Witajcie.Na NETKOBIETKI natknełam sie calkiem niedawno i juz mi sie tu podoba.Do tej pory byłam dosc bierna uczestniczka forum bo zazwyczaj tylko czytalam.Dzis jednak postanowilam cos napisac a tak naprawde poprosic was o pomoc.Jak juz zaznaczylam w tytule to chodzi o moje dziecko.Czasem mam wrażenie ze sobie z nim nie radze.Mateuszek skonczyl 3 latka.Bylo by wszystko ok gdyby nie to ze nie radze sobie z jego napadami zlosci (krzyki,piski)byly momenty ze podnosil na mnie raczke albo chcial mnie opluc.Robi to w momentach kiedy mu cos zakazuje albo wtedy kiedy nie zrobie tak jak on sobie to wyobraza.Do tego jest dosc upartym chlopcem jak na swoje 3 latka.Czasem nawet jak podniose glos to i tak nie wykona tego o co go poprosze.Mam wrazenie ze dzieje sie tak gdyz jest dosc mocno znudzony.Nie potrafi sie sam bawic(pewnie to moja wina)bo do tej pory bawilam sie zawsze z nim wynagradzajac mu to ze jest calymi dniami tylko ze mna.Tyle ze wszystkie nasze wspolne zabawy juz dosc szybko mu sie nudza,a teraz widze ze jedyna rozrywka ktora tak naprawde sprawia mu frajde to ogladanie bajek.Oczywiscie pozwalam mu na to ale jak najczesciej staram sie odciagnac go od tv,wszystkim czym tylko mozna.Wtedy widze to znudzenie w jego oczkach.Najbardziej przeraza mnie to ze sama popadam w zlosc i wtedy zaczyna sie wielka awantura z zalami i placzami konczaca sie czasem tym ze maly dostaje klapsa.Nigdy nie bylam za klapsami ale zlosc jest czasem silniejsza.Wstyd mi ale jestem tym wszystkim tak zmeczona ze wieczorem nic tylko placze w poduche.W maju urodze druga dzidzie i choc nie mozemy sie jej juz doczekac to boje sie tego jak sobie poradze z dwujka dzieci.Dodam jedynie ze nie moge liczyc na pomoc kogokolwiek.Maz calymi dniami w pracy a rodzina,rodzina pojawia sie od swieta i zazwyczaj coraz czesciej slysze krytyke jakie to ja mam niegrzeczne dziecko.A ja nie chce tego bo mimo problemow to Mateuszke jest naprawde milym i kochanym chlopcem,ktorego mi jest poprostu bardzo zal.Chciala bym pomoc i jemu i sobie.Dzieki z gory ze moglam sie wyzalic.A moze ktoras z was miala badz ma podobny problem.Tak bardzo pragne byc dobra mama dla swoich dzieciaczkow.Dziekuje i pozdrawiam Julita.
Podobne tematy
2 2011-03-03 17:22:44 Ostatnio edytowany przez Miriam (2011-03-03 17:23:40)
Najbardziej przeraza mnie to ze sama popadam w zlosc i wtedy zaczyna sie wielka awantura z żalami i płaczami konczaca sie czasem tym ze maly dostaje klapsa.Nigdy nie bylam za klapsami ale zlosc jest czasem silniejsza.
Najchętniej za te ''klapsy'' to pogroziłabym Ci palcem...
Pamiętaj agresja rodzi agresje, więc nie dziw się, że dziecko zaczyna robić to samo co Ty - On tylko Ciebie naśladuje, odbiera twoje stany emocjonalne i na Twoją agresję reaguje złością.
Postaraj się nie krzyczeć i nie okazywać zdenerwowania. Dziecko jest spokojne, gdy matka jest spokojna.
Piszesz, że Mały nie potrafi bawić się sam, wiesz, samotna zabawa bywa trudna, bo trudno wymyślić scenariusz dla takiej zabawy, trudno być dla siebie atrakcyjnym partnerem do zabawy, we dwójkę zawsze łatwiej, a skoro nie ma brata/siostry to dziecko do zabawy angażuje rodziców.
Warto w tej sytuacji zadbać o kontakty z innymi dziećmi, jeżeli nie może to być przedszkole, to może plac zabaw, czy wizyty u znajomych, którzy mają dzieci w podobnym wieku.
Najlepszym jednak rozwiązaniem byłoby przedszkole...
Za tego klapsa to sama bym sobie dala klapsa a nie tylko pogrozila palcem:(bo to nie jest tak ze ja sobie nie zdaje sprawy ze swoich bledow.Wiem ze wieksza wine za zachowanie mojego dziecka ponosze ja sama a nie ono.I naprawde staram sie kazdego dnia o to by moje dziecko bylo szczesliwym dzieckiem.Poswiecam mu naprawde kazda wolna chwile.Staram sie mu zajac czas jak tylko potrafie najlepiej.Tyle tylko ze brakuje mi juz pomyslow na to co zrobic by nie zdazaly sie te gorsze chwile.
4 2011-03-03 23:09:54 Ostatnio edytowany przez Miriam (2011-03-03 23:11:07)
julita.77 musisz wziąć pod uwagę przede wszystkim to, że nic nie zastąpi dziecku kontaktu z innymi dziećmi (żadna mama, żaden tata, czy babcia).
Jeszcze trochę, zrobi się ciepło postaraj się jak najwięcej przebywać z malcem tam gdzie można spotkać inne dzieci czyli wszelkie place zabaw, może spotkania z koleżankami, które mają dzieci, by malec mógł się wybiegać, wyszaleć, a mama w tym czasie odpocząć i odstresować i miło spędzić czas na pogaduchach z innymi mamami - to chyba najlepsze co możesz zrobić.
A tym, że mały teraz jest niesfornym dzieckiem, wcale się nie przejmuj, każdy wiek ma swoje prawa - wyrośnie ![]()
Ja też miałam takie ''żywe sreberko'', wszędzie Go było pełno, a oczy trzeba było mieć dookoła głowy.
Dzisiaj to już nastoletni kawaler z którym nie mam absolutnie żadnych problemów wychowawczych co świadczy tylko o tym, że dziecko się zmienia.
Nie krzycz, tym bardziej nie bij, to wychowasz mądrego, rezolutnego chłopca . Pozdrawiam ![]()
Julita super, że się bawisz ze swoim synkiem, porzez zabawę z Tobą sam uczy się skupiać na tym co robi.
Moja córka jest o pół roku młodsza i niedawno odkryłam, że można dziecko zająć zabawą na 30 minut.
Zaczeło się od puzli napoczątku się denerwowała ale teraz idzie jak burza.
Ma kilka zestawów, bawimy się na zminę. Tak naprawdę to organizuję jej czas tak aby ona nie miała czasu zorganizować go mi.
Staram się aby ukierunkować małej zabawę , gdyż tylko wtedy możemy ćwiczyć sprawność rączek,dużo z nią podczas zabawy rozmawiam. Jest to czas tylko dla niej.
Wcześniej to ona dyktowała co będzie robić odkąd zaczełam panować nad zabawą małej jej zachowanie również się zmienia, zaczyna się stosować do ustalonych reguł (nie sama doszłam do tego jak się z nia bawić, skorzystałam z pomocy specjalisty).
Są momenty, że bije, krzyczy czy gryzie ale zdarzają się bardzo sporadycznie, ja je zwyczajnie ignoruje lub odmawiam zabawy.
Bardzo dużo ją chwalę i naprawde to przynosi skutki.
Staram się też aby tak jak pisała Miriam mała wyszalała się na spacerach.
Jeśli chodzi o uwagi innych że masz rozpuszczone dziecko to zwyczajnie je ignoruj, tak jak i rady z klapsami.
Dobrze że masz swiadomość, że tak nie można.
Życze Ci dużo wytrwałości i cierpliwości.
Dziękuję wam za to co napsalyście:)To naprawde super uczucie wiedząc ze jest ktos kto rozumiei choc troszke stara sie pomoc,chocby rada.NIe wiem czy to przełom ale duzo myslalam ostatnioi uswiadomilam sobie iz tak naprawde byly momenty,ze i ja nie sluchalam wlasnego synka.Czasem zajeta obowiazkami domowymi zapominalam ze tak naprawde to on jest najwazniejszy a wszystko inne powinno poczekac.Wtedy napewno nie byla bym tak zmeczona a nawet rozdrazniona.Wiem ze czekaja mnie zmiany ale chce i zrobie wszystko zeby nikt nigdy nie ocenial zle mojego dziecka.Jeszcze raz wam bardzo dziekuje.Moze kiedys napisze o swoim sukcesieAha jeszcze jedno...dzis zadalam malemu pytanie czy woli jak mama ma buzie usmiechnieta czy smutna.A on podnosi glowe i pokazuje jaka to woli minke usmiechnieta:)
Dziękuję wam za to co napsalyście:)To naprawde super uczucie wiedząc ze jest ktos kto rozumiei choc troszke stara sie pomoc,chocby rada.NIe wiem czy to przełom ale duzo myslalam ostatnioi uswiadomilam sobie iz tak naprawde byly momenty,ze i ja nie sluchalam wlasnego synka.Czasem zajeta obowiazkami domowymi zapominalam ze tak naprawde to on jest najwazniejszy a wszystko inne powinno poczekac.Wtedy napewno nie byla bym tak zmeczona a nawet rozdrazniona.Wiem ze czekaja mnie zmiany ale chce i zrobie wszystko zeby nikt nigdy nie ocenial zle mojego dziecka.Jeszcze raz wam bardzo dziekuje.Moze kiedys napisze o swoim sukcesieAha jeszcze jedno...dzis zadalam malemu pytanie czy woli jak mama ma buzie usmiechnieta czy smutna.A on podnosi glowe i pokazuje jaka to woli minke usmiechnieta:)
Sukcesy napewno będą wcale w to nie wątpie
.
A ja zgadzam sie rowniez z dziewczynami, sama mam w domu 2-latka i 8 tygodniowego brzdaca ![]()
Przedewszystkim uswiadamiaj Mateuszka, ze zaniedlugo nie bedzie sam, pozwol mu przytulic brzuszek, porozmawiac z nim ![]()
Kiedy musisz posprzatac, angazuj w to malucha, daj mu scierke i niech np, myje stol
Niech odkurza (co z tego, ze bedzie trzeba poprawic) ale dzieciaki naprawde lubia pomagac w pracach domowych
Na chwilke odciagniesz go od tv, a i wspolnie spedzicie troche czasu, inaczej jak przy wspolnej zabwie.
Kup mu kolorowanki, kredki, mysle ze wyciszy sie troche przy nich.
Duuuuzo czasu spedzajcie na dworze, niech sie wybiega, wyszaleje, i przedewszystkim niech nawiazuje kontakty z rowiesnikami, to bardzo wazne dla zdrowego rozwoju..
Dlugo jest taki ? Moze on poprostu przechodzi jakis etap?
Kiedy Adas krzyczy, rzuca sie na ziemie, histeryzuje, a wiem ze tak naprawde nic mu sie nie dzieje, najzwyczajniej w swiecie nie reaguje..
A i teraz zostane napewno skrytykowana, ale ja nie jestem zwolenniczka bezstresowego wychowywania, i zadrza mi sie dac klapsa malemu, nie zeby dziecko chodzilo sine- nic z tych rzeczy, ale zeby opamietalo sie, i u nas zdaje to egzamin.
Ale kazdy robi jak uwaza.. a ja ci zycze wytrwalosci i cierpliwosci ![]()
Wiecie co ostatnio naprawde duzo myslalam na ten temat,poczytalam forum i stwierdziłam ze tak naprawde to ja balam sie tych wszystich uwag innych ludzi.Całej tej krytyli i aluzji ,glupich spojzen bo jakie ja to ma niegrzeczne dziecko.Dzis na rodzinnym obiedzie pierwszy raz od dawna nie zwracalam uwagi na glupie spogladania siostry na moje dziecko,gdyz stwierdzilam ze tak naprawde Mateusz nie robil nic zlego.Mało tego zaskoczyl chyba wszystkich opowiadajac ze bedzie mial malego braciszka i to z nim bedzie sie bawil.WYstarczylo tak niewiele,poprostu zbytnio nie zwracalam mu uwagi i przedewszystkim nie pozwalalam go zbytnio uciszac i krytykowac.Dziecko zachowywalo sie calkiem normalnie.Co jeszcze...hm moze to ze pomagac to on chce i dosc dawno pozwalam mu sie angazowac w pomoc,ostatnio ma manie na mycie naczynek:)ma super zabawe i wiele zadowolenia ze mi pomaga.Musze wam podziekowac ze uswiadomilyscie mi ze moje dziecko jest calkiem normalnym dzieckiem,ze czas ktory poswiecam na zabawe z nim to super czas.Niestety wielu ludzi chciało mi wmowic ze mam rozpieszcone i rozkapryszone dziecko ktore nie potrafi sie soba zajac.Teraz wiem ze to jednak ja mialam racje i to calkiem normalne ze rodzic poswieca duzo czasu na zabawe ze swoja pociecha.Zatem jak widzicie to nie z Mateuszkiem ale sama ze soba mialam problem i z uwierzeniem ze mimo wpadek staram sie dobrze wychowywac swoje dziecko.Pozdarwiam was wszystkie serdecznie.
Wiecie co ostatnio naprawde duzo myslalam na ten temat,poczytalam forum i stwierdziłam ze tak naprawde to ja balam sie tych wszystich uwag innych ludzi.Całej tej krytyli i aluzji ,glupich spojzen bo jakie ja to ma niegrzeczne dziecko.Dzis na rodzinnym obiedzie pierwszy raz od dawna nie zwracalam uwagi na glupie spogladania siostry na moje dziecko,gdyz stwierdzilam ze tak naprawde Mateusz nie robil nic zlego.Mało tego zaskoczyl chyba wszystkich opowiadajac ze bedzie mial malego braciszka i to z nim bedzie sie bawil.WYstarczylo tak niewiele,poprostu zbytnio nie zwracalam mu uwagi i przedewszystkim nie pozwalalam go zbytnio uciszac i krytykowac.Dziecko zachowywalo sie calkiem normalnie.Co jeszcze...hm moze to ze pomagac to on chce i dosc dawno pozwalam mu sie angazowac w pomoc,ostatnio ma manie na mycie naczynek:)ma super zabawe i wiele zadowolenia ze mi pomaga.Musze wam podziekowac ze uswiadomilyscie mi ze moje dziecko jest calkiem normalnym dzieckiem,ze czas ktory poswiecam na zabawe z nim to super czas.Niestety wielu ludzi chciało mi wmowic ze mam rozpieszcone i rozkapryszone dziecko ktore nie potrafi sie soba zajac.Teraz wiem ze to jednak ja mialam racje i to calkiem normalne ze rodzic poswieca duzo czasu na zabawe ze swoja pociecha.Zatem jak widzicie to nie z Mateuszkiem ale sama ze soba mialam problem i z uwierzeniem ze mimo wpadek staram sie dobrze wychowywac swoje dziecko.Pozdarwiam was wszystkie serdecznie.
Brawo i tak trzymaj.
Niestety jako matki jesteśmy nieustannie poddawane presji otoczenia, zwłaszcza wtedy gdy nasze dziecko nie zachowuje się tak jak oczekują inni, nasze mamy, teściowe, sąsiadki, babki w urzędzie oburzone że dziecko płacze i grymasi.
Czasmi idziemy bezmyślnie za tłumem zatracając to co najważniejsze zaufanie do siebie jako matki i do naszego dziecka.
Bardzo trafne wskazówki na temat wychowania można znalezć np na stronie dobryrodzic.
Orszulik i tu sie z toba zgadzam.ja niestety popełniłam ten bład idac wlaśnie za sugestia otoczenia.Ile nerwow mnie i moje dziecko to kosztowało to wiem tylko ja.Ciesze sie ze w pore uswiadomiłam sobie błedey ktore popełniałam bo teraz wiem jak wszystko naprawic.Wiem tez że czeka mnie wiele pracy.
A może dacie mi jakies pomysly na wspolna zabawe:)była bym wdzieczna.pozdrawiam
Ja z małą układam puzle z 15 elementów powoli wchodzimy w trudniejsze.
Mamy kilka zestawów, różnią się nie tylko tematyką ale i sposobem łączenia, uwielbia Boba budowniczego i Fifi.
Zabawa świetna dziecko manipuluje rączkami no i musi trochę pomyśleć.
Poza tym budujemy domy z klocków ( od razu uczy się kolorów, kształtów).
Lepimy z plasteliny i ciastoliny.Wylepia formy misiów, zwierzaków.
Nawlekamy koraliki na wstążkę.
Układamy domino.
Powoli uczymy się czytać, liczyć.
Nie oglądam w tym czasie telewizji, nie rozmawiam przez tel, jest to czas dla niej zazwyczaj rano i pózniej cały dzień mam względny spokój.
Ważne jest aby dziecku zmieniać zabawki a w zasięgu ręki aby miało tylko kilka.
Poza tym trzy lata to świetny czas na zabawę ukierunkowana na naukę.
Plastelina ,klocki zgadzam sie swietna zabawa sama bawie sie z malym,co prawda duzo cierpliwosci musimy oboje w to włożyc gdyz Mateuszowi trudno skupic sie dluzej na jednej czynnosci.Najchetniej robil by wszystko naraz.No i jeszcze jedno piszesz ze jak pobawisz sie z mala to pozniej masz sporo spokoju.No i tu tez mam maly problem bo Mateusz najchetniej bawil by sie ze mna caly dzien.Jest to oczywiscie niemozliwe bo i inne obowiazki czekaja na mnie to tez czesto zlosci sie ze juz nie chce sie z nim bawic.Oczywiscie tlumacze mu ze to nie tak ze nie chce ale ze mamusia musi zrobic tez pare innych rzeczy.Staram sie go zainteresowac np pomoca mi w obiedzie ale kiedys bardziej go to interesowalo.A teraz poprostu prosi zeby wlaczyc mu bajki.
Niedawno moja mała tak się zachowywała i zaczełyśmy chodzić na warsztaty z psychologiem,
Wystarczyły zmniany w organizowaniu zabawy (myślałam że umiem się bawić ze swiom dzieckiem) w to czym się bawimy wpowadzenie reguł i udało się. Wcześniej też nie mogłam zaplanować dnia a na spacerach chodziła w swoją stronę.
Jak powiedziała psycholog ona podporządowała sobie nas, odkad zaszły zmiany naprawde czuje wielką ulgę i radość.
Wcześniej bawiłyśmy się na dywanie, kanapie teraz zawsze przy stole, ma ograniczoną ilosc zabawek, resztę spakowaliśmy i co jakiś czas wymieniamy.
Rzeczy potrzebne do zabawy ja chowam i ja też decyduje czym będzie się bawić i w jakiej kolejności.
Dopiero jak kończy jedną np układankę, wyjmuję drugą.
Właśnie na puzlach nauczyła się koncentrowac na tym co robi i powoli przenosi to na rysunki tzn zaczyna kolorować do tej pory nie miała do tego cierpliwości.
Niewiem czy te wypowiedzi w czymś Tobie pomogą, każde dziecko jest inne, czym innym lubi się bawić.
Mam nadzieje, że znajdziecie jeszcze inne zabawy.
Pozdrawiam
Czy pomoga?Napewno spróbuje je zastosować.Bo rzeczywiście mam takie wrażenie że to Mateusz układa mi plan zajec a nie ja jemu.Dziekuje za wszystkie rady.Nie omieszkam sie pochwalic sukcesami:)pozdrawiam.
JULITA a ktora z nas nie tracila bądz nie traci cierpliwości do dziecka.Wtedy jednak pora zlapac glęboki oddech,spojrzec malemu tyranowi w oczy i zapytac czego tak naprawde chce... Zawsze usiądz przy nim i patrz mu prosto w oczy...wysłuchaj uwaznie.Jak będzie plakal to moze czasami pokaz ze on tez ciebie rani i poudawaj że mama placze...Sprobuj wypracowac w sobie stoicki spokoj,nie daj się wyprowadzić z rownowagi,chociaz to czasami takie trudne.Zobaczysz po jakims czasie i dziecko będzie spokojniejsze,jesli ty będziesz spokojna.
to zrozumiale że jest ci cięzko,sama w domu bez pomocy,mąz pracuje.Wyjdz na spacer,wymęcz dziecko to grzeczniej posiedzi w domu ,a i tobie to dobrze zrobi...
Powodzenia JULITA ![]()
Fakt. Prawda jest taka,że dzieciom udzielają się negatywne emocje rodziców. Tyle że z drugiej strony ciężko jest o stoicki spokój, kiedy dziecko po długim tłumaczeniu,że tak nie wolno z premedytacją robi na złość. Ja wiem...kara, konsekwencja....Niestety posiadanie dzieci mimo szczęśliwego czasu daje też solidną szkołę życia:)
Zawsze uważałam,że jestem matką konsekwentną,cierpliwą... Jednak moje dziecko od długiego czasu skutecznie mnie wykańcza nerwowo:) Nie lubię z córką wspólnych posiłków. Wiem,że to brzmi wyrodnie, ale tak jest niestety. Jest bardzo wybredna, nie chce jeść. Każdy posiłek jest dla mnie stresujący, bo mała dokazuje, kręci nosem kiedy ja tak się staram, żeby jej smakowało...wspólne przygotowywanie posłków też nie wchodzi w grę. Zabawa fajna, jednak na tym się kończy...Obiad u rodziny czy znajomych-wstyd dla mnie, bo same pysznośći a córka kręci nosem. Ja już naprawdę nie mam siły. Pewne jest,że małą rozpuszcza jej prababcia. Za każdym razem kiedy mała u niej jest, ta biega po kuchni i gotuje dziesięć dań a mała dyryguje i grymasi. Mnie zalewa krew ale nic na to nie poradzę bo nie mam wpływu na starszą kobietę,której sposobu bycia już nie zmienię. Ojciec córki zabiera ją gdzie chce i rozpuszcza, a ja nie mogę sobie z nią potem poradzić i czasami czuję się jak służąca. Naprawdę czuję się już zmęczona. Nie widzę wyjścia z tego błędniego koła. Rozmowy nic nie dają, mała jest rozpuszczona do granic możliwości. Może wiecie jak na to zaradzić? Pozdrawiam serdecznie.
Natasha1234,
faktycznie, nic nie poradzisz na zachowanie innych dorosłych wobec Twej córki.
Dość szybko dzieci uczą się, że jedyną (często) kwestią, w której mogą decydować, jest sprawa jedzenia. I tę "władzę" wykorzystują to w pełni. Prawdą jest też to, że najczęściej, my dorośli, mamy obsesję na temat dziecięcego jedzenia, że usiłujemy nakarmić dziecko, które... nie jest głodne.
Kiedyś, gdy mój syn był "niejadkiem", usłyszałam mądre zdanie jednej z lekarek pediatrii. Powiedziała, że jeśli dziecko nie jest głęboko upośledzone, to niemożliwym jest, by zagłodziło się na śmierć.
Tego zdania się trzymałam i szykowałam kolejne posiłki; jedzenie było smaczne, dania urozmaicone. Przychodziła pora posiłku, siadaliśmy do stołu i... ani ode mnie, ani od męża nie padało żadne słowo, którym namawialiśmy syna do jedzenia. Temat przestał istnieć. Zjadł - dobrze. Nie zjadł - też dobrze. Było tylko małe "ale". Sumiennie przestrzegaliśmy, by nie było nic (dosłownie nic) do przegryzienia pomiędzy posiłkami. Gdy syn przekonał się, że nie może szantażować nas swym niejedzeniem, gdy zobaczył, że decydując się na niezjedzenia posiłku, będzie "handlował głodem" do kolejnego, gdy jego niejedzenie przestało być dla nas, dorosłych, sprawą życia i śmierci, zaczął jeść to, co przygotowaliśmy.
Gdy zaś był on przez kilka dni u swej babci, wówczas... babcia skakała wokół niego gotując po kilka potraw na raz, na wszelki wypadek, gdyby jedna mu nie smakowała. Nie ingerowałam w to, bo jej było tak dobrze, była z takiego obrotu spraw zadowoloną. Ciekawe, że gdy wpadaliśmy wszyscy do niej z wizytą syn nie grymasił podczas jedzenia. Przekonał się, że to strata energii, bo na nas nie robi to żadnego wrażenia.