Witam,
Czas napisać zakończenie tej historii. Jeszcze w poniedziałek byłem przeszczęśliwy aż miałem ochotę tutaj napisać, że w końcu ustaliliśmy konkretną datę. Tak było dopóki nie padło pewnie pytanie, ale przedstawię ciąg dalszy wydarzeń między nami w sposób chronologiczny. Zanim to zrobię przedstawię jak wyglądało moje życie do tej pory, by lepiej oddać to jaki dziś jestem. Może ktoś to w końcu zrozumie. W 2010 roku rzuciłem bardzo dobre technikum. Odechciało mi się chodzić, bo już wtedy zaczęło się ze mną dziać coś nie tak. Byłem przybity z byle powodu, zaczęły się huśtawki nastrojów. Miałem dość wszystkiego. Szkoła źle mi się kojarzyła przez moje gimnazjum. Trwało to cztery lata, bo pierwszą klasę powtarzałem przez chodzenie w kratkę. Byłem katowany co 45 minut przez dwóch gnojów, a rok później doszło 3 kolejnych w nowej klasie. Nie było dnia bym nie dostał łomotu. Pluto na podłogę i wycierano ją przeciągając mnie po niej. Niszczyli mi ubrania, rysowali pindole na bluzie, rwali mi ubrania i wyrzucali do kosza po czym musiałem je z niego wyciągnąć, bo nie miałbym w czym chodzić. Matce kłamałem mówiąc, że ciągle rozrywam je o klamkę itp. Nie zliczę ile razy niszczyli mi plecak, który matka musiała mi zszywać. Byłem zamykany w zimę na 10 stopniowym mrozie na balkonie szkolnym, zamykano mnie za kratami śmietników domków jedno rodzinnych. Policjanci uzbrojeni w kałasznikowy, którzy pilnowali ambasady tureckiej na przeciwko, jedynie się patrzyli. Dostawałem w łeb piłkami, kijami, kasztanami na jesień, wpychano mi do gęby jakiś puch, który opadał z roślin. Byłem pośmiewiskiem dla tych "fajnych" gości. Nie mam krzywej mordy, nie jestem garbaty, nie odstawałem zachowaniem od reszty. Po prostu jestem biedakiem, który na dodatek nie potrafi przyłożyć w obronie własnej. Nawet moi "koledzy", z którymi spędzałem czas po lekcjach odwracali się ode mnie gdy przychodziło co do czego i sami potrafili zniszczyć mi ubrania czy dogadywać, bym się nie odzywał. Byłem poniżany do tego stopnia, że już gorsze są tylko gwałty, których na szczęście tutaj zabrakło. Nie miałem czasu na myślenie o tym, o czym myśli nastolatek. To był czas, w którym powinienem był uganiać się za dziewczynami, a nie uciekać szkolnym korytarzem przed bandziorami. Zabrano mi moje najlepsze lata. To był czas na poznawanie ludzi, na nowe doświadczenia, na posmakowanie życia. To mi odebrano. W technikum trafiłem na niezbyt przyjemną klasę, nie było już przemocy fizycznej, ale dręczenie bez powodu nadal się pojawiało. Zrezygnowałem po kilku miesiącach, by rok później powrócić do tej samej szkoły. Tym razem klasa była ekstra. Grupa ludzi zawsze trzymających się razem. W pewnym momencie znowu odechciało mi się wszystkiego. W domu też nie mam spokoju. Nie pojawia się tutaj przemoc fizyczna, ani alkohol jednak wydzieranie się jest tutaj na porządku dziennym ( i nocnym). To chyba nawet zahacza o lekką patologię. Niepewna przyszłość, widmo wyrzucenia na bruk, częste braki pięniędzy na jedzenie, bo kupa forsy idzie na papierosy rodziców i ich długi. Już nawet wierzyciele zaczęli nas nachodzić.(tak jest po dziś dzień) Rzuciłem technikum po raz drugi i siedziałem w domu przez rok nie wychodząc ani razu z domu. Zacząłem się dziwić, że to już rok minął, a ja dalej siedzę na tyłku. Byłem sfrustrowany wiecznie nerwową sytuacja w domu.Nikt tutaj nigdy ze mną nie rozmawiał o niczym.(poza dziadkiem, z którym rozmawiałem równie często jak się kłóciłem) Byłem traktowany jak podludek. Zbierało się, aż w końcu wystarczyła mała iskierka. Gniłem przed tym komputerem, idioci w internecie życzyli mi śmierci, dostania raka itp. i to w końcu przelało szalę goryczy. Zacząłem krzyczeć, nikt nie reagował myśląc, że mi przejdzie jak nie będą zwracać na mnie uwagi. Przystawiłem sobie nóż do gardła i odstawiłem teatrzyk.Miałem już dość, bo nie miałem nawet do kogo się odezwać w tym domu. Powiedziałem matce żeby zadzwoniła na policję i powiedziała, że chcę się zabić. W końcu miałem komu się wygadać. Głupi sposób, ale przynajmniej słuchał. Mogłem wyrzucić z siebie całą frustrację. Musiałem po tym oczywiście jechać z nimi do szpitala na obserwację. Spędziłem tam trzy dni wypisując się na własne żądanie. Od tamtej pory siedziałem w domu, wiedząc, że muszę coś zacząć robić. Nie zająłem się niczym. Od 2011 nie wyszedłem z domu ani razu. Pogodziłem się z tym, że rodzina się już nie zmieni, a ja sam nic nie mogę. Z każdym rokiem przestawało mi zależeć na czymkolwiek coraz bardziej. Życie mi zbrzydło, miałem myśli samobójcze. Miałem dość. Zająłem się graniem w te durne gierki, bo to jedyna rzecz w życiu, w której jestem dobry, a i sprawiałem, że ludzie dzięki mnie dobrze się bawili przez moje poczucie humoru. Nadal się denerwowałem przed monitorem gdy ludzie wypisywali pod moim adresem głupoty. Potrafiłem krzyczeć ze złości na monitor jakby to miało dać jakiś efekt. Aż w grudniu 2013 pojawiła się ona. K, bo już nie mam ochoty bawić się w jakieś zmyślone pseudonimy. Sama zaczęła mnie zaczepiać. Pewnej nocy zwierzyła mi się i myślałem, że na tym się skończy, ale ona pisała od tamtej pory codziennie.Zaczęła mi opowiadać o sobie i wiedziałem, że sporo nas łączy i zgadzamy się w pewnych kwestiach, ale o tym pisałem już w kwietniu.
O moim życiorysie dowiedziała się ode mnie dopiero rok później w grudniu 2014. Powiedziałem jej o wszystkim ze szczegółami, by nie mieć przed nią żadnych tajemnic. Po moim odzyskaniu internetu wiedziałem już, że chcę jej powiedzieć, że stała się dla mnie kimś ważnym i tylko mówiąc prawdę, będę miał malutką szansę na to, by kiedyś spotkać się z K. Nie wystraszyło jej nic o czym jej opowiedziałem. Podkreśliłem, że w ciągu tych paru lat wyszedłem raptem dwa razy z domu. To ważne dla późniejszej części tej historii. To co działo się od grudnia do kwietnia opisałem w pierwszym poście. Pod koniec marca rozmawialiśmy jeszcze na mikrofonach. Wtedy jeszcze byłem święcie przekonany, że ją kocham. Słodziłem jej, mówiłem o moich uczuciach, ale to już opisywałem. w końcu zrobiłem coś o czym nie chciałem tutaj mówić. Rozmawialiśmy o wszystkim, ja jej słodziłem, ona gadała że na to nie zasługuje. Mówiła, że mi się nie spodoba, więc powiedziałem, by zrobiła sobie zdjęcie całej siebie, normalnie w ubraniu. Była niechętna przez swoje kompleksy, więc dla beki postawiłem jej ultimatum, że jeśli nie zrobi sobie zdjęcia(jeszcze raz zaznaczam, że w ubraniu) to ja pokaże się jej w "ubraniu" Adama. Już wcześniej rozmawialiśmy o bardzo intymnych sprawach z mojej inicjatywy. Nigdy nie powiedziała, że jest to nie w porządku. Zawsze byłem delikatny i niezbyt nachalny. Nie wiem co mi uderzyło do głowy. Pierwszy raz dziewczyna naprawdę poświęcała swoją uwagę mnie, nawet zanim wyznałem jej jakiekolwiek uczucia czy zwierzyłem się z czegokolwiek, więc nie była to litość. Potrafiliśmy sobie żartować z tego. Kiedyś odbiła mi palma(będąc święcie przekonanym, że czuję miłość) i wyznałem jej, że chciałbym, by została moją pierwszą. Ubrałem to w bardzo delikatne słowa, by nie pomyślała, że jestem jakimś zbokiem z internetu. Uciekłem szybciutko z komunikatora myśląc, że mnie za to opierniczy. Rano czekały już na mnie dwie wiadomości. Pierwsza brzmiała"ale z Ciebie wariat
", drugą stanowił link do zdjęcia jej buźki, o które wcześniej nawet nie prosiłem. Poczułem, że jest to jakaś zachęta dla mnie. Jestem prostym chłopem, którego ominęło wiele przez co nie do końca wiem kiedy można przekroczyć pewną granicę. Skoro jej reakcja była pozytywna, powoli zacząłem dawać jej do zrozumienia, że myślę o niej bardzo poważnie. Powiedziałem jej nawet, że fantazjuje na jej temat. Jej reakcja? "To miłe i bardzo pochlebiające". W sumie co mogła innego napisać tak, by mnie nie urazić... Raz zapytała nawet czy to prawda czy powiedziałem jej tak, by zrobić jej na złość. No i tak będąc zafascynowany nową dla mnie sytuacją, drążyłem dalej. Ona mówiła mi o swoich kompleksach, ja jej o swoich. Dla niej problemem była jej figura, dla mnie moja "męskość", choć teraz wiem, ze jest wszystko ze mną w porządku.
Rozmawialiśmy o naszych problemach. Powiedziała, ze dla niej mój problem, nie wchodzi nawet na listę prawdziwych problemów, ze wszystko jest ze mną okej. Bałem się, że się ośmieszę kiedyś przed nią na żywo. Ona mówiła, wtedy, że najbardziej przejmuje się tym, że mi się nie spodoba, bo zdjęcia to tylko zdjęcia. Mówiła żebym tak nie galopował, bo o czym będziemy rozmawiać gdy się już spotkamy. Chciałem od niej normalne zdjęcie w ubraniu, bo myślałem, że w ten sposób pomoże jej to zrozumieć, że chcę ją taką jaką jest. I tu padło to moje ultimatum postawione dla żartu. Już wcześniej chciałem jej wcisnąć moje zdjęcia, bo bałem się, że jestem mało atrakcyjny i nie chciałem zostać odrzuconym na żywo. Choć wcześniej mówiła, że nie chce ode mnie takich zdjęć, bo jest staroświecka, to zaczęła się ze mną droczyć. "Trochę sobie przeskrobałeś z tym ultimatum. -czemu? -Pamiętasz czym mi groziłeś?;] -Pamiętam, no i? -No i jeśli nie dam Ci tego zdjęcia to powiedziałeś, że co zrobisz?:> (tu coś jeszcze napisałem udając głupiego) -Powiedziałeś, że pokażesz mi się w ubraniu Adama xd -Myślisz, że tego nie zrobię? -Myślę, że zrobisz i może dlatego specjalnie nie dam Ci tego zdjęcia?:>" Moja fotograficzna pamięć jest teraz dla mnie przekleństwem. Pamiętam nawet te głupie emotki mogące świadczyć o jej nastawieniu. Następnego dnia powiedziała mi jasno, że nie chce ode mnie tych zdjęć, bo mnie szanuje. Jednak tej samej nocy z mojej inicjatywy ponownie zaczęliśmy intymne rozmowy. Pytałem czy nie przeginam, czy jest w porządku i mówiła, że jest ok. Tej samej nocy chciałem wiedzieć zbyt wiele i powiedziała, że raczej spasuje. Przeprosiłem ją. Dalej rozmawialiśmy, obracała nawet pewne świństwa w żart. Pokazywaliśmy sobie co lubimy oglądać gdy nikt nie patrzy. w przeciwieństwie do niej, ja nie czytam książek. Nieco później zlinkowała mi jakąś grupę na FB "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka". Uznałem to za sugestię pisaną pół żartem pół serio. Znowu odszedłem od wątku. Miałem JASNO powiedziane dwa razy, że NIE chce ode mnie tych zdjęć, jednak w międzyczasie droczyła się ze mną, a potem jeszcze rozmawialiśmy na intymne tematy. Pomyślałem, że jest podobnie jak w czasie zanim wyznałem jej uczucie. Że się droczymy ze sobą, a jak wyznałem jej co czuję to się ucieszyła. Pomyślałem, że w tym przypadku jest dokładnie tak samo. I stało się, dałem jej te zdjęcia. Milczała cały dzień. Dopiero następnego dnia powiedziała to o czym pisałem w pierwszym poście. Że przegiąłem, że nie odwzajemnia uczucia. Pytałem po co to wszystko, odpowiedziała, ze jest zbyt miła dla ludzi...A czemu utopiła kartkę świąteczną w perfumach? "Nie wiedziałam, że to będzie taka wtopa"."Udzielił mi się Twój entuzjazm"Nagrałem jej film na przeprosiny. Potem czekałem na tę poniedziałkową rozmowę, miałem dać jej czas na zastanowienie się nad spotkaniem. Chciałem poczekać tydzień, ale jestem w gorącej wodzie kąpany. Próbowałem do niej zadzwonić, ale zbywała mnie mówiąc, że sprząta pokój. Jak tylko pisałem zmieniała sobie ręcznie status na AFK. Jestem upierdliwy, ale zabolało mnie to, że robi mnie w trąbę. Zacząłem do niej pisać. Ta w złości mówiła, że nie chce niczego przenosić do reala. Zacząłem znowu wylewać jej żale. Pokazałem nawet jej ten temat. Sam do końca nie wiem czemu. Bolały mnie podejrzenia innych użytkowników o to, że K. jest np mężatką, albo ma kogoś poza mną. Zapytałem czy gniewa się za to, że zdradziłem nasze tajemnice.
Powiedziała, że nie, ale jest jej przykro, bo może użytkownicy podejrzewający ją o to, że ma coś z głową może mają rację. Wiedziała, że nie pracuję, ale myślała, że jestem leniem i będę jej utrzymankiem jeśli zdecyduje się na coś więcej ze mną. Wyrzuciła mi mniej więcej "Może nam wypali, może nie. Co dalej? Wprowadzasz się do mnie i żyjemy ze skromnej renty we trójkę? Albo szukamy mieszkania i cały obowiązek utrzymania nas spada całkowicie na mnie, bo powiedziałeś, że nie chcesz pracować." Wyrzuciła mi, że nie chce pracować, nie chcę wrócić do szkoły, więc czego chcę? Powiedziałem jej co planuje. Że chcę się z nią spotkać, a potem podjąć nawet najmniej płatna pracę na początek, by potem wziąć się za jakąś szkołę, która da mi zawód. Bałem się, że jeśli pójdę do pracy zanim się spotkamy to ona powie mi "wstałeś na nogi, teraz dasz sobie rade sam". Ja nie chcę sam. Poszedłem do technikum dla samego siebie, bo naprawdę tego chciałem, a jednak zwątpiłem. Chciałem zmienić moje marne życie dla niej, by wiedziała, że będzie miała ze mną stabilna przyszłość. Potrzebowałem jej, nie jako przepustki do lepszego świata, a fantastycznej dziewczyny, na której mi zależy. Pogadaliśmy, powiedziała byśmy dali sobie czas na opadnięcie emocji, a potem będziemy myśleć co dalej. Pomyślałem, że to tylko wymówka. Że już nic z tego nie będzie. Pogodziłem się z tym, że nigdy w życiu jej nie zobaczę na żywo. Cierpiałem, nadal coś tam ze sobą pisaliśmy, spędzaliśmy czas. Ja już pisałem do niej nie dając po sobie poznać, że czuję coś do niej. Byłem chłodny w naszych rozmowach tak przez jakieś 3 tygodnie. Ona już na jakieś dwa dni odkąd sobie porozmawialiśmy, rzuciła mi trochę cukru. Potem zaczęła coś opowiadać o tym, że oczy ją piekły po tuszu do rzęs. Zwykle się nie malowała, bo nawet nie musi. Pomyślałem, że skoro to zrobiła to pewnie chciała się komuś podobać. Zrobiło mi się bardzo przykro, bo pomyślałem, że może kogoś ma tylko mi o nim nie mówiła. Przeprosiłem ją, powiedziałem, że już idę spać. Wręcz z pretensją zapytała czemu tak wcześnie. Pożegnałem się, ona już nie odpisała. Następnego wieczoru, znowu spędzaliśmy czas "razem". Wypaliłem coś, że ja tak nie mogę. Że nie jestem w stanie myśleć o niej inaczej niż do tej pory.Odparła "To chyba dobrze?"
Zacząłem się zastanawiać dlaczego tak napisała. Przecież przez moją głupotę wzięła mnie za zboka z internetu. Chciała końca tej znajomości. Od czasu gdy wyrzuciła mi to, że myśli, że będzie mnie utrzymywać, nie poruszałem więcej tematu spotkania. Nie rzuciłem żadnym komplementem. Nie mówiłem już co do niej czuję. Pogodziłem się, że to koniec.Od słowa do słowa, aż powiedziała sama z siebie, ze wybacza mi to co zrobiłem. Powiedziała, ze przez to całe gadanie zapaliła jej się jakaś lampka ostrzegawcza, ale chyba nie może mieć mi tego za złe i myśli, że się po prostu za bardzo zagalopowałem. Kazała mi być sobą, a wszystko będzie dobrze i na pewno w końcu się spotkamy. Powiedziała wtedy, ze moje lutowe wyznanie było także zbędne, bo gdyby sprawy leciały własnym tokiem to prędzej czy później i tak byśmy się zobaczyli.Sama nawet do mnie pisała, mówiąc, że moi forumowi doradcy ciekawią się naszymi dalszymi losami."Myślą, że jest miedzy nami źle, a to chyba nieprawda, co?;>" "Napisz im coś". Aż pewnego dnia zaskoczyła mnie. W kwietniu powiedziała mi, że pytała swoją mamę co sądzi o moim przyjeździe do niej i co ja na to, by przyjechać na premierę wiedźmina 19 maja. Totalnie mnie zaskoczyła. Odpisałem jej jak dureń, że "jak mam przyjechać to dla niej, nie dla komputera". Nie wiem jak to odebrała. Bałem się napisać więcej, by nie pomyślała, że znowu zacznę ją osaczać. Ona mi na to bardzo entuzjastycznie "Stary, wiedźmin 3, Ślunsk, ja?:D" Znowu dało mi to do myślenia. Zaczęła się potem ze mną droczyć, że jak ja nie chcę przyjechać to zaprosi sobie innego internetowego kolegę. Wiedziała jak na mnie działają takie żarty i sprawiało jej frajdę czytanie moich zazdrosnych wiadomości.
Żałuję, że nie pociągnąłem tematu. Bałem się, że pomyśli, że znowu będę ją osaczał, więc byłem bardziej pasywny. Nie miałem też wtedy pieniędzy, bo całą kasę jaką miałem "pożyczyli" ode mnie starzy. Głupio było mi pytać o spotkanie nie mając pieniędzy. Nastał maj. K, budziła mnie smsami "wstawaj, już 10:30!". Tydzień później nie miałem internetu na 3 dni. Pierwszego dnia, wieczorem wysłała smsa pytając czy coś się stało. Następnego ranka puściła kolejnego. Miałem zablokowane konto i nie miałem jak odpisać. Parę godzin później w końcu zadzwoniła z oburzeniem w głosie. "Nooo, czemu mnie unikasz?!" Wytłumaczyłem o co chodzi i była taka jak zwykle. Ucieszyłem się, bo od naszego "kryzysu" w kwietniu nie słyszałem jej głosu. Zadzwoniła trzy dni później, wieczorem taka zatroskana. "Cześć, jeszcze nie śpisz?" Pogadaliśmy sobie trochę, pytała co u mnie, co robię i kiedy wracam do "świata żywych". Był już 11 maj, a ja nadal nie miałem pieniędzy, by prosić o dokładną datę spotkania. Zapytałem czy mówiła na poważnie o spotkaniu w maju. Odparła, że nie wie czy chce bym przyjechał teraz, już w maju, ale chce żebym przyjechał. Zaczęło coś się psuć między nami. Był 16 maj, ona zmęczona po ciężkim dniu biegania. W domu też przez 4 godziny jeszcze była zajęta. Nawet puściła mi stream z tego jak obrabia zdjęcia. Zapytałem czy pytała mamę ponownie co sądzi o moim przyjeździe. Powiedziała, że nie, a ja debil zacząłem drążyć. Czemu i czemu. Pomyślałem, że coś przede mną ukrywa i naskoczyłem na nią. Nie było przyjemnie. Przeprosiłem, ale i tak kazała wracać mi spać. Przez kolejne dni było podobnie jak przed tymi moimi pretensjami z 16 maja. Trochę popisaliśmy, z jej strony jakby od niechcenia. W dniu premiery wiedźmina nagle odżyła. Zaczęła do mnie pisać tak jak dawniej. Było wesoło, oglądałem jak gra. Parę dni później znowu było dziwnie. Założyłem sobie w końcu konto na FB. 22 maja dodałem ją, napisałem wiadomość. Wieczorem gdy wróciła zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam, ale chyba sam musiałem się pierwszy odezwać. Zapytałem czy coś przeskrobałem w ostatnim czasie, że nie dodała mnie na tym durnym portalu. Zrobiła nawet screenshota, by mnie zapewnić, że wiadomość została dodana do zakładki "inne", przez co niby nie widziała powiadomienia. Naszym czatem zakryła tych kilka milimetrów pod ikonkami na górze, gdzie wyświetlane są powiadomienia w czerwonych obwódkach. No, ale ja się nie znam. Może to tylko jakaś moja teoria spiskowa. Dziwnie się zachowywała. O ile na początku jej wielogodzinne znikanie mnie nie martwiło, to potem się już zacząłem być podejrzliwy. Przestałą pisać do mnie jako pierwsza. Wcześniej jeszcze rozmawialiśmy o tym co się u mnie dzieje. Mówiłem jej, że gadałem z moją matką, że pokazałem jej zdjęcia. Okazywała zainteresowanie. Raz streamowała mi wiedźmina 3. Była tam scena w karczmie z pięknym utworem Priscilli. Specjalnie cofnęła grę, by pokazać mi ten fragment. Puszczając mi tę scenę sama oglądała to po raz drugi. Napisała mi tak: Płakałam za pierwszym razem jak to usłyszałam. Psst Teraz dopiero połapałam się, że to o Geralcie i Yenefer, ale ciii
" Czy ja sobie coś źle zinterpretowałem czy sugerowała mi coś w ten sposób? Moglibyśmy się podpisać pod tym tekstem, bo jest dość nam bliski jakby nie patrzeć. Ja byłem święcie przekonany o tym, że się zakochałem. Chciałem od niej to w końcu usłyszeć. Zamiast tego powiedziała mi w marcu, że jestem najważniejszy i nie ma dnia żeby o mnie nie myślała. Że wie co ma mi powiedzieć,a jedynie nie potrafi tego jeszcze zrobić.Mówiłem jej, że śni mi się co dnia. Sama mówiła o sobie, że potrafi być zimna, ale w rozmowach ze mną była cieplutka i wesoła. Zawsze się cieszyła.Ostatnia zwrotka mnie dobiła. Może za bardzo się rozmarzyłem albo coś, nie wiem. Ryczałem przy tym.Pomyślałem, że skoro poznaliśmy się w tak durny sposób, bo w grze i tak się dogadujemy to może to coś znaczy.Pieśń Priscilli na YT jeśli ktoś nie słyszał.Potem już sam musiałem czekać aż mi odpisze głupie "cześć" po 30-60 minutach. O ile parę razy miała gości to było w porządku, ale jak zaczęła mówić, że ma upierdliwego kolegę, który pisze jej po jednym słowie na wers to ona wyłącza powiadomienia, bo ją denerwują to zacząłem przeczuwać, że coś nie jest ze mną szczera. Przez jakieś 5-6 dni nie żegnała się ze mną. Zapytałem co się dzieje. Powiedziała, że raz rozłączyło steam, raz chciało jej się bardzo spać, wiec szybko poszła do łóżka, a pozostałych nie pamięta. Raz faktycznie rozłączyło program, wiec oczywistym jest, że nie będzie czekać aż połączy się ponownie. Zaczęło boleć mnie, że zapomina o mnie. Położyłem się wcześniej, by choć raz dostać od niej głupie "dobranoc". Odpisała, ale następnego dnia znowu poszła bez słowa olewając mnie. Zalogowała się z telefonu, więc myślę sobie"leży w łóżku z telefonem. Będzie jak dawniej i się odezwie przed snem." Poszła bez słowa... Byłem tak podejrzliwy i sfrustrowany, że zajrzałem na jej listę znajomych. Jeden gość kładł się spać w tym samym czasie co ona. Zupełnie jak ja i K. kiedyś. Poczułem się zastąpiony przez internetowego gościa. Ja miałem się z nią w końcu zobaczyć, a ona zaczęła się dystansować ode mnie. Zacząłem zachowywać się jak czubek. Ten typ bardzo często znikał offline w tej samej minucie co K. co dało mi do myślenia, że znalazła sobie kogoś nowego do towarzystwa. Być może dlatego, że nie chciał być nikim więcej niż tylko kolegą z internetu. Wiem, że to chore, ale po prostu dziewczyna, na której mi zależało zaczęła mnie olewać bez powodu. Było mi bardzo źle jak zacząłem się zachowywać. Zwierzyłem się mojemu znajomemu, który był w podobnej relacji. Dziewczyna mnie olewała. Zaczęła poświęcać swój czas innemu. Tak jak kiedyś siedziała ze mną i streamowała te gierki (bo zbyt wiele przez ograniczenie kablem nie można robić przecież "razem"), wkurzało ją jak ktoś wchodził i nam przeszkadzał. Ja wiem, że to pierdoły, że normalny człowiek nie przejąłby się czymś takim. Ale to był jeden z wielu sposobów spędzania czasu wspólnie i jak przysiadała do gry, to często kończyliśmy po wielu godzinach, pisząc ze sobą. Poczułem, że zostało mi coś odebrane. Przywilej "uczestniczenia" w jej życiu. Przestała się witać, przestała się żegnać.
Nie pisała już prawie o niczym, nie spędzała ze mną czasu. Pytałem ją czy coś znowu zrobiłem nie tak. Czy między nami jest w porządku, bo wydaje się być wycofana. Raz pisała, raz nie. Jedyne co dostałem w zamian to "czemu pytasz?" Choć przyznaję, tej nocy widziała, że piszę coś do niej akurat jak wyłączała komputer, więc specjalnie dla mnie zalogowała się jeszcze z telefonu, by posiedzieć jeszcze jakąś godzinę. Napisałem jej raz, że tęsknię. Że brakuje mi rozmów. "No przecież jestem, rozmawiamy. Chyba, że o mikrofon Ci chodzi" I pożegnała się nie ciągnąc tematu. Potem jeszcze parę razy mówiłem, że chcę z nią pogadać. Twierdziła, że jej słuchawki nigdy nie zostały naprawione i że zadzwoni na komórkę jak coś. Nie doczekałem się. Pierwszego czerwca zrobiłem uptade tego tematu. Chyba nie do końca wierzyłem w to co piszę. To co napisałem to prawda jednak myślałem co się dzieje z "moją" K. Tak jak pisałem w kwietniu, że bałem się, że kogoś ma, bo nic mi już nie mówi, tak nie wypytywałem jej, bo nie miałem zamiaru jej kontrolować. Aż w końcu mimowolnie chyba zacząłem. Raz szykowała się na wyjazd na weekend. Nic się do mnie nie odezwała. Gdybym nie zapytał czemu tak milczy i nagle znika to nie dowiedziałbym się o niczym. Inaczej siedziałbym 2 dni i zastanawiałbym się co z nią się dzieje. Mógłbym zadzwonić, ale nie wiedziałem kim dla niej jestem. Czy jestem już tylko znajomym, którego telefon mogłaby odebrać jako naruszenie jej prywatności czy nadal jestem kimś na kim jej zależy i miałem pełne prawo, by się przejąć? Zapytałem przed jej wyjazdem czy porozmawiała ze swoja mamą na temat przyjazdu. Powiedziała, ze jeszcze nie i będzie to trzeba jakoś zaplanować.Że porozmawiamy w niedzielę/poniedziałek. Wróciła w niedzielę, nie chciałem się naprzykrzać. Sama nie pisała, więc ja też się nie odzywałem. Nie chciałem żeby wzięła mnie za jakiegoś natrętnego psychola. Byłem trochę zły, że się nie odzywa sama, bo kiedyś sama by do mnie przyszła i zaczęła opowiadać co tam u niej. Odezwała się w poniedziałek. Standardowo zapytałem jak było. Nie po to, by wiedzieć wszystko co, gdzie jak i z kim. Zawsze pytałem jak minął jej dzień gdy wracała od kogoś. Znowu zabolało mnie gdy otrzymałem odpowiedź, że jeszcze nie rozmawiała z mamą. Biorąc pod uwagę to jej unikanie mnie, unikanie tematu spotkania, poświęcanie czasu innemu zacząłem naprawdę się frustrować.
Myślałem, że tym unikaniem mnie przygotowuje mnie na to, że się nie spotkamy. W pierwszej połowie czerwca, czułem się już niepotrzebny. Zwierzyłem się mojemu znajomemu, mówiąc o tej sytuacji. Że czuję się już jak jakiś wariat. Że unika mnie i przez to tylko mnie nakręca do tego, by być bardziej podejrzliwym. Widziałem na liczniku wyświetleń, że spędza noce z kimś. Poświęca mu swój czas jak niegdyś mi. Gdy tylko ja zacząłem kłaść się wcześniej, ona zaczęła chodzić spać bardzo późno. Wtedy zrobiłem się bardzo zazdrosny. Siedziała z kimś po nocach. Jasne, ma do tego prawo. Ja to rozumiem, że może robić co chce, ile chce, z kim chce i że nie potrzebuje na to mojej zgody ani nie musi mnie o tym informować. Nigdy wcześniej nie wymagałem od niej czegoś takiego. Po prostu fakt, że unikała mnie bez powodu na wszelkie sposoby, dał mi do zrozumienia, że zostałem zastąpiony. Kilka godzin po tym jak się wygadałem znajomemu, K. napisała do mnie ni z tego ni z owego z pytaniem "na ile chcesz przyjechać, na ile dni?" Znowu zareagowałem jak debil, bo zamiast pokazać, że mi zależy i krzyknąć konkretną liczbę dni, odpowiedziałem, że to ja będę u nich gościem, że to decyzja K. i jej mamy. Ponowiła pytanie "no, ale na ile?xd" A ja jedyne co potrafiłem napisać to to, że chcę spędzić z nią jak najwięcej czasu. Potem znowu było dziwnie. Ja niespecjalnie pchałem się do tego, by do niej pisać, bo myślałem, ze jestem natrętny i ma mnie dość.Więc uznałem, że ona sama się odezwie gdy będzie tego chciała. Jak ja nie pisałem do niej, to ona pisała chociażby po kilku godzinach. Jak szedłem spać wcześniej, to pytała mnie czemu już idę.Bywało różnie z tymi naszymi rozmowami. Raz sam się nie pożegnałem z nią skoro ona nie chciała rozmawiać. Rano już czekała na mnie wiadomość: "Już poszedłeś?Dobranoc, wyśpij się" Następnego dnia rano jak tylko weszła, napisała do mnie od razu i pyta czy się wyspałem itp. Nie wiedziałem już co myśleć. Czy sprawdza mnie czy mi na niej zależy czy próbuje się ode mnie uwolnić? Ta moja chorobliwa zazdrość zaczęła się jakieś dziesięć dni temu. o ile wcześniej jedynie o coś ją podejrzewałem i zaczynałem sobie wkręcać głupoty, tak parę dni po tym wszedłem sobie zerknąć czy coś znowu komuś tam streamuje i aż mnie skręciło z zazdrości. Podłączyła kamerkę, fakt nie pokazywała twarzy, jedynie pokazała znajomemu swoją świnkę morską, ale zabolało mnie to, bo kiedyś sama robiła to samo ze mną. Wygłupiała się pokazując mi środkowy palec czy jakąś swoją nową książkę. Potem droczyliśmy się, że w końcu pokaże mi swoją buzię na żywo. Wiem, że czyta to się jak jakiś lament pryszczatej nastolatki, która przejmuje się głupimi emotkami na czacie. Piszę ze szczegółami, bo może ktoś w końcu mnie zrozumie. Poczułem się zdradzony, bo ze mną nie pisała, nie chciała dzwonić,a dla kogoś tam włączyła nawet kamerkę.I wtedy właśnie mi odwaliło. Zacząłem po kilka razy dziennie sprawdzać te jej profile z zazdrości. Było mi z tym źle. Czułem się jak jak prawdziwy creep, ale bałem się, że ona jedynie mydli mi oczy tym spotkaniem, a tak naprawdę znalazła sobie zastępstwo. Jakiś czas potem, ponownie sama z siebie napisała mi o dacie spotkania, kiedy będzie można najwcześniej. Było idealnie, bo kilka dni po jej urodzinach. Miałem już dla niej pomysł na prezent. Zacząłem delikatnie poruszać temat unikania mnie. Oto co mi napisała :
"Unikałam cię trochę, nie wiem do końca dlaczego. Być może nadal nie sądzę, że to wypali. W końcu pomyślałam, że nie dowiem się dopóki się nie zobaczymy. Tylko wtedy będę wiedzieć. Boję się, że ci się nie spodobam taką jaka jestem i narobimy sobie tylko przykrości.Jestem gruba i nie wyobrażam sobie jak ktoś może to zaakceptować." Ja jak zwykle zacząłem być upierdliwy i zadawałem pytania, na które nie mogła udzielić mi odpowiedzi dopóki się ze mną nie zobaczy. Czasem chce dostać wszystko na pstryknięcie palcami. Widziałem, że mruga jej ikonka telefonu w okienku czatu, więc skojarzyło mi się to z tym jak mi streamowała i pisała do mnie z telefonu. Wszedłem na ten jej profil i ponownie zabolało mnie to, że zamiast dokończyć ze mną rozmowę to zaczęła poświęcać czas swojemu koledze. Odpisywała mi po wielu minutach, bo ten "ktoś" był ważniejszy. Potem po 2 godzinach poszła offline i wróciła po jakichś pięciu, cały czas siedząc z tym typem. Pomyślałem sobie wtedy, że naprawdę mydli mi oczy tym spotkaniem i mnie unika choć nawet jej nie trułem przez te dwie godziny. Następnego dnia były moje urodziny. Nie słyszałem jej od miesiąca.Nikt nie pamiętał o tym. Liczyłem tego dnia tylko na to, że moja K. zadzwoni i usłyszę jej głos pierwszy raz od wielu tygodni. Coś mi tam napisała rano, potem wyparowała na parę godzin. Pisałem kiedyś, że przyzwyczaiła mnie do tego, że chwali się dokąd idzie. Zacząłem myśleć, że skoro nic mi nie pisze to pewnie idzie offline na w razie czego żebym się nie odzywał.Już miałem milion różnych myśli, nie biorąc pod uwagę tego, że po prostu ma życie i ma znajomych i rodzinę. Wieczorem wróciła. Napisała do mnie od razu wesoła z pytaniem czemu jeszcze nie śpię. Potem jeszcze jakoś mnie zaczepiała.Zauważyła nawet, że coś jest nie tak, bo dopytywała co się dzieje. Widziałem, że chce zagadać, bo linkowała mi coś, co już widziałem i coś tam pisała do mnie. To był filmik ze starego streamu, na którym był jej głos. Nie słyszałem jej od miesiąca. Były moje urodziny, a ona o nich zapomniała. Napisałem jej, że nie mogę tego słuchać, że nie gadaliśmy miesiąc. Jedyne co mi odpisała to "oh.". Myślałem, że mnie krew zaleje, pożegnałem się i poszedłem spać. Wstałem wcześnie rano, bo nie mogłem spać. Napisałem jej wiadomość, że musimy pogadać. Pojawiła się online i od razu się przywitała, pytając o czym musimy pogadać. Ze złości napisałem, że chce zadzwonić i czy ma coś przeciwko. Zadzwoniła i z przejęciem zapytała co się dzieje. Jak jej powiedziałem o moich podejrzeniach i tej zazdrości to zrobiła to swoje "pff". Bała się, że to coś poważnego, a ja jej z pierdołami wyjeżdżam. Normalnie bez kręcenia powiedziała mi, że streamowała koledze, a poszła offline, bo inny jej spamował i denerwował ją dźwięk. Zapomniała, że to jedyna forma tak szybkiej komunikacji ze mną. Rozmowa z nią bardzo mnie uspokoiła.Pamiętała, którego mam urodziny, ale straciła rachubę czasu i nie wiedziała, że to już. Pytałem czemu nie dzwoniła, mówiłem, że tylko na tym mi zależało, a nie na składaniu życzeń. Słyszałem w jej głosie, że było jej głupio. Moje głupie myśli, podejrzenia i zazdrość znikły. Gadaliśmy przez 1,5 godziny, które minęły jak z bicza strzelił. Poświęciła mi swój czas rano. Przerwałem jej poranny rytuał tą rozmową.Rozmawiało nam się świetnie tak jak zawsze. Dwa lub trzy razy mówiłem, że nie przeszkadzam i idę się myć, nie wiem czy przez przypadek czy specjalnie, ale zawsze wtedy wchodziła mi w słowo. Podobnie jak w marcu tylko wtedy droczyliśmy się. "Idę, nie przeszkadzam Ci - dokąd idziesz? Siedź, nigdzie nie idziesz. Zostajesz ze mną" Chciała żebym z nią siedział i rozmawiał. Tez tego chciałem. Rozmawialiśmy w środę. W czwartek dałem jej spokój od siebie, ale pisaliśmy ze sobą. Piątek był dla niej nerwowy z pewnych względów. Wróciła, napisałem do niej, bo wiedziałem, że się stresowała. Dużo później zapytałem czy będzie miała ochotę porozmawiać. Powiedziała, że może wieczorem, teraz nie ma ochoty. Coś mi nie pasowało znowu. Jakiś czas potem wyparowała bez słowa na parę godzin. Nie chodzi o samo wyjście bez słowa, bo nie mam prawa wymagać od niej meldowania się. Chodziło o zbieżność faktów, że znowu znika gdy czegoś chcę i tylko o to.W sobotę rano gadaliśmy, zapytałem czy miałaby ochotę pogadać w końcu przed kamerkami. "Nie wiem, nie myślałam o tym". No i po tym jak znowu coś chciałem, ponownie wyparowała. Znowu zacząłem sobie wkręcać, że mnie unika. Po jej powrotach gdy chciałem normalnie zagadać o pierdołach często się wstrzymywałem, by nie pomyślała, że tylko czekam aż wróci i próbuję ją kontrolować. Zaczęło mi to ciążyć. Czułem się niezręcznie pisząc do niej na byle jaki temat, bo mogła pomyśleć, że chcę wydębić info gdzie była. Zaczynam już chyba sam sobie przeczyć. Z jednej strony bałem się, że jestem zabawką do odstawienia i zastanawiałem się co robi, z drugiej jej głos mnie uspokajał i nie chciałem o nic pytać. Chciałem, by było swobodnie. Wieczorem, złośliwie zapytałem czy nadal mnie unika, bo po powrocie nawet się nie odezwała. Zachowałem się jak świnia. Powiedziałem jej, że kupię jej ghillie na urodziny i puściłem jakiś złośliwy komentarz na dobranoc. Jest mi z tym źle.Następnego dnia wiedziałem, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać. Coś tam pozaczepiałem, ona miała "nibyfoszka". Przeprosiłem, ale wieczorem już nic nie odpisała. Wtedy należało mi się za to, że zachowałem się jak wieprz. Następnego dnia chciałem zadzwonić.Nie wiedziałem, o której wstała, więc czekałem na to czy włączy jej się AFK czy będzie online. Po paru minutach była już offline i pomyślałem, że ma mnie dość i dlatego to zrobiła. Chwyciłem za komórkę, by do niej zadzwonić i przeprosić konkretnie. Odebrała od razu, a ona jak zwykłe "pff, przestań". Zupełnie jakby nic się nie stało. Szykowała się do wyjścia do sklepu. W pewnym momencie było mi tak głupio za te moje wybuchy zazdrości, że zamilkłem, aż zapytała czy jeszcze tam jestem. Powiedziała, że odezwie się potem, pożegnaliśmy się ciepłym "pa". Dostałem mega pozytywnej energii. W końcu mogłem usiąść i konkretnie zająć umysł. Po paru godzinach od powrotu napisała do mnie, potem jeszcze o czymś pogadaliśmy i zadzwoniłem wieczorem. Było miło, znowu okazywała mi zainteresowanie jak ostatnim razem. Pytała o to czy mam już bilety, czy mówiłem rodzicom (sklerotyczka, mówiłem jej o tym już dawno temu). Śmialiśmy się, gadaliśmy o tym, że będzie musiała po mnie przyjechać autem i takie tam pierdoły.Sama z siebie zapytała mnie za pośrednictwem jakiego programu chce pogadać na tych kamerkach. Było tak jak zawsze, wesoło do pewnego momentu gdy padło jedno pytanie. Nie pamiętam jak zeszliśmy na ten temat, ale zapytała kiedy ostatnim razem wyszedłem z domu. Odpowiedziałem bez wahania, szczerze, podałem datę.Czerwiec 2011. Zrobiło się dziwnie. Czułem, że coś jest nie tak. Zrobiła alt+f4 gry w trakcie streamowania jej dla mnie, wciskając mi kit, że miała crasha, po czym trochę pomilczała i powiedziała "to ja się rozłączam, cześć"
Mówiła mi, że następnego dnia jedzie do koleżanki, więc pomyślałem, że musi z nią pogadać albo coś naszykować na wyjazd. Nie miałem już żadnych wątpliwości co do K. Wszystkie podejrzenia znikły. Znowu osiągnąłem spokój. Wystarczyła mi rozmowa, to by usłyszeć jej głos i szczerze porozmawiać jak zwykle. Następnego ranka pojawiła się online i nie odpisała mi na moje powitanie. Pomyślałem, "OK, pewnie ma koleżanki u siebie, z którymi jedzie dalej". Wróciła wieczorem, nie napadałem jej od razu. Po jakimś czasie zapytałem czy znowu coś chlapnąłem, że się nie odzywa. Odpowiedziała, że nie wie co myśleć o tym, że od TRZECH lat nie wyszedłem z domu. Mówiłem jej wyraźnie, że od czterech. Zresztą pisałem jej o tym w grudniu, ale o tym za chwilę... Potem napisała, że myślała, że wychodzę chociaż po zakupy lub cokolwiek. Mówiłem jej przecież, że zakupy robią u mnie rodzice po powrocie z pracy a i często za pożyczone pieniądze, bo większość ich pensji idzie na papierochy i długi. Opowiedziałem jej całe życie, by nie mieć przed nią tajemnic. Powiedziała żebym postawił się na jej miejscu. Potem dodała, że "Nie napisałam żebyś nie przyjeżdżał, że chcę żebyś znikł. po prostu trochę to zakuło." Tłumaczyłem jej, pisałem to samo co w grudniu. Powiedziałem, że nie wychodziłem z domu, bo nie miałem powodu, a teraz mam. Zapytałem czy chce mi go teraz odebrać, bo ma jakieś wątpliwości. Powiedziała, że nie chce niczego odbierać, bo też nie wiedziałaby co napisać. Powiedziała byśmy dali temu spokój i że niczego nie odwołuje.
Powiedziałem jej, że pokaże jej mój wypis po 3 dniowym epizodzie w szpitalu. Moja matka posiała gdzieś ten papier, ona szukała u siebie, ja w moim pokoju. Należało się mojej K. chociaż tyle choć nie prosiła o to. Poszła spać bez pożegnania.
Następnego dnia nie odzywała się. Powiedziała, że musimy pogadać. Zapytałem ile mam czekać to nie doczekałem się odpowiedzi. Zostawiła mnie do wieczora z niewiadomą od godziny 12. Byłem zły za to jak mnie potraktowała, bo myślałem, że robi wielkie halo za to, że byłem szczery i powiedziałem prawdę. Mówiłem jej, że miałem tyle razy możliwość nakłamania jej i podkolorowania życiorysu, by wypaść w jej oczach lepiej, ale ja mówiłem zawsze prawdę, bo tylko w ten sposób będziemy w stanie coś uzyskać z tej znajomości.
Napisała mi wiadomość, po której dotarło do mnie, że ona ma mnie za wariata, choć przeczy temu w jej wiadomości. Aż boję się czytać ją ponownie. Napisała mi to :
Milczę nie dlatego, że cię intencjonalnie ignoruję, ale dlatego że nie potrafię i boję się coś napisać. Od wczoraj czuję się jakbym stała pośrodku pola minowego. Nie spałam w nocy z nerwów. Kiedy próbuję napisać coś sensownego, myśli nie składają się w zdania. Jakbym nagle zapomniała jak się je składa. Postaram się więc pisać prosto. Nie chodzi o to, że o tym zapomniałam, ale o to że przez swoją naiwność i głupotę podświadomie to ignorowałam. Kiedy mi powiedziałeś, że przez bite trzy lata nie wyszedłeś z domu, w końcu dotarło do mnie, co robię. Z twoich grudniowych wiadomości wywnioskowałam, że siedzisz w domu, bo nie chodzisz do szkoły, nie pracujesz. Myślałam, że wychodzisz normalnie po zakupy, etc. Chociażby kiedy mówiłeś, że jesz kebaba, wydawało mi się naturalne, że przecież musiałeś sobie po niego skoczyć.Kiedy próbowałam się od ciebie pierwszym razem odsunąć po tych feralnych zdjęciach, wysłałeś mi swój film z przeprosinami, a później przepraszałeś mnie pół godziny przez mikrofon. Próbowałam ci delikatnie wytłumaczyć, że nie odwzajemniam twojego uczucia i sądzę, że nic z tego nie wyjdzie, ale ty szedłeś dalej w zaparte przekonując mnie, że powinnam dać nam szansę żeby się poznać. Mówiłeś też żebym nie godziła się na spotkanie przez litość. Nie posłuchałam. Bałam się po tym filmie, że zrobisz coś głupiego. Mówiłeś, że byłeś ze mną szczery, więc ja także będę. Wiem, że trzymanie w niepewności jest okrutne. Współczuję ci tego przez co przechodziłeś i przechodzisz w domu. Mam wrażenie, że nie szukasz pomocy, choć jej potrzebujesz. Nie sądzę, że jesteś głupi, ani że jesteś wariatem. Wydaje mi się, że jesteś zdesperowany by mnie zatrzymać. Być może chcesz się w ten sposób wyrwać z domu, nie wiem. Znamy się już spory kawał czasu i choć cię szczerze lubiłam, to zaczęłam się ciebie bać. Jesteś chorobliwie zazdrosny, wręcz nie możesz się powstrzymać od kontroli. Przykład: kiedy streamowałam znajomemu grę. Stream na hitboxie jest prywatny, mogłeś o tym wiedzieć tylko wtedy, jeśli tam wszedłeś.
Dlaczego miałbyś tam wchodzić, kiedy nie mówiłam ci, że będę coś robić? Czy ty na bieżąco z nudów przetrząsujesz wszystkie moje profile w sieci? Znasz moje dane osobowe, znasz adres. Wiesz jak wyglądam. Proszę nie próbuj mnie znowu przekonywać, jeśli chcesz utrzymać tę znajomość.
Przepraszam za wszystko.
Po tym zrozumiałem, że ona ma mnie za kogoś kim nie jestem. Dzień wcześniej mówiła, że niczego mi nie odbiera i nie odwołuje spotkania.Zapytałem co się zmieniło przez noc. Powiedziała, że wszystko sobie przemyślała. Ona ma mnie za creepa/stalkera zwał jak zwał i najgorsze jest to, że zaczęła się mnie bać... Przecież to do mnie w grudniu 2013 pisała bym ją pocieszył. Sam kazałem jej powyłączać zdjęcia w avatarach itp, a jak nie da jej spokoju to żeby udała się na policję. Rok później zapytała mnie o moje nazwisko, podałem jej od razu.Ja znałem jej nazwisko od roku, więc to było fair. Potem sama dała mi dwa swoje zdjęcia. Chciałem ponownie być fair i pierwszy raz w życiu zrobiłem sobie zdjęcie i dałem je komuś z sieci. Dalej żartowaliśmy sobie pewnej nocy i podałem jej adres. Następnego dnia sama próbowała wcisnąć mi swój, ale nie chciałem jeszcze wtedy. Chciałem, by miała nade mną przewagę informacji, by czuła, że może mi zaufać.Powoli przygotowywałem się do tego, by jej wyznać, że jest dla mnie ważna. Chciałem uczynić to listownie, by wiedziała, że jestem poważny. Cóż, nigdy nie czułem czegoś takiego do dziewczyny, wtedy wydawało mi się, że jestem zakochany. Z czasem gdy mnie unikała i traktowała byle jak coś się we mnie wypalało. Zastanawiałem się czy powiedzieć jej o tym przed spotkaniem. Jeśli to możliwe, by kochać kogoś przez kabel to przestałem to czuć gdy mnie olewała. Nadal mi na niej zależało i chciałem byśmy wystartowali z tego samego miejsca. Dwoje ludzi, którym zależy na sobie. Nadal mi na niej zależy. Opisałem wszystko z takimi szczegółami, bo może ktoś mnie w końcu zrozumie. W kwietniu zniszczyłem to przez te zdjęcia. Wzięła mnie za jakiegoś zboka. Nie dziwię się jej, że mnie odrzuciła wtedy. Ale sama z siebie mi to wybaczyła.Prosiłem raz o spotkanie, potem drugi, aż powiedziała żebyśmy poczekali na opadnięcie emocji. Mówiłem, że byłem pogodzony z tym, że to koniec, a ona przejęła inicjatywę. Jeszcze jakieś 10 dni temu nazwała mnie "miśkiem". O nic nie prosiłem, liczyłem jedynie na to, że zadzwoni w moje urodziny, a wydała na mnie pieniądze na prezent dla mnie. Zapytałem wczoraj czy mogę wysłać jej prezent ode mnie. "Zachowaj go". Mówiłem, że jeśli ma wątpliwości to pójdę dokończyć obserwację psychiatryczną. "Niczego nie musisz mi udowadniać. Nic od Ciebie nie chcę"
To zabolało, bo mówi się tak do natrętnych idiotów chorych na głowę, którym trzeba dać jasno do zrozumienia, że mają sobie iść. Boże, kolejny raz ją zawiodłem. To co mi wczoraj napisała, koliduje z tym jej zachowaniem wobec mnie. Wiedząc jak mnie skrzywdziła za pierwszym razem, nie zgadzałaby się na spotkanie z litości. A już na pewno nie dawałaby mi do zrozumienia, że jest mną zainteresowana. Jak mam rozumieć "Boję się, że Ci się nie spodobam.Jestem gruba i nie wiem jak ktoś może to zaakceptować" wypowiedziane po raz kolejny? Po co nazywać mnie miśkiem skoro nie znaczę dla niej nic więcej. Za pierwszym razem wzięła mnie za zboka, a teraz za jakiegoś chorego psychicznie. Bo jak inaczej rozumieć jej wiadomość? O ile za pierwszym razem mi wybaczyła i SAMA bez błagania jej(po obejrzeniu filmiku z przeprosinami, była chłodna i mnie zostawiła, potem rozmawialiśmy raz-była raczej na nie, pogadaliśmy drugi i kazała czekać na opadnięcie emocji) zaczęła się do mnie łasić, to teraz po jednym pytaniu mnie przekreśla. I to odnośnie wychodzenia z domu. Nie rozumie, że wcześniej nie chciałem żyć,a ona mnie zmieniła. Przestałem denerwować się przed monitorem. W końcu miałem powód, by zacząć zmieniać moje marne życie. W końcu miałem powód, by wyjść z domu. Chciałem to zrobić dla niej. Wszystko było w porządku w trakcie rozmowy w poniedziałek, do czasu tego pytania... W nocy zmieniała zdanie. Zaczęła składać sobie fakty do kupy, ale wyszedł jej niewłaściwy obrazek. Nie jestem żadnym stalkerem. Nigdy czegoś takiego nie robiłem. Odwaliło mi na kilka dni, żeby do naszej rozmowy w poniedziałek znowu być sobą i osiągnąć spokój ducha. Usunęła mnie z FB, wszystkie zdjęcia na swoich profilach zamieniła na jakieś obrazki. Nawet na jej profilu tumblr ściągnęła z avatara screenshot naszych postaci z głupiej gry. Wrzuciła go wtedy już po tym kwietniowym kryzysie. W maju gdy odzyskałem internet po 3 dniach przerwy, po tych jej telefonach i smsach, zalogowałem się na steam, a w jej avatarze jest pxelowe serduszko. Sama do mnie wtedy napisała. Wiem, że to wszystko pierdoły takiego kalibru, że nawet pryszczate czytelniczki bravo girl, by się tym nie przejęły. Dlatego właśnie skróciłem tutaj mój życiorys. Bo jeśli naprawdę ktoś ma tutaj coś nie tak z głową to na pewno nie ona...
Jej wiadomość można by napisać w ten sposób: Dałam się nabrać na smutną historię, ale w końcu się opamiętałam, że jesteś kolejnym creepem.
Nie jestem zdesperowany, by ją zatrzymać. Po prostu zależy mi na niej. Mówiłem jej, że nie traktuje jej jak przepustki do lepszego życia. Ona może tak myśleć przez swoje kompleksy i przez to, że jestem biedakiem bez wykształcenia. w końcu parę dni temu napisała, że boi się odrzucenia. Myśli, że chcę wyrwać się z domu za wszelką cenę i żyć fałszywie z grubą dziewczyną. Sama powiedziała mi, że nie rozumie jak ktoś może to akceptować. W poniedziałek było dobrze do czasu tego pytania. To kara za szczerość. I choć świrowałem z przeglądaniem jej profile, trwało to kilka dni i było spowodowane tym, że mnie unikała przez ponad miesiąc. Miałem prawo po takim czasie poczuć się robiony w trąbę prawda? Oczywiście wciąż miałem na uwadze, że mi wybaczyła kwietniowy wybryk.Wtedy miała prawo, by całkowicie zrezygnować z tej znajomości. Ba,mogła iść prosto na policję. Nie zrobiła tego, choć miała moje dane. Wtedy dałem jej prawdziwy powód ku temu, by ją zaniepokoić. Ale teraz? Przez tyle lat nie widziałem sensu życia. Chciałem umrzeć w domu. Teraz jak miałem powód, by wyjść to mi go odebrała, choć mówiła, że tego nie zrobi. Błędnie mnie osądziła. Wzięła mnie za kogoś kim nie jestem. Jasne, pretensje mogę mieć tylko do siebie, bo to ja się zachowałem tak, a nie inaczej. Tylko, ze już przed poniedziałkową rozmową powiedziałem jej o mojej zazdrości i o tych moich podejrzeniach. Wiedziała o tym i mimo to nie było problemu. Gadaliśmy, było wesoło jak zawsze, a po pytaniu o wychodzenie z domu nagła zmiana. Wybaczyła mi te okropne zdjęcia, nie była problemem moja zazdrość. Mówiła mi, że mnie unikała, ale już tego nie robi. Myślała, że ja już nie chce z nią gadać dlatego też się speszyła i pisała mniej. Problemem stał się brak wychodzenia z domu? Doceniam, że zaufała mi ponownie, ale czy to, że w końcu ruszę zad z domu dla niej, nie świadczy o tym, że mi zależy? A może w drugą stronę. Może myśli, że skoro przez tyle lat się nie ruszyłem to naprawdę jestem zdesperowany, bo w końcu jest gruba i nie ma prawa się podobać facetom.(tak twierdzi) Tu nie chodzi o wyrwanie się z domu. Chciałem się z nią poznać osobiście. Niech nie wciska mi kitu, że to z litości, bo gdyby nie była pewna swoich zamiarów do mnie to nie słodziłaby mi, nie zaskakiwała tym zaproszeniem 19 maja i nie droczyłaby się o to, że zaprosi innego. Wiedząc jaką krzywdę mi zrobiła dając nadzieję na uczucia z jej strony nie zrobiłaby tego po raz drugi.Gdyby zależałoby jej na urwaniu kontaktu to nie wydawałaby pieniędzy na prezent dla mnie. Zrezygnowała z szansy na coś fajnego i to na dwa tygodnie przed spotkaniem... do końca mojego marnego życia będę pluł sobie w twarz za to, że zachowywałem się jak debil. Jeszcze w kwietniu mówiłem sobie, że pojadę tak czy inaczej, by spojrzeć jej w twarz i wiedzieć jak jest naprawdę, ale ona mówi mi jasno. Boi się mnie. To mnie boli najbardziej. Nigdy nie chciałem sprawić, by się mnie bała. By wzięła mnie za jednego z tych internetowych debili. Boi się mnie, boże. To brzmi strasznie. Uważa mnie za kogoś kim nie jestem.Nie będę mógł nawet zadzwonić, by życzyć jej wszystkiego najlepszego. Chciałem pozostać w jej pamięci, ale nie jako wariat, świr, nie wiadomo kto. Już na zawsze będę dla niej jakimś wariatem. Tego sobie nie mogę darować. Nie przerażało jej gdy mówiłem, że się pociąłem.Nie przerażało jej wyzwanie jakie by nas czekało, bo nie mam pracy ani wykształcenia. Czekałoby mnie mnóstwo zmian. Dał jej do myślenia fakt, że siedzę na tyłku w domu od paru lat. Nigdy nie zobaczę jej na oczy, nie będę mógł zadzwonić, a i ze znajomych na steam pewnie niedługo mnie usunie. Popsułem wszystko przez głupią zazdrość o pierdoły. Myślałem nawet, że może celowo tak się ukrywa, by wywołać u mnie zazdrość. Ale z jednej strony myślałem wtedy, że weźmie mnie za naprawdę kogoś chorego na głowę, a z drugiej, że pomyśli, że przestało mi zależeć. Już się nie dowiem, bo to co mi napisała koliduje z jej zachowaniem. Czuję się jak śmieć i w sumie tak jest. Wyobrażałem sobie, że fajna, ogarnięta dziewczyna będzie chciała czegoś więcej od kogoś bez wykształcenia, pracy.
Przepraszam za ścianę tekstu. Nie potrafię dziś tego ogarnąć. Jeśli komukolwiek będzie chciało się to czytać, bo to w kółko ten sam lament i gadanie o pierdołach.