Ja myślę, że Tobie faktycznie nie tyle zależy na związku z nim, bo sama masz lęk przed bliskością co przyznałaś, tylko brakuje Ci tej "bańki", w której żyłaś, gdzie byłaś "tylko" Ty i pan prezes.
Pan prezes opowiadał różne historie, gładził po główce, mówił jaka jesteś wspaniała, a potem hyc - pod sukienkęale nawet bez tego finału to wiadomo, że podobała Ci się ta cała otoczka, a teraz od dawna tego nie ma.
Prezio wpadał tylko jak rolnik po zboże - jak po swoje, i wypadał. Nie było już chodzenia za rękę po ryneczku, rozsypywania monet przed kwiaciarkami, które zlatywały się pod nogi Dobrodzieja niczym wygłodniałe gołębie.. Wyszedł grubociosany, prosty chłop z prezesa.No tylko jak to w głowie zakończyć, jak chciałoby się jeszcze tego miodku?
Aj ajaj
Dokładnie. Popieram w całej rozciągłości.
Roxann lubi stan pobudzenia, który daje jej "bańka". Tak do końca nie jest istotne, czy bańka jest prawdziwa czy nie. Chodzi o haj, narkotyk, napęd, który pozwala Roxann trwać, żyć, czuć sens. Gdy zaczyna jej brakować haju, to zaczyna o tym intensywnie rozmyślać, analizować i wymyślać, interpretować i dopowiadać i idzie samonakręcająca się maszynka, bo im więcej rozkminia i dopowiada sobie, tym bardziej jest pobudzona i ma więcej haju, a im więcej haju, tym bardziej wiąże go z panem żonatym i tym bardziej idealizuje starego zgreda.
I zaczyna się od nowa... I tak w kółko...
