Pieprzyć go!
Teraz przynajmniej wiesz na czym stoisz. Przykre, bo niezgodne z oczekiwaniami, ale przynajmniej jasne.
Nie dzwoń, nie pisz, nic nie wyjaśniaj, choćbyś nie wiem jak chciała (a pewnie będziesz..)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Pieprzyć go!
Teraz przynajmniej wiesz na czym stoisz. Przykre, bo niezgodne z oczekiwaniami, ale przynajmniej jasne.
Nie dzwoń, nie pisz, nic nie wyjaśniaj, choćbyś nie wiem jak chciała (a pewnie będziesz..)
Podobne tematy
Cały czas się zastanawiam: czy on jest taki głupi (pomimo całej tej swojej kulturalnej, "szarmanckiej" otoczki), czy taki perfidny.
![]()
Czy egoista.
ps.
jak to jest że widzimy te fajne rzeczy, skądś się muszą brać jednak.
A na końcu okazuje się, że dupa..
Cały czas się zastanawiam: czy on jest taki głupi (pomimo całej tej swojej kulturalnej, "szarmanckiej" otoczki), czy taki perfidny.
A może i to i to? Bo perfidny jest z pewnością, ale jednocześnie sadzi debilne teksty.
I co Ty tak z tą szarmanckością cały czas? Liczą się czyny, nie gładkie słówka.
Błagam Cię tylko, urwij kontakt. Jak już napisałam powyżej: zablokuj nr w komórce, nie odbieraj telefonu/rzucaj słuchawką, kwiaty wręczone na ulicy rozwalaj na łbie, nie rozmawiaj, nie dyskutuj. NIE MA O CZYM. DLA NIEGO LICZĄ SIĘ TYLKO JEGO WŁASNE POTRZEBY, TO NARCYZ.
Myślę, że Ciebie gubi to, że dałaś się wkręcić w tę toksyczną relację; pewnie dla osób z boku jego gierki są widoczne jak na dłoni. Nie robiłabym z niego żadnego mistrza marionetek - aż taki dobry to on nie jest, o czym świadczą te kretyńskie teksty.
Myślę, że Ciebie gubi to, że dałaś się wkręcić w tę toksyczną relację; pewnie dla osób z boku jego gierki są widoczne jak na dłoni. Nie robiłabym z niego żadnego mistrza marionetek - aż taki dobry to on nie jest, o czym świadczą te kretyńskie teksty.
Hm.
Nasz znajomy przyjaciel powiedział mi ostatnio, że ten facet wprost uwielbia towarzystwo młodych kobiet, i u siebie w pracy też przesiaduje z nimi i rozmawia, ale one podobno nie traktują go zbyt poważnie...
Myślę, że Ciebie gubi to, że dałaś się wkręcić w tę toksyczną relację; pewnie dla osób z boku jego gierki są widoczne jak na dłoni. Nie robiłabym z niego żadnego mistrza marionetek - aż taki dobry to on nie jest, o czym świadczą te kretyńskie teksty.
Hm.
Nasz znajomy przyjaciel powiedział mi ostatnio, że ten facet wprost uwielbia towarzystwo młodych kobiet, i u siebie w pracy też przesiaduje z nimi i rozmawia, ale one podobno nie traktują go zbyt poważnie...
no to masz rozwiązanie tej zagadki ![]()
Myślę, że Ciebie gubi to, że dałaś się wkręcić w tę toksyczną relację; pewnie dla osób z boku jego gierki są widoczne jak na dłoni. Nie robiłabym z niego żadnego mistrza marionetek - aż taki dobry to on nie jest, o czym świadczą te kretyńskie teksty.
Hm.
Nasz znajomy przyjaciel powiedział mi ostatnio, że ten facet wprost uwielbia towarzystwo młodych kobiet, i u siebie w pracy też przesiaduje z nimi i rozmawia, ale one podobno nie traktują go zbyt poważnie...
TO może zacznij po cichu sondować wspólnych (albo i nie wspólnych) znajomych - możesz dowiedzieć się ciekawych rzeczy.
Gentelmen erotoman- gawędziarz.
Tu bajerka, tam bajerka, ale nic z tego nie wychodzi.
Ot tak dla rozrywki (własnej głównie) dupę zawraca.
Gentelmen erotoman- gawędziarz.
Tu bajerka, tam bajerka, ale nic z tego nie wychodzi.
Ot tak dla rozrywki (własnej głównie) dupę zawraca.
Swoją drogą gość ma ciekawe życie - w robocie przesiaduje z laskami, po pracy platonicznie jeździ po okolicy z autorką wątku, z żoną ponoć nic go od lat nie łączy, ale - jak jej sam powiedział - " ma rodzinę".
To jakiś mitoman musi być, ja tylko tej żony jestem bardzo ciekawa. Niedługo się okaże, że z nią od czasu do czasu sypia.
Swoją drogą gość ma ciekawe życie - w robocie przesiaduje z laskami, po pracy platonicznie jeździ po okolicy z autorką wątku, z żoną ponoć nic go od lat nie łączy, ale - jak jej sam powiedział - " ma rodzinę".
To jakiś mitoman musi być, ja tylko tej żony jestem bardzo ciekawa. Niedługo się okaże, że z nią od czasu do czasu sypia.
No nie przesadzaj..To że z nią sypia przecież nie znaczy, że coś go z nią łączy. Kto by tak nazywał to chwilowe sklejenie ciał:P
edit.
jak bardzo niedowartościowani tacy ludzie muszą być, by cały ich świat kręcił się wokół szukania wzmocnień, głasków, cudzej uwagi...
No nie przesadzaj..To że z nią sypia przecież nie znaczy, że coś go z nią łączy. Kto by tak nazywał to chwilowe sklejenie ciał:P
edit.
jak bardzo niedowartościowani tacy ludzie muszą być, by cały ich świat kręcił się wokół szukania wzmocnień, głasków, cudzej uwagi...
Chyba jednak łączy, skoro nagle po wyznaniu autorki przypomniał sobie, że " ma rodzinę"
.
Kompleksy, skrajny egoizm, brak dystansu do samego siebie, kryzys wieku średniego... tylko szkoda autorki, bo cierpi.
Tak się zastanawiam...
czy autorka posta za szybko się zakochała? bezpodstawnie? bez wyraźnych, jednoznacznych oznak zainteresowania 2 strony (tylko jakie one by miały być, poza deklaracją słowną?)
czy można w ogóle w kategorii 'za szybko' mówić o zaangażowaniu i uczuciach?
Le vent,
na przyszłość nie ignoruj też znaków ostrzegawczych.
Pierwszy i najważniejszy to separacja z zoną.
Separacja to nie rozwód i naprawdę trzeba mieć twardy ty.łek, aby w coś takiego wchodzić.
Kwestię moralności pomijam.
Drugi to tak wielka różnica wieku.
Trzecim dla mnie byłaby jego szarmanckość. Czy to nie poza?
W uczuciach jest miejsce na grzeczność, szacunek, ale, i spontaniczność i naturalność.
Ciesz się dziewczyno, że się z tego wyrwałaś.
Tak się zastanawiam...
czy autorka posta za szybko się zakochała? bezpodstawnie? bez wyraźnych, jednoznacznych oznak zainteresowania 2 strony (tylko jakie one by miały być, poza deklaracją słowną?)
czy można w ogóle w kategorii 'za szybko' mówić o zaangażowaniu i uczuciach?
Wiesz, na miłość nie ma rady. Ona przychodzi kiedy chce. Nie da się tak po prostu zaplanować, o dzisiaj sie jeszcze nie zakocham, może za tydzień. Jedna prawda jest stara jak świat: Nigdy nie wolno otwierać się przed facetem zupełnie, bo on to wykorzysta. Ja jej też jeszcze dobrze nie przyswoiłam, ale uczę się.
Według mie nie ma co teraz rozpamiętywać dlaczego i po co się autorka zakochała, czy bezpodstawnie czy nie. Trzeba jej pomóc się odkochać w miarę szybko, bo młoda jest i całe życie przed nią.
ad rem, ivy71 - zakochałam się całkiem niespodziewanie, "od pierwszego wejrzenia", to było jak impuls. Nic na to nie poradzę. Tak się przecież czasem zdarza. A oznaki - cóż, poświęcał mi tyle czasu i uwagi, wręczał drobne upominki, adorował mnie w pewnym sensie... że to jeszcze podsycało to moje uczucie. Myślałam sobie, że na pewno jest mną zainteresowany w sensie romantycznym, tylko boi się zrobić pierwszy krok z uwagi na różnicę wieku... boi się odrzucenia... więc w końcu ja zdecydowałam się poruszyć tę kwestię pierwsza.
Ivy71 - masz rację, ja się zupełnie niemal od razu przed nim otworzyłam.
horses - obiektywnie cieszę się, ale boli jak cholera - to jest podwójny ból, bo raz: tęsknota za nim, a dwa: poczucie odrzucenia, upokorzenia jako kobieta
Najbardziej boli mnie, że on rzeczywiście mógł widzieć to moje zakochanie (jak sugerujecie), a udaje, że o niczym nie miał pojęcia.
Tak na marginesie, ciekawa jestem, co sądzi o tym wszystkim Mamut?
Tak z pozycji mężczyzny w zbliżonym wieku, po przejściach...
Wiesz, na miłość nie ma rady. Ona przychodzi kiedy chce. Nie da się tak po prostu zaplanować, o dzisiaj sie jeszcze nie zakocham, może za tydzień. Jedna prawda jest stara jak świat: Nigdy nie wolno otwierać się przed facetem zupełnie, bo on to wykorzysta. Ja jej też jeszcze dobrze nie przyswoiłam, ale uczę się.
Według mie nie ma co teraz rozpamiętywać dlaczego i po co się autorka zakochała, czy bezpodstawnie czy nie. Trzeba jej pomóc się odkochać w miarę szybko, bo młoda jest i całe życie przed nią.
Abstrahując od autorki- nie ona jedna. Trafia i już, tak myślę- bez kalkulacji czy ta druga strona daje wyraźne znaki, czy mniej wyraźne.
A jak zamierzasz jej pomóc się odkochać?;)
Dzięki wam wszystkim za odpowiedzi!
Zgadzam się z Wami w wielu punktach.
Najbardziej chyba z batszebą - w sensie, że nie powinnam żebrać o bliskość, o uczucie. Wiem, ze to straszne i poniżające. Ale byłam tak załamana, że nie moglam się pogodzic z myślą, że to już koniec. Że zostałam definitwnie odrzucona.
Też uważam, że normalny facet nie zachowałby się tak jak on tamtego wieczoru.
Najgorsza jest myśl, że on np. sypia z kimś innym. Z tą całą żoną w separacji albo z jakąś inną kobietą. A wiem, że z racji swojego zawodu ma mnóstwo znajomych...
MrSpock - może być tak jak piszesz, ale on mimo wszystko nie wydaje się być typem takiego "ezoterycznego" mężczyzny. Za dużo mówi i żartuje o kobietach, seksie, etc.
Jeszcze taka ostatnia uwaga: już po tej całej rozmowie, o 1:30 w nocy, on dzwonił po taxi, ale taxi nie przyjechała. Na to on do mnie: "bo jeszcze zostanę do rana". Popatrzyłam na niego zaskoczona, a on na to z uśmiechem: "Żartuję". I zamówił taxi z innej firmy.
Czujecie to? W takiej sytuacji - on jeszcze pozwolił sobie na taki idiotyczny "żart". A moje poczucie włąsnej wartości w tym momencie sięgnęło dna.
"Myślałem, że chcesz mi po prostu pokazać swoje mieszkanie". Gdyby to nie było takie żałosne, to możnaby się nawet pośmiać.
Nie znam przebiegu całej relacji więc mogę się mylić. Ja też lubię żartować o seksie, więc wzięli mnie za erotomana i dziewczyny wkurzały się gdy chciałem z nimi rozmawiać w pracy a tak naprawdę nigdy nie miałem seksu, chociaż chciałem, tylko nie było fajnej dziewczyny w pobliżu. Trudno powiedzieć jaki on jest. Fakt że żonaty jest niepokojący bo może mieć poważny uraz z tego powodu. Gdyby nie to, powiedziałbym że po prostu chce ciebie lepiej poznać i żeby znajomość się dłużej rozwijała.
Żeby zobaczyć czy człowiek jest uczuciowy trzeba go wypróbować w sytuacji wymagającej poświęcenia. To daje obraz tego czy faktycznie mu zależy. Sposób mówienia i reagowania na to co mówisz, wyraz twarzy, też dużo daje, ale mało kto potrafi to rozpoznać.
MrSpock, Ty sie na jakąś wersję zdecyduj, bo w niektórych (większości) tematów piszesz, że seks w ogóle nie jest potrzebny Tobie - i to jeszcze pół biedy, ale pisałeś, że nie jest potrzebny w związku.. że Ty do seksu w ogóle nie dążysz i mógłbyś się obejść bez i innym też takie podejście zalecasz.
A teraz dowiadujemy się, że seksu w ogóle nie miałeś, a chciałbyś, ale nie było okazji..
W związku z tym.. zastanawiasz się czasem nad merytoryczna wartością swoich 'porad'? Serio.. ![]()
Abstrahując od autorki- nie ona jedna. Trafia i już, tak myślę- bez kalkulacji czy ta druga strona daje wyraźne znaki, czy mniej wyraźne.
A jak zamierzasz jej pomóc się odkochać?;)
Ha, żebym to ja sama wiedziała, mnie też jeszcze trzyma. Najlepszy sposób to chyba jednak zupełny brak kontaktu, bo jakiekolwiek próby z którejkolwiek strony powodują powrót emocji, a po co to sie katować. Ja mam takie "spadki formy" mniej więcej raz na tydzień, najczęściej w weekend kiedy mam więcej czasu dla siebie. Staram się już nie płakać i jakoś mi wychodzi, a emocje "zabijam" czymkolwiek, telefon zawsze mam pod ręką więc włączam jakąś ogłupiającą gierkę i gram jak nic innego nie mam do roboty. Podświadomie cały czas "czekam", sama nie wiem na co. Na email, na sms, na to że go spotkam na drodze do pracy, że go zobaczę gdziekolwiek... A przecież wiem że to koniec, że nie mogę się oglądać za siebie, że gdyby mnie chciał to dzisiaj bylibyśmy razem. Staram się miłość przekuwać w złość i coraz lepiej mi idzie, ale mam te odpały co jakiś czas i nic na to nie poradzę, chyba rzeczywiście czas tylko może pomóc. No i brak kontaktu.
Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości... Moja wiara w miłość może wciąż istnieje, ale nadziei nie mam już żadnej, a chęć na jakąkolwiek bliskość z mężczyzną spadła do poziomu poniżej zera. Nie chcę już być z nikim. I tyle mi dała moja piękna miłość.
Mam nadzieję autorko że pozbierasz się szybciej niż ja, jesteś młodsza, masz więcej możliwości. Nie daj się więcej tak zmanipulować, bo jak widzisz, nie warto.
Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości...
100/100
ivy71 napisał/a:Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości...
100/100
Ja bym się raczej zastanowiła sama nad sobą - bo pewne rzeczy ludzie pisali Ci tutaj już za pierwszym razem - że w przypadku panów "w separacji" należy zachować daleko idącą ostrożność, że zachowujesz się biernie i że to on nadaje ton Waszej relacji...
A Ty to ignorujesz, on Ci daje wstrętnego kosza a Ty następnego dnia niemalże go błagasz... rzucasz się na okruchy z pańskiego stołu
Rozumiałabym, gdybyś miała dwadzieścia parę lat, ale jesteś po trzydziestce i nie zauważasz tego u siebie?
MrSpock, Ty sie na jakąś wersję zdecyduj, bo w niektórych (większości) tematów piszesz, że seks w ogóle nie jest potrzebny Tobie - i to jeszcze pół biedy, ale pisałeś, że nie jest potrzebny w związku.. że Ty do seksu w ogóle nie dążysz i mógłbyś się obejść bez i innym też takie podejście zalecasz.
A teraz dowiadujemy się, że seksu w ogóle nie miałeś, a chciałbyś, ale nie było okazji..
W związku z tym.. zastanawiasz się czasem nad merytoryczna wartością swoich 'porad'? Serio..
Bo seks nie jest potrzebny tak jak wybór dań. Lubisz pierogi albo lubisz krokiety. Możesz chcieć jeść krokiety bo one są smaczne, ale nic się nie stanie jak się okaże że krokietów nie będzie przez dłuższy czas i trzeba się zadowolić pierogami. Jak jest głęboka więź uczuciowa to można mieć seks ale to wyprzedza to co się dzieje na świecie kilkadziesiąt razy, gdy faktycznie ludzie mają seks bez zupełnie żadnych uczuć. Umiejętność tworzenia relacji jest trudna i ludzie albo nie umieją ich tworzyć albo spieszą się i chcą je mieć natychmiast. Do tego bardzo dużo jest ludzi zranionych bo partner zostawił ich bez żadnego powodu.
ad rem napisał/a:Abstrahując od autorki- nie ona jedna. Trafia i już, tak myślę- bez kalkulacji czy ta druga strona daje wyraźne znaki, czy mniej wyraźne.
A jak zamierzasz jej pomóc się odkochać?;)Staram się miłość przekuwać w złość i coraz lepiej mi idzie, ale mam te odpały co jakiś czas i nic na to nie poradzę, chyba rzeczywiście czas tylko może pomóc. No i brak kontaktu.
Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości...
Miłości nie należy przekuwać w złość bo to znaczy że to nie była miłość. Możesz mieć żal ale nie złość. Namiastka bliskości oznacza zauroczenie, że to nie było do końca to co by się chciało osiągnąć. Należało relację rozbudowywać dalej aż do osiągnięcia satysfakcjonującego poziomu i nie spieszyć się.
batszeba, ja to wiem. Zachowałam się jak idiotka. Ja go dosłownie błagałam o tę bliskość.
Ja to wszystko widzę. Tylko że ja jestem strasznie pokaleczona psychicznie. To są efekty pewnych sytuacji/uwarunkowań rodzinnych/kompleksów z dzieciństwa. Chodziłam na terapię, ale nie wiem, czy kiedykolwiek siebie w pełni zaakceptuję. Mam bardzo silne mechanizmy autodestrukcyjne, etc.
Nie chcę się o tym rozpisywać ani w tym wątku, ani w ogóle. Ale w pewnym sensie nie jestem na pewno taką normalną, śmiałą, pewną siebie kobietą.
Tam zaraz że jak idiotka...
batszeba, ja to wiem. Zachowałam się jak idiotka. Ja go dosłownie błagałam o tę bliskość.
Ja to wszystko widzę. Tylko że ja jestem strasznie pokaleczona psychicznie. To są efekty pewnych sytuacji/uwarunkowań rodzinnych/kompleksów z dzieciństwa. Chodziłam na terapię, ale nie wiem, czy kiedykolwiek siebie w pełni zaakceptuję. Mam bardzo silne mechanizmy autodestrukcyjne, etc.
Nie chcę się o tym rozpisywać ani w tym wątku, ani w ogóle. Ale w pewnym sensie nie jestem na pewno taką normalną, śmiałą, pewną siebie kobietą.
Chyba większość ludzi jest w jakiś tam sposób pokaleczonych psychicznie. Często śmiałość czy pewność siebie trzeba sobie wypracować, nie wszystkim przychodzi to naturalnie.
Jeżeli już raz byłaś na terapii, znasz swoje ograniczenia i dalej powielasz schematy, to może powinnaś iść znowu?
Rozumiem, że się zauroczyłaś i wcale nie uważam, że "za szybko" coś tam nastąpiło - miałaś prawo się tak czuć, biorąc pod uwagę zachowania tego pana. Przecież gdyby Ci na wstępie dawał sygnały, że to tylko tzw. kumplowanie, to albo rozeszłoby się po kościach, albo miałabyś bliskiego przyjaciela (platonicznego) - ale w tym wszystkim nie roiłabyś sobie relacji damsko-męskiej.
Co więcej - jak już pisałam wcześniej - jestem pewna, że on Twoje uczucie widział i to ono go tak uskrzydlało. Szkoda tylko, że kompletnie nie obchodziło go (i nadal nie obchodzi) to jak Ty się z tym czułaś/czujesz.
Mam tylko na myśli to, że powinnaś większą uwagę zwracać na siebie i na swoje samopoczucie. Skoro nadal masz skłonności do autodestrukcji, to może ta poprzednia terapia była nieskuteczna albo nie byłaś na nią do końca gotowa?
Mówmy szczerze - byłaś na prostej drodze do stania sie kochanką - (BTW: nadal uważam, że prawdę o swoim małżeństwie zna tylko on i w tej kwestii cały czas nie jest z Tobą szczery. A znajomi - no cóż, oni też do końca prawdy nie znają) - bo gdyby nie to, że nie przyjęłaś reguł jego gry i postawiłaś żądania, to za jakiś czas do zbliżenia między Wami pewnie by doszło...
A Ty to ignorujesz, on Ci daje wstrętnego kosza a Ty następnego dnia niemalże go błagasz... rzucasz się na okruchy z pańskiego stołu
Rozumiałabym, gdybyś miała dwadzieścia parę lat, ale jesteś po trzydziestce i nie zauważasz tego u siebie?
Takie trochę działanie- zagrałam va banqe- nie wygrałam puli- to może przynajmniej oddadzą mi ten żeton co postawiłam, albo jakąś nagrodę pocieszenia dadzą.
Myślisz że to kwestia wieku? Czy ilości doświadczeń?
batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
Myślisz że to kwestia wieku? Czy ilości doświadczeń?
Bo ja wiem? Ja jak miałam dwadzieścia parę lat - i do trzydziestki - byłam kompletnie bezrefleksyjna. Nie zastanawiałam się nad mechanizmami
własnego zachowania, leciałam jak ćma w ogień... dopiero kilka lattemu zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do swojego życia,
poszłam na terapię, udało mi się uniknąć bardzo toksycznego związku (mimo, że bardzo dużo do tego człowieka czułam).
batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
BO on doskonale czuje, że Ty co prawda słownie deklarujesz niechęć do zobowiązań, ale całą sobą wręcz krzyczysz, że byś ich chciała. Twoje deklaracje wypływają nie ze stanu faktycznego, tylko ze strachu przed odrzuceniem i z pragnienia bliskości z nim.
Przecież on przez cały czas widział, że Ty jesteś wkręcona, tylko dopóki siedziałaś cicho, wszystko było ok - nie trzeba było podejmować żadnych decyzji, istna sielanka. Swoim wyznaniem zburzyłaś ten idealny spokój i to wszystko.
Przecież sama wcześniej kilka razy już pisałaś, jak bardzo bolesne były myśli o jego ewentualnym związku - albo z żoną, albo z jakąś inną kobietą.
No to skoro już na tym etapie Cię to niszczyło, to w jaki sposób chciałabyś być z nim bez żadnych zobowiązań? Przecież wpadłabyś po uszy!!!
batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
Postawiłaś żadania.
Do tej pory spotykaliście się tak jak się jemu widziało- kawki, wycieczki, pogaduszki. Miło, lekko i niezobowiązująco.
A Ty nagle wypalasz mu z uczuciami ( no jak to jak? kto to widział tak wypalać skoro było tak miło:P). Tym samym chcesz być traktowana poważniej, inaczej. Oczekujesz zmiany formy Waszej znajomości ( zmiany reguł gry, które on ustalił, tylko 'zapomniał' Cię poinformować o nich).
I zgrzyt. Bo on inną zabawę planował, a Ty chcesz coś zmieniać.
ps. i dobrze, że je postawiłaś w końcu!
La vent, jest dokładnie tak, jak napisałą ad rem.
Co więcej, gdybyś kontynuowała tę znajomość na jego zasadach, gdybyś zachowywała się cały czas tak samo, to ja myślę, że prędzej czy pózniej do jakiegoś zbliżenia między Wami by doszło - ALE NA JEGO ZASADACH.
Bo tu chodzi tylko o to, że ma być tak jak on chce i kiedy chce, tyle tylko że w kulturalnej formie. Twoje chcenie nie ma tutaj nic do rzeczy.
Wasza relacja do momentu rozmowy u Ciebie w mieszkaniu nie była relacją partnerską - to on nadawał jej ton. Ty byłaś tą siostrzyczką, którą starszy opiekun całuje w czółko. W momencie gdy zebrałaś się na odwagę i wyraziłaś swoje potrzeby Wasza relacja zaczęła przypominać relację partnerską, czyli taką, w której obydwie osoby są na równi. Ty stałaś się kobietą, która wie czego chce - a takich się nie całuje w czółko, tylko się z nimi sypia, żyje, dyskutuje, ew. się je rzuca - ale z całą pewnością nie traktuje się ich jak dzieci.
A mi się jeszcze rzucają w oczy dwa zdania:
1. jego wypowiedź, że jeśli ona się zakochała i ją to boli to musi sobie sama z tym poradzić (noż doprawdy, szarmancki menszczyzna)
2. dzwoni dzień po i pyta czy ona ma doła (wtf??)
Mężczyznę ponoć poznaje się po tym, jak kończy.
To normalnie z przytupem gentelmen znalazł się w sytuacji.. Klasa sama w sobie..
ps.wniosek końcowy- facet to miękka fujara, szkoda mu poświęcać tyle czasu, uwagi i analiz.
Tak, zadzwonił dzień po, żeby mi podziękować za "fantastyczny wieczór" i zapytać, jak się czuję, czy nie mam doła.
Fantastyczny wieczór! Padłam. Fantastyczny. Z małym zgrzytem pod sam koniec.
I powiedział jeszcze, że nie wiedział, jak się w tej sytuacji zachować. Że tak był zaskoczony.
I powiedział jeszcze, że może za często się spotykaliśmy i dlatego się zauroczyłam.
Ad rem, wiem, że to wszystko jest żałosne i najlepiej przestać o nim myśleć, ale ja po prostu NIE OGARNIAM jego intencji, motywacji, reakcji, zachowania... Czy on naprawdę jest tak głupi czy tylko udaje?
Tak, zadzwonił dzień po, żeby mi podziękować za "fantastyczny wieczór" i zapytać, jak się czuję, czy nie mam doła.
Fantastyczny wieczór! Padłam. Fantastyczny. Z małym zgrzytem pod sam koniec.
No pewnie że fantastyczny - młodsza 25 lat dziewczyna wyznała mu uczucie i powiedziała, że chciałaby się z nim kochać - Ty wiesz, co to jest dla faceta? Jak mu ego urosło????????
I powiedział jeszcze, że nie wiedział, jak się w tej sytuacji zachować. Że tak był zaskoczony.
W tym wieku facet nie wie, że ludzie się w sobie zakochują? Że mają pragnienia i potrzeby?
I nie wiedział, jak się zachować ? A przecież taki szarmancki jest no i dobre maniery w małym palcu ma...
I powiedział jeszcze, że może za często się spotykaliśmy i dlatego się zauroczyłam.
Jezu co za złamas
Ad rem, wiem, że to wszystko jest żałosne i najlepiej przestać o nim myśleć, ale ja po prostu NIE OGARNIAM jego intencji, motywacji, reakcji, zachowania... Czy on naprawdę jest tak głupi czy tylko udaje?
Żałosny to jest on, Ty przynajmniej zebrałaś się na odwagę i powiedziałaś o co Ci chodzi.
Oczywiście że udaje - przecież tak jest wygodniej. Zbagatelizować, pocałować w czółko, udawać, że nic się nie stało...
Le vent,
on nie jest głupi. Przecież postawił na samym początku warunki.
Bez zobowiązań, umilamy sobie czas rozmową i wycieczkami..... to Ty parłaś do związku.
Pytania są dwa.
Po co dorosłemu facetowi taka zabawa? To jest niespotykane.
Dlaczego się na to godziłaś mimo wyraźnych sygnałów ostrzegawczych oraz też tej jego szczerości, że nie ma mowy o związku?
Będzie dobrze dziewczyno. Moim zdaniem to narcyz, a Ty pomyliłas się, widziałas to co chciałaś, tworzyłaś romantyczną historię,
a jemu to było w graj. Chyba kazda kobieta to kiedyś przeżyła, że się pomyliła.
La vent- żeby było jasne- ja nie uważam byś TY była w tym żałosna.
I rozumiem Twoje odczucia, potrzebę zrozumienia o co chodzi/nie chodzi.
Mam jednak wrażenie, że tu o nic nie chodzi..
Nie wiem czy głupi czy udaje. Za duży kawałek dostał i się chłop zadławił:P
Dla mnie te jego teksty są żenujące... I to się mocno gryzie z odmalowanym przez Ciebie portretem gentelmena.
PS. pod koniec sierpnia on Cię w sumie poinformował, że Wasza znajomość nie jest damsko-męska, ale Ty wkręcona już zignorowałaś to niejako...
Chce pomoc...zrozumiec..
Mialam kiedys podobny przypadek( tylko bardziej w moim wieku)
Otoz, pan mial takie przekonanie, ze jak nie ma seksu= nie ma uczucia.
On szukal tylko milego towarzystwa, fajnego spedzenia czasu, a nie inicjujac nic intymnego, uwazal, ze kobieta sie nie zauroczy.
Kumasz? Taki mechanizm- byl seks- ona sie zakochala, nie bylo seksu- ona pozostaje nie zaangazowana .
Z tego wynikalo, ze mial czyste sumienie, nie obawial sie mnie zrani, NIE WYKORZYSTAL MNIE nie planujac nic glebszego.
A to, ze ja sie zauroczylam bez lozka- to juz moja sprawa, nie jego wina, on do tego reki nie przylozyl.
A, ze go mile lechtalo moje zaangazowanie, to juz insza bajka, jesli on czul sie w porzadku.
Teksty dwuznaczne maja dac ci do zrozumienia , ze jestes atrakcyjna dziewczyna, ze nie odrzuca cie, bo jestes z wygladu odpychajaca, zebys nie brala tego odrzucenia do siebie.( bo moze chodzi akurat o wiek, np.w twoim przypadku, i " co ludzie powiedza")
I tak- uwazam, ze gorszy frajer jest. Bezwzgledny, i okrotny. Bo on wie, ze go chcesz, rozumie/widzi twoje uczucia i karmi swoje ego twoimi emocjami, sam chowajac sie za fasada " ja nic zlego nie zrobilem!!"
To jest gorszy typ, niz " krotkoterminowy uwodziciel", niz " zwliczacz kobiet"
Bo poswiecajac ci tyle czasu i uwagi, przywiazuje cie mocniej, tracisz wiecej czasu ( w ktorym moglabys poznac kogos, dla kogo bylabys priorytetem, a nie poznasz, bo lokujesz uczucia w palancie)
Uciekaj.
Postaraj sie pozbyc wszystkiego, co ci go przypomina, wyrzuc go z glowy/zycia/serca, dystansuj sie wszelkimi silami.
Bo taki nigdy nie ma dosc, on sie nie znudxi, nie zniecheci, to wampir emocjonalny.
PS straszny mizogin z takiego( nawet jesli pozornie pozornie kobiety lubi), jesli uwaza, ze do kobiecego serca mozna trafic tylko przez pochwe...a wielu panow tak uwaza...
A ja myślę że on teraz pryśnie i nie będzie się odzywał, bo nie wie co ma zrobić z tym nadmiarem uczuć (jej), jako że nie sposób już udawać że jest ich nieświadom..
a co le vent potrzebujesz, żeby ogarnąć?
Jeszcze jedno. Wiem, że teraz tak tego nie odczuwasz, ale ten facet się zbłaźnił.
Wyobrażasz sobie, że on opowiada waszą historię innemu facetowi...... ładna kobieta, cudowna... chciała spędzić ze mną noc,
bo dawałem jej ku temu sygnały, sprzeczne, bo sprzeczne, ale we flircie tak czasami bywa.....
Kolega zapytałby się nie , czy to zrobiliscie, ale jak było, bo normalnemu, zdrowemu na umysle i ciele facetowi
takie zakończenie do głowy by nie przyszło.
oldorando - dzięki!!! wiem, że się nie zniechęci, bo powiedział, że jak ja będę chciała, to on nadal chce się ze mną spotykać
masz rację - on mi powiedział, że jak będzie seks, to się od niego uzależnię psychicznie... a nie przyszło mu do głowy, że ja JUŻ zdążyłam się zauroczyć, bez seksu..
ad rem - wiem, że tak powiedział, ale uznałam, że po prostu nie chce wyjawić swoich uczuć. To było zresztą pod koniec sierpnia,a potem we wrześniu były np. dwugodzinne telefony z jego strony, trzymanie za rękę, komplementy, patrzenie w oczy, obiady, spacery, radość na mój widok, coraz większe porozumienie i poufałość w rozmowie, kolejne spotkania, zapewnienia, że dla mnie zawsze będzie miał czas...
z tym ogarnianiem - no powiem wprost: dlaczego nie "skorzystał z okazji"...
o, właśnie widzę, że horses o tym samym pisze...
A odzywa się nadal?
Mówił, co nie znaczy że będzie taki chętny nadal..
Rozumiem. Sprzeczne komunikaty. Niby nic nie chce, a dupę zawraca nieustanie..I bądź tu mądry:)
Przyjmij że jest stary i mu już nie staje ![]()
Kolega zapytałby się nie , czy to zrobiliscie, ale jak było, bo normalnemu, zdrowemu na umysle i ciele facetowi
takie zakończenie do głowy by nie przyszło.
I do tego częstotliwość, z jaką się spotykali oraz to, że go do siebie zaprosiła, winko czekoladki... myślę, że typowy facet pomyślałby sobie o nim w duchu "pewnie pedał albo mu nie staje"..
batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
Brak uczuć w dzieciństwie chciałaś sobie zrekompensować, do pewnego stopnia oferując seks za miłość i to dosyć szybko. On nie powinien był mówić do ciebie przez "pani". Oboje wykazywaliście brak umiejętności takiego prowadzenia rozmowy, żeby ta relacja się zacieśniała i ta ostatnia rzecz jest najgorsza. Jeżeli nawet jest chęć to należy ją ukierunkować tak, żeby tą chęć rozwinąć. Nie wiem czy chęć jest w was obojgu, ale na pewno brak umiejętności jej rozwinięcia. Co można zrobić... możesz się przyjrzeć tej relacji czy jakiejś następnej i zastanowić się jak byś chciała żeby ona wyglądała i rozwijała się w normalny sposób bez takich napięć emocjonalnych. Może trzeba było ona razu przejść na "ty" i inaczej nie zgodzić się na spotkania. Może trzeba było rozmawiać na trochę inne tematy, jakie ty byś chciała. Ludzie nie umieją się kochać i często przez całe życie się tego nie nauczą. Potem tylko tęsknie wyglądają przez okna patrząc na przytulone do siebie pary na wiosnę.
Nie sprostał, bo to d.upa a nie facet. Otrzeźwij w końcu!
Ale moze chociaż te wycieczki były fajne? :-)
Widzisz, jak będziesz chciała zorganizowac wycieczkę to wiesz do kogo zadzwonić,
albo jak jakaś samotna emerytka będzie chciała wypic kawkę z amantem to tez możesz dac numer.
On na pewno ma przecież wiele zalet :-)
Nie sprostał, bo to d.upa a nie facet. Otrzeźwij w końcu!
Ale moze chociaż te wycieczki były fajne? :-)
Widzisz, jak będziesz chciała zorganizowac wycieczkę to wiesz do kogo zadzwonić,
albo jak jakaś samotna emerytka będzie chciała wypic kawkę z amantem to tez możesz dac numer.
On na pewno ma przecież wiele zalet :-)
Hehehehehe
![]()
Padłam ![]()
oldorando - dzięki!!! wiem, że się nie zniechęci, bo powiedział, że jak ja będę chciała, to on nadal chce się ze mną spotykać
I właśnie to jest dla mnie najgorsze - to sadysta emocjonalny. Zobacz, przecież ŻADNA logicznie myśląca osoba nie proponowałaby Ci czegoś takiego po takim wyznaniu z Twojej strony i odrzuceniu!
ivy71 napisał/a:Staram się miłość przekuwać w złość i coraz lepiej mi idzie, ale mam te odpały co jakiś czas i nic na to nie poradzę, chyba rzeczywiście czas tylko może pomóc. No i brak kontaktu.
Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości...Miłości nie należy przekuwać w złość bo to znaczy że to nie była miłość. Możesz mieć żal ale nie złość. Namiastka bliskości oznacza zauroczenie, że to nie było do końca to co by się chciało osiągnąć. Należało relację rozbudowywać dalej aż do osiągnięcia satysfakcjonującego poziomu i nie spieszyć się.
A właśnie że trzeba i to jest normalne. Czy Ty kiedykolwiek byłeś w takiej sytuacji? Nie sądzę. Już dawno psychologowie wyogrębnili kilka faz przez które musi przejść człowiek żeby uporać się ze stratą, szkoły są różne ale mniej więcej wygląda to tak, pozwól że przytoczę:
Faza 1. Charakteryzuje się tym, że w chwili, kiedy nasze nadzieje zostają zniszczone, pojawiają się negatywne emocje: negacja, wypieranie, zaprzeczanie. W tej fazie nie godzimy się z odrzuceniem, tłumaczymy, wymyślamy usprawiedliwienia i desperackie sposoby na to, by nasz nieczuły obiekt uczuć do nas wrócił i pokochał.
Faza 2. W tym etapie, kiedy nasze wysiłki nie przyniosły rezultatu, pojawia się dezorientacja, złość, gniew i frustracja. Zaczynamy być oskarżycielscy, nie lubimy już naszego "ukochanego", ba czasem wręcz go nienawidzimy, przypisujemy najgorsze intencje, ale wciąż jeszcze jesteśmy silnie związani z nim i przeżywaniem zawodu.
Faza 3. Wychodzimy z dołka. Faza ta pojawia się, kiedy negatywne emocje zaczynają słabnąć i zmieniają się w akceptację, pogodzenie ze stanem rzeczy. Nie jesteśmy jeszcze szczęśliwi ale ból zmniejsza się i wracamy do normalności.
Faza 4. W tym etapie zaczynamy eksperymentować, dopuszczamy myśl, że możemy być szczęśliwi - sami bądź z kimś innym, zaczynamy więc rozglądać się za nowym obiektem uczuć i nie wracamy już zbyt często do przeszłości.
Wiedza o tym procesie pomaga, ponieważ świadomość, w jakim punkcie się znajdujemy daje nam szansę lepszego kontaktu z emocjami i świadome przyspieszanie zmian. Poza tym warto uświadomić sobie, że inni "też tak mają".
No właśnie. Ja ciągle tkwię w fazie 2 w przebłyskami 3. Jestem zła, na siebie, na niego, na świat. Mam prawo i dobrze mi z tym.
le vent napisał/a:batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
Brak uczuć w dzieciństwie chciałaś sobie zrekompensować, do pewnego stopnia oferując seks za miłość i to dosyć szybko. On nie powinien był mówić do ciebie przez "pani". Oboje wykazywaliście brak umiejętności takiego prowadzenia rozmowy, żeby ta relacja się zacieśniała i ta ostatnia rzecz jest najgorsza. Jeżeli nawet jest chęć to należy ją ukierunkować tak, żeby tą chęć rozwinąć. Nie wiem czy chęć jest w was obojgu, ale na pewno brak umiejętności jej rozwinięcia. Co można zrobić... możesz się przyjrzeć tej relacji czy jakiejś następnej i zastanowić się jak byś chciała żeby ona wyglądała i rozwijała się w normalny sposób bez takich napięć emocjonalnych. Może trzeba było ona razu przejść na "ty" i inaczej nie zgodzić się na spotkania. Może trzeba było rozmawiać na trochę inne tematy, jakie ty byś chciała. Ludzie nie umieją się kochać i często przez całe życie się tego nie nauczą. Potem tylko tęsknie wyglądają przez okna patrząc na przytulone do siebie pary na wiosnę.
Za szybko?!?!
SSpock- moj przypadek to 2 lata( ostatni)
2 lata, zmarnowalam wzdychajac do faceta, ktory za mna latal( zawsze to byla jego inicjatywa) i nic ode mnie nie chcial!!!
Szkoda, zeby autorka tyle czasu marnowala....
horses - uśmiałam się z tą emerytką
))
oldorando - pytam z ciekawości - czy ten facet, który za Tobą latał i niczego nie chciał, miał jakąś inną kobietę do seksu? Dlaczego właściwie nie chciał bliskości z Tobą? I jak to się między Wami rozegrało w sensie końca - mieliście poważną rozmowę czy po prostu zerwałaś kontakt?
Ja coś czuję le vent, że będziesz się chciała 'zaprzyjaźnić'..;)
Ja coś czuję le vent, że będziesz się chciała 'zaprzyjaźnić'..;)
Ja też tak coś czuję.
A skąd takie przypuszczenia? ![]()
Na razie jestem tak obolała, że niczego nie chcę i nie planuję. Jak już pisałam wcześniej, mam mętlik w głowie. Nie ogarniam tego wszystkiego.
On się nie odzywa, ja naturalnie też nie.
A że będzie mi trudno zapomnieć o nim z dnia na dzień - to przyznaję. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że zachował się beznadziejnie.
Facet chyba aż na taki pojazd nie zasłużył.
To,że świetnie mu się z autorką spędza czas,świetnie się czuje w jej towarzystwie nie oznacza jeszcze,że chce z nią związku.
Według mnie do gościa nie można mieć większych zastrzeżeń.Ponad 20 lat różnicy wieku to sporo i widocznie w jakimś stopniu mu to przeszkadza.Nie wiem może boi się,że po czasie czar pryśnie i autorka go zostawi,może bał się że nie da rady w łóżku,może obawia się jakby otoczenie przyjęło że jest z tak młodą kobietą a może po prostu niczego więcej poza przyjaźnią do niej nie czuje.
Autorka przecież od samego początku pisała,że facet nie dążył w żadnym stopniu do skonsumowania tej znajomości co jej chyba wtedy bardzo odpowiadało.
P.S. To ja Wayne.Cenzura ostatnio mocno zadziałała i dostałem bana.Ehh ta polityczna poprawność
![]()
Moim zdaniem zasłużył. Owszem, nie miał żadnego obowiązku czuć czegokolwiek wobec autorki, ani też koniecznie konsumować z nią znajomości. Ale nie miał prawa bawić się jej uczuciami, co ewidentnie zrobił.
Biorąc pod uwagę jego wiek, doświadczenie, rzekomą szarmanckość, maniery itp. (które moim zdaniem zobowiązują do zachowania na poziomie), to za te brednie które on plecie, traktowanie autorki jak małej dziewczynki a nie równorzędnej partnerki, lekceważące uwagi o których wspominałyśmy - owszem, należało mu się.
Nie tłumaczmy wszystkiego strachem przed ośmieszeniem się jako mężczyzna, nieśmiałością, różnicą wieku itp. Gość jest nieszczery i egoistyczny, a autorka wątku nieco zdesperowana - co dało mieszankę o niezbyt ciekawym smaku.
MrSpock napisał/a:ivy71 napisał/a:Staram się miłość przekuwać w złość i coraz lepiej mi idzie, ale mam te odpały co jakiś czas i nic na to nie poradzę, chyba rzeczywiście czas tylko może pomóc. No i brak kontaktu.
Bardzo współczuję autorce bo wiem co przeżywa, czuje się oszukana i zmanipulowana, a jednocześnie brakuje jej tego co miała, tych wspólnych chwil, rozmów, tej namiastki bliskości...Miłości nie należy przekuwać w złość bo to znaczy że to nie była miłość. Możesz mieć żal ale nie złość. Namiastka bliskości oznacza zauroczenie, że to nie było do końca to co by się chciało osiągnąć. Należało relację rozbudowywać dalej aż do osiągnięcia satysfakcjonującego poziomu i nie spieszyć się.
A właśnie że trzeba i to jest normalne. Czy Ty kiedykolwiek byłeś w takiej sytuacji? Nie sądzę. Już dawno psychologowie wyogrębnili kilka faz przez które musi przejść człowiek żeby uporać się ze stratą, szkoły są różne ale mniej więcej wygląda to tak, pozwól że przytoczę:
Faza 1. Charakteryzuje się tym, że w chwili, kiedy nasze nadzieje zostają zniszczone, pojawiają się negatywne emocje: negacja, wypieranie, zaprzeczanie. W tej fazie nie godzimy się z odrzuceniem, tłumaczymy, wymyślamy usprawiedliwienia i desperackie sposoby na to, by nasz nieczuły obiekt uczuć do nas wrócił i pokochał.
Faza 2. W tym etapie, kiedy nasze wysiłki nie przyniosły rezultatu, pojawia się dezorientacja, złość, gniew i frustracja. Zaczynamy być oskarżycielscy, nie lubimy już naszego "ukochanego", ba czasem wręcz go nienawidzimy, przypisujemy najgorsze intencje, ale wciąż jeszcze jesteśmy silnie związani z nim i przeżywaniem zawodu.
Faza 3. Wychodzimy z dołka. Faza ta pojawia się, kiedy negatywne emocje zaczynają słabnąć i zmieniają się w akceptację, pogodzenie ze stanem rzeczy. Nie jesteśmy jeszcze szczęśliwi ale ból zmniejsza się i wracamy do normalności.
Faza 4. W tym etapie zaczynamy eksperymentować, dopuszczamy myśl, że możemy być szczęśliwi - sami bądź z kimś innym, zaczynamy więc rozglądać się za nowym obiektem uczuć i nie wracamy już zbyt często do przeszłości.
Wiedza o tym procesie pomaga, ponieważ świadomość, w jakim punkcie się znajdujemy daje nam szansę lepszego kontaktu z emocjami i świadome przyspieszanie zmian. Poza tym warto uświadomić sobie, że inni "też tak mają".
No właśnie. Ja ciągle tkwię w fazie 2 w przebłyskami 3. Jestem zła, na siebie, na niego, na świat. Mam prawo i dobrze mi z tym.
Jeżeli zareagujesz złością w związku z taką sytuacją, to zostanie ci uraz do kolejnych relacji. Będziesz się wycofywać żeby nie przeżyć znowu zawodu i szoku, rozumiesz?
Może też zdarzyć sie tak, że nie uda ci się z kimś o określonych złych cechach charakteru i podświadomie będziesz chciała ponownie takiej relacji żeby sobie udowodnić że z taką osobą da się być, choćby po to żeby usprawiedliwić siebie że byłaś w porządku w poprzedniej relacji. Dlatego właśnie ludzi ciągnie do osób patologicznych, jeśli wcześniej miały kontakt z takimi.
Dlatego należy reagować inaczej, wyciągać wnioski i w przyszłości wcześnie starać się dostrzegać w jakim kierunku zmierza rozmowa. Jeśli relacja rozwija się niewłaściwie, to powinnaś wcześnie to dostrzec i uważać żeby się nie angażować.
Gdybyśmy mieli duży wybór wśród wielu ludzi, nie byłoby takich sytuacji. A tak, nie mając w kim wybrać, gdy w życiu spotykamy przypadkowo osobiście jedynie kilkanaście osób, wybieramy kogokolwiek z kim się spotykamy i staramy się sobie wmówić że coś z tego będzie, mimo oznak wskazujących że nie jest dobrze. Sytuacja ta jest naprawdę zła, bo faktycznie trudno znaleźć osobę z którą da się żyć i to powoduje samotność do tego stopnia że nawet nie da się z nikim porozmawiać. Zobaczcie czy teraz w ogóle da się znaleźć przyjaciół do spędzania czasu. Ludzie w tramwajach są przymuleni jakby byli po prochach. Próba rozmowy z nimi rzadko daje jakikolwiek sensowny efekt, to jak poznać bliskich z którymi chcemy być? Efekt jest tragiczny. Ludzi którzy są ze sobą żyją bez żadnej więzi, nie potrafią ze sobą rozmawiać, nic ich nie łączy.
MrSpock napisał/a:le vent napisał/a:batszeba, ale ja przecież nie postawiłam mu żadnych żądań. Mówiłam, że nie chcę żadnych zobowiązań z jego strony. Więc właściwie dałam mu do zrozumienia, że może ze mną sypiać jak z kochanką. A on to odrzucił.
Brak uczuć w dzieciństwie chciałaś sobie zrekompensować, do pewnego stopnia oferując seks za miłość i to dosyć szybko. On nie powinien był mówić do ciebie przez "pani". Oboje wykazywaliście brak umiejętności takiego prowadzenia rozmowy, żeby ta relacja się zacieśniała i ta ostatnia rzecz jest najgorsza. Jeżeli nawet jest chęć to należy ją ukierunkować tak, żeby tą chęć rozwinąć. Nie wiem czy chęć jest w was obojgu, ale na pewno brak umiejętności jej rozwinięcia. Co można zrobić... możesz się przyjrzeć tej relacji czy jakiejś następnej i zastanowić się jak byś chciała żeby ona wyglądała i rozwijała się w normalny sposób bez takich napięć emocjonalnych. Może trzeba było ona razu przejść na "ty" i inaczej nie zgodzić się na spotkania. Może trzeba było rozmawiać na trochę inne tematy, jakie ty byś chciała. Ludzie nie umieją się kochać i często przez całe życie się tego nie nauczą. Potem tylko tęsknie wyglądają przez okna patrząc na przytulone do siebie pary na wiosnę.
Za szybko?!?!
SSpock- moj przypadek to 2 lata( ostatni)
2 lata, zmarnowalam wzdychajac do faceta, ktory za mna latal( zawsze to byla jego inicjatywa) i nic ode mnie nie chcial!!!Szkoda, zeby autorka tyle czasu marnowala....
Trzeba było z nim chodzić i zacieśniać wieź, poznawać go rozmawiać i byłoby dobrze. Autorka najwyraźniej nie szła w rozmowie we właściwym kierunku i nie potrafiła rozpoznać w jakim kierunku idzie rozmowa. Sama rozmowa nie świadczy o związku tylko sposób jej prowadzenia. Są tysiące sposobów prowadzenia rozmowy i jedne są zwykłą rozmową jak ludzi spotkanych na ulicy a drugie świadczą o zaangażowaniu między ludźmi. Pośpiech polega na tym że od razu decydujemy czy dana osoba nam pasuje czy nie i tak nie powinno być.
horses - uśmiałam się z tą emerytką
))
oldorando - pytam z ciekawości - czy ten facet, który za Tobą latał i niczego nie chciał, miał jakąś inną kobietę do seksu? Dlaczego właściwie nie chciał bliskości z Tobą? I jak to się między Wami rozegrało w sensie końca - mieliście poważną rozmowę czy po prostu zerwałaś kontakt?
Facet byl 2 lata starszy, szukal powaznego zwiazku. Byl po zerwaniu z kobieta z daleka, ktora okazala sie zamezna.
Ja mialam troche ciezki okres...fajnie nam sie gadalo.
On dzwonil, on inicjowal. Jak to tu mawiaja " wysylal sprzeczne sygnaly", uwodzil, zwodzil, komplementowal, ze mu na mnie zalezy, itd... Na bank nikogo nie mial.( czasem bylismy w kontakcie praktycznie non stop) poznalam jego matke, brata...
Zawsze to on sie odzywal. Duzo mi pomagal...
Caly czas powtarzal, ze kogos szuka na stale...
Po 2 latach zaczelam miec dosc, ze szuka kogos, ze mna utrzymujac kontakt " w miedzyczasie"
Bardzo naciskal, zebym tego kontaktu nie urwala, nawet, jak on sobie kogos znajdzie.
Uwazal, ze dopoki nie ma miedzy nami seksu, to nie ma zaangazowania, to ja go traktuje jak tylko kumpla.
Wiedzial, ze ja czuje duzo wiecej, ale to negowal.
W jego mniemaniu, jak sie z kims przespie, to sie zakocham, a on pozostanie przyjacielem...
Przeczolgal mnie psychicznie strasznie...
Ktoregos dnia, postanowilam, ze mam dosc i urwalam kontakt.
Odzywal sie jeszcze przez czas jakis...jakies esemsy, jakies pisanie, ale nie odpowiadalam...
Za dlugo to trwalo, zdecydowanie za dlugo....
Ten pan tez traktowal mnie nieco protekcjonalnie, i tez ciagle insynuowal, ile dla niego znacze, jak jestem atrakcyjna,
Ooo...podam przyklad:
- zyczylam mu z okazji 1 dnia wiosny " samego najlepszego"
-Odpowiedzial" w takim razie, zycz mi siebie..."
Takie insynuacje byly codziennie, na zmiane, z " wchodze na portal, moze szczescie sie do mnie usmiechnie:-) "
Moim zdaniem zasłużył. Owszem, nie miał żadnego obowiązku czuć czegokolwiek wobec autorki, ani też koniecznie konsumować z nią znajomości. Ale nie miał prawa bawić się jej uczuciami, co ewidentnie zrobił.
Biorąc pod uwagę jego wiek, doświadczenie, rzekomą szarmanckość, maniery itp. (które moim zdaniem zobowiązują do zachowania na poziomie), to za te brednie które on plecie, traktowanie autorki jak małej dziewczynki a nie równorzędnej partnerki, lekceważące uwagi o których wspominałyśmy - owszem, należało mu się.
Nie tłumaczmy wszystkiego strachem przed ośmieszeniem się jako mężczyzna, nieśmiałością, różnicą wieku itp. Gość jest nieszczery i egoistyczny, a autorka wątku nieco zdesperowana - co dało mieszankę o niezbyt ciekawym smaku.
No tak, tutaj jest dużo racji. Autorka za bardzo nastawiła się że skoro z kimś chodzi to z tego musi być związek i to bardzo szybko, najlepiej bez gruntownego poznania tej osoby i mimo tego że pewne rzeczy wskazywały na to że on jej nie będzie pasować. Raczej należało zapraszać nie do domu tylko do miasta w różne miejsca i dyskutować o różnych rzeczach, zobaczyć jakie ma poglądy, czy jest uczuciowy. A z kolei facet nie chciał się wprost wypowiadać co do takiej relacji, co było niestosowne i nie powinien był tak robić.
batszeba napisał/a:Moim zdaniem zasłużył. Owszem, nie miał żadnego obowiązku czuć czegokolwiek wobec autorki, ani też koniecznie konsumować z nią znajomości. Ale nie miał prawa bawić się jej uczuciami, co ewidentnie zrobił.
Biorąc pod uwagę jego wiek, doświadczenie, rzekomą szarmanckość, maniery itp. (które moim zdaniem zobowiązują do zachowania na poziomie), to za te brednie które on plecie, traktowanie autorki jak małej dziewczynki a nie równorzędnej partnerki, lekceważące uwagi o których wspominałyśmy - owszem, należało mu się.
Nie tłumaczmy wszystkiego strachem przed ośmieszeniem się jako mężczyzna, nieśmiałością, różnicą wieku itp. Gość jest nieszczery i egoistyczny, a autorka wątku nieco zdesperowana - co dało mieszankę o niezbyt ciekawym smaku.
No tak, tutaj jest dużo racji. Autorka za bardzo nastawiła się że skoro z kimś chodzi to z tego musi być związek i to bardzo szybko, najlepiej bez gruntownego poznania tej osoby i mimo tego że pewne rzeczy wskazywały na to że on jej nie będzie pasować. Raczej należało zapraszać nie do domu tylko do miasta w różne miejsca i dyskutować o różnych rzeczach, zobaczyć jakie ma poglądy, czy jest uczuciowy. A z kolei facet nie chciał się wprost wypowiadać co do takiej relacji, co było niestosowne i nie powinien był tak robić.
Noo, i moglaby sobie tak chodzic, dwa lata...
Az ktoregos pieknego dnia, on by jej przedstawil swoja dziewczyne....
( byl tu taki watek)...
Juz pamietam...
" koniec swiata", przez blue
Nie pamietam w ktorym dziale- ale polecam autorce poczytac....
MrSpock, no nie wiem, co do naszych rozmów, to on powtarzał, że z żadną kobietą tak mu się nigdy nie rozmawiało, jak ze mną. Więc chyba nie było tak źle jednak.
Oldorando, dziękuję za szczegóły, przeczytam ten wątek.
batszeba, czy ja wiem, nie czuję się desperatką. Ja się po prostu bardzo zakochałam. Wiem, że przez to mogłam się wkręcić i mylnie interpretować jego zachowanie, ale z drugiej strony naprawdę czułam się traktowana wyjątkowo i postanowiłam nieco go "ośmielić". No i wyszło jak wyszło. A kiedy zaczął się wykręcać, zachowałam się głupio, przyznaję, ale czułam, że tracę grunt pod nogami. Nie mogłam uwierzyć, że nic z tego nie będzie. Że mnie odrzucił. Mnie, moją kobiecość, atrakcyjność, itd.
Noo, i moglaby sobie tak chodzic, dwa lata...
Az ktoregos pieknego dnia, on by jej przedstawil swoja dziewczyne....
( byl tu taki watek)...
Juz pamietam...
" koniec swiata", przez blue
Nie pamietam w ktorym dziale- ale polecam autorce poczytac....
Ludzie się rozwodzą po pół roku a stale ze sobą mieszkają. Nie da się kogoś poznać tylko przez spotkania w mieście raz na parę dni w pół roku na tyle dobrze żeby mieć pewność że z tego będzie związek. Oczywiście na należy liczyć czasu żeby tylko przeszedł, tylko należy w tym czasie tworzyć różne sytuacje i obserwować zachowania drugiej osoby w tych sytuacjach.
batszeba, czy ja wiem, nie czuję się desperatką. Ja się po prostu bardzo zakochałam. Wiem, że przez to mogłam się wkręcić i mylnie interpretować jego zachowanie, ale z drugiej strony naprawdę czułam się traktowana wyjątkowo i postanowiłam nieco go "ośmielić". No i wyszło jak wyszło. A kiedy zaczął się wykręcać, zachowałam się głupio, przyznaję, ale czułam, że tracę grunt pod nogami. Nie mogłam uwierzyć, że nic z tego nie będzie. Że mnie odrzucił. Mnie, moją kobiecość, atrakcyjność, itd.
Przepraszam Cię, ale Ty kompletnie wybiórczo czytasz posty. Miałaś pisane X razy, że MIAŁAŚ PRAWO SIĘ WKRĘCIĆ - bo miałaś, facet sprawiał wrażenie zainteresowanego BO TRAKTOWAŁ CIĘ WYJĄTKOWO. Chyba dla większości tutaj poza MrSpockiem który snuje kosmiczne wywody jest to jasne.
Miałaś prawo powiedzieć co czujesz itd. itd. itd. Ale biorąc pod uwagę, że już wcześniej kilka z nas Cię ostrzegało, że gość jest w przysłowiowej "separacji" i że powinnaś uważać, oraz to, że dał Ci wstrętnego kosza używając debilnego argumentu "mam rodzinę" (oraz innych, równie głupich), to Twoje pózniejsze błaganie go zaczyna wyglądać - jak dla mnie - na desperację. Już Ci gdzieś napisałam, że żebranina jest aseksualna - prędzej skusiłabyś go robiąc mu dziką awanturę i zrywając kontakt - być może koleś zareagowałby na zasadzie gonienia króliczka.
MrSpock, no nie wiem, co do naszych rozmów, to on powtarzał, że z żadną kobietą tak mu się nigdy nie rozmawiało, jak ze mną. Więc chyba nie było tak źle jednak.
Oldorando, dziękuję za szczegóły, przeczytam ten wątek.
batszeba, czy ja wiem, nie czuję się desperatką. Ja się po prostu bardzo zakochałam. Wiem, że przez to mogłam się wkręcić i mylnie interpretować jego zachowanie, ale z drugiej strony naprawdę czułam się traktowana wyjątkowo i postanowiłam nieco go "ośmielić". No i wyszło jak wyszło. A kiedy zaczął się wykręcać, zachowałam się głupio, przyznaję, ale czułam, że tracę grunt pod nogami. Nie mogłam uwierzyć, że nic z tego nie będzie. Że mnie odrzucił. Mnie, moją kobiecość, atrakcyjność, itd.
To wszystko szło za szybko. Relacja nie rozwijała się w rozmowie właściwie. Widać było że jest bariera między wami, jakby to było spotkanie pracowników po pracy którzy chcą sobie uciąć pogawędkę. To że powiedział że mu się dobrze rozmawia jeszcze nic nie znaczy. Chodzi o określenie sposobu tej rozmowy przez ciebie, czy ona szła w dobrym kierunku, bo sądzę że nie. Raczej chciał odpocząć od żony i pogadać sobie bo nie miał z kim. Jakbyś rozmawiała z nim inaczej, tak, żeby zacieśnić więź, to może właśnie by się wycofał. Nie chciałaś ryzykować i za dużo mówić do niego żeby go poznać żeby się nie okazało że może coś źle wyjść.
Jak już przychodzi do seksu to też szło źle. Żeby taką więź utworzyć trzeba się naprzód trochę brać za ręce, gdzieś razem iść i przytulać i to powinno trwać długo aż będzie widać że wszystko jest w porządku. Potem można myśleć żeby było więcej. Naprawdę chciałabyś takiego szybkiego seksu z jakimkolwiek facetem, który mówi że mu się dobrze z tobą rozmawia? To ci nie wypali. Naucz się lepiej rozmawiać i rozpoznawać czy chłopak jest uczuciowy, czy jest chętny do pomocy, czy jest opiekuńczy, czy jest chętny do poświęceń, czy będzie stał w pociągu cztery godziny żebyś ty miała miejsce i nie będzie marudził w tej sprawie tylko będzie się cieszył że masz wygodne miejsce. Z takim facetem warto się związać.
Nie zostałaś odrzucona ze względu na małą trakcyjność seksualną tylko ze względu na brak umiejętności odpowiedniego prowadzenia waszych spotkań dla utworzenia normalnej relacji.
le vent napisał/a:MrSpock, no nie wiem, co do naszych rozmów, to on powtarzał, że z żadną kobietą tak mu się nigdy nie rozmawiało, jak ze mną. Więc chyba nie było tak źle jednak.
Oldorando, dziękuję za szczegóły, przeczytam ten wątek.
batszeba, czy ja wiem, nie czuję się desperatką. Ja się po prostu bardzo zakochałam. Wiem, że przez to mogłam się wkręcić i mylnie interpretować jego zachowanie, ale z drugiej strony naprawdę czułam się traktowana wyjątkowo i postanowiłam nieco go "ośmielić". No i wyszło jak wyszło. A kiedy zaczął się wykręcać, zachowałam się głupio, przyznaję, ale czułam, że tracę grunt pod nogami. Nie mogłam uwierzyć, że nic z tego nie będzie. Że mnie odrzucił. Mnie, moją kobiecość, atrakcyjność, itd.
To wszystko szło za szybko. Relacja nie rozwijała się w rozmowie właściwie. Widać było że jest bariera między wami, jakby to było spotkanie pracowników po pracy którzy chcą sobie uciąć pogawędkę. To że powiedział że mu się dobrze rozmawia jeszcze nic nie znaczy. Chodzi o określenie sposobu tej rozmowy przez ciebie, czy ona szła w dobrym kierunku, bo sądzę że nie. Raczej chciał odpocząć od żony i pogadać sobie bo nie miał z kim. Jakbyś rozmawiała z nim inaczej, tak, żeby zacieśnić więź, to może właśnie by się wycofał. Nie chciałaś ryzykować i za dużo mówić do niego żeby go poznać żeby się nie okazało że może coś źle wyjść.
Jak już przychodzi do seksu to też szło źle. Żeby taką więź utworzyć trzeba się naprzód trochę brać za ręce, gdzieś razem iść i przytulać i to powinno trwać długo aż będzie widać że wszystko jest w porządku. Potem można myśleć żeby było więcej. Naprawdę chciałabyś takiego szybkiego seksu z jakimkolwiek facetem, który mówi że mu się dobrze z tobą rozmawia? To ci nie wypali. Naucz się lepiej rozmawiać i rozpoznawać czy chłopak jest uczuciowy, czy jest chętny do pomocy, czy jest opiekuńczy, czy jest chętny do poświęceń, czy będzie stał w pociągu cztery godziny żebyś ty miała miejsce i nie będzie marudził w tej sprawie tylko będzie się cieszył że masz wygodne miejsce. Z takim facetem warto się związać.
Nie zostałaś odrzucona ze względu na małą trakcyjność seksualną tylko ze względu na brak umiejętności odpowiedniego prowadzenia waszych spotkań dla utworzenia normalnej relacji.
Ooo, spock- wlasnie opisales moje relacje!!!
( i przytoczonej blue)
Trwaly od roku do 3.... I konczyly sie tym, ze on sobie znajdowal dziewczyne....
Cos ten twoj mechanizm w praktyce nie dziala- ty opisujesz przyjazn, w czystej postaci, a nie dazenie do zwiazku...
PS- ja bym wymienila zupelnie inne przeslanki....
Autorko, ja Tobie radzę spojrzeć na tego gościa na chwilę z boku, jak na postać z jakiejś gry
Serio. Zobacz sobie jak on Cie pięknie omotał w zasadzie 'bezdotykowo', co świadczy o Twoich brakach emocjonalnych.
Tak naprawdę jego osoba, jak zawsze mówię w takich przypadkach, to jest kwestia drugorzędna -katalizator dla Twoich problemów i braków.
To jest taki 'archetyp' Tatusia dla Ciebie, że poczucie bezpieczeństwa (w teorii
), że ogarnięcie życiowe (też u niego w teorii jak widać ), że doświadczenie (tu nie da się zaprzeczyć), a to wszystko to projekcja wyrosła na tym, że pewne interesujące Ciebie cechy u faceta kojarzysz z wiekiem.
No i wiesz, z 'tatusiem' się nie sypia ot tak, to tatuś "dzieli i rządzi", mówi kiedy ma ochotę i wtedy ewentualnie ..może może zasłużysz..
I jak, podoba Ci się taka zabawa?
(trochę się boję pytać, bo coś mi się widzi, że tak
)
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026