Proszę o pomoc osoby, które przeżyły podobna historię. Mam 36 lat i 3 letnia córeczkę. Zawsze uważałam się za osobę z jasnymi zasadami, twardo stapajaca po ziemi. Aż do czasu kiedy moje życie rok temu przewróciło się do góry nogami. Zacznę od tego... jak to zawsze zaczyna się w takich sytuacjach ... po urodzeniu córki moje małżeństwo bardzo się popsuło, z perspektywy czasu wydaje mi się, że mogło to mieć związek z depresją poporodowa, nie mogłam ogarnąć nowej sytuacji w której się znalazłam, płakałam z byle powodu, wszystko mnie przerastalo, a maz bez ograniczeń realizował się w swoim życiu. Możnaby wiele o tym pisac, kłótnie i awantury, które do niczego nie prowadziły. Powoli pozbieralam się, nauczyłam żyć ze swoją córeczka, zadbalam o siebie i wróciłam do pracy... i tu się zaczęło... do tej pory nie mogę zrozumieć jak się w to wciągnęłam. Spędzałam coraz więcej czasu ze starszym ode mnie o 25 lat przełożonym. Imponowal mi pod każdym względem i czułam jak bardzo mu się podobam. Walczyłam sama ze sobą... relacja w domu z mężem nie pomagała mi i stało się zaczęliśmy się spotykać, zakochałam się. Wiem, że nie zostawi zony, mogę liczyć tylko na taka relacje, mimo, że zależy mu na mnie bardzo, wyznał mi milosc. Zaczęłam żyć w dwóch różnych światach, jestem z nim szczęśliwa, ale bardzo cierpię, że nie mogę liczyć na nic więcej. Przerasta mnie to, nie mogę jeść, spać... coraz gorzej funkcjonuje. Ale nie potrafię z niego zrezygnować i Wiem, że tego nie zrobię. Jest tutaj wiele różnych historii, może ktoś tutaj mi pomoże... dziękuję
Podobne tematy
2 2018-01-27 11:51:39 Ostatnio edytowany przez anderstud (2018-01-27 11:58:24)
Jest tutaj wiele różnych historii, może ktoś tutaj mi pomoże... dziękuję
Jest tutaj wiele różnych historii, ale jest też jakiś milion identycznych jak twoja, które zaczynają się i kończą tak samo.
Starszy gość bajeruje nową laskę w pracy, wciska jej kit o wielkiej miłości (i złej żonie zapewne, od której nie może odejść)
korzystając ile wlezie z uroków młodego ciałka, a kiedy tylko zaczniesz czegoś od niego wymagać, nie daj bóg stawiać mu jakieś warunki,
on nagle dojdzie do wniosku, że musi zawalczyć o swoje małżeństwo... ale wiesz, jakbyś chciała się czasem bzyknąć, to daj znać.
No, to teraz już wiesz. Czy jest jeszcze coś w czym można Ci pomóc? Może potrzebujesz kopniaka w tyłek, żeby znaleźć drogę do domu
i zająć się tym co do Ciebie należy, a nie szukać wrażeń na boku jak tylko pierwszy zgrzyt pojawił się w małżeństwie i nowy bolec na oku?
Myślisz że to tylko tak może wyglądać, że chodzi tylko o to aby ... i nic więcej, że taki facet nie może się zakochać. Ja też kiedyś tak myslam, teraz nie wszystko jest już dla mnie czarno białe, ale dziękuję za Twój punkt widzenia. Pozdrawiam
Nigdy nie zrozumiem dlaczego dwójka ludzi która jest nieusatysfakcjonowana swoim życiem po prostu tego nie zmieni tylko żyje w takim bagienku.
Ludzie żyją w takich lipnych małżeństwach, mają romanse na boku, więcej z tego nieszczęscia, a życie jest krótkie.
Skoro nie chcesz zrezygnować z kochanka to w czym mamy Ci pomóc? Czy mógł w Tobie się zakochać może i tak, czy chce sobie tylko po bzykać oczywiste, że tak. Myślę, że Twoja relacja z gościem może wynika z depresji poporodowej, nie do końca z niej wyszłaś wróciłaś o pracy tam szef okazał Ci trochę ciepła(w przeciwieństwie do męża) i popłynęłaś. Czarno widzę Twoje dalsze relacje z mężem.
Helena opowiem taką historię. Mam kumpla ma już dorosłą córkę, w małżeństwie totalnie mu się nie układało. To była jakaś masakra. I poznał 19 lat młodszą dziewczynę, totalne przeciwieństwo jego żony, osobę bardzo ciepłą i czułą. I jak sztubak zakochał się w niej. I wiesz co zrobił? Ano rozwód się z żoną, swoją część domu jaki posiadał z żonią przepisał na córkę i ożenił się z tą drugą. Mają dwójkę dzieci i są bardzo zgodnym kochającym się małżeństwem. Helena widzisz różnicę?
Teufel a jednak można, bo jak się kogoś pokocha to można wiele. A ja widocznie mimo tych pięknych słów jestem w zupełnie innej sytuacji. Boję się tylko o to, że zabraknie mi sił na wyrwanie się z tego równoległego świata który sobie stworzyłam, bo jak narazie nie jestem w stanie z niego zrezygnować. Dziękuję Ci bardzo za wpis
Z którego równoległego świata chcesz się wyrwać? tego z mężem czy tego z kochankiem?. Jest na to prosty sposób, wtajemnicz we wszystko męża, może on pomoże Ci się wyrwać.
Taufel, dużo czasu kolega potrzebował aby rozejść się z żoną?
Autorko, widocznie jeszcze za mało wycierpialaś, jeszcze musisz się pomęczyć zanim znajdziesz motywację do zmian w życiu.
Zaproponuj mu życie w związku w trójkę. Może żona się zgodzi i zrobicie sobie taką poligamiczną rodzinę?
Sosenek bardzo bym chciała znaleźć w sobie tą siłę i motywację, aby zrezygnować i z jednego i drugiego Pana i zacząć układać sobie życie na nowo, tylko z córeczką. Ale niestety wystarczy jeden telefon od niego, a we mnie rozpala się nadzieja, że może kiedyś będziemy razem. A to jest tylko chwilowe szczęście
Nie rozumiem dlaczego chcesz odejść od męża? Zamiast porozmawiać ponaprawiać, sama piszesz, że jak miałaś depresję poporodową, to mimo wszystko on przy Tobie był, nie zostawił Ciebie. Teraz zachowujesz się jak rozkapryszona egoistka myśląca tylko o sobie, nie o dobru dziecka, żeby stworzyć jej rodzinę.
Z tym prezesem to na bank miłości nie ma, tylko tak jak inni to opisywali..
Nie zamierzam porównywać Twojej sytuacji z moją, ale bywalam w zyciu w sytuacjach gdy faceci wodzili mnie za nos. żyłam wyobrażeniami, mrzonkami, nadzieją. Dziś nauczylam się konfrontować z rzeczywistością, wolę gorzką prawdę niż słodkie kłamstwa. Gdy tylko czuję, że relacja staje się dla mnie niekomfortowa, niepewna bądź "sliska" to wole szczerze pogadać, usłyszeć, że jednak nic z tego, dostać przysłowiowego kosza. To pozwala odciąć się i nie robić sobie dalej nadziei. Wszystko staje się jasne, mogę iść i żyć dalej, szukać dla siebie czegoś nowego.
14 2018-01-27 17:30:41 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-01-27 17:34:28)
To są. 2 osobne sprawy i niepotrzebnie je łączysz.
A gdybyś się ni zakochala to chciałabyś żyć z mężem czy nie?
Jak Ci źle, to chyba nie kochanek ma robić porządki w Twoim życiu?
Jeżeli nie padały między Wami żadne deklaracje o wspólnym życiu to wyrywanie się z ultimatum jest absurdalne.
Pracujesz? Usamodzielniaj się.
15 2018-01-27 17:35:20 Ostatnio edytowany przez josz (2018-01-27 17:37:42)
Sosenek bardzo bym chciała znaleźć w sobie tą siłę i motywację, aby zrezygnować i z jednego i drugiego Pana i zacząć układać sobie życie na nowo, tylko z córeczką. Ale niestety wystarczy jeden telefon od niego, a we mnie rozpala się nadzieja, że może kiedyś będziemy razem. A to jest tylko chwilowe szczęście
Jak wyobrażasz sobie to "kiedyś", nawet w marzeniach, jeśli ten pan ma w tej chwili 61 lat?
Dla niego to ostatnie podrygi, odskocznia od rutyny w życiu i pewnie równie starej żony, do tego dowartościowuje się faktem, że wyrwał młodą kobitkę.
Nie sądzę, że on ma plany na przyszłość związane z Tobą, za dużo by go to kosztowało, a po za tym, chyba nie jest naiwny i zdaje sobie sprawę z różnicy wieku jak Was łączy, a w związku z tym, wynikających problemów.
Znajdujecie się na zupełnie innych etapach życia. Nie wątpię, że on też się zauroczył Tobą, ale to tylko doraźna przyjemność.
Przestań żyć utopią, pomyśl o terapii, być może uda Ci się wyprostować swoje życie. Ten romans nie pomoże Ci w tym.
Pracujesz? Usamodzielniaj się.
Przecież to jej szef, pracują razem.
Nie rozumiem dlaczego chcesz odejść od męża? Zamiast porozmawiać ponaprawiać, sama piszesz, że jak miałaś depresję poporodową, to mimo wszystko on przy Tobie był, nie zostawił Ciebie. Teraz zachowujesz się jak rozkapryszona egoistka myśląca tylko o sobie, nie o dobru dziecka, żeby stworzyć jej rodzinę.
Z tym prezesem to na bank miłości nie ma, tylko tak jak inni to opisywali..
Tak tak. Był przy Tobie, a mógł odejść. I tylko awantury robił, ludzki Pan..Ty rozkapryszona egoistko ;-)
Taufel, dużo czasu kolega potrzebował aby rozejść się z żoną?
Autorko, widocznie jeszcze za mało wycierpialaś, jeszcze musisz się pomęczyć zanim znajdziesz motywację do zmian w życiu.
To było jakieś 10 lat temu, trwało to około jednego roku, jak pamiętam.
18 2018-01-27 18:09:27 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-01-27 18:10:34)
Heleno, gdyby ten mężczyzna prawdziwie Cię kochał, zostawiłby dla Ciebie żonę.
Wiem, że ciężko zaakceptować tę trudną prawdę, ale jesteś obecnie dla niego jedynie czasoumilaczem.
Równolegle okłamujesz swojego męża. Musisz podjąć decyzję, czego chcesz.
Jeśli nie kochasz męża, to po co z nim jesteś?
Heleno, gdyby ten mężczyzna prawdziwie Cię kochał, zostawiłby dla Ciebie żonę.
Wiem, że ciężko zaakceptować tę trudną prawdę, ale jesteś obecnie dla niego jedynie czasoumilaczem.Równolegle okłamujesz swojego męża. Musisz podjąć decyzję, czego chcesz.
Jeśli nie kochasz męża, to po co z nim jesteś?
Dokładnie tak masz pracę, na pewno jesteś w stanie sama wychowa córkę. To nie te czasy ze jako samotna matka będziesz wytykana palcami, ponadto będąc wolna będziesz sama sobie panią a może kiedyś spotkasz również pana który da i szczęście - tylko upewnij się ze jest wolny.
Cyngli nie zostawilby zony, jezeli sytuacja jego kochanki jest niepewna, tzn ma dziecko i meza. Skoro młoda sie zakochala, to bedzie wyczekiwal jej kroku, aczkolwiek smiem watpic ze mu zalezy na zwiazku z nia, bardziej jako na kochance.
Cyngli nie zostawilby zony, jezeli sytuacja jego kochanki jest niepewna, tzn ma dziecko i meza. Skoro młoda sie zakochala, to bedzie wyczekiwal jej kroku, aczkolwiek smiem watpic ze mu zalezy na zwiazku z nia, bardziej jako na kochance.
Nie zgadzam się.
Facet, który kocha, zrobi wszystko, by być z kobietą, którą kocha.
Zyczliwy napisał/a:Cyngli nie zostawilby zony, jezeli sytuacja jego kochanki jest niepewna, tzn ma dziecko i meza. Skoro młoda sie zakochala, to bedzie wyczekiwal jej kroku, aczkolwiek smiem watpic ze mu zalezy na zwiazku z nia, bardziej jako na kochance.
Nie zgadzam się.
Facet, który kocha, zrobi wszystko, by być z kobietą, którą kocha.
Oczywiście pod dużym warunkiem że ... KOCHA. I jest pewne niedomówienie, autorka pisze ze wróciła do pracy, czy znała wcześniej przełożonego czy nie?.
Cyngli napisał/a:Zyczliwy napisał/a:Cyngli nie zostawilby zony, jezeli sytuacja jego kochanki jest niepewna, tzn ma dziecko i meza. Skoro młoda sie zakochala, to bedzie wyczekiwal jej kroku, aczkolwiek smiem watpic ze mu zalezy na zwiazku z nia, bardziej jako na kochance.
Nie zgadzam się.
Facet, który kocha, zrobi wszystko, by być z kobietą, którą kocha.Oczywiście pod dużym warunkiem że ... KOCHA. I jest pewne niedomówienie, autorka pisze ze wróciła do pracy, czy znała wcześniej przełożonego czy nie?.
Oczywiście
Tylko jeśli naprawdę kocha.
Helenko, słowa klucz w Twojej wypowiedzi to „jestem z nim szczęśliwa, ale bardzo cierpię”.
To jest toksyczna relacja. Prędzej czy póżniej wykończy Cię psychicznie. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie.
Już pomijając inne kwestie, bo można je mnożyć, ale Ty piszesz, że on jest 25l starszy od Ciebie. Kobeto, on jest 60+, nawet jakby kochał, odszedł od żony... Odpowiedz sobie sama... to nawet nie jest „kandydat” do zbudowania z Tobą przyszłości.
Odpowedz sobie najpierw na pytanie, dlaczego się w to wkręciłaś. W sumie poniekąd odpowiedziałaś... Ta historia nawet nie może/mogła skończyć jak ta przytoczona przez Tufla.
Wiem jak to wygląda dla kogoś kto nie był w takiej sytuacji. Jakieś dwa lata temu bliska mi osoba znalazła się w podobnej sytuacji ... pamiętam co wtedy mówiłam "nie buduje się swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu". Nie mogłam uwierzyć, że można robić coś takiego i smialo o tym mowilam. Dzisiaj już nikogo nie oceniam.
Maku pracowałam z nim wcześniej i była normalna relacja, poprostu sytuacja w domu spowodowała to co się stało.
Wszyscy tak podobnie piszecie, jakby rzeczywiście kochał chciałby coś zrobić. Nie mogę uwierzyć, że mnie oszukuje ... to nie możliwe... czy mogę być taka głupia. Roxann na forum się nie udzielalam, ale odkąd moja sytuacja zrobila się trudna i trafiłam na to forum to zaczęłam czytać Twoje wpisy, wiem jak wiele przezylas. Próbowałam Ci nawet wysłać prywatną wiadomość, ale coś nie poszło i pozostałam tylko czytelnikiem. Ktoś pytał czy pracuje, tak oczywiście jestem aktywna zawodowo i finansowo wydaje mi się, że nie miałabym problemu z utrzymaniem siebie i córki. Pozdrawiam Was
Heleno, skoro jesteś nieszczęśliwa w małżeństwie, samodzielna finansowo, to dlaczego nie odejdziesz od męża? Co Cię powstrzymuje?
Roxann na forum się nie udzielalam, ale odkąd moja sytuacja zrobila się trudna i trafiłam na to forum to zaczęłam czytać Twoje wpisy, wiem jak wiele przezylas. Próbowałam Ci nawet wysłać prywatną wiadomość, ale coś nie poszło i pozostałam tylko czytelnikiem.
Kochana ja tu długą historię mam. Uniemożliwiłam kontakt ze mną głównie przez jakieś flirty, nieodpowiedzenia.
Teraz nie bardzo mam jak pisać ale jak będę mogła to więcej coś powiem.Trzymaj się tymczasem.
Zawsze uważałam się za osobę z jasnymi zasadami, twardo stapajaca po ziemi. Aż do czasu
........
bardzo cierpię, że nie mogę liczyć na nic więcej.
..........
może ktoś tutaj mi pomoże... dziękuję
Ad. 1 Tyle o nas wiadomo, na ile nas sprawdzono.
Jasne zasady nie na wiele się zdały . Ani dobro córki , ani dobro męża , ani dobro jego żony , dzieci nie były dla Ciebie wyznacznikiem.
Wyznacznikiem stało się Twoje , doraźne , dobro .
Ad. 2 cierpisz nie dla tego , że okłamujesz innych, ale dlatego że Ty nie masz czegoś więcej niż masz teraz.
Zapewniam Cię , że gdybys dostała to z czego braku cierpisz teraz, za chwile znowu byś cierpiała . Bo chciałabyś czegoś więcej . Żeby starszy pan był młodszym panem, żeby nie miał żony żądającej alimentów , żeby nie miał dzieci żądających kontaktów , żeby nie miał chorób wieku dojrzałego , żeby był taki romantyczny jak w czasie romansu itd.
A nie cierpisz z powodu córki , która musiałaby przyzwycza
29 2018-01-27 22:17:25 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-01-27 22:45:28)
Zawsze uważałam się za osobę z jasnymi zasadami, twardo stapajaca po ziemi. Aż do czasu
........
bardzo cierpię, że nie mogę liczyć na nic więcej.
..........
może ktoś tutaj mi pomoże... dziękuję
Ad. 1 Tyle o nas wiadomo, na ile nas sprawdzono.
Jasne zasady nie na wiele się zdały . Ani dobro córki , ani dobro męża , ani dobro jego żony , dzieci nie były dla Ciebie wyznacznikiem.
Wyznacznikiem stało się Twoje , doraźne , dobro .
Ad. 2 cierpisz nie dlatego , że okłamujesz innych, ale dlatego że Ty nie masz czegoś więcej niż masz teraz.
Zapewniam Cię , że gdybys dostała to z czego braku cierpisz teraz, za chwile znowu byś cierpiała . Bo chciałabyś czegoś więcej . Żeby starszy pan był młodszym panem, żeby nie miał żony żądającej alimentów , żeby nie miał dzieci żądających kontaktów , żeby nie miał chorób wieku dojrzałego , żeby był taki romantyczny jak w czasie romansu itd.
A nie cierpisz z powodu córki , która musiałaby przyzwyczaić się do faceta innego niż ojciec ?
Nie cierpisz z powodu przeżyć jego żony , Twojego męża gdybys Ty otrzymała te doraźne marzenie ?
Ad 3. Tylko Ty sama możesz sobie pomoc.
Tylko Ty możesz uporządkować swoje życie , swoje myśli , swoją hierarchie wartości .
Nikt inny nie zrobi tego za Ciebie.
W każdym małżeństwie są problemy .
Ogromne, mniejsze .
Rzadko kiedy małe .
Dopóki nie ma patologii, można szukać dróg naprawy.
Kiedy i to zawiedzie, kiedy rany po obu stronach rany sa zbyt duże , jak w przypadku zdrady, wtedy można się zdecydować na rozstanie.
Ale oszukiwanie nie jest cywilizowanym sposobem na problemy w związku .
Teraz masz podwójny problem:
- kryzys w małżeństwie
- emocjonalne związanie się z osoba trzecia, przez co nie widzisz w mężu faceta w którym można by się zakochać .
Rada , jak zawsze :
- zerwać toksyczny związek .
A toksyczna jest relacja z kochankiem.
Przez nią cierpisz bardziej, niż w małżeństwie .
Wpadłaś z deszczu pod rynnę i nawet tego nie zauważyłaś .
Z mężem było źle, z kochankiem beznadziejnie.
Ale to z kochanka nie potrafisz zrezygnować .
Dlaczego ?
Bo jest tylko marzeniem.
Znasz go z tylko ze spotkań , męża znasz na codzień .
Marzenia są zawsze bez wad.
Nawet jak pokazują środkowy palec wobec naszych pragnień .
A to właśnie robi kochanek.
Jak większość kochanków .
Facet wybiera na kochankę mężatkę .
Bo mężatka , będzie bała się ujawnić romans.
Bo może stracić więcej niż on...
Secondo:
A skąd wiesz, że relacja z awanturującym się mężem nie jest dla niej toksyczna..
A nie martwisz się o córkę w kontekście matki która żyje z takim ojcem?
Jaki będzie to dla niej wzór przy wyborze własnego partnera?
Ja wcale nie uważam, że są podstawy do związku z Szefem- nic na to nie wskazuje- nie oszukuje, bo nic nie obiecywał..
Ale wkurza mnie trochę to tanie moralizatorstwo z przekonaniem, że wiesz lepiej jak jest.
I córka NIE musi przyzwyczajać się do nowego tatusia, bo tatusia ma się jednego.
Ela ,
A skąd Ty wiesz ze maz był toksykiem?
Gdzieś to wyczytała w historii Heleny36?
Bo były kłótnie , awantury ?
Za kłótnie i awantury w większości przypadków odpowiadają obie strony.
Dlaczego uważasz , ze należy martwić się o córkę w kontekście "matki która żyje z takim ojcem" ?
Czyzbyś chciała zasugerować tani frazes " szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko " ?
Takie tanie slogany są są tylko na potrzeby uzasadnienia własnych potrzeb , ale nie potrzeb dzieci.
Dzieci potrzebują dwoje rodziców , którzy dbają o relacje emocjonalne miedzy sobą .
Co do wzoru przy wyborze własnego faceta - jaki daje teraz wzór , wiesz coś więcej niż w postach Heleny ?
A może coś powiesz nie o wzorze faceta, ale o zasadach wyboru faceta dziecka z rozbitej rodziny?
Może coś wspomnisz o Dorosłych Dzieciach Rozwiedzionych Rodziców ?
Albo o DDD ?
Jak ma razie to matka funduje jej jedno i drugie.
Gdzie wyczytałaś w moim poście o "nowym tatusiu" ??
Pisałam o "facecie innym niż ojciec".
Zacznij czytać uważniej , zanim zaczniesz się wypowiadać w temacie.
32 2018-01-27 23:56:51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-01-27 23:59:19)
Uważnie przeczytałam.
To Ty zakładasz, gdzie jest toksycznie, nie ja.
I z Twojego postu wyczuwam ustawioną hierarchię którą chcesz narzucić- na końcu ważna jest autorka.
I jednego tylko nie doczytałam- nie pisałaś o nowym tatusiu, tylko o nowym facecie, fakt.
nie chcę się znęcać i polemizować z innymi rzeczami które napisałaś/wkleiłaś,
Widzę, ze masz przekonanie, że lepszy zły związek niż żaden- Twoje prawo- a moje się z tym nie zgodzić.
Zawsze czytam uważnie, zwłaszcza autora postu i staram się zrozumieć co się dzieje w czyimś życiu.
I w przeciwieństwie do Ciebie, ja autorki o niczym nie ZAPEWNIAM.
gratuluję pewności sądów/ a może sztywności?
33 2018-01-28 00:10:36 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-01-28 00:12:50)
I znowu ... na jakiej podstawie twierdzisz ze wg mnie "lepszy zły związek niż żaden "??
Czytaj co piszę, a nie to co Ty chciałabyś widzieć .
A zakładam, rzeczywiście , że toksyczny jest związek z kochankiem.
Mam tłumaczyć jak dziecku dlaczego ?
Zapewniam , a owszem, ze kochanek znany z potajemnych schadzek, to nie to samo co partner, maz z którym jest się na codzień .
Mam tłumaczyć jak dziecku dlaczego ??
Helena oczywiście że może Ciebie oszukiwać, dlatego pytałem czy go znałaś wcześniej. Uważam, że nie poradziłaś sobie tak do końca z depresją po porodzie. Piszesz, że mąż bez ograniczeń realizował się w swoim życiu nie wiem co przez to rozumiesz, a może on też nie potrafił sobie poradzi z tą nową sytuacją, ciągłe awantury psują każdy związek. Uważam że przełożony Ciebie wykorzystał, dlaczego? Znał Ciebie wcześniej, Twoje zachowanie, postawę. Zauważył, że inaczej się zachowujesz, może podświadomie szukałaś bliskości, której z powodu kłótliwej atmosfery w domu nie miałaś z mężem (pytanie dlaczego nie dogadałaś się z mężem) i to wykorzystał. Zaczął poświęcać Ci więcej uwagi, więcej rozmów, zaczął pocieszać, był taki pełen zrozumienia (podświadomie na pewno porównywałaś go z mężem- który zaczął coraz bladziej przy szefie wypadać) pierwsze umówienie się na kawę (to chyba jego propozycja) wiesz żeby w spokoju pogadać, bo w pracy nie ma czasu i jeszcze zaczną gadać. Tym czego brakuje Tobie w domu Ciebie zdobył, a Ty popłynęłaś. Nie wiem co Ciebie powstrzymuje przed szczerą rozmową z mężem o problemach w waszym małżeństwie, które je niszczą. Czy wasze kłótnie zaszły tak daleko, że nie można ich zakopać i uratować małżeństwo. Jednego jestem pewny, kochanek nie jest dobrą partią dla Ciebie na partnera, tak długo jak będzie kochanek Twoje małżeństwo to fikcja i jego nie uratujesz. Jeśli nie uratujesz małżeństwa to powinnaś się rozstać, mąż ma prawo do szczęścia, Ty masz prawo do szczęścia, dziecko ma prawo żyć w rodzinie gdzie nie wieje zimną obłudą poprawnej szczęśliwej rodziny.
Mogło tak być jak piszesz Maku-- spora różnica wieku + zależność służbowa też zrobiły swoje.
Autorka nie pisze o mężu jaki był wcześniej, czy ten kryzys wynikł po urodzeniu dziecka. Nie sądzę. raczej ujawnił prawdę o ich życiu i Ona coś z tym musi zrobić. Nie wiemy, czy próbowała coś naprawiać, czy mąż widzi w ogóle jakiś problem
Za najgorszą jednak uważam jej opcję poświęcania się dla męża i dziecka i spychania swoich potrzeb na dalszy plan, czyli Matka-Polka..
Nikt tego nie doceni.
A ja myślę, że wątek tego męża został tutaj wpleciony tylko po to, żeby jakoś usprawiedliwić swoje postępowanie
i nie ma co się nad tym rozwodzić przesadnie. Bo ja miałam depresję, a on się realizował, bla bla bla, co to ma być w ogóle?
Gadki szmatki jak zawsze w tego typu przypadkach, gdy mleko się rozlało i teraz nie ma komu wytrzeć,
bo to nie ja rozłożyłam nogi przed starym dziadem (który ma żonę i ani myśli ją dla mnie zostawić) tylko to mąż mnie popchnął w jego ramiona.
Sraty taty.
A ja myślę, że wątek tego męża został tutaj wpleciony tylko po to, żeby jakoś usprawiedliwić swoje postępowanie
i nie ma co się nad tym rozwodzić przesadnie. Bo ja miałam depresję, a on się realizował, bla bla bla, co to ma być w ogóle?
Gadki szmatki jak zawsze w tego typu przypadkach, gdy mleko się rozlało i teraz nie ma komu wytrzeć,
bo to nie ja rozłożyłam nogi przed starym dziadem (który ma żonę i ani myśli ją dla mnie zostawić) tylko to mąż mnie popchnął w jego ramiona.
Sraty taty.
Anderstud. Nie zgodzę się z Tobą. Dla Ciebie wszystko jest czarno-białe. Wszzyscy działają perfidnie. Kobieta po prostu chciała „rozłożyć nogi przed starym dziadem” a facet „pobzykać młodą póki jeszcze może”. Więc w zasadzie jaki problem? Każdy dostał co chciał. Nikt jednak nie posunie się do zdrady w sytuacji, kiedy czuje się spełniony w związku, no chyba że jest się recydywistą, jak forumowy Gary, ale myślę, że to specyficzna grupa, do której autorka się nie zalicza. Musiała być jakaś przyczyna, że nagle wdała się w romans z dużo starym facetem, którego już wcześniej znała. I ona próbowała ją znaleźć, opisując swoją sytuację.
Helenko, czytałaś mój wątek, wiesz co było dla mnie w tym wszystkim najtrudniejsze:
1. Uzmysłowienie sobie, że za jego słowami, gestami, nie idzie nic więcej. Ja też wielokrotnie słyszałam słowa „kocham”, okazywał mi to w różny sposób.... Pierwszy szok „żonaty”, drugi „rozwód nie wchodzi w grę”. No jak? Po co to wszystko? Głupie tłumaczenia, tchórzostwo....
2. Oduzależnienie emocjonalne od niego. Ja nie miałam męża, ale też nie byłam „młodziutka”, bo byłam tuż przed 30-stką. Nie wiem jak wygląda Wasza relacja, ale w mojej to był kontakt non stop. Nawet jak któreś wyjezdzało w delegacje, nawet jak wracał do domu (na 1-2 dni), pisał, dzwonił. Dlatego byłam tak zdezorienowana, że nie ma mowy o rozwodzie. Nie rozumiałam tego wszystjiego.
Jednak jak zaczęłam czytać różne wątki zdradzonych żon, dało mi to inne światło. Zawsze, zwykle pojawiał się wątek „noszenia tel przy sobie” itd.
Człowiek uczy całe życie.
Jak i czy odbudujesz relacje z mężem nie wiem. Ale powiem ze swojego doświadczenia, że im szybciej skończysz romans, tym lepiej dla Ciebie. Zrób to jednak sama. Wiem, że żal Ci zrezygnować z tego „szczęścia”. Sama jednak napisałaś, że jednocześnie sprawia Ci to ból, cierpisz. To się będzie tylko nasilać. Jak mam coś Ci poradzić, to własnie zrób to sama, to jest bardzi ważne, nie czekaj na niego. On już własciwie się określił, ale nie zrezygnuje, bo mu wygodnie. Zrób to Ty. Zachowaj swoją godność. Uwierz, nawet nie wiesz ile doda Ci siły, jeśli sama zrezygnujesz. Wtedy to dla niego będzie dezorientacja. Szkoda, że jest Twoim przełozonym bo pewnie będziesz zmuszona do zmiany pracy ale uwierz, warto. Odetnij od niego. Kto wie? Może jak „go kopniesz” to zacznie inaczej myśleć. Ale nie licz na to, zrób to dla siebie, dla swojego zdrowia psychicznego. Ten mój potem zaczał „szaleć”, pić.. Oni nie są przygotowani do porażki, potem działają na oślep. Myśle, że ten Twoj też myśli, że ma Cię w ręku, kontrolę nad Tobą. Mój na pewno tak myślał. Do końca nie wierzył, że mówię powaznie, że to koniec. Potem nagle spłodził dziecko, teraz traci stanowisko.. Zresztą znasz moją hostorię.
Kochana, moja rada, zakończ relację z nim sama, w zgodzie. Po prostu powiedz, że nie możesz tak dalej i bądź konsekwenta. A potem zastanów co z małżeństwem.
Anderstud.
No słucham.
Nie zgodzę się z Tobą.
No przecież przymusu nie ma.
Dla Ciebie wszystko jest czarno-białe.
A jakie ma być? Tęczowe z pierdzącymi jednorożcami na końcu tęczy?
Wszzyscy działają perfidnie.
Daj spokój Roxann. Już mnie mdli od czytania tych samych wyświechtanych banałów o złym mężu i biednej zagubionej żonie.
Zwykle jest tak, że laska zamiast uciąć temat od razu, daje przyzwolenie, bo jej schlebia i ego pompuje zainteresowanie szefa
i to tylko kwestia sprzyjających okoliczności, kiedy jej puszczą lejce i wyląduje z nim w łóżku. A później już jest po zawodach
i teraz się zaczyna szukanie winnego zaistniałej sytuacji, którym najczęściej okazuje się kompletnie nieświadomy niczego mąż.
Gdybym życia nie znał i dziesiątek podobnych historii nie słyszał, to może bym jeszcze łykał jak pelikan te ckliwe banialuki ![]()
Daj spokój Roxann. Już mnie mdli od czytania tych samych wyświechtanych banałów o złym mężu i biednej zagubionej żonie.
Zwykle jest tak, że laska zamiast uciąć temat od razu, daje przyzwolenie, bo jej schlebia i ego pompuje zainteresowanie szefa
i to tylko kwestia sprzyjających okoliczności, kiedy jej puszczą lejce i wyląduje z nim w łóżku. A później już jest po zawodach
i teraz się zaczyna szukanie winnego zaistniałej sytuacji, którym najczęściej okazuje się kompletnie nieświadomy niczego mąż.
Gdybym życia nie znał i dziesiątek podobnych historii nie słyszał, to może bym jeszcze łykał jak pelikan te ckliwe banialuki
I ja mogę powiedzieć daj se spokój. Ty patrzysz ze swojej perspektywy, która nie jest obowiązująca. Ty tak myślisz, bo chcesz.
Patrzę z perspektywy 45 lat chodzenia po tym świecie i ponad roku bytności na tym forum.
Jeszcze chyba się taka nie urodziła, co by szczerze uderzyła się w pierś po zdradzie i przyznała - tak, to moja wina.
Zawsze są winni wszyscy dookoła, beznadziejny mąż, nieczuli rodzice, podstępny kochanek, cały kosmos i wszechświat,
tylko nie ona, biedna zagubiona owieczka, co to nie wiedziała co robi wskakując do wyra obcemu fagasowi. Normalnie szok.
Patrzę z perspektywy 45 lat chodzenia po tym świecie i ponad roku bytności na tym forum.
Jeszcze chyba się taka nie urodziła, co by szczerze uderzyła się w pierś po zdradzie i przyznała - tak, to moja wina.
Zawsze są winni wszyscy dookoła, beznadziejny mąż, nieczuli rodzice, podstępny kochanek, cały kosmos i wszechświat,
tylko nie ona, biedna zagubiona owieczka, co to nie wiedziała co robi wskakując do wyra obcemu fagasowi. Normalnie szok.
Nic dodać, nic ująć.
42 2018-01-29 09:19:33 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-29 09:20:54)
Patrzę z perspektywy 45 lat chodzenia po tym świecie i ponad roku bytności na tym forum.
Jeszcze chyba się taka nie urodziła, co by szczerze uderzyła się w pierś po zdradzie i przyznała - tak, to moja wina.
Zawsze są winni wszyscy dookoła, beznadziejny mąż, nieczuli rodzice, podstępny kochanek, cały kosmos i wszechświat,
tylko nie ona, biedna zagubiona owieczka, co to nie wiedziała co robi wskakując do wyra obcemu fagasowi. Normalnie szok.
Ale dalej patrzysz na pewne sprawy subiektywnie. Wcale nie odczułam by Autorka szukała winnego. Opisała swoją sytuację. Przyznała, że przełożony jej imponował itd. A czy syt. z mężem była przyczyną czy skutkiem romansu to już inna kwestia. Ona nawet nie mówi, że męża kocha. Zwykle kobiety tu piszą, że kochają dwóch co jest absurdem.
Ona jest świadoma, że sama sobie stworzyła dwa światy w których żyje. Byłaby zdecydowana być z kochankiem ale on nie zamierza rozwieźć. W tej sytuacji i ona nie ma takiej motywacji bo wie, że wtedy zostałaby sama z dzieckiem. Chyba że romans dalej by ciągnęła pozbawiając się szansy na normalne życie.
Myślę że najlepszą motywacją byłoby jednak poinformowanie współmałżonków o tej wiekopomnej miłości, która połączyła kochanków
i sprawy same bardzo szybko się rozwiążą. Ale nie, bo kochaś tak naprawdę ma gdzieś kochanicę i ani myśli się z nią wiązać na stałe,
a kochanica tak naprawdę myśli tylko o własnym tyłku, żeby kuku jej się nie stało i nie została z niczym jak mąż się dowie a kochaś wypnie.
Roxann, każdy patrzy subiektywnie, tak samo ja jak i Ty, a kobiety nie tylko tu na forum mają wrodzoną skłonność do trzymania strony kobiet
i cokolwiek by się u której nie działo, jakichkolwiek świństw która by się nie dopuściła, to i tak się zaraz znajdzie ktoś do klepania po pleckach,
rozpływając się nad wielkim uczuciem do cudzego męża będąc samej mężatką i mając głęboko w dupie wszystkich dookoła,
bo ona się zakochała i ma do tego prawo, a że w domu czeka dziecko i jakiś tam mąż... a kogo to interesuje, kiedy tu taka miłość kwitnie.
Oczywiście skończy się to tak, że prędzej czy później stary dziadyga znajdzie sobie nowy i świeży materac do darmowego bzykania,
a Pani Autorka pójdzie w odstawkę i wtedy jak to zwykle bywa o wszystkim dowie się jej mąż, no i dupa zbita, bo Romeo się zawinął,
a mąż nie chce na oczy widzieć i co tu teraz zrobić... może założyć kolejny temat na forum, tym razem o tym jak się wywinąć
od odpowiedzialności za zdradę i uniknąć konsekwencji, czy lepiej iść na kosy w sądzie i wyszarpać ile się da przy rozwodzie,
czy lepiej udawać skruszoną biedną zagubioną i kłamiąc w żywe oczy oraz lejąc krokodyle łzy "próbować naprawiać" małżeństwo,
a może niech on ten mąż się teraz stara, ratuje, przeprasza i błaga, bo to w końcu jego wina, że do tego wszystkiego w ogóle doszło...
Tak czy siak, zawsze jest jakieś wyjście i dziwnym kurna trafem, zawsze to facet ma przechlapane, bo gdzie się nie odwróci, to i tak dupa z tyłu ![]()
Anderstud, ale to co piszesz, tak samo pasuje do kobiet jak i do mężczyzn. Jako przedstawiciel tamtego gatunku próbujesz pokazać że to facet (kochanek) góra i to on rozdaje karty. Wcale tak nie musi być. Nawet tu na forum wiele przypadków zachowań facetów, które jednoznacznie przypisałeś kobietom. Każdy kozak kiedy idzie po jego myśli. Żona, kochanka. Żyć nie umierać. Wystarczy jednak, że żona zacznie coś podejrzewać albo kochanka podziękuje..
Anderstud, ale to co piszesz, tak samo pasuje do kobiet jak i do mężczyzn.
Tak, tylko widzisz, różnica polega na tym, że jak mężczyzna trafi na to forum z podobnym problemem,
to momentalnie się zlatuje i na niego wsiada cała plejada forumowych gwiazd kamieniując go żywcem.
Ale jak z tym samym trafia tutaj kobieta, no to wtedy zaraz się zawiązuje forumowa grupa wsparcia
i głaszcząc po główce utwierdza ją w przekonaniu, że nie ma czym się przejmować, bo przecież nic złego nie zrobiła,
każdy ma prawo do miłości, a głupi mąż sam sobie winien, bo ... i tu wpisz sobie cokolwiek co przyjdzie Ci do głowy.
Jak czytam w sąsiednich wątkach, to dosłownie każdy, nawet najbardziej idiotyczny powód jest dobry,
żeby winnym zdrady uznać męża, a żonie wręczyć bukiet kwiatów, dyplom oraz medal za to, że zmarnowała dla niego życie.
Roxann napisał/a:Anderstud, ale to co piszesz, tak samo pasuje do kobiet jak i do mężczyzn.
Tak, tylko widzisz, różnica polega na tym, że jak mężczyzna trafi na to forum z podobnym problemem,
to momentalnie się zlatuje i na niego wsiada cała plejada forumowych gwiazd kamieniując go żywcem.
Ale jak z tym samym trafia tutaj kobieta, no to wtedy zaraz się zawiązuje forumowa grupa wsparcia
i głaszcząc po główce utwierdza ją w przekonaniu, że nie ma czym się przejmować, bo przecież nic złego nie zrobiła,
każdy ma prawo do miłości, a głupi mąż sam sobie winien, bo ... i tu wpisz sobie cokolwiek co przyjdzie Ci do głowy.
Jak czytam w sąsiednich wątkach, to dosłownie każdy, nawet najbardziej idiotyczny powód jest dobry,
żeby winnym zdrady uznać męża, a żonie wręczyć bukiet kwiatów, dyplom oraz medal za to, że zmarnowała dla niego życie.
Anderstud, to my chyba inne fora czytamy, bo ja mam wrażenie, że jak tylko pojawi się tu kobieta z takim problemem, to jej się zwykle nawet wypowiedzieć nie dadzą, od razu lawina epitetów, wyzywanie, obrażanie itd. A tak naprawdę każdy przychodzi tu z problemem. Choćby po to by się wygadać.
Natomiast facetom raczej się oszczędza takich "ocen", częściej pojawiają się sugestie ratowania małżeństwa. To jest forum kobiet, więc trudno się dziwić...
Także chyba każdy odbiera to przez swój pryzmat. Ja również zauważyłam, że u Ciebie jest jedno właściwe wytłumaczenie na każdą taką sytuację. A tak wcale nie jest.
Załóżmy, że Autorka pisze prawdę, jak wygląda jej małżeństwo. Jaką masz pewność, że jej małżonek też nie ma romansu? Faceci bardzo często wdają się w romanse kiedy żona w ciąży czy małe dziecko w domu. Gdyby przyszła tu i opisała tylko watek małżeństwa, wypowiedzi byłyby zapewne zupełnie inne. Niewykluczone, że sugerujące, że może mieć kogoś.
Dobra, proponuję abyśmy się spotkali w połowie drogi
i zakończyli już ten jałowy spór o pietruszkę.
Może dla odmiany autorka by się wypowiedziała, bo to w końcu jej wątek.
Dobra, proponuję abyśmy się spotkali w połowie drogi
i zakończyli już ten jałowy spór o pietruszkę.
Deal ![]()
Przeczytałam uważnie Wasze wpisy i chciałabym odnieść się do kwestii szukania wymówki przez nieudane małżeństwo. Przed urodzeniem dziecka byłam z mężem na czymś w rodzaju obozu sportowego. Poznałam tam faceta, który był niesamowicie przystojny, a jednocześnie pogląd na świat i pasje sprawiły, że przez te parę dni nie mogliśmy się nagadać, poprostu tak jak myślałam, że nie ma ideałów to jednak okazało się, że są ☺Ten owy Pan (żonaty i dwoje dzieciaczkow) po urlopie dzwonił do mnie nie raz i próbował namówić na kawę. Mimo, że był bardzo fajny nie przyszło mi do głowy się z nim spotkać, a to dlatego, że miałam w domu kochającego i dobrego męża. Szczęśliwe kobiety nie szukają wrażeń gdzie indziej, zapewne tak jak Panowie
Roxann wydaje mi się, że z uwagi na swoje przeżycia możesz mnie zrozumieć. Od roku żyje poprostu w jakimś innym świecie, są dni kiedy jestem szczęśliwa bo mówi mi jaka jestem dla niego ważna, a następnego kiedy nie jest już tak wylewny, ja zdaje sobie sprawę jak bardzo jestem uzależniona od tej relacji. Żyje jakimiś nadziejami, myślałam nawet, że zakocha się we mnie tak, że zmieni dla mnie swoje życie... Ale najwyraźniej się przeliczyłam. Bardzo bym chciała znaleźć w sobie tyle siły i mądrości co Ty, ale mi chyba dosłownie odebrało rozum
I wiem co powinnam zrobic ... rozwód i budowanie życia na nawo, ale wiecie co ... Ja się poprostu boję, że zniszcze dzieciństwo mojemu dziecku. Wiem, że powiecie mi, że lepiej teraz niż jak będzie starsze. ZAWSZE byłam taka mądra i rozsądna, a teraz czuje taka beznadziejnosc. Odczuwam straszny brak energii, nic mi się nie chce, robię to co muszę... już zapomniałam jak to jest robić coś dla siebie
A najgorsze są te nieprzespane noce. Roxann ile czasu zajęło Ci wyleczenie się z niego? W jakiej on jest teraz sytuacji ? Jesteś pewna, że wasze drogi się już nigdy nie zejdą?
Roxann ile czasu zajęło Ci wyleczenie się z niego? W jakiej on jest teraz sytuacji ? Jesteś pewna, że wasze drogi się już nigdy nie zejdą?
Oj długo. Ja wprawdzie nie byłam mężatką, nie miałam dzieci, ale po tzw drodze (zaraz po romansie) byłam w zwiazku. To nic nie dało bo wciąż go kochałam. Emocje podobne do Twoich. Musiałam długo ze sobą walczyć by zdobyć się na krok wyrzucnia go ze swego życia. Wydawało mi się to wręcz niemożliwe. Nie pomagało to, że on wciąż krążył, próbował, zasiewał to ziarnko nadziei, kiedy mój kolejny związek okazał się niewypałem...
Niemniej jednak od podjęcia decyzji, uświadomienia sobie, że on ma na mnie fatalny wpływ, i muszę go usunąć z mego życia, do stanowczego zakończenia minęło ponad pół roku, blisko rok. Było to jednak spowodowane tym, że ja nie chciałam żadnych scen, tylko po prostu to zakończyć. Skoro on nie odejdzie od żony, ja nie zamierzam być kochanką, to po co? Dla mnie jego towarzystwo wtedy to były tortury. Przeciągało się to niestety dlatego bo on naciskał na to byśmy zostali przyjaciółmi, poza tym mimo zmiany pracy, dalej się widywaliśmy, choć rzadko. Jakoś nigdy nie praktykowałam blokad kogokolwiek mi znanego, nawet ex, bo zawsze rozstawałam się w zgodzie. Wydawało mi się to wręcz dziecinne i niegrzeczne. Ale w tej sytuacji cel uświęca środki. Inaczej się nie dało. A potem to już wydarzyły się inne rzeczy, które przypeczęstowały to nasze „rozstanie”. Obecnie od roku nawet nie rozmawiamy ze sobą kiedy się widzimy. Traktujemy siebie jak powietrze. I to jest najlepsze roziwązanie. Nie mam potrzeby by pielęgnować w sobie jakieś żale, ale też wracać na stopę kolezeńską. W mojej głowie, osoba którą wtedy kochałam, nie żyje... on tylko „fizycznie” mi ją przypomina.
Piszesz, że przed porodem byłaś z mężem szczęśliwa a teraz jesteś nie szczęśliwa. Co takiego się stało, że od porodu Twoje relacje w stosunku do męża tak się zmieniły? Chociaż z mężem rozmawiałaś o problemie? może jakaś terapia? czy też już postanowiłaś, że męża nie kochasz i tego będziesz się trzymać? No bo jak spróbujesz to może się jeszcze naprawi i co wtedy? Odnoszę wrażenie że czegoś nam o małżeństwie, mężu nie mówisz.
Bardzo bym chciała znaleźć w sobie tyle siły i mądrości co Ty, ale mi chyba dosłownie odebrało rozum
Kochana, wcale nie byłam silna, też straciłam głowę.. ale w końcu przejrzałam na oczy, różowe okulary opadły, motylki zdechły i pokazał się zupełnie inny obraz sytuacji, jego osoby.
Nie jest to fajne uczucie, kiedy świat marzeń, ta cała euforia związana z zakochaniem, fascynacją runie. Zawód, rozczarowanie, złość.. Ale wszystko jest do przeżycia. Potem możesz być tylko silniejsza...
Ja na deser dostałam jeszcze info o ciąży jego żony... takie wręcz symboliczne wbicie noża w plecy...
Ale to nie tak, że tylko mnie to dotknęło. Jego również, tylko faceci inaczej to przeżywają. U kobiet zwykle to jakieś psychodramy, u facetów, alkohol, awantury itd.
Aż przychodzą mi do głowy słowa piosenki:
"Kto by zatrzymał wskazówki,
Tylko na ten jeden moment,
W chwili, w której cię poznałem,
Poszedłbym już w drugą stronę."
Pasuje jak ulał ![]()
Heleno, przeczytaj mój wątek bo wydaje mi się jakbym czytała siebie samą, z jedną różnicą, taką że ja już jestem o krok dalej niż Ty, mianowicie uświadomiłam sobie że "ten drugi" wcale mnie nie kochał. Wszystko co mówił i robił to była gra z jego strony, i nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło żeby zostawić żonę dla mnie. Ja oczywiście myślałam inaczej, że zakocha się we mnie i rzuci dla mnie wszystko. Doszłam do takich wniosków, ponieważ byliśmy praktycznie w stałym kontakcie, mówił jak bardzo tęskni i że jestem dla niego "promykiem szczęścia", a raz usłyszałam że jestem ważniejsza od żony... Resztę sama sobie dopowiedziałam. Jednak teraz wiem że to wszystko były kłamstwa przez co cierpię do dnia dzisiejszego. Mąż o niczym nie wie, ale bywały dni pełne łez, brak chęci żeby wstać z łóżka, czekałam aż się odezwie, to był koszmar. Zaczął mnie "olewać" mniej więcej w listopadzie, ale cierpię jeszcze do teraz. Już nie czekam na jego telefon, wiem że nie zadzwoni, nie napisze, nie tęskni. Nie ma dnia żebym o nim nie myślała. Chociaż z mężem układa nam się dobrze, paradoksalnie on nadal siedzi gdzieś z tyłu mojej głowy. Mam go za ideał, bo nie poznałam wszystkich jego wad, nie wiem jaki jest dla żony, nie wiem tak naprawdę czy w ogóle pasowalibyśmy do siebie, a mimo to myślę i tęsknię... Choć gdyby teraz zmienił zdanie, nie pakowałabym się w to znów, za dużo już wycierpiałam (należy mi się wiem). Miewam depresyjne dni i jeszcze minie sporo czasu zanim czas uleczy złamane serce.
Jak ktoś wyżej pisał faceci wolą na kochanki mężatki bo na 99% nie pójdą potem do ich żon, gdy ten już się "znudzi" taką kochanką.
Wiem dokładnie co czujesz, ale sama przyznaj że zasłużyłyśmy żeby cierpieć, jakie by małżeństwo nie było nie ma wytłumaczenia :-(
Wiem dokładnie co czujesz, ale sama przyznaj że zasłużyłyśmy żeby cierpieć, jakie by małżeństwo nie było nie ma wytłumaczenia :-(
Podpisuję się pod tym. Kto sieje wiatr, ten zbiera burze :-(
Ty Adriaanaana, masz i tak lajtowo, bo nie widziałaś pełnego rozczarowania i zawodu spojrzenia swojego męża. Wierz mi, nie ma nic gorszego niż zawód kogoś, kto Ciebie prawdziwie kochał :-(
Powiem Ci tak jeżeli twoj mąż nie pije nie jest toksyczny macie dziecko i jeszcze go kochasz nie brnij w to uciekaj nie rób tego zniszczy Cie to zostaniesz sama ze wszystkimi problemami oleje cie. Walcz o męża ze wszystkich sił. Uwierz mi warto. Tez tak uwierzyłam jak ty myślałam ze jestem boginią a zostałam z niczym moje życie sie skończyło
58 2018-01-30 19:35:09 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-30 19:38:57)
Ty Adriaanaana, masz i tak lajtowo, bo nie widziałaś pełnego rozczarowania i zawodu spojrzenia swojego męża. Wierz mi, nie ma nic gorszego niż zawód kogoś, kto Ciebie prawdziwie kochał :-(
No właśnie. Często się o tym nie myśli.. Ja niby nie zdradziłam fizycznie, ale emocjonalnie tak. Weszłam w związek tuż po romansie, kiedy dowiedziałam się że mój "ukochany" ma żonę, rodzinę, ale nadal go kochałam. Na początku wiadomo chęć zapomnienia, odcięcia (dlatego nie dziwię się, że takie osoby nagle myślą o dziecku), ja też tak miałam. Chciałam od razu stworzyć inny świat. Z czasem jednak miesiąc po miesiącu problemy w nowym związku narastały. Nie było tak "bajecznie". I tu nie chodzi o często przytaczaną rutynę, skarpetki itd. U nas był problem głównie na tle seksualnym. Dla mnie seks jest szalenie ważny. Z "kochankiem" był wręcz nieziemski... Ogólnie fajnie jako ludzie para się dogadywaliśmy, ale ta sfera leżała. Zresztą pisałam o tym w swoim wątku. I nie ma bata... wcześniej czy później zaczniesz myśleć o tym, tęsknić... Ja sama zaczęłam "gdybać" (sama ze sobą) o zdradzie. Nie z kimś tam, ale ze znanym facetem z romansu sprzed związku. Teoretycznie podchodząc do sprawy egoistycznie, to why not? Związek mi daje stabilizację, fajne partnerstwo na co dzień.. do pełni szczęścia brakuje mi super seksu i adrenaliny, którą może i chce mi dać ex "kochanek". Myślę, że wielu zdradzających w ten sposób funkcjonuje. Do tego jednak trzeba mieć mega silną psychikę, by te światy rozdzielić. Totalny egoizm i hedonizm. Inaczej się nie da. Może przez jakiś czas, kilka msc, ale nie dłużej co potwierdzają kolejne wątki. Potem pojawia huśtawka emocjonalna, która zaczyna emocjonalnie wyniszczać. Ja choć nie zdradziłam ex to jednak miałam wyrzuty sumienia i czułam nie fair, że myślę o innym. Kłótnie coraz częstsze... w końcu decyzja o rozstaniu. Rozstaliśmy się jednak w zgodzie. I tak jak piszesz, wystarczy że zdradziłam go emocjonalnie (już nie mogłam spojrzeć w oczy bo on był mi lojalny, kochał), nie mogłabym fizycznie. Wolałam odejść. Z tamtym też nie wyszło o którym "marzyłam", ale w końcu po jakimś czasie weszłam w inny związek z zupełnie innym podejściem, po przepracowaniu tego wszystkiego. Tu nawet nie ma czego porównywać.
Dziewczyny bardzo się cieszę, że odezwałem się tutaj, nigdy wcześniej nie udzielalam się na forum i nie szukałam wsparcia. Adriaana i Roxann czytając wasze wątki widzę ile nas łączy. Bardzo fajnie piszecie, dziękuję Wam bardzo. Malinka nie znam Twojej historii ?? Rozwiodlas się z podobnych powodów ?? Kochane u mnie są te lepsze i gorsze dni, wiecie o czym mówię, dziś usłyszałam, że mnie kocha i widziałam jak mu zależy, ale czy można kochać i nie chcieć zostawić zony ? Bo nie chce skrzywdzić jej i dzieci ... nie wiem sama co o tym myśleć ...nie może mnie oszukiwać ... ....
Kochane u mnie są te lepsze i gorsze dni, wiecie o czym mówię, dziś usłyszałam, że mnie kocha i widziałam jak mu zależy
Naprawdę? Och jej! Faktycznie musi Cię bardzo kochać skoro to usłyszałaś i widziałaś jak mu zależy... A co konkretnie widziałaś?
ale czy można kochać i nie chcieć zostawić zony ?
Pewnie, że można. Kochający faceci tak właśnie mają. Posiedzisz jeszcze pół roku na forum, to zobaczysz, że jest to niemal regułą.
Bo nie chce skrzywdzić jej i dzieci ...
Oczywiście, przecież wiadomo. A kto by chciał. Nie przejmuj się zbytnio, to też jest reguła.
nie wiem sama co o tym myśleć ...
No ja też nie wiem. Może ktoś inny wie? Bo ja serio nie wiem...
nie może mnie oszukiwać ... ....
Nieee, no gdzie tam. A po co miałby? Nie wiem skąd w ogóle podejrzenie, że mąż regularnie zdradzający żonę mógłby oszukiwać kochankę...
Kochane u mnie są te lepsze i gorsze dni, wiecie o czym mówię, dziś usłyszałam, że mnie kocha i widziałam jak mu zależy, ale czy można kochać i nie chcieć zostawić zony ? Bo nie chce skrzywdzić jej i dzieci ... nie wiem sama co o tym myśleć ...nie może mnie oszukiwać ... ....
Kochana ileż u mnie było niby tych dowodów miłości ... potrafił kilkaset km jechać po nocy bo blyam chora. .Nawet nie chcę o tym mówić ... no ale prawda taka ze nie zdecywał na rozwód. Czyli co kochanka? No way. Jego strata ![]()
I tak myślimy; )
62 2018-01-31 00:09:09 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-31 00:10:23)
I uwierzcie mi jak kobieta skończy, to ona jest wygraną. Nawet ten tak pewny sienie facet zacznie motać. Satysfakcja bezcenna ![]()
Tak wiem jestem perfidna ![]()
63 2018-01-31 00:33:02 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-01-31 00:45:03)
, dziś usłyszałam, że mnie kocha i widziałam jak mu zależy, ale czy można kochać i nie chcieć zostawić zony ? Bo nie chce skrzywdzić jej i dzieci ... nie wiem sama co o tym myśleć ...nie może mnie oszukiwać ... ....
Gdyby nie mówił , że Cię kocha - trwałabyś przy tym romansie ?
Nie.
Takie słowa to element gry.
W zamian otrzymuje od Ciebie to na czym mu zależy.
Zwykły handel.
Coś za coś .
Miłość nie polega na handlu.
"Nie wierz w to co widzisz i w polowe tego co widzisz" - takie słowa mówi się zdradzanym.
Ale są również adekwatne dla relacji dwóch zdradzających swoje rodziny.
Oczekujesz wiele, a otrzymujesz jedynie słowa.
Same słowa, nie poparte czynami są tyle warte co nic.
Słowa to element gry w romansie, taki afrodyzjak podnoszący atmosferę . Można nawet złożyć obietnice, wszelkie zapewnienia.
Tylko...on to już kiedyś mówił innej kobiecie, tak jak Ty innemu mężczyźnie i to przy świadkach - i co były warte te słowa ?
Czy może Ciebie oszukiwać ?
Skoro może oszukiwać żonę , to Ciebie nie może ??
A Ty - nie oszukujesz męża ?
A możesz ?
I uwierzcie mi jak kobieta skończy, to ona jest wygraną. Nawet ten tak pewny sienie facet zacznie motać. Satysfakcja bezcenna
Tak wiem jestem perfidna
Satysfakcja? małżeństwo fikcja, Psychika w rozsypce, dziecko prawdopodobnie będzie się wychowywało bez ojca. Bezcenne, taaaaa.....
65 2018-01-31 11:08:56 Ostatnio edytowany przez anderstud (2018-01-31 11:35:12)
Kochana ileż u mnie było niby tych dowodów miłości ... potrafił kilkaset km jechać po nocy bo blyam chora. .Nawet nie chcę o tym mówić ... no ale prawda taka ze nie zdecywał na rozwód. Czyli co kochanka? No way. Jego strata
I tak myślimy; )
Naprawdę? No to mam dla Ciebie niespodziankę
Zresztą dla wszystkich kochanek, które naiwnie wierzą, że są kimś ważnym i wyjątkowym dla tych swoich żonatych fagasów.
Otóż nie, nie jesteście. Każda z was jest tylko kukiełką, marionetką w rękach faceta, który wie kiedy za który sznurek pociągnąć.
Jeden będzie jeździł setki kilometrów, a inny wystarczy że będzie szeptał czułe słówka. To nie są żadne dowody miłości, tylko cena,
cena którą jest gotów zapłacić mężczyzna za to, żeby was mieć pod ręką i na pstryknięcie w palce dostać to czego od was chce.
Jak kukiełka zacznie się zacinać i psuć, odpadnie jej główka albo urwie się któryś sznurek (zaczyna miewać fochy albo stawiać warunki)
to się jej nie naprawia (nie odchodzi się od żony i nie proponuje małżeństwa) tylko wyrzuca i kupuje się nową, działającą bez zarzutu
i bezproblemową w obsłudze (kolejną naiwną, która święcie wierzy w każde słowo pana) a o starej i zużytej się zapomina (ups...)
I na tym koniec.
Ta cała reszta, którą kochanki sobie dopowiadają, ona istnieje tylko w waszej wyobraźni. Zaczynając od wielkiej do was miłości,
poprzez jego męki związane z tym że nie może odejść od znienawidzonej żony, kończąc na cierpieniach jakich zazna po rozstaniu z kochanką.
W chwili, gdy facet pozwala wam odejść (wbrew temu co tam sobie uważacie, to on wam pozwala, wy same nie decydujecie o niczym)
jest już pogodzony z tym faktem i możecie wierzyć lub nie, on ma to gdzieś. Zazwyczaj odczuwa ulgę, że się was bezproblemowo pozbył
i albo wraca do ciepłego łóżka żonki, albo szuka już następnej chętnej na niezobowiązujący romansik, a tych akurat nie brakuje.
To że od czasu do czasu wasz były fagas się do którejś z was odezwie albo zrobi maślane oczka przy okazji jakiegoś tam spotkania,
to też nie jest ani dowód miłości, ani tym bardziej cierpienia po rozstaniu, tylko sprawdzanie czy jego urok jeszcze na was działa,
bo skoro już tu jest, to czemu by nie skorzystać z okazji, która sama pod nos się pcha i nie połączyć przyjemnego z pożytecznym.
Jak się uda, to fajnie. Jak się nie uda, to trudno. A wam od razu palma odbija, że jak facet był dla was miły, to musi jeszcze kochać...
Nie, nie musi. On nic nie musi. Jak mu naprawdę zależy, to znajdzie sposób, żeby dostać czego chce, już spokojna wasza głowa,
a jeśli nie wysila się przesadnie i odpuszcza nie widząc efektów, to świadczy tylko o tym, że mu nie zależy aż tak bardzo jak wam się wydaje.
Tak samo jak lew, który nie marnuje energii na uganianie się za królikiem, tylko woli sobie poleżeć i poczekać na antylopę albo zebrę.
Mniejszy wysiłek, a żarcia na trzy dni ![]()