Unormuje się wszystko Arnoldowe. Mimo, że jakoś sobie radzimy to wydaje mi się, że gdzieś ten strach przed samotnością też nas zmusza do takich nastrojów. Ja coraz rzadziej miewam takie stany, ale jednak są. Miałam nadzieję, że mam to za sobą i mimo pozytywnego nastawienia wracają. Ale są dużo słabsze. dzisiaj włączyła mi się jakaś tęsknota za eksikiem? po prostu za kimś? Nie wiem sama.... Ale wiem, że to kiedyś minie... Bedzie nam to obojętne, ale to dopiero za jakiś czas. U nas Arcola jest zdecydowanie za wcześnie, to dopiero 3-4 miesiące. U Lizy minęło 8 i nadal ma gorsze dni. Także długa droga przed nami, ale do przejścia. Nie ma chyba reguły ile to będzie trwało, każda z nas jest inna, aczkolwiek mamy dużo podobieństw i myslę że od nas samych w dużej mierze zależy ile to będzie trwało. Mi chyba też troszkę pomogła myśl, że eksik na swój sposób też cierpi, dodało mi to siły, mam satysfakcję - coś na co liczyłam kilka miesięcy temu i wiem, że to ja jestem teraz górą.
Generalnie mam dużo czynników, które pomagają mi wyjść z tego stanu - terapeutka, ogromne wsparcie rodziny, sporo zajęć, którym poświęcam czas, fajna praca i ludzie w niej, rozmowy z delikwentami z neta - to wszystko odciąga moje myśli od przeszłości, od eksika. Dzięki tym czynnikom widzę, że nie jestem samotna, że daję radę sama....
Dodatkowo wzięło mnie ostatnio na gotowanie -wymyślam nowe potrawy, szukam inspiracji w necie. Po prostu robię rzeczy, na które mam aktualnie ochotę. Staram się za wszelką cenę wyłączać myślenie, nie wracać do przeszłości....
Ja też czuję się zmęczona, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Ale wiem, że ten stan w którym jestem czemuś służy. Zrozumiałam, że chyba tak musiało się stać, żebym w końcu wzięła się za siebie, żebym zmieniła w sobie to co było destrukcyjne. Przez ostatnie 4 me odkąd rozstałam się z eksikiem zmieniłam w swoim życiu bardzo wiele, dostałam kopniaka od niego, od życia...po to aby działać.