netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ślub albo nara!

230 odpowiedzi25 396 wyświetleńzałożony przez Lejdi112, 10.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 231 z 231 ]

196

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Tak czytam te Wasze wypowiedzi i oczom nie wierzę jak udało Wam się zrobić z mojego związku związek patologiczny, gdzie brak jest jakiegokolwiek szacunku, gdzie partner jest tyranem, który dręczy mnie psychicznie, gdzie ja jestem rozkapryszoną dziewczynką, której zachciało się ślubu i gra partnerowi na emocjach i w ogóle nie ma między nami jakiejkolwiek nici porozumienia i rozmowy.

To nie my zrobiliśmy z Twojego związku związek patologiczny. Oceniamy twoją sytuację tylko i wyłącznie na podstawie tego co sama piszesz, a taki obraz się niestety wyłania z tej całej historii. Postawiłaś ultimatum, bo ślub jest dla ciebie osobistym priorytetem i to jest zrozumiałe. Natomiast bardziej zastanawiające jest to, że nie masz sił by swoje postanowienia zrealizować. Postawiłaś żądania, widzisz jednak że nie ma ani jednego kroku w tym kierunku jednak ty nie masz siły odejść. Nie masz żadnych alternatyw, więc stosujesz "broń ostateczną" - szantaż emocjonalny. Tak, płacze i chlipy są w tym przypadku szantażem emocjonalnym. W dodatku na moje oko dla ciebie jako kobiety i człowieka niezwykle poniżającym. Zamiast się poniżać, znajdź siłę by odejść od gościa. On zdania nie zmieni, bo mu taki układ idealnie pasi. A na twoje płacze widać chłop jest odporny.

197 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-17 15:07:34)

Odp: Ślub albo nara!

Nikt nie twierdzi, że istnieją związki idealne, ale też nie można tłumaczyć złych związków w ten sposób, że przecież i tak nie znajdziemy idealnego partnera. Ja rozumiem idealny związek w takim sensie, że jest on idealny dla mnie i partnera, oboje jesteśmy szczęśliwi, mamy do siebie zaufanie, nikt nikomu nie gra na emocjach, szanujemy swoje opinie i umiemy o nich rozmawiać. A jakieś tam pomniejsze spięcia ma każdy, tylko one są nieistotne, gdy ma się to wszystko, co wymieniłam. Kobiety trwające przy alkoholikach też można tłumaczyć stwierdzeniem, że "nie ma związków idealnych". Poza tym, my możemy sobie tu pisać, ale to Wy wiecie jak jest między Wami. Jeśli faktycznie jesteście ze sobą szczęśliwi (bez żadnych "ale"), to jakie ma znaczenie, co sobie myślą forumowicze?

A co do samych rozmów, to np. u mnie nie wyglądają tak, że poważnie sobie siadamy i po kolei wyliczamy, co nam nie pasuje. To wychodzi naturalnie, np. przy robieniu obiadu. Nie prowadzimy tzw. poważnych rozmów o związku. Bieżące sprawy wyjaśniamy na bieżąco. Z mojej perspektywy mogę też powiedzieć, że bardzo ważne jest poczucie humoru, bo ono często rozładowuje potencjalnie drażliwe sytuacje.

198

Odp: Ślub albo nara!

Ogólnie jest parę rzeczy, które mi w nim nie pasują i jemu we mnie, jest kilka rzeczy, które chciałabym zmienić w związku ale w gruncie rzeczy jesteśmy ze sobą szczęśliwi, bo gdybyśmy nie byli, to czy bylibyśmy razem tyle lat? Myślę, że nie i nie miałoby tu znaczenia przywiązanie, czy strach przed zmianami, samotnością itp. Ja również wychodzę z założenia, że lepiej być samemu niż w byle jakim związku i się męczyć...Gdyby było między nami tak źle, to czy chciałabym tego ślubu? Nie jestem "samobójczynią", potrafię myśleć racjonalnie mimo, że macie inną opinię wink Dlatego jedynym powodem naszego rozstania będzie brak ślubu, lub inaczej mówiąc- brak zgodności co do tego tematu i inne priorytety w życiu.

199

Odp: Ślub albo nara!

Skoro jesteście razem szczęśliwi, to po co Ci papier? Ja rozumiem, żeby zerwać, jeśli ktoś nie chce mieć dziecka, ale ślub wcale nie zmienia życia, żeby było warto kończyć dla niego szczęśliwy związek.

200

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Skoro jesteście razem szczęśliwi, to po co Ci papier? Ja rozumiem, żeby zerwać, jeśli ktoś nie chce mieć dziecka, ale ślub wcale nie zmienia życia, żeby było warto kończyć dla niego szczęśliwy związek.

Też mnie to zastanawia cslady, mówiłem już o tym na samym początku. Niestety dla niektórych "papierek"=stabilizacja. Jeszcze inni nie wyobrażają sobie życia bez księdza, białej sukni i kościelnych dzwonów tongue

201

Odp: Ślub albo nara!

Bo otoczenie odbiera mnie jako dziewczynę swojego chłopaka, którą można zmienić w każdej chwili, bo ludzie odbierają nasz związek jako coś niepewnego i niepoważnego skoro nie mamy ślubu, bo przez to i ja zaczynam czuć się niepewnie i niepoważnie, bo rodzina nie akceptuje takiego stanu rzeczy, bo chcę zacząć tworzyć z nim rodzinę a bez ślub wg mnie jest to niemożliwe... itp itd.

202

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Skoro jesteście razem szczęśliwi, to po co Ci papier?

Tzn, że ludzie nieszczęśliwi w związku potrzebują tylko papieru? Właśnie dlatego, że jestem szczęśliwa potrzebuję tego papierka.

203

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

(...) Właśnie dlatego, że jestem szczęśliwa potrzebuję tego papierka.

I dlatego, że:

Lejdi112 napisał/a:

(...)tak, boję się jak cholera życia bez niego.(...)

Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną  i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy. (...)

204

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:
cslady napisał/a:

Skoro jesteście razem szczęśliwi, to po co Ci papier?

Tzn, że ludzie nieszczęśliwi w związku potrzebują tylko papieru? Właśnie dlatego, że jestem szczęśliwa potrzebuję tego papierka.

Nie rozumiesz co do Ciebie piszemy. Ja rozumiałabym jeszcze argument, że jesteś bardzo wierząca i chcesz ślubu kościelnego. To miałoby sens i trudno byłoby Ci odmówić racji. Natomiast Ty chcesz ślubu, bo obchodzi Cię opinia ludzi i rodziny. Rozwalisz rzekomo szczęśliwy związek przez jakąś wiejską mentalność, że co ludzie powiedzą. Gdyby kobieta miała taką motywację, to też nie chciałabym wziąć ślubu, choćby głównie dlatego.

205

Odp: Ślub albo nara!

Nie obchodzi mnie opinia ludzi dopóki nie wyrażają jej przy mnie. W przeciwnym wypadku wpływa ona na mnie i zaczynam wierzyć w to, że mają rację.
Większość znajomych ma już rodziny, albo są w trakcie ich zakładania, a ja tkwię dalej w tym samym punkcie co 9 lat temu. Czy nie myślelibyście będąc na moim miejscu, że jest coś nie tak? Że z Wami jest coś nie tak skoro nic się nie zmienia? Że facet nie potrafi się zdecydować w którą stronę chce pójść?

206

Odp: Ślub albo nara!

Otoczenie zawsze ma jakas opinie, otoczeniu zawsze cos sie podoba lub nie. Pytanie tylko jak dlugo chcesz sie tym przejmowac? Tzn. jesli otoczenie stwierdzi, ze z Waszym zwiazkiem cos jest nie tak bo jeszcze nie macie dzieci to co zrobisz?
Dla mnie slub niczego nie zmienia, nie jest zadnym etapem, niczego nie udowadnia (a zwlaszcza zaangazowania). Zrozumialabym, gdybys nalegala na slub cywilny z przyczyn pragmatycznych (bo cos jest latwiej zalatwic itp), ale nie rozumiem parcia na slub po to, aby udowodnic sobie czy partner jest zaangazowany.
Nie zrozum mnie zle, nie krytykuje Cie, po prostu moje poglady zdaja sie byc zupelnie rozne od Twoich stad moj brak zrozumienia dla Twojej motywacji.
Bo otoczenie nie mieszka z Wami 24/7, otoczenie nie zna Waszego zwiazku bardziej od Ciebie a Ty piszesz, ze jestescie szczesliwi.
Masz prawo do swoich pogladow, masz prawo chciec slubu, jedynie motywacja (bo ludzie gadaja) mnie mocno dziwi.

207

Odp: Ślub albo nara!

GamerGirl, trochę upraszczasz. Otoczenie wymieniłam jako jeden z czynników, nie jedyny. Przez te 6 stron napisałam dlaczego chcę ślubu i nie jest to jeden powód tylko jest ich kilkanaście. Przyczyny pragmatyczne również się do nich zaliczają.

208

Odp: Ślub albo nara!

Po dziewięciu latach nieformalnego związku, po zorientowaniu się, że wszyscy znajomi żyją w sformalizowanych związkach, po porównaniu tych sytuacji i uznaniu, że tkwię w tym samym miejscu, po stwierdzeniu, że jestem podatna na opinie innych dotyczące mojego sposobu życia, po uświadomieniu sobie, że nie umiem sama żyć i tego, że boję się życia samodzielnego, zamiast szukać kolejnych sposobów na wymuszenie oświadczyn i doprowadzenie towarzysza życia przed ołtarz, podjęłabym decyzję o rozpoczęciu życia świadomego. W tym celu, z prędkością światła, poszukałabym dobrego terapeuty i podjęła własną terapię.

A Ty, jak mantrę, powtarzasz: chcę ślubu.

209 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-18 08:37:10)

Odp: Ślub albo nara!

Wielokropek bo nie widzę w sobie problemu, który aż tak bardzo przeszkadzałby mi w życiu codziennym. Myślę, że każdy odczuwa strach przed samotnością a osoby będące przez kilka lat w związku po ewentualnym rozstaniu będą musiały nauczyć się od nowa życia samemu. Ja też taki strach odczuwam, ale gdybym znalazła się w takiej sytuacji (czego nie wykluczam), to musiałabym nauczyć się żyć samej.

210

Odp: Ślub albo nara!

Czym innym jest chęć życia u boku drugiego człowieka, czym innym potrzeba życia z drugim człowiekiem.
W tym pierwszym - drugi człowiek jest partnerem, w drugim - zastępuje świat, jest powietrzem, bez niego człowiek jest zagubionym dzieckiem we mgle.
W tym pierwszym - związek tworzy dwoje dojrzałych ludzi, w tym drugim - niedojrzały człowiek jak bluszcz oplata się wokół swego towarzysza życia.

Zobaczyłaś, o tym świadczą zacytowane wyżej posty, swój problem, tylko niemal natychmiast zamknęłaś oczy. Dlaczego? By nic ze swym problemem nie zrobić. By dalej tkwić w tym samym miejscu. By odpowiedzialność za swoje życie i swoje wybory przerzucać na drugą osobę.

Tylko zmieniła się też sytuacja tutaj, na forum. Do niedawna mogłam, inni użytkownicy również, myśleć, że Twe działania były nieświadomymi. Teraz już nie. Teraz już wiem, inni też, że podjęłaś decyzję. Decyzję o byciu bluszczem.

Towarzyszę wielu osobom na forum w ich rozterkach, w szukaniu rozwiązań ich problemów, wspieram; robię to od lat. Ale gdy ktoś świadomie wkłada rękę w ogień...
Moja obecność w Twoim wątku jest zbędna. Żegnam.

211

Odp: Ślub albo nara!

Wiem, że jestem kobietą bluszczem i wcale się tego nie wypieram. Walczę z tym i czuję, że powoli daję sobie z tym radę SAMA. Skąd wiem? Bo widzę swoją zmianę w stosunku do partnera. Nie wiem czy jest to już stała zmiana, mam nadzieję, że tak.
Co do terapii, to nie mieszkam w dużym mieście... Do najbliższego, gdzie taką terapię mogłabym zacząć mam ok. 100 km. Poza tym, kiedyś na takową chodziłam, co prawda nie z tym problemem... ale na nic się ona zdała, nic nie wniosła w moje życie, nic nie pomogła...

212 Ostatnio edytowany przez GamerGirl (2015-03-18 12:19:42)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Wielokropek trafiłeś w sedno. Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną  i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy.

Nie będę się rozpisywać na ten temat. Dzięki za link do tematu. Kiedyś go trochę śledziłam.

Lejdi112 napisał/a:

I wiecie co? Staram się pokonywać te swoje uzależnienie od partnera i uczyć się żyć samej.

Lejdi112 napisał/a:

Przyszło mi też przez myśl to, że ta zmiana może być przyczyną utraty pracy. Aktualnie od ok. 2 miesięcy poszukuję nowej. Zawsze miałam niską samoocenę, ale teraz to sięgnęła ona dna. Jestem na 80% pewna, że w jego oczach jestem mało interesująca, nieatrakcyjna i przewidywalna.

Lejdi112 napisał/a:

Nie obchodzi mnie opinia ludzi dopóki nie wyrażają jej przy mnie. W przeciwnym wypadku wpływa ona na mnie i zaczynam wierzyć w to, że mają rację.

Piszesz, ze jestes uzalezniona od partnera, ze nie jestes samowystarczalna, ze masz niska samoocene (ktora zawsze byla niska), ze opinia innych ma dla Ciebie na tyle duze znaczenie, ze zaczynasz podwazac intencje i uczucia partnera mimo, ze piszesz tez, ze jestescie szczesliwi, ze czynami takze pokazywal Ci, ze Cie kocha itp.
Piszesz, ze wiesz, ze jestes bluszczem.
Jedyne co moge jeszcze napisac to to, ze podejrzewam, ze chcesz slubu bo po pierwsze zamknie on usta otoczeniu a po drugie (jak Ci sie zdaje) dostaniesz ostateczne potwierdzenie uczuc od partnera, dostaniesz cos co da Ci pewnosc, ze on Cie kocha, traktuje powaznie i chce z Toba byc. Bedziesz mogla odetchnac z ulga i wreszczecie byc szczesliwa i spokojna.
Prawda jest jednak taka, ze tej dziury w samoocenie nic nie zapelni, kazde zapewnienia i poczucie bezpieczenstwa z nich wynikajace sa tylko tymczasowe, ciagle potrzebujesz czegos nowego. Mysle, ze po slubie przez jakis czas bedziesz sie czula lepiej bo nastapi ta wielka deklaracja a po drugie znajomi wreszcie spojrza na Was jak na pelnoprawna, stala pare. Przestaniesz byc dziewczyna, ktora mozna w kazdej chwili zmienic (Twoje slowa) a staniesz sie zona, ta jedyna, ktorej slubowal milosc przed wszytskimi.
Po pewnym czasie jednak pojawia sie nowe watpliwosci, Twoja niska samoocena znow sie odezwie, znajomi moze zglosza jakies uwagi odnosnie Waszego zwiazku (a sama pisalas, ze jak ludzie Ci cos mowia to zaczynasz w to wierzyc) i bedziesz potrzebowala nowej deklaracji, nowego dowodu, ze uczucia sa i on mysli powaznie o Tobie i Waszym zyciu razem.

Znalam kilka osob-bluszczy i odkad zorientowalam sie bolesnie na czym relacje z takimi ludzmi polegaja to od razu konczylam znajomosci.
Rozumiem, ze to duzy problem, duza udreka dla czlowieka-bluszcza, wiele z nich nie zdaje sobie sprawy z problemu, wydaje im sie, ze to normalne zachowanie i to inni maja problem. Ty zidentyfikowalas problem, ale jak pisala Wielokropek postanowilas zamknac oczy. Szkoda bo najwieksza szkode robisz sobie. Sobie i partnerowi bo on nie odpowiada tylko za swoje szczescie, ale tez za Twoje - to duza odpowiedzialnosc i ciezar.

A terapia zalezy od dobrego terapeuty, owszem, ale tez od Ciebie: trzeba chciec i potrafic byc ze soba szczerym.

213

Odp: Ślub albo nara!

Zgodze sie z przedpiszaca GamerGirl. Jak dla mnie to masz ogromny problem, ktorego slub wcale nie rozwiaze. Brak Ci pewnosci siebie, nie potrafisz podejmowac decyzji za siebie, uczepiasz sie partnera i opinii innchych ludzi by kierowali Cie przez zycie- dla mnie to masakra. Malzenstwo niczego nie rozwiaze bo Twoje leki pozostana, i zamiast napierania na welon zaczniesz wynajdowac np czy maz Cie przypadkiem nie zdradza, czy macie wystarczajaca ilosc dzieci, czy te dzieci sa wychowane do standardu znajomych... Jednym slowem, ta studnia bedzie bez dna.

Powinnas sie skupic na rozwiazaniu problemu podstawowego: dlaczego sobie samej nie ufam?

214 Ostatnio edytowany przez Colette1981 (2015-03-18 13:43:58)

Odp: Ślub albo nara!

Ja mam za sobą małżeństwo z przymusu, z tym, że to ja byłam do niego zmuszana - przez rodzinę, bo ciąża, przez chłopaka, bo taki miał kaprys. Uległam, bo nie wierzyłam, ze dam radę sama i to była najgorsza decyzja w moim życiu! Gdyby nie ślub, rozstalibyśmy się bardzo szybko, a tak skończyło to się dla mnie niezbyt przyjemnie po 6 latach niby-szczęścia. Drugi związek był nieformalny, jakieś rozmowy o ewentualnym ślubie były, ale bez presji i nacisków. I znów rozstanie, czyli to jednak nie był ten facet. A opinię innych mam gdzieś - to moje życie i układam je jak chcę. Może kiedyś wezmę ślub, może nie, ale to będzie wspólna decyzja. I mam nadzieję, ze ewentualny partner nie będzie mnie do niczego zmuszał, jak ty to robisz autorko wobec swojego faceta. Skoro jesteście szczęśliwi, to papierek nie jest Wam do niczego potrzebny i w sumie nic nie gwarantuje. Stabilizacja w związku to wynikowa wzajemnych starań i dbania o dobre relacje, ale tego żaden papierek ci nie zapewni...

215

Odp: Ślub albo nara!

A ja Cię rozumiem. I uważam to za całkowicie normalne. Każdy z Nas ma jakieś marzenia, i część kobiet chciałaby faceta który pokaże całemu światu że jest jego. Może i masz jakieś psychologiczne problemy  ale nie sądze żeby to było tak straszne jak dziewczyny nademną opisują. Zawsze jest podwójna strona medalu - jak w postach kiedy facet chce dziecka a kobieta jeszcze nie - ktoś czuje się urażony i przestraszony i nie doceniony, ale żeby odrazu wielkie problemy psychologiczne i szantaż emocjonalny? Pozatym nikt nie jest w 100 % odporny na opinie publiczną, a zwłaszcza kiedy myślisz sobie " jest fajnie, można by wziąć ślub i poprostu iść dalej - przecież nic to nie zmieni w związku a ludzie nie będą krzywo patrzeć że po tylu latach oni nadal na kocią łapę".

216

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Wiem, że jestem kobietą bluszczem i wcale się tego nie wypieram. Walczę z tym i czuję, że powoli daję sobie z tym radę SAMA. Skąd wiem? Bo widzę swoją zmianę w stosunku do partnera. Nie wiem czy jest to już stała zmiana, mam nadzieję, że tak.

Ale po tym, co piszesz nie widać żadnej zmiany, tylko ogromny problem. Każdy Ci tutaj chce dobrze doradzić. Nawet, jeśli teraz Twoja bluszczowatość nie powoduje jakichś destrukcyjnych konsekwencji (chociaż dla mnie perspektywa zerwania właśnie tym jest), to kiedyś i tak Cię to dopadnie. Jeśli już teraz nie zaczniesz nad sobą pracować, to myślisz, że kiedyś problem sam zniknie? Nie zniknie. Nawet jeśli ten facet ożeni się z Tobą, to Ty za kilka lat i tak zniszczysz to małżeństwo, bo on w końcu będzie miał Cię dość. Chyba, że ma naprawdę anielską cierpliwość. Twoja toksyczność przełoży się też na relacje z przyszłymi dziećmi. Warto się skazywać na taki scenariusz? Śmiem wątpić w Twoją wielką miłość do faceta, skoro nie chcesz nad sobą pracować, choćby i dla niego, jeśli nie dla siebie. 100 km to nie jest wielki problem, gdy się chce i nie szuka wymówek. W końcu do psychologa chyba nie chodzi się codziennie. Poza tym są też internetowe gabinety psychologiczne, czy nawet psycholog przez skype. Wystarczy chcieć, zamiast szukać wymówek.

217

Odp: Ślub albo nara!

Murderez, jest roznica pomiedzy slyszeniem co ludzie mowia, a opieraniem swojego zycia na tym co sie slyszy. Jezeli jakis moj znajomy wyrazilby watpliwosci nad moi stanem malzenskim, to przyjelabym do wiadomosci opinie, ale nie wpedzilo by to mnie w panike, ze moj facet MUSI mi sie oswiadczyc, bo co ludzie powiedza.

218

Odp: Ślub albo nara!

Ja nie chcę bronić faceta autorki, ale co z jego szczęściem i wizją związku? Czy jakby zgodził się na ślub, mimo swoich obaw, to popisałby się odpowiedzialnością i wielką miłością, czy raczej słabym charakterem? Chyba lepiej, że jest szczery w tej kwestii.

219

Odp: Ślub albo nara!

Przed chwilą przekonałam się, że wszystko co mówicie jest prawdą. Macie rację- mam problem sama ze sobą, jestem uzależniona od partnera, jestem kobietą bluszczem i średnio sobie z tym sama radzę.
Nie potrafię normalnie funkcjonować bez niego, nie potrafię sama sobie organizować czasu, czuję się źle psychicznie kiedy się przez dłuższy czas nie odzywa...
Myślicie, że da się z tego wyleczyć? sad

220

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Przed chwilą przekonałam się, że wszystko co mówicie jest prawdą. Macie rację- mam problem sama ze sobą, jestem uzależniona od partnera, jestem kobietą bluszczem i średnio sobie z tym sama radzę.
Nie potrafię normalnie funkcjonować bez niego, nie potrafię sama sobie organizować czasu, czuję się źle psychicznie kiedy się przez dłuższy czas nie odzywa...
Myślicie, że da się z tego wyleczyć? sad

Pewnie, że się da, ale musisz porozmawiać ze specjalistą, bo sama sobie nie pomożesz.

221

Odp: Ślub albo nara!

Wiesz, ja Ci kibicuję i rozumiem, Twoją potrzebę wzięcia ślubu, ale na razie zostawiłabym temat na, powiedzmy. około roku. Jeśli dobrze pamiętasz, to macie po 29 lat, tak? To wciąż nie jest tragedia jeśli chodzi np. o posiadanie dziecka czy wzięcie ślubu.

Przez ten rok nie wspominałabym ani słowem o ślubie czy dzieciach, a skupiła się na swoim rozwoju osobistym. Nawet nie musisz od razu biec do psychologa, ale jest tyle książek nawet w pdf czy na chomiku, tu na forum jest podanych wiele tytułów, można kupić Zwierciadło czy Sens, tam jest dużo psychologii. Ale teoria - teorią, oprócz tego ważniejsza jest praktyka, czyli wcielanie tych rad w życie, pisanie na forach psychologicznych,są rózne festiwale rozwoju dla kobiet. nie wiem, czy masz jakieś przyjaciółki czy znajomych do spędzania wolnego czasu. Możesz rozejrzeć się za jakimś fajnym hobby, dołączyć do jakiegoś klubu, rozpocząć sport....nie wiem.

Chodzi o to, żeby odbluszczyć się od faceta wink podnieść samoocenę, poczuć się dobrze samą ze sobą. Jedyne nad czym możesz pracować to Ty, twoje podejście do życia, twoje samopoczucie. Jeśli staniesz się fajną osobą samą dla siebie, która się akceptuje, lubi przebywać ze sobą, jest pogodna i pewna siebie - jestem przekonana, że Twój facet przejrzy na oczy i się w końcu oświadczy wink

222

Odp: Ślub albo nara!

Dzięki Wam wszystkim za wsparcie. Są dni kiedy jest lepiej i czuję, że daję radę i poradzę sobie sama z tym problemem. Później przychodzą takie jak dzisiaj, gdzie wszystko się zmienia o 180 stopni. Wiem, że nie może tak dalej być i muszę wziąć się za siebie.

Elede, dziękuję za cenne wskazówki. Na pewno skorzystam z Twoich propozycji. Tylko co do tego roku czekania...na dzień dzisiejszy uważam to za niemożliwe. Ja chyba już podjęłam decyzję. Owszem poczekam jeszcze, aż oswoję się z myślą, że zostanę sama. Ale kolejny rok czekania...to troszkę za dużo.

223

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Przed chwilą przekonałam się, że wszystko co mówicie jest prawdą. Macie rację- mam problem sama ze sobą, jestem uzależniona od partnera, jestem kobietą bluszczem i średnio sobie z tym sama radzę.

Z ciekawości zapytam - co się stało, że te prawdy dotarły do Ciebie?  Jeśli nie chcesz, nie musisz pisać.

Jeśli rok to za dużo, daj sobie jakiś krótszy okres czasu. Mimo wszystko, skoro piszesz że oprócz tej jednej kwestii związek jest dobry, namawiałabym Cię do spokojnej obserwacji, siebie i jego, ze świadomością, że w każdej chwili możesz odejść. nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji.

Jeśli dasz sobie luz, okres czasu kiedy skupisz się na sobie a nie na nim, może odkryjesz jakieś nowe prawdy? Ze może jednak faktycznie trzeba odejść, bo nagle zauważysz z dystansu, że ten cżłowiek nie odpowiada Ci, że nie jest taki idealny? A może przeciwnie, stwierdzisz, że jeszcze możesz poczekać, być w tym związku jako 'dziewczyna; a nie narzeczona czy żona?

Czy znasz argumenty swojego chłopaka przeciwko ślubowi? Czy tobie zależy koniecznie na dużym weselu i slubie w kościele, czy też skromna ceremonia w USC wchodzi w grę?

224

Odp: Ślub albo nara!

Elede, w sumie nic konkretnego się nie wydarzyło. Po prostu myślałam, że w piątek spędzimy razem czas, ale konkretnie nic nie planowaliśmy, a on mi mówi, że być może pojedzie sobie w teren.. (rozwijać swoją pasję). I wtedy poczułam, że mój dzień bez niego nie ma sensu, poczułam smutek i pustkę. Bo co ja mogę bez niego robić? A nie chcę też uczepiać się mu do szyi i nigdzie go nie puszczać. Wiem, że gdybym go poprosiła to by nie pojechał, ale ja nie chcę mu niczego zabraniać, nie chcę go osaczać sobą.

Czy znam jego argumenty przeciwko ślubowi? Teoretycznie tak, ale nie wiem na ile są one prawdziwe. Bo to, że nie jest jeszcze gotowy, że boi się, że wszystko po ślubie się zmieni, że ja się zmienię i będę go wyliczała z każdego grosza, że będę mu wszystkiego zabraniała i robiła awantury niemal o wszystko- nasłuchał się opowiadań swoich żonatych kolegów i napatrzył się na ich żony.
Nie jestem za dużym weselem. Zawsze mu mówiłam, że chcę ślub w kameralnym gronie, wśród najbliższej rodziny i przyjaciół a nie zapraszanie osób, których może raz czy 2 w życiu widziałam. On popiera moje stanowisko.

225

Odp: Ślub albo nara!

Wysyłają dziewczynę do psychologa, bo ta UWAGA: chce wyjść za mąż big_smile A może wyślijcie ją do psychiatry, bo skoro ona chce mieć męża to chyba coś z nią nie tak... A tak na serio Autorko, to po prostu kopnij w d... tego faceta smile Za bardzo się cackasz z tym zerem.

226

Odp: Ślub albo nara!

nie jesteś pierwsza, nie ostatnia. Generalnie mało który chłopak chce brac slub, zwykle jak kobieta nie przymusi to sam się nie ogarnie smile wiec się nie martw. faceci już tak maja ze boja się odpowiedzialności brac za kogos.

227

Odp: Ślub albo nara!
beataluiza napisał/a:

faceci już tak maja ze boja się odpowiedzialności brac za kogos.

Bez przesady....

228

Odp: Ślub albo nara!

Autorko  branie ślubu to poważna decyzja. Rozumiem Cię bardzo dobrze, i przyznaje rację. 9 lat, to jesteście bardzo długo i on już powinie wziąć przynajmniej zaręczyny i planować reszte.
Nie mniej do ślubu nie przymusisz.
Powiedziałaś , że czekasz do końca roku, myślę,iz nie warto. daj mu czas do lipca, bo do końca roku to kawał czasu. Masz 29 on też, i on się właśnie zastanawia, a kolegów niech nie słucha, bo koledzy nie śpią z tobą tylko on. On albo zachowuje się jak facet,albo Piotruś pan.
Z piotrusiem panem dlugo nie pociągniesz. Zakończy się rozwodem.
Jeśli Cię naprawdę kocha, to podejmie decyzję, jeżeli nie, to zrywaj się już i zostaw Piotrusia pana.
Jestem zdania, że znajdziesz sobie fajnego faceta.

A tak swoją drogą, moja była też wspomniala o ślubie (5 lat związku), powiedzialem że weźmiemy w Szwajcarii... ale niestety jest jak jest. A ona wzieła , ale nie ze mną.

229

Odp: Ślub albo nara!

Boże, jakbym o sobie czytała... też postawiłam ultimatum... i teraz podjęłam decyzję o ...rozwodzie.

230

Odp: Ślub albo nara!

Nie znam ani jednej osoby, która brałaby slub dla papierka lub białej sukni.
Znam za to mnóstwo ludzi, dla których ślub był obietnicą , zobowiązaniem,
że już dłużej nie szukamy, ze od teraz budujemy razem przyszłośc swoją i swojej rodziny.

Nie dziwię się, że chcesz sformalizować związek, Dziwię się jednak, że z nim.
A jeśli to Piotruś Pan, bo wybacz w tym wieku to konkretnemu mężczyźnie też zależy na załozeniu rodziny.

No chyba, że on nie jest pewny i jak mawia mój kolega: jeśli mężczyzna jest długo z kobietą, a nie jest gotowy slub,
to oznacza jedynie, że nie jest gotowy na ślub z tą kobietą...

231

Odp: Ślub albo nara!
horses napisał/a:

Nie znam ani jednej osoby, która brałaby slub dla papierka lub białej sukni.

Za to ja znam, moja była żona tak postąpiła..

Posty [ 196 do 231 z 231 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026