat piszę wynika z moich własnych obserwacji i jest subiektywne ale tak uważam i mam na to całkiem sporo dowodów smile

Elle88 napisał/a:

Dla jednej strony jest wielka wyrozumiałość i tłumaczy się to 'względami biologicznymi' (idiotyzm), a o kobiecie mówi się zazwyczaj, że "w d.. jej się poprzewracało, wybrzydzała, wybrzydzała to ma!" Nawet jeśli to był czyjś świadomy wybór: niechęć do życia na pół gwizdka z kimś kto nie jest 'spełnieniem marzeń'.

Bo to jest, Moja Droga, zemsta "matki natury" na Was i tego, że jest czas kiedy to Wy sobie wybieracie i przebieracie i czas kiedy same jesteście wybierane i przebierane - może to brutalne ale młodsze wkraczają na scenę. I prawda jest taka, że dla facetów czas jest dużo łaskawszy w tych relacjach damsko-męskich i nie zmieni tego to, że coraz lepiej zarabiacie itp. A wiesz czemu? Ano temu, że:

Elle88 napisał/a:

Takie panuje myślenie, że kobiecie zawsze lepiej mieć jakiegoś 'przydupasa' u boku niż nikogo.
Trzeba mieć silną psychę żeby się temu nie poddać, bo potem są wątki typu 'kroteczka' czy 'Zdradziłam męża przed ślubem" itp.

Bardzo silną - dodam, że facetowi "staremu kawalerowi" jest pewnie łatwiej w życiu niż kobiecie określanej mianem "starej panny".

Elle88 napisał/a:

Reasumując: panuje w poglądach odnośnie wyborów życiowych kobiet spora schizofrenia.

Szczególnie wśród samych kobiet smile

I żeby była jasność - piszę ogólnie, nie o Tobie.

57

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
ZwykłyFacet napisał/a:

Presji? Jakiej presji smile Przecież teraz wszystkie magazyny, portale itp. wpajają - bądź niezależna, rób karierę, facetów zmieniaj ile chcesz. Nie twierdzę, że Ty tak robisz - żeby była jasność - ale jakiej presji? Presję to miały nasze matki, babki itp., teraz to Wy jesteście wolne i same nie wiecie co z tym zrobić - bo chciałoby się rodziny i dzieci ale to... passe... jak w sklepie z ciuchami - za duży wybór, nie wiadomo co brać smile
Kiedyś było prościej - vide pokolenie o których wspomniałem.
Piszę bez złośliwości - chciałyście być facetami, zostałyście nimi i nie wiecie co teraz począć wink

Lepiej bym tego nie ujął.

58

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Presji? Jakiej presji smile Przecież teraz wszystkie magazyny, portale itp. wpajają - bądź niezależna, rób karierę, facetów zmieniaj ile chcesz. Nie twierdzę, że Ty tak robisz - żeby była jasność - ale jakiej presji? Presję to miały nasze matki, babki itp., teraz to Wy jesteście wolne i same nie wiecie co z tym zrobić - bo chciałoby się rodziny i dzieci ale to... passe... jak w sklepie z ciuchami - za duży wybór, nie wiadomo co brać smile
Kiedyś było prościej - vide pokolenie o których wspomniałem.
Piszę bez złośliwości - chciałyście być facetami, zostałyście nimi i nie wiecie co teraz począć wink

Nie do końca się zgodzę.
To, że są kobiety, którym bardzo imponuje korporacyjny styl życia i relacje osobiste na ta modłę to jedno. I faktycznie, patrząc z boku, może to być efekt "psa zerwanego ze smyczy", gdzie kiedyś kobieta zawodowo nie mogła piąć się w górę w tak nieskrępowany sposób.
ALE trzeba zauważyć, że istnieje spora grupa mężczyzn, którym taki styl życia i takie kobiety: a ) cholernie imponują b) i bardzo podniecają. W związku z tym, na ich tle taka 'spokojna' kobitka, bez powyższych aspiracji i zacięcia rywalizacyjnego wypada blado i nijako.

W tym momencie wkracza taki paradoks: panowie chcieliby w 1 osobie mieć kobietę sukcesu (ambitna, niezależna, odporna psychicznie - przyznajmy, że to bardziej "męskie" niż kobiece cechy z natury) a jednocześnie żeby była delikatna, czuła, pełna empatii i wpatrzona w swojego faceta (bardziej niż w swoja karierę na pewno). Już na pierwszy rzut oka widać jak kontrastowe i trudne do 'przejawienia' w jednej osobie są to cechy.

To oczywiście nie oznacza, że ich w kobietach sukcesu nie ma, ale na pewno w innych proporcjach niż w tym drugim typie.
I dlatego, o schizofrenię ociera się myślenie, że te dwa typy charakterologiczne można na siebie jakoś nałożyć, pomieszać i dostanie się coś 'idealnie wypośrodkowanego'. No tak to, panowie, niestety nie działa wink

To tak samo jak mężczyźni narzekają, że kobiety chciałyby samca alfa, który osiąga masę sukcesów zawodowych (do pochwalenia się), jest odważny i szalony w łóżku, a na codzień , tak 'życiowo' to chciałyby takiego czułego, kochanego Misia o wielkim sercu.. I wtedy panowie pukają się po główkach: "Ty naiwna babo smile Nie wiesz, głupia, że tego nie da się połączyć?"

Także gazetki, telewizja, że coś tam promują - to jedno. Ale, że mężczyźni nie zauważają, że są na taką manipulację marketingowa kompletnie nieodporni i sami to łykają jak pelikany, to widać na każdym kroku gdy wchodzi się w jakąś dłuższą dyskusję.

Bo to jest, Moja Droga, zemsta "matki natury" na Was i tego, że jest czas kiedy to Wy sobie wybieracie i przebieracie i czas kiedy same jesteście wybierane i przebierane - może to brutalne ale młodsze wkraczają na scenę.

A gdyby pod "przebieracie i wybieracie" wstawić "szukacie" osoby, z która czujecie się dobrze i "sprawdzacie" wzajemne dopasowanie?
Bo to "przebieranie" sugeruje, że wszystkie kobiety w wieku 20-35 lat powiedzmy, to wyrachowane s..., które nie dają szansy tym wszystkim biednym misiom, którzy chcą z nimi coś tworzyć, ale kompletnie nie biorą pod uwagę faktu, że nie każdy na tę szansę zasługuje, a czasem jak już ją dostanie to potrafi koncertowo spieprzyć smile Tak więc czasem ten 'wybór' jest tak naprawdę reakcją na czyjeś beznadziejne zachowanie i wybory, a nie wynikiem księżniczkowania.
Zabrakło głębszego wglądu.. Jest za to w dalszym ciągu perspektywa mocno ukierunkowana na biologię/schematy.

O ile z biologią kobieta nigdy nie wygra - tu się zgodzę, o tyle podawanie tego jako argument, dla którego nie powinna "wybrzydzać" (szukać kogoś, kto jej odpowiada)? Wolne żarty..


wink

59

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Popieram Elle- zwłaszcza ostatnie zadanie. Kiedyś właśnie sprobowalam parę razy nie wybrzydzac ,nie wymagać i obniżyć wymagania (a byłam jeszcze parę lat przed 30tka).Nigdy nie wyszło.Na siłę związku nie ma.
Mężczyźni pewnie też nie żenia się z kobietami na zasadzie: nie podoba mi się ani jej wygląd ani charakter ale zmusze się aby nie skończyć jak stary kawaler.osobiście nie znam takiego przypadku.
Nie ma się co goraczkowac. Trzeba trafić na odpowiednią osobę. I nic na siłę.

60

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
Elle88 napisał/a:

W tym momencie wkracza taki paradoks: panowie chcieliby w 1 osobie mieć kobietę sukcesu (ambitna, niezależna, odporna psychicznie - przyznajmy, że to bardziej "męskie" niż kobiece cechy z natury) a jednocześnie żeby była delikatna, czuła, pełna empatii i wpatrzona w swojego faceta (bardziej niż w swoja karierę na pewno). Już na pierwszy rzut oka widać jak kontrastowe i trudne do 'przejawienia' w jednej osobie są to cechy.

Dodałabym do tego, że niezwykle często chcą mieć u boku partnerkę, czyli osobę silną, mocną i konkretną, na której w razie potrzeby można się wesprzeć, ale chcą jej wtedy, kiedy im to pasuje. Niestety czasem układ partnerski bywa niewygodny, dlatego wówczas byłoby idealnie, gdyby ta sama istota jak ten kameleon przeobrażała się w kobietę uległą.
To tak nie działa wink.

61 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-09-28 22:15:00)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

@Elle88

Wyjaśnijmy sobie jedno na wstępie - nie mam zamiaru zrozumieć postępowania kobiet bo to... niemożliwe smile Dostrzegam po prostu pewne schematy w działaniu i tyle ale całości damskiego rozumowania nie śmiałbym nawet obejmować. Nie, to skończyłoby się szaleństwem big_smile

Dwa -  na drugi akapit nie odpowiem, bo się z nim nie zgadzam, a zacznie się offtop.

Trzy - nikt nie mówi, że nie ma się szukać czy patrzeć kto i co komu odpowiada.

Podsumowując - facet szuka kobiety, a kobieta faceta. Ja nie szukam "kolegi" do wypicia wódki, pogadania o wiadomo czym i wspólnego prowadzenia do domu, jak impreza się "przedłużyła". Ty, tak myślę, nie szukasz "koleżanki". Uważam natomiast, że całkowicie jako kobiety pogubiłyście się (w wielu przypadkach) w tym czy chcecie być facetami czy kobietami. Facetowi jest wygodnie zostać "kobietą" - kasa leci, uprane, gwóźdź wbity. Tylko czy kobieta tego oczekuje? Okazuje się po tym wątku, że raczej nie.

62

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
ZwykłyFacet napisał/a:

Uważam natomiast, że całkowicie jako kobiety pogubiłyście się (w wielu przypadkach) w tym czy chcecie być facetami czy kobietami.

To znaczy że co? Masz na myśli pracę czy stosunki w domu?

63

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Drogie Panie - to wychowujcie swoich synów na mężczyzn a kobiety na kobiety i te problemy znikną smile
Zbieracie żniwo tego, co często Wasze (nasze) Mamy zasiały...

Powiedzcie mi skąd się wzięli zniewieściali faceci? Kto ich wychował? Kto wychował gości bez inicjatywy i bez własnego zdania? smile Kto wychował maminsynków? smile

64 Ostatnio edytowany przez rossanka (2015-09-28 22:21:21)

Odp: Czy warto wychowywać... męża?

Nie wiem .Nie mam syna ani córki.
Ale dlaczego panie?Panowie też maja udział w wychowaniu.

65

Odp: Czy warto wychowywać... męża?
rossanka napisał/a:
ZwykłyFacet napisał/a:

Uważam natomiast, że całkowicie jako kobiety pogubiłyście się (w wielu przypadkach) w tym czy chcecie być facetami czy kobietami.

To znaczy że co? Masz na myśli pracę czy stosunki w domu?

To i to. Tradycyjny model rodziny nie istnieje (w sensie On zarabia, Ona wychowuje) - to żaden ideał ale bach bańka pękła i obie strony nie wiedzą co z tym zrobić, a szczególnie kobiety.

Facet może się "stać kobietą"  ale większą szkodę będzie mieć kobieta, jak stanie się facetem. Dla faceta to wygodne, a dla kobiety... ciężkie.

Posty [ 1 do 65 z 104 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy warto wychowywać... męża?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026