Zgadzam się z psychologiem jako "mężczyzna" choć mam dopiero 24 lat.
Pornografia niszczy stosunki męsko- damskie a uprzedmiotowienie kobiet w internecie sprawia że wielu chłopców patrzy na kobiety z agresją, szczególnie jeśli nie potrafią ich zdobyć.
Myślę jednak że problem jest nieco głębszy i tkwi w psychicę przeciętnęgo samca.
Kobiety moim zdaniem są bardziej zdeterminowane, pokładają swoje szanse w edukacji gdyż wiedzą że w przeciwnym wypadku są skazane na łaskę mężczyzn a jak wiemy nie zawsze dobrze to wychodzi.
Mężczyźni zaś nie muszą de facto się rozwijać by przeżyć, minimalizm i predyspozycje fizyczne otwierają różne kierunki rozwoju, które dla kobiet są i będą niedostępne.
Oczywiście, postępujące równouprawienie sprawia że coraz więcej zawodów stoi otworem, ale nieprzygotowane na ciężka fizycznie pracę kobiety, szybciej zmotywują się do rozwoju, niż faceci których ciężka praca po prostu pobudza (mówię o silnych osobnikach).
Nie pokładałbym zbyt wielkiej nadziei w mężczyznach gdyż jako ogół nie jesteśmy wybitni, artybuty które cechują tradycyjnych samców są coraz mniej poszukiwane, ociekające testosteronem agrsywne samce, coraz częściej znajdują się w pustej uliczce.
Dochodzi też do tego jeden element, kobieta NIGDY nie zrozumie faceta z jednego prostego względu, testosteron u przeciętnego młodego człowieka ma ogromny wpływ na jego decyzje życiowe i jesteśmy wręcz zmuszeni do masturbacji, będąc więźniem swoich własnych popędów.
Wiem że brzmi to śmiesznie i odpowiedzą mi kobiety, które także lubią sex, lecz w naszym przypadku jest to często więzienie z którego nie ma wyjścia.
My zaś jako mężczyźni jesteśmy zamknięci w klatce "cywilizowanego samca" który musi połączyć wykształcenie męskość i pewność siebie, co udaję się może 10% populacji męskiej.
Mogę mówić tylko za siebie, ale załóżmy że mężczyzna przystojny dobrze zbudowany i bogaty nie chcę się wiązać tylko być silnym niezależym mężczyzną - jest w tym coś złego?
Oczywiście, skazany jest na słuchanie wolnych kobiet, których zegar biologiczny tyka coraz szybciej i musi unikać podstępnych prób wplątania się w ciąże (to jest smutne) ale czy taki tryb życia skazany jest na niepowodzenie i jedyną możliwością jest kompromis intelektualny?
Czy samotność i rozwój wewnętrzny (języki, instrumenty, taniec, podróże oraz odkrywanie świata i ciekawa literatura) nie są godną opozycją wobec zwierzęcości naszych relacji?
Oczywiście będąc więźniem popędów musimy liczyć na tymczasowe relację i być może trafimy wreszcie na swoje odbicie, lecz czy krzywdą sobie i światu nie jest wiązanie się z kobietą, która nie jest wcale wyjątkowa w naszych oczach? (cały schemat działa identycznie w drugą stronę, moje drogie) a jedynie jest obowiązkowym kompromisem wobec wymagań stawianych przez społeczeństwo i rodzinę?
Moim zdaniem "upadek mężczyzn" wynika z wymagań wystosowanych w naszym kierunku przez kobiety, prowadziliśmy tą cywilizację przez tysiące lat.
Być może wasza kolej nas utrzymywać 
Choć osobiście nigdy bym się na to nie zgodził.