Czyli te pieniądze przyznali Ci słusznie. Należało się bo dzięki nim miałaś łatwiej nieco aby się rozwijać.
Podobne tematy
132 2015-08-21 00:11:48 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 01:27:49)
A nie palą Cię te pieniądze ze stypendiów w rączki? napisałaś, że aż 3 stypendia bierzesz.
Jesteś bogata z domu, zarabiasz, stać Cię na mnóstwo rzeczy na które nie stać większości. I jeszcze wyciągasz rękę po pieniądze podatnika?
Nie wstyd Ci?Jestem za tym aby uczelnie wypłacały stypendia naukowe, socjalne.
Ale osobom naprawdę potrzebującym. Powinno być kryterium dochodowe także w przypadku stypendium naukowego.
Wedle przepisów należy Ci się ale jest to nieuczciwe. Niemoralne.
Niemoralne?
Niemoralne jest to że mając średnią 4,75 na jednym kierunku, 4,7 na drugim, w obu grupach mając najlepszą średnią, będąc przewodniczącą koła naukowego, publikując artykuły takie same jakie publikują doktoranci i zausuwając DUŻO WIĘCEJ niż inni biorę stypendium?
Wybacz - jesteś śmieszna w tym, co teraz powiedziałaś.
Wiesz co robię dzisiaj calutki dzień? Siedzę przed 15 książkami z 20 zakładkami do różnych ustaw i piszę artykuł, a inni się bawią.
Ale nie, właśnie tacy jak Ty powiedzą mi, że to co robię jest niemoralne
W takim razie jeśli ktoś bierze wypłatę to też jest niemoralne ![]()
Zobacz sobie jakie są wymogi na stypendium ministra. I tak, wzięłam te kilkanaście tysięcy za swoją CIĘŻKĄ PRACĘ, bo farta nie miałam.
Kleomo droga - chciałaś mnie zwyczajnie obrazić - udało Ci się.
Bo akurat to stypendium rektorskie i ministra to jest coś, na co w życiu najbardziej ZAPRACOWAŁAM.
Pracę u ojca miałabym tak czy siak. Utrzymanie również.
Ale tutaj po prostu ZAPRACOWAŁAM zarwanymi nockami, rezygnacją z życia towarzystkiego, zharatanymi nerwami, rezygnacją z podróży, pisaniem w wakacje podczas gdy inni się lenią (na przykład teraz), ograniczaniem czasu na życie osobiste, po części również zdrowiem (od nerwów ma problem z jelitami).
Więc swoje chore twierdzenia, że mi się nie należy wsadź sobie.. gdzie chcesz.
Eileen, no oczywiście, nie ważne że wstaliśmy o tej samej godzinie a on już śpi a ja dalej piszę, ale jutro specjalnie wstanę o 7, żeby księciu zrobić kawę, bo tak trzeba
(to ironia oczywiście
).
Mój facet akurat na to nigdy nie narzekał. Narzekał na to, że czasem jestem smutna (miałam chwilową depresję), ale nigdy nie narzekał na to, że nie ma podanego wszystkiego pod nos, bo w domu rodzinnym on i ojciec też nie mieli. Matka jest notariuszem i zapewne kobieta nie ma chęci rezygnować z siebie, swojej pracy i swoich pasji bo książętom trzeba było usługiwać ![]()
Kochana Kleomo, część mojego stypendium ministra poszła na spinki do mankietów (prezent) dla mojego faceta, radcy prawnego - wspólnika zarządzającego. Idź wszcząć protest, bo wydałam SWOJE pieniądze tak, jak mi się to podobało i trafiły do człowieka, który nie jest biedny.
Część rektorskiego z maja poszła na leczenie kota, jego usg, pobieranie krwi, wpadnij w szał, bo kot ma lepiej niż biedni ludzie (tak, w moim domu kot ma lepiej niż ja
).
Część na wycieczki, wakacje, kino, fitness i inne "pierdoły" ![]()
Część na książki - tragedia, nie naukowe, tylko porno-książki ![]()
I tak, jak mówiła Eileen - te wycieczki, wakacje, fitness, książki a'la Grey to jest moja nagroda, na którą sobie jak widać zasłużyłam. Wybacz, opinia rektora i ministra jest dla mnie bardziej przekonująca niż opinia szanownej Kleomy.
Wpadnij w depresję, bo przecież to takie niemoralne, niesprawiedliwe, nieuczciwe!
Pieniądze na rozwój dostaję od rodziców. Opłacają mi lekcje z legal english i szkolenia. Stypendium po części odkładam, po części wydaję. Większość raczej odkładam na osobnym koncie i nie ruszam, część jest na lokacie. Idź protestuj, bo inni tego nie mają i będzie im potem ciężko.
A teraz pomyśl, ile PRACY ja włożyłam w to co robię. Więcej niż na etacie, dużo więcej, wierz mi. Czasami więcej niż ten mój biedny, źle żywiony facet w swojej firmie.
Ja wkładam w to pracę nawet W WAKACJE. CAŁY CZAS. Ja jestem w kontakcie ze swoim opiekunem naukowym 7 dni w tygodniu. Nie ważne nawet, czy któreś z nas jest na wyjeździe.
I pomyśl, jaka jesteś niesprawiedliwa. Skoro mi się te pieniądze nie należą, to pracującym na etacie również nie.
Kleomo droga - każdy wydaje swoje WŁASNE pieniądze na to, na co chce. I wcale nie musi pamiętać o tym, że ktoś gdzieś nie ma bo coś tam.
Gwoli podsumowania:
Rozliczy nas FISKUS. Na pewno nie Ty. A przekrętów żadnych na sumieniu nie mam.
Poza tym stypendia są nieopodatkowane
Ta-dam! Następna niesprawiedliwość. Biorę kasę i nie płacę podatku dochodowego mimo że daaaawno przekroczyłam próg na tych stypendiach! Tragedia! Zacznij robić protesty pod Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Albo idź do moich wykładowców i powiedz (podam Ci swoje dane na te okazje
) że tej i tej sie nie należy
Wyśmieją Cię, bo wiem, jakie mają do mnie podejście
A, jeszcze powiedz im, że sobie kupiłam za te stypendium gacie, a ktoś ich nie ma. To jest Twój tok rozumowania.
PS Zainteresuj się jeszcze stypendiami doktoranckimi (wyższe niż studenckie), bo biorą je zamożni ludzie
Często doktorat robią już radcy prawni i adwokaci z własną kancelarią
(tak było w przypadku mojego faceta, jedna pani magister już jest wziętą panią mecenas również). Idź robić strajk. To takie niemoralne, takie nieuczciwe, że za swoje wyniki, za swoje publikacje, za współautorstwo książek naukowych i podręczników dostają pieniądze z budżetu państwa mimo że są adwokatami i dobrze zarabiają. I to w dodatku od tego stypendium nie płacą podatków.
A, przyjrzyj się jeszcze temu że mamy zniżki bez względu na wysokość dochodów.
Doktoranci nawet do 35 roku życia a wtedy często dużo zarabiają.
Nie ma co, przecież musisz przeprowadzić zamach stanu (uważaj, grozi za to nawet dożywotnie pozbawienie wolności), zmień ustrój na despotyczny i sama uchwal swoje sprawiedliwe prawo ![]()
A tak poważnie:
Wbij sobie do głowy, że ludziom pieniądze należą się za PRACĘ, ZDOLNOŚCI I OSIĄGNIĘCIA, a nie z racji tego, żeby komuś było łatwiej. Znajdź mi pracodawcę, który ma na celu wyrównywanie nierówności społecznych ![]()
Jak będziemy płacić ludziom za to, że istnieją, to nigdy nie będzie dobrze.
Znam wiele osób, które biorą stypendium socjalne i wiecie na co ono idzie? Na WARUNKI bo nie zdali egzaminów. Ale chociaż tyle, że wraca do uczelni i nasz wydział jest nowoczesny.
Znam chłopaka, który bierze stypendium socjalne i pochwalił się na facebooku, że wypił 600 piw w tym roku akademickim. Świetnie! Na to chcesz dawać pieniądze ZA NIC ![]()
PS
Kleomo, nie jestem obrzydliwie bogata. Ubzdurało Ci się coś. Nie mam rodziny milionerów i nie jestem dzieckiem Kulczyka.
Moja rodzina żyje po prostu na pewnym poziomie, gdzie nie trzeba się martwić o pieniądze, bo one po prostu są.
Nie mamy prywatnego jachtu, ferrari, samolotu, 15 samochodów. Nie mam sprzątaczki, gosposi ani żadnej innej obsługi.
Żyję kochana moja na NORMALNYM poziomie i nie wstydzę się tego. Mam mieszkanie, jeden samochód i nie muszę się martwić, że idąc do muzeum, jadąc na wakacje czy kupując sukienkę za 150 zł (bo nie, nie kupuję takich za 10 tysięcy) nie starczy mi do pierwszego.
Nie rozumiem dlaczego w Polsce coś takiego jest postrzegane jako bycie "obrzydliwie bogatym".
Chcesz wiedzieć jak wygląda moje życie? Mam zwyczajne mieszkanie w kamienicy (fajnie, bo cicho i na zielonym osiedlu), bo przepisali mi je dziadkowie (wiele wnuków ma mieszkanie po dziadkach), 3 pokoje pierwotnie - podzielone na 4, bo potrzebujemy z facetem każde tylko własnego pokoju do pracy. Mam samochód, nie mehcedesa (jak ktoś napisał w innym wątki, nie wiem czy nie Ty), Dacią sobie jeżdżę, bo przecież muszę jakoś dojechać na uczelnię i do kancelarii, a nie mieszkam bliziutko centrum. Mam swoje mężczyznę i kota. Akurat na kota idzie spora część moich pieniędzy, bo biedaczek potrzebuje diety weterynaryjnej i leków, więc wychodzi na samego kota około 200 zł miesięcznie ze wszystkim (karma, leki, żwirek, pasta odkłaczająca, raz do roku - obróżka na kleszcze 80 zł, szczepienia 150, badania krwi i usg 80). A, mam jeszcze garaż i piwnicę jako pakiet do mieszkania. Z posiadanych rzeczy mam laptopa i telefon, ale nie "jabłuszka" tylko sony i samsung. Telewizor mam. Tableta mam. Trochę książek prawniczych i ekonomicznych. Dużo ciuchów, bo jestem shopoholik i kosmetyków, bo lubię. Kosmetyki kupuję normalne, takie jak wszyscy - lubię Rimmela i od nich mam większość, więc to chyba nie jest wielki luksus. Za podkład nie płacę 400 zł, tylko 40. Kwiatów doniczkowych dużo. Lodówkę mam, zmywarkę, mikrofalę, toster, piekarnik i czajnik, tragedia!
A, mam jeszcze pralkę, zlinczuj mnie. Od czasu do czasu wyjeżdżam - na ferie byłam w Krakowie, ostatnio w Olsztynie i 2 razy w górach, we wrześniu wybieram się do Pragi. Studiuję 2 kierunki, pracuję i temu się poświęcam.
Śmieszne jest to co mówisz, bo żyję na NORMALNYM poziomie, po prostu jak widać w naszym społeczeństwie wymaga się życia na niskim poziomie. Powinnam zapewne gnieździć się z facetem w kawalerce, a kotu dawać resztki ze stołu zamiast karmy zapisanej przez weta. Mój facet ma trochę więcej niż ja, ale on ma właściwie 30 lat, więc nic dziwnego, że żyje na pewnym poziomie.
Jak widzisz nie mam żadnych dziwnych piekielnie luksusowych rzeczy, więc nie mów mi że jestem obrzydliwie bogata ![]()
Żyję normalnie, nie w luksusach, ale nie zamierzam zaniżać poziomu swojego życia, bo komuś się to podoba. Mam wrażenie że niektórzy chcieliby żebym latała codziennie w tej samej bluzce, nie miała pieniędzy na żadne szkolenie, nie pojechała dalej niż 20 km za miasto, na studiach jechała na trójach, nie znała żadnego języka, faceta miała najlepiej 18latka (bo strasznie ludzie lubią gadać, że on taki "stary") i codziennie gotowała mu obiady, styrana po 8 godzinach pracy jako sprzątaczka sprzątała i stała przy garach 5 godzin, najlepiej jeszcze jakbym była gruba i niedołężna.
Tak jest ciężko zająć się swoim życiem i przestać mieć ból tylnej części ciała tylko dlatego że ludzie mają lepszą pracę/stypendium/wyniki na studiach/znajomość języków/ciuchy/kondycję/figurę/wakacje/zarobki/partnera/zdrowie? Bo jak widzę wszystko to jest podciagane pod "krzywdzące nierówności społeczne" i jak ktoś ma z czymś lepiej, to od razu jest zły (nawet z tym, że ja nie lecę gotować facetowi zdrowego obiadku).
133 2015-08-21 01:58:12 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-21 02:12:28)
Czasem staram się, by zadbać o te małe rzeczy, a czasem mniej, zależy czy mi się chce. Niby to nic wielkiego, ale czasem nie chce się nic, to też normalne jak czasem tak bywa moim zdaniem. Lubię ładne rzeczy, no ładne według mnie, bo wiadomo każdy ma swój gust, ale np ciuchy dla mnie nie muszą być super ładne, tutaj np dla mnie liczy się bardziej wygoda, jak brzydkie przy tym to nie bardzo może, ale jak średnie to też mogą być. Do tego aż tak dużej wagi nie przywiązuję. Herbatę piję w kubkach, tak lubię, piję wodę i oprócz tego jeden czy dwa kubki dziennie czy nie zawsze codziennie, w filiżankach mniej lubię. Wolę po prostu duży kubek i czuć, że się napiłam, bo filiżanek musiałabym wypić ze 3, by być zadowolona. Kubki mam ładne, takie jakie lubię, jeden z kotem, inny z napisem klubu filmowego, gdzie chodziłam na seanse i dali kiedyś, więc to też wartość sentymentalna itp. Za to produkty lubię z ładnymi opakowaniami (chociaż jak brzydkie opakowanie i dobre działanie to też mi nie przeszkadza), z ładnym zapachem, bo to faktycznie czasem poprawia mi humor. Wspomniane chyba już kadzidełka - dla mnie ok, ale dawno nie używałam. Świeczki są fajne, ale żałuję zawsze, że ich aromat nie jest bardziej odczuwalny, ale bardziej jak się wącha. No cóż, jak ktoś ma kominek to chyba ma lepiej, bo wtedy wlany aromat do niego bardziej roztacza się w domu. Ja nie mam.
Co do mojego pokoju, to staram się dbać o porządek ogólny, ale tak, żeby było bardzo czysto i sterylnie to akurat dla mnie nigdy ważne nie było. W takich mieszkaniach czuję się wręcz dziwnie, ale oczywiście nie przeszkadza mi to, jak jestem u osoby, którą lubię, bo przecież to indywidualna sprawa jak kto lubi w swoim mieszkaniu mieć. Jak chodzi o sam wystrój to nie jest u mnie wyszukanie, szczerze mówiąc, tutaj może jestem trochę jak facet, po prostu wystrój wnętrz mało mnie interesuje
Tzn pewne detale są ciekawe i mam ochotę kiedyś coś zmienić i pewnie to zrobię, ale całościowo to mnie tak bardzo nie interesuje, więc pewnie nie podobałoby się u mnie bardzo osobie, dla której ważny jest wygląd wnętrza. Mam też dużo niepotrzebnych w sumie rzeczy, muszę trochę powyrzucać. Niemniej czasem jestem bardzo do nich przywiązana, tak mam od zawsze, ale coś tam wyrzucę. Dla kogoś mogłoby to być zbędne, dla mnie jest ważne w jakiś sposób, więc też nie będę miała minimalizmu raczej jak u kogoś kto minimalizm lubi, bo jednak lubię mieć więcej, ale po prostu trochę opróżnię, by nie było za dużo jak jest teraz. Postaram się o złoty środek tutaj hehe.
Myślę, że to jak się żyje to po prostu jest kwestia indywidualna. Jednej osobie sprawią te detale przyjemność, innej inne, a innej te detale będą np mało potrzebne.
Coaching dla mnie jest ok jak komuś pomoże, czemu nie. To już indywidualna kwestia też. Jak wszędzie pewnie są tam osoby co są tylko dla kasy, a są też osoby, które naprawdę to lubią.
Vian, ale jak coach mówi, że ktoś ma kiepskie życie, bo nie chodzi do kosmetyczki, fryzjera itp to kiepsko, no ale myślę, że tak nie mówią. To kwestia indyywidualna, jak ktoś chce to do nich przyjdzie, jak nie to nie. Jasne, że też uważam, że nie trzeba robić wszystko idealnie, by być szczęśliwą, ja nie jestem perfekcjonistką, więc dla mnie robienie wszystkiego idealnie nie jest wyznacznikiem, ktoś może tego chcieć, ale ja nie. Robię jak mogę dobrze, ale też bez usilnego starania się, by być najlepsza, bo wtedy ja bym za bardzo przejmowała się, denerwowała, a to nie jest mi w żaden sposób potrzebne. Dlatego no każdy powinien postępować jak czuje, bo jesteśmy różni. Dla Ciebie np jak pisałaś chyba makijaż nie jest ważny, dla mnie też nie, rzadko się maluję, nie przepadam. Tu też uważam, że to kwestia indywidualna, nie jest to miarą szczęścia, po prostu robi się jak się chce. Ktoś chce maluje się, ktoś nie chce, to nie albo jak się maluje to więcej czy mniej.
134 2015-08-21 02:03:16 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 02:06:11)
kammiś napisał/a:Ja jestem studentką. Dwóch kierunków. I to nie jest połączenie politologia + socjologia.
Utrzymują mnie rodzice, ale mam swoje pieniądze, w przeciwieństwie do większości osób z mojego roku.
Teraz będą mi płacić za praktykę, ale nie idę na nią dla pieniędzy.
Dostaję 3 stypendia naukowe.
Pracuję u ojca - głównie biorę to do domu, ale to nie znaczy, że to nie jest praca. Przy okazji tej pracy też się uczę, pisząc pisma procesowe.
Moją pasją jest prawo parlamentarne, prawo wyborcze, czasem zahaczam o konflikty w prawie krajowym i europejskim i o cywila. Bardzo miłe są wydawnictwa, bo co prawda nie płacą za to że coś opublikujesz (zresztą publikowanie jest w moim interesie), to np. mogę sobie wybrać książki za kwotę 500 zł.
Mogłabym się z tego utrzymać, ale nie chcę utrzymywać się na niskim poziomie, skoro dla mojego ojca moje utrzymanie to jest nic. Gdyby było to dla niego problemem, pewnie bym kombinowała. Ale skoro nie jest i on tego nijak nie odczuwa, że mi daje pieniądze, to dlaczego nie? Rodzice zwykle utrzymują swoje dzieci na studiach.Co do związku - wiesz pewnie, że jak się mieszka tylko we dwójkę, przy czym jedna osoba jest w pracy od 9 (czasem 8) do 19 (tak jest jak się ma spółkę), a druga jest pedantem i robi wszystko po sobie (zresztą pierwsza też nie brudzi), to dużo do roboty nie ma, dlatego sprzątamy rzadko. I mówiłam o sprzątaniu całego mieszkania, nie o przetarciu kibla żelem i szczotką albo wyczyszczeniu umywalki. Ale nie mam żadnego powodu, żeby codziennie sprzątać. Zainwestowałam w ten odkurzacz roomba i on robi swoje. Ale i tak mamy podział obowiązków. Sprzątanie całego mieszkania jest raz na 2 tygodnie, więc każde sprząta raz na miesiąc.
Nie ma czegoś takiego jak wielkie zmywanie, mycie okien na hurra, układanie w szufladach i na półkach. Tego nie jestem w stanie pojąć, bo u mnie się myje wszystko dokładnie zawsze po użyciu, okna myte są raz na miesiąc (raz na 2 miesiące ja, raz na 2 miesiące facet), a rzeczy odkłada się na miejsce. Świetnie oszczędza się czas. I nie ma w moim "słowniku" pojęcia "świąteczne porządki". Przed świętami robi się takie same porządki jak co 2 tygodnie. Nie zaniedbujemy niczego. Święta to dla mnie super miły czas robienia dekoracji - kocham dekorować! Dla mnie byłoby strasznie smutne, gdybym musiała zasuwać i czyścić wszystko a potem tylko ubrać choinkę. Dla mnie ma to być przyjemny czas. Nie gotuję, bo jemy u rodziców (moich lub jego), ale za to piekłam ostatnio ciasteczka. Ale ciasteczka to dla mnie gwiazdki, mikołaje, choineczki dekorowane lukrem. Były twarde jak kamienie, ale miałam frajdę
Zobacz, jakie to okropne - ludzie nawet ze świąt robią przykry obowiązek. Robią, bo wiem, znam pełno takich ludzi. Ja jestem niewierząca, ale uważam, że i tak lepiej wykorzystuję święta. Dla mnie to czas zabawy i relaksu.
Nie wiem skąd zarzut, że jestem brudaskiem, bo ja nawet swoje torebki dezynfekuję wacikiem nasączonym w wódce, żeby bakterii nie było![]()
Nie jestem też w stanie pojąć mówienia że w domu jest tyyyyyle do roboty. Uważam, że ludzie sobie dużo dokładają, bo nie mają rozplanowanych obowiązków i podzielonych między domowników. I np. dwudaniowy obiad nie jest nikomu potrzebny. Głupie, polskie przyzwyczajenia, które w dodatku są niezdrowe i produkują grubasów. Jakbym jadła codziennie obiad taki jak jedzą w większości domów (widziałam po znajomych) to zamiast 48 kilo ważyłabym ponad 60. Jeden ich posiłek zabiera im 4 godziny życia i pakuje w nich ponad 1000 kalorii. A co jest głównym składnikiem? Bezwartościowe zupy ze śmietaną lub zasmażką i obiad - ziemniaki ze smażonym kotletem. Ja dziś ugotowałam smaczny i bardzo zdrowy obiad w 20 minut, z czego przez 15 czytałam książkę siedząc na blacie żeby mi ryż nie wykipiał.
No wiec wlasnie, jak pewnie sama zauwazylas Twoj standard zycia jest zupelnie inny, od standardu jakie ma przecietna, pracujaca fizycznie rodzina z dwojka dzieci na utrzymaniu. Ty nie musisz chodzic do ciezkiej pracy, bo utrzymanie zapewniaja Ci rodzice, nie musisz sie martwic zeby nakarmic dzieci, bo ich nie masz, nawet zmieniac poscieli i sprzatac w kiblu nie musisz, bo praktycznie to wykonuje za Ciebie Twoj facet. Masz czas na poswiecanie sie swoim pasjom, czytanie ksiazek, nauke, silownie etc. Ale sa rodziny, gdzie tego czasu dla siebie w ciagu tygodnia, po prostu nie maja (bo po calym dniu ciezkiej harowki, musza odebrac dzieci ze szkoly, ugotowac im jesc,odrobic z nimi lekcje, uprac, zrobic zakupy, etc). Dlatego bez sensu jest oceniac i krytykowac obcych Ci ludzi (np. wspomniane wczesniej salowe), poprzez pryzmat swojego w miare wygodnego zycia.
My tez z moja zona mieszkamy sami we dwoje i mamy dosyc komfortowa sytuacje zyciowa, jak i na brak wolnego czasu nie mamy co narzekac - bo ona nie pracuje tylko jeszcze studiuje, no i ja mam prace, ktora moge wykonywac z racji duzego obciazenia psychicznego max 7 godz dziennie. Tak wiec mamy wolna chwile, na pojscie na plaze lub rower, zapisanie sie na jakis kurs, poczytanie ksiazek, lub po prostu wspolne polezenie na lozku. Ale gdybysmy oboje ciezko pracowali fizycznie i mielibysmy dzieci, to pewnie priorytety bylyby inne, no i czasu na odpoczynek byloby niewiele ( a co dopiero studia, lub jakies kursy doksztalcajace).Okej, a teraz powiedz mi dziecko zlote, co zrobilas na obiad w te 20 minut?( ͡° ͜ʖ ͡°)
Tak często zapominamy, że dzieci nie spadają z nieba...
Skoro im źle i ciężko, to trzeba było ich nie mieć. Ja nie mam, dobrze mi z tym.
Mieszkałam sama to sprzątałam w kiblu i zmieniałam pościel
A mieszkałam sama ponad rok, to i całe mieszkanie sprzątałam co 2 tygodnie. Teraz jest równy podział, bo z jakiej racji ja mam robić wszystko, jak on też tu mieszka?
Na obiad zrobiłam kaszę z warzywami duszonymi.
Kasza gotuje się sama, w woreczku.
Uduszenie warzyw (pomidory, papryka różnokolorowa, możesz dać cukinię, ja nie lubię, trochę kukurydzy, trochę czerwonej fasolki). 5 minut i uduszone. Przyprawy jakie lubisz. Facetowi też zostawiłam, chociaż on raczej nie przepada za takimi daniami.
Jutro jadę na rower, to przy okazji kupię sobie wędzoną rybę (uwielbiam!!!), zrobię surówkę i zjem. Bez węgli - sama ryba i surówka. Fajnie i zdrowo. Ryba dość duża i dużo surówki. Może jeszcze brokuły ugotuję.
Lubię właśnie takie proste, zdrowe dania. Brokuły się gotują - ja sobie czytam/piszę na forum/gadam z koleżanką. A nie tak stać, stać, stać. Czasem lubię postać, ale nad kolorowymi deserkami. Dekoracją stołu (to lubię!). A nie nad gotowaniem samym. Lubię ładnie układać rzeczy na talerzu. Lubię robić mini przyjęcia.
Lubię zamawiać sushi i robić sobie z facetem kolację. Obowiązkowo ma być pięknie podane.
Lubię robić koktaile. Dzisiaj zrobiłam bananowo-brzoskwiniowy na śniadanie.
Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić takiego zwyczajnego życia. Pobudka - zwykła kawa, kromka chleba - 8 godzin pracy - gotowanie, schabowy, ziemniaki - zajmowanie sie dziecmi - sprzątanie - pranie - serial - spac. Rano od nowa. Nie potrafię.
Jaki jest w tym sens, skoro to NIE CIESZY? Jest dużo małych rzeczy które cieszą. Dlaczego mam nie mieć świeżych kwiatów w wazonie? Dlaczego mam nie kupić sobie kadzidełek? Dlaczego mam nie kupić zapachowych świeczek? Dlaczego nie zrobić sobie kapieli z olejkiem (tak mi się marzy, a mam alergię! nie potrafię zrozumieć ludzi którzy tego nie robią jeśli mogą. mi został "Biały jeleń" i to aż boli psychicznie). Dlaczego miałabym spać pod zwykłą białą pościelą skoro chcę mieć pościel w koty? (taki mój fetysz, kocham koty
)? Dlaczego mam nie robic ciasteczek w gwiazdki i choineczki choćby były twarde jak kamienie i nikt ich nie jadł (do dziś leżą od świąt
). Dlaczego mam nie napisać tego artykułu, nawet po nocach, nie iść na konferencje, skoro daje mi to satysfakcję?
Mój facet powiedział kiedyś, że podoba mu się we mnie to że kojarzę mu się w połowie z małą dziewczynką, a w połowie z taką zdecydowaną czasem sukowatą kobietą
Nawet mój dom jest pełen sprzeczności. Wystarczy spojrzeć na sypialnię. Z jednej strony beżowo - czerwone ściany (dużo czerwieni) i czarno-biała Marylin w antyramach, czerwony dywan, toaletka, kosmetyki i perfumy, czerwone świece, z drugiej strony misie do których mam sentyment i są cudowne. Z jednej strony potrafiłam kłócić się jak prawdziwa wredna sucz na spotkaniach politycznych (czego on nie widział, ale tak było, miałam konflikty i nie byłam bezbronna) albo potrafię być wredna dla jednej dziewczyny z grupy (ona była wredna dla mnie najpierw) a z drugiej strony nie potrafię przejść obojętnie obok cierpiącego zwierzęcia, nawet pszczołę wyławiałam z kałuży. Z jednej strony nie interesują mnie ludzie i nie czuję z nimi solidaryzmu społecznego, z drugiej jak kogoś lepiej poznam i uznam, że ta osoba jest dla mnie ważna, to jestem bardzo lojalna, nawet jeśli ta osoba robi coś czego robić nie powinna. Przywiązuję się wolno, ale na długo. Z jednej strony uwielbiam być prelegentką albo organizatorką konferencji na uczelni, z drugiej strony dostaję prawdziwej euforii w sklepie Bukowskiego w Krakowie (to ten z misiami koło Rynku). Z jednej strony ktoś pomyśli że nie lubię pomagać (czytając moje posty, ale też niektórzy co znają mnie tak trochę, ale nie dobrze, tak właśnie myślą, bo jestem z tych co nie lubią odwalać roboty za innych i robić tego nie będą - nie daję np. 300 stron własnoręcznie robionych notatek każdemu - tylko bliższym kolegom, to się bardzo ludziom nie podobało), z drugiej strony mam w adopcji wirtualnej konia, mój ojciec też, mój facet kozę (wszyscy za moją bardzo nachalną i męczącą namową, ale skutek jest). Z jednej strony jestem wygodnicka, z drugiej wychodziłam z anginą (jak mieszkałam sama) w deszcz dawać jeść kotom. Potrafię być bardzo spokojna, pomocna i miła, ale też wredna jak cholera. Tutaj pewnie widać moją wredniejszą stronę, ale tematy są takie, a nie inne. Jakby było o pomocy zwierzakom, to byłabym prawdziwym społecznikiem.
Z jednej strony bardzo nie lubię dzieci (unikam jak tylko mogę), z drugiej uważam, że zakaz fizycznego karcenia nieletnich (tak sie to w prawie nazywa) jest jak najbardziej zasadny. Uważam, że niekrzywdzenie to podstawa, ale ja osobiście nie muszę uśmiechać się do dzieci, które się na mnie gapią. Niektórzy moją niechęć do tych istot traktują jako coś, co automatycznie klasyfikuje mnie jako złego człowieka, mimo że nikogo nie krzywdzę.
Nie da się mnie jednoznacznie sklasyfikować jako dobrej lub złej, chociaż niektórzy tutaj usilnie próbują ![]()
Czasem staram się, by zadbać o te małe rzeczy, a czasem mniej, zależy czy mi się chce. Niby to nic wielkiego, ale czasem nie chce się nic, to też normalne jak czasem tak bywa moim zdaniem. Lubię ładne rzeczy, no ładne według mnie, bo wiadomo każdy ma swój gust, ale np ciuchy dla mnie nie muszą być super ładne, tutaj np dla mnie liczy się bardziej wygoda, jak brzydkie przy tym to nie bardzo może, ale jak średnie to też mogą być. Do tego aż tak dużej wagi nie przywiązuję. Herbatę piję w kubkach, tak lubię, piję wodę i oprócz tego jeden czy dwa kubki dziennie czy nie zawsze codziennie, w filiżankach mniej lubię. Wolę po prostu duży kubek i czuć, że się napiłam, bo filiżanek musiałabym wypić ze 3, by być zadowolona. Kubki mam ładne, takie jakie lubię, jeden z kotem, inny z napisem klubu filmowego, gdzie chodziłam na seanse i dali kiedyś, więc to też wartość sentymentalna itp. Za to produkty lubię z ładnymi opakowaniami (chociaż jak brzydkie opakowanie i dobre działanie to też mi nie przeszkadza), z ładnym zapachem, bo to faktycznie czasem poprawia mi humor. Wspomniane chyba już kadzidełka - dla mnie ok, ale dawno nie używałam. Świeczki są fajne, ale żałuję zawsze, że ich aromat nie jest bardziej odczuwalny, ale bardziej jak się wącha. No cóż, jak ktoś ma kominek to chyba ma lepiej, bo wtedy wlany aromat do niego bardziej roztacza się w domu. Ja nie mam.
Co do mojego pokoju, to staram się dbać o porządek ogólny, ale tak, żeby było bardzo czysto i sterylnie to akurat dla mnie nigdy ważne nie było. W takich mieszkaniach czuję się wręcz dziwnie, ale oczywiście nie przeszkadza mi to, jak jestem u osoby, którą lubię, bo przecież to indywidualna sprawa jak kto lubi w swoim mieszkaniu mieć. Jak chodzi o sam wystrój to nie jest u mnie wyszukanie, szczerze mówiąc, tutaj może jestem trochę jak facet, po prostu wystrój wnętrz mało mnie interesuje
Tzn pewne detale są ciekawe i mam ochotę kiedyś coś zmienić i pewnie to zrobię, ale całościowo to mnie tak bardzo nie interesuje, więc pewnie nie podobałoby się u mnie bardzo osobie, dla której ważny jest wygląd wnętrza. Mam też dużo niepotrzebnych w sumie rzeczy, muszę trochę powyrzucać. Niemniej czasem jestem bardzo do nich przywiązana, tak mam od zawsze, ale coś tam wyrzucę. Dla kogoś mogłoby to być zbędne, dla mnie jest ważne w jakiś sposób, więc też nie będę miała minimalizmu raczej jak u kogoś kto minimalizm lubi, bo jednak lubię mieć więcej, ale po prostu trochę opróżnię, by nie było za dużo jak jest teraz. Postaram się o złoty środek tutaj hehe.
Myślę, że to jak się żyje to po prostu jest kwestia indywidualna. Jednej osobie sprawią te detale przyjemność, innej inne, a innej te detale będą np mało potrzebne.
Coaching dla mnie jest ok jak komuś pomoże, czemu nie. To już indywidualna kwestia też. Jak wszędzie pewnie są tam osoby co są tylko dla kasy, a są też osoby, które naprawdę to lubią.
E tam, nie przejmuj się. Ja mam misia z różową kokardą, figurki - koty i nagrodę z 6 klasy i się nie przejmuję
I nie wyrzucę, choćby mi kazali! ![]()
136 2015-08-21 02:13:41 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-21 02:31:16)
Aha to fajnie
No tak, u mnie niektóre rzeczy to są zbędne, ale takie z naprawdę wartością sentymentalną też zostawię, nawet jak będą stare. No bo pewnie każdy jakieś ma pewnie, ja to w ogóle sentymentalna jak chodzi o takie rzeczy, więc wiadomo, że jakieś zostawię.
Edit: Co do tego co pisałaś na poprzedniej stronie to tu się nie zgodzę. Wykształcenie i czytanie książek nie powinni sprawiać, że patrzysz na kogoś z góry, bo np nie ma wykształcenia i nie czyta książek. Ok rozumiem, że może macie mniej tematów, ale według mnie patrzenie z góry i tak jest słabe. Wiesz, ja bardzo lubię czytać książki, ale przy tym rozumiem, że nie każdy lubi. Nie oznacza to, że jest głupi. Mój facet nie lubi czytać książek, więc z nim na temat książek nie pogadam, a najwięcej w tym temacie pogadam z przyjaciółką, bo też bardzo lubi czytać, ale to nie zmienia faktu, że i tak go kocham, jest mądrym facetem, interesuje się wieloma rzeczami i nie musi do tego czytać książek. Także wiesz, to nie jest jak dla mnie wyznacznik i nadal kwestia indywidualna. Lepsze to niż np czytałby na siłę. No chociaż czasem przeczyta jakąś książkę, ale rzadziej np o ulubionym piłkarzu. A i tak można z nim porozmawiać na wiele tematów, o życiu, polityce. No bo nawet jak z kimś nie będzie Cię łączyło wykształcenie to i tak jest wiele tematów do rozmowy. Ja jestem otwarta na ludzi, na rozmowy z nimi, dlatego spotykam właśnie wielu ludzi też bez wykształcenia jakoś, z którymi można świetnie pogadać, dlatego naprawdę warto spojrzeć tak szerzej, bo naprawdę to nie jest tak zero-jedynkowo jak myślisz, że Ci wykształceni, a z drugiej strony bez wykształcenia, głupi, bo tak wygląda jakbyś tak myślała, a to jest po prostu krzywdzące dla wielu ludzi, takie ocenianie ich z góry, jakby tylko wartością było wykształcenie i inne, a jak dla mnie dużo więcej jest ważne.
Nie da się mnie jednoznacznie sklasyfikować jako dobrej lub złej, chociaż niektórzy tutaj usilnie próbują
Ani jedno ani drugie - za to nudna juz jestes z tym non stop samochwaleniem sie jak flaki z olejem (jakiez niezdrowe). No i pusta, potwornie pusta.
Jedno co bije z Twoich WSZYSTKICH postow na tym forum, to to, ze Ty nbardzo nie lubisz ludzi. Tak ogolnie ludzi, wszystkich. Poza kilkoma odpowiadajacymi Ci z jakiegos powodu osobnikami. Reszta ogolu to smieci, gorsze od Ciebie. Sadze, ze to jest uczucie mocno odwzajemnione i stad ta masa kompleksow wymagajacych anomimowego popisywania sie tu przed nami.
kammiś
Daję Ci szansę zrehabilitowania się i zrobienia czegoś pożytecznego dla ludzkości, środowiska naturalnego i maleńkiego stworzonka.
To co piszesz o swojej dobroczynności wobec zwierząt jest trudno zweryfikować. Adopcja konia, dary na schroniska itp. Może tak było a może nie.
Więc jeśli naprawdę kochasz zwierzęta to myślę, że pomożesz. Mam taka nadzieję.
Na tym forum w dziale "OGŁOSZENIA" nasza forumowa koleżanka Małpa89 założyła wątek "Pomoc dla jeżowego dzidziusia-zbiórka".
Bo znalazła chorego okaleczonego jeża, zajęła się nim. Utrzymanie jeża kosztuje, trzeba mu kupować jedzenie, podkłady do klatki w celu utrzymania czystości i inne potrzebne mu rzeczy. Jeż do wiosny musi być u Małpy bo nie da sobie rady sam, był zbyt maleńki aby nauczyć się wszystkiego od swojej mamy.
Potrzebna jest pomoc finansowa bo Małpa nie jest zamożna a do tego choruje na wiele chorób i ma swoje wydatki na zdrowie.
Dlatego proszę Cię o pomoc finansową dla jeżyka.
Pod adresem mailowym/jest on też w pierwszym poscie wątku/:
pomocdlajeza@wp.pl
możesz uzyskać od Małpy nr konta na którym są zbierane pieniądze. Każda nawet niewielka suma będzie mile przyjęta bo jest potrzebna. Małpa udostępnia też zdjęcia rosnącego i nabierającego sił jeżyka, informuje o jego postępach.
Oczywiście Twoja pomoc będzie nagłośniona i Małpa napisze o tym na wątku aby wszyscy mogli się dowiedzieć jaka szlachetna i hojna ta kammiś, jakie dziewczyna ma dobre serduszko. ![]()
Mussuka, a z tym "chwaleniem" to nie jest trochę tak, że pewne wypowiedzi wychodzą z takiej no... przekory? Sprowokowanej krytykowaniem chęci... prowokowania? (Boże, muszę opatentować tę nazwę XD)
Tzn. chodzi mi o coś takiego, że jeśli np. współlokator zarzuca mi, że przesadnie przejmuję się kotem, rozpieszczam go, a jego koty (podwórkowe, w domu) to weterynarza na oczy nie widziały, to ja od razu (wiem, że dziecinnie, wiem!) maszeruję do zoologicznego i wracam z ilością zakupów taką, jakbym po wejściu powiedziała "poproszę wszystko". Czy jak ktoś wytyka mi, że np. kupuję sobie kolejne niepotrzebne najczęściej elektroniczne coś czy że potrafię wydać pieniądze kompletnie spontanicznie (bezmyślnie), a dzieci gdzieś tam głodują/a rozmówca nie ma do pierwszego, to też zaraz mam ochotę wsadzić mu więcej argumentów w ręce i wyliczyć, ile i jakich gier mam, a ile mój kot ma drapaków, legowisk i innych takich.
I - może to jest odbierane inaczej - nie chodzi mi w takich sytuacjach o chwalenie się. I nie zawsze one dotyczą pieniędzy. Po prostu ja tak mam, kiedy ktoś próbuje mi narzucić swój własny, jedyny słuszny sposób czegoś tam - dbania o kota, wydawania pieniędzy itd. A to jest na tyle irytujące i zaskakujące dla mnie, że nie chce mi się dyskutować i przekonywać, że np. dobrze jest jednak zabrać kota do weta czy kupować mu porządną karmę albo że mam prawo do decydowania o własnych wydatkach. Bo to jest dla mnie no... oczywiste. Wolę po prostu zademonstrować, JAK BARDZO mogę być rozrzutna albo zakochana w swoim kocie. I że nadal nikomu nic do tego. I jeszcze raz - wiem, że to dziecinne, ale... jaką daje satysfakcję.
![]()
I jeszcze raz - wiem, że to dziecinne, ale... jaką daje satysfakcję.
![]()
![]()
No to sie zgadzamy, ze jest to dziecinne. Zreszta patrzac na wiek osob prezentujacych ten model myslenia i postepowania, to nie dziwi.
Piszesz, ze nie lubisz jal ktos Ci cos tam narzuca - a to przekornie spytam: czemu w takim razie krytykowany jest tu inny styl spedzania swojego wolnego czasu? Bo jak seriale i piwko to juz buractwo i tepota. Ale moze komus to pasuje, moze nie ma ochoty joggingowac ani czytac poematow Puszkina? Czy musi chciec i lubic?
Widzisz - nie czyn drugiemu co Tobie niemile. Bo rownie dobrze ktos moze takie "High style" zycie nazwac zwyklym szpanerstwem (takie stare slowo:).
Mnie nie przeszkadza, ze pani Jadzia z pania Lodzia spedzaja caly dzien stojac u plotu i plotkujac albo ogladajac kolejny odcinek Trudnych Spraw, bo to nie ma wplywu na to jak ja sobie zyje. Poki ich zachowanie nie ingeruje w moje zycie dlaczego mam je ponizac i uwazac za gorsze i glupsze ode mnie?
Natomiast jesli ktos zacznie mi couchowac i twierdzic, ze jedynie jego styl zycia jest nie byle jaki i ja powinnam sie pod ten wzorzec podpasowac, no to niestety ale spotka sie z moim zdecydowanym veto.
Tak po prawdzie to niczym się nie różnimy od pań Jadzi i Lodzi plotkującymi pół dnia pod płotem czy oglądającymi " trudne sprawy".
Robimy to samo co one tylko wirtualnie, za pomocą urządzeń technicznych. W tym nasza wyższość, że posiadamy umiejętność obsługi komputera.
Plotkujemy, krytykujemy, doradzamy, żalimy się, oczekujemy wsparcia, czytamy historie ludzkie, chwalimy się tym co posiadamy lub umiemy...
Panie Jadzia z Lodzią robią to samo tylko są bardziej wiarygodne bo mogą łatwo sprawdzić siebie nawzajem czy mówią prawdę.
A my jesteśmy ukryci pod nickami.
I Kleoma tak naprawdę może być salową a kammiś też kimś innym niż tu opisuje.
Mussuka, nie do końca tak. Ja bardzo lubię dyskusje, w których ludzie się nie zgadzają i jak mi ktoś powie tutaj, że on woli siedzieć przed TV z piwem, a nie jeździć konno, to możemy pogadać, co lepsze/gorsze itd. Takie prowokowanie włączyłoby mi się dopiero wtedy, kiedy ktoś powiedziałby mi coś w stylu "za dużo pieniędzy wydajesz/za dużo czasu poświęcasz tym swoim zajęciom, lepiej by było wydać/spędzić czas na oglądaniu TV, leżeniu na kanapie", a dodać jeszcze do tego "tyle dzieci głodnych, a Ty idziesz wywalić kasę na quady". Dopiero wtedy, bo to już nie jest tylko pokazywanie co kto uważa za lepsze, co gorsze i dlaczego, tylko próby narzucenia/zmiany tego, co robię - ze swoim czasem czy pieniędzmi. A nikomu nic do tego.
Ja tutaj nigdzie nie pisałam przecież "siedzicie na tyłku przed serialem, a na narty byście odłożyli, nauczyli się jeździć" - nie, ja nikomu nie narzucam, co ma robić czy co powinien robić. Mogę tylko stwierdzić, że mi taki tryb życia nie odpowiada - bo od czasu do czasu to sama tyłek przed serialem posadzę. ;p
Więc jakby nie chodzi o to, że ktoś tylko krytykuje, tylko że narzuca mi przy tym swoje zdanie albo w ogóle mówi, co ja powinnam, a czego nie. To co innego - dla mnie. To nie włącza przełącznika "ja Ci jeszcze pokażę".
![]()
kammiś
Daję Ci szansę zrehabilitowania się i zrobienia czegoś pożytecznego dla ludzkości, środowiska naturalnego i maleńkiego stworzonka.
To co piszesz o swojej dobroczynności wobec zwierząt jest trudno zweryfikować. Adopcja konia, dary na schroniska itp. Może tak było a może nie.
Więc jeśli naprawdę kochasz zwierzęta to myślę, że pomożesz. Mam taka nadzieję.Na tym forum w dziale "OGŁOSZENIA" nasza forumowa koleżanka Małpa89 założyła wątek "Pomoc dla jeżowego dzidziusia-zbiórka".
Bo znalazła chorego okaleczonego jeża, zajęła się nim. Utrzymanie jeża kosztuje, trzeba mu kupować jedzenie, podkłady do klatki w celu utrzymania czystości i inne potrzebne mu rzeczy. Jeż do wiosny musi być u Małpy bo nie da sobie rady sam, był zbyt maleńki aby nauczyć się wszystkiego od swojej mamy.
Potrzebna jest pomoc finansowa bo Małpa nie jest zamożna a do tego choruje na wiele chorób i ma swoje wydatki na zdrowie.Dlatego proszę Cię o pomoc finansową dla jeżyka.
Pod adresem mailowym/jest on też w pierwszym poscie wątku/:
pomocdlajeza@wp.pl
możesz uzyskać od Małpy nr konta na którym są zbierane pieniądze. Każda nawet niewielka suma będzie mile przyjęta bo jest potrzebna. Małpa udostępnia też zdjęcia rosnącego i nabierającego sił jeżyka, informuje o jego postępach.
Oczywiście Twoja pomoc będzie nagłośniona i Małpa napisze o tym na wątku aby wszyscy mogli się dowiedzieć jaka szlachetna i hojna ta kammiś, jakie dziewczyna ma dobre serduszko.
Bo bardzo przejmuje sie opinia Twoja i ludzi na forum, zebym musiala sie "rehabilitowac"
bedziesz weryfikowac
Urzad Skarbowy sie znalazl. Daruj sobie, bo to jest naprawde smieszne. Probujesz ludzi rozliczac z tego, czy naleza im sie pieniadze i co z nimi robia. Zalosne to jest.
Super - to moze ktos mi da pieniadze na karmienie kilkunastu kotow?
Kleoma, Mussuka - dajcie sobie siana. Naprawde Wasza opinia na temat mojej osoby nie znaczy dla mnie zbyt wiele. Powiedzialabym ze nawet nic
A dlaczego? Bo jestescie nader czepialskie i probujecie mi wmowic, jaka niby jestem. Truskaweczka jakos potrafi powiedziec ze nie zgadza sie z czyms nie czepiajac sie mnie personalnie.
I Mussuko zauwaz - jest krytykowany STYL spedzania czasu. Nie interesuje mnie co robi ta "pani Jadzia", po prostu uwazam, ze jej zycie jest puste. Czy chce je zmieniac? Wisi mi to ![]()
Nie znasz mnie - nie mow ze jestem pusta. Ja raczej Ciebie uznalabym za totalny pustostan latajacy po dyskotekach ![]()
Nie zamierzam sie samochwalic - zauwaz ze moje "samochwalenie" wynika jedynie z debilnego stwierdzenia Kleomy, ze mi sie "nie nalezy stypendium". Nie zauwazasz tego? To musisz byc slepa ![]()
Eileen, trafilas w dziesiatke
jak mi ktos mowi, ze ja obkupuje kota a tyle jest biednych dzieci, to chetnie lece do zoologicznego po nastepna pileczke, na ktora on nawet nie spojrzy ![]()
Albo jak ktos twierdzi ze powinnam isc na impreze a nie czytac to tym bardziej spedze cala noc na wkuwaniu ![]()
Ale przynajmniej mam rezultaty - m.in. to stypendium, ktore mi sie "nie nalezy"
I Kleoma tak naprawdę może być salową a kammiś też kimś innym niż tu opisuje.
I zapewne jest:)) Bo znam paru prawnikow i poziomem dyskusji oraz spojrzeniem na ludzi jako spoleczenstwo ale i ich ew. przyszlych klientow roznia sie diametralnie:)
Nie znasz mnie - nie mow ze jestem pusta. Ja raczej Ciebie uznalabym za totalny pustostan latajacy po dyskotekach
Oj, coś mi się wydaje że jednak obchodzą Cię te komentarze, skoro tak reagujesz.
jak mi ktos mowi, ze ja obkupuje kota a tyle jest biednych dzieci, to chetnie lece do zoologicznego po nastepna pileczke, na ktora on nawet nie spojrzy
Zdaje się, że był taki temat "niekobiece kobiety", w którzym zarzucałaś koleżankom brak wrażliwości na krzywdę innych. Jak to się ma do takich stwierdzeń?
Myślę, że gdyby każdy zajął się własnym życiem zamiast komentować jakie ubogie życie ma sąsiad, wszystkim żyłoby się lepiej.
Kleoma napisał/a:I Kleoma tak naprawdę może być salową a kammiś też kimś innym niż tu opisuje.
I zapewne jest:)) Bo znam paru prawnikow i poziomem dyskusji oraz spojrzeniem na ludzi jako spoleczenstwo ale i ich ew. przyszlych klientow roznia sie diametralnie:)
Chces wydruk z usosa albo zaswiadczenie ze studiuje stacjonarne prawo? Serio, moge Ci podeslac, skoro tak watpisz ![]()
Dziwnym trafem wykladowcy uwazaja moj poziom dyskusji za calkiem przyzwoity ![]()
kammiś napisał/a:Nie znasz mnie - nie mow ze jestem pusta. Ja raczej Ciebie uznalabym za totalny pustostan latajacy po dyskotekach
Oj, coś mi się wydaje że jednak obchodzą Cię te komentarze, skoro tak reagujesz.
kammiś napisał/a:jak mi ktos mowi, ze ja obkupuje kota a tyle jest biednych dzieci, to chetnie lece do zoologicznego po nastepna pileczke, na ktora on nawet nie spojrzy
Zdaje się, że był taki temat "niekobiece kobiety", w którzym zarzucałaś koleżankom brak wrażliwości na krzywdę innych. Jak to się ma do takich stwierdzeń?
Myślę, że gdyby każdy zajął się własnym życiem zamiast komentować jakie ubogie życie ma sąsiad, wszystkim żyłoby się lepiej.
Jestem wrazliwa na krzywde zwierzat. Wystarczy mi ![]()
E tam reaguje. Mam chwile przerwy to poczytam te pierdoly ![]()
kammiś
Jak sama piszesz Twoje artykuły powstają a w ciągu jednej nocy gdy obłożona 20 książkami z biblioteki pocytujesz coś tam z nich czy zinterpretujesz.
Więc jaką wartość ma taki artykuł? co tam jest twórczego, odkrywczego?
Dlatego nie dziw się, ze podczas Twoich prelekcji ludzie przychodzą wyłącznie w czasie przerwy kawowej aby sobie ciastek pojeść.
Bo to nudne słychać czegoś co jest streszczeniem kilkunastu książek.
Wartość mają artykuły napisane samodzielnie na podstawie badań, obserwacji, wywiadów. Innowacyjne, wnoszące coś czego jeszcze nie było, zmieniające pogląd na pewne rzeczy podparte autentycznymi faktami. Można i trzeba czasem posiłkować się literaturą juz istniejącą dla porównania ale nie może to być tylko ta przerobiona literatura. A o tym abyś prowadziła jakieś badania, statystyki itp. to raczej nic nie pisałaś więc pewnie tego nie robisz.
I za takie samodzielne prace studenta można wypłacać stypendium naukowe.
Jak również za badania laboratoryjne i inne na uczelniach technicznych.
Gdy student naprawdę coś robi, eksperymentuje, ma jakieś pomysły.
A tak naprawdę myślę, że Twoje artykuły istnieją jedynie w Twojej wyobraźni.
Po kolei:
Fahkir, większość Polaków nie pracuje ani w 40sto stopniowych upałach ani na platformach wiertniczach. Przeciętny Kowalski siedzi za biurkiem albo wykonuje pracę średnio fizycznie męczącą. Więc proszę mi powiedzieć dlaczego zamiast robić coś dla siebie pożytecznego, woli gapić się w ekran telewizora lub kompa?Brzuch mu od tego rośnie, robi się gnuśny, zrzędliwy, libido mu spada, a czar zanika ![]()
Kleoma, stypendia naukowa daje się za osiągnięcia w nauce. Namęczysz się, napocisz, to dostaniesz. Jest to absolutnie moralna nagroda za intelektualny wysiłek, który należy się niezależnie od czyjejś zamożności. Na pierwszych studiach mnie rodzice też utrzymywali, stypedium naukowe dostawałam i brałam, bo cholernie ciężko na nie wkuwałam. Ekstra kasa szła na książki i subskrypcje magazynów fachowych. Niemoralne to jest branie stypendium socjalnego, jak się komuś nie należy.
Obiadów dwudaniowych nie gotuję, ale co kilka dni robię zupę i sałatki, które mój facet bierze jako lunch do pracy. Wieczorem zrobienie obiadu nie zajmuje mi więcej niż jakieś pół godziny, a w weekendy zwykle jemy na mieście. Gdyby Miś życzył sobie trzykursowej afery z deserem na codzień, to samego bym go wysłała do kuchni- a co, chce,niech robi, ręce ma ![]()
Po kolei:
Fahkir, większość Polaków nie pracuje ani w 40sto stopniowych upałach ani na platformach wiertniczach. Przeciętny Kowalski siedzi za biurkiem albo wykonuje pracę średnio fizycznie męczącą. Więc proszę mi powiedzieć dlaczego zamiast robić coś dla siebie pożytecznego, woli gapić się w ekran telewizora lub kompa?Brzuch mu od tego rośnie, robi się gnuśny, zrzędliwy, libido mu spada, a czar zanika
Z tego co kojarze, to przecietny Kowalski swoj czas wolny spedza na lowieniu ryb. A to przeciez, tez jest pewna forma medytacji (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
kammiś
Jak sama piszesz Twoje artykuły powstają a w ciągu jednej nocy gdy obłożona 20 książkami z biblioteki pocytujesz coś tam z nich czy zinterpretujesz.
Więc jaką wartość ma taki artykuł? co tam jest twórczego, odkrywczego?
Dlatego nie dziw się, ze podczas Twoich prelekcji ludzie przychodzą wyłącznie w czasie przerwy kawowej aby sobie ciastek pojeść.
Bo to nudne słychać czegoś co jest streszczeniem kilkunastu książek.Wartość mają artykuły napisane samodzielnie na podstawie badań, obserwacji, wywiadów. Innowacyjne, wnoszące coś czego jeszcze nie było, zmieniające pogląd na pewne rzeczy podparte autentycznymi faktami. Można i trzeba czasem posiłkować się literaturą juz istniejącą dla porównania ale nie może to być tylko ta przerobiona literatura. A o tym abyś prowadziła jakieś badania, statystyki itp. to raczej nic nie pisałaś więc pewnie tego nie robisz.
I za takie samodzielne prace studenta można wypłacać stypendium naukowe.
Jak również za badania laboratoryjne i inne na uczelniach technicznych.
Gdy student naprawdę coś robi, eksperymentuje, ma jakieś pomysły.A tak naprawdę myślę, że Twoje artykuły istnieją jedynie w Twojej wyobraźni.
Dobra, dobra, pani madra.
Podaj mi maila, wysle Ci SWOJ artykul.
Oczywiscie masz zakaz przesylania go dalej.
Mowie serio. Chcesz? Bo zalosne jest jak bardzo probujesz mi udowodnic jaka jestem do d***
Powstaja NOCAMI, nie w JEDNA noc. Czytaj wyraznie, pani smieszna.
Zauwaz, jak powstaja habilitacje PRAWNIKOW. I zrob badania na ten temat.
Podaj tego maila ![]()
W prawie raczej wiele innowacyjnego wymyślić nie można, bo prawo opiera się na istniejących przepisach. Można ewentualnie napisać własną interpretację, ale od tworzenia prawa jest ktoś inny.
rose.blue@op.pl
W prawie raczej wiele innowacyjnego wymyślić nie można, bo prawo opiera się na istniejących przepisach. Można ewentualnie napisać własną interpretację, ale od tworzenia prawa jest ktoś inny.
Ale jak sie jest malo rozumiejaca cizia, to bedzie sie gadac o badaniach i laboratoriach ![]()
Martainn - ja teraz pisze o konstytucyjnosci uboju rytualnego. Oczywiscie, zbiera sie materialy i to laczy (bo takiej publikacji jeszcze nie bylo). Najpierw wolnosc religii (prawo krajowe, prawo miedzynarodowe), potem ustawa o ochronie zwierzat - przed wyrokiem TK z 10 grudnia 2014 i obecnie, potem stanowiska wyznawcow judaizmu i islamu i lekarzy weterynarii, potem stanowiska etykow j prawnikow, potem opinia spoleczna, potem moje wnioski.
Nie wiem jakie badania mialabym przeprowadzic. Moze osobiscie te krowe mam zabic i wykrwawiac, zeby stwierdzic czy to powinno byc dozwolone?
Teraz nie popisze, bo prad wylaczyli na godzine i jestem w kropce z rozladowanym laptopem.
155 2015-08-21 13:44:32 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2015-08-21 13:45:43)
Dobra, dobra, pani madra.
Podaj mi maila, wysle Ci SWOJ artykul.
Oczywiscie masz zakaz przesylania go dalej.
Mowie serio. Chcesz? Bo zalosne jest jak bardzo probujesz mi udowodnic jaka jestem do d***![]()
Powstaja NOCAMI, nie w JEDNA noc. Czytaj wyraznie, pani smieszna.
Zauwaz, jak powstaja habilitacje PRAWNIKOW. I zrob badania na ten temat.
Wcześniej pisałaś, że do końca studiów chcesz dobić do 10 artykułów. 10 artykułów w ciągu 5 lat? W dziedzinie którą się zajmuję stworzenie czegoś nowego wymaga więcej niż pół roku badań (zakładając, że publikowałaś już na 1 roku). Stąd też mam pewne wątpliwości co do Twoich wypowiedzi.
Ale pomijając wszystko inne - po co się tym chwalisz? Po co chwalisz się tym, że Twój chłopak ma spółkę? Po co wypominasz w ilu kołach naukowych bierzesz udział? Nie widzisz jak pretensjonalnie to brzmi?
Kurde no! A dlaczego informowanie o czymś, z czego można być dumnym, jest od razu przechwalaniem się? Przecież to jest poniekąd związane z tym tematem. A nawet nie mówiąc już o tym wątku, to czemu piętnuje się informowanie o tym, jak coś komuś się udaje, jak kto ma dobrze? Lepiej traktuje się osoby, które mając lat naście, zaszły w ciążę, nie skończyły żadnej szkoły, nie mają z czego żyć i jęczą, że im tak ciężko z dzieckiem. I wiele osób leci je natychmiast pocieszać, bo - ojej - takie biedne. A jak ktoś ogarnął swoje życie, uczy się, rozwija, MA PIENIĄDZE, to od razu - po co. A przecież to informacje tego samego rzędu - mam pracę/pieniądze vs jestem biedny i bezrobotny, siedzę i nic nie robię ze sobą vs studiuję, dokształcam się, piszę artykuły, mój facet ma dobrą pracę i doktorat vs mój facet nigdzie nie może się zaczepić na dłużej i nie ma matury.
Tak, może bez sensu się unoszę, ale to nie jest pierwszy wątek, w którym to ludzi, którzy są ogarnięci, piętnuje się, zamiast, nie wiem, stawiać za wzór, a osoby, które na własne życzenie mają pod górkę - wczesna ciąża i/lub nieuk i/lub brak planów, pomysłu na siebie i/lub lenistwo - usprawiedliwia.
Bo ten któremu się udało to w Polsce oszust i złodziej bo w Polsce uczciwie zarobić się nie da.
Jak na razie kammiś jeszcze nie skończyła studiów, nie pracuje. Bo praca u taty to co innego. Tata bywa pracodawcą łagodnym i nie zawsze obiektywnym dla pracownika-córki.
A czy doceni ją następny prawdziwy pracodawca lub czy odniesie sukces prowadząc własną działalność to się dopiero okaże.
Nie zawsze ktoś dobry z teorii odnosi sukcesy w praktyce.
"Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje" jak mawiała moja ś.p babcia.
159 2015-08-21 14:18:42 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 15:30:37)
kammiś napisał/a:Dobra, dobra, pani madra.
Podaj mi maila, wysle Ci SWOJ artykul.
Oczywiscie masz zakaz przesylania go dalej.
Mowie serio. Chcesz? Bo zalosne jest jak bardzo probujesz mi udowodnic jaka jestem do d***![]()
Powstaja NOCAMI, nie w JEDNA noc. Czytaj wyraznie, pani smieszna.
Zauwaz, jak powstaja habilitacje PRAWNIKOW. I zrob badania na ten temat.
Wcześniej pisałaś, że do końca studiów chcesz dobić do 10 artykułów. 10 artykułów w ciągu 5 lat? W dziedzinie którą się zajmuję stworzenie czegoś nowego wymaga więcej niż pół roku badań (zakładając, że publikowałaś już na 1 roku). Stąd też mam pewne wątpliwości co do Twoich wypowiedzi.
Ale pomijając wszystko inne - po co się tym chwalisz? Po co chwalisz się tym, że Twój chłopak ma spółkę? Po co wypominasz w ilu kołach naukowych bierzesz udział? Nie widzisz jak pretensjonalnie to brzmi?
W TWOJEJ dziedzinie. w TWOJEJ. Nie widzisz tego? Ja znam doktoranta, który opublikował ponad 50 (SŁOWNIE: PIĘĆDZIESIĄT). Są różne dziedziny. Jak bardzo trzeba być ograniczonym, żeby tego nie widzieć?????
Ja się nie chwalę, piszę jak jest.
Jedna tak wątpi - dostanie screeny z maili, które dostaję od organizatorów, to może w końcu przestanie robić z siebie totalną idiotkę.
Ja się nie chwalę, bo nie uważam tego za NIC wyjatkowego, że mój facet ma spółkę. Po prostu śmieszy mnie to, jak niektórych zżera nie wiem co. Nie w kilku kołach, tylko w jednym, a teraz zakładam drugie. KAŻDY może robić coś takiego, a że ludzie są albo tępi, albo im się nie chce, to czy to jest powód, dla którego mam o tym nie mówić? Nie sądzę.
Kleoma - wysłałam Ci to i skończ ten żałosny teatrzyk ![]()
Komuś mam jeszcze powysyłać screeny z odpowiedziami od redaktorów czasopism?
Jesienna pewnie już przeczytałaś, usuwam tematy swoich publikacji, bo nie chcę, żeby je wszyscy czytali
Dajcie se siana?
Jesienna - Tobie też wysłać?
Ubaw mam niezły ![]()
Martainn napisał/a:W prawie raczej wiele innowacyjnego wymyślić nie można, bo prawo opiera się na istniejących przepisach. Można ewentualnie napisać własną interpretację, ale od tworzenia prawa jest ktoś inny.
Ale jak sie jest malo rozumiejaca cizia, to bedzie sie gadac o badaniach i laboratoriach
Martainn - ja teraz pisze o konstytucyjnosci uboju rytualnego. Oczywiscie, zbiera sie materialy i to laczy (bo takiej publikacji jeszcze nie bylo). Najpierw wolnosc religii (prawo krajowe, prawo miedzynarodowe), potem ustawa o ochronie zwierzat - przed wyrokiem TK z 10 grudnia 2014 i obecnie, potem stanowiska wyznawcow judaizmu i islamu i lekarzy weterynarii, potem stanowiska etykow j prawnikow, potem opinia spoleczna, potem moje wnioski.
Nie wiem jakie badania mialabym przeprowadzic. Moze osobiscie te krowe mam zabic i wykrwawiac, zeby stwierdzic czy to powinno byc dozwolone?
Teraz nie popisze, bo prad wylaczyli na godzine i jestem w kropce z rozladowanym laptopem.
Nazwałaś mnie "cizia". Czy wiesz co to słowo oznacza?
Chyba używasz słów, których znaczenia nie rozumiesz.
161 2015-08-21 14:20:37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 14:22:17)
Jak na razie kammiś jeszcze nie skończyła studiów, nie pracuje. Bo praca u taty to co innego. Tata bywa pracodawcą łagodnym i nie zawsze obiektywnym dla pracownika-córki.
A czy doceni ją następny prawdziwy pracodawca lub czy odniesie sukces prowadząc własną działalność to się dopiero okaże.
Nie zawsze ktoś dobry z teorii odnosi sukcesy w praktyce.
"Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje" jak mawiała moja ś.p babcia.
Jaki następny pracodawca, pani śmieszna? ![]()
To RODZINNA firma.
Ja się nigdzie nie wybieram, kochana.
pracowałam w biurze poselskim.
zdjęcie z tym panem politykiem też dostaniesz, żebyś skończyła swą żałosną szopkę ![]()
Oj, napisałam gdzieś, że "Kleoma to cizia"?
162 2015-08-21 14:22:19 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-21 14:23:28)
Kammiś, nie daj się sprowokować i nie wysyłaj nikomu niczego, bo różni ludzie tu siedzą. Możesz sobie tylko tym zaszkodzić.
Nie dostałam nic. sprawdzałam pocztę przed chwilą.
Kammiś, oj, dobra, przestań się chwalić, przeproś za to, że sobie radzisz i przyjmij do wiadomości, że Twój ojciec to sztuczny pracodawca (no bo dopiero następny ma być prawdziwy). A, i na wszelki wypadek dodaj, że jesteś zbyt młoda, by to rozumieć. I oddaj kota. A pieniądze daj na wielodzietne rodziny. Ewentualnie od razu idź do pana żula i zakrzyknij gromko, że przyszłaś mu postawić kratę browarów i wagon fajek.
;_;
Kammiś wszyscy wiemy że napisałaś to o Kleomie, nie będę komentować reszty tej dyskusji, nie chcę się w to mieszać, ale pisanie per cizia do kobiety która ma tyle lat co Twoi rodzice, a być może i więcej, w dodatku jest ciężko chora (pozwoliłam sobie o tym napisać bo Kleoma i tak sama pisała o tym w innym wątku) jest zachowaniem niegodnym i gówniarskim, osoba mająca się za inteligentną nie powinna zwracać się w ten sposób do obcych ludzi, a już na pewno nie do osoby o wiele starszej która tylko raczyła wyrazić swoje zdanie.
Nie piszę tu nic osobiście, oceniam tylko fakt nazwania dojrzałej kobiety której wkrótce może z nami już nie być cizią.
Mam nadzieje że Kleomo wybaczysz mi ten wpis, wiem że nie potrzebujesz adwokata, ale takie zachowanie jest po prostu bezczelne i świadczy o braku kultury, jak widać pieniądze i fakultety nie czynią z człowieka osoby obytej, kulturalnej i mądrej.
Kurde no! A dlaczego informowanie o czymś, z czego można być dumnym, jest od razu przechwalaniem się? Przecież to jest poniekąd związane z tym tematem. A nawet nie mówiąc już o tym wątku, to czemu piętnuje się informowanie o tym, jak coś komuś się udaje, jak kto ma dobrze? Lepiej traktuje się osoby, które mając lat naście, zaszły w ciążę, nie skończyły żadnej szkoły, nie mają z czego żyć i jęczą, że im tak ciężko z dzieckiem. I wiele osób leci je natychmiast pocieszać, bo - ojej - takie biedne. A jak ktoś ogarnął swoje życie, uczy się, rozwija, MA PIENIĄDZE, to od razu - po co. A przecież to informacje tego samego rzędu - mam pracę/pieniądze vs jestem biedny i bezrobotny, siedzę i nic nie robię ze sobą vs studiuję, dokształcam się, piszę artykuły, mój facet ma dobrą pracę i doktorat vs mój facet nigdzie nie może się zaczepić na dłużej i nie ma matury.
Tak, może bez sensu się unoszę, ale to nie jest pierwszy wątek, w którym to ludzi, którzy są ogarnięci, piętnuje się, zamiast, nie wiem, stawiać za wzór, a osoby, które na własne życzenie mają pod górkę - wczesna ciąża i/lub nieuk i/lub brak planów, pomysłu na siebie i/lub lenistwo - usprawiedliwia.
Eileen, przyzwyczaiłam się ![]()
Pewnie jakbym pisała tu, że nie daję rady na studiach to dużo osób byłoby łagodnych i wyrozumiałych.
Ale piszę - tak, mam średnią 4,75 i 4,7, to zaraz jest krytyka ![]()
Najpierw Kleoma negowała moje osiągnięcia na płaszczyźnie edukacji ale jak już nie ma tego argumentu, to teraz będzie pisać jakim to jestem słabym pracownikiem tylko mam tatę
oczywiście, gdybym napisała że nie mam pieniędzy, ale za to mam 4letnie dziecko, które zrobiłam sobie będąc w liceum to wszyscy byliby dla mnie mili. A ja jestem inna. Nie będę miła dla takich ludzi, bo są moim zdaniem idiotami. I mam do tego pełne prawo.
Kleoma - załączniki się załadowały i się wysłało. zabrałaś mi 5 minut na użeranie się z mulącą pocztą (nie wiem, coś mi się dziś dzieje z wifi). Każda minuta poświęcona takim osobom (negującym osiągnięcia innych i oceniających innych przez pryzmat zapewne swojego braku osiągnięć, bo to przecież niemożliwe że studentka po 3 roku publikuje w czasopismach naukowych
) jest dla mnie generalnie czasem straconym, więc żegnam się z Tobą bez żalu ![]()
167 2015-08-21 14:37:37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 14:47:03)
Kammiś wszyscy wiemy że napisałaś to o Kleomie, nie będę komentować reszty tej dyskusji, nie chcę się w to mieszać, ale pisanie per cizia do kobiety która ma tyle lat co Twoi rodzice, a być może i więcej, w dodatku jest ciężko chora (pozwoliłam sobie o tym napisać bo Kleoma i tak sama pisała o tym w innym wątku) jest zachowaniem niegodnym i gówniarskim, osoba mająca się za inteligentną nie powinna zwracać się w ten sposób do obcych ludzi, a już na pewno nie do osoby o wiele starszej która tylko raczyła wyrazić swoje zdanie.
Nie piszę tu nic osobiście, oceniam tylko fakt nazwania dojrzałej kobiety której wkrótce może z nami już nie być cizią.
Mam nadzieje że Kleomo wybaczysz mi ten wpis, wiem że nie potrzebujesz adwokata, ale takie zachowanie jest po prostu bezczelne i świadczy o braku kultury, jak widać pieniądze i fakultety nie czynią z człowieka osoby obytej, kulturalnej i mądrej.
Nie wiedziałam, ile Kleoma ma lat (ktoś w innym poście, chyba Iceni - ale nie jestem pewna - pisała, że jest młoda) i że jest chora. Nie śledzę forum godzinami. Odwiedzam właściwie tylko ten dział - społeczeństwo - i swoje wątki.
Jak widać Kleoma ma wielkie kompleksy, skoro tak bardzo jest zainteresowana osiągnięciami (lub ich brakiem, jak ona twierdzi) takiej młodej cizi jak ja. Wiesz, mi to by się nie chciało robić śledztwa co ktoś robi. Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby np. przepytywać Cslady czy naprawdę ma firmę (bo w wieku 26 lat!) albo Eileen o jej osiagnięcia.
Pozostaje mi współczuć. Ludzie to muszą mieć jednak smutne życie, żeby wątpić, że niektóre rzeczy są możliwe i że robią je młodziutkie osoby. Wiesz, ja znam 12 latkę, która wygrywa konkursy taneczne na skalę europejską. I NIGDY nie wątpiłam w to co mówi, mimo że mi się takie rzeczy nie udaly (zawiniła też kontuzja, ale także to, że ona ma po prostu większy talent).
Moi rodzice są starzy - matka ma prawie 58, ojciec jest po 60tce.
Mam rodziców w takim wieku w jakim niektórzy dziadków
Sprawdź pocztę teraz, załączniki się długo ładowały.
Eileen, ej, sprawiasz wielki ból nie mnie, ale aplikantom u ojca!
Co ja mam im powiedzieć? Że ta aplikacja się nie liczy, bo to wszystko jest sztuczne?
Że to nie jest prawdziwy pracodawca? ![]()
A może wszystko jest sztuczne i nieprawdziwe? Może nawet mój kot jest nieprawdziwy?
Kurde, przez 11 lat żyłam z myślą że mam super kochanego kota, a dzisiaj doszło do mnie, że jest nieprawdziwy ![]()
Kurde, Kleomo, zapomniałam Ci wysłać zdjęcia kota, bo pewnie też nie wierzysz, że go mam ![]()
Przecież wszystko zmyślam, nawet fakt posiadania kota pewnie też ![]()
Swoją drogą dziwi mnie to, że ludzi najbardziej denerwuje to, że ktoś chodzi z podniesioną głową i nie mówi, jaki to jest nieszczęśliwy.
Tak, miałam depresję, ale jakoś nie pokazałam tego całemu światu i sama się z nią uporałam ![]()
Właśnie couching pokazał mi ile już zrobiłam (mówiąc ile porównuję to do osób w moim wieku, bo w porównaniu z ogólem zrobiłam naprawdę dużo) i że powinnam cieszyć się ze swoich osiągnięć i mówić o nich głośno. I nie zamierzam milczeć, bo komuś może się nie podobać albo może w to nie wierzyć, bo ma tego "pecha" (a raczej brak rozumu) że jest - na przykład - 19letnią samotną mamusią.
168 2015-08-21 14:46:07 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-21 14:46:42)
Z tymi ojcami rzeczywiście może być różnie. Niektórzy za bardzo pobłażają i po zmianie pracy przeżyłoby się szok. Inni potrafią zachować zdrowy dystans i traktować dziecko na równi z resztą podwładnych. A jeszcze inni wymagają od dziecka dużo więcej niż od innych pracowników. Nie zawsze jest tak, że u tatusia najłatwiej.
Bardzo proszę o przeniesienie prywatnych dyskusji/przepychanek na jakiś prywatny kanał komunikacji, a tutaj powrócić do tematu wątku. Dziękuję.
Kammiś, nie daj się sprowokować i nie wysyłaj nikomu niczego, bo różni ludzie tu siedzą. Możesz sobie tylko tym zaszkodzić.
Tak, tak, tak!
Nie musisz się przecież tłumaczyć, to jest anonimowe forum, a nie konfesjonał...
Poza tym, ci co w zaparte idą, że jesteś kimś innym, niż ta kammiś z forum, i tak nie uwierza. No bo usos można łatwo przerobić w dowolnym programie graficznym, wszystko inne też. Nie warto się tłumaczyć takim osobom
Nie rozumiem też powtarzającej się co jakiś czas forumowej nagonki na kammiś... Zamiast cieszyć się, że w młodym pokoleniu są jeszcze zdolne i pracowite osoby, to z błotem mieszają.
Ja i wielu studentów na mojej uczelni też jest pracowitych, na uczelni można spotkać kogoś każdego dnia od 7 do 3 w nocy, też pracujemy, robimy dodatkowe projekty, kursy mistrzowskie, rozwijamy się, bo CHCEMY BYĆ NAJLEPSI.
To, co pisze na forum kammiś, nie jest dla mnie ani nierzeczywiste, ani nie niesprawiedliwe, tylko tak wyglądają w dzisiejszych czasach studia (lub powinny wyglądać, bo jest i rzesza takich, co tylko piją i zdają na pan da 3...) i naprawdę nie rozumiem tej nagonki, a żądania potwierdzenia, ze jest kim jest jest po prostu poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Z tymi ojcami rzeczywiście może być różnie. Niektórzy za bardzo pobłażają i po zmianie pracy przeżyłoby się szok. Inni potrafią zachować zdrowy dystans i traktować dziecko na równi z resztą podwładnych. A jeszcze inni wymagają od dziecka dużo więcej niż od innych pracowników. Nie zawsze jest tak, że u tatusia najłatwiej.
Ja mam elastyczny czas pracy - zresztą nie tylko ja w tej firmie - to może być wyjątkiem. No i mogę pracować w domu, ale ojciec dobrze wie, że najbardziej wydajna jestem przy własnym biurku zamknięta w domu i tam taki sam pozew napiszę 2 razy szybciej.
ALE jeżeli zrobię coś nie tak, to mi to mówi.
Poza tym nie pracuję bezpośrednio z ojcem, tylko z taką fajną rudą aplikantką (Twój avatar mi się z nią kojarzy
).
Ona mówi, co mam zrobić, na kiedy, ona to sprawdza (może, jest już po 2 roku aplikacji radcowskiej), ona mi tłumaczy, jak coś zrobię źle.
W praktyce wygląda to tak, jakbym była tam na płatnych praktykach.
Owszem, ojcu zależy, żebym się uczyła, a nie przekładała papiery, ale to nie powinno dziwić.
Dużo wyniosłam stamtąd, teraz mam spokojniejszy okres (aplikanci też mają wakacje (od zajęć) i urlopy (w zależności od pracodawcy, akurat mój ojciec o ile w trakcie roku bardzo pilnuje godzin, o tyle w wakacje chętnie im daje wolne, bo i klientów latem zawsze jest mniej).
Funkcjonowanie firmy u ojca jest takie, że sprawa najpierw idzie od aplikantów, przez radców, dopiero potem do wspólników (jest ich 3).
Więc od mojej roboty do ojca jest daleka droga.
Do oburzonych:
Owszem, jestem wredna. Zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś traktuje mnie tak jak Kleoma.
Dziwnym trafem nie jestem wredna dla Truskaweczki, Iceni, Cslady, Eileen i paru innych osób ![]()
172 2015-08-21 14:56:44 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-21 14:57:57)
Kammiś Kleoma jest za młoda by umierać, ale jest prawdopodobnie dwukrotnie starsza od Ciebie...
Co do reszty to ja nie uważam aby krytykowanie tego że ktoś bierze pieniądze za stypendium kiedy pieniędzy mu nie brak było efektem zakompleksienia lub niedowierzania, raczej kwestia tego że w Polsce wielu młodych ludzi nie ma szans na to by się uczyć i nikt im nie pomoże, a są zdolni, ale wierz mi bardzo ciężko wyrwać się z patologicznej rodziny, bez pieniędzy i dużo osiągnąć. Nie zaprzeczysz że jest łatwiej się uczyć gdy ma się pieniądze lub pochodzi z rodziny która je ma.
I nie jestem jak to mówisz ze strony krytykującej biedoty bez perspektyw. Nie zamierzam także zdradzać moich osobistych poglądów na tę sprawę. Również miałam wybitne wyniki w nauce, osiągnięcia artystyczne na skalę ogólnopolską, mam całą furę dyplomów, ale nie oceniam swojej wartości, ani wartości innych ludzi jedynie według wykształcenia i stanu portfela. Nie zamierzam też atakować ludzi z innym poglądem na życie albo innymi priorytetami.
Apeluję jedynie o minimalny poziom kultury względem drugiego człowieka.
Anemonne Twój post przeczytałam dopiero po napisaniu Mojego, wybacz ![]()
Z tymi ojcami rzeczywiście może być różnie. Niektórzy za bardzo pobłażają i po zmianie pracy przeżyłoby się szok. Inni potrafią zachować zdrowy dystans i traktować dziecko na równi z resztą podwładnych. A jeszcze inni wymagają od dziecka dużo więcej niż od innych pracowników. Nie zawsze jest tak, że u tatusia najłatwiej.
To nie będzie może dobre porównanie, ale mój ojciec pracował na basenie jako ratownik + gimnastyka z pacjentami/kuracjuszami. Ja miałam 14 lat i musiałam odrobić 100 godzin społecznie po zdaniu egzaminu w ramach praktyk, a potem miałam umowę na 100 godzin. Czyli w sumie 200 godzin spędziłam na basenie. Jak akurat miałam zmianę z moim ojcem, to miałam przerąbane, bo ganiał mnie jak głupią - musiałam robić wszystko za wszystkich. Jak go nie było, to się starsi ratownicy "litowali" na biedną, małą dziewczynką i nawet mnie do domu chcieli puszczać prędzej, a wpisywać mi więcej. No bo ja taka malutka. ;p Więc faktycznie wiele zależy od podejścia rodzica, bo jak mój np. uznał za punkt honoru przygotować mnie z teorii na młodszego, to na kursie okazało się, że opanowałam materiał młodszego i dwóch kolejnych stopni (wtedy był inny podział).
A odnosząc to do tematu wątku - to i w życiu zawodowym i "naukowym" można być byle jakim, tak jak właśnie Ślimaczyca napisała. Można się starać nawet więcej, niż wymagane, a można osiąść na "pan da 3". I która wersja tu będzie byle jaka?
174 2015-08-21 15:00:18 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 15:03:33)
cslady napisał/a:Kammiś, nie daj się sprowokować i nie wysyłaj nikomu niczego, bo różni ludzie tu siedzą. Możesz sobie tylko tym zaszkodzić.
Tak, tak, tak!
Nie musisz się przecież tłumaczyć, to jest anonimowe forum, a nie konfesjonał...
Poza tym, ci co w zaparte idą, że jesteś kimś innym, niż ta kammiś z forum, i tak nie uwierza. No bo usos można łatwo przerobić w dowolnym programie graficznym, wszystko inne też. Nie warto się tłumaczyć takim osobom![]()
Nie rozumiem też powtarzającej się co jakiś czas forumowej nagonki na kammiś... Zamiast cieszyć się, że w młodym pokoleniu są jeszcze zdolne i pracowite osoby, to z błotem mieszają.
Ja i wielu studentów na mojej uczelni też jest pracowitych, na uczelni można spotkać kogoś każdego dnia od 7 do 3 w nocy, też pracujemy, robimy dodatkowe projekty, kursy mistrzowskie, rozwijamy się, bo CHCEMY BYĆ NAJLEPSI.
To, co pisze na forum kammiś, nie jest dla mnie ani nierzeczywiste, ani nie niesprawiedliwe, tylko tak wyglądają w dzisiejszych czasach studia (lub powinny wyglądać, bo jest i rzesza takich, co tylko piją i zdają na pan da 3...) i naprawdę nie rozumiem tej nagonki, a żądania potwierdzenia, ze jest kim jest jest po prostu poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Za późno, już wysłałam ![]()
Ale wyretuszowałam nazwisko i imię (nie mam na imię Kamila w dowodzie, ale skomplikowane, bo urzędnik w USC się pomylił, a rodzice mieli lenia, a ja teraz zmieniać nie będę, bo jako że miałam na studiach prawo administracyjne, to nie jestem tak głupia, żeby się w to wpakować
), nie zamierzam nikomu wysyłać swoich danych osobowych.
Wysłałam jakieś tam swoje zdjęcia, ale można je też znaleźć na publicznym profilu (np. koła naukowego). Ale to już kwestia szukania, trzeba mieć naprawdę ubogie życie, żeby takie rzeczy sprawdzać.
Poza tym jakby je tu na forum wstawiła, to w następny dzień roboczy pozew do wydziału cywilnego właściwego sądu od razu by wpłynął, bo nie ma do tego prawa
I nie patrzyłabym, czy jest chora czy nie, jeśli naruszyłaby moje dobra osobiste.
Małpo - ależ mi chodziło o to, że Kleoma uważa, że moje artykuły istnieją pewnie tylko w mojej wyobraźni.
To jest obraźliwe - nie powiesz, że nie.
Dziwnym trafem teraz nagle się nie odzywa.
niech dalej pisze, że wszystko sobie "wymyśliłam", po tym, jak dostała maila.
Proszę bardzo ![]()
175 2015-08-21 15:00:19 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-21 15:07:53)
Życie składa się z wielu aspektów, kariera i pieniądze to jedne z nich, myślę że najważniejsze jest znaleźć złoty środek i rozwijać mocniej to co jest dla danej osoby ważne, jeżeli dla kogoś ważna jest kariera niech najbardziej rozwija ją, a jeśli dla kogoś największa frajda w życiu to gotowanie obiadu dla gromadki dzieci, to niech zajmie się tym. Jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne i niechaj każdy żyje tak aby był szczęśliwy, niezależnie od tego co dla niego tym szczęściem jest.
I Kammiś proszę nie traktuj mojej poprzedniej wypowiedzi osobiście, nic do Ciebie nie mam, nie krytykuję, nie dociekam, jedyne co mnie uderzyło i nie mogłam przejść obojętnie to znieważanie Kleomy.
Nie będę się opowiadać po żadnej ze stron, wybaczcie, Kleoma jest mi w pewnym sensie bliska, do Ciebie Kammiś nic nie mam, nie chcę się dać wciągnąć w tą dyskusję, powiedziałam co miałam do powiedzenia, reszta w tym moje patrzenie na sprawę niech zostanie moją tajemnicą.
Jak pisałam proszę nie traktować moich słów osobiście.
176 2015-08-21 15:15:29 Ostatnio edytowany przez Jesiennowiosenna (2015-08-21 15:17:22)
Kurde no! A dlaczego informowanie o czymś, z czego można być dumnym, jest od razu przechwalaniem się? Przecież to jest poniekąd związane z tym tematem. A nawet nie mówiąc już o tym wątku, to czemu piętnuje się informowanie o tym, jak coś komuś się udaje, jak kto ma dobrze? Lepiej traktuje się osoby, które mając lat naście, zaszły w ciążę, nie skończyły żadnej szkoły, nie mają z czego żyć i jęczą, że im tak ciężko z dzieckiem. I wiele osób leci je natychmiast pocieszać, bo - ojej - takie biedne. A jak ktoś ogarnął swoje życie, uczy się, rozwija, MA PIENIĄDZE, to od razu - po co. A przecież to informacje tego samego rzędu - mam pracę/pieniądze vs jestem biedny i bezrobotny, siedzę i nic nie robię ze sobą vs studiuję, dokształcam się, piszę artykuły, mój facet ma dobrą pracę i doktorat vs mój facet nigdzie nie może się zaczepić na dłużej i nie ma matury.
Tak, może bez sensu się unoszę, ale to nie jest pierwszy wątek, w którym to ludzi, którzy są ogarnięci, piętnuje się, zamiast, nie wiem, stawiać za wzór, a osoby, które na własne życzenie mają pod górkę - wczesna ciąża i/lub nieuk i/lub brak planów, pomysłu na siebie i/lub lenistwo - usprawiedliwia.
Ponieważ jest różnica pomiędzy chwaleniem się, a różnica pomiędzy pisaniem, że życie innych jest puste i bezwartościowe bez tych wszystkich osiągnięć. Kammiś wyraźnie napisała, że uważa ludzi, którzy oglądają seriale, nie mają wyższego wykształcenia, nie znają języków, itp. za gorszych.
A teraz mi powiedz, ile osób to zrobi, a ile wróci do domu i odpali serial.
A potem powiedz, jak nie traktować ludzi jak idiotów.
Porównaj ilość osób. I powiedz, że ludzie nie są totalnymi debilami.
Wy tutaj pewnie nie żyjecie tak jak 90% społeczeństwa, ale popatrzcie po ludziach. Żyją byle jak i nie da się tego ukryć. Nawet żadnych przemyśleń nie mają. Dziwię sie, że nie wpadają w depresję.
Pretensjonalne jest obnoszenie się ze swoim statusem społecznym i powtarzanie, że ludzie którzy wybierają inaczej niż kammiś są "totalnymi debilami" i "idiotami".
W żadnym wypadku nie twierdzę, że stypendia naukowe są niemoralne. Ale krew mnie zalewa jak czytam, że jeśli ktoś nie jada w wege restauracji albo jeśli je 2-daniowy posiłek to jest idiotą.
Więc tak, nachalne chwalenie się w każdym poście otrzymanym w spadku mieszkaniem, ojcem-prawnikiem i tego typu uważam za pretensjonalne.
Pozdrawiam
177 2015-08-21 15:15:56 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 15:19:21)
Życie składa się z wielu aspektów, kariera i pieniądze to jedne z nich, myślę że najważniejsze jest znaleźć złoty środek i rozwijać mocniej to co jest dla danej osoby ważne, jeżeli dla kogoś ważna jest kariera niech najbardziej rozwija ją, a jeśli dla kogoś największa frajda w życiu to gotowanie obiadu dla gromadki dzieci, to niech zajmie się tym. Jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne i niechaj każdy żyje tak aby był szczęśliwy, niezależnie od tego co dla niego tym szczęściem jest.
I Kammiś proszę nie traktuj mojej poprzedniej wypowiedzi osobiście, nic do Ciebie nie mam, nie krytykuję, nie dociekam, jedyne co mnie uderzyło i nie mogłam przejść obojętnie to znieważanie Kleomy.
Mnie jest obojętne, co kto robi, ale mam prawo mieć opinię o takim stylu życia, jaką mam, nie zamierzam tego ukrywać.
Nie chodzi mi o to, że ktoś powinien coś robić na chama, tylko zastanawiam się czy ci ludzie tak naprawdę są szczęśliwi. Bo wątpię, skoro bardzo lubią przyglądać się życiu INNYCH ludzi.
Małpo, ok, nie ma sprawy ![]()
Ale chyba każdy by się mocno wkurzył, jeżeli ktoś ciągle by próbował mu wpierać, jak bardzo nic mu się nie należy, a potem że w ogóle wszystko sobie wymyślił i tak naprawdę jest takim nikim wymyślającym historyjki na forum, nawet o tym, że artykuł napisał.
Wkurzyło mnie to, że Kleoma stawia siebie na pozycji "wyroczni", która zamierza oceniać, czy mi się stypendium należy, która chce sprawdzać, czy faktycznie pomagam zwierzakom (a robię to od podstawówki), która zamierza negować moje studia, moje osiągnięcia naukowe, w ogóle będzie negować wszystko.
Może mam jeszcze wysyłać jej pocztówki z każdej wycieczki albo z każdego wyjazdu na konferencję, może potrzebuje transmisji live (swoją drogą jedna kiedyś była, ale nie oglądałam, bo prowadziłam) z każdego seminarium albo z każdej konferencji, bo ona, Kleoma z forum będzie oceniać, kto mówi prawdę, komu się stypendium należy, a kto powinien się WSTYDZIĆ, że je bierze.
Może mam Kleomie wysłać wycinki z lokalnej gazety na pipidówie, w której kiedyś mieszkałam, bo ona nie będzie wierzyć, że dziewczyna w wieku 16-20 lat (to był ten okres, już minął) może angażować się politycznie i wypowiadać na TAKIE SAME tematy jak 50letni mężczyźni i np. pan wójt czy pan starosta. I znam dużo takich dziewczyn i chłopaków, którzy właśnie w wieku 16 lat zaczynali. Ja się wycofałam, bo stwierdziłam, że to nie dla mnie, ale jeden kolega który właśnie w wieku 16 lat zaczynał dziś jest najmłodszym radnym w stolicy województwa. W gminie z której pochodzę 19letni chłopak został radnym, bo miał fajny pomysł na kampanię. I uwaga - teraz jest już drugą kadencję i się sprawdza w tym, co robi. Ale nie, trzeba mu przecież nie wierzyć, bo to niemożliwe.
Małpo, miło by Ci było, gdybym teraz napisała, że wszystko, co tu mówisz, jest nieprawdą, a pieniądze które zarabiasz w pracy wcale Ci się nie należą?
A teraz myślę, że niepotrzebnie się uniosłam. Skoro wszystko tak neguje, to musi mieć naprawdę smutne i ubogie (NIE MÓWIĘ O FINANSACH) życie.
Jesienna - nie dostałam spadku, tylko darowiznę. Śmierci dziadkom nie życzę.
Co więcej - to mieszkanie ma specyficzną historię. Dziadek był wojskowym za komuny (tak, zlinczujcie i jego i mnie!), więc miał profity i mieszkanie dostał. Tylko dlatego mam dziś swoje mieszkanie. Nie uważam że jest to powód do chwalenia się.
Wcale się nim nie chwalę. Wręcz przeciwnie - chwaliłabym się, gdybym wykupiła za swoje.
Swoją drogą bardzo zastanawia mnie, gdzie podziała się Kleoma ze swoimi hasłami, że sobie wszystko zmyśliłam. Zniknęła?
Tak z drugiej strony to dość smutny jest ten temat.
Tak z drugiej strony to dość smutny jest ten temat.
A no smutny, bo ludzie żyją, jak żyją ![]()
Ja dzisiaj też mam smutny dzień, bo czytałam "Miłość w czasach zarazy" do 4 nad ranem i chodzę jak zombie.
Jakość mojego życia spada.
Couch by się wkurzył
Swoją drogą - da się tu wstawić film, który został zamieszczony na fejsie?
Bo właśnie jeden couch - jeden z moich ulubionych - wstawił kiedyś świetny film.
Taki, że jak słuchasz, to masz ciary, a potem spinasz poślady i zasuwasz.
180 2015-08-21 15:44:56 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-21 15:45:12)
W wątku rzeczywiście zbyt wiele uwagi poświęcono rzeczom materialnym i wykształceniu (chwaleniu ich lub negowaniu). A jest sporo "darmowych" rzeczy, które w jeszcze większym stopniu niż dobra materialne wpływają na jakość życia i brak bylejakości. Np. takie 10 minut śmiechu dziennie czasami lepiej odpręża i relaksuje niż wyszukane rozrywki. Z żalem zauważam, że bardzo rzadko słyszę śmiech wśród dorosłych osób. No bo wśród młodzieży i studentów to jeszcze tak, często na ulicy się zdarza. Pewnie, na imprezach to nawet dorośli się śmieją, ale chodzi mi o taki codzienny śmiech, np. z partnerem.

Źródło: Internet.
W wątku rzeczywiście zbyt wiele uwagi poświęcono rzeczom materialnym i wykształceniu (chwaleniu ich lub negowaniu). A jest sporo "darmowych" rzeczy, które w jeszcze większym stopniu niż dobra materialne wpływają na jakość życia i brak bylejakości. Np. takie 10 minut śmiechu dziennie czasami lepiej odpręża i relaksuje niż wyszukane rozrywki. Z żalem zauważam, że bardzo rzadko słyszę śmiech wśród dorosłych osób. No bo wśród młodzieży i studentów to jeszcze tak, często na ulicy się zdarza. Pewnie, na imprezach to nawet dorośli się śmieją, ale chodzi mi o taki codzienny śmiech, np. z partnerem.
Źródło: Internet.
Ja jestem czasem dziecinna, wiele osób krzywo na to patrzy.
Ale będąc czasem (nie zawsze, zwykle to jest jak mam chwilę relaksu, np. na wakacjach, na wyjeździe) dziecinna jestem szczęśliwsza.
I co z tego, że niektórzy krzywo patrzą na to że baba wyglądająca na jakieś 25-26 lat (wyglądam trochę poważniej) zachwyca się misiami w sklepie i mówi że chciałaby wszystkie? Wiadomo, że ich nie kupię.
Moim zdaniem ludzie są smutni na własne życzenie.
kammiś
Dostałam wiadomość od Ciebie.
A w niej:
3 zdjęcia tej samej kobiety z konferencji. Załóżmy, że to Ty, nie wątpię ale nic to nie wnosi, żadna to zasługa, wiele studentek bierze udział w takich konferencjach. Hostessy też fotografowane są z uczestnikami konferencji.
Następne załączniki to :
-podziękowanie za udział w konferencji zaczynające się od słów "Szanowni Państwo",
-program konferencji-warsztatów w budynku Uniwersytetu III Wieku z wyraźnym zaznaczeniem, że udział mogą wziąć wyłącznie osoby, które za uczestnictwo w warsztatach zapłaciły,
-następne zaproszenie na konferencję bezimienne,
-prośba o wpisanie na listę uczestników warsztatów,
-list od redakcji czasopisma prawniczego, że artykuł zostanie przyjęty do druku o ile dokonane zostaną zmiany w tekście,
No i wisienka na torcie.
- 2 fotki ekranu monitora z włączonym edytorem na którym napisano kilka zdań na temat uboju rytualnego.
Dlatego nie mam się do czego ustosunkować. Nie mam jak ocenić Twojej pracy.
To co mi wysłałaś mogło przyjść do kogokolwiek, mogłaś to skopiować będąc na praktyce w instytucji, która konferencje organizuje.
Liczyłam na artykuł.
To co dostałam mogę naprędce sama w podobnym kształcie sfabrykować posiłkując się zaproszeniami na sympozja i konferencje przychodzące do mojego męża.
Kleoma, odpuść sobie...co i komu chcesz udowodnić?
Myślę, że gdyby każdy zbał o swoje życie i szczęście, świat byłby lepszym miejscem i nikt nie robiłby takich scen jak Kleoma.
Ja też myślę, że kammiś rąbnęła to swojemu facetowi, a tak naprawdę jest hostessą. Mało tego, ten facet (który nie żąda obiadków!) pewnie też nie istnieje, więc w sumie papiery zabrała ojcu. Zdjęcia... hm... zdjęcia... kammiś, jak Twój ojciec wyglądałby w sukience i szpilkach? Przyznaj się, to on?
;_;
To się robi niesmaczne nawet jak dla mnie.
Ale to sama kammiś chciała mój adres mailowy aby wysłać mi swój artykuł, podziękowanie od redakcji .
I gdy otwierałam pocztę od niej to sądziłam, że będzie tam artykuł.
A tam kilka zdań artykułu i jakieś zaproszenia. I wiadomość od redakcji, że wydrukują o ile dokona sugerowanych przez redakcję zmian.
No to napisałam prawdę co naprawdę otrzymałam.
Staram się być obiektywna i sprawiedliwa. Gdyby artykuł do mnie dotarł to naprawdę szczerze bym oceniła bez jakichkolwiek uprzedzeń i jeśli byłby ciekawy to napisałabym o tym.
Daję spokój bo jak widzę mam do czynienia z osobą bardzo jeszcze infantylną i niedojrzała emocjonalnie. A do tego ... zresztą nieważne.
kammiś
Dostałam wiadomość od Ciebie.
A w niej:
3 zdjęcia tej samej kobiety z konferencji. Załóżmy, że to Ty, nie wątpię ale nic to nie wnosi, żadna to zasługa, wiele studentek bierze udział w takich konferencjach. Hostessy też fotografowane są z uczestnikami konferencji.Następne załączniki to :
-podziękowanie za udział w konferencji zaczynające się od słów "Szanowni Państwo",
-program konferencji-warsztatów w budynku Uniwersytetu III Wieku z wyraźnym zaznaczeniem, że udział mogą wziąć wyłącznie osoby, które za uczestnictwo w warsztatach zapłaciły,
-następne zaproszenie na konferencję bezimienne,
-prośba o wpisanie na listę uczestników warsztatów,
-list od redakcji czasopisma prawniczego, że artykuł zostanie przyjęty do druku o ile dokonane zostaną zmiany w tekście,No i wisienka na torcie.
- 2 fotki ekranu monitora z włączonym edytorem na którym napisano kilka zdań na temat uboju rytualnego.Dlatego nie mam się do czego ustosunkować. Nie mam jak ocenić Twojej pracy.
To co mi wysłałaś mogło przyjść do kogokolwiek, mogłaś to skopiować będąc na praktyce w instytucji, która konferencje organizuje.
Liczyłam na artykuł.
To co dostałam mogę naprędce sama w podobnym kształcie sfabrykować posiłkując się zaproszeniami na sympozja i konferencje przychodzące do mojego męża.
Oczywiście, bo wyślę Ci swoje imię, nazwisko, numer pesel, i cały artykuł który mam wysłać do 31 sierpnia, żebyś była zadowolona.
Dobra, jestem hostessą, która się fotografuje z uczestnikami konferencji naukowych ![]()
Nie zamierzam się przed Tobą więcej tłumaczyć, i tak popełniłam błąd.
Cslady miała rację.
Dostałaś screena początku artykułu, bo Ci zwyczajnie nie ufam - niby dlaczego miałabym Ci ufać i wysyłać własne artykuł w całości? Bardzo łatwo można każdemu świnię podłożyć, mając coś takiego, a po tak zgorzkniałej osobie tylko tego można się spodziewać.
Na głupotę nie ma rady - mogę nawet dostać bana, i tak
Najpierw pisałaś, że na pewno nie publikuję i nie biorę udziału w konferencjach, teraz że to nic takiego.... może się zdecyduj
"Szanowni Państwo" jest zawsze rozsyłane do uczestników konferencji.
Warsztaty były płatne, konferencja nie i na konferencję trzeba się było ZAKWALIFIKOWAĆ. Nie brałam udziału w warsztatach, w konferencji - owszem.
Zmiany w tekście wymagane są ZAWSZE bo musisz dostosować artykuł do wymagań czasopisma. Wiesz jakie to zmiany? A no na przykład takie, że to czasopismo życzy sobie, żeby tytuły były kursywą, a nie w cudzysłowie. Naprawdę wielkie błędy. Taką samą korektę dostaje nawet profesor.
Oczywiście zdjęcie podczas prowadzenia konferencji zostało zrobione hostessie, a hostessa siedzi za stołem wykładowym uniwerku
Nie Ty jesteś od oceniania mojej pracy. Od oceniania mojej pracy był ten opalony facet na zdjęciu (ale pewnie Ty nawet nie wiesz, że to jest europoseł), a ten chłopak, co się tak często pojawia na tych zdjęciach, to były przewodniczący koła (byłam jego zastępcą, teraz zamieniliśmy się rolami), już prędzej on ma prawo mnie oceniać, mimo że jest takim samym studentem jak ja.
Oceniasz wszystkich SWOJĄ miarą. Życzę powodzenia w dalszym spoglądaniu na każdego przez pryzmat siebie.
Jestem tępą hostessą, która fabrykuje maile, które dostał ktoś tam, nie wiem kto ![]()
Dobra, mam gdzieś Twoją opinię.
Wiesz, chciałabym Ci podziękować. Dzięki Tobie otworzyłam książkę i przypomniałam sobie, że na takich ludzi nie warto tracić czasu, a ich opiniami nie należy się przejmować, bo czego byś nie zrobił, to i tak będą nie dowierzać, i tak będą cię gnoić, dołować, ściągać w dół. Dzisiaj popełniłam błąd że wdałam się w dyskusję właśnie z taką osobą.
Obiecałam sobie, że więcej go nie popełnię.
Przypomniało mi się, kiedyś rozmawiałam z redaktorką lokalnej gazety, opowiadała mi o czasach, kiedy zaczynała pracę, była jeszcze w trakcie studiów. Zajmowała się lokalną polityką. I jeden gbur - ówczesny radny powiedział jej, że co ona może wiedzieć o polityce, ona jest w wieku jego córek, które się bawią i nie wiedzą nawet kto jest burmistrzem. Powiedziała mi, że jak się wkurzyła, to powiedziała mu, że to, że jego córki są tępymi idiotkami to nie znaczy, że każda młoda kobieta również. I poszła sobie, a jemu szczena opadła.
Twoja osoba przypomniała mi właśnie tę historię.
187 2015-08-21 16:35:05 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 16:36:55)
Ale to sama kammiś chciała mój adres mailowy aby wysłać mi swój artykuł, podziękowanie od redakcji .
I gdy otwierałam pocztę od niej to sądziłam, że będzie tam artykuł.
A tam kilka zdań artykułu i jakieś zaproszenia. I wiadomość od redakcji, że wydrukują o ile dokona sugerowanych przez redakcję zmian.
No to napisałam prawdę co naprawdę otrzymałam.Staram się być obiektywna i sprawiedliwa. Gdyby artykuł do mnie dotarł to naprawdę szczerze bym oceniła bez jakichkolwiek uprzedzeń i jeśli byłby ciekawy to napisałabym o tym.
Daję spokój bo jak widzę mam do czynienia z osobą bardzo jeszcze infantylną i niedojrzała emocjonalnie. A do tego ... zresztą nieważne.
Czy do Ciebie kochanie dochodzi, że nie dam Ci CAŁEGO artykułu, bo równie dobrze możesz podłożyć mi świnię?
Wystarczy, że wysłałabyś go do jakiejkolwiek redakcji, bo nie wolno wysyłać już opublikowanych.
Mogłabyś z nim zrobić COKOLWIEK.
Naprawdę nie możesz ruszyć myślenia i tego pojąć? Wysłałam Ci wstęp.
NAWET na konferencje wysyła się same abstrakty, ale co Ty możesz o tym wiedzieć.
Eileen - coś Ty, to nawet nie mój ojciec, to mój kot w przebraniu ![]()
KLEOMO, napiszę dużymy literami, żebyś nie przegapiła i się do tego ustosunkowała.
NAPRAWDĘ UWAŻASZ, ŻE TY JESTEŚ OD TEGO, ŻEBY OCENIAĆ CZYJĄKOLWIEK PRACĘ???![]()
Po raz kolejny i ostatni, tym razem już imiennie, proszę: kammiś i Kleoma, wyjaśnijcie sobie i podyskutujcie mailowo, a w tym wątku nie róbcie offtopu. Kolejne posty niezwiązane z tematem wątku będę zmuszona usuwać.
189 2015-08-21 16:50:19 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-21 16:52:14)
Po raz kolejny i ostatni, tym razem już imiennie, proszę: kammiś i Kleoma, wyjaśnijcie sobie i podyskutujcie mailowo, a w tym wątku nie róbcie offtopu. Kolejne posty niezwiązane z tematem wątku będę zmuszona usuwać.
Przepraszam!
Kończę, bo nie ma z kim i o czym rozmawiać,
Niepotrzebnie się zdenerwowałam, przepraszam raz jeszcze ![]()
Co do stylu życia:
ja uwielbiam kolorowe rzeczy.
kolorowe zeszyty, kolorowe karteczki
uwielbiam planować.
mam terminarz, w którym zapisuję co mam zrobić i notes - taki dzienniczek, w którym zapisuję co zrobiłam tego dnia
i to nie muszą być rzeczy związane ze studiami czy pracą, ale też to, co zrobiłam dla siebie.
Mi to daje ogląd na to jak mogę rozplanować swój czas, żeby wykorzystać go lepiej, a nie zmarnować na rzeczy, które nie dają mi satysfakcji i których robić nie chcę.
Cslady, to prawda i podobno nawet udawany uśmiech czy śmiech dobrze działają. A co do darmowych rzeczy, to darmowe rozrywki też są, czasem organizowane np fakt częściej w mniejszych miastach, ale wiadomo i bez tego można niektóre rzeczy robić za darmo i są fajne. Ja teraz uczę się z duolingo w Internecie angielskiego, bo parę lat się nie uczyłam, leniłam, a teraz warto, by mimo raczej braku doświadczenia jak wiesz znaleźć pracę po prostu pouczyć się. Co prawda poziom na duolingo jest prosty albo taki średni, ale jest za darmo i póki co jest ok, dlatego mam książkę do angielskiego i staram się w końcu systematycznie uczyć.
191 2015-08-22 00:39:53 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-22 01:00:27)
Truskaweczko - mi nie chodzi o to czy ktos ma wyzsze, czy czyta czy nie, chodzilo mi o ludzi ktorzy nie robia ze swoim zyciem KOMPLETNIE nic, pewnie kazdy z nas zna taka osobe.
Tak jak mowisz, jest duzo rzeczy ktore mozna robic za darmo.
Zeby czytac nie trzeba kupowac ksiazek.
Zeby cwiczyc wystarczy czasem laptop.
Mozna isc na dlugi spacer.
Jezykow sie mozna uczyc. Na gumtree pelno osob szuka partnera do nauki jezyka.
Mozna pisac. Mozna rysowac. Mozna obejrzec program przyrodniczy.
Zadbac o siebie tez mozna za nieduze pieniadze. Sama uwielbiam maseczke z jogurtu (nie dojadam 2 lyzeczek i jest) i peeling z kawy, a przeciez moj facet i tak by wyrzucil te fusy (ja pije rozpuszczalna).
Mozna zapalic swiece co wieczor. W carrefour maja pogrzewacze 100 sztuk chyba za dyche o ile dobrze pamietam.
Duzo rzeczy mozna. Ja na przyklad raz w tygodniu robie sobie owocowy dzien. Gdzie jem bardzo duzo owocow. Przeraza mnie to ze ludzie nie jedza owocow.
Mozna zamiast szynki kupic np jakis fajny ser.
Mozna przemalowac sciany. To nie kosztuje bardzo duzo.
Wiecie czym ja ozdobilam sciany? Czyms co jest zaje***** a nie kosztowalo mnie nic. Obrazy. Malowala je moja matka. A w sypialni nad toaletka mam zachod skonca ktory malowalam ja sama (bylam w liceum, cos mnie naszlo w wakacje i maznelam obraz patrzac na zdjecie ktore tez sama zrobilam).
Mozna fotografowac.
Mozna hodowac kwiaty (ja hoduje cytryny
).
Mozna biegac.
Mozna polazic po muezach.
Ale ludziom sie chce robic NIC. o takich ludziach sie wypowiadalam negatywnie. Nie o tych co nie robia konkretnej rzeczy bo nie o to chodzi. Tylko o tych co nie robia NIC.
Pochodze z malego miasteczka. Teren bardzo ladny - zielony. Tam sa stawy. 4. Ostatni najdalej najpiekniejszy. Jest gdzie isc, na spacer, na rower. Sa te stawy. I wiecie co? Wszyscy jak jeden maz siedza nad tym pierwszym. Czlowiek na czlowieku. Doslownie. Duzo gorzej niz na obleganej plazy nad morzem. I dziwnym trafem zawsze mialam dosc negatywne zdanie o tych ludziach. Dlaczego? Bo nie potrafia SAMI nic wykombinowac. Wystarczy isc 15 minut dluzej zeby ogladac drzewa i ptaki a nie plecy sasiada. Ale lepiej siedziec na kupie, pic browara i sie smazyc. No coz. Ja zostalam wychowana troche inaczej. A to taki efekt owczego pedu. I tam gdzie najlatwiej - najblizej.
Chodzi mi glownie o to ze ludzie w ogole NIE MYSLA co robia ze soba. Nie zastanawiaja co by chcieli zrobic fajnego. Funkcjonuja AUTOMATYCZNIE. Nie wiem. Ja sobie planuje kolejne dni. Dzisiaj na przyklad tata mi przywiozl warzywa od rodzicow przed domem to wiem ze jutro zrobie warzywny obiad i mnie to CIESZY. To dla mnie nie jest automat, jak dla wielu ludzi.
Czesto zmieniam talerze - nie ze wyrzucam tylko zamieniam. dzisiaj byly okragle jutro beda kwadratowe. Czesto pije z innych kubkow. Na noc mam kubek w owce. Mleko z niego pije. Rano z napisem "have a nice day!". Tapety na komputerze zmieniam czesto. Uwielbiam zapachowe olejki do ciala. I jednodniowe wycieczki. A glupi bilet z mojego miasta w najblizsze gory kosztuje 6,50
Przeraza mnie to ze ludzie sa ZGORZKNIALI i nie maja w ogole radosci zycia. Glownie tacy ludzie dojrzalsi. Ja sobie nie wyobrazam ze taka kiedys bede. Wolalabym sie zabic.
Na przyklad dzisiaj sprzatalam. Sasiadka nie raz narzeka ze musi sprzatac. I taka zgorzkniala jest. Ja wlaczam muzyke i sprzatajac tancze. Dzis tak robilam i az wykrecilam kolano jakos
I nikt mi nie powie ze moje podejscie nie jest lepsze.
Jak gotuje - rzadko - to jest to dla mnie przyjemnosc. Jak cwicze rowniez. Jak sie ucze tez. Nawet jak zarywam nocke to mam jakies tam samozadowolenie mimo zmeczenia.
Kapiel nie jest dla mnie codziennym obowiazkiem tylko przyjemnoscia. A jest wielu ludzi ktorzy albo wszystko robia jak na autopilocie albo z poczucia przykrego obowiazku. To chore!!!
W domu rodzinnym czesto robilismy sobie grilla na dworze. Ale grilla nie ze kielbacha i browar. Kielbasa byla ale byly tez grillowane pieczarki, byly specjalne kanapki, byly serki z grilla, byla MASA surowek, potem byl deser. Dlaczego sobie nie uprzyjemniac zwyklych czynnosci?
Tak samo nie rozumiem jak mozna kupowac wszystkie zeszyty na studia takie same. Okladki sa rozne, a placisz tyle samo. A jest po prostu LADNIEJ.
Lubie sobie robic male kanapeczki. Kupuje chleb zytni ze slonecznikiem w biedronce, on ma bardzo duze kromki, jem jedna. I dziele ja na 4. Daje na nie inne rzeczy. Ozdabiam bazylia, ktora rosnie na parapecie w kuchni. Albo pietruszka, koperkiem, szczypiorkiem. A ludzie potrafia nawet sie z tego smiac, bo po co robic jak je sie krocej niz robi. Ale moim zdaniem to takie troche puste podejscie robic wszystko z automatu albo obowiazku. I przede wszystkim sa nieszczesliwi na wlasne zyczenie.
Uwazam ze kazdy czlowiek musi znalezc to co kocha robic. Ale do tego trzeba ruszyc glowa. A wiekszosci sie niestety nie chce.
Znam ludzi którzy całymi dniami nie robią właściwie nic, tylko tak zaczęłam się zastanawiać czy ja byłabym taka jaka jestem, gdyby nie to że rodzice mimo iż oboje pracowali pokazywali mi wiele możliwości spędzania czasu, a u nas na osiedlu króluje wychowanie "wypad z domu i rób co chcesz" no to dzieciaki jak i starsi siedzą cały dzień na ławce i kiwają się do muzyczki z telefonu, a najmłodsi drą gęby cały dzień, czy ja nie byłabym taka sama gdybym była tak wychowana? Kto wie...
Ja się nie nudzę, nigdy, zawsze mam co robić, zdarza się że fizycznie nie mam siły, ale nigdy nie jest tak że usiądę i nie mam pomysłu co ze sobą zrobić. Pomysłów i zajęć mam na dobre kilka lat, a ciągle dochodzą następne...
Jednak tak jak napisałam co ludzie wychowani w taki sposób mają robić? Te dzieci nie wiedzą co to czytać, rysować, wiedzą co to drzeć gębę co zadowala ich rodziców bo dzieci nie kręcą się pod nogami, co z nich wyrośnie? Raczej nie będą to ludzie z zainteresowaniami i chęcią do rozwoju, może jakiś się wyrwie, ale to będą jednostki w wiadrze wydrzygębów.
No racja, rozumiem o co chodzi. No niektórzy tak bardzo robią wszystko automatycznie, jakby nie mieli ochoty zrobić nic innego, chyba nie myślą nad tym, ale masz rację, że te małe przyjemności to wiele daje. Ja czasem robię coś inaczej, bo też inaczej dziwnie się czuję, że dni takie same, więc coś wiadomo, że zrobię i też często coś sobie wymyślę nawet jak nie jest to nic wielkiego. Niemniej akurat bywa, że się nudzę, ale wiadomo to chyba u wielu osób się zdarzy, nie ma tragedii. A tak to coś czasem wymyślę.
Znam ludzi którzy całymi dniami nie robią właściwie nic, tylko tak zaczęłam się zastanawiać czy ja byłabym taka jaka jestem, gdyby nie to że rodzice mimo iż oboje pracowali pokazywali mi wiele możliwości spędzania czasu, a u nas na osiedlu króluje wychowanie "wypad z domu i rób co chcesz" no to dzieciaki jak i starsi siedzą cały dzień na ławce i kiwają się do muzyczki z telefonu, a najmłodsi drą gęby cały dzień, czy ja nie byłabym taka sama gdybym była tak wychowana? Kto wie...
Ja się nie nudzę, nigdy, zawsze mam co robić, zdarza się że fizycznie nie mam siły, ale nigdy nie jest tak że usiądę i nie mam pomysłu co ze sobą zrobić. Pomysłów i zajęć mam na dobre kilka lat, a ciągle dochodzą następne...
Jednak tak jak napisałam co ludzie wychowani w taki sposób mają robić? Te dzieci nie wiedzą co to czytać, rysować, wiedzą co to drzeć gębę co zadowala ich rodziców bo dzieci nie kręcą się pod nogami, co z nich wyrośnie? Raczej nie będą to ludzie z zainteresowaniami i chęcią do rozwoju, może jakiś się wyrwie, ale to będą jednostki w wiadrze wydrzygębów.
To sa TOKSYCZNI ludzie, Malpo. Przebywanie x nimi szkodzi - ich dzieciom i spoleczenstwu.
I nie jest istotne czy pojda na studia, bo znam wiele takich typowych miernot na studiach.
Slowem miernota okreslam osobe ktora robi TYLKO to co MUSI.
Ile osob dzisiaj wstanie i jako ze jest weekend i nie trzeba isc do pracy, to nie zrobi TOTALNIE nic (moze poza obiadem)? Multum.
Unikam takich ludzi. I w sumie mam gdzies czy zauwaza ze ich unikam. Nie chce sie zarazac ich toksycznoscia.
Kammiś, rozumiem co masz na myśli i zgadzam się z Twymi refleksjami. Ale obecnej tapety komputerowej nigdy nie zmienię
Do Twoich przemyśleń dodałbym jeden grosz: za mało w nas uśmiechu i dystansu do samych siebie.