Głupio mi trochę, że tak się wynurzam, ale dla mnie to problem, i dla niego też może jeszcze większy
Przepraszam bardzo, ale skoro mamy problem to chyba za wszelką cenę staramy się go rozwiązać? Nie rozumiem jego postępowania.
W ogóle nie pojmuję jak można być z taką osobą jak on. Rozumiem miłość, przywiązanie i te pe, ale Twój partner to straszny egoista. Podkreślam, straszny.
Po primo - on tak naprawdę nie robi nic aby "stanąć" (hehe) na wysokości zadania, dosłownie null. Na Twoje prośby o zmianę stylu życia, odrzucenie palenia i niejedzenie gówien on natychmiast zwala na jakieś stresy, ciężką pracę, a koniec końców jeszcze odwraca kota ogonem żeby wyszło na to, że to TY jesteś ta zła, która ciągle wymaga, ma pretensje i go nie rozumie.
Po sekundo :
ale on mówił, że nie jest królikiem, tylko facetem i sałaty jeść nie będzie.
- to mu powiedz, że TY zakonnicą nie jesteś i w celibacie żyć nie będziesz. Posłuchaj. JEŚLI on rzeczywiście tak bardzo Cię kocha, i potrzebuje, że az nie masz serca go zostawić tak jak to napisałas, to POWINIEN zrobić dosłownie WSZYSTKO aby w końcu Cię usatysfakcjonować ale tak jak napisałem wcześniej, on jest straszliwym egoistą i Ty tego nie widzisz.
Też się buntowałam, bo nie znoszę tego smrodu, ale mi mówił wtedy, czy wolisz by twój facet palił czy pił?
Jak w ogóle, kur*a można coś takiego powiedzieć? No jak? Równie dobrze mogłabyś zapytać "mam cię zdradzić z Arkiem czy Markiem?" - zajebisty wybór, nie?
Powtarzam Ci - mu jest DOBRZE w obecnej sytuacji - nie dba o siebie (bo mu się nie chce), nie musi Cię zadowalać tak jak Ty tego chcesz (bo łykasz wszystkie jego tłumaczenia a'la "jestem takiii zestresowany~") więc po co ma się jakimiś dietami, ćwiczeniami itd męczyć, oraz ma seksowną laskę, która zadowoli go tak jak on chce. BAJKA. Tylko prawda jest taka, że jak nieugięta byś nie była, to zapewne i tak dopuściłabyś się zdrady. Dlaczego? A dlatego, że (poslugując się zupełnie zmyśloną skalą) Twoja frustracja i desperacja wynosi obecnie załóżmy 25p. W tym momencie jeszcze wierność i uczciwość w związku są silniejsze niż myślenie o własnym ja ,z czasem jednak ilość frustracji będzie wzrastała, aż dojdzie do momentu gdy będziesz miała myśli "nie wytrzymam tak dłużej" "nie zasłużyłam na to" "zasługuję na szczęście" itp., itd., WTEDY zaspokojenie własnych (spotęgowanych do x potęgi) potrzeb będzie silniejsze niż chęć pozostania wierną. Od tej chwili droga do zdrady będzie niezmiernie prosta - gorszy dzień, po kłótni, wieczorem chciałaś odreagować z przyjaciółka, napiłaś się, pojawił się "on" i bum - wydarzyło się.
Boli mnie czytanie takich postów, jest mi przykro, że ludzie nie są świadomi tak naprawdę, że związek powinien być pasmem szczęścia, miłości, pomocy, akceptacji i zrozumienia, oraz źródłem zaspokajania wzajemnych potrzeb. (żeby nie było, każdy, nawet najlepszy związek ma prawo mieć czarne dni). Niestety Roksana, w Twoim związku brakuje wiele. Zbyt wiele aby to mogło przetrwać. Potrzebna jest wam gruntowna zmiana bo prędzej czy później dojdzie do wcześniej napisanego scenariusza. Musisz twardo wyegzekwować na nim swoje wymagania, bez "litości", że tak powiem, dla waszego dobra. We wcześniejszym poście wymieniłem przyczyny mogące wpływać na jego dysfunkcje, na każdą ma wpływ, teraz pytanie - kocha Cię na tyle aby tym wszystkim się zająć i zrobić to dla Ciebie, czy "stres" "nie bycie królikiem" "wolisz żebym pił czy palił" jest od tej miłości silniejsze? - odpowiedz sobie sama.