netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy żyjesz byle jak ?

517 odpowiedzi37 443 wyświetleniazałożony przez Beatriss20200, 16.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 518 ]

66

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Hm... tylko bez przesady. big_smile Znaczy, zgadzam się, że całe życie przed serialem może być zabijaniem nudy raczej, ale bez przesady, ja też czasem oglądam seriale. I to czasami te odmóżdżające (np. tvd  [ * ] - zostaw znicz dla umysłu Eileen). tongue Z tym że ich nie nazwałabym pasją, chociaż... jakby mi ktoś przeszkodził w obejrzeniu nowego odcinka Sherlocka ALBO (wcześniej) Spartacusa, to zamordowałabym. big_smile I też piję piwo czasami, jak coś oglądam - ale nie sama. Ba, zdarza mi się pić piwo niczym żul, bo w plenerze, ze znajomymi (ale nie pod żabką, usprawiedliwiona?). A nie powiedziałabym, że moje życie jest byle jakie. Właśnie dzięki takim chwilom (cóż, ostatnio był to tydzień ;_;) nabiera smaczku. wink

Tez pilam w plenerze, tylko ze wodke z cola tongue
Dobrze wiesz, ze chodzi o to ze dla niektorych to jest regula wink to jest problem, nie to ze ktos cos zrobi od czasu do czasu. Od czasu do czasu spie do 13, chodze w koszulce nocnej do 16, wtryniam pizze i torcik wegierski, ogladam najbardziej debilne rzeczy i wieczorem pije za duzo wink tylko ze u mnie (pewnie u Ciebie tez) to jest znikomy element calego zycia.
To nawet ten caly couch mowil zeby dawac sobie chwile zapomnienia na glupoty.
Caly czas zmierzam do tego ze wiekszosc ludzi nie robi ze swoim zyciem TOTALNIE nic. Mowia czego by chcieli, niby maja jakies tam marzenia, co najgorsze ZAZDROSZCZA innym, ale nic z tym nie zrobia.

67 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-08-20 08:57:02)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Caly czas zmierzam do tego ze wiekszosc ludzi nie robi ze swoim zyciem TOTALNIE nic.

No i kolejny raz mnie dzis rozbawilas. Najpierw jak to przeczytalam to zrobilam wielkie O i prawie kawe wyplulam a potem usmialam porzadnie:)

Skad Ty wiesz co robi WIEKSZOSC ludzi? Masz wlasnie takich znajomych? Sasiadow przez dziurke od klucza podgladasz, badania jakies spoleczne prowadzisz, socjologie studiujesz, w BB sie bawisz? Tyle wiesz co zjesz ale tezy stawiasz jak prorok jakis.

Co to jest ta WIEKSZOSC kammis? w procentach moze ujmij i jeszcze podziel sie z nami informacja na temat zrodla tej Twojej wiedzy.

Wybacz, ale piszesz (a i pewnie zachowujesz sie tez) jak egzaltowana i rozpieszczona pannica z "dobrego" domu. Dobrego specjalnie w cudzyslow ubralam, bo dobra rodzinnego nie mierzy sie luksusem na jaki dana rodzine stac.

Osobiscie wolalabym spedzic beztrosko dzien z piwem i serialem z gatunku "Okil Ci powie" , bo przynajmniej bym se zrelaksowala i moze posmiala niz pojsc na spacer z Toba.. Bo cholera wie, jak bys mnie zakwalifikowala pod koniec tej "wysoko jakosciowej" przechadzki.

No i cos jeszcze przyszlo mi do glowy - jako studentka, to ja po polnocy albo smacznie spalam, albo bawilam sie na dyskotece a juz mieszkajac ze swoim mezczyzna pod jednym dachem, to z pewnoscia mialabym rece pelne innej roboty niz pisanie na wirtualnym forum:) Wiec nie wiem, czy mozna innym zarzucac byle jakosc jesli samemu cierpi sie na pewne deficyty.

68 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-08-20 09:28:03)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Femte, nie chodzi o to,że całe życie ma się składać z pracy,szczególnie jak ktoś jest kontuzjowany czy chory. Nie chodzi o jakiś porąbany pracoholizm, który sam w sobie jest sygnałem, że nie do końca dobrze się dzieje z człowiekiem. Wg mnie, chodzi o szeroko rozumiany rozwój osobisty, na który składa się zarówno dbanie o własne ciało, jak i własny umysł.

Jeżeli każdego dnia robisz coś co Cię wewnętrznie wzbogaca, poszerza horyzonty, uczy czegoś nowego, ulepsza, to po prostu jesteś szczęśliwszą osobą smile Już tak jesteśmy zbudowani, że produktywność wychodzi nam na dobre. Kiedykolwiek spotkałam kogoś, kto wolny czas spędzał odmóżdżając się przed telewizorem, tak po najmniejszej linii oporu, byli to ludzie apatyczni, znudzeni, bez inicjatywy, którzy wcale nie tylko nie czerpali jakiejś dzikiej radości z tego "hobby", ale popadali w jeszcze większą apatię. Seriale były dla nich ucieczką od tego, że wewnętrznie czuli się przegrani.

Oczywiście, nie chcę demonizować ani telewizji, ani seriali, ani piwa, ani pizzy. Nie jestem jakąś ascetką. Fajnie jest czasem, szczególnie po bardzo pełnym dniu, zrelaksować się z drinkiem w ręce i Grą o tron na ekranie. Tylko to nie powinno stanowić ISTOTY czyjegoś życia.

69

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

  Fajnie jest czasem, szczególnie po bardzo pełnym dniu, zrelaksować się z drinkiem w ręce i Grą o tron na ekranie. Tylko to nie powinno stanowić ISTOTY czyjegoś życia.

Ale czy sadzisz, ze naprawde jest tak wiele osob, dla ktorych to jest istota zycia? Ja nie znam nikogo, kto by dzien w dzien od switu do nocy sleczal przed ekranem albo zlopal piwo calymi skrzynkami. Z wyjatkiem mocno uzaleznionych alkoholikow, ale im to juz i tak wsio rawno.

Mnie sie zdaje, ze jak taka pani Basia, skoro juz taka tu mamy, wroci ledwo zywa po 10 godzinach pracy w Biedronce, czesto fizycznej, albo po dyzurze w szpitalu, gdzie jako salowa musi sie nalatac w te i nazad, to ostatnim jej marzeniem bedzie wyskoczyc na fitness czy leciec z psem poganiac po parku albo slowek obcych powkuwac. Pewnie marzy jej sie tylko kapiel, filizanka mocnej kawy albo herbaty, nogi wyciagnac na sofie i obejrzec durnowaty odcinek durnowatego serialu. Tak zwyczajnie dla odpoczynku fizycznego i relaksu. Czy to byle jakie zycie?

I czesto bywa tez, ze pomarzyc to sobie moze, bo po tej pracy na kasie albo z mopem czeka ja pranie, sprzatanie, gotowanie itd. Na seriale czasu raczej malo komu starcza. Moze bezrobotni, mlode mamy na wychowawczym czy emeryci/chorzy przykuci do 4-ch scian. Czlowiek pracujacy i majacy rodzine nawet nie bedzie mial kiedy lezec odwlokiem przed telewizorem.

Nie mozemy oceniac innych i ich preferencji nie bedac w ich polozeniu. Nie wszyscy maja lekka prace biurowa i kupe pieniedzy oraz czasu wolnego na taki high style self development popoludniami.

70

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja od zawsze lubię sobie czasem pożyć "byle jak".
Robić to na co aktualnie mam ochotę, pooglądać bezsensowne seriale, jeść placki ziemniaczane palcami prosto z patelni, pić oranżadę prosto z butelki, nigdzie nie jechać na urlop tylko siedzieć w domu w dresie i w klapkach, spać do woli aż się obudzę sama, kisić ogórki, smażyć śliwki, leżeć pod gruszą i patrzeć jak trawa rośnie.....
I jest mi z tym dobrze, cieszy mnie to.
A to chyba najważniejsze aby robić to co nam sprawia przyjemność nawet jeśli jest to uznane jako zachowanie niekulturalne, obciachowe, "rozrywka dla motłochu".

71 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 10:26:14)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Caly czas zmierzam do tego ze wiekszosc ludzi nie robi ze swoim zyciem TOTALNIE nic.

No i kolejny raz mnie dzis rozbawilas. Najpierw jak to przeczytalam to zrobilam wielkie O i prawie kawe wyplulam a potem usmialam porzadnie:)

Skad Ty wiesz co robi WIEKSZOSC ludzi? Masz wlasnie takich znajomych? Sasiadow przez dziurke od klucza podgladasz, badania jakies spoleczne prowadzisz, socjologie studiujesz, w BB sie bawisz? Tyle wiesz co zjesz ale tezy stawiasz jak prorok jakis.

Co to jest ta WIEKSZOSC kammis? w procentach moze ujmij i jeszcze podziel sie z nami informacja na temat zrodla tej Twojej wiedzy.

Wybacz, ale piszesz (a i pewnie zachowujesz sie tez) jak egzaltowana i rozpieszczona pannica z "dobrego" domu. Dobrego specjalnie w cudzyslow ubralam, bo dobra rodzinnego nie mierzy sie luksusem na jaki dana rodzine stac.

Osobiscie wolalabym spedzic beztrosko dzien z piwem i serialem z gatunku "Okil Ci powie" , bo przynajmniej bym se zrelaksowala i moze posmiala niz pojsc na spacer z Toba.. Bo cholera wie, jak bys mnie zakwalifikowala pod koniec tej "wysoko jakosciowej" przechadzki.

No i cos jeszcze przyszlo mi do glowy - jako studentka, to ja po polnocy albo smacznie spalam, albo bawilam sie na dyskotece a juz mieszkajac ze swoim mezczyzna pod jednym dachem, to z pewnoscia mialabym rece pelne innej roboty niz pisanie na wirtualnym forum:) Wiec nie wiem, czy mozna innym zarzucac byle jakosc jesli samemu cierpi sie na pewne deficyty.

Bardzo mnie bawisz smile
A czemu Ty siedzisz na forum? wink
Nie chodze na dyskoteki, jak widac to byl Twoj poziom wink lubie czytac w nocy i spac do 9-10, a wczoraj pracowalam nad artykulem (naukowym), bo za najwiekszy deficyt uznaje pustostan w glowie i lazenie po dyskotekach wink wiesz, wole byc autorka artykulow prawniczych niz dyskotekowa pinda wink ale...co kto lubi. Wczorajszy dzien spedzilam na uczelni (tak, ja nawet w wakacje wink ) bo musialam sie spotkac z 2 wykladowcami, potem w Muzeum Narodowym, potem przy artykule, potem przy ksiazce. I jakos uznaje to za lepszy patent niz dyskoteka wink
Moj mezczyzna wczoraj pracowal do 3  w nocy, zeby dzisiaj rano wstac o 8 i pojechac do sadu. Przynajmniej jest czlowiekiem zdolnym i pracowitym. 
Daruj sobie jezdzenie po mnie, bo niezmiennie przygladam sie takim osobom jak Ty z wielkim rozbawieniem wink
Deficytem to dla mnie jest ten sen i dyskoteka wink
Totalnie mnie nie znasz, wiec lepiej nie wypowiadaj sie na temat ze akurat ja zyje byle jak, bo akurat moj tydzien jest zapelniony edukacja, angielskim, 10 godzinami cwiczen fizycznych i ciagla robota wink

72 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-08-20 10:59:01)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Caly czas zmierzam do tego ze wiekszosc ludzi nie robi ze swoim zyciem TOTALNIE nic.

No i kolejny raz mnie dzis rozbawilas. Najpierw jak to przeczytalam to zrobilam wielkie O i prawie kawe wyplulam a potem usmialam porzadnie:)

Skad Ty wiesz co robi WIEKSZOSC ludzi? Masz wlasnie takich znajomych? Sasiadow przez dziurke od klucza podgladasz, badania jakies spoleczne prowadzisz, socjologie studiujesz, w BB sie bawisz? Tyle wiesz co zjesz ale tezy stawiasz jak prorok jakis.

Co to jest ta WIEKSZOSC kammis? w procentach moze ujmij i jeszcze podziel sie z nami informacja na temat zrodla tej Twojej wiedzy.

Wybacz, ale piszesz (a i pewnie zachowujesz sie tez) jak egzaltowana i rozpieszczona pannica z "dobrego" domu. Dobrego specjalnie w cudzyslow ubralam, bo dobra rodzinnego nie mierzy sie luksusem na jaki dana rodzine stac.

Osobiscie wolalabym spedzic beztrosko dzien z piwem i serialem z gatunku "Okil Ci powie" , bo przynajmniej bym se zrelaksowala i moze posmiala niz pojsc na spacer z Toba.. Bo cholera wie, jak bys mnie zakwalifikowala pod koniec tej "wysoko jakosciowej" przechadzki.

No i cos jeszcze przyszlo mi do glowy - jako studentka, to ja po polnocy albo smacznie spalam, albo bawilam sie na dyskotece a juz mieszkajac ze swoim mezczyzna pod jednym dachem, to z pewnoscia mialabym rece pelne innej roboty niz pisanie na wirtualnym forum:) Wiec nie wiem, czy mozna innym zarzucac byle jakosc jesli samemu cierpi sie na pewne deficyty.

Bardzo mnie bawisz smile
A czemu Ty siedzisz na forum? wink
Nie chodze na dyskoteki, jak widac to byl Twoj poziom wink lubie czytac w nocy i spac do 9-10, a wczoraj pracowalam nad artykulem (naukowym), bo za najwiekszy deficyt uznaje pustostan w glowie i lazenie po dyskotekach wink wiesz, wole byc autorka artykulow prawniczych niz dyskotekowa pinda wink ale...co kto lubi. Wczorajszy dzien spedzilam na uczelni (tak, ja nawet w wakacje wink ) bo musialam sie spotkac z 2 wykladowcami, potem w Muzeum Narodowym, potem przy artykule, potem przy ksiazce. I jakos uznaje to za lepszy patent niz dyskoteka wink
Moj mezczyzna wczoraj pracowal do 3  w nocy, zeby dzisiaj rano wstac o 8 i pojechac do sadu. Przynajmniej jest czlowiekiem zdolnym i pracowitym. 
Daruj sobie jezdzenie po mnie, bo niezmiennie przygladam sie takim osobom jak Ty z wielkim rozbawieniem wink
Deficytem to dla mnie jest ten sen i dyskoteka wink
Totalnie mnie nie znasz, wiec lepiej nie wypowiadaj sie na temat ze akurat ja zyje byle jak, bo akurat moj tydzien jest zapelniony edukacja, angielskim, 10 godzinami cwiczen fizycznych i ciagla robota wink

No dobra panienko stara mlodziutka, a co w temacie tej WIEKSZOSCI? Gdzie Ty te wiekszosc zatem spotykasz? Na uczelniach, w bibliotekach, sadach czy przy komputerze? Bo takie miejsca rozpusty i pustoty jak dyskoteki sa dla Ciebie zakazane, fuj, same pindzie tam chodza. Oj dziewczyn, Ty juz w wiek emerytalny powoli wchodzisz. No i ten wiecznie zapracowany mezczyzna..no comment.

73 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 11:33:50)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

No i kolejny raz mnie dzis rozbawilas. Najpierw jak to przeczytalam to zrobilam wielkie O i prawie kawe wyplulam a potem usmialam porzadnie:)

Skad Ty wiesz co robi WIEKSZOSC ludzi? Masz wlasnie takich znajomych? Sasiadow przez dziurke od klucza podgladasz, badania jakies spoleczne prowadzisz, socjologie studiujesz, w BB sie bawisz? Tyle wiesz co zjesz ale tezy stawiasz jak prorok jakis.

Co to jest ta WIEKSZOSC kammis? w procentach moze ujmij i jeszcze podziel sie z nami informacja na temat zrodla tej Twojej wiedzy.

Wybacz, ale piszesz (a i pewnie zachowujesz sie tez) jak egzaltowana i rozpieszczona pannica z "dobrego" domu. Dobrego specjalnie w cudzyslow ubralam, bo dobra rodzinnego nie mierzy sie luksusem na jaki dana rodzine stac.

Osobiscie wolalabym spedzic beztrosko dzien z piwem i serialem z gatunku "Okil Ci powie" , bo przynajmniej bym se zrelaksowala i moze posmiala niz pojsc na spacer z Toba.. Bo cholera wie, jak bys mnie zakwalifikowala pod koniec tej "wysoko jakosciowej" przechadzki.

No i cos jeszcze przyszlo mi do glowy - jako studentka, to ja po polnocy albo smacznie spalam, albo bawilam sie na dyskotece a juz mieszkajac ze swoim mezczyzna pod jednym dachem, to z pewnoscia mialabym rece pelne innej roboty niz pisanie na wirtualnym forum:) Wiec nie wiem, czy mozna innym zarzucac byle jakosc jesli samemu cierpi sie na pewne deficyty.

Bardzo mnie bawisz smile
A czemu Ty siedzisz na forum? wink
Nie chodze na dyskoteki, jak widac to byl Twoj poziom wink lubie czytac w nocy i spac do 9-10, a wczoraj pracowalam nad artykulem (naukowym), bo za najwiekszy deficyt uznaje pustostan w glowie i lazenie po dyskotekach wink wiesz, wole byc autorka artykulow prawniczych niz dyskotekowa pinda wink ale...co kto lubi. Wczorajszy dzien spedzilam na uczelni (tak, ja nawet w wakacje wink ) bo musialam sie spotkac z 2 wykladowcami, potem w Muzeum Narodowym, potem przy artykule, potem przy ksiazce. I jakos uznaje to za lepszy patent niz dyskoteka wink
Moj mezczyzna wczoraj pracowal do 3  w nocy, zeby dzisiaj rano wstac o 8 i pojechac do sadu. Przynajmniej jest czlowiekiem zdolnym i pracowitym. 
Daruj sobie jezdzenie po mnie, bo niezmiennie przygladam sie takim osobom jak Ty z wielkim rozbawieniem wink
Deficytem to dla mnie jest ten sen i dyskoteka wink
Totalnie mnie nie znasz, wiec lepiej nie wypowiadaj sie na temat ze akurat ja zyje byle jak, bo akurat moj tydzien jest zapelniony edukacja, angielskim, 10 godzinami cwiczen fizycznych i ciagla robota wink

No dobra panienko stara mlodziutka, a co w temacie tej WIEKSZOSCI? Gdzie Ty te wiekszosc zatem spotykasz? Na uczelniach, w bibliotekach, sadach czy przy komputerze? Bo takie miejsca rozpusty i pustoty jak dyskoteki sa dla Ciebie zakazane, fuj, same pindzie tam chodza. Oj dziewczyn, Ty juz w wiek emerytalny powoli wchodzisz. No i ten wiecznie zapracowany mezczyzna..no comment.

Jaki tam wiecznie wink poniedzialkowy i wtorkowy wieczor spedzilismy razem, byloby nienormalne gdyby ktoregos wieczora w tygodniu nie zarwal nocki. Wiesz, tak to jest jak ktos nie zadowala sie praca na etat tylko woli zalozyc spolke, to pracuje wiecej niz te 8 godzin.
Wiekszosc? Widac na ulicach. czesto jezdze autobusem do rodzicow (nie lubie prowadzic w dluzszych trasach) i tematy ludzi mnie przerazaja. Ciagle tylko jak to jest zle na tym swiecie big_smile  jacy sa zmeczeni, jak to szybko noc sie robi, tylko czlowiek ugotuje i obejrzy serial i juz spac trzeba (tak, takie dyskusje slyszalam okolo godziny 15). Wszyscy sa bardzo zmeczeni zyciem. Poczynajac od 20latkow, na emerytach konczac big_smile
Na uczelni - studenci nie zawsze reprezentuja wysoki poziom, niestety. Niektorzy to tylko wlasnie byle zachlac i dostac 3.
Wiek emerytalny? Nie wiedzialam ze w wieku emerytalnym zasuwa sie na biezni godzine i siedzi po nocach piszac artykuly, a w miedzyczasie planuje Prage z facetem wink fajnie na tych emeryturach musi byc wink
Przykre jest to ze niektorzy mlodzi ludzie nie widza innej formy rozrywki niz dyskoteka i innego stylu zycia niz byle 3.
A ja BARDZO LUBIE swoje zycie. Wiadomo, ze chcialabym cos ulepszyc i osiagnac duzo, bo wszystko przede mna (i do tego DAZE, a nie tylko gadam jak wiekszosc co jej tak zle big_smile ) ale je lubie i nie chcialabym sie zamieniac z innymi. Wiekszosc ciagle narzeka jak ma zle wink  Nikomu nie zazdroszcze, uwazam ze kazdy ma to na co sobie zapracowal praca i UMYSLEM.
Nie mowie do ludzi ktorzy chca sobie posiedziec na lawce w SPOKOJU jak to w sklepach jest drogo albo jak mnie cos boli straaasznie. (Wczoraj mialam taka sytuacje i myslalam tylko "skoncz wreszcie babo", co ciekawe byla mloda i chyba nie do konca normalna). Nie uzalam sie na wieeeeczna nadwage albo na to jakie egzaminy sa straaaasznie ciezkie nie do zdania (panuje u nas na wydziale ze nie da sie nie miec zadnej poprawki raz na rok - jak widac da sie, nawet przy 2 kierunkach). Kocham swojego faceta, przyjaciolki, kota, 2 kumpli, promotora. Kocham tanczyc i przebywac ze zwierzetami. Kocham czytac po nocach. Kocham swoje studia. Kocham pisac artykuly i spac po 2 godziny, daje to satysfakcje. Kocham chodzic na staze i kocham prace u ojca, co swiadczy o tym ze po aplikacji tez bede kochac swoja prace. Kocham swoje ubrania, kocham jedzenie ktore jem i nie uwazam ze potrzebne mi wiecej i wiecej. Marzy mi sie dom z ogrodem ale uwazam ze moje mieszkanie jest bardzo fajne i nie chcialabym go zmieniac. Kocham sie meczyc i pocic na fitnessie albo w domu z Mel B bo czuje ze robie cos dla siebie. Lubie nawet chodzic do dentysty albo na szczepienia wink
Ile osob moze powiedziec takie rzeczy?

74

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Czlowiek nie jest przystosowany do pracy na okraglo. W okresie zbieracko- lowieckim efektywnej pracy bylo pare godzin dziennie. Tylko do tego trybu zycia potrzeba po kilka km2 na osobe. Ludzi zrobilo sie wiecej,  zamiast polegac na ty co samo roslo trzeba bylo zaczac hodowac i uprawiac. Co wymagalo czasu i pracy. Potem rolnictwo musialo byc coraz bardziej intensywne, czyli pracochlonne. Doszly inne potrzeby, znowu wymagajace pracy - czyli czasu.
Do tej pory jakos to wszystko bylo pod kontrola. Praca w godzinach pracy, a potem luz. Teraz wszystko przybralo gorszy obrot. Trzeba byc czlowiekiem "aktywnym".
Po pracy silownia, angielski, modne sporty.
Np, kupuje sie psa, obowiazkowo modnej rasy zeby uprawiac "psie sporty" chocby biegac, co oczywiscie wymaga sprzetu. Pies jest czescia tego sprzetu, sluzy do lansowania sie i udowadniania ze jest sie osoba aktywna. Oczywiscie wszystko ze szkoda dla psa. Ktory i tak skonczy na lancuchu "u babci na wsi" lub w schronisku.
Wiec ta wymuszona aktywnosc to jakby przedluzenie pracy - wypada to robic.
Ja bym sie wsciekla jakbym miala cale zycie spedzic z zegarkiem w reku - teraz silownia, teraz dodatkowe zajecia. Ksiazki te potrzebne w pracy czy do lansowania sie.
Czlowiek potrzebuje luzu, tez czasowego. Wiec - moj prywatny czas to moja sprawa, nikomu nic do tego jak go spedzam.
Widze to po sobie, ja potrzebuje higieny umyslowej. Musze miec rozne aktywnosci, zeby nie zglupiec. Oraz okresy "niebytu" bo wtedy mozg sobie wszystko sam uklada. Jak sie nawrzuca duzo do glowy to sie ma sieczke. Duzo informacji, niepowiazanej, brak umiejetnosci wyciagania wnioskow. Brak zdolnosci widzenia zwiazkow miedzy zjawiskami.
Czlowiek staje sie chomikiem w kolowrotku, nie tylko musi biec caly czas, to jeszcze jego umysl sie robi plaski. Przystosowany tylko do rozwiazywania zadan przed nim postawionych przez prace.

Zauwazylam ze ludzie sa przyzwyczajeni do wlaczonego telewizora. Obojetnie co tam jest. Chocby wiadomosci w jezyku ktorgo nie rozumieja. Pytam sie - rozumiesz cos z tego? Nie. Po prostu cos musi halasowac.

75

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Czlowiek nie jest przystosowany do pracy na okraglo. W okresie zbieracko- lowieckim efektywnej pracy bylo pare godzin dziennie. Tylko do tego trybu zycia potrzeba po kilka km2 na osobe. Ludzi zrobilo sie wiecej,  zamiast polegac na ty co samo roslo trzeba bylo zaczac hodowac i uprawiac. Co wymagalo czasu i pracy. Potem rolnictwo musialo byc coraz bardziej intensywne, czyli pracochlonne. Doszly inne potrzeby, znowu wymagajace pracy - czyli czasu.
Do tej pory jakos to wszystko bylo pod kontrola. Praca w godzinach pracy, a potem luz. Teraz wszystko przybralo gorszy obrot. Trzeba byc czlowiekiem "aktywnym".
Po pracy silownia, angielski, modne sporty.
Np, kupuje sie psa, obowiazkowo modnej rasy zeby uprawiac "psie sporty" chocby biegac, co oczywiscie wymaga sprzetu. Pies jest czescia tego sprzetu, sluzy do lansowania sie i udowadniania ze jest sie osoba aktywna. Oczywiscie wszystko ze szkoda dla psa. Ktory i tak skonczy na lancuchu "u babci na wsi" lub w schronisku.
Wiec ta wymuszona aktywnosc to jakby przedluzenie pracy - wypada to robic.
Ja bym sie wsciekla jakbym miala cale zycie spedzic z zegarkiem w reku - teraz silownia, teraz dodatkowe zajecia. Ksiazki te potrzebne w pracy czy do lansowania sie.
Czlowiek potrzebuje luzu, tez czasowego. Wiec - moj prywatny czas to moja sprawa, nikomu nic do tego jak go spedzam.
Widze to po sobie, ja potrzebuje higieny umyslowej. Musze miec rozne aktywnosci, zeby nie zglupiec. Oraz okresy "niebytu" bo wtedy mozg sobie wszystko sam uklada. Jak sie nawrzuca duzo do glowy to sie ma sieczke. Duzo informacji, niepowiazanej, brak umiejetnosci wyciagania wnioskow. Brak zdolnosci widzenia zwiazkow miedzy zjawiskami.
Czlowiek staje sie chomikiem w kolowrotku, nie tylko musi biec caly czas, to jeszcze jego umysl sie robi plaski. Przystosowany tylko do rozwiazywania zadan przed nim postawionych przez prace.

Zauwazylam ze ludzie sa przyzwyczajeni do wlaczonego telewizora. Obojetnie co tam jest. Chocby wiadomosci w jezyku ktorgo nie rozumieja. Pytam sie - rozumiesz cos z tego? Nie. Po prostu cos musi halasowac.

Dlaczego musi halasowac? Mnie telewizor niesamowicie wkur**** (slowo uzyte celowo dla podkreslenia). Niesamowicie.
Rozne sa formy odpoczynku. Trzeba o tym pamietac.
Mimo ze lubie jak to sie okresla "modny" styl zycia ze caly czas cos robie to zwierze nie jest gadzetem. Nie generalizuj. Nigdy nie oddalabym swojego zwierzecia.
Tez musze miec rozne aktywnosci. a okresem kiedy nie mysle jest wysilek fizyczny.

76 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-08-20 11:55:30)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Mussuka, ależ ja takich ludzi znam! Jednym z nich jest moja bratowa. Pracę ma za biurkiem, więc ciężko powiedzieć, że się fizycznie przemęcza. Dzieci ma praktcznie dorosłe. W domu nie podniesie palca, bo zatrudnia sprzątaczkę. Nie gotuje, bo jej mąż to robi. Jak ją odwiedzamy, to jedyną konwersację jaką z niej można wyciągnąć to streszczenia seriali i narzekanie na jej figurę i generalny brak energii. Gdyby raz tyłek podniosła i gdzieś przynajmniej na rowerze pojeździła, to założę się, że by się lepiej poczuła.

Nie piszę, że ktoś kto ma bardzo fizyczną pracę, ma latać wieczorem i dźwigać ciężary, bo to nonsens. Taka osoba potrzebuje raczej stymulacji intelektualnej i właśnie nauka obcego języka, joga, medytacja, czytanie książek, granie na instrumencie, byłyby dla niej o wiele bardziej wskazane niż bierna wegetacja przed tv pudłem czy picie alkoholu.

Femte, nie uważam, że uprawiam sport czy wyprowadzam psa czy czytam jakieś książki dla innych. Robię to wyłącznie dla siebie, bo LEPIEJ się czuję kiedy poświęcam czas na coś konstruktywnego. Sport polepsza sylwetkę i dodaje energii, fascynujące jest poczytać jakiegoś nowego autora, a pies jako duży i atletyczny po prostu musi się wybiegać big_smile To nie są dla mnie wymuszone zajęcia, ale NORMALNY sposób spędzania czasu.

77

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ale głupoty tu czytam. Jeśli przypadkiem - nie daj boże - robię coś, co robią też inni, to robię to na pokaz. Dobrze wiedzieć. big_smile Znam ludzi, którzy uprawiają z psami różne sporty i nigdy nie kupili psa, że "się lansować", bo niby jak i czym? Psem? Ale owszem, aktywni ludzie wybierają często psy rasowe. Nie dlatego, że to jest jakiś lans, tylko rasę możemy dopasować do swojego trybu życia. Jeśli ktoś żyje aktywnie i lubi dużo ruchu, to kundelek ze schroniska najpewniej by się u niego męczył, gdy właściciela ciągle nie ma w domu. A jeśli kupimy psa, który też potrzebuje dziennej dawki ruchu, to np. biegać możemy sobie wspólnie, mając oczywiście na względzie potrzeby i ograniczenia naszego czworonoga. Natomiast ludzie kanapowi nie kupią sobie np. bordera collie, bo to on z kolei by się z nimi męczył. Dla mnie taki dobór rasy świadczy o odpowiedzialności i rozsądku, a nie o lansie.

Z aktywnością jest podobnie. Mamy teraz dużo możliwości, których dawniej nie było. Możemy sobie wybierać jaki chcemy uprawiać sport po pracy, dzięki czemu to jest elementem uszczęśliwiania się, a nie jakiejś bzdurnie wydedukowanej mody. Z zajęciami dodatkowymi to samo. Teraz jest tak ogromny wybór wszystkiego, że ludzie lubią z tego korzystać, bo niby dlaczego nie robić czegoś, co sprawia nam radość? Tak jak już wspomniano, jeśli ktoś wykonuje pracę głównie umysłową, to odczuwa wręcz potrzebę, by ta aktywność fizyczna po pracy była.

A co do telewizora, to przedstawiony tu stereotyp człowieka aktywnego najczęściej nie posiada telewizora. Telewizor w tle jest włączony raczej u osób, które nie lubią niczego robić po pracy.

78

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Mussuka, ależ ja takich ludzi znam! Jednym z nich jest moja bratowa. Pracę ma za biurkiem, więc ciężko powiedzieć, że się fizycznie przemęcza. Dzieci ma praktcznie dorosłe. W domu nie podniesie palca, bo zatrudnia sprzątaczkę. Nie gotuje, bo jej mąż to robi. Jak ją odwiedzamy, to jedyną konwersację jaką z niej można wyciągnąć to streszczenia seriali i narzekanie na jej figurę i generalny brak energii. Gdyby raz tyłek podniosła i gdzieś przynajmniej na rowerze pojeździła, to założę się, że by się lepiej poczuła.

Nie piszę, że ktoś kto ma bardzo fizyczną pracę, ma latać wieczorem i dźwigać ciężary, bo to nonsens. Taka osoba potrzebuje raczej stymulacji intelektualnej i właśnie nauka obcego języka, joga, medytacja, czytanie książek, granie na instrumencie, byłyby dla niej o wiele bardziej wskazane niż bierna wegetacja przed tv pudłem czy picie alkoholu.

Femte, nie uważam, że uprawiam sport czy wyprowadzam psa czy czytam jakieś książki dla innych. Robię to wyłącznie dla siebie, bo LEPIEJ się czuję kiedy poświęcam czas na coś konstruktywnego. Sport polepsza sylwetkę i dodaje energii, fascynujące jest poczytać jakiegoś nowego autora, a pies jako duży i atletyczny po prostu musi się wybiegać big_smile To nie są dla mnie wymuszone zajęcia, ale NORMALNY sposób spędzania czasu.

Ja tez mam takich ludzi w rodzinie.
I na studiach.
Ale skoro Mussuka twierdzi, ze salowa jak przyjdzie do domu powinna tylko gotowac i ogladac serial, to "pozazdroscic" opinii...
Ksiazka przeciez boli. Nauka jezyka obcego rowniez. Tak bardzo boli big_smile

79

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

salowa jak przyjdzie do domu powinna tylko gotowac i ogladac serial, to "pozazdroscic" opinii...
Ksiazka przeciez boli. Nauka jezyka obcego rowniez. Tak bardzo boli big_smile

Jak czasami Ciebie czytam, to mi normalnie wszystkie czlonki opadaja.
Problem polega na tym, ze zazwyczaj taka salowa jest skazana na prace fizyczna od rana do wieczora - bo po powrocie z pracy musi jeszcze wykonac szereg obowiazkow, jak: sprzatanie, gotowanie, pranie, robienie zakupow, etc. Po takiej calodniowej harowie, organizm czlowieka jest tak wykonczony, ze nie ma ani sily ani energii na czytanie ksiazek, nauke jezykow obcych, czy na jakakolwiek inna aktywnosc umyslowa (a jedynie o czym marzy, to o kapieli i padnieciu twarza na lozko).
To samo dotyczy sie robotnikow fizycznych - juz to widze, jak facet pracujacy kilkanascie godzin na platformach wiertniczych, lub jako pracownik fizyczny przy budowie wiezowcow, ma sile po robocie na jakas joge, medytacje czy wkuwanie slowek. Lol.

80

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Jeśli salowa ma zamiar wyjechać do pracy za granicę to język obcy odpowiedni do kraju wyjazdu jak najbardziej jej się przyda do życia tam, pozwoli więcej zarabiać. Czasem się przydaje jeśli będzie miała zamiar wyjechać na wycieczkę czy na wczasy.

Ale jeśli nie ma zamiaru nigdzie  wyjeżdżać to po co jej język obcy? Znajomość kilku tysięcy słówek i zwrotów nic nie wniesie do jej życia codziennego.

81

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Fakhir, Kleoma, a nie przyszło Wam do głowy, że gdyby co poniektóra salowa zainwestowała we własne wykształcenie, to przestałaby być salową i dostała lepszą robotę? Sorry, ale nic na tym świecie nie spada z nieba. Jasne, można szukać wymówek i padać na kanapę z puszką piwa, ale ciężko wtedy mieć pretensje o to, że się stoi w miejscu hmm

Co do czytania książek, medytacji czy jogi po fizycznie wyczerpującej pracy, to nie rozumiem ile to więcej wysiłku mięśniowego wymaga od wpatrywania się w ekran telewizora??? Na serio, nie wiedziałam, że do zamknięcia oczu i siedzenia po turecku, potrzeba jakiś szczególnych zasobów muskulatury.

82

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ale dlaczego wy się tej salowej każecie koniecznie uczyć języka obcego? Jeśli, zamiast sprzątania ze 2 razy w tygodniu machnie sobie kąpiel przy świeczkach w luksusowym olejku (np. takim za 30zł tongue ) to jej się jakość życia poprawi (zakładając, że lubi kąpiele, świece i olejki).
Korzystając ze wcześniejszych inspiracji tego wątku - jeśli poda ten przyrządzony po pracy obiad (skoro i tak go robi...) w "gościnnej" zastawie to może on jej będzie bardziej smakował? Jeśli w wolny dzień gdzieś wyjedzie, zamiast przeznaczyc go na sprzątanie, też może będzie bardziej zadowolona z życia?

Ale właśnie jeśli rzeczona salowa wraca z pracy, gotuje, sprząta, śpi i idzie do pracy to żyje byle jak. Oczywiście nie ma przymusu żyć inaczej, ale wątpię, żeby sama byłą ze swojego życia zadowolona.

83

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

Ale jeśli nie ma zamiaru nigdzie  wyjeżdżać to po co jej język obcy? Znajomość kilku tysięcy słówek i zwrotów nic nie wniesie do jej życia codziennego.

Żeby się pochwalić i błyszczeć w towarzystwie, przecież to jest celem egzystencji każdego człowieka.

84

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
vinnga napisał/a:

Ale dlaczego wy się tej salowej każecie koniecznie uczyć języka obcego? Jeśli, zamiast sprzątania ze 2 razy w tygodniu machnie sobie kąpiel przy świeczkach w luksusowym olejku (np. takim za 30zł tongue ) to jej się jakość życia poprawi (zakładając, że lubi kąpiele, świece i olejki).
Korzystając ze wcześniejszych inspiracji tego wątku - jeśli poda ten przyrządzony po pracy obiad (skoro i tak go robi...) w "gościnnej" zastawie to może on jej będzie bardziej smakował? Jeśli w wolny dzień gdzieś wyjedzie, zamiast przeznaczyc go na sprzątanie, też może będzie bardziej zadowolona z życia?

Ale właśnie jeśli rzeczona salowa wraca z pracy, gotuje, sprząta, śpi i idzie do pracy to żyje byle jak. Oczywiście nie ma przymusu żyć inaczej, ale wątpię, żeby sama byłą ze swojego życia zadowolona.

Dokładnie tak. Nie ma przymusu uczenia się języka, bo to zresztą żadna przyjemność, jeśli ktoś się zmusza. Są inne sposoby na relaks, każdy jest w stanie coś dla siebie znaleźć. Inna sprawa, że dokształcanie się może pomóc zmienić pracę na lepszą i dzięki temu znacznie podnieść komfort życia (nie chodzi mi o finanse) oraz ogólny poziom zadowolenia danej osoby.

85

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Salowa się języka uczyć nie musi, ale cokolwiek co może uczynić jej dzień bardziej specjalnym, czy to kąpiel przy świecach, czy dobra książka, jest wg mnie zdrowsze i bardziej pozytywne niż tylko padanie na kanapę.

A języków człowiek się uczy dla własnej satysfakcji big_smile

86

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

Jeśli salowa ma zamiar wyjechać do pracy za granicę to język obcy odpowiedni do kraju wyjazdu jak najbardziej jej się przyda do życia tam, pozwoli więcej zarabiać. Czasem się przydaje jeśli będzie miała zamiar wyjechać na wycieczkę czy na wczasy.

Ale jeśli nie ma zamiaru nigdzie  wyjeżdżać to po co jej język obcy? Znajomość kilku tysięcy słówek i zwrotów nic nie wniesie do jej życia codziennego.


A powiedz mi, co wniesie do mojego życia pójście do muzeum czy przeczytanie książki?
Powiedz, naprawdę. Studiuję sobie prawo, skończyłam licencjat z ekonomii, po co mi muzeum????
A no po to, żeby nie żyć jak ten ostatni pustostan umysłowy.

Fahkir, jeżeli nic się nikomu nie chce, to niech się nikt nie dziwi, że ludzie wykształceni, którzy od czasu do czasu książkę mają w ręku patrzą z pewną... wyższością. Przykro mi, ale wolę pogadać z kimś, kto wie cokolwiek na jakikolwiek temat, wyjechać na urlop z kimś, kto zna język, z kimś, kto mówi poprawnie i ma jakiekolwiek zainteresowania.
Wybacz, ja też piorę swoje rzeczy (facet sam sobie pierze, tak się umówiliśmy), mam czysto w mieszkaniu, a nie mam sprzątaczki, robię zakupy i często gotuję sobie coś do zjedzenia na obiad.

A, jeszcze jedno. Widzę jak ludzie marnują czas. Ciekawi mnie, po co komu codziennie dwudaniowy obiad????? Ja jako DZIECKO dwudaniowy obiad dostałam chyba tylko na komunię. Albo na stypie. A, nie, przepraszam, wesela i jakieś imprezy. Normalnie w domu NIGDY.
Jak ktoś sam wybiera, że robi pranie dwa razy w tygodniu, sprząta co 2-3 dni, codziennie gotuje coś co wymaga 3 godzin stania, to ja przepraszam, ale nic dziwnego, że jest zjechany i wcale mi go nie szkoda.
Wiesz, tylko że ja sprzątam raz w miesiącu (i raz facet, tak się umówiliśmy). Jak gotuję, to gotuję sobie coś co wymaga 20 minut roboty a i tak właściwie większość czekam aż się ugotuje. Piorę rzadko i mam kosze na każdy kolor, więc odpada sortowanie. Nie babrzę  ciuchów, więc nie muszę ciąąąąągleee prać. Zakupy robię raz w tygodniu i w sumie nawet nie sa wielkie, zresztą my wiele nie potrzebujemy w lodówce, bo facet je poza domem 5-6 dni w tygodniu, a ja jem mało. Pakuję to do bagażnika i już. Chleb kupuje raz na 3 tygodnie, wsadzam do zamrażarki i jak potrzebuję to wyciągam kromkę, bo nie jem właściwie prawie wcale chleba, ziemniaków itd.
Dziwnym trafem mam zdrową mocną dietę i ZAWSZE czysto w domu. NIGDY u mnie nie robi się porządku w stylu układanie czegoś - moje sprzątanie ogranicza się do wytarcia kurzy, zmiany pościeli i włączenia robota roomba. Zajmuje mi max dwie godzinki, jak się mocno guzdrzę.
Ale jak ktoś SYFI to nic dziwnego że musi w koło sprzątać. Jak ktoś lubi wtryniać 2 duże dania to nic dziwnego że stoi przy garach.
Ludzie marnują czas, a potem są taaaacy zmęczeni.

87

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Fakhir, Kleoma, a nie przyszło Wam do głowy, że gdyby co poniektóra salowa zainwestowała we własne wykształcenie, to przestałaby być salową i dostała lepszą robotę? Sorry, ale nic na tym świecie nie spada z nieba. Jasne, można szukać wymówek i padać na kanapę z puszką piwa, ale ciężko wtedy mieć pretensje o to, że się stoi w miejscu hmm

Co do czytania książek, medytacji czy jogi po fizycznie wyczerpującej pracy, to nie rozumiem ile to więcej wysiłku mięśniowego wymaga od wpatrywania się w ekran telewizora??? Na serio, nie wiedziałam, że do zamknięcia oczu i siedzenia po turecku, potrzeba jakiś szczególnych zasobów muskulatury.

Jaką na przykład lepszą? I z czego miałaby zainwestować gdy zarabia niezbyt dużo, ma na utrzymaniu dzieci.
I nie ma czasu ani siły na podnoszenie wykształcenia. I praca zmianowa nawet w weekendy jak z grafika wychodzi uniemożliwia dokształcanie.

Chcę też poinformować, że obecnie salowymi są osoby nawet mające studia wyższe ukończone.
Niedawno sporo przebywałam w szpitalu i miałam okazję poznać kilka salowych.
Były 2 dziewczyny po ratownictwie medycznym z pewnością znające język obcy, była pani starsza czekająca na emeryturę za kilka lat , która wiele lat przepracowała w szpitalnej pralni. Pralnię zlikwidowano i cudem udało jej się zdobyć pracę salowej. I trzyma się jej bo jest na umowie na czas nieokreślony.
Dla ratowniczek nie było innej pracy, cieszą się, że pracują, mają za co rodzinę utrzymywać, dzieci do szkoły posyłać.
Przy wyborze studiów mogły zdecydować się na pielęgniarstwo ale perspektywa ratowniczki medycznej była atrakcyjniejsza. Tylko pracy zabrakło, mężczyźni są chętniej zatrudniani.

A zarobki są podobne do zarobków pielęgniarek

88

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś
a kibla to nie myjesz? bo  ja prosta baba ze wsi myję kibel codziennie i zlewozmywak i brodzik, przecieram mopem podłogi też codziennie w kuchni i łazience, korytarzu. W pokojach rzadziej ale też często.
Nie gromadzę brudnych rzeczy przez miesiąc tylko piorę co tydzień, pościel zmieniam co tydzień. Nie wiem czy kiedykolwiek spałam pod pościelą używaną przez miesiąc a szczególnie w upały i przy pożyciu z mężczyzną.

Jeżeli naprawdę robisz tak jak piszesz to dla mnie jesteś brudasem i nie wierzę, że jest czysto w takim domu gdzie raz na miesiąc się sprząta i sprzątanie ogranicza się do pościerania kurzu i ogólnie poświęcenia na sprzątanie 2 godzin na miesiąc.
A okna, drzwi, szafki,  wierzchy szafek, umycie lodówki, kuchenki, posprzątanie pod łóżkami, w zakamarkach gdzie robot nie dojdzie to kto robi i z jaką częstotliwością? A lustra, lampy/żyrandole, półki z książkami, półka na buty i dziesiątki innych rzeczy w domu, które trzeba zrobić aby jakoś wyglądało i nie śmierdziało?

To wszystko co piszesz jest jak dla mnie oderwane od rzeczywistości. O zdrowym odżywianiu już nie wspomnę. Bo dla mnie zdrowa dieta to dużo warzyw a warzywa trzeba myć, kroić, trzeć, wyciskać z nich soki. A syfi się przy tym i sprzątania dużo.

89

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

Jaką na przykład lepszą? I z czego miałaby zainwestować gdy zarabia niezbyt dużo, ma na utrzymaniu dzieci.
I nie ma czasu ani siły na podnoszenie wykształcenia. I praca zmianowa nawet w weekendy jak z grafika wychodzi uniemożliwia dokształcanie.

Po pierwsze, nie napisałam, że każda, ale "co poniektóra". Rozumiem, że są kobiety wychowujące małe dzieci i w związku z tym mające znikomą ilość czasu, a także takie, którym po prostu dobrze w ich pracy. Po drugie, od kiedy kształcenie kosztuje? Języka można się nauczyć z zestawem płyt i książek, które można z biblioteki miejskiej wypożyczyć, ditto z poprawieniem swojego słownictwa rodzimego. Jeżeli chodzi o czas nauki, to istnieją kursy korespondencyjne, zaoczne i wcale nie są one jakoś kosmicznie drogie.

W sprawie sprzątania, to mam zupełnie inne zdanie od Kammiś. Jeżeli sprząta się codziennie, na bierząco, to wcale nie zabiera to jakiś godzin. Nie wyobrażam sobie, żebym np codziennie nie odkurzała, albo nie robiła prania co parę dni- przecież brudem bym zalazła i kłakami psimi.

90

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Mieszaniec ma takie same potrzeby jak pies rasowy. O zjawisku mody na psie sporty wiem od siostry - kupuje sie szczeniaka modnej rasy, np bordrera (koniecznie czarno- bialego) i wszystkie panienki musza takiego miec. Kiedys z rozbawieniem ale i zgroza czytalam na jakims portalu jak to panienka ma zamowionego czekoladowego bordera. Zaraz zostala uswiadomiona ze czekoladowy to obciach, i ojciec jej przywiozl ze Slowacji czarno- bialego.
Nie mowie ze wszyscy wlasciele psow modnych ras maja je zeby sie lansowac, ale wiekszosc na pewno.
Ja uprawialam psie sporty zanim to bylo modne. Metody treningu byly takie ze bardziej dawaly ludziom w kosc niz psom.

Pamietam uwage kobiet pracujacych fizycznie, ze ja sie lenie. Lezalam w sobote na kanapie z laptopem. One namietnie sprzataly. Powiedzialam wtedy ze jeden pracuje rekami, drugi glowa. Bo sie uczylam dunskiego. Efekt jest -one dalej zapychaja na czarno lub powracaly do Polski. Ja teraz staram sie o rezydencje.
Ale tez nie rozumiem jak mozna uwazac nauke, angielskiego zwlaszcza za prace.  Jak ktos mial w szkole i jeszcze na studiach to umie na tyle ze moze sobie robic z tego rozrywke.

91

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Femte, KAZDY pies ma INNE wymagania. Przecież mały jamnik nie potrzebuje takiej samej ilości ruchu co owczarek niemiecki. Chyba oczywiste, że w pewnym sensie psa kupuje się tak, by zapewnić mu jak najlepsze warunki, a więc tak by był dopasowany do naszego stylu życia, dlatego np osoby mało ruchliwe bądź starsze (lub po prostu zagonione) chyba lepiej gdy wybiorą mopsa, basseta czy bulldoga angielskiego niż wymagającego dużego wybiegania się wyżła.

Poza tym, nie wiem, ale umnie nikt jakoś się modą nie kieruje, włączając mnie. Jestem jedyną osobą, chyba nawet w całym moim małym mieście, która ma bulldoga amerykańskiego. I to tylko dlatego, że spodobała nam się rasa big_smile

92

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Fakhir, Kleoma, a nie przyszło Wam do głowy, że gdyby co poniektóra salowa zainwestowała we własne wykształcenie, to przestałaby być salową i dostała lepszą robotę? Sorry, ale nic na tym świecie nie spada z nieba. Jasne, można szukać wymówek i padać na kanapę z puszką piwa, ale ciężko wtedy mieć pretensje o to, że się stoi w miejscu hmm
Co do czytania książek, medytacji czy jogi po fizycznie wyczerpującej pracy, to nie rozumiem ile to więcej wysiłku mięśniowego wymaga od wpatrywania się w ekran telewizora??? Na serio, nie wiedziałam, że do zamknięcia oczu i siedzenia po turecku, potrzeba jakiś szczególnych zasobów muskulatury.

Czy tak naprawde ciezko Ci zrozumiec, ze czlowiek po ciezkiej harowce fizycznej, ma na wyczerpaniu swoja energie zyciowa i nie ma juz sil trwonic jej na jogi, medytacje, lub czytanie ksiazek? Jak ktos ma niebezpieczna, stresujaca i ciezka prace, to jedynie o czym marzy to o cieplym posilku, kapieli i wygodnym lozku. Powiedz ludziom, ktorzy robia po kilkanascie godzin dziennie na stolach wiertniczych(tam gdzie zapuszczaja rury do wiercen), aby po pracy poszli medytowac, to popukaja sie w czolo i parskna smiechem. Nie zarzucaj tez im braku wyksztalcenia i ambicji, bo wiekszosc z nich jest po studiach technicznych lub Akademii Morskiej.
Mam wrazenie, ze myslisz strasznie stereotypowo - w Twoim wyobrazeniu osoba, ktora wykonuje prace fizyczna, jako np. salowa, pewnie nie ma wyksztalcenia akademickiego (tak jaby ono swiadczylo o wartosci czlowieka)i jakiejs checi polepszenia jakosci swojego zycia. A tymczasem zycie ludzi jest bardziej skomplikowane, niz Ci sie to wydaje.

kammiś napisał/a:

Fahkir, jeżeli nic się nikomu nie chce, to niech się nikt nie dziwi, że ludzie wykształceni, którzy od czasu do czasu książkę mają w ręku patrzą z pewną... wyższością. Przykro mi, ale wolę pogadać z kimś, kto wie cokolwiek na jakikolwiek temat, wyjechać na urlop z kimś, kto zna język, z kimś, kto mówi poprawnie i ma jakiekolwiek zainteresowania.

Dziwnym trafem mam zdrową mocną dietę i ZAWSZE czysto w domu. NIGDY u mnie nie robi się porządku w stylu układanie czegoś - moje sprzątanie ogranicza się do wytarcia kurzy, zmiany pościeli i włączenia robota roomba. Zajmuje mi max dwie godzinki, jak się mocno guzdrzę.


Wyzsze wyksztalcenie przestalo byc wyroznikiem, a stalo sie standardem wsrod ludzi w naszym wieku, wiec nie rozumiem Twojego poczucia wyzszosci w stosunku do innych. Tyraz byle cymbal moze uzyskac tytul magistra, kazdy praktycznie wyjezdza za granice i potafi chociaz w stopniu komunikatywnym operaowac jezykiem obcym.
Aha, co do sprzatania w domu - to powiem Ci jako facet, ze sprzatam czesciej niz Ty. Posciel powinno sie zmieniac minimum raz w tygodniu, w szczegolnosci w upaly, kiedy cialo poci sie podczas snu. Nie jestem jakims pedantem, ale nawet za czasow studenckich, staralem sie prac w miare regularne ubrania, myc lazienke, lub odkurzac w pokoju(przeciez samo pranie i prasowanie, troche jednak czasu zajmuje). I zgadzam sie z tym co napisala Kleoma - jesli rzeczywiscie sprzatanie mieszkania w Twoim przypadku, ogranicza sie do wytarcia kurzy, zmiany poscieli i wlaczenia robota roomba(lol big_smile) raz w miesiacu , to wychodzi na to, ze jednak jestes brudaskiem.

93

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Paradoksalnie mlody jamnik moze potrzebowac wiecej ruchu niz owczarek. Po pierwsze tzw. kulawizny wzrostowe specyficzne dla duzych ras. Po drugie owczarek niemiecki jest obarczony dysplazja, ok. 30% w tej chwili. Ale tylko dlatego ze badania sa wykonywane najczesciej w wieku ok. roku. Jakby bylo po ukonczeniu 2 lat to ok. 60%.
Beyond, nie mowie, ze Ty sie kierujesz. Ale duzo ludzi lansuje sie za pomoca psa.

Mnie chodzi o taki lans - "jestem osoba aktywna"...
Wiec nawet z nauki angielskiego robi sie aktywnosc i prace.
A ja po angielskku gadam ze znajomymi, google rozpoznaje mnie jako osobe angielskojezyczna, bo wiekszosc aktywnosci internetowej w tym jezyku. Angielskojezyczna, ale z trzema obcymi jezykami - polski, dunski i rosyjski.
Rosyjskiego uzywam do sluchania muzyki, czasem filmy - po powtornym przeczytaniu "Cichego Donu" musialam obejrzec obie najslawniejsze ekranizacje. Dla mnie to rozrywka, ja sie nie spinam "jestem aktywna, produktywnie spedzam czas"

94 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 18:03:14)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Fakhir, Kleoma, a nie przyszło Wam do głowy, że gdyby co poniektóra salowa zainwestowała we własne wykształcenie, to przestałaby być salową i dostała lepszą robotę? Sorry, ale nic na tym świecie nie spada z nieba. Jasne, można szukać wymówek i padać na kanapę z puszką piwa, ale ciężko wtedy mieć pretensje o to, że się stoi w miejscu hmm
Co do czytania książek, medytacji czy jogi po fizycznie wyczerpującej pracy, to nie rozumiem ile to więcej wysiłku mięśniowego wymaga od wpatrywania się w ekran telewizora??? Na serio, nie wiedziałam, że do zamknięcia oczu i siedzenia po turecku, potrzeba jakiś szczególnych zasobów muskulatury.

Czy tak naprawde ciezko Ci zrozumiec, ze czlowiek po ciezkiej harowce fizycznej, ma na wyczerpaniu swoja energie zyciowa i nie ma juz sil trwonic jej na jogi, medytacje, lub czytanie ksiazek? Jak ktos ma niebezpieczna, stresujaca i ciezka prace, to jedynie o czym marzy to o cieplym posilku, kapieli i wygodnym lozku. Powiedz ludziom, ktorzy robia po kilkanascie godzin dziennie na stolach wiertniczych(tam gdzie zapuszczaja rury do wiercen), aby po pracy poszli medytowac, to popukaja sie w czolo i parskna smiechem. Nie zarzucaj tez im braku wyksztalcenia i ambicji, bo wiekszosc z nich jest po studiach technicznych lub Akademii Morskiej.
Mam wrazenie, ze myslisz strasznie stereotypowo - w Twoim wyobrazeniu osoba, ktora wykonuje prace fizyczna, jako np. salowa, pewnie nie ma wyksztalcenia akademickiego (tak jaby ono swiadczylo o wartosci czlowieka)i jakiejs checi polepszenia jakosci swojego zycia. A tymczasem zycie ludzi jest bardziej skomplikowane, niz Ci sie to wydaje.

kammiś napisał/a:

Fahkir, jeżeli nic się nikomu nie chce, to niech się nikt nie dziwi, że ludzie wykształceni, którzy od czasu do czasu książkę mają w ręku patrzą z pewną... wyższością. Przykro mi, ale wolę pogadać z kimś, kto wie cokolwiek na jakikolwiek temat, wyjechać na urlop z kimś, kto zna język, z kimś, kto mówi poprawnie i ma jakiekolwiek zainteresowania.

Dziwnym trafem mam zdrową mocną dietę i ZAWSZE czysto w domu. NIGDY u mnie nie robi się porządku w stylu układanie czegoś - moje sprzątanie ogranicza się do wytarcia kurzy, zmiany pościeli i włączenia robota roomba. Zajmuje mi max dwie godzinki, jak się mocno guzdrzę.


Wyzsze wyksztalcenie przestalo byc wyroznikiem, a stalo sie standardem wsrod ludzi w naszym wieku, wiec nie rozumiem Twojego poczucia wyzszosci w stosunku do innych. Tyraz byle cymbal moze uzyskac tytul magistra, kazdy praktycznie wyjezdza za granice i potafi chociaz w stopniu komunikatywnym operaowac jezykiem obcym.
Aha, co do sprzatania w domu - to powiem Ci jako facet, ze sprzatam czesciej niz Ty. Posciel powinno sie zmieniac minimum raz w tygodniu, w szczegolnosci w upaly, kiedy cialo poci sie podczas snu. Nie jestem jakims pedantem, ale nawet za czasow studenckich, staralem sie prac w miare regularne ubrania, myc lazienke, lub odkurzac w pokoju(przeciez samo pranie i prasowanie, troche jednak czasu zajmuje). I zgadzam sie z tym co napisala Kleoma - jesli rzeczywiscie sprzatanie mieszkania w Twoim przypadku, ogranicza sie do wytarcia kurzy, zmiany poscieli i wlaczenia robota roomba(lol big_smile) raz w miesiacu , to wychodzi na to, ze jednak jestes brudaskiem.

Przyjdź, zobacz.
Znajomi mówią, że u mnie jest "aż za czysto" wink
I nie potrzebuję do tego codziennego ścierania kurzy, a ciuchów mam na tyle dużo, że mogą przeleżeć dwa tygodnie w koszu posortowane. łazienke sprząta facet, więc o niej nie wspominałam. W kuchni na bieżąco. Nie widzę powodu do codziennego odkurzania sypialni w której przebywamy tylko w nocy.

Nie odczuwam wyższości ze względu na wyższe wykształcenie i nie jest tak że jeśli ktoś ma wyższe to automatycznie nie odczuwam wyższości. Jak mam głupią koleżankę na studiach, to nie wiem czemu miałabym uważać ją za mądrą i W SWOIM UMYŚLE (nie dyskryminuję nikogo) uważać ją za tyle samo wartą co mojego faceta, promotora, lekarza, weterynarza kota - inteligentnych ludzi.

NIEKTÓRZY ludzie są dla mnie śmieszni i tyle. Pamiętam jak jedna znajoma dziwiła się że robię dla siebie i faceta desery lodowe, bo przecież można jeść z pudła big_smile
Albo dlaczego idę do wege knajpy, bo obok jest budka z kebabem big_smile Albo po co mi się tak uczyć albo ćwiczyć big_smile Wszystko tylko po co, po co, po co big_smile

95

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Femte, szczeniaki to z natury swojego wieku wymagają dużo ruchu. Tylko, że jamnikowi przejdzie około 2go roku życia, a owczarek czy taki jak mój amerykan, będzie chciał się gonić codziennie przez dwie godziny. Nie wiem kto, zdrowy na umyśle- zaznaczam, chciałby sobie dodawać biegania, którego nie lubi, "dla lansu"??? My mamy takiego, a nie innego psa, bo razem z moim facetem uwielbiamy długie spacery, wycieczki do lasu, atletyczne zabawy, i tak jest chyba z większością ludzi, których znam.

Fahkir, muszę Cię zmartwić. By zarobić na studia w UK pracowałam na ponad jeden etat, sześć dni w tygodniu, i nie była to praca przekładania papierków ale typowo fizyczne robienie sandwiczów, sałatek, kawy, wnoszenie dostawy kilogramów produktów na pierwsze piętro budynku, przez 9 godzin, od 6 rano. Jakoś miałam czas i chęć chodzić do wieczorowej szkoły (choć wcale nie musiałam, bo miałam maturę, egzaminy z angielskiego i kilka lat studiów w Polsce), która kończyła się prawie o dziesiątej w nocy. Nawet czytałam jakieś książki nie związane z moim collegem. Muszę dodać, że ze mnie żadna super woman. Po prostu mi się CHCIAŁO.

96 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-20 18:21:13)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Femte, szczeniaki to z natury swojego wieku wymagają dużo ruchu. Tylko, że jamnikowi przejdzie około 2go roku życia, a owczarek czy taki jak mój amerykan, będzie chciał się gonić codziennie przez dwie godziny. Nie wiem kto, zdrowy na umyśle- zaznaczam, chciałby sobie dodawać biegania, którego nie lubi, "dla lansu"??? My mamy takiego, a nie innego psa, bo razem z moim facetem uwielbiamy długie spacery, wycieczki do lasu, atletyczne zabawy, i tak jest chyba z większością ludzi, których znam.

Fahkir, muszę Cię zmartwić. By zarobić na studia w UK pracowałam na ponad jeden etat, sześć dni w tygodniu, i nie była to praca przekładania papierków ale typowo fizyczne robienie sandwiczów, sałatek, kawy, wnoszenie dostawy kilogramów produktów na pierwsze piętro budynku, przez 9 godzin, od 6 rano. Jakoś miałam czas i chęć chodzić do wieczorowej szkoły (choć wcale nie musiałam, bo miałam maturę, egzaminy z angielskiego i kilka lat studiów w Polsce), która kończyła się prawie o dziesiątej w nocy. Nawet czytałam jakieś książki nie związane z moim collegem. Muszę dodać, że ze mnie żadna super woman. Po prostu mi się CHCIAŁO.

Ale porownywanie robienia kanapek, salatek i kawy do pracy na platformie wiertniczej, to gruba przesada. Podbnie jak z praca fizyczna kobiet, ktore po przyjsciu do domu zazwyczaj wykonuja szere dodatkowych prac (pranie, sprzatanie, gotowanie dla calej rodziny - niesprawiedliwe ale tak czesto jest), w tym zajmowanie sie dziecmi.
Tak jak Ci pisalem, swiat nie jest taki prosty i zero-jedynkowy, jak Ci sie wydaje.

97

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Beyond
ja wcale nie twierdze ze Ty sie lansujesz - uwazam Cie za jedna z bardziej trzezwo myslacych osob na tym forum. Mowie o panienkach, ktore koniecznie musza podazac za moda.
Ja mam psa nie rozpoznawanego przez wiekszosc osob w Polsce - suka jest czarna wiec doberman lub wyzel. W Danii wiecej osob wie ze to greyhound. Stara, adoptowana bo nie nadawala sie dla niedoswiadczonej osoby.
Poprosilam o psa trudnego i problematycznego.

98 Ostatnio edytowany przez femte (2015-08-20 18:27:51)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Fahkir
zdziwisz sie. Sprzatanie to bardzo ciezka fizyczna robota, odpowiednia dla mezczyzn.
Moja sasiadka Karla byla kierowca tira, pracowala w porcie i na platformach.  Twierdzi ze szprzatanie jest znacznie bardziej wymagajace.

99

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Femte, szczeniaki to z natury swojego wieku wymagają dużo ruchu. Tylko, że jamnikowi przejdzie około 2go roku życia, a owczarek czy taki jak mój amerykan, będzie chciał się gonić codziennie przez dwie godziny. Nie wiem kto, zdrowy na umyśle- zaznaczam, chciałby sobie dodawać biegania, którego nie lubi, "dla lansu"??? My mamy takiego, a nie innego psa, bo razem z moim facetem uwielbiamy długie spacery, wycieczki do lasu, atletyczne zabawy, i tak jest chyba z większością ludzi, których znam.

Fahkir, muszę Cię zmartwić. By zarobić na studia w UK pracowałam na ponad jeden etat, sześć dni w tygodniu, i nie była to praca przekładania papierków ale typowo fizyczne robienie sandwiczów, sałatek, kawy, wnoszenie dostawy kilogramów produktów na pierwsze piętro budynku, przez 9 godzin, od 6 rano. Jakoś miałam czas i chęć chodzić do wieczorowej szkoły (choć wcale nie musiałam, bo miałam maturę, egzaminy z angielskiego i kilka lat studiów w Polsce), która kończyła się prawie o dziesiątej w nocy. Nawet czytałam jakieś książki nie związane z moim collegem. Muszę dodać, że ze mnie żadna super woman. Po prostu mi się CHCIAŁO.

Ale porownywanie robienia kanapek, salatek i kawy do pracy na platformie wiertniczej, to gruba przesada. Podbnie jak z praca fizyczna kobiet, ktore po przyjsciu do domu zazwyczaj wykonuja szere dodatkowych prac (pranie, sprzatanie, gotowanie dla calej rodziny - niesprawiedliwe ale tak czesto jest), w tym zajmowanie sie dziecmi.
Tak jak Ci pisalem, swiat nie jest taki prosty i zero-jedynkowy, jak Ci sie wydaje.

A gdzie rodzina?
A gdzie mąż i tatuś?
Wali browara z gazetką?
Czemu on nie pomoże sprzątać, gotować, prać, czemu nie zrobi zakupów?
Rączki mu poucinało albo niedołężny jest? Musi mieć obiadek pod noskiem, biedaczek?
Może jeszcze mu tyłek podetrzeć?
Jak się kobieta pozwala tak traktować, to ma czego chciała.
Wg badań (interesowałam się tą tematyką) w przeważającej części związków panuje MIESZANY (tak go nazwali) model podziału obowiązków - ON TYLKO PRACUJE, ONA I PRACUJE I ROBI WSZYSTKO W DOMU.
Wbrew pozorom tradycyjny model, w którym kobieta robi tylko w domu, wcale nie jest taki krzywdzący, ten jest o wiele bardziej.
Ale powiem krótko - są głupie, to mają. ŻADNA szanująca się kobieta nie będzie i pracować i odwalać za księcia całej roboty. Wolałabym być sama.

100

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Wiec ta wymuszona aktywnosc to jakby przedluzenie pracy - wypada to robic.
Ja bym sie wsciekla jakbym miala cale zycie spedzic z zegarkiem w reku - teraz silownia, teraz dodatkowe zajecia. Ksiazki te potrzebne w pracy czy do lansowania sie.

Ale dlaczego podchodzisz do tego tak, jakbyś musiała robić rzeczy, których nie lubisz? Ja np. nienawidzę siłowni, więc na nią nie chodzę. Przecież nikt tu nie zrobił listy aktywności "hot or not". ;p Chodzi o pasje, hobby - to sprawia przyjemność. Źle to wygląda wtedy, kiedy ktoś nie ma ŻADNYCH zainteresowań poza tymi serialami właśnie.

Swoją drogą, nie rozumiem też tego o lansowaniu się. Lans  na coś, co robią wszyscy? W ramach lansu to ja sobie planuję zrobić sesję zdjęciową w pro elo stroju gimnastycznym, jak tylko mama mi ułoży odpowiednio lansiarskie i efektowne figury/ćwiczenia na linę (taką zwisającą z sufitu na sali gimn.), a nie coś, co robi co druga osoba. I tak, to będzie tylko i wyłącznie "dla lansu", jeśli tak nazwać chęć posiadania ciekawych zdjęć.

#pustaeileen #brakujemiborderaalemamline #lansnafoty

101 Ostatnio edytowany przez femte (2015-08-20 18:37:15)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wiec czemu tyle osob "aktywnych" ma takie ograniczone zainterosowania?

102

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Fahkir
zdziwisz sie. Sprzatanie to bardzo ciezka fizyczna robota, odpowiednia dla mezczyzn.
Moja sasiadka Karla byla kierowca tira, pracowala w porcie i na platformach.  Twierdzi ze szprzatanie jest znacznie bardziej wymagajace.

Praca na platformach jest wybitnie niebezpieczna, ciezka i stresujaca. Pewnie Twoja kolezanka pracowala, jako nawigator i nie doswiadczyla tego stresu i zmeczenia, co inni pracownicy, np ci na stolach wiertniczych lub nurkowie techniczni.

103

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Fahkir, praca fizyczna jest męcząca, niezależnie od tego czy pracuje chłop w kopalni/ na platformie czy dziewczyna zasuwa na nogach od świtu do późnego popołudnia. Mięśnie bolą, to jest fakt, ale umysł w dużej części pozostaje świeży, dlatego nie widzę przeszkód by coś fajnego, rozwojowego po takiej pracy robić. No chyba, że się komuś nie chce...

Zgadzam się Z Eileen. To nie o to chodzi, żeby ZMUSZAC się do jakiegoś np sportu, ale, żeby robić co się lubi. Nie jestem fanką joggingu, więc jak idę na siłownie to nie zasuwam 45 minut na bieżni, tylko idę na moje ulubione maszyny i wolne ciężarki. Nie kręci mnie granie w brydża, ale za to wolontariatuję kilka godzin tygodniowo w lokalnej bibliotece. Nie ma spisu, przynajmniej w moim środowisku, jakiś lanserskich klas czy hobby, które TRZEBA mieć by sią w towarzystwie liczyć- ostatnio takich zachowań doświadczyłam w szkole średniej tongue Jednym słowem, można dużo rzeczy znaleźć do roboty, jak się chce.

104

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A mnie, Femte, Twoja postawa pachnie hipsterskim "och, ach, wszystko teraz jest złe, bo... dużo ludzi to robi". Takie wybijanie się na siłę ponad cały zepsuty mainstream i... lansowanie się na tym ("o boże, jaka jestem wyjątkowa, wszystko robię inaczej"). Ciągle tylko narzekasz, ciągle przedstawiasz tutaj jakieś pesymistyczne wizje, samych złych ludzi, którzy są nieszczęśliwi, bo podążają za modą itp. Wszystko jest złe, modna zdrowa żywność jest zła (chociaż do każdej można się w ten sposób przyczepić). Przecież zauważanie plusów jest modne, więc jest be. Trzeba na siłę szukać zła i wymyślać wokół tego teorie z tyłka wzięte. Piszą Ci ludzie, że nie chodzi o to, by się do czegoś zmuszać i robić dlatego, że inni robią, a Ty dalej swoje. Chodzenie do lekarzy jest modne, więc lepiej samemu wyrwać migdałki. Uprawianie np. squasha jest modne, więc absolutnie nie można tego robić. Jeśli lubi się psie sporty, to też broń boże, bo modne. Modne jest kupowanie znanych ras, więc trzeba przygarnąć jakąś najbardziej nieznaną z dużymi problemami, a potem podkreślać to kilka razy w różnych tematach. Podróże są zbyt modne, więc lepiej posiedzieć na trawie. Nieważne czy coaching realnie komuś pomaga, on jest zły, bo jest modny. Może jeszcze potup nogami? Tak to właśnie z boku wygląda. Nie jesteś w stanie sobie uzmysłowić, że ludzie mogą realnie lubić te wszystkie modne rzeczy i wybierać spośród nich takie, które im pasują. Ty z kolei wywyższasz się swoją rzekomą wyjątkowością. Pełno w Twoich postach takiego wygórowanego mniemania o sobie, że skoro wszystko robię inaczej niż ludzie, to jestem super cool, a oni, biedne zapracowane mróweczki, nawet nie rozumieją, że są nieszczęśliwi. Ty, Femte, musisz ich uświadomić.

105 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-20 19:35:44)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Fahkir, praca fizyczna jest męcząca, niezależnie od tego czy pracuje chłop w kopalni/ na platformie czy dziewczyna zasuwa na nogach od świtu do późnego popołudnia. Mięśnie bolą, to jest fakt, ale umysł w dużej części pozostaje świeży, dlatego nie widzę przeszkód by coś fajnego, rozwojowego po takiej pracy robić. No chyba, że się komuś nie chce...

Nie, nieprawda. Jest ogromna roznica jaka prace fizyczna wykonujesz. Podejrzewam, ze jakbys pracowala przez kilkanascie godzin w 50stopniowym upale - jak ci Pakistanczycy na budowach w UAE, lub na wiertni w poblizu urzadzen wiertniczych-  to by Ci sie odechcialo i ksiazek, i medytowania. A jedynie o czym bys marzyla, to zeby legnac gdzies i zasnac.
Sorry, ale porownywanie robienia kanapek (chociaz nie twierdze, ze to nie jest meczace) do pracy w warunkach wybitnie szkodliwych i niebezpiecznych dla zdrowia, to jakas farsa. Poza tym, Ty nie masz dzieci - a wyobraz sobie, ze tacy ludzie ktorzy ciezko pracuja, musza po powrocie do domu, przede wszystkim zajac sie swoimi dziecmi; a dopiero pozniej szukac wolnego czasu na jogi, czytanie ksiazek filozoficznych, lub wkuwanie slowek big_smile

106

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

cslady
nie ze duzo ludzi to robi - tylko ze duzo ludzi bezmyslnie to robi

107 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-20 19:25:27)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Wbrew pozorom tradycyjny model, w którym kobieta robi tylko w domu, wcale nie jest taki krzywdzący, ten jest o wiele bardziej.

Okej, akurat z tym sie z Toba zgodze.
A powiedz mi, Ty utrzymujesz sie sama, czy ciagniesz od rodzicow ( ͡º ͜ʖ͡º)?

108

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Wiec czemu tyle osob "aktywnych" ma takie ograniczone zainterosowania?

Nie zrozumiałam, co miałaś na myśli. Ograniczone ilościowo czy ograniczone w sensie mało lotne pod względem umysłowym? Jeżeli ktoś jest aktywny, to chyba jakieś zainteresowania posiada?

109 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 19:42:09)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
kammiś napisał/a:

Wbrew pozorom tradycyjny model, w którym kobieta robi tylko w domu, wcale nie jest taki krzywdzący, ten jest o wiele bardziej.

Okej, akurat z tym sie z Toba zgadze.
A powiedz mi, Ty utrzymujesz sie sama, czy ciagniesz od rodzicow ( ͡º ͜ʖ͡º)?

Ja jestem studentką. Dwóch kierunków. I to nie jest połączenie politologia + socjologia.
Utrzymują mnie rodzice, ale mam swoje pieniądze, w przeciwieństwie do większości osób z mojego roku.
Teraz będą mi płacić za praktykę, ale nie idę na nią dla pieniędzy.
Dostaję 3 stypendia naukowe.
Pracuję u ojca - głównie biorę to do domu, ale to nie znaczy, że to nie jest praca. Przy okazji tej pracy też się uczę, pisząc pisma procesowe.
Moją pasją jest prawo parlamentarne, prawo wyborcze, czasem zahaczam o konflikty w prawie krajowym i europejskim i o cywila. Bardzo miłe są wydawnictwa, bo co prawda nie płacą za to że coś opublikujesz (zresztą publikowanie jest w moim interesie), to np. mogę sobie wybrać książki za kwotę 500 zł.
Mogłabym się z tego utrzymać, ale nie chcę utrzymywać się na niskim poziomie, skoro dla mojego ojca moje utrzymanie to jest nic. Gdyby było to dla niego problemem, pewnie bym kombinowała. Ale skoro nie jest i on tego nijak nie odczuwa, że mi daje pieniądze, to dlaczego nie? Rodzice zwykle utrzymują swoje dzieci na studiach.

Co do związku - wiesz pewnie, że jak się mieszka tylko we dwójkę, przy czym jedna osoba jest w pracy od 9 (czasem 8) do 19 (tak jest jak się ma spółkę), a druga jest pedantem i robi wszystko po sobie (zresztą pierwsza też nie brudzi), to dużo do roboty nie ma, dlatego sprzątamy rzadko. I mówiłam o sprzątaniu całego mieszkania, nie o przetarciu kibla żelem i szczotką albo wyczyszczeniu umywalki. Ale nie mam żadnego powodu, żeby codziennie sprzątać. Zainwestowałam w ten odkurzacz roomba i on robi swoje. Ale i tak mamy podział obowiązków. Sprzątanie całego mieszkania jest raz na 2 tygodnie, więc każde sprząta raz na miesiąc.
Nie ma czegoś takiego jak wielkie zmywanie, mycie okien na hurra, układanie w szufladach i na półkach. Tego nie jestem w stanie pojąć, bo u mnie się myje wszystko dokładnie zawsze po użyciu, okna myte są raz na miesiąc (raz na 2 miesiące ja, raz na 2 miesiące facet), a rzeczy odkłada się na miejsce. Świetnie oszczędza się czas. I nie ma w moim "słowniku" pojęcia "świąteczne porządki". Przed świętami robi się takie same porządki jak co 2 tygodnie. Nie zaniedbujemy niczego. Święta to dla mnie super miły czas robienia dekoracji - kocham dekorować! Dla mnie byłoby strasznie smutne, gdybym musiała zasuwać i czyścić wszystko a potem tylko ubrać choinkę. Dla mnie ma to być przyjemny czas. Nie gotuję, bo jemy u rodziców (moich lub jego), ale za to piekłam ostatnio ciasteczka. Ale ciasteczka to dla mnie gwiazdki, mikołaje, choineczki dekorowane lukrem. Były twarde jak kamienie, ale miałam frajdę smile
Zobacz, jakie to okropne - ludzie nawet ze świąt robią przykry obowiązek. Robią, bo wiem, znam pełno takich ludzi. Ja jestem niewierząca, ale uważam, że i tak lepiej wykorzystuję święta. Dla mnie to czas zabawy i relaksu. 
Nie wiem skąd zarzut, że jestem brudaskiem, bo ja nawet swoje torebki dezynfekuję wacikiem nasączonym w wódce, żeby bakterii nie było wink

Nie jestem też w stanie pojąć mówienia że w domu jest tyyyyyle do roboty. Uważam, że ludzie sobie dużo dokładają, bo nie mają rozplanowanych obowiązków i podzielonych między domowników. I np. dwudaniowy obiad nie jest nikomu potrzebny. Głupie, polskie przyzwyczajenia, które w dodatku są niezdrowe i produkują grubasów. Jakbym jadła codziennie obiad taki jak jedzą w większości domów (widziałam po znajomych) to zamiast 48 kilo ważyłabym ponad 60. Jeden ich posiłek zabiera im 4 godziny życia i pakuje w nich ponad 1000 kalorii. A co jest głównym składnikiem? Bezwartościowe zupy ze śmietaną lub zasmażką i obiad - ziemniaki ze smażonym kotletem. Ja dziś ugotowałam smaczny i bardzo zdrowy obiad w 20 minut, z czego przez 15 czytałam książkę siedząc na blacie żeby mi ryż nie wykipiał.

110 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 20:07:19)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, bez przesady z tymi dwudaniowymi obiadami. big_smile Ja często takie robię i wcale nie są kaloryczne. Chyba, że ktoś się żywi samą sałatą i jogurtem naturalnym, to wtedy faktycznie bomba kaloryczna. Np. dzisiaj zrobiłam krem z dyni z prażonymi pestkami (jako pierwsze danie) oraz pieczonego pod warzywną pierzynką łososia do którego były świeże surówki. Zamiast ziemniaków było puree z cieciorki i bobu. Wszystko popite sokiem owocowo-warzywnym. A na deser pucharki z warstwą ciastek pełnoziarnistych (domowej roboty), jogurtu greckiego i różnych owoców (maliny, borówki, jeżyny). Tak mniej więcej wyglądają moje codzienne obiady. Nie wyobrażam sobie, by słabo karmić faceta, bo on potrzebuje dużo więcej kalorii ode mnie. Zresztą ja też prowadzę w miarę aktywny tryb życia (ok. 2 h ćwiczeń dziennie) i nie wyobrażam sobie, by siebie głodzić. Za bardzo stereotypowo postrzegasz dwudaniowy obiad. Ja jem bardzo duże porcje, ale są to zdrowe porcje. Nie mam problemów z wagą. To nie jest zasługa genów, bo wystarczy, że zacznę jeść śmieciowo i tyję. Robienie takich obiadów wcale nie trwa 3 godziny, ani nawet dwie. Kiedy kupuję warzywa, to od razu je kroję i lądują w pojemnikach (oczywiście zależy od warzywa, ale z większością tak robię). Potem tylko wrzucam je do sałatki, jem same na lunch itp. Kiedy robię zupę, to mam ją na dwa dni. Niektóre mrożę, więc nawet na dłużej. Jeśli robię partnerowi np. kotlety, to tak samo. Przy odpowiednim rozplanowaniu nie robi się obiadu kilka godzin. To jakaś abstrakcja. Tym bardziej, że nie mieszkam sama i mój facet tak samo kroi warzywa, gotuje cieciorkę albo soczewicę, potrafi przyrządzić mięso i ryby (choć tego akurat nie lubi). Także trochę nie rozumiem Twojego podejścia. Narzekasz, że facet je fast foody, a gdybyście sobie razem gotowali zdrowe posiłki, to przynajmniej czasami by zdrowo jadł. Rzadko który facet chciałby w kółko jeść kurczaka z kaszą/ryżem i warzywami. Taki brak urozmaicenia jest też niezdrowy.

111

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś

a słyszałaś o takich żyjątkach jak roztocza? czym się żywią i gdzie mieszkają?
Nie widać ich gołym okiem ale zapewniam Cię, że w Twojej niezmienianej od miesiąca pościeli żyją ich miliardy.

I w całym mieszkaniu fruwają one i ich niewidoczne odchody bo samo odkurzanie nie zwalcza ich.
Że o zapachu tejże pościeli po miesiącu użytkowania  to już nie wspomnę.

112 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 20:10:31)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Z pościelą to widocznie też mam bzika, bo zmieniam prawie codziennie. Tzn. to zależy od aktywności łóżkowej, bo przecież nie zawsze uprawia się seks w łóżku. Nie wyobrażam sobie natomiast, by 2 dni spać w takiej pościeli, w której uprawiało się seks. big_smile To niehigieniczne.

113 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 20:18:57)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Kammiś, bez przesady z tymi dwudaniowymi obiadami. big_smile Ja często takie robię i wcale nie są kaloryczne. Chyba, że ktoś się żywi samą sałatą i jogurtem naturalnym, to wtedy faktycznie bomba kaloryczna. Np. dzisiaj zrobiłam krem z dyni z prażonymi pestkami (jako pierwsze danie) oraz pieczonego pod warzywną pierzynką łososia do którego były świeże surówki. Zamiast ziemniaków było puree z cieciorki i bobu. Wszystko popite sokiem owocowo-warzywnym. A na deser pucharki z warstwą ciastek pełnoziarnistych (domowej roboty), jogurtu greckiego i różnych owoców (maliny, borówki, jeżyny). Tak mniej więcej wyglądają moje codzienne obiady. Nie wyobrażam sobie, by słabo karmić faceta, bo on potrzebuje dużo więcej kalorii ode mnie. Zresztą ja też prowadzę w miarę aktywny tryb życia (ok. 2 h ćwiczeń dziennie) i nie wyobrażam sobie, by siebie głodzić. Za bardzo stereotypowo postrzegasz dwudaniowy obiad. Ja jem bardzo duże porcje, ale są to zdrowe porcje. Nie mam problemów z wagą. To nie jest zasługa genów, bo wystarczy, że zacznę jeść śmieciowo i tyję. Robienie takich obiadów wcale nie trwa 3 godziny, ani nawet dwie. Kiedy kupuję warzywa, to od razu je kroję i lądują w pojemnikach (oczywiście zależy od warzywa, ale z większością tak robię). Potem tylko wrzucam je do sałatki, jem same na lunch itp. Kiedy robię zupę, to mam ją na dwa dni. Niektóre mrożę, więc nawet na dłużej. Jeśli robię partnerowi np. kotlety, to tak samo. Przy odpowiednim rozplanowaniu nie robi się obiadu kilka godzin. To jakaś abstrakcja. Tym bardziej, że nie mieszkam sama i mój facet tak samo kroi warzywa, gotuje cieciorkę albo soczewicę, potrafi przyrządzić mięso i ryby (choć tego akurat nie lubi). Także trochę nie rozumiem Twojego podejścia. Narzekasz, że facet je fast foody, a gdybyście sobie razem gotowali zdrowe posiłki, to przynajmniej czasami by zdrowo jadł. Rzadko który facet chciałby w kółko jeść kurczaka z kaszą/ryżem i warzywami. Taki brak urozmaicenia jest też niezdrowy.

Ale ja jem wędzone ryby, dużo surówek i mnóstwo innych rzeczy. Nie jem ciągle ryżu, ostatni raz jadłam go chyba ze 2 tygodnie temu. Ostatnio unikam węgli.
Ok, Twój obiad dwudaniowy jest zdrowy i fajny.
Powiedz mi - dlaczego ja mam gotować za faceta?
Jest dorosły, to jego wybór jak je.  I tak poszedłby na tego burgera, bo pracuje od 9 do 19, więc tak czy siak nie wytrzyma tyle bez jedzenia. Nie mam wpływu na to, co robi w czasie pracy. I nie zamierzam się wtrącać. Jest dużym chłopcem.
A ja naprawdę mam ciekawsze rzeczy do roboty niż gotowanie wink Mam 3-4 tygodnie na napisanie jakichś 200 stron wink (nieoczekiwany zbieg okoliczności).

Moja pościel nie jest niezmieniana od miesiąca big_smile big_smile big_smile
To że JA osobiście ją zmieniam raz na miesiąc, nie znaczy, że jest niezmieniana big_smile
To że JA osobiście nie sprzątam w garażu odkąd mam faceta NIGDY nie znaczy że jest tam nieposprzątane wink Nadinterpretujecie wink

114

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Mnie po prostu smieszy jak Kammis pisze o "strasznym" wycinaniu migdalkow.
Ja bylam przywieziona do angielskiego szpitala przez policje, pobita. Kolega okreslil to "wygladasz jakbys sie z gestapo spotkala".
Potrzymali,z asysta policji. Wyszlam, stwierdzilam ze nie mam dowodu, prawa jazdy, wejsciowki na rzeznie w Danii - firma ukradla. Potem sie okazalo ze mam robala w laptopie i "cus" w prywatnej  komorce.
Przesiedzialam u Irlandczykow w knajpie - mysleli ze jakis przestepca, bo cala posiniaczona, pewnie dlatego mnie trzymali.
Przelecialam ze stansted do Kastrup- balam sie powtarzac lot Billund-Bradford.
Wzielam swoj samochod i przejechalam bez prawa jazdy z Danii do Polski -przez Niemcy.
Calý czas z obawa ze scigaja mnie za przemyt narkotykow, jak nadala firma. I znacznie ciekawsze sprawy dotyczace kumpla.

115

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No tak, w ciągu tygodnia to tak myślałam, że jecie poza domem. Zresztą jak większość ludzi. A weekendy i święta? Jecie takie normalne obiady razem? Nie chodziło mi o to, byś gotowała dla faceta. Raczej żeby razem sobie robić fajne obiady. Nie wiem co jesz, ale jeśli codziennie jakieś modyfikację kurczaka z kaszą/ryżem, to nie dostarczasz sobie wszystkich potrzebnych składników. Jednak jeśli nie macie takiej potrzeby, to ok. Dla mnie poświęcenie godziny na zrobienie obiadu to nie jest ani dużo, ani strata czasu. Przecież tak realnie to nie gotuję aktywnie przez cały ten czas, tylko czekam. Potem po pierwsze mam super pyszne i urozmaicone jedzenie, a po drugie kiedy jedzenie się gotuje, to zwykle uczę się słówek, słucham sobie jakiegoś wykładu itp. Nie chodzi mi o to, że wszyscy powinni tak robić, bo co kto lubi. Zauważam tylko i podaję przykład, bo masz chyba bardzo stereotypowe wyobrażenie obiadu. big_smile

116

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Z pościelą to widocznie też mam bzika, bo zmieniam prawie codziennie. Tzn. to zależy od aktywności łóżkowej, bo przecież nie zawsze uprawia się seks w łóżku. Nie wyobrażam sobie natomiast, by 2 dni spać w takiej pościeli, w której uprawiało się seks. big_smile To niehigieniczne.

Moja żona ma identyczne podejście. Jest ok dopóty dopóki nie chce, żebym jej w tym pomógł - ja nienawidzę przebierać kołder, poduszek, jaśków i innych bzdetów.

117

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

fodevarestyrlsen oficjalnie przestrzega - ryz kumuluje arsen z wody. Wiec ten ekologiczny ma tyle samo co  zwykly. Brazowy wiecej niz bialy. Ryzu nie nalezy jesc wiecej niz jedna porcja tygodniowo.

118 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 21:14:43)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

fodevarestyrlsen oficjalnie przestrzega - ryz kumuluje arsen z wody. Wiec ten ekologiczny ma tyle samo co  zwykly. Brazowy wiecej niz bialy. Ryzu nie nalezy jesc wiecej niz jedna porcja tygodniowo.

A co należy jeść więcej niż jedną porcję tygodniowo? Pytałam Cię już o to wcześniej, bo wszystko jest według Ciebie niezdrowe. Co zatem można jeść? Nie pytam złośliwie, tylko całkiem serio. Może się czegoś douczę.

Chillgressive, mój partner też nie lubi zmieniania pościeli i nie wymagam tego od niego. Skoro to głównie mnie przeszkadza, to ja będę zmieniać. On robi inne rzeczy.

119

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wlasciwie to nic. Najlepiej wszystkiego po trochu.

120

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Jak i kiedy on to robi?- myślę o facecie kammiś.
Pracuje po 10 godzin dziennie albo i więcej. Sprząta sam jeden zawsze  łazienkę i kuchnię do takiego stopnia, że na oko jest nawet zbyt czysto.
Zmienia pościele, myje okna, sam sobie pierze, sprząta resztę mieszkania, garaż. I jeszcze sporo innych rzeczy ma na głowie o czym już nie piszę bo jego partnerka wielokrotnie to podkreślała.
Nie dostanie nawet obiadu zdrowego tylko musi się żywić "fastfudami".
A mimo to ma na to wszystko co robi energię i nie narzeka. Ideał, wzorzec mężczyzny godny piedestału.

121 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-20 22:02:16)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

Jak i kiedy on to robi?- myślę o facecie kammiś.
Pracuje po 10 godzin dziennie albo i więcej. Sprząta sam jeden zawsze  łazienkę i kuchnię do takiego stopnia, że na oko jest nawet zbyt czysto.
Zmienia pościele, myje okna, sam sobie pierze, sprząta resztę mieszkania, garaż. I jeszcze sporo innych rzeczy ma na głowie o czym już nie piszę bo jego partnerka wielokrotnie to podkreślała.
Nie dostanie nawet obiadu zdrowego tylko musi się żywić "fastfudami".
A mimo to ma na to wszystko co robi energię i nie narzeka. Ideał, wzorzec mężczyzny godny piedestału.

Jak mieszkał sam (bardzo, bardzo długo) to robił jeszcze więcej smile
Miał zawsze czysto w mieszkaniu.
Sprząta mieszkanie raz na miesiąc. Pierze raz na dwa tygodnie. Ma akurat duuużo koszul wink
Garnitury oddaje do pralni.
Garaż sprząta rzadko, ale UTRZYMUJE SIĘ TAM PORZĄDEK.
Myje okna raz na 2 miesiące.
Pościel akurat zmienia on, bo ja nie lubię mocować się z kołdrą, która jest ode mnie dłuższa. A on jest wysoki, to mu idzie 5 razy szybciej. Ja muszę kłaść pościel na ziemi żeby ją zmienić.
Kuchnię? Kuchnię akurat sprzątam ja. ALE nie ma u mnie zostawiania nieumytych talerzy, kubków, sztućców. To każdy robi po sobie.

Kleoma - a ja DOSTAJĘ zdrowy obiad jak mam egzamin, konferencję i siedzę nad tym 12-14 godzin dziennie? A ja dostaję obiad w zamian za to że dzisiaj cały dzień pisałam? Nie dostaję.
A sprzątam i w domu robię TYLE SAMO CO ON. TYLE SAMO. Za pracę - innego rodzaju, ale studia to też praca (zwłaszcza że dostaję za to pieniądze), pisanie to też praca, na dodatek pracuję u ojca - ktoś mi coś w domu robi??? Nie zauważyłam.
Dlaczego ja mam robić więcej niż on? Dlatego że jestem kobietą????
On mnie NIE UTRZYMUJE. Mieszkamy w moim mieszkaniu. Mój facet ma swoje mieszkanie, większe niż ja, za nie sobie płaci, ale mieszkamy u mnie ze względu na mojego kota - staruszka.
On nie daje na moje jedzenie, na moje kosmetyki, na środki czystości dla mnie, nie płaci za moje rachunki, nie dostaję od niego pieniędzy jak żony które siedzą w domu.
Dlaczego więc uważasz że powinien dostać zdrowy obiad, bo pracuje 10 godzin dziennie?

No, Kleoma, powiedz mi:
- facet nie łoży na moje utrzymanie ani grosza.
- całe mieszkanie ja sprzątam raz na miesiąc, on raz na miesiąc (po równo, każdemu zajmuje to ze 2 godziny)
- kuchnię akurat sprzątam ja, on łazienkę
- każdy zmywa i układa po sobie. co weźmiesz - odkładasz na miejsce. to trwa sekundę a dzieki temu nie trzeba tego sprzątać.
- ja piorę sobie, on pierze sobie. garnitury oddaje do pralni
- on garażu nie sprząta, on go utrzymuje w czystości. ja za to utrzymuję w porządku balkon, on na nim nic nie robi. kwiaty i tak dalej
- każde dba o swój samochód
- każde ma sporo zajęć w ciągu dnia. ja studiuję 2 kierunki, pracuję u ojca (i naprawdę coś robię), teraz bedę mieć 2 koła naukowe, publikuję artykuły
- każde dba o swoje wyżywienie, zwłaszcza że jemy zupełnie inne rzeczy (ja jem beztłuszczowo, mało węgli, mało soli, dużo warzyw, on tego nie lubi).

Czasem coś mu zrobię do jedzenia, czasem on mnie. Ale nie ma reguły że on MUSI dostać zdrowy obiad BO TAK.
Powiedz mi, dlaczego uważasz że moja powinnością ma być serwowanie mu obiadu jak wraca z pracy?
Robimy po równo. To jest sprawiedliwe.

122 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-20 22:44:03)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Oj, Kammiś, jak to, nie wiesz, dlaczego? big_smile Bo wiele kobiet uważa, że trzeba zrobić obiad facetowi - i robią, więc dlaczego Tobie miało by się upiec? Tyle biednych pań (nie mówię o tych, co robią to z chęcią) musi stać przy garach i zadbać o swojego księciunia po pracy, a Tobie się wydaje, że nie musisz? Przecież... przecież... to jest facet! I on pracuje! No co Ty sobie wyobrażasz, no?!

Znaczy, w skrócie - masz pod tym względem lepiej niż inne, więc trzeba to tępić. ;p

123

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A nie palą Cię te pieniądze ze stypendiów w rączki? napisałaś, że aż 3 stypendia bierzesz.

Jesteś bogata z domu, zarabiasz, stać Cię na mnóstwo rzeczy na które nie stać większości. I jeszcze wyciągasz rękę po pieniądze podatnika?
Nie wstyd Ci?

Jestem za tym aby uczelnie wypłacały stypendia naukowe, socjalne.
Ale osobom naprawdę potrzebującym. Powinno być kryterium dochodowe także w przypadku stypendium naukowego.
Wedle przepisów należy Ci się ale jest to nieuczciwe. Niemoralne.

124 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 23:01:29)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

A nie palą Cię te pieniądze ze stypendiów w rączki? napisałaś, że aż 3 stypendia bierzesz.

Jesteś bogata z domu, zarabiasz, stać Cię na mnóstwo rzeczy na które nie stać większości. I jeszcze wyciągasz rękę po pieniądze podatnika?
Nie wstyd Ci?

Jestem za tym aby uczelnie wypłacały stypendia naukowe, socjalne.
Ale osobom naprawdę potrzebującym. Powinno być kryterium dochodowe także w przypadku stypendium naukowego.
Wedle przepisów należy Ci się ale jest to nieuczciwe. Niemoralne.

A niby dlaczego? Też pobierałam stypendia na studiach mimo rodziców, których było stać na utrzymanie mnie. Jako podatnik wolę, żeby stypendia otrzymywały osoby zdolne niż te rzekomo potrzebujące. Zdziwiłabyś się jakie przekręty się robi ze stypendiami socjalnymi. Potrzebujący ich nie dostają, tylko kombinatorzy. Nie ma obowiązku, by studiować dziennie. Można iść do pracy i skończyć studia zaocznie, jeśli kogoś nie stać. Do tego są kredyty studenckie. Stypendia za osiągnięcia i średnią są sprawiedliwie, bo trafiają do tych, którzy na nie zasłużyli. Biedna osoba też może uczciwie zapracować na stypendium naukowe. Studia to nie jest szkoła średnia. Podatnicy nie muszą utrzymywać tych, których na nie nie stać, a chcą sobie coś tam skończyć, byle było. Jeżeli państwo wspiera najzdolniejszych, to zyskuje, a nie traci. Natomiast jeśli daje do ręki leniom, którym się należy, to potem jest jak jest. A biedna, ale zdolna osoba naprawdę nie będzie miała problemu ze znalezieniem kogoś, kto sfinansuje studia. Mój znajomy nie miał pieniędzy, a chciał studiować dziennie informatykę. Dogadał się z pewną firmą, która opłaciła mu studia w zamian za to, że będzie dla niej pracował. Stypendium też dostał i to nie jedno.

125

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

cslady

ale tu mamy do czynienia z zupełnie inna sytuacją.
ten chłopak był biedny to mu się należało stypendium.
A jeśli byłaś tak obrzydliwie bogata jak kammiś i brałaś stypendium to też jesteś nie w porządku.
I nie ważne, że tak robią inni, że dochodzi do przekrętów. Inni także kradną w sklepie, gwałcą dzieci, mordują. To nie jest usprawiedliwienie dla naszego nagannego postępowania. Że mi wolno bo inni tak robią.
Patrzę na to jako podatnik i widzę jak pieniądze są marnowane. Bo czemu to służy to dawanie pieniędzy bogatym studentom?
On na  książki i inne potrzebne rzeczy ma.

126

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Ja jestem studentką. Dwóch kierunków. I to nie jest połączenie politologia + socjologia.
Utrzymują mnie rodzice, ale mam swoje pieniądze, w przeciwieństwie do większości osób z mojego roku.
Teraz będą mi płacić za praktykę, ale nie idę na nią dla pieniędzy.
Dostaję 3 stypendia naukowe.
Pracuję u ojca - głównie biorę to do domu, ale to nie znaczy, że to nie jest praca. Przy okazji tej pracy też się uczę, pisząc pisma procesowe.
Moją pasją jest prawo parlamentarne, prawo wyborcze, czasem zahaczam o konflikty w prawie krajowym i europejskim i o cywila. Bardzo miłe są wydawnictwa, bo co prawda nie płacą za to że coś opublikujesz (zresztą publikowanie jest w moim interesie), to np. mogę sobie wybrać książki za kwotę 500 zł.
Mogłabym się z tego utrzymać, ale nie chcę utrzymywać się na niskim poziomie, skoro dla mojego ojca moje utrzymanie to jest nic. Gdyby było to dla niego problemem, pewnie bym kombinowała. Ale skoro nie jest i on tego nijak nie odczuwa, że mi daje pieniądze, to dlaczego nie? Rodzice zwykle utrzymują swoje dzieci na studiach.

Co do związku - wiesz pewnie, że jak się mieszka tylko we dwójkę, przy czym jedna osoba jest w pracy od 9 (czasem 8) do 19 (tak jest jak się ma spółkę), a druga jest pedantem i robi wszystko po sobie (zresztą pierwsza też nie brudzi), to dużo do roboty nie ma, dlatego sprzątamy rzadko. I mówiłam o sprzątaniu całego mieszkania, nie o przetarciu kibla żelem i szczotką albo wyczyszczeniu umywalki. Ale nie mam żadnego powodu, żeby codziennie sprzątać. Zainwestowałam w ten odkurzacz roomba i on robi swoje. Ale i tak mamy podział obowiązków. Sprzątanie całego mieszkania jest raz na 2 tygodnie, więc każde sprząta raz na miesiąc.
Nie ma czegoś takiego jak wielkie zmywanie, mycie okien na hurra, układanie w szufladach i na półkach. Tego nie jestem w stanie pojąć, bo u mnie się myje wszystko dokładnie zawsze po użyciu, okna myte są raz na miesiąc (raz na 2 miesiące ja, raz na 2 miesiące facet), a rzeczy odkłada się na miejsce. Świetnie oszczędza się czas. I nie ma w moim "słowniku" pojęcia "świąteczne porządki". Przed świętami robi się takie same porządki jak co 2 tygodnie. Nie zaniedbujemy niczego. Święta to dla mnie super miły czas robienia dekoracji - kocham dekorować! Dla mnie byłoby strasznie smutne, gdybym musiała zasuwać i czyścić wszystko a potem tylko ubrać choinkę. Dla mnie ma to być przyjemny czas. Nie gotuję, bo jemy u rodziców (moich lub jego), ale za to piekłam ostatnio ciasteczka. Ale ciasteczka to dla mnie gwiazdki, mikołaje, choineczki dekorowane lukrem. Były twarde jak kamienie, ale miałam frajdę smile
Zobacz, jakie to okropne - ludzie nawet ze świąt robią przykry obowiązek. Robią, bo wiem, znam pełno takich ludzi. Ja jestem niewierząca, ale uważam, że i tak lepiej wykorzystuję święta. Dla mnie to czas zabawy i relaksu. 
Nie wiem skąd zarzut, że jestem brudaskiem, bo ja nawet swoje torebki dezynfekuję wacikiem nasączonym w wódce, żeby bakterii nie było wink

Nie jestem też w stanie pojąć mówienia że w domu jest tyyyyyle do roboty. Uważam, że ludzie sobie dużo dokładają, bo nie mają rozplanowanych obowiązków i podzielonych między domowników. I np. dwudaniowy obiad nie jest nikomu potrzebny. Głupie, polskie przyzwyczajenia, które w dodatku są niezdrowe i produkują grubasów. Jakbym jadła codziennie obiad taki jak jedzą w większości domów (widziałam po znajomych) to zamiast 48 kilo ważyłabym ponad 60. Jeden ich posiłek zabiera im 4 godziny życia i pakuje w nich ponad 1000 kalorii. A co jest głównym składnikiem? Bezwartościowe zupy ze śmietaną lub zasmażką i obiad - ziemniaki ze smażonym kotletem. Ja dziś ugotowałam smaczny i bardzo zdrowy obiad w 20 minut, z czego przez 15 czytałam książkę siedząc na blacie żeby mi ryż nie wykipiał.

No wiec wlasnie, jak pewnie sama zauwazylas Twoj standard zycia jest zupelnie inny, od standardu jakie ma przecietna, pracujaca fizycznie rodzina z dwojka dzieci na utrzymaniu. Ty nie musisz chodzic do ciezkiej pracy, bo utrzymanie zapewniaja Ci rodzice, nie musisz sie martwic zeby nakarmic dzieci, bo ich nie masz, nawet zmieniac poscieli i sprzatac w kiblu nie musisz, bo praktycznie to wykonuje za Ciebie Twoj facet. Masz czas na poswiecanie sie swoim pasjom, czytanie ksiazek, nauke, silownie etc. Ale sa rodziny, gdzie tego czasu dla siebie w ciagu tygodnia, po prostu nie maja (bo po calym dniu ciezkiej harowki, musza odebrac dzieci ze szkoly, ugotowac im jesc,odrobic z nimi lekcje, uprac, zrobic zakupy, etc). Dlatego bez sensu jest oceniac i krytykowac obcych Ci ludzi (np. wspomniane wczesniej salowe), poprzez pryzmat swojego w miare wygodnego zycia.
My tez z moja zona mieszkamy sami we dwoje i mamy dosyc komfortowa sytuacje zyciowa, jak i na brak wolnego czasu nie mamy co narzekac - bo ona nie pracuje tylko jeszcze studiuje, no i ja mam prace, ktora moge wykonywac z racji duzego obciazenia psychicznego max 7 godz dziennie. Tak wiec mamy wolna chwile, na pojscie na plaze lub rower, zapisanie sie na jakis kurs, poczytanie ksiazek, lub po prostu wspolne polezenie na lozku. Ale gdybysmy oboje ciezko pracowali fizycznie i mielibysmy dzieci, to pewnie priorytety bylyby inne, no i czasu na odpoczynek byloby niewiele ( a co dopiero studia, lub jakies kursy doksztalcajace).

Okej, a teraz powiedz mi dziecko zlote, co zrobilas na obiad w te 20 minut?( ͡° ͜ʖ ͡°)

127 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 23:29:19)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

cslady

ale tu mamy do czynienia z zupełnie inna sytuacją.
ten chłopak był biedny to mu się należało stypendium.
A jeśli byłaś tak obrzydliwie bogata jak kammiś i brałaś stypendium to też jesteś nie w porządku.
I nie ważne, że tak robią inni, że dochodzi do przekrętów. Inni także kradną w sklepie, gwałcą dzieci, mordują. To nie jest usprawiedliwienie dla naszego nagannego postępowania. Że mi wolno bo inni tak robią.
Patrzę na to jako podatnik i widzę jak pieniądze są marnowane. Bo czemu to służy to dawanie pieniędzy bogatym studentom?
On na  książki i inne potrzebne rzeczy ma.

Stypendia naukowe nie idą do bogatych studentów, tylko do ZDOLNYCH studentów. Dla biednych studentów są stypendia socjalne. Powtarzam, nie ma obowiązku studiowania i nie każdy musi studia skończyć. Ja nie pobierałam tylko stypendium rektora. Już takie stypendia ministra są za wybitne osiągnięcia. Jeśli to Ci się nie podoba, to protestuj. big_smile No wybacz, że pobierałam takie stypendia i przeze mnie jakiś leń nie dostał pieniędzy. Przepraszam Ciebie i wszystkich podatników. Przepraszam, że dzięki tym stypendiom miałam czas, by się rozwijać i że teraz płacę więcej podatków niż wynosi średnia krajowa. Tak, czuję się podle z tego powodu. Wykorzystałam podatników i jestem niemoralną osobą. big_smile A państwo nie ma ze mnie pożytku. Śmiechu warte.

128

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A na co wydawałaś te pieniądze ze stypendium?
Czy gdybyś tego stypendium nie miała dałabyś radę bez problemu robić to co robiłaś na uczelni?

Pastwo nałożyło na mnie obowiązek dofinansowywania uczelni. Nikt mnie nie pyta czy ja tego chce czy nie .
Jestem za tym, nie przeszkadza mi to. Ale niech te pieniądze będą wydawane mądrze. Nie na stypendia naukowe dla bogatych studentów choćby najzdolniejszych, przyszłych noblistów.

129

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

cslady

ale tu mamy do czynienia z zupełnie inna sytuacją.
ten chłopak był biedny to mu się należało stypendium.
A jeśli byłaś tak obrzydliwie bogata jak kammiś i brałaś stypendium to też jesteś nie w porządku.
I nie ważne, że tak robią inni, że dochodzi do przekrętów. Inni także kradną w sklepie, gwałcą dzieci, mordują. To nie jest usprawiedliwienie dla naszego nagannego postępowania. Że mi wolno bo inni tak robią.
Patrzę na to jako podatnik i widzę jak pieniądze są marnowane. Bo czemu to służy to dawanie pieniędzy bogatym studentom?
On na  książki i inne potrzebne rzeczy ma.

NALEŻAŁO się mu? Kammiś też się należy. A różnica jest taka, że Kammiś na to ZAPRACOWAŁA, a on nie. Nie zrobił NIC, żeby dostać te pieniądze.

Pamiętam, że u nas były stypendia za różne osiągnięcia już w podstawówce i gimnazjum - naukowe, sportowe, artystyczne. Dostawałam naukowe, przebimbałam całe na gry komputerowe i jazdę konną. I WCALE nie czuję się winna z tego powodu. Ani że dostawałam - bo dlaczego? skoro biedni dostają tylko za to, że są biedni, to ja mogę za całoroczne wyniki, ani na co wydałam - pomoce naukowe i inne takie zapewniali mi rodzice, to było moją nagrodą, więc się nagradzałam. Niesprawiedliwe? No, chyba dla mnie. Bo ja mogłam dostać tylko naukowe, nie mogłam zrobić czegoś, żeby dostać socjalne - żeby płacili mi za to, że istnieję ;], a dzieci z biednych rodzin mogły dostawać oba.

130 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-20 23:58:17)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Kleoma napisał/a:

A na co wydawałaś te pieniądze ze stypendium?
Czy gdybyś tego stypendium nie miała dałabyś radę bez problemu robić to co robiłaś na uczelni?

Pastwo nałożyło na mnie obowiązek dofinansowywania uczelni. Nikt mnie nie pyta czy ja tego chce czy nie .
Jestem za tym, nie przeszkadza mi to. Ale niech te pieniądze będą wydawane mądrze. Nie na stypendia naukowe dla bogatych studentów choćby najzdolniejszych, przyszłych noblistów.

Na wynajem mieszkania, na jedzenie i na dodatkowe kursy. Gdybym nie miała tych pieniędzy to albo musiałabym ruszyć pieniądze, które dostawałam od rodziców (zamiast zaoszczędzić je) albo na stałe pracować przynajmniej na pół etatu. A w praktyce to pewnie postudiowałabym dziennie 2 lata, a potem skończyła studia zaocznie. Na pewno nie bawiłabym się w studia dzienne przez 5 lat, gdybym musiała dopłacać do tego.

Mnie też nikt nie pyta czy chcę się dokładać do nierobów, tylko muszę to robić. A te pieniądze są realnie marnowane i przejadane. Nie są wydawane mądrze. Zatem sorry, taki mamy klimat. To tym nierobom i patologii powinno być wstyd, że ciągną pieniądze podatników i permanentnie żyją z zasiłków, nie szukając pracy. To oni są niemoralni, ale też trudno wymagać od takich ludzi moralności.

Posty [ 66 do 130 z 518 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026