netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mój niepewny związek i dziecko...

151 odpowiedzi14 204 wyświetleniazałożony przez Uciekająca Amy, 09.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój niepewny związek i dziecko...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 152 ]

66

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
ewaem napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:
Truhijo napisał/a:

Ten gość nie będzie oparciem. Taka prawda. Gdyby miał zadatki na to, to już byś to zobaczyła. ratuj się i zmień go.

A może ja wyolbrzymiam? Może są związki gdy kobieta zarabia najnizsza a facet kilka razy więcej i kazde żyje za swoje i pozwala sobie wedle wlasnych a nie wspolnych pieniedzy
Moze ja przesadzam. ?a kobiety, jak jest u was. ?możecie dysponować kasa partera?gdy na przykład juz nie macie swoich pieniędzy to jest opcja ze bierzecie od niego?np na duże zakupy spożywcze lub kiecke. ?bo u mnie jest tak ze rzadze się swoim i jak wydam to jemy kiełbasę i bialy chleb.no i nie ma tematu ze mi on coś kupi,nie wiem kolczyki spodnie.dla niego to logiczne

Droga Amy, nie pojmuję takich kobiet, które sa darmowymi służącymi. Ja postawiłam mojemu mężowi sprawę jasno: robimy wszysko w domu i przy dziecku po połowie i partycypujemy w kosztach po połowie. On dużo pracował i nie miał za bardzo czasu więc zgodziłam się na układ, który on zaproponwał: ja zajmuję sie wszysktkim, a on płaci za wszysko oprócz moich osobistych wydatków (ciuchy, kosmetyki). Przystałam na to. Nie było to to czego czciałam ale trzeba czasem pójść na kompromis. Szanuj się kobieto. Masz zamiar być jego darmową służącą do końca życia? Praca w domu kosztuje. Obcej kucharce i sprzątaczce musiłaby płacić, a tak mówi Ci, że jesteście w związku i dlatego masz robić wszysko za darmo i jeszcae jak rozumiem dokłądać się do jedzenia.
Facet sprytny jest nie ma co.

Dokładam się to mało powiedziane. Gdy pracowalam wydawałam 80%zarobków na jedzenie . teraz przystopowalam.wiec mamy biały chleb i mrożone serdelki...Jego wkurza to ze siedzę w domu teraz. Mimo ze wszystko nadal załatwiam za  swoje.masz doświadczenie, jak zacząć z nim temat?to juz tyle lat,ja nie umiem. Żyje tak by unikać jego humorkow i cieszy mnie gdy ma dobry dzień a mowa bym czegoś rządala

67

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:

Czytam i czytam Twoje wypowiedzi Amy i włos mi się jeży. Masz taki galimatias w głowie, że ręce opadają. Gdybyś miała 18 lat, byłoby to zrozumiałe, ale Ty masz 32 i to jak żyjesz i z kim jest wyłącznie Twoją sprawką.

W każdym niemalże zdaniu jest kasa, obwinianie wszystkich za Twoją sytuację, a nigdzie nie ma jasnej koncepcji jak chciałabyś realnie żyć, nie ma też autokrytyki.

To co mnie uderzyło, to nigdzie nie piszesz o  swojej miłości do córki ani, że Ty chcesz dziecka.

Przeczysz sama sobie, raz piszesz jaki to Twój narzeczony jest zamożny, a w innym  miejscu, że nic nie ma. Piszesz bzdury o meldunku, zapominasz, że jesteśmy w UE i obowiązek meldunkowy został zniesiony. Chcesz być z narzeczonym, ale możesz też wyprowadzić się albo wrócić do matki. Brzmi to tak, jakbyś wystawiała się na licytację ?kto da więcej?. Oczekujesz od UP, żeby Ci dali pracę, to tez kolejna bzdura, bo to tak nie działa, a sama nigdzie nie piszesz co umiesz, jakie masz wykształcenie, doświadczenie.

A nie pomyślałaś o tym, że to Twoje życie, że nikt za ciebie Twoich problemów nie rozwiąże? Zadałaś sobie pytanie, dlaczego ktoś miały Cię utrzymywać (i Twoją córkę), dlaczego ktoś miałby dać Ci coś, na co nie zapracowałaś, dlaczego inni maja pracę a Ty nie? Póki tego nie zrozumiesz, póki nie weźmiesz tego wszystkiego w swoje ręce, będziesz wciąż żyła jak żyjesz. 

Ty chcesz gotowych rozwiązań, ale czego? Czy jak zajść w ciążę, czy jak znaleźć pracę (swoją drogą masz pretensję o  zwolnienie, ale kto chce pracownika, który chodzi na L4?), czy do której szkoły córkę zapisać?

Może wyobraź sobie, że spadłaś na samo dno, narzeczony wyrzucił Cię z domu, nie masz pracy, nie masz pieniędzy, a dziecko chodzi głodne. Co byś zrobiła w takiej sytuacji?

Gdybym ja znalazła się w podobnej sytuacji, to rozejrzałabym się wkoło, dziś robiąc zakupy znalazłam 3 ogłoszenia o pracę. Dniówka za sprzątanie domów to 120-150 zł, policz?miesięcznie pani sprzątająca (pod warunkiem, że rzetelnie pracuje, a nie obija się) zarabia ponad 3 tysiące. Ale to jest dla tych, którzy chcą.

A narzeczonemy najlepiej jest powiedzieć szczera prawdę.

Że co? Poczytaj dokładnie. Jak nie wszystkie moje posty to chociaż ten. Kocham córkę i jestem gdzie jestem dla niej.by miała dom ktorego ja nie mialam.kto da wiecej za mnie. ?jesli tak to widzisz. ..ja chce godnie żyć i dorabianie sie we dwoje to nic zlego.ty chyba nie wyszła byś za bezdomnego. ?praca
...pracowałam 4 -lata. Dostałam propozycje pół etatu . więc poszlam na zwolnienie ktore gwarantuje mi 80% najniższej krajowej a nie 400zl.nie bylam nigdy wcześniej na takim zwolnieniu. To tyle. Nie rozumiem takich osób jak ty.

68 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-07-11 20:20:08)

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

Że co? Poczytaj dokładnie. Jak nie wszystkie moje posty to chociaż ten. Kocham córkę i jestem gdzie jestem dla niej.by miała dom ktorego ja nie mialam.kto da wiecej za mnie. ?jesli tak to widzisz. ..ja chce godnie żyć i dorabianie sie we dwoje to nic zlego.ty chyba nie wyszła byś za bezdomnego. ?praca
...pracowałam 4 -lata. Dostałam propozycje pół etatu . więc poszlam na zwolnienie ktore gwarantuje mi 80% najniższej krajowej a nie 400zl.nie bylam nigdy wcześniej na takim zwolnieniu. To tyle. Nie rozumiem takich osób jak ty.

ok, robisz to dla córki, ale dom to nie budynek, dom to ludzie i atmosfera w nim panująca.

ok, pracowałas 4 lata, teraz jesteś na L4, masz czas, żeby znależć nową pracę. Pracowałaś w sklepie za najniższą krajowa, w Biedronce zarabiają lepiej. A co wczesniej robiłaś?

Nie musisz mnie rozumieć, bo jestem starsza, więcej przeżyłam, byłam w trudniejszych sytuacjach, potrafię też ocenić obiektywnie co i dlaczego w moim życiu się działo. Zawsze dawałam sobie radę, ale najlepiej mi to wyszło, jak przestałam się oglądać na innych.
Napiszę prościej: gdy byłam w związku, stałam w miejscu albo i cofałam się, oczekiwałam wsparcia i go nie było, a moje koszty (nie tylko finansowe) były nieadekwatne do tego co dostawałam. Skończyłam związek, odzyskałam spokój, mając więcej czasu poszukałam dobrej pracy.

Ja nie namawiam Cię, żebyś spakowała walizkę i uciekła, ale żebyś dążyła do tego, że to Ty stworzysz dom dla córki, a nie pan X, Y czy Z.

Mam pytanie, czy Twoja córka jest w obecnym układzie szczęsliwa, czy traktuje X jak ojca, a on ją jak córkę?

69

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:

Że co? Poczytaj dokładnie. Jak nie wszystkie moje posty to chociaż ten. Kocham córkę i jestem gdzie jestem dla niej.by miała dom ktorego ja nie mialam.kto da wiecej za mnie. ?jesli tak to widzisz. ..ja chce godnie żyć i dorabianie sie we dwoje to nic zlego.ty chyba nie wyszła byś za bezdomnego. ?praca
...pracowałam 4 -lata. Dostałam propozycje pół etatu . więc poszlam na zwolnienie ktore gwarantuje mi 80% najniższej krajowej a nie 400zl.nie bylam nigdy wcześniej na takim zwolnieniu. To tyle. Nie rozumiem takich osób jak ty.

ok, robisz to dla córki, ale dom to nie budynek, dom to ludzie i atmosfera w nim panująca.

ok, pracowałas 4 lata, teraz jesteś na L4, masz czas, żeby znależć nową pracę. Pracowałaś w sklepie za najniższą krajowa, w Biedronce zarabiają lepiej. A co wczesniej robiłaś?

Nie musisz mnie rozumieć, bo jestem starsza, więcej przeżyłam, byłam w trudniejszych sytuacjach, potrafię też ocenić obiektywnie co i dlaczego w moim życiu się działo. Zawsze dawałam sobie radę, ale najlepiej mi to wyszło, jak przestałam się oglądać na innych.
Napiszę prościej: gdy byłam w związku, stałam w miejscu albo i cofałam się, oczekiwałam wsparcia i go nie było, a moje koszty (nie tylko finansowe) były nieadekwatne do tego co dostawałam. Skończyłam związek, odzyskałam spokój, mając więcej czasu poszukałam dobrej pracy.

Ja nie namawiam Cię, żebyś spakowała walizkę i uciekła, ale żebyś dążyła do tego, że to Ty stworzysz dom dla córki, a nie pan X, Y czy Z.

Mam pytanie, czy Twoja córka jest w obecnym układzie szczęsliwa, czy traktuje X jak ojca, a on ją jak córkę?

Wie ze on nie jest jej ojcem ale mowi do niego tato od lat. Kocha go a on ją. No ot taka historia. Rodzina to nie dom.ale my mieszkałysmy w takich warunkach że az syrach.a ja zawsze pracowalam w sklepach.nie w biedronce ale coś z tej beczki . nienawidzę takiej pracy.brr..

70

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

A co stoi na przeszkodzie, żeby teraz kiedy masz więcej czasu, rozejrzeć się za innym zajęciem ?!

71

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
IsaBella77 napisał/a:

A co stoi na przeszkodzie, żeby teraz kiedy masz więcej czasu, rozejrzeć się za innym zajęciem ?!

Mieszkam w takim mieście w ktorym nie ma zakładów produkcyjnych.tylko sklepy urzedy i prywatne firmy. Urząd. ,odpada. Prywatne firmy przeważnie prowadzą właściciele bądź zatrudniają rodzinę znajomych. No i markety. Teraz biore jakieś pieniądze. Gdy się skończą pójdę do marketu. Różnica miedzy pensja a obecnym 80% z wypłaty to akurat paliwo.na jedno wychodzi. Nie wiem czy wiesz ale nawet w marketach jest chierarchia ważności. Ten kto jest rodziną bądź dobrym znajomym nie napracuje sie tyle i nie jest wykorzystywany jak ja bylam w ostatniej pracy.nabawilam sie choroby pleców kolana żylaków. Zaniedbalam dom dziecko i w efekcie bylam przemeczona lala która pracowala na jedzenie paliwo i oplaty za szkołę

72

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Zauwazylas, ze negujesz absolutnie każde rozwiązanie, jakie Ci tu zaproponowano ?

Jeśli wobec tego nie chcesz podejmować żadnych działań, żeby zmienić swoją sytuację zawodową i finansową, to co zamierzasz dalej ?

To co opusujesz brzmi dla mnie jak skrajne ubóstwo i nie wyobrazam sobie jak moglabys w takiej ciężkiej dla siebie sytuacji sprowadzić na świat jeszcze jedno dziecko.
Według mnie taka decyzja to szczyt nieodpowiedzialnosci.

73

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Jesli zarabianie najniższej krajowej jest ubóstwem to wiele ludzi tak żyje. W moich okolicach umowa na czas nieokreślony za najniższą krajową w markecie to już dobra pozycja zawodowa dla kobiety.ja sie z tym nie godze i nie wiem jeszcze co z tym zrobię. Myślę o czymś własnym. Nie neguje pomocy.nie podejmuje działań których juz próbowałam po prostu

74

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

Jesli zarabianie najniższej krajowej jest ubóstwem to wiele ludzi tak żyje. W moich okolicach umowa na czas nieokreślony za najniższą krajową w markecie to już dobra pozycja zawodowa dla kobiety.ja sie z tym nie godze i nie wiem jeszcze co z tym zrobię. Myślę o czymś własnym. Nie neguje pomocy.nie podejmuje działań których juz próbowałam po prostu

Ty rzeczywiście zawsze jesteś na NIE.
Znajoma pracuje w Biedronce i zarabia na rękę 2000 zł, to chyba więcej niż minimalna krajowa, masz tyle pieniędzy?
A masz pieniądze na "coś" własnego, bo w to trzeba zainwestowac i to duuużo, kilkadziesiąt tysięcy raczej nie wystarczy.

A jeżeli już chcesz pracować na własny rachunek, to co to ma być, supermarket, czy Ty masz inne doświadczenie ni z praca w sklepie?

Spróbuj Ty myśleć nieco bardziej pozytywnie, zapewne wiesz, że optymistom żyje się lepiej niż pesymistom. Pomysl o tym, że każda praca to pieniądze, ale też doświadczenie, kontakty z ludźmi, może nawet znalezienie przyjaciół. Zamiast siedzieć w domu i z nudów zamartwiać się, lepiej wyjść do ludzi.

A Ty wszędzie szukasz dziury w całym: za mało płacą, trzeba mieć układy, rodzinę, koligacje, najlepiej sponsora z Bmw, rodzina nie dobra, przyjaciół już nie masz, partner brzydki i głupi itd itp. Piszesz jakbyś była królową, a jesteś zwykłą kobieta z codziennymi problemami, jak miliony innych kobiet. Świat nie jest przeciwko tobie, a to jak żyjesz zależy od Ciebie w 100%

75

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Tak wiem że w biedronce tyle zarabiają. Ale ja tam nie pracowałam. Nie muszę chyba pisać gdzie. ?tak. Wiem o czym pisze.mialam na mysli projekt i dotacje z biura pracy.gdzie pracowalam?w urzędzie miasta w drogeri nosilam nawet ulotki no i w markecie.moze i jestem na nie.mam problem ze sobą, nie umiem wyjść z depresji

76

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

z depresji nie wyjdziesz sama, musisz być na lekach i najlepiej na terapii

ja dociekliwa jestem i chce wiedzieć, dlaczego wczesniej napisałaś, że w urzędzie pracowac nie będziesz? A przecież pracowałaś.

Podałam przykład Biedronki, bo to teraz dobry pracodawca, Ciebie to nie interesuje?
UP rzeczywiście czasami pomagają/dotują, weź jednak pod uwagę, że selekcja jest bardzo ostra a dostac możesz około 5000, wystarczy na maszynę do szycia sad

77

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy ... ale jaki Ty masz pomysł na swój biznes ?
Masz biznesplan już ? Wiesz po jakim czasie Twój interes zacznie Ci wreszcie przynosić dochody ?
Masz jakieś środki, żeby przetrwać ten czas w którym będziesz rozkręcać swoją działalność ?
Zrobiłaś jakiś research, czy jakieś badanie rynku, jakieś rozeznanie w terenie i wiesz jakich usług, czy produktów potrzeba w Twojej okolicy, tak żebyś miała zbyt dla siebie i mogła zarabiać ?

78

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
IsaBella77 napisał/a:

Amy ... ale jaki Ty masz pomysł na swój biznes ?
Masz biznesplan już ? Wiesz po jakim czasie Twój interes zacznie Ci wreszcie przynosić dochody ?
Masz jakieś środki, żeby przetrwać ten czas w którym będziesz rozkręcać swoją działalność ?
Zrobiłaś jakiś research, czy jakieś badanie rynku, jakieś rozeznanie w terenie i wiesz jakich usług, czy produktów potrzeba w Twojej okolicy, tak żebyś miała zbyt dla siebie i mogła zarabiać ?

Chciałam otworzyć sklep hydrauliczny bądź z ciuchami.nie mam jeszcze planu . muszę porozmawiać z narzeczonym.on nadal by mnie widzial w jakimś sklepie który odbierze mi energię do wszystkiego po za pracą. Gdy pracowałam ostatni miesiąc bylam tak wykończona że nie mogłam zmusić sie do niczego więcej. Same drugie zmiany mijalam się z dzieckiem i spalam do 11.nie miałam siły na nic.nie chcę już tak.myslalam ze moze on mi pomoże. ,gdzieś mnie poleci.ma znajomosci.ale nic z tego.liczy ze prace znajdę w internecie. A tam umowy o dzieło umowy zlecenie. Nie ma fajnej pracy z ulicy

79

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:

z depresji nie wyjdziesz sama, musisz być na lekach i najlepiej na terapii

ja dociekliwa jestem i chce wiedzieć, dlaczego wczesniej napisałaś, że w urzędzie pracowac nie będziesz? A przecież pracowałaś.

Podałam przykład Biedronki, bo to teraz dobry pracodawca, Ciebie to nie interesuje?
UP rzeczywiście czasami pomagają/dotują, weź jednak pod uwagę, że selekcja jest bardzo ostra a dostac możesz około 5000, wystarczy na maszynę do szycia sad

Moj narzeczony rozwinął firme z takiej dotacji .dostał 40 tys.w moich okolicach dużo osób tak żyje. Nie ma tu przemysłu a praca dla kogoś jest marnowaniem energi za pieniądze z których żyć się nie da.pracowalam w urzędzie nie mając odpowiedniej szkoły .mialam tam znajomą która już jest na emeryturze i nic więcej  nie zalatwi.zreszta to klika .każdy swojego tam wciska i jest na prawdę ciężko. Konkursy na syanowiska sa ustawiane. Od razu wiedzialysmy kto wygra

80

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy ... nie chcę Ci podcinać skrzydeł, ale od jakiegokolwiek pomysłu do w miarę dochodowego biznesu - to daleka i ciernista droga.
Mam wrażenie, że nie zdajesz sobie sprawy z tego.
Dodatkowo - piszesz, że narzeczony widziałby Cię w sklepie - Ty tak pracować nie chcesz.
Narzeczony miałby Cię gdzieś polecać do pracy dzięki swoim koneksjom - ale tego nie robi.
Narzeczony chce robić synka - a Ty ledwo wiążesz bardzo skromnie koniec z końcem mając jedno dziecko ...

Kto tak naprawdę stanowi o Twoim życiu Amy ?
Kto mierzy Twoje siły na zamiary dotyczące przyszłości ?

Czytając Twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że narzeczony, okoliczności, cokolwiek - tylko nie Ty sama.
Martwi mnie to, bo jeśli nie ogarniasz bieżącej sytuacji, to jesteś na najlepszej drodze do napytania sobie jeszcze większej biedy.

81

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, ja też będę trzymała za Ciebie kciuki, ale nia za biznes, a żebyś w końcu wiedziała czego Ty chcesz i wzięła życie w swoje ręce.

Póki nie przestaniesz oglądać się na innych, obarczać ich winą, że Ci nie pomagają, będziesz żyła byle jak i tę bylejakość życia wpoisz córce.
Odpowiedz sobie na pytania, dlaczego inni mają o tobie decydować, czym zasłużyłaś, że oczekujesz od nich pomocy, czy pomysł na dziecko nie jest drogą do zagwarantowania sobie mieszkania i środków do życia?

Uważasz, że praca dla kogoś nie opłaca się, ja twierdzę, że każda praca opłaca się, a zarobić 2000 na swoim będzie Ci ciężko. Gdybyś miała konkretny plan (nawet na swój sklep) zgodny z tym, czym się pasjonujesz albo naprawde dobrze umiesz, to może miałabyś szansę, ale Ty masz dość rozstrzelone pomysły. I obawiam się, że pomoc z UP potraktujesz jako kolejną zapomogę na życie, a nie inwestycję w przyszłość.

A może zamiast pieniędzy z UP lepiej skończyć jakiś kurs, iść do szkoły?

82

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Moze szkoły kursy mają znaczenie w duzych miastach. Moj brat z magistrem pracuje teraz fizycznie ponieważ osoba która załatwiła mu pracę juz jest na emeryturze.i nikogo nie obchodzą brata kwalfikacje.pracowalam w wielu miejscach.nigdy nikt mnie o szkołę kursy nie zapytał. Moze jesteśmy po prostu z innych światów dziewczyny co?moze wy nie znacie życia z perspektywy osoby takiej jak ja.Nigdy nie bylam za granicą. ,wychowałam się bez wody,łazienki w rodzinie w ktorej nikt nie mówił sobie "kocham" ,nigdy nie wyjeżdżalam na wakacje a to co mam teraz przez moją matkę uważane było by kiedyś za komfort i bogactwo.a Wy?bo ja tu czuje ekonomiczno kulturową przepaść między nami . też mam ideały. Ale swiat w ktorym ja żyję tak wygląda i funkcjonuje . kobieta ktora nie ma zaradnego faceta moze liczyć na najniższą krajową. I śmieszne jest idealizowanie bo kazdy wie ze z dzieckiem mieszkaniem i autem to nie realny plan na zycie samemu.no może jak ktoś jest gotów na nędzę. Ja mam jej dość. Nie chcę by tak jak ja żyła moja córka. Ona ma tatę, swoj kont,nie musi się wstydzić tego jak mieszka,nie marznie zimą. Nie zamienię tego na to co ja przechodziłam w imie ideałów. W moim środowisku spada się na dno goniąc za nimi

83

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy- ty sie za bardzo skupiasz na facecie, jako desce ratunku.
Za malo starasz sie o samodzielnosc, a starania przekladasz na zabieganie o zwiazek.
Sama widzisz, ze to nie dziala, a dalej robisz to samo.

Powalcz o samodzielnosc.
O kazda mozliwosc zapewnienia sobie samodzielnosci, a nie o to, jak sie ustawic przy facecie.
( w ogole, nie w tym dziale powinnas pisac)
Srodowisko mozna zmienic, czasem trzeba.

84

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy ...
- szkoła nie,
- kursy nie,
- praca jaką oferują w rejonie w którym mieszkasz - nie,
- praca w sklepie - nie,
- decydowanie samodzielnie o swoim życiu - nie,

Za to:
- kolejne dziecko - tak,
- interes bez planu i sprawdzenia opłacalności - tak,
- trzymanie się mężczyzny, który nie tylko nie uważa Cię za równą sobie w Waszej relacji, ale nawet wykorzystuje Cię finansowo - tak,

Jak dla mnie ... słabe to wszystko.
Nie odważyłabym się tak grać własnym życiem.

85

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, rzeczywiście jestem z bardzo dużego miasta, gdzie wprawdzie prac wszelakich jest dużo, ale żeby pracę dostać trzeba być lepszym od konkurencji, zazwyczaj wielu osób ubiegających się o to samo stanowisko. Nawet do przysłowiowej Biedronki trzeba mieć kwalifikacje.
Dużo jeżdżę po Polsce, bywam też w małych miasteczkach i widzę różnicę, u nas ludzie pracują świątek-piątek, a w wielu miasteczkach (nie we wszystkich na szczęście) po 17 nie mogę zjeść obiadu, sklepy są pozamykane, za to kanikuła hula. Moja koleżanka mieszkająca w mieście 50 000  mieszkańców musiała oddać dziecko do prywatnego przedszkola, bo państwowe jest czynne tylko do 15-16, a do córeczki, która już jest w szkole zatrudniła ciocię-opiekunkę na pół dnia. Bo ona pracuje do 17!!!!

Poczytaj, co na różnych wątkach pisze Oldorando, ona jest doskonałym przykładem na to jak kobieta może dać sobie radę, będąc na pewnym etapie swojego życia w sytuacji dużo gorszej niż Twoja.
Mnie nie musisz wierzyć, ale to gdzie teraz jestem, zawdzięczam tylko sobie i mojej cięzkiej pracy nad moim życiem. Nie muszę się rozglądać, kto coś za mnie zrobi, zarobi itp, nie muszę nikomu być wdzięczna i żyć byle jak, ale na czyjś rachunek a córki są ze mnie dumne właśnie teraz. A ja sama, to z dumy pękam, ale dopiero od 2 lat.

86

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:

Amy, rzeczywiście jestem z bardzo dużego miasta, gdzie wprawdzie prac wszelakich jest dużo, ale żeby pracę dostać trzeba być lepszym od konkurencji, zazwyczaj wielu osób ubiegających się o to samo stanowisko. Nawet do przysłowiowej Biedronki trzeba mieć kwalifikacje.
Dużo jeżdżę po Polsce, bywam też w małych miasteczkach i widzę różnicę, u nas ludzie pracują świątek-piątek, a w wielu miasteczkach (nie we wszystkich na szczęście) po 17 nie mogę zjeść obiadu, sklepy są pozamykane, za to kanikuła hula. Moja koleżanka mieszkająca w mieście 50 000  mieszkańców musiała oddać dziecko do prywatnego przedszkola, bo państwowe jest czynne tylko do 15-16, a do córeczki, która już jest w szkole zatrudniła ciocię-opiekunkę na pół dnia. Bo ona pracuje do 17!!!!

Poczytaj, co na różnych wątkach pisze Oldorando, ona jest doskonałym przykładem na to jak kobieta może dać sobie radę, będąc na pewnym etapie swojego życia w sytuacji dużo gorszej niż Twoja.
Mnie nie musisz wierzyć, ale to gdzie teraz jestem, zawdzięczam tylko sobie i mojej cięzkiej pracy nad moim życiem. Nie muszę się rozglądać, kto coś za mnie zrobi, zarobi itp, nie muszę nikomu być wdzięczna i żyć byle jak, ale na czyjś rachunek a córki są ze mnie dumne właśnie teraz. A ja sama, to z dumy pękam, ale dopiero od 2 lat.

wyobraż sobie że u mnie na jedno miejsce w markecie jest 50 osób.i tu juz nie kwalfikacje się liczą ale znajomości.no tak,świetlice przedszkola są do 16 a to i tak długo bo u mojej mamy do 12.no ale sklep to zmiany od 14 do 23.ja ciągle tak miałam.widywałam córkę przez 4 lata o 7 rano a potem o 23 patrzyłam jak śpi.I to nie jest tak że ja tylko czekam.biłam się już w zyciu o swoje.odeszłam od męża alkocholika który potrafił do domu sprowadzać kochankę gdy ja spałam obok.miałam do wyboru albo to albo picie.a gdy pił to się znęcał.wróciłam do matki z którą nie mialam kontaktów ,w takie warunki że azstrach.a praca...wierzyłam że coś zdziałam.a nie było mnie stac na nic.jedna podłoge zmieniłam w dwa lata.płaciłam opiekunce 7zł/godz a sama zarabiałam 1000zł/mies za 200 godzin,na czarno.biłam się o niezależnosć.i nie raz spotkałam się z kpiną.brata,znajomych.Ja po prostu się zmęczyłam.zobaczyłam co mogę i mam dosyć jak na dziś.wolę być matką żoną i osoba pogodzoną z losem niż wojowniczką z wiatrakami.dam sobie jeszcze chwilę i pewnie pójdę do tego marketu,pozbieram się.ale tak jak dziś to strasznie mi cięzko.nie wiem depresja dołek...ciezko mi wstac z łóżka

87

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, niestety, ale powiem to wprost i zabrzmi to brutalnie: Ty masz biedę w głowie. Nie wyjdziesz z tego, dopóki nie uświadomisz sobie, jak bardzo twoje myślenie przyciąga biedę, niski standard życia. Osoby z forum już ci dali tyyyyyyyyyyyle cennych rad, pomysłów, pokazali jak można inaczej pomyśleć o sobie, domu, dziecku, partnerze. A ty nadal kłócisz się z każdym kto tu przychodzi... Nie wyrwiesz się, nie ma szan, dopóki nie zmienisz podejścia i myślenia.

88

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
lifrinat napisał/a:

Amy, niestety, ale powiem to wprost i zabrzmi to brutalnie: Ty masz biedę w głowie. Nie wyjdziesz z tego, dopóki nie uświadomisz sobie, jak bardzo twoje myślenie przyciąga biedę, niski standard życia. Osoby z forum już ci dali tyyyyyyyyyyyle cennych rad, pomysłów, pokazali jak można inaczej pomyśleć o sobie, domu, dziecku, partnerze. A ty nadal kłócisz się z każdym kto tu przychodzi... Nie wyrwiesz się, nie ma szan, dopóki nie zmienisz podejścia i myślenia.

tylko że ja wcale nie żyje w biedzie.ani tez nie mam niskiego standardu życia.porzucenie dotychczasowego życia by to za soba niosło.nie kłoce się tu z nikim.dyskutuje.a ty pałasz do mnie jakimś rodzajem agresji.mam stosować się do twoich rad? czyli co mam zrobić?zdobyć jakaś pracę iść w polskę coś wynająć?to nie rozwiązanie.gdyby to było takie proste wszystkie samotne mamy żyły by na dobrym poziomie.a tak nie jest.samotne macierzyństwo niesie za sobą nędze.piszesz co mam zrobić.ale nic na temat jak tego w mojej sytuacji dokonać.

89

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

samotne macierzyństwo niesie za sobą nędze.

To znaczy, że co? Że samotna matka siedzi bidulka sama z dzieckiem na ręku i nic nie robi, czy co? Mam dwie koleżanki w twoim wieku, samotne matki, jedna po rozwodzie druga ślubu nie chciała i pogoniła faceta i każda z nich pracuje, wynajmuje mieszkanie, jedna stara się o kredyt na własne, wiem, że mają też jakieś ulgi, ale nie wnikam aż tak w szczegóły. Jedna na początku chodziła do pracy i dawała dziecko do żłobka, druga ma mamę, która od czasu do czasu ją wspomoże. Jednej teraz gorzej się wiedzie, to musiała sprzedać auto i wziąć pieniądze na czynsz. Obie mają alimenty, też nie duże.

A ty byś chciała co? Żeby ktoś ci pracę dał od tak, dom i wszystko. Po pierwsze wybrałaś sobie partnera, który ma cię gdzieś i nie jest to normalna, rodzinna relacja, po drugie wciąż narzekasz i nie ma w tym co piszesz ani grama chęci do zmiany i lepszego życia, po trzecie dla ciebie mężczyzna to jedyny ratunek na lepsze życie.

Jakie ty chcesz rady? Podstawowa kwestia, bez kwestionowania to podjęcie pracy zarobkowej. Powie ci to mężczyzna i kobieta. Usamodzielnienie się. Dbanie o komfort dziecka. W tym momencie twoje dziecko widzi tylko skwaszoną matkę, uwieszoną na jakimś gagatku, który ją nie szanuje.

Po prostu, jesteśmy w podobnym wieku i jak porównuję sobie ciebie i moje koleżanki, które same wychowują dzieci, to im to jakoś idzie, jest ciężko, ale jakoś te kobiety sobie radzą, a przede wszystkim coś ROBIĄ. Aha - żeby nie było, pracują w usługach, i nieraz je coś strzela, np. jedna jest w obsłudze klienta i czasami jak mi się żali, to od razu rzuciłaby tę pracę, ale pracuje, bo potrzebuje pieniądze dla siebie i dziecka. Tobie ewidentnie się pracować nie chce.

90

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy jeżeli w realnym życiu masz takie samo nastawienie do ludzi i życia jakie prezentujesz na forum, to kompletnie nie dziwią mnie już Twoje problemy w relacjach z ludźmi. Defetyzm jaki nieustannie rozsiewasz jest wybitnie trudny do przełknięcia. Z lektury Twoich postów jasno wynika, że szukasz kogoś na kim będziesz mogła zawisnąć i oddać tej osobie odpowiedzialność za swoje życie. Irytujesz się, że mimo intensywnych poszukiwań nikogo takiego nie znalazłaś. Ludzi życzliwych i chętnych do pomocy innym jest wielu, ale mało komu chce się  pomagać osobom stękającym i siedzącym z założonymi rękoma. Niestety nie ma w Tobie woli zmiany swojego życia. Myślę, że zwyczajnie lubisz być nieszczęśliwa. Być może narzekanie to Twój sposób na skupianie na sobie uwagi innych osób. Wiesz, taki deficyt z dzieciństwa, bo mama poświęcała Tobie zbyt mało uwagi. Jednym słowem dobrze Tobie jest jak jest, tylko czasami lubisz sobie pobiadolić...

91

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, lifrinat marację, a Ty ja atakujesz, zupełnie niepotrezbnie. Jesteś niezadowolona ze swojego życia, chciałabys coś zmienić, ale sama nie wiesz co i jak. Zmiany musisz zacząć od siebie, od zmian w Twojej głowie.

My nie damy Ci gotowych rozwiązań, bo nie znamy Cię i możemy tylko dywagować na podstawie informacji jakich nam udzielasz, a piszesz niekonsekwentnie.

Na przykład skarżysz się na finanse, a przed chwilą napisałaś "ja wcale nie żyje w biedzie.ani tez nie mam niskiego standardu życia". To w czym problem, w tym że żyjecie na kocią łapę? Zrozum kobieto, że ślub nie da Ci domu, który byłby majątkiem przedślubnym męża, takie jest prawo. Ślub nie da Ci gwarancji, że jego zachowanie dotyczące finansów zmieni się, bo i dlaczego miałoby się zmienić? Pomyśl, dlaczego Twój partner miałby zmieniać swoją sytuację na gorszą?
Czy napewno wasz związek ma tak mocne podstawy, że jest to związek na całe zycie? Pomyśl o sobie, ale wczuj się tez w partnera, może wtedy znajdziesz odpowiedź dlaczego sytuacja jest jaka jest.

Mam jeszcze jedną uwagę, o czym już pisałam: Ty jesteś ze wszystkiego niezadowolona, masz pretensję do całego świata, a nie do siebie, a to że jesteś nieszczęśliwa, biedna itp to tylko Twoja wina.
Pomyśl, czy jeżeli kiedyś będziesz miała sklep, będziesz zatrudniała pracownicę, to czy zatrudnisz kogoś, kto całą swoją negatywną postawą odstraszy Ci klientów?

Idź do poradni psychologicznej (są darmowe), zacznij pracować nad sobą, może po jakimś czasie zauważysz, że świat wkoło nie jest taki zły jak go obecnie widzisz.

92

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, byloby latwiej gdybys trzymala sie jwdnej spojnej wersji. W twoich dwoch watkach porzeczytalam juz ze:

- na slub i dziecko nie mozesz liczyc, a chcesz (on nie chce)
- za miesiac robicie dziecko, bo on chce (ty nie chcesz)
- mieszkacie w ruderze w budynku gospodarczym
- macie ladne mieszkanie
- facet nic nie robi
- facet ciagle remontuje
- facet nie zarabia
- facet zarabia 2 srednie krajowe
- nie masz co jesc
- niczego nie brakuje
- nie mozna wynajac kawalerki
- jednak rok temu wynajelas kawalerke
- on cie byc moze zdradza
- ty jego zdradzilas
Ech....

93

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Witaj, Amy.
Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, tylko Twój pierwszy post.
I ze szczerego serca napiszę Ci - tak, Twój związek jest niepewny.
Nie wychodź za mąż za tego człowieka, chyba, że chcesz za jakiś czas gorzko płakać.
I nie daj się namówić na dziecko. Bo zostaniesz sama z dwójką.
Sama widzisz, że coś jest nie tak, więc nie wchodź w sytuację, z której nie będzie wyjścia, lub będzie b. trudne.

Ten mężczyzna nie traktuje Cię dobrze. Postaw lepiej na własny rozwój, poszukaj sobie dobrej pracy.
Porozmawiajcie o Waszym związku. Czy jeszcze jest między Wami uczucie, czy już może wygasło.
Bo tak się nie zachowują kochający ludzie.

94

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Byłam samotną matką. Nie pamiętacie o tym drogie panie . przez 6 lat małżeństwa z alkoholikiem przez duże A .co się tam działo, no nie wiem czy to miejsce by się chwalić jak wywalczyłam dla siebie i corki dom i co on mi robił.

Byłam też samotną matką przez dwa lata mieszkając w domku po babci. Nie nie domku, runie raczej. Też nie będę się wdawać e szczegóły. Samotne mamy zrozumieją.
Teraz jestem w zwiazku a wy obrazujecie mi samotne życie. Ale ja wiem co to jest. Żyłam tak.
Teraz mam kogoś. Jest obrazalski, z mojego powodu i nie tylko przewrazliwiony.jego obraz bycia we dwoje to każde na swoich pieniądzach. Trochę głupie biorąc pod uwagę drugie dziecko. No bo jak to by bylo bym ja musiała kupić pieluchy jedzenie i książki dla starszej.on ma więcej pieniedzy a nie odkłada na nic tylko wydaje wiec ja jako jego partnerka powinnam móc czasem z jego pieniędzy skorzystać gdy braknie mi moich .nie normalne. ?nie uczciwe. ?i pytałam was o radę jak podejść do tego tematu.jak z nim o tym rozmawiać, jak uświadomić mu ze dziecko to czas na uregulowanie spraw z domem.
wiem jak byc sama,wiem co to znaczy. Ale jestem z kims.on mnie kocha a ja jego i chce z nim być. Nie dlatego by się na nim uwiesic.ale nie chcę być zdana w większości na swoje mozliwosci finansowe majac z nim drugie dziecko. Związek to wspólnota. Jak o tym z nim rozmawiać. ?o to pytam

95 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-15 11:12:01)

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

Byłam samotną matką. Nie pamiętacie o tym drogie panie . przez 6 lat małżeństwa z alkoholikiem przez duże A .co się tam działo, no nie wiem czy to miejsce by się chwalić jak wywalczyłam dla siebie i corki dom i co on mi robił.

Byłam też samotną matką przez dwa lata mieszkając w domku po babci. Nie nie domku, runie raczej. Też nie będę się wdawać e szczegóły. Samotne mamy zrozumieją.
Teraz jestem w zwiazku a wy obrazujecie mi samotne życie. Ale ja wiem co to jest. Żyłam tak.
Teraz mam kogoś. Jest obrazalski, z mojego powodu i nie tylko przewrazliwiony.jego obraz bycia we dwoje to każde na swoich pieniądzach. Trochę głupie biorąc pod uwagę drugie dziecko. No bo jak to by bylo bym ja musiała kupić pieluchy jedzenie i książki dla starszej.on ma więcej pieniedzy a nie odkłada na nic tylko wydaje wiec ja jako jego partnerka powinnam móc czasem z jego pieniędzy skorzystać gdy braknie mi moich .nie normalne. ?nie uczciwe. ?i pytałam was o radę jak podejść do tego tematu.jak z nim o tym rozmawiać, jak uświadomić mu ze dziecko to czas na uregulowanie spraw z domem.
wiem jak byc sama,wiem co to znaczy. Ale jestem z kims.on mnie kocha a ja jego i chce z nim być. Nie dlatego by się na nim uwiesic.ale nie chcę być zdana w większości na swoje mozliwosci finansowe majac z nim drugie dziecko. Związek to wspólnota. Jak o tym z nim rozmawiać. ?o to pytam

amy- a rob co chcesz........

ps najwyrazniej zwiazek z alkoholikiem i nedza niczego cie nie nauczyly, ty sie nawet na wlasnych doswiadczeniach nie uczysz....

96

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
migatka napisał/a:

Amy, byloby latwiej gdybys trzymala sie jwdnej spojnej wersji. W twoich dwoch watkach porzeczytalam juz ze:

- na slub i dziecko nie mozesz liczyc, a chcesz (on nie chce)
- za miesiac robicie dziecko, bo on chce (ty nie chcesz)
- mieszkacie w ruderze w budynku gospodarczym
- macie ladne mieszkanie
- facet nic nie robi
- facet ciagle remontuje
- facet nie zarabia
- facet zarabia 2 srednie krajowe
- nie masz co jesc
- niczego nie brakuje
- nie mozna wynajac kawalerki
- jednak rok temu wynajelas kawalerke
- on cie byc moze zdradza
- ty jego zdradzilas
Ech....

Pobierzne czytanie tematów ktore byly aktualne dwa mies temu plus tych które aktualne sa nadal plus moje nowe problemy.odsylam do dokładnej lektury. ..

97

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
oldorando napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:

Byłam samotną matką. Nie pamiętacie o tym drogie panie . przez 6 lat małżeństwa z alkoholikiem przez duże A .co się tam działo, no nie wiem czy to miejsce by się chwalić jak wywalczyłam dla siebie i corki dom i co on mi robił.

Byłam też samotną matką przez dwa lata mieszkając w domku po babci. Nie nie domku, runie raczej. Też nie będę się wdawać e szczegóły. Samotne mamy zrozumieją.
Teraz jestem w zwiazku a wy obrazujecie mi samotne życie. Ale ja wiem co to jest. Żyłam tak.
Teraz mam kogoś. Jest obrazalski, z mojego powodu i nie tylko przewrazliwiony.jego obraz bycia we dwoje to każde na swoich pieniądzach. Trochę głupie biorąc pod uwagę drugie dziecko. No bo jak to by bylo bym ja musiała kupić pieluchy jedzenie i książki dla starszej.on ma więcej pieniedzy a nie odkłada na nic tylko wydaje wiec ja jako jego partnerka powinnam móc czasem z jego pieniędzy skorzystać gdy braknie mi moich .nie normalne. ?nie uczciwe. ?i pytałam was o radę jak podejść do tego tematu.jak z nim o tym rozmawiać, jak uświadomić mu ze dziecko to czas na uregulowanie spraw z domem.
wiem jak byc sama,wiem co to znaczy. Ale jestem z kims.on mnie kocha a ja jego i chce z nim być. Nie dlatego by się na nim uwiesic.ale nie chcę być zdana w większości na swoje mozliwosci finansowe majac z nim drugie dziecko. Związek to wspólnota. Jak o tym z nim rozmawiać. ?o to pytam

amy- a rob co chcesz........

Dziękuję za wyczerpująca poradę:-)

98

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy, jeżeli jesteś pewna swojej decyzji, to po prostu szczerze z nim porozmawiaj.

Powiedz, że chciałabyś uregulowania Waszej sytuacji, żeby dziecko urodziło się w pełnej rodzinie.
Że Ci na tym zależy i tego pragniesz. Że to Ci da poczucie bezpieczeństwa.

99

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

tyle ze Amy nie chce slubu bo jej zabiorą alimenty

proponuje Amy usiąść i zatastanoqwc się czego ty chcesz, bo myślę że nie wiesz
a to co pragniesz jest nierealne

wszystko jest na nie , Oczekujesz jakieś cudu a nawet gdyby nadszedł to i tak byś nie doceniła

100

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy ... Tobie nie chodzi o to, jak masz rozmawiać ze swoim partnerem, prawda ?
Tobie chodzi o sposób, w jaki możesz go zmusić, żeby się z Tobą zgodził.
Żeby zaakceptował Twój punkt widzenia, potrzeby w związku, wyobrażenia ...
One są w odmiennym aspekcie całkowicie zrozumiałe i słuszne - ale czy liczysz się z tym, że dla niego jest dobrze tak jak jest teraz ?
Czy bierzesz pod uwagę fakt, że on może zwyczajnie nie chcieć żadnych zmian w Waszym życiu ?
Co wtedy ? Co to będzie dla Ciebie oznaczało ?

101

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Oldorando ,czytałam to co piszesz na forum. Od wieków nie byłaś w zwiazku,jedyne czego chcą od ciebie faceci to przelotne romanse. Sytuacja wręcz odwrotna. Proponuje nawiązywanie znajomosci w realu, przez znajomych. Masz pewnie takich?
Isabella77 nie zmusić, jeśli jest ze mną tyle lat to nie zmuszanie mam na myśli tylko rozmowę. Nie wiem jakich argumentów użyć by przemówiły do męskiej natury. Jeśli on nie chce zmian to ja też nic nie zmienię. Nie będzie dziecka. Będą moje wnioski i działanie

102

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

jeśli jest ze mną tyle lat to nie zmuszanie mam na myśli tylko rozmowę. Nie wiem jakich argumentów użyć by przemówiły do męskiej natury. Jeśli on nie chce zmian to ja też nic nie zmienię. Nie będzie dziecka. Będą moje wnioski i działanie

Nikt Ci tu nie poda gotowej recepty jak rozmawiać z mężczyzną (każdy jest inny), a tym bardziej z Twoim, bo go nie znamy.
Dla mnie argumenty są proste: planowane i chciane przez obojga rodziców dziecko, najlepiej jak urodzi się w pełnej, z uregulowanym statusem prawnym rodzinie, bo to ułatwia całą procedurę uznania dziecka przez ojca i daje poczucie większego bezpieczeństwa (finansowego, ale nie tylko) dziecku i matce.
Tylko, że Ty myślisz głownie o domu i posiadaniu, a tego formalnie nie dostaniesz od partnera. Weźcie ślub, wybudujcie wspólny dom, to będziesz współwłaścicielką.

To, że kilka z nas pisało "weź życie w swoje ręce" nie oznacza, że masz wyprowadzić się i żyć samotnie z córką. To oznacza samorealizację i samodecydowanie w obecnej sytuacji, edukację, pracę po to, byś sama czuła się życiowo stabilna, a nie żebyś miała poczucie, że żyjesz kątem u kogoś na jego koszt.
Amy, Ty jak pójdziesz do pracy, zaczniesz zarabiać, to sama będziesz o sobie myślała "dam sobie radę w każdej sytuacji", a i Twój partner nabierze do Ciebie szacunku większego niż obecnie.

Problem jaki ja widzę, to że radykalne zmiany po tylu latach, jakie jesteście ze sobą, są mało realne. Może drobnymi kroczkami uda Ci się zwiększyć Twoją pozycję w związku, ale to będzie długi proces i bardzo uzależniony co Ty dalej będziesz robiła. Musisz zdać sobie sprawę, że obecnie, jako właściwie bezrobotna,  samotna matka, kątem u partnera, nie jesteś super kandydatką na żonę.
Stąd nasze rady: zrób coś dla siebie i idź do pracy.

103

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

ja sie do zwiazku nie nadaje, ale dzieki za porade..:)

104

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:

jeśli jest ze mną tyle lat to nie zmuszanie mam na myśli tylko rozmowę. Nie wiem jakich argumentów użyć by przemówiły do męskiej natury. Jeśli on nie chce zmian to ja też nic nie zmienię. Nie będzie dziecka. Będą moje wnioski i działanie

Nikt Ci tu nie poda gotowej recepty jak rozmawiać z mężczyzną (każdy jest inny), a tym bardziej z Twoim, bo go nie znamy.
Dla mnie argumenty są proste: planowane i chciane przez obojga rodziców dziecko, najlepiej jak urodzi się w pełnej, z uregulowanym statusem prawnym rodzinie, bo to ułatwia całą procedurę uznania dziecka przez ojca i daje poczucie większego bezpieczeństwa (finansowego, ale nie tylko) dziecku i matce.
Tylko, że Ty myślisz głownie o domu i posiadaniu, a tego formalnie nie dostaniesz od partnera. Weźcie ślub, wybudujcie wspólny dom, to będziesz współwłaścicielką.

To, że kilka z nas pisało "weź życie w swoje ręce" nie oznacza, że masz wyprowadzić się i żyć samotnie z córką. To oznacza samorealizację i samodecydowanie w obecnej sytuacji, edukację, pracę po to, byś sama czuła się życiowo stabilna, a nie żebyś miała poczucie, że żyjesz kątem u kogoś na jego koszt.
Amy, Ty jak pójdziesz do pracy, zaczniesz zarabiać, to sama będziesz o sobie myślała "dam sobie radę w każdej sytuacji", a i Twój partner nabierze do Ciebie szacunku większego niż obecnie.

Problem jaki ja widzę, to że radykalne zmiany po tylu latach, jakie jesteście ze sobą, są mało realne. Może drobnymi kroczkami uda Ci się zwiększyć Twoją pozycję w związku, ale to będzie długi proces i bardzo uzależniony co Ty dalej będziesz robiła. Musisz zdać sobie sprawę, że obecnie, jako właściwie bezrobotna,  samotna matka, kątem u partnera, nie jesteś super kandydatką na żonę.
Stąd nasze rady: zrób coś dla siebie i idź do pracy.

Widzę że nikt już tu nie pamięta że nie pracuje dopiero od kilku tygodni . drogie panie ja od 19 roku życia jestem na swoim utrzymaniu. Nigdy na nikogo nie liczylam w tym temacie. Wszystkie jesteście tu samotne że tak wzdrygacie się gdy piszę że chciała bym liczyć finansowo na partnera.?przecież jesteśmy razem i to normalne

105

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy- ja uwazam, ze powinnas moc liczyc na opieke partnera, jesli jestescie razem..

Ale, zarazem, uwazam, ze nie mozesz liczyc.

106

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
oldorando napisał/a:

Amy- ja uwazam, ze powinnas moc liczyc na opieke partnera, jesli jestescie razem..

Ale, zarazem, uwazam, ze nie mozesz liczyc.

No właśnie nie mogę liczyć tak jak chcę. Nie do końca. Już nie bawiąc się w teorie ze wykorzystywala bym go ale jest świetny ginekolog w moim mieście. 120 wizyta. Ja wydała m w tym mies.800zl na oplaty.on chce dziecko,ja muszę się zbadać najpierw.powinien mi dać na tego ginekologa?uważam ze tak,nosi buty droższe niz ja mam alimenty.no i co,będę musiała się prosić. Raz mogę. Ale tak jest zawsze . sam z siebie na to nie wpadnie.to chce zmienić.

107

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

No, dobra...
To skoro wiesz , ze nie mozesz na niego liczyc, to co zamierzasz z tym zrobic?

108

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Ale jak chcesz to zmienić, skoro przez cały Wasz związek jest dokładnie tak samo.
Co możesz zrobić, albo przedsięwziąć, żeby on się zmienił ?
Moim zdaniem nic.
Bo on zdaje się nie reagować ani na Twoje prośby, ani na pretensje.
Nie wiem czy jest możliwe, żeby on się zmienił - bo skoro przez cały dotychczasowy czas nie zechciał Ci dobrowolnie pomagać i wspierać Cię - również finansowo - to i dalej na to nie wpadnie ...
On po prostu nie widzi takiej potrzeby i nie uważa tego za słuszne.

109

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
IsaBella77 napisał/a:

On po prostu nie widzi takiej potrzeby i nie uważa tego za słuszne.

Może jednak wiesz gdzie się znajduje taki magiczny przycisk, po naciśnięciu którego on zacznie taką potrzebę widzieć ? wink

110

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Volver napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

On po prostu nie widzi takiej potrzeby i nie uważa tego za słuszne.

Może jednak wiesz gdzie się znajduje taki magiczny przycisk, po naciśnięciu którego on zacznie taką potrzebę widzieć ? wink

Szacunek do kobity smile.

111

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Volver napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

On po prostu nie widzi takiej potrzeby i nie uważa tego za słuszne.

Może jednak wiesz gdzie się znajduje taki magiczny przycisk, po naciśnięciu którego on zacznie taką potrzebę widzieć ? wink

Ha ha.usmialam się. No szukam właśnie takiego przycisku bo to fajny facet.nie chce z niego rezygnować. Nie pije z tego co wiem(ale jeszcze sprawdzę)to nie zdradza,jest domatorem, nie ma byłych żon dzieci alimentów, jest zaradny.szkoda tylko że partnerstwo to dla niego każde sobie

112

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

A Ty Amy masz taki przycisk ?

113

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

Widzę że nikt już tu nie pamięta że nie pracuje dopiero od kilku tygodni . drogie panie ja od 19 roku życia jestem na swoim utrzymaniu. Nigdy na nikogo nie liczylam w tym temacie. Wszystkie jesteście tu samotne że tak wzdrygacie się gdy piszę że chciała bym liczyć finansowo na partnera.?przecież jesteśmy razem i to normalne

Ależ ja dobrze pamiętam ile lat i gdzie pracowałaś,  że teraz jesteś na L4 i że nie wiadomo, czy po L4 będziesz pracowała, czy będziesz bezrobotna.
Jeżeli tylko część z tego co nam tu piszesz, mówisz do partnera, to on też może Cię postrzegać jak i my. Może on właśnie obawia się, że całkowicie przejdziecie na jego utrzymanie?
Teraz ma sytuację wygodną, Ty mieszkasz u niego, dokładasz się do wydatków i niczego nie możesz oficjalnie od niego żądać.

Zamiast pytać nas, zapytaj jego, jak on widzi waszą przyszłośc w 2 wariantach: z dzieckiem i bez. Zapytaj o konkrety, a będziesz miała jasną sytuację, czego się możesz po nim spodziewać. Poza tym partnerstwo nie dotyczy wyłącznie finansów.

Rzeczywiście wzdrygam się gdy wciąż piszesz o wsparciu finansowym. Jestem samotną matką od 8 lat, ostatnie alimenty miałam 7 lat temu i w 100% wydawałam je na leczenie córki. Ex pokrywa wyłącznie czesne, resztę ja. Zostałam samotną matką jak nie pracowałam, ale bardzo szybko właśnie wzięłam się za uporządkowanie mojego życia, znalazłam pracę, ograniczyłam wydatki, zdobyłam doświadczenie, zmieniłam pracę na lepszą. Miałam w tym czasie partnera (zarabiał 5 razy tyle co ja), ale ostatnią rzeczą o jaką bym go poprosiła to pieniądze, nigdy tego nie zrobiłam, jedynie żądałam zwrotu za zakupy jakie dla niego robiłam.
Wiele z nas jest samotnymi matkami smile

114

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:

Widzę że nikt już tu nie pamięta że nie pracuje dopiero od kilku tygodni . drogie panie ja od 19 roku życia jestem na swoim utrzymaniu. Nigdy na nikogo nie liczylam w tym temacie. Wszystkie jesteście tu samotne że tak wzdrygacie się gdy piszę że chciała bym liczyć finansowo na partnera.?przecież jesteśmy razem i to normalne

Ależ ja dobrze pamiętam ile lat i gdzie pracowałaś,  że teraz jesteś na L4 i że nie wiadomo, czy po L4 będziesz pracowała, czy będziesz bezrobotna.
Jeżeli tylko część z tego co nam tu piszesz, mówisz do partnera, to on też może Cię postrzegać jak i my. Może on właśnie obawia się, że całkowicie przejdziecie na jego utrzymanie?
Teraz ma sytuację wygodną, Ty mieszkasz u niego, dokładasz się do wydatków i niczego nie możesz oficjalnie od niego żądać.

Zamiast pytać nas, zapytaj jego, jak on widzi waszą przyszłośc w 2 wariantach: z dzieckiem i bez. Zapytaj o konkrety, a będziesz miała jasną sytuację, czego się możesz po nim spodziewać. Poza tym partnerstwo nie dotyczy wyłącznie finansów.

Rzeczywiście wzdrygam się gdy wciąż piszesz o wsparciu finansowym. Jestem samotną matką od 8 lat, ostatnie alimenty miałam 7 lat temu i w 100% wydawałam je na leczenie córki. Ex pokrywa wyłącznie czesne, resztę ja. Zostałam samotną matką jak nie pracowałam, ale bardzo szybko właśnie wzięłam się za uporządkowanie mojego życia, znalazłam pracę, ograniczyłam wydatki, zdobyłam doświadczenie, zmieniłam pracę na lepszą. Miałam w tym czasie partnera (zarabiał 5 razy tyle co ja), ale ostatnią rzeczą o jaką bym go poprosiła to pieniądze, nigdy tego nie zrobiłam, jedynie żądałam zwrotu za zakupy jakie dla niego robiłam.
Wiele z nas jest samotnymi matkami smile

nigdy nie byłam na jego utrzymaniu a powinien to docenić bo meszkamy w jego okolicach a tu kobiety wokoło w życiu w pracy nie były a mamuśki koleżanek mojej córki dobiegają 40stki.bał by się?nie widzę jakoś tego.po prostu nie ma takiej opcji bo tak nie będzie.pracowałam już na czarno za 600zł by miec swoją kasę.nie sądze bym kiedy kolwiek dopuściła się tego.Mój ex nie pokrywa nic po za swoimi kolejnymi paniami z internetu...taki zart.alimenty mam od państwa.Wiem że jesteś samotną matką.Sęk w tym że ja nie...Mam kooś i to nie od wczoraj.Jest dla mojego dziecka tatą i chyba honor samotnej mamy mogę sobie odpuścić.No bo już samotną mamą nie jestem.Mogę chcieć partnerstwa.I wiem że to nietylko kasa.w innych swerach radzę sobie a tam gdzie jest nie tak to próbuje dalej.Róznie to wychodzi ale nie poddaje się i jakieś efekty sa.tylko problem finansowy nadal aktualny,nic do przodu

115

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

to dlaczego nie uznał dziecka skoro nie jesteś samotna mama? dlaczego nie utrzymuje jej?

116 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-07-15 16:40:07)

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

nigdy nie byłam na jego utrzymaniu a powinien to docenić bo meszkamy w jego okolicach a tu kobiety wokoło w życiu w pracy nie były a mamuśki koleżanek mojej córki dobiegają 40stki.bał by się?nie widzę jakoś tego.po prostu nie ma takiej opcji bo tak nie będzie.pracowałam już na czarno za 600zł by miec swoją kasę.nie sądze bym kiedy kolwiek dopuściła się tego.Mój ex nie pokrywa nic po za swoimi kolejnymi paniami z internetu...taki zart.alimenty mam od państwa.Wiem że jesteś samotną matką.Sęk w tym że ja nie...Mam kooś i to nie od wczoraj.Jest dla mojego dziecka tatą i chyba honor samotnej mamy mogę sobie odpuścić.No bo już samotną mamą nie jestem.Mogę chcieć partnerstwa.I wiem że to nietylko kasa.w innych swerach radzę sobie a tam gdzie jest nie tak to próbuje dalej.Róznie to wychodzi ale nie poddaje się i jakieś efekty sa.tylko problem finansowy nadal aktualny,nic do przodu

zapytaj go wprost, krótkimi zdaniami, bo panowie przy długich wywodach traca wątek, czy jak hipotetycznie urodzisz dziecko, to on bedzie je finansował, a jeśli tak to ile przewiduje na to.
Ciebie nie stać na drugie dziecko i to powinnaś mu uświadomić.

Wasz brak partnerstwa finansowego tak długo juz trwa, że marne szanse widze na zmianę.

117

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
mariola856 napisał/a:

to dlaczego nie uznał dziecka skoro nie jesteś samotna mama? dlaczego nie utrzymuje jej?

To nie takie proste.jej ojciec żyje ,ma ograniczone prawa rodzicielskie ale dziecko go widuje wie że istnieje,ma kontakt z jego rodzicami.ale nie o to chodzi.Ja o to nie zabiegałam.wygasł by wtedy obowiazek alimentacyjny ojca,nie miala bym pieniędzy od państwa.Mój partner nie utrzymuje mojej corki co nie znaczy że nigdy nic jej nie kupuje.No i oni bardzo się kochają

118

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:
Uciekająca Amy napisał/a:

nigdy nie byłam na jego utrzymaniu a powinien to docenić bo meszkamy w jego okolicach a tu kobiety wokoło w życiu w pracy nie były a mamuśki koleżanek mojej córki dobiegają 40stki.bał by się?nie widzę jakoś tego.po prostu nie ma takiej opcji bo tak nie będzie.pracowałam już na czarno za 600zł by miec swoją kasę.nie sądze bym kiedy kolwiek dopuściła się tego.Mój ex nie pokrywa nic po za swoimi kolejnymi paniami z internetu...taki zart.alimenty mam od państwa.Wiem że jesteś samotną matką.Sęk w tym że ja nie...Mam kooś i to nie od wczoraj.Jest dla mojego dziecka tatą i chyba honor samotnej mamy mogę sobie odpuścić.No bo już samotną mamą nie jestem.Mogę chcieć partnerstwa.I wiem że to nietylko kasa.w innych swerach radzę sobie a tam gdzie jest nie tak to próbuje dalej.Róznie to wychodzi ale nie poddaje się i jakieś efekty sa.tylko problem finansowy nadal aktualny,nic do przodu

zapytaj go wprost, krótkimi zdaniami, bo panowie przy długich wywodach traca wątek, czy jak hipotetycznie urodzisz dziecko, to on bedzie je finansował, a jeśli tak to ile przewiduje na to.
Ciebie nie stać na drugie dziecko i to powinnaś mu uświadomić.

Wasz brak partnerstwa finansowego tak długo juz trwa, że marne szanse widze na zmianę.

Uświadomię go w tym temacie.chciała bym go jeszcze uświadomić że powinien zabezpieczyć rodzinę w razie w.Np.ja umieram to on dostaje 1000tys.Jemu coś się dzieje a ja wnoszę sprawę do sądu o zabranie rzeczy z domu który jest jego matki.i nie mam nic bo nie zbierałam faktur.z 7 letniego zwiazku wychodzę jak stoję.nie ważne że wyremontowałam ,opłaciłam mu auto,tu dałam 600 na panele a tam 400 na kominek itd.itp.To jest u mnie ta chciwosć?to że miło było by mieć udział we wszystkim w co wkładam kasę?związek to nie kasa.więc nie słusznie jest mi przykro?nie słusznie się boję że zostanę na lodzie?

119

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

Uświadomię go w tym temacie.chciała bym go jeszcze uświadomić że powinien zabezpieczyć rodzinę w razie w.Np.ja umieram to on dostaje 1000tys.Jemu coś się dzieje a ja wnoszę sprawę do sądu o zabranie rzeczy z domu który jest jego matki.i nie mam nic bo nie zbierałam faktur.z 7 letniego zwiazku wychodzę jak stoję.nie ważne że wyremontowałam ,opłaciłam mu auto,tu dałam 600 na panele a tam 400 na kominek itd.itp.To jest u mnie ta chciwosć?to że miło było by mieć udział we wszystkim w co wkładam kasę?związek to nie kasa.więc nie słusznie jest mi przykro?nie słusznie się boję że zostanę na lodzie?

Ja mam inne zdanie.
Rozumiem, że chcesz ustalić z partnerem warunki na przyszłość, ale nie rozumiem po co chcesz rozliczać przeszłość. O tym to powinnaś pomysleć jak ponosiłaś wydatki, a nie teraz, chyba że umówiliście się w tej kwestii, a jeśli nie, to musztarda po obiedzie. Przecież jeżeli ktoś mieszka gdzieś (nieważne czy jest właścicielem), to też remontuje, maluje, naprawia, bo takie sa reguły uzytkowania.

Małżenstwo czy nieformalny związek są umową cywilno-prawną, a prawo nie działa wstecz.

To co chcesz zrobić, rozliczyć panele, samochód i inne, to zachowanie jak przy porozwodowym podziale majątku, a nie ustalanie warunków na przyszłość. Tak, jakbyś szykowała się do ewentualnego odejścia.

120 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-07-16 08:53:51)

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Nie formalny związek umową cywilno prawną nie jest. Nie jest żadną umową. Małżeństwo tak, konkubinat nie ma zadnych praw. A ja szósty rok łoże na dom który mój nie jest. Czy to normalne, nie.bo mogła bym mieć te pieniądze na koncie . wystarczy ze na życie wydaje nie proporcjonalnie dużo co do dochodów. A ty piszesz jakbym chciała go ograbic.kto tak żyje jak ja. Nie znam.
nie chce nic rozliczać. Po prostu mi przykro a chciałam naświetlic to że jak na moje dochody to sporo włożyłam w nie swój dom.
ja go zabezpieczylam gdyby mi coś się stało. On mnie ani trochę
Taka to relacja a ja się tu tylko tłumaczę i tłumaczę

121

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

nieformalny związek tez może być umowa cywilno-prawną w pewnych zakresach, jeśli strony tego chcą i takie umowy pozawierają....ujęłam to skrótowo. Masz rację, że tylko małżeństwo daja jakie, takie zabezpieczenie, ale...od jego zawarcia,  a nie wstecz. Chcesz być "zabezpieczona" to weżcie ślub, jednak musisz zdać sobie sprawę z tego, że to co włożyłaś w Wasz związek do tej pory, to Twoja  inwestycja w przyszłość, a kwoty są bezzwrotne.

Nie musisz się tłumaczyć, ale źle reagujesz jak ktoś pisze coś, co nie jest po Twojej myśli.

A co Twój partner mówi na Twoje oczekiwania, bo chyba przez te lata razem rozmawialiście o tym wielokrotnie?

122

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy do kogo masz pretensje ze żyjesz w konkubinacie? Tylko do siebie, bo on chciała ślubu. Poza tym pisalas ze gdyby nie on nie miałabyś gdzie mieszkać albo mieszkałabyś w o wiele gorszych warunkach z dzieckiem albo płaciła za wynajem i ze dlatego z nim jesteś. Ja już pytałam czy go kochasz to nie odpowiedziałaś. Nie rozumiem po co drugie dziecko w takiej sytuacji. Czy on ci postawił ultimatum ze dziecko albo koniec związku?
Chce dziecka to musi je chcieć i moc utrzymać. Macie obowiązek ponosić koszty utrzymania dziecka po połowie. Poza tym ty masz już jedno dziecko i on musi to brać od uwagę.

123

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
mariola856 napisał/a:

Amy do kogo masz pretensje ze żyjesz w konkubinacie? Tylko do siebie, bo on chciała ślubu. Poza tym pisalas ze gdyby nie on nie miałabyś gdzie mieszkać albo mieszkałabyś w o wiele gorszych warunkach z dzieckiem albo płaciła za wynajem i ze dlatego z nim jesteś. Ja już pytałam czy go kochasz to nie odpowiedziałaś. Nie rozumiem po co drugie dziecko w takiej sytuacji. Czy on ci postawił ultimatum ze dziecko albo koniec związku?
Chce dziecka to musi je chcieć i moc utrzymać. Macie obowiązek ponosić koszty utrzymania dziecka po połowie. Poza tym ty masz już jedno dziecko i on musi to brać od uwagę.

Nie mam pretensji. Czytaj ze zrozumieniem. Pisze że jestem w konkubinacie wiec mimo że inwestuje w jego dom to nic tu nie jest moje a moj partner nie ma z tym problemu. Kocham mojego narzeczonego i nikt mi ultimatum nie stawia. On wie ze mam dziecko.to dziecko mowi do niego tato...
po co nam drugie?bo mieli byśmy wspólne ?bo taka kolej rzeczy?

124

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
annaJo napisał/a:

nieformalny związek tez może być umowa cywilno-prawną w pewnych zakresach, jeśli strony tego chcą i takie umowy pozawierają....ujęłam to skrótowo. Masz rację, że tylko małżeństwo daja jakie, takie zabezpieczenie, ale...od jego zawarcia,  a nie wstecz. Chcesz być "zabezpieczona" to weżcie ślub, jednak musisz zdać sobie sprawę z tego, że to co włożyłaś w Wasz związek do tej pory, to Twoja  inwestycja w przyszłość, a kwoty są bezzwrotne.

Nie musisz się tłumaczyć, ale źle reagujesz jak ktoś pisze coś, co nie jest po Twojej myśli.

A co Twój partner mówi na Twoje oczekiwania, bo chyba przez te lata razem rozmawialiście o tym wielokrotnie?

Chyba się nie rozumiemy. Osobiście to nie znam konkubinatu który byl by sformslizowany.nasz też nie jest.i nie chodzi o to co jest w twoich wypowiedziach nie po mojemu.bo ja w koło pytam jak zacząć z partnerem temat finansów bo nigdy nie umielismy o tym rozmawiać
Jesli nie umiesz mi podpowiedziec to napisz i już

125

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

ależ ja już Ci pisałam: rozmawiaj krótko i na temat
a najlepiej przeczytaj swoje własne tu wypowiedzi, znajdziesz tam Twoje własne zdanie i argumenty, spisz na kartce i to wszystko mu powiedz
przecież Twoja wersja wciąz jest taka sama, chcesz mieć bezpieczeństwo finansowe i chcesz uwzględnić dotychczasowe nakłady

126

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
Uciekająca Amy napisał/a:

po co nam drugie?bo mieli byśmy wspólne ?bo taka kolej rzeczy?

Taka kolej rzeczy ??
Amy, ocknij się wreszcie i zacznij wchodzić chociaż w dorosłość.
Stać Cię na dziecko ? Możesz mu zapewnić wszystko czego potrzebuje do życia i do normalnego, harmonijnego rozwoju ?
Nie tylko w sferze materialnej, ale i emocjonalnej, uczuciowej, rodzicielskiej ?
Liczysz się z tym, że może niekoniecznie urodzić się w 100% zdrowe ?
Jeśli odpowiedź na wszystkie pytania brzmi tak, to możesz powołać na świat i 10 dzieci.
Ale sprowadzać na świat człowieka, motywując to tym, że taka jest kolej rzeczy ?
Przepraszam Cię, ale czegoś durniejszego dawno nie słyszałam.

Mając 32 lata, dziecko i partnera, żyjąc w nieformalnym związku - koleją rzeczy byłoby najpierw osiągnąć porozumienie i wypracować kompromisy w sferach, które są ważne dla Was i w których deficyty uniemożliwiają Wam normalne funkcjonowanie.
Wszystko cacy, a rozliczacie się ze wszystkiego co do grosza jak Kargul z Pawlakiem.
I co najgorsze, Twój partner jest i tak mega niezadowolony z sytuacji, a Ty sfrustrowana i zaniepokojona.
Jak można w takiej sytuacji zachodzić w ciążę i pisać, że taka kolej rzeczy ?

SKRAJNA nieodpowiedzialność.

127

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Gdzie przevzytalas że mój partner jest skrajnie nie zadowolony. ?uświadom mnie, z czego jest nie zadowolony. ?nie możemy się dogadać w finansach. Ale nie dotyczy to każdej sfery naszego życia. Kocham go a on mnie. Mamy problemy proszę o radę jak pogadać z nim o kasie a ty mi tu o skrajnej nie odpowiedzialności. ..Czemu mam wrażenie że wyladowujesz na mnie swoje frustracje?mam zdrowe dziecko i mam nadzieję że drugie też by takie było. Jak każdy rodzic . kocham narzeczonego, chciala bym mieć z nim dziecko.nie mamy wspólnego, jesteśmy razem bardzo dlugo.to durny powód. ?ty miałaś same mądre. ?i jak,wszystko poszło po twojej myśli. ?

128

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Amy przeczytaj swoje pierwsze posty i przypomnij sobie co ci naprawde przeszkadza w życiu ( tam napisałaś wszystko), bo teraz troche idealizujesz partnera, bo uważasz , że forumowicze napastują cie

za ch...a nie rozumiem dlaczego facet, który ma tyle kasy (napisałaś o tym ) wymaga by samotna matka wyposazyła mu chate, któa nie jest jej

za ch..a nie rozumiem dlaczego uważasz, ze twoja córka ma tam swój pokój- nie ma tam nic swojego, łaskawie pozwalają jej tam mieszkać

za ch..a nie rozumiem dlaczego sądzisz, ze po ślubie dom będzie twoją współwłasnoscią- wcale tak nie musi być, nie napisałaś czy gospoddarstwo jest własnością x czy matki x, jesli matki x to ona może przepisać to na x i jego dziecko , jesli x to x moze przepisać na dziecko, ty do tego domu naprawde nie masz wielu praw

chcesz stabilności życiowej, jesteś z x min dlatego, ze twoja córka go kocha a on ją akceptuje i jest dla niej dobry, ale opieranie twojego i twojego dziecka poczucia bezpieczenstwa na facecie jest mało stabilne, ja by sie bała, bo łaska na pstrym koniu jezdzi

129

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...
NiobeXXX napisał/a:

Amy przeczytaj swoje pierwsze posty i przypomnij sobie co ci naprawde przeszkadza w życiu ( tam napisałaś wszystko), bo teraz troche idealizujesz partnera, bo uważasz , że forumowicze napastują cie

za ch...a nie rozumiem dlaczego facet, który ma tyle kasy (napisałaś o tym ) wymaga by samotna matka wyposazyła mu chate, któa nie jest jej

za ch..a nie rozumiem dlaczego uważasz, ze twoja córka ma tam swój pokój- nie ma tam nic swojego, łaskawie pozwalają jej tam mieszkać

za ch..a nie rozumiem dlaczego sądzisz, ze po ślubie dom będzie twoją współwłasnoscią- wcale tak nie musi być, nie napisałaś czy gospoddarstwo jest własnością x czy matki x, jesli matki x to ona może przepisać to na x i jego dziecko , jesli x to x moze przepisać na dziecko, ty do tego domu naprawde nie masz wielu praw

chcesz stabilności życiowej, jesteś z x min dlatego, ze twoja córka go kocha a on ją akceptuje i jest dla niej dobry, ale opieranie twojego i twojego dziecka poczucia bezpieczenstwa na facecie jest mało stabilne, ja by sie bała, bo łaska na pstrym koniu jezdzi

I się boję. Z tad ten temat.bo jak daleko nożna ufać ze będzie dobrze jeśli nie ma ku temu podstaw. Ja się chyba napije i mu wygrane. Bo zachowuje sie jakby tematu nie było. Jakby taka strefa jak brak pewności dla mnie nie istniały. Po prostu nie ma tematu

130

Odp: Mój niepewny związek i dziecko...

Wiem że temat juz się ciągnie i ciągnie. Ale wczoraj wydarzyło się coś co mnie zaniepokoilo.prawie o północy jakiś nie podpisany numer,telefon mojego faceta zaczął dzwonić. ,my już w łóżku. ...Jego reakcja-no bez przesady, o tej godzinie. ..wyciszyl i odłożył. Byla już kiedyś taka sytuacja. Też w łóżku. No ale raz to raz. Wiem od dziewczyny z którą pisał by mi dokuczać że to on się oglaszal.ze powiedział że jest wolny.nie wiem czy to prawda.

Posty [ 66 do 130 z 152 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój niepewny związek i dziecko...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026