Zazdroszcze balowania! Tata mojej 12-letniej córki też jest tatusiem w tym stylu. Płacic placi, ale z corka widuje sie raz w miesiacu, obowiazkow zadnych. Teraz miało być inaczej. Teraz miala byc cudowna rodzina. A jest jedno wielkie gó..o ![]()
2 211 2016-01-16 16:20:04
Podobne tematy
2 212 2016-01-16 16:22:26
To masz dwa skarby dla których dasz radę!:)
2 213 2016-01-16 23:06:06
Witam Was wszystkie. Przeczytałam ten wątek i chciałabym do Was dolączyć z moją historią. Przezywam obecnie bardzo trudne chwile i muszę zrobic cokolwiek, żeby doslownie nie oszaleć. Opowiem Wam moją historię, może znajdziecie chwile, żeby się do tego odnieść. Mojego męża poznalam dwa lata temu. Nie wyobrażacie sobie jak facet za mna szalał, można by było miec wrazenie, ze wrecz oszalał,ja nie podzielałam euforii, bałam się tez. juz raz się rozwiodlam, mam córke i złe doświadczenia. A on..mało urodziwy,mlodszy o 6 lat, niekoniecznie też bardzo bystry, ale za to wyjatkowo dobry człowiek, kochany, czuly, cierpliwy- takie miałam o nim zdanie. Zwiazalam sie z nim. Po jakims czasie zaszlam w ciaze. Bliznieta. Byłam szczesliwa. Ciaza była zaplanowana, on jedyne o czym marzyl to zostac tata. Niestety w 21 tygodniu ciazy odeszly mi wody i dzieci umarły. Maz po wszystkim zachowywal sie cudownie, wspierał mnie jak mogł. Po kilku miesiacach obsesyjnie znowu dazylismy do ciazy. W kwietniu zaszlam znowu w ciaze, ale w 10 tyg kolejny raz poronilam. Koszmar! Wszystko nam sie walilo. Odeszlam z pracy przez to ciagle zachodzenie w ciaze, lekarze juz mowili, ze musze odpoczac, ze za duzo tego wszystkiego, ale nie...bo moj maz marzy o dziecku, bo prosi, bo placze. I kolko sie krecilo. Potem nie moglam zajsc w ciaze przez jakis czas, wiec podeszlismy do inseminacji. Udało sie za pierwszym razem. Ciaze znosilam b.b.zle. Moj maz jest marynarzem i wyjechal na dwa tygodnie do pracy na statek, a w tym czasie okazalo sie, ze mam dwie ogromne torbiele na jajnkiu, ktore zaczely sie skrecac. Z koszmarnymi bolami wyladowalam w szpitalu i nastepnego dnia byłam operowana. Koszmar, bol nie z tej ziemi, powiklania pooperacyjne, ledwo wyszlam z tego w jednym kawałku. Ciaza przezyla. Długo dochodzilam do siebie. Wymiotowalam, mdlalam, nie mialam sily sie podniesc. Maz wrocil do domu po 2 tyg i..........i sie zaczeło. To było 2 tyg przed swietami. Nagle mialam w domu innego czlowieka. Pyskowal, w domu nie zajmowal sie niczym, siedzial ciagle w laptopie, ja ledwo zywa, a dom w oplakanym stanie, corka (ma juz 12 lat) sama o siebie dbala. Zaczeły sie klotnie choc nie mialam na nie sily. Potem przyszla jego wyplata od ktorej sprobowal mnie odciac to byl kolejny krok. A potem to juz polecial po calosci, ze byl ze mna 2 lata nieszczesliwy, ze go gnoilam, zdeptalam, ze jestem potworna, ze udaje ze sie zle czuje zeby inni mi wspolczuli, ze dziecko nie jest powodem, zeby on marnowal sobie reszte zycia, ze nawet dziecka nie potrafie urodzic. KOSZMAR! Bolalo mnie wszystko. Wyprowadzil sie.Jego mamusia poglaskala go po glowie, a ja bylam ta najgorsza! Latalam cala, nerwy takie, ze do tej pory nie wiem co to dziecko w srodku musi czuc. Wyprowadzil sie do rodzicow i niebawem znow pojechal na statek. Po swietach przez tydzien blagal mnie zebym mu wybaczyla, ze mu odbilo, ze wszystko co mowil to nieprawda. Walczylam ze soba strasznie. Wojna mysli. Powiedzialam mu zeby wrocil ze statku do domu i zobaczymy. Tak tez sie stalo.Wrocil do domu. 4 dni wystarczyly zeby wszystko wrocilo do "normy" . Mowil ze nie chce mnie takiej jaka jestem, oklamywal mnie, mowil, ze udaje, ze sie nigdy nie usmiecham, ze ma dosyc, ze nie bedzie tak zyl i znow sie wyprowadzil. Wyłam do ksiezyca. Non stop straszy mnie ze nie dostane grosza, ze mam mu dac z domu to czy tamto a jak nie to moge kupic sobie nowy zamek do domu, teraz pojechal sobie na narty w gory, nie wiem z kim, gdzie i na ile. Nie spie po nocach, wyje do ksiezyca i gdy spogladam w swoja przyszlosc to widze jedna wielka czarna dziure. Tak marzylam o tym dziecku, powinnam byc teraz szczesliwa...Nie wiem jak sie pozbierac. Psychicznie jestem tak slaba, ze nawet o rozwodzie nie mam sily myslec. Chciałabym zasnac i sie nie obudzic
Anel on nie ma prawa odcinać cię od swojej wypłaty, jesteś jego żona i połowa pieniędzy należy się tobie (chyba macie wspólność ustawową?).
Znam przypadek emerytowanego górnika, żona całe lata wychowywała trójkę dzieci, coś tam dorabiała ale to był mały dochód, on po przejściu na wcześniejsza emeryturę zapragnął żyć jak kawaler. Hulał ile wlezie, pieniędzy na rodzinę nie dawał. Ona nie rozpaczała tylko udała się po poradę do adwokata tam dowiedziała się, że może złożyć do sądu wniosek o zabezpieczenie finansowe rodziny i tak zrobiła. Sad przyznał jej prawie całą emeryturę tego górnika (dość wysoka) on dostawał z niej na własne potrzeby tylko 600 zł.
Nie rozpaczaj, bo szkoda twojego zdrowia i co najważniejsze zdrowia twojego dziecka. Twoje starsze dziecko widząc ciebie w takim stanie też zacznie odczuwać lęki, a dziecko w tym wieku jeszcze nie wie, że z każdej sytuacji jest wyjście. Popadnie w depresję, zacznie zawalać naukę, dzieci różnie w tym wieku reagują na stres. Nie rozpaczaj bo nie ma za kim, jego ktoś może buntuje lub kogoś poznał, szkoda żebyś traciła siły na zastanawianie się i płacz po nim. Udaj się czym prędzej po poradę i bądź silna dla siebie, tego dziecka jeszcze nienarodzonego i dla twojej starszej córki. Może jak zobaczy ze nie rozpaczasz po nim tylko pewnie walczysz o swoje prawa to kto wie może znowu będzie chciał do ciebie wróci. Na razie niech się zdziwi twoja przemianą. Zaskocz go, a na pewno przestanie ci grozić bo sam straci pewny grunt pod nogami.
2 214 2016-01-16 23:29:34
Załatwię sprawe z pieniędzmi. Nie dam się straszyć i udowodnie mu co mi się należy bez łaski. Cierpię okropnie, ale mam na tyle rozsądku by nie karmić go swoim upadkiem i placzem. Nie odzywam się ani jednym slowem, choć nie powiem,ze bez walki ze sobą. Najgorsza jest teraz samotność, zrujnowane marzenia, plany, patrzę w przyszlość i widzę smutek. Czytając ten wątek miałam wrażenie, że jesteście jak przyjaciólki, cudowna grupa wsparcia. Chcialabym być częścią czegos co stanie mi się bliskie. Mam nadzieje, że przyjmiecie mnie do swojego grona i pozwolicie dzielić się przeżyciami. Tyle tutaj trudnych historii - czlowiekowi dopiero oczy sie otwierają, że nie on jeden, nie on sam. Z drugiej strony to bardzo przykre, ile świadectw okropnej podłości w tych wszystkich opowieściach ![]()
2 215 2016-01-17 11:17:42
Witajcie Arnoldki,
witaj Anel - Zahir już Ci napisała wszystko, nic dodać nic ująć. Trzymaj się Dziewczyno, masz dla kogo !!!!
A co u Was Czarownice?
U mnie sporo się dzieje. Zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Ten rok to będzie ogromny przełom.
Wracając do eksa - jest jego decyzja, chce się przeprowadzić, zamieszkać ze mną itd. Nie ma jeszcze mojej. To wszystko nadal się u mnie, w mojej głowie mieli.
2 216 2016-01-17 12:17:40 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-17 12:19:21)
ANEL... - witaj. Jakkolwiek to zabrzmi, postaraj sie szukać pozytywnych aspektów tej "beznadziei", w której się znalazłaś. Skoro w sferze "serducha" sie coś pogmatwało ( a niestety nie masz specjalnie na to wpływu), to jak radzi ZAHIR zadbaj o materialne sprawy ( bo to podstawa bytu - każdego). Jak widzisz ( po przebiegu wątku naszej szefowej OLI) coś co DZIŚ jest beznadziejne, nie pozostaje takowe na zawsze!. Pisanie/ wygadanie sie mega bardzo pomaga.
A u mnie.......... w piątek - nagle telefon ( nieznany numer). Zadzwoniła do mnie eks- żona mojego eksa. Chyba coś się chyba tam nie fajnego dzieje ( bo po co by dzwoniła do mnie). A w ogóle skąd ma mój numer (chyba zlustrowała mu telefon). Mówiła jak to im dobrze, jak to planują ( ponowny)ślub, jak to jest chora powaznie i te inne bzdety....i żebym im tej "sielanki" nie zakłócała ( he he he -mój ostatni kontakt z nim to - październik). OJ- chyba kobitka czuje sie niepewnie.W kilku zdaniach załatwiłam sprawę. Wyklikała mi jeszcze 3 sms-y - które skwitowałam życzeniami "miłego dnia"...... i tyle. Jednak tak między nami - ciekawa jestem co tam się dzieje ( czysto- babska ciekawość).
Pozdrawiam Was wszystkie ARNOLDKI
2 217 2016-01-17 13:17:02
Liza brak zaufania się babeczce włączył. Szpera, docieka myśli... Wszystko i wszyscy są jej podejrzani...szuka przyczyny...A Ty jesteś wróg nr 1- realny, nie wymyślony.
Dlatego Oli ty się zastanów, bo to zaufanie jest cholernie ciężko odbudować. Mi się nie udało, było to silniejsze ode mnie!
Gość jest z nią z litości i tyle. Ona to widzi. Wspolczuję kobietce bo to dobija cholernie.
2 218 2016-01-17 13:45:17
Liza brak zaufania się babeczce włączył. Szpera, docieka myśli... Wszystko i wszyscy są jej podejrzani...szuka przyczyny...A Ty jesteś wróg nr 1- realny, nie wymyślony.
Dlatego Oli ty się zastanów, bo to zaufanie jest cholernie ciężko odbudować. Mi się nie udało, było to silniejsze ode mnie!
Gość jest z nią z litości i tyle. Ona to widzi. Wspolczuję kobietce bo to dobija cholernie.
dokładnie to samo pomyślałam co Zahir. Jego zachowanie może wskazywać na to, że ona czuje się niepewnie. Tylko czy Ty Liza powinnaś sobie zaprzątać tym głowę? Ciekawość, ciekawością, ale czy nie wpłynie na Ciebie to myślenie negatywnie? Nie zaczniesz się gorzej czuć? A ta kobieta na pewno cierpi, pewnie sporo kosztował ją ten telefon...Ehhh ciągnie się ta przeszłość za nami....
Dziewczyny a u mnie:
- najprawdopodobniej szykuje mi się awans w pracy, więcej obowiązków, większa odpowiedzialność, sporo więcej kasy (jedno z moich marzeń)
- jestem w trakcie rzucania palenia, od wczoraj nie palę, książkę skończyłam, ale jest ciężko (kolejne z moich marzeń)
- dostałam propozycję prowadzenia spinningu, byłabym trenerem 3 razy w tygodniu (kolejne z moich marzeń)
- no i przeprowadzka Piotra. I tu jest zgrzyt, bo chcielibyśmy jak najszybciej, ale patrząc na te wszystkie moje zmiany, plany to nie jest dobry moment, wychodzi na to, że byłby to czerwiec, jak skończę angielski to 2x w tygodniu odpadną mi zajęcia. Do czerwca totalnie byśmy się mijali, on byłby sam, a ja latałabym pomiędzy pracą a zajęciami. A to też nie jest dobre rozwiązanie. Tylko czy ja dam radę czekać 5 miesięcy z moimi wątpliwościami, brakiem zaufania? I teraz zastanawiam się czy sobie odpuścić całkowicie, czy mimo wszystko spróbować poczekać i zobaczyć co los i czas przyniesie?
Kurcze sporo zmian i sporo do ogarnięcia... Ale dam radę !!!!
Miłego niedzielnego popołudnia Czarownice. Ja się biorę za naukę ![]()
2 219 2016-01-17 13:54:34
Oli szalejesz;) tak trzymaj
2 220 2016-01-17 14:13:06 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-17 14:15:41)
co do mnie .? spoko. Jak wyklikałam kilka wpisów wcześniej - NIE MA OPCJI POWROTU- ŻADNEJ. Wychodzę DZIŚ z założenia, że osoba, która zafundowała mi tyle negatywnych emocji, nie jest dla mnie. Tego sie trzymam, bo wiem ile jestem warta. Jednak nie ukrywam, że mnie rajcuje, że tak się dzieje - hi hi - dobrze jej (to ona w końcu odeszła od niego kiedyś do innego). Mają co chcieli/ wybrali. Ciesze sie , że zadziało sie to teraz, a nie wcześniej, bo pewnie bym niepotrzebnie zadrżała.
Kiedyś, gdy jeszcze walczyłam mówiłam jemu, że budowanie czegoś stałego na bazie litości, czy ..." bo syn prosi" długofalowo nie sprawdzi się.................. no cóz wszyscy jesteśmy dorośli
2 221 2016-01-17 14:22:42
OLI- padłam na kolana po wiadomości, że rzucasz pałeczki rakowe- retyyyyyyyyyyyyyy. no co TY - zostawiasz mnie/ nałogowca ? co czytałaś ?
2 222 2016-01-17 14:58:36
Macie racje. Wygadanie, pisanie to jedyna rzecz ktora przynosi mi ulge. Materialnie nie dam sie załatwic. Mam własne mieszkanie, auto, a pieniadze na zycie wywalcze sobie i nie mam watpliwosci, ze w zebach mi da to co moje. Gorzej z uczuciami. Niestety. Dlaczego nie ma guzika pt przestac kochac gnoja! Dlaczego to musi tak bolec? Dlaczego czas staje w miejscu, dlaczego nic nie cieszy... wiem, ze tak musi byc, ze to kiedys minie, ale poki co jestem wrakiem.Macie jakies dobry rady jak zabic skutecznie czas? Liza ten telefon eks zony eksia... żałosne do granic mozliwosci i tylko dlatego, ze kobieta czuje sie zagrozona. W zasadzie moznaby jej wspolczuc, bo musi sie cholernie miotac skoro stac ją juz nawet na taki krok.. A dla Ciebie to nawet mile polechtanie. Obecna partnerka mojego eks meza robila ze mna to samo. Byla tak bezsilna w tej walce ze mna, że nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac. Niedosc ze eks musial najwyrazniej ostro stawac za mna, to potem dzwonila do mnie i w sumie tylko mnie rozbawiała. Im wieksza jej zlosc, tym wiekszy byl moj ubaw. Tak jest do tej pory ja i nasza wspolna corka to obiekt jej ogromnej nienawisci choc minelo juz tyle lat. Jak on przychodzi po corke to juz po minucie ona dzwoni 20 razy co on u mnie tyyyle czasu robi...załosne. Ale tez pokazuje jak kobiety potrafia irracjonalnie postepowac. Co jej dal ten telefon do Ciebie? Poczula sie lepiej? no coz... Olimpia jesli uda Wam sie szczesliwie posklejac ten zwiazek, to dojde jednak do wniosku, ze cos co dzisiaj wydaje mi sie niemozliwe takie nie jest. Wszystko mi mowi, ze takie zmiany u faceta to tylko chwilowe obiecanki, ze szybko przyjdzie czas, kiedy zacznie sie powrot do starych nawykow i potrzeb. Ale trzymam kciuki za Ciebie. Moze bedziecie wyjatkiem potwierdzajacym regule. Ciesze sie, ze tu trafilam :-)
2 223 2016-01-17 15:05:31
Ja jestem zdania, że jak w związku się źle dzieje, to już nigdy nie będzie dobrze. Zawsze będzie zadra. A udawać albo oklamywac siebie, ze jest ok to najgorszego co można sobie zafundowac.
2 224 2016-01-17 15:13:27
Macie racje. Wygadanie, pisanie to jedyna rzecz ktoblogzynosi mi ulge. Materialnie nie dam sie załatwic. Mam własne mieszkanie, auto, a pieniadze na zycie wywalcze sobie i nie mam watpliwosci, ze w zebach mi da to co moje. Gorzej z uczuciami. Niestety. Dlaczego nie ma guzika pt przestac kochac gnoja! Dlaczego to musi tak bolec? Dlaczego czas staje w miejscu, dlaczego nic nie cieszy... wiem, ze tak musi byc, ze to kiedys minie, ale poki co jestem wrakiem.Macie jakies dobry rady jak zabic skutecznie czas? Liza ten telefon eks zony eksia... żałosne do granic mozliwosci i tylko dlatego, ze kobieta czuje sie zagrozona. W zasadzie moznaby jej wspolczuc, bo musi sie cholernie miotac skoro stac ją juz nawet na taki krok.. A dla Ciebie to nawet mile polechtanie. Obecna partnerka mojego eks meza robila ze mna to samo. Byla tak bezsilna w tej walce ze mna, że nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac. Niedosc ze eks musial najwyrazniej ostro stawac za mna, to potem dzwonila do mnie i w sumie tylko mnie rozbawiała. Im wieksza jej zlosc, tym wiekszy byl moj ubaw. Tak jest do tej pory ja i nasza wspolna corka to obiekt jej ogromnej nienawisci choc minelo juz tyle lat. Jak on przychodzi po corke to juz po minucie ona dzwoni 20 razy co on u mnie tyyyle czasu robi...załosne. Ale tez pokazuje jak kobiety potrafia irracjonalnie postepowac. Co jej dal ten telefon do Ciebie? Poczula sie lepiej? no coz... Olimpia jesli uda Wam sie szczesliwie posklejac ten zwiazek, to dojde jednak do wniosku, ze cos co dzisiaj wydaje mi sie niemozliwe takie nie jest. Wszystko mi mowi, ze takie zmiany u faceta to tylko chwilowe obiecanki, ze szybko przyjdzie czas, kiedy zacznie sie powrot do starych nawykow i potrzeb. Ale trzymam kciuki za Ciebie. Moze bedziecie wyjatkiem potwierdzajacym regule. Ciesze sie, ze tu trafilam :-)
Pozytywnie ludzie wokół to najważniejsze!
Ja dużo czytalam. O rozwodach, o toksycznych związkach. Nawet co ciekawsze artykuły mam zapisane i sobie często wracam do nich! Dla mnie to takie spojrzenie prawdzie w oczy! Czytam, wiem, wracam do codzienności- swojej, bez niego!
Zaczniij od przeczytania wątku Olimpii no i koniecznie podkarpacka blog
2 225 2016-01-17 16:03:13
ANEL..piszesz." Najgorsza jest teraz samotność, zrujnowane marzenia, plany, patrzę w przyszlość i widzę smutek... " no cóż..... NORMA gdy kończy się coś, co nie miało tak się skończyć. Smutno Ci- i prawidłowo...... nam też było....... ale życie na tym się nie kończy- jest jeszcze coś innego poza nimi - więc szlochając staraj się myśleć pozytywnie
2 226 2016-01-17 16:29:26
Często tu wpadają dziewczyny, są chwilę i znikają. Zapewne wracają do swojej codzienności z nim:( smutne to jak bardzo brak nam wiary w siebie, w to, że faktycznie może być dobrze.
2 227 2016-01-17 17:12:34
Często tu wpadają dziewczyny, są chwilę i znikają. Zapewne wracają do swojej codzienności z nim:( smutne to jak bardzo brak nam wiary w siebie, w to, że faktycznie może być dobrze.
no właśnie ZAHIR - święte słowa. Mój eks mąż - sprzed lat - co jakiś czas skamle jak to on mnie nadal kocha, jaka to ja jestem "super", drugi partner też po wszystkim złym co się zadziało - przypomina sie co jakiś czas.... i co mam z tym zrobić DZIŚ ??? - zwyczajnie żal mi ich, że kiedyś okazali sie beznadziejni, a dziś - ...nie potrafią być męscy. Jestem osobą elastyczną w życiu, ale wycieraczką niczyja nigdy nie będę, więc jak nawet eksik zapłacze w pewnym momencie ( a na to się zapowiada) - to ..............sory ............... nie ma opcji, bo ja jestem najważniejsza i choć potrafię wybaczać, ale nie potrafię zapomnieć krzywd. Mam udawać, że zapomniałam, że kiedyś byłam "mniej" ważna..?? przez chwilę można, ale czy to jest to czego oczekuję od życia? podobno szukamy szczęścia
2 228 2016-01-17 17:19:37
zahir2603 napisał/a:Często tu wpadają dziewczyny, są chwilę i znikają. Zapewne wracają do swojej codzienności z nim:( smutne to jak bardzo brak nam wiary w siebie, w to, że faktycznie może być dobrze.
no właśnie ZAHIR - święte słowa. Mój eks mąż - sprzed lat - co jakiś czas skamle jak to on mnie nadal kocha, jaka to ja jestem "super", drugi partner też po wszystkim złym co się zadziało - przypomina sie co jakiś czas.... i co mam z tym zrobić DZIŚ ??? - zwyczajnie żal mi ich, że kiedyś okazali sie beznadziejni, a dziś - ...nie potrafią być męscy. Jestem osobą elastyczną w życiu, ale wycieraczką niczyja nigdy nie będę, więc jak nawet eksik zapłacze w pewnym momencie ( a na to się zapowiada) - to ..............sory ............... nie ma opcji, bo ja jestem najważniejsza i choć potrafię wybaczać, ale nie potrafię zapomnieć krzywd. Mam udawać, że zapomniałam, że kiedyś byłam "mniej" ważna..?? przez chwilę można, ale czy to jest to czego oczekuję od życia? podobno szukamy szczęścia
Jak my się rozumiemy;)
2 229 2016-01-17 17:32:25
Wiem, że to co mam dziś- to nie szczyt moich oczekiwań od życia. Jednak wiem- kim jestem. Czasem śmieję się sama do siebie, jak rugam menów na portalu, gdy próbują bajerować. Jest jeden, który to wytrzymuje od jakiegoś czasu - ciekawe jak długo mnie zniesie- hi hi
2 230 2016-01-17 17:40:46 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2016-01-17 17:45:28)
He he. Mój "kolega" też to znosi. Ale to już nie moja sprawa, że On się angażuje a ja nie. Już tak wybitnie wylozylam kawę na ławę, że robi to na własne ryzyko.
My od jutra mamy ferie. Zatesknilam za sankami i zjezdzaniem na du..:) jak tylko posypie to zaciągam Małą do lasu i z górki na pazurki. Hihi. Pamiętacie to?!
2 231 2016-01-17 19:37:06
OLI- padłam na kolana po wiadomości, że rzucasz pałeczki rakowe- retyyyyyyyyyyyyyy. no co TY - zostawiasz mnie/ nałogowca ? co czytałaś ?
polecam Allen Carr "Skuteczna metoda jak rzucić palenie"
2 232 2016-01-17 19:39:29
co do mnie .? spoko. Jak wyklikałam kilka wpisów wcześniej - NIE MA OPCJI POWROTU- ŻADNEJ. Wychodzę DZIŚ z założenia, że osoba, która zafundowała mi tyle negatywnych emocji, nie jest dla mnie. Tego sie trzymam, bo wiem ile jestem warta. Jednak nie ukrywam, że mnie rajcuje, że tak się dzieje - hi hi - dobrze jej (to ona w końcu odeszła od niego kiedyś do innego). Mają co chcieli/ wybrali. Ciesze sie , że zadziało sie to teraz, a nie wcześniej, bo pewnie bym niepotrzebnie zadrżała.
Kiedyś, gdy jeszcze walczyłam mówiłam jemu, że budowanie czegoś stałego na bazie litości, czy ..." bo syn prosi" długofalowo nie sprawdzi się.................. no cóz wszyscy jesteśmy dorośli
Kurcze gdyby u mnie to wszystko co się dzieje zadziało się kilka miesięcy później to może też bym do tego tak podchodziła. Nie wiem, może jestem po prostu zbyt miękka. Ale wiem jedno, co ma być to będzie, nie przejmuję się, nie stresuję, robię swoje, a czas pokaże.
2 233 2016-01-17 20:02:18
Witam, weszłam na to forum przy okazji poszukiwania odpowiedzi, jak poradzić sobie z cierpieniem dziecka po rozstaniu rodziców...Może znajdę tutaj wsparcie psychicznie, bo na tą chwilę jestem w rozsypce i nie wiem co dalej. Zacznę od początku, albo w sumie od końca... W tą sobotę, po ponad 13 latach wspólnego życia, 11 letniego, cudownego syna, dowiedziałam się, że mój facet odchodzi. Definitywnie. Ten temat wałkowaliśmy od września mniej więcej. Kiedy to oświadczył mi, że ma dość życia w kłamstwie, że nic nas nie łączy, żyjemy obok siebie, i jedyne co mamy wspólne to dziecko. Że on zaczął chodzić na terapię, bo nie radzi sobie sam ze sobą (notorycznie kłamie, oszukuje i zdradza). Że zrobił to dla siebie i dziecka. Że on nie radzi sobie z życiem, ma depresje. To pierwsze co, obiecałam go wspierać i pomóc przejść przez depresję. Próbowałam przekonać, że skoro w końcu postanowił coś zmienić w swoim życiu, iść na terapię, to jest to ogromny krok naprzód. Że razem nam się uda. Facet zdradza mnie praktycznie od początku naszego związku, wyszło to jak byłam w ciąży. Ale wierzyłam, że razem to zmienimy, że dla dobra rodziny itd... Już nawet jakieś 4 lata temu poszedł na terapię. Uważam że jest uzależniony od zdrad. Ale zaczęło się układać, jak zawsze obiecał że się zmieni i jakoś temat ucichł. 4 lata temu kupiliśmy w końcu mieszkanie, urządziliśmy. W związku różnie. Mało sexu, szczególnie jak się okazało, że zaraził mnie chorobą weneryczną, dzięki której od ponad roku leczę się na RZS. Ale mimo to, zawsze uważałam że się dogadujemy. Że lubimy ze sobą spędzać czas. Prawie się nie kłóciliśmy.... i tak płynęło nam życie.
Nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu kilka miesięcy temu postanowił odejść. Oczywiście zaczęłam drążyć, szukać i okazało się że od ponad roku spotyka się z koleżanką z pracy. Że dzień w dzień, kiedy musiał zostać dłużej po godzinach, był u niej. A ja jak ten debil po tym niusie zaczęłam jeszcze bardziej przekonywać go, że sobie poradzimy, że pójdziemy na terapię par, że jeszcze kiedyś jej podziękujemy, że "naprawiła" nasze życie. Niby raz podjął decyzję, że idziemy, potem okazało się, ze dalej z nią się kontaktuje, że nie jest w stanie skończyć. Że ona jedyna go rozumie, jej opowiedział całe swoje życie, o wszystkich zdradach itd. Oczywiście mówił, że nic nas nie łączy itd. Zaczęłam z nią rozmawiać. Okazało się, ze jesteśmy do siebie bardzo podobne. Poprosiłam, zeby ucięła z nim znajomość. Znowu podjął decyzję o rozstaniu, że terapia nie ma sensu itd. Wtedy interweniowali jego rodzice, że ma iść na terapię dla dziecka i koniec. Obiecał urwać kontakt. Poszliśmy na terapię. Całe 2 sesje. Po czym a to nie mógł wyjść z pracy, a to to itd. Niby coś sie starał, ale widać było, ze na siłe. Oczywiście cały czas powtarzał i powtarza, ze to nie o nią chodzi... Zaraz po Świętach dostałam od niej smsa, żeby z nim porozmawiać, bo ona ma dość jego błagań. Kiedy mu to pokazałam jakby go grom strzelił. Jak ona tak mogła. I niby urwał kontakt obrażony na nią. Wcześniej jeszcze się dowiedziałam, że mówił jej, że kocha ją jak nikogo nigdy nie kochał... Myślałam, że będzie już ok. Że bedziemy po Świętach kontynuować sesje. Ale mieliśmy wyjazd na narty z synem. Na nartach też było ok. Aczkolwiek coraz częściej miałam wrażenie, że on niknie, że go nie ma. Co mu mówiłam kilka razy. Że ja tak dłużej nie mogę. Że jak ma być obojętny, to lepiej to skończyć. To on wtedy że będzie dobrze, że on się będzie starał itd. Wróciliśmy w środę. W czwartek miałam urodziny. Nie kupił nic, wrócił po 21 do domu. ALe obiecał, ze w sobotę będziemy świętować. W piątek wrócił późno, zabrał syna i zawiózł do dziadków. I został u nich do 1 w nocy. Już wtedy miałam przeczucie, że rozmawia z nimi o odejściu. W sobotę rano oświadczył mi że to koniec. Że terapia nie ma sensu, on nie chce. Przyciśnięty do muru powiedział, ze widział się z nią w piątek ale to nie o nią chodzi. Jaaasne. Że on mnie chyba od początku nie kochał i nie chciał byc ze mną, stąd te zdrady. Poczułam się jakby ktoś zdeptał cały mój świat. Mamy 11 letniego syna po leczeniu onkologicznym, całe swoje, nasze wspólne życie poświeciłam dla tej rodziny. A teraz zostaje z niczym. Bez pracy, w jego mieszkaniu, chora na całe życie, bez wsparcia. On mówi że dla dziecka zrobi wszystko, zeby miał jak do tej pory. Ale syn jest tak wrażliwym człowiekiem po tym co przeszdł w życiu, że nie wyobrażam sobie jak to przeżyje. Na tą chwilę my dwoje idziemy do psychologa, żeby ustalić co i jak powiedzieć dziecku. Potem on ma się wynieść, podobno do rodziców. A ja mimo całej krzywdy zaznanej od niego kocham go. I nie chcę żeby odszedł. Ale wiem, ze nie ma już żadnej szansy. Nie wiem co dalej. Jak żyć. Jak pocieszyć syna. Jak przetrwać kolejny dzień, tydzień, miesiąc... Może dzięki rozmowie z Wami jakoś to przetrwam.
Dzięki
Anka
2 234 2016-01-17 22:58:30
Liza2014 napisał/a:co do mnie .? spoko. Jak wyklikałam kilka wpisów wcześniej - NIE MA OPCJI POWROTU- ŻADNEJ. Wychodzę DZIŚ z założenia, że osoba, która zafundowała mi tyle negatywnych emocji, nie jest dla mnie. Tego sie trzymam, bo wiem ile jestem warta. Jednak nie ukrywam, że mnie rajcuje, że tak się dzieje - hi hi - dobrze jej (to ona w końcu odeszła od niego kiedyś do innego). Mają co chcieli/ wybrali. Ciesze sie , że zadziało sie to teraz, a nie wcześniej, bo pewnie bym niepotrzebnie zadrżała.
Kiedyś, gdy jeszcze walczyłam mówiłam jemu, że budowanie czegoś stałego na bazie litości, czy ..." bo syn prosi" długofalowo nie sprawdzi się.................. no cóz wszyscy jesteśmy dorośliKurcze gdyby u mnie to wszystko co się dzieje zadziało się kilka miesięcy później to może też bym do tego tak podchodziła. Nie wiem, może jestem po prostu zbyt miękka. Ale wiem jedno, co ma być to będzie, nie przejmuję się, nie stresuję, robię swoje, a czas pokaże.
OLI - sory, ale domniemam, że się poddasz .............. w swych postanowieniach - Twój wybór- oby było zawsze OK będę zawsze Tobie dopingować, jednak zobacz co się dzieje po czasie po tzw euforii po powrocie.
2 235 2016-01-17 23:10:17
Witam, weszłam na to forum przy okazji poszukiwania odpowiedzi, jak poradzić sobie z cierpieniem dziecka po rozstaniu rodziców...Może znajdę tutaj wsparcie psychicznie, bo na tą chwilę jestem w rozsypce i nie wiem co dalej. Zacznę od początku, albo w sumie od końca... W tą sobotę, po ponad 13 latach wspólnego życia, 11 letniego, cudownego syna, dowiedziałam się, że mój facet odchodzi. Definitywnie. Ten temat wałkowaliśmy od września mniej więcej. Kiedy to oświadczył mi, że ma dość życia w kłamstwie, że nic nas nie łączy, żyjemy obok siebie, i jedyne co mamy wspólne to dziecko. Że on zaczął chodzić na terapię, bo nie radzi sobie sam ze sobą (notorycznie kłamie, oszukuje i zdradza). Że zrobił to dla siebie i dziecka. Że on nie radzi sobie z życiem, ma depresje. To pierwsze co, obiecałam go wspierać i pomóc przejść przez depresję. Próbowałam przekonać, że skoro w końcu postanowił coś zmienić w swoim życiu, iść na terapię, to jest to ogromny krok naprzód. Że razem nam się uda. Facet zdradza mnie praktycznie od początku naszego związku, wyszło to jak byłam w ciąży. Ale wierzyłam, że razem to zmienimy, że dla dobra rodziny itd... Już nawet jakieś 4 lata temu poszedł na terapię. Uważam że jest uzależniony od zdrad. Ale zaczęło się układać, jak zawsze obiecał że się zmieni i jakoś temat ucichł. 4 lata temu kupiliśmy w końcu mieszkanie, urządziliśmy. W związku różnie. Mało sexu, szczególnie jak się okazało, że zaraził mnie chorobą weneryczną, dzięki której od ponad roku leczę się na RZS. Ale mimo to, zawsze uważałam że się dogadujemy. Że lubimy ze sobą spędzać czas. Prawie się nie kłóciliśmy.... i tak płynęło nam życie.
Nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu kilka miesięcy temu postanowił odejść. Oczywiście zaczęłam drążyć, szukać i okazało się że od ponad roku spotyka się z koleżanką z pracy. Że dzień w dzień, kiedy musiał zostać dłużej po godzinach, był u niej. A ja jak ten debil po tym niusie zaczęłam jeszcze bardziej przekonywać go, że sobie poradzimy, że pójdziemy na terapię par, że jeszcze kiedyś jej podziękujemy, że "naprawiła" nasze życie. Niby raz podjął decyzję, że idziemy, potem okazało się, ze dalej z nią się kontaktuje, że nie jest w stanie skończyć. Że ona jedyna go rozumie, jej opowiedział całe swoje życie, o wszystkich zdradach itd. Oczywiście mówił, że nic nas nie łączy itd. Zaczęłam z nią rozmawiać. Okazało się, ze jesteśmy do siebie bardzo podobne. Poprosiłam, zeby ucięła z nim znajomość. Znowu podjął decyzję o rozstaniu, że terapia nie ma sensu itd. Wtedy interweniowali jego rodzice, że ma iść na terapię dla dziecka i koniec. Obiecał urwać kontakt. Poszliśmy na terapię. Całe 2 sesje. Po czym a to nie mógł wyjść z pracy, a to to itd. Niby coś sie starał, ale widać było, ze na siłe. Oczywiście cały czas powtarzał i powtarza, ze to nie o nią chodzi... Zaraz po Świętach dostałam od niej smsa, żeby z nim porozmawiać, bo ona ma dość jego błagań. Kiedy mu to pokazałam jakby go grom strzelił. Jak ona tak mogła. I niby urwał kontakt obrażony na nią. Wcześniej jeszcze się dowiedziałam, że mówił jej, że kocha ją jak nikogo nigdy nie kochał... Myślałam, że będzie już ok. Że bedziemy po Świętach kontynuować sesje. Ale mieliśmy wyjazd na narty z synem. Na nartach też było ok. Aczkolwiek coraz częściej miałam wrażenie, że on niknie, że go nie ma. Co mu mówiłam kilka razy. Że ja tak dłużej nie mogę. Że jak ma być obojętny, to lepiej to skończyć. To on wtedy że będzie dobrze, że on się będzie starał itd. Wróciliśmy w środę. W czwartek miałam urodziny. Nie kupił nic, wrócił po 21 do domu. ALe obiecał, ze w sobotę będziemy świętować. W piątek wrócił późno, zabrał syna i zawiózł do dziadków. I został u nich do 1 w nocy. Już wtedy miałam przeczucie, że rozmawia z nimi o odejściu. W sobotę rano oświadczył mi że to koniec. Że terapia nie ma sensu, on nie chce. Przyciśnięty do muru powiedział, ze widział się z nią w piątek ale to nie o nią chodzi. Jaaasne. Że on mnie chyba od początku nie kochał i nie chciał byc ze mną, stąd te zdrady. Poczułam się jakby ktoś zdeptał cały mój świat. Mamy 11 letniego syna po leczeniu onkologicznym, całe swoje, nasze wspólne życie poświeciłam dla tej rodziny. A teraz zostaje z niczym. Bez pracy, w jego mieszkaniu, chora na całe życie, bez wsparcia. On mówi że dla dziecka zrobi wszystko, zeby miał jak do tej pory. Ale syn jest tak wrażliwym człowiekiem po tym co przeszdł w życiu, że nie wyobrażam sobie jak to przeżyje. Na tą chwilę my dwoje idziemy do psychologa, żeby ustalić co i jak powiedzieć dziecku. Potem on ma się wynieść, podobno do rodziców. A ja mimo całej krzywdy zaznanej od niego kocham go. I nie chcę żeby odszedł. Ale wiem, ze nie ma już żadnej szansy. Nie wiem co dalej. Jak żyć. Jak pocieszyć syna. Jak przetrwać kolejny dzień, tydzień, miesiąc... Może dzięki rozmowie z Wami jakoś to przetrwam.
Dzięki
Anka
ANKA - dziś nie napiszę Tobie nic, bo nie ma sensu. Jestes w wielkiej dooooopie i tyle - beznadziejnej doooopie. Myślę, że syn sobie szybciej poradzi z ta sytuacją niż TY sama. Nawet nie wiem czy napisać- będzie kiedyś !!!!!!!!!!!! OK - bo wiem, że dziś tego nie przyjmiesz jako fakt
2 236 2016-01-18 09:46:49
ANKA - dziś nie napiszę Tobie nic, bo nie ma sensu. Jestes w wielkiej dooooopie i tyle - beznadziejnej doooopie. Myślę, że syn sobie szybciej poradzi z ta sytuacją niż TY sama. Nawet nie wiem czy napisać- będzie kiedyś !!!!!!!!!!!! OK - bo wiem, że dziś tego nie przyjmiesz jako fakt
Ja wiem, że będzie lepiej, że kiedyś to zrozumiem, że syn sobie w końcu poradzi... Tylko na tą chwilę jest tylko czaaaarnaaa dooopa. Będzie jeszcze czarniejsza jak powiemy dziecku. I to ja z nim zostanę, to ja będę patrzeć na jego cierpienie. To ja będę musiała pocieszać syna. I tłumaczyć, że to nasza wspólna decyzja, chociaż tak nie jest. To ja nie będę mogła wykrzyczeć mu prosto w twarz, jaki jego ojciec to kutas...
2 237 2016-01-18 09:57:28
Jak ja Ciebie rozumiem... Zyc sie nie chce, a czasu musi uplynac jeszcze tak cholernie duzo. Biedne dzieci w tym wszystkim :-(
2 238 2016-01-18 11:00:26
Dwoje dorosłych ludzi w momencie narodzin dziecka bierze za nie pełną odpowiedzialność... W naszym przypadku od początku odpowiedzialność wzięła tylko jedna strona. Ja naiwnie wierzyłam, że kiedyś mister M. przejrzy na oczy. Jestem sama z rozbitego domu, matka wyszła na zakupy i nie wróciła. Założyła sobie nowy dom i nową rodzinę... I myślę, że w tym tkwi to, że ja o ten dom i o tą rodzinę walczyłam za wszelką cenę. Znosiłam lata oszustw, kłamstw i zdrad. Wierząc, że w końcu będzie ten wymarzony dom... I dla dziecka dalej walczyłabym o ten dom, gdyby on chciał. Ale on wybrał nowy dom... I z jednej strony cieszę się, bo wiem, że to był toksyczny dom, dla wszystkich, a przede wszystkim dla mnie. I wiem, że zasługuję na kogoś, kto taki normalny dom mi da. Będzie dbał o mnie. Ale nie wyobrażam sobie na tą chwilę tego scenariusza. Nie wyobrażam sobie dnia następnego. Dnia, kiedy powiemy dziecku że niszczymy jego świat.
2 239 2016-01-18 12:54:49
Dwoje doroslych ludzi powinno wziac za nie odpowiedzialnosc, ale nie bierze. Masz we mnie najlepszy przyklad. 4 miesiac upragnionej ciazy i jestem sama. Dzisiaj sobie niczego nie wyobrazasz, ja rowniez nie, dzisiaj wszystko wydaje sie byc tylko koszmarem. Tak jak dziewczyny pisza, rozmowa, pisanie a przede wszystkim czas... Skad jestes?
2 240 2016-01-18 19:30:14
Tak, wiem, czas leczy rany.... Tylko ile człowiek jest w stanie znieść ran?
Okolice Warszawy
2 241 2016-01-18 19:44:46
Dużo więcej niż jest sobie w stanie wyobrazić. Za jakis, niestety długi czas trudno nam bedzie uwierzyc, ze ten moment wydawal nam sie koncem zycia. Nie jest nim, to pewne. Dzis tracimy energie na to czego juz i tak nie mozemy zmienic. Ja to robie. I to jest blad. Oni zrobia juz i tak to co im sie podoba. Zreszta... probowalam sobie dzisiaj wyobrazic, ze on chce powrotu. Wraca do domu i? I na tym koniec bajki. Nie chcialabym zeby ktos taki mnie tulil, pocieszal, wspieral, spal kolo mnie, mowil ze mnie kocha, bo dzis i juz zawsze wszystko to wydawaloby mi sie jedynie obrzydliwym klamstwem. Kazdy dzien w strachu, nigdy bys nie wiedziala, czy jeszcze dzis Ciebie kocha, czy juz moze to jest ten dzien kiedy on podziekuje. Co to za zycie? Za mlode jestesmy zeby skazac sie na cos takiego. I chocbym miala do poznej starosci czekac na kogos dla kogo bede calym swiatem - to poczekam, bedzie warto. Twoj maz jest strasznie podly. Woli inne kobiety - swietnie, pogratuluj mu,ze znalazl droge do szczescia i niech fruwa. Czas jeszcze pokaze jak znakomicie mu bedzie za pare miesiecy, lat. A Ty przestaniesz byc jedna z wielu - w gruncie rzeczy to Twoj szczesliwy dzien. Przepustka do lepszego zycia. A synem naprawde nie martw sie tak bardzo. Moja 12letnia corka przezyla moj rozwod duzo lepiej niz ja. Trzeba jedynie byc szczerym, bo gdy dziecko poczuje, ze nie mowi mu sie prawdy to zacznie sie bac i nie karm go falszywa nadzieja, ze moze jeszcze tata wroci. Duzo lepiej tak, niz gdyby mial wychowywac sie w emocjonalej lodowce miedzy rodzicami.
2 242 2016-01-19 09:21:44
Dużo więcej niż jest sobie w stanie wyobrazić. Za jakis, niestety długi czas trudno nam bedzie uwierzyc, ze ten moment wydawal nam sie koncem zycia. Nie jest nim, to pewne. Dzis tracimy energie na to czego juz i tak nie mozemy zmienic. Ja to robie. I to jest blad. Oni zrobia juz i tak to co im sie podoba. Zreszta... probowalam sobie dzisiaj wyobrazic, ze on chce powrotu. Wraca do domu i? I na tym koniec bajki. Nie chcialabym zeby ktos taki mnie tulil, pocieszal, wspieral, spal kolo mnie, mowil ze mnie kocha, bo dzis i juz zawsze wszystko to wydawaloby mi sie jedynie obrzydliwym klamstwem. Kazdy dzien w strachu, nigdy bys nie wiedziala, czy jeszcze dzis Ciebie kocha, czy juz moze to jest ten dzien kiedy on podziekuje. Co to za zycie? Za mlode jestesmy zeby skazac sie na cos takiego. I chocbym miala do poznej starosci czekac na kogos dla kogo bede calym swiatem - to poczekam, bedzie warto. Twoj maz jest strasznie podly. Woli inne kobiety - swietnie, pogratuluj mu,ze znalazl droge do szczescia i niech fruwa. Czas jeszcze pokaze jak znakomicie mu bedzie za pare miesiecy, lat. A Ty przestaniesz byc jedna z wielu - w gruncie rzeczy to Twoj szczesliwy dzien. Przepustka do lepszego zycia. A synem naprawde nie martw sie tak bardzo. Moja 12letnia corka przezyla moj rozwod duzo lepiej niz ja. Trzeba jedynie byc szczerym, bo gdy dziecko poczuje, ze nie mowi mu sie prawdy to zacznie sie bac i nie karm go falszywa nadzieja, ze moze jeszcze tata wroci. Duzo lepiej tak, niz gdyby mial wychowywac sie w emocjonalej lodowce miedzy rodzicami.
Anel35 też tak to widzę, że nie chcę już spędzić dnia z tym człowiekiem... Kiedy myślę zdroworozsądkowo.. A za chwilę przy sortowaniu prania dostaję ataku histerii odkładając na bok jego rzeczy....
Tylko, że ja tej lodówki nie widziałam... I nikt z naszego otoczenia, uchodziliśmy za świetnie dobraną parę... Nie wiem czy nauczyłam się tak dobrze grać.... Tak dobrze udawać szczęśliwą nawet przed sobą.... Być może.... Ale ostatnimi czasy, przed całą tą zawieruchą, uważałam, że naprawdę dobrze nam się układa... Kupiliśmy mieszkanie, razem je szykowaliśmy, urządzaliśmy... Wprowadziliśmy się w czerwcu, a jak się okazało od września zaczął się spotykać z tamtą... I tak to trwała ich sielanka rok.... Po czym najwyraźniej ukochana postawiła mu ultimatum, i zaczął kombinować jak nas zostawić... Ale tak, żeby nikt nie wiedział, że to przez tą trzecią... A jeszcze 2 miesiące przed tym jak mnie poinformował, że tak nie może żyć, mimo że był z nią, przytulał mnie, całował, mówił że kocha....
2 243 2016-01-19 10:39:07
Najważniejsze dziewczyny, że przejzalyscie na oczy. Teraz długa droga przed Wami. Będzie ciężko ale w końcu ten niewymuszony uśmiech się pojawi:)
Jest to przykre bo kolejne dzieciaki są pokrzywdzone. Ale ktoras z Was to napisala- może lepiej to zniosą niż Wy same. Moja nie wylała ani jednej łzy za tatusiem, choć płacz ma " na wierzchu ", za to ja ocean. Także zaopatrzcie się w chusteczki i cierpliwość...a te ich piękne słowa to norma! Do końca nam mózg piorą, he he.
2 244 2016-01-19 10:40:25
Arcola coś milczy! Gdzie żeś?!?!;)
2 245 2016-01-19 12:54:29
A kuku
. No u mnie nic się nie dzieje. Nastroje raz lepiej, raz gorzej. Raz pełna ekscytacja, że będzie dobrze innym razem wprost przeciwnie. Zapisałam się na jakiś portal, ale jest do bani. Niby są zainteresowani ale żaden nie pisze - tak jakoś dziwnie. Chyba jeszcze gdzieś się zapisze bo tych portali jest tyle, że może gdzieś ktoś się znajdzie.
Moja mapka póki co sobie stoi i się w nią wpatruje - ale żeby coś miało się sprawdzić to jakoś nie koniecznie. No cóż zobaczymy.
2 246 2016-01-19 17:39:03
szkoda że w to całe "szaleństwo" rodziców zamieszane są dzieci. Jednak matka musi wykazać się wielką dojrzałością i odpowiedzialnością, by swoich rozterek ( nawet mimowolnie) nie przelewać na dziecko.
Jak napisała Zahir - wyposażyć się w chusteczki i nie przejmować się łzami ( będą się pojawiać niejednokrotnie ) Powtarzałam i będę powtarzać- myśleć/ myśleć i jeszcze raz myśleć pozytywnie ( nie chce słyszeć, że .." ale trudno..", bo wszystkie to wiemy). Jak cofnę się kilka miesięcy wstecz - pamiętam, że gdy zaczął uaktywniać sie rozum, było mi lepiej ( początkowo z wielkim wysiłkiem), było mi lepiej. Użalać się wyłącznie - to błąd, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.
2 247 2016-01-19 23:48:14
Witajcie,
widzę, że pojawiły się nowe skrzywdzone duszyczki, ehhh ten świat jest brutalny. Dziewczyny od siebie mogę jedynie dodać, że trzymam za Was mocno kciuki, musicie być silne i nie możecie się poddawać !!!!
Wybaczcie, ale na żadne rady sama nie mam głowy, a poza tym też trochę błądzę, więc pewnie nie na miejscu byłoby doradzanie komuś, jak sama się trochę gubię.
A co u mnie - mózg mi paruje od rozważań, planów, podejmowania decyzji, doszukiwania się za i przeciw danym decyzjom. Próbuję poukładać swoje życie prywatne (miłość, związek o ile tak to można nazwać, ale w tym znaczeniu), zawodowe, "hobbystyczne". Dochodzę do jednego wniosku - doba ma za mało godzin, tydzień ma za mało dni ![]()
i czas spać...dobrej i spokojnej nocy Wam życzę ![]()
2 248 2016-01-21 19:57:10
A co tu tak cicho?
Jak Arnoldowe sobie radzą? Mnie dopadła jakaś dziwna melancholia.
2 249 2016-01-22 18:05:08
faktycznie zrobiło się tu spokojnie ostatnio. Nasze nowe zranione duszyczki znowu wpadły i zniknęły ( tak jak Zahir - prorokowałaś). Mam nadzieje, że jakoś sobie radzą.
A skąd u Ciebie Zahir ta melnacholijjja się wzięła?. Oli pewnie myślisz i rozważasz wszystkie za i przeciw. Arcola, a Ty pewnie buszujesz w necie na portalach randkowych? co?
Przed nami weekend - świetnie ! będzie okazja trochę wyhamować po całym tygodniu i poleniuchować trochę.
U mnie dobry nastrój i gra gitara. Jest dobrze......... nogi na ławie,herbatka z cytrynką i kieliszeczek naleweczki
zima przecież - trzaa sie grzać. Miłego CZAROWNICE
2 250 2016-01-22 18:14:09 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2016-01-22 18:17:24)
Jakiś mam gorszy okres. Jest mi poprostu smutno. No i zawsze ale to zawsze po spotkaniu z kolegą, tym co liczył na więcej, mam zrypany humor. Zrypany bo wiem, że jeszcze mnie trzyma coś przy Tamtym. Nie jestem jeszcze " zdrowa" i jeszcze długo nie będę. Co z tego, że bym chciała być z kimś, nawet randkowac, flirtować jak najzwyczajniej to jeszcze za wcześnie.
2 251 2016-01-22 19:27:20
Z tymi portalami tak jak pisałam to jest coś nie tak. Panowie się nie odzywają a nawet jak ja zagadam to też cisza. Tak więc jestem sobie na tym portalu od 3 tygodni i z nikim się jeszcze na randkę nie mowilam. A poza tym dużo pracy, mi też tak jak Oli szykuje się awans i dzisiaj miałam dość ciężka rozmowę w tej sprawie (musiałam się wykazać ) i przygotowywałam się do niej przez ostatnie 2 dni. A teraz tak jak Liza siedzę i pije naleweczkw - no dobra tak naprawdę to leżę i piję ☺
2 252 2016-01-22 20:38:42 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-22 21:14:14)
kurcze - a mnie jest aktualnie dobrze ! najzwyczajniej dobrze. Jak na razie czuje się wolna od poczucia presji upływającego czasu itp. Nie wchodzę nawet na portale randkowe z prostej przyczyny- zagadują tam pewni..., co czasem kończy się propozycją kawki.............. a ja zwyczajnie nie chcę ( dziwne, bo jeszcze nie dawno rajcowało mnie to). O dziwo moja mama mówi.. wyjdź z domu itp - a ja na to .." daj spokój kobieto - przyjdzie czas.." to słowa bardzo zgodne z tym co czuję. Nie pamiętam kiedy miałam tzw dolinę. Czuję sie wolna od uzależnień ( od drugiej osoby), czuję się wolna od standardów ( że niby para - to jest TO). Realizuję swoje postanowienia noworoczne czyli schudłam 3 kg ( grubasem nie jestem spoko), no i powrót do angielskiego - tu gorzej, ale progres jest .
Chyba muszę naturalnie , w swoim tempie przejść ten czas............... to co teraz sie dzieje, to jest to - co mój organizm i ja potrzebujemy
Myslę, że chyba potrzebujemy wszystkie !! czasu/ dystansu na gotowość kolejnych prób
A Ty Arcola- jesteś pewna , ze to ten czas ( dla Ciebie) na poznawanie? Sory, ale obawiam, że robisz coś na siłe( wbrew temu, co się w Tobie dzieje), niezgodnie z Twoją gotowością- pomyśl, czy warto się spieszyć. Chodzisz nadal na terapię.?
2 253 2016-01-22 20:47:46
Jakiś mam gorszy okres. Jest mi poprostu smutno. No i zawsze ale to zawsze po spotkaniu z kolegą, tym co liczył na więcej, mam zrypany humor. Zrypany bo wiem, że jeszcze mnie trzyma coś przy Tamtym. Nie jestem jeszcze " zdrowa" i jeszcze długo nie będę. Co z tego, że bym chciała być z kimś, nawet randkowac, flirtować jak najzwyczajniej to jeszcze za wcześnie.
jak myślisz ...... co znaczy " zdrowa" - co będzie tego objawem?
2 254 2016-01-22 21:19:44
Zahir-a może ten nowy znajomy dzięki swoim staraniom i temu,że da Ci się poznać z jak najlepszej strony ,powoli pozwoli Ci dostrzegać pozytywne zmiany w Twoim codziennym życiu-może zaczniesz częściej się uśmiechać,dojdziesz do wniosku,że nareszcie masz z kim normalnie porozmawiać,masz do kogo zadzwonić gdybyś potrzebowała by ktoś Cię wysłuchał.Wartościowa znajomość to nie tylko od razu związek,ale też możliwość pozytywnego spędzania czasu,dzięki którym dołujące myśli lub wspomnienia nam nie towarzyszą.Pozdrawiam
2 255 2016-01-23 01:19:32
Hej ... nigdzie nie uciekamy, ja po prostu tu nie zagladalam aby nie rozdrapywac
pisalam na poczatku watku a potem zamilklam, ale do bagienka nie wrocilam. A teraz znow mnie kusi to forum i zagladam od kilku dni ![]()
2 256 2016-01-23 01:25:22
Witajcie Arnoldki ![]()
to prawda, siedzę i myślę, w międzyczasie pracuję, uczę się, ćwiczę, mam kontakt z Piotrem, czytam książki, rzucam palenie i tak w kółko. Dzisiaj dowiedziałam się, że mam 4 dni na podjęcie decyzji czy będę powadziła zajęcia na siłowni od lutego - trochę się to przyspieszyło, więc teraz moje myśli kręcą się w tym kierunku. Zastanawiam się czy pogodzę wszystko - 2x angielski, 3 razy siłownia a gdzie terapeutka? Ehhh za dużo marzeń wymyśliłam ![]()
Arcola, zgadzam się z Lizą. Też mi się wydaje, że na siłę troszkę próbujesz kogoś poznać i chyba źle na Ciebie wpływa fakt, że nikt ciekawy się ne odzywa albo nie odpisuje. Daj sobie jeszcze troszkę czasu. A i gratuluję awansu !!!!!!!!
Zahir a może to nie problem w tym, że nie jesteś gotowa, tylko może ten facet nie potrafi Cię na tyle zainteresować sobą żebyś czerpała radość z tych spotkań? Jeśli wpływa na pogorszenie Twojego samopoczucia to może nie warto utrzymywać z nim kontakt.
Liza, bardzo się cieszę że u Ciebie w porządku. Osiągnęłaś chyba ten błogi stan o ktorym marzy każda z nas ![]()
Wierzę, że nam wszystkim się to uda, że będziemy spokojne, szczęśliwe, po prostu zadowolone z życia. I to wszystko zdarzy się w tym roku !!!! ![]()
Kolorowych snów ![]()
2 257 2016-01-23 12:54:59
Hej ... nigdzie nie uciekamy, ja po prostu tu nie zagladalam aby nie rozdrapywac
pisalam na poczatku watku a potem zamilklam, ale do bagienka nie wrocilam. A teraz znow mnie kusi to forum i zagladam od kilku dni
trzymam kciuki za postawę
Nie wiem jaką " strategię" na dziś przyjełaś, ale jak kieeeedyś, gdy było mi źle - byłam nadal na forum,ale "odwiedzałam wątki" mnie nie dotyczące ( w kwestii przeżyć), dlaczego..??? wypełniałam wolny czas( aby nie myśleć o swoim problemie), ale nie utożsamiałam się ( podświadomie/ mimo wszystko z opisywanym cierpieniem, co finalnie skutkowałoby tzw rozgrzebywaniem ran- z całego serca życzę wytrwałości w dążeniu do...? i chyba musisz sobie koniec zdania dopisać sama, by było to zgodne z Tobą
2 258 2016-01-24 00:18:26
trzymam kciuki za postawę
Nie wiem jaką " strategię" na dziś przyjełaś, ale jak kieeeedyś, gdy było mi źle - byłam nadal na forum,ale "odwiedzałam wątki" mnie nie dotyczące ( w kwestii przeżyć), dlaczego..??? wypełniałam wolny czas( aby nie myśleć o swoim problemie), ale nie utożsamiałam się ( podświadomie/ mimo wszystko z opisywanym cierpieniem, co finalnie skutkowałoby tzw rozgrzebywaniem ran- z całego serca życzę wytrwałości w dążeniu do...? i chyba musisz sobie koniec zdania dopisać sama, by było to zgodne z Tobą
Masz rację, bo od nowa zaczynam rozpamiętywać ... ale strasznie mnie ciekawi jak ułoży się Olimpi i nie mogę tu nie zaglądać
. Bardzo fajny pomysł z tymi innymi forami, że ja sama o tym nie pomyślałam ![]()
2 259 2016-01-24 01:30:26
Liza2014 napisał/a:trzymam kciuki za postawę
Nie wiem jaką " strategię" na dziś przyjełaś, ale jak kieeeedyś, gdy było mi źle - byłam nadal na forum,ale "odwiedzałam wątki" mnie nie dotyczące ( w kwestii przeżyć), dlaczego..??? wypełniałam wolny czas( aby nie myśleć o swoim problemie), ale nie utożsamiałam się ( podświadomie/ mimo wszystko z opisywanym cierpieniem, co finalnie skutkowałoby tzw rozgrzebywaniem ran- z całego serca życzę wytrwałości w dążeniu do...? i chyba musisz sobie koniec zdania dopisać sama, by było to zgodne z Tobą
Masz rację, bo od nowa zaczynam rozpamiętywać ... ale strasznie mnie ciekawi jak ułoży się Olimpi i nie mogę tu nie zaglądać
. Bardzo fajny pomysł z tymi innymi forami, że ja sama o tym nie pomyślałam
Hej Majka ![]()
oj sama jestem ciekawa
póki co dużo się dzieje i nie jestem w stanie przewidzieć czy będzie happy end, zresztą chyba nikt nie jest w stanie.
Ale również trzymam mocno za Ciebie kciuki !!!!
2 260 2016-01-24 19:14:58
Liza2014 napisał/a:trzymam kciuki za postawę
Nie wiem jaką " strategię" na dziś przyjełaś, ale jak kieeeedyś, gdy było mi źle - byłam nadal na forum,ale "odwiedzałam wątki" mnie nie dotyczące ( w kwestii przeżyć), dlaczego..??? wypełniałam wolny czas( aby nie myśleć o swoim problemie), ale nie utożsamiałam się ( podświadomie/ mimo wszystko z opisywanym cierpieniem, co finalnie skutkowałoby tzw rozgrzebywaniem ran- z całego serca życzę wytrwałości w dążeniu do...? i chyba musisz sobie koniec zdania dopisać sama, by było to zgodne z Tobą
Masz rację, bo od nowa zaczynam rozpamiętywać ... ale strasznie mnie ciekawi jak ułoży się Olimpi i nie mogę tu nie zaglądać
. Bardzo fajny pomysł z tymi innymi forami, że ja sama o tym nie pomyślałam
Na początku jest to zajmujące ale np. ja teraz nie czytam nowych wątków bo to "nic nowego" tzn. ten schemat jest taki sam. Są oczywiście drobne różnice ( ktoś ma mniej przerąbane, ktoś bardziej;) ale po roku przyznacie mi rację, hihi. Po drugie to delikatne rozdrapywanie ran.
2 261 2016-01-24 22:33:56
Liza chodzę ciagle do terapeutki - czyżby z moich postów nie przenikał optymizm
hahaha. Poza tym jakiś kurna dziwny klimat. Pisałam wam jakiś czas temu o koleżance która zdradza swojego męża i chce się z nim rozwieść. No to teraz jej mąż chce się ze mną umawiać.
2 262 2016-01-24 23:38:34
Pisałam wam jakiś czas temu o koleżance która zdradza swojego męża i chce się z nim rozwieść. No to teraz jej mąż chce się ze mną umawiać.
He he he...ale mnie ubawilas:)...
2 263 2016-01-25 09:12:49
arcola napisał/a:Pisałam wam jakiś czas temu o koleżance która zdradza swojego męża i chce się z nim rozwieść. No to teraz jej mąż chce się ze mną umawiać.
He he he...ale mnie ubawilas:)...
Zahir się ubawiła na tę wiadomość, a ja wręcz przeciwnie. Obyś Arcolka "nie zgłupiała". Jak gość fajny, to mu to powiedz, ale nie pakuj sie w nic głupiego, bo jeszcze kiedyś staniesz przed sadem, jako powód rozpadu związku małżeńskiego ( bo różnie może być).
Trzymajcie sie Arnoldki .Zaraz idę zrobić się na bóstwo i biegnę do pracy. Dziś długi dzień przede mną. Miłego ....
2 264 2016-01-25 10:26:57
Spoko - powiedziałam mu, że ja do tego układu nie zamierzam się pakować. Tym bardziej, że jej nowy facet się już znudził i chce wracać do domu - komedia.
Czas zacząć tydzień - oby do weekendu ![]()
2 265 2016-01-25 11:48:49
Ktoś powie, że życie to nie film... ale serial to tak:)
2 266 2016-01-25 16:40:34
Witajcie,
no proszę jakie życie pisze dziwne scenariusze, normalnie moda na sukces w realu ![]()
Arcola zaraz weekend, poniedziałek prawie minął więc strzeli reszta jak z bicza
Ja tak zawsze sobie tłumaczę, aby zleciał poniedziałek .... dobra biorę się za naukę ![]()
miłego popołudnia
2 267 2016-01-25 19:38:40
Na początku jest to zajmujące ale np. ja teraz nie czytam nowych wątków bo to "nic nowego" tzn. ten schemat jest taki sam. Są oczywiście drobne różnice ( ktoś ma mniej przerąbane, ktoś bardziej;) ale po roku przyznacie mi rację, hihi. Po drugie to delikatne rozdrapywanie ran.
Ten watek jest juz na innym etapie, idealny dla mnie, nie ma juz w nim uzalania sie nad soba
. U mnie tez juz niedlugo bedzie rok wiec przyznaje racje
ale czasem jeszcze dopada dolek hmm
Tez mialam sytuacje, ze znajomi sie rozwodzili i on „zagadywal” do mnie ... co za cymbaly mysla, ze jestesmy az tak zdesperowane, faktycznie jak w telenoweli ![]()
2 268 2016-01-25 21:15:26
Heheh ten wczorajszy co mnie męczył to gorzej niż baba- "dlaczego nie chcesz, a może jednak, jak nie chcesz to ok, a dlaczego nie odpowiadasz, zapomnij chce być sam" to nawet ja się tak nie zachowuje. No ale dzisiaj przeprosił za zachowanie. Ale jaja.
2 269 2016-01-25 21:43:55 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2016-01-25 21:47:14)
Oni mają to swoje EGO, które chcą podbudować tylko jak?! Jak z jedną babą się nie umie obejść to i z drugą nie będzie umiał.
Majka dołki są, to prawda ale pomysl co było a co jest;)
Arcola gość wymiata, hehe;-)
Jak tam wineczka, naleweczki?!
Ja mam nowe hobby: akwarium. Po roku przerwy uruchamiam wodne życie. Narazie 7 rekinów pływa;) ale zamierzam dokupić krewetki
2 270 2016-01-25 21:50:45
moje naleweczki już prawie na wykończeniu ![]()
A co krewetek to powiedz jak ci pójdzie może i ja zacznę hodować - w końcu to moje ulubione owoce morza ![]()
Do dobra dziewczyny - nalewki były. Czym teraz będziemy się zajmować ? jakieś pomysły na wspólne hobby ?
2 271 2016-01-25 22:30:41
Po moich naleweczkach tylko buteleczki ale winko dochodzi:)
2 272 2016-01-25 22:37:28 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-25 22:41:05)
hej dziewoje -melduję się po całym dniu. Fajnie minął choć z lekka padam na me piękne lico.
Wiecie, a ja jakoś dołów nie mam- super, bardzo sie z tego cieszę.
Co do płynów, to u mnie sprawa ma się tak............hmmmm naleweczki ciuttt zostało. Od czasu jak się wyklepałam, że ją zrobiłam, cos mama zaczęła mnie częściej odwiedzać- hi hi hi
A ten drugi napój.......... oj Zahir coś sknociłam . Nie powiem jest smaczne, różówe, ale niestety cały czas mętne, Jak na razie nadaje się do konsumpcji w świetle świec ( światło koniecznie zgaszone)
2 273 2016-01-25 22:40:51
hej dziewoje -melduję się po całym dniu. Fanie minął choć z lekka padam na me piękne lico.
Wiecie, a ja jakoś dołów nie mam- super, bardzo sie z tego cieszę.
Co do płynów, to u mnie sprawa ma się tak............hmmmm naleweczki ciuttt zostało. Od czasu jak się wyklepałam, że ją zrobiłam, cos mama zaczęła mnie częściej odwiedzać- hi hi hi
A ten drugi napój.......... oj Zahir coś sknociłam . Nie powiem jest smaczne, różówe, ale niestety cały czas mętne
Moje też zmetnialo bo doslodzilam. Dajmy im czas jeszcze do wyklarowania
2 274 2016-01-25 22:42:10
Liza2014 napisał/a:hej dziewoje -melduję się po całym dniu. Fanie minął choć z lekka padam na me piękne lico.
Wiecie, a ja jakoś dołów nie mam- super, bardzo sie z tego cieszę.
Co do płynów, to u mnie sprawa ma się tak............hmmmm naleweczki ciuttt zostało. Od czasu jak się wyklepałam, że ją zrobiłam, cos mama zaczęła mnie częściej odwiedzać- hi hi hi
A ten drugi napój.......... oj Zahir coś sknociłam . Nie powiem jest smaczne, różówe, ale niestety cały czas mętneMoje też zmetnialo bo doslodzilam. Dajmy im czas jeszcze do wyklarowania
Ok -spróbuje, ale nie wiem, czy dam radę ![]()
2 275 2016-01-25 22:43:10
Liza2014 napisał/a:hej dziewoje -melduję się po całym dniu. Fanie minął choć z lekka padam na me piękne lico.
Wiecie, a ja jakoś dołów nie mam- super, bardzo sie z tego cieszę.
Co do płynów, to u mnie sprawa ma się tak............hmmmm naleweczki ciuttt zostało. Od czasu jak się wyklepałam, że ją zrobiłam, cos mama zaczęła mnie częściej odwiedzać- hi hi hi
A ten drugi napój.......... oj Zahir coś sknociłam . Nie powiem jest smaczne, różówe, ale niestety cały czas mętneMoje też zmetnialo bo doslodzilam. Dajmy im czas jeszcze do wyklarowania
Ok -spróbuje, ale nie wiem, czy dam radę ![]()