Bry wieczór 
Hmm, jak się głębiej zastanowię dlaczego tak cierpię, dlaczego za nim tęsknię (za nim?), dlaczego rok dawałam się okłamywać - kocham go (tego sprzed roku), boję się nadal samotności, ułożyłam sobie z nim obraz szczęśliwej rodziny, fajnie spędzaliśmy czas, przyzwyczaiłam się do niego, nie chcę od nowa przechodzić początku znajomości/związku. Pewnie jest tego więcej, ale nie będę się rozpisywać.
FAKTY -> jest egoistą, narcyzem, nieodpowiedzialnym i niedojrzałym facetem, tchórzem, kłamał patrząc mi oczy, nie szanował mnie, nie kochał, manipulował mną, wykorzystywał moją wrażliwość i moje uczucia, ehhh jak to piszę to czuję odrazę.
Nie chcę z nim być, nie chcę być z takim Piotrem jakim okazał się przez ostatni rok. Ja tęsknię za tym sprzed tej całej szopki - ALE ON JUŻ NIGDY TAKI NIE BĘDZIE, ON CHYBA NIGDY NIE BYŁ DOBRY, po prostu nie pokazał nigdy swojej prawdziwej twarzy, a ja głupia myślałam, że go znam 
Staram się, bardzo się staram zmienić myślenie, nastawienie na pozytywne i są dni kiedy mi się to udaje. Jestem z siebie zadowolona, bo i wtedy tak bardzo o nim nie myślę. Ale gorzej jest jak przychodzi ten ciężki okres, wtedy mam ochotę wszystko rzucić i się poddać. Nie zrobię tego oczywiście, bo już i tak daleko zaszłam.
Muszę na pewno zmienić myślenie z "chcę kogoś poznać i być szczęśliwa" na "chcę być szczęśliwa sama ze sobą". Przecież kurde funkcjonuję bez niego, żyję, chodzę do pracy, na zajęcia, spotykam się z ludźmi - DA SIĘ? Da się !!!! Muszę czerpać tylko z tego satysfakcję i szczęście - tego mi tylko brakuje, bo chyba sama siebie blokuję myśląc, że bez niego/bez faceta nie ma to sensu.
A i dałaś mi Iskra do myślenia tym skupianiem się na brakach - bo chyba właśnie tak robię. Nie zastanawiam się nad tym co mam, tylko robię wszystko jak automat, bo sobie ubzdurałam, że muszę mieć zajęcia, aby przestać myśleć.
Się rozpisałam, ale wyrzuciłam z siebie wszystko co dziś czuję 