netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 447 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 54 55 56

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 576 do 3 618 z 3 618 ]

3 576

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann ja też uważam, że to musi mieć podłoże do tego jak radzimy sobie w dorosłym życiu. U mnie w domu wieczny lęk przed ojcem alkoholikiem i wydaje mi się, że braki w wychowaniu i poczuciu własnej wartości powodują to, że wchodzę dzisiaj świadomie w związek bez przyszłości, który mnie niszczy. Mam dużo żalu do rodziców. Wiele mogli mi oszczędzić, nie ma mnie już w tym domu, a nie mogę sobie poradzić w dorosłym życiu...

3 577

Odp: ja, on i ten trzeci

Ja miałam szczęśliwą rodzinę. Rodzice są wspaniałym małżeństwem do dziś...
Mnie całkowicie zmienił mój rozwód. Świat mi się wywrocil do góry nogami i totalnie zmienił.
Więc trudne dzieciństwo na pewno pieprzy nam relacje w doroslym zyciu, ale pewne traumy już w dorosłym życiu też...
Boję się jutra... Znowu ta cholerna cisza w pracy i tylko politycznie poprawne służbowe maile od Niego... "dziękuję, pozdrawiam"...
A może do mnie teraz dociera że ja byłam w nim zakochana? Można kochać dwie osoby na raz...

3 578

Odp: ja, on i ten trzeci

JeździecBezGlowy czytając Twoje wątki też pomyślałam sobie, czy Ty nie jesteś w tym człowieku zakochana, skoro tak trudno przychodzi Ci strata waszej relacji. A jeżeli chodzi o miłość do dwóch mężczyzn wydaje mi się ona całkiem możliwa. Zresztą po moich przeżyciach już nic mnie w życiu nie zdziwi...trzymaj się dzielnie jutro ... dobrej nocy

3 579

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

JeździecBezGlowy czytając Twoje wątki też pomyślałam sobie, czy Ty nie jesteś w tym człowieku zakochana, skoro tak trudno przychodzi Ci strata waszej relacji. A jeżeli chodzi o miłość do dwóch mężczyzn wydaje mi się ona całkiem możliwa. Zresztą po moich przeżyciach już nic mnie w życiu nie zdziwi...trzymaj się dzielnie jutro ... dobrej nocy

No właśnie... Najtrudniej samemu przed sobą się przyznać do pewnych rzeczy...
Tak czy siak - nie chciałam i nie chcę być dla niego tylko grafikiem na seks, więc wierzę że podjelam dobrą decyzję. Teraz trzeba się z nią zmierzyć niestety...
Łapię się na tym że chwytam za telefon żeby mu napisać co wlasnie widzialam albo czytalam... tak jak przez ostatnie lata... ale już nie mam do kogo sad
Wiesz Helena - mnie już też nic nie zdziwi chyba. Wywaliłam słowa nigdy/zawsze/na pewno...

3 580

Odp: ja, on i ten trzeci
JeździecBezGłowy napisał/a:

No właśnie... Najtrudniej samemu przed sobą się przyznać do pewnych rzeczy...
Tak czy siak - nie chciałam i nie chcę być dla niego tylko grafikiem na seks, więc wierzę że podjelam dobrą decyzję. Teraz trzeba się z nią zmierzyć niestety...
Łapię się na tym że chwytam za telefon żeby mu napisać co wlasnie widzialam albo czytalam... tak jak przez ostatnie lata... ale już nie mam do kogo sad

Może zakochałaś, a może po prostu przyzwyczaiłaś. Podjęłaś jednak taką decyzję mając na uwadze swojego obecnego partnera i pomimo, że w Twoim odczuciu ten układ traktowałaś dość instrumentalnie, to był bodziec dla Ciebie by to zakończyć. Ty chciałaś wrócić na stopę koleżeńską, on nie.
Nawet Ty, wydawałoby się po pierwszych wypowiedziach, dość chłodno podchodząca do swego romansu, masz teraz poczucie, że coś straciłaś. Chociażby te rozmowy. Myślę, że to jest najtrudniejszy etap - odzwyczaić się. Wiadomo, że aby się od kogoś odciąć, najlepiej urwać kontakt. Inaczej jak jest "normalne" rozstanie, inaczej w romansie, który rządzi się innymi prawami. Jesteś jak to określiłaś "grafikiem na seks" to i jesteś jak to Helena określiła "adorowana i rozpieszczana". Rezygnujesz z tego, tracisz i "przyjaciela". U Heleny, podobnie jak u mnie, facet widzi, że kobieta się zakochała, więc pewnie będzie gra, która się już zaczęła, że przecież nie o seks tu chodzi, i tak sobie facet poczeka aż Helena sama zmięknie. Tak "mój", jak i "twój", jak i Heleny ma (co najmniej) żonę do seksu. U was był klasyczny czysty układ bez wyznań, to i facet od razu spasował.
To odzwyczajenie, odcięcie jest najtrudniejsze, ja też zwlekałam z tym zbyt długo. Ale w końcu trzeba pomyśleć o sobie a z perspektywy czasu te gadki, smsy, są nic niewarte. Fajny seks i rozmowy można mieć z kimś innym, gdzie nie trzeba się kryć i czuć tą drugą.
Ty sobie poradzisz, po wypowiedziach widać, że jesteś dość silna psychicznie. Gorzej z Heleną, bo mam wrażenie, że ona się mota, nie jest jeszcze na tyle silna by zrezygnować z tego "szczęścia".

3 581 Ostatnio edytowany przez vMarcelina (2018-02-26 23:13:24)

Odp: ja, on i ten trzeci

U mnie jest podobnie. Pomimo, że nie chciałabym, aby to wyszło, mówię przyjaciółkom, że to już w sumie zamknięty temat, to nadal się z nim spotykam na kawkach, wysyłam erotyczne fotki..Nie potrafię z tego zrezygnować. Chciałabym jeszcze dodać, że on zdaje mi pełną relację o zachowaniu swojej żony i jej rodziny, a dobrze to on z nimi nie żyje.

3 582

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Może zakochałaś, a może po prostu przyzwyczaiłaś. Podjęłaś jednak taką decyzję mając na uwadze swojego obecnego partnera i pomimo, że w Twoim odczuciu ten układ traktowałaś dość instrumentalnie, to był bodziec dla Ciebie by to zakończyć. Ty chciałaś wrócić na stopę koleżeńską, on nie.
Nawet Ty, wydawałoby się po pierwszych wypowiedziach, dość chłodno podchodząca do swego romansu, masz teraz poczucie, że coś straciłaś. Chociażby te rozmowy. Myślę, że to jest najtrudniejszy etap - odzwyczaić się. Wiadomo, że aby się od kogoś odciąć, najlepiej urwać kontakt. Inaczej jak jest "normalne" rozstanie, inaczej w romansie, który rządzi się innymi prawami. Jesteś jak to określiłaś "grafikiem na seks" to i jesteś jak to Helena określiła "adorowana i rozpieszczana". Rezygnujesz z tego, tracisz i "przyjaciela". U Heleny, podobnie jak u mnie, facet widzi, że kobieta się zakochała, więc pewnie będzie gra, która się już zaczęła, że przecież nie o seks tu chodzi, i tak sobie facet poczeka aż Helena sama zmięknie. Tak "mój", jak i "twój", jak i Heleny ma (co najmniej) żonę do seksu. U was był klasyczny czysty układ bez wyznań, to i facet od razu spasował.
To odzwyczajenie, odcięcie jest najtrudniejsze, ja też zwlekałam z tym zbyt długo. Ale w końcu trzeba pomyśleć o sobie a z perspektywy czasu te gadki, smsy, są nic niewarte. Fajny seks i rozmowy można mieć z kimś innym, gdzie nie trzeba się kryć i czuć tą drugą.
Ty sobie poradzisz, po wypowiedziach widać, że jesteś dość silna psychicznie. Gorzej z Heleną, bo mam wrażenie, że ona się mota, nie jest jeszcze na tyle silna by zrezygnować z tego "szczęścia".

Roxann - właśnie w tej relacji nigdy nie byłam dopieszczona tak jak w romansie to bywa...Nie było czułych słówek, nie było "jesteś cudowana, jedyna" itp... Ale oczywiście byłam dopieszczona w łóżku - podnosiliśmy sobie nawzajem poczucie własnej wartości. Ja - jako kobieta porzucona przez męża, chciałam sobie i światu udowodnić że jeszcze jestem w stanie "mieć każdego i rozgrzać go do czerowoności". Udało się. On - karmił się mną i jego męskie ego jako kochanka urosło wspaniale. Cieszyłam się że dzięki mnie ktoś czuje się szczęśliwym, spełnionym facetem. Przecież dobrze wiemy jak mocno w męskich głowach zakorzeniona jest chęć bycia tym najlepszym jakiego miałaś w łóżku... Ciężko mojemu "Przyjacielowi" spaść z tak wysokiego piedestału... Nigdy nie chciałam wiedzieć jak układa się mu w małżeńskim łóżku. Skrawki informacji i istnienie mnie raczej nasuwa wniosek - że niekoniecznie było super... Tylko czy w łóżku zawsze musi być super? Przecież po 10-15 latach związku to już nie będzie ciągła fascynacja, wyobraźnia już tak nie pracuje... Na początku tego naszego układu usłyszałam od niego słowa które zaważyły na wszystkim co się później stało... "za dużo mnie z żoną łączy, nigdy jej nie zostawię"... Po moim początkowym zauroczeniu i chyba zakochaniu, powoli, stopniowo, miesiącami, budowałam w swojej głowie "inne podejście"... Tylko teraz zastanawiam się czy z jego strony to na pewno był tylko taki "układ"? A może też nie poradził sobie do końca ze swoimi uczuciami, przecież nie jest maszyną. Mężczyźni też kochają. A już na pewno fascynują się kobietami. Ja szanowałam jego prywatność, zawsze byłam dyskretna, nigdy niczego się nie domagałam i choć to pewnie ktoś skomentuje ("dziw..a")-szanowałam jego rodzinę. I chyba naiwnie wierzyłam że on uszanuje mnie, moje decyzje - takie jak ta o rozstaniu...
Brakuje mi go strasznie... Brakuje mi tej świadomości że jest... Ale choć to małe pocieszenie - jestem pewna że jemu brakuje mnie bardziej.
Przepraszam Was Dziewczyny - chyba bredzę...

3 583 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-27 18:29:19)

Odp: ja, on i ten trzeci
JeździecBezGłowy napisał/a:

Tylko teraz zastanawiam się czy z jego strony to na pewno był tylko taki "układ"? A może też nie poradził sobie do końca ze swoimi uczuciami, przecież nie jest maszyną. Mężczyźni też kochają. A już na pewno fascynują się kobietami. Ja szanowałam jego prywatność, zawsze byłam dyskretna, nigdy niczego się nie domagałam i choć to pewnie ktoś skomentuje ("dziw..a")-szanowałam jego rodzinę. I chyba naiwnie wierzyłam że on uszanuje mnie, moje decyzje - takie jak ta o rozstaniu...
Brakuje mi go strasznie... Brakuje mi tej świadomości że jest... Ale choć to małe pocieszenie - jestem pewna że jemu brakuje mnie bardziej.
Przepraszam Was Dziewczyny - chyba bredzę...

Na Twoim miejscu nie pocieszałabym się tym, że jemu brakuje bardziej. Tylko niepotrzebnie będziesz się nakręcać i o nim myśleć. A wcale nie musi być to prawda. Ale.. jeżeli Ci to służy tylko i wyłącznie do tego by przez to twoja samoocena nie spadła, ok. My kobiety lubimy sobie pewne rzeczy dopowiadać, wyobrażać, interpretować pod siebie. Ja też to robiłam. Ba! Wszystkie znaki na ziemi i niebie mi mówiły, że on mnie kocha, że mu na mnie zależy, a jego zachowanie to przejaw "szaleńczej" miłości. A tak naprawdę swoje uczucia przypisywałam jemu. A on tak bardzo za mną szalał, że aż z tej miłości zrobił żonie dziecko big_smile
On nawet wyznawał mi miłość, kilka razy mówił, że się zakochał, czuje jak w liceum (choć tu raczej chodziło o zdolności seksualne, że zawsze jest gotów, niewiele potrzebuje na "regenerację" itd.). I tak jak sama piszesz, że nawet pomimo, że u Ciebie nie było czułych słówek, to czułaś się dopieszczona w łóżku i spełniona pod tym względem. Ja nie wiem czy to kwestia romansu, tej całej otoczki, zakazanego owocu, ale pod względem zdolności seksualnych, talentu, niestety on nie ma sobie równych. A miałam tych "kilku" facetów. Ja już się z tym pogodziłam i nie tęsknię za tymi emocjami, traktuje jako fajne wspomnienie, doświadczenie,ale nawet nie kojarzę tego z jego osobą bo on teraz a on wtedy to są dla mnie zupełnie 2 inne osoby.
A, i jeszcze jedno, po tym jak się dowiedziałam, że ma żonę i skończyłam romans, on zachował się dokładnie tak jak ten Twój kolega. "Uszanował moją decyzję", przestał odzywać. Trwało to kilka msc. Ja w międzyczasie weszłam w inny związek. Ale..kilka msc minęło i on znów zaczął o sobie przypominać, szukać kontaktu... po co? Ano znów liczył na coś więcej, ale te jego podchody nie były początkowo jednoznaczne. Teraz mam wrażenie, że po prostu chciał mi dać do zrozumienia, że w razie czego on jest. Chętny. W końcu oboje wiemy już na co nas stać, czego możemy po sobie spodziewać, a teraz oboje jesteśmy zajęci, więc dalej będzie bezpiecznie, dyskretnie ale już żadne nie będzie nalegało na rozstania/rozwody. Wtedy się rozstałam, bo wierzyłam, że to jego zachowanie świadczy o tym, że kocha, że tęskni... ale tamtego rozstania nie żałuje, bo związek i tak był nieudany ale obecnego już nie chciałam ryzykować, pomimo, że on znów krążył i chciał "przyjaźni". Cytując tego Heleny bo "przecież nie o seks tu chodzi".  Nie popełnij tego błędu, nie zmarnuj nowej szansy na zdrowy związek, dla ... tu sama dopowiedz.

3 584

Odp: ja, on i ten trzeci

Witajcie Dziewczyny. U mnie nadal emocjonalna huśtawka, mimo, że jest w delegacji. Wczoraj mówiłam sobie, że jakoś to będzie, myśląc, że niech zostanie jak jest, a dzisiaj znowu górę bierze zdrowy rozsądek. Chciałabym porozmawiać z mężem i powiedzieć mu o moich wszystkich zalach, ale wiecie czemu tego nie zrobię, bo boję się, że mąż będzie chciał jednak podjąć walkę o nasze małżeństwo, a ja nie będę mogła mimo wszystko zrezygnować z całkowitego kontaktu z Prezesem. Dlatego nie widzę sensu spróbowania a tkwie nadal w tym co jest. JezdziecBezGlowy pisałaś o telefonie, to  jest poprostu okropne, biorę go do ręki i ... nie mogę sobie wyobrazić, że już nie będę z nim pisac, że go nie usłyszę. Kurczę Ty naprawdę kochałas tego faceta i jego strata musiała Ci to uświadomić, powinnaś teraz cieszyć się nowym związkiem, a Ty uczuciowo związana z przyjacielem nie możesz tego robić. Porabana sytuacja, współczuję tego mętliku w głowie...

3 585

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena, dlatego już w Twoim wątku pisałam, póki nie uporasz z uczuciem do prezesa, to nie ma mowy, że zrobisz porządek w swoim życiu.
Zastanów się czy chcesz być wieczną kochanką i wykańczać psychicznie czy wziąć swoje życie w swoje ręce? Bynajmniej nie chcę pisać czy masz z mężem zostać czy nie ale dobrze się czuć ze sobą, czerpać radość z życia.
No chyba, że chcesz czekać, aż romans wyda i żona go kopnie. Wtedy będzie Twój. Ale czy naprawdę tego chcesz? Zresztą, wtedy i tak nie jest pewne, że żona go zostawi, bo często wybacza a wtedy kochanka to największy wróg też dla tego "ukochanego". Chcesz tego doświadczyć? Już teraz będąc w takiej sytuacji, że psychicznie sobie ciężko radzisz i mając dziecko. No i zostaje mąż..  Z każdej strony oberwiesz.
Albo kończysz romans albo małżeństwo. Albo jedno i drugie.

3 586 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-27 19:57:35)

Odp: ja, on i ten trzeci

Edit: Weź też pod uwagę, że nie tylko jego żona może odkryć wasz romans, ale równiez Twój mąż. Co wtedy zrobisz? Pomyśl o konsekwencjach. Czytając te watki i obserwując co się dzieje dokoła, rzadko się zdarza, że osoba, która nie chce rozwodu, po tym jak romans wyda tworzy szczęsliwy z kochanką/kochankiem.
Ja, rozstając się z tamtym facetem i wiedząc że on ma żonę i dzieci, liczyłam się z tym, że to będzie facet z odzysku z bagażem. Mój jednak warunek był taki, że sam odejdzie, że to będzie jego decyzja. A nie że żona kopnie, jak się wyda. Wtedy to traciło dla mnie sens bo nie odszedł dla mnie z własnej woli tylko „musiał”. A ja w takich okolicznosciach go nie chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze byłam zakochana. Dlatego nie chciałam donosić żonie, czy jakoś „mścić” bo mnie nie wybrał.
Popatrz, tak ja, jak Ty, jak i Jeździec jesteśmy 30+, dzieli nas zaledwie 5l? róznicy, więc ogólnie rzecz biorąc jesteśmy w podobnym wieku, nie jakieś nastolatki itd. Każda ogarnięta zawodowo, ale na innym etapie, ja bez męża i dzieci, Ty z mężem i dzieckiem, Jeździec z dziećmi po rozwodzie... każda z nas wdała w romans z żonatym. Wdać się to jedno a tkwić w nim to drugie. Nawet Jeździec, która początkowo pisała, że dość instrumentalnie do tego podeszła, ma teraz rozterki. Ale też nie chce być tylko „grafikiem na seks”. I nawet jak zaczęła nową relację, to wciąż myśli, że i on się mógł zakochać.
Taka nasz kobieca natura.
Pisałam, że ten „mój” zdradził żonę z żoną przyjaciela w sytuacji kiedy było kilkumiesięczne dziecko w domu. Zdradę odkrył ten przyjaciel. Nie jego żona. Oni się rozwodzą, ten „mój” prawdopodobnie nie. Jakie bajki jej sprzedał? Ma dużą wyobraźnię i doświadczenie. Podobno „się nawrócił”. A zdradzać i tak będzie.

3 587

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Edit: Weź też pod uwagę, że nie tylko jego żona może odkryć wasz romans, ale równiez Twój mąż. Co wtedy zrobisz? Pomyśl o konsekwencjach. Czytając te watki i obserwując co się dzieje dokoła, rzadko się zdarza, że osoba, która nie chce rozwodu, po tym jak romans wyda tworzy szczęsliwy z kochanką/kochankiem.
Ja, rozstając się z tamtym facetem i wiedząc że on ma żonę i dzieci, liczyłam się z tym, że to będzie facet z odzysku z bagażem. Mój jednak warunek był taki, że sam odejdzie, że to będzie jego decyzja. A nie że żona kopnie, jak się wyda. Wtedy to traciło dla mnie sens bo nie odszedł dla mnie z własnej woli tylko „musiał”. A ja w takich okolicznosciach go nie chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze byłam zakochana. Dlatego nie chciałam donosić żonie, czy jakoś „mścić” bo mnie nie wybrał.
Popatrz, tak ja, jak Ty, jak i Jeździec jesteśmy 30+, dzieli nas zaledwie 5l? róznicy, więc ogólnie rzecz biorąc jesteśmy w podobnym wieku, nie jakieś nastolatki itd. Każda ogarnięta zawodowo, ale na innym etapie, ja bez męża i dzieci, Ty z mężem i dzieckiem, Jeździec z dziećmi po rozwodzie... każda z nas wdała w romans z żonatym. Wdać się to jedno a tkwić w nim to drugie. Nawet Jeździec, która początkowo pisała, że dość instrumentalnie do tego podeszła, ma teraz rozterki. Ale też nie chce być tylko „grafikiem na seks”. I nawet jak zaczęła nową relację, to wciąż myśli, że i on się mógł zakochać.
Taka nasz kobieca natura.
Pisałam, że ten „mój” zdradził żonę z żoną przyjaciela w sytuacji kiedy było kilkumiesięczne dziecko w domu. Zdradę odkrył ten przyjaciel. Nie jego żona. Oni się rozwodzą, ten „mój” prawdopodobnie nie. Jakie bajki jej sprzedał? Ma dużą wyobraźnię i doświadczenie. Podobno „się nawrócił”. A zdradzać i tak będzie.

może taką bajkę.... to ona mnie uwiodła, a że ostatnio w domu nie było dobrze, nie czułem, że mnie kochasz....to uległem
Zakochani ludzie bardziej wierzą i rzeczywiście swoje uczucia przypisują tej drugiej  stronie. Nie dotyczy to tylko kochanek, żony też chcą wierzyć.

3 588

Odp: ja, on i ten trzeci

Dzis się dowiedzialałam że zożył papiery w mojej obecnej firmie...
Nawet tego nie skomentuję...

3 589

Odp: ja, on i ten trzeci
vMarcelina napisał/a:

Chciałabym jeszcze dodać, że on zdaje mi pełną relację o zachowaniu swojej żony i jej rodziny, a dobrze to on z nimi nie żyje.

Biedaczek. Oczywiście wierzysz w każde jego słowo.

3 590

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Dzis się dowiedzialałam że zożył papiery w mojej obecnej firmie...
Nawet tego nie skomentuję...

Masz kolejny powód żeby wrócić do Polski.

3 591

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Dzis się dowiedzialałam że zożył papiery w mojej obecnej firmie...
Nawet tego nie skomentuję...

Masz kolejny powód żeby wrócić do Polski.

Może to znak?
On tu na 75% pracę dostanie. ..prawie 2l zdobywał tu kontakty...

3 592

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Może to znak?
On tu na 75% pracę dostanie. ..prawie 2l zdobywał tu kontakty...

Może być i znak. Gorzej jak będzie tak za tobą latał po całym świecie.

3 593

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Może to znak?
On tu na 75% pracę dostanie. ..prawie 2l zdobywał tu kontakty...

Może być i znak. Gorzej jak będzie tak za tobą latał po całym świecie.

Wiesz, teraz mi to lotto.. 2, czy 2,5 l temu wszystko bym za niego dała. Teraz złamanego grosza.
Sam fakt, że chce wyjechać za granicę zostawiając kilkumiesięczne dziecko.. Oczywiście pewnie nie tylko tu złożył papiery ale składając brał to pod uwagę.
Przyznam szczerze, że żałuję, że żona nie dowiedziała o tych jego zdradach przed dzieckiem.

3 594

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Może to znak?
On tu na 75% pracę dostanie. ..prawie 2l zdobywał tu kontakty...

Może być i znak. Gorzej jak będzie tak za tobą latał po całym świecie.

Przyznam szczerze, że żałuję, że żona nie dowiedziała o tych jego zdradach przed dzieckiem.

Tak? A o tej z Tobą też?

3 595

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:

Może być i znak. Gorzej jak będzie tak za tobą latał po całym świecie.

Przyznam szczerze, że żałuję, że żona nie dowiedziała o tych jego zdradach przed dzieckiem.

Tak? A o tej z Tobą też?

Wiesz, w sumie tak. Dzieci wtedy prawie dorosłe ona nie stara... a tak? Dziecko nagle nowy romans i perspektywa pracy za granicą? Coś tam się w ogóle nie   ...aż brak mi slowa. ..

3 596

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Cyngli napisał/a:
Roxann napisał/a:

Przyznam szczerze, że żałuję, że żona nie dowiedziała o tych jego zdradach przed dzieckiem.

Tak? A o tej z Tobą też?

Wiesz, w sumie tak. Dzieci wtedy prawie dorosłe ona nie stara... a tak? Dziecko nagle nowy romans i perspektywa pracy za granicą? Coś tam się w ogóle nie   ...aż brak mi slowa. ..

To trzeba było się przyznać i czekać na reakcję...

Wiesz, to nie do końca Twoja sprawa, co się dzieje w ich małżeństwie. I jako jego ex kochanka, to powinnaś raczej siedzieć cicho, bo masz sporo na sumieniu.

3 597

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

Witajcie Dziewczyny. U mnie nadal emocjonalna huśtawka, mimo, że jest w delegacji. Wczoraj mówiłam sobie, że jakoś to będzie, myśląc, że niech zostanie jak jest, a dzisiaj znowu górę bierze zdrowy rozsądek. Chciałabym porozmawiać z mężem i powiedzieć mu o moich wszystkich zalach, ale wiecie czemu tego nie zrobię, bo boję się, że mąż będzie chciał jednak podjąć walkę o nasze małżeństwo, a ja nie będę mogła mimo wszystko zrezygnować z całkowitego kontaktu z Prezesem. Dlatego nie widzę sensu spróbowania a tkwie nadal w tym co jest.

Heleno, tkwicie w tym we troje. Oddalona od męża, już teraz alergicznie reagujesz na samą myśl, że ślubny dostrzeże tę swoją część winy. I - nie daj Boże, zacznie się starać.
W jaki sposób przeciwdziałasz w tej chwili, by temu zapobiec? I co zrobisz, gdy mąż cierpliwie przeczeka owe "przeciwdziałanie" i zacznie "tokować" jednak?
Wyznasz mu, że swoja "pięć minut" latami miał, ale ich nie wykorzystał?
I na koniec, co dalej, gdy małżeństwo oficjalnie się posypie?
Prezes doceni może? Męża już nie będzie (i tak kulą u nogi jest od dłuższego czasu), a nikogo na widoku nie ma?
Singielką  z musu, ale "ze wskazaniem" chcesz zostać?
Już teraz czas o tym pomyśleć. Mimo świadomości, a raczej, w związku z nią, trudów, gdy dojdzie do rozstrzygnięć. Im szybciej to nastąpi, tym dla Ciebie lepiej.

3 598 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-04-04 20:17:53)

Odp: ja, on i ten trzeci

To i może moje update...
Koleżanka się rozwodzi... on nie.. nie wiem czy u nas dostał zatrudnienie, ale otworzył własną firmę ze wspólnikiem.
Do mnie wciąż pisze.. teraz życzenia na święta itd chce spotkać porozmawiać....
Podobno ona go chciała i nakręciła całą sytuację.  Zadbała by doszło do żony.
Wiadomo, że wątpię, choć wiem, że zawsze jej podobał.. był taki przedsiębiorczy i błyskotliwy nie jak jej mąż... i już kiedyś miała ze mną problem, że się przyjaźnimy...
No ale co mnie to... nie odpisałam nawet na życzenia świąteczne choć to chyba niegrzeczne... Nie chcę... i tyle...

3 599

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann a co u Ciebie? Jak Twój związek, coś się ruszyło w sprawie pozostania za granicą/ powrotu do polski?

3 600

Odp: ja, on i ten trzeci
jjbp napisał/a:

Roxann a co u Ciebie? Jak Twój związek, coś się ruszyło w sprawie pozostania za granicą/ powrotu do polski?

Jednak zdecydowałam, że wracam za kilka msc. Długo nad tym myślałam i argumenty "za" przeważyły. Wiem, że to by było romantyczne poświęcić się w imię miłości, ale ja z takiego podejścia już wyrosłam, szczególnie ten romans mnie z takich pobudek wyleczył. Nie przemawia za mną też argument, że mam już swoje lata a w Polsce nie mam gwarancji, że poznam kogoś lepszego, zdecydowanego założyć ze mną rodzinę. Tam nigdy nie czułabym się jak u siebie, i nie tylko chodzi o inną kulturę, ale też to, że daleko mam wszystkich bliskich. Zapewne sytuacja byłaby inna, gdybyśmy razem wyjechali.. a nie że on jest u siebie.
2 lata wystarczą, teraz pora na zmianę. Nie rozstajemy się, ale też chcę zobaczyć, czy i on byłby skłonny się dla mnie poświęcić. Bo jeśli to działa tylko w jedną stronę, to bardzo dziękuję za takie partnerstwo. Po prostu nie wyobrażam sobie, że miałabym tam siedzieć na macierzyńskim. A zapewne do tego by się sprowadzała moja najbliższa przyszłość/plany.

3 601

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
jjbp napisał/a:

Roxann a co u Ciebie? Jak Twój związek, coś się ruszyło w sprawie pozostania za granicą/ powrotu do polski?

Jednak zdecydowałam, że wracam za kilka msc. Długo nad tym myślałam i argumenty "za" przeważyły. Wiem, że to by było romantyczne poświęcić się w imię miłości, ale ja z takiego podejścia już wyrosłam, szczególnie ten romans mnie z takich pobudek wyleczył. Nie przemawia za mną też argument, że mam już swoje lata a w Polsce nie mam gwarancji, że poznam kogoś lepszego, zdecydowanego założyć ze mną rodzinę. Tam nigdy nie czułabym się jak u siebie, i nie tylko chodzi o inną kulturę, ale też to, że daleko mam wszystkich bliskich. Zapewne sytuacja byłaby inna, gdybyśmy razem wyjechali.. a nie że on jest u siebie.
2 lata wystarczą, teraz pora na zmianę. Nie rozstajemy się, ale też chcę zobaczyć, czy i on byłby skłonny się dla mnie poświęcić. Bo jeśli to działa tylko w jedną stronę, to bardzo dziękuję za takie partnerstwo. Po prostu nie wyobrażam sobie, że miałabym tam siedzieć na macierzyńskim. A zapewne do tego by się sprowadzała moja najbliższa przyszłość/plany.

No właśnie. Romans z przełożonym (jak by nie było) pokazał, że uzależniona jesteś od wizji czegoś, co spełnionym być nie może.
Kiedyś, ze trzy lata temu, pewnej pani poradziłem, by spuściła nieco powietrza z balonu jej oczekiwań, co do ewentualnego partnera, skoro jej poczucie własnej wartości każe omijać tych zwykłych, przeciętnych.
Nie wiem, czy skorzystała. smile
Wracasz do kraju, on "tambylec", przywiązany do kultury powściągliwości w okazywaniu pewnych emocji na zewnątrz.
Wiadomo, że z bagażem doświadczeń i ten związek trafić szlag musiał.
A Twój balon, jakiej objętości jest obecnie, Roxann?

3 602 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-04-06 14:11:48)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

No właśnie. Romans z przełożonym (jak by nie było) pokazał, że uzależniona jesteś od wizji czegoś, co spełnionym być nie może.
Kiedyś, ze trzy lata temu, pewnej pani poradziłem, by spuściła nieco powietrza z balonu jej oczekiwań, co do ewentualnego partnera, skoro jej poczucie własnej wartości każe omijać tych zwykłych, przeciętnych.
Nie wiem, czy skorzystała. smile
Wracasz do kraju, on "tambylec", przywiązany do kultury powściągliwości w okazywaniu pewnych emocji na zewnątrz.
Wiadomo, że z bagażem doświadczeń i ten związek trafić szlag musiał.
A Twój balon, jakiej objętości jest obecnie, Roxann?

On nie był moim przełożonym! Ale tak byłam uzależniona od wizji czegoś, co spełnionym być nie może. Wynikało to chyba bardziej z naiwności i idealistycznego świata, który sobie sama stworzyłam, jako ucieczkę przed problemami rodzinnymi.
I nie chodzi o to, że tambylec był zbyt powściągliwy itd. Wręcz przeciwnie, coraz bardziej nalegał na ślub, dziecko itd. To ja znów się wolałam wycofać, jak to zwykle bywało u mnie. Przez te rożne doświadczenia, nauczyłam się odpowiedzialności (za siebie) i niezależności. Tu nawet nie tyle chodzi o karierę, ale zostając tu zrobiłabym to wbrew sobie. Po prostu nie wyobrażam sobie, że tu teraz bym się zdecydowała na dziecko. Po prostu wiem, że wtedy bym się od niego, tego miejsca uzależniła na długi czas. Nie jestem na to gotowa. Dlatego zdecydowałam się wrócić do siebie, do swego mieszkania itd.

Co do mego balonu (wyobrażając sobie go takiego z koszem latającego w przestworzach) to myślę, że po przeleceniu nad pięknymi górami, morzami, lasami, spadłam razem z nim na jakąś łąkę, która jest w sumie piękna w swojej prostocie, ale żeby docenić urok tego miejsca, polnych kwiatów, latających motyli, trzeba się na tą prostotę otworzyć. I wiesz co? Jakoś nie tęsknię już za widokami zapierającymi dech w piersiach, nie mam ochoty wznieść się tym balonem znów na wyżyny, ale chcę by ta łąka stała się bardziej moja. Mniej obca. wink
Edit: Jakoś nie specjalnie przywiązuję uwagę do snów, ale dokładnie taki z tym balonem jakiś czas temu mi się przyśnił. Z pewną osobą (nie pamiętam kim ona była, tzn w śnie) wyruszając z tego samego miejsca, umówiliśmy się, że się za jakiś czas gdzieś w konkretnym miejscu się spotkamy. Ja podekcytowana krajobrazami, robieniem zdjęć, w pewnym momencie zorientowałam, że nie mam telefonu, nie mam gpsa, więc jak się spotkamy? Każde pewnie leci w innym kierunku. Wyląduje w innym miescu. Nie mamy nie tylko ze sobą kontaktu ale ze światem. I właśnie po jakimś czasie sama wylądowałam na takiej trochę górzystej łące... itd., itd. wink Także bardzo ciekawy to był sen...

3 603

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Excop napisał/a:

No właśnie. Romans z przełożonym (jak by nie było) pokazał, że uzależniona jesteś od wizji czegoś, co spełnionym być nie może.
Kiedyś, ze trzy lata temu, pewnej pani poradziłem, by spuściła nieco powietrza z balonu jej oczekiwań, co do ewentualnego partnera, skoro jej poczucie własnej wartości każe omijać tych zwykłych, przeciętnych.
Nie wiem, czy skorzystała. smile
Wracasz do kraju, on "tambylec", przywiązany do kultury powściągliwości w okazywaniu pewnych emocji na zewnątrz.
Wiadomo, że z bagażem doświadczeń i ten związek trafić szlag musiał.
A Twój balon, jakiej objętości jest obecnie, Roxann?

On nie był moim przełożonym! Ale tak byłam uzależniona od wizji czegoś, co spełnionym być nie może. Wynikało to chyba bardziej z naiwności i idealistycznego świata, który sobie sama stworzyłam, jako ucieczkę przed problemami rodzinnymi [...]

Przełożonym nie był. Rzeczywiście, niezbyt precyzyjnie się wyraziłem. Przepraszam.
W każdym razie, był kimś, z którego zdaniem, jako mentora i konsumenta chleba waszego branżowego, z połowy pieców na świecie, liczyłaś się. A wcale to, a wcale -  nie musiałaś, mimo wszystko?
Może być? smile
Wracam do meritum.
Ciężko odnaleźć się na obcym terytorium. Starym wyjadaczom bokiem to wychodzi niekiedy, więc Twoje obawy o powodzenie "stabilizacji na obczyźnie" przy udziale kogoś, kto ma ukształtowany już, pomysł na życie we dwoje w jego rozumieniu związku, wcale błahe nie są.
Pytanie jednak się nasuwa jednocześnie:
Co powinien, w takim razie, zmienić w Twoim życiu, powrót "na łono"?

3 604

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Przełożonym nie był. Rzeczywiście, niezbyt precyzyjnie się wyraziłem. Przepraszam.
W każdym razie, był kimś, z którego zdaniem, jako mentora i konsumenta chleba waszego branżowego, z połowy pieców na świecie, liczyłaś się. A wcale to, a wcale -  nie musiałaś, mimo wszystko?
Może być? smile
Wracam do meritum.
Ciężko odnaleźć się na obcym terytorium. Starym wyjadaczom bokiem to wychodzi niekiedy, więc Twoje obawy o powodzenie "stabilizacji na obczyźnie" przy udziale kogoś, kto ma ukształtowany już, pomysł na życie we dwoje w jego rozumieniu związku, wcale błahe nie są.
Pytanie jednak się nasuwa jednocześnie:
Co powinien, w takim razie, zmienić w Twoim życiu, powrót "na łono"?

Wiesz Excop, o ile moja decyzja o wyjeździe była dość spontaniczna, podyktowana tym, że chciałam się stąd wyrwać, pobyć gdzieś w oddali, zdystansować, tak ta o powrocie jest bardzo przemyślana. Zastanawiałam się nad nią od kilku msc. Nie wyjechałam tu za przysłowiowym chlebem, nigdy nie chciałam żyć na obczyźnie. Wyjechałam by się odciąć w pierwotnym założeniu na rok, zostałam 2 lata. W tym czasie bardzo wiele rzeczy zmieniło.  Ja też już myślę, że jestem inną osobą, w innym miejscu. Ten wyjazd był dla mnie trochę jak "odwyk". Wyleczyłam się i mogę już wracać do siebie swojego domu, życia.  Bez żadnych spraw na sumieniu. Z którymi sobie nie radzę. Tak nawet kwestia związku z obecnym facetem. Wiele godzin, dni przegadaliśmy na temat naszej przyszłości. Jak słusznie zauważyłeś on tam u siebie ma swój plan na życie po ichniejszemu, ja mam się dostosować. Mi to nie odpowiada, choć pewnie gdybym nie miała dokąd wracać, to bym się cieszyła, że "złapałam" cudzoziemca i mam życie, przyszłość zapewnioną, czy też zorganizowaną przez niego. Tylko się dostosować. No nie, to nie dla mnie. Ja tu mam do kogo, czego wracać. Mam tu rodzinę, rodziców, którzy są coraz starsi, własne mieszkanie, dostałam po tych 2 latach jeszcze lepszą propozycję pracy, za lepsze pieniądze. Gdybym została, żałowałabym na pewno. Nie byłabym szczęśliwa. Teraz ta perspektywa mnie nakręca, znów czuję, że żyję... i nie mogę doczekać nowych wyzwań. To "łono" wydaje się bardziej zielone i pachnące niż kiedykolwiek indziej. Po prostu cieszę się, że wracam.

3 605 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-04-06 18:54:02)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Ja tu mam do kogo, czego wracać. Mam tu rodzinę, rodziców, którzy są coraz starsi, własne mieszkanie, dostałam po tych 2 latach jeszcze lepszą propozycję pracy, za lepsze pieniądze. Gdybym została, żałowałabym na pewno. Nie byłabym szczęśliwa. Teraz ta perspektywa mnie nakręca, znów czuję, że żyję... i nie mogę doczekać nowych wyzwań. To "łono" wydaje się bardziej zielone i pachnące niż kiedykolwiek indziej. Po prostu cieszę się, że wracam.

Zatem, wracaj i zdrowiej szybko, Roxann.
Bo takiej wiosny, jak u nas, to nigdzie chyba nie ma. Choć moja skala porównawcza uboga bardzo jest, jestem o tym przekonany bezwarunkowo. :)

3 606

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ja tu mam do kogo, czego wracać. Mam tu rodzinę, rodziców, którzy są coraz starsi, własne mieszkanie, dostałam po tych 2 latach jeszcze lepszą propozycję pracy, za lepsze pieniądze. Gdybym została, żałowałabym na pewno. Nie byłabym szczęśliwa. Teraz ta perspektywa mnie nakręca, znów czuję, że żyję... i nie mogę doczekać nowych wyzwań. To "łono" wydaje się bardziej zielone i pachnące niż kiedykolwiek indziej. Po prostu cieszę się, że wracam.

Zatem, zdrowiej szybko, Roxann. smile

Dziękuję :*

3 607

Odp: ja, on i ten trzeci

Niemożliwe stało się możliwe...
Wczoraj pan Z poprosił mnie o wybaczenie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to nastąpi, że będzie to dla niego ważne.

3 608

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Niemożliwe stało się możliwe...
Wczoraj pan Z poprosił mnie o wybaczenie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to nastąpi, że będzie to dla niego ważne.

Ale za co? Przecież tobie nic takiego nie zrobił.

3 609

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Niemożliwe stało się możliwe...
Wczoraj pan Z poprosił mnie o wybaczenie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to nastąpi, że będzie to dla niego ważne.

Hue hue. Tak a swistak siedzi i zawija wink Nie podzialalo mamienie pozycja i niespodziankami,  nie pomogly proby wzbudzenia zazdrosci i prowadzania sie z innymi babami ( lacznie z jakas Twoja kolezanka) to teraz bedzie proba na "skruszonego nawroconego".  wink
Ze Ci sie jeszcze Kobito chce wogole w to bawic i poswiecac temu nawet nanosekunde uwagi  hmm Ja po 3 czy nawet 4 latach zmarnowanego na takiego typa zycia z samej wscieklosci i zalu ze taki kawal mojej najlepszej mlodosci mu poswiecilam i zmarnowalam bezpowrotnie, nie pozwolilabym zeby  skupil moja uwage nawet na chwile.  A Ty wciaz siedzisz w tym temacie. Nawet jesli to juz nie milosc tylko nawet prawdziwa odraza to ten facet wciaz zajmuje Twe mysli. Zamiast martwic sie o swoj zwiazek skoro wrocilas do PL, pomyslec ze na dzieci za chwile moze byc za pozno i ogolnie jestes juz po 30 a prywatne zycie rozlazi Ci sie w szwach Ty przezywasz i na goraco raportujesz ze Z przeprosil. Wow....

3 610

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann naprawdę myślisz, że ot tak nagle go ruszyło sumienie?
No proszę Cię smile

Kiedy zaczniesz myśleć o sobie? Już najwyższa pora na dobre życie.

3 611

Odp: ja, on i ten trzeci

Od razu zarzuty ze poświęcam mu uwagę.
Spotkaliśmy się pierwszy raz po kilku miesiącach. Wcześniej nie potrafiłam, nie chciałam z nim rozmawiać, ale po ponad roku, te emocje, już się na tyle rozmyły, że nawet już mi się nie chciało, go unikać. Nie miałam takiej potrzeby bo on już żadnych emocji we mnie nie wzbudza. Wymieniliśmy parę zdań. Poprosił o wybaczenie. I tyle.
Nie ma mowy o jakiejś przyjaźni. To wykluczone. Ale ja też już chciałam zakończyć tą szopkę z ostentacyjnym niezauważaniem czy ignorowaniem siebie. To było dziecinne i męczące, szczególnie w towarzystwie.
I w zasadzie teraz mogę postawić kropkę w tym wątku.
Wybaczyliśmy sobie i każdy poszedł w swoją stronę.

3 612

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Niemożliwe stało się możliwe...
Wczoraj pan Z poprosił mnie o wybaczenie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to nastąpi, że będzie to dla niego ważne.

Ale za co? Przecież tobie nic takiego nie zrobił.

Za co? Nie wiem czy nic takiego, skoro tak długo się z niego leczyłam ... wink
Złamane serce, gra na emocjach, kłamstwa ... itd. Mało?
Zważywszy, że byliśmy (tak przynajmniej to wyglądało) bliskimi przyjaciółmi....

3 613

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Niemożliwe stało się możliwe...
Wczoraj pan Z poprosił mnie o wybaczenie.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to nastąpi, że będzie to dla niego ważne.

Ale za co? Przecież tobie nic takiego nie zrobił.

Za co? Nie wiem czy nic takiego, skoro tak długo się z niego leczyłam ... wink
Złamane serce, gra na emocjach, kłamstwa ... itd. Mało?
Zważywszy, że byliśmy (tak przynajmniej to wyglądało) bliskimi przyjaciółmi....

Złamał ci serce, ale sama mu swoje serce oddałaś mimo że miał żonę.
Grał na emocjach, ale przecież to lubiłaś. Robiło na tobie wrażenie wykupowanie kwiaciarek, wiersze Szymborskiej i zlizywanie łez..
Kiedy cię okłamywał? Nie wodził za nos, nie mówił, że zostawi dla Ciebie rodzinę.

Za co Cię przeprosił? Tak konkretnie. Jakich słów użył?

3 614 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-19 14:37:17)

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:

Złamał ci serce, ale sama mu swoje serce oddałaś mimo że miał żonę.
Grał na emocjach, ale przecież to lubiłaś. Robiło na tobie wrażenie wykupowanie kwiaciarek, wiersze Szymborskiej i zlizywanie łez..
Kiedy cię okłamywał? Nie wodził za nos, nie mówił, że zostawi dla Ciebie rodzinę.

Za co Cię przeprosił? Tak konkretnie. Jakich słów użył?

Biały, ja mu wyrzutów nie robiłam. Nie zwalam wszystkiego na niego. Ale oboje wiemy jak było... nie chcę do tego wracać co gdzie kiedy itd. Skoro przestaliśmy ze sobą rozmawiać, unikaliśmy się, to był powód.
Brakowało tej ostatniej rozmowy, by "oczyścić" atmosferę, bo po takim czasie to traktowanie siebie jak powietrze, było już zbędę, bo emocje dawno opadły.
Widzisz, on doskonale wie, że mnie zranił i nie był wobec mnie fair..., że zachował się jak dupek. Wie że mam czy miałam do niego żal i za co dokładnie.  Można sobie pewne rzeczy teraz wypunktować czy przeciwstawić, jak Ty to zrobiłeś, ale to wszystko działo się w jakiejś czasoprzestrzeni...

3 615

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:

Złamał ci serce, ale sama mu swoje serce oddałaś mimo że miał żonę.
Grał na emocjach, ale przecież to lubiłaś. Robiło na tobie wrażenie wykupowanie kwiaciarek, wiersze Szymborskiej i zlizywanie łez..
Kiedy cię okłamywał? Nie wodził za nos, nie mówił, że zostawi dla Ciebie rodzinę.

Za co Cię przeprosił? Tak konkretnie. Jakich słów użył?

Biały, ja mu wyrzutów nie robiłam. Nie zwalam wszystkiego na niego. Ale oboje wiemy jak było... nie chcę do tego wracać co gdzie kiedy itd. Skoro przestaliśmy ze sobą rozmawiać, unikaliśmy się, to był powód.
Brakowało tej ostatniej rozmowy, by "oczyścić" atmosferę, bo po takim czasie to traktowanie siebie jak powietrze, było już zbędę, bo emocje dawno opadły.
Widzisz, on doskonale wie, że mnie zranił i nie był wobec mnie fair..., że zachował się jak dupek. Wie że mam czy miałam do niego żal i za co dokładnie.  Można sobie pewne rzeczy teraz wypunktować czy przeciwstawić, jak Ty to zrobiłeś, ale to wszystko działo się w jakiejś czasoprzestrzeni...

Pytałem jakich słów użył. Za co cię przeprosił?

3 616 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-19 14:49:00)

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:

Pytałem jakich słów użył. Za co cię przeprosił?

Za wszystko.

Inaczej, nie przeprosił tylko prosił bym mu wybaczyła... choć nie wiem czy to nie jedno i to samo... ale dla mnie nie do końca.

3 617

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:

Pytałem jakich słów użył. Za co cię przeprosił?

Za wszystko.

Inaczej, nie przeprosił tylko prosił bym mu wybaczyła... choć nie wiem czy to nie jedno i to samo... ale dla mnie nie do końca.

Aha, czyli po prostu chce, aby zszedł Ci foch. Nie wydaje mi się żeby to było szczere i żeby koleś coś zrozumiał. Bo co to znaczy, że przeprosił "za wszystko"? Za to że chciał abyś była jego kochanką? Że chciał układać twoje życie pod siebie? Że zrobił dziecko swojej żonie? Czy może za to, że zaprzątałaś sobie nim głowę przez tyle lat?

Koleś skrzywdził parę bliskich osób: żonę, dzieci, kolegę któremu puknął żonę. Ty w sumienie nie wyszłaś najgorzej, a nauczyłaś się wielu rzeczy. Co w takim razie te "wybacz mi" wam daje. Jeśli czujesz jakiś komfort psychiczny to spoko, ale prawdziwą troskę i pokutę okaże nie zawracając Ci już głowy. Nie stawiaj jeszcze kropki za szybko.

3 618 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-19 15:38:14)

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:

Aha, czyli po prostu chce, aby zszedł Ci foch. Nie wydaje mi się żeby to było szczere i żeby koleś coś zrozumiał. Bo co to znaczy, że przeprosił "za wszystko"? Za to że chciał abyś była jego kochanką? Że chciał układać twoje życie pod siebie? Że zrobił dziecko swojej żonie? Czy może za to, że zaprzątałaś sobie nim głowę przez tyle lat?

Koleś skrzywdził parę bliskich osób: żonę, dzieci, kolegę któremu puknął żonę. Ty w sumienie nie wyszłaś najgorzej, a nauczyłaś się wielu rzeczy. Co w takim razie te "wybacz mi" wam daje. Jeśli czujesz jakiś komfort psychiczny to spoko, ale prawdziwą troskę i pokutę okaże nie zawracając Ci już głowy. Nie stawiaj jeszcze kropki za szybko.

Nie wiem czego to kwestia... On myślał, że wciąż go nienawidzę, dlatego nie chcę z nim rozmawiać.
Ta sytuacja i dla mnie robiła się męcząca i niezręczna szczególnie wśród osób trzecich. Ostatnio było jeszcze za wcześnie, nawet cześć nie przeszłoby mi przez gardło, nie miałam ochoty z nim rozmawiać... Teraz to wyszło jakoś już naturalnie. Wiesz, on nie musiał wypunktowywać za co bo przed tym zerwaniem kontaktu ponad rok temu dokładnie wszystko sobie wyrzuciliśmy. On mi pewne rzeczy też, żeby nie było. Choć raczej to nie były typowe wyrzuty tylko argumenty na swoją obronę.
Ja odniosłam takie odczucie, ze po prostu chciał bym nie chowała do niego urazy w nieskończoność, że rzeczą ludzką jest wybaczyć nawet osobie która nas skrzywdziła, swojemu "wrogowi", jeśli o to wybaczenie poprosi.

Posty [ 3 576 do 3 618 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 54 55 56

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026