Przemoc psychiczna. Np. spóźniła się na spotkanie (o półtorej godziny, ale jednak nie powinienem aż tak), to tuż przed jej przybyciem napisałem jej takiego smsa, że atmosferę szlag trafił (pełen wulgaryzmów). Zdarzyło mi się wobec niej być chamski, raz się wypuściłem z hasłem "Ty nieczuła suko". Jednak to było tak, że ona miała ojca alkoholika - przemocowca, ja miałem ojca alkoholika-przemocowca. Ona pełniła rolę ofiary, ja w domu też, ale tym razem ona pozostała w swojej roli, a ja postanowiłem "zabawić się" w tatusia.
Permanentnie stosuję też szantaż emocjonalny, a gdy poczuję że obiekt zaczyna pokazywać, że mu może i troszkę zależy, zaczynam manipulować, robić z siebie ofiarę, ŻĄDAM dowodów uczucia (po miesiącu, kumasz to?)
Tylko... Że ja nie umiem inaczej. Po dwóch miesiącach jestem z reguły zaangażowany emocjonalnie, czyli wiem już, że ewentualne odrzucenie mnie zaboli. Więc najchętniej bym wziął ślub, po dwóch miesiącach, bo ten okres odrzuci/nie odrzuci jest dla mnie nie do zniesienia.
W tym czasie już nie potrafię zająć się soba. 24h zastanawiam się czy coś z tego będzie. Dostaję więc p******* i staje się nie do zniesienia. Przyjmuję postawę, nie kandydata na partnera, tylko skomlejącego pieska, który prosi o chwilę uwagi.
Jednocześnie w bani mam taki potok myśli, że... Byłem już nawet nie tylko u psychologa, ale i u psychiatry. Na szczęście obyło się bez leków, zamiast tego zalecana jest terapia (więc nawet lepiej bym leków nie brał, tylko świadomie uczestniczył w terapii).