Nie udzielam porad prywatnie poza forum. Tego typu wymianę mailową prowadzę tylko z najbliższymi mi użytkownikami i nie jest to 'kącik porad', a zwykłe przyjacielskie maile itp. Dlatego i w Twoim przyp. nie zrobię wyjątku, bo byłabym nie fair w stosunku do reszty, a uwierz mi, że trochę tych osób jest.
Nie musisz tu pisać o detalach, wystarczy, że rzucasz światło na kluczowe fakty -idzie Ci dobrze, rób to dalej. Po drugie, inni ludzie maja identyczne problemy jak Ty i wierz lub nie, pośrednio tym wątkiem możesz im pomóc.
Tak jak ja i wielu użytkowników "poświęca" (to złe słowo) swój prywatny czas by pomóc chociaż 1 zagubionej osobie, która czuje, że jest w ciemnej d..
Teraz znów do meritum 
Ona mnie olała, a ja wykorzystałem to jako okazję do ucieczki
Czyli ona się rozmyśliła, a Ty już potem nie próbowałeś. Brak dalszych prób nazywasz "ucieczką?
Sporo w tym projekcji swoich uczuć na nią.. Brzmi jakbyś szukał na siłę powodu, dla którego to się nie udało: "przecież gdybym nie uciekł po tym jak mnie nie chciała..gdybym walczył.."
Takie trochę tłumaczenie sobie, że można było tego odrzucenia uniknąć poprzez niezgodę na nie.
I ciągle ta "walka".. Walka o co? O poczucie bycia zaaprobowanym przez osobę, która ci się podoba.
I tu mamy dokładnie PRZENIESIENIE.
Nie piszesz nic o swoim domu rodzinnym. Podejrzewam, że miałeś dosyć dominująca mamę, lub taką, którą 'górowała' nad ojcem, której jednocześnie lubiłeś się przypodobać by zyskać aprobatę? Przy czym mama wcale nie musiała być surowa..wystarczy, że ja 'faworyzowałeś' w swojej głowie w stosunku do ojca.
A ojciec jaki był?
Najczęściej to relacja z rodzicem płci przeciwnej ma decydujący wpływ na postrzeganie naszej roli w późniejszym swoim związku, a z reguły mężczyźni postrzegający płeć przeciwna jako "półBogów" mają specyficzne stosunki z matką. Często tez ojciec zachowuje się w stosunku do matki jak 'podnóżek' i dorastający syn obserwując to niejako "wgrywa" sobie taki program w podświadomość.
Potem w głowie syna następuje rodzaj schizofrenii: 'idealna partnerka' musi łączyć w sobie cechy 'półBoga' (jakim dla dziecka zawsze jest matka, do pewnego czasu oczywiście gdy rozwój przebiega prawidłowo, albo przechodzi na okres dorosły, gdy pępowina jest nieodcięta), czyli musi ją podziwiać, ma być niedostępna - w pewnym sensie poza zasięgiem, a jednocześnie chciałby stworzyć z nią związek.
Tyle, że nie da się stworzyć związku z "półbogiem", ani z archetypem kobiecości, tylko z człowiekiem z krwi i kości - z wadami (!) (każdy je ma).
Więc zdezorientowany mózg próbuje ten problem 'obejść' w ten sposób, że poszukuje ciągle tego ideału matki w ciele wybranki, bo tylko to mu się z kobiecością kojarzy (wszelkie niedoskonałości , czyli tzw. "normę" odrzuca z gruntu), a z drugiej strony zabezpiecza się przed takim "kazirodztwem" (na poziomie podświadomości) sabotując tę relację, bo w pewnym sensie rozumie, że żeby być fair w stosunku do tego w co wierzy o tej kobiecie i o sobie, musi ona być zawsze od niego wyżej, a więc on jako jej niegodny, musi 'przegrać', musi doznać odrzucenia, tylko wtedy czuje się na miejscu. Choćby świadomy rozum chciał "walczyć" i twierdził, ze jest inaczej.
Także zaczęłabym od analizy relacji z rodzicami na twoim miejscu..
tylko rozważam to w kategorii wieloletniego związku (i tu pytanie - czy to nie jest wyrachowanie, czy to jest normalne ?)
No to jest akurat normalne.
Tylko pytanie na ile jest to z Twojej strony - kogoś, kto zakochuje się w określonym typie osób niczym w Gwiazdach -Celebrytach, znajomość charakteru tej kobiety, a na ile projekcja na podstawie różowych klapek wynikła z zadurzenia.
Ja obstawiam jednak to drugie. Biorąc pod uwagę krótki staż "relacji", a właściwie zwykłych spotkań i obsesję jaka rozwinęła się u Ciebie na tej podstawie.
Ale też wzbudzała we mnie tak silne emocje (lęki), że ciężko mi było w tym wytrzymać. 24h jazda w bani czy coś z tego będzie, "czy znów zostanę odrzucony"
W jaki sposób się tej 'jazdy' w praktyce objawiały? Robiłeś jej "jazdy" ?;) Czy po prostu zaczynałeś sabotować relację dziwnymi zachowaniami.
że to nie jest tak, że ja taki gamoń jestem, tylko wcześniej zamiast zrobić pewne rzeczy to myślałem o niebieskich migdałach.
Co chciałeś zrobić albo co czujesz, że powinieneś był zrobić, a nie zrobiłeś?
Oraz: Powiem, że w takich przypadkach bardzo pomaga prześledzenie co najmniej 2 poprzednich ważnych relacji (związków): jak wyglądały, dlaczego się zakończyły - szczerze i bez ściemy.
Odniosłam tez wrażenie, że związek z poprzedniczką, która niby tak po samarytańsku "ratowałeś", żeby jej nie krzywdzić odmową (swoją drogą dość protekcjonalne podejście do tamtej kobiety) omówiłeś w zasadzie w 1 zdaniu, tak po macoszemu, jakby był takim "środkiem do celu", którym jest bycie z jakąś właśnie 'Gwiazdą'.
Człowiek o zdrowym poczuciu własnej wartości traktuje wszystkich jednakowo - nie wyższa nikogo ze względu na urodę czy określone osiągnięcia, nie ma protekcjonalności w stosunku do jednych i włażenia w tyłek bez wazeliny innym. Do wszystkich jest szczery, mówi co myśli, bez fałszywej 'poprawności', bo ma odwagę być sobą.
Nie sądzę byś wywracał się na lewą stronę przy poprzedniczce by zrobić na niej wrażenie? 
Myślę, że od początku sklasyfikowałeś ją jako "godną siebie", tzn. nie atrakcyjna na tyle byś przesadnie musiał się o nią starać, skoro -jak sam zdiagnozowałeś- miała 'deficyty', tylko nie określasz jakiego rodzaju.
a skoro tak to w dużej mierze przyczyniłeś się od początku do niepowodzenia tego związku, bo nie traktowałeś jej uczciwie jako wybranki, tylko jakiś rodzaj dowartościowania się swoja pseudo-wyrozumiałością dla jej "braków" i pseudo-dobrocią.
Napisałeś też, że "przyciągasz silne kobiety"..Szczerze? Wątpię.
Powiedziałabym, że to TY lgniesz do takich kobiet, może nie tyle 'silnych', co sprawiających takie wrażenie, bo to Ty chcesz dzięki nim prowizorycznie uzupełnić te swoje deficyty i braki, a prawdziwe przyciąganie masz z takimi 'normalnymi' kobietami, które też zmagają się z pewnymi problemami, ale te odrzucasz jako niegodne swojej osoby, mimo, że wiele moglibyście się od siebie na uczyć, a czasem zbudować więź znacznie głębszą (przezwyciężając wspólnie swoje problemy i słabości) niż bałwochwalcze bicie czołem o ziemie, po której stąpa kobietą, z która realna więź masz tylko na poziomie wyobraźni i snów o potędze 
Zostawiam do refleksji.. 