kammiś napisał/a:Współczuję ojca.
Oj dziękuję ale niepotrzebnie. To był super facet, jeden z najlepszych ludzi jakich znałem, bardzo lubiany przez otoczenie i o zgrozo przez młodzież, którą też zwykł traktować szorstko ale konkretnie. Chyba za to go właśnie lubili, że z nim A było A, a czarne było czarne. W dodatku wielu z nich nie raz prosiło go o pomoc i ją otrzymało.
kammiś napisał/a:Przykład - ja tuszuję swoją niechęć do kobiety żyjącej jak panna lekkich obyczajów.
Ja nie muszę tuszować, bo do takich panien nie czuję żadnej niechęci. Nie robi mi różnicy czy to chłopak zalicza nastą panienkę czy dziewczyna nastego chłopaka. Jak ktoś lubi, to jego sprawa. Jeśli bierze za to pieniądze tym bardziej nic do takiej kobiety nie mam. Profesja jak profesja. Jeśli chcesz szczerości, to akurat wg mnie i wielu innych ludzi fach prawnika jest dużo bardziej kur....ski niż ten tak powszechnie określany. Żeby nie było, mój fach też jest trochę kur.....ski. Mam czuć się lepiej bo się puszczam trochę inaczej niż zwykła dziwka?
kammiś napisał/a:On ironizuje i daje jej do zrozumienia, że jest kim gorszym.
To akurat rozumiem, swój chłop - zna się na rzeczy 
kammiś napisał/a:A to, o czym Snake pisze i takie traktowanie dziecka (tak, że ma siniaki) to dla mnie patologia.
A najlepsze, że od ojca dostałem w życiu może ze 3-4 razy. Ojciec był jak przełamująca szarża husarii, interweniował tylko w sytuacjach ekstremalnych. W zwykłych przypadkach lała nas mama. Lanie dostawaliśmy w dwóch przypadkach. Jeśli okłamaliśmy rodziców oraz kiedy nas przyłapali na bójkach między sobą. Lubicie bójki, to polubicie też i pasa
Niestety obiektywnie rzecz biorąc miało to słabe właściwości dydaktyczne, a raczej trochę pokrętne
Nauczyłem się całkiem nieźle kłamać, znaczy kłamstwo musi być wiarygodne, mieć swoją legendę i możliwe scenariusze alternatywne. A ze starszym bratem nauczyliśmy się bić w zapiekłej ciszy. Nieraz krew się lała ale było cicho
Żeby się rodzice dowiedzieli musiałby ktoś się poskarżyć. Najpewniej ten co obrywał, czyli ja (byłem 4 lata młodszy) ale ja nigdy się nie poskarżyłem i do każdej kolejnej bójki przystępowałem tak samo ochoczo i z taką samą zaciętością. Niestety młodszy brat jak obrywał od najstarszego albo ode mnie (przeważnie) nie miał tej kindersztuby i skarżył się zawsze
Nie mogłem mu przetłumaczyć, że jak pójdzie naskarżyć to ja dostanę ale on również, bo mama lała w takich przypadkach obydwu 
kammiś napisał/a:Ale żeby mieć SINIAKI?
Ojciec był silny facet, a wtedy w nerwach złapał pierwsze co było pod ręką czyli porządną, grubą skakankę. I bardzo dobrze, że nas zlał, bo nam wtedy zupełnie odwaliło. Odstawialiśmy z bratem jedną z wielu tych zacięto-milczących bójek kiedy niestety nakryła nas mama. Biliśmy się tak na poważnie i w tak zapiekły sposób, że mama w czasie próby rozdzielenia nas została po prostu poturbowana. Przez przypadek ale jednak. Pobiegła po ojca, a ojciec wpadł do domu tak wku....ny, że najrozsądniej było spieprzyć przez okno, nawet mimo tego, że to było I piętro. Ojca tak wku...nego widziałem 2 razy w życiu. W obu przypadkach chodziło o zdrowie jego żony.
A co do tamtych czasów, to w każdej szkole do jakiej chodziłem nikt nie robił sensacji jak nauczyciel przyłożył uczniowi. Nikt się nie skarżył rodzicom, bo na 99% oznaczało to powtórkę lania w domu 
Co ciekawe nigdy nie dostałem lania za bójki poza domem z obcymi chłopakami, choć czasem wieści o tym docierały do domu. Czasem przyczłapała czyjaś babcia, że ****** nakopał w rzyć jej wnusiowi. Na to akurat rodzice patrzyli jednym okiem
Chcesz się bić, to bij się poza domem i nie ze swoimi braćmi. Bracia to rodzina, a rodzina, to świętość. Niestety przeważnie nikt tak mnie nie potrafił wkur....ć jak rodzony brat
Okazało się jednak z czasem, że byliśmy jak trzej muszkieterowie...