Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 556 ]

Temat: Starosc z Narcyzem

Witajcie, jestem swiezo po rozstaniu z narcyzem (bylismy razem ponad 4 lata). Juz jest duzo lepiej, ale oczywiscie momenty tesknoty mnie dopadaja. Dlatego chcialam was prosic o jakies historie prawdziwe o tym, jak wyglada zycie z Narcyzem, ktory juz sie starzeje (bo on juz jest starszy! dobija 60-tki). Czy znacie jakies fakty jak wyglada zycie takich ludzi? Chcialabym przeczytac cos, co mi pomoze uswiadomic sobie jeszcze bardziej, ze rozstanie z nim wyjdzie mi tylko na dobre...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-21 18:14:08)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj:)
No cóż nie wiem czy rozstanie wyjdzie Ci na dobre.
Może opisz dokładnie coś o twoim  partnerze czy tam eks partnerze. Czym ten narcyzm się objawia....?

Ja mogę Ci powiedzieć o sobie:
Jestem w związku z facetem sporo starszym.

Mój facet- typowy indywidualista, lubiany w grupie, urodziny lider, umiejący odnaleźć się w każdej sytuacji i towarzystwie. Śmiały, znający swoją wartość, trochę despotyczny, ale umiarkowanie. Zawsze cieszył się dużym powodzeniem i zainteresowaniem wśród kobiet.
Z tego wiem zawsze taki był. I tylko z wiekiem nabiera pewności siebie, może będę nieobiektywna ale porównując zdjęcia jak miał 20 lat to teraz jest zdecydowanie przystojniejszy smile
Tylko, że ja o tych wszystkich cechach charakteru, upodobaniach, wiedziałam, i miałam świadomość, jak będzie wyglądał nasz związek.


Dobra rozumiem o co chodzi. Tu wkleję twój obszerniejszy post żeby można było coś więcej poradzić....

Kalejdoskopka napisał/a:

Witajcie, Mija miesiąc od mojego rozstania z facetem (dużo starszym ode mnie), u którego dopiero po rozstaniu rozpoznałam typ narcystyczny. Pomijając to, że uzależniłam się od niego, to jednak wiem też, że bardzo go kochałam, kocham niestety nadal. Akceptowałam jego negatywne cechy, nie przeszkadzał mi ten jego ciągły głód komplementów i doceniania jego wyjątkowości - dawałam mu to. Byliśmy ze sobą ponad 4 lata, z kryzysami w formie jego oddalania się, i mojego zabiegania o jego uwagę. Mimo to, wiem że mnie na swój sposób kochał. Ale ostatnie miesiące również zaczęły się od jego wycofania, potem pod moim naciskiem o wyjaśnienia, powiedział, że zakochał się w kimś innym. Tamta kobieta go nie chce i z tego co wiem, powiedziała żeby jej dał spokój. To, co mnie boli, to to że tak łatwo, jakby z dnia na dzień zapomniał o mnie - czy to możliwe, żeby naprawdę nic już do mnie nie czuł? Byłam dla niego dobra, choć nie poddańczo dobra, udało mi się nauczyć lub oduczyć go zachowań, które były dla mnie krzywdzące. Było nam ze sobą dobrze, wspólne zainteresowania, podróże, ale brakowało bliskości. Zawsze, kiedy zbliżaliśmy się bardziej, on uciekał. Wiem, że ten związek nie miał szans, bo on nie chce nic ze sobą zrobić. Ale wydawało mi się, że jestem wyjątkowa, bo był ze mną długo. Wcześniejsze jego związki były dużo krótsze. Wiem, że ze mną jest dużo nie tak, skoro byłam z kimś takim. Zaczęłam chodzić na terapię, bardzo pomaga mi książka "Moje dwie głowy". Ciągle jeszcze jestem w tzw. czarnej dupie w procesie podnoszenia się z tego i dużo mogłabym jeszcze pisać. Oczywiście, że za nim tęsknie i boli właśnie to, że on po tym wszystkim, co mieliśmy tak nagle był zdolny do kompletnego odrzucenia mnie. Zastanawia mnie czy takie osoby narcystyczne naprawdę nic nie czują do osoby, z którą byli i którą ponoć kochali? Potrzebuję odpowiedzi, potrzebuję zrozumieć, dla siebie.

Z jednej strony z przykrością z drugiej z ulga i zadowoleniem napisze, że miałam nieco więcej szczęścia od Ciebie. Nie wiem co Ci faceci po 50+ maja w sobie, że aż ta rozkochują w sobie kobiety. Ja w swoim też się zakochałam bez pamięci. I też był czas, że się rozstawaliśmy, ale w sumie zawsze wychodzi na to, że wracamy do siebie.
Moim zdaniem to my kobiety po prostu jesteśmy bardziej wylewne. Moim zdaniem mężczyźni też to przeżywają, ale to takie pokolenie, że nie są nauczeni rozmawiać o uczuciach,  okazywać emocje. Udają twardych, nieprzejednanych. Może im nie honor, wyciągnąć rękę do młodszej partnerki. Może twój facet wie, ze zrobił źle, popełnił błąd ale się wstydzi przyznać. Wie, że Cie zranił i również cierpi.

3 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-09-22 14:24:10)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmilla,

Dziekuje ci bardzo za odpowiedz. Tak, ten mój były facet ma dokładnie takie same cechy jak twój! Mam nadzieje, ze to nie ta sama osoba 
Wiesz, dużo mogłabym pisać o tym jak było, ale generalnie zawsze miałam poczucie, jakby nie traktowal mnie poważnie. Czasem tylko dawal mi jakies resztki ze stolu, typu jakiś wyjazd na wakacje, czy jedne swieta u jego rodziny. Ale praktycznie zawsze swieta spedzalismy osobno, nawet sylwestra. W towarzystwie, a dokładnie na imprezach szkolnych, gdzie on pracuje, a ja jestem absolwentka, zawsze zachowywal się jakby mnie nie znal. Nie zabieral mnie tez w większość miejsc i wydarzen, na które uczeszczal. Wakacje ze mna, to był tylko jakiś epizod, podczas gdy on sam organizowal sobie wiele innych wyjazdow w ciekawe miejsca. Po prostu dawal cos z siebie tylko wtedy jak mu to było na reke, albo kiedy czegos potrzebowal – to się chyba nazywa takim podtrzymaniem. Oczekiwal za to oczywiście wielkiej wdziecznosci. Teraz wie, dlaczego w pewnych miejscach się do mnie nie przyznawal, czy tez nie chciał mnie zabierać – bo on notorycznie był otwarty na inne kobiety, caly czas poszukiwal kolejnych zdobyczy. Był ze mna tak długo chyba tylko dlatego, ze nie znalazł nikogo lepszego ode mnie – bo z wiekiem to jednak nie ma już takiego powidzenia. Ale wiem, ze mnie zdradzal, wiem przynajmniej o jednej kobiecie – ale z nia to już wogole nigdzie by się raczej nie pokazal, bo to straszna imprezowiczka i pijaczka. Cechy typowe dla narcyzmu: musi być zawsze w centrum uwagi i rozpaczliwie poszukuje podziwu, gdzie się tylko da. Wyolbrzymia swoje osiagniecia, umniejsza innych, krytykuje, mnie także, a może zwłaszcza. Nigdy się nie cieszyl z moich osiagniec, nigdy nie docenial, rzadko mowil cos miłego. Chcial zawsze mieć racje. Nie obchodzilo go, kiedy ja go potrzebowałam, ale obrazal się gdy ja nie miałam dla niego czasu. Potrafil milczeć przez wiele dni, czy tygodni, dowiadywałam się od ludzi co u niego slychac. Zle mowil o swoich byłych, a miał ich dużo. Zawsze to one były winne, zdradzaly go etc. Jego kolejne porażki zawodowe, tlumaczyl tym, ze to miejsce i ludzie byli beznadziejni i nie dalo się z nimi pracować, ze on nie chciał mieć z nimi nic wspólnego.
Jasne, że były z nim swietne momenty i potrafil być wspanialomyslny, inteligentny, oczytany i z dużym poczuciem humoru. Ale jednak zawsze były z jego strony jakies uniki w związku z bliskoscia. To nie był tak naprawdę prawdziwy związek, chociaż trwal ponad 4 lata. On chyba nigdy nie miał zamiaru być ze mna na poważnie, albo na dluzej. Wydaje mi się, ze zawsze traktowal mnie tymczasowo i jak kolo zapasowe. Wiem, ze miał faze przez jakiś czas, ze mnie pokochal, ale zobaczyl kogos innego i nagle stwierdził, ze już mu się znudziłam. Ale od razu mowie, ze ja absolutnie nie bylam nudna, wręcz to ja miałam więcej pomyslow od niego. I nie zawsze bylam na jego zawolanie, mam swoje pasje i zycie poza nim. A jednak mimo wszystko znudzilo mu się. Nie dalo się z nim rozmawiać poważnie, zawsze zmienial temat albo ucinal rozmowe. Jedyne co mi się udawalo, to mowilam mu wprost, jeśli jakies jego zachowanie mnie urazilo czy mi się nie podobalo. Szanowal to i zawsze się do tego dostosowywal, to mu trzeba przyznać. A jednak w najważniejszych kwestiach rozmowy powodowaly, ze uciekal. Od razu uprzedzam, ze starałam się nie meczyc go takimi rozmowami czy problemami, starałam się powiedzieć o co mi chodzi w dwóch zdaniach. A teraz wiem, ze kobieta dla której mnie zostawil, nie chce go – uroil sobie i chyba nie bral pod uwagę tego, ze ona go nie będzie chciała. Ale i tak nie wrocil do mnie. Może wlasnie duma i wstyd – tak jak piszesz. A ja naprawdę bardzo go kochałam i tez akceptowałam wszystkie jego dziwactwa i sposób bycia – ja te jego cechy uwielbiałam i nie chciałam nigdy go zmieniac. Jedyne, czego chciałam to bliskości. A dla niego wszystko, co przezylismy i zbudowaliśmy jak widać nie było nic warte, skoro porzucil to wszystko praktycznie z dnia na dzień (to znaczy myslal o tym chyba od miesięcy, ale na mnie to spadlo nagle). I nawet nie mial odwagi sam sie do tego przyznac, nie porozmawial ze mna osobiscie, tylko wyjechal bez slowa i rozmowa sie odbyla dopiero dy ja do niego zadzwonilam, bo nie wiedzialam co jest grane! Nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia, jeśli chodzi o to jaka ja bylam dla niego, nikt nie jest idealny, ale nie zrobiłam mu niczego zlego, o co moglby mieć do mnie pretensje. Po prostu on chyba nie potrafi pojsc dalej poza faze zauroczenia – dla niego to jest milosc. Nie bylam jego pierwsza kobieta, ale on jest po prostu nieuczciwy, skoro wie, ze nie potrafi być w związku, a jednak caly czas poluje na kolejne ofiary. I zazwyczaj sa to kobiety dobre i z zasadami moralnymi. Bo on musi mieć czysta ofiare!
W tym poscie chciałam prosić ludzi o historie i przykłady takich ludzi jak on – czy oni kiedykolwiek rozumieją to, co robia? ? Czy sa przykłady narcyzow, którzy się zmieniają? Po wielu książkach na ten temat wiem, ze raczej nie. Ale skoro nie – to jaki jest koniec takich osob? Ile można wykorzystywać ludzi i uchodzić z tego calo?? Czy wierzycie, ze zlo się wraca?

Reklama

4

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Ludmilla, Dziekuje ci bardzo za odpowiedz. Tak, ten mój były facet ma dokładnie takie same cechy jak twój! Mam nadzieje, ze to nie ta sama osoba 
....... W towarzystwie, a dokładnie na imprezach szkolnych, gdzie on pracuje, a ja jestem absolwentka, zawsze zachowywal się jakby mnie nie znal.

No szczęście nie ta sama osoba. Mój nie jest nauczycielem.
Co do imprez szkolnych. Cóż szkoła nie jest miejscem na okazywanie czułości, miłości. Zaraz by się plotki zaczęły. My na wielu uroczystościach nawet do dziś zachowujemy się bardzo oficjalnie. Żadnego trzymania za ręce, całusów, głaskania. Mój tego nie lubi. Co nie znaczy, że nie potrzebuje tych czułości. Tylko, że tka powiem w miejscach do tego przeznaczonych.


Kalejdoskopka napisał/a:

Nie zabieral mnie tez w większość miejsc i wydarzen, na które uczeszczal. Wakacje ze mna, to był tylko jakiś epizod, podczas gdy on sam organizowal sobie wiele innych wyjazdow w ciekawe miejsca. Po prostu dawal cos z siebie tylko wtedy jak mu to było na reke, albo kiedy czegos potrzebowal – to się chyba nazywa takim podtrzymaniem. Oczekiwal za to oczywiście wielkiej wdziecznosci. Teraz wie, dlaczego w pewnych miejscach się do mnie nie przyznawal, czy tez nie chciał mnie zabierać – bo on notorycznie był otwarty na inne kobiety, caly czas poszukiwal kolejnych zdobyczy. Był ze mna tak długo chyba tylko dlatego, ze nie znalazł nikogo lepszego ode mnie – bo z wiekiem to jednak nie ma już takiego powidzenia. Ale wiem, ze mnie zdradzal, wiem przynajmniej o jednej kobiecie – ale z nia to już wogole nigdzie by się raczej nie pokazal, bo to straszna imprezowiczka i pijaczka. Cechy typowe dla narcyzmu: musi być zawsze w centrum uwagi i rozpaczliwie poszukuje podziwu, gdzie się tylko da. Wyolbrzymia swoje osiagniecia, umniejsza innych, krytykuje, mnie także, a może zwłaszcza. Nigdy się nie cieszyl z moich osiagniec, nigdy nie docenial, rzadko mowil cos miłego. Chcial zawsze mieć racje. Nie obchodzilo go, kiedy ja go potrzebowałam, ale obrazal się gdy ja nie miałam dla niego czasu. Potrafil milczeć przez wiele dni, czy tygodni, dowiadywałam się od ludzi co u niego slychac. Zle mowil o swoich byłych, a miał ich dużo. Zawsze to one były winne, zdradzaly go etc. Jego kolejne porażki zawodowe, tlumaczyl tym, ze to miejsce i ludzie byli beznadziejni i nie dalo się z nimi pracować, ze on nie chciał mieć z nimi nic wspólnego.
Jasne, że były z nim swietne momenty i potrafil być wspanialomyslny, inteligentny, oczytany i z dużym poczuciem humoru. Ale jednak zawsze były z jego strony jakies uniki w związku z bliskoscia. To nie był tak naprawdę prawdziwy związek, chociaż trwal ponad 4 lata. On chyba nigdy nie miał zamiaru być ze mna na poważnie, albo na dluzej. Wydaje mi się, ze zawsze traktowal mnie tymczasowo i jak kolo zapasowe. Wiem, ze miał faze przez jakiś czas, ze mnie pokochal, ale zobaczyl kogos innego i nagle stwierdził, ze już mu się znudziłam. Ale od razu mowie, ze ja absolutnie nie bylam nudna, wręcz to ja miałam więcej pomyslow od niego. I nie zawsze bylam na jego zawolanie, mam swoje pasje i zycie poza nim. A jednak mimo wszystko znudzilo mu się. Nie dalo się z nim rozmawiać poważnie, zawsze zmienial temat albo ucinal rozmowe. Jedyne co mi się udawalo, to mowilam mu wprost, jeśli jakies jego zachowanie mnie urazilo czy mi się nie podobalo. Szanowal to i zawsze się do tego dostosowywal, to mu trzeba przyznać. A jednak w najważniejszych kwestiach rozmowy powodowaly, ze uciekal. Od razu uprzedzam, ze starałam się nie meczyc go takimi rozmowami czy problemami, starałam się powiedzieć o co mi chodzi w dwóch zdaniach. A teraz wiem, ze kobieta dla której mnie zostawil, nie chce go – uroil sobie i chyba nie bral pod uwagę tego, ze ona go nie będzie chciała. Ale i tak nie wrocil do mnie. Może wlasnie duma i wstyd – tak jak piszesz. A ja naprawdę bardzo go kochałam i tez akceptowałam wszystkie jego dziwactwa i sposób bycia – ja te jego cechy uwielbiałam i nie chciałam nigdy go zmieniac. Jedyne, czego chciałam to bliskości. A dla niego wszystko, co przezylismy i zbudowaliśmy jak widać nie było nic warte, skoro porzucil to wszystko praktycznie z dnia na dzień (to znaczy myslal o tym chyba od miesięcy, ale na mnie to spadlo nagle). I nawet nie mial odwagi sam sie do tego przyznac, nie porozmawial ze mna osobiscie, tylko wyjechal bez slowa i rozmowa sie odbyla dopiero dy ja do niego zadzwonilam, bo nie wiedzialam co jest grane! Nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia, jeśli chodzi o to jaka ja bylam dla niego, nikt nie jest idealny, ale nie zrobiłam mu niczego zlego, o co moglby mieć do mnie pretensje. Po prostu on chyba nie potrafi pojsc dalej poza faze zauroczenia – dla niego to jest milosc. Nie bylam jego pierwsza kobieta, ale on jest po prostu nieuczciwy, skoro wie, ze nie potrafi być w związku, a jednak caly czas poluje na kolejne ofiary. I zazwyczaj sa to kobiety dobre i z zasadami moralnymi. Bo on musi mieć czysta ofiare!

Mój na początku podobnie się zachowywał. Chociaż nie chwalił się pracą i osiągnięciami. To jednak myślę, że właśnie praca i osiągnięcia są podstawą do tego by znać swoją wartość, być śmiałym. Ja się w nim bardzo zakochałam i pomyślałam, że dla takiego faceta to warto trochę schować dumę w kieszeń i przemilczeć niektóre sprawy. Co do innych kobiet, wiadomo, że jak facet przystojny  imponujący to one są. Powiesz coś to się obrazi, zdenerwuje i się zacznie oddalać. Ja na przykład to od początku jednym słowem ,,likwidowałam konkurencje'' to znaczy byłam bardzo nieprzyjemna dla potencjalnych rywalek, zabijałam ich wzrokiem i okazywałam niezadowolenie im. Moim zdaniem mój to trochę na początku nie wiedział jak mnie traktować, się pogubił. Bo ja mu na początku wyznałam miłość, więc miał świadomość, ze jestem zakochana i że w takiej sytuacji to dużo ryzykuje bo daje mi nadzieję, od początku wiedział, że to będzie poważny związek. I tu były chyba z jednej strony chciał z drugiej robił sobie wyjście awaryjne i testował na ile sobie może pozwolić. Z perspektywy to myślę, że miał być związek na chwilę a jest miłość na całe życie.
Moim zdaniem tacy faceci sami do końca nie wiedzą na ile są w stanie się zaangażować, boja się, że w końcu naprawdę się zakochają, a jak się zakochają to boją się sami przed sobą do tego przyznać.


Kalejdoskopka napisał/a:

W tym poscie chciałam prosić ludzi o historie i przykłady takich ludzi jak on – czy oni kiedykolwiek rozumieją to, co robia? ? Czy sa przykłady narcyzow, którzy się zmieniają? Po wielu książkach na ten temat wiem, ze raczej nie. Ale skoro nie – to jaki jest koniec takich osob? Ile można wykorzystywać ludzi i uchodzić z tego calo?? Czy wierzycie, ze zlo się wraca?

Mój facet kiedyś taki był i pewnym sensie jest. Tylko tu jest taka zasada, że narcyz się nie ukrywa, on od początku pokazuje prawdziwą twarz. Tylko narcyz ma to do siebie, że to kobiety się w nim zakochują biegają za nim, zabiegają o względy. A on jest taki jaki jest, narcyz za bardzo się szanuję, żeby sie wysilać na maskowanie się. Więc to poniekąd sprawiedliwy i uczciwy układ. Chcesz to zabiegasz nie to nie.
Mój facet miał kilka eks i żadna nie da o nim złego słowa powiedzieć.
Ja się bardzo staram, żeby nigdy do grona eks nie dołączyć. Myślę, że to poniekąd mi się udaje. Tylko, że do takiego mężczyzny trzeba nie 100% tylko 200% więcej cierpliwości, wyrozumiałości, delikatności. W końcu oni też zaczynają się stabilizować. Takiemu facetowi należy pokazać dobre strony związku. Czy zło wraca?
To nie jest zło. Zło to damski bokser, zazdrosny psychol, szowinista. Natomiast narcyz to w głębi duszy bardzo zagubiony, wrażliwy potrzebujący o wiele więcej miłości i akceptacji mężczyzna. Który zdaje sobie sprawę, że jego zachowanie jest do końca w porządku ale blokada fizyczna, mur zwany dystansem nie pozwala na inne postępowanie. Ten twój pewnie też cierpi teraz, wie, ze Cię skrzywdził no ale co mógłby zrobić żeby odmienić tę sytuacje? A ty skoro nie zapomniałaś o nim nadal go kochasz to pytanie do Ciebie czego ty być od niego teraz oczekiwała?

5

Odp: Starosc z Narcyzem

Dokladnie tak samo robilam. To bylo dla mnie motywujace i odpowiadalo mi to. Ale wydaje mi sie ze juz pod koniec, kiedy tak dlugo sie do mnie nie odzywal, ja nie wiedzialam co u niego slychac, to naprawde juz bylam na granicy wytrzymalosci. Wtedy mozliwe, ze moglam go czyms urazic. Wiem, ze oni sa bardzo wrazliwi. Ale czemu on nigdy nie powiedzial, co mu przeszkadza - wszystkiego trzeba sie domyslac, co jasnie pan ma w glowie. A co ze mna, kiedy ja bym go potrzebowala? Ja mialam zawsze byc dla niego i bylam, a kiedy czasem odmawialam spotkania, to sie obrazal. Ale masz racje, on sie powoli oswajal ze mna i traktowal mnie jak bliska osobe, zaczal zabierac w wiecej miejsc, ale i bylo to jakies minimum - naprawde!
Masz racje, ze na pewno glupio mu po tym co zrobil. Ale co ja mam zrobic? Walczylam o niego, probowalam rozmawiac, na spokojnie bez placzu - zebys nie myslala ze to byly jakies nie do zniesienia rozmowy. Ale on najpierw rozmawial ze mna szczerze, a potem traktowal z gory - ze ja to niby nie zrozumiem jego wysokich lotow nowej milosci. To bylo mega upokarzajace i lecewazace. Wkoncu mialam sie z nim spotkac, ja poprosilam o spotkanie, ale juz nie mialam na to sily, zeby dalej go prosic, czulam ze to juz bedzie ponizajace dla mnie po prostu. Dlatego odwolalam to spotkanie - wiem ze sie obrazil, bo nic nie odpisal. Wiedzialam, ze na spotkaniu pewnie nadal bedzie w tym tonie ze mna rozmawial. Wtedy jeszcze mial nadzieje, ze tamta dziewczyna z nim bedzie, byl bardzo pewny siebie w tym wzgledzie. Ale sie przeliczyl, bo ona go odrzucila. Gdyby jednak go chciala, to czy zatesknilby za mna? Czy by sie przejal co ja czuje itd? Mysle, ze nie. Czego bym oczekiwala? Tego, zeby probowal sie ze mna jakos skontaktowac, ale on tego nie robi - pewnie z dumy i ze wstydu - tak podejrzewam. Ale tez moze po prostu nic juz dla niego nie znacze. NIe chce sie narzucac - bo czy to spowodowaloby, ze on moglby mnie szanowac i chciec byc ze mna? Dlaczego to ja zawsze mam wychodzic z inicjatywa. W tym wypadku, to on zawinil, to on mial jakis problem, wiec on powinien sie skontaktowac. W jednej z rozmow przez telefon przeprosil mnie i powiedzial, ze wie ze skrzywdzil juz wielu ludzi. A wedlug ciebie co powinnam zrobic?
A ty Ludmilla jak dlugo jestes juz w tym zwiazku? Jak sie rozstawaliscie to z jakich przyczyn i kto wyciagal najpieerw reke?
Zycze ci jak najlepiej, bo jestes przykladem ze jednak da sie tak wszystko zorganizowac, zeby to dzialalo. Ja jestem z tych, co sie nie poddaja i powiem ci ze dalam z siebie nawet nie 200, ale 500 procent. Przeczytalam mnostwo ksiazek, jestem dobrym psychologiem, nauczylam sie kazdego jego gestu, czytalam mu w myslach. Bylam wyrozumiala, kochajaca, ale nie sluzalczo - mialam swoje zdanie i zycie, nie obrazajac jego. Choc wiem, ze zdarzylo mi sie kilka wpadek, jednak staralam sie to zawsze naprawiac w roznoraki sposob.

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-23 22:40:06)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

A wedlug ciebie co powinnam zrobic?

Z tego co piszesz to nadal go kochasz. Chciałabyś się uwolnić, zapomnieć, żyć bez niego, byłoby lżej. Ale to niemożliwe, to wraca jak bumerang.
Moim zdaniem dla całkowitego oczyszczenia tej sytuacji. Musisz z z wszelkich możliwych źródeł, kontaktów, dowiedzieć się co u niego słychać. Jak sobie radzi, czy ma kogoś. Najważniejsze czy wspomina o tobie.

1. Jeżeli nie- może warto by było rozejrzeć się za kimś do niego podobnym. Kimś w kim mogłabyś się równie mocno zakochać. Nie robić nic pochopie. Lub spróbować być sama i czerpać z życia. Przekonasz się czy potrafisz żyć sama i czy potrafisz kogoś innego darzyć równie wielkim uczuciem.
2. Jeżeli tak wspomina, znaczy, że  Cię nadal kocha. Tylko duma i wstyd. Są zbyt duże. Wtedy podejmij decyzję. Czy jednak już się na coś takiego nie piszesz. Czy chowasz dumę w kieszeń i ryzykujesz bo chcesz być z nim szczeliwa? Jeżeli tak. Cóż wina jest jego, nie ma się co upokarzać, jednak można mu stworzyć sytuację. Czyli zacząć się kręcić wokół niego przypadkiem iść na tę samą imprezę, do tego samego sklepu, przejść obok pracy jak będzie wychodził. Po prostu nakierować go na Ciebie i na konfrontacje.

Co by miało nie być. Czy będziecie razem czy nie. Powinnaś go wpędzić w wyrzuty sumienia. Czyli powinnaś się postarać aby ktoś, najlepiej kilka osób, mu doniosło, ze strasznie cierpisz i płaczesz przez niego, Że podupadłaś na zdrowiu, że masz depresję, że się smucisz. Że ta miłość Cię zniszczyła. Jeżeli mają jakieś uczucia ruszyć to niech to będą wyrzuty sumienia.

Kalejdoskopka napisał/a:

A ty Ludmilla jak dlugo jestes juz w tym zwiazku? Jak sie rozstawaliscie to z jakich przyczyn i kto wyciagal najpieerw reke?

My podobnie jak WY smile Już kilka lat będzie. Rozstawaliśmy się kilka razy. Wcześniej to nawet nie były rozstania, tylko kłótnie i ciche dni, każdy wtedy był u siebie i nie dawał znaku życia. Ale u nas to na przezmian wyciągamy rękę na zgodę. Zależy kto winny. Zazwyczaj mamy podobne zdanie i w kwestia kto powinien pierwszy przerosić, dochodzimy do podobnych wniosków.
Najgroźniej rozstaliśmy się rok temu. Wtedy ogólnie kłóciliśmy się o wiele rzeczy mieliśmy wiele żalów pretensji. Rozstaliśmy się bardzo spektakularnie. Czyli już nieco pokłóceni poszliśmy na imprezę, on tam sobie z jakimiś kobietami gadał, okazywął mi, że jets obrażony, ie odzywał się, a nawet unikał mnie trochę. Czułam, że nie dam rady, wytrzymać takiej sytuacji serce mi pęknie. Więc wyszłam po angielsku nikt nei zauważył potme biegłam cłąy czas płakałam, być może zemdlałam w którymś momencie byłą noc, w tje złości byłam jak naćpana, wzięłam taxi i tak, zę kierowca mnie nie zawiózł na komisariat bo oczy miałam dziwne i zachowanie, no ale wzięłam kurs do jego domu, zabrałam wszystkie rzeczy i napisałam mu kartę o tym że odchodzę na zawsze. Ja się nei umiem tak pozłościć pokłócić, wyzywać, wydrzeć ja odreagowuje spektakularnie urządzając takie sytuacje. Miałam w planach wyjechać na kilak dni. Jednak ta noc wtedy strasznie mnie wykończyła,zrujnowałam sobie cały organizm. Następnego dnia zawiozłam bibeloty do siebie, czułam się okropnie. Poszłam do lekarza, od razu dostałam skierowanie na szpital mocno przeziębiona, wycieńczona, wychłodzona, znerwicowana, z wysoką temperaturą leżałam w szpitalu. I zastanawiałam się do czego to doszło. W gruncie rzeczy zerwałam z nim. Z jednej strony byłam tak zła na niego, tak wyczerpana naszym związkiem, że myślałam, że może to i dobrze,że to koniec.
Z drugiej ciągle myślałam co on robi i czy mnie szuka. Myślałam, że nie, albo że tak. Sama nie wiem. No jakoś, że szukał, i przyszedł. To już był zdecydowanie emocjonowany rollercoaster, najpierw zaczęłam chłodno, żeby się nie interesował, że koniec tego. Ale jak emocje wzięły górę, strasznie płakałam, z przykrości i z ulgi, że jednak przyszedł, bo podświadomie to nie chciałam tego rozstania. Nie chce dziś, nawet myśleć, ze mógłby nie przyjść.
Ale potem miałam dużą blokadę, bałam się znów zaryzykować, bałam się, że znów będę cierpieć. No ale, jemu ta sytuacja uświadomiła, że ja strasznie krucha jestem, wrażliwa, nie chce mieć mnie na sumieniu. Już pryz mnie nie żartuje z innymi kobietami, a sam szybko ucina jak one go zaczepiają. Przynajmniej przy mnie big_smilebig_smile  Teraz jestem nieco spokojniejsza. Ale na przykład, jak wyjeżdża służbowo, zazdrosna nie jestem, nie wiszę mu na telefonie, nie piszę sms bez przerwy, nie martwi mnie co tam robi...ale oddycham z ulgą jak wraca, że nie uciekł ode mnie.

7

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, z nieba mi spadłaś z tematem, który założyłaś. Pozwolicie więc, że włączę się w waszą rozmowę dziewczyny?

Ja jestem właśnie w takim "związku" i  tu, uwaga- tkwię w tym chorym układzie mocno ponad dekadę.
Koszmar. Tyle straconych lat, o straconym zdrowiu nawet nie wspomnę,  bo aż wstyd się przyznać.
Mój narcyz ma ponad 60 lat.
Ja jestem od niego znacznie młodsza, ale też bez przesady z ta różnicą wieku. Po wszystkich przebojach z tym czlowiekiem mentalnie uważam siebie za staruszkę.
Pytasz jaki może być narcyz na starość.
Powiem ci szczerze, że wiele on się nie zmienia, jeśli w ogóle.
Mojego narcyza poznałam gdy miał on 49 lat (po kilku miesiącach dowiedziałam się, ze okłamał mnie w kwestii wieku, po prostu odjął sobie dwa lata- już wtedy powinnam zerwać z facetem, ktory na dzień dobry kłamie, potem były inne bardzo bardzo liczne kłamstwa, są kłamstwa aż do dzisiaj)i dlatego smiało mogę wypowiedzieć się w kwestii zmiany albo braku zmiany u narcyza, kilkanaście lat znajomości i to znajomości tego rodzaju, że niby byliśmy razem daje dość szeroką wiedzę na temat takich facetów.
Czy mogę dołączyć do rozmowy?

8

Odp: Starosc z Narcyzem

Hej!
Oliwia witaj, napisz coś więcej o sobie i twoim związku....
O proszę widzę, że to nie są pojedyncze wyjątki, całkiem duża grupa tych narcyzów big_smilebig_smile
Ostatnio wpadała mi w rękę pewna książka, może niezbyt ciekawa, ale ma ciekawe fragmenty oto jeden z nich:
,,Tymczasem 50cio letni mężczyzna przeżywa swoją drugą młodość, świat jest dla niego wyjątkowo łaskawy, Przyznaje mu się prawo do niewinnego romansu z sekretarką albo koleżanką z sąsiedniego działu, do drobnych szaleństw np. kupna drogiego sportowego kabrioletu w kolorze krwistej czerwieni i odkrywanie nowej pasji- najlepiej jeżeli jest to sport ekstremalny, choć zbieranie samochodzików w skali 1:22 tez ujdzie mu to na sucho. ,,Mężczyzna młody po raz drugi'', może nawet rzucić pracę i wyruszyć  podróż dookoła świata, albo wypłacić oszczędności zainwestować w wątpliwy biznes na Antarktydzie, wymienić ,,starą'' żonę na ,,nowy model'' albo zostać ,,młodym ojcem''. Może. Dajemy mu do tego prawo''.

9

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Ludmiło.
Na stare lata odbić może nie tylko narcyzowi.  Ci do tej pory w miarę normalni albo ci z innym zaburzeniami też mogą ześwirować. Nie ma na to reguły- kobietom  też odbija i potrafią utrzymywać młodego żigolaka.

10

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie wiadomo od czego zacząć, bo tyle jest tego do opowiedzenia.
Trudna relacja, ni to związek ni to układ, takie nie wiadomo co właściwie. Ciągnie się to wszystko już grubo ponad dekadę.
Co będzie dalej? Pojęcia nie mam. Na ten moment wyprowadziłam się do innego miasta, zaczelam nowe życie, ale czy na pewno zaczęłam nowe życie? Wygląda na to że jednak nie bo z panem narcyzem dalej mam kontakt. Chociaż stwierdzenie że mam z nim kontakt jest wielkim nadużyciem, bo tak naprawdę nie wiem czy ten jego telefon do mnie sprzed kilku dni nie był  ostatnim. On potrafił nie odzywać się do mnie całymi tygodniami albo miesiącami - to była norma.
Jaki może być narcyz na starość? Myślę że na starość narcyz może troszkę spokorniec ponieważ zdrowie nie pozwoli mu na jakieś szczególne szaleństwa. Nie sądzę by taki człowiek zaczął liczyć się z innymi kierując się potrzebą serca- on zawsze będzie wyrachowany w tym co robi mówi i czyni. Trzeba mieć bardzo specyficzny charakter żeby wytrzymać z narcyzem.
Czy dobrze zrobilas zrywając z narcyzem? Ją uważam że zrobilas bardzo dobrze, bo taki człowiek na pewno nie byłby dla Ciebie żadnym wsparciem w razie choroby, w razie kłopotów itd. Na jesień życia należy szukać człowieka na którego można liczyć - narcyz nie sprawdza się jako przyjaciel, jako partner, ponieważ cechuje go chory i wynaturzony egoizm. Obojętne ile lat będzie miał narcyz do końca życia pozostanie on  skrzywionym na psychice egoistą.

11 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-09-26 20:42:10)

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Nie wiadomo od czego zacząć, bo tyle jest tego do opowiedzenia.
Trudna relacja, ni to związek ni to układ, takie nie wiadomo co właściwie. Ciągnie się to wszystko już grubo ponad dekadę.
Co będzie dalej? Pojęcia nie mam. Na ten moment wyprowadziłam się do innego miasta, zaczelam nowe życie, ale czy na pewno zaczęłam nowe życie? Wygląda na to że jednak nie bo z panem narcyzem dalej mam kontakt. Chociaż stwierdzenie że mam z nim kontakt jest wielkim nadużyciem, bo tak naprawdę nie wiem czy ten jego telefon do mnie sprzed kilku dni nie był  ostatnim. On potrafił nie odzywać się do mnie całymi tygodniami albo miesiącami - to była norma.
Jaki może być narcyz na starość? Myślę że na starość narcyz może troszkę spokorniec ponieważ zdrowie nie pozwoli mu na jakieś szczególne szaleństwa. Nie sądzę by taki człowiek zaczął liczyć się z innymi kierując się potrzebą serca- on zawsze będzie wyrachowany w tym co robi mówi i czyni. Trzeba mieć bardzo specyficzny charakter żeby wytrzymać z narcyzem.
Czy dobrze zrobilas zrywając z narcyzem? Ją uważam że zrobilas bardzo dobrze, bo taki człowiek na pewno nie byłby dla Ciebie żadnym wsparciem w razie choroby, w razie kłopotów itd. Na jesień życia należy szukać człowieka na którego można liczyć - narcyz nie sprawdza się jako przyjaciel, jako partner, ponieważ cechuje go chory i wynaturzony egoizm. Obojętne ile lat będzie miał narcyz do końca życia pozostanie on  skrzywionym na psychice egoistą.

Olivio - witaj!! Oczywiście, że możesz dołączyć do rozmowy i bardzo się cieszę, że napisałaś! To , co piszesz jest dla mnie bardzo cenne. Ten mój też potrafił się długo nie odzywać i zgadzam się że trzeba mieć dużą siłę, i specyficzne cechy żeby z kimś takim wytrzymać.  I ja byłabym z nim zapewne do końca jego lub mojego życia, bo szczerze go kochałam i nie zostawiłabym na pewno. Jednocześnie czuję się też bardzo wyssana z energii. Jestem ciekawa, co zamierzasz dalej? Napisz jeszcze coś więcej o tym związku i dlaczego się wyprowadziłaś?

12

Odp: Starosc z Narcyzem

1.Zachowywał się jak PAN i władca. Z narcyzem można być, a scislej mówiąc, można mieć zaszczyt być, ale tylko na jego warunkach, dla zdrowej na umyśle kobiety warunki te byłyby nie do przyjęcia.
2.Nie miałam poczucia że jestem w związku z facetem ponieważ przebieg naszej znajomości daleko odbiegał od ogólnie przyjętych norm związkowych. Ją dazylam do normalności, a on sabotowal moje wysiłki np.nigdy nie udało mi się doprowadzić do wspólnego z nim zamieszkania. Oboje jesteśmy i byliśmy wolni dobrze sytuowani, on nawet bardzo dobrze ale o wspólnym życiu z nim nie mogłam nawet marzyć.
3. Stosował wobec mnie kary np. znikał bez słowa, nie dzwonił, nir oddzwanial nie pisał nie odpisywal, czasem trwało to kilka dni, kilka tygodni albo nawet miesięcy. To był sadysta i robił to specjalnie. Czasem śmiał się że jeszcze kilka prób i będę już dobrze ułożona.
4.Nie wprowadzil mnie w grono swoich znajomych, unikał tego jak ognia, czasem myslalam że sie mnie wstydzi, potem dowiedziałam się że takich jak ja było kilka, z tymi innymi chodził na imprezy do znajomych, że mną nie bo ja byłam trzymana na stare lata i dlatego miałam być ciemna jak tabaka w rogu  wstyd przyznać ale takie są fakty.
Ja byłam wprowadzona w krag jego rodziny i byłam zapraszana do jego rezydencji gdzie mogłam mieć w szafach swoje rzeczy. Coz za wyroznienie. Te inne z którymi się spotykał nie były zapraszane do jego domu- raczej hotele albo jego mieszkania w różnych miastach( ja nawet nie wiedziałam o tych mieszkaniach i do dzisiaj nie wiem gdzie ten facet tak naprawde mieszka, to chodząca zagadka a nie facet do życia w związku)
Jutro napisze ci więcej. Teraz muszę kończyć dobranoc

13

Odp: Starosc z Narcyzem

Przeprowadziłam się do innego miasta że względów zawodowych. Mam teraz nadzieję na początek czegoś dobrego w moim życiu. Nie sądzę by mój "związek" ostał się, bo odległość swoje jednak robi. Ją jestem umordowana wieloletnią relacją z narcyzem, bardzo zdegustowany i nie wyobrażam sobie bym jeździła teraz na jakieś randeczki do faceta który przez tyle lat nie zdecydował się na poważny związek że mną. Uciekła z beznadziejnej i wyniszczającej mnie układu nie bez powodu. Nie xmarnuje więc okazji by tym razem naprawdę zacząć nowe życie. On też nie będzie z mojego powodu robił rewolucji w swoim życiu bo ja nie byłam dla niego kimś aż tak ważnym. Gdyby było inaczej to od lat bylabym jego żoną. Skoro jednak nie jestem nią a przecież taką wielką miłość nas niby łączy to ją raczej nie widzę jutra dla tej znajomości. I chwała bogu bo wiążąc się z takim facetem udoopilabym się na amen. Wystarczy że na coś bym zachorowała powtarzała się znacznie że znudzilabym się mu bo za dużo bym od niego chciała to jestem na 100% pewną że on szybko wywalilby mnie ze swojego życia a potem nawet pięciu sekund nie plakalby po mnie. Takie mam, moją droga, zdanie na temat narcyzow. To z całą pewnością nie są odpowiedni mężczyźni na tzw stare i schorowanego lata. A czas leci bardzo szybko i człowiek nie wie kiedy straci zdrowie albo dobry wygląd. Decydowanie się na przeżycie jesieni życia z narcyzem byłoby, moim skromnym zdaniem, szaleństwem i totalną głupotą.
Sorry ale pisze z telefonu więc są pewnie liczne literowki i beznadziejna interpunkcja.

14

Odp: Starosc z Narcyzem

Są liczne literówki- no trudno. W świat już poszło.
I jeszcze raz Klementynko- postąpiłaś bardzo dobrze wycofując się z relacji z takim człowiekiem, chociaż ja i tak nie wierzę w to, by on dał ci spokój, że między wami wszystko skończone jest tak na amen. Nie wierzę w to- będzie WIELKI POWRÓT. Za jakiś czas on odezwie się do ciebie,ponieważ jemu w głowie się nie zmieści, że ktoś może z niego, ot tak sobie, zrezygnować. Jeśli czerpał określone korzyści z waszego układu (nie chodzi mi o sprawy materialne, lecz o wygodny i mało obciążający go układ), to on tak łatwo ci nie odpuści. Z narcyzem nie kończy się znajomości- o końcu, według jego mniemania, decyduje on. Ty wrócisz do niego, bo będziesz miała nadzieję, że facet coś sobie przemyślał, że zrozumiał swoje błędy itd i pełna nadziei wrócisz do niego. Przez tydzień albo w porywach przez pierwszy miesiąc bedzie dobrze, ale nim kur zapieje, zaczniesz znowu się męczyć. Nie ma innej opcji- będzie tak, jak ja napisałam. Zanim się zorientujesz minie ci dekada albo i więcej, az na koniec nie będziesz mogła poradzić sobie z tym wszystkim i uciekniesz na drugi koniec Polski albo świata, bo tylko realna odległość w przestrzeni może sprawić, że narcyz z ciebie zrezygnuje. Zrezygnuje z ciebie, bo on nie lubi się męczyć ani, tym bardziej, poświęcać. Ale i to, ze się przeprowadzisz bardzo daleko też nie da ci żadnej gwarancji, bo on dalej może kontaktować sie z tobą.
Życzę ci konsekwencji i stanowczości.

15 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-09-28 17:02:43)

Odp: Starosc z Narcyzem

Kochana Oliwio, kiedy czytam to co piszesz, to tak jak bym czytala o sobie...Ja zaraz po tym rozstaniu zaczelam chodzic na terapie i tobie tez to radze. Oczywiscie, ze normalna kobieta by tego nie wytrzymala, a ze ja zdaje sobie sprawe z tego, ze mam problem jeszcze z czasu dziecinstwa, to dlatego musze to rozwiazac. Terapeutka powiedziala mi, ze 70% tego co przezywam, to sa nierozwiazane sprawy z dziecinstwa, a 30% to rozstanie z nim. Co do tego, ze moze bedzie sie ze mna kontaktowal...nie jestem tego taka pewna. Jeszcze go kocham, dlatego chcialabym zeby tak bylo i chcialabym miec ta satysfakcje, zeby go odrzucic. Ale nie wydaje mi sie zeby on to zrobil, bo przeciez sam mnie zostawil, nie wiedzac czy tamta dziewczyna go zechce. Nie chciala go, a on do mnie nie wrocil. Uwazam, ze on po prostu ma tak wysokie mniemanie o samym sobie, ze nie dopuszczal tej mysli, ze ktoras go nie bedzie chciala - mimo ze juz wczesniej zostawialy go kobiety. Poza tym on ma cos w rodzaju dumy i wstydzilby sie mnie prosic o powrot - co rowniez wynika ze zbyt wysokiego mniemania o sobie - Pan i Wladca. On zawsze dzialal tak, zeby to kobiety za nim biegaly. I dlatego wydaje mi sie ze nie bedzie sie ze mna kontaktowal. Ale ty masz duzo wieksze doswiadczenie, i to, co piszesz ma duzy sens. Ciagle nie moge uwirzyc w ogrom jego bezczelnosci i zaklamania. Napisz jak sobie radzisz - dla ciebie to tez jest oczywiscie bardzo dobrze, ze juz z nim nie jestes. Obys ulozyla sobie zycie z kims lepszym. Chcialabym byc z toba w kontakcie, napisz prosze....

16

Odp: Starosc z Narcyzem

Oczywiście że do Ciebie napisze, bo temat watku, który założyłas bardzo mnie interesuje.
Dobrze, że chodzisz na terapię, bo po czymś tak nienormalnym, jak związek z narcyzem, terapia jest bardzo wskazana. Ja też przerabialam po drodze terapię( nawet kilka), ale na ten moment nie jest mi to potrzebne, bo swóje problemy, także te z dzieciństwa przerobilam w prawo i w lewo, i wiem o co w tym wszystkim biega. Jakoś więc sobie radze. Przeprowadziłam się i to też bardzo mi pomaga. Nie wrócę już do tego człowieka, bo moja starość u jego boku byłaby bardzo oplakana. Narcyz nie nadaje się na towarzyszą życia na tzw. na dobre i na złe. On nadaje się tylko i wyłącznie na to tzw. DOBRE, do zabawy, do łóżka, do przeżywania silnych emocji- no do głupot po prostu. Jeśli kobieta myśli poważnie i ma trochę oleju w głowie w życiu nie zwiąże się z narcyzem .  Ja np. wiem doskonale o tym, Gdybym nagle się rozchorowała, postarzala, powinelaby mi się noga w czymkolwiek, to nie mam żadnych złudzeń co do narcyza. On szybko by się ulotnil i na pewno w niczym by mnie nie wspierał. Dopóki bylabym zdrowa, atrakcyjna i przydatna, to jakoś by było.
Napisałas, że ten " twój" jest kurwiarzem- to częste u facetów z tym zaburzeniem. Ten mój przez całe życie miał ogromne powodzenie u kobiet, latały za nim jak opętane. Ja też kiedys za nim latalam, bo za nic w świecie nie mogłam pojąć, co robię nie tak, że on ciągle nie jest że mnie zadowolony. Im bardziej on kręcił nosem i im gorzej mnie traktował, tym bardziej ja się staralam. Byłam tak durna, że w głowie się nie mieści.
Wracając do kobiet- narcyzi zazwyczaj mają ogromne powodzenie u kobiet i maja ich po kilka wvtym samym czasie. To wina kobiet, że tak jest. Takie kobiety, jak ja ( kiedyś) same rozwydrzaja tych patalachow.
Dzisiaj tacy faceci budzą we mnie tylko politowanie. Takie ruchaczole pustaczole- daj spokój, beznadziejna.
Nie wiem czy mialabys satysfakcję z tego, że kopnelabys buca w rozpasany zad- tylko tak ci się wydaje. Lepiej byłoby dla Ciebie gdyby on faktycznie dał ci spokój. Ty ciągle coś do niego czujesz i nie wiem czy bylabys całkowicie odporna na jego cudowne wdzięki. To wielkie ryzyko- trzymam kciuki żeby on dał sobie z Tobą spokój.
Jeśli on się do Ciebie nie odezwie, to nie dlatego, że będzie mu glupio albo coś w tym stylu. Tu chodzi o coś zupełnie innego. Wytłumacze ci to. On odezwie się do Ciebie, jeśli w jego życiu zacznie mu się niefarcic, a Ciebie zapamiętał, jako osobę, która na wiele mu pozwalała, no taką która dawała palec, a on bezkarnie brał sobie całą Twoja rękę. Jeśli dalas mu się zapamiętać jako taka osoba, to prędzej czy później zacznie mu brakować twojego poklasku i bez granicznego uwielbienia. Zadzwoni jako Twój stary znajomy i sama nakrecisz się na niego. To byłoby fatalne dla Ciebie. Narcyz nie jest dobrym człowiekiem i nie nadaje się na towarzysza życia.

17

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie beznadziejna tylko beznadzieja- piszę na telefonie

18

Odp: Starosc z Narcyzem

Czasem wyobrażam sobie jakby to było, gdyby on kiedyś tam oświadczył mi się i gdybym dzisiaj była jego żoną. Kiedyś było to moje wielkie marzenie- dziś patrzę na to zupełnie inaczej.
Myślę że opatrzność nade mną mocno czuwała, bo chociaż ja tak bardzo upieralam się na tego człowieka to jednak ktoś na górze dbał o moje interesy i nie dał mnie na całkowite zmarnowanie.
Skakalabym koło niego pilnie obserwując jego miny i bojąc się głębiej oddychać. Za niesubordynację zaliczalabym kary np.on zabralby doope w troki i wyjechałby bez słowa np. pod palmy, na kilka tygodni. To bardzo bogaty facet i cały czas gfzies sobie wyjeżdża, mnie o tych wyjazdach nie mówił ani nie uprzedzal. Miał ochotę gdzieś sobie pojechać to sobie jechał. Mnie nie zabrał ze sobą nigdzie. Ja siedzialam sama w domu i zastanawiałam się dlaczego on się do mnie nie odzywa, czy nic mu się nie stało, dlaczego nie odbiera moich telefonów nie odpisuje czasem szalalam z niepokoju i wiele razy plakalam z przykrości i z tęsknoty. O niektórych jego wyjazdach dowiadyealam się po jakimś czasie. Pytalam go wtedy gdzie był dlaczego pojechał beze mnie - on patrzył na mnie i albo wypierał się że gdzieś był, albo mówił że miał ochotę to wyjechał. Nie widział niczego dziwnego ani nienormalnego w tym że ja mając go za faceta swoje urlopy spędzałam sama. Dla  mnie coś takiego było niepojęte, a dla niego normalne. To samo było ze świętami i nawet z sylwestrami. Siedzialam w domu i plakalam, za każdym razem obiecując sobie że tym razem już mu nie przebacze. Oczywiście było inaczej- wybavzalam i dalej tkwilam w układzie bez przyszłości.
Tak więc gdybym była jego żoną miałaby takie właśnie życie.
Wszystko robione byłoby pod niego bo wystarczyłoby że zrobiłabym vos po swojemu tovzaraz uslydzalabym chamski i przykry komentarz. W jego domu nie mogłaby m o niczym decydować nawet krzesełka nie ustawilabym wedle swojego uznania bo on natychmiast przestawilby przestawilby je po swojemu. Nie mogłabym gorzej wyglądać mieć gorszego dnia nie daj boże zachorować bo takie coś jemu by się nie spodobało. Mógłby wyjechać sobie wtedy na kilka tygodni a ja nie wiedziałabym kiedy wróci i e jakim humorze czy może wręczyłby mi papiery rozwodowe. Przy tym człowieku nie bylabym pewna ani dnia, ani godziny. Mieszkanie musiałoby być wysptxatane na błysk  bo jak nie to uslydzalabym odpowiedni komentarz. O tym żebym mogła mieć swobodne kontakty z moim dzieckiem albo moc pojechać do swojej rodziny musiałabym zapomnieć. Nie mogłabym pójść do niego z jakimś problemem bo on nienawidzi problemów innych osób i gdy tylko zwietrzy że ktoś liczy na jego kasę, to oczywiście odpowiedź zawsze bylaby odmowna.
Mieszkalabym u niego i chociaż że wszystkiego mogłaby korzystać to jednak nic w jego domu nie byłoby moje i wiem, że on chętnie by mi to przypominał. Te jego luksusy stawalyby mi koscia w gardle. Po to bym nie zrobiła się przypadkiem za bardzo siebie pewna.
Na stare lata zamiast spokojnie żyć  e poczuciu bezpieczeństwa nie bac się kolejnych zmarszczek albo choroby czy laski do podpierania, ją wiecznie bym się bała, że nie sprostam wymaganiom narcyza. Bylabym totalnie nikim w tym małżeństwie.
Nie wiem jak ulozy mi się dalsze życie ale wszystko wydaje mi się lepsze od życia z bufonem. I lepiej żyć samotnie ale być panią u siebie niż tkwic w byle czym, z byle kim i być dla kogoś popychadlem.
Dobranoc.

19 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-28 23:33:56)

Odp: Starosc z Narcyzem

Hej!
Ogólnie to się bardzo ciesze, że nareszcie jakiś temat i wzór związku który ,,rozumiem'' i mogę się poradzić bo ktoś mnie rozumie.

Ogólnie to mamy bardzo  podobnych facetów.
Tylko widzicie u mnie sytuacja sytuacja jest taka, że ja przy nim ,,żyje'' czuje się wyjątkowa, spełniona. Tak naprawdę on jest moją pierwszą wielką miłością. Jako nastolatka i młoda kobieta nawet jako mężatka nigdy nie byłam tak zakochana jeżeli w ogóle.
Do żadnego faceta tak nigdy nie wzdychałam. Byłam niedostępna, nieosiągalna dla adoratorów, a za tym facetem to ja biegam. W ogóle to nie uważam czegoś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia, ale po prostu w nim zakochałam się już z samej opowieści.
Ogólnie to życie w stylu małżeństwo, dom, dzieci, rodzina, codzienność praca dom nie jest dla mnie, dla mnie to niespełnienie, nic ciekawego/specjalnego.
Przy nim poczułam się pierwszy jak kobieta w każdym tego słowa znaczeniu, więcej jak księżniczka, królowa życia.
To przy nim zaczęłam czerpać radość z seksu. To chyba jedna z zalet i atutów jaki posiada narcyz a jakiego brak przeciętnemu facetowi. To świetni kochankowie na co dzień nieczuli, nie okazujący uczuć, ale maja wielkie potrzeby w jeżeli chodzi o seks. Ja ,,w tych sprawach'' to jestem bardzo niechętna, powściągliwa, i wymagająca musi być cały szereg warunków spełnionych żebym ja chciała się kochać. A mój facet jak nikt inny potrafi mnie zachęcić, adorować, dochodzi do tego, że ja nie mam siły mu odmówić. Zawsze taki precyzyjny,  perfekcjonista w tych sprawach.
Jak tak to się nie stara za bardzo. Ale jeżeli o to chodzi łóżko, chyba nie muszę pisać, jak bardzo  się stara.
On jest dla mnie jak mentor, przewodnik, starszy mądrzejszy brat...ba jak ojciec.
Ja się dla niego tak staram, żeby się za mnie nie wstydził, staram się żeby jego otoczenie od rodziny po kumpli mnie w pełni zaakceptowało. Wyglądam a racje staram się świetnie wyglądać, nic nie zaniedbuje.
Psychoterapia skąd ja to znam?!
Chodzę, bo też mam problemy z dzieciństwa, młodości i ogólnie takie tam...muszę się wygadywać
Wiecie co mi mówi psychoterapeuta?
Ona (bo to psychoterapeutka) właśnie pomogła mi zdefiniować, że pan to typ narcystyczny.
Według psychoterapeutki. Po prostu są kobiety które dokładnie takich facetów potrzebują.
Kobiety które miały problemy w dzieciństwie, mają problem z samooceną, są wyjątkowo wrażliwe, mają dusze artystyczne, a przy tym są wyjątkowo ambitne i dążą do wyjątkowości to po prostu taka typowa rodzina małżeństwo dzieci, dom z ogródkiem będzie dla nich bardziej męcząca i szkodliwa niż związek z narcyzem.
Psychoterapeutka jeszcze mi wyjaśniła taka rzecz: ON to pani wielkie niespełnione marzenia. Osiągnął i posiada to wszystko czego pani pragnęła. Więc swoje niespełnione marzenia pani przelała na niego widzi w nim wszystko, po prostu ideał. Wiecie może tak jest. Ale ja po prostu nie chce tego zmieniać. Ja go kocham, tak mocno, że tej miłości starczy za nas dwoje. Oczywiście on też mnie na swój sposób kocha. Mam nadzieje coraz bardziej.

Mam do Was kilka pytań:
Jaka jest różnica wieku między Wami a partnerami?
Czy panowie mają dzieci i eks żony? Znacie ich?
Czy Wam też pragnęłyście o ślubie? Czy wspominałyście o ślubie? I jak panowie reagowali?

Oliwia, teraz doczytałam to rzeczywiście nieciekawie...
My jesteśmy po zaręczynach. Święta, sylwestry spędzamy razem. Wakacje też. Chociaż on sobie lubi czasem gdzieś z kolegami wyjechać i ja nie wiem gdize są i co robią. Ale nie chce go ograniczać. Ale co do jego domu to doskonale rozumiem, dlatego nie wyobrażam sobie tam mieszkać na stałe, bo wyraznie odczuwam, że nie jestem u siebie ;/  Jego auto to świętość, bałabym się w ogóle kilka km przejechać żeby nie zarysować, bo to by pogorszyło nasze relacje. Ale ten mój ma jakieś zalety...
Szkoda mi Ciebie, bo ten twój to już nawet nie narcyz ale skoro by Ci utrudniał kontakt z rodziną to już przemoc.

20

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmilo, ją jestem młodszą od narcyza prawie osiem lat. Jeśli chodzi o jego sprawy osobiste z przeszłości, to wstyd przyznać, ale niewiele o nim wiem. Prawdopodobnie nigdy się nie ożenił, ale jaką jest prawda, ja tego nie wiem. Nie wiem ile dokładnie on ma dzieci- ja poznalam jedno.
Ja dążyłam do normalnego związku który  rozwijalby się w kierunku naszego wspólnego życia np. w małżeństwie, on wprost przeciwnie. Ozenkiem że mną nie był zainteresowany chociaż ochoczo snuł plany naszego wspólnego życia.
Ten facet zawsze miał po kilka kobiet w tym samym czasie i każda z nich miała osobną funkcję. Były takie od roboty w domu i na posesji, takie od imprez i hulanek, od wyjazdow- ja tego wszystkiego dowiedziałam się o nim dopiero po latach i prawdę mowiac, jak od samego początku, niewiele o nim wiedziałam, tak w tym temacie dalej jestem skolowana i głupia. Tyle tylko że dzisiaj nie zależy mi na pogłębianiu swojej wiedzy na temat tego faceta. Teraz myślę tylko o sobie i staram się otaczać porzadnymi ludźmi.
Napisas że nie wyobrażasz sobie mieszkania że swoim facetem pod jednym dachem, pod jego dachem. Jesteś jego narzeczona- jak wyobrażasz sobie małżeństwo z nim o ile oczywiście nie zostaniesz jego dożywotnią narzeczoną?
Ją też tego swojego bardzo kochalam, ale czasem jest tak, że miłość nie wystarczy, żeby spokojnie zdecydować się na życie z kimś. Seks nawet nieziemski ( z psychopatami seks zazwyczaj jest nieziemskj- ja też taki miałam, ale co z tego, skoro on i tak szukał innych?) jest bardzo fajny, ale do życia z kimś na co dzień raczej nie wystarczy. Ją dzisiaj myślę zupełnie inaczej, chociaż kiedyś myslalam podobnie jak Ty. Zmieniły mi się priorytety i pod wpływem wielu przykrości jakich doznalam w tym swoim związku zmadrzalam wreszcie. Narcyz w życiu nikogo nie uszanuje i w życiu nie będzie oparciem dla drugiego człowieka. To typowy pasożyt. Co z tego że jest urokliwy w sposobie bycia, że może imponowac i pociągać - to wszystko nie znaczy nic, jeśli człowiek chciałby spokojnie żyć i mieć poczucie bezpieczeństwa, szczególnie na te stare lata.
Chodzenie raz na haju a za chwilę w płaczu i rozpaczy i tak naprzemiennie już mnie nie interesuje.

21 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-09-29 13:36:15)

Odp: Starosc z Narcyzem

Autorko
Mam w rodzinie pana narcyza. Nigdy nie zastanawiałam sie co jest z nim nie tak bo on na moje zycie nie ma większego wpływu. Patrząc jednak z boku widze narcyza ( 60+). Ciagle oczekuje uwagi , ciągłych pochwał. Sam ciagle sie przechwala co on nie osiagnął , czego nie kupił ( choćby to miały byc tylko zwykle buty ) otoczenie musi to zauważyć i docenić .Z narcyzem jest dobrze jak jest dobrze , natomiast jak jest problem wycofuje sie, unika kontaktu - ciche dni. Raczej nie poda pierwszy ręki do zgody , no chyba ze widzi w tym jakas swoja korzyść . Przez 20 lat jak go znam nie ułożył sobie zycia na stałe z żadna kobieta a związków ( krótszych , dłuższych ) było z 8. Oczywiscie to kobiety sa winne nie on. Znam każda kobietę osobiście wiec wiem ze czesc z nich nie wytrzymała i sama odeszła - jego wersja on odszedł .W jego mniemaniu on jest tak wspaniały ze od niego sie nie odchodzi.
Utrzymuje kontakty ze swoimi Ex mimo ze oktualnej  partnerce to nie odpowiada. Według niego to sa tylko koleżanki , czasem na kawe mozna wpasc po za tym zawsze taka znajomość moze sie " przydać " w przyszlosci. ( np. Pani lekarz w chorobie zawsze pomoże )

Jego problemy sa najważniejsze a jesli partnerka przyjdzie z problemem oczywiscie doradzi pod warunkiem ze partnerka zrobi dokładnie co on radził. Jesli ona ma inne rozwiazanie dla problemu - narcyz ucieka bo nie postawił na swoim .Obecna partnerka ktora miała " zaszczyt" zamieszkać u Pana , odczuwa ze nie jest u siebie. Mieszkanie jest na jego warunkach.
Nie jednokrotnie juz sie wyprowadzała do siebie bo nie wytrzymywała. Jesli on był w chorobie - była potrzebna, czuła jego "bliskość" , wdzięczność , adoracje , miłość itp. Natomiast obecnie ona jest w potrzebie ( chorobie ) narcyz sprowokował kłótnie i musiała sie ponownie wyprowadzić . Jego wersja: on ma za duzo swoich problemow ( znam te problemy - problemy takie jak każdy z nas ma i jakos żyjemy w związkach  smile ) aby sie nia zajmować. Ona ma syna wiec niech syn sie nia zajmie . Przykre ale prawdziwe .

Jak wspomniałam każda kobietę znam bo je pokolei przestawiał w rodzinie , ja utrzymuje z nimi sporadyczny kontakt ( mimo dużej różnicy wieku ) Każda z nich była zupełnie inna od poprzedniej. Jedne nieśmiałe , małomównego , inne otwarte i wesołe.
Dla nich to było wyróżnienie ze przestawia je bliskim w rodzinie  ale każda traktował tak samo w towarzystwie. Bez większego szacunku, z wypominaniem jakis błędów . Kiedys nie wytrzymałam i poprosiłam ( delikatnie na uboczu ) aby swoje komentarze zostawial w swoim domu bo psuje atmosferę  przy wspólnym spotkaniu. On oczywiscie ze " nie znam sytuacji bo pokłócili sie w domu " i nie potrzebnie  draże i sie wcinam i to JA psuje atmosferę bo zwróciłam mu uwage .

Oczywiscie były sytuacje ze je chwalił czy komplementował ale .... " Zosia ma dzisiaj piękna bluzkę bo Ja jej taka wybrałem " , lub Zosią poradziła sobie z problem bo Ja jej tak doradzilem.

Czasem zastanawiam sie co te kobiety w nim widza. Rozumiem początkowa znajomość to zauroczenie , nie ukazywanie swoich wad ale to były związki nawet 4-5 letnie gdzie widac czarno na białym jaki narcyz jest w zyciu codziennym.
Szczerze wspolczuje takim kobietom.

22

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmillo - ja tez bylam dokladnie taka sama – ze starałam się być jak najbardziej perfekcyjna pod każdym względem, zalezalo mi żeby jego rodzina i przyjaciele mnie lubili. I w większości mi się udawalo, chociaż to ja czasami nie wszystkich w jego otoczeniu lubiłam – ale nie mowilam mu tego. Można powiedzieć, ze bylam ta przyslowiowa kochanka w sypialni, dama na salonach i kucharka w kuchni. Potrafilam polaczyc wszystkie te role. Ale jednocześnie dzialo się to często kosztem mnie, i odkladalo mi się to przez te lata i odbijalo negatywnie. Mnie – podobnie jak ciebie nie pociąga zalozenie rodziny – nigdy nie chciałam dzieci, ani przez moment. Wydaje mi się, ze nie jestem do tego stworzona, i tak zwyczajnie i po prostu mnie to nie interesuje. On tez nie chciał mieć dzieci, bo ma już swoje, i wiedział ze ja tez nie chce – miałam takie poglądy na długo zanim poznałam jego. Co do jego dzieci – ma dwoje – prawie dorosłych – do jednego się przyznaje i ma z nim kontakt – jak dla mnie tez taki na dystans, a dziecko to – ponieważ było opuszczone przez niego w dzieciństwie – zabiega o względy ojca – tak jak te wszystkie kobiety, które kolo niego skacza. Z drugim dzieckiem nie ma kontaktu, bo nienawidzi jego matki (ponieważ osmielila się go zdradzić) – On może zdradzac, ale nie daj boze, żeby to jego ktoś zdradzil. Twierdzi nawet ze to nie jego dziecko, ale alimenty placi i nigdy nie zrobil zadnych testow, żeby udowodnić ze nie jest ojcem. Jak dla mnie sprawa jest jasna – to jego dziecko. Ta matka chce żeby miał z tym dzieckiem kontakt, chociaż zyczenia na urodziny itp. – ale on na te prośby milczy i tylko wysyla pieniądze.
Co do slubu, to od razu zaznaczyl, ze on nie chce się ponownie zenic, ze malzenstwo psuje wszystko i ze on ma teraz nowoczesne podejście. Nigdy wiec nie poruszałam tematu, żeby go nie odstraszyć, ale miałam cicha nadzieje, ze kiedyś zmieni zdanie, ze będę kobieta, której nie będzie uwazal za zagrozenie. Sam nazwal mnie kilkakrotnie zona. Moja terapeutka mowi – ze to jest typowe zachowanie – „mówimy o rzeczach, których jednak nie robimy” – tak samo jak jakies problemy, czy poważne kwestie dotyczące naszego związku – „obchodzimy dookoła, udajemy ze ich nie widzimy i nie mówimy o nich”. Roznica wieku miedzy nami to ok. 25 lat.

Olivio – mysle ze to co piszesz ma sens– bylam dla niego osoba, przy której mogl się czuc bezpiecznie i wiele razy, kiedy miał problem zwracal się do mnie. Zawsze wtedy czułam się wyrozniona, ze mi tak ufa i nigdy go nie zawiodłam. Wiec, możliwe, ze w czasie jakiegoś kryzysu może zatesknic… Powiem ci, ze miał ze mna bardzo dobrze (i to nie tylko moje zdanie), dawałam mu dużo wolności, bylam wyrozumiala, a jednocześnie mogl zawsze na mnie liczyc i czuc się jak w domu. Mogl tez ze mna imprezować (choć niechętnie mnie zabieral), ale jednak były imprezy, na które po prostu obydwoje byliśmy zaproszeni, wiec nie miał wyjscia albo tez czasem może nie miał z kim imprezować, wiec robil to ze mna, bo bylam pod reka, nie wiem. Mogl ze mna chodzic do kina, teatru, do galerii itp. – choć glownie to były moje pomysły. Moja terapeutka twierdzi, ze bylam powyginana jak precel, żeby się do niego dostosować w roznych kwestiach – tylko ze po jakims czasie w takiej pozycji robi się coraz bardziej niewygodnie i niezdrowo. Tez uważam, ze czuwala nade mna jakas opatrzność. Malzenstwo z nim wygladaloby bardzo podobnie tak jak ty to opisalas – jest pedantem niesamowitym i tak jak u Ludmilly – kocha swoje dwa samochody – dba o nie tak, ze można jesc z podłogi. W domu tez ma porządek wiec mysle, ze bylyby starcia o szereg drobiazgow, które nie sa po jego myśli. Wkurza się bardzo o jakies szwankujące szczegoly, o brakujaca srubke, jakas ryse, smuge itp. Musi to natychmiast i od razu naprawić, bo inaczej się wscieka. Jedyna roznica jest taka, ze raczej nie mialby nic przeciwko temu, zebym wyjezdzala i wychodzila – bo moje zycie po prostu nie za bardzo go obchodzilo.

Na koniec wam obydwu chciałabym polecić kilka ksiazek, które bardzo mi pomogly po tym rozstaniu. Nie przezylabym bez nich: Wiekszosc z nich można sciagnac z Chomika. Pomoga każdej, która albo jest albo się rozstala z narcyzem.
1. Kocham Narcyza – Nina Brown
2. Gdy kochasz mezczyzne, który kocha siebie – Keith Campbell
3. Moje dwie glowy – Maja Friedrich
4. Emocjonalna Niedostepnosc - Bryn Collins
5. Milosna Obsesja – Elzbieta Swiecicka MacAvoy
6. Gdy twoj partner lze jak pies - Susan Forward

23 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-09-29 14:10:37)

Odp: Starosc z Narcyzem

Rybo  - dziekuje za to, co napisalas!! Rozmawialam tez z osoba z jego rodziny o nim - zdarzyla sie osoba z trzezwymi sadami i mowila mi podobne rzeczy, o ktorych ty piszesz....Osoba ta powiedziala mi, ze zna go prawie cale swoje zycie i gwarantuje mi, ze on sie nigdy nie zmieni. Jestem ciekawa, czy taki Narcyz zostanie wkoncu sam, czy tez do konca bedzie mu sie udawalo ustawic - tak jak to bylo przez cale zycie....Zawsze mial szczescie trafiac na dobrych ludzi, ktorych nastepnie wykorzystywal. Zadziwia mnie to, ze cieszyl sie nawet z drobnych pierdol, ktore udalo mu sie za darmo zdobyc czy od kogos zalatwic.

24

Odp: Starosc z Narcyzem

Wszystkie te książki kiedys przeczytalam- bardzo pomocne.
Klementynko, ja też zastanawiam się czasem, jak ostatecznie skończy taki narcyz, jeśli chodzi o ułożenie sobie z kimś życia, rzecz jasna. Przeanalizowalam to z różnych stron i doszlam do wniosku, że takiemu do końca życia będzie się farcilo, bo zawsze znajdą się naiwne i zakompleksione kobietki, które serce wylaza mu na dłoni. Jedyne, co może narcyza powalić, to jakieś chorobsko. Dopóki jednak jego zdrowie będzie jako takie, to zdąży on skutecznie zatruć życie wielu życzliwym mu ludziom. Taki człowiek zawsze na pierwszym miejscu stawia swój interes, ale nir ma to nic wspólnego że zdrowym egoizmem, który ją bardzo popieram i od pewnego czasu nawet preferuje dla siebie. Taki rasowy narcyz idzie przez życie niczym ciężki walec. On nie przeżywa żadnych dylematów moralnych, bo ma je głęboko w doopie. Jeśli ktoś chce z nim być, to tylko na jego warunkach. Nie ma mowy, żeby on liczył się z uczuciami drugiej osoby. Nawet jeśli na jakiś czas on ugnie się przed kimś jak scyzoryk, to tylko dlatego, że tak z jakiegoś powodu bardziej mu się opłaca. Inni ludzie są po to, by mu służyć. Każda osoba z jego otoczenia ma przypisaną jej konkretną użytkowa funkcję. Gdy Murzyn swoje zrobi, to Murzyn może odejść. Narcyz nie będzie płakał po Murzynie ani czuł jakiejkolwiek w stosunku do niego wdzięczności. Prędzej korona spadlaby mu że łba.
Ja też latalam, dwoilam się i troilam, udowadnialam że nie jestem wielbladem i zebralam o dobre traktowanie. Ilekroć podskoczylam za wysoko, bo osmielilam się czegoś od niego chcieć np.traktowania mnie z szacunkiem albo spędzania że mną świat czy sylwrstrow, to za swoją bezczelna roszczeniowa postawę natychmiast byłam karana. W jako sposób? W bardzo prosty. On uderzał w to, co bolalo mnie najbardziej, czyli znikał. Nie dość że ja non stop  za nim tesknilam, to on zabierał mi nawet to minimum z tego na ile go miałam. Znikał na wiele tygodni albo miesięcy- to był koszmar. Dawkowal mi siebie niczym jakiś eliksir zycia- nie wiem jak mogłam łapać się na takie tanie gierki. Dziś gdybym poznała faceta i on sproboealby sobie że mną w taki sposób pogrywac, to tylko mocno rozbujalabym nogę i wymierzyla porządnego kopa w doope takiego cwaniaka. Kiedyś byłam jak doopa wołowa.
Narcyzow  rozpoznaje na milę i gonie od siebie.
Rybko, pięknie opisałas tego swojego wujka.
Nie wiem czy my wszystkie nie opisujemy tego samego rozwydrzenca. Strasznie dużo jest bowiem tych podobieństw.

25 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-09-29 23:07:17)

Odp: Starosc z Narcyzem

Hej!
Doszłam do wniosku, że to rodzinne. Mój ma to zdecydowanie po ojcu. Obserwując małżeństwo jego rodziców. To teść zdecydowanie gra pierwsze skrzypce. Co prawda to już starsi ludzie. Ale skoro teraz tak jest, wątpię, że było inaczej. Co prawda przyszły teść zawsze w towarzystwie dobrze i z szacunkiem odnosi się do swojej żony. Ona ma swoje pieniądze, wychodzi sobie do koleżanek. Ale  np teść tam za kołnierz nie wyleje, zresztą syn też nie big_smilebig_smile no ale teść nie powinien przesadzać z alkoholem, ale jego żona nigdy nie zwróci mu uwagi ani nie krzyknie bo co to by było. I innych upomina żeby jej męża nie denerwować bo on się rozchoruje.  Ja co prawda potępiam jak ktoś komuś zabrania pić. Ale wiecie mój to by się chyba na całe życie obraził jakbym mu uwagę zwróciła w gościach. Ja cierpliwie czekam, aż pan sam powie koniec imprezy i idziemy. Z drugiej strony nie toleruje jak ludzie kłócą się publicznie albo kobiety się drą, że faceci piją. Więc wolę załatwiać sprawy dyplomatycznie.
Ale co najśmieszniejsze. Mnie to wylicza 3 kieliszki i szlaban big_smilebig_smile no chyba by się do końca życia obraził jakbym to ja wróciła pijana. Według niego kobiecie nie wypada. A już na pewno nie jego kobiecie. Wiecie ja nie pije, nie palę. Nigdy nie miałam pociągu to używek. Więc jak on zamawia piwo, coś tam jeszcze, to ja zazwyczaj sok czy coś słodkiego. Ale bardzo nie podobają mu się takie kobiety jak kiedyś na dniach miasta nasza znajoma, idzie sobie, kufel piwa, papieros, i mówi  o ja pier...siema, ze takiej to by się wstydził lol ale jak jego kolega tak właśnie robi to normalne. Faceci big_smilebig_smile

26

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam Was!
A tylu fajnych facetów za tobą wzdychało? Znacie ten tekst? No właśnie! Ja znam.
Zarzucić sobie nie mogę nic. Zapewne się podobałam i podobam. Ale cały haczyk  tym, ze to mi się nie podobali, i nie zwracałam uwagi. A wręcz byłam nieuprzejma i niedostępna. Bo z góry wiedziałam, że nic z tego nie będzie.
Szukałam księcia z bajki. Takiego jakiego sobie wymarzyłam. Mam do Was dziewczyny pytanie jak wy poznałyście tych Waszych facetów? Jakie było pierwsze wrażenie?
Bo ja jakoś od razu zdałam sobie sprawę z tego, ze dokładnie na niego, jedynego całe życie czekałam i poczekam tyle ile będzie trzeba.
Tylko, że to nie były jakieś tanie banalne uczucie motylków  w brzuchu. Tylko to było głęboko, wewnętrzne przeżycie.
Wiecie ja już kiedyś miałam ślub i mniej wiecie taką oczywistą oczywistość ślub, założenie rodziny.
Jednak z perspektywy czasu to widzę to tak: że rozrobiłam tak bo tak trzeba bo wypada. Jednak takie życie jest zupełnie nie dla mnie. Nie oszukujmy się mamy XXI wiek, no proszę Was bądźmy nowocześni. Nikogo nie powinny razić ani dziwić związki z dużą różnica wieku. Związki nieszablonowe. Nie wiem jak Wam ale mnie się obrywało i obrywa czasem o tę różnice wieku.
Ale ja przecież nie będę nieszczęśliwa z rówieśnikiem żeby było standardowo jak u innych!!!!
Ale nie wiem czy wiecie bo ja sobie nawet sprawy nie zdawałam, niestety ludzie w dużej liczbie są głupi podli, starodawni, zazdrości. Mój facet kilka razy spotkał się z przykrą opinią w stylu: stary dziad wariat, młodej baby szukał'' (różnicy jest ok 15 lat)  i wiecie od kogo? O jakiegoś przypadkowego zakompleksionego chłopiny w Zakopanym!!! Znaczy było tak, że siedzieliśmy w knajpie a ja byłam ubrana na sportowo adidasy, dresy, wyglądałam jeszcze młodziej niż faktycznie jestem bo wiecie te wszystkie kolorowe gadżety.  No i się całowaliśmy. A ten koleś obok też był z (chyba) żoną i dziećmi i jakimiś znajomymi. I tak popatrzył i powiedział to do nich. Ale usłyszeliśmy. Oczywiście ja udałam, że nie usłyszałam i mój też udał. Bo wątpię, że nie usłyszał. Ale jak popatrzyłam to ten nieszczęsny chłopina może i był w młodszy od mojego bardziej w moim wieku. Ale ja z takim to nawet na kawę bym nie poszła gruby, niezadbany, nędznie ubrany, widać, że znów nic takiego sobą nie reprezentował. Żeby sobie na takie komentarze pozwalać.
Z moim facetem w Zakopanym zawsze jest rewelacyjnie. Zwiedzamy dużo i dokładnie, zawsze wynajdujemy ekskluzywne noclegi, chodzimy do dobrych knajp, mamy ciekawe pogawędki na różne tematy. Czuję się szczęśliwa. I o ile on i ja mamy towarzystwo na poziomie (u mnie wszyscy mają rodzina/znajomi) maja zapowiedziane pod groźba zerwania wszelkich kontaktów, że nie wolno im wyśmiewać ani komentować naszej różnicy wieku). Jego koledzy rozumieją bo większość z nich ma duże młodsze kobiety, a nawet jak nie to mają kochane żony i są spełnieni a nie sfrustrowani więc nie komentują. Ale zawsze znajdą się mendy które dowalą jakiś niestosowny komentarz. A takie komentarze szkodzą związkowi. Nawet nie sadziłam, że tak bardzo.
I jeszcze jedna kwestia. Dziewczyny macie jakieś konta na portalach społecznościowych?
Bo widzicie ja nie. Nie mam oficjalnego Facebooka ani innych. Ogólnie dlatego, że nie lubię informować ,,całego świata'' o tym co u mnie słychać gdzie byłam, co robię. Ale też mój facet uważa, że Facebook to pusta idea, jeżeli służy tylko dodawaniu zdjęć i osobistych postów. On uważa tylko konta tematyczne/informacyjne/publiczne . Ale ja mu kiedyś zażartowałam i że założę konto i określę status w ,,skomplikowanym związku'' i dodam jakieś nasze wspólne zdjęcie. A on się bardzo oburzył, że nie wyraża na to zgody. A ja tylko żartowałam. Więc ok o głupiego Facebooka jeszcze by mnie zostawił. Właśnie nie wiem czym to jest spowodowane. Dla mnie to wręcz zaszczyt, że jesteśmy parą, nie ukrywałam tego nigdy, nie mam problemu z różnicą wieku ani niczym innym. A z tego co wiem to o moim istnieniu wiedzą tylko jego najbliżsi koledzy i rodzina.
Dla niektórych to nawet jestem ,,żona'' a bywa, że dla ,,dobra lepszej sprawy'' udajemy nieznajomych. Chociaż mówienie mu na ,,pan'' jest ponad moje zdolności aktorskie.
Co prawda ja bardzo dość długo mówiłam ,,pan'' zanim przeszliśmy na ty.
Byłabym naprawdę szczęśliwa mówiąc mój mąż. No więc powiedzcie mi, na co on czeka z tym ślubem?

27

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmilo , ją odnosze wrażenie że Ty jesteś aktualnie bardzo nastawiona na tego faceta i tak naprawdę nie za bardzo wiem co ci pisać bo masz chyba inne oczekiwania niż ją i Kalejdoskopka.
My szukamy argumentów na nie i raczej chcemy utwierdzić się w decyzji o odejściu od narcyza bo to i tamto. Ty natomiast ciągle rozpływasz się w zachwycie nad tym swoim. Nie wiem jak z Tobą rozmawiać. Czy chcialabys żebym ja chwaliła twój wybór, czy starała się odwieść Cię od tego wyboru?
Zapytałas jednak na końcu na co on czeka z tym ozenkiem? Nie wiem jak długo jesteście marzevzenstwem ale jeśli długo to może zdarzyć się i tak że zostaniesz dożywotnią narzeczoną. Ją też miałam zaszczyt być narzeczoną swojego pana, chociaż oświadczyn ani pierścionka nie bylo, niemniej jednak on tak mnie nazywał i w jego rodzinie też uważano że ją to ktoś w stylu narzeczonej. To bardzo mnie dopingowalo i dlatego ilekroć byłam w jego domu  przejmowała m wszystkie obowiązki żony zawsze wysprzatalam mu chałupę na błysk, wypralam przerobilam stosy prasowania itd ( w tym swoim napaleniu na tego faceta zupełnie nie zauważalam że on w moim domu zachowywał się jak rzadko widywany u mnie gość i do żadnej roboty do żadnej pomocy się nie posuwał. Nawet pytał czy może skorzystać z toalety. To był totalny absurd- ja u niego z mopem z odkurzaczem i przy  garach ukladalam w dzafkach ( on tego chciał, bo ją byłam tą od roboty w domu i na posesji, na wyjazdy i na imprezy miał inne) a on u mnie jak niedzielny gość. Chociażby ma tym przykładzie mogłam widzieć kim dla niego byłam i że w efekcie nic z tej znajomości nie będzie. Byłam strasznie głupią kobietą. Karmilam się wizją wspólnego z nim życia bo przecież według moich wyobrażeń, skoro on każe mi zajmować się jego sterylnie czystą chałupa to znaczy że traktuje mnie poważnie i że ma do mnie zaufanie. Masakra, bo tymczasem on taki nadziany gościu nigdy do niczego się w stosunku do mnir- nie po czuwał. Zero kwiatka prezentu wyjazdu jakiejś pomocy w czymkoleiek-nie było nic. Też snuł wizje wspólnego życia, pokazywał mi jakieś parcelę na których to on wybuduje dla mas dom mowol mi nawet jakiego psa będziemy mieli że będziemy hodowali kurki na świeże jajka jakie warzywa będziemy sadzić i siać w ogródku- no z dzisiejszej perspektywy to dlanie oczywiście komedia ale wtedy ją wszystko to lykalam i chofxilam uskrzydlona.
Ty Ludmiła jesteś narzeczoną. Dla własnego dobra przeanalizuj sobie to swoje narzeczenstwo ale zrób to uczciwie sama wobec siebie. Czy masz pierścionek? Jak on ci się oświadczył ? Czy mowa jest o ślubie? Czy befziesz musiała podpisać inyervyzr? Na jakich warunkach będziesz u niego mieszkała? Czy już teraz chociaż jesteś tylko narzeczoną przejmujesz obowiązki żony i czy zapieprzasz z mopem po jego domu i czy on pomaga ci i wspiera jak powinien robić to mąż? Zastanowienia się nad tym wszystkim i może wtedy wiele ci się rozjaśni w kwestii slubu i tego czy w ogóle do niego dojdzie.

28

Odp: Starosc z Narcyzem

Na pewno masz własne miedzkanie- jeśli rozmawiacie na temat przyszlego waszego życia to jak on odnosi się do kwestii twojego mieszkania. Czy będziesz mogła je zatrzymać? Czy mowa jest o sprzedaży twojego mieszkania? Przeanalizuj sobie wszystko punkt po punkcie bo póki co ciągle jesteś na haju, tymczasem życie bywa brutalne i zanim się zorientujrsx wyjdziesz na tym wszystkim jak zablodzki na mydle. Po prostu zejdx troszkę na ziemię. Mniej teorii rodem z telenowel i gabinetu terapeuty a więcej pragmatyzmu i życiowego spojrzenia ją tobie życzę.

29

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny piszecie o narzeczeństwie i ewentualnym ślubie z narcyzem .Mam kolejny przykład od moje Narcyza z rodziny . Było to jakies 10 lat temu , on 50+ mieszkała z nim pani około 5 lat ( konkubinat ) nie było mowy o ślubie bo razem taka decyzje podjęli ( chociaz uważam ze to raczej był jego warunek ). Po 6 latach on zerwał związek ( nie znajomość ) bo jak ona za długo bedzie mieszkać u niego to w razie jego śmierci bedzie miała rowniez prawo do umowy najmu jego mieszkania spółdzielczego . Powiedział mi to osobiście i szczerze. Jaką ona wersje zna rozpadu związku nie wiem - ale pewnie wmówił jej ze to ona była winna. Ja mając dwadzieścia kilka lat słuchać tego od niego , nie zdawałam sobie sprawy z kim mam doczynienia - teraz jest przerażona takim postępowaniem wobec niby " bliskiej " osoby .

30 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-02 10:48:08)

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Ty Ludmiła jesteś narzeczoną. Dla własnego dobra przeanalizuj sobie to swoje narzeczenstwo ale zrób to uczciwie sama wobec siebie. Czy masz pierścionek? Jak on ci się oświadczył ? Czy mowa jest o ślubie? Czy befziesz musiała podpisać inyervyzr? Na jakich warunkach będziesz u niego mieszkała? Czy już teraz chociaż jesteś tylko narzeczoną przejmujesz obowiązki żony i czy zapieprzasz z mopem po jego domu i czy on pomaga ci i wspiera jak powinien robić to mąż? Zastanowienia się nad tym wszystkim i może wtedy wiele ci się rozjaśni w kwestii slubu i tego czy w ogóle do niego dojdzie.

Zaręczyny były już prawie 2 lata temu. Pierścionek jest dokładnie taki jakiego oczekiwałam. O ślubie ,,jest mowa'' niestety tylko mowa. Co do intercyzy. Oczywiście, ze podpiszemy bo my mamy dzieci z poprzednich związków. Poza tym każdy ma swoje mieszkanie i jest u siebie zameldowany. Także intercyza całkowita rozdzielność majątkowa- nie ma z tym problemów a nawet jestem za.
Co do mieszkania była taka sytuacja...on rok temu nabył nowe piękne mieszkanie. No i mieliśmy tam razem zamieszkać. Ja jednak bardzo sobie cenię swoje mieszkanie to daje mi poczucie bezpieczeństwa, niezależności, własności. No ale potrzebowałam kasy pomyślałam, że mogę je wynająć.
Jednak bardzo szybko żałowałam. U niego w domu zwyczajnie źle się czułam, jak nie u siebie. Czułam się kontrolowana, patrzył mi na ręce, poprawiał.
Bardzo szybko zatęskniłam za własnym domem. Więc w tajemnicy przed nim. Po prostu zerwałam umowę najmu, pieniędzy z czynszu zrobiłam remont u siebie. I się wyprowadziłam. Naprawdę wspólne mieszkanie tak mi ,,dowaliło'' że odechciało mi się żyć. Ja z drugiej strony też jestem typem samotnika, lubię być sama, robić co mi się podoba. Naprawdę wtedy to ja chciałam zakończyć znajomość i byłym tak nastawiona na zakończenie znajomości jak Wy teraz.  No ale doszłam w końcu do wniosku, że nawet jako para nie musimy razem mieszkać na co dzień. Możemy się odwiedzać, zostawać na noc, pomieszkiwać. Ale potrzebujemy od siebie odpocząć.
Mam w rodzinie taką sytuacje. Wujek i ciotka. Niby dobre małżeństwo. Ale w pewnym momencie wujek zwyczajnie wyprowadził się do mieszkania obok. Normalnie przychodził, odzywali się, jeździli i chodzi na różne okoliczności razem. Ale były momenty, że zwyczajnie szedł do siebie. Wiele osób nie mogło tego pojąć. A on mi raz powiedział: pamiętaj dziecko ciasny ale własny! Wtedy tego nie rozumiałam, teraz rozumiem aż za dobrze.
Więc powiedziałam mojemu facetowi o tym, że jeżeli mamy jeszcze raz spróbować to tylko na takich warunkach. A on nawet się bardzo  ucieszył, bo może sam o tym myślał tylko nie wiedział jak zaproponować. U mnie w domu to ja robię wszystko, a u niego on. Ale np on mi naprawia tv a ja jemu piorę koszule. A jak któreś jest na zakupach to się pytamy czy Ci coś kupić.
Wiele osób się pyta więc po co ślub? No to już odpowiadam:
- Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

31 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-10-02 11:52:10)

Odp: Starosc z Narcyzem
Ludmiłaa napisał/a:

Zaręczyny były już prawie 2 lata temu. Pierścionek jest dokładnie taki jakiego oczekiwałam. O ślubie ,,jest mowa'' niestety tylko mowa. Co do intercyzy. Oczywiście, ze podpiszemy bo my mamy dzieci z poprzednich związków. Poza tym każdy ma swoje mieszkanie i jest u siebie zameldowany. Także intercyza całkowita rozdzielność majątkowa- nie ma z tym problemów a nawet jestem za.
Co do mieszkania była taka sytuacja...on rok temu nabył nowe piękne mieszkanie. No i mieliśmy tam razem zamieszkać. Ja jednak bardzo sobie cenię swoje mieszkanie to daje mi poczucie bezpieczeństwa, niezależności, własności. No ale potrzebowałam kasy pomyślałam, że mogę je wynająć.
Jednak bardzo szybko żałowałam. U niego w domu zwyczajnie źle się czułam, jak nie u siebie. Czułam się kontrolowana, patrzył mi na ręce, poprawiał.
Bardzo szybko zatęskniłam za własnym domem. Więc w tajemnicy przed nim. Po prostu zerwałam umowę najmu, pieniędzy z czynszu zrobiłam remont u siebie. I się wyprowadziłam. Naprawdę wspólne mieszkanie tak mi ,,dowaliło'' że odechciało mi się żyć. Ja z drugiej strony też jestem typem samotnika, lubię być sama, robić co mi się podoba. Naprawdę wtedy to ja chciałam zakończyć znajomość i byłym tak nastawiona na zakończenie znajomości jak Wy teraz.  No ale doszłam w końcu do wniosku, że nawet jako para nie musimy razem mieszkać na co dzień. Możemy się odwiedzać, zostawać na noc, pomieszkiwać. Ale potrzebujemy od siebie odpocząć.
Mam w rodzinie taką sytuacje. Wujek i ciotka. Niby dobre małżeństwo. Ale w pewnym momencie wujek zwyczajnie wyprowadził się do mieszkania obok. Normalnie przychodził, odzywali się, jeździli i chodzi na różne okoliczności razem. Ale były momenty, że zwyczajnie szedł do siebie. Wiele osób nie mogło tego pojąć. A on mi raz powiedział: pamiętaj dziecko ciasny ale własny! Wtedy tego nie rozumiałam, teraz rozumiem aż za dobrze.
Więc powiedziałam mojemu facetowi o tym, że jeżeli mamy jeszcze raz spróbować to tylko na takich warunkach. A on nawet się bardzo  ucieszył, bo może sam o tym myślał tylko nie wiedział jak zaproponować. U mnie w domu to ja robię wszystko, a u niego on. Ale np on mi naprawia tv a ja jemu piorę koszule. A jak któreś jest na zakupach to się pytamy czy Ci coś kupić.
Wiele osób się pyta więc po co ślub? No to już odpowiadam:
- Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

Ludmiła mam wrazenie ze jestes strasznie zagubiona . Z jednej strony piszesz o nim jakbys Pana Boga za nogi złapała a z drugiej strony sie boisz : np. Kiedy ślub ??
O takich rzeczach sie rozmawia , Ty pewnie nie chcesz wymuszać aby nie zniechęcić tego pana do siebie . Nie wyobrażam sobie sytuacji ze przy parnerze nie czuje sie swobodnie w jego mieszkaniu czuje sie kontrolowana .. Mam wyliczone kieliszki które moge wypić ( obawa ze wypijesz jeden wiecej to juz sie obrazi na amen, ja mam sama kontrole nad sobą ), nie dotknę jego auta bo porysuje i to wpłynie negatywnie na naszą relacje. On powinien mnie kochać taką jaka jestem a nie czy porysuje auto czy nie . Jakies tajemnice z tym Twoim mieszkaniem i inne tajemnice ( z twojej przeszłości - inny Twoj wątek ).

To tak jakbys wciąż udawała idealną w jego oczach aby tylko Ciebie zechciał i moze kiedys zadłużasz na miano " żony"


Pozytyw ślubu w waszej sytuacji to chyba tylko jeden , sprawy formalne u lekarza . Jakie inne , poczucie bezpieczeństwa ?? Rozwód przy intercyzie i braku wspólnych dzieci to tylko formalność tak jak i slub . Slub nie zagwarantuje ci dozgonnej miłości narcyza do Ciebie . On kocha tylko siebie a partnerka jest tylko dodatkiem.

Piszesz ze chces sobie i innym udowodnić ze slub , tak mało sie cenisz ze musisz innym udowadniać ze jestes godna Tego pana ???

32

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmiłło, cokolwiek zrobisz będzie to twoim wyborem i w razie czego, to ty poniesiesz konsekwencje złego albo dobrego wyboru. Jednak ja coś ci napiszę i dobrze zapamiętaj sobie te moje słowa.
NARCYZ BĘDĄC Z KIMŚ W ZWIĄZKU ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE, TAK USTALA WARUNKI, ŻEBY W ŻADNEJ SYTUACJI JEGO PARTNERKA NIE POCZUŁA SIĘ ZA BARDZO SIEBIE PEWNA. TAKI CZŁOWIEK NIE POTRAFI INACZEJ FUNKCJONOWAĆ - NIE MA OD TEJ ZASADY WYJĄTKÓW, JESLI FAKTYCZNIE MASZ DO CZYNIENIA Z TEGO TYPU ROZWYDRZEŃCEM. ZAPAMIĘTAJ TO.
Czy będziesz po ewentualnym ślubie mieszkała u siebie, czy u niego, to tak naprawdę nie będzie miało zbyt wielkiego znaczenia. Ten facet nigdy nie ustawi się tak, żebyś ty poczuła się pewnie i bezpiecznie. To są bardzo wyrachowani ludzie i nie zapominaj o tym. Jeśli będziesz mieszkała u siebie, to w pewnym sensie może i lepiej będziesz się czuła w takich realiach, bo przynajmniej będziesz czuła się swobodnie - ja to rozumiem, ale pamiętaj- zachowasz tylko pozory.
Prędzej czy później zaczniesz czuć dyskomfort, bo twoje małżeństwo będzie tak naprawdę na pół gwizdka.
Nie znam cię osobiście, więc nie wiem czy faktycznie masz taką konstrukcję psychiczną, że odpowiadałby ci taki układ, czy też z tego wielkiego opętania na punkcie narcyza, ty nie ustawiłas sobie tak swojej psychiki, swoich priorytetów, że gotowa jesteś nawet mysleć tak, jak ten człowiek.
Myślę, że w waszym związku rządzi on, a zawsze jest tak, ze w związku rządzi ten, któremu zalezy mniej (to dotyczy tylko, rzecz jasna, związków z dominantami, nie odnosi się do związków partnerskich z normalnie myslącymi mężczyznami- przemysl to sobie).
Ile gotowa jesteś jeszcze znieść, byle tylko dalej zatrzymać tego człowieka przy sobie?
Wcześniej napisałaś, że facet ten raczej nie unika innych kobietek (piszę bardzo oględnie)- to dość typowe dla  takich buców. Jednak ty nauczyłaś się funkcjonować w takim układzie, nie myślisz o innych kobietach, tylko cieszysz się, ze on ciągle wraca do ciebie. Nic dziwnego, że on wraca. Jesteś przecież tą niby na stałe, tą opoką i bazą, pewną, sprawdzoną i dobrze ułożoną, oczywiście ułożoną pod niego. On z innych kobiet nie zrezygnuje, bo narcyz nigdy nie zrezygnuje z czegoś, co sprawia mu przyjemność. nie ma takiej opcji. Jeśli on lubi kobitki, to otacza się nimi i bedzie sie otaczał, a ty nie masz z tym nic wspólnego. Jesteś w innej szufladzie- rozumiesz?
Nie chcę cię buntować, ale ja bazując na swojej wiedzy na temat zaburzeń osobowości i na własnym wieloletnim doswiadczeniu, absolutnie nie wierzę w to, by można było być szczęśliwą i spełnioną kobietą żyjąc z narcyzem. Tylko kobieta z wielkimi deficytami wpasuje się jakoś w związek z narcyzem. Ona bowiem jest w stanie wmówić w siebie różne rzeczy i to tak skutecznie, że nawet będzie wierzyła w to, że białe jest czarne i odwrotnie. Kobieta, która kocha siebie i przede wszystkim szanuje swoje życie oraz cenny czas, w  zyciu nie odnajdzie się w związku z narcyzem.
Póxniej coś jeszcze do ciebie napiszę.
Rybka ma rację- oni tak funkcjonują. Dopóki jest dobrze, to jest, ale prędzej czy później narcyz zaczyna mieć poczucie, że coś wymknie się spod jego kontroli i on straci- wtedy taki człowiek robi w tył zwrot, najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie, a potem nawet przez pięc sekund nie żałuje. To są naprawdę bardzo fałszywi i wyrachowani ludzie- ja jestem już na tym etapie, że z całą pewnością nie odważyłabym się związać z takim facetem na tzw. stare lata. Musiałabym być szalona, a kiedyś o niczym innym nie marzyłam. Tak to się widzisz wszystko potrafi w człowieku zmienić.

33

Odp: Starosc z Narcyzem

Popieram wszystko, co piszesz Olivio i mimo, ze jest to przeznaczone dla Ludmilly, to mnie tez to bardzo pomaga. Jeszcze jestem na tym etapie, ze zdarza mi sie za nim bardzo tesknic - mimo tony przeczytanej literatury oraz wiedzy na temat narcyzow i zaburzen osobowosci. Dlatego zagladnelam tutaj i twoje oraz Ryby posty bardzo mi pomogly.
Ludmillo, to co piszesz tez mi pomaga, bo pozwala mi uswiadomic sobie, jak bardzo kobiety moga sie oszukiwac i zobaczyc z innej perspektywy miejsce, w ktorym kiedys tez sama bylam, moze nawet nadal jestem jedna noga. Mam nadzieje, ze uda ci sie wyzwolic spod uroku narcyza, bo pomiedzy twoimi stwierdzeniami, ze jest ci z nim dobrze, piszesz takze o tym, ze tak naprawde to wcale nie jestes z nim szczesliwa. Poza tym, bez wzgledu na to z kim jestes w zwiazku, czy z narcyzem czy nie, to lepiej nie wmawiac sobie, ze to milosc na cale zycie i ze to ten jedyny - mozna sobie zrobic tym duzo krzywdy.
Mysle ze dwa lata narzeczenstwa to bardzo dlugo, uwazam ze powinnas zapytac go wprost co dalej. Jesli bedziesz tak tkwic w niepewnosci, to jego szacunek do ciebie zacznie sie kurczyc. Naprawde masz prawo do tego, zeby go o to zapytac i porozmawiac na ten temat. I obserwuj jego czyny. Zazwyczaj u narcyzow jest bardzo duza rozbieznosc miedzy tym, co mowia a co robia.

34

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, to normalne, że tęsknisz, ale wszystko to minie. Jak do tej pory trzymasz sie bardzo dzielnie, chociaz ciagle jestes zagrozona, bo nigdy nie wiadomo, jak dalej zachowa sie ten lowelas. Oni sa bardzo siebie pewni, wiec maja wielki tupet. Jesli on bedzie mial ochote, to skontaktuje sie z toba i wtedy bedziesz w tarapatach. Najważniejszą wiec sprawą jest dogłębne rozpoznanie z czym ma się do czynienia. Ty dużo czytasz, drazysz uparcie temat zaburzeń i to jest bardzo dobra dla Ciebie droga. Ja też tak postępowałam. Nie wiem, jaki masz stosunek do wiary, ale ja ze  swojej strony polecam ci przeczytanie przypowieści salomonowych, szczególnie tych ustępów które mówią o glupocie ludzkiej, o próżności i zepsuciu. Nie jestem moherem, rzeklabym że jest wprost przeciwnie, ale uważam, że Biblią jest niezwykłą księgą i dla wierzących osób, a dla niewierzacych. Nigdzie nie wyczytasz większej mądrości. Ja zaliczalam już takie doły z powodu " bycia" w wyniszczających mnie układzie, że naprawdę było że mną bardzo źle. Ktoś poradził mi, żebym poczytala sobie przypowieści salomonowych i w ogóle Biblię. Ją jako kompletny w tej tematyce laik skorzystalam z tej rady i uwierz mi- wyszłam na tym bardzo dobrze. Chyba nic nie dodało mk tak dużo sił, jak właśnie czytanie Biblii. Jeśli wezmiesz sobie do serca moją radę i uznasz ją za sensowną, to ja ci gwarantuje,  że wyjdziesz z bagna swoich myśli i odnajdziesz spokój. Ją tak zrobilam i chociaż jestem znacznie od Ciebie starsza dokonałam prawdziwej rewolucji w swoim życiu. Przeprowadziłam się chociaż nie musiałam i zaczelam nowe życie.
Powiem ci też coś, co również powinno ci pomóc. Pewien madry człowiek mnie kiedyś też to powiedział i jak na razie stwierdzam, że miał on rację. Uslyszalam oto, że zło ma to do siebie, że najpierw zawsze się demaskuje, by na koniec się skompromitować.
Wyjdziesz z tego dziadostwa, tylko musisz w siebie uwierzyć.

35

Odp: Starosc z Narcyzem

Ktoś złośliwy, może sobie teraz napisać, że jak trwoga, to do Boga- od razu zaznaczam, że spłynie po mnie, jak po kaczce taka ewentualna czyjaś uwaga. Uważam bowiem, że każdy może wybierać taką dla siebie drogę, jaka jemu pasuje. Ja nikogo też nie mam zamiaru nawracać ani siać propagandy, ponieważ jestem ostatnią powołaną do czegoś takiego osobą. Wiem po prostu, co dzieje się z osobą, która miała w życiu pecha i nacięła się na rozwydrzonego popaprańca, czyli na narcyza. To jest tak wyniszczająca relacja, że nie da się jej opisać. Tylko ktoś, kto przeżył podobne badziewie albo w tym tkwi jest w stanie pojąć o co chodzi i na czym polega problem. Ja w takim syfie tkwiłam wiele lat i w życiu nie zapomnę tego, jak ciężko było mi uwolnić się od własnych myśli. Byłam niewolnikiem jakiegoś czuba i nie dawałam sobie z tym rady. Czytałam więc, czytałam i czytałam, drążyłam temat i drążyłam, rozmawiałam i rozmawiałam z mądrymi i doświadczonymi ludźmi, obserwowałam, ale dopiero te przypowieści salomonowe postawiły mnie na nogi. Polecam więc tę lekturę z całego serca. Dobranoc.

36 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-04 23:15:25)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Mysle ze dwa lata narzeczenstwa to bardzo dlugo, uwazam ze powinnas zapytac go wprost co dalej. Jesli bedziesz tak tkwic w niepewnosci, to jego szacunek do ciebie zacznie sie kurczyc. Naprawde masz prawo do tego, zeby go o to zapytac i porozmawiac na ten temat. I obserwuj jego czyny. Zazwyczaj u narcyzow jest bardzo duza rozbieznosc miedzy tym, co mowia a co robia.

Co do ślubu. To jest tak, on na początku związku uważał, że ślub to zło. Po pierwszym małżeństwie ma traumę. Więc w sumie to ja złamałam umowę bo zaczęłam o ślubie wspominać. Ale wiecie każdy ma jakąś żabę którą przed nim ucieka i zająca którego się boi.
Chociaż ja nie mogę powiedzieć o moim, że tak do końca jest egoistą bo bym skłamała.
- Jak jestem chora to zawsze się mną zajmuje, pomaga. No i w szpitalu mnie odwiedzał i widać było,że ne jest mu obojętne. I w ogóle po szpitalu zaproponował, że się wprowadzi, żebym sama nie była, jak będę coś potrzebować.
- Często otrzymuje kwiaty, czekoladki.
- Nie wiem jak było wcześniej. Ale podobno przy mnie się uspokoił. Nawet sam z siebie przestał tak często z kumplami imprezować i na wakacje sam z siebie jedzie ze mną. Bo na początku to było tak, ja z nim i w bonusie kumple. A w rezultacie on z kumplami a ja sama. No a teraz to już we dwoje wszędzie chodzimy.
- Ja jestem dość zamknięta w sobie i mam mało znajomych. Przy nim poznałam mnóstwo różnych ludzi
- Należę do osób obrażalskich i płaczliwych. Do mnie potrzeba osoby naprawdę kulturalnej. On rozumie, ze ja się muszę pozłościć popłakać uspokoję się i jest ok. Jest dla mnie cierpliwy.
- No i wiecie ja mam swoje wady np nie umiem gotować i nigdy tak nie było żeby przyszedł do mnie a tu obiad uprane ugotowane on sobie musi sam zrobić. I to go nie odstraszyło. Więc służącej nie szukał.

Olivia, Kalejdoskopka ja rozumiem, ze Wy macie inne sytuacje, ale tez spójrzcie na to z takiej strony. Bądźmy szczerzy nie ma facetów idealnych. Każdy ma swoje ,,złe strony''. Jednak powiedziałabym, że przy niektórych ,,typach'' narcyz to pikuś.
A co powiecie na chama? Który np wyzywa kobiety od k.. dz... sz...ma chamskie zachowania nawet w towarzystwie. Że wstyd z nim wyjść takim się pokarać to dopiero...
Albo lepiej co powiecie na faceta damskiego boksera? Który nawet o ludzie, mógłby uderzyć kobietę? Popchnąć czy coś? Takiego zabić to mało!
No ale tacy się zdarzają.
Albo szowinistę? Który uważa, ze miejsce kobiet jest przy garach. I wrabia w pieluchy, wymaga obiadu, i udziela kasy?! Ja takiego to bym...wiecie nogami by go do przodu wynosili po niedługim czasie. No ale o ludzie takich kobiecin które tkwią w takich układach jest masa.
Albo jeszcze inaczej. Bo niby żalimy się, że narcyz to tacy niezależni, że o ludzie żalimy się o paradoks ze robimy co chcemy a on się interesuje) więc co powiecie na zazdrosnego faceta? Który byłby przesadnie zazdrosny o kolegów, nie pozwał Wam np nakładać jakiegoś fikuśnego kostiumu kąpielowego, albo ciągle kontrolował i zarzucał zdrady? No co takiemu gnojowi zrobić?
Albo jak pijany robi awantury, wyzywa, czy kobieta się boi że wróci pijany i co będzie?! Ja powiem Wam widziałam nie raz mojego pijanego i nigdy nie zachowywał się źle, nigdy się nie bałam, bo zawsze się zachowuje ,,normalnie'' no nie wyobrażam sobie nawet inaczej.
Wiecie więc, ja bym na takie związki spojrzał jeszcze inaczej. Owszem narcyzowi można zarzucić, że gra nie fair, że manipuluje, że zdradza.
No ale w sumie jakiś traumatycznych przeżyć po tym nie ma, co gorzej blizn. Olivia wspomniała o Biblii. Ja w sumie otwarcie przyznaje, ze jestem wierząca, i się modle. Wiecie jak już opisywałam wcześniej jak leżałam w szpitalu i już myślałam, ze z nami koniec. To się modliłam, że dziękuje Bogu za te wszystkie dobre chwile, za to że chociaż przez jakiś czas mogłam czuć się szczęśliwa, cóż gdybyśmy się wtedy rozstali to zapewne miałabym żal o przykrości, o niejasności o to, że właśnie nie myślał o mnie poważnie. Ale wiecie obok mnie leżała jakaś facetka trochę młodsza ode mnie, ale cała pobita bo mąż ja tak załatwił. Co prawda ja nie lubię takich porównań kto ma lepiej kto gorzej. Ale w tym wypadku to może trochę będzie Wam pomocne. To skoro Wy tak przedarły oczy na tych facetów, Kalejdoskopka to aż by się mścić chciała. To co musiałyby czuć i zrobić te kobiety których nie dość, ze faceci zdradzają, nie szanują mają w d,.... to jeszcze biją, wyzywają i one boją się albo nie mają gdzie od nich odejść?!
Także wiecie moim zdaniem to takie związki z narcyzami maja swoje plusy. Nawet po rozstaniu. Jesteście bogatsze o doświadczenie życiowe, następnym razem nie dacie się już skrzywdzić, potraktujcie to tak, ze miałyście okazję przeżyć pewną przygodę w Waszym życiu, z takich zwiazku na pewno jest wiele miłych romantycznych wspomnień dni i nocy. Takie związki są wyjątkowe. Więc możecie mieć poczucie że jesteście wyjątkowymi kobietami.

Kalejdoskopka, u Ciebie jest jeszcze taka opcja. Skoro facet dobija 60tki a ty jesteś 25 lat młodsza. Jak rozumiem nie masz dzieci. To może on sobie uświadomił albo ktoś jemu uświadomił, ze jest dla Ciebie za stary. Że ty powinnaś poszukać kogoś w swoim wieku, założyć rodzinę, mieć dzieci itd... wiesz niektórym bardzo trudno wytłumaczyć, że się nie chce męża rówieśnika i dzieci. Że to  nie uszczęśliwi. Może on się bał, ze po prostu ty będziesz nieszczęśliwa z nim. No bo co by było dalej, on przecież młodszy nie będzie, byłaś na to przygotowana? Może nie chce żebyś została szybko wdową? Rozmawialiście kiedyś o tym? Być może w jego mniemaniu zostawił Cie dla twojego dobra.

37

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmilo, Twoja terapeutka( notabene dlaczego chodzisz na terapię) powiedziała że twój facet ma cechy narvystyczne. Mój był zdiagnozowanym narcyzem z nieprawidłową osobowością( socjopatia)- jest zasadnicza różnica między rasowym socjopata a człowiekiem z cechami narcystycznymi. Ja osobiście mam właśnie taką osobowość i właśnie dlatego tak długo upieralam się na tego swojego. Napisałas wcześniej że trzeba być bardzo specyficzną osobą żeby być z socjopata. Ją wiem dlaczego z nim byłam. Gdybym się nie przeprowadziła to dalej bym z nim " była ", jednak wiedziałam doskonale że jeśli nie uciekne to zezre sama siebie, że zdechne w końcu jeśli dalej tak będę walczyć sama że sobą. Teraz mieszkam daleko i ta odległość jest dla mnie  zbawienna ochroną przed własną głupotą. Już nie muszę bronić się sama przed sobą by odmówić zgody na spotkanie z tym facetem. Zwycięża bowiem lenistwo i wygoda, i nie ma takiej możliwości żebym do niego jeździła. Gdybym się nie przeprowadziła to dalej tkwilabym w chorym układzie. Mój układ był chory nie tylko przez tego faceta. Ją też nie byłam do końca zdrowa na umyśle. Gdybym była zdrowa na umyśle to w życiu nie tkwilabym w takim związku. Jeśli dwie strony są chore to jakim cudem maja zbudować zdrowa relacje? To jest po prostu niemożliwe. Jest to niemożliwe nawet jeśli chora jest tylko jedna strona. Lidmiloo tu chodzi o to, że musi być coś mocno nie tak z Tobą, skoro chcesz takiego faceta. Znam przypadek gdy kobieta musi pukac do drzwi auta seojego męża czekając aż on pozwoli jej wsiąść do samochodu. Sytuacja jest absolutnie nienormalna ale ta kobieta wcale tego nie dostrzega. Opisałas swojego faceta od tych dobrych stron jednocześnie podając przykłady prymitywnych i chamoeatych kreatur jako przeciwstawienie dla narcyza który w porównaniu z nimi nie wypada aż tak źle. Jest to nawet dość logiczny i sensowny argument bo skoro nie bije nie pije to jest ok?
Być może ten twój nie jest aż przemocowy socjopata może on ma ci coś do zaoferowania - ty sama powinnas wiedzieć to najlepiej. Chodzi tylko o to żebyś skończyła postrzegać tego faceta na zasadzie pobożnych swoich życzeń tylko zaczęła traktować siebie jako równorzędnego partnera. Jeśli odważysz się na to szybko przekonasz się że ten facet zostawi Cię i zrobi to bez żalu ani nawet bez mrugniecia okiem. Jesteś z nim tylko i wyłącznie dlatego że przyjelas jego warunki. Z jego strony nie ma to nic wspólnego z miłością. Dopóki bedzisz grała według jego reguł i on nie będzie musiał ponosić wielkich kosztów z Tobą związanych ( nir chodzi o kasę lecz  np chorobę ) to on będzie trzymał Cię przy sobie jako zabezpieczenie interesów jego doopy- na stare lata. Jeśli natomiast jemu z jakiegoś powodu przestanie opłacać się związek z Tobą lub znajdzie on lepszą jego zdaniem opcję dla siebie to facet zostawi cie. Z tego co Ty opisujesz on daje ci minimum tego co mają kobiety które są z poważnymi porzadnymi i cieplymi mężczyznami. Szkoda że nic niewarci facevi mają najlepsze kobiety a najbardziej przykre jest to że te najlepsze kobiety są tak nieświadome swojej wielkiej wartości i wyjątkowości. Popatrz na inne baby- brufasy lenie pyskate puste latawice itd itd - Ty przy nich to skarb dla mężczyzny. Jakim więc ten twój musi być osłem skoro Ty przy miermocie czujesz się szarą myszką która jak napisałas ma wielki zaszczyt być z tym panem. Nie wiem w jakim kierunku prowadzi Cię terapeuta ale mnie nie podoba się to wszystko. Dobranoc

38

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko nie została postawiona dla jej dobra - dopisujesz ideologię do podlosci ludzkiej i lajdactwa. Ona została zostawiona dla innej kobiety która narcyzowi wydała się lepsza od kalejdoskopki. Że strony tego faceta był czysty egoizm i zwykła  niegodziwośc. Ona chciałaby jakoś się zemścić bo ciągle jest na tym bardzo niebezpiecznym etapie polegającym na tym że dalej tkwi jedną mogą w byłym związku. Jest po prostu przestraszona i wściekła. Gdy minie jej to wówczas dalszy los lowelasa będzie zwisal jej i powiewal.
Ty lidmiloo jesteś w gorszym położeniu niż kalejdoskopka

Posty [ 1 do 38 z 556 ]

Strony 1 2 3 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016