netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kobitki pomóżcie

106 odpowiedzi8 940 wyświetleńzałożony przez athreyu, 01.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 107 ]

1

Temat: Kobitki pomóżcie

Hej.

Drogie Panie - prośba jest.

Sprawa jest następująca - poznałem kiedyś kobietę, zakochałem się w niej po uszy, ale za szybko wyjechałem z uczuciami i dostałem bana. Sam z kolei czułem się przy niej źle, bo to dla mnie babeczka z nieco wyższych sfer, więc czułem że na nią nie zasługuje.

Mimo upływu czasu, nadal jestem w nią wpatrzony jak w obrazek. Tyle, że po okresie lamentowania z powodu odrzucenia, wstałem z wyra i wziąłem się za siebie. Prę na przód, rozwijam się zawodowo, nadrabiam zaległości, w międzyczasie jednak rozmyślając o niej. Martwię się czasem, że zmieniam się dla niej, nie dla siebie, ale staram się robić takie ruchy, które mi wyjdą na dobre, bez względu na to, czy z nią będę czy nie, więc nie ma się co martwić na zapas.

Pytanko jednak mam takie: jak spróbować raz jeszcze ? Jak się do niej zbliżyć ? Ja jestem raczej kiepski w takich tematach co już raz pokazałem za szybko otwierając się przed nią i ona wie, że mi się bardzo podoba, więc też świadomie mnie unika, żeby nie robić mi żadnych nadziei. Tyle, że ten facet, którego odrzuciła powoli staje się innym facetem.

Sprawa jest tym trudniejsza, że ostatnio w zasadzie nie mam z nią kontaktu. Nie mamy wspólnych znajomych itp. Wiem, że prawdopodobnie jest wolna.

Tylko jak się nie spalić znowu na starcie, bo ja to np. bym wysłał jej kwiaty, a to wiadomo, że raczej działanie z grubej rury, a tu chyba chodzi o łagodniejsze podejście.

Jasne, że można by też odpuścić. Tyle, że dla mnie, mimo upływu czasu ona jest najpiękniejsza na świecie.
Czytałem kiedyś o jakimś angielskim królu, którego żona dopiero za trzecim razem przyjęła oświadczyny, więc jak widać, czasem jedno odrzucenie to jeszcze nie powód by brać nogi za pas.

Ktoś coś doradzi ?

Pozdrawiam
Miłego dnia

2

Odp: Kobitki pomóżcie
athreyu napisał/a:

Jasne, że można by też odpuścić. Tyle, że dla mnie, mimo upływu czasu ona jest najpiękniejsza na świecie.

Z takim podejściem sukcesu Ci nie wróżę. Najpierw odetnij się od niej na tyle żeby przestać ją idealizować. Inaczej w przypadku ponownego nawiązania kontaktu, głowa znowu zrobi Ci się zbyt gorąca. A najlepiej - poznawaj inne kobiety. Zobaczysz że tamta wcale nie jest tak wyjątkowa jak Ci się teraz wydaje. Poczytaj o "syndromie jedynej" i "oneitis", bo rozmyślając o tej, podświadomie możesz zamknąć się na inne znajomości, czekać Bóg wie na co, a na koniec obudzić się z ręką w nocniku.

3

Odp: Kobitki pomóżcie

No jestem trochę w nieciekawym położeniu, ale jak wspomniałem staram się czynić dla siebie takie inwestycję, które mi zostaną na stałe.

Co nie zmienia faktu, że podbiłbym do niej raz jeszcze jakoś. Przecież chyba nie ma nic w tym złego, że się zabiega o względy kobiety. Jak Ci się panna podoba, to się o nią starasz, czy nie.

Czy są tu jakieś osoby, które weszły w związek od drugiego wejrzenia ? Najlepiej udany związek.

Jasne, że trochę koloryzuję sprawę, ale zauważyłem, że po okresie gdy mnie to "spalało", zacząłem przekuwać to w coś co mnie rozwija jak wspomniałem wyżej. Gdybym jeszcze nieco ostudził głowę...

Wiem, że dam sobie radę i bez niej, ale spróbować można. Była miedzy nami chemia, więc może warto jeszcze w to inwestować.

4

Odp: Kobitki pomóżcie
athreyu napisał/a:

Była miedzy nami chemia

Coś mi się wydaje, że ona miała inne zdanie na ten temat. Do jakiego etapu dotarła ostatnio ta znajomość?

5

Odp: Kobitki pomóżcie

Fajnie, że się rozwijasz, że ta sytuacja cię zmotywowała do działania w takich dziedzinach, które niezależnie od rozwoju relacji z obiektem uczuć, pozostaną.
Powiem jako kobieta, że jeśli raz odrzuciłam zaloty to już kolejnego podejścia nie dopuszczam. Miałam kiedyś dobrego kumpla (tak mi się wydawało...), gość przez 1,5 roku zabiegał... Kiedy doszło do konkretnej rozmowy, powiedziałam, że traktuję go jak brata, jak kumpla od piwa, ale nic więcej. Bardzo go lubiłam, ale nie było iskry... Zostaliśmy znajomymi, on znalazł później kogoś, moją koleżankę smile Dalej chodziliśmy w paczce na piwo smile
Czas fascynacji z punktu widzenia neuropsychologii to ok 2,5 roku... coś w tym jest...  Oczywiście jeśli ta fascynacja nie jest pielęgnowana przez dwoje ludzi i nie przeradza się w miłość...
Czas pokaże, a ty inwestuj w siebie smile

6

Odp: Kobitki pomóżcie

Po kliku miesiącach spotykania się ze sobą, kilku wspólnych weekendach, gdzie było całkiem, całkiem nagle się zrobiło już nie całkiem.
Możliwe, że poróżnił nas m.in. temat o dzieciach, ona coś wspominała, że zaczęła o tym rozmyślać, dawała mi do zrozumienia, że instynkt się załącza. Ja się do tego nie paliłem, bo zaczynanie związku od planowania dzieci, to trochę absurd dla mnie.

Tylko jak się głębiej nad tym zastanowiłem, to to jest kobieta, o której myślę jak o potencjalnej żonie, a nie dziewczynka na spacerki do kina.

Uważam, że gra jest warta świeczki. Kombinuję tylko jak nie biegać za nią z wywieszonym jęzorem, ale mieć z nią jakąś relację.

Potem będę myślał jak nad tym zapanować.


Więc może inaczej - jak w sytuacji, gdy ona wie, że cholernie mi się podoba, zakręcić się koło niej, ale nie tak, że mam serduszka w oczach jak ją widzę, tylko trochę z dystansem (to byłoby dobre dla mnie przede wszystkim) obok niej się gdzieś tam przewijać.

No i jak ten dystans zachować, bo to jest trudne.

7

Odp: Kobitki pomóżcie

Temat nie chwycił, a liczyłem na jakieś sugestię. Intuicja podpowiada mi, żeby zrobić tak: nie przekreślać tej kobiety, ani nie oczekiwać że na siebie nagle gdzieś wpadniemy, Zając się sobą, nie szukać plastra. Dać sobie i jej trochę powietrza. Z czasem spróbować raz jeszcze. Szanse są minimalne, ale znam historię gdzie dwoje ludzi po 17 latach do siebie wróciło. Życie jest nieprzewidywalne na maksa.

Choć nawet gdy to piszę mam mieszane uczucia. Bo ja bym walczył do upadłego...

8

Odp: Kobitki pomóżcie

Masz możliwość zaproszenia ją na piwo?

Moja rada jest taka, byś zaprosił ze cztery osoby, z czego jedna lub dwie to dziewczyny i napisał do niej zapraszasz ją i niech wpada z kimś. 
Nie pisz "weź osobę towarzyszącą" bo wymusiłbyś odpowiedź że "nie mam chłopaka" co by się równoważyło z tym, że ją sprawdzasz, ale też nie mów że "weź koleżankę", bo zabrzmiałoby to tak jakbyś chciał w niej wywołać zazdrość.

Siemka, w najbliższą sobotę o 19 robię małe posiedzenie w klubie chlup z kilkoma znajomymi. Jeśli nie masz planów to bierz kogoś ze sobą i wpadaj do nas. Im więcej tym raźniej wink

Jeśli się nie zgodzi, to się nie zrażaj i nie namawiaj jej, napisz że rozumiesz i że wypijesz za jej zdrowie. "szkoda, może następnym razem" może źle odebrać.

Jeśli przyjdzie (sama/z kimś, bez znaczenia) to przywitaj, przedstaw znajomych i posiedźcie wspólnie, przy czym postaraj się zachowywać neutralnie. Rozmawiaj z koleżankami, ale nie na tyle by pomyślała że robisz to specjalnie. Z nią też chwilę porozmawiaj, ale bez jakichś specjalnych emocji. Jeśli palisz to wyjdź i zostaw ją raz czy dwa z resztą ekipy. Staraj się też unikać tematów "a pamiętasz gdy...", bo potrafią troszeczkę zdołować (i znudzić jednocześnie) jeśli człowiek jest nie w temacie.
No i zobaczysz co z tego wyniknie wink

9

Odp: Kobitki pomóżcie

Co to znaczy "poznałeś kiedyś"? I kiedy to odrzucenie było?
bo jeśli ta obsesja (nazywajmy sprawy po imieniu) na punkcie jednej kobiety trwa kilka lat to..Houston, mamy problem. I to poważny, nie żartuję.

10

Odp: Kobitki pomóżcie

Elle a po czym rozpoznać taką obsesję?

11 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-03 14:44:29)

Odp: Kobitki pomóżcie

Obsesja to wynik idealizacji i życia wyobrażeniem o danej osobie. Zazwyczaj to wynik 2 sytuacji:

- ktoś wyidealizował swój obiekt westchnień jeszcze zanim cokolwiek ich połączyło i ten obraz w sobie pielęgnował, aż w końcu podświadomość to "kupiła" i wzięła jako prawdę absolutną. Potem taki ktoś latami jedzie na tym 'programie' jak na autopilocie i nie rozumie, że sam go sobie wkręcił


- 2 przypadek, to obsesja w wyniku odrzucenia. Wówczas również nie trzeba tej osoby kochać, wystarczy zranione ego, które domaga się "cofnięcia faktów" by lepiej się ze sobą poczuć


W obydwu przypadkach obsesja nie ma nic wspólnego ze zdrowym podejściem tak do obiektu jak i miłości ogólnie. Są to osoby zaburzone, o zaniżonym poczuciu wartości, głęboko nieszczęśliwe same ze sobą A jeśli mają jakiekolwiek pasje i żyją to -tak jak napisał autor- podświadomie chcą zrobić wrażenie na Obiekcie, gdy kiedyś go znów spotkają. A potrafią się tak "przyczaić " latami wink

Także tylko psycholog i/lub sporo pracy nad sobą. Im dłużej trwa takie "zapętlenie" tym trudniej z tego wyjść.
Choć znam osoby, które na obsesji budują swój sens i cel życia big_smile ale to inna bania, to już przypadki kliniczne.

12

Odp: Kobitki pomóżcie

@Evens - nie mam takiej możliwości

@Elle88 - zaskoczę Cię, ale korzystam z pomocy. Nie jest tak radykalny, choć... oboje użyliśmy tego słowa na o... Jeśli chodzi o Twoją tezę, by podświadomie zrobić wszystko, by przypodobać się obiektowi, to sprawa jest złożona. Bo faktycznie mam poczucie, że za szybko zostałem skreślony i mówię wprost - chcę jej trochę pokazać, że mam jaja (choć wiem, że na tym można się baaaardzo przejechać). Z drugiej strony staram się wykonywać takie ruchy, które MI przyniosą korzyści, np. zabiegam się o lepszą pracę by poprawić SWÓJ byt, a w konsekwencji - mieć większe możliwości poznania tego co MOJE/SIEBIE


Myślę, że sprawa jest przegrana, tylko ja nie potrafię się z tym pogodzić, nie umiem (NIE CHCĘ) tego przeżyć.


To własnie moje "poczucie" własnej wartości sprawiło, że położyłem tą znajomość (nie mówię, że gdyby nie ono, to teraz byśmy biegali po łąkach i spijali sobie z dzióbków, ale ono się "trochę" przyczyniło do tego, że sprawa się rypła). Słowo poczucie dałem w cudzysłów, bo wyobraźcie sobie jeziorko, takie nie duże jeziorko, z trzciną na brzegu, odrobina piasku, trawnikiem dookoła. No i wodą, w której pływają rybki, żyją roślinki. Niektóre rybki pływają głębiej, przy dnie. A tam PONIŻEJ tego dna jest właśnie moje poczucie własnej wartości.

To tyle, temat w zasadzie do zamknięcia. Ochłonąłem, co nie znaczy, że przyjąłem i dałem zgodę.

D*** w troki i do roboty.

Na amory przyjdzie czas...


Jest szansa na życiowe kroki do przodu. Z nią co ma być to będzie - znam dwa przypadki (o których pamiętam, z może znam więcej), gdzie ludzie się schodzili i są do dziś. Jeśli nie - z siedmiu miliardów ludzi większość stanowią kobiety.

Jeszcze raz do Elle88- dużo tu piszesz, często mądrze, ale zastanawiają mnie dwie rzeczy - dlaczego mając taką widzę na temat związków jesteś - jak wnioskuję po Twoich wpisach - sama ? Proszę też, nie odbieraj tego pytania jako atak.

Jaka jest wg Ciebie recepta na udany związek i czy w dzisiejszym - nieco porąbanym świecie - udane związki, oparte na uczuciu są możliwe ?

13 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2015-05-04 21:10:43)

Odp: Kobitki pomóżcie

Chłopie, pytasz tu jak spróbować podbić jej serce za drugim podejściem, mówisz, że starasz się być lepszy, że pracujesz nad sobą, ale zapomniałeś w tym wszystkim najwyraźniej o bardzo ważnej kwestii, a mianowicie - o swoim poczuciu własnej wartości, które tak barwnie zobrazowałeś w jednej z wypowiedzi. Co gorsza, nadal tak siebie opisujesz mimo zmian, jakie w swoim życiu do tej pory wprowadziłeś. Uważam, że to będzie Twoją przeszkodą nie tylko w tej, ale w każdej innej znajomości z kobietą. Coś takiego za bardzo rzuca się w oczy, a nikt nie chciałaby być z osobą, która uważa, że jest poniżej dna... no proszę Cię. Tylko wiecznie miałbyś jazdy, że na nią nie zasługujesz, że jesteś zerem, że powinna mieć kogoś lepszego i wciąż stawiałbyś ją ponad sobą, cokolwiek by nie zrobiła. Bo ona taka wspaniała, a Ty chodzące nic...

Dlatego moja rada jest taka - zacznij doceniać samego siebie, a dopiero potem szukaj sposobów, by docenili Ciebie inni. Inaczej to nie zadziała, nie na dłuższą metę w każdym razie.

14 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-04 21:17:53)

Odp: Kobitki pomóżcie

Jeszcze raz do Elle88- dużo tu piszesz, często mądrze, ale zastanawiają mnie dwie rzeczy - dlaczego mając taką widzę na temat związków jesteś - jak wnioskuję po Twoich wpisach - sama ? Proszę też, nie odbieraj tego pytania jako atak.

Nie odbieram jako atak, nawet fajnie, że pytasz. smile

Już kilka osób zadawało mi to pytanie, ale napisze jeszcze raz.

Jestem sama, ale nie czuję się samotna. Mam swoje zainteresowania i pasje, która sprawiają, że budzę się każdego dnia z celem przed sobą, nie jestem zgorzkniała czy zlana zimnym potem, że "to jeszcze nie już! yikes " (ten związek) wink
W związku z moja jakąś tam (niemałą jednak wink) wiedzą n/t motywacji jakimi kierują się ludzie wchodząc w związki i przy okazji znając dobrze swoje motywację na tą chwilę - a jest ona nakierowana na swój rozwój i siebie głównie, bez presji na bycie z kimś, to moje 'oczekiwania', a raczej potrzeby są troszkę mniej nakierowane w tym momencie na "posiadanie związku", który mnie w 100% nie zadowala na 3 płaszczyznach: fizycznej, psychicznej i emocjonalnej. Interesuje mnie tylko taki zestaw, nic mniej smile

A jako osoba, która głęboko wierzy w zasady działania PP, przyglądam się co jakiś czas osobom, które 'przyciągam' i oceniam je sobie pod kątem swojego rozwoju. Nie jest on skończony, jak się domyślasz, skoro nie jestem w 'idealnym związku', co nie oznacza, że zawiesiłam rękawiczki na kołek wink

Ważne to nie wpadać w niszczące koleiny myślowe i przekonania (a obsesja to jedna z takich kolein) i wiedzieć czego się chce - to nie oznacza, że w 1 sekundzie spotkamy osobę, która przypasuje nam odrazu w 100%, bo taką moc przyciągania mają tylko osoby, które osiągnęły Oświecenie totalne wink, ale nie zaniżać swoich lotów i nie chodzić na zgniłe kompromisy ze swoimi oczekiwaniami oraz - to równie pochyła droga przeciwna rozwojowi- nie idealizować obiektów swoich ew. uczuć i nie stawiać ich na piedestały na równi niemal z Bogiem, a siebie u ich stóp. No, chyba, że czyimś marzeniem jest projektować sobie odrzucenie non-stop, bo stawiając się od kogoś niżej niemal z marszu go o to odrzucenie prosimy smile

15

Odp: Kobitki pomóżcie

@Mrs.Happiness

Ja nie mówię, że ja jestem dnem, tylko moje poczucie własnej wartości mi przy takich okazjach robi taką jazdę, że tak się czuję.

No właśnie ja nie miałem pojęcia, że mam aż tak złe zdanie na swój temat, dopóki, że zobaczyłem "lustereczka" i wtedy wyszły na wierzch takie "kwiatki". Żyłem sobie - tak mi się wydawało - normalnie i nagle okazało się, że miałem rację - wydawało mi się.

Jestem człowiekiem z zaburzeniami, Elle88 nie pomyliła się (niestety).

Dlatego, choć zaj****ie mi to trudno przed samym sobą przyznać, po pierwsze - nie ma szans na odwrócenie tego co już było. Po drugie - czeka mnie niemało pracy nad sobą, bez gwarancji sukcesu. Po trzecie, przeleciała mi koło nosa fajna panna, za pomocą której zresztą też chciałem się dowartościować (no bo po pierwsze odwróciłaby uwagę ode mnie, a po drugie przecież musiałbym być zaj****, skoro byłbym z TAKĄ dziewczyną).

A miało być tak pięknie.

Nie wiem tylko jak to zrobić, by faktycznie poczuć na co dzień swoją wartość, a robić czegoś na pokaż, bo potem to i tak wychodzi. Ale to już pytanie dla mojego psychologa.

16 Ostatnio edytowany przez athreyu (2015-05-04 21:31:07)

Odp: Kobitki pomóżcie

Elle88 -

To o czym piszesz ma sens. Tylko... Skąd będziesz wiedzieć, że to "już" ? Rozwijać się będziesz całe życie, jeśli będziesz chciała oczywiście. Jak rozpoznasz, że to już. Zawsze będziemy mieli coś do poprawienia w sobie, a do czasu oświecenia, zawsze coś do "przerobienia". Skąd będziesz wiedzieć, że przerobiłaś to co miałaś przerobić sama i że jest to czas na związek.

Dalej - a nie masz w podświadomości takiego przekonania, że "związek spowalnia mój rozwój/w związku, nie można się rozwijać ?"

Tak pytam z ciekawości wink

No i nie odpowiedziałaś mi na drugie pytanie - czy wierzysz/uważasz, że w dzisiejszym świecie są możliwe udane związki, oparte na uczuciu, a jeśli tak, to jak jest wg Ciebie recepta na takowy związek. ?

17

Odp: Kobitki pomóżcie

No ale właśnie o to poczucie własnej wartości mi chodzi oraz o Twoje reakcje, gdy we wszystko zamieszana jest jakaś kobieta, która Ci się podoba. To bez znaczenia czy czujesz się tak zawsze, czy tylko wtedy. Po prostu tak się czujesz i to jest złe, niszczące dla Ciebie. Dlatego musisz jakoś nauczyć się doceniać swoją osobę, dostrzegać własne zalety. Żebyś nie uważał siebie za podnóżek jakiejś królewny z bajki, w przeciwnym razie nigdy nie stworzysz dobrego związku - takiego, gdzie obie strony są sobie równe.

Na Twoim miejscu na razie nawet nie zawracałabym sobie głowy tą fajną panną, tylko zajęła się w pełni sobą, bo teraz to Ty jesteś ważniejszy oraz Twoja psychika. Skup się na tym. Reszta się jakoś ułoży. Sama miałam kiedyś podobne problemy, przez co zniszczyłam wiele dobrze rokujących znajomości, ale jakoś z tego wyszłam i powoli jest coraz lepiej, więc wierzę, że Tobie też się uda smile

18

Odp: Kobitki pomóżcie

No widzisz, sam siebie trafnie zdiagnozowałeś a do tego zadajesz mi całkiem mądre pytania smile

To nie tak, że ja "czekam ze związkiem, aż mnie oświeci" big_smile Jasne, że nie.
Ja po prostu nie pozwalam zaniżać sobie wibracji ew. związkiem z osoba niekompatybilną, tj. taka, z którą nie czuję porozumienia i więzi na odpowiednim poziomie.
Mam na myśli więź oczywiście w płaszczyznach, o których wspomniałam wyżej, a nie tylko tę poniżej pasa wink

Dobry związek nie spowalnia rozwoju, przeciwnie- potrafi być katalizatorem, który te zmiany nawet przyspiesza.
Ale tak dzieje się dopiero od pewnego poziomu, tzn. ludzie, którzy się spotykają muszą indywidualnie być na określonym poziomie rozwoju (najlepiej wyrównanym) by jedno dla drugiego nie było terapeutą, a ja już taka rola nie jestem zainteresowana.

Oczywiście, że uważam, że istnieją takie związki- rozejrzyj się uważnie wokół smile
Zwróć uwagę, że to w jaki sposób zadałeś pytanie -tj. niejako narzuciłeś mi między wierszami swoją optykę, pokazuje nasz aktualny stan energetyczny/emocjonalny. Ja widzę wokół udane związki, Ty -przeciwnie.
zobacz co ja muszę mieć "w głowie", jakie przekonania, a jakie Ty? wink

Ale nie martw się, to wszystko jest do wypracowania.

"Receptą" jest, choć dla każdego 'udany związek' to kompilacja innych składników lub w innych proporcjach, ale zasadniczo główne składniki:

- dobry poziom poczucia własnej wartości u obojga partnerów
- przepracowane problemy i wzorce osobiste, fałszywe blokujące Miłość przekonania
- otwartość emocjonalna (to wynika z 2 powyższych zresztą)

- i wiele innych, ale to już raczej 'detale' wink

19

Odp: Kobitki pomóżcie

@@Mrs.Happiness

Dzięki. Smutne jest to, że ktoś nam to musi pokazać, a pokazać nam to może tylko ktoś, kto w naszych oczach jest kimś ważnym, a z reguły "to" wychodzi jak już jesteśmy zaangażowani emocjonalnie. I jest musztarda po obiedzie.

Na swoim przykładzie zobaczyłem, że obiekt ani razu wprost mnie nie skrytykował, a i tak czułem się przy obiekcie jak... Lepiej nie mówić.

Tylko jak być w tym poczuciu własnej wartości szczerym, bo to nie sztuka się zrobić na skóra, fura i komóra, figo fago, a potem i tak wszystko wyjdzie.

Jak docenić siebie szczerze, nie na pokaz, nie zatajając przed SAMYM SOBĄ swoje kompleksy ? Jak zaakceptować siebie ?

20

Odp: Kobitki pomóżcie

@Elle88

No więc własnie. W relację z tą Panną, wszedłem z taką sieczką w głowie, że nawet jak w okresie poznawczym szło bardzo dobrze, to ja już czytałem same artykuły "jak przejść przez rozstanie". Od pierwszej rozmowy - PIERWSZEJ, myślałem ciągle, to kobietka nie z mojej półki, nie zasługuję na kogoś takiego.

Zgadnij kto kogo odrzucił. Ba na samym początku poczułem ulgę. "Uff... Wreszcie nie muszę udawać i mogę wrócić do stanu, w którym najczęściej się nad sobą użalam".

Mam prośbę - spróbuj odpowiedzieć na moje pytania z poprzedniego posta: "Jak docenić siebie szczerze, nie na pokaz, nie zatajając przed SAMYM SOBĄ swoje kompleksy ? Jak zaakceptować siebie, wiedząc że bywa się słabym ?"

21

Odp: Kobitki pomóżcie

Odpowiedź na Twoje pytanie jest krótka, ale wkład świadomej i codziennej pracy nad tym musi być długi (choć nie nudny ani katorżniczy) i systematyczny.

Nie opisze Ci tu krok po kroku "instrukcji obsługi", musiałabym przepisać większość swoich wypowiedzi, więc daruj.. wink

Czytaj Forum, przeglądaj wątki, w których się wypowiadamy, czytaj polecane przez nas odnośniki, etc.


Przede wszystkich musisz przebudować cały wadliwy program, na jakim aktualnie operuje twoja podświadomość.
I bardzo słusznie napisała Ci wyżej koleżanka- w tej chiwli nie jesteś partnerem dla nikogo do związku, bo nie jesteś nim sam dla siebie - a to podstawa.

22

Odp: Kobitki pomóżcie

Moim zdaniem to wcale nie jest tak, że potrafimy podnieść sobie samoocenę tylko wtedy, gdy chwali nas ktoś ważny dla nas, a chyba to miałeś na myśli, prawda? Mój były chłopak był tak zakompleksiony, że nic do niego nie docierało. Do samego końca uważał, że jest niczym i że na mnie nie zasługuje. Myślę więc, że to my sami musimy się otworzyć na siebie, zacząć powolutku poznawać swoje mocne strony i je doceniać, a nad słabymi pracować lub nauczyć się z nimi żyć. Bez dowartościowywania się na innych ludziach, tak jak chciałeś to zrobić w przypadku znajomości z tą kobietą. To trudne i szczerze mówiąc, sama wciąż się tego uczę, ale nie ma przecież rzeczy niemożliwych. Wydajesz się być całkiem rozsądnym facetem - to już jakiś plus, nie uważasz? Nie znam Cię, przeczytałam tylko kilka Twoich postów, ale już widzę w Tobie parę ciekawych cech, więc mogę Ci na pewno powiedzieć tyle, że daleko Ci do kogoś "poniżej dna" smile

Jak się czułeś doskonale wiem. Nie tylko dzięki jazdom, jakie serwował mi mój były, ale też dlatego, że sama miewałam takowe w przeszłości. To zacznie znikać z czasem, jak już siebie bardziej zaakceptujesz. Ciężko mi teraz powiedzieć kiedy i w jaki sposób zaczął znikać mój problem. Na pewno nie jestem specem w tej kwestii, ponieważ daleka droga wciąż przede mną. Ale myślę, że zwyczajnie się z tym pogodziłam. Z tym, kim jestem. Polubiłam siebie na swój własny sposób. Znam swoje mocne i słabe strony. Wiem co mogłabym jeszcze w sobie zmienić, a co nie jest ode mnie zależne. Jakoś z tym żyję i staram się nie czuć gorsza od nikogo.

23

Odp: Kobitki pomóżcie

Tylko widzisz - próbuję od lat. Korzystam z różnych metod, do tej pory raczej z tych niekonwencjonalnych. A i tak na końcu przyciągam kogoś, kto mnie kopnie w cztery litery i przy kim wychodzi wszystko na zewnątrz.

Jasne, to oznacza tylko, że czegoś jeszcze nie przerobiłem. Tylko właśnie. To idealny moment, by zacząć od zera, ale OD ZERA. Nie chciałbym niczego zamieść pod dywan.

Wiem, że kilka afirmacji i za tydzień znów będzie wydawać mi się, że jestem taki fajny, a to n ie tędy droga. Wiem, że jak te afirmacje "nałożę" na coś co sprawia, że wewnętrznie czuję inaczej, to za x czasu to wewnętrzne tak mi wyskoczy na górę, że znów będę leżał i kwiczał.

Stąd moje parcie na to, by niczego przed sobą nie ukrywać. Jak dokopać się do tego co jest źródłem takiej samooceny, a następnie to uzdrowić.

24 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-04 22:13:54)

Odp: Kobitki pomóżcie

Pierwszy krok masz za sobą - "poddałeś się" ( w tym dobrym znaczeniu) i przyznałeś, że problem istnieje. Nie chcesz niczego zamiatać pod dywan, bo zdajesz sobie sprawę, że taką prowizoryczną 'studzienkę' wywali wink

Dokopiesz się do tego "grzebiąc" w swojej podświadomości, badając swoje przekonania i prześwietlając je świadomością. Jedno po drugim.
Przygotuj się na to, że od każdego idzie 10 kolejnych rozgałęzień , a za jakiś czas dochodzą jakieś kolejne, do tej pory nie pokojarzone wink

To jest "zabawa" raczej na lata niż krótką sesję.

Ps. Nie pisz, że próbowałeś lata, bo do tej pory musiałeś zamiatać problem pod dywan, skoro wciąż pociągały Cię tylko kobiety "spoza" twojej ligi.
Be real wink

25

Odp: Kobitki pomóżcie

@Elle88

Wracając do tego o czym Tobie wspomniałem, a propos rozwoju w związku - ja np. mam to zaszczepione. Nie umiem już się rozwijać gdy z kimś się spotykam. Nie potrafię się już zając sobą, gdy ktoś się pojawia. Krok po kroku, ten ktoś wypełnia mi całą przestrzeń. Nie ma już miejsca dla mnie. I gdy jeszcze na początku jakoś idzie, to jakoś tam zadbam o siebie jeszcze, ale jak tylko poczuję choć pierwiastek energii związanej z odrzuceniem - koniec. Już katastrofa.

A potem jak wyliżę rany, to z powrotem sobie żyję, też staram się rozwijać, odnajduję nowe pasje, zajęcia, wracam do starych, widzę jak stawiam życiowe kroki do przodu i... znów kogoś przyciągam, kto działa jak odkurzacz.


Co ciekawe, przyciągam do siebie same harde babki, silne, obrotne i... wtedy czuje się jak... wiadomo jak.

Ech... Kiedyś wkręciłem sobie, że ok - nie dam rady. Nie dla mnie doświadczyć bliskości w tym życiu, taka karma i tyle.

Ale życie nie dało mi pójść na łatwiznę...

26

Odp: Kobitki pomóżcie

Na moim przykładzie powiem Ci, że źródłem mojej niskiej samooceny był mój wygląd, a dokładniej - kompleksy odnośnie wagi. Choć z tego zdawałam sobie sprawę od lat, po prostu nie potrafiłam się z tym pogodzić i nawet jak zrzuciłam sporo kilogramów, wciąż czułam się zerem i brzydulą, więc zrozumiałam, że to wcale nie chodzi o ciało, a o umysł. To z kolei brało się stąd, że jako dziecko oraz na początku nastoletniego życia często słyszałam niemiłe komentarze, przede wszystkim ze strony rodziny. Matka i obie siostry są bardzo szczuplutkie, ja jestem zbudowana inaczej - choć daleko mi do nadwagi, w związku z czym byłam obrażana niesłusznie, czego wtedy niestety nie rozumiałam - przez co swoje frustracje wyładowywały na mnie, nazywając grubą i przy okazji brzydką, której nikt nie zechce. Wiadomo jak coś takiego się kończy, tym bardziej, gdy człowiek zaczyna wierzyć, że mają rację i sam zauważa w swoim ciele coraz więcej wad. Swój charakter akurat znam doskonale i wiem, że jest dość wyjątkowy, jednak w pozytywnym znaczeniu. Dlatego pozostało mi tylko zaakceptować swoje ciało i to właśnie z tym wciąż walczę. By nie czuć się wiecznie za brzydka, za gruba, za mało atrakcyjna. Może u Ciebie też chodzi o taką jedną rzecz? Ja bym się spróbowała zastanowić co najbardziej Ci w Tobie przeszkadzało, gdy z nią byłeś. Dlaczego miałeś siebie za zero, skąd tak silne przekonanie, że na nią nie zasługujesz? Z powodu jakich cech? Tu jest moim zdaniem klucz do odpowiedzi, których szukasz.

27

Odp: Kobitki pomóżcie

Elle88

Próbowałem lata. Jest pewna metoda, której się długi czas trzymałem i tam jest niezłe "grzebanko" w podświadomości. Nie wymienię nazwy, bo jest zastrzeżonym znakiem towarowym, a jej twórca sobie  nie życzy, zresztą nie o to chodzi by się chwalić. Mogę Ci podać na priv jeśli można tu pisać wiadomości priv.

28

Odp: Kobitki pomóżcie

@Mrs.Happines

Zastanowię się nad tym. Przeanalizuję to.

29

Odp: Kobitki pomóżcie
athreyu napisał/a:

Elle88

Próbowałem lata. Jest pewna metoda, której się długi czas trzymałem i tam jest niezłe "grzebanko" w podświadomości. Nie wymienię nazwy, bo jest zastrzeżonym znakiem towarowym, a jej twórca sobie  nie życzy, zresztą nie o to chodzi by się chwalić. Mogę Ci podać na priv jeśli można tu pisać wiadomości priv.

A ja Ci mówię, że nie pracowałeś lub coś robiłeś nie tak.
Liczy się skuteczność.


Chyba tego nie rozumiesz..

30

Odp: Kobitki pomóżcie

Bardziej robiłem coś nie tak. Albo pracowałem, ale nie przepracowałem.

Rzeczywiście niewiele lepiej wyglądała ta relacja niż poprzednie. No więc własnie. To oznacza, że musiałem zamieść coś pod dywan. Dlatego tak ważne jest dla mnie, by tym razem zrobić to dobrze.

31 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-04 22:34:41)

Odp: Kobitki pomóżcie

No na 100% nie przepracowałeś smile Nic się "samo" nie spieprzyło.

A jak wyglądały twoje poprzednie relacje z kobietami? Zawsze wybierałeś ten typ kobiet, a "normalne"  odrzucałeś ?
Napisz coś więcej.
To Twoje pierwsze zakochanie?

32

Odp: Kobitki pomóżcie

Tak. Zawsze wybierałem kobiety z wyższej półki, np. jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole itp.

Hmmm... W sumie, to nie wiem, czy te normalne odrzucałem, bo zawsze byłem tak zaaferowany relacją z danym obiektem, że na nikogo nie zwracałem już uwagi. Taki nieosiągalny dla mnie obiekt, był przy okazji czymś, co mnie skutecznie chroniło przed innymi kobietami.

Dalej. Z wiekiem zacząłem się poświęcać. Przyciągałem do siebie kobiety mające deficyty, chyba wierząc, że jak ja ich nie odrzucę, to wtedy mnie - osoby z zaburzeniami i deficytami, też ktoś w końcu "w nagrodę" nie odrzuci.

Z drugiej strony: zawsze uważałem, że moje zalety to ciepło, wparcie dla drugiej osoby, wniesienie spokoju do relacji, dbanie o atmosferę, romantyzm... A nie znoszę w sobie - braku zaradności, nieumiejętności zadbania o sferę materialną...

Hmm... Kobiety które przyciągałem do siebie były silne, powiedziałbym nawet, że w moich relacjach z nimi... odwracały się rolę. Tzn. ja dbałem o atmosferę domowego ogniska, a one były te zaradne.

To taka na szybko analiza.

Pytasz czy pierwszy raz się zakochałem. Nie, od lat się zakochuję, jestem odrzucany, albo sam uciekam. Tyle, że tym razem trafiłem na dziewczynę już taką, gdzie na prawdę strata jest ciężka do przełknięcia.

Tym bardziej, że obwiniam za to siebie.

33

Odp: Kobitki pomóżcie

No dobrze, czyli mamy pewien bardzo określony wzorzec, "klucz" jakim się kierujesz przy wyborze swoich 'obiektów'.

Wiadomo też dlaczego one muszą być na swój sposób nieosiągalne - inaczej nie osiągnąłbyś stanu bliskiego tego doraźnego dowartościowania..


Teraz nie uciekaj od pytania, co ta kobieta w sobie wg ciebie ma, że uznałeś ja za lepszą od siebie? Pomińmy urodę, bo tego się domyślam wink

34

Odp: Kobitki pomóżcie

Inteligentna, zaradna, utalentowana, lubiana, artystyczna dusza, wykształcona, mająca oddanych przyjaciół, dobre serce, duży seksapil, silna osobowość, uduchowiona, nie dająca sobą manipulować.

Też tak na szybko.

35 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-04 23:01:41)

Odp: Kobitki pomóżcie

Domyślam się, że zachowywałeś się jak jej podnóżek i sądziłeś, że tym ją do siebie przekonasz wink

Teraz z innej beczki: skąd pewność, że ona czuje do Ciebie cokolwiek? Często gdy nam na kimś zależy robimy coś w rodzaju projekcji swoich emocji na kogoś i wkręcamy sobie, ze "coś musi być" i to wzajemne, pomimo oczywistych sygnałów braku zainteresowania z tej drugiej strony.

Ps. Ciągle unikasz pytania o czas. Pytałam jak dawno temu ta znajomość się zakończyła? I na czym stanęło, jaki był ten ostatni kontakt.

Pytam o to dlatego, że znam osoby, które doznały kilku odrzuceń od jednej i tej samej osoby i to stanowczych, a dalej próbują i one dalej uważają, że to było dopiero "pierwsze odrzucenie" big_smile a to już któryś rok z kolei mija..

36

Odp: Kobitki pomóżcie

Tak, oczywiście od początku byłem zapatrzony jak w obrazek, od początku czułem, że nie gramy w tej samej lidze, więc zacząłem nagłą zmianę siebie, co przyniosło oczywiście efekt opłakany.

Pytanie skąd pewność, że coś do mnie czuję ? Hmmm... Nie czuje. To tylko moje pobożne życzenie, a fakty, FAKTY są takie, że nie mamy ze sobą już od jakiego czasu kontaktu.

37

Odp: Kobitki pomóżcie

No cóż, nie chcesz wchodzić w konkrety jak widać.

Mnie natomiast zastanowił ten fragment:

Z wiekiem zacząłem się poświęcać. Przyciągałem do siebie kobiety mające deficyty, chyba wierząc, że jak ja ich nie odrzucę, to wtedy mnie - osoby z zaburzeniami i deficytami, też ktoś w końcu "w nagrodę" nie odrzuci.

Tzn. co - spotykałeś się z kobietami już bardziej "ze swojej ligi" i traktowałeś na zasadzie zapchajdziury i poczekalni zanim sam nie dojdziesz do ładu ze sobą i nie znajdziesz kogoś bez "deficytów"?
Oraz: Czym były te deficyty, jak to określasz?

Brzmi trochę jakbyś robił rodzaj podziału: na kobiety- Bogów i kobiety -taborety wink (podobne do ciebie)

38

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Pytam o to dlatego, że znam osoby, które doznały kilku odrzuceń od jednej i tej samej osoby i to stanowczych, a dalej próbują i one dalej uważają, że to było dopiero "pierwsze odrzucenie" big_smile a to już któryś rok z kolei mija..

OK. Mocne, ale na prawdę kiedyś faceci czasem oświadczali się trzy razy, zanim białogłowa się złamała. W Was nic już z tych księżniczek nie zostało ? smile

Zrozumcie, że jesteśmy istotami reformowalnymi smile

P.S. Nie ma nawet roku, więc jeszcze nie ma tragedii, a przypominam, że chadzam do psychologa i z nim rozmawiam szczerze, bez ukrywania czegokolwiek.

39

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

No cóż, nie chcesz wchodzić w konkrety jak widać.

Mnie natomiast zastanowił ten fragment:

Z wiekiem zacząłem się poświęcać. Przyciągałem do siebie kobiety mające deficyty, chyba wierząc, że jak ja ich nie odrzucę, to wtedy mnie - osoby z zaburzeniami i deficytami, też ktoś w końcu "w nagrodę" nie odrzuci.

Tzn. co - spotykałeś się z kobietami już bardziej "ze swojej ligi" i traktowałeś na zasadzie zapchajdziury i poczekalni zanim sam nie dojdziesz do ładu ze sobą i nie znajdziesz kogoś bez "deficytów"?
Oraz: Czym były te deficyty, jak to określasz?

Brzmi trochę jakbyś robił rodzaj podziału: na kobiety- Bogów i kobiety -taborety wink (podobne do ciebie)

Tzn. zdarzyło mi się spotykać z kimś z kim wcale nie chciałem się wiązać, ale... nie chciałem tej osobie robić przykrości odrzucając ją. I teraz najlepsze: na koniec i tak ja zostałem odrzucony. Natomiast w tamtej relacji wyszedłem z założenia, że dziewczyna jest po takich przejściach, że jeśli ktoś ma cierpieć to niech już to będę ja, bo ona już tak dostała od życia po tyłku, że ja nie mogę jej sprawić przykrości. No do dostało się nam obojgu.

40

Odp: Kobitki pomóżcie

Hahaha, jaki z ciebie dobry samarytanin big_smile

No to powiem ci, że niezłym się wykazałeś wyrachowaniem.

Widzisz, może uznasz to za oklepany frazes, ale minie trochę czasu i przekonasz się, ze tak to działa: w życiu to co dajesz prędzej czy później do ciebie wraca. Często być może z większym bądź mniejszym opóźnieniem, ale to pewne, że wróci.

Wygląda na to, że z rozmysłem wykorzystałeś czyjeś zaangażowanie by odwrócić uwagę od swoich problemów i poczuć się odrobinę lepiej z odrzuceniem od obiektu nr 1, licząc, że "w nagrodę" (serio..? big_smile) ten nr 1 się ulituje nad Twoja kandydatura?

no doprawdy ciekawe rozumowanie.

Nie zapytam z grzeczności ile masz lat, bo rozwój emocjonalny raczej raczkuje dopiero wink wybacz szczerość

41

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Hahaha, jaki z ciebie dobry samarytanin big_smile

No to powiem ci, że niezłym się wykazałeś wyrachowaniem.

Widzisz, może uznasz to za oklepany frazes, ale minie trochę czasu i przekonasz się, ze tak to działa: w życiu to co dajesz prędzej czy później do ciebie wraca. Często być może z większym bądź mniejszym opóźnieniem, ale to pewne, że wróci.

Wygląda na to, że z rozmysłem wykorzystałeś czyjeś zaangażowanie by odwrócić uwagę od swoich problemów i poczuć się odrobinę lepiej z odrzuceniem od obiektu nr 1, licząc, że "w nagrodę" (serio..? big_smile) ten nr 1 się ulituje nad Twoja kandydatura?

no doprawdy ciekawe rozumowanie.

Nie zapytam z grzeczności ile masz lat, bo rozwój emocjonalny raczej raczkuje dopiero wink wybacz szczerość

Nie, nie, to nie do końca tak. Był sobie obiekt nr jeden, kobieta mocno doświadczona przez życie. No to pomyślałem, że ok, ja nie mogę być tym kolejnym, który ją zrani. więc bez względu na to jak się między nami układało, ja twardo stałem za nią. Nic tam moje odczucia, uczucia, ważne, żeby ją podnieść na duchu. Skończyło się katastrofą.

Potem zrobiłem sobie przerwę, w trakcie której trochę pozmieniałem w swoim życiu, wtedy też stwierdziłem, że związki to nie dla mnie, ale trafiłem na kogoś, kto wpadł mi w oko. Zaczęliśmy się spotykać. Kawki, srafki, potem łóżko, dalej to szło, a potem laska stwierdziła, że "sorry", ale nic z tego nie będzie. I zaczął się płacz i lament.

Gdybym był dojrzały emocjonalnie, nie latałbym po psychologach, forach itp.

42 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-04 23:56:52)

Odp: Kobitki pomóżcie

Nah....  trochę jestem za cwana i stara żeby uwierzyć w bajeczki, że mężczyzna poświęca się dla kobiety i NIC dosłownie nic z tego nie mając :>
chyba zapomniałeś z kim tańczysz.. takie kity to nie nam wink

Założę się o co chcesz, że nie miałeś oporów by ta "doświadczoną przez życie" jak to mówisz od czasu do czasu 'pyknąć', pomimo, że planow z nia nie wiązałeś.. i nie sądzę, by ona z tobą również nie.
no, chyba że to była kobieta-weteran wojenny, poruszająca się na wózku, z jakimś wyraźnym defektem, nieatrakcyjna, a ty jak ten ojciec pio karmiłeś ją, poiłeś i tłumaczyłeś jaki świat jest piękny. To zwracam honor wink

W każdym innym przypadku - po prostu racjonalizujesz teraz to, że kogoś wykorzystałeś będąc samemu w sytuacji, gdzie kiepsko sobie z odrzuceniem radziłeś.
Także skończ waść dreptać naokoło, ze mną rozmawia się wprost, bez znieczulenia wink

EDIT   Nie dostrzegasz tu oczywistego paradoksu i luki w swoim rozumowaniu?
Nie chciałeś być kolejnym, który ją zrani, a jednocześnie wiedziałeś, że nie masz jest nic do zaoferowania poza poklepaniem po plecach? Come ooon big_smile


Nie rozumiesz ciągle 1 sprawy... dopóki sam nie będziesz w stanie zaoferować tego, co tak ci imponuje w tych niedostępnych kobietach, dopóty nie będziesz w stanie z nimi wejść w żadną trwałą interakcję - to są inne fale, nie zbudujesz więzi z kimś, kogo twoja podświadomość wywyższa i wstawia na piedestał.
Tylko z kimś kogo uważasz za równego sobie. Nie ma innej opcji. Tak działa Prawo.

43 Ostatnio edytowany przez athreyu (2015-05-05 00:06:19)

Odp: Kobitki pomóżcie

Mógłbym Ci opowiedzieć tą historię, ale nie tutaj, a wiem, że prywatnie nie piszesz. Zaskoczyłbym Cię.

Nie, nie pyknąłem Pani nr1.

Natomiast może rzeczywiście to nie tak, że NIC z tego nie miałem. Jako osoba uzależniająca swoje poczucie wartości od tego czy się jest w związku, prawie byłem wreszcie wartościowy.

"Nie rozumiesz ciągle 1 sprawy... dopóki sam nie będziesz w stanie zaoferować tego, co tak ci imponuje w tych niedostępnych kobietach, dopóty nie będziesz w stanie z nimi wejść w żadną trwałą interakcję - to są inne fale, nie zbudujesz więzi z kimś, kogo twoja podświadomość wywyższa i wstawia na piedestał.
Tylko z kimś kogo uważasz za równego sobie. Nie ma innej opcji. Tak działa Prawo."

Rozumiem. I trochę to jest tak jak z Tobą. Przyciągam, żeby wyszło mi na zewnątrz co mam do przerobienia. Tak było w przypadku drugiej osoby. Po tym odrzuceniu zauważyłem w sobie, że pewne  cechy, w mniejszej skali mam w sobie. Wiesz, że jak coś nas wkurza w innych, to najczęściej jet to cecha, którą sami posiadamy, ale potrzebujemy innych, żebyśmy mogli przejrzeć się w lustrze. Tyle, że to prawdopodobnie działa też w drugą stronę. Istnieje teoria, że jeśli jakaś cecha nam się podoba w drugim człowieku, to znaczy, że sai też ją mamy, tylko jeszcze nie "rozbudzoną".

"EDIT   Nie dostrzegasz tu oczywistego paradoksu i luki w swoim rozumowaniu?
Nie chciałeś być kolejnym, który ją zrani, a jednocześnie wiedziałeś, że nie masz jest nic do zaoferowania poza poklepaniem po plecach? Come ooon big_smile"

Oczywiście, że dostrzegam i wszyło tak, że zraniłem ją podwójnie, a przy okazji wpędziłem się w takie poczucie winy, że jeszcze po dwóch latach mną szarpało, a potem... Nastąpiło przeniesienie tamtej relacji na obiekt numer dwa. Przez pierwsze randki jakbym kontynuował tamtą relację, mimo, że odstęp czasu był bardzo duży.

Tylko to nie jest takie proste, jak się wydaje. Świat nie jest czarny albo biały, a ja tu nie chcę pisać wszystkiego. wiesz dobrze, że pewne relację są po to byśmy mogli odpracować to co nawywijaliśmy wcześniej. Dużo wcześniej.

44 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-05 00:23:59)

Odp: Kobitki pomóżcie

Nie.'
Ja przyciągam NOWY typ osób, "upgradowany" w stosunku do poprzednich, a jednocześnie nie pakuję się w relację 'na przyczajkę' z kimś, kto mi się nie podoba - zasadnicza różnica w rozumowaniu.

Ty bierzesz się za ten sam typ osób od lat - takie, z którymi twoja podświadomość czuje się "jak w domu", czyli poniżej poziomu podłogi, bo wydaje Ci się, że fakt, że taki Ktoś z tobą kawę wypije czy pójdzie do łóżka w cudowny sposób "uzdrowi" wszystkie twoje wady i przekonania o sobie, a Ty doznasz swego rodzaju "odkupienia" i się zresetujesz psychicznie i emocjonalnie. Pobudka big_smile

I tak samo wracając do tego, co napisałeś o psychologu i forach.. stwierdzenie, że musisz być niedojrzały, skoro korzystasz z takich miejsc smile
Masz zupełnie pokręcone skojarzenia tego, co służy rozwojowi z tym, co jest wstydliwe i należy to robić po cichu, pokątnie i nikomu się do tego nie przyznawać.. Zapewniam Cię, że te 2 przykłady nie świadczą akurat o byciu niedojrzałym, a o poszukiwaniu siebie.

Co do cech, jest dokładnie tak: jeśli jakaś cecha ci się w kimś podoba, to oznacza nie tyle, że CHCIAŁBYŚ ją posiadać w większej ilości, natomiast ta która cię u kogoś drażni to ta, której nie akceptujesz u siebie.

Cały pic jednak polega na tym, by zaakceptować w sobie wszystko, a nie tylko wybiorcze cechy osobowości. Najczęściej to od ludzi, którzy Cię najbardziej drażnią jesteś w stanie najwięcej się o sobie nauczyć i oni są najlepszymi nauczycielami. Ale człowiek o niskim poziomie świadomości lgnie tylko do ludzi o cechach, które w sobie akceptuje i podziwia, dlatego że w ten sposób nie musi konfrontować się z ta niewygodna prawda o sobie.

EDIT : a co to jest to

Oczywiście, że dostrzegam i wszyło tak, że zraniłem ją podwójnie, a przy okazji wpędziłem się w takie poczucie winy, że jeszcze po dwóch latach mną szarpało, a potem... Nastąpiło przeniesienie tamtej relacji na obiekt numer dwa. Przez pierwsze randki jakbym kontynuował tamtą relację, mimo, że odstęp czasu był bardzo duży.

Przeniesienie na która relacje, z kim? Bo już się pogubiłam tongue
I w jaki sposób to 'przenosiłeś'? konkrety dawaj, nie ma co się pierdzielić
Oczywiście imiona i wiek obiektów możesz zmienić wink

45

Odp: Kobitki pomóżcie

Widzisz. Tylko to jest tak, że dużo mówisz, a piszemy tu o ogólnikach. Nie bierzesz pod uwagę czegoś takiego jak związek, który w danym życiu musisz się pojawić, bo masz pewnie dług do odpracowania wobec danej osoby.
To nie jest już miejsce na kontynuowanie tej rozmowy.

Zrozumiałaś też coś nieopatrznie. stwierdzenie, że gdybym był dojrzały emocjonalnie, to nie chodziłbym po psychologach i nie siedziałbym na tym forum. Tu nie chodziło o to, że chodzenie do psychologa i szukanie pomocy na tym forum jest powodem do wstydu. Tu chodziło o to, że zdaje sobie sprawę z tego, że jestem niedojrzały emocjonalnie dlatego chodzę do psychologa i korzystam z tefgo forum. Gdybym był, nie miał bym takiej potrzeby.


Nieistotne. Dalsza analiza nie ma sensu, bo ja wszystkiego nie będę pisał, a Ty (przy całym szacunku dla Twoje osoby|) dużo sobie dopowiadasz (jak choćby z pykaniem obiektu nr 1).

Wniosek i tak jest dla mnie jeden. Do roboty, a nie amory w głowie.

46

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Nie.'


EDIT : a co to jest to

Oczywiście, że dostrzegam i wszyło tak, że zraniłem ją podwójnie, a przy okazji wpędziłem się w takie poczucie winy, że jeszcze po dwóch latach mną szarpało, a potem... Nastąpiło przeniesienie tamtej relacji na obiekt numer dwa. Przez pierwsze randki jakbym kontynuował tamtą relację, mimo, że odstęp czasu był bardzo duży.

Przeniesienie na która relacje, z kim? Bo już się pogubiłam tongue
I w jaki sposób to 'przenosiłeś'? konkrety dawaj, nie ma co się pierdzielić
Oczywiście imiona i wiek obiektów możesz zmienić wink

Poczytaj o przeniesieni. Polecam np. taki artykuł: Przeniesienie (czyli klucz do serca) - do znalezienia w necie.

47 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-05 00:31:22)

Odp: Kobitki pomóżcie

Pisząc "pykanie" to nie musi być sensu stricto, wystarczy że kogoś traktujemy jako plasterek i nie mamy nic przeciwko by od czasu do czasu zaszła jakaś erotyczna relacja, w tzw. międzyczasie od "przyjaźnienia się" wink
no, chyba że chciałeś być jej przyjacielem Przyjacielem i nie chciałeś jej nawet dotknąć, to już nic nie mówię.

wink

Ps. Dziękuję, lookne, choć o tym czym jest przeniesienie raczej nie trzeba mnie uczyć wink
I chyba zrozumiałam dlaczego zraniłeś podwójnie: po 1 nie kochając, a spotykając się dla zabicia czasu, po 2  przenosząc jakieś negatywne emocje z poprzedniej nieudanej relacji na tą kobietę, jakby "karając ją" za poprzedniczkę. Jeśli tak to klasyka wink

48

Odp: Kobitki pomóżcie

Stąd zdziwiony byłem Twoim pytaniem.

Obiekt nr jeden nie miał być plasterkiem, ale to już nie ma znaczenia. Ważne, że sprawa z obiektem nr dwa jest nie do odkręcenia i że jest nad czym pracować.

49

Odp: Kobitki pomóżcie

Rozumiem z tego "podwójnego zranienia" w kontekście przeniesienia, że zraniłeś: 1 nie kochając, a spotykając się dla lepszego samopoczucia 2 przenosząc swoje negatywne emocje z poprzednich relacji na nią

no jak wolisz

50

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

I chyba zrozumiałam dlaczego zraniłeś podwójnie: po 1 nie kochając, a spotykając się dla zabicia czasu, po 2  przenosząc jakieś negatywne emocje z poprzedniej nieudanej relacji na tą kobietę, jakby "karając ją" za poprzedniczkę. Jeśli tak to klasyka wink

Znowu pudło. Ale to nie do napisania tutaj. Nieistotne. Nie spotykałem się też dla zabicia czasu. To jest długa i dużo bardziej skomplikowana historia, ale nie na forum publiczne. Nie rozkminiaj sama, bo jeszcze dwa razy tak nie trafisz i stracę o Tobie dobre zdanie wink

51

Odp: Kobitki pomóżcie

Spoko.

W każdym razie, skoro od urwania kontaktu z tą ostatnią osobą, na której ci tak zależy minęło tak niewiele czasu stosunkowo- czyli rok, to jeszcze sprawa nie jest przesądzona, o ile faktycznie coś w sobie zmienisz.

Ważne żebyś już nie popełnił nigdy tego samego błędu, którym sobie zrobiłeś karmę dodatkowa i nie spotykał się z kimś, co do kogo nie masz poważniejszych planów. Najuczciwiej by było po ludzku przeprosić, chociaż domyślam się, że spaliłeś za sobą mosty.

52

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Rozumiem z tego "podwójnego zranienia" w kontekście przeniesienia, że zraniłeś: 1 nie kochając, a spotykając się dla lepszego samopoczucia 2 przenosząc swoje negatywne emocje z poprzednich relacji na nią

no jak wolisz

Nie. Podwójne zranienie a przeniesienie to tutaj dwie odrębne sprawy. Podwójne zranienie zostawmy już w spokoju. (chodzi tu między innymi o to, że obiecałem sobie, że jej nie skrzywdzę, a jak przyszło co do czego, to użyłem przemocy psychicznej - to jeden raz, a drugi, sposób w jaki zakończyła się nasza relacja, ale to nie ważne).

Z przeniesieniem chodzi mi o to, że tamta relacja zakończyła się konkretnymi emocjami, które siedziały we mnie bardzo długo. Ale z czasem odchodziły, aż wreszcie poczułem komfort psychiczny. I tak sobie żyłem zadowolony, jak gdyby nigdy nic, aż tu zaczynam się spotykać z obiektem nr dwa. I nagle dokładnie te same emocje zaczęły mi towarzyszyć od samego początku.

Wiesz co to przeniesienie, nie będę tłumaczył. Dwie różne, nieznające się osoby w innym czasie, w innym miejscu, w innych okolicznościach, a te same emocje.

53 Ostatnio edytowany przez athreyu (2015-05-05 00:52:32)

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Spoko.

W każdym razie, skoro od urwania kontaktu z tą ostatnią osobą, na której ci tak zależy minęło tak niewiele czasu stosunkowo- czyli rok, to jeszcze sprawa nie jest przesądzona, o ile faktycznie coś w sobie zmienisz.

Ważne żebyś już nie popełnił nigdy tego samego błędu, którym sobie zrobiłeś karmę dodatkowa i nie spotykał się z kimś, co do kogo nie masz poważniejszych planów. Najuczciwiej by było po ludzku przeprosić, chociaż domyślam się, że spaliłeś za sobą mosty.

Przeprosiłem kilka miesięcy temu. Obiekt nr jeden jest już w związku ze swoim wymarzonym mężczyzną. Oficjalnie powiedziała, że to było dawno, nie żywi urazy, jest szczęśliwa, idzie do przodu i ma nadzieję że mi też dobrze się układa. Przeprosiłem, ale nie wiem czy wybaczyłem sobie.

Obiekt numer dwa, to grubszy temat. W każdym razie dzień dzisiejszy zawieszam kampanię "odzyskać na siłę" i pracuję nad sobą. Trochę zdaję się na los. Jeśli mamy coś do ofiarowania sobie, coś dobrego, to Wszechświat przypilnuje byśmy jeszcze się zetknęli wink

54

Odp: Kobitki pomóżcie

Ja naprawdę bardzo dużo rozumiem, trochę mnie nie doceniasz wink

Natomiast weź poprawkę na to, że my tu staramy się pomóc trochę na podstawie puzzli, które autorzy wątków rzucają -często w sposób dość chaotyczny, ale staramy się wink


Wiem czym jest przeniesienie, ale ma różny kontekst i różny finał.
Najważniejsze, że ten wzorzec u siebie zauważyłeś. Najgorzej jest brnąć w schemat ucieczek,a następnie powtarzania ciągle tej samej lekcji z inna osobą.
Aż kiedyś trafi się na kogoś naprawdę wartościowego, ale lekcja jest nieprzerobiona i..bum wink

55

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Ja naprawdę bardzo dużo rozumiem, trochę mnie nie doceniasz wink

Doceniam. Ba na prawdę chętnie kiedyś (jak pewnie pół tego forum) pogadałbym prywatnie, bo są rzeczy, o których publicznie pisać mi się nie chcę. Wiemy oboje, że świat nie jest "jendowymiarowy" wink Są choćby związki karmiczne, ale to nie miejsce na to wink

Elle88 napisał/a:

Natomiast weź poprawkę na to, że my tu staramy się pomóc trochę na podstawie puzzli, które autorzy wątków rzucają -często w sposób dość chaotyczny, ale staramy się wink

I z dobrym skutkiem. Cieszę się, że tu napisałem. Wiem, że na podstawie tak szczątkowych informacji, trudbo doradzać w kwestiach życiowych, a z drugiej strony wiele spraw tutaj ma wspólny mianownik wink

Elle88 napisał/a:

Najważniejsze, że ten wzorzec u siebie zauważyłeś. Najgorzej jest brnąć w schemat ucieczek,a następnie powtarzania ciągle tej samej lekcji z inna osobą.
Aż kiedyś trafi się na kogoś naprawdę wartościowego, ale lekcja jest nieprzerobiona i..bum wink

No więc właśnie. Wiesz co jest charakterystyczne. Obiekt nr jeden to bardzo silna, ciekawa i nietuzinkowa jednostka. Ale obiekt numer dwa, to dopiero "perełka" i nie chodzi mi już teraz o idealizowanie, czy fakt, że obiekt nr dwa to świeża sprawa, więc wiadomo, że koszula bliższa ciału. Dlatego tak mi zależy, żeby to przerobić tak szczerze, od podstaw. Każda taka lekcja jest bardzo bolesna, a przecież są one głównie po to byśmy mogli coś przerobić. Gdy dany temat przerobimy, ale szczerze i od wewnątrz, nie będą już nam potrzebne takie lekcje. Będą za to inne i tak do... No właśnie. Do oświecenia. wink

56

Odp: Kobitki pomóżcie

Tak jest - potraktuj to jako lekcję do przerobienia.


Ja tylko nie rozumiem 2 spraw tak na koniec:

- skoro się spotykałeś z tym swoim "obiektem" (niech będzie, choć kiepskie to określenie) , było nawet łózko itp. to chyba masz do niej jakiś kontakt wink
a piszesz o tym w taki sposób, i jeszcze włączasz do tego Wszechświat, jakby to wszystko miało się dziać bez żadnej inicjatywy po Twojej stronie..tak to tylko w Erze, proszę pana wink

- jest pewna 'luka' w kwestii, która podałeś jako powód zakończenia waszej relacji: Twoje nadmierne zaangażowanie (?) a potem napisałeś, że ona coś wspominała o dziecku? -no to chyba dość jasny komunikat, że chciałaby się zaangażować?
to w końcu Ty się przestraszyłeś i uciekłeś czy ona Cię olała

Dużo tu sprzeczności, a to nie są nawet szczegóły byś musiał obawiać się o tym pisać

57

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

- jest pewna 'luka' w kwestii, która podałeś jako powód zakończenia waszej relacji: Twoje nadmierne zaangażowanie (?) a potem napisałeś, że ona coś wspominała o dziecku? -no to chyba dość jasny komunikat, że chciałaby się zaangażować?
to w końcu Ty się przestraszyłeś i uciekłeś czy ona Cię olała

Ona mnie olała, a ja wykorzystałem to jako okazję do ucieczki. Bo widzisz jest coś jeszcze. Ona bardzo jest dla mnie atrakcyjna, uwielbiałem spędzać z nią czas, posiada wiele cech kobiety, o której nie myślę jak o pierwszej lepszej niuni, tylko rozważam to w kategorii wieloletniego związku (i tu pytanie - czy to nie jest wyrachowanie, czy to jest normalne ?). Ale też wzbudzała we mnie tak silne emocje (lęki), że ciężko mi było w tym wytrzymać. 24h jazda w bani czy coś z tego będzie, "czy znów zostanę odrzucony". Masakra. Ale nabrałem trochę dystansu, zmieniłem pewne sprawy, które mi przeszkadzały w SOBIE w tej relacji, zobaczyłem, że to nie jest tak, że ja taki gamoń jestem, tylko wcześniej zamiast zrobić pewne rzeczy to myślałem o niebieskich migdałach. Tym nie mniej dam sobie trochę czasu. Pobędę sam ze sobą. Staram się teraz o lepszą pracę, pracuję też z samym sobą pod okiem psychologa, poczucie własnej wartości mam prawie takie samo jak wtedy, a Ona wciąż dla mnie jak PółBóg, więc nawet jakby przez dwa tygodnie było znów miło, to szybko wróciłbym do swojej roli.

Skuś się kiedyś na rozmowę, poza forum wink


Określenie "obiekt" bardzo mi się nie podoba, ale zostało tu użyte i tak już zostało.

Idę spać. Fajnie i konstruktywnie się rozmawiało.

Dobrej nocy.

58 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-05 14:13:55)

Odp: Kobitki pomóżcie

Nie udzielam porad prywatnie poza forum. Tego typu wymianę mailową prowadzę tylko z najbliższymi mi użytkownikami i nie jest to 'kącik porad', a zwykłe przyjacielskie maile itp. Dlatego i w Twoim przyp. nie zrobię wyjątku, bo byłabym nie fair w stosunku do reszty, a uwierz mi, że trochę tych osób jest.

Nie musisz tu pisać o detalach, wystarczy, że rzucasz światło na kluczowe fakty -idzie Ci dobrze, rób to dalej. Po drugie, inni ludzie maja identyczne problemy jak Ty i wierz lub nie, pośrednio tym wątkiem możesz im pomóc.
Tak jak ja i wielu użytkowników "poświęca" (to złe słowo) swój prywatny czas by pomóc chociaż 1 zagubionej osobie, która czuje, że jest w ciemnej d..

Teraz znów do meritum wink



Ona mnie olała, a ja wykorzystałem to jako okazję do ucieczki

Czyli ona się rozmyśliła, a Ty już potem nie próbowałeś. Brak dalszych prób nazywasz "ucieczką?
Sporo w tym projekcji swoich uczuć na nią.. Brzmi jakbyś szukał na siłę powodu, dla którego to się nie udało: "przecież gdybym nie uciekł po tym jak mnie nie chciała..gdybym walczył.."
Takie trochę tłumaczenie sobie, że można było tego odrzucenia uniknąć poprzez niezgodę na nie.

I ciągle ta "walka".. Walka o co? O poczucie bycia zaaprobowanym przez osobę, która ci się podoba.

I tu mamy dokładnie PRZENIESIENIE.
Nie piszesz nic o swoim domu rodzinnym. Podejrzewam, że miałeś dosyć dominująca mamę, lub taką, którą 'górowała' nad ojcem, której jednocześnie lubiłeś się przypodobać by zyskać aprobatę? Przy czym mama wcale nie musiała być surowa..wystarczy, że ja 'faworyzowałeś' w swojej głowie w stosunku do ojca.
A ojciec jaki był?

Najczęściej to relacja z rodzicem płci przeciwnej ma decydujący wpływ na postrzeganie naszej roli w późniejszym swoim związku, a z reguły mężczyźni postrzegający płeć przeciwna jako "półBogów" mają specyficzne stosunki z matką. Często tez ojciec zachowuje się w stosunku do matki jak 'podnóżek' i dorastający syn obserwując to niejako "wgrywa" sobie taki program w podświadomość.
Potem w głowie syna następuje rodzaj schizofrenii: 'idealna partnerka' musi łączyć w sobie cechy 'półBoga' (jakim dla dziecka zawsze jest matka, do pewnego czasu oczywiście gdy rozwój przebiega prawidłowo, albo przechodzi na okres dorosły, gdy pępowina jest nieodcięta), czyli musi ją podziwiać, ma być niedostępna - w pewnym sensie poza zasięgiem, a jednocześnie chciałby stworzyć z nią związek.
Tyle, że nie da się stworzyć związku z "półbogiem", ani z archetypem kobiecości, tylko z człowiekiem z krwi i kości - z wadami (!) (każdy je ma).

Więc zdezorientowany mózg próbuje ten problem 'obejść' w ten sposób, że poszukuje ciągle tego ideału matki w ciele wybranki, bo tylko to mu się z kobiecością kojarzy (wszelkie niedoskonałości , czyli tzw. "normę" odrzuca z gruntu), a z drugiej strony zabezpiecza się przed takim "kazirodztwem" (na poziomie podświadomości) sabotując tę relację, bo w pewnym sensie rozumie, że żeby być fair w stosunku do tego w co wierzy o tej kobiecie i o sobie, musi ona być zawsze od niego wyżej, a więc on jako jej niegodny, musi 'przegrać', musi doznać odrzucenia, tylko wtedy czuje się na miejscu. Choćby świadomy rozum chciał "walczyć" i twierdził, ze jest inaczej.


Także zaczęłabym od analizy relacji z rodzicami na twoim miejscu..

tylko rozważam to w kategorii wieloletniego związku (i tu pytanie - czy to nie jest wyrachowanie, czy to jest normalne ?)

No to jest akurat normalne. smile Tylko pytanie na ile jest to z Twojej strony - kogoś, kto zakochuje się w określonym typie osób niczym w Gwiazdach -Celebrytach, znajomość charakteru tej kobiety, a na ile projekcja na podstawie różowych klapek wynikła z zadurzenia.
Ja obstawiam jednak to drugie. Biorąc pod uwagę krótki staż "relacji", a właściwie zwykłych spotkań i obsesję jaka rozwinęła się u Ciebie na tej podstawie.


Ale też wzbudzała we mnie tak silne emocje (lęki), że ciężko mi było w tym wytrzymać. 24h jazda w bani czy coś z tego będzie, "czy znów zostanę odrzucony"

W jaki sposób się tej 'jazdy' w praktyce objawiały? Robiłeś jej "jazdy" ?;) Czy po prostu zaczynałeś sabotować relację dziwnymi zachowaniami.


że to nie jest tak, że ja taki gamoń jestem, tylko wcześniej zamiast zrobić pewne rzeczy to myślałem o niebieskich migdałach.

Co chciałeś zrobić albo co czujesz, że powinieneś był zrobić, a nie zrobiłeś?



Oraz: Powiem, że w takich przypadkach bardzo pomaga prześledzenie co najmniej 2 poprzednich ważnych relacji (związków): jak wyglądały, dlaczego się zakończyły - szczerze i bez ściemy.

Odniosłam tez wrażenie, że związek z poprzedniczką, która niby tak po samarytańsku "ratowałeś", żeby jej nie krzywdzić odmową (swoją drogą dość protekcjonalne podejście do tamtej kobiety) omówiłeś w zasadzie w 1 zdaniu, tak po macoszemu, jakby był takim "środkiem do celu", którym jest bycie z jakąś właśnie 'Gwiazdą'.
Człowiek o zdrowym poczuciu własnej wartości traktuje wszystkich jednakowo - nie wyższa nikogo ze względu na urodę czy określone osiągnięcia, nie ma protekcjonalności w stosunku do jednych i włażenia w tyłek bez wazeliny innym. Do wszystkich jest szczery, mówi co myśli, bez fałszywej 'poprawności', bo ma odwagę być sobą.

Nie sądzę byś wywracał się na lewą stronę przy poprzedniczce by zrobić na niej wrażenie? wink
Myślę, że od początku sklasyfikowałeś ją jako "godną siebie", tzn. nie atrakcyjna na tyle byś przesadnie musiał się o nią starać, skoro -jak sam zdiagnozowałeś- miała 'deficyty', tylko nie określasz jakiego rodzaju.
a skoro tak to w dużej mierze przyczyniłeś się od początku do niepowodzenia tego związku, bo nie traktowałeś jej uczciwie jako wybranki, tylko jakiś rodzaj dowartościowania się swoja pseudo-wyrozumiałością dla jej "braków" i pseudo-dobrocią.

Napisałeś też, że "przyciągasz silne kobiety"..Szczerze? Wątpię.
Powiedziałabym, że to TY lgniesz do takich kobiet, może nie tyle 'silnych', co sprawiających takie wrażenie, bo to Ty chcesz dzięki nim prowizorycznie uzupełnić te swoje deficyty i braki, a prawdziwe przyciąganie masz z takimi 'normalnymi' kobietami, które też zmagają się z pewnymi problemami, ale te odrzucasz jako niegodne swojej osoby, mimo, że wiele moglibyście się od siebie na uczyć, a czasem zbudować więź znacznie głębszą (przezwyciężając wspólnie swoje problemy i słabości) niż bałwochwalcze bicie czołem o ziemie, po której stąpa kobietą, z która realna więź masz tylko na poziomie wyobraźni i snów o potędze wink




Zostawiam do refleksji.. wink

59

Odp: Kobitki pomóżcie

Czyzby nowy Wokulski sie pojawil?

60

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Nie piszesz nic o swoim domu rodzinnym. Podejrzewam, że miałeś dosyć dominująca mamę, lub taką, którą 'górowała' nad ojcem, której jednocześnie lubiłeś się przypodobać by zyskać aprobatę? Przy czym mama wcale nie musiała być surowa..wystarczy, że ja 'faworyzowałeś' w swojej głowie w stosunku do ojca.
A ojciec jaki był?

Odwrtonie. Ojciec przemocowiec, matka współuzależniona.

Bez względu na to czy przyciągam silne kobiety, czy sam do nich lgnę - tylko takie są w stanie wbudzić we mnie autorytet.

Jest też we mnie bardzo silny lęk, że mogę kogoś skrzywdzić, co się w przeszłości zdarzało (przemoc psychiczna).

Elle88 napisał/a:

Często tez ojciec zachowuje się w stosunku do matki jak 'podnóżek' i dorastający syn obserwując to niejako "wgrywa" sobie taki program w podświadomość.
Potem w głowie syna następuje rodzaj schizofrenii: 'idealna partnerka' musi łączyć w sobie cechy 'półBoga' (jakim dla dziecka zawsze jest matka, do pewnego czasu oczywiście gdy rozwój przebiega prawidłowo, albo przechodzi na okres dorosły, gdy pępowina jest nieodcięta), czyli musi ją podziwiać, ma być niedostępna - w pewnym sensie poza zasięgiem, a jednocześnie chciałby stworzyć z nią związek.
Tyle, że nie da się stworzyć związku z "półbogiem", ani z archetypem kobiecości, tylko z człowiekiem z krwi i kości - z wadami (!) (każdy je ma).

1. Mój ojciec dla mojej matki był tyranem, więc dokładnie odwrotnie niż podnóżkiem
2. Mam tragicznie niskie poczucie własnej wartości, więc z reguły po około miesiącu, dwóch gdzie jest OK, zaczyna mi się w głowie przewracać i zaczyna się schemat - Ona PółBóg - ja Pan Chodząca Tragedia.




Elle88 napisał/a:

Zostawiam do refleksji.. wink

Refleksja jest jedna - mam spory problem ze swoją psychiką i kawał pracy ze sobą.

Jak już wspomniałem, korzystam z pomocy i zamierzam korzystać nadal. Chcę zrobić porządek z psychą, na prawdę. Życie mija, a moje stare programy, przekonania powodują, że jest jak jest. Chcę podjąć ten trud i wysiłek.


Łatwo nie będzie. I sukcesu nikt nie obieca.
Ale chcę podjąć ten trud i wysiłek.

Boje się tylko własnie tego, że zamiotę coś pod dywan (właśnie w podświadomości) i potem znów jak kogoś poznam i pojawi się namiastka uczucia, to wraz z nią pojawi się dobrze znana mi panika, nad którą nie potrafię zapanować.

Szczerze boję się, że tego "nie przerobię" i przeżyję życie sam.

61 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-08 21:28:36)

Odp: Kobitki pomóżcie

Bez względu na to czy przyciągam silne kobiety, czy sam do nich lgnę - tylko takie są w stanie wbudzić we mnie autorytet.

I nie zastanawia Cię to, po co szukasz autorytetu w przyszłej PARTNERCE?
Przecież to nie ma być Twoja matka, tylko partnerka, Twoja kobieta właśnie..

Rozwiń najlepiej co rozumiesz przez 'autorytet' w kontekście partnerki.

Tak jakbyś nie wierzył w siebie, że Ty też możesz coś wnieść do relacji i podejmować jakieś decyzje.

oraz:

Jest też we mnie bardzo silny lęk, że mogę kogoś skrzywdzić, co się w przeszłości zdarzało (przemoc psychiczna).

Chodzi o używanie przykrych słów w stosunku do partnerki czy coś więcej, np. otwarte poniżanie, umniejszanie im czy próba wprowadzenia w kompleksy na różnym tle w sytuacji gdy ona NIE JEST dla Ciebie autorytetem ?


Powtarzam: Najważniejsze, że nie pielęgnujesz statusu quo poprzez nicnierobienie i wypieranie problemów.
Małymi krokami osiągniesz cel, to pewne.

62

Odp: Kobitki pomóżcie
Elle88 napisał/a:

Bez względu na to czy przyciągam silne kobiety, czy sam do nich lgnę - tylko takie są w stanie wzbudzić we mnie autorytet.

I nie zastanawia Cię to, po co szukasz autorytetu w przyszłej PARTNERCE?
Przecież to nie ma być Twoja matka, tylko partnerka, Twoja kobieta właśnie..

Rozwiń najlepiej co rozumiesz przez 'autorytet' w kontekście partnerki.

Tak jakbyś nie wierzył w siebie, że Ty też możesz coś wnieść do relacji i podejmować jakieś decyzje.


Powtarzam: Najważniejsze, że nie pielęgnujesz statusu quo poprzez nicnierobienie i wypieranie problemów.
Małymi krokami osiągniesz cel, to pewne.

1. Jako, że tak na prawdę nie mam wzorców (patrz opis moich rodziców) kiedyś podpatrywałem bliskiego mi znajomego i on wszelkie decyzje konsultował z żoną, więc przyjąłem to za swoje.
2. Mam problem z podejmowaniem decyzji, a raczej z wzięciem odpowiedzialności za swoje decyzję, więc zanim jakąkolwiek podejmę, pytam się kogo popadnie, a jak decyzja jest nietrafiona, to się doradcom dostaje (wredna cecha - odkryta całkiem niedawno - do zmiany w trybie pilnym !).
3. Autorytet - czyli kobieta, która  ma swoje zdanie, jest inteligentna, potrafi obiektywnie spojrzeć na sprawę, przedyskutować problem, czy daną kwestię, potrafi konstruktywnie myśleć.

Moja matka nie jest kobietą z gatunku tych zaradnych. Nie chcę jej obrazić, ale ona uwiesiła się na ojcu kiedyś, przyjęła postawę roszczeniową i za cenę własnego zdrowia trwa w tym do dziś mówiąc wszystkim wokół jacy są be. Matka od dzieciństwa wpajała mi, że jestem słaby, do niczego, próbowała mnie zagłaskać, wszystko było nie dla mnie, bo to niebezpieczne, bo nie dasz sobie rady, bo jesteś gamoń, bo to poroniony pomysł, bo ty jesteś p*******ty.

Ups... Czyżby pociągają mnie kobiety, przy których mogę się poczuć jak przy mamusi ?

63

Odp: Kobitki pomóżcie

Ups... Czyżby pociągają mnie kobiety, przy których mogę się poczuć jak przy mamusi ?

Przy mamusi, ale takiej wiesz - kochającej w zdrowy sposób. Czyli stanowczej, silnej, ale sprawiedliwej i potrafiącej nie tylko skarcić, ale i pochwalić.
Tak to widzę wink

Pamiętaj, że "przeniesienie" rzadko kiedy działa na zasadach jeden do jednego. Najczęściej po drodze między prawdziwym adresatem przeniesienia a obiektem, któremu się realnie obrywa zachodzi coś w rodzaju 'reakcji krzyżowej', jak przy alergiach wink więc bierz poprawkę, że nie wszystko co wychodzi z podświadomości musi mieć klasycznie logiczny i linearny sens, do jakiego rozum jest przyzwyczajony.

64

Odp: Kobitki pomóżcie

Wiem, wiem. Ona np. wywoływała we mnie czasem takie uczucie jak... mój ojciec.

Obserwując siebie zauważyłem np., że to są te same emocje co 15 lat temu.

Jak się pozbyć tego dziadostwa z głowy porządnie.

Dwie skrajnie różne osoby, innej płci, inna zupełnie relacja, a TE SAME emocje ukryte w środku od lat...

Wiesz co mnie najbardziej wkurza ? Kiedy kogoś poznajesz, to nie wiesz nawet, że "to" wciąż w Tobie siedzi. Myślisz sobie - "ta dziewczyna/kobieta jest całkiem interesująca, chcę się do niej zbliżyć, widzę, że z nią można by na prawdę fajnie spędzać czas", a po trzech miesiącach leże "zorany" pól dnia i zastanawiam się "czy mnie odrzuci, kiedy mnie odrzuci, za co mnie odrzuci, z kim ewentualnie coś tam..." Masakra...

Potem jak już jest "po burzy" - patrzysz, a tam "kurcze, to na prawdę wartościowa dziewczyna, wcale nie jest taka jak ją widziałem wtedy i wtedy.

Masakra.

A potem żyjesz sobie samemu, w poczuciu, że się ogarnąłeś i już jest z Tobą wszystko OK. I pewnego dnia poznajesz kogoś i myślisz sobie "Ta dziewczyna/kobieta jest całkiem interesująca..."

65

Odp: Kobitki pomóżcie

To ile już przez to relacji zakończyłeś?

I rozumiem, że "Obiekt nr 1" nie był dla Ciebie autorytetem, skoro pozwoliłeś sobie na zastosowanie przemocy psychicznej?

Ps. Nadal nie dookreśliłeś jaki to rodzaj przemocy.

Posty [ 1 do 65 z 107 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026