Kochani, znalazłam się w dziwnej i dość bolesnej dla mnie sytuacji. Może ktoś pomoże mi to zrozumieć?
Od dwóch miesięcy spotykam się z mężczyzną starszym ode mnie o 25 lat (jestem po trzydziestce). Ale to nie w tej różnicy wieku leży problem (chyba). Ja jestem wolna, po rozstaniu z partnerem. On jest w separacji z żoną, nie mają rozwodu, ale nie mieszkają ze sobą od kilku już lat, nie spędzają razem czasu.
Poznaliśmy się właściwie przypadkiem. Od początku coś między nami "zaiskrzyło". To się czuje - to ciepło, ten podziw z jego strony. Ja też zauroczyłam się niemal "od pierwszego wejrzenia". On pierwszy zaproponował mi spotkanie (nie łączą nas zależności służbowe ani żadne inne). Potrafimy spędzić ze sobą cały dzień - wyjeżdżamy za miasto, spacerujemy, i przede wszystkim nie możemy się ze sobą "nagadać", godziny mijają nam w okamgnieniu. Nadajemy na tych samych falach, mamy identyczne poczucie humoru, zainteresowania, podobną wrażliwość, spojrzenie na wiele spraw, etc. Kiedyś spacerowaliśmy do pierwszej w nocy. On przy tym jest bardzo szarmancki, nie pozwala mi za nic płacić, etc. Z entuzjazmem planuje kolejne spotkania - dokąd razem pojedziemy, co jeszcze zobaczymy. Coraz bardziej się przede mną otwiera, rozmawiamy na wszystkie tematy. Stajemy się sobie coraz bliżsi (emocjonalnie) - takie rzeczy się wyczuwa. Ale:
-wciąż jesteśmy na "pan/pani"!!! - z powodu dużej różnicy wieku wstydziłam się pierwsza zaproponować przejście na "ty", a on ze swojej strony nie wykazuje żadnej inicjatywy, żeby to zmienić
-zero kontaktu fizycznego z jego strony - zachowuje się bardzo "poprawnie", nie dąży do bliskości fizycznej; raz tylko delikatnie mnie objął, kiedy przepuszczał mnie w drzwiach i kiedyś dotknął mojej dłoni w trakcie rozmowy. I to wszystko. Od razu mówię - nie jest aseksualny ani nie jest gejem, to wiem na 100%.
Dwa dni temu znów spędziliśmy fantastyczny dzień razem (za miastem), i kiedy odwiózł mnie pod dom, powiedział, że na pewno znów się wkrótce zdzwonimy i znów się spotkamy. Ja wtedy przełamałam nieśmiałość i zapytałam, czy następnym razem nie chciałby wpaść do mnie na winko. (Wiadomo, że liczyłam na przejście w końcu na "ty" i może w końcu jakąś bliskość). A on na to powiedział wymijająco "zobaczymy" - jakby chciał uniknąć tej sytuacji, jakby coś mu nie pasowało. Zrobiło mi się przykro, pożegnałam się i wysiadłam.
Mam problem, bo zdążyłam najzwyczajniej w świecie zakochać się w nim (wiem, że dla niektórych może to być dziwne, ale on poza tym, że jest cudownym, mądrym i wrażliwym człowiekiem, to - mimo różnicy wieku - bardzo pociąga mnie jako mężczyzna) i trochę odkryłam się przed nim z moimi uczuciami. Wieczorem - godzinę po tym ostatnim spotkaniu - zobaczyłam, że przysłał mi maila z linkiem do filmu, o którym rozmawialiśmy. Wtedy puściły mi nerwy, zadzwoniłam jeszcze do niego i dałam mu do zrozumienia, jak bardzo ważny jest dla mnie. Zaproponowałam od razu kolejne spotkanie. On bardzo chętnie na nie przystał, i powiedział, że mu się ze mną świetnie rozmawia, że jest pod wrażeniem, etc. Ale to była odpowiedź na mój telefon, na moje "wyznanie".
Co mam robić? Nie wytrzymuję już tej sytuacji, to jakaś schizofrenia - bo z jednej strony on widzi we mnie (wiem to) bardzo atrakcyjną kobietę i dąży do spędzania razem czasu - a z drugiej strony wciąż utrzymuje ten "poprawny" dystans. Jeśli uważa, że jestem za młoda - to dlaczego zaproponował mi pierwsze spotkanie? A jeśli uważa, że nie jest do końca wolny - bo w pewnym sensie nie jest - to dlaczego proponuje mi kolejne spotkania, wiedząc, że ja jestem całkowicie wolna i przez to potencjalnie "niebezpieczna" (bo spragniona uczuć?) Przecież ma bardzo ciekawą pracę wśród ludzi, bliższą i dalszą rodzinę, dobrych przyjaciół. A mimo tego poświęca czas mnie.
Dlaczego ani razu mnie nie przytulił, nie pocałował? Kiedy rozmawiamy, pojawia się między nami sporo żartobliwych, "pikantnych" aluzji. A potem dystans. Może on chce tylko "zwykłej" przyjaźni? Ale przyjaciele też nie są ze sobą przecież na "pan/pani"... A ja tak bardzo za nim tęsknię, w tym również za bliskością fizyczną... Zaczynam wpadać w depresję. Co robić?
((