netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

216 odpowiedzi22 649 wyświetleńzałożony przez le vent, 25.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 217 ]

66

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Anastacja już doradziła autorce i zrobiła to całkiem sensownie. Dlatego nie odnosiłam się.

67

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Ok.
To ja też poproszę o nie odnoszenie się:)

68

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Ok. Sorry, nie widziałam znaku ostrzegawczego przy wypowiedzi wink

69

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

No.
To już- tabula rasa wink

70 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-08-26 21:11:57)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
zbytdelikatna napisał/a:

Mamut, moment, przecież autorka już wyznała mu miłość, przynajmniej ja tak zrozumiałam.A on właściwie nic,żadnej konkretnej reakcji.


Nie wyznałam mu miłości. Napisałam, że trochę się "odkryłam" z moimi uczuciami w sensie, że godzinę po ostatnim spotkaniu zadzwoniłam do niego i od razu zaproponowałam następne. Powiedziałam przy tym, że uwielbiam to nasze wspólne spędzanie czasu, coś w tym rodzaju. Jak na mnie (jestem nieśmiała) to było już mega "wyznanie". On ucieszył się z propozycji i od razu umówiliśmy się na konkretny dzień. Powiedział przy tym: "Też  jestem pod wrażeniem". I że świetnie mu się ze mną rozmawia, że cały dzień mija mu jak godzina. Coś w tym rodzaju. Tak to było.


Tak jeszcze z innej strony: kiedyś zadzwoniłam do niego do pracy, żeby porozmawiać. Byłam wtedy na rowerze w jednym ładnym miejscu. On bardzo się ucieszył i powiedział, że rzuca wszystko i natychmiast wychodzi z pracy, i przyjedzie do mnie w to miejsce i będziemy tam sobie razem siedzieć i rozmawiać. Niestety, nie miałam tyle czasu i do tego nie doszło. Ale bardzo mnie jego propozycja ujęła.

Albo: ostatnio powiedział mi przez telefon (on zadzwonił), że jestem ideałem (mądra, wrażliwa, etc.), ale nie będzie mówił mi wszystkiego, co sobie myśli, żebym nie popadła w nadmierną dumę smile

Albo kiedyś, kiedy zadzwoniłam do niego, żeby chwilę porozmawiać - powiedział, że o mnie myślał.

I tak dalej, i tak dalej. A ja się nakręcam smile

71

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Hm,sory źle zrozumiałam.Ale myślę, że wszystko wyjaśni się, gdy się spotkacie.

72

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Mężczyźni w tym wieku mają małe potrzeby erotyczne, więc musisz się z tym liczyć że zostanie tylko rozmowa. Z drugiej strony uważam że taki związek jest pełniejszy a seks tak naprawdę nie wiąże ludzi. Mnie by pasował taki układ. Poznawanie siebie ma wiele etapów i nie należy się spieszyć. Jak będziecie dalej po roku na tych samych zasadach, to już będzie znaczyło wytworzenie się więzi. Jedno tylko mnie dziwi, to mówienie do siebie przez pan pani. To powinno być wyeliminowane jak najszybciej. Sama mów do niego przez ty aż on się przyzwyczai do tego i też będzie tak mówił. Nie naciskaj go na seks. Daj mu to, czego on potrzebuje, tak jak jest teraz.

73 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-08-28 21:34:06)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Spotkaliśmy się dziś.

Ważne - wczoraj jeszcze dzwonił, żeby umówić się na konkretną godzinę i znów wspomniał o kolejnych spotkaniach, nie mogliśmy przestać rozmawiać, trwało to ponad godzinę.

Dziś spędziliśmy razem 10 godzin (!) - od 1o rano do 2o wieczorem. Był w fantastycznym humorze, rozmawialiśmy o wszystkim, on coraz swobodniej się przy mnie zachowuje, rozmawiamy i żartobliwie na tematy damsko-męskie, i poważnie, dosłownie o wszystkim, etc. Nie możemy przestać rozmawiać, świetnie się ze sobą czujemy.

Ale - zaproponowałam przejście na ty - on powiedział, że ok, ale że musimy wypić symboliczny toast. (Bo na naszych spotkaniach on nigdy nic nie pije, bo prowadzi samochód). Powiedziałam, że może u mnie w takim razie - on na to, że ok, że kiedyś wpadnie. Ale nic dokładniej nie sprecyzował.

A na koniec - katastrofa. Kiedy odwiózł mnie pod dom, zapowiedział, że będzie mnie "porywał" na kolejne wycieczki. Zapytałam go wtedy delikatnie, dlaczego właściwie poświęca mi tyle czasu. A on na to odparł, że jestem super, że świetnie mu się ze mną rozmawia, jak z żadną inną kobietą, i że nie mam powodu do obaw, bo te nasze spotkania nie są przecież "damsko-męskie".

Pożegnałam się i wysiadłam, coś tam jeszcze mówiłam, żeby zadzwonił, jak będzie miał czas, ale nawet na niego nie patrzyłam.

Jestem załamana, poczucie mojej wartości jest równe zeru. Ból i tęsknota - również ta fizyczna - są nie do zniesienia.

Nie chodziło mi od razu o dziki seks, wiadomo, szczególnie, że to już pan w pewnym wieku, jak pisze wyżej Mr Spock. Ale jestem spragniona czułości, najdrobniejszej - przytulenia, pogłaskania po policzku, sygnału, że jestem mu naprawdę bliska, że jest między nami jakaś głębsza więź, a nie jestem tylko jakimś aseksualnym kumplem.

Nie wiem, co robić - dzwonić i wyznawać miłość smile, czekać na kolejne spotkanie i łudzić się, że tym razem będzie już na pewno inaczej, czy może zerwać ten kontakt, żeby tak okropnie nie bolało...

A przecież on jest facetem z krwi i kości, lubi rozmawiać o kobietach, rzucać komentarze, etc., lubi popatrzeć sobie na ładne kobiety, rzucić jedną czy drugą damsko-męską (właśnie!) aluzją...

Jeszcze gdzieś tam w głębi serca łudzę się, że to jest asekuracja z jego strony, że mu na mnie zależy, ale boi się mnie wystraszyć... ale ta nadzieja jest coraz bardziej nikła, niestety...

Z każdym wspólnie spędzonym dniem coraz bardziej się przywiązywałam... teraz jestem załamana, czuję się upokorzona, idę się wypłakać.

74

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

le vent-ales sie nakrecila, co Ty sobie ubzduralas, kobieto! aseksualna, do dupy, i w ogole walnac se w leb. Nie masz innych opcji? Normalnie dramatyzujesz-po pierwsze podeszlas do tego od dupy strony, dalas sobie najgorsze wytlumaczenie jakie moglas by sie jeszcze bardziej pograzyc. Upokorzona???? A nie bierzesz pod uwage,ze facet Cie bada? Jest cholernie inteligentny z tego co piszesz i jak mowisz z krwi i kosci. Moj ojciec mial zawsze taka metode badania przeciwnika rzucajac jakies haslo i oczekujac reakcji. Np. No, to pani maz bedzie zly,ze cos tam ...a pytanie mialo brzmiec: ma pani meza? i wiadomo,ze kobieta odpowie: jaki maz? ja nie mam meza. Tak i on-moze w ten sposob Cie bada? nie martw sie, bo te nasze spotkania nie są przecież "damsko-męskie".
Moze chcial zobaczyc Twoja reakcje? jest zbyt dobrze ulozony by Cie zaciagac do lozka-albo niezly psycholog i chce Cie omotac siecia bys potem wszystko dla niego zrobila smile) albo-traktuje te znajomosc jako dodatek do swojego zycia, ktory nadaje mu kolorow. Albo.... i tak sobie mozemy do jutra. A moze powiesz mu co czujesz? bo gosc na pewno widzi,ze jestes goraca. Kiedys zdarzylo mi sie spotykac  z facetem z moich marzen. Byl zaje, zaje, zajefajny.  Spotykalismy sie sie czesto a ja za kazdym razem mialam nadzieje,ze dzis to juz cos bedzie. Wychodzilam z siebie, ociekalam seksem, a ten nic. W koncu kiedys mu powiedzialam,ze ja juz tak nie moge ,ze mam na niego straszna chec, a on na to krotko: "przeciez widze".  A mnie zwalilo. I dodal: " u mnie nie rzadzi ptaszek ale glowa". Tylko,ze mielismy po dwadziesciapare lat. Moge z cala pewnoscia powiedziec,ze podobnie jest u Twojego znajomego-seks jest dla niego dodatkiem , deserem. Myslisz zupelnie innymi kategoriami niz on. Nie ukladaj sobie scenariusza by sie zdolowac bo to jest tylkoTwoja interpretacja. Jesli kiedys uda Wam sie wypic tego brudzia to mozesz zapytac czy kiedykolwiek myslal o czyms wiecej? Nikt tu za Ciebie tego nie zrobic, musisz znalezc sposob by przetrzec sobie szlak i moc bez przeszkod rozmawiac z nim takze na ten temat. Glowa do gory, pozbieraj sie szybko i zacznij racjonalnie myslec. Sama znajdziesz droge do jego glowy.

75

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Spotkaliśmy się dziś.

Ważne - wczoraj jeszcze dzwonił, żeby umówić się na konkretną godzinę i znów wspomniał o kolejnych spotkaniach, nie mogliśmy przestać rozmawiać, trwało to ponad godzinę.

Dziś spędziliśmy razem 10 godzin (!) - od 1o rano do 2o wieczorem. Był w fantastycznym humorze, rozmawialiśmy o wszystkim, on coraz swobodniej się przy mnie zachowuje, rozmawiamy i żartobliwie na tematy damsko-męskie, i poważnie, dosłownie o wszystkim, etc. Nie możemy przestać rozmawiać, świetnie się ze sobą czujemy.

Ale - zaproponowałam przejście na ty - on powiedział, że ok, ale że musimy wypić symboliczny toast. (Bo na naszych spotkaniach on nigdy nic nie pije, bo prowadzi samochód). Powiedziałam, że może u mnie w takim razie - on na to, że ok, że kiedyś wpadnie. Ale nic dokładniej nie sprecyzował.

A na koniec - katastrofa. Kiedy odwiózł mnie pod dom, zapowiedział, że będzie mnie "porywał" na kolejne wycieczki. Zapytałam go wtedy delikatnie, dlaczego właściwie poświęca mi tyle czasu. A on na to odparł, że jestem super, że świetnie mu się ze mną rozmawia, jak z żadną inną kobietą, i że nie mam powodu do obaw, bo te nasze spotkania nie są przecież "damsko-męskie".

Pożegnałam się i wysiadłam, coś tam jeszcze mówiłam, żeby zadzwonił, jak będzie miał czas, ale nawet na niego nie patrzyłam.

Jestem załamana, poczucie mojej wartości jest równe zeru. Ból i tęsknota - również ta fizyczna - są nie do zniesienia.

Nie chodziło mi od razu o dziki seks, wiadomo, szczególnie, że to już pan w pewnym wieku, jak pisze wyżej Mr Spock. Ale jestem spragniona czułości, najdrobniejszej - przytulenia, pogłaskania po policzku, sygnału, że jestem mu naprawdę bliska, że jest między nami jakaś głębsza więź, a nie jestem tylko jakimś aseksualnym kumplem.

Nie wiem, co robić - dzwonić i wyznawać miłość smile, czekać na kolejne spotkanie i łudzić się, że tym razem będzie już na pewno inaczej, czy może zerwać ten kontakt, żeby tak okropnie nie bolało...

A przecież on jest facetem z krwi i kości, lubi rozmawiać o kobietach, rzucać komentarze, etc., lubi popatrzeć sobie na ładne kobiety, rzucić jedną czy drugą damsko-męską (właśnie!) aluzją...

Jeszcze gdzieś tam w głębi serca łudzę się, że to jest asekuracja z jego strony, że mu na mnie zależy, ale boi się mnie wystraszyć... ale ta nadzieja jest coraz bardziej nikła, niestety...

Z każdym wspólnie spędzonym dniem coraz bardziej się przywiązywałam... teraz jestem załamana, czuję się upokorzona, idę się wypłakać.

Vent, przeczytałam Twój temat dokładnie i przykro zrobiło mi się czytając Twojego ostatniego posta.

1. 50-letni mężczyzna to nie starzec stojący nad grobem. Być może hydraulika nie ta sama co w wieku 20 lat, ale erekcję na gwizdek kompensuje doświadczenie, cierpliwość, fantazja, większe zrozumienie dla potrzeb partnerki... Poza tym - wybacz mi dosadność - dobre lody potrafią zdziałać cuda, uwierz na słowo smile Nie lubię sprowadzania wszystkiego do fizyczności, ale jesteśmy istotami z krwi i kości i ta sfera jest ważna, komunia dusz jest ekstra,
ale wtedy gdy jest uzupełniona o komunię ciał big_smile big_smile big_smile .

2. Kindersztuba, klasa, dobre wychowanie, maniery, obycie - nazwijmy to w dowolny sposób - wszystko ślicznie, ale emocje to emocje i one zasadom etykiety się nie poddają, rządzą się własnymi prawami. NIE WIERZĘ  w to, że doświadczony, bywały w świecie mężczyzna nie zauważył tego, co się z Tobą przy nim dzieje. NIE WIERZĘ, że nie widzi tego, jak niego patrzysz, że nie czuje ciepła, które od Ciebie bije. Być może tylko udaje, że tego nie zauważa, bo jest mu tak wygodniej.  Co więcej sądzę, że jemu to sprawia przyjemność, pochlebia mu to - dużo młodsza, rozkochana kobieta? Ty wiesz, jaki to młyn na męskie ego? Do tego bez żadnych zobowiązań smile No chyba, że jest gejem lub absolutnym cepem, ale chyba to raczej nie to smile.

3. Ty masz 30 a nie 16 lat i nie jesteś nastolatką podkochującą się w niedostępnym gwiazdorze. Jesteś dorosłą kobietą i masz prawo do traktowania Cię poważnie - za "poważne" uważam traktowanie jako partnerki a nie aseksualnej czasoumilaczki. A tak na marginesie - nie do końca wierzę w to, że od iluś tam lat żyje w białym małżeństwie z niekochaną żoną "w separacji". Natura nie znosi próżni i myślę, że jest inna kobieta / inne kobiety - może jednorazowo, może na dłuższą metę - po prostu mimo tych Waszych wspólnie spędzanych godzin odnoszę wrażenie, że Ty wiesz o nim tylko tyle, na ile on Ci pozwala.

4. Wcześniej napisałaś gdzieś, że jesteś nieśmiała - ja raczej uważam, że przejąć się kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie chodzi mi o narzucanie się, czy wymuszanie czegokolwiek - tylko że jak na razie to on nadaje ton Waszej znajomości, to on jest siłą sprawczą. I ten jego tekst po Waszym dzisiejszym spotkaniu jest wg mnie tego przejawem i to nie do końca szczerym - to takie asekuranckie z jego strony - "bujajmy się dalej za miastem przez kilka miesięcy i udawajmy, że wszsytko jest ok. i nie rozmawiajmy szczerze".

5. Zamiast płakać w poduszkę i oczekiwać na szansę z nieba przejmij kontrolę - żadnych wyznań telefonicznych, smsów itd. Odczekaj na kolejne spotkanie i powiedz mu wprost to, co nam tutaj napisałaś. Prosto w oczy - jego zachowanie, mimika itd. może Ci dużo powiedzieć, być może nawet więcej niż słowa. Masz prawo do opowiedzenia o swoich uczuciach - on ma prawo je odrzucić, ale to chyba lepsze, niż te męczarnie, które teraz przechodzisz.
Oczywiście możesz bawić się w przyjaznienie się z nim dalej, ale ja bym w to nie brnęła - jesteś w nim zakochana i cały czas podświadomie będziesz oczekiwać on niego potraktowania Ciebie jako kobiety, a nie "koleżanki". Nawet jeśli Cię odrzuci, to i tak będzie to lepsze od tego, co do tej pory czułaś.

Wspomniałaś coś upokorzeniu - upokarzające byłoby moim zdaniem tchórzenie przez kolejne miesiące i oczekiwanie na cud i okruchy z jego stołu.

Przepraszam za wypunktowanie, ale tak łatwiej było mi wyrazić co sobie myślę. I uwierz, takie rozmowy da się przeprowadzić, ja swego czasu coś takiego zrobiłam i dało się.

76 Ostatnio edytowany przez horses (2015-08-29 08:52:50)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

La vent,
po co mnożyć pytania i doszukiwać się drugiego dna?
Powiedział Tobie wprost, że Wasze spotkania w tym momencie mają cechy koleżeństwa, a nie związku.
Powody mogą być różne. Może ma zobowiązania z przeszłośći, może nosi po kimś żałobę, może nie chce wiązać się z kobietą.
Powód jest po jego stronie, bo Ciebie uważa za świetną kolezankę i za wspaniałą kobietę.
Trudno powiedzieć jak to się potoczy, ale na pewno ostudził Twój zapał. Ta jego grzeczność i dystyngowanie też mogły być w celu utrzymania dystansu.
Po drugie, czy jesteś pewna, ze chcesz związku z mężczyzną o tyle lat starszym? Czy wyobrażasz sobie z nim związek, rodzinę , dzieci?
I czy on w ogóle byłby skłonny posiadać jeszcze dzieci, czy wiązać się z kimś na stałę?
To są pytania trochę na wyrost, ale warto sobie je zadać, aby nie brnąć w coś co nie ma przyszłości.

On nie jest od Ciebie starszy 10, 15 lat....ale 25 i ta różnica może być problemem. Nie chodzi o matematykę, ale ludzie w okreslonych przedziałach wieku
mają różne oczekiwania. Rozumiem, że Ty , jako kobieta po 30-stce szukasz związku,chcesz załozyć rodzinę, mieć dzieci ... on być może już tego nie szuka.

77

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

grinta, batszeba, horses -

Dzięki za odpowiedzi. Czytam je dokładnie i poważnie się nad tym wszystkim zastanawiam.

Zostawmy na razie kwestię, czy ja chcę związku, dzieci, itd., czy to ma przyszłość (z mojej perspektywy).

Zależy mi najbardziej na zrozumieniu, dlaczego właściwie on poświęca mi tyle uwagi i czasu.

Wiadomo, że mężczyźni nie lubią zajmować się tym, co dla nich nieistotne. Więc z jakichś powodów, w jakimś tam sensie, jestem dla niego ważna. (Przypomniałam sobie jeszcze, że często proponuje mi - nieproszony - pomoc w pewnych sprawach - coś pożyczyć, coś kupić i przywieźć, załatwić, etc.)

Ale jeśli widzi, jak sugerujecie, że jestem w nim zakochana i się z tym męczę, a sam nie chce/nie może tego odwzajemnić - to dlaczego planuje kolejne spotkania? Dlaczego w ogóle zawraca mi głowę?

Wiem, że się powtarzam i zadaję głupie pytania bez odpowiedzi, ale bardzo mi z tym wszystkim źle. Wynajduję sobie drobiazgi, np. picie z jednej słomki albo wzajemne podjadanie sobie ciastek, żeby potwierdzić, że to z jego strony coś więcej (próba spoufalenia się). A z drugiej strony... jest jak jest.

Na myśl o tym, że - jak sugeruje batszeba - może ma już jakąś inną kobietę, jest mi strasznie smutno.

Boję się, że poważna rozmowa wszystko zepsuje i że nasza przyjaźń po prostu się skończy. Teraz się męczę, ale końca znajomości też sobie nie wyobrażam.

No i tak. sad

Będę wdzięczna za każdy wpis.

78 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-29 16:57:40)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Przeczytałam opis tego ostatniego spotkania i smutno się zrobiło.
Nie wiem czy należy odczytywać wprost to co mówi- jak radzą jedni, czy jako 'próbowanie' jak sugerują drudzy. Mi bliżej jest do tej pierwszej postawy, a gdzie leży prawda, nie potrafię określić.

Rozumiem, że zależy Ci na nim tak zwyczajnie, jak na drugim człowieku, czujesz do niego jednak także coś więcej- widzisz w nim mężczyznę, nie tylko przyjaciela. Pragniesz więcej niż koleżeństwa, ale nie chcesz stracić tego, co masz.
Istotna jest odpowiedź na pytanie, czy możesz się z nim 'tylko' kolegować- spędzać wspólnie czas tak jak do tej pory, mając świadomość, że traktuje Cię jak miłą koleżankę ( a Ty jak piszesz angażujesz się z każdym spotkaniem bardziej w uczucie bynajmniej nie koleżeńskie do niego).
Jeśli tak- sprawy mogą zostać na takiej płaszczyźnie na jakiej są ( choć w przypadku zaangażowania te kontakty będą Cię i tak dużo kosztować...).
Jeśli nie- warto porozmawiać o swoich oczekiwaniach- jak już wcześniej pisałam- i być nastawioną na dwie opcje:
1. on też chce bliższej relacji, i spotkacie się w oczekiwaniach,
2. on chce się przyjaźnić i nie zakłada, że przerodzi się to w relację damsko- męską.

Co zyskujesz przy rozmowie, to jasność (bo z dużym prawdopodobieństwem będziesz wiedzieć na czym stoisz).
Co możesz stracić, to ten fajny kontakt i koleżeństwo (bo pojawienie się uczuć jednej strony w takiej relacji ja zmienia).

Ja w podobnej sytuacji bardzo starałam się kolegować- bo nie chciałam urywać kontaktu. Ale frustracja była coraz bardziej widoczna.
Bo 'trochę' - jak się chce więcej- szybko przestaje starczać.

79

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Fajny sposób aby dowiedzieć się nieco o oczekiwaniach drugiej strony to
zapytać się go, jak widzi swoje życie za rok, dwa lata?
Ty też wtedy mozesz  przedstawić swoje oczekiwania wobec życia, nawet nie wobec jego.
Możesz powiedzieć, że widzisz siebie jako robiącą karierę singielkę
lub np jako kobietę w stałym związku oczekującą dzidziusia smile
Nie wiem , jakie masz plany więc strzelam.
W taki dyskretny, nienachalny i niezobowązujący sposób możesz się wiele dowiedzieć.

80 Ostatnio edytowany przez batszeba (2015-08-29 19:15:42)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Zostawmy na razie kwestię, czy ja chcę związku, dzieci, itd., czy to ma przyszłość (z mojej perspektywy).

Zgadzam się z tym. Może mieć przyszłość a może nie mieć - to trochę takie wróżenie z fusów. Ważniejsze jest to, jak Ty się teraz czujesz i to swoimi emocjami masz się zaopiekować.


le vent napisał/a:

Zależy mi najbardziej na zrozumieniu, dlaczego właściwie on poświęca mi tyle uwagi i czasu.

Wiadomo, że mężczyźni nie lubią zajmować się tym, co dla nich nieistotne. Więc z jakichś powodów, w jakimś tam sensie, jestem dla niego ważna. (Przypomniałam sobie jeszcze, że często proponuje mi - nieproszony - pomoc w pewnych sprawach - coś pożyczyć, coś kupić i przywieźć, załatwić, etc.)

Właśnie dlatego uważam, że powinnaś szczerze z nim porozmawiać w cztery oczy. Bo biorąc pod uwagę jak opisujesz spotkania to Wy spędzacie ZA DUŻO tego czasu razem jak na zwykłe "kumplowanie się" i nie wyobrażam sobie tego dalej w takim wydaniu. Ja jak miałam kumpla na ostatnich studiach to owszem, gadałam z nim, wychodziłam na jedzenie itd. Ale wiedziałam, że ma dziewczynę, nic do niego nie czułam, rozmawialiśmy czasami o niej, o ich planach. Ale sytuacja była czysta, nie było mowy o żadnych romantycznych uczuciach, wycieczkach za miasto itd. Po prostu dobrze dogadywaliśmy się i to wszystko.
Sądzisz, że wytrzymasz takie intensywne spotkania jednocześnie cały czas marząc o tym, że zobaczy w Tobie kobietę? Że zniesiesz bycie koleżanką? A jeśli okaże się, że nagle spodoba mu się jakaś kobieta? Wytrzymasz to też? To spotykanie to prosta droga do frustracji i depresji - już teraz jesteś rozbita i płaczesz...

le vent napisał/a:

Ale jeśli widzi, jak sugerujecie, że jestem w nim zakochana i się z tym męczę, a sam nie chce/nie może tego odwzajemnić - to dlaczego planuje kolejne spotkania? Dlaczego w ogóle zawraca mi głowę?

TO wie tylko on. Ja nie wierzę w to, że jest aż tak ślepy - nie w tym wieku i nie z takim bagażem doświadczeń smile Może mu to np. pochlebiać. Bywają mężczyźni typu "patrz ale nie dotykaj".

le vent napisał/a:

Wiem, że się powtarzam i zadaję głupie pytania bez odpowiedzi, ale bardzo mi z tym wszystkim źle. Wynajduję sobie drobiazgi, np. picie z jednej słomki albo wzajemne podjadanie sobie ciastek, żeby potwierdzić, że to z jego strony coś więcej (próba spoufalenia się). A z drugiej strony... jest jak jest.

I właśnie dlatego jestem za opcją porozmawiania wprost. Bo się tak wkręcisz, że się nie wykręcisz przez następne kilka lat. Będziesz wracać z tych spotkań i rozmyślać, co znaczyło dane spojrzenie, słowo, gest....

le vent napisał/a:

Na myśl o tym, że - jak sugeruje batszeba - może ma już jakąś inną kobietę, jest mi strasznie smutno.

Ja się trochę mało precyzyjnie wyraziłam - chodzi mi o to, że nie do końca podoba mi się ta akcja z żoną i separacją. To co, przez cały czas żył sam, nie spotykał się z nikim i nagle Ty sie pojawiłaś? Żył sam bez seksu tylko się przyjaźnił z kobietami? Żył sam, przyjaźnił się z kobietami i miał jakieś tam panienki do seksu? Wcale nie uważam że wszyscy i wszędzie muszą bez przerwy uprawiać seks, ale jakiekolwiek relacje damsko męskie musiał mieć - no chyba, że z tą żoną sprawa ciut inaczej wygląda niż on to przedstawia. Z własnego doświadczenia - mnie uruchamia się sygnał alarmowy w głowie, jak słyszę że koleś
jest żonaty ale z żoną nie żyje i nie sypia big_smile.

le vent napisał/a:

Boję się, że poważna rozmowa wszystko zepsuje i że nasza przyjaźń po prostu się skończy. Teraz się męczę, ale końca znajomości też sobie nie wyobrażam.

No risk no fun. Ja mogę pisać tylko z własnej perspektywy - być może mam inny charakter niż Ty, ale jeśli cobie coś po dłuższym przemyśleniu postanowię, to nie ma siły, żebym zmieniła zdanie. Byłam w sytuacji, w której wiedziałam, że w przypadku, gdy usłyszę że gość jest niezainteresowany/żonaty ja nieodwołalnie znikam z jego życia. Bo to był mężczyzna, z którym z mojego punktu widzenia kumplowanie się byłoby niemożliwe - za nic w świecie nie chciałam wejść w rolę podkochującej się w nim panienki zbierającej okruchy (zainteresowania, troski, uwagi) z pańskiego stołu.

Głowa do góry i przestań przejmować się tym co wypada a co nie wypada. Rozmowa o uczuciach to nie jest narzucanie się, przecież nie żądasz od niego natychmiastowych deklaracji, dzieci, ślubu, kluczy do mieszkania... A jeśli znajomość się zakończy - to widocznie tak miało być, czasami tak bywa w życiu.

81

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

batszeba -

A propos jego kobiet - wiem tylko, że na 100% mają z żoną osobne mieszkania. Ale rozwodu na 100% też nie mają.

Ale na pewno nie mieszka na stałe z żadną inną kobietą. (wiem to też)

82 Ostatnio edytowany przez batszeba (2015-08-29 20:28:23)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

batszeba -

A propos jego kobiet - wiem tylko, że na 100% mają z żoną osobne mieszkania. Ale rozwodu na 100% też nie mają.

Ale na pewno nie mieszka na stałe z żadną inną kobietą. (wiem to też)

Rozumiem, ale w takim razie dlaczego nie udało mu się sfinalizować tego? Przez tyle lat tkwi jedną nogą w małżeństwie a drugą w - no właśnie, w czym? W starokawalerstwie, samotności, singlowaniu? Nie można być trochę w ciąży.

Dziwne to wszystko...

Może on po prostu jest takim człowiekiem niedostępnym emocjonalnie? Niby wszystko ok., a tak naprawdę żyje sobie w takim zawieszeniu - niby wolny, a jednak żonaty, niby spotyka się z 20 lat młodszą kobietą, ale tylko po koleżeńsku...

Jakieś to takie śliskie i nieszczere dla mnie

83

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

batszeba - dla mnie to też jest dziwne, niedopowiedziane. Ale jeszcze nie mam śmiałości drążyć z nim tego tematu. Tak między wierszami zorientowałam się, że ona mu chyba ciosała przysłowiowe kołki na głowie. I chyba była zazdrosna o jego sukcesy zawodowe.

Z tym, że to nie jest aż tyle lat - bo co najwyżej kilka (tego ich osobnego życia).

Taka sytuacja - czasem opowiada mi coś i mówi w liczbie mnogiej - "my" - pojechaliśmy, zrobiliśmy, etc. Ale zaraz potem dopowiada, precyzuje - że z kimś z rodziny, ze współpracownikiem, itd., tak jakby chciał mnie uspokoić, że nie z żoną.

Ale czasem - rzadko - są przypadki, że nie dopowiada z kim. I wtedy podejrzewam, że ma na myśl żonę (wnioskując z okoliczności). Nie powiem, że jest mi wtedy komfortowo. I wtedy też sobie myślę, że on może mnie uspokaja, że nie jest to damsko-męskie, bo nie chce, żebym czuła się niezręcznie ze świadomością, że on jednak jest wciąż żonaty. Dlatego mówi, jakie to niewinne te nasze spotkania. A co sobie naprawdę myśli czy do czego dąży - to już całkiem inna rzecz. Może chce mnie najpierw "oswoić", przywiązać do siebie.

No w każdym razie zgadzam się z Tobą - i dzięki, że to napisałaś, to taki trochę kubeł zimnej wody - że ta sytuacja jest dość dziwna i nieszczera.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że dalej jestem zakochana... smile sad

84

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Tak między wierszami zorientowałam się, że ona mu chyba ciosała przysłowiowe kołki na głowie. I chyba była zazdrosna o jego sukcesy zawodowe.

Możliwe, ale pamiętaj, że to tylko jego wersja. No i z jędzą ciosającą kołki na głowie raczej powinien był wziąć rozwód...



le vent napisał/a:

Taka sytuacja - czasem opowiada mi coś i mówi w liczbie mnogiej - "my" - pojechaliśmy, zrobiliśmy, etc. Ale zaraz potem dopowiada, precyzuje - że z kimś z rodziny, ze współpracownikiem, itd., tak jakby chciał mnie uspokoić, że nie z żoną.

Ale czasem - rzadko - są przypadki, że nie dopowiada z kim. I wtedy podejrzewam, że ma na myśl żonę (wnioskując z okoliczności). Nie powiem, że jest mi wtedy komfortowo. I wtedy też sobie myślę, że on może mnie uspokaja, że nie jest to damsko-męskie, bo nie chce, żebym czuła się niezręcznie ze świadomością, że on jednak jest wciąż żonaty.

Bardzo mi się to nie podoba. Tzn. rzecz jasna on nie musi Ci się spowiadać z tego co gdzie i z kim robi, ale gdyby serio tak zależało mu na Twoim spokoju ducha, toby wprost powiedział że z żoną. W ogóle jakoś podjąłby ten temat - i właśnie dlatego mam cały czas wrażenie, że ten pan nie jest z Tobą do końca szczery. To o tę "śliskość" mi chodziło - niby niewinnie, a jednak nie. Niby nic od Ciebie nie chce, a jednak chce. Niby kumple, a jednak na pan/pani...


le vent napisał/a:

Dlatego mówi, jakie to niewinne te nasze spotkania. A co sobie naprawdę myśli czy do czego dąży - to już całkiem inna rzecz. Może chce mnie najpierw "oswoić", przywiązać do siebie..

Bardzo możliwe. Taka strategia stopy-w-drzwiach - po troszku, po troszeczku...

le vent napisał/a:

Co oczywiście nie zmienia faktu, że dalej jestem zakochana... smile sad

Zdaję sobie z tego sprawę, ale niezależnie od wyznań lub ich braku doradzam Ci ostrożność - pan nie jest do końca szczery z Tobą, są między Wami liczne niedopowiedzenia o których on doskonale wie, do tego gość potrafi trzymać emocje na wodzy - będziesz musiała uważać

85

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
batszeba napisał/a:

lavent napisał/a:

Dlatego mówi, jakie to niewinne te nasze spotkania. A co sobie naprawdę myśli czy do czego dąży - to już całkiem inna rzecz. Może chce mnie najpierw "oswoić", przywiązać do siebie..

Bardzo możliwe. Taka strategia stopy-w-drzwiach - po troszku, po troszeczku...

le vent napisał/a:

Co oczywiście nie zmienia faktu, że dalej jestem zakochana... smile sad

Zdaję sobie z tego sprawę, ale niezależnie od wyznań lub ich braku doradzam Ci ostrożność - pan nie jest do końca szczery z Tobą, są między Wami liczne niedopowiedzenia o których on doskonale wie, do tego gość potrafi trzymać emocje na wodzy - będziesz musiała uważać

Tylko on po troszeczku stwarza taką sytuację, w której autorka coraz bardziej się wkręca. Tylko nie wiadomo w co. I nie trzyma emocji na wodzy, w odróżnieniu od niego.
I racja- albo ostrożność i zwiększenie dystansu, albo dojście do tego, jakie są pana intencje.

86

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Być może pakujesz się w śliski układ.
Uważaj na siebie, bo jakby co to płacze zazwyczaj kobieta.

87

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
ad rem napisał/a:

Tylko on po troszeczku stwarza taką sytuację, w której autorka coraz bardziej się wkręca. Tylko nie wiadomo w co. I nie trzyma emocji na wodzy, w odróżnieniu od niego.
I racja- albo ostrożność i zwiększenie dystansu, albo dojście do tego, jakie są pana intencje.


No cóż, jak wiadomo - podobno czysto przyjacielskie...

88 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-29 23:16:37)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:
ad rem napisał/a:

Tylko on po troszeczku stwarza taką sytuację, w której autorka coraz bardziej się wkręca. Tylko nie wiadomo w co. I nie trzyma emocji na wodzy, w odróżnieniu od niego.
I racja- albo ostrożność i zwiększenie dystansu, albo dojście do tego, jakie są pana intencje.


No cóż, jak wiadomo - podobno czysto przyjacielskie...

No to dla mnie właśnie nie jest jasne.
A umiesz się le vent, zdystansować w stosunku do niego? Czy poleciałaś już daleko w tym zakochaniu i nie ma hamulca?

89

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

ad rem

Szczerze - poleciałam... sad

I to nie jest desperacja, bo nie narzekam ostatnio na brak powodzenia. Chyba jeszcze nigdy mnie nie "wzięło" aż do tego stopnia...

90

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

ad rem

Szczerze - poleciałam... sad

I to nie jest desperacja, bo nie narzekam ostatnio na brak powodzenia. Chyba jeszcze nigdy mnie nie "wzięło" aż do tego stopnia...

Nie zarzucam desperacji, pytałam o stan rzeczy.
To utrudnia sprawę, bo jak poleciałaś, to dystans jest ciężko wykonalny..
A dasz radę ochłodzić z nim stosunki? Może się kontaktujcie, spotykajcie rzadziej? Bo tym sobie tylko podlewasz.

91

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Z zainteresowaniem przeczytałam Twój wątek, bo sama mam męża ponad dwadzieścia lat starszego od siebie. Nasza znajomość zaczęła się od przyjaźni i nie miałam pojęcia, że może przekształcić się w coś innego. Mój mąż staranie ukrywał swoje uczucia, też byliśmy na Pan/Pani, ale bardzo często dochodziło do "przypadkowych" spotkań, rozmów itp. Z mojej strony czułam do niego sympatię, ale przez jego wiek (wtedy tuż po pięćdziesiątce) patrzyłam na niego tylko jak na znajomego. W końcu inni zaczęli mi mówić, że on się tak zachowuje, jakby się we mnie zakochał. Że chodzi za mną, patrzy się itp. Byłam nawet oburzona ich domysłami i święcie przekonana, że to nieprawda, zaprzeczałam wszystkiemu. Wreszcie zapytałam mojego pana jak to z nim jest, bo wszyscy twierdzą, że się we mnie zakochał. A on ... wyparł się. Powiedział, że tylko mnie bardzo lubi ale nic więcej nie czuje. Jeszcze to trochę trwało w takim zawieszeniu. Ja odetchnęłam z ulgą.
Aż w końcu któregoś dnia upił się i przyszedł do mnie z wyznaniami.
Od tej pory zaczęła się już typowa adoracja z jego strony, starania itp Nastąpiło to po roku od naszego poznania się.
No i trwało trochę bo potem miał etap, że nie chce mi marnować życia ale to już temat na inną historię.
Życzę Ci dużo rozwagi, cierpliwości no i powodzenia.

92 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-08-30 02:19:23)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

eadeax - Dzięki za Twoją historię, która oczywiście dodatkowo namieszała mi w głowie smile Ale widzę, że nigdy nie można tracić nadziei.

ad rem - W chwili obecnej nie jestem w stanie powiedzieć, czy dam radę ochłodzić kontakty. Ale na pewno spróbuję trzymać bardziej emocje na wodzy i na chłodno wszystko analizować.

93

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

le vent-tylko szczera rozmowa. Chyba,ze masz sily na podchody i powolne rozkminianie. Nikt tutaj nie ma odpowiedzi, mozemy jedynie gdybac albo wyciagac bledne wnioski. Jak widzisz masz mnostwo informacji i niektore sprzeczne w dodatku az metlik Ci sie zrobil smile zrob cos z tym.

94

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

ad rem - W chwili obecnej nie jestem w stanie powiedzieć, czy dam radę ochłodzić kontakty. Ale na pewno spróbuję trzymać bardziej emocje na wodzy i na chłodno wszystko analizować.

No ja rozumiem, że Tobie teraz nie na ochładzaniu, a na podgrzewaniu zależy.
Ja, jak grinta, bym optowała za szczerą rozmową. Zamiast tkwić w niepewności i podkręcać sobie wyobrażenia, to dowiedzieć się na czym stoisz.

95 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-08-30 16:01:28)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

.

96 Ostatnio edytowany przez Mamut (2015-09-01 15:34:24)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Drogie Panie, tak z punktu faceta 50-latka...
Nie doszukujcie się teorii spiskowych bo On nie zakończył swoich spraw z ex żoną. Ja też tak miałem przez kilka lat żyjąc w zawieszeniu. Nie zależało mi bo i tak mieszkaliśmy osobno i zero kontaktów. Wiedziałem co rozwód będzie oznaczał zarówno w sensie czasu jak i emocji z tym związanych - niekoniecznie przyjemnych. Uwierzcie, że "byłe" potrafią skutecznie przeciągać sprawę rozwodową. Tak więc wcale mi się nie paliło do siadania "gołym zadkiem na rozgrzanym piecu". Tak było przez 3-4 lata do momentu pojawienia się kobiety dla której warto było jednak narazić "zadek na oparzenie III stopnia". 
Seks w moim wieku to wisienka na torcie a nie tort sam w sobie, wolę się delektować niż narazić na niestrawność. Facet 40+ nie rzuca się na kobietą jak szczerbaty na landrynkę smile Sorry za dygresję ...
Reasumując - najgorsze co możecie zrobić to snuć domysły... zaprowadzą one tylko na manowce i dodatkowo można zabrnąć w ślepą uliczkę rzucając nierozważne zadnie, które może zaboleć. Nie kombinować - POROZMAWIAĆ szczerze jak na dwoje dorosłych przystało. Taka rozmowa naprawdę nie boli.
Gdyby mnie przytrafiło się spotkać na swej drodze kobietę o 25 lat młodszą, która traktuje mnie na poważnie to zanim zacząłbym szafować wyznaniami i dążeniem do relacji damsko-męskich najpierw rozważyłbym na spokojnie co ja mogę zaoferować w takim związku i czy sprostam mega wyzwaniu rozpoczęcia "nowego życia". Nie wiem czy rok by wystarczył na dojrzałą decyzję no chyba że miałbym pewność co do przyszłej partnerki. Choć pewnie zawsze gdzieś z tyłu głowy byłaby świadomość, że równica wieku będzie się pogłębiać z każdym rokiem i coraz bardziej będę musiał utrwalać w Partnerce to, że nie warto zamienić mnie na "nowszy model"
Pozdrawiam Drogie Panie z Le Vent na czele smile

97

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

I co tam w sprawie słychać?

98

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

No wlasnie, czekamy tu zniecierpliwieni i ciekawscy smile

99

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Może on potrzebuje więcej czasu żeby się zaprzyjaźnić bo przyjaźń jest dla niego bardzo ważna. Ja mam taka psychikę że muszę chodzić z dziewczyną na takich zasadach przez osiem miesięcy. Dopiero wtedy wiem, że ona che ze mną być bo ją pociąga moja osobowość i przyjaźni się ze mną. Są jeszcze ludzie którzy nie mogą mieć seksu bez wielkiej przyjaźni.

100

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
MrSpock napisał/a:

Może on potrzebuje więcej czasu żeby się zaprzyjaźnić bo przyjaźń jest dla niego bardzo ważna. Ja mam taka psychikę że muszę chodzić z dziewczyną na takich zasadach przez osiem miesięcy. Dopiero wtedy wiem, że ona che ze mną być bo ją pociąga moja osobowość i przyjaźni się ze mną. Są jeszcze ludzie którzy nie mogą mieć seksu bez wielkiej przyjaźni.


Dobrze wiedzieć:)

101

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Niezależnie od tego uważam za niestosowne żeby tak chodzić ze sobą i mówić przez "pani". To może świadczyć o czymś nienormalnym. U nas w pracy wszyscy są na "ty" niezależnie od różnicy wieku i to jest bardzo rozsądne, a cóż dopiero jak się tak ludzie spotykają prywatnie. Mówienie na "ty" o niczym nie świadczy. W naszej pracy ludzie tak mówią do siebie, chociaż nie ma między nimi żadnej więzi i nawet gdy siebie nie lubią. Po prosto robi się lepsza atmosfera w pracy. Przypuszczalnie taki sposób przyszedł z zagranicy.

102

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Rozumiałabym te rozterki po roku znajomości, ale po dwóch miesiącach są trochę śmieszne.
Może lepiej daj mu się wykazać zamiast dążyć do poważnych rozmów.

103 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-09-07 14:07:25)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Dziękuję Wam za wszystkie posty. Rzeczywiście, chwilę mnie nie było, bo nawet nie miałam siły tu zaglądać.

Jakby to ująć najkrócej: zabijcie mnie, ale... nie jestem gotowa na poważną rozmowę. I chociaż bardzo mnie to wszystko boli, staram się walczyć z negatywnymi emocjami. Cieszyć się tym, co jest i mieć nadzieję, że wszystko "naturalnie" rozwinie się z czasem - tak jak pisała np. Anastaciaa albo MrSpock.

Prawda jest też taka, że ja jestem bardzo impulsywna, nie potrafię się opanować. Aż do przesady. I dopiero teraz dociera do mnie, że może za bardzo się wkręciłam, za szybko chciałam, żeby "coś" się wydarzyło. Jakieś czułości, wyznania, itd. A on to być może wyczuwa i instynktownie się wycofuje.

Ale do rzeczy...

Kilka dni temu rozmawiałam o tej sytuacji z moim serdecznym przyjacielem (też sporo starszym ode mnie), który dobrze zna też Jego. Śmiał się, że zachowujemy się jak dzieci w podstawówce, i poradził mi, żebym wzięła sprawy w swoje ręce, czyli przejęła inicjatywę, bo on (mój obiekt westchnień) najzwyczajniej w świecie się boi - tej różnicy wieku i w ogóle takiego nagłego zawirowania w życiu, co powiedzą znajomi, etc. Bo to, że traktuje mnie wyjątkowo, nie ulega wątpliwości.

Dwa dni potem zadzwoniłam do niego (obiektu westchnień smile, bo już nie mogłam wytrzymać z tęsknoty. Było zajęte, ale wkrótce oddzwonił. Przywitał mnie wesoło i rozmawiało nam się fantastycznie przez ponad godzinę. A ponieważ byłam wtedy po piwie ze znajomymi, nabrałam odwagi i powiedziałam mu (pół-żartem), że się stęskniłam smile, i zapytałam, czy możemy się spotkać w weekend. On się ucieszył jak zwykle i umówiliśmy się. W trakcie rozmowy wspomniał nawet, że kiedyś przyjdzie do mnie z jakimś dobrym alkoholem i wypijemy w końcu ten wspólny toast. Ale kiedy to podchwyciłam, zaczął się wycofywać i powiedział, że jeszcze nie tym razem. smile smile smile No więc spotkaliśmy się w mieście i spędziliśmy piękny wieczór - spacerowaliśmy długo, a potem zjedliśmy kolację w nastrojowej restauracji. Rozmawiało się cudownie. A teraz najlepsze: odprowadził mnie w pobliże domu (bo tam miał samochód) i zaczął dziękować mi za piękny wieczór, że zdecydowałam się spotkać, itd., na co ja odparłam, że to ja mu dziękuję za spotkanie, bo przecież to ja zaproponowałam to wyjście. No i jednym słowem dziękowaliśmy sobie miło, uścisnęliśmy sobie ręce, i wtedy ja nie wytrzymałam i rzuciłam mu się na szyję, uściskałam go mocno i poszłam do domu (szybkim krokiem, nie odwracając się za siebie). smile

Teraz z jednej strony czuję ciepło na sercu, że to zrobiłam, że się do niego przytuliłam, ale z drugiej czuję się jak totalna idiotka, nie wiem, czy było mu miło, czy go już całkiem wystraszyłam i zniechęciłam do siebie. Mam mętlik w głowie. On na razie nie dzwoni, ale minął dopiero jeden dzień. Ja natomiast wiem jedno: teraz nie zadzwonię pierwsza, choćby nie wiem co. Choćby milczał przez miesiąc albo dłużej. Jestem bardzo ciekawa jego reakcji. Ale jednocześnie liczę się z tym, że jeśli on nie odezwie się do mnie przez następny miesiąc (albo dłużej), to będę po prostu musiała się z tym pogodzić - że to już koniec tej miłej znajomości, i że być może zniechęciła go moja impulsywność. Albo że od początku widział we mnie tylko "aseksualną" znajomą, nic więcej. Będzie bardzo bolało, wiem, ale jakoś to przecież wytrzymam...

104

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Bardzo fajne zrobilas, zaskoczylas go-mile i jeszcze bardziej zawrocilas w glowie smile)

105

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Gdyby rzeczywiście tak było... smile  Ale przecież nie mogę być tego pewna.

106

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Oh le vent, żeby nie było tak jak w moim przypadku. Pewności że on się z żoną nie spotyka miec nie możesz. Uczulona jestem już na takie sprawy.

107

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Ciekawsko się dopytam, i jak tam?

108

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

No i wszystko się chyba ostatecznie wyjaśniło. Niestety. Ale nadal to jest dla mnie dziwne (trochę).

Od mojego ostatniego posta minęło trochę czasu. Były kolejne spotkania, wycieczki za miasto, kolacje, godzinne telefony, jego serdeczność w stosunku do mnie, jakieś tam drobne serdeczne dotknięcia.

No i ostatnio zaprosiłam go do siebie na kolację. W końcu się zgodził. Przyszedł o 7.oo wieczorem z czekoladkami, drobnym upominkiem, dobrym alkoholem, etc. Od razu przeszliśmy na "ty". Jedliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy fantastycznie do 1.oo w nocy, były żarty, także damsko-męskie, było przebywanie już bardzo blisko siebie (kiedy oglądaliśmy coś razem na komputerze), cały czas patrzył mi w oczy, etc. Ale nic więcej. W końcu nie wytrzymałam i o tej 1.oo w nocy zapytałam go, co właściwie do mnie czuje. I wyznałam, że jestem nim zauroczona, że nie jest mi obojętny.

A on... szczerze się zdziwił. I zaczął się wykręcać. Powiedział, że nie sądził, że to tak daleko zaszło z mojej strony, że się tego zupełnie nie spodziewał, że to bardzo źle, bo nie możemy ze sobą sypiać, bo się uzależnię od niego psychicznie i będę cierpieć. I że on też tego nie chce, bo to dla niego też będzie trudna sytuacja. A potem zaczął wymyślać kolejne najróżniejsze argumenty: że ma dzieci w moim wieku, że moi rodzice by mnie zabili (wtf? ja mam 32 lata!), że ludzie będą plotkować, że wykorzystał młodą kobietę (wtf?), że ma rodzinę (a to, że u mnie siedzi do nocy lub spędza ze mną cały dzień to rodzinie to nie przeszkadza?), że jest za duża różnica wieku (znam większe, i on też, i to nawet w jego dalszej rodzinie), że nawet jak byśmy zaczęli niezobowiązujący romans, to byśmy się od siebie psychicznie uzależnili, że sądził, że po prostu będziemy znajomymi... Że jestem bardzo atrakcyjna, ale on nie chce związku, czy nawet romansu. Że mógłby mnie całować i przytulać, ale boi się, żeby to nie był krok do czegoś więcej. Ale że on jest otwarty i jeżeli ja dalej będę się chciała spotykać z nim tak jak dotąd na przyjacielskich zasadach, i jeździć na wycieczki, i rozmawiać, to on też chce. Dwa razy mnie obejmował i przytulał, a w końcu objął mnie, pocałował w głowę i zapytał: Będziemy przyjaciółmi?

Ja szczerze mówiąc zgłupiałam lekko i zapytałam, co sobie myślał, idąc do mieszkania samotnej kobiety na kolację z alkoholem, a on odparł najniewinniej w świecie, że myślał, że chcę mu po prostu pokazać moje mieszkanie i porozmawiać sobie z nim, i zupełnie nie spodziewał się żadnych wyznań z mojej strony. I że jeśli jestem w nim zakochana i to mnie boli, to muszę sobie z tym sama poradzić, bo on mi nie może niczego zaoferować (w sensie romansu). Nawet jednorazowo. I żebym go też zrozumiała. Bo jakbyśmy mieli romans, to ja bym cierpiała, a dla niego to też byłoby bardzo trudne. No i zadzwonił po taksówkę i wyszedł.

Byłam załamana. Następnego dnia zadzwonił, żeby podziękować mi za fantastyczny wieczór, i pytał, czy nie mam doła. Powiedziałam, że owszem, mam, i zaczęłam jak idiotka powtarzać, żeby się niczego nie bał, że ja nie chcę od niego, żeby zmieniał dla mnie swoje życie, nie chcę od niego żadnych zobowiązań, żadnego stałego związku, bo mam moją bardzo absorbującą, twórczą pracę, przyjaciół, pasje, etc., i nie chcę od niego niczego - tylko przyjaźni takiej trochę bardziej damsko-męskiej, z elementami, nazwijmy to, "bliskości". A on powtarzał mi w kółko, że nie i nie. Ale że chce ze mną spędzać czas tak jak dotąd, że jeśli tylko będę chciała się z nim spotkać, to on jest chętny. A kiedy wypomniałam mu żartobliwie, że przecież lubi piękne kobiety, odpowiedział: "Tak. Na zdjęciu." I był już coraz bardziej zniecierpliwiony. No i się rozłączyłam i przepłakałam cały dzień.

Sorry, ale... to jakieś dziwne dla mnie wszystko. Nie do końca rozumiem tę sytuację. Przyjaźń przyjaźnią, ale... najpierw poświęca tyle czasu i uwagi o 25lat młodszej kobiecie - wyjazdy, obiady, kolacyjki, spacery, telefony, etc., - i jeszcze mnóstwo żartów z seksualnymi podtekstami!!! - a potem dziwi się szczerze, kiedy ona zaczyna coś do niego czuć. I choć "okazja" sama się nadarza - on "ucieka" niemal w panice, mnożąc bardziej i mniej trafne argumenty. Nawet moja mama powiedziała, że to jest dość dziwne zachowanie. I że on może mieć po prostu jakiś problem, nazwijmy to, zdrowotny. Co o tym sądzić?

109 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-10-12 21:32:06)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Albo jesteś aseksualna dla gościa - nie mylić z 'nieatrakcyjna wizualnie', bo to niekoniecznie idzie w parze z pożądaniem, ale jesteś już na tyle duża, że pewnie o tym wiesz wink

Albo gość ma jakąś traumę na tle seksualnym.. choć w takim wypadku, gdyby coś czul do Ciebie, to raczej starałby się coś tam napomknąć, że może później, żebyś dała mu czas, a on się wycofał z sytuacji 'romansowej' z Tobą kompletnie i konkretnie.

Ja bym na Twoim miejscu odpuściła. Widać jak mocno ten brak pociągu z jego strony wpływa na Twoją samoocenę. Wzmocnij ją i ewentualnie wtedy wróć do tematu tego pana, ale na zasadach "przyjaźni" , w sensie koleżeństwa, jeśli będzie Cię to uczciwie interesować (w co wątpię wink) albo wzmocnij i poszukaj kogoś zainteresowanego Tobą.

Daj spokój..masz 30-lat , gość starszy ponad 20 lat i nie ma na Ciebie ochoty. Jeszcze jakbyś była 10 lat starsza od niego to rozumiem, ale tak.. pfff
wink

110 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2015-10-13 12:16:23)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Po prostu w tym wieku ludzie bardziej potrzebują miłości platonicznej. Nie potrafisz tego zrozumieć bo nie jesteś na tym etapie na którym on jest. Może mógłby mieć seks ale potrzebuje więcej czasu żeby mieć pewność że jesteś z nim bo go lubisz, a nie dla seksu, rozumiesz? Może on potrzebuje jeszcze kilku miesięcy takich spotkań, żeby się przekonać jaka jesteś.

Ja powiedziałem dziewczynie podobne rzeczy, że nie potrzebuję od niej seksu, a po prostu ogromnie lubię spędzać z nią czas, że jestem w niej zakochany platonicznie. Mimo tego że nasza relacja była bardzo dobra, ona się wycofała bez żadnego powodu, mimo tego że ją też nie ciągnęło do seksu.

Ludzie, zrozumcie że bardzo ważne jest rozwijanie więzi uczuciowej. Jak będziecie dążyć szybko do seksu to wasza relacja będzie bardzo płytka i nietrwała. Na pewnym etapie rozwoju sama rozmowa staje się seksem i bardziej ekscytuje niż seks. Czujesz połączenie psychiczne z drugą osobą. Czas spędzany z nią relaksuje, sprawia że znajdujesz się w innym świecie, że łatwiej jest ci robić cokolwiek. To jest miłość. Seks nie daje niczego z tych rzeczy i służy tylko redukcji napięcia, tak samo jak zapalenie papierosa. Można mieć ogromną rozkosz z miłości platonicznej jakiej nigdy nie zazna się przez seks.

111 Ostatnio edytowany przez horses (2015-10-13 12:35:49)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
MrSpock napisał/a:

Po prostu w tym wieku ludzie bardziej potrzebują miłości platonicznej. Nie potrafisz tego zrozumieć bo nie jesteś na tym etapie na którym on jest. Może mógłby mieć seks ale potrzebuje więcej czasu żeby mieć pewność że jesteś z nim bo go lubisz, a nie dla seksu, rozumiesz? Może on potrzebuje jeszcze kilku miesięcy takich spotkań, żeby się przekonać jaka jesteś.

Ja powiedziałem dziewczynie podobne rzeczy, że nie potrzebuję od niej seksu, a po prostu ogromnie lubię spędzać z nią czas, że jestem w niej zakochany platonicznie. Mimo tego że nasza relacja była bardzo dobra, ona się wycofała bez żadnego powodu, mimo tego że ją też nie ciągnęło do seksu.

Ludzie, zrozumcie że bardzo ważne jest rozwijanie więzi uczuciowej. Jak będziecie dążyć szybko do seksu to wasza relacja będzie bardzo płytka i nietrwała. Na pewnym etapie rozwoju sama rozmowa staje się seksem i bardziej ekscytuje niż seks. Czujesz połączenie psychiczne z drugą osobą. Czas spędzany z nią relaksuje, sprawia że znajdujesz się w innym świecie, że łatwiej jest ci robić cokolwiek. To jest miłość. Seks nie daje niczego z tych rzeczy i służy tylko redukcji napięcia, tak samo jak zapalenie papierosa. Można mieć ogromną rozkosz z miłości platonicznej jakiej nigdy nie zazna się przez seks.

Seks jest elementem dobrego związku. Daje energię, poczucie spełnienia, akceptacji.
Przecież oni juz długo się spotykają.
Jesli tak, jak piszesz, mają ludzie " w pewnym wieku " to powinni spotykać się z ludźmi również w  " pewnym wieku".

Moim zdaniem on nakarmił nią swoje EGO. W porządku by było, gdyby i ona mogła nakarmić nim swoje EGO. Chociaż tyle.... bo miłośc to juz bardziej skomplikowana sprawa.

112

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

taaa...podpisuje sie pod:
-problemy seksualne
-nakarmienie ego
-platoniczna "milosc"
-sadysta

Niech nie pindoli,ze nie spodziewal sie, ku..a widac po kobiecie,ze malo z majtek nie wyskoczy przez tyle czasu a on co? neptek? nie zauwaza takich stanow? pindolenie. Wkurzyl mnie smile Le vent, cierpisz? to niech i on pocierpi. Odetnij sie od tego bo on wysysa z Ciebie mlodsoc i energie, wampir jakis wiec nie daj mu tego wiecej robic. Niech sobie znajdzie inna, ktorej bedzie slal roze pod nogami. Oszukuje albo ma cos niepokolei pod sufitem.  Wspolczuje, odreaguj koniecznie, poplacz sobie ile wlezie a potem odreaguj.

113 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-10-13 17:25:51)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Taka myśl mi przychodzi do głowy: jestem tak odpychająca, że nawet "stary" facet mnie nie chce...

Wiem, że to uproszczenie, i na dodatek dość irracjonalne, ale boli.

Ale przede wszystkim - pomijając już ten mój osobisty ból - tak bardzo tęsknię za NIM... Za chwilą ciepła, bliskości, czułości - właśnie z nim... Przecież większość mężczyzn w takiej sytuacji skorzystałaby z "okazji". A on mi jeszcze powiedział w niedzielę przez telefon, że był totalnie zaskoczony i nie wiedział, jak się w tej sytuacji zachować...

Taki nieszczery czy taki naiwny? W tym wieku???

114 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-10-13 17:22:21)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Tego się właśnie obawiałam. Wiesz, mój partner był chyba w podobnym wieku ale jakoś problemów z seksem nie miał. No ale ja też jestem trochę starsza od Ciebie, to może i ta różnica wieku nie jest aż tak bardzo odczuwalna. Za to "nakarmienie własnego ego" - o, pod tym podpisuję się też obiema rękami. Niestety, panowie w pewnym wieku starają się za wszelką cenę udowodnić sobie i innym że stać ich jeszcze na wiele, niestety kosztem kobiety, bo my to traktujemy bardzo emocjonalnie a oni "nie chcą się angażować". Założę się że po tych przygodach z młodszymi partnerkami którym w jakiś sposób zniszczyli kawałek życia, oni sobie spokojnie albo wracają do byłych żon, albo znajdują partnerki w podobnym wieku, bo przeciez udowodnili sobie i światu że "potrafią".
I wiesz co le vent? Ty się po prostu ciesz że się z nim nie przespałaś bo wtedy to dopiero miałabyś przerąbane. A tak, parę nieprzespanych nocy, kilka razy płacz do poduszki i powoli Ci przejdzie. Najlepiej jakbyś się w ogóle od niego odcięła, jeśli możesz.

115

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Le vent,
moim zdaniem absolutnie nie doszukuj się w sobie winy, w swoim zachowaniu lub wyglądzie.
Najprawdopodobniej on nigdy nie miała zamiaru nawiązywać z Tobą romansu lub wchodzić z Tobą w związek.
Byłaś kompanem do wycieczek,
młodszą i atrakcyjną kobietą do posiedzenia w kawiarni, być może chciał " przekazać Ci kilka życiowych mądrości".
W pewnym sensie byłaś uroczą kobietą do towarzystwa, ale w takim dobrym tego słowa znaczeniu.
Między bajki włóż problemy z potencją, to, że jesteś za młoda..... nie o to mu chodziło.
Chciał się dowartościować, pochwalić i to jest OK, gdyby to samo dał Tobie.

Przykre, że tak się zaangazowałaś i przykre, ze on do tego dopuścił, bo przecież nie jest tajemnicą, że kobiety się angażują.
Ciesz się, że tak to się skończyło. On "ważne" sprawy w życiu ma pozałatwiane- dzieci, wnuki, dom....
Wpędziłby Ciebie tylko w lata.

Najprawdopodobniej on jeszcze wróci jak minie Ci faza na związek.

116 Ostatnio edytowany przez batszeba (2015-10-13 20:06:40)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

SRANIE W BANIE. PIERD@@@@@E O SZOPENIE. To są moje pierwsze skojarzenia po lekturze tego posta.

Po pierwsze, to Ty powinnaś iść na jakąś terapię - nie dlatego, że miałaś ochotę na seks z 20 lat starszym gościem (bo pociągać mogą nas różni ludzie), ale dlatego, że masz tak niskie poczucie własnej wartości - chodzi mi o to, co zrobiłaś następnego dnia (cytuję):

le vent napisał/a:

Powiedziałam, że owszem, mam, i zaczęłam jak idiotka powtarzać, żeby się niczego nie bał, że ja nie chcę od niego, żeby zmieniał dla mnie swoje życie, nie chcę od niego żadnych zobowiązań, żadnego stałego związku, bo mam moją bardzo absorbującą, twórczą pracę, przyjaciół, pasje, etc., i nie chcę od niego niczego - tylko przyjaźni takiej trochę bardziej damsko-męskiej, z elementami, nazwijmy to, "bliskości". A on powtarzał mi w kółko, że nie i nie. Ale że chce ze mną spędzać czas tak jak dotąd, że jeśli tylko będę chciała się z nim spotkać, to on jest chętny. A kiedy wypomniałam mu żartobliwie, że przecież lubi piękne kobiety, odpowiedział: "Tak. Na zdjęciu." I był już coraz bardziej zniecierpliwiony. No i się rozłączyłam i przepłakałam cały dzień.

Co to do cholery ma być? Ty jeszcze od niego telefon odebrałaś? Było rzucić mu słuchawką 10 razy toby się może ciamajda ocknął.

Przecież Ty masz syndrom ofiary, bezpłciowej siostrzyczki, którą się po główce głaszcze, takiej pipki-lebiodki. Rany koguta, żebrać o przyjazn damsko męską u gościa który Cię w taki sposób potraktował!

le vent napisał/a:

.

A on... szczerze się zdziwił. I zaczął się wykręcać. Powiedział, że nie sądził, że to tak daleko zaszło z mojej strony, że się tego zupełnie nie spodziewał, że to bardzo źle, bo nie możemy ze sobą sypiać, bo się uzależnię od niego psychicznie i będę cierpieć. I że on też tego nie chce, bo to dla niego też będzie trudna sytuacja. A potem zaczął wymyślać kolejne najróżniejsze argumenty: że ma dzieci w moim wieku, że moi rodzice by mnie zabili (wtf? ja mam 32 lata!), że ludzie będą plotkować, że wykorzystał młodą kobietę (wtf?), że ma rodzinę (a to, że u mnie siedzi do nocy lub spędza ze mną cały dzień to rodzinie to nie przeszkadza?)

To, co on wygaduje to są BZDURY. Pisałam Ci już wcześniej, że ta z tą żoną to jakaś krzywa akcja jest? Że gość może doskonale grać i paść swoje ego Twoim kosztem?

le vent napisał/a:

Że mógłby mnie całować i przytulać, ale boi się, żeby to nie był krok do czegoś więcej.

YHYHYHYHYHYHYHYHYHYHYHYHYHYYHHY

No to albo jest gejem, albo stuprocentowym impotentem. Bo w platoniczne obcałowywanie się to ja nie wierzę.

le vent napisał/a:

Ale że on jest otwarty i jeżeli ja dalej będę się chciała spotykać z nim tak jak dotąd na przyjacielskich zasadach, i jeździć na wycieczki, i rozmawiać, to on też chce. Dwa razy mnie obejmował i przytulał, a w końcu objął mnie, pocałował w głowę i zapytał: Będziemy przyjaciółmi?

Uważam go za xuja i skur@@@@@a. Serio. Bo skurwysyństwem jest proponowanie czegoś takiego zakochanej osobie, która PIĘĆ MINUT WCZEŚNIEJ WYZNAŁA CI MIŁOŚĆ.

le vent napisał/a:

  zapytałam, co sobie myślał, idąc do mieszkania samotnej kobiety na kolację z alkoholem, a on odparł najniewinniej w świecie, że myślał, że chcę mu po prostu pokazać moje mieszkanie i porozmawiać sobie z nim, i zupełnie nie spodziewał się żadnych wyznań z mojej strony. I że jeśli jestem w nim zakochana i to mnie boli, to muszę sobie z tym sama poradzić, bo on mi nie może niczego zaoferować (w sensie romansu). Nawet jednorazowo. I żebym go też zrozumiała. Bo jakbyśmy mieli romans, to ja bym cierpiała, a dla niego to też byłoby bardzo trudne.

Już napisałam Ci wyżej, co o nim sądzę. To co piszesz tylko utwierdza mnie w tej opinii.


Pytasz, co o tym myśleć.

Ja sobie myślę tak: ta kultura, ogłada, "ęą", kolacyjki, zwiedzania i dyskusje o sztuce czy modelach sztućców z okresu Księstwa Warszawskiego - to wszystko to tylko pozory. Złoty papierek. Trafiłaś na wampira energetycznego. Ten gość karmi się takimi jak Ty - idealistycznymi, uczuciowymi i uczciwymi osobami, które sądzą, że za tymi pozorami kryje się dżentelmen, mężczyzna z minionej epoki, który szanuje kobietę. Ale ten koleś NIE SZANUJE Twoich uczuć i nie jest (i nigdy nie był) Twoim przyjacielem. Przecież on Ciebie nie traktuje na równi ze sobą - jesteś taką słodką zabaweczką, z którą można się pokazać, iśc na winko, za rączkę potrzymać, popatrzeć w oczka - ale nie traktuje się jej jak równorzędnego partnera! Do tego te żenujące wymówki - przecież to kpina, Ty nie jesteś nastolatką podkochującą się w nauczycielu!!!!


Co do czyjejś tam wypowiedzi o możliwościach i potrzebach seksualnych mężczyzn w "tym"wieku: pokazałam ten wątek mojemu Ojcu, który ma 62 lata i młodszą o 9 lat żonę, przeszedł chemio- i radioterapię, prowadzi niezdrowy, siedzący tryb życia i bardzo dużo pracuje. Odpowiedział, że nadal sypia ze swoją żoną (co prawda sprawność nie ta co za młodu, ale nadal daje radę), że kobiety nadal mu się podobają i że gdyby był wolny, to po zaproszeniu przez Ciebie do meiszkania, po tych czekoladkach i winie skończylibyście wieczór w łóżku.
I że facet, którego opisujesz, jest albo gejem, albo ma straszne problemy z hydrauliką i kompleksy, albo jest zwyczajnym draniem, który "podbija sobie bębenek" Twoim kosztem, a na boku ma inną (inne) a do tego potwornie boi się jakichkolwiek zobowiązań w Twoją stronę.

Daj sobie spokój z "przyjaźnieniem" się, odstaw go od emocjonalnego cycka (czyli tych Waszych porąbanych platonicznych spotkań), nie odbieraj telefonów, a jak odbierzesz to rzuć słuchawką, jak się zbliży z tymi czekoladkami i kwiatkami to mu je na głowie rozwal albo wyrzuć na jego oczach do kosza czy rowu I PRZEDE WSZYSTKIM SKOŃCZ Z TĄ ŻEBRZĄCĄ POSTAWĄ. Bo ona jest kompletnie aseksualna. I przestań go idealizować, bo ten pan bynajmniej ideałem nie jest.

117

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Taka myśl mi przychodzi do głowy: jestem tak odpychająca, że nawet "stary" facet mnie nie chce...

Wiem, że to uproszczenie, i na dodatek dość irracjonalne, ale boli.

Ale przede wszystkim - pomijając już ten mój osobisty ból - tak bardzo tęsknię za NIM... Za chwilą ciepła, bliskości, czułości - właśnie z nim... Przecież większość mężczyzn w takiej sytuacji skorzystałaby z "okazji". A on mi jeszcze powiedział w niedzielę przez telefon, że był totalnie zaskoczony i nie wiedział, jak się w tej sytuacji zachować...

Taki nieszczery czy taki naiwny? W tym wieku???

Ja bym zrobił to samo na jego miejscu. Są ludzie którzy spotykają się dwa lata zanim stwierdzą że łączy ich więź wystarczająca do związku!!! Seks jest połączeniem dusz na poziomie ezoterycznym i jedynie wielka więź między ludźmi pozwala na takie połączenie inaczej seks jest taki sam jak u zwierząt. On to rozumie i nie chce się śpieszyć. Prawdopodobnie zauroczyłaś się ale to nie jest miłość i on się tego boi.

118

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Dzięki wam wszystkim za odpowiedzi!

Zgadzam się z Wami w wielu punktach.

Najbardziej chyba z batszebą - w sensie, że nie powinnam żebrać o bliskość, o uczucie. Wiem, ze to straszne i poniżające. Ale byłam tak załamana, że nie moglam się pogodzic z myślą, że to już koniec. Że zostałam definitwnie odrzucona.

Też uważam, że normalny facet nie zachowałby się tak jak on tamtego wieczoru.

Najgorsza jest myśl, że on np. sypia z kimś innym. Z tą całą żoną w separacji albo z jakąś inną kobietą. A wiem, że z racji swojego zawodu ma mnóstwo znajomych...

MrSpock - może być tak jak piszesz, ale on mimo wszystko nie wydaje się być typem takiego "ezoterycznego" mężczyzny. Za dużo mówi i żartuje o kobietach, seksie, etc.

Jeszcze taka ostatnia uwaga: już po tej całej rozmowie, o 1:30 w nocy, on dzwonił po taxi, ale taxi nie przyjechała. Na to on do mnie: "bo jeszcze zostanę do rana". Popatrzyłam na niego zaskoczona, a on na to z uśmiechem: "Żartuję". I zamówił taxi z innej firmy.

Czujecie to? W takiej sytuacji - on jeszcze pozwolił sobie na taki idiotyczny "żart". A moje poczucie włąsnej wartości w tym momencie sięgnęło dna.

"Myślałem, że chcesz mi po prostu pokazać swoje mieszkanie". Gdyby to nie było takie żałosne, to możnaby się nawet pośmiać.

119

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Cholera no, a nie mówiłam...

Kolejny uroczy egoista dbający jedynie o wygodę własnej dupy...

Ty nic nie zrobiłaś- poza tym, że poleciałaś bez osłon. To on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za to, co oswoił.

Olej go. Za jakiś czas nawet przestaniesz go lubić.

120 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-10-13 21:13:51)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Ad rem, ale jak dokładnie rozumiesz jego zachowanie? Że po prostu miło mu się spędzalo ze mną czas i nie myślał o ewentualnych konsekwencjach z mojej strony?

121

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Jeszcze taka ostatnia uwaga: już po tej całej rozmowie, o 1:30 w nocy, on dzwonił po taxi, ale taxi nie przyjechała. Na to on do mnie: "bo jeszcze zostanę do rana". Popatrzyłam na niego zaskoczona, a on na to z uśmiechem: "Żartuję"..

Szkoda że nie trafił na mnie, bo albo dostałby w twarz, albo zrzuciłabym go ze schodów. Serio. Do tego rozdarłabym się tak, że sąsiedzi wezwaliby policję. Urządziłabym mu taką akcję, że by dochodził do siebie przez tydzień smile


La vent, odłóżmy na chwilę seks na bok. Ja uważam go za xuja, ponieważ po pierwsze (co pisałam Ci już wcześniej) on był (i jest) z Tobą nieszczery, a po drugie nie traktuje Cię jak równorzędnego partnera. Ukoronowaniem jest chociażby ten żałosny tekst powyżej, propozycje "przyjaźni" po Twoim wyznaniu czy bajdurzenie o pokazywaniu mieszkania (dobrze, że nie kolekcji znaczków). Szkoda, że jeszcze nie pogłaskał Cię po głowie i w czółko nie pocałował. Platonicznie rzecz jasna.

I jeszcze jedno: szarmanckość wcale nie oznacza prawdziwego szacunku. Można otwierać przed kobietą drzwi, przynosić jej wino czy całować w rękę, a jednocześnie gardzić nią za fakt przynależności do naszej płci i traktować tylko jako zdobycz, którą należy omotać (seks do tego wcale nie jest potrzebny).

Spojrzyj trzeźwo na tego gościa i przestań się przed nim płaszczyć - ręczę Ci, że gdybyś wtedy w nocy strzeliła pięścią w stół, zrobiła mu taką rasową awanturę itd. to on po ochłonięciu pewnie sam zacząłby za Tobą łazić (rzecz jasna byłaby to dziecinada, ale myślę, że to ten typ mężczyzny.)

122

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Ad rem, ale jak dokładnie rozumiesz jego zachowanie? Że po prostu miło mu się spędzalo ze mną czas i nie myślał o ewentualnych konsekwencjach z mojej strony?

O madafaka dziewczyno, jakby mu się zle z Tobą czas spędzało, toby za żadne skarby świata nie wlazł do Twojego mieszkania, uwierz.

Czy Ty nadal nie rozumiesz, że gość wampirzy emocjonalnie?

123

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Jemu było dobrze- miłe towarzystwo ładnej kobiety zapatrzonej w niego jak obrazek i żywo reagującej na słowa, żarciku, dwuznaczności. No to miłe przecież, prawda?
Ego rośnie, puchnie jak balonik. Pasł się Twoją uwagą i emocjami pozytywnymi jak kleszcz krwią.
I widocznie- debil- nie pomyślał przez chwilę nawet jak Ty się czujesz. No bo skoro jemu jest dobrze...
A Ty rzutowałaś swoje odczucia na niego- po jego zachowaniu spodziewając się, że czuje podobnie do Ciebie...

Jak ktoś wcześniej napisał- takie podbudowywanie ego czyjąś uwagą może być ok- jeśli obie strony czerpią z tego korzyści, obie strony tak widzą daną sytuację.
A tutaj brał on, Ty dawałaś.

Aaa, i gówno prawda, że nie widział że się wkręcasz. Chyba że jest ślepy jak kret i ma 0 inteligencję emocjonalną.
Widział. To go głównie gilało. Uj.

124

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
ad rem napisał/a:

Aaa, i gówno prawda, że nie widział że się wkręcasz. Chyba że jest ślepy jak kret i ma 0 inteligencję emocjonalną.
Widział. To go głównie gilało. Uj.

Oczywiście, że widział. Z niewkręconą i niewpatrzoną nie byłoby tak fajnie. A jak go jej szczerość i romantyzm musiał kręcić!

125 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-10-13 21:23:14)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Batszeba- całowanie było- w główkę (jak córkę) zamiast czółka.

Mądrze rzeczesz kobieto, szkoda że nie przemawiałaś tak do mnie z pół roku temu:D

126

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
ad rem napisał/a:

Baszteba- całowanie było- w główkę (jak córkę) zamiast czółka.

Mądrze rzeczesz kobieto, szkoda że nie przemawiałaś tak do mnie z pół roku temu:D

Szkoda, że ja sama do siebie nie przemawiałam tak dwa lata temu. I piętnaście lat temu. Oszczędziłoby mi to wielu rozczarowań.

127

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
batszeba napisał/a:
ad rem napisał/a:

Baszteba- całowanie było- w główkę (jak córkę) zamiast czółka.

Mądrze rzeczesz kobieto, szkoda że nie przemawiałaś tak do mnie z pół roku temu:D

Szkoda, że ja sama do siebie nie przemawiałam tak dwa lata temu. I piętnaście lat temu. Oszczędziłoby mi to wielu rozczarowań.

Widać trzeba na swoich błędach.
Ja nie mogę przeżyć, że się tak dałam..

128

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Teraz przypomniałam sobie jeszcze jeden jego tekst z tamtego wieczoru - mistrzostwo świata: zapytałam się go, czy nie zrobić mu może kawy, a on na to, że nie, bo po kawie byłby pobudzony i mógłby się na mnie rzucić. : )))))

Zdziwiłam się trochę, bo to nie było raczej gadanie w jego stylu, ale pomyślałam, że tak palnął po alkoholu.

No ale jak doszło co do czego, to się rzucił... do ucieczki : )))))

Jest mi strasznie smutno, jestem zła, że tak się dałam w to wszystko wkręcić, ale staram się śmiać przez łzy, żeby go sobie obrzydzić.

129

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?
le vent napisał/a:

Teraz przypomniałam sobie jeszcze jeden jego tekst z tamtego wieczoru - mistrzostwo świata: zapytałam się go, czy nie zrobić mu może kawy, a on na to, że nie, bo po kawie byłby pobudzony i mógłby się na mnie rzucić. : )))))
.

Fucking moron.


Czy Ty naprawdę nie widzisz, że NIGDY nie byłaś dla niego równorzędnym partnerem?

130 Ostatnio edytowany przez le vent (2015-10-13 22:35:29)

Odp: chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Cały czas się zastanawiam: czy on jest taki głupi (pomimo tego całego swojego "wyrobienia"), czy taki perfidny.

Posty [ 66 do 130 z 217 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » chyba się zakochałam, ale... czego on chce?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026