netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

Internetowa znajomość i głęboka więź

103 odpowiedzi32 049 wyświetleńzałożony przez Floki, 11.04.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Internetowa znajomość i głęboka więź

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 104 z 104 ]

66

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź
Hoksata napisał/a:

A napiszesz coś więcej? Jak to u Ciebie wygląda?

Poznaliamy sie na portalu spolecznosciowym a nasz zwiazek bylby niemozliwy z wielu powodow. Wiec on nawet nie wie co ja do niegi czuje. Traktuje mnie bardziej jako kogos tan z fejsa ale widac ze mu zalezy. No i postanowilismy ostatnio zakonczyc te znajomosc ale nie umiemy. Jestesmy na etapie przyjazni. I to tyle zeby za duzo szczegolow nie zdradzic ????

67

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

To dosyć zabawne ale daje się zauważyć, że wiele osób ma na tyle zaburzone relacje z innymi ludźmi że tak naprawdę nie potrzebują z nimi kontaktów. To czego chcą jest tylko pozorem i powoduje to że jesteśmy zmyleni. Oni tak naprawdę potrzebują mówiącego robota, który rozmawia z nimi. Niektórzy ludzie nie potrzebują nawet rozmowy i wtedy kupują sobie psa. Czyli zobaczenie człowieka na żywo przy spotkaniu jest zupełnie czymś innym niż korespondencja przez internet, bo ta osoba do rozmowy okazuje się człowiekiem a nie robotem i następuje zdziwienie. Niestety ale tak właśnie jest. Takie osoby zamknięte w sobie najczęściej mają osobowość która też jest podobna do robota i jedynie zachowują się jak ludzie co jest mylące dla tych, którzy utrzymują z nimi kontakt. Jak wynika z różnych źródeł informacji jakie czytam od lat sytuacja ta jest dosyć niepokojąca ponieważ połowa wszystkich ludzi na świecie ma taką osobowość robota. Zdarza się nawet że do spotkania dochodzi ale ta osoba nadal będzie ciebie traktować jak robota. Dobrze że to już się kończy i w tym roku nastąpi przełom.

68

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Witam, niechaj wszelkim teoriom spiskowym stanie się zadość. Za całą tą niefajną sytuację jestem odpowiedzialny tylko i wyłącznie ja sam. Zachowałem się bardzo źle w stosunku do niej (co mi wybaczyła), ale także całe to moje słodzenie i osaczanie jej było zbędne. Powiedziała nawet, że moje wyznanie w lutym także było niepotrzebne, bo jeśli sprawy toczyłyby się w swoim tempie to prędzej czy później i tak byśmy się spotkali. Po prostu zagalopowałem się i sytuacja była niezdrowa, ale teraz jest już w porządku między nami. Oboje chcemy się w końcu spotkać. Mam do niej przyjechać na kilka dni. Nie ustaliliśmy jeszcze kiedy, muszę najpierw uporać się z nieciekawą sytuacją u mnie w domu. Pozdrawiam.

69

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Witaj
Prosisz o babski punkt widzenia, a więc go dostaniesz big_smile
A teraz na poważnie. "Minął styczeń pełen wyznań z jej strony, ja natomiast nie byłem w stanie jeszcze się jej wygadać. Zaczął się luty, ona dalej sprawiała wrażenie jakby się zadurzyła we mnie". Dostałeś wyraźne sygnały z Jej strony. Jak piszesz, nie byłeś w stanie jeszcze Jej się wygadać. Tylko że nie o wygadanie tu chodziło, a o uczciwe poinformowanie, że nie potrafisz jeszcze zdefiniować swoich uczuć. Że potrzebujesz czasu. A tego zabrakło. Dalej ? straciłeś internet na około 9 miesięcy. Czy w dzisiejszych czasach tak trudno o dostęp do internetu? Chyba nie. Czy podsumowując te dwie kwestie nie było tak, że świadomie zerwałeś ten kontakt,  bo nie miałeś odwagi napisać,  że nie jesteś na to wszystko gotowy? Zachowałeś się jak struś, schowałeś wtedy głowę w piasek. Dlaczego o tym piszę? Bo podejrzewam, że pomimo Jej  troski o Ciebie te miesiące milczenia już ją wtedy w jakiś sposób zmieniły. Że okrzepła, nabrała do tego wszystkiego dystansu i to w jakiś sposób z czasem zaczęło rzutować na Wasze dalsze relacje.
Teraz role się odwróciły. Ty kochasz, tęsknisz, a co otrzymujesz w zamian?sam widzisz. Jej "nie wiem czego chcę" i "nie wiem czym jest miłość" nie są prawdziwe. Przykro mi, ale wszystko wskazuje na to, że Ona już Cię nie kocha -  ??nie zauważyła żadnych efektów i to ją zniechęciło?. W tym przypadku czas zadziałał na Twoją niekorzyść. Poza tym każde uczucie wymaga choćby namiastki kontaktu, poczucia bliskości. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc wiesz,  o czym piszę. Tego też tu zabrakło.
Piszesz, że proponuje Ci przyjaźń. W Twojej sytuacji to najgorsza propozycja, jaką można dostać. Nie da się w Twoim stanie zachowywać tak, jakby nic się nie stało. Bo to niemożliwe i przyniesie więcej emocjonalnej straty niż pożytku. Daj Jej czas. Nie osaczaj, nie nalegaj, bo to tylko pogarsza sytuację. Jeżeli to zaakceptuje i jeżeli nie jest jeszcze za późno - poproś o spotkanie. Jeżeli się zgodzi, warto dalej się o Nią starać. Jeżeli nie - pomimo, że jest to bolesne i trudne - odpuść i zachowaj Ją w życzliwej pamięci.
Serdecznie pozdrawiam
Basia

70

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Teraz dopiero doczytałam się, że macie się w końcu spotkać. Załatw swoje domowe sprawy jak najszybciej. Nie każ Jej długo czekać, bo kolejnej szansy możesz nie dostać.
Trzymam za Was kciuki, powodzenia Kochani smile

71

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Witam,
Czas napisać zakończenie tej historii. Jeszcze w poniedziałek byłem przeszczęśliwy aż miałem ochotę tutaj napisać, że w końcu ustaliliśmy konkretną datę. Tak było dopóki nie padło pewnie pytanie, ale przedstawię ciąg dalszy wydarzeń między nami w sposób chronologiczny. Zanim to zrobię przedstawię jak wyglądało moje życie do tej pory, by lepiej oddać to jaki dziś jestem. Może ktoś to w końcu zrozumie. W 2010 roku rzuciłem bardzo dobre technikum. Odechciało mi się chodzić, bo już wtedy zaczęło się ze mną dziać coś nie tak. Byłem przybity z byle powodu, zaczęły się huśtawki nastrojów. Miałem dość wszystkiego. Szkoła źle mi się kojarzyła przez moje gimnazjum. Trwało to cztery lata, bo pierwszą klasę powtarzałem przez chodzenie w kratkę. Byłem katowany co 45 minut przez dwóch gnojów, a rok później doszło 3 kolejnych w nowej klasie. Nie było dnia bym nie dostał łomotu. Pluto na podłogę i wycierano ją przeciągając mnie po niej. Niszczyli mi ubrania, rysowali pindole na bluzie, rwali mi ubrania i wyrzucali do kosza po czym musiałem je z niego wyciągnąć, bo nie miałbym w czym chodzić. Matce kłamałem mówiąc, że ciągle rozrywam je o klamkę itp. Nie zliczę ile razy niszczyli mi plecak, który matka musiała mi zszywać. Byłem zamykany w zimę na 10 stopniowym mrozie na balkonie szkolnym, zamykano mnie za kratami śmietników domków jedno rodzinnych. Policjanci uzbrojeni w kałasznikowy, którzy pilnowali ambasady tureckiej na przeciwko, jedynie się patrzyli. Dostawałem w łeb piłkami, kijami, kasztanami na jesień, wpychano mi do gęby jakiś puch, który opadał z roślin. Byłem pośmiewiskiem dla tych "fajnych" gości. Nie mam krzywej mordy, nie jestem garbaty, nie odstawałem zachowaniem od reszty. Po prostu jestem biedakiem, który na dodatek nie potrafi przyłożyć w obronie własnej. Nawet moi "koledzy", z którymi spędzałem czas po lekcjach odwracali się ode mnie gdy przychodziło co do czego i sami potrafili zniszczyć mi ubrania czy dogadywać, bym się nie odzywał. Byłem poniżany do tego stopnia, że już gorsze są tylko gwałty, których na szczęście tutaj zabrakło. Nie miałem czasu na myślenie o tym, o czym myśli nastolatek. To był czas, w którym powinienem był uganiać się za dziewczynami, a nie uciekać szkolnym korytarzem przed bandziorami. Zabrano mi moje najlepsze lata. To był czas na poznawanie ludzi, na nowe doświadczenia, na posmakowanie życia. To mi odebrano. W technikum trafiłem na niezbyt przyjemną klasę, nie było już przemocy fizycznej, ale dręczenie bez powodu nadal się pojawiało. Zrezygnowałem po kilku miesiącach, by rok później powrócić do tej samej szkoły. Tym razem klasa była ekstra. Grupa ludzi zawsze trzymających się razem. W pewnym momencie znowu odechciało mi się wszystkiego. W domu też nie mam spokoju. Nie pojawia się tutaj przemoc fizyczna, ani alkohol jednak wydzieranie się jest tutaj na porządku dziennym ( i nocnym). To chyba nawet zahacza o lekką patologię. Niepewna przyszłość, widmo wyrzucenia na bruk, częste braki pięniędzy na jedzenie, bo kupa forsy idzie na papierosy rodziców i ich długi. Już nawet wierzyciele zaczęli nas nachodzić.(tak jest po dziś dzień) Rzuciłem technikum po raz drugi i siedziałem w domu przez rok nie wychodząc ani razu z domu. Zacząłem się dziwić, że to już rok minął, a ja dalej siedzę na tyłku. Byłem sfrustrowany wiecznie nerwową sytuacja w domu.Nikt tutaj nigdy ze mną nie rozmawiał o niczym.(poza dziadkiem, z którym rozmawiałem równie często jak się kłóciłem) Byłem traktowany jak podludek. Zbierało się, aż w końcu wystarczyła mała iskierka. Gniłem przed tym komputerem, idioci w internecie życzyli mi śmierci, dostania raka itp. i to w końcu przelało szalę goryczy. Zacząłem krzyczeć, nikt nie reagował myśląc, że mi przejdzie jak nie będą zwracać na mnie uwagi. Przystawiłem sobie nóż do gardła i odstawiłem teatrzyk.Miałem już dość, bo nie miałem nawet do kogo się odezwać w tym domu. Powiedziałem matce żeby zadzwoniła na policję i powiedziała, że chcę się zabić. W końcu miałem komu się wygadać. Głupi sposób, ale przynajmniej słuchał. Mogłem wyrzucić z siebie całą frustrację. Musiałem po tym oczywiście jechać z nimi do szpitala na obserwację. Spędziłem tam trzy dni wypisując się na własne żądanie. Od tamtej pory siedziałem w domu, wiedząc, że muszę coś zacząć robić. Nie zająłem się niczym. Od 2011 nie wyszedłem z domu ani razu. Pogodziłem się z tym, że rodzina się już nie zmieni, a ja sam nic nie mogę. Z każdym rokiem przestawało mi zależeć na czymkolwiek coraz bardziej. Życie mi zbrzydło, miałem myśli samobójcze. Miałem dość. Zająłem się graniem w te durne gierki, bo to jedyna rzecz w życiu, w której jestem dobry, a i sprawiałem, że ludzie dzięki mnie dobrze się bawili przez moje poczucie humoru. Nadal się denerwowałem przed monitorem gdy ludzie wypisywali pod moim adresem głupoty. Potrafiłem krzyczeć ze złości na monitor jakby to miało dać jakiś efekt. Aż w grudniu 2013 pojawiła się ona. K, bo już nie mam ochoty bawić się w jakieś zmyślone pseudonimy. Sama zaczęła mnie zaczepiać. Pewnej nocy zwierzyła mi się i myślałem, że na tym się skończy, ale ona pisała od tamtej pory codziennie.Zaczęła mi opowiadać o sobie i wiedziałem, że sporo nas łączy i zgadzamy się w pewnych kwestiach, ale o tym pisałem już w kwietniu.
O moim życiorysie dowiedziała się ode mnie dopiero rok później w grudniu 2014. Powiedziałem jej o wszystkim ze szczegółami, by nie mieć przed nią żadnych tajemnic. Po moim odzyskaniu internetu wiedziałem już, że chcę jej powiedzieć, że stała się dla mnie kimś ważnym i tylko mówiąc prawdę, będę miał malutką szansę na to, by kiedyś spotkać się z K. Nie wystraszyło jej nic o czym jej opowiedziałem. Podkreśliłem, że w ciągu tych paru lat wyszedłem raptem dwa razy z domu. To ważne dla późniejszej części tej historii. To co działo się od grudnia do kwietnia opisałem w pierwszym poście. Pod koniec marca rozmawialiśmy jeszcze na mikrofonach. Wtedy jeszcze byłem święcie przekonany, że ją kocham. Słodziłem jej, mówiłem o moich uczuciach, ale to już opisywałem. w końcu zrobiłem coś o czym nie chciałem tutaj mówić. Rozmawialiśmy o wszystkim, ja jej słodziłem, ona gadała że na to nie zasługuje. Mówiła, że mi się nie spodoba, więc powiedziałem, by zrobiła sobie zdjęcie całej siebie, normalnie w ubraniu. Była niechętna przez swoje kompleksy, więc dla beki postawiłem jej ultimatum, że jeśli nie zrobi sobie zdjęcia(jeszcze raz zaznaczam, że w ubraniu) to ja pokaże się jej w "ubraniu" Adama. Już wcześniej rozmawialiśmy o bardzo intymnych sprawach z mojej inicjatywy. Nigdy nie powiedziała, że jest to nie w porządku. Zawsze byłem delikatny i niezbyt nachalny. Nie wiem co mi uderzyło do głowy. Pierwszy raz dziewczyna naprawdę poświęcała swoją uwagę mnie, nawet zanim wyznałem jej jakiekolwiek uczucia czy zwierzyłem się z czegokolwiek, więc nie była to litość. Potrafiliśmy sobie żartować z tego. Kiedyś odbiła mi palma(będąc święcie przekonanym, że czuję miłość) i wyznałem jej, że chciałbym, by została moją pierwszą. Ubrałem to w bardzo delikatne słowa, by nie pomyślała, że jestem jakimś zbokiem z internetu. Uciekłem szybciutko z komunikatora myśląc, że mnie za to opierniczy. Rano czekały już na mnie dwie wiadomości. Pierwsza brzmiała"ale z Ciebie wariat smile", drugą stanowił link do zdjęcia jej buźki, o które wcześniej nawet nie prosiłem. Poczułem, że jest to jakaś zachęta dla mnie. Jestem prostym chłopem, którego ominęło wiele przez co nie do końca wiem kiedy można przekroczyć pewną granicę. Skoro jej reakcja była pozytywna, powoli zacząłem dawać jej do zrozumienia, że myślę o niej bardzo poważnie. Powiedziałem jej nawet, że fantazjuje na jej temat. Jej reakcja? "To miłe i bardzo pochlebiające". W sumie co mogła innego napisać tak, by mnie nie urazić... Raz zapytała nawet czy to prawda czy powiedziałem jej tak, by zrobić jej na złość. No i tak będąc zafascynowany nową dla mnie sytuacją, drążyłem dalej. Ona mówiła mi o swoich kompleksach, ja jej o swoich. Dla niej problemem była jej figura, dla mnie moja "męskość", choć teraz wiem, ze jest wszystko ze mną w porządku.
Rozmawialiśmy o naszych problemach. Powiedziała, ze dla niej mój problem, nie wchodzi nawet na listę prawdziwych problemów, ze wszystko jest ze mną okej. Bałem się, że się ośmieszę kiedyś przed nią na żywo. Ona mówiła, wtedy, że najbardziej przejmuje się tym, że mi się nie spodoba, bo zdjęcia to tylko zdjęcia. Mówiła żebym tak nie galopował, bo o czym będziemy rozmawiać gdy się już spotkamy. Chciałem od niej normalne zdjęcie w ubraniu, bo myślałem, że w ten sposób pomoże jej to zrozumieć, że chcę ją taką jaką jest. I tu padło to moje ultimatum postawione dla żartu. Już wcześniej chciałem jej wcisnąć moje zdjęcia, bo bałem się, że jestem mało atrakcyjny i nie chciałem zostać odrzuconym na żywo. Choć wcześniej mówiła, że nie chce ode mnie takich zdjęć, bo jest staroświecka, to zaczęła się ze mną droczyć. "Trochę sobie przeskrobałeś z tym ultimatum. -czemu? -Pamiętasz czym mi groziłeś?;] -Pamiętam, no i? -No i jeśli nie dam Ci tego zdjęcia to powiedziałeś, że co zrobisz?:> (tu coś jeszcze napisałem udając głupiego) -Powiedziałeś, że pokażesz mi się w ubraniu Adama xd -Myślisz, że tego nie zrobię? -Myślę, że zrobisz i może dlatego specjalnie nie dam Ci tego zdjęcia?:>" Moja fotograficzna pamięć jest teraz dla mnie przekleństwem. Pamiętam nawet te głupie emotki mogące świadczyć o jej nastawieniu. Następnego dnia powiedziała mi jasno, że nie chce ode mnie tych zdjęć, bo mnie szanuje. Jednak tej samej nocy z mojej inicjatywy ponownie zaczęliśmy intymne rozmowy. Pytałem czy nie przeginam, czy jest w porządku i mówiła, że jest ok. Tej samej nocy chciałem wiedzieć zbyt wiele i powiedziała, że raczej spasuje. Przeprosiłem ją. Dalej rozmawialiśmy, obracała nawet pewne świństwa w żart. Pokazywaliśmy sobie co lubimy oglądać gdy nikt nie patrzy. w przeciwieństwie do niej, ja nie czytam książek. Nieco później zlinkowała mi jakąś grupę na FB "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka". Uznałem to za sugestię pisaną pół żartem pół serio. Znowu odszedłem od wątku. Miałem JASNO powiedziane dwa razy, że NIE chce ode mnie tych zdjęć, jednak w międzyczasie droczyła się ze mną, a potem jeszcze rozmawialiśmy na intymne tematy. Pomyślałem, że jest podobnie jak w czasie zanim wyznałem jej uczucie. Że się droczymy ze sobą, a jak wyznałem jej co czuję to się ucieszyła. Pomyślałem, że w tym przypadku jest dokładnie tak samo. I stało się, dałem jej te zdjęcia. Milczała cały dzień. Dopiero następnego dnia powiedziała to o czym pisałem w pierwszym poście. Że przegiąłem, że nie odwzajemnia uczucia. Pytałem po co to wszystko, odpowiedziała, ze jest zbyt miła dla ludzi...A czemu utopiła kartkę świąteczną w perfumach? "Nie wiedziałam, że to będzie taka wtopa"."Udzielił mi się Twój entuzjazm"Nagrałem jej film na przeprosiny. Potem czekałem na tę poniedziałkową rozmowę, miałem dać jej czas na zastanowienie się nad spotkaniem. Chciałem poczekać tydzień, ale jestem w gorącej wodzie kąpany. Próbowałem do niej zadzwonić, ale zbywała mnie mówiąc, że sprząta pokój. Jak tylko pisałem zmieniała sobie ręcznie status na AFK. Jestem upierdliwy, ale zabolało mnie to, że robi mnie w trąbę. Zacząłem do niej pisać. Ta w złości mówiła, że nie chce niczego przenosić do reala. Zacząłem znowu wylewać jej żale. Pokazałem nawet jej ten temat. Sam do końca nie wiem czemu. Bolały mnie podejrzenia innych użytkowników o to, że K. jest np mężatką, albo ma kogoś poza mną.  Zapytałem czy gniewa się za to, że zdradziłem nasze tajemnice.
Powiedziała, że nie, ale jest jej przykro, bo może użytkownicy podejrzewający ją o to, że ma coś z głową może mają rację. Wiedziała, że nie pracuję, ale myślała, że jestem leniem i będę jej utrzymankiem jeśli zdecyduje się na coś więcej ze mną. Wyrzuciła mi mniej więcej "Może nam wypali, może nie. Co dalej? Wprowadzasz się do mnie i żyjemy ze skromnej renty we trójkę? Albo szukamy mieszkania i cały obowiązek utrzymania nas spada całkowicie na mnie, bo powiedziałeś, że nie chcesz pracować."  Wyrzuciła mi, że nie chce pracować, nie chcę wrócić do szkoły, więc czego chcę? Powiedziałem jej co planuje. Że chcę się z nią spotkać, a potem podjąć nawet najmniej płatna pracę na początek, by potem wziąć się za jakąś szkołę, która da mi zawód. Bałem się, że jeśli pójdę do pracy zanim się spotkamy to ona powie mi "wstałeś na nogi, teraz dasz sobie rade sam". Ja nie chcę sam. Poszedłem do technikum dla samego siebie, bo naprawdę tego chciałem, a jednak zwątpiłem. Chciałem zmienić moje marne życie dla niej, by wiedziała, że będzie miała ze mną stabilna przyszłość. Potrzebowałem jej, nie jako przepustki do lepszego świata, a fantastycznej dziewczyny, na której mi zależy. Pogadaliśmy, powiedziała byśmy dali sobie czas na opadnięcie emocji, a potem będziemy myśleć co dalej. Pomyślałem, że to tylko wymówka. Że już nic z tego nie będzie. Pogodziłem się z tym, że nigdy w życiu jej nie zobaczę na żywo. Cierpiałem, nadal coś tam ze sobą pisaliśmy, spędzaliśmy czas. Ja już pisałem do niej nie dając po sobie poznać, że czuję coś do niej. Byłem chłodny w naszych rozmowach tak przez jakieś 3 tygodnie. Ona już na jakieś dwa dni odkąd sobie porozmawialiśmy, rzuciła mi trochę cukru. Potem zaczęła coś opowiadać o tym, że oczy ją piekły po tuszu do rzęs. Zwykle się nie malowała, bo nawet nie musi. Pomyślałem, że skoro to zrobiła to pewnie chciała się komuś podobać. Zrobiło mi się bardzo przykro, bo pomyślałem, że może kogoś ma tylko mi o nim nie mówiła. Przeprosiłem ją, powiedziałem, że już idę spać. Wręcz z pretensją zapytała czemu tak wcześnie. Pożegnałem się, ona już nie odpisała. Następnego wieczoru, znowu spędzaliśmy czas "razem". Wypaliłem coś, że ja tak nie mogę. Że nie jestem w stanie myśleć o niej inaczej niż do tej pory.Odparła "To chyba dobrze?"
Zacząłem się zastanawiać dlaczego tak napisała. Przecież przez moją głupotę wzięła mnie za zboka z internetu. Chciała końca tej znajomości. Od czasu gdy wyrzuciła mi to, że myśli, że będzie mnie utrzymywać, nie poruszałem więcej tematu spotkania. Nie rzuciłem żadnym komplementem. Nie mówiłem już co do niej czuję. Pogodziłem się, że to koniec.Od słowa do słowa, aż powiedziała sama z siebie, ze wybacza mi to co zrobiłem. Powiedziała, ze przez to całe gadanie zapaliła jej się jakaś lampka ostrzegawcza, ale chyba nie może mieć mi tego za złe i myśli, że się po prostu za bardzo zagalopowałem. Kazała mi być sobą, a wszystko będzie dobrze i na pewno w końcu się spotkamy. Powiedziała wtedy, ze moje lutowe wyznanie było także zbędne, bo gdyby sprawy leciały własnym tokiem to prędzej czy później i tak byśmy się zobaczyli.Sama nawet do mnie pisała, mówiąc, że moi forumowi doradcy ciekawią się naszymi dalszymi losami."Myślą, że jest miedzy nami źle, a to chyba nieprawda, co?;>" "Napisz im coś". Aż pewnego dnia zaskoczyła mnie. W kwietniu powiedziała mi, że pytała swoją mamę co sądzi o moim przyjeździe do niej i co ja na to, by przyjechać na premierę wiedźmina 19 maja. Totalnie mnie zaskoczyła. Odpisałem jej jak dureń, że "jak mam przyjechać to dla niej, nie dla komputera". Nie wiem jak to odebrała. Bałem się napisać więcej, by nie pomyślała, że znowu zacznę ją osaczać. Ona mi na to bardzo entuzjastycznie "Stary, wiedźmin 3, Ślunsk, ja?:D" Znowu dało mi to do myślenia. Zaczęła się potem ze mną droczyć, że jak ja nie chcę przyjechać to zaprosi sobie innego internetowego kolegę. Wiedziała jak na mnie działają takie żarty i sprawiało jej frajdę czytanie moich zazdrosnych wiadomości.

Żałuję, że nie pociągnąłem tematu. Bałem się, że pomyśli, że znowu będę ją osaczał, więc byłem bardziej pasywny. Nie miałem też wtedy pieniędzy, bo całą kasę jaką miałem "pożyczyli" ode mnie starzy. Głupio było mi pytać o spotkanie nie mając pieniędzy. Nastał maj. K, budziła mnie smsami "wstawaj, już 10:30!". Tydzień później nie miałem internetu na 3 dni. Pierwszego dnia, wieczorem wysłała smsa pytając czy coś się stało. Następnego ranka puściła kolejnego. Miałem zablokowane konto i nie miałem jak odpisać. Parę godzin  później w końcu zadzwoniła z oburzeniem w głosie. "Nooo, czemu mnie unikasz?!" Wytłumaczyłem o co chodzi i była taka jak zwykle. Ucieszyłem się, bo od naszego "kryzysu" w kwietniu nie słyszałem jej głosu. Zadzwoniła trzy dni później, wieczorem taka zatroskana. "Cześć, jeszcze nie śpisz?" Pogadaliśmy sobie trochę, pytała co u mnie, co robię i kiedy wracam do "świata żywych". Był już 11 maj, a ja nadal nie miałem pieniędzy, by prosić o dokładną datę spotkania. Zapytałem czy mówiła na poważnie o spotkaniu w maju. Odparła, że nie wie czy chce bym przyjechał teraz, już w maju, ale chce żebym przyjechał. Zaczęło coś się psuć między nami. Był 16 maj, ona zmęczona po ciężkim dniu biegania. W domu też przez 4 godziny jeszcze była zajęta. Nawet puściła mi stream z tego jak obrabia zdjęcia. Zapytałem czy pytała mamę ponownie co sądzi o moim przyjeździe. Powiedziała, że nie, a ja debil zacząłem drążyć. Czemu i czemu. Pomyślałem, że coś przede mną ukrywa i naskoczyłem na nią. Nie było przyjemnie. Przeprosiłem, ale i tak kazała wracać mi spać. Przez kolejne dni było podobnie jak przed tymi moimi pretensjami z 16 maja. Trochę popisaliśmy, z jej strony jakby od niechcenia. W dniu premiery wiedźmina nagle odżyła. Zaczęła do mnie pisać tak jak dawniej. Było wesoło, oglądałem jak gra. Parę dni później znowu było dziwnie. Założyłem sobie w końcu konto na FB. 22 maja dodałem ją, napisałem wiadomość. Wieczorem gdy wróciła zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam, ale chyba sam musiałem się pierwszy odezwać. Zapytałem czy coś przeskrobałem w ostatnim czasie, że nie dodała mnie na tym durnym portalu. Zrobiła nawet screenshota, by mnie zapewnić, że wiadomość została dodana do zakładki "inne", przez co niby nie widziała powiadomienia. Naszym czatem zakryła tych kilka milimetrów pod ikonkami na górze, gdzie wyświetlane są powiadomienia w czerwonych obwódkach. No, ale ja się nie znam. Może to tylko jakaś moja teoria spiskowa. Dziwnie się zachowywała. O ile na początku jej wielogodzinne znikanie mnie nie martwiło, to potem się już zacząłem być podejrzliwy. Przestałą pisać do mnie jako pierwsza. Wcześniej jeszcze rozmawialiśmy o tym co się u mnie dzieje. Mówiłem jej, że gadałem z moją matką, że pokazałem jej zdjęcia. Okazywała zainteresowanie. Raz streamowała mi wiedźmina 3. Była tam scena w karczmie z pięknym utworem Priscilli. Specjalnie cofnęła grę, by pokazać mi ten fragment. Puszczając mi tę scenę sama oglądała to po raz drugi. Napisała mi tak: Płakałam za pierwszym razem jak to usłyszałam. Psst Teraz dopiero połapałam się, że to o Geralcie i Yenefer, ale ciii wink" Czy ja sobie coś źle zinterpretowałem czy sugerowała mi coś w ten sposób? Moglibyśmy się podpisać pod tym tekstem, bo jest dość nam bliski jakby nie patrzeć. Ja byłem święcie przekonany o tym, że się zakochałem. Chciałem od niej to w końcu usłyszeć. Zamiast tego powiedziała mi w marcu, że jestem najważniejszy i nie ma dnia żeby o mnie nie myślała. Że wie co ma mi powiedzieć,a  jedynie nie potrafi tego jeszcze zrobić.Mówiłem jej, że śni mi się co dnia. Sama mówiła o sobie, że potrafi być zimna, ale w rozmowach ze mną była cieplutka i wesoła. Zawsze się cieszyła.Ostatnia zwrotka mnie dobiła. Może za bardzo się rozmarzyłem albo coś, nie wiem. Ryczałem przy tym.Pomyślałem, że skoro poznaliśmy się w tak durny sposób, bo w grze i tak się dogadujemy to może to coś znaczy.Pieśń Priscilli na YT jeśli ktoś nie słyszał.Potem już sam musiałem czekać aż mi odpisze głupie "cześć" po 30-60 minutach. O ile parę razy miała gości to było w porządku, ale jak zaczęła mówić, że ma upierdliwego kolegę, który pisze jej po jednym słowie na wers to ona wyłącza powiadomienia, bo ją denerwują to zacząłem przeczuwać, że coś nie jest ze mną szczera. Przez jakieś 5-6 dni nie żegnała się ze mną. Zapytałem co się dzieje. Powiedziała, że raz rozłączyło steam, raz chciało jej się bardzo spać, wiec szybko poszła do łóżka, a pozostałych nie pamięta. Raz faktycznie rozłączyło program, wiec oczywistym jest, że nie będzie czekać aż połączy się ponownie. Zaczęło boleć mnie, że zapomina o mnie. Położyłem się wcześniej, by choć raz dostać od niej głupie "dobranoc". Odpisała, ale następnego dnia znowu poszła bez słowa olewając mnie. Zalogowała się z telefonu, więc myślę sobie"leży w łóżku z telefonem. Będzie jak dawniej i się odezwie przed snem." Poszła bez słowa... Byłem tak podejrzliwy i sfrustrowany, że zajrzałem na jej listę znajomych. Jeden gość kładł się spać w tym samym czasie co ona. Zupełnie jak ja i K. kiedyś. Poczułem się zastąpiony przez internetowego gościa. Ja miałem się z nią w końcu zobaczyć, a ona zaczęła się dystansować ode mnie. Zacząłem zachowywać się jak czubek. Ten typ bardzo często znikał offline w tej samej minucie co K. co dało mi do myślenia, że znalazła sobie kogoś nowego do towarzystwa. Być może dlatego, że nie chciał być nikim więcej niż tylko kolegą z internetu. Wiem, że to chore, ale po prostu dziewczyna, na której mi zależało zaczęła mnie olewać bez powodu. Było mi bardzo źle jak zacząłem się zachowywać. Zwierzyłem się mojemu znajomemu, który był w podobnej relacji. Dziewczyna mnie olewała. Zaczęła poświęcać swój czas innemu. Tak jak kiedyś siedziała ze mną i streamowała te gierki (bo zbyt wiele przez ograniczenie kablem nie można robić przecież "razem"), wkurzało ją jak ktoś wchodził i nam przeszkadzał. Ja wiem, że to pierdoły, że normalny człowiek nie przejąłby się czymś takim. Ale to był jeden z wielu sposobów spędzania czasu wspólnie i jak przysiadała do gry, to często kończyliśmy po wielu godzinach, pisząc ze sobą. Poczułem, że zostało mi coś odebrane. Przywilej "uczestniczenia" w jej życiu. Przestała się witać, przestała się żegnać.
Nie pisała już prawie o niczym, nie spędzała ze mną czasu. Pytałem ją czy coś znowu zrobiłem nie tak. Czy między nami jest w porządku, bo wydaje się być wycofana. Raz pisała, raz nie. Jedyne co dostałem w zamian to "czemu pytasz?" Choć przyznaję, tej nocy widziała, że piszę coś do niej akurat jak wyłączała komputer, więc specjalnie dla mnie zalogowała się jeszcze z telefonu, by posiedzieć jeszcze jakąś godzinę. Napisałem jej raz, że tęsknię. Że brakuje mi rozmów. "No przecież jestem, rozmawiamy. Chyba, że o mikrofon Ci chodzi" I pożegnała się nie ciągnąc tematu. Potem jeszcze parę razy mówiłem, że chcę z nią pogadać. Twierdziła, że jej słuchawki nigdy nie zostały naprawione i że zadzwoni na komórkę jak coś. Nie doczekałem się. Pierwszego czerwca zrobiłem uptade tego tematu. Chyba nie do końca wierzyłem w to co piszę. To co napisałem to prawda jednak myślałem co się dzieje z "moją" K. Tak jak pisałem w kwietniu, że bałem się, że kogoś ma, bo nic mi już nie mówi, tak nie wypytywałem jej, bo nie miałem zamiaru jej kontrolować. Aż w końcu mimowolnie chyba zacząłem. Raz szykowała się na wyjazd na weekend. Nic się do mnie nie odezwała. Gdybym nie zapytał czemu tak milczy i nagle znika to nie dowiedziałbym się o niczym. Inaczej siedziałbym 2 dni i zastanawiałbym się co z nią się dzieje. Mógłbym zadzwonić, ale nie wiedziałem kim dla niej jestem. Czy jestem już tylko znajomym, którego telefon mogłaby odebrać jako naruszenie jej prywatności czy nadal jestem kimś na kim jej zależy i miałem pełne prawo, by się przejąć? Zapytałem przed jej wyjazdem czy porozmawiała ze swoja mamą na temat przyjazdu. Powiedziała, ze jeszcze nie i będzie to trzeba jakoś zaplanować.Że porozmawiamy w niedzielę/poniedziałek. Wróciła w niedzielę, nie chciałem się naprzykrzać. Sama nie pisała, więc ja też się nie odzywałem. Nie chciałem żeby wzięła mnie za jakiegoś natrętnego psychola. Byłem trochę zły, że się nie odzywa sama, bo kiedyś sama by do mnie przyszła i zaczęła opowiadać co tam u niej. Odezwała się w poniedziałek. Standardowo zapytałem jak było. Nie po to, by wiedzieć wszystko co, gdzie jak i z kim. Zawsze pytałem jak minął jej dzień gdy wracała od kogoś. Znowu zabolało mnie gdy otrzymałem odpowiedź, że jeszcze nie rozmawiała z mamą. Biorąc pod uwagę to jej unikanie mnie, unikanie tematu spotkania, poświęcanie czasu innemu zacząłem naprawdę się frustrować.
Myślałem, że tym unikaniem mnie przygotowuje mnie na to, że się nie spotkamy. W pierwszej połowie czerwca, czułem się już niepotrzebny. Zwierzyłem się mojemu znajomemu, mówiąc o tej sytuacji. Że czuję się już jak jakiś wariat. Że unika mnie i przez to tylko mnie nakręca do tego, by być bardziej podejrzliwym. Widziałem na liczniku wyświetleń, że spędza noce z kimś. Poświęca mu swój czas jak niegdyś mi. Gdy tylko ja zacząłem kłaść się wcześniej, ona zaczęła chodzić spać bardzo późno. Wtedy zrobiłem się bardzo zazdrosny. Siedziała z kimś po nocach. Jasne, ma do tego prawo. Ja to rozumiem, że może robić co chce, ile chce, z kim chce i że nie potrzebuje na to mojej zgody ani nie musi mnie o tym informować. Nigdy wcześniej nie wymagałem od niej czegoś takiego. Po prostu fakt, że unikała mnie bez powodu na wszelkie sposoby, dał mi do zrozumienia, że zostałem zastąpiony. Kilka godzin po tym jak się wygadałem znajomemu, K. napisała do mnie ni z tego ni z owego z pytaniem "na ile chcesz przyjechać, na ile dni?" Znowu zareagowałem jak debil, bo zamiast pokazać, że mi zależy i krzyknąć konkretną liczbę dni, odpowiedziałem, że to ja będę u nich gościem, że to decyzja K. i jej mamy. Ponowiła pytanie "no, ale na ile?xd" A ja jedyne co potrafiłem napisać to to, że chcę spędzić z nią jak najwięcej czasu. Potem znowu było dziwnie. Ja niespecjalnie pchałem się do tego, by do niej pisać, bo myślałem, ze jestem natrętny i ma mnie dość.Więc uznałem, że ona sama się odezwie gdy będzie tego chciała. Jak ja nie pisałem do niej, to ona pisała chociażby po kilku godzinach. Jak szedłem spać wcześniej, to pytała mnie czemu już idę.Bywało różnie z tymi naszymi rozmowami. Raz sam się nie pożegnałem z nią skoro ona nie chciała rozmawiać. Rano już czekała na mnie wiadomość: "Już poszedłeś?Dobranoc, wyśpij się" Następnego dnia rano jak tylko weszła, napisała do mnie od razu i pyta czy się wyspałem itp. Nie wiedziałem już co myśleć. Czy sprawdza mnie czy mi na niej zależy czy próbuje się ode mnie uwolnić? Ta moja chorobliwa zazdrość zaczęła się jakieś dziesięć dni temu. o ile wcześniej jedynie o coś ją podejrzewałem i zaczynałem sobie wkręcać głupoty, tak parę dni po tym wszedłem sobie zerknąć czy coś znowu komuś tam streamuje i aż mnie skręciło z zazdrości. Podłączyła kamerkę, fakt nie pokazywała twarzy, jedynie pokazała znajomemu swoją świnkę morską, ale zabolało mnie to, bo kiedyś sama robiła to samo ze mną. Wygłupiała się pokazując mi środkowy palec czy jakąś swoją nową książkę. Potem droczyliśmy się, że w końcu pokaże mi swoją buzię na żywo. Wiem, że czyta to się jak jakiś lament pryszczatej nastolatki, która przejmuje się głupimi emotkami na czacie. Piszę ze szczegółami, bo może ktoś w końcu mnie zrozumie. Poczułem się zdradzony, bo ze mną nie pisała, nie chciała dzwonić,a dla kogoś tam włączyła nawet kamerkę.I wtedy właśnie mi odwaliło. Zacząłem po kilka razy dziennie sprawdzać te jej profile z zazdrości. Było mi z tym źle. Czułem się jak jak prawdziwy creep, ale bałem się, że ona jedynie mydli mi oczy tym spotkaniem, a tak naprawdę znalazła sobie zastępstwo. Jakiś czas potem, ponownie sama z siebie napisała mi o dacie spotkania, kiedy będzie można najwcześniej. Było idealnie, bo kilka dni po jej urodzinach. Miałem już dla niej pomysł na prezent. Zacząłem delikatnie poruszać temat unikania mnie. Oto co mi napisała :
"Unikałam cię trochę, nie wiem do końca dlaczego. Być może nadal nie sądzę, że to wypali. W końcu pomyślałam, że nie dowiem się dopóki się nie zobaczymy. Tylko wtedy będę wiedzieć. Boję się, że ci się nie spodobam taką jaka jestem i narobimy sobie tylko przykrości.Jestem gruba i nie wyobrażam sobie jak ktoś może to zaakceptować." Ja jak zwykle zacząłem być upierdliwy i zadawałem pytania, na które nie mogła udzielić mi odpowiedzi dopóki się ze mną nie zobaczy. Czasem chce dostać wszystko na pstryknięcie palcami. Widziałem, że mruga jej ikonka telefonu w okienku czatu, więc skojarzyło mi się to z tym jak mi streamowała i pisała do mnie z telefonu. Wszedłem na ten jej profil i ponownie zabolało mnie to, że zamiast dokończyć ze mną rozmowę to zaczęła poświęcać czas swojemu koledze. Odpisywała mi po wielu minutach, bo ten "ktoś" był ważniejszy. Potem po 2 godzinach poszła offline i wróciła po jakichś pięciu, cały czas siedząc z tym typem. Pomyślałem sobie wtedy, że naprawdę mydli mi oczy tym spotkaniem i mnie unika choć nawet jej nie trułem przez te dwie godziny. Następnego dnia były moje urodziny. Nie słyszałem jej od miesiąca.Nikt nie pamiętał o tym. Liczyłem tego dnia tylko na to, że moja K. zadzwoni i usłyszę jej głos pierwszy raz od wielu tygodni. Coś mi tam napisała rano, potem wyparowała na parę godzin. Pisałem kiedyś, że przyzwyczaiła mnie do tego, że chwali się dokąd idzie. Zacząłem myśleć, że skoro nic mi nie pisze to pewnie idzie offline na w razie czego żebym się nie odzywał.Już miałem milion różnych myśli, nie biorąc pod uwagę tego, że po prostu ma życie i ma znajomych i rodzinę. Wieczorem wróciła. Napisała do mnie od razu wesoła z pytaniem czemu jeszcze nie śpię. Potem jeszcze jakoś mnie zaczepiała.Zauważyła nawet, że coś jest nie tak, bo dopytywała co się dzieje. Widziałem, że chce zagadać, bo linkowała mi coś, co już widziałem i coś tam pisała do mnie. To był filmik ze starego streamu, na którym był jej głos. Nie słyszałem jej od miesiąca. Były moje urodziny, a ona o nich zapomniała. Napisałem jej, że nie mogę tego słuchać, że nie gadaliśmy miesiąc. Jedyne co mi odpisała to "oh.". Myślałem, że mnie krew zaleje, pożegnałem się i poszedłem spać. Wstałem wcześnie rano, bo nie mogłem spać. Napisałem jej wiadomość, że musimy pogadać. Pojawiła się online i od razu się przywitała, pytając o czym musimy pogadać. Ze złości napisałem, że chce zadzwonić i czy ma coś przeciwko. Zadzwoniła i z przejęciem zapytała co się dzieje. Jak jej powiedziałem o moich podejrzeniach i tej zazdrości to zrobiła to swoje "pff". Bała się, że to coś poważnego, a ja jej z pierdołami wyjeżdżam. Normalnie bez kręcenia powiedziała mi, że streamowała koledze, a poszła offline, bo inny jej spamował i denerwował ją dźwięk. Zapomniała, że to jedyna forma tak szybkiej komunikacji ze mną. Rozmowa z nią bardzo mnie uspokoiła.Pamiętała, którego mam urodziny, ale straciła rachubę czasu i nie wiedziała, że to już. Pytałem czemu nie dzwoniła, mówiłem, że tylko na tym mi zależało, a nie na składaniu życzeń. Słyszałem w jej głosie, że było jej głupio. Moje głupie myśli, podejrzenia i zazdrość znikły. Gadaliśmy przez 1,5 godziny, które minęły jak z bicza strzelił. Poświęciła mi swój czas rano. Przerwałem jej poranny rytuał tą rozmową.Rozmawiało nam się świetnie tak jak zawsze. Dwa lub trzy razy mówiłem, że nie przeszkadzam i idę się myć, nie wiem czy przez przypadek czy specjalnie, ale zawsze wtedy wchodziła mi w słowo. Podobnie jak w marcu tylko wtedy droczyliśmy się. "Idę, nie przeszkadzam Ci - dokąd idziesz? Siedź, nigdzie nie idziesz. Zostajesz ze mną" Chciała żebym z nią siedział i rozmawiał. Tez tego chciałem. Rozmawialiśmy w środę. W czwartek dałem jej spokój od siebie, ale pisaliśmy ze sobą. Piątek był dla niej nerwowy z pewnych względów. Wróciła, napisałem do niej, bo wiedziałem, że się stresowała. Dużo później zapytałem czy będzie miała ochotę porozmawiać. Powiedziała, że może wieczorem, teraz nie ma ochoty. Coś mi nie pasowało znowu. Jakiś czas potem wyparowała bez słowa na parę godzin. Nie chodzi o samo wyjście bez słowa, bo nie mam prawa wymagać od niej meldowania się. Chodziło o zbieżność faktów, że znowu znika gdy czegoś chcę i tylko o to.W sobotę rano gadaliśmy, zapytałem czy miałaby ochotę pogadać w końcu przed kamerkami. "Nie wiem, nie myślałam o tym". No i po tym jak znowu coś chciałem, ponownie wyparowała. Znowu zacząłem sobie wkręcać, że mnie unika. Po jej powrotach gdy chciałem normalnie zagadać o pierdołach często się wstrzymywałem, by nie pomyślała, że tylko czekam aż wróci i próbuję ją kontrolować. Zaczęło mi to ciążyć. Czułem się niezręcznie pisząc do niej na byle jaki temat, bo mogła pomyśleć, że chcę wydębić info gdzie była. Zaczynam już chyba sam sobie przeczyć. Z jednej strony bałem się, że jestem zabawką do odstawienia i zastanawiałem się co robi, z drugiej jej głos mnie uspokajał i nie chciałem o nic pytać. Chciałem, by było swobodnie. Wieczorem, złośliwie zapytałem czy nadal mnie unika, bo po powrocie nawet się nie odezwała. Zachowałem się jak świnia. Powiedziałem jej, że kupię jej ghillie na urodziny i puściłem jakiś złośliwy komentarz na dobranoc. Jest mi z tym źle.Następnego dnia wiedziałem, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Coś tam pozaczepiałem, ona miała "nibyfoszka". Przeprosiłem, ale wieczorem już nic nie odpisała. Wtedy należało mi się za to, że zachowałem się jak wieprz. Następnego dnia chciałem zadzwonić.Nie wiedziałem, o której wstała, więc czekałem na to czy włączy jej się AFK czy będzie online. Po paru minutach była już offline i pomyślałem, że ma mnie dość i dlatego to zrobiła. Chwyciłem za komórkę, by do niej zadzwonić i przeprosić konkretnie. Odebrała od razu, a ona jak zwykłe "pff, przestań". Zupełnie jakby nic się nie stało. Szykowała się do wyjścia do sklepu. W pewnym momencie było mi tak głupio za te moje wybuchy zazdrości, że zamilkłem, aż zapytała czy jeszcze tam jestem. Powiedziała, że odezwie się potem, pożegnaliśmy się ciepłym "pa". Dostałem mega pozytywnej energii. W końcu mogłem usiąść i konkretnie zająć umysł. Po paru godzinach od powrotu napisała do mnie, potem jeszcze o czymś pogadaliśmy i zadzwoniłem wieczorem. Było miło, znowu okazywała mi zainteresowanie jak ostatnim razem. Pytała o to czy mam już bilety, czy mówiłem rodzicom (sklerotyczka, mówiłem jej o tym już dawno temu). Śmialiśmy się, gadaliśmy o tym, że będzie musiała po mnie przyjechać autem i takie tam pierdoły.Sama z siebie zapytała mnie za pośrednictwem jakiego programu chce pogadać na tych kamerkach. Było tak jak zawsze, wesoło do pewnego momentu gdy padło jedno pytanie. Nie pamiętam jak zeszliśmy na ten temat, ale zapytała kiedy ostatnim razem wyszedłem z domu. Odpowiedziałem bez wahania, szczerze, podałem datę.Czerwiec 2011. Zrobiło się dziwnie. Czułem, że coś jest nie tak. Zrobiła alt+f4 gry w trakcie streamowania jej dla mnie, wciskając mi kit, że miała crasha, po czym trochę pomilczała i powiedziała "to ja się rozłączam, cześć"

Mówiła mi, że następnego dnia jedzie do koleżanki, więc pomyślałem, że musi z nią pogadać albo coś naszykować na wyjazd. Nie miałem już żadnych wątpliwości co do K. Wszystkie podejrzenia znikły. Znowu osiągnąłem spokój. Wystarczyła mi rozmowa, to by usłyszeć jej głos i szczerze porozmawiać jak zwykle. Następnego ranka pojawiła się online i nie odpisała mi na moje powitanie. Pomyślałem, "OK, pewnie ma koleżanki u siebie, z którymi jedzie dalej". Wróciła wieczorem, nie napadałem jej od razu. Po jakimś czasie zapytałem czy znowu coś chlapnąłem, że się nie odzywa. Odpowiedziała, że nie wie co myśleć o tym, że od TRZECH lat nie wyszedłem z domu. Mówiłem jej wyraźnie, że od czterech. Zresztą pisałem jej o tym w grudniu, ale o tym za chwilę... Potem napisała, że myślała, że wychodzę chociaż po zakupy lub cokolwiek. Mówiłem jej przecież, że zakupy robią u mnie rodzice po powrocie z pracy a i często za pożyczone pieniądze, bo większość ich pensji idzie na papierochy i długi. Opowiedziałem jej całe życie, by nie mieć przed nią tajemnic. Powiedziała żebym postawił się na jej miejscu. Potem dodała, że "Nie napisałam żebyś nie przyjeżdżał, że chcę żebyś znikł. po prostu trochę to zakuło." Tłumaczyłem jej, pisałem to samo co w grudniu. Powiedziałem, że nie wychodziłem z domu, bo nie miałem powodu, a teraz mam. Zapytałem czy chce mi go teraz odebrać, bo ma jakieś wątpliwości. Powiedziała, że nie chce niczego odbierać, bo też nie wiedziałaby co napisać. Powiedziała byśmy dali temu spokój i że niczego nie odwołuje.
Powiedziałem jej, że pokaże jej mój wypis po 3 dniowym epizodzie w szpitalu. Moja matka posiała gdzieś ten papier, ona szukała u siebie, ja w moim pokoju. Należało się mojej K. chociaż tyle choć nie prosiła o to. Poszła spać bez pożegnania.
Następnego dnia nie odzywała się. Powiedziała, że musimy pogadać. Zapytałem ile mam czekać to nie doczekałem się odpowiedzi. Zostawiła mnie do wieczora z niewiadomą od godziny 12. Byłem zły za to jak mnie potraktowała, bo myślałem, że robi wielkie halo za to, że byłem szczery i powiedziałem prawdę. Mówiłem jej, że miałem tyle razy możliwość nakłamania jej i podkolorowania życiorysu, by wypaść w jej oczach lepiej, ale ja mówiłem zawsze prawdę, bo tylko w ten sposób będziemy w stanie coś uzyskać z tej znajomości.
Napisała mi wiadomość, po której dotarło do mnie, że ona ma mnie za wariata, choć przeczy temu w jej wiadomości. Aż boję się czytać ją ponownie. Napisała mi to :

Milczę nie dlatego, że cię intencjonalnie ignoruję, ale dlatego że nie potrafię i boję się coś napisać. Od wczoraj czuję się jakbym stała pośrodku pola minowego. Nie spałam w nocy z nerwów. Kiedy próbuję napisać coś sensownego, myśli nie składają się w zdania. Jakbym nagle zapomniała jak się je składa. Postaram się więc pisać prosto. Nie chodzi o to, że o tym zapomniałam, ale o to że przez swoją naiwność i głupotę podświadomie to ignorowałam. Kiedy mi powiedziałeś, że przez bite trzy lata nie wyszedłeś z domu, w końcu dotarło do mnie, co robię. Z twoich grudniowych wiadomości wywnioskowałam, że siedzisz w domu, bo nie chodzisz do szkoły, nie pracujesz. Myślałam, że wychodzisz normalnie po zakupy, etc. Chociażby kiedy mówiłeś, że jesz kebaba, wydawało mi się naturalne, że przecież musiałeś sobie po niego skoczyć.Kiedy próbowałam się od ciebie pierwszym razem odsunąć po tych feralnych zdjęciach, wysłałeś mi swój film z przeprosinami, a później przepraszałeś mnie pół godziny przez mikrofon. Próbowałam ci delikatnie wytłumaczyć, że nie odwzajemniam twojego uczucia i sądzę, że nic z tego nie wyjdzie, ale ty szedłeś dalej w zaparte przekonując mnie, że powinnam dać nam szansę żeby się poznać. Mówiłeś też żebym nie godziła się na spotkanie przez litość. Nie posłuchałam. Bałam się po tym filmie, że zrobisz coś głupiego. Mówiłeś, że byłeś ze mną szczery, więc ja także będę. Wiem, że trzymanie w niepewności jest okrutne. Współczuję ci tego przez co przechodziłeś i przechodzisz w domu. Mam wrażenie, że nie szukasz pomocy, choć jej potrzebujesz. Nie sądzę, że jesteś głupi, ani że jesteś wariatem. Wydaje mi się, że jesteś zdesperowany by mnie zatrzymać. Być może chcesz się w ten sposób wyrwać z domu, nie wiem. Znamy się już spory kawał czasu i choć cię szczerze lubiłam, to zaczęłam się ciebie bać. Jesteś chorobliwie zazdrosny, wręcz nie możesz się powstrzymać od kontroli. Przykład: kiedy streamowałam znajomemu grę. Stream na hitboxie jest prywatny, mogłeś o tym wiedzieć tylko wtedy, jeśli tam wszedłeś.
Dlaczego miałbyś tam wchodzić, kiedy nie mówiłam ci, że będę coś robić? Czy ty na bieżąco z nudów przetrząsujesz wszystkie moje profile w sieci? Znasz moje dane osobowe, znasz adres. Wiesz jak wyglądam. Proszę nie próbuj mnie znowu przekonywać, jeśli chcesz utrzymać tę znajomość.

Przepraszam za wszystko.

Po tym zrozumiałem, że ona ma mnie za kogoś kim nie jestem. Dzień wcześniej mówiła, że niczego mi nie odbiera i nie odwołuje spotkania.Zapytałem co się zmieniło przez noc. Powiedziała, że wszystko sobie przemyślała. Ona ma mnie za creepa/stalkera zwał jak zwał i najgorsze jest to, że zaczęła się mnie bać... Przecież to do mnie w grudniu 2013 pisała bym ją pocieszył. Sam kazałem jej powyłączać zdjęcia w avatarach itp, a jak nie da jej spokoju to żeby udała się na policję. Rok później zapytała mnie o moje nazwisko, podałem jej od razu.Ja znałem jej nazwisko od roku, więc to było fair. Potem sama dała mi dwa swoje zdjęcia. Chciałem ponownie być fair i pierwszy raz w życiu zrobiłem sobie zdjęcie i dałem je komuś z sieci. Dalej żartowaliśmy sobie pewnej nocy i podałem jej adres. Następnego dnia sama próbowała wcisnąć mi swój, ale nie chciałem jeszcze wtedy. Chciałem, by miała nade mną przewagę informacji, by czuła, że może mi zaufać.Powoli przygotowywałem się do tego, by jej wyznać, że jest dla mnie ważna. Chciałem uczynić to listownie, by wiedziała, że jestem poważny. Cóż, nigdy nie czułem czegoś takiego do dziewczyny, wtedy wydawało mi się, że jestem zakochany. Z czasem gdy mnie unikała i traktowała byle jak coś się we mnie wypalało. Zastanawiałem się czy powiedzieć jej o tym przed spotkaniem. Jeśli to możliwe, by kochać kogoś przez kabel to przestałem to czuć gdy mnie olewała. Nadal mi na niej zależało i chciałem byśmy wystartowali z tego samego miejsca. Dwoje ludzi, którym zależy na sobie. Nadal mi na niej zależy. Opisałem wszystko z takimi szczegółami, bo może ktoś mnie w końcu zrozumie. W kwietniu zniszczyłem to przez te zdjęcia. Wzięła mnie za jakiegoś zboka. Nie dziwię się jej, że mnie odrzuciła wtedy. Ale sama z siebie mi to wybaczyła.Prosiłem raz o spotkanie, potem drugi, aż powiedziała żebyśmy poczekali na opadnięcie emocji. Mówiłem, że byłem pogodzony z tym, że to koniec, a ona przejęła inicjatywę. Jeszcze jakieś 10 dni temu nazwała mnie "miśkiem". O nic nie prosiłem, liczyłem jedynie na to, że zadzwoni w moje urodziny, a wydała na mnie pieniądze na prezent dla mnie. Zapytałem wczoraj czy mogę wysłać jej prezent ode mnie. "Zachowaj go". Mówiłem, że jeśli ma wątpliwości to pójdę dokończyć obserwację psychiatryczną. "Niczego nie musisz mi udowadniać. Nic od Ciebie nie chcę"
To zabolało, bo mówi się tak do natrętnych idiotów chorych na głowę, którym trzeba dać jasno do zrozumienia, że mają sobie iść. Boże, kolejny raz ją zawiodłem. To co mi wczoraj napisała, koliduje z tym jej zachowaniem wobec mnie. Wiedząc jak mnie skrzywdziła za pierwszym razem, nie zgadzałaby się na spotkanie z litości. A już na pewno nie dawałaby mi do zrozumienia, że jest mną zainteresowana. Jak mam rozumieć "Boję się, że Ci się nie spodobam.Jestem gruba i nie wiem jak ktoś może to zaakceptować" wypowiedziane po raz kolejny? Po co nazywać mnie miśkiem skoro nie znaczę dla niej nic więcej. Za pierwszym razem wzięła mnie za zboka, a teraz za jakiegoś chorego psychicznie. Bo jak inaczej rozumieć jej wiadomość? O ile za pierwszym razem mi wybaczyła i SAMA bez błagania jej(po obejrzeniu filmiku z przeprosinami, była chłodna i mnie zostawiła, potem rozmawialiśmy raz-była raczej na nie, pogadaliśmy drugi i kazała czekać na opadnięcie emocji) zaczęła się do mnie łasić, to teraz po jednym pytaniu mnie przekreśla. I to odnośnie wychodzenia z domu. Nie rozumie, że wcześniej nie chciałem żyć,a ona mnie zmieniła. Przestałem denerwować się przed monitorem. W końcu miałem powód, by zacząć zmieniać moje marne życie. W końcu miałem powód, by wyjść z domu. Chciałem to zrobić dla niej. Wszystko było w porządku w trakcie rozmowy w poniedziałek, do czasu tego pytania... W nocy zmieniała zdanie. Zaczęła składać sobie fakty do kupy, ale wyszedł jej niewłaściwy obrazek. Nie jestem żadnym stalkerem. Nigdy czegoś takiego nie robiłem. Odwaliło mi na kilka dni, żeby do naszej rozmowy w poniedziałek znowu być sobą i osiągnąć spokój ducha. Usunęła mnie z FB, wszystkie zdjęcia na swoich profilach zamieniła na jakieś obrazki. Nawet na jej profilu tumblr ściągnęła z avatara screenshot naszych postaci z głupiej gry. Wrzuciła go wtedy już po tym kwietniowym kryzysie. W maju gdy odzyskałem internet po 3 dniach przerwy, po tych jej telefonach i smsach, zalogowałem się na steam, a w jej avatarze jest pxelowe serduszko. Sama do mnie wtedy napisała. Wiem, że to wszystko pierdoły takiego kalibru, że nawet pryszczate czytelniczki bravo girl, by się tym nie przejęły. Dlatego właśnie skróciłem tutaj mój życiorys. Bo jeśli naprawdę ktoś ma tutaj coś nie tak z głową to na pewno nie ona...
Jej wiadomość można by napisać w ten sposób: Dałam się nabrać na smutną historię, ale w końcu się opamiętałam, że jesteś kolejnym creepem.

Nie jestem zdesperowany, by ją zatrzymać. Po prostu zależy mi na niej. Mówiłem jej, że nie traktuje jej jak przepustki do lepszego życia. Ona może tak myśleć przez swoje kompleksy i przez to, że jestem biedakiem bez wykształcenia. w końcu parę dni temu napisała, że boi się odrzucenia. Myśli, że chcę wyrwać się z domu za wszelką cenę i żyć fałszywie z grubą dziewczyną. Sama powiedziała mi, że nie rozumie jak ktoś może to akceptować. W poniedziałek było dobrze do czasu tego pytania. To kara za szczerość. I choć świrowałem z przeglądaniem jej profile, trwało to kilka dni i było spowodowane tym, że mnie unikała przez ponad miesiąc. Miałem prawo po takim czasie poczuć się robiony w trąbę prawda? Oczywiście wciąż miałem na uwadze, że mi wybaczyła kwietniowy wybryk.Wtedy miała prawo, by całkowicie zrezygnować z tej znajomości. Ba,mogła  iść prosto na policję. Nie zrobiła tego, choć miała moje dane. Wtedy dałem jej prawdziwy powód ku temu, by ją zaniepokoić. Ale teraz? Przez tyle lat nie widziałem sensu życia. Chciałem umrzeć w domu. Teraz jak miałem powód, by wyjść to mi go odebrała, choć mówiła, że tego nie zrobi. Błędnie mnie osądziła. Wzięła mnie za kogoś kim nie jestem. Jasne, pretensje mogę mieć tylko do siebie, bo to ja się zachowałem tak, a nie inaczej. Tylko, ze już przed poniedziałkową rozmową powiedziałem jej o mojej zazdrości i o tych moich podejrzeniach. Wiedziała o tym i mimo to nie było problemu. Gadaliśmy, było wesoło jak zawsze, a po pytaniu o wychodzenie z domu nagła zmiana. Wybaczyła mi te okropne zdjęcia, nie była problemem moja zazdrość. Mówiła mi, że mnie unikała, ale już tego nie robi. Myślała, że ja już nie chce z nią gadać dlatego też się speszyła i pisała mniej. Problemem stał się brak wychodzenia z domu? Doceniam, że zaufała mi ponownie, ale czy to, że w końcu ruszę zad z domu dla niej, nie świadczy o tym, że mi zależy? A może w drugą stronę. Może myśli, że skoro przez tyle lat się nie ruszyłem to naprawdę jestem zdesperowany, bo w końcu jest gruba i nie ma prawa się podobać facetom.(tak twierdzi) Tu nie chodzi o wyrwanie się z domu. Chciałem się z nią poznać osobiście. Niech nie wciska mi kitu, że to z litości, bo gdyby nie była pewna swoich zamiarów do mnie to nie słodziłaby mi, nie zaskakiwała tym zaproszeniem 19 maja i nie droczyłaby się o to, że zaprosi innego. Wiedząc jaką krzywdę mi zrobiła dając nadzieję na uczucia z jej strony nie zrobiłaby tego po raz drugi.Gdyby zależałoby jej na urwaniu kontaktu to nie wydawałaby pieniędzy na prezent dla mnie. Zrezygnowała z szansy na coś fajnego i to na dwa tygodnie przed spotkaniem... do końca mojego marnego życia będę pluł sobie w twarz za to, że zachowywałem się jak debil. Jeszcze w kwietniu mówiłem sobie, że pojadę tak czy inaczej, by spojrzeć jej w twarz i wiedzieć jak jest naprawdę, ale ona mówi mi jasno. Boi się mnie. To mnie boli najbardziej. Nigdy nie chciałem sprawić, by się mnie bała. By wzięła mnie za jednego z tych internetowych debili. Boi się mnie, boże. To brzmi strasznie. Uważa mnie za kogoś kim nie jestem.Nie będę mógł nawet zadzwonić, by życzyć jej wszystkiego najlepszego. Chciałem pozostać w jej pamięci, ale nie jako wariat, świr, nie wiadomo kto. Już na zawsze będę dla niej jakimś wariatem. Tego sobie nie mogę darować. Nie przerażało jej gdy mówiłem, że się pociąłem.Nie przerażało jej wyzwanie jakie by nas czekało, bo nie mam pracy ani wykształcenia. Czekałoby mnie mnóstwo zmian. Dał jej do myślenia fakt, że siedzę na tyłku w domu od paru lat. Nigdy nie zobaczę jej na oczy, nie będę mógł zadzwonić, a i ze znajomych na steam pewnie niedługo mnie usunie. Popsułem wszystko przez głupią zazdrość o pierdoły. Myślałem nawet, że może celowo tak się ukrywa, by wywołać u mnie zazdrość. Ale z jednej strony myślałem wtedy, że weźmie mnie za naprawdę kogoś chorego na głowę, a z drugiej, że pomyśli, że przestało mi zależeć. Już się nie dowiem, bo to co mi napisała koliduje z jej zachowaniem. Czuję się jak śmieć i w sumie tak jest. Wyobrażałem sobie, że fajna, ogarnięta dziewczyna będzie chciała czegoś więcej od kogoś bez wykształcenia, pracy.
Przepraszam za ścianę tekstu. Nie potrafię dziś tego ogarnąć. Jeśli komukolwiek będzie chciało się to czytać, bo to w kółko ten sam lament i gadanie o pierdołach.

72 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-06-25 18:47:16)

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Cześć Floki.

Przeraziłam się to co przeczytałam.

Wcale Jej się nie dziwię, że się tak zachowała.

Jeżeli jakieś osoby poznają się przez Internet i fajnie się im pisze, to powinni jak najszybciej się spotkać, żeby zweryfikować tą znajomość.

Floki nie raz myślałam  o Tobie i Twojej historii, ale nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

73

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

A ja wciąż trochę się dziwię.
K. Twierdzi, że zgodziła się na spotkanie z litości, bo bała się, że sobie coś zrobię po tym filmiku z przeprosinami. W kwietniu miała pełne prawo do tego, by mnie zmieszać z błotem i zerwać wszelki kontakt. Wysłałem jej ten filmik, pisaliśmy i ten film nic nie zdziałał. Na początku rozmowa przebiegała w sposób grzeczny, ale potem pokazała co o mnie myśli. Ryczałem jej na słuchawce przez pół godziny i to też miała w głębokim poważaniu. Po wszystkim powiedziała, że ma tego dość i jedzie do koleżanki. Skoro bała się, że sobie coś zrobię to czemu potraktowała mnie ozięble? Potem nastąpiła ta poniedziałkowa rozmowa, o której pisałem tutaj w kwietniu. Ględziłem godzinę przekonując ją. Nic z jej strony. Po paru dniach, próbując się do niej dodzwonić, udawała zajętą i tak od słowa do słowa, aż się pożarliśmy. Pytałem o to czy to tak trudno dać mi odpowiedź czy zastanawia się nad tym czy gra na zwłokę. I napisała mi wtedy to samo co wcześniej, że nic z tego. Że nie chce przenosić niczego do reala. Nie mam jej tego za złe, bo miała prawo uznać mnie za jakiegoś świra za moje zachowanie. Ale nie ma mowy o tym, by bała się o mnie i z litości się zgodziła na spotkanie. Wtedy jeszcze byłem przekonany co do tego, że ją kocham, ona mówiła, że nie poczuje tego na pstryknięcie palcami. Powiedziała, że starała się, bo szczerze mnie lubi i że nie chciała bym zrozumiał,że wysyła do mnie jakieś sygnały*1. ( i to zdanie warto zapamiętać, potem się do tego odniosę.) Potem zacząłem pisać o tych pierdołach, które rozumiałem jako sugestie. Powiedziałem, że zacząłem szukać pomocy i zrozumienia u obcych ludzi na forum. Zapytała co mi napisali, więc zlinkowałem ten temat. Powiedziałem, że mam poczucie winy, bo wyznałem rzeczy, które powierzyła mi w tajemnicy.
Powiedziała, że nie jest na mnie zła za to, ale jest jej przykro, bo może macie rację, że jest niedojrzała albo świrnięta.(Teraz dopiero widzicie kto tu jest niedojrzały)
Powiedziała, że musi ode mnie odpocząć*2 ( to kolejne zdanie, do którego się potem odniosę) i że od samego początku szarżuję jakby to była ostatnia rzecz w moim życiu. Poniekąd miała rację.
I wtedy słusznie na mnie naskoczyła, że nie wie co sobie wyobrażam. Wyrzuciła mi, że nie chcę pracować ani skończyć szkoły. Błędnie wywnioskowała z naszych wcześniejszych rozmów, że mam zamiar siedzieć na tyłku,a ona będzie mnie utrzymywać. Wytłumaczyłem jej co i jak. (Zresztą w maju gdy powiedziałem mojej matce, o mojej K. i prosiłem, by zaczęli oddawać mi moje pieniądze, które ode mnie "pożyczyli", rozmawiałem z matką o szkole. Miałem zamiar w tym roku wziąć się za coś i ewentualnie w weekendy zająć się jakąś prostą robotą, by chociaż mieć na bilety do K. Dlaczego nie poszukałem pracy jeszcze w maju?Bo pamiętam jak Pani doktor w szpitalu powiedziała, że bez ukończonej obserwacji, nie dostanę pracy. To miejsce nie należy do przyjemnych. Bałem się wrócić na obserwację, nie będąc pewnym mojej przyszłości z K.)
Pytała czemu nie poszukałem sobie pracy u siebie na miejscu. Mówiłem jej o bezmyślności moich rodziców. W bardzo dużym skrócie: Są lekkomyślni, przewalają pieniądze w kilka dni na pierdoły, reszta idzie na długi i ich papieroski. Potem jadą na pożyczkach i doją mojego brata z pensji tak jak doili mojego dziadka przez wiele lat. Ojczym nie potrafi utrzymać pracy przez rok, bo kłóci się z szefem. Wczoraj nie wyszedł do pracy, więc chyba znowu się zwolnił.
Rozmowa się uspokoiła, porozmawialiśmy i powiedziała, że proponuje przerwę na opadnięcie emocji po ostatnich dniach, a potem pomyślimy co dalej. Uznałem to za wymówkę i byłem już pogodzony ze stratą K.

Kilka dni później wywiązała się rozmowa na temat pracy. Rozmawialiśmy miło. Także o mojej rodzinie i tym, że pociągną mnie za sobą na dno. Potem delikatnie mnie podpytała o co jeszcze chodzi. Powiedziała, że jeśli nie chcę teraz o tym rozmawiać to nie ma sprawy. Odparłem, że mogę rozmawiać, ale miałem dać jej spokój na jakiś czas. Powiedziała mi, że miała na myśli słodzenie i osaczanie uczuciem, że nie chce żebym się od niej odwalił.*2 (parę dni wcześniej mówiła przecież, że musi odpocząć ode mnie.) Pociągnąłem delikatnie temat i powiedziałem, że miała także odpocząć od tego na co ją tak namawiam (spotkanie), bo jest to dla mnie związane z tematem pracy i życia w ogóle. Powiedziała, że myślała o tym ostatnio i będziemy musieli to przedyskutować za jakiś czas. Nie spodziewałem się tego, myślałem, że wcześniej szuka jedynie wymówki, bo nawet po moich przeprosinach była bardzo zimna. Powiedziała też, że narobiłem bigosu z tym gadaniem o intymnych sprawach i że o ile nadmierne słodzenie do dziewczyny, którą znam przez kabel jeszcze jest do przyjęcia to to sprawiło, że zapaliła jej się jakaś lampka ostrzegawcza. (choć nigdy nie powiedziała "stop, nie podoba mi się to" Raz chciałem wiedzieć zbyt wiele i powiedziała mi o tym, ale wtedy faktycznie przesadzałem, potem dalej gadaliśmy o sprośnościach. Pytałem czy nie przesadzam i twierdziła, że jest ok.) Powiedziała, że myśli, że po prostu bardzo się zagalopowałem i nie może mieć o to do mnie żalu. Że to było niepotrzebne. Nawet moje wyznanie w lutym, bo gdyby sprawy leciały we własnym tempie to prędzej czy później i tak byśmy się spotkali. Potem dodała "Wiesz o co mi chodzi? Myślę, że źle się za to zabrałeś, ale nie można cofnąć czasu, więc puszczam to w niepamięć.Po prostu bądź sobą, a wszystko będzie dobrze, a spotkamy się gdy będziemy gotowi."  Jak inaczej można to zrozumieć, szczególnie to "źle się za to zabrałeś"? Dla mnie po tym stało się jasne, że chciała bliższej znajomości od początku.(Dziś przypominam sobie jak po odzyskaniu internetu w grudniu, K. mówiła mi coś tym, że przegląda swoje pliki txt, które ponazywała byle jak. Nie wiedziałem do końca o co chodzi. Potem wkleiła mi naszą rozmowę sprzed roku i szybciutko się pożegnała i poszła spać*1. Dało mi to do zrozumienia jasno, że naprawdę myślała o mnie, a znajomy, któremu się niedawno zwierzyłem jedynie potwierdził, że K. codziennie pytała czy ktoś mnie "widział") W trakcie tej rozmowy nie prosiłem jej o spotkanie, o podawanie żadnych dat ani miejsc. Przeprosiłem ją za te zdjęcia i powiedziała, że mi wybacza.

Cieszyłem się, choć z drugiej strony nie dowierzałem, że nadal myśli o spotkaniu. Było wtedy dobrze między nami. Rozmawialiśmy codziennie. I nagle mnie zaskoczyła tym, że powiedziała swojej mamie o mnie i zapytała co ona o tym sądzi bym przyjechał. Myślałem, że opierniczy K. za zaproszenie gościa z internetu. Jej mama bardziej zdziwiona była tym, że warszawiak ma przyjechać na śląsk. K. powiedziała, że jej mama zrobiła taką minę gdy nie wie co powiedzieć/myśleć. A potem znowu wali mi prosto z mostu, pełna entuzjazmu. "Zastanawiam się czy nie chciałbyś przyjechać do mnie 19 maja na premierę wiedźmina" I potem zaczęła się ze mną droczyć. Już pisałem o tym wczoraj. Jakiś czas później zapytałem czy mówiła poważnie o tym 19 maja. Odpisała, że nie wie czy chce żebyśmy się spotkali teraz, już w maju, ale chce żebym do niej przyjechał. Jak już mówiłem, z jej entuzjazmem i naszymi rozmowami było różnie w maju. Kwietniowy wybryk mi wybaczyła i do mojego pokazu zazdrości sprzed kilku dni nie dałem jej ani jednego powodu, by uznała mnie za kogoś kto ma coś nie tak z głową. Potem pytałem parę razy o to spotkanie. Raz zacząłem wiercić dziurę w brzuchu, bo powiedziała, że nie gadała ponownie z mamą i nie chce teraz o tym gadać. Było późno w nocy, miała za sobą cały dzień chodzenia i nawet w domu przez 4 godziny była zajęta. Miała prawo się zdenerwować. Jak już wspominałem, jestem upierdliwym człowiekiem i doszukuję się dziury w całym. W domu traktują mnie jak głupka nie dając jasnej odpowiedzi, kręcąc. Przywykłem do takiego traktowania i w domu zawsze mnie to irytowało i zaczynałem wypytywać. Jak słyszałem "nie interesuj się" to trafiał mnie szlag.Gdy wiedziałem, że jest coś nie tak, widziałem, że matka coś kręci i nie jest ze mną szczera. Dlatego czasem myślałem, że coś się dzieje niedobrego między mną, a K.

W kwietniu napisała, że nie chciała bym myślał, że wysyła do mnie jakieś sygnały. Mądra dziewczyna, wiedziała jak bardzo zabolało mnie to gdy powiedziała, że nie ma dla mnie uczuć. Niedawno jeszcze w tym miesiącu, nazwała mnie "miśkiem".*1 Czy mądra dziewczyna, która wie jak bardzo się zawiodłem, nazwałaby mnie tak po tym wszystkim? Chyba zdawała sobie sprawę, że potraktuję to jako sygnał, wiedząc jakimi pierdołami wcześniej utwierdzałem się w przekonaniu, że chce więcej z tej znajomości. (nadal uważam, że mam rację, a jedynie przeraziłem ją tym kwietniowym wybrykiem) Na przełomie maja i czerwca pytałem o to spotkanie, ale bez bycia natrętnym, bez napadania na nią,bez jakichś negatywnych emocji. Byłem grzeczny, bo to  ja miałem być u niej gościem.
Ostatnim razem chyba parę tygodni temu gdy wyjeżdżała na weekend i mieliśmy pogadać w poniedziałek. Parę dni później sama z siebie zapytała na ile dni chcę przyjechać. Zapytałem przed "dobranocką" czy naprawdę zależy jej na tym, by się w końcu poznać osobiście czy chce jedynie odbębnić spotkanie, by mieć mnie w końcu z głowy. Odpowiedziała cytuję "A co mi da takie odbębnienie?;]" 15 czerwca podała mi datę kiedy najwcześniej będziemy mogli się spotkać. A ja upierdliwiec dalej wierciłem dziurę w brzuchu. Zapytałem czy niezależnie od tego co będzie potem, zależy jej na tym spotkaniu czy robi to po to, by się ode mnie uwolnić. Napisała dokładnie" Chcę się z Tobą zobaczyć". Jak widać nie wystarczy powiedzieć do mnie raz. Potem napisała o tym, że mnie unikała i sama nie wie do końca dlaczego. Powiedziała, że być może dlatego, że nadal nie sądzi, że to wypali, ale w końcu pomyślała, że się tego nie dowie dopóki się nie zobaczymy.Że dopiero wtedy będzie wiedzieć. W tej samej wiadomości napisała mi ponownie o swoich obawach przed odrzuceniem, że boi się, że mi się nie spodoba taką jaką jest i narobimy sobie tylko przykrości. Że jest gruba i nie wyobraża sobie jak ktoś może to zaakceptować. Po tym stało się dla mnie jasne. Boi się odrzucenia ze względu na wygląd jak diabli. Bo co innego można wywnioskować z tej wiadomości? Ja debil dalej wierciłem, bo oczekiwałem gruszek na wierzbie. Pytałem czy niepotrzebnie robię sobie nadzieję na coś poważniejszego. ( tu znowu pokaz mojej niedojrzałości) Powiedziała, że skąd może to wiedzieć skoro nigdy nie widziała mnie na oczy, spotkamy się i będziemy wiedzieli co dalej. Pamiętam, że pisałem, jej jak debil, że nie mam jeszcze pieniędzy od rodziców...Potem pożyczyłem od brata, tak by wystarczyło. Powiedziałem jej o tym przy najbliższej rozmowie.

Potem było to co pisałem o tym jak mi odbiła palma na kilka dni z tym sprawdzaniem jej profili. Pisałem ze znajomym, który też był w podobnej relacji tylko, że oni w końcu się spotkali. Tak sobie myśleliśmy, że może K. unika mnie, znika offline spędzając czas z innym, by wywołać u mnie zazdrość, pamiętając jak jeszcze w kwietniu droczyła się ze mną gdy gadaliśmy o 19 maja. W końcu od tamtej pory nie dałem jej zbyt wielu ciepłych słów i mogła pomyśleć, że przestało mi zależeć. W końcu jak zadzwoniłem to odebrała z przejęciem, myślała, że to coś poważnego. Powiedziałem jej o tym, że boję się, że nadal mnie unika przez to znikanie offline i poświęcanie czasu innemu. Powiedziałem wprost, że poczułem się zastąpiony i o tym, że widziałem, że siedzi po nocach i jestem zazdrosny.
Wiedziała ode mnie, że wchodziłem na te jej profile. Odetchnęła z ulgą, że chodzi mi o to, a nie o coś poważniejszego. No i tak jak pisałem wczoraj, gadaliśmy przez 1,5h, było tak jak zawsze, wesoło.
Potem w sobotę na nią naskoczyłem jak idiota, bo znowu ubzdurałem sobie, że mnie unika. W niedziele powiedziała mi, że jest zła i żebym jej nie ruszał tego dnia. Zadzwoniłem w poniedziałek rano na komórkę. Było mi wstyd, że ona tyle robi dobrego, zaprasza mnie do siebie, jest wyrozumiała, a ja dalej odwalam. Przeprosiłem, ona zareagowała tak jakby nic się nie stało, jakbym robił z igły widły. Coś tam jeszcze pogadaliśmy i powiedziała, że odezwie się później. Mówiłem, że to dało pozytywnego kopa, taki zastrzyk szczęścia. Potem zagadała, popisaliśmy i powiedziałem, że wieczorem zadzwonię.

I to była nasza ostatnia rozmowa głosowa. Zadzwoniłem, było super jak zwykle. Gadaliśmy o pierdołach, był śmiech. Pytała czym chcę jechać, czy mam już bilety, czy mówiłem rodzicom. Sama z siebie wspomniała o tej rozmowie przed kamerkami. Nie wypytywałem o jej plany na jutro ani nic. Sama z siebie powiedziała, że jedzie do koleżanki. Gadaliśmy o tym, że będzie musiała mnie odebrać z dworca,  ciągle mieliśmy o czym gadać i byliśmy ucieszeni. Aż nie pamiętam w jaki sposób doszliśmy do tego, że zapytała kiedy ostatnim razem wyszedłem z domu. Odpowiedziałem bez wahania, szczerze. Zresztą pisałem jej o tym w grudniu. Jestem przekonany, że napisałem coś w stylu "wyszedłem DOSŁOWNIE DWA razy" Coś poczułem, że się speszyła i miała inny głos. Było chyba jeszcze coś z jej strony, że to strasznie długo czy coś, nie pamiętam. Zestresowałem się, bo nie wiedziałem czemu tak się speszyła zwłaszcza, że jej o tym pisałem dawno temu.
Potem udała, że gra się jej scrashowała, pomilczała i powiedziała "ja się rozłączam, cześć" wypowiedziane chłodno.
Następnego dnia pisała, że nie wie co ma myśleć o tym, że nie wyszedłem od tak długiego czasu z domu. Powiedziała także, że niczego mi nie odbiera, że nie powiedziała, żebym nie przyjeżdżał i chce żebym znikł. Że niczego nie odwołuje i żebyśmy dali temu spokój. Podejrzewałem, że ma mnie za kogoś z żółtymi papierami, więc powiedziałem, że pokaże jej mój wypis po 3 dniach obserwacji. Powiedziałem matce, że potrzebuję tego papierka. Potrafi przekładać ważne rzeczy i potem nie wie co gdzie jest. Matka szukała u siebie, ja przetrząsnąłem mój pokój. u mnie tego nie było, matka także nie znalazła, bo ma bajzel w papierach.

I zastanawiam się nad czymś. Od samego początku znała mój życiorys. W lutym dała nam szansę, mówiąc, że ona myśli o mnie podobnie i że zależy jej na mnie. Że boi się, że przez swoją głupotę to popsuje i mnie zawiedzie. Nie zniechęcił jej fakt, że byłem w szpitalu przez 3 dni po moim "przedstawieniu" z udziałem policji. Nie przerażało ją to, że groziłem samobójstwem przystawiając sobie nóż do szyi. (Robiłem to, by w końcu ktoś zaczął mnie zauważać w tym domu) Nawet to jak się zachowałem w kwietniu. Nie robiła problemu z tego mojego naskoku na nią w sobotę. Nawet z tego jak jej powiedziałem, że zacząłem być podejrzliwy i zazdrosny.(powiedziałem o tym na dzień dobry, potem przez 1,5 godziny rozmawiało nam się świetnie jak zawsze.) Nie przerażał jej fakt, że jestem biedakiem  bez szkoły i pracy. Wiedziała, że mam problemy i nie przerosło jej wyzwanie jakim byłaby jakaś bliższa relacja ze mną. Wiedziała, że jeśli będzie chciała to kontynuować, to czeka mnie mnóstwo zmian.
Akceptowała mnie takim jakim jestem. Sama zresztą parę dni przed tym mówiła o strachu, że ją odrzucę.
Wiedziała o mnie wszystko. Brała mnie takiego jakim jestem i zdecydowała się poznać osobiście. I nic z tego co wymieniłem nie stanowiło problemu dopóki nie zapytała o to kiedy wyszedłem ostatni raz z domu.
Tak, wiem. "normalni" ludzie wychodzą z domu. Co takiego zmienił ten fakt? Tym bardziej, że mówiłem jej o tym. Przez tyle lat zanim ją poznałem liczyłem, że serce samo z siebie mi pierdnie i umrę.
Nawet mój wujek, który jest dla mnie autorytetem proponował mi przeprowadzkę do niego pod warunkiem, że wrócę do szkoły. Wyciągał mnie na wycieczki w góry, na kajaki, nad morze, a ja odmawiałem. Nie chciałem ruszyć tyłka nawet dla mojego wujka. Teraz pojawiła się K. Wydawało mi się, że ją kocham, ale przez internet to chyba niemożliwe. Pierwszy raz poczułem coś takiego. Nawet w lutym wyznając jej uczucie, nie mówiłem dosadnie o miłości. Wydawało mi się to dziwne i unikałem tego słowa.
Dziś nadal mi na niej zależy. Przez moje osaczenie uczuciem i nadmiernym słodzeniem uznała, że jestem nieszczery. Patrząc przez pryzmat jej kompleksów, bo jak sama mówi "otyłości nie powinno się komplementować" i "jestem gruba, nie wiem jak ktoś może to zaakceptować" uznała, że jestem zdesperowany, by wyrwać się z domu za wszelką cenę.
Myśli pewnie, że skoro jest gruba, a ja mam niefajnie w domu i brak perspektyw na życie, chcę ją sobie wykorzystać, by wieść wygodne życie. Czego bym jej nie napisał to i tak wszystko można obrócić przeciw mnie. Dotarło do niej, że nie wychodziłem z domu, w nocy wzięła fakty z mojego życia i złożyła w niewłaściwą całość. Wyszło jej, że jestem desperatem gotowym oszukiwać ją, wmawiać, że mi się podoba, by mieć dobrze w domciu. Przecież tak NIE jest.

Zawsze byłem z nią szczery. Co gdybym wtedy skłamał i powiedział, że wychodzę sobie kilka razy w miesiącu, by pospacerować przez 20 minut?
Wtedy nie byłoby najmniejszego problemu. Twierdzi, że myślała, że wychodzę z domu raz na jakiś czas. Znając mój życiorys było w porządku, by się ze mną spotkać. Nawet po tych moich naskokach zazdrości. Było w porządku, bo według niej ruszałem się z domu. Co to zmienia? Nie dostrzega, że chcę w końcu zmiany, bo jestem nią naprawdę zainteresowany?Nie widzi, że zależy mi na niej? Miałem możliwość przeprowadzki do wujka i normalnego życia w normalnym domu. Szansę na zdobycie wykształcenia. Nie skorzystałem, bo nie widziałem sensu. A teraz widzę sens. Będąc świadomym, że na miejscu czeka mnie niewiadoma. Że w tej chwili nie ma tutaj żadnych uczuć z jej strony. Że jedynie zależy nam na sobie, bo inaczej chyba nie pisałaby mi o strachu przed odrzuceniem, prawda?
Już w kwietniu, po tym moim filmiku, mówiłem jej, że nie robię sobie nadziei, ale warto się spotkać, by mieć pewność. Odmówiła definitywnie i pogodziłem się z tym, żeby potem znowu dać mi nadzieję. Gdybym ją oszukał, dziś rozmawiałbym z nią. Za 10 dni pakowałbym się i czekał na pociąg. W końcu byśmy się spotkali i wiedziałaby, że zawsze byłem z nią szczery. Jasne, spierniczyłem tą moją zazdrością, ale to trwało krótką chwilę i było spowodowane jej unikaniem mnie. Nie było z tym problemu dopóki była przekonana, że ruszam się z domu raz na jakiś czas.
Uznała mnie za kogoś kim nie jestem i nigdy nie byłem. Sam fakt, że napisała mi, że zaczęła się mnie bać, przeraża mnie. Nie bała się moich "krzyków" o pomoc, nic nie robiła sobie z mojej chwilowej zazdrości, bo wg. niej wychodziłem z domu. Niech nie wmawia mi głupot, że bała się, że coś sobie zrobię, bo byłem pogodzony z tym, że już nic z tego nie będzie. Nie dawałem jej żadnych oznak, że jest mi źle. A mimo to sama z siebie dała mi znowu nadzieję. Nie jestem w stanie się z tym pogodzić, że przez moje siedzenie na tyłku odebrała nam tę szansę. Przez ten fakt zaczęła sobie składać do kupy niewłaściwy obraz na mój temat. Boi się mnie i to mnie dobija. Nie mogę się do niej nawet odezwać. Nie mogę zrobić nic, bo to tylko pogorszy sprawę i będzie bała się bardziej. Po otrzymaniu od niej tej wiadomości, zacząłem znowu roztrząsać po co to wszystko robiła. Nie potrafiła się nawet skonfrontować. Nic nie odpisała, milczała lub mówiła, że ma już dość.

Przez to jak próbowałem z nią porozmawiać tylko bardziej się pogrążałem, bo czego bym nie powiedział to wszystko działało przeciw mnie. Zadzwoniłem do niej, nie odebrała wtedy. Powiedziałem, że będzie to spokojna rozmowa, bo ja już nie płaczę. "Ty nie, ale ja tak"
Jeśli naprawdę płakała to chyba coś znaczy prawda? Nie płacze się po kimś na kim nie zależy. Przejechała się na tej znajomości dwa razy. A przynajmniej tak sądzi. W kwietniu miała pełne prawo, by uznać mnie za dziwaka i się ode mnie odciąć, ale nie zrobiła tego, wręcz przeciwnie. Ponownie mi zaufała i już się powtarzam, ale nawet moja zazdrość była w porządku i nie przeszkadzała jej w tym, by rozmawiać o spotkaniu i śmiać się z różnych rzeczy. Pod koniec naszej ostatniej rozmowy, pisała do mnie jak do chorego na głowę. "Nic od Ciebie nie chcę. Niczego od Ciebie nie wymagam", "zachowaj go(prezent)". Niczego nie mogę z tym zrobić. Jestem bezradny. Jeśli spróbuję się odezwać to tylko ją utwierdzę w jej błędnym przekonaniu o mnie. Boi się mnie. Zależy mi na niej, a nie mogę nic. Ufała mi, a teraz ma mnie za świra. Nie chcę jej niepokoić, ale ona uważa mnie za wariata. Jestem w kropce. I to za bycie szczerym.

74

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Szczerze, ja bym się też Ciebie bała.

Chłopie wyjdź na ten spacer o nic innego Cię nie proszę, tylko, żebyś wyszedł na spacer.

75

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Wiem jak to wygląda. Nie jestem żadnym niebezpiecznym świrem. Bo szczerze, ktoś kto ma jakieś nieczyste intencje wobec innej osoby, wylewałby swoje żale na publicznym forum?
Zresztą z własnej nieprzymuszonej woli sam podałem jej moje dane. Zapytała o nazwisko, dostała. Pokazała mi swoje zdjęcie, dostała ode mnie. Dałem jej mój adres i następnego dnia wzbraniałem się, by dawała mi swój. Pokazałem jej nawet na google maps mój blok. Było mi po prostu głupio, że ja przez rok znałem jej nazwisko, widziałem jej zdjęcie na miniaturce, a ona wiedziała jedynie jak mam na imię i z jakiego jestem miasta. Napisałem o tym wszystkim, bo jeszcze w kwietniu denerwowały mnie insynuacje na jej temat, a mi było wstyd przyznać się co zrobiłem wtedy. Żarło mnie sumienie. Zachowałem się jak wariat i tak zostałem potraktowany. Już nic z tym nie zrobię. Od naszej ostatniej rozmowy nie napisałem ani słowa i nie mam zamiaru się do niej odzywać. Nie chcę, by bała się bardziej. Straciłem jej zaufanie i stałem się w jej oczach chorym psycholem. Źle mi z tym dlatego piszę tutaj. Może wyjdę, może nie. Nie wiem. Nie mam na nic ochoty.

76

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

I zamierzasz już do końca życia siedzieć w domu?

Rozumiem przykre odczucia związane z K., ale ja tutaj widzę duuuuużo większy problem.
Nikt Ci nie zapełni życia, musisz to zrobić sam.

77

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź
Floki napisał/a:

Wiem jak to wygląda. Nie jestem żadnym niebezpiecznym świrem. Bo szczerze, ktoś kto ma jakieś nieczyste intencje wobec innej osoby, wylewałby swoje żale na publicznym forum?
Zresztą z własnej nieprzymuszonej woli sam podałem jej moje dane. Zapytała o nazwisko, dostała. Pokazała mi swoje zdjęcie, dostała ode mnie. Dałem jej mój adres i następnego dnia wzbraniałem się, by dawała mi swój. Pokazałem jej nawet na google maps mój blok. Było mi po prostu głupio, że ja przez rok znałem jej nazwisko, widziałem jej zdjęcie na miniaturce, a ona wiedziała jedynie jak mam na imię i z jakiego jestem miasta. Napisałem o tym wszystkim, bo jeszcze w kwietniu denerwowały mnie insynuacje na jej temat, a mi było wstyd przyznać się co zrobiłem wtedy. Żarło mnie sumienie. Zachowałem się jak wariat i tak zostałem potraktowany. Już nic z tym nie zrobię. Od naszej ostatniej rozmowy nie napisałem ani słowa i nie mam zamiaru się do niej odzywać. Nie chcę, by bała się bardziej. Straciłem jej zaufanie i stałem się w jej oczach chorym psycholem. Źle mi z tym dlatego piszę tutaj. Może wyjdę, może nie. Nie wiem. Nie mam na nic ochoty.

Mi nie "robisz łaski", czy  wyjdziesz czy nie wyjdziesz. To nie mi robisz krzywdę tylko sobie.
Ja nie chcę Ci pisać "wyjdź do ludzi" bo sama nie uznaje takiej ingerencji w czyjeś życie, ale na litość Boską wyjdź na spacer.

78 Ostatnio edytowany przez Floki (2015-06-26 20:36:01)

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Tak, wiem o tym.
Chcę jeszcze o czymś powiedzieć. Nie po to, by się wybielić czy zostać poklepanym po plecach.
Jakiś czas temu pewien użytkownik na tym forum opisał swoją internetową relację. Pisał, że celowo odpychał swoją "drugą połówkę". W pełni go rozumiałem. Mi naprawdę zależało na K, ale przez moje wahania nastroju sprawiałem jej przykrość nie raz. Czasami na złość mówiłem coś czego nie myślę odnośnie np muzyki, której słucha. Celowo zrzędziłem jak stary dziad, by ją do siebie zrazić.
Chciałem się z nią spotkać, ale nie wiedziałem jak to będzie. Straciłem tyle lat na własne życzenie, nie mając kontaktu z normalnymi ludźmi. (Przy moim ojczymie to ja jestem święty) Chciałem się z nią zobaczyć i liczyłem, że coś z tego wyjdzie. Z drugiej strony bałem się, że jeśli zacznie jej naprawdę zależeć to ja to wszystko zniszczę. Czasami zachowuję się paskudnie. Ona była wiecznie wyrozumiała dla mnie. Czasem wręcz denerwowało mnie to, że robi jedynie "nibyfoszka" zamiast mi porządnie przygadać. Parę razy zachowałem się jak zwykła, niewdzięczna menda za przeproszeniem. Nie ubliżyłem jej nigdy, ale potrafiłem być wieprzem. Chciałem kontaktu z nią z drugiej strony byłem czasami dla niej przykry, bo uważałem, że jestem przy niej nikim. Uważałem, że nie dorównuję jej w niczym. Marzyłem, by się z nią spotkać, ale nie wyobrażałem sobie jak wypadnę w oczach jej matki. Bo kim jestem? Brak wykształcenia, brak pracy, co miałbym do zaoferowania jej córce? Oczywiście od siedzenia w domu samo nic się nie zrobi. Nie użalam się nad sobą tylko stwierdzam fakt. Wstydziłem się tego trzydniowego pobytu w szpitalu, choć jedynie chciałem zwrócić na siebie uwagę. K. to rozumiała, ale bałem się jak zareaguje jej mama. Nie dość, że tak naprawdę nic nie wniósłbym konkretnego, to jeszcze mogłaby pomyśleć, że jestem szurnięty skoro tam byłem. Mój biologiczny tatuś, którego na oczy nie widziałem miał autentycznie żółte papiery i leczył się. Bił matkę, pił i zdradzał. Mój młodszy brat był naprawdę faworyzowany przez całe życie.

Czemu o tym mówię? Bo gdy byliśmy mali, jemu było lepiej gdy dostawał rower, ja nie dostawałem nic. On mógł nocować u babki, a mnie tam nie chciano, bo "nie jestem jej wnuczkiem". Byłem zazdrosny, bo byłem traktowany o wiele gorzej. Pamiętam jak mój młodszy brat, gdy byliśmy mali, zaczął wyzywać kuzyna mojego kumpla. Mój brat dostał od niego raz czy dwa po łapach. Brat pobiegł z płaczem do ojczyma, a ja dostałem karę na spotykanie się z moim jedynym kumplem z podwórka. Gdy ryczałem z tego powodu, to rodzice mówili mi, że jestem chory jak "tatuś" i mnie do niego odeślą. Wmawiali mi całe życie, że się w niego wdałem. Skoro tak mówili to zacząłem się zachowywać, jak debil. To zaczęło się w gimnazjum właśnie. Potłukłem parę rzeczy w domu. Wydzierałem ryj, kłóciłem się. Raz dostałem w tyłek za to, że solidarnie z klasą uciekłem z jednej lekcji. Nie miałem wzoru do naśladowania, za to wiedziałem jaki być nie chcę. Wiedziałem, że nigdy nie podniosę na nikogo ręki i nie będę pił. To mi przynajmniej wyszło. W życiu nie miałem nawet papierosa w buzi. Nie piszę tego, by się usprawiedliwić czy żeby mnie klepano po plecach. Wmawiano mi, że jestem jak "tatuś" i zacząłem w to wierzyć. Tylko dlatego, że się wydzierałem w domu jak już nie wytrzymywałem nerwowej atmosfery. Nigdy nie zrobiłem nikomu krzywy, a jednak miałem gdzieś tam w głowie taką myśl, że może naprawdę się w niego wdałem i będę takim samym złamasem w dorosłym życiu. Sprawiałem przykrość mojej K. Uważałem, że nie zasługuję na to, by ją poznać osobiście, choć bardzo tego chciałem. Z jednej strony dostawałem skrzydeł przy niej, z drugiej zaś obawiałem się, że nie podołam wyzwaniu jeśli dojdzie do czegoś poważniejszego. Cieszyłem się, że ustaliliśmy już termin, ale zwlekałem z rezerwacją biletów. Chciałem jechać, ale bałem się, że zwyczajnie nie sprostam.

Co do tych zdjęć z kwietnia... to co pisałem to prawda. Niby się droczyła i poczułem się chciany, ale potem powiedziała jasno, że ich nie chce. Zrobiłem je wbrew sobie. Ona ich nie chciała i ja nie chciałem ich zrobić. Dlaczego je zrobiłem? Bo wiedziałem, że to ją zniechęci do mnie. Świadomie ją zraniłem, bo myślałem, że w ten sposób ją ochronię przed moim ciężkim charakterem. Byłem przekonany, że zmarnuje sobie życie ze mną. Bałem się, że nawet jeśli nam wypali to zacznę ciągnąć ją na dno moimi problemami. Nie piszę tego, by usprawiedliwić moje zachowanie, bo nie ma usprawiedliwienia dla ranienia bliskich. Ona szuka pracy, wróci na studia, a ja byłbym przy niej uczniem klasy pierwszej w szkole zawodowej i pracowałbym za najniższą krajową, więc nawet nie wiem czy byłbym w stanie zapewnić jej cokolwiek. Nie chciałem, by się wstydziła, że jej (ewentualny) chłopak dopiero zaczyna szkołę i pracuje za marne grosze gdy jej znajomi mają studia, a inni pracują w takich miejscach gdzie można nazwać to zabawą, za którą jeszcze płacą. Tchórzę po raz kolejny w życiu, ale tym razem to dotyczy już nie tylko mnie, ale też osoby, na której bardzo mi zależy. Wolę nie ryzykować jej szczęścia, by marnowała się na kogoś kto jest tak rozchwiany emocjonalnie. Niech żyje w spokoju i niech ma się dobrze. Jeszcze raz zaznaczam, że nie mam na celu wyciskania łez, klepania po plecach itp. Po prostu chcę to z siebie wyrzucić.
@Krejzolka82
To w żadnym wypadku nie miało zabrzmieć jak robienie łaski czy coś. Po prostu nie mam w tej chwili ochoty. Przepraszam jeśli tak to odebrałaś.

79

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Dobrze, że o tym piszesz, mam nadzieję, że to pisanie tutaj Ci pomaga.

Floki musisz koniecznie wybrać się do psychoterapeuty, Ty sam z tego nie wyjdziesz.

80

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Floki sledzę Twój wątek i powiem Ci  jedno. Nie istotne kim jest Twój ojciec, czy faktycznie mial zolte papiery i jakie wzorce wyniosles z domu rodzinnego. Istotne jaki Ty jesteś ...a czytając Ciebie widzę młodego wrażliwego i tak naprawdę mądrego chłopaka który po prostu bardzo się pogubil emocjonalnie  i który potrzebuje pomocy by zobaczyć siebie we wlasciwym świetle jako wartościowego człowieka który może bardzo wiele osiągnąć mimo zmarnowanych lat i dlugotrwalej izolacji. Ty wiesz o tym ze to co się działo w Twoim życiu było niewłaściwe i szkodzilo Ci a to juz jest połowa sukcesu na drodze do poukładania Twojego zycia i Twoich uczuć. Błagam Cię Floki daj sobie szansę i nie przekreslaj sam siebie.

81

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Wrzuciłem ulubioną płytę na odtwarzacz i ruszyłem cztery litery na godzinę. Nie to żeby było to jakieś niesamowite przeżycie, bo nie bałem się wyjść. Po prostu wcześniej nie widziałem sensu, nadal nie widzę, ale przynajmniej czuję, że żyję, bo kopyta bolą. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej, bo mógłbym parę dni temu z czystym sumieniem powiedzieć o tym K. i pewnie inaczej by się to wszystko potoczyło. Zachowywałem się jak wieprz, celowo ją odrzucałem, a potem byłem przesadnie zazdrosny, bo myślałem, że ktoś wskoczył na moje miejsce. Sam sobie strzeliłem w stopę, ale co zrobić. K. miała pozytywny wpływ na mnie. Mówiłem, że przestałem się denerwować na baranów w internecie, przestałem czuć potrzebę wydarcia się gdy sytuacja w domu była nieznośna. Samo się rozchodziło po kościach. Myślałem sobie wtedy co pomyślałaby o mnie K. gdyby zobaczyła mnie w takim stanie. Jeszcze w lutym zacząłem sobie ćwiczyć, tak po prostu. Nie po to, by wyrzeźbić się na greckiego boga tylko dla siebie, by nie mieć kondycji emeryta od siedzenia w domu. Motywowałem się osobą K. choć ona nigdy nie mówiła ani nawet nie sugerowała bym zaczął to robić. Jej głos śnił mi się przez tamten rok braku kontaktu, a ona sama śni mi się do dziś. Nawet dzisiejszej nocy śniło mi się nasze spotkanie, do którego już nie dojdzie. Żałuję mojego zachowania bardziej niż wtedy gdy rzuciłem szkołę.
@feniks35
K. napisała mi kiedyś coś bardzo podobnego i gdyby dziś zobaczyła ten temat to pewnie pomyślałaby, że sobie owinąłem Was wokół palca, biorąc na ckliwą historyjkę.

82

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Nawet nie wiesz, jak cholernie się cieszę, że wyszedłeś z domu!!!

Napiszę od siebie, "nie owinąłeś mnie sobie wokół palca"  poprzez ckliwą historyjkę!

Może "małymi kroczkami" coś jednak zmienisz u siebie.

Za jakiś czas coś Ci napiszę, jeżeli chodzi o te "kroczki" smile

83

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Ja tez nie czuję  się owinięta bo stara ze mnie baba i juz mnie ciężko wzruszyc wink ... poprostu widzę i czuje ze marnuje się fajny człowiek. Floki a może spróbuj na to spojrzeć inaczej..K.miała się pojawić w Twoim życiu właśnie po to by dac Ci kopa do poczynienia zmian. Dzięki niej narodziły się w Twojej głowie plany, marzenia  i chęć życia. Teraz pora to wykorzystać bo jeśli usiadziesz znowu  jak to sam okreslasz "na tyłku w domu" to wtedy dopiero będzie można powiedzieć ze zmarnowales tą znajomosc. Nic nie dzieje się bez przyczyny Floki. To jest dopiero początek Twej drogi nie jej koniec ..uwierz mi smile

84

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Floki wyślij mi na maila swój nick steam jeżeli chcesz pogadać. Postaram się coś doradzić.

85

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

@Pola24
Masz zablokowaną możliwość wysyłania wiadomości. Nie potrafię pogodzić się z tym, że znowu to popsułem, ale tym razem na dobre. O ile w kwietniu postąpiłem celowo, bo uznałem, że tak będzie dla niej lepiej to teraz nie miałem zamiaru z niej rezygnować mimo ogromnego strachu przed tym jak to będzie. Znowu się powtarzam jak zacięta płyta, ale potwornie ciąży mi fakt, że stało się jak się stało przez moje durne zachowanie. Nie jestem w stanie znieść faktu, że doprowadziłem do tego, że teraz się mnie boi i jedyną rozsądną rzeczą, którą mogę zrobić to dać jej spokój. To mnie dobija. Już nawet moja matka pytała czy w końcu jadę do K. czy nie. Jak powiedziałem co się wydarzyło w ostatnich tygodniach między nami to próbowała wyciągnąć ode mnie numer do K., ale nie dałem.Próbowała mnie przekonać tym, że baba z babą zawsze się dogada, ale nic z tego.  Nie chciałem żeby załatwiała za mnie moje sprawy. Zresztą gdyby dowiedziała się od K. jak obrzydliwie zachowałem się w kwietniu to chyba bym z pokoju nie wychodził ze wstydu. Nie powiedziałem nigdy K. dlaczego naprawdę wtedy tak postąpiłem.

86

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Już włączyłam. Spróbuj teraz.

87

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

niezła historia ... ja przez 7 lat kochałam gościa przez internet nadal coś do niego czuje ale na szczęście poznałam kogoś z kim jestem szczęśliwa mimo że ma trochę wad

88

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Mam pytanie,moze coś przeoczyłam czy Ty ją widziałeś np,na Skype?czy tylko zdjęcia?

89

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Nie dziwię się, bo bardzo chaotycznie to napisałem. Widziałem ją jedynie na wielu zdjęciach i słyszeliśmy się w trakcie wielu długich rozmów. Mieliśmy w końcu usiąść przed kamerkami i sobie pogadać, ale do tego już nie doszło. Po moim kwietniowym zachowaniu głupio było mi nawet pytać o rozmowę na voice chacie, więc rozmowę przed kamerkami zaproponowałem dopiero po tym jak ona podała mi datę spotkania.

90

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Skoro odległość była duża więc już na początku nie powinieneś był tego kontynuować! Poza tym niestety ale jest spora grupa dziewczyn które chcą tylko pisać i nic więcej. Nawet powiedzą ze ciebie lubią ale kontakt bezpośredni sprawia że odwracają całkowicie tą opinię i już ciebie nie lubią. Dla takich dziewczyn spotkanie jest od razu związkiem a one się boją związków. Jeśli dziewczyna kategorycznie odmawia spotkań po dwóch miesiącach, nie należy się angażować, bo to się źle skończy. Ona się powinna leczyć a ty nie powinieneś szukać dziewczyn daleko, tylko w tym samym mieście. Prawdopodobnie wyjście do klubu i potańczenie z kimkolwiek byłoby dla ciebie dobre.

91

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Ta odległość to kwestia paru godzin pociągiem, tak sądzę. Słyszałem o takiej specyficznej grupie dziewczyn, nawet dopuszczałem taką możliwość, że K. należy do nich i wykorzystała to co powiedziała jako pretekst, ale z drugiej strony wiem ile piwa nawarzyłem. W naszym przypadku było tak, że to ona coś tam sugerowała, że przyjedzie do mojego miasta jeśli znowu będzie odbywać się pewna impreza kulturowa. Potem jak już wiedziała, że stała się dla mnie kimś ważniejszym, wspominała parę razy o spotkaniu bez żadnych konkretów i w kwietniu już po tych obrzydliwych zdjęciach, sama zaczęła skakać wokół mnie i cała uradowana zapytała wprost co bym powiedział na przyjazd w maju. W czerwcu w końcu zapytała mnie o konkretną liczbę dni, by parę dni później oznajmić mi najbliższy możliwy termin. Byłem nieco wycofany w takim sensie, że nie pisałem jej o tym bez przerwy, że się cieszę, by nie czuła jakiejś presji z mojej strony. Co do szukania dziewczyn to nigdy nikogo nie szukałem zwłaszcza przez internet. Nigdy nie rejestrowałem się na portalach randkowych, ani nie zagadywałem do nikogo, by sobie poflirtować. Wiele razy znajome z gier, czy to rówieśniczki czy nieco starsze, "słodko pierdziały" do mnie, często waląc sprośne teksty i doskonale wiedziałem, że to tylko żarty. Nie wkręcałem sobie niczego w stylu "ojej, powiedziała do mnie kotku. To już miłość!123". Mówię o tym, bo po tym co napisałem, można by pomyśleć, że jestem  dziwakiem, który wyobraża sobie nie wiadomo co. W przypadku K. było trochę inaczej. Zaczęła się otwierać przede mną, spędzaliśmy wiele dni na rozmowach więc siłą rzeczy poznałem ją do pewnego stopnia. Ona nadal wiele dla mnie znaczy i już zawsze będę żałował, że wszystko popsułem. Już wszyscy mi mówią, że to nie jedyna fajna dziewczyna na tym świecie i ja o tym wiem, ale każdy jest wyjątkowy i drugiej takiej samej osoby już nie ma.

92 Ostatnio edytowany przez Floki (2015-08-18 01:27:37)

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Przepraszam za post pod postem, ale chcę odświeżyć temat to może ktoś się pośmieje. Zacznijmy od tego, że nazwę tematu można zmienić z "głęboka więź" na "chora obsesja" przynajmniej wg. K. Trzeba było słuchać wcześniej znajomego gdy jeszcze w czerwcu kazał mi powiedzieć jej  "spi***" i żałuję, że tego nie zrobiłem, bo przynajmniej zachowałbym jakieś resztki godności. Obwiniałem się bez przerwy za to wszystko, ale ona jest po prostu zakłamaną gadziną. Opcje są dwie. Ma kogoś (w co wątpię) albo kręci następnego. To babsko kaleczyło mnie od maja unikając mnie (co przyznała  miesiąc później). Zacząłem mieć wtedy jakieś napady lękowe, bo zastanawiałem się dlaczego mówi, że wszystko jest w porządku skoro widziałem, że jest inaczej. Zacząłem się trząść gdy myślałem, że ona mnie oszukuje, robiło mi się niedobrze w trakcie jedzenia i biegałem do łazienki co chwilę, bo brzuch mnie bolał z nerwów. Po tym wszystkim jak zakończyła to w czerwcu dałem jej praktycznie spokój od siebie na 1,5 miesiąca. Odezwałem się raptem parę razy. Raz było bardzo źle i powiedziała, że nie dopuści do spotkania. Za każdym innym razem rozmawialiśmy już normalnie. Sama w końcu zapytała co u mnie słychać. Powiedziałem, że ruszam w końcu cztery litery sprzed monitora. Była zadowolona i na moje pytanie co u niej odpowiedziała, że po staremu i po paru minutach dodała "niestety" zupełnie jakby chciała pociągnąć temat. Moja matka widziała co się ze mną dzieje przez tę babę i wykradła mi numer do niej i zadzwoniła. Powiedziała, że K. była bardzo miła i wesoła i dowiedziała się od niej, że " NA PEWNO się spotkamy tylko nie teraz". Następnego dnia K. zadzwoniła do mnie. Było miło, powiedziała mi kiedy wraca do domu, ale ledwo kontaktowałem, bo mnie obudziła. Parę dni później zadzwoniłem do niej i także było miło i jeszcze weselej. Pożartowaliśmy sobie i powiedziała, że pogadamy jak wróci. No to czekałem. Wróciła, nie odezwała się ani słowem. Sam napisałem i odpisała trzy słowa. Wielce zmęczona dama, ale miała siłę siedzieć przy komputerze do późnych godzin nocnych. Następnego dnia napisałem do niej. Zero odzewu. Zadzwoniłem parę razy-nic. Dopiero po 2 godzinach gdy się wkurzyłem napisałem, że zaraz wsiądę w pociąg, przyjadę do niej i dowiem się kim jest naprawdę, bo może faktycznie uwodzi chłopaków przez net. Wspomniałem także o tym co powiedziała mi matka po rozmowie z nią to od razu się wymigała, że "niczego takiego jej nie mówiła". Dostało mi się za to, że nie czekam z rozmową do wieczora. A to jakaś cisza dzienna nas obowiązuje czy coś przegapiłem? Oczywiście nie porozmawialiśmy. Odezwałem się wieczór później i znowu się wykręciła, że ona nie chciała rozmawiać o niczym konkretnym tylko tak po prostu. Poruszyłem temat co powiedziała mojej matce i tym razem napisała, że "nie przypomina sobie żeby coś takiego mówiła". Chyba jednak ma tego Alzheimera. Potem zacząłem mówić o spotkaniu, a ona zaczęła walić farmazony, że to już nieaktualne, że NICZEGO ode mnie nigdy nie chciała. Że nie pozwoli się przekabacić po raz kolejny. Po pierwsze chciała coś ode mnie, co mam zapisane czarno na białym, bo posiadam kilka naszych rozmów i żałuję, że tylko kilka. Nie powinna mieć tego za złe, bo sama bez mojej wiedzy zapisywała sobie nasze rozmowy sprzed 1,5 roku.  Po drugie nigdy jej nie przekabaciłem i nie namówiłem do spotkania. Jeśli ktoś pamięta co pisałem we wcześniejszych postach to wie, że przez jakiś tydzień po tym jak źle się zachowałem w kwietniu, namawiałem ją i nic to nie dało i dałem sobie spokój. Ona sama jakiś czas później powiedziała, że mi wybacza i że źle się do tego zabrałem i w końcu się spotkamy.
Pojechała po mnie za film, w którym ją przepraszałem i za to, że płakałem do mikrofonu przez 30 minut. Ona nazwała to "stękaniem". W kwietniu powiedziała, że ma tego dość i jedzie do koleżanki. W czerwcu napisała, że zgodziła się  na spotkanie z litości, bo bała się, po tym filmiku, że sobie coś zrobię. Gdzie tu logika? Nie jestem inteligentny, ale coś tu chyba nie gra, prawda? Potem dodała, że moja "groźba", że do niej przyjadę pomogła jej w podjęciu decyzji. I znowu, nie groźba, bo nie groziłem jej niczym. Powiedziałem, że przyjadę dowiedzieć się kim jest, porozmawiać w cztery oczy, bo może uwodzi chłopaków z neta. No i znowu skoro to jej pomogło podjąć decyzję to znaczy, że rozważała spotkanie, a wcześniej wycofała się z tego co mówiła mojej matce.

Zaczęła gadać, że COKOLWIEK było jest już nieaktualne.Że źle zrobiła podając mi adres, a nawet nigdy nie skorzystałem z tej wiedzy. "Nie widzisz co robisz? Zachowujesz się jak typowy stalker z obsesją" Bo ostatnie miesiące poświeciłem całkowicie dla niej i nie mam prawa teraz być wściekły za to jak mnie bez przerwy oszukiwała? "Ty zawsze jesteś w zaprzeczeniu, nic więcej nie będę pisać" Zabrakło jej argumentów to zamilkła. dlatego nigdy nie chce ze mną rozmawiać przez telefon, bo wie, że nie dam sobie wcisnąć kitu, a na czacie ma przewagę, bo może udawać, że nie widzi co piszę. Zaczęła gadać, że nie chce mnie widzieć, nie chce żebym do niej przyjeżdżał, że jestem upierdliwy. No dzięki. Ona wcale nie była upierdliwa gdy pisała do mnie po raz trzeci z tym samym gdy było między nami normalnie. "Popełniłam błąd podając Ci adres, jeśli będziesz dalej to ciągnął to się pożegnamy" Bo co? Bo ma już nowego wafla z internetu, który póki co nie chce się z nią spotkać? Nie miałem internetu tyle miesięcy, znałem jej nazwisko i nie wykorzystałem tego, by się odezwać. Znam jej adres, bywało między nami różnie i gdybym był wariatem to już dawno temu waliłbym drzwiami i oknami do niej. Powinienem był jechać wtedy gdy to wszystko zakończyła. Wykorzystała moją deprechę i wieczne poczucie winy i wyssała sobie jakiś pretekst. Pociąłem się wtedy, bo dobiło mnie jej nastawienie do mnie i to, że mnie po prostu wyśmiewa. Tak mi się odpłaciła za to, że byłem na każde jej pierdnięcie. Ona również była gdy jej potrzebowałem, ale ja nigdy nie wyjechałem jej z tekstem o litości. Zostałem potraktowany równie ostro przez drugą osobę, więc dołożyłem sobie parę cięć. Byłem wściekły. To po prostu nie fair. Paręnaście godzin później na całkowicie poważnie powiesiłem się. Niestety albo stety nieskutecznie. Moja matka zaczęła do niej wydzwaniać. K. pisze do mnie, że się boi i że jestem niestabilny. Nawet nie odebrała telefonu od mojej matki. Nie miała pojęcia co zrobiłem. Byłem stabilny to zaczęła zachowywać się jak dziewczynka, która nie wie czego chce. Raz pisała, raz nie, innym razem naskakiwała na mnie bez powodu, a nie miała wtedy okresu, więc nawet nie miałaby na co zrzucić winy. To przez nią miałem te durne stany lękowe, bo bałem się, że mnie zastąpiła i zrezygnuje ze mnie w ostatniej chwili. Przewidziałem jej zachowanie już w maju, napisałem jej o tym i nic nie odpisała. to ona doprowadziła mnie do tego co zrobiłem. Byłem katowany przez tyle lat w szkole, o mały włos nie zostałem bezdomnym i te rzeczy nie sprawiły nawet, że się okaleczyłem. Przez to babsko chciałem się zabić.
Dzisiaj dopiero napisałem jej co zrobiłem. Powiedziałem jej wprost, że to ona doprowadziła mnie do tego stanu i to prawda. Żałuję, że mi nie wyszło, bo może dotarłoby do tej jej główki jak bardzo czuję się wykorzystany. I złośliwie napisałem, że zrobię to jeszcze raz jeśli nie zacznie ze mną rozmawiać. Skoro jej wolno było mnie wyśmiać, oszukiwać itd to ja mogłem posunąć się do szantażu. Powiedziałem, że wystarczyłoby jedno spotkanie. Ona na to"Żebyś zrobił mi krzywdę?" No to ładnie. Najpierw zrobiła ze mnie stalkera, a teraz jeszcze kogo? Jakiegoś przestępcę? Że niby co miałbym jej zrobić? Ja głosu nigdy nawet na nią nie podniosłem, a ona mi mówi, że zrobiłbym jej krzywdę. Niech od razu wmówi mi, że jestem wcieleniem Hitlera. Skoro uważa mnie za wariata (czemu zaprzeczyła w czerwcu) to dlaczego ani razu nie wysłałem do niej listu, nie pojechałem itp? Czemu nie wypisuję do jej znajomych bzdur, nie zatruwam jej życia? Upodliła mnie całkowicie. Dobrze, że dzisiejszą rozmowę także zapisałem. Wszystkie wrzuciłem na pendrive, o którym powiedziałem matce, tak w razie gdyby coś mi się stało. Tam jest wszystko czarno na białym co K. ode mnie chciała i co mi obiecała. Powiedziałem żeby postawiła się choć raz na moim miejscu. Zapytałem jak by się czuła gdybym to ja potraktował ją tak jak ona mnie. Czy wie co coś takiego robi z głową. "Może. Nie wiem. Ale przyjęłabym to do wiadomości i poszła dalej z życiem. Myślisz, że mnie mnie przykrości w życiu omijały szerokim łukiem?" No fajnie, fajnie. Ona przeżyła swoje, ja swoje tylko, że to ona mnie zwyczajnie wykorzystała. Dlaczego tak się upieram przy tym wykorzystaniu? Ja się tutaj publicznie linczowałem za te zdjęcia z kwietnia. Że niby ich nie chciała, że taką aferę zrobiła. Prawda jest taka, że już jakieś dwa tygodnie po tych zdjęciach wybaczyła mi to, zaczęła się zalecać do mnie jeszcze bardziej. Rzekomo powiedziała swojej matce o mnie, zapytała o mój przyjazd. Zaczęła budzić mnie smsami, dzwoniła z pretensjami, że ją niby olewam. Zaczęła tak skakać wokół mnie jakby te zdjęcia jej po prostu się spodobały. Mój znajomy też był zdziwiony jak mu o tym powiedziałem. Najpierw robi aferę, a potem taka napalona lwica.

Zabawiła się mną, a teraz ma innego wafla z internetu do zabawy. A właśnie, bo nie napisałem. Moje podejrzenia z czerwca o to, że mnie zastąpiła były słuszne wink Najlepsze jest to, że to prawdopodobnie jedynie koleś z neta i nic więcej, więc idealnie wpisuje się w typ dziewczyny, które boją się realnego spotkania. Napisała mi "Jesteśmy dorośli, przyjmij w końcu moją odmowę do wiadomości i przestań na mnie naciskać, bo nie zmienię zdania." Skoro teraz jest dorosła i nie zachowuje się jak niezdecydowana dziewczynka to powinna wziąć odpowiedzialność za swoje słowa i czyny. Ona zmienia zdanie jak rękawiczki. Ja tylko raz zwątpiłem, ale w siebie. Ona bez przerwy coś odwala i nie chodzi tu o mnie, bo wiedziała od początku, że zabiera się za chłopaka z problemami. Nie przeszkadzało jej to. Po prostu łatwiej jest pisać z kimś przez kabel i udawać życie. Żebym ja jeszcze jakieś miał, ale przynajmniej nie naciągam dziewczyn i nie obiecuje im nie wiadomo czego. Powiedziałem jej, że przeinacza fakty i nagina jej na swoją korzyść. Posłużyłem się przykładem naszego znajomego z gry, który dawno temu stwierdził, że ona gubi się we własnych zeznaniach. Zaczęła coś pisać, ale nie dokończyła i już więcej się nie odezwała. Chyba zatkało. O i jeszcze coś!Wiele miesięcy temu lekko mnie zszokowała tym, że zastanawiała się ile DLC(!) do mass effecta kupiłaby za spadek po dziadku, którego bardzo nie lubi. Jej dziadek wciąż żyje. Trochę dziwnie dzielić skórę na niedźwiedziu tym bardziej, biorąc pod uwagę jakieś głupie gry. Napisałem, że nie życzę jej, by ktokolwiek potraktował ją tak jak ona mnie. Ona naprawdę jest zimna i wyrachowana. Człowiek-robot jak to ktoś w maju przytoczył. nie wierzyłem, ale jednak. Myślałem, że skoro minęło moje niezdrowe zauroczenie to nie jestem już w żaden sposób zaślepiony. Myliłem się. I że przez kogoś takiego zrobiłem sobie kuku. Pokazała mi, że nie warto być szczerym i uczciwym. Miałem przez nią tyle durnych myśli, ale na szczęście miałem z kim je skonfrontować i ochłonąć. Przez tych parę dni aż do dziś jęczałem o spotkanie, ale z tym koniec. Chcę iść do psychologa, ale muszę trochę poczekać przez te blizny. Nadal życzę jej dobrze, ale jeśli trzeci raz nie dostanie się na studia to jej depresyjka się odezwie i będzie potrzebowała kogoś do wypłakania się. Mam nadzieję, że jej nowy e-lowelas nie będzie miał dla niej czasu.
@edit Jeszcze coś dodam żeby nie było, że to ja ją próbowałem uzależnić emocjonalnie od siebie. To ona od samego początku opowiadała mi o przykrych zdarzeniach z jej życia. Ja zwierzyłem się jej dopiero po tych wielu miesiącach braku kontaktu. Nawet wiele miesięcy temu gdy miała gorszy humor pytałem czy chce żebym posiedział czy dać jej spokój. " Masz się martwić i robić to co zwykle" A zwykle rozmawiałem z nią i przejmowałem się wszystkim.

93

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Potrzebujesz dobrego terapeuty. On pomoże Ci przewrócić stronę i żyć dalej.
Bez tej dziewczyny.
A do tego pomoże uporządkować inne sprawy, z dzieciństwa i późniejsze.
Uwierz mi, warto.

94

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Floki cieszę się że zdecydowałeś się sięgnąć po profesjonalną pomoc. Nie odwlekaj tego za długo w czasie. Kiedy Cię czytam to aż mnie nerw bierze że taki wartosciowy i  wrazliwy czlowiek doprowadził się do stanu w ktorym za miarę swojej wartosci przyjal opinię o sobie  jakiejs dziewczyny,  która sama ma ze sobą masę problemow i niezły bajzel w głowie. Ona prawdopodobnie nie była nie jest i nie będzie gotowa poki co na relację z kimś bo sama nie wie czego chce i od kogo a Ty się przegladałes w jej zachowaniach jak w lustrze i oceniales siebie wedlug tych zachowan. Rozumiem, że była dla Ciebie kimś ważnym, kimś komu zaufales i wierzyles ze połaczyła was szczegolna więź. Po swoich bolesnych przezyciach znalazłes w niej oazę spokoju, przy niej mogłeś poczuć się nareszcie dobrze i na wlasciwym miejscu. Niestety ta oaza okazała się być fatamorganą Floki. Moze tak mialo byc. Moze miales przezyc z K to co przezyles, nawet te gwaltowne i bolesne emocje by wkoncu wyjsc ze swej skorupki. Walcz o siebie bo jest o kogo! Ja Ci to mowię nie znajac Cię prawie wcale ....a ja się trochę znam na ludziach wink Odwagi i siły Floki.

95

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Nie jestem jeszcze zdecydowany, bo póki co nic nie zrobiłem w tym kierunku. Wiem, że psycholog może mi pomóc, ale musiałbym być całkowicie szczery. Jak mam być szczery ukrywając blizny i  to co zrobiłem? Jeśli się o tym dowie, może mnie wysłać do szpitala, a tam fajnie nie jest. Nie chodzi jedynie o osoby, które myślami są na drugim końcu galaktyki, ale także o to, że trzeba po kimś UMYĆ deskę klozetową, by się załatwić jak człowiek. Sztućce i naczynia również ledwo są opłukiwane wodą bez płynu. Najwidoczniej ktoś z sanepidu dostaje na zimowe opony do auta skoro nikt nie boi się kontroli takiego chlewu. W każdym razie nie mam najmniejszego zamiaru tam wracać. Źle mi się robi jak ktoś myśli o mnie w dobry sposób. Nawet dwojgu znajomym pokazałem ile jest we mnie jadu gdy coś nie idzie po mojej myśli. Gadałem im głupoty, by samemu sobie zrobić na złość, by się wypięli i pokazali gdzie moje miejsce. Celowo mówiłem im jak wariat, że "K. zrozumie ile byłem dla niej wart jak mnie już zabraknie", "przyjadę czy ona tego chce czy nie, bo mi się to należy" i wiele innych gorszych głupot. Choć nigdy nie odniosłem się do K. w sposób wulgarny to kilka razy rozmawiając ze znajomymi, użyłem takich słów, że powinienem dostać w pysk. Mało tego, od trzech  "normalnych" osób usłyszałem, że gdyby były na moim miejscu to postąpiłyby tak samo co ja odnośnie sprawdzenia tego co i z kim ona tam robi. No i zacząłem jakiś czas temu zaglądać sobie na profil gościa, którym mnie zastąpiła. Zdziwi kogoś jak powiem, że nadal kładzie się spać 2-5 minut po niej i to niezależnie czy dochodzi pierwsza w nocy czy czwarta? Nawet nie jest mi już źle z tym co zrobiłem. Ona szła w zaparte mówiąc, że jest okej, a odwaliła mi teatrzyk. Ja nie mówię, że nie ma prawa mieć kolegów, ale to jest zbyt podobna sytuacja do tego jak traktowała mnie. Skoro w nic z nim nie gra, a idą spać w tej samej chwili bez względu na porę to znaczy, że rozmawia im się trochę fajniej niż zwykli koledzy. Ciekawe czy zaczęła go już kusić jakimiś zdjęciami łóżka wieczorem albo wyperfumowanymi listami. Życzę jej dobrze, ale mam nadzieje, że tapeta ze ściany jej odpadnie za to jak mnie potraktowała, łózko pierdnie, a półka z książkami też w końcu nie wytrzyma pod ich ciężarem. Nie mam jeszcze paranoi, bo jestem świadomy tego, że jedynie wkręcam sobie czarne scenariusze bazując na tym, że ona zachowuje się w podobny sposób jak wtedy ze mną. Za każdym razem gdy robiłem mały kroczek na przód w rozmowach z nią to za chwilę robiłem 10 do tyłu, bo nie słuchałem rad.

Już nigdy nie dowiem się jaka jest prawda. Może jest tym typem dziewczyny, które bawią się baranami jak ja, albo naprawdę się mnie boi. Niech nawet idzie na policję skoro tak jest. Nie boję się, bo nie mam nic do ukrycia. To byłoby mi nawet na rękę, bo ich informatycy odtworzyliby nasze rozmowy, więc zrobiłaby się taka malutka gdyby sobie przypomniała sklerotyczka jedna jakie rzeczy mi pisała, czego ode mnie chciała i co obiecała. Miałem zamiar napisać list do jej mamy, by chociaż dowiedzieć się czy ona miała pojęcie o moim istnieniu i naszym spotkaniu, ale już mi się odechciało. Jeszcze jak mi dowaliła, że ja zrobię jej krzywdę w trakcie spotkania to nie wiedziałem czy mówi poważnie czy jest na tyle zakłamana, by iść aż tak w zaparte. Zrobiła ze mnie nie wiadomo kogo. Ciekawe czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego co mi powiedziała. Nie wiem co miała na myśli czy ja ją pobiję, zabiję, zjem czy co ona sobie wkręciła. Zacznijmy od tego, że ma łapkę dwa razy większą od mojej. Jakbym od niej dostał listka to doleciałbym na marsa przed 2016. Wcześniej dowaliła mi pośrednio wyśmiewając pewne chłopskie schorzenie, które co prawda jest do "naprawienia" na krótkim zabiegu, ale zrobiła to. Boli mnie, że dowaliła mi tyle razy zwłaszcza, że ja w największej złości nigdy nie wyśmiałem jej figury, a wiem jak mocno by ją to zabolało.
Rodzice kiedyś nie zaprowadzili mnie do chirurga po raz drugi i dziś czuje się jak kaleka, nie jak chłop. Ona o tym doskonale wie.  Zakładając, że jestem psychopatą, zrobiłbym jej krzywdę ryzykując, że w "najlepszym" wypadku będą mi zszywać interes, a w najgorszym ryzykując nawet amputacją? Ja poczytałem trochę o jej problemach ze zdrowiem gdy mi o nich powiedziała. Jest mocno niedoinformowana albo idzie w zaparte, robiąc ze mnie najgorszego bydlaka. Pominę fakt, że na babę nie byłbym w stanie podnieść ręki, a co dopiero zrobić coś gorszego. Ona mnie upodliła i czuję się jak najgorszy śmieć. Nie zrobiłem nic złego poza tym, że poszpiclowałem trochę wtedy w czerwcu. Mogłem zadręczać się co i z kim robi albo zadręczać się tym co robi z tą osobą i dlaczego mydli mi oczy. Wolałem to drugie. Zastanawiałem się nawet czy ten jej "mętlik" w głowie jak ona to nazywa to czasem nie są jakieś głosy. W końcu zmieniała zdanie jak rękawiczki. skoro jestem takim psycholem to co ja wciąż robię przed komputerem i nie stoję jak wariat pod jej domem? I tu powiem szczerze, że pisałem takie głupoty, że będę stał jak słup soli dopóki ze mną nie porozmawia, ale mówiłem to znajomym, by się wyładować. Samej K. powiedziałem, że bez jej zgody i wiedzy na pewno nie przyjadę i ona to wykorzystuje. Nie akceptuję jej decyzji.

Żałuję, że mam do niej szacunek, bo chciałbym spojrzeć jej w oczy tak, by zobaczyła co ze mną zrobiło jej traktowanie mnie w ciągu ostatnich miesięcy. Było ze mną w miarę okej dopóki nie zaczęła mydlić mi oczu. Nienawidzę gdy wiem, że ktoś mnie oszukuje, ale nic z tym nie mogę zrobić. Nie umiem zostawić tego za sobą. Patrzę ciągle w przeszłość, bo dała mi najlepszy czas jakkolwiek głupio to nie brzmi. To tylko internet, a czułem jakbym żył obok żywego człowieka. Nie zaufam już nigdy więcej nikomu chyba, że zacznę chodzić z kamerą na czole i dyktafonem w kieszeni zbierając "haki" na ludzi, by nie mogli się wyprzeć tego co mówili. Boję się, że będę zwykłą gnidą dla innych. kompletnie brak mi już empatii dla ludzi. Gdy jeszcze chodziłem do pierwszej klasy gimnazjum, mieliśmy tam 18-letniego patusa, który też nieźle mi dowalił od siebie. Zafundował mi malunek męskiego członka na jedynej bluzie jaką miałem i tak musiałem z tym chodzić. Próbował przekłuć mi ucho szpilką. Przyklejał gumę do żucia we włosy. Rok później dostał 5 ciosów nożem prosto w serce. Został zabity przez chłopaka, którego szykanował ze swoją bandą. Wybijali mu szyby w oknach, straszyli matkę itd. Było o tym głośno w 2005 roku. Nawet tvn przyjechał na podwórko obok, na którym do tego doszło. Ta cała patologia broniła go, przyszli dziadkowie, którzy też świecili oczami, że to porządny chłopak i DOBRY uczeń.(osiemnastolatek w pierwszej gimnazjum!) Rodzice pewnie pijani albo w więzieniu. Miałem ochotę przejść się tam i powiedzieć jakim śmieciem był ten człowiek, ale wtedy to zostałbym chyba powieszony w szkole.
Nie ruszyła mnie kompletnie śmierć tego gnoja. Nie cieszyłem się, ale wiedziałem, że sobie na to zasłużył. Trafiłby do więzienia za chwilę, a tak przynajmniej jednego potencjalnego sadysty/mordercy/gwałciciela mniej. Szkoda chłopaka, który poszedł siedzieć na 8 lat za tego patusa.

A teraz powiem dlaczego nie jestem wartościowy i nic ze mnie już nie będzie w życiu.  Mówiłem znajomym, że jeśli K. kompletnie ze mnie zrezygnuje to ja nie będę miał nic do stracenia i wezmę się za tych bandziorów z gimnazjum. Gadałem głupoty, że będę im zatruwał życie składając skargi do ich przełożonych w pracy. Ot tak,a może ktoś nie będzie chciał zatrudniać osoby, która jest zwyczajnym zwyrodnialcem. Tez jakoś palcem nie kiwnąłem, by uprzykrzyć im życie i nie zamierzam. Liczę na to, że osiągną sukces w życiu, a potem rąbną bardzo mocno na samo dno. Szczerze z całego mojego zgniłego serca życzę im nieuleczalnego choróbska, by robili pod siebie. Mam nadzieję, że to co mi "podarowali" do nich wróci z nawiązką. Niech żyją długo, ale w katuszach. Żałuję, że jeszcze w szkole nie załatwiłem im poprawczaka. Byliśmy na wycieczce szkolnej i te trzy gnidy miały noże oraz kastety, którymi swoją drogą parę razy mnie straszyli. Nie byłoby w tym nic aż tak strasznego gdyby nie fakt, że miejscem wycieczki był SEJM. A w sejmie są bramki, które prześwietlają zawartość plecaków. Nie powiem jak to zrobili, bo jeszcze ktoś kiedyś to podłapie, no ale weszli z tym do środka. Przed wejściem mieli łzy w oczach, bo wiedzieli co ich czeka jeśli ich z tym złapią.  Szkoda, że ochrona nie spełniła swojej funkcji. Myślałem żeby pójść do sądu z tymi gnidami, ale nie mam żadnych świadków, a szkoda ciągać po rozprawach jedynie byłą wychowawczyni.

Prócz tego wyszedł ze mnie egoista, a moje ego rozrosło się do ogromnych rozmiarów. Wcześniej liczyło się jej zdanie, ale teraz liczy się tylko moje, moje, moje no i jeszcze trochę mojego zdania. Nie napisałem tutaj jeszcze wielu durnych rzeczy, które mówiłem znajomym, ale skoro jej było wolno wyprzeć się wszystkiego to ja nie będę więcej się linczował. Nie wiem co zrobię dalej. Miałem przez moment taką myśl, by znaleźć sobie jakąkolwiek pracę, by zrobić jej na złość pokazując, że zrobiłem coś w o wiele krótszym czasie do czego ona jakoś się nie spieszy, ale szybko mi przeszło. Jestem za głupi, by iść do szkoły i nie mam kompletnie siły do pracy fizycznej. Już w tej chwili krew mnie zalewa jak słyszę poranne krzyki, a wieczorem powtórka z rozrywki i dołożyć do tego należy słuchanie "muzyki" do 3 nad ranem. Nie wyobrażam sobie mojego dnia pracy po 2 godzinach snu. Ja nawet teraz będąc śmierdzącym nierobem męczę się z nimi, przestawiłem się nawet na spanie za dnia, bo wtedy zasypiam będąc sam w domu i budzę się sam, więc jest cisza i spokój. Ja się nigdy nie usamodzielnię. Nawet gdybym jakimś cudem poszedł do pracy i wynajął pokój to zaraz będą telefony o pieniążki, bo w domciu trzeba przewalić pensję w trzy dni. Moi rodzice doili mojego dziadka, a teraz doją mojego brata. Dowiedziałem się również, że mój ojczym się męczy od 20 lat (przeze mnie), że nikt do nas nie przyjeżdża (też przeze mnie, a wcześniej zwalał winę na dziadka), że mój brat pomieszkuje u swojej babki, bo ma dość wszystkiego (zgadnij baranie kogo ma dość). O i jeszcze powiedział matce, że ma zrobić porządek w domu, jego to nie interesuje i że biorą rozwód. (który to już raz straszy) Miesiąc temu też straszył rozwodem, bo matka nie chciała zrobić mu kanapek (tak, facetowi po 40tce robi kanapki) na suchym chlebie, który bodajże podchodził pleśnią, chciała zrobić na świeżym. Jęczał, że się nie wyspał (też przeze mnie, bo płakałem po K.). Nie mam prawa mieć jakichkolwiek emocji i uczuć w tym domu.

Powinien się cieszyć, że nie odwaliłem listu pożegnalnego, który dostarczyłbym na policję, za który ciągnę do odpowiedzialności wszystkie gnidy ze szkoły i do tego ojczyma, który terroryzował mnie od małego. Wymyślał mi jakieś kary na pokaz. Miałem klękać bez  celu przez godzinę po to żebym wiedział co mnie czeka jak coś przeskrobię. Chodziłem tak wystraszony, że zacząłem się pytać czy mogę iść do łazienki. Po tym jak się powiesiłem to on zwyczajnie wyszedł z domu na cały dzień i powiedział to o czym wspomniałem. w lutym dostał jakiejś bakterii w klejnotach to po pobycie w szpitalu był grzeczniutki jak mu groziła amputacja. Może by się nauczył w końcu respektu. Robi ze mnie nie wiadomo kogo, a sam parę lat temu najadł się silnych leków, by zostawić nas z jego długami, bo "on miał już dość". Nie ufam już kompletnie nikomu. Skoro dostałem nożem w plecy od K. w takiej chwili to mogę dostać od każdego. Ja zwyczajnie nienawidzę ludzi. Nie pociesza mnie w żadnym stopniu fakt, że ktoś ma gorzej. Brak mi empatii. Jak komuś umarło dziecko, spalił się dom, pies uciekł z suką. Mam to wszystko w nosie, liczy się tylko to co ja chcę, a nie chce już kompletnie nic od nikogo. Wraz z K. odzyskałem jakąś wiarę w człowieka i wraz z nią ją straciłem. Stała się zbyt ważna w moim marnym życiu żeby zakończyć to w sposób "robiłam to z litości". Założę się, że w ciągu tygodnia spędzam więcej godzin na zewnątrz niż ona w ciągu miesiąca.  Zaczęła podwyższać mi poprzeczkę, bo myślała, że nie przeskoczę to w końcu posunęła się do tego, by iść w zaparte, że nigdy niczego ode mnie nie chciała. Zabroniła mi przyjeżdżać i wie, że to uszanuję, a jeszcze tak niedawno zaczęła się wycofywać z tego całego "boję się Ciebie" i "nie dopuszczę do spotkania".
Nie nadaję się do życia, nie będę umiał żyć z ludźmi. Boję się, że zacznę walić ludziom prosto w twarz co o nich myślę. Jestem zły na siebie, jestem zły na nią. I ciekawi mnie czy K. teraz opowiada swojemu nowemu waflowi "jak to PRAWIE miała już chłopaka". Ciekawe czy postępuje wg. jakiegoś schematu. Powiedziała, że zachowuję się jak stalker z obsesją, no i tu ma trochę racji gdyby nie fakt, że nie ma pojęcia, że wiem o jej nowym e-kolesiu. Jej jako jedynej życzę sukcesu, bo dała mi wiele dobrego i była kiedy jej potrzebowałem, ale za to jak mnie potraktowała na końcu to niech jej internet wywieje za okno, a komputer w końcu ugotuje.  Znowu nabazgrałem długi, chaotyczny post bez ładu i składu, bo nie umiem w końcu spojrzeć w przyszłość. Chyba nawet nie chcę.

96 Ostatnio edytowany przez Floki (2015-08-28 21:11:22)

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Przepraszam za kolejny post pod postem, ale nie mam możliwości edycji poprzedniego. Przejrzałem parę tematów z działu "STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA". Poczytałem parę artykułów na wiki, ale ja się kompletnie na tym nie znam i być może znajdzie się osoba, która ma jakieś pojęcie o tym. Wiem, że taka zabawa w "diagnozowanie" przez internet nie ma większego sensu szczególnie, że jak już mówiłem, nie znam się na tym, ale nie chcę zawracać głowy znajomym, bo i tak mają własne sprawy, a tu jeśli ktoś przeczyta mój lament to z własnej woli. Jest parę rzeczy w zachowaniu K. które nie dają mi spokoju. Sam mam problem, ale łatwiej jest wytknąć coś komuś. Być może prawda jest oczywista, a ja jedynie odpycham od siebie winę, ale sam już nie wiem jak jest. Do rzeczy.
Wspomniałem kiedyś, że K. jest osobą otyłą i ma coś nie tak z tarczycą. Mówiła mi, że była u lekarza, że szukali u niej woli na szyi.(nie stwierdzono tego u niej) Powiedziała, że sama nie pamięta czy ma niedoczynność czy nadczynność tarczycy, ale ma to stwierdzone przez lekarza. Dostała wtedy tabletki i mówiła, że jak tylko wyleczy chorobę skóry to musi pójść do lekarza ponownie. (mówiła mi o tym jakoś w lutym br.) Odnośnie samej tarczycy poczytałem o hashimoto. Nie wiem na ile rzetelna jest strona, na której o tym czytałem. Jest tam napisane, że "Szczególnie zagrożone są osoby z cukrzycą typu 1 i te, u których w rodzinie występowała któraś z chorób tarczycy. Zdarza się, że matka ma chorobę Gravesa-Basedowa, wywołującą nadczynność tarczycy, a córka Hashimoto, powodującą niedoczynność tarczycy. W każdym razie autoimmunologiczne zapalenie tarczycy należy do schorzeń rodzinnych. Mówi się, że czynnikiem wyzwalającym chorobę może być osłabienie odporności na skutek przewlekłego stresu, problemów psychicznych, przemęczenia lub infekcji. Często występuje u kobiet wkrótce po porodzie. Wtedy czasem samoistnie przechodzi w stan utajenia, by wcześniej czy później znowu się odezwać. U co drugiej osoby prowadzi do trwałej niedoczynności tarczycy."

K. nigdy nie mówiła mi czy ma cukrzycę czy nie, ale oboje jej rodziców miało cukrzycę, a z tego co przeczytałem może być to dziedziczne. Odnośnie ewentualnych chorób tarczycy jej mamy też nic nie wiem. Wiem tylko tyle, że "okazem zdrowia też nie jest". K. ma niedoczynność, bo jak sama mówiła zaczęła tyć w drugiej klasie szkoły podstawowej. Dalej odnośnie nieczytelnych objawów choroby hashimoto "Ciągłe zmęczenie, senność, kłopoty z koncentracją, pamięcią, zmienność nastrojów, skłonność do depresji, marzniecie, obfite miesiączki, suchość i szorstkość skóry, a także wypadanie włosów, zaparcia, bóle mięśni i stawów, podwyższony poziom cholesterolu, nieuzasadnione tycie wszystko to może, ale nie musi, świadczyć o chorobie. "
Ona ma BARDZO słabą pamięć. Zmienność nastrojów- też pasuje, bo nie raz oberwało mi się bez powodu i nie mówię tu o słodzeniu jej wtedy (okres też odpada, bo wiem kiedy ma). Sama na początku tej znajomości dawała mi niejasne sygnały, że coś ją gryzie, że ma deprechę. Mówiła o poczuciu niepokoju, jakimś ciężarze na sercu. Mówię o jej zdrowiu, bo może to być powód, przez który ona nie jest w stanie spotkać się z kimś realnym, choć widuje się z rodziną czy z koleżankami, które zna od wielu lat, które ją akceptują i nie czeka jej z ich strony nic przykrego. Zastanawiam się czy ona będzie tyć i jeśli tak to czy jest to właśnie ten powód przez który posunęła się do naginania prawdy i odwracania kota ogonem, że niczego ode mnie nigdy nie chciała.
Sam fakt, że powiedziała mojej matce, że na bank się spotkamy, nasze dwie rozmowy telefoniczne (bardzo wesołe i miłe) gdy odpoczywała poza domem ( i miała wtedy słaby dostęp do internetu). Powiedziała, że pogadamy jak wróci, a jak wróciła do domu to wszystko się zmieniło, bo znowu miała kontakt z tym gościem, którym mnie zastąpiła. Następnego dnia celowo mi nie odpisywała przez 2h, bo wiedziała, że poirytuje mnie to. Wszyscy mówili mi, że zachowuję się delikatnie mówiąc jak fajtłapa, a powinienem jak chłop więc w złości napisałem jej, że przyjadę i będziemy rozmawiać w cztery oczy skoro mnie olewa. ( i znowu dałem jej pretekst, bo wg niej to groźba)

Zapoznałem się także z terminem "labilności emocjonalnej". Nie wiem czy sam się już do tego wpisuje idealnie, bo z jednej strony pisałem do znajomej w gniewie wylewając żółć, bo K. celowo mnie ignorowała, ale nigdy wcześniej nie miałem takich akcji. Zacząłem tak skrajnie reagować po tym jak ona zakończyła tę znajomość w czerwcu, a ja zadręczałem się kim jest ten gość skoro teraz z nim spędza całe dnie do późnych godzin nocnych. Jak czytamy na wiki "Labilność emocjonalna w psychologii oznacza chwiejność emocjonalną, łatwe przechodzenie do stanów skrajnych emocjonalnie, szybkie i częste zmiany emocji. Osoba przejawiająca labilność emocjonalną reaguje nieadekwatnie na bodźce. Bardzo często u tego typu osoby występują stany lękowe, drażliwość, a także nagłe wybuchy gniewu lub płaczu." Ona także lekko się w to wpisuje ze względu na stany lękowe, drażliwość i te ataki w moim kierunku gdy pytałem np. o jej hobby czy gdy proponowałem jej coś do pogrania gdy jęczała mi, że nie ma w co grać.
Najciekawsze co przeczytałem to artykuł o "lęku wolnopłynącym". Cytując wiki "U osób dorosłych lęk wolnopłynący często przejawia się obawami o sprawy codzienne np. o obowiązki zawodowe i związaną z nimi odpowiedzialnością, o możliwości pogorszenia się stanu zdrowia własnego lub bliskich, w tym o możliwe wypadki, potencjalne problemy finansowe, groźbę bankructwa, możliwe niepowodzenia życiowe, swoją punktualność, a nawet pomniejsze obowiązki domowe. " Może wyolbrzymiam, ale tutaj także pasuje. Chociażby fakt, że kiedyś mówiła mi, że czasem gdy w nocy się budzi, staje w progu pokoju swojej mamy i czuwa przy niej patrząc czy oddycha. Innym razem mówiła mi, że śniło się jej coś co sprawiło, że poszła spać w pokoju z matką. Zasłaniała się niepamięcią gdy pytałem co to było. Cytując dalej "Uwaga chorych jest przesadnie skoncentrowana wokół antycypowanych nieszczęść i potencjalnych zagrożeń. W konsekwencji, napotykają oni trudności z opanowaniem narzucających się im obaw, co wiąże się z problemami w wykonywaniu różnych czynności podczas codziennego funkcjonowania, co pomaga odróżnić lęk wolnopłynący od niepatologicznych obaw" Trudności z opanowaniem narzucających się im obaw-wydawać by się mogło, że strach o to, że się sobie nie spodobamy na żywo jest normalne, bo sam się o to martwiłem i inni mieli to samo, ale w jej przypadku było tak, że zachowywała się dziwacznie przez 1,5 miesiąca. Raz się odzywała jak zwykle, raz tak jakby wolała żeby mnie nie było. Sama mówiła mi o strachu przed odrzuceniem jeszcze w czerwcu. Nie tylko ze mnie zrezygnowała w realu. Nie spotkała się także z koleżanką poznaną w grze, która mieszka 5 km dalej. Zwlekała 3-4 dni z telefonem do pracodawcy, bo bała się nowych ludzi.
Mówiła mi także, że potrafi nieźle pogryźć paznokcie z nerwów.

Poczytałem też trochę o nerwicach. Tutaj też znalazłbym coś dla siebie, ale mowa o niej.Z objawów Np. patologiczny lęk przed zwierzętami, w jej przypadku są to pająki i nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego gdyby nie fakt, że źle jej się robi na widok pająka (pod jakąkolwiek postacią) nawet w grze komputerowej. Ogólnie na ekranie, już nie mówiąc o tych prawdziwych. Zaburzenia pamięci-skoro nie przypomina sobie tego co mówiła mojej matce to ma bardzo poważne problemy z pamięcią albo idzie w zaparte wykorzystując to, że jestem jej posłuszny jak wierny pies i wie, że nie przyjadę bez jej zgody. Lęk wolnopłynący, nieokreślony niepokój, o których pisałem wcześniej. Stan podwyższonego napięcia, poirytowanie-jak już mówiłem bez powodu naskakiwała na mnie. Sama nawiązywała ze mną rozmowę, by mnie zjechać. Boi sie także jeździć autobusami-pytałem czy stało się coś co spowodowało jakiś uraz, ale zaprzeczyła. Mówiła, że czuje niepokój gdy jedzie autobusem albo ktoś inny prowadzi auto.Panikuje wtedy. Gdy ona sama kieruje pojazdem jest w porządku.Zaburzenia snu, najczęściej bezsenność-sama często budziła się po kilku godzinach snu. Ja jeszcze siedziałem po nocach przy komputerze, a ona już wstawała, bo budziła się z tym swoim niepokojem. O samym sobie mógłbym napisać wg tego co przeczytałem o wiele więcej i wypadłbym bardzo źle. Swoją drogą dotarło do mnie, że jestem chyba egocentrykiem. Choć czasem złośliwie mówiłem innym, że moje zdanie jest tym właściwym to nigdy tak naprawdę tego nie myślałem. Przestałem odzywać się do znajomych z moimi myślami, bo sami mają własne problemy i nie chciałem żeby tracili na mnie więcej czasu skoro ja potrafię tylko gadać i niczego w sobie nie zmieniam.

Usłyszałem historie pewnej osoby, która zachowywała się w 100% identycznie jak K. i także miała sporo przykrości w przeszłości. Osoba ta nigdy nie miała zamiaru spotkać się na żywo. Ja już kompletnie nie wiem co myśleć. Co jeśli przez moje głupie myślenie o sobie, nie dostrzegam prawdy, która być może jest tuż pod moim nosem i K. miała racje co do mojej osoby? Dostrzegam moje wady i głupie zachowania, ale to całe jej dziwaczne zachowanie nie daje mi spokoju. Wolałbym usłyszeć od niej, że poznała kogoś w realu i dlatego nie możemy się spotkać, ale ona wymieniła sobie internetowego pionka na kolejny. Czuję się jak przegryw. Ona idzie w zaparte i nawet nie potrafi tego przyznać, że tak jest jej łatwiej. Może ponosi mnie wyobraźnia, ale co jeśli ona też ma problem i też potrzebuje pomocy, by uciec z tego błędnego koła? Ja nie mam ochoty z nią rozmawiać po tym jak mnie potraktowała. Mam możliwość napisania listu do jej mamy, ale to oczywiste, że uwierzy swojej córce, nie obcemu typowi, który zostanie przedstawiony jako świr. W końcu już przekonałem się jak bardzo ona potrafi przeinaczać fakty. A co do samego siebie to czasem chcę tak bardzo się wyrwać, ale nic z tym nie robię. Wszystko mnie demotywuje. Dla przykładu z ostatniej nocy: Ojczym wyżywał się na matce, bo on nie ma co palić, bo to jest najważniejsze. Nie jedzenie, nie zdrowie tylko papieroski. Każdego wieczoru każe jej dzwonić do mojego brata i pytać, o której będzie i gdzie jest w tej chwili.(chłopak 20 lat...)

I tak codziennie wydzieranie się z rana i wieczorem jest normą. Nie było takiego dnia w ciągu ostatnich paru lat, by był spokój. Wiem, że inni mają gorzej i wychodzili z gorszych rzeczy, ale ja tak nie umiem. Nie umiem zechcieć zrobić czegoś dla samego siebie. Potrafię tylko lamentować w kółko nad rozlanym mlekiem. Nawet nie próbuję wyrwać się z mojego błędnego koła. Czuję się źle gadając ciągle o sobie, bo już usłyszałem od znajomego, który został potraktowany w taki sam sposób przez dziewczynę, że chętnie by się ze mną spotkał, by dać mi w gębę za to co sobie zrobiłem z jej powodu. Mówił to na poważnie. Dlatego przestałem do niego pisać z moimi głupotami, bo nie chcę, by ktokolwiek angażował się w moje problemy skoro ja sam nie próbuję nic w sobie zmienić. Po prostu muszę się wygadać. Mentalnie chyba nadal jestem pryszczatym nastolatkiem. Nigdy nie byłem tak przywiązany do drugiej osoby, a fakt, że zostałem zastąpiony jak przedmiot jedynie bardziej mnie dołuje. Na każdy jej pretekst ja mam argument poparty jej słowami albo zachowaniem. Oczywiście milczała gdy wytykałem takie rzeczy, bo już brakowało jej wymówek. To boli, a to "tylko" dziewczyna z kabla. Brakuje mi jej, ale tej dawniej, szczerej i wesołej K. W tej chwili jedyne co chcę od życia i samego siebie to, bym w końcu się nie obudził.  Ja już nie mam ochoty ani siły. K. przez cały ten czas śni mi się każdego dnia. Ucieka w nich przede mną. Śni mi się, że mam ją na wyciągnięcie ręki,  śpiewa dla mnie jak dawniej po czym ucieka, ja jej szukam i gdy się na końcu poddaję, skaczę z dachu budynku. Ostatnim razem znowu taki sen z nią skończył się tym, że we śnie kończę ze sobą. Ona już na stałe dołączyła do moich koszmarów związanych z tymi ludźmi ze szkoły. Już do końca życia będę gnębił samego siebie w snach. Często śni mi się, że ginę albo te gnojki ze szkoły robią mi krzywdę. Jestem wtedy świadomy i autentycznie zaczynam się dusić. Nie mogę nic wtedy z tym zrobić, nie mogę się ruszyć będąc wciąż świadomym, że to tylko sen. Nie mam spokoju we śnie ani w domu. Przestawiłem się nawet na spanie za dnia, bo w nocy czas mija mi szybciej. Gdyby się dało to oddałbym swoje życie komuś w ciężkim stanie, ale chce żyć. Najadłbym się dropsów, ale boję się, że się obudzę w szpitalu jako warzywo. Przepraszam za to, że nadal stękam jeśli ktoś zdecyduje się to przeczytać.  Może naprawdę na siłę doszukuję się przyczyn tam gdzie ich nie ma, a ja po prostu byłem jej kulą u nogi i byłbym jeszcze większym utrapieniem gdybyśmy się spotkali.

97

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Autor pewnie już tego nie czyta, ale ku przestrodze innych napiszę.

Wiesz, nie można powiedzieć o kimś kto kontaktuje się jedynie korespondencyjnie że ciebie oszukuje. Po prostu przez korespondencję nie da się przekazywać uczuć. To co czytałeś to nie były uczucia. One dają się odczytać jedynie przy spotkaniu. Dużo dziewczyn lubi fantazjować na podstawie przeczytanych książek i chcą mieć nierealne relacje korespondencyjne, naprawdę nie chcąc ich mieć przez spotkania. Ona może pisać cuda a co innego mówić na spotkaniu. To nie jest robione celowo. Ona ma po prostu taką potrzebę a boi się bliskich związków. Nie powinieneś w żadnym razie wchodzić w relacje gdy odległość miedzy wami jest większa niż 30 kilometrów. Poza tym masz syndrom Wokulskiego. Na skutek ciężkich przeżyc chciałeś to sobie zrekompensować przez powiedzenie sobie że na pewno ci się z nią uda, bez prób poznania. Poznanie korespondencyjne nie jest żadnym poznaniem. Należy zacząć od początku. Dlaczego w szkole miałeś tak ciężko, dlaczego nie zgłosiłeś tego przestępstwa na policję, do pedagoga szkolnego, do dyrektora? Czy zmieniłeś szkołę? Za dużo załamań szkolnych, braku wiary w siebie i brak stanowczości. Jeśli tego nie zmienisz, to zawalisz każdą relację. Również przemoc w rodzinie powinieneś był zgłosić na policję. Potrzebne ci jest opanowanie, żebyś nie był tak chwiejny emocjonalnie!!! Twoje długie opisywanie tego świadczy o tym że nie możesz spokojnie podchodzić do trudnych sytuacji jakie się zdarzają w życiu. Potrzebujesz nauczyć się normalnie reagować na takie zdarzenia. Zamiast się ciąć idź zgłosić to do Opieki Społecznej, na policję do Sądu Rodzinnego i Opiekuńczego. Są bezpłatne porady prawe i tam powiedzą ci jak to załatwić.

Potrzebne ci jest ciekawe zajęcie w życiu, uczenie się czegoś. Potrzebne ci jest poznawanie dziewczyn które mieszkają w twoim mieście i kontakt koleżeński z nimi, bez szybkiego angażowania się.

98

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Przynajmniej raz dziennie wchodzę na to forum, by zobaczyć czy jakiś naiwniak mojego pokroju nie ma podobnego problemu. Cieszę się, że trafiłem tutaj w kwietniu, bo ledwie na przestrzeni kwietnia i maja uświadomiłem sobie dzięki użytkownikom, że to co "czuję" to ułuda, zwykłe zauroczenie na podstawie wyobrażeń. Nie wiem od czego zacząć, znowu wyjdzie mi chaotyczny post na pół ściany. Może zacznę od tego, że jest mi głupio za moje przynajmniej dwa ostatnie posty. Dwa dni po ich napisaniu zagadałem do K. pytając o co chodzi z tym jej kolegą. Najważniejsze co mi napisała to to, że nie kręcili ze sobą i to mi wystarczyło, by jej uwierzyć. W czerwcu gdy o niego pytałem nie odpowiedziała nic, więc uznałem, że ewidentnie mnie oszukuje i dlatego tak bardzo spinałem się o to. Zauważyłem, że im bardziej rzeczywista staję się wizja spotkania, ona zawsze ucieka w całodzienne gierkowanie ze znajomymi i nie pisanie do mnie/olewanie mnie. Jakoś od pierwszego września gdy byliśmy już po rozmowie o tym jej koledze, zaczęliśmy już ze sobą pisać bez jadu. Pisała do mnie parę razy, ja do niej także, ale w końcu przestałem. Chciałem wiedzieć czy się narzucam czy jej zależy na kontakcie ze mną. Po jakimś tam czasie braku kontaktu sama zaczęła do mnie pisać. Z początku co kilka dni, potem co drugi dzień aż pisywała do mnie każdego dnia. Mówiła mi o tym co zrobiła danego dnia (dokładnie tak jak było dawniej przed tym jak się pokłóciliśmy), potem standardowe dla nas tematy o muzyce, filmach itd. Były takie dni, że siedzieliśmy od rana do wieczora pisząc ze sobą. Doczekałem się od niej pierwszego od bardzo dawna zwierzenia się z tego przez co ostatnio przechodzi. Żegnała się ze mną w miły sposób jak dawniej, potrafiła przywitać się ze mną bez żadnego powodu, bo z jakimś konkretem pisała dopiero parę godzin później. Pomyślałem, żeby nie robić sobie nadziei na to, że ona chce, by nasza relacja wróciła na stare tory. Pewnego wieczoru celowo nie pożegnałem się z nią, a rano widziałem już wiadomość od niej, którą wysłała mi offline. Po co miałaby pisać mi głupie "dobranoc" gdybym był jej obojętny? Parę razy gdy szedłem spać , pisałem jej, że się kładę na co odpisywała mi "Już idziesz? ;c", po czym sobie popisaliśmy jeszcze z godzinę zanim poszedłem. Nie rozumiem po co zatrzymywać zwykłego KOLEGĘ z internetu przy komputerze kiedy ma mnóstwo innych osób, z którymi może pogadać, pograć, a tych realnych ma przecież więcej niż tych z neta.

Sam zauważyłem, że robimy jakiś tam postęp w naszych relacjach, bo w pierwszej połowie września nie było nawet mowy żebyśmy się zdzwonili i pogadali, by parę tygodni później jej reakcja na to gdy zadzwoniłem była po prostu miła. W końcu zrobiłem coś co planowałem już od dawna. 20 października dostała ode mnie list, w którym ją przepraszam za moje zachowanie, mówię jej o tym, że zależy mi na niej i dałem jasno do zrozumienia, że będę się starał o nią, bo chcę czegoś więcej niż to klikanie przed komputerem. Mój list był dosadny i nie dało się go zrozumieć na opak. Zastanawiam się jak bardzo nieprzytomnym trzeba być, by coś takiego nie dotarło. Możecie się z tego śmiać, ale na samym końcu listu podpisałem się "na zawsze Twój<moje imię>".
Nie dlatego, że coś do niej czuję, bo nie czuję nic, zauroczenie przeszło mi już pół roku temu. Podpisałem się tak dlatego, że K. jest dla mnie kimś wartościowym i dlatego zależy mi na niej i na tym, by poznać ją w realu, bo tylko w ten sposób dowiem się jaka jest naprawdę i czy moje wyobrażenie o niej jest słuszne czy pęknie jak bańka mydlana. W jaki sposób mam być "na zawsze jej", przez komputer stukając nosem w spację? Musiałbym kompletnie przewartościować swoje życie, stać się jakimś degeneratem, który kompletnie nie liczy się z nikim, by wartość jaką stanowi dla mnie K.  spadła do zera. Tylko wtedy przestałoby mi zależeć na niej i na spotkaniu z nią. Do przesyłki dołączyłem także prezent na przeprosiny. Byłem w końcu u jubilera i kupiłem jej świecidełko, które według mnie będzie do niej pasować. Miałem ogromną frajdę z tego jeśli uda mi się w ten sposób sprawić jej przyjemność. Napisała do mnie, że przeczytała list, a zawieszka którą jej kupiłem jest piękna, ale to było niepotrzebne, bo ona już się na mnie nie gniewa. Powiedziała, że list jest fajny, ale już od dawna się nie złości i wiem przecież, że gniew szybko jej przechodzi. Dodała, że nie chce brzmieć jak niewdzięczna fujara, bo dobrze wybrałem, ale to musiało być drogie i jest jej z tym głupio, że mi ją zwróci jeśli się zastanowię, bla, bla, bla. Powiedziała, żebym nie kupował jej nic albo chociaż powiedział jej wcześniej żeby mogła mi to wybić z głowy, była bardzo pozytywnie nastawiona po tym liście.

Skoro list się jej spodobał to wydawało mi się, że akceptuje to co w nim napisałem, że zgadza się z tym co w nim zawarłem, że chce powrotu na stare tory jak było zanim zachowałem się jak dupek. Od jakiegoś tygodnia w zasadzie nie odzywa się do mnie. Uciekła w gry z e-znajomymi. Im większa szansa na to, że staniemy się dla siebie realni, tym bardziej ona stara się uciec od tego. W ostatnią sobotę wyszedłem wieczorem pokręcić się po mieście, bo było mi zwyczajnie smutno, że spędza tyle czasu z kolesiami z internetu, a do mnie nadal nie zadzwoniła. Wróciłem do domu i sam do niej zadzwoniłem. Nie wiem co mnie tknęło, , że zacząłem gadać o tym czy ja sobie nie narobiłem czasem złudnych nadziei. W końcu skoro sama odnowiła kontakt i nasze rozmowy wyglądały jak dawniej do tego stopnia, że po powrocie do domu bez powodu poinformowała mnie, że wróciła(a przecież tego nie wymagałem). W dużym skrócie usłyszałem, że: Nie wie co ma powiedzieć żeby nie było mi przykro, nie chce powiedzieć czegoś czego będzie żałować, że nie jest wróżką i nie wie co stanie się w przyszłości (na pytanie co dalej z naszą znajomością), że dobrze zrozumiała mój list, bo umie czytać (później powiedziała coś kompletnie sprzecznego, że może jednak nie do końca zrozumiała mój list/źle go zrozumiała), Na moje pytanie co zrozumiała z listu odpowiedziała, że zależy mi na niej. Mówiła żebym nie myślał o tym (stara śpiewka) i że mi przejdzie. Co ma mi przejść? Już w maju przeszło mi zauroczenie, więc co teraz ma mi przejść? Nie używam jako zamiennika mówiąc, że zależy mi na niej za te wszystkie durne wyznania sprzed wielu miesięcy. Cieszę się, że tamto mi przeszło. Po prostu wiem ile ona jest dla mnie warta zakładając, że moje wyobrażenie o niej jest prawdziwe.

ZNOWU pytała czy zrobiła coś co sprawiło, że narobiłem sobie nadziei. Oczywiście, że nic nie zrobiła. Jedynie odnowiła kontakt ze mną, spodobał jej się list ode mnie, w którym jasno daje do zrozumienia, że będę się o nią starał. Odzywała się do mnie bez powodu kiedy ja milczałem, więc oczywiście nie miałem najmniejszego prawa pomyśleć, ze ona wyciąga do mnie rękę na zgodę. Powiedziała mi, że już dawno się nie gniewa, przyjmuje przeprosiny, ale ma "niesmak" po tym co jej nagadałem latem. Ok, zachowałem się jak najgorszy dziad, ale jak sama powiedziała, wybacza mi. Ten "niesmak" jak ona to nazywa nie przeszkadzał jej, by pisać do mnie zanim otrzymała ode mnie list. Nie przeszkadzało jej to, by zwierzyć mi się pierwszy raz od baaardzo dawna. Nie miała problemu z tym, by zaciągać mnie na te jej kilkugodzinne streamy z gier w trakcie, których także sporo ze sobą pisaliśmy. Nie miała problemu, by zagadywać jak dawniej nawet o najmniejsze pierdoły. Ten "niesmak" nie przeszkadzał jej, by odebrać ode mnie telefon i chichrać w najlepsze, ale o tym za chwilę. Czasem mam ochotę zapytać ją czy każdemu koledze z internetu wybaczyłaby to o czym pisałem przed miesiącami, czy każdego kolegę z internetu z dużym entuzjazmem pytałaby o przyjazd do niej po tym co odwaliłem w kwietniu. Czy do każdego kolegi, który zachował się jak ja w kwietniu, pisałaby smsy na pobudkę? Dzwoniłaby z pretensjami, że ją "olewam"? Czy z każdym kolegą z internetu byłaby w stanie odnowić kontakt po tym szambie, które wylałem na nią latem. Ta sobotnia rozmowa była miła. Trajkotała jak nakręcona gdy mówiła o jakichś tam sprawach w domu itp, ale potem sporo milczeliśmy gdy gadaliśmy o tym co dalej z naszą znajomością. Pytała mnie nawet czy jestem zły, czy zależy mi na kontakcie czy będzie to dla mnie zbyt bolesne. Powiedziałem, że zależy, ale to wciąż dla mnie za mało i chcę się kiedyś z nią zobaczyć. Dodała pod koniec, że dokończymy tę rozmowę, jednak się nie doczekałem.

w poniedziałek było mi przykro, bo czekałem cały dzień aż się odezwie, ale miała mnie gdzieś, bo kolesie z gry byli ważniejsi. Wyszedłem z domu i chodziłem tyle, że dorobiłem się kilku krwawych odcisków. Zadzwoniłem do niej kuśtykając z bólu po mieście. Pogadaliśmy parę minut i aż tak wesołej i miłej rozmowy to nie mieliśmy od marca. Była miła, wesoła i bardzo troskliwa. Kilka razy powiedziała bym wracał do domu, bo jest zimno i się przeziębię. Heheszkowała sobie mówiąc, że teraz tyle chodzę, że za chwilę zacznę biegać i będę wrzucał na fejsbuczki jakieś statusy z pokonaną trasą. I po tym powiedziałem coś, by sprawdzić jej reakcję. Przekomarzaliśmy się trochę o to bieganie i zażartowałem, że jak zacznę biegać to najpierw pobiegnę do niej te 300 km. Zareagowała z dużym entuzjazmem, zaczęła się śmiać i ponownie niczym w czerwcu gdy mieliśmy się jeszcze spotkać, zaczęliśmy się licytować ile to dokładnie jest tych kilometrów. Pytała mnie dokąd idę, ile przeszedłem, że sobie pokaleczyłem kopyta. Gadaliśmy wesoło, bez żadnego pauzowania, ciągle oboje trajkotaliśmy. Pod koniec rozmowy po raz drugi lub trzeci dodała, bym wracał do domu, bo jest zimno i sobie odmrożę "dupę" i pogadamy przy kompie. I tutaj po raz drugi chciałem sprawdzić jej reakcję, wiec zażartowałem, że "ona mi ją ogrzeje". Wybuchła przyjemnym śmiechem i ponownie przyjęła to z dużym entuzjazmem. Pożegnaliśmy się i wypowiedziane przez nią "papa" brzmiało bardzo ciepło. Godzinę później wróciłem do domu, dałem jej o tym znać, ale nie odpisała. Gierkowała ze znajomymi. Znowu. Po co przy tak miłej rozmowie mówi mi, że pogadamy skoro po raz kolejny nawet palcem nie kiwnęła, by się odezwać?

Znowu mam wrażenie, że wizja spotkania ją po prostu przerasta. Mojego listu nie dało się zrozumieć na opak, był dosadny, a mówiąc, że jest fajny oczywistym dla mnie jest, że zaakceptowała jego treść i zaczyna powoli być "po staremu". W żadnym razie nie chciałem "przekupić" jej tym prezencikiem. Chciałem sprawić jej przyjemność po tym jak zburaczyłem i dać jej jasny komunikat, że traktuję ją poważnie. Jeszcze w sobotę mówiła mi, że jeśli jest mi szkoda pieniędzy to mi to odeśle. Powiedziałem, że w żadnym wypadku, jest to prezent dla niej i ma jej przypominać wszystkie miłe chwile, które spędziliśmy na długich rozmowach. (sama przyznała, że tych było sporo) Nie rozumiem jak można wybaczyć komuś tyle rzeczy i mając "niesmak" odnawiać kontakt. Po co? Skoro ma niesmak to po co? Po co robić mi nadzieję? Pomimo tego "niesmaku" potrafi rozmawiać ze mną przez telefon i śmiać się w najlepsze, opowiadać co tam u niej słychać itd., ale widzieć mnie nie chce? Kiedyś lubiła mnie za to jaki jestem, akceptowała mnie i sama widziała w tym wszystkim nadzieje i szansę na coś więcej. Skoro teraz tego nie widzi to po co narobiła mi nadziei pisząc do mnie? Ja nawet nie jestem zły na nią, bo wiele popsułem i wiele rzeczy było niepotrzebnych jak to sama kiedyś powiedziała. Jestem poirytowany, bo od kwietnia czekam na prostą decyzję, zmieniała zdanie milion razy. Za miesiąc miną pełne dwa lata odkąd zaczęła pisać do mnie każdego dnia. Od tych dwóch lat myśli o niej towarzyszą mi KAŻDEGO dnia.
Za miesiąc minie pełny rok odkąd odzyskaliśmy kontakt, odkąd opowiedziałem jej o całym moim życiu, odkąd zaakceptowała mnie jakim jestem. Chcę się w końcu przekonać na własnej skórze czy moje wyobrażenie o jej charakterze jest właściwe. Przecież bazuję tylko na naszych rozmowach. Chcę się dowiedzieć czy polubimy się w rzeczywistości, czy naprawdę stanowilibyśmy dla siebie jakiekolwiek wsparcie. Skoro przez głupią słuchawkę wybucha dzięki mnie śmiechem to czemu w rzeczywistości miałoby być inaczej? I to pomimo "niesmaku" po sytuacji z lata. Nie rozumiem czemu nie możemy spotkać się jako zwykli znajomi, bo przecież jeśli ma pojawić się między nami coś fajnego to będzie to niezależne od naszych ustaleń, nazewnictwa i wyobrażeń. Wypali albo nie i będzie miała święty spokój ode mnie, ale dopóki śmiejemy się przez telefon i jest miło, dopóty będę starać się o spotkanie. Koledze z pracy, który zaprosi ją na kawę też powie, że nie chce przenosić tej znajomości na grunt prywatny albo, że jej na nim nie zależy, więc nie ma sensu? Trochę to śmieszne tym bardziej, że wybaczyła mi to moje zachowanie.

Mój brat za jakiś czas będzie brał ślub, więc mam świetny pretekst, by zaprosić K. do siebie. Powiem jej, że bez baby nie idę... <tup, tup nóżką>
Na pewno nie jest mi obojętna, bo moje koszmary zaczęły mijać gdy odnowiła kontakt, ale teraz gdy usłyszałem "żebym nie myślał o tym, że mi przejdzie" to znowu wracają, a sam śpię jakieś 4 godziny, bo więcej nie mogę.

@MrSpock
Z nas dwojga to ja bardziej fantazjowałem od niej. K. jedynie wypomniała mi kiedyś, "co ja sobie wyobrażam, będzie musiała utrzymywać nas sama, bo ja nie chcę pracować ani skończyć szkoły". I to chyba jedyny moment gdy wyszła tak daleko z wyobraźnią. Chociaż to też chyba świadczy o tym, że liczyła na to, że coś z tego wyjdzie. K. została zraniona przez parę osób i sam też dorzuciłem jej nieco przykrości, a bardzo mi ufała jak na kogoś z internetu, kogo na oczy nie widziała. Powiem szczerze, że dawniej tak właśnie myślałem, że NA PEWNO mi się z nią uda, bo przecież mieliśmy podobne trudności z innymi ludźmi, że przez to potrafimy sobie pomóc itd., ale ja od zawsze chciałem się z nią zobaczyć na żywo, spędzić jakiś czas razem i wtedy dopiero zacząć się poznawać tak na dobrą sprawę.
Liczę, że z przyszłym rokiem zacznę z K. od początku, na czysto, bo pozbyłem się durnego zauroczenia. Odnawiając ze mną kontakt pokazała mi, że nie jestem jej obojętny, bo przecież ma masę REALNYCH znajomych. Może wystraszyłem ją, tym pytaniem co dalej z nami, albo nie wierzy mi, że przestałem być nią zauroczony i nie chce mi robić przykrości gdyby nie wyszło.
Co do szkoły to mój ojczym z nadgorliwości (nie z troski) zadzwonił do wychowawczyni, bo wykrzyczałem, że mnie katują w szkole. Robił mi problemy o to, ze nie poszedłem tego dnia do szkoły, bo źle się czułem kiedy mój brat mógł zostawać bez powodu w domu, bo to jego oczko w głowie. Miałem ciężko w szkole, bo jestem dobrą dupą. Nie potrafię się postawić, a gdy "lider" tej magicznej trójki z mojej klasy akurat nie przyszedł do szkoły to nagle miałem "kolegów" w jego przybocznych. Podobnie w poprzedniej klasie. Był jeden, który mnie katował i jego "pomocnik". Jak nie było jednego w szkole to nagle drugi stawał się moim "kolegą". Wychowawczyni zaproponowała KONFRONTACJĘ z udziałem rodziców i uczniów... No po prostu brawa o//
Równie dobrze mogła dać nam rękawice bokserskie albo od razu krzesła i metalowe rury żeby pan "lider" mnie zatłukł na miejscu, bo nie ma dla mnie różnicy czy zrobiłby mi fizyczną krzywdę czy zagadałby mnie na tej "konfrontacji".

Nie przyszedłem na to spotkanie, bo i tak nie wydusiłbym z siebie słowa przeciw niemu. Bo niby jak? Miałbym przy własnej matce, wychowawczyni, ojcu tego śmiecia w ludzkiej skórze i przed nim samym powiedzieć, że on mnie katuje, a on tak po prostu by temu zaprzeczył i koniec sprawy? Ostatecznie wykręcił się i powiedział, że to JA go prowokuję i wyzywam. Pokazywałem ubrania, że mi niszczą itd. No i nic. Raz okładali mnie kijami od unihokeja i ten jeden raz coś we mnie pękło, wyrwałem jednemu kij i sam zacząłem i z tym gonić i tłuc po łbach. Wyszedłem ze szkoły i byłem bliski pójścia na komendę, która mieści się dosłownie po drugiej stronie ulicy, ale zrezygnowałem, bo byłem dla nich zbyt dobry. Sama dyrektorka zmiotła sprawę pod dywan. Wezwała mnie i tą gnidę na dywanik. Zaczęła coś słodko pierdzieć, że musimy sobie pomagać, że być może dzięki NIEMU skończę dobrą szkołę, kiedyś się spotkamy i mu za to podziękuję. Serio Ty ruda małpo? Miałem ochotę wtedy tak jej powiedzieć. Gość mnie katuje, a ona mówi mi, że mam taką mentalność i jeszcze kiedyś mu podziękuję. Jeszcze dostałem łatkę konfidenta. W domu to co mnie denerwuje to krzyki ojczyma, bo mu wiecznie nic nie pasuje. Nawet nie musi tego kierować do mnie. W ostatnią sobotę wyszedłem zdenerwowany z domu, bo "ON SIĘ ZARAZ WK* I WYJDZIE", bo przecież nie wolno mi przeżywać tego, że po raz kolejny dostałem po tyłku przez niezdecydowanie K. Nic nawet nie zrobiłem, po prostu ryczałem, bo było mi źle.  Tamtego wieczoru miałem taką nieodpartą myśl, by pójść w końcu na tę komendę i wygadać wszystko o wszystkich. Dalej już interes policji w tym, by ich wyłowić i przesłuchać. Ale znowu uspokoiłem się i mi przeszło. Wolałbym jednak żeby nie przechodziło.

Na chwilę obecną cieszę się z tego, że potrafię normalnie, na wesoło rozmawiać z K. i postaram się doprowadzić do spotkania. Jeśli nie pójdzie po mojej myśli to nie będę miał najmniejszych skrupułów, by pozgłaszać te wszystkie kreatury ze szkoły, więc gdyby mieli dziś świadomość mojej sytuacji to powinni się modlić byle tylko wyszło mi w życiu i bym był szczęśliwy. Moja matka ma przyjaciółkę, którą zna jeszcze z dzieciństwa. Mój dziadek pracował u niej wiele lat. To BARDZO wpływowa osoba, która raz nam pomogła w sytuacji wręcz nieodwracalnej. Jeśli K. zostawi mnie na lodzie bez spotkania to nie będę miał już kompletnie nic do stracenia i poproszę o pomoc tę przyjaciółkę mojej matki. Ma sztab prawników, których potrzebuję, bo nie mam żadnych dowodów na to, że działa mi się krzywda, a świadków ci przestępcy to mają w znajomych na fejsbuczkach. Dlatego właśnie potrzebuję prawdziwych czarodziejów prawa, by dobrać im się do czterech liter. Może to śmieszne, że czekam aż spotka mnie niepowodzenie z K., ale wtedy chyba będę bardziej zdeterminowany, by wsadzić za kraty te gnidy. Dla mnie teraz ważne jest, by móc spotkać się z dziewczyną, na której mi zależy, być sobą i przekonać się jaka ona jest w rzeczywistości, ale jeśli to mi kompletnie nie wyjdzie to postaram się o pomoc i przejadę po tych bandytach jak walec w sądzie. Ot taki mały foszek z przytupaskiem na świat. Koniec na dziś z moim stękaniem, bo i tak się powtarzam w dużej mierze. Jeśli kogoś jeszcze będą interesowały moje perypetie to zaktualizuję temat i opowiem jak to się potoczyło dalej, bo tym razem nie odpuszczę jej tego spotkania ;>
Truuudne spraaawy.
Pozdrawiam.

99

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Witam Cię Floki , szkoda, że wróciłeś tutaj z takim postem.

I jak dla mnie, dalej jesteś Nią zauroczony.
Sorki za te słowa, ale dla mnie Twoje zauroczenie jest chore.

100 Ostatnio edytowany przez Floki (2015-11-04 21:54:28)

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Nie jestem zauroczony. Może po prostu nie wiem już co mam zrobić ze swoim życiem. "Wtedy" biło mi szybciej serce i robiło mi się ogólnie tak przyjemnie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem więc wkręciłem sobie, że jestem wielce "zakochany". Dzisiaj nie czuje takich rzeczy. W ogóle nic nie czuję. Zwyczajnie uważam ją za fajną dziewczynę, ale najwidoczniej będzie szła w zaparte, że nie chce się ze mną widzieć. Niech nie chce. Teraz czego bym nie powiedział to i tak ani ona ani Wy nie uwierzycie mi, że pozbyłem się tego durnego zauroczenia. Żałuję, że powiedziałem jej wtedy o tym. Żałuję, że w ogóle pozwoliłem sobie myśleć, że coś takiego jest możliwe. Może i jestem świrem, bo kto normalny by się przejmował tym, że dziewczyna z internetu, nie chce się spotkać. Przecież ona nie ma prawa nic dla mnie znaczyć. To tylko pixel na ekranie i głos w słuchawce, który równie dobrze mógłby być głosem konsultantki "ejwonu".
Nie wiem tylko po co wkręcała mnie ponownie w swoje prywatne sprawy te zawodowe jak i te czysto hobbystyczne. Ma wiele koleżanek z reala, którym może się zwierzyć, które nie sprawiły jej tyle przykrości co ja, a jeśli chodzi o te hobbystyczne sprawy to przecież ma całą rzeszę psychofanów liżących jej cztery litery jak tylko się da, bo to laska z sympatycznym głosem, więc ma z kim spędzać czas. Po co ponownie sięgnęła po mnie?

101

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Jak dla mnie Twój poprzedni post temu przeczy, ale to są moje odczucia i mogę się mylić.

102

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Niestety Floki musze sie zgodzic z Krejzolka. Jestes nadal kompletnie zafiksowany na punkcie K. Gdyby tak nie bylo nie uzaleznialbys obrotu tak wielu waznych spraw w  swoim zyciu od jej decyzji co do spotkania z Toba. Nie analizowalbys rowniez tak drobiazgowo kazdego jej gestu, slowa, tonu glosu gdy mowi papa i nie kojarzylbys dat kiedy zadzwoniles,  powiedziales to czy tamto itd. Takie rzeczy pamieta sie jedynie w odniesieniu do osob na ktorych nam bardzo zalezy. Moze nie masz juz palpitacji serca na mysl o K. bo taka chemia nie moze sila rzeczy trwac w nieskonczonosc ale K jest niezmiennie centrum Twojego wszechswiata..niestety. Byc moze wypierasz ten fakt by w razie porazki moc samemu sobie powiedziec ze nie bolalo az tak bardzo?
Floki nie brnij w to bo jestes wartosciowym, madrym chlopakiem a marnujesz swoja energie na kogos kto tego nie doceni. K byc moze potrzebuje kontaktu z Toba ale czy dlatego ze jej zalezy? Hmm a moze poprostu  dlatego ze kazdy chcialby miec takiego wiernego kompana do wielogodzinnych rozmow jak Ty, ktory zawsze wyslucha i zawsze doslownie zawsze znajdzie na to czas i checi. W mojej ocenie jest jej poprostu wygodnie tak i przez to ze wygode ceni sobie najbardziej to nie dazy do spotkania ktore samo w sobie wymagaloby od niej podjecia jakiegos wysilku i nie daj Boze wiazalo z jakimis komplikacjami burzacymi ten jej wygodny uklad w ktorym moze Ci wszystko i zawsze anonimowo w sumie wyznac, wyzalic sie i poradzic. Nie godz sie na taka role Floki. Zaslugujesz na duzo wiecej. Przemysl to prosze

103

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Hej , tak sobie wyrywkowo poczytałam Tw historię i zrobiło mi się smutno... Eh
Trzymaj się chłopie , nie analizuj już niczego, nie rozdrapuj ran,
Idź do przodu.

104

Odp: Internetowa znajomość i głęboka więź

Wiem że postąpiła nieładnie i jesteś wkurzony na to, bo nie chcesz tego tak zostawić. Bardzo dużo dziewczyn postępuje w ten sposób a szczególnie wtedy gdy kontakt jest wyłącznie przez internet. One często fantazjują i uważają chłopaka do którego piszą za bohatera powieści który się zmaterializował i rozmawia z nią, rozumiesz? Tak naprawdę nie bierze pod uwagę ciebie jako żywą osobę z którą chce się spotykać, więc to, że ona się otwiera zupełnie o niczym nie świadczy. Normalny człowiek jak się otwiera to robi to przed przyjacielem. Nienormalny otwiera się przed obcym człowiekiem, z którym nie chce mieć kontaktu bezpośredniego. Dlatego niezbędny jest szybki kontakt bezpośredni w celu ustalenia, która sytuacja zachodzi. Jeżeli otworzy się na spotkaniu to już jest nieźle. Z moralnego punktu widzenia otwieranie się gdy nie chce się bliskiej więzi jest nieetyczne bo to powoduje zmylenie. Zostałeś zmylony przez nią że ona chce przyjaźni i poniosłeś niestety konsekwencje na zdrowiu z tego powodu, bo nie wiedziałeś że dziewczyny tak postępują. Trudno też ją karać bo ona prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z tego że nie powinna tak robić.

Myślę że niezależnie od tego jak się z nią ułoży powinieneś spróbować poznawać inne dziewczyny i to bezpośrednio, jeśli tylko masz taką możliwość. Może w jakimś domu kultury, w chórze, na kursie próbuj ostrożnie rozmawiać z dziewczynami, najlepiej z kilkoma na raz. To jest dla ciebie ważne ćwiczenie.

Jesteś za miękki jeśli chodzi o postawienie się tym wszystkim którzy ciebie dręczą fizycznie. Dorosły człowiek tak by się nie dał i nie chodzi mi o bicie się. Masz zgłaszać przestępstwa napastowania ciebie fizycznego i nie bać się tego zgłaszania. Noś ze sobą gaz pieprzowy dla ochrony. Jak dyrektorka zobaczy że jest bójka bo ktoś dostał gazem i policja przyjechała to nie będzie lekceważyć doniesień o przemocy szkolnej. Gdy się odważysz to zrobić, okażesz siłę charakteru dzięki czemu nie będziesz myślał że jesteś bezsilny i nie będziesz się ciął.

Posty [ 66 do 104 z 104 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Internetowa znajomość i głęboka więź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026