Spróbuję chociaż w małym stopniu udzielić odpowiedzi. Chociaż nie ukrywam, że pytanie jest trudne. Dla mnie jest trudne. Więc będę "mówił" za siebie. Może da się to utożsamić z resztą rodzaju męskiego
. Zacznę od tego, że dla mnie (subiektywne odczucie) nie ma znaczenia ani wiek, ani również wygląd kobiety, która mogłaby mnie zauroczyć (czytaj: zostawić dla niej wszystko). Nie jestem typem, który poleciałby za zgrabnym tyłkiem, pożądaniem, piękną wizualiczacją. Jeśli ktoś tak robi tzn., że albo chce zaliczyć panienkę, albo jest to romans oparty na seksie, albo.....ktoś jest głupi. Szczerze mówiąc śmieszą mnie Wasze obawy i zaniżanie własnej wartości i.....z reguły teksty w rodzaju "młoda", "zgrabna" itd. i na to pewnie poleciał. Ja nie potrzebuję sobie niczego udowadniać, uważam, że nie jest to czynnik ani miernik męskości i nie muszę się w taki sposób dowartościowywać. Ale oczywiście zerkam na ulicy na zgrabne laski
. Ot tak, spojrzenie na coś ładnego. Stwierdzenie faktu. I tyle.
Ale sytuacja jest innego rodzaju, panowie (dobrzy ojcowie, przykładni mężowie). Pozwól żuczku, że pominę kwestię, że facet poleciał za głosem penisa......nie sądzę, aby to był przełomowy czynnik zostawienia rodziny. Ale podobno są i tacy.
Żuczku - nie, to nie mogło się stać w ciągu miesiąca. Zauroczenie zauroczeniem, ale rodziny nie zostawia się z dnia na dzień. Coś musiało posypać sie już dawno. Być może tego nie zauważyłaś. Wiesz, przeczytałem naprawdę sporo postów na tym forum i jestem......przerażony. Nie wspomnę o tym, że co niektóre Panie mają dwóch lub trzech kandydatów na partnera, kochają wszystkich, bo się uzupełniają i nie wiedzą co zrobić. Wybacz, ale potraktuję to jako infantylizm w czystej postaci. Zadałem sobie trud "przejścia" przez posty nastolatek
i.....zostawię to bez komentarza. Mają czas widocznie jeszcze na poważniejsze problemy
. Rozumiem wszakże jednak, że na pewnym etapie rozwoju 5 stopni przechylenia jednego sutka piersi lewej odbiega od prawej i stanowi życiowy problem. Co mnie uderzyło najbardziej? Ano to, że przykładne żony, twierdzące, że kochają swoich mężów miały lub rozważały posiadanie kochanka. Nawet nie posiadanie, ale zmianę swojego życia. Argumenty? Proszę uprzejmie. Mniej więcej takie: zauroczenie, troska, wyrozumiałość, docenienie kobiecości itp. Czyli generalnie potwierdzenie, że kobieta jest kobietą. Poza tym wg. mnie dużą rolę niesie ze sobą czynnik czegoś nowego, jak również tak przez Was lubionego określenia "motylków w brzuchu". Extra. Czytam takie rzeczy i nie wiem czy mam sie śmiać czy płakać. Bo jeżeli ktoś zostawia swoje życie dla kogoś innego na podstawie takich powodów, zarzekając się przy tym, że mąż jest całkiem w porządku to ja wysiadam
. Ta krótkowzroczność mnie poraża. Ale jest coś co mnie bardziej uderzyło. Właściwie wywołało niesmak, oburzenie, sam nie wiem jak to nazwać. Spora część osób piszących teksty kieruje się emocjami i uczuciami. Zaraz padnie zarzut, że jestem typowym facetem i oczywiście nie znam czegoś takiego jak uczucia. To zaskoczę Panie??znam. Właściwie nie czepiam się tyle o uczucia jakimi się kierujecie, ale o dylematy i przemyślenia, którymi się dzielicie. ?Daj sobie trochę czasu, zobaczysz za którym będziesz bardziej tęsknić??..błagam. Litości!!!! A jak po miesiącu zatęskni bardziej za innym. Zmieniamy, tak? Chciałem tylko powiedzieć, że należałoby wiedzieć czego się chce
.
Spróbujmy odwrócić sytuację. Co, jeżeli facet tak się zachowuje? Niezrównoważony emocjonalnie
. Raczej oceni bilans zysków i strat i podejmie decyzje. Wcale nie na chłodno. Czemu odchodzą? Dla takich samych powodów dla jakich robicie to Wy, Szanowne Panie. Tylko nie jest to tak ładnie ubrane w słowa jak na tym forum. Chłop to też człowiek. Też czuje. Też potrzebuje uczucia, dowartościowania. Wysyła sygnały, które uchodzą Waszej uwadze. Tylko z reguły o tym nie mówi. Nie lubimy Waszej histerii: ?Już mnie nie kochasz?, ?Nie pociągam cię, tak?. I tak dalej i tak dalej i tak dalej. Dlaczegóż to, jeżeli facet odchodzi to z reguły padają zarzuty, że to sk??, nieodpowiedzialny gnój?..etc. Jeżeli to Pani opuszcza rodzinne gniazdko, to???..zapewne miała powody, lał ją, nie doceniał, nie zajmował się dziećmi. Działa to mniej więcej tak, że jak kobieta się puszcza to jest qrwą, a jak facet to ma powodzenie. Tylko w pierwszym przypadku jest na odwrót. Nie znam powodów jakimi kierowali się Wasi partnerzy. Czasem przychodzi refleksja nad własnym życiem, że coś jest nie tak, że to nie to. Wiem?.po iluś tam latach?..takie rozważania. Chyba taka jest natura człowieka. Jedni ulegną pokusie zmiany życia z nadzieją, że będą szczęśliwi, inni tego nie spróbują bo albo są szczęśliwi, albo świadomi, że to wyścig na krótkim dystansie i po czasie z reguły wraca się do stanu wyjściowego z?.inną partnerką. Zauważcie tylko, że zmiany następują dopiero w momencie pojawienia się tej drugiej (drugiego). Rzadko kiedy decyzje podejmuje się wcześniej. Życie się toczy, jest w miarę wygodnie. I nagle ups. Staram się to zrozumieć. I nie potrafię tego sensownie uargumentować. Poza uczuciami. Mówię tu o sytuacji, kiedy małżeństwo funkcjonuje poprawnie. Jest ok., tylko brakuje tego dreszczyka emocji. Co innego jak związek jest posrany?..darcie, ciągłe pretensje, zastraszanie, wieczne wytykanie sobie wszystkiego, stres przed powrotem do domu?..syf jednym słowem. W takim przypadku obiema rękoma się podpisuję za rozwiązaniem takiego małżeństwa.
Zresztą zawsze trudniej jest być tą pierwszą (tym pierwszym). Spowszednienie jest nieuniknione. Powodzenia. Pozdrawiam