Melbern masz prawo do własnego zdania, ale bardzo proszę,abyś nie obrażała innych użytkowniczek forum. Z mojej strony dostajesz pierwsze upomnienie.
Podobne tematy
Widzisz Melbern nam jest dobrze na tym naszym wątku,który założyła Grala,a jeżeli tobie cos nie odpowiada to nie zaglądaj tu,albo najlepiej załóż swój.Myśle,że znajdziesz na tym forum miejsce dla siebie,pozdrawiam.
O cho! Poleciałyśmy do moderatora, bo ktoś nam niewygodnie nawrzucał
Niestety prawda w oczy kole.
Agatka, gdzie ja kogoś obraziłam? To że piszę prosto i szczerze, a nie ckliwe słówka to obraza?
zakłamanie...
Melbern-my nie jestesmy naiwne, my po prostu kochałysmy szczerze i stawiałysmy odpowiednie wartości na pierwszym miejscu. Niestety wśród nas jest wiecej takich osób jak Ty, które patrza tylko na siebie a nie na to że drugiej osobie wyrządzaja krzywdę. Nie mogę pojąć jak tacy ludzie mogą spokojnie żyć nie mając wyrzutów sumienia po tym co robia innym.
Melbern napisałaś "Chwalić się nie mam czym.. bo to było dawno, " -ale jednak się pochwaliłaś.
Do zgodnych wniosków z Tobą zapewne nigdy nie dojdziemy bo my mamy inne wartości, cele i piorytety w zyciu.
PS. Nie placzę się w zeznaniach. Nie rozumiem co ma wiara do obrączki, bo dla mnie to są dwie różne rzeczy. Ja przysięgałam przed Bogiem miłośc, wierność ..., a nie że będę nosic obrączkę.
395 2010-05-04 22:36:56 Ostatnio edytowany przez Melbern (2010-05-04 22:37:51)
my po prostu kochałysmy szczerze i stawiałysmy odpowiednie wartości na pierwszym miejscu ... (..)
czas przeszły - czyli już nie kochasz... ![]()
Ja przysięgałam przed Bogiem miłośc, wierność ...
I gdzie ta miłość, jak piszesz wyżej w czasie przeszłym.
Pochwaliłam się ![]()
tak to jest, jak się kij w mrowisko włoży..
a dobra idę...
O cho! Poleciałyśmy do moderatora, bo ktoś nam niewygodnie nawrzucał
Niestety prawda w oczy kole.
Agatka, gdzie ja kogoś obraziłam? To że piszę prosto i szczerze, a nie ckliwe słówka to obraza?
zakłamanie...
Melbern, ja potrafię czytać i dziewczyny nie musiały lecieć na skargę. Do zadań moderaotra jest czuwanie nad porządkiem na forum. A Twoje słowa moim zdaniem obrażają innych. Jak już pisałam, masz prawo do własnego zdania, ale ja widzę, ze chcesz zrobić zamieszania na forum. A tego nie chcemy. Więc proszę o łagodniejsze wyrażanie swoich myśli.
Droga Melbern! Jakbyś nie zauważyła to ten wątek jest założony właśnie po to, żeby się wyżalić, napisać o swoich problemach, w tym wypadku w małżeństwie/związku i otrzymać tu wsparcie od innych! Więc i forma wypowiedzi jest właśnie taka a nie inna... Nikt nie będzie pisał że cierpi w formie wielkiej radości! Paranoja!
Swoją drogą, bardzo się cieszymy że jesteś w szczęśliwym związku od baaaaaardzo dawna i gratulujemy małżonkowi nie zrzędzącej i jęczącej, rezolutnej partnerki! Ale myślę, że lepiej odnajdziesz się na forum o gotowaniu lub nakładaniu odżywczych papek na Twojej szczęśliwej buzi niż tu za forum zrzędzących kobiet
I życzymy sobie abyś tu więcej nie zaglądała... Chociaż ta wypowiedź, zapewne zmobilizuje Cię do tego, żeby się odgryźć... No, wiec ciekawa jestem na co Cie stać?
Pozdrawiam serdecznie ![]()
398 2010-05-05 15:41:51 Ostatnio edytowany przez oszukana 1 (2010-05-05 15:48:56)
olist- bardzo słuszne i trafne słowa. Jak widać Melbern lubi "łapać" za słowa. Może to jej sprawia frajde. Może czerpie przyjemność z tego że komus się nie udało, że ktoś cierpi.A byc może chce zagłuszyć własne sumienie.
Melbern- zastanowiłaś sie czy my wogóle postrzegamy teraźniejszość,przyszłość. Czy nasze myśli, słowa caly czas nie dążą wstecz, w przeszłość. Więc jeżeli masz choć trochę szacunku dla drugiego człowieka zastanów się 10 razy (jak nie więcej) zanim coś napiszesz.
Melbern,zastanawiam się co czujesz patrząc na swoje odbicie w lustrze.Tutaj jest wiele kobiet zranionych przez facetów.A tobie się wydaje,że my jesteśmy życiowymi nieudacznicami,bo nie potrafiłyśmy zatrzymac przy sobie mężczyzny?Musisz uszanowac to co piszemy,albo po prostu zmień forum...
Olist, na forum nie dogryzamy innym i nie staramy się kogoś "wyrzucić" z wątku,ale prowadzimy kulturalne rozmowy. A Twój proponowany sposób może spowodować w przyszłości bana, więc nie ma co kombinować
Pamiętajcie, ze my - moderatorki jesteśmy tu po to, zeby czuwać nad porządkiem i jeśli tylko ktoś zauważy jakieś kłótnie czy obrażanie innych, od razu nam zgłaszajcie. Napewno zareagujemy.
Melbern, mam nadzieję, ze kolejne Twoje wypowiedzi, nie będą obrażać innych. A skoro byłaś po tzw. drugiej stronie w opisywanym w tym wątku problemie, to zamiast obrażać innych, mozesz dać dziewczynom dobre wskazówki, które są zawsze mile widziane.
Tak więc mam nadzieję, ze już wszystko się unormuje w tym wątku.Pozdrawiam.
Odnoszę wrażenie,że się nakręcacie dziewczyny.Każda chce dodać swoją opinię dlatego proponuje zakończyć dyskusje nie na temat a jeśli ktoś wam przeszkadza,po prostu lekceważyć i nie odpowiadać na zaczepki(bo to jest tak że ktoś coś powie,inny doda i zaczyna się heca)od tego są modzi na forum aby pilnować nieodpowiednich wypowiedzi i bez zgłaszania zareagują, zgodny z regulaminem.Więcej zrozumienia i uśmiech.Pozdrawiam.
Ok. Przyznaję, że może moja wypowiedź była zbyt "dosadna".
Popieram carboczar. Lepiej się nie nakręcać, ignorować zaczepki i nie odpisywać.
Pozdrawiam i życzę dużo uśmiechu pomimo problemów z jakimi się borykamy na co dzień ![]()
witam wszystkich po dłuższej przerwie. Mam pytanie- jak można się zalogować na ,,naszą klasę"nie podając prawdziwych danych?
Zwyczajnie - nie podając prawdziwych danych tylko zmyślone. Wtedy będziesz się wyświetlała jako ta osoba. A po założeniu konta najlepiej zaznaczyć taką opcję dzięki której inne osby nie będą widziały że zaglądałaś na ich profil.
olist- Dziękuję bardzo.
Witam dziewczny!Liwia-jaką decyzje podjęłaś?wspominałaś,że twój mąż chciał się pogodzic i wrócic.Moja rozprawa się nie odbyła została pezełożona na czerwiec,ale nadal jestem zagubiona i bardzo się boje.Każda jego wizyta chociaż rzadka jest bardzo bolesna.Z jego strony padają tylko wyrzuty-wszystkiemu jestem winna tylko ja.Wiem,że ktoś go nieźle nakręca żeby był taki oschły,oziębły,arogancki,odmieniony o 360 stopni.To już inny człowiek nie ten którego znałam przez 20 lat.Po co takim byc?Może mu zależy żebym go takiego widziała i znienawidziła,ale ja nie potrafie,a przecież powinnam.
Nieraz wydaje mi się,że ide do przodu,ale to tylko złudzenie.Robie krok do przodu a zaraz potem dwa do tyłu.Nic nie pomaga,jest gorzej niż początku.Nie potrafie sobie poradzic ,zostałam odrzucona to chyba najbardziej boli.Czuje sie taka zbrukana,odstawiona na boczny tor,juz nawet nie potrafie walczyc.Udaje przed siostrami,że jest ok.,one też mają swoje problemy.Bardzo brakuje mi rodziców,tak bardzo chciałabym przytulic sie do taty,za kilka dni miałby urodziny ,często o nim myśle,był najważniejszą osobą w moim życiu...Po co nas to życie tak doświadcza?
zuczek70 nikt nie powiedzial nam że będzie łatwo, ale że bedzie az tak cięzko tez pewnie się nie spodziewałysmy. Do miłości dochodzi pewnie też i przyzwyczajenie sie do tej drugiej osoby. Przeciez bylismy razem przez kilkanaście lat. Im jest łatwiej bo to oni podjeli decyzje, to oni juz mieli zaplanowane nowe zycie. Ale nie możemy sie cały czas martwić, cały czas wracac do przeszłości. Ja tak jak pisałam juz wcześniej, widze ze jest lepiej. Chociaz zastanawiam się czy dotarło wogóle do mnie tak naprawdę to że on odszedł. Wiem jedno muszę byc silna i o nim nie mysleć. Oczywicie nie jast to łatwe, ale mam prawdziwych przyjaciół i gdy tylko widzę że za bardzo rozmyslam i wracają wspomnienia, które napewno obudzą po raz kolejny pustke w moim domu dzwonie do nich i rozmawiam. Rozmawiam o czymkolwiek, byle tylko odepchać tamte mysli. Pomaga. Rozmowa oczywiście nie trwa 5 min ale dłużej, ale nie chcę o nim mysleć muszę zająć czym swoja głowę, czymś co sprawi mi choć trochę radości.
Wszystkie chyba czujemy się oszukane, ale na to nic juz nie poradzimy. Teraz musimy walczyc same ze sobą- nie z nim. O nim musimy poprostu zapomnieć. To my same stawiamy czoła przed kolejnym dniem. To my same musimy się zatroszczyc o siebie i dzieci. Musimy mieć wiare że wszystko bedzie dobrze, choc to wszystko wraca do nas jak bumerang tyle że ze zdwojona siłą.
Zyczę Wam wiary w siebie i optymizmu, którego potrzeba nam bardzo duzo- zwłaszcza przy takiej pogodzie.
Czytam te Wasze posty i czytam... i tak sobie pomyślałam, że chyba wina zawsze leży pośrodku. Jestem mężatką z 11 -letnim stażem. Mam dwoje dzieci 8 i 11 lat i właśnie jestem na etapie rozstawania się z mężem. Od jakiegoś czasu miedzy nami było tak sobie. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że coś jest nie tak jak powinno. Któregoś pięknego dnia usiedliśmy i zaczęliśmy rozmowę na temat naszej przyszłości i doszliśmy WSPÓLNIE do wniosku, że będąc dalej razem będziemy się tylko ranić. Postanowiliśmy się rozstać. Wówczas ustaliliśmy warunki rozstania. Kto co zabierze, jakie będą alimenty, kiedy dojdzie do całkowitego rozejścia się ( ten punkt powodowany był faktem że mamy wspólny kredyt i rozstanie uzależnione jest od jego całkowitej spłaty). Zdawaliśmy sobie sprawę że w naszym życiu może pojawić się ten drugi lub ta druga... i ... tak się stało. Żadne z nas drugiemu nie robiło żadnych wymówek z tego powodu. On poznał i zaakceptował mojego nowego mężczyznę a ja polubiłam jego Lilkę. Staramy się aby nasze dzieci również ich zaakceptowały, gdyż będą to osoby które również w jakiś sposób będą sprawować nad nimi opiekę. Razem grillujemy, jemy wspólne obiady... Może dla kogoś być to chorą sytuacją ale uwierzcie - nasze dzieci bez stresu przechodzą nasze rozstanie. Wspólnie z nimi rozmawialiśmy i opowiedzieliśmy co dalej będzie się dziać. Taka sytuacja trwa od około roku i pewnie potrwa jeszcze ze dwa lata i powiem Wam , że każdemu kto się rozstaje życzę aby rozstawał się w takiej atmosferze. Rozumiemy się z mężem, szanujemy i wiemy, że możemy na siebie nawzajem liczyć - szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Owszem na początku było ciężko ale jeśli dla dobra ogółu czasami unika się awantur i kłótni to potem może być naprawdę dobrze. Większość z Was pisze, że mąż mnie nagle zostawił, taki on niedobry itd. Myślę, że czasami naprawdę COŚ się wypala i lepiej rozstać się w zgodzie, znaleźć jakiś kompromis, niż później być dla siebie wrogami. Żeby było jasne to ja , tak samo jak Wy, byłam tą stroną której zaproponowano rozstanie. Uwierzcie mi, że zawsze będę mówić, że miałam wspaniałego męża- teraz mam w nim wspaniałego przyjaciela. Po prostu starałam się zrozumieć jego decyzję. Nie wieszałam na nim psów bo i po co? Co mi to da? Dodatkowe nerwy, łzy? Czy go kocham? Oczywiście, zawsze się kocha ojca własnych dzieci jeśli w przeszłości łączyła nas z nim miłość. Ale to już nie ta miłość co kiedyś i.... tak jest dobrze. . Nie wylewam niepotrzebnych łez i żalów a moje dzieci nie przechodzą tragedii jaką jest rozstanie rodziców. Jestem teraz szczęśliwa
Wiesz, Fridka, Twoja sytuacja jest jednak zupełnie inna. Nie było zdrady, kłamstw i żadna ze stron nie skrzywdziła drugiej pewnego pięknego dnia stwierdzając, że chce rozwodu i zostawiając współmałżonka w szoku. Była wspólna rozmowa, szczere omówienie sytuacji i wspólna decyzja co od rozstania. a większość piszących tu osób do końca wierzyło, że wszystko jest ok, bo małżonek do końca oszukiwał, kręcił i udawał, że nikogo nie ma.
Bea16 a czy myślisz, że gdyby któryś z tych mężów przyszedł wcześniej ( zanim zdradził) i powiedział że chce odejść to czy ich żonom byłoby łatwiej? Myślisz, że nie przeżywały by tego tak jak teraz? Inaczej wyglądałoby ich rozstanie? Myślę, że byłoby dokładnie tak samo. Zony czułyby się oszukane i zdradzone. Większość facetów nawet jeśli wie że coś jest nie tak to nie rozpocznie nawet szczerej rozmowy, nie poprosi o rozstanie bo boi się reakcji żony. Nie można zaprzeczyć że niektórym mężom było tak wygodniej. Mój mąż wiedział że jeśli będzie miał kogoś na oku to ma do mnie z tym przyjść i obiecałam mu wówczas, że nie będę robić mu żadnych problemów ani przeszkód jeśli będzie chciał odejść. Wiem, że większość kobiet nie stać na to i to jest częstym powodem dla którego mężowie ukrywają zdrady. Jest to niewątpliwie naganne zachowanie facetów ale jak wspomniałam w poprzednim poście - wina zawsze leży po obu stronach.
Wina za rozpad lub kryzys leży po obu stronach, ale za zdradę tylko po jednej - tej, która zdradziła. Łatwiej zdradzić współmałżonka, niż zabrać się za poważną pracę nad związkiem.
Bea16 absolutnie się z Toba zgadzam. Wina leży po srodku, ale nie w przypadku zdrady. Jeżeli coś im w nas nie odpowiadalo nalezało porozmawiać. Ale po co im taki zbędny wysiłek.
fridka27 u Was w związku obydwie strony widziały że cos jest nie tak. W naszych przypadkach w większości jest inaczej, my byłysmy pewne że wszysko jest w porządku, bo nasze zycie nie różniło się od tego z przed tygodnia, miesiąca czy roku. I nie chodzi mi tutaj że byla jakaś monotonia, ale o zachowanie wobec drugiej osoby. Nie jest to zrzucanie winy na naszych mężów, bo my z pewnością tez w jakims stopniu wine ponosimy, ale gdyby czlowiek miał jakies sygnały, wiedział że coś jest nie tak i że mozliwe jest rozstanie zachowywałby sie inaczej i inaczej przyjąby informację o rozstaniu.
Nie chciałabym abyście pomyślały, że się wymądrzam, nie chciałabym abyście poczuły się dotknięte tym co zaraz napiszę ale albo macie za mężów wspaniałych aktorów albo po prostu starałyście się nie widzieć problemu między wami. Zdradę pozna się na odległość, tym bardziej jeśli zdrada trwa jakiś czas. Wątpię aby wasi mężowie nie zmienili się od czasu kiedy pojawiła się ta trzecia, ale my kobiety często odrzucamy od siebie taką myśl i łudzimy się, że to stan przejściowy, zamiast zaradzić problemowi od razu. Opisałam moją sytuację powyżej i to nie było tak, że nagle zobaczyłam, że coś się dzieje i zdecydowaliśmy się pogadać.Zmiana zachowania męża wobec mnie skłoniła mnie do tego aby porozmawiać z nim szczerze. Obiecałam mu, że nie będzie awantur, wyrzucania sobie głupot jeśli będzie szczery wobec mnie i wówczas dowiedziałam się o jego koleżance - co prawda jeszcze wtedy ze sobą nie spali bo była to tylko znajomość smsowa i zbyt daleko ona mieszkała ale jakaś chemia miedzy nimi już była. Dlatego nie uwierzę, że zdradzający mąż zachowuje się wobec własnej żony identycznie jak zachowywał się zanim zdradził. Może my jesteśmy zbyt mało uważne ale tak jak pisałam w poście powyżej same często swoim zachowaniem doprowadzamy do sytuacji w których mężowie boją się rozmawiać na takie tematy ( nie mówiąc już o tym że powiedzą, że kogoś poznali, albo któraś koleżanka się im podoba). Żona robi wtedy wielką awanturę, strzela focha i jest po ptakach - według niej sprawa załatwiona. Facet wtedy myśli "powiedziałem prawdę i ma focha to na drugi raz nie powiem to będzie oki a ona może się nie domyśli" ot i cała filozofia zdrady.
Fridka27,może ty po prostu trafiłaś na bardziej uczciwego.Takiego,który nie boi się powiedziec prawdy,ale jak sama pisałaśa to ty nakłoniłaś go do szczerej rozmowy.Nie wiesz co by się wydarzyło gdybyś tak nie postąpiła.Może sama już nie kochałaś go tak jak dawniej.Różni są mężczyźni i różne są kobiety.Nasi panowie okazali się zwykłymi tchórzami,nie mającymi odwagi z nami porozmawiac.Wiele można zmienic w związku i wcale sytuacja po jakimś czasie nie musi się powtórzyc,ale bardzo trzeba tego chciec.Kiedy zaczyna podobac im się jakaś kobieta wcale nie mówią nam o tym,bo i po co mogłybyśmy pomieszac im plany,a zapowiadała się taka nieziemska przygoda.My też wówczas mogłybyśmy dokonac w sobie wielkich zmian,zadbac jeszcze bardziej o siebie,zmienic swoje nastawienie do nich,można by częściej dojśc do kompromisu.Ale ta druga jest lepsza,uległa,czuła,ciepła ,taką chcą ją widziec i tak ją odbierają,choc może byc największą zołzą.Chęc przeżycia nowej przygody jest silniejsza,hormony robią swoje,a oni wiedzą,że ich nieodparty urok nadal działa.Na nas też by działał,lecz dlaczego to my kobiety mamy z reguły przełamywac tą rutyne w związku?My też lubimy byc zaskakiwane pomysłami,które płyną z ich głów.
Wczoraj miałam swoje święto i zamiast cieszyc się,że jestem z córką prawie cały dzień płakałam.Życzeń się nie doczekałam,nie wiem tylko dlaczego na nie liczyłam,przecież wiedziałam,że jego głowa jest już zajęta innymi myślami.Widzisz Fridka jesteśmy z innej bajki,każda z nas jest inna,wiele nas łączy i wiele dzieli.Dlatego ciesze się,że twoje rozstanie przebiega w takiej atmosferze.Ja już teraz nie potrafiłabym zachowac się tak spokojnie jak ty.Nie wierze mu juz tak jak dawniej,stracił moje zaufanie i nie odbuduje go tak łatwo,może nawet nigdy.Był wszystkim,a jest...
Czemu tak cięzko o nich nam zapomniec? Juz myslimy że jest ok a tu nagle trach. Wszystko się wali i wraca jak bumerang. Byłam pewna że juz sie uodporniłam i na jego gadanie i na jego widok. Wydawało mi się że najgorsze za mną...
Niestety Oszukana-chyba jakieś słabe jesteśmy, bo ja mam często tak samo jak Ty! Zastanawiam się czy kiedykolwiek to się skończy?
Liwia, moze jakis potężny wstrząs, albo szok postawi nas na nogi. Niby jest mi w jakiś sposób obojetny, a jednak cos jest nie tak, mysli wracają.
Ja nadal się nie uodporniłam,nadal myśle,płacze.W sobote podczas sprzątania mieszkania płakałam cały czas,bo przypominałam sobie takie chwile z naszego małżeństwa,które tak bardzo raniły ,bo były takie cudowne,zabawne.Trudno jest zapomniec,gdy się nadal kocha,wiedząc że ta druga strona już o nas zapomniała.A jeszcze bardziej boli,bo w piątek czeka mnie rozprawa,tak bardzo chce byc wolny,że złożenie pozwu rozwodowego zajęło mu tylko dwa miesięce od porzucenia mnie i córki.On przyjął postawe obronną i wyciągnął ciężki sprzęt(jak to w wojsku)wynajął sobie panią adwokat,która będzie go reprezentowała.I jak myślicie o co w tym wszystkim chodzi?,bo mi się wydaje,że o wysokośc alimentów.Czy te chol...e pieniądze są dla nich tak ważne?Nie mają w sobie tyle godności żeby płacic odpowiednie alimenty proporcjonalne do ich dochodów?.Niech sobie je wsadzi,ja sobie poradze,dla dziecka zrobie wszystko żeby godnie żyło.
Żuczek-ja też mam wkrótce sprawę, kolejną i mam nadzieję, że ostatnią!
Najgorsze jest to, że czuje się chwilami jak idiotka, bo piszę do niego smsy, miłe, czułe itp. czasami odpisuje, ale nic na temat swoich uczuć względem mnie. najgorzej, że mi wytknął to , że na sprawie powiedziałam po pytaniu sędziny, że już go nie kocham! A co miałam zrobić? Błagać o powrót na sprawie, skoro on jako pierwszy powiedział, że nie chce ratować tego związku i, że nie kocha?
Czasem myślę, że tracę swoją godność pisząc do niego, ale nie mogę się powstrzymać, bo myślę, że może ja coś nie tak zrobiłam i może uda się jeszcze "to" uratować?? Kiedyś się starał o mnie, bardzo...może teraz ja powinnam-wciąż mi takie myśli krążą po głowie. Ale to przecież on złożył ten pozew.....
Liwia,odbiore nadzieje tobie i sobie,tym co napisze.Myśle,że oni chcą na siłe ułożyc sobie życie z inną kobietą.Nas juz nie ma w ich planach,wymazali nas z pamięci,nie chcą nas znac, pamiętac,myślec o nas,wspominac nas.Wiem,że to boli,kto tego nie przeżył nie zna tego bólu,upokorzenia.
Jesteś mądrą kobietą i nie wmawiaj sobie,że tracisz swoją godnośc,wiem co czujesz i myślisz...powodzenia.
Dzięki Żuczek! Wszystkim nam życzę tu z całego serca, żeby wyjść w końcu na prostą. Ale mam coraz mniej sił na to wszystko, chcę walczyć o niego do końca, ale to walka z wiatrakami, wiem...
Liwio, jeśli masz chociaż malutki cień nadziei, że Twoja walka może się zakończyć sukcesem, walcz, jeśli zwyciężysz, możesz być jeszcze szczęśliwa, chociaż już nic nigdy nie będzie takie samo, jak było wcześniej. I na pewno nie będzie łatwo popracować nad nowymi relacjami. Ale jeśli zawiedziesz się na postawie Twojego partnera, będziesz czuła do siebie ogromny żal i będziesz miała poczucie, że odebrana Ci została godność. Mnie się udało dogadać z mężem, żeby wrócił do mnie po rozwodzie, i było cudownie, naprawdę odżyły dawno zagrzebane uczucia i emocje, ale to potrwało niecałe 6 miesięcy. A potem czułam się jeszcze gorzej. Bo zostałam ponownie zdradzona i oszukana. A mimo to, uważam, że warto skorzystać z szansy, jeśli taka jest, nawet malusieńka.
Lilusia50 wszystkie chyba walczyłyśmy do końca.
Ja się chyba juz poddałam, chociaż czasami wydaje mi się że może jeszcze coś powinnam zrobić. Ale ile można walczyć. Tak jak napisała Liwia to jest walka z wiatrakami. Jesteśmy im juz obojętne, może też nie chcą się przyznać że źle zrobili, może im na to nie pozwala duma. Ale to jest takie nasze rozmyslanie. Każda z nas pewnie nadal chce aby on wrócił, ale jest już strach na dnie serca że gdy wróci to może za miesiąc, dwa, za rok znowu odejdzie i jak wtedy żyć.
Lilusia50 Tobie współczuję bo chyba to drugie odejście boli jeszcze bardziej niż pierwsze.
Chciałabym znaleśc kiedyś odpowiedź tylko na jedno pytanie : Czym sobie zasłużyłam na to wszystko?
Ja też chce uzyskac odpowiedz na to pytanie-od niego taką szczerą,tylko czy oni potrafią byc jeszcze szczerzy w stosunku do nas?Jutro moja rozprawa,chodze po mieszkaniu i płacze,pewnie nie zasnę tej nocy, jutro daleka droga przedemną,jakoś to będzie..
Żuczek, trzymaj się! Napisz jutro co i jak!
Będzie dobrze, musi być!
Oszukana, Zuczku i Liwio, niczym sobie nie zasłużyłyśmy na takie ciosy, po prostu na naszej drodze stanęli nie-fajni faceci, nie szukajmy w sobie winy, wina leży zawsze po obu stronach, a prawda leży, tam, gdzie leży :-), dzisiaj już mam do tych przeżyć dystans, ja już to przećwiczyłam, płakałam kilka tygodni, nie mogłam dojść do siebie, czułam się skrzywdzona. Ale odgrodziłam się murem bliskich i znajomych i przyjaciół, im zawdzięczam, że przeszłam przez to wszystko. I mam dla Was jeszcze jedną radę, która mi pomogła: nie chciałam słyszeć ŻADNYCH informacji o moim byłym mężu. Wiedziałam, że żyje już z inną kobietą (w moim budowanym i wypieszczonym latami domu zresztą, gdzie został kawał mojego życia i przedmiotów, które do niego dobierałam i kupowałam, wiedziałam, że jedzą sobie śniadania siedząc na moich rattanowych meblach na tarasie, jedzą na mojej porcelanie), ale zostawiłam to wszystko, aby nie rozdrapywać jeszcze bardziej głęboko zadanych ran. I wszystkim znajomym i sąsiadom dziękowałam za utrzymywany ze mną kontakt (najczęściej telefoniczny), ale zastrzegałam od razu: nie chcę słyszeć NIC na temat ex. I udało się ! Jeszcze jakieś myśli o nim i o nich próbują mnie dołować, ale już umiem sobie z tym radzić - odganiam je. Pamiętam jeszcze ten czas, gdy tego nie umiałam zrobić i płacz zalewał mi twarz nawet w czasie jazdy samochodem, gdy usłyszałam piosenkę wywołującą jakieś skojarzenia. I jeszcze jedna rada na rozprawę sądową: ubierz się ładnie i galowo, umaluj, pięknie uczesz i pokaż swoją piękną i odważną twarz, że stawiasz temu czoło (to nic, że potem wypłaczesz się w domu w poduchę, to normalny etap). Mój ex był tak zaskoczony moim wyglądem na pierwszej rozprawie (był w dżinsach i t-shircie), że na drugą rozprawę przyleciał w garniturze i pod muchą. Dziewczyny ! Nie jest mi jeszcze łatwo o tym mówić, ale uwierzcie, że moja sprawa odbyła się 14 kwietnia, a dzisiaj jestem już bardzo ogarnięta. Mam dwóch wspaniałych synów, od których otrzymałam wielkie wsparcie, kupiłam sobie 3 tygodnie temu malutkiego yorka, latam z nim na spacery i poznaję każdego dnia nowych, sympatycznych ludzi i żyję. I każdego ranka spoglądam w lustro i uśmiecham się do siebie :-). Schudłam w czasie tych 2 miesięcy 10 kg - to też świadczy, jak mocno przeżywałam to rozstanie, zdradę i rozwód. Więc Wam się też uda. I chętnie Wam poopowiadam więcej, jak budowałam swoją nową świadomość życia w pojedynkę, już bez bardzo mocno ukochanej osoby, która mnie porzuciła, jak niepotrzebny stary wiecheć. Tylko, że dzisiaj już się tym wiechciem nie czuję ! Uda się i Wam.
zuczek70 jak tam po rozprawie? Trzymasz się jakoś? Nawet chyba pogoda w tym roku sprzysięgła się przeciwko nam :-)
Witam! musze się trzymac,jakoś ciągnę ten wózek do przodu.Teraz czekam na kolejną rozprawe,ale jeszcze nie znam jej terminu.Nadal rozpamiętuje,ale już udaje mi się niektóre noce przesypiac.I z utęsknieniem czekam na urlop i wspólne wakacje z córką,myśle że będą udane,może wtedy przyjdą lepsze dni i nie będę o tym tak intensywnie myślała.Jeszcze tylko czeka mnie kupno stroju kąpielowego,bo stary na mnie wisi i wiara,że tego roku słońce nad Bałtykiem będzie grzało,co sprawi że zapomne o problemach,choc na krótko.Życze wam wszystkim slonecznych wakacji!
Musimy się trzymać, choć może jest juz lepiej to i tak nam potrzeba dużo siły. Miejmy nadzieję że wspólne wyjazdy z dziećmi dobrze nam zrobią. Może choc wtedy uda nam się bardziej zapomnieć
Pozdrawiam
I znowu przyszły te gorsze dni. Czemu nie może być wszystko w porzadku. Ile to jeszcze potrwa?
Niestety Oszukana, myślę, że czas leczy rany i wiesz co?- wszystkie mamy raz gorsze a raz lepsze chwile. I nie umiem powiedzieć jak długo to jeszcze będzie trwało. Ale trzymaj się!
Witajcie dziewczyny!Oszukana jesteśmy na tym samym etapie,u mnie coraz więcerj gorszycvh dni,a mialam nadzieje,że będzie lepiej.Wczoraj wyłam w poduszke przez godzine.Nie potrafie nad tym panować,chce zapomnieć i nie umiem.Nie ma dnia bez łez i tęsknoty..i wiem,że nic mi go już nie wróci.Nie wchodziłam nawet na forum,wiem że dobre duszyczki udzieliły by mi kilku dobrych rad,ale jestem taka beznadziejna,nie potrafie z nich korzystać.Może to wakacje tak na mnie działają i to że jestem w domu zupełnie sama i jeszcze ta tęsknota żeby zobaczyć morze.Ile to jeszcze potrwa,też chciałabym znać odpowiedz na to pytanie.To chyba kara za naszą miłość dla nich ,niepotrzebnie tak kochałyśmy,poświęcałyśmy się.Ale musi być lepiej,trzeba w to wierzyć.Pamiętasz wiara góry przenosi,unieś wysoko głowe i powiedz"dam rade,musze dać"Pozdrawiam was.
433 2010-07-18 21:43:16 Ostatnio edytowany przez oszukana 1 (2010-10-29 14:44:40)
Nie żaluje miłości dla Niego. Najgorsze są wspomnienia- od nich nie zawsze da się uciec. Zuczku chyba masz rację że wakacje jeszcze to pogłębiają. Teraz jeszcze bardziej widać radosne rodziny. Ja po raz pierwszy spedzam wakacje sama z dziecmi, jest niesamowicie ciężko, nie ma do kogo się odezwać.
A jeszcze tak niedawno wydawało mi sie że już jest wszystko w porządku tzn że juz się ze wszystkim uporałam, pogodziłam. Czasami wstyd się przyznać samej przed sobą jak bardzo mi go brakuje.
Świat jest okrutny
PS. Dziekuję za ciepłe słowa. Zawsze to milej się robi na sercu
Oszukana to nie wstyd przyznać się przed sobą czy przed innymi,że nadal się kocha,że brakuje nam tej bratniej duszy,któta była całym naszym światem.W sobote osoba,którą mało znam,a ona zna moją sytuacje powiedziała do mnie"kobieto uśmiechnij się".Więc wydobyłam z siebie ten uśmiech żeby zrobić jej przyjemność,ale tylko na krótką chwile.A potem w domu wyłam w poduszke.Wiesz bardzo boli kiedy widze pary,które idą trzymając sie za rękę,a są w wieku podobnym do mojego,ale im zazdroszcze.
Ja też pojade na wakacje sama z córką i choć będziemy zupełnie same będę starała się z całych sił żeby było wesoło,zabawnie.
Czas podobno leczy rany,a ja mam wrażenie,że nasze się pogłębiają i coraz więcej w nich jadu,którego nam nie szczędzą.I niech mi nikt nie mówi,że Bóg tak chciał,to raczej kto inny maczał w tym swoje brudne paluchy.
Miłego wypoczynku ci życze i tak jak pisałam wcześniej-głowa do góry..wiem,że trudno ją unieść,a jeszcze trudniej uśmiechnąć się,postaraj się,dla dzieci.A one oddadzą ci ten uśmiech z nawiązką.
Witam, wczoraj dopiero odkryłam to forum i na pewno bede tutaj stałym gościem!
Mam 47 lat, 19 lat temu poznałam faceta, faceta z wielkimi pokładami miłości, trójką dzieci i żoną alkoholiczką. Podjeliśmy decyzje o wspólnym życiu, Jego rozwód, wychowanie dzieci coraz wieksze potrzeby. Pracowaliśmy i pracujemy bardzo cięzko. Bardzo sie zadłużyliśmy, zaczęliśmy budować dom (nadal w budowie). Miesiąc temu na szkoleniu mój mąz poznał kobietę, 16 lat młodszą, wykształconą, dobrze zarabiającą i wiodącą życie singla (od przypadku do przypadku mającą partnera), ja też ją poznałam, bo dojechałam do męża na to szkolenie. Wszyscy widzieli, że między nimi coś zaiskrzyło, tylko ja niczego nie zauważyłam, bo mąż w swojej pracy jest otoczony kobietami a ja mam do niego pełne zaufanie. Zaczęły się jego długie rozmowy na skypie i gg, kiedy dzwoni do Niej lub Ona do Niego, mąż wychodzi do garażu. Powiedział mi, że Ona przypomina mu mnie sprzed 20 laty i w delikatny i dyskretny sposób wyciaga z jego problemów emocjonalnych. Znalazłam nieopacznie Jego list do Niej-list w którym pisze że nie wie jak to sie stało ale ona go zafascynowała, budzi sie i zasypia z owalem jej twarzy itp.
Prosiłam, błagałam, płakałam (nadal płaczę), żeby sie opamietał i...nic. Powiedział, że już mnie nie kocha a ta dziewczyna nie ma z tym nic wspólnego, że od dawna między nami było nie tak (faktycznie praca..praca..praca),że dla Niego miłość to: nie że ja na górze a on na dole domu (po prostu ja na górze domu mam pracownię gdzie pracuję), że to budzenie i zasypianie razem pod jedną kołdrą, to wiecej seksu i wspólne zainteresowania (myślałam, że były). Prosiłam, że przecież możemy zacząć od początku pozmieniać coś, zapatrzec sie w siebie (dzieci opuściły już dom!), On, na to: NIE, BO JUŻ MNIE NIE CHCE I NIE KOCHA! A ja cały czas Go kocham i chciałabym go odzyskać, nie wypominając Mu niczego i być z nim.
Wszyscy znajomi nie moga uwierzyć w to co sie dzieje, zawsze uważano nas za partnerskie małżeństwo!
Mąż zakomunikował mi ,że chce separacji prawnej. To strasznie trudne, mamy bardzo duże długi, ja bez jego pieniędzy, a On bez moich sobie nie poradzi! żadne z nas nie może opuścic domu, bo ja nie mam gdzie pójść, a mąż w domu ma swój zakład pracy (szkoli psy i mamy hotel dla psów). Jestem na skraju załamania, w dwa tygodnie schudłam 5 kilo, jak go odzyskać, jak odzyskać jego miłość, co robic? Pomocy!
To bardzo przykra sytuacja Annado, tym bardziej,że laczy Was wiele lat dobrego zycia, niestety ze swiezymi motylami i całym zafascynowaniem meża nie wygrasz a prośby, płacz nie zrobia na nim najmniejszego wrażenia, wręcz pogarszają sytuację.
Wbrew temu co mówi mąż ta dziewczyna ma wiele z tą sprawą wspólniego, bo jak dotąd zycie z Tobą mu odpowiadało, dlatego nie obwiniaj się o to co sie stało, po tylu latach łatwo o rutynę ale to nie powód do separacji, powodem jest jego zauroczenie i chęć wolności a nie złe małżeństwo.
Co możesz zrobic?
- nie prosić nie błagać, nie płakać, jest jak w amoku to go tylko rozdrażnia i utwierdza w przekonaniu ,że ma rację w tym co robi.
- nie zgadzać się na separacje czy rozwód jezeli nie czujesz sie na taki krok gotowa, o takim kroku powinniscie decydować oboje a On najwyraźniej wykorzystuje Twój szok i chęć ugody, Ty masz duzo czasu a jemu nie ułatwiaj zycia,bo ułatwiając nic na tym nie zyskasz i tak gdy uzyska co chce bedzie robił z Ciebie wroga, nie daj sie nabrać bo będziesz miała jeszcze wieksze poczucie przegranej.
- nie rozmawiaj z nim na Jej temat, to temat w Twoim domu tabu, wypędź Ją ze swojego zycia.
- może to trudne ale skup się na sobie,na ochronie swojej psychiki, idź do psychologa, który pomoże Ci zaakceptować nową sytuacje w Twoim zyciu , pamietaj,że to On Cie skrzywdził i jeżeli z Jego strony nie ma chęci ratowania zwiazku, wszelkie próby walki z wiatrakami zniszczą Cię psychicznie.
Annado poszukaj pomocy specjalisty zanim wpadniesz w depresję, oddziel swoje życie, gotuj pierz tylko dla siebie, On zupełnie nie liczy sie z Twoimi uczuciami a wszelkie Twoje strania wobec jego zakochania pozostaną niezauważone lub przeciwnie poszuka powodu do klótni, bo przeciez to Ty jesteś nieczuła i zła.Nie pozwól na to,żadnych emocjii i klótni, nie pozwól sie wiecej ranić słowami.
Niektórzy specjalisci radzą sprawę przeczekać, często to się sprawdza, szcególnie gdy "ukochana" znajdzie sobie inny obiekt zainteresowania jednak niestety nie zawsze tak jest.
Bardzo trudno tu coś poradzić bo mąż nie tylko Cię zdradził emocjonalnie ale też ma ogromną chęć zakończenia małżeństwa,jest pod całkowitym wpływem tamtej kobiety, nie dotrzesz teraz do niego, na początek zrób coś dla siebie i poszukaj psychologa.
W tym wątku piszą dziewczyny , które przechodzą dokładnie to co Ty,myślę, że bardziej Tobie pomogą, dobrze,że tu napisałaś, wylanie smutków na anonimowym forum to też terapia, trzymaj sie cieplutko.
Maju 84, bardzo dziękuję za słowa pocieszenia i mądre uwagi. Najgorsze jest to, że ja niby to wszystko wiem, ale tak trudno mi sie do tego dostosować!. Przechodzę obok Niego i łzy same napływają mi do oczu: brakuje mi tych drobiazgów: przytulenia, wzięcia za rękę, zapytania: co słychać!. Leżę w nocy w naszej sypialni, sama i wyję z rozpaczy i bólu!
Wiem, że powinnam Go pomijać we wszystkim, a wydaje mi sie że jak będę dobra dla Niego, to On to zauważy!
Gdy pomyślę o sprzedaży domu (mojego wymarzonego miejsca na ziemi, gdzie mieliśmy byc szczęśliwi do śmierci), podziale pamiątek, rozstaniu z moimi kochanymi zwierzętami (które kładą Ci się u nóg lub patrzą wiernie w oczy), to serce rozrywa mi się na pół!
Wczoraj byłam u psychologa (pierwszy raz w życiu) i chyba oczekiwałam gotowej recepty na rozwiązanie tych problemów!
Najgorsze jest w tym to, że mąż mówi,że dawał mi znaki, że jest mu żle, a ja tych znaków nie potrafiłam odczytać!, a teraz to wszystko przepadło.
Oddałabym wszystko, gdybym mogła cofnąć czas!
Jakie znaki?? małżeństwo to nie nawigacja lecz komunikacja, to dziwne,że każdy ze zdradzajacych dawał znaki...a prawda jest taka,że zwyczajnie nie porozmawiał bo właściwie nie miał o czym, to zafascynowanie inna kobietą zmienilo jego tok myslenia a nie zła zona i owszem ona ma z tym wiele wspólniego.
Jeżeli wdarła sie rutyna to wina jest po obu stronach i o tym sie rozmawia a nie daje znaki.
Nie obwiniaj się bo to on Ciebie krzywdzi a nie Ty jego a to co teraz mowi to tylko cheć usprawiedliwienia się przed samym sobą, bo to co ci robi jest okrutne i podłe.
Potrafisz słuchać, gdy On do ciebie mówi, widocznie nie rozmawiał.
Nie rezygnuj z pomocy psychologa, jeżeli jeden do Ciebie nie dotrze idź do innego, psycholog pomoże ci przez to przebrnąć bez względu na to jak zakończy się ta hiostoria.
Nie myśl na razie o sprzedazy domu ,nie sądzę by on chciał tej sprzedaży, nie wiemy jak się skończy Twoja historia, może się jednak facet opamięta.
Annado znam tem ból po rozstaniu,wiem jak ciężko ,u mnie to już 2 miesiące,zostawił mnie po 20 latach małżeństwa,a ja jeszcze potafię płakać prawie codziennie.Rano budzę się i już myślę ,żeby był wieczór i nastepna noc.Jest czyste wariactwo.Tabletki biorę od miesiąca to może trochę pomaga.Dzisiaj mąż /jeszcze/zabrał swoje rzeczy/ubrania itp./zniosłam to spokojnie ,pożyczyłam nawet torby.
Mój tez twierdził ,że dawał mi jakieś znaki ,ale chyba w jego urojonej wyobrażni,nigdy nie poruszył tematu jak to jemu żle w małżeństwie,gęby nie otworzył i tylko zmienił swoje życie może na lepsze,ale widzę jak się miota,razem pracujemy ,jego wyobrażenie o nowym życiu było inne,a rzeczywistość inna ,brak pieniędzy itp.W pracy trudno nam się dogadać ,on jeszcze potrafi mnie oskarżyć o rozpad związku,czym doprowadza mnie do szału.Dzisiaj poszłam po rozum do głowy i sama sobie wytłumaczyłam ,że dziad chce mnie jeszcze zdołować,ale ja się nie dam.Ciężko jest ,ale dzieci muszą mieć zdrową matkę i zapewniony byt, mam nadzieję,że z każdym dniem będzie lepiej.Czekam na rozpoczęcie roku szkolnego przez dzieci ,będą obowiązki i wypełniony czas zarówno ich jak i mój.
Codziennie odwiedzam forum i takich przypadów dużo,ale my kobiety jesteśmy silne i musimy dać sobie radę.Szkoda wylanych łez na egoistów .Trzymam kciuki za nas.
Witam! Maja 84 trafnie określiła małżeństwo-to komunikacja,a nie wysyłanie sygnałów.
Mój też twierdził,że dawał mi znaki i ,że mieliśmy już jedną szanse ,która przepadła,ale kiedy to było?.Nieraz wbiją sobie do głowy takie głupoty,że aż trudno w nie uwieżyć.
Anna45 piszesz,że to już dwa miesiące,a ty nadal nie możesz sie pozbierać.W moim przypadku to trwa już pół roku.Co wieczór zasypiam ze łzami w oczach,pomijam fakt,że nie zawsze zasypiam.A gdy budze się rano szukam jego twarzy i nie wierze w to co się stało.
Annado uwierz mi nie warto prosić,błagać,płakać w jego obecnośći,to nic nie da.Przeżyłam to na własnej skórze.On ma już wytyczoną droge,opracowany plan działania,myśli tylko o niej.TY NIE JESTEŚ MU JUŻ DO NICZEGO POTRZEBNA.Wybrał ją ,ciebie wyrzucił jak niepotrzebny śmieć.Przepraszam,że tak pisze,nie chcę cie obrazić i jeszcze bardziej zdołować,ale taka jest prawda.Mam pare lat mniej niż ty i 17 lat małżeństwa za sobą,nigdy nie przypuszczałam,że mógłby tak ze mną postąpić.A jednak.Żyjemy z nimi pod jednym dachem,planujemy wakacje,kupno nowej rzeczy,zwierzamy sie z naszych bolączek,mamy pewność,że w każdej chwili nas pocieszą ,przytulą i nagle trach..Mówią,że nas już nie ma,żę się odkochali,znudzili,wypalili-pewnie jeszcze nieraz usłyszysz to słowo,uwielbiają je.Bądz silna dziewczyno walcz o swoje i dobrze,że tu trafiłaś,te kobietki-wydawałoby się słabe,bardzo mi pomogły.Wsparły ciepłym słowem,nieraz potrząsnęły,powiedziały prawde-choć nieraz gorzką.Taką jaką ja tobie dziś pisze i pomagało,choć na krótko.
Ja też oddałabym wiele żeby można było cofnąć czas,ale to się już toczy i nie chce zatrzymać.
Kiedy trafiłam na forum,to był mój pierwszy wątek na jaki zajrzalam,to tu Grala opisała swoje małżeństwo.Uwierz mi czytałam go i płakałam,bo widziałam w tych kobietach własne odbicie,te same problemy,ta sama rozpacz,ten sam ból i to ciągle powracające pytanie"dlaczego?"A myśli moje były tak czarne,że lepiej o nich zapomnieć.I gdyby nie córka pewnie już by mnie tu nie było.Ale czym ona zawiniła,że tatuś znudził się już rodziną?Nawet nie potrafił zorganizować jej porządnych wakacji w tym roku.Ale zapewniam cię jego pani otrzymała pakiet ful wypas.Bo przed nią trzeba pokazać się od najlepszej stony,zabłysnąć sprytam,fantazją.Pewnie zabral ja w takie miejsce,o którym ja mogłabym co najwyrzej pomarzyć.I zdaje sobie sprawe,że nas już nie ma i nie będzie,bo on tak zadecydował,tylko kto dal mu prawo decydowania za mnie?
Pozdrawiam cię gorąco.
Pomyśl sobie,że jutro też jest dzień i,że może będzie lepszy od dzisiejszego..
Witam
każda z nas pewnie myslała że takia historia nie zdarzy sie nam. Słuchając od znajomych o podobnych przypadkach cieszyłysmy sie że u nas wszystko w porządku, że mamy szczęsliwa rodzine. aż tu nagle trach i koniec- ktos podjąl decyzje za nas, nie biorąc naszych uczuć wogóle pod uwagę. To boli i bedzie boleć. Ja w takim bólu zyję już prawie rok , są dni lepsze i gorsze. Nie ma recepty na wyleczenie. Może potrzeba wielu lat aby człowiek sie z tym pogodził.
Annado trzymaj sie ciepło. Nie daj się zwariować. My juz jesteśmy może o krok dalej , ale wiem po sobie że chociaż napiszemy Ci daj sobie z nim spokój to Twoje serce powie Ci co innego- taka niestety jest nasza miłośc do nich
Wczoraj dowiedziałam się dlaczego! Mój mąż powiedział, że od kilku lat był nieszczęśliwy w naszym związku, od 3 lat zabija miłośc do mnie, teraz wreszcie ma siły (myślę że dała mu nowo poznana dziewczyna) żeby mi o tym powiedzieć!.Ona zastapiła mu mnie ( myślę że w sensie uczuciowym). Powiedziałam mu, że chciałabym spróbować od nowa, tylko żeby mi pomógł bo jest między nami mur, Usłyszałam, że po drugiej stronie tego muru nikt już na mnie nie czeka! Nie zauważyłam czegoś co było najistotniejsze w naszym związku: drugiego człowieka!. Mój mąż powiedział:żyj jak dotychczas, bo i tak mnie nie zauważałaś. Mój Boże, robiłam wszystko żeby było mu jak najlepiej, a teraz: szkoda gadać!Powiedziałam jak bardzo brakuje mi tych normalnych Jego gestów: wzięcia za rekę, pytania: co słychać w pracy, przytulenia, wtedy usłyszłam: nie doceniłaś tego. Teraz juz wiem: już Go nie odzyskam, co dalej, jak żyć z takim bólem! Jak żyć pod jednym dachem! Jak podzielić to wszystko co wspólnie budowaliśmy!
Annado-jesteśmy z Tobą,nasi mężowie też nas oszukiwali,potem wmawiali nam,że byli nieszczęśliwi,jakoś musieli się tłumaczyć swoim brakiem odpowiedzialności..A tak naprawde to najważniejsza była chęć sprawdzenia siebie,własnych sił,spróbowania od nowa tego co im już obrzydło nie smakowało jak dawniej.A kiedy okazało się,że nadal działaja na kobiety,swoim urokiem osobistym,którego już dawno nam nie okazywali ,bo stwierdzili,iż nie ma takiej potrzeby,to taka sytuacja ich uskrzydliła,dadała powera,uwieżyli w siebie,dowartościowali sie.A my-nas upodlili,upokorzyli,obdarli z sił,pozbawili radości,wdeptali jak robaka w ziemie,i są z tego dumni.Niczego nie żałują,jest im cudownie.Ciekawe czy pomyśleli i dzieciach,które niejednokrotnie same siebie obwiniaja za rozpad rodziny?Te dzieci z jakże małym bagażem doświadczeń idą i proszą ojca żeby został,a on odpowiada-"nie",bo jego serce jest juz daleko i żadne dziecko nie jest w stanie namieszać mu w planie jaki sam ułożył i wprowadza w życie.Annado nie odzyskasz go ,jego duma nie pozwoli mu wrócić,ale życze ci tego z całego serca.Choć często po jakimś czasie przychodzi refleksja i wdziera się do ich serc,to ta ich duma i chęć pokazania ,że mieli racje nie złamie ich.Kiedy mówiłam mu żeby wrócił do rodziny,żebyśmy zaczęli nowy rozdzial naszego życia w odpowiedzi usłyszałam,"że nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody",ale można wdepnąć w niezłe bagno prawda?Nigdy nie użył takiego okraślenia,myślę,że spił te słowa z pewnych ust i nie były to wcale usta jego nowej znajomej,ale osoby bardziej doświadczonej ,która odradzała mu powrót do rodziny i małżeństwo- kilkanaście lat temu.Nie wiem kiedy się pozbieram,kiedy stanę na nogi,kiedy zacznę się uśmiechać,nucić piosenki pod nosem,tańczyć i cieszyć się każdym dniem.Tyle pytań a odpowiedzi brak.Może pójde do wróżki,może ona coś podpowie,udzieli wskazówki..I można tak bez końca zadawać sobie mase pytań i zadręczać się brakiem odpowiedzi.Oszukana 1 ma racje w naszym przypadku,takim beznadziejnym, upłynie wiele lat zanim zapomnimy,a może po prostu nigdy nie zapomnimy,bo to taka "głupia miłość"Ja wiem,że żaden mężczyzna nie jest w stanie go zastąpić.I uwierz mi przyjdą takie dni ,że będziesz go nienawidzieć,ale to szybko minie.Miłość i nienawiść,to dwa wielkie uczucia jakże bardzo ze sobą poplątane..
Ja tez bardzo ci wspolczuje. Przechodze sama przez pieklo i ciesze sie ze choc tutaj mozna sie wygadac. Nie rozumiem mezczyzn....oni tak po prostu potrafia wszystko postawic na jedna karte...nie wazne to co cale zycie razem sie buduje...dla jednej znajomosci, odmiany ...rzucaja wszystko w podly sposob. ..Mowia rzeczy , ktore przebijaja serce ....bol to chyba nawet malo powiedziane. Kochana kolezanko trzymaj sie cieplo....zycze ci sily, sily . Jak to moj tato mowil " PO BURZY ZAWSZE SWIECI SLONCE" Mam nadzieje ze zaswieci Tobie juz niedlugo
agnieszkan- to prawda " PO BURZY ZAWSZE SWIECI SLONCE" tylko teraz zastanawiam się kiedy ono wyjdzie, czy będziemy w stanie się na nie doczekać? Tyle czasu upłynęlo a my ciągle nie możemy się z tym pogodzic. Mamy lepsze i gorsze dni. W te lepsze wydaje mi się że już to za mną , że wreszcie jest ok, że człowiek wreszcie poradził sobie z ta miłościa która została a juz nie ma kto jej odwzajemnić, a zaraz potem przychodzi kryzys i znowu rozmyslanie i setki pytań bez odpowiedzi. Może te lepsze dni zaczna się kiedyś wydłużać, bedę choc malym promykiem tego slonca co ma nam zaświecić. teraz jednak dalej tli się nadzieja, choć słaba ale jednak nadzieja. Może sie nigdy nie doczekam aby rozkwitła, ale zawsze bedzie we mnie i pewnie w niejednej z Was. Takie juz jesteśmy- po prostu kochamy, bez żadnego ale.
Witajcie Przeczytałam wszystkie posty, ale żaden nie dotyczył mnie. Niektóre z Was dochodzą już do siebie po traumie jaką zafundował
im mąż. Powiem tak; niech się cieszą te od których "podły, wredny zakłamany itd...." mąż odszedł , bo mają szanse po jakimś czasie
wrócić do w miare normalnego życia. Ale żadna z Was nie wie co to znaczy żyć przez 20 lat z mężem tzw. sanatoryjnym podrywaczem.
Od 20 lat co roku jest w sanatorium i tylko po to,żeby poznać jakąś panią, w której się zakocha, przez rok albo dwa ciągnie ten romans w jakiś
sposób, ukrywając nieudolnie to przedemną. Potem jedzie znów do sanatorium, poznaje następną ...i tak od conajmniej 20-25 lat.
Dwoje dzieci, teraz już dorosłe, patrzyły na to i....nic.. Mówią : jak mu pozwalałaś. A ja dla nich nie kończyłam tego małżeństwa. Bo wspólne
mieszkanie, studia, teraz muszę pomagać bo wnuki. On nie chce odejść, bo żadna z tych jego panienek na stałe to chyba go nie chce. W moim
wieku zaczynać wszystko od nowa już nie ma sensu, tym bardziej, że nie miała bym gdzie mieszkać. On nie wyprowadzi się, bo tak mu dobrze.
Przez tyle lat wspólnego mieszkania niby razem ale osobno, wierzcie mi -można się odkochać, a nawet znienawidziedź. Więc nie błagajcie ich o
powrót, bo jeszcze wrócą i zgotują Wam taki los jaki ja mam. Tym które chcą znać szczegóły takiego "współżycia" niech napiszą to opowiem
jak to wygląda. Naprawdę , lepiej żeby odszedł.
amelia1- tylko że Ty miałaś czas aby go znienawidzieć, a my nie. My caly czas gdzieś jeszcze kochamy, może nie tak mocno, ale jednak ta milośc do nich jest.
amelia1-żyłaś z nim przez te wszystkie lata,wiedziałaś po co korzysta z senatoryjnych uroków,podziwiam cię,że to przetrwałaś,sama siebie niszczyłaś dowiadując się szczegułów o jego podbojach.Na nas wiadomość o odejściu spadła jak grom więc nie dziw się,że reakcja jest inna.My cały czas kochałyśmy uważając ,że oni odwzajemniają naszą miłość.Tak,wiem byłyśmy ślepe- po prostu zakochane,pomimo tylu lat bycia razem.I nikt mi nie powie,że to było przyzwyczajenie,potrafie odróżnić uczucie od przyzwyczajenia.Żeby było zabawniej z upływem lat ono wzrastało,było silniejsze i do czego doprowadziło?do stanu w jakim się teraz znajduje-pustka,dno..i jeszcze wiele innych słów...
Za chwile jadę na upragniony urlop mam nadzieje,że będzie udany,pozdrawiam.
mija juz rok ,a ja dalej żyje wspomnieniami i nadzieją. Rok- niby tak dużo, a mnie wydaje się jak gdyby to wszystko wydarzyło się wczoraj.
Witaj oszukana1,u mnie mija siódmy miesiąc i aż się boje tych kolejnych beznadziejnych miesięcy,bo zamiast iść do przodu stoje w miejscu,i wydaje mi się jakby ktoś zatrzasnął mi przed nosem drzwi i nie pozwolił przez nie przejść.I w imię czego same się tak katujemy,żyjąc nadzieją,która raczej nie ma szans zaistnieć.Wróciłam z wakacji,odpoczęłam,opaliłam się i uśmiechałam się do ludzi.I co zrobiłam,gdy tam zajechałam?Pobiegłam na plaże,sama,żeby córka nie widziała jaka jestem słaba,usiadłam na rozgrzanym piasku i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam.Wybrałam odludne miejsce a mimo tego pewna kobieta podeszła żeby spytać "czy coś się stało"A ja jej odpowiedziałam,że "to tylko wspomnienia" Nie pytała o nic więcej może domyśliła się tych wspomnień.Tak pragnąłam tych wakacji a one jeszcze bardziej mnie dobiły,mogłam wybrać inne miejsce,ale po co skoro tam zawsze było tak cudownie.
Za chwile dzieci pójdą do szkoły,a on nawet nie spytał czy córce czegoś nie brakuje,zwyczajna obojętność i znieczulica.
451 2010-08-31 12:40:04 Ostatnio edytowany przez oszukana 1 (2010-10-29 14:43:23)
Chciałabym cofnąć czas, tylko czy by to cos dało? Ciężko jest się z tym wszystkim pogodzić, zwłaszcza patrząc na dzieci. Zastanawiam się jak one to przezywają w środku, na ile sie "przyzwyczaiły" do tej sytuacji. Obojetność ze strony naszych "jeszcze" mężów jest wielka. Oni nie zdają sobie chyba sprawy z tego jak skrzywdzili własne dzieci. Ale wczesniej czy później to zauważą i niestety bedzie juz za późno na naprawę tego wszystkiego. Ja ostatnio robię sobie analize całego mojego malzeństwa- co w nim było dobre, co złe. Ile ja potrafiłam dac siebie, a ile on. Chce to wszystko podsumowac i zastanowic się czy jest za czym tęsknić, czy on zasluguje na to abym miala go jeszcze gdzies w sercu.
Dzieci sa największym moim szczęściemi.
Obawiam sie że jednak mimo wszystko wiele lat minie zanim dojdziemy do siebie i na obecną sytuację popatrzymy bez emocji, ale juz teraz musimy nauczyć sie z tym żyć.
Za kilka lat podejdziemy do obecnej sytuacji też z emocjami,może mniejszymi ale one nadal w nas będą.Wystarczy,że weźmiesz do ręki za pare lat stare zdjęcie,a łzy same popłyną.Uwierz mi,inne dziewczyny z forum już potrafiły się pozbiereać,a my nadal w tym siedzimy po uszy.Dziś przeczytałam wszystkie nasze posty i ryczałam jak małe dziecko,bo wszystkie te wspomnienia wróciły i przeżywałam je na nowo,jakaś beznadzieja,sama siebie nie potrafie zaakceptować.Resztki godności jakie miałam rozmyły się i został tylko mały bezwartościowy człowieczek,takie nic,zero.Można powiedzieć wygrał,bardziej poniżyć już mnie mie mógł.
453 2010-09-01 21:25:15 Ostatnio edytowany przez Mau3 (2010-10-13 11:40:35)
Zajrzyjcie na http://www.byłeżony.pl/
Znajdziecie tam wsparcie takie jak tu. Głowa do góry, niestety trzeba iść na przód. Nie oglądać się za siebie.Wtedy jest szansa na wygranie SIEBIE!!!
Dzięki Mau3,nam pewnie wystarczy to nasze forum tu znają nas i nasze problemy i jest nam tu dobrze-bynajmniej mnie.Lubie czytać posty Oszukanej, Lilusi,Zazdrości,Maxi i wielu,wielu innych.Mam nadzieje,że i ja kiedyś pokocham samą siebie..tak radzą dziewczyny,trzeba będzie kiedyś skorzystać z tej rady.Tylko jak się do tego przekonać?Zawsze to inni bylk ważniejsi i kochani.Ja w tej piramidzie stałam na samym dole.Pozdrawiam was cieplutko.
Nie oglądać się za siebie to na pewno podstawa. am nadzieje że wszystkim nam uda się powoli z tego otrząsnąć. Mau3 strona bylezony.pl bardzo ciekawa- dzięki.