Fahkir napisał/a:kammiś napisał/a:Wbrew pozorom tradycyjny model, w którym kobieta robi tylko w domu, wcale nie jest taki krzywdzący, ten jest o wiele bardziej.
Okej, akurat z tym sie z Toba zgadze.
A powiedz mi, Ty utrzymujesz sie sama, czy ciagniesz od rodzicow ( ͡º ͜ʖ͡º)?
Ja jestem studentką. Dwóch kierunków. I to nie jest połączenie politologia + socjologia.
Utrzymują mnie rodzice, ale mam swoje pieniądze, w przeciwieństwie do większości osób z mojego roku.
Teraz będą mi płacić za praktykę, ale nie idę na nią dla pieniędzy.
Dostaję 3 stypendia naukowe.
Pracuję u ojca - głównie biorę to do domu, ale to nie znaczy, że to nie jest praca. Przy okazji tej pracy też się uczę, pisząc pisma procesowe.
Moją pasją jest prawo parlamentarne, prawo wyborcze, czasem zahaczam o konflikty w prawie krajowym i europejskim i o cywila. Bardzo miłe są wydawnictwa, bo co prawda nie płacą za to że coś opublikujesz (zresztą publikowanie jest w moim interesie), to np. mogę sobie wybrać książki za kwotę 500 zł.
Mogłabym się z tego utrzymać, ale nie chcę utrzymywać się na niskim poziomie, skoro dla mojego ojca moje utrzymanie to jest nic. Gdyby było to dla niego problemem, pewnie bym kombinowała. Ale skoro nie jest i on tego nijak nie odczuwa, że mi daje pieniądze, to dlaczego nie? Rodzice zwykle utrzymują swoje dzieci na studiach.
Co do związku - wiesz pewnie, że jak się mieszka tylko we dwójkę, przy czym jedna osoba jest w pracy od 9 (czasem 8) do 19 (tak jest jak się ma spółkę), a druga jest pedantem i robi wszystko po sobie (zresztą pierwsza też nie brudzi), to dużo do roboty nie ma, dlatego sprzątamy rzadko. I mówiłam o sprzątaniu całego mieszkania, nie o przetarciu kibla żelem i szczotką albo wyczyszczeniu umywalki. Ale nie mam żadnego powodu, żeby codziennie sprzątać. Zainwestowałam w ten odkurzacz roomba i on robi swoje. Ale i tak mamy podział obowiązków. Sprzątanie całego mieszkania jest raz na 2 tygodnie, więc każde sprząta raz na miesiąc.
Nie ma czegoś takiego jak wielkie zmywanie, mycie okien na hurra, układanie w szufladach i na półkach. Tego nie jestem w stanie pojąć, bo u mnie się myje wszystko dokładnie zawsze po użyciu, okna myte są raz na miesiąc (raz na 2 miesiące ja, raz na 2 miesiące facet), a rzeczy odkłada się na miejsce. Świetnie oszczędza się czas. I nie ma w moim "słowniku" pojęcia "świąteczne porządki". Przed świętami robi się takie same porządki jak co 2 tygodnie. Nie zaniedbujemy niczego. Święta to dla mnie super miły czas robienia dekoracji - kocham dekorować! Dla mnie byłoby strasznie smutne, gdybym musiała zasuwać i czyścić wszystko a potem tylko ubrać choinkę. Dla mnie ma to być przyjemny czas. Nie gotuję, bo jemy u rodziców (moich lub jego), ale za to piekłam ostatnio ciasteczka. Ale ciasteczka to dla mnie gwiazdki, mikołaje, choineczki dekorowane lukrem. Były twarde jak kamienie, ale miałam frajdę 
Zobacz, jakie to okropne - ludzie nawet ze świąt robią przykry obowiązek. Robią, bo wiem, znam pełno takich ludzi. Ja jestem niewierząca, ale uważam, że i tak lepiej wykorzystuję święta. Dla mnie to czas zabawy i relaksu.
Nie wiem skąd zarzut, że jestem brudaskiem, bo ja nawet swoje torebki dezynfekuję wacikiem nasączonym w wódce, żeby bakterii nie było
Nie jestem też w stanie pojąć mówienia że w domu jest tyyyyyle do roboty. Uważam, że ludzie sobie dużo dokładają, bo nie mają rozplanowanych obowiązków i podzielonych między domowników. I np. dwudaniowy obiad nie jest nikomu potrzebny. Głupie, polskie przyzwyczajenia, które w dodatku są niezdrowe i produkują grubasów. Jakbym jadła codziennie obiad taki jak jedzą w większości domów (widziałam po znajomych) to zamiast 48 kilo ważyłabym ponad 60. Jeden ich posiłek zabiera im 4 godziny życia i pakuje w nich ponad 1000 kalorii. A co jest głównym składnikiem? Bezwartościowe zupy ze śmietaną lub zasmażką i obiad - ziemniaki ze smażonym kotletem. Ja dziś ugotowałam smaczny i bardzo zdrowy obiad w 20 minut, z czego przez 15 czytałam książkę siedząc na blacie żeby mi ryż nie wykipiał.