Jak większość rzeczy w życiu, tak i borderline, zetknięcie się z tym trzeba przeżyć osobiście by móc je choć trochę zrozumieć, poznać, a czasem tylko uwierzyć, że takie zachowania są możliwe. Jeszcze jakiś czas temu ludzie zaburzeni nie mieli szansy na pomoc, diagnozę. Teraz nawet na NFZ mogą uzyskać pomoc, leczenie. Czego to nie robi swoista moda, nagłośnienie w necie, gazetach. Tragedią jest niechęć i nieumiejętność skorzystania z tej pomocy. Jeszcze większą tragedią jest pominięcie w tym systemie bliskich osób z zaburzeniami z pogranicza. Nie istnieje ani pomoc medyczna dla ofiar borderów, psycholodzy tylko za kasę, i to nie małą. Policja, prokuratorzy z ich niebieską linią nie obejmują problemu. O sądach szkoda nawet mówić. Brak szans dla tych ludzi. Nieliczni, którzy sobie jakoś radzą, jeszcze mniej takich co radzą sobie sobie i mają wiedzę i siłę by pomóc sobie, dzieciom, a nawet wyprowadzić swoich borderów na prostą, zawdzięczają wszystko sobie. Nie systemowi. Nawet ta historia, nawet wypowiedzi Twoje Chora, przybliżają to zaburzenie. Choćby dlatego ważne jest Twoje pisanie. Recepty na Twoje szczęście są dość różne. Jeśli coś masz osiągnąć, niestety musisz przeć naprzód, dostać po głowie. Im wcześniej i mocniej tym lepiej. Zaczęło się w dzieciństwie, więc z tym dzieciństwem przyjdzie Ci się zmierzyć i pogodzić. Mam nieodparte wrażenie, że i Twoje zachowania, myśli i i mojej żony to trwanie dorosłych ludzi w mentalności dzieci. Bez refleksji, przewidywania skutków swoich działań, bardzo egoistyczne. Istnieje poza Twoją krzywdą także krzywda Twoich bliskich. Szkoda, że tak rzadko ją dostrzegasz, że służy Ci tylko do katowania samej siebie, nie do poprawy życia.