Lejdi112 napisał/a:Wielokropek trafiłeś w sedno. Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy.
Nie będę się rozpisywać na ten temat. Dzięki za link do tematu. Kiedyś go trochę śledziłam.
Lejdi112 napisał/a:I wiecie co? Staram się pokonywać te swoje uzależnienie od partnera i uczyć się żyć samej.
Lejdi112 napisał/a:Przyszło mi też przez myśl to, że ta zmiana może być przyczyną utraty pracy. Aktualnie od ok. 2 miesięcy poszukuję nowej. Zawsze miałam niską samoocenę, ale teraz to sięgnęła ona dna. Jestem na 80% pewna, że w jego oczach jestem mało interesująca, nieatrakcyjna i przewidywalna.
Lejdi112 napisał/a:Nie obchodzi mnie opinia ludzi dopóki nie wyrażają jej przy mnie. W przeciwnym wypadku wpływa ona na mnie i zaczynam wierzyć w to, że mają rację.
Piszesz, ze jestes uzalezniona od partnera, ze nie jestes samowystarczalna, ze masz niska samoocene (ktora zawsze byla niska), ze opinia innych ma dla Ciebie na tyle duze znaczenie, ze zaczynasz podwazac intencje i uczucia partnera mimo, ze piszesz tez, ze jestescie szczesliwi, ze czynami takze pokazywal Ci, ze Cie kocha itp.
Piszesz, ze wiesz, ze jestes bluszczem.
Jedyne co moge jeszcze napisac to to, ze podejrzewam, ze chcesz slubu bo po pierwsze zamknie on usta otoczeniu a po drugie (jak Ci sie zdaje) dostaniesz ostateczne potwierdzenie uczuc od partnera, dostaniesz cos co da Ci pewnosc, ze on Cie kocha, traktuje powaznie i chce z Toba byc. Bedziesz mogla odetchnac z ulga i wreszczecie byc szczesliwa i spokojna.
Prawda jest jednak taka, ze tej dziury w samoocenie nic nie zapelni, kazde zapewnienia i poczucie bezpieczenstwa z nich wynikajace sa tylko tymczasowe, ciagle potrzebujesz czegos nowego. Mysle, ze po slubie przez jakis czas bedziesz sie czula lepiej bo nastapi ta wielka deklaracja a po drugie znajomi wreszcie spojrza na Was jak na pelnoprawna, stala pare. Przestaniesz byc dziewczyna, ktora mozna w kazdej chwili zmienic (Twoje slowa) a staniesz sie zona, ta jedyna, ktorej slubowal milosc przed wszytskimi.
Po pewnym czasie jednak pojawia sie nowe watpliwosci, Twoja niska samoocena znow sie odezwie, znajomi moze zglosza jakies uwagi odnosnie Waszego zwiazku (a sama pisalas, ze jak ludzie Ci cos mowia to zaczynasz w to wierzyc) i bedziesz potrzebowala nowej deklaracji, nowego dowodu, ze uczucia sa i on mysli powaznie o Tobie i Waszym zyciu razem.
Znalam kilka osob-bluszczy i odkad zorientowalam sie bolesnie na czym relacje z takimi ludzmi polegaja to od razu konczylam znajomosci.
Rozumiem, ze to duzy problem, duza udreka dla czlowieka-bluszcza, wiele z nich nie zdaje sobie sprawy z problemu, wydaje im sie, ze to normalne zachowanie i to inni maja problem. Ty zidentyfikowalas problem, ale jak pisala Wielokropek postanowilas zamknac oczy. Szkoda bo najwieksza szkode robisz sobie. Sobie i partnerowi bo on nie odpowiada tylko za swoje szczescie, ale tez za Twoje - to duza odpowiedzialnosc i ciezar.
A terapia zalezy od dobrego terapeuty, owszem, ale tez od Ciebie: trzeba chciec i potrafic byc ze soba szczerym.