Myszeczka23 napisał/a:BlackMargo napisał/a:ZielonoOkaPL napisał/a:Wydaje mi się, że wielu ks. jak słyszy że mieszkasz z chłopakiem to od razu dopisuje sobie resztę.
Mówiłam że nie uprawiamy seksu to sie dowiedziałam że to nieważne bo mieszkając razem stwarzamy sobie do tego okazję
To jakiś dziwny ten ksiądz, bo okazję do grzechu stwarza sobie każdy człowiek i nie na tym wiara polega, aby sobie okazji nie stwarzać, tylko żeby tego grzechu nie popełniać. Ja bym z nim dyskutowała do upadłego.:)
Oprócz tego, że jest to stwarzanie okazji, jest też inna kwestia. Otóż jak ja się dowiedziałam, mieszkając razem gorszycie innych. Nie mając świadków, że ze sobą NIE sypiacie, to tak jakbyście sypiali, bo co sobie sąsiedzi pomyślą. Mogą być zgorszeni. Jest to grzech przeciwko miłości bliźniego, okrutne gorszenie, ot co. Nie powinniście się też "czuć jak małżeństwo" poza tym i to, że się nie czujecie niczego nie zmienia. Mieszkasz znaczy "się czujesz". Deal with it.
Czytałam też jakieś farmazony, że poznanie kogoś utrudnia bycie razem, ale to już jest takie fuck logic, że nie mam pojęcia do dziś, o co chodzi. Zainteresowanym mogę podesłać tekst.
Cóż, bawi mnie szukanie logiki w kościele i jego rozumowaniu, bo on nie jest i nigdy nie był oparty na logice. To nie jest co komu się logicznie wydaje i sądzi, że jakaś wyższa istota mówi, tylko co głosi konkretna doktryna. A to co głosi doktryna to podobno zesłane, a nie wyciągnięte za pomocą logiki wnioski.
Jakby ludzie podeszli do tego serio, to przypuszczam, że mało kto by się ostał i może kościół utraciłby w końcu wpływy.