netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ślub albo nara!

230 odpowiedzi25 392 wyświetleniazałożony przez Lejdi112, 10.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 231 ]

1

Temat: Ślub albo nara!

Cześć! Oboje mamy 29 lat, jesteśmy razem od lat 9. Różnie bywało, kilka razy rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie (były to góra 3- dniowe rozstania). Mieszkamy razem od ok. 4 lat. Moim główny problemem jest jego niezdecydowanie odnośnie przyszłości ze mną. Może źle się wyraziłam, bo jak twierdzi chce być ze mną, jestem kobietą jego życia, ale nie jest jeszcze gotowy na ślub, bo "nie jest potrzebny mu papierek", "jak się kogoś kocha, to nie jest mu potrzebna ta cała otoczka i formalności", "bo po ślubie wszystko się zmienia, kobieta się zmienia" itp. Ja natomiast pragnę tej stabilizacji od dobrych kilku lat, rozmawiałam z nim o tym, mówiłam jasno czego pragnę, nawet stawiałam mu ultimatum, które z czasem "przeciągałam".
Jakiś miesiąc temu powiedziałam mu otwarcie, że liczę na jego deklarację w tym roku, jeśli nadal nie będzie wiedział czego chcę to odejdę. Przystał na to, powiedział, że doczekam się tego w tym roku, tylko jeszcze nie wie kiedy.Od tej rozmowy jest między nami dziwnie, stał się mniej czuły, zdystansowany, nerwowy... Zaczęłam podejrzewać nawet, że może kogoś ma.
Źle się z tym czuję. Boję się, że znów nic z tego nie będzie a ja nie będę potrafiła odejść.

Co myślicie o tej całej sytuacji? Co mam zrobić? Pewnie zaraz zasypie mnie fala krytyki, że stawiam go pod ścianą... ale wydaje mi się, że mężczyzna w takim wieku, będący z kobietą tyle lat powinien wiedzieć już czego chce.
Proszę, nie radźcie mi, żebym z nim porozmawiała bo rozmowy jeszcze bardziej pogarszają sytuację.

2

Odp: Ślub albo nara!

Postawilas warunki i nie pozostaje nic inneg jak by konsekwnetna. Po co sie w tej chwili martwic na zapas. Mozesz tez z nim porozmawiac w kwestii wplywu sytuacji na uczucia, zachowanie, bo jak widac obecnie ten wplyw na niego istotny jest, odwrotnie niz on sam deklaruje. Jakie sa wiec jego uczucia skoro proby sformalizowania zwiazku z Twojej strony, powoduja u Niego oslabienie jego uczuc? Moze nie sa one takie silne, moze wlasnie jego uczucia zaleza od sytuacji, czyli jest odwrotnie niz sam deklaruje. Pokaz mu to.

3

Odp: Ślub albo nara!

A ty wierzysz w to, ze slub cos zmieni? big_smile

4

Odp: Ślub albo nara!

Przecież powiedział Ci czego chce, a raczej czego nie chce. Nie chce ślubu, bo dla niego nie ma on takiego znaczenia jak dla Ciebie. Także nie wmawiaj mu, że nie wie czego chce. Co chcesz osiągnąć poprzez fochy i namawianie? Po prostu rozstań się z nim, jeśli ślub jest dla Ciebie taki ważny. Pod wpływem namawiania może weźmie ten ślub z wielkiej łaski, ale sama już widzisz, że relacje Wam się psują. Lepiej nie będzie, skoro masz takie podejście. Znajdź kogoś, kto ma podobne priorytety.

5

Odp: Ślub albo nara!

Jemu do bycia i życia z Tobą ślub nie jest potrzebny, Tobie - tak. By zmusić go działania, zaproponowałaś:

Lejdi112 napisał/a:

(...)Jakiś miesiąc temu powiedziałam mu otwarcie, że liczę na jego deklarację w tym roku, jeśli nadal nie będzie wiedział czego chcę to odejdę. (...)

Skoro tak, skoro uprzedziłaś o konsekwencjach, to pozostaje Ci jedynie czekać na jego ruch i stosownie do niego zachować się, czyli albo przyjąć oświadczyny i szykować uroczystości, albo rozstać się. Jeśli ślubu nie będzie, a Ty nie odejdziesz, dostanie ważną wskazówkę na Twój temat. Że jedno mówisz, a robisz drugie.

6

Odp: Ślub albo nara!

maniek_z_maniek, nie wiem czy zmiana jego zachowania jest spowodowana w 100% tą rozmową czy może czymś innym. Mniej więcej od tamtego czasu tak się stało. Rozmawiałam z nim o tym, twierdzi, że jest przemęczony ostatnimi dniami i to dlatego... Nie wiem czy dlatego właśnie tak się dzieje, ale faktycznie widać po nim te przemęczenie.
A Ty jakbyś się zachował, gdyby dziewczyna postawiła Ci taki ultimatum? Jestem ciekawa jak facet to postrzega.

Iceni, może i nie zmieni wiele ale przynajmniej da mi większą stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.

cslady, widzisz, tylko powiedział, że nie chce ślubu na razie bo nie jest jeszcze gotowy. W ogóle to kiedyś chce wziąć ślub i założyć rodzinę... I wg. niego powinnam z tym na niego poczekać.

7

Odp: Ślub albo nara!

Wielokropek, takie ultimatum postawiłam mu już rok temu również i mimo wszystko po uprzedniej rozmowie z nim postanowiłam dać nam jeszcze szansę. Boję się, że tym razem on nie odebrał mojej propozycji serio, tzn. nie wierzy, że jeśli tej deklaracji nadal nie będzie, to odejdę sad

8

Odp: Ślub albo nara!

Moim zdaniem to to jest zle postawione pytanie od samego poczatku - pytanie jest czy on nie chce s l u b u jako formalizacji zwiazku, czy nie chce zwiazku jaki ten slub za soba pociaga.

Bo mozna zyc bez slubu jak malzenstwo, a mozna miec slub i nadal zyc jak para nastolatkow. To jest znacznie szerszy problem niz tylko papierek. To jeszcze kwestia posiadania lub nie posiadania dzieci (no, 29 lat to jest juz najwyzszy czas kiedy trzeba o tym zaczac myslec), to jest kwestia posiadania badz nie posiadania wspolnego majatku, planowania przyszlosci itd.

Jezeli facet nie chce na przyklad miec dzieci, ale boi sie o tym powiedziec wprost, to slub niczego nie zalatwi.

Ale jezeli autorka pisze, ze go nie bedzie potrafila zostawic, to cala rozmowe mozna sobie darowac, bo i tak nie ma sensu - autorka poplacze, pozlosci sie, ale i tak zostanie tak jak jest.

Zeby zmiany nastapily trzeba byc na nie gotowym, a nie pisac, ze i tak nie bedzie umiala go zostawic.

Nie bedziesz umiala, droga autorko? No to tkwij w takim niejasnym ukladzie az wyschniesz i sie pomarszczysz i kolo 45 sie ockniesz, ze jednak cos umknelo...

9

Odp: Ślub albo nara!

Jestem takiego samego zdania, jak Twój partner i w pełni Go rozumiem. Ślub w tym przypadku byłby dla Ciebie zapewnieniem, że nigdy Cię nie zostawi. On z kolei nie potrzebuje takiej formalności jak małżeństwo, ponieważ jest pewien swoich uczuć. Czy ze ślubem czy bez, będzie Cię kochał.

Poczekaj. Nie strasz Go odejściem, nie naciskaj.

10

Odp: Ślub albo nara!

Iceni napisałam, że nie wiem czy będę potrafiła go zostawić, jednak wiem, że innego wyjścia z tej sytuacji wówczas nie będzie.
Tak, zgadzam się, że 29 lat to najwyższy czas na planowanie dzieci, jednak ani ja, ani mój partner na dzieci na razie gotowi nie jesteśmy i ich nie chcemy. I w tym się przynajmniej zgadzamy.

11

Odp: Ślub albo nara!

No ok, a PO CO ci tak naprawde slub? Przeciez zadnej gwarancji na milosc ci to nie da. Wystapic o rozwod bedzie mogl w kazdej chwili.

12

Odp: Ślub albo nara!

isia2408, ciągłe naciski ze strony otoczenia też robią swoje. Poza tym jego niechęć do ślubu ze mną zaczyna utwierdzać mnie w przekonaniu, że wcale nie myśli o mnie poważnie, że nie jestem odpowiednią osobą na jego żonę czy matkę jego dzieci. Skoro nie chce formalizacji związku ze mną, to może czeka na kogoś lepszego...

13

Odp: Ślub albo nara!

Lejdi112, ultimatum ma to do siebie, że stawia się go raz. Inaczej to, wybacz, robienie z gęby cholewy, nie żadne dawanie szansy.

Boisz się, że tym razem Twój partner nie uwierzy w Twą groźbę rozstania. Może najpierw sama siebie przekonaj o tym, że o ewentualnym rozstaniu powiedziałaś serio.

Napisałaś, że potrzebujesz stabilizacji. Ceremonia ją Ci zapewni? Czyżby? Rozstania po ślubie nie zdarzają się? Rozwody nie istnieją?



Zobacz rzeczywistość.

14 Ostatnio edytowany przez Buszująca w zbożu (2015-03-10 12:53:32)

Odp: Ślub albo nara!

Jego słowa nie trzymają się kupy. Raz mówi, że papierek nie jest mu potrzebny do miłości i małżeństwo zmienia kobietę, innym razem, że weźmie ślub, ale teraz nie jest gotowy. Widzisz bezsens? On po prostu nie wie, jakim sposobem się od tego wykręcić. Opcje widzę dwie - albo coś zaczęło się zmieniać w jego uczuciach i nie jest Ciebie pewien, albo rzeczywiście papier nic dla niego nie znaczy i obawia się, że ślub może coś zepsuć - na pocieszenie powiem, że wielu mężczyzn ma takie podejście pomimo szczerej miłości do partnerki. Proponuję podejść go w ten sposób - usiądź spokojnie, zachęć go do rozmowy, ale nie pretensjonalnej, w tonie oskarżeniowym, tylko tak, jakbyś rozmawiała z przyjacielem. Niech Ci powie, czy serio chce spędzić z Tobą życie, czy może przestał być pewny ogólnie związku z Tobą. Nie rozmawialiście o tym nigdy wcześniej? Jakie wtedy miał poglądy? Ty jedna najlepiej go znasz. Przemyśl, co jest ważniejsze. Jeśli partner na co dzień się stara, jest czuły i przez te 9 lat, cały czas tak samo mogłaś na niego liczyć, uważam, że rzeczywiście nie ma co nalegać na formalizację. Ale jeśli masz wątpliwości co do jego uczucia, to zapala mi się czerwona lampka. Mamy Ci nie doradzać rozmowy... no ale milczeniem nic nie załatwisz, tylko siebie zamęczysz.

15

Odp: Ślub albo nara!

To nie jest typ faceta, który rozwód traktuje jak naturalną rzeczy.
Sama ceremonia zaślubin nie utwierdzi mnie w pewności co do jego uczuć a sam fakt, że będziemy związani "węzłem małżeństwa". Co brzmi poważniej: "dziewczyna" czy "żona"? Dziewczynę można zmienić w każdej chwili bez żadnych konsekwencji. Z żoną już jest nieco trudniej.

16 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-03-10 12:51:21)

Odp: Ślub albo nara!

Co bym poczul? Mysle ze bylbym troche przycisniety do muru. Nadal chcialbym "decydowac". Jednak z drugiej strony gdybym kochal to nie czulbym sie jakos zobowiazany na sile ale raczej cieszylbym sie z mozliwosci ulozenia sobie w koncu zycia z bliska mi osoba. Byc moze w duzym stopniu chodzi tu o wartosci rodzinne, wzorce z domu czy inne obserwowane, leki, itp. Chec lub jej brak, realizowania okreslonego modelu zycia, gotowosc do podjecia odpowiedzialnosci czy nawet konsekwnecji nieudanego zwiazku. Ja mysle ze Ty nawet nie wiesz jakie on ma obawy i z czego wynikaja jego objekcje, watpliwosci. Bo ze one sa to jest oczywiste. Gadanie o wolnym zwiazku jest schematyczne. A ile masz lat? Co z kwestia dzieci?

17

Odp: Ślub albo nara!

Buszująca w zbożu, zbyt dużo rozmów z nim na ten temat przeprowadzałam. Kolejna może go tylko zdenerwować. On wie o moich oczekiwaniach i wydaje mi się, że następna rozmowa nic nie da.
A co do jego uczuć, to z jednej strony wiem, że mnie kocha, bo przez te 9 lat bardzo wiele przeszliśmy co mogłoby przekreślić niejeden związek, ale z drugiej strony... chyba nigdy nie można być niczego pewnym w 100%. Różne rzeczy się zdarzają.

18

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

(...)Sama ceremonia zaślubin nie utwierdzi mnie w pewności co do jego uczuć a sam fakt, że będziemy związani "węzłem małżeństwa". Co brzmi poważniej: "dziewczyna" czy "żona"? Dziewczynę można zmienić w każdej chwili bez żadnych konsekwencji. Z żoną już jest nieco trudniej.

To uzasadnienie utwierdziłoby mnie tylko, by ślubu z Tobą nie wziąć.

19

Odp: Ślub albo nara!

Ja sądzę, że mówił o tym ślubie gdzieś w przyszłości, "gdy będzie gotowy"tylko po to, by to odwlec w czasie. Może czeka aż się rozmyślisz. Skoro on uważa papierek za niepotrzebny, to nie licz na dobrowolne oświadczyny. Najwyżej zmusisz go do tego, a to i tak na dobre nie wyjdzie.

20

Odp: Ślub albo nara!

Nie jestem odpowiednią osobą do dawania rad być może, ale właśnie dlatego, że mam zdanie bliższe Twemu mężczyźnie, powiem Ci jak to wygląda z mojej perspektywy. Żona wcale nie brzmi dla mnie poważniej, albo no właśnie - tylko brzmi. Ale ile w dzisiejszych czasach rozwodów, sama zobacz. Żonę tak samo można zdradzić i zostawić jak dziewczynę. Nie widzę żadnej różnicy. Tylko trudności ze strony formalnej, że rozwód z orzeczeniem o winie, więc facet bardziej ostrożny. Ale w uczuciach to żadna gwarancja.

21 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-10 13:04:01)

Odp: Ślub albo nara!

Wielokropek nie ma innej odpowiedzi na Twoje pytanie. Wiem, że nawet ślub nie gwarantuje 100% pewności ale zawsze jest ona większa niż będąc w związku nieformalnym.

maniek_z_maniek, oboje mamy po 29 lat. Dzieci oboje chcemy ale jeszcze nie teraz. No i tu pojawia się kolejny problem. Nie chciałabym wychowywać dziecka bez ślubu a takowe w najbliższym czasie chciałabym mieć.
Jego obawy być może wynikają z mojej osoby. Bo wychowywał się w miarę normalnej rodzinie, nie miał wielu partnerek przede mną i na wszystkie "odstępstwa od normy" typu: dziecko przed ślubem, albo w trakcie, czy "luźny" związek reaguje z pewną dozą zniesmaczenia. Może rzeczywiście on nie nie chce ślubu po prostu ze mną.

cslady, gdybym wiedziała o fakcie, że nigdy nie chce wziąć slubu to prawdopodobnie nie związałabym się z nim nigdy. Na samym początku związku jasno się określał, że planuje kiedyś ślub i dzieci. Wychodzi to również w rozmowie z innymi. Tylko KIEDYŚ. Nie wiem kiedy będzie to KIEDYŚ.

22 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-03-10 13:16:42)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

maniek_z_maniek, oboje mamy po 29 lat. Dzieci oboje chcemy ale jeszcze nie teraz. No i tu pojawia się kolejny problem. Nie chciałabym wychowywać dziecka bez ślubu a takowe w najbliższym czasie chciałabym mieć.
Jego obawy być może wynikają z mojej osoby. Bo wychowywał się w miarę normalnej rodzinie, nie miał wielu partnerek przede mną i na wszystkie "odstępstwa od normy" typu: dziecko przed ślubem, albo w trakcie, czy "luźny" związek reaguje z pewną dozą zniesmaczenia. Może rzeczywiście on nie nie chce ślubu po prostu ze mną

Lejdi112 napisał/a:

Iceni napisałam, że nie wiem czy będę potrafiła go zostawić, jednak wiem, że innego wyjścia z tej sytuacji wówczas nie będzie.
Tak, zgadzam się, że 29 lat to najwyższy czas na planowanie dzieci, jednak ani ja, ani mój partner na dzieci na razie gotowi nie jesteśmy i ich nie chcemy. I w tym się przynajmniej zgadzamy.

No tak. Na podstawie tego co piszesz jasno widac, ze plany na przyszlosc masz bardzo precyzyjne...

23

Odp: Ślub albo nara!

Proszę nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Nie planuję dziecka TERAZ ale w najbliższym czasie (do ok. 5 lat) chciałabym urodzić.

24

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Proszę nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Nie planuję dziecka TERAZ ale w najbliższym czasie (do ok. 5 lat) chciałabym urodzić.

Czyli kiedy? Jak Ci plodnosc spadnie do 25% i beda problemy z zajsciem? Bo dzis trzeba "nowoczesnym" byc i sie rozwijac? I tu moze byc pies pogrzebany, brak sensu formalizacji zwiazku, bo po co? Dla mnie np. rodzina to rowniez dzieci i formalizowalem pod katem ich posiadania a nie posiadania zony.

Wlasciwie to nie wiem co Ci teraz poradzic. Z jednej strony chcesz poczucia bezpieczenstwa, z drugiej prawdziwej rodziny oboje nie chcecie miec.

25

Odp: Ślub albo nara!

Ah... jezeli "najblizszy czas" to jest dla ciebie 5 lat, to inna sprawa big_smile
5 lat od teraz to jest niemal granica twojej plodnosci bez wspomagania wink

Ale nie bede sie czepiac szczegolow. Chce ci sie slubu, bo "mężatka" brzmi dumniej. To rzeczywiscie jest powod big_smile

26

Odp: Ślub albo nara!

Branie ślubu tylko po to, by zajść w ciąże jest wg mnie bez sensu. Ja chcę go nie dla dziecka. Dziecko owszem w swoim czasie ale posiadanie go i w trakcie dojrzewanie do jego wychowywania mija się z celem. Najpierw trzeba do niego dojrzeć, żeby później dziecko nie cierpiało, że ma niedojrzałych życiowo rodziców.

27

Odp: Ślub albo nara!

Iceni masz męża? Wyobrażasz sobie bycie kilkunastu czy kilkadziesiąt lat z partnerem bez ślubu? Wczujcie się trochę w sytuację takiej dziewczyny, to zrozumiecie w czym tkwi szkopuł. Więcej empatii.

Granicą płodności jest owszem 35 lat smile ale znam wiele kobiet, które urodziły zdrowe dzieci dużo później wink

28 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-03-10 13:47:32)

Odp: Ślub albo nara!

No wiec ty chcesz slubu, twoj partner nie chce. Dlaczego twoj powod ma byc wazniejszy od jego powodu?

P.S. Nie, nie mialam meza. Zylam w zwiazku bez slubu. Nie byl mi on do niczego potrzebny wink Moi rodzice tez nie maja slubu - ponad 40 lat big_smile

29

Odp: Ślub albo nara!

No to podziwiam Was. Twoi rodzice również nie mają ślubu więc przyjęłaś taki sam schemat jak oni i ja wcale tego nie neguję...
Ja zostałam wychowana w rodzinie, gdzie ten ślub był jednak istotny.

"No wiec ty chcesz slubu, twoj partner nie chce. Dlaczego twoj powod ma byc wazniejszy od jego powodu?"
a czemu jego powód ma być ważniejszy od mojego?

30 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-10 14:02:03)

Odp: Ślub albo nara!

Poza tym chcę dodać, że z otoczenia ciągle docierają do mnie słowa, że skoro już tyle lat jesteśmy razem i jeszcze nie planujemy ślubu to nie myślimy o sobie poważnie. Jeśli cały czas to słyszysz z ust bliskich i dalszych osób, to w końcu zaczynasz w to wierzyć i zastanawiać się, że może faktycznie tak jest.

31

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Poza tym chcę dodać, że z otoczenia ciągle docierają do mnie słowa, że skoro już tyle lat jesteśmy razem i jeszcze nie planujemy ślubu to nie myślimy o sobie poważnie. Jeśli cały czas to słyszysz z ust bliskich i dalszych osób, to w końcu zaczynasz w to wierzyć i zastanawiać się, że może faktycznie tak jest.

Nie daj się presji otoczenia! Liczy się to, co Ty czujesz.

32

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

"No wiec ty chcesz slubu, twoj partner nie chce. Dlaczego twoj powod ma byc wazniejszy od jego powodu?"
a czemu jego powód ma być ważniejszy od mojego?

Żaden nie jest ważniejszy, ale nie szkoda byłoby Ci z nim zrywać tylko przez papierek?

33

Odp: Ślub albo nara!

cslady z jednej strony tak, a z drugiej jeśli za 3 lata powie mi, że to jednak nie to...?

34

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

cslady z jednej strony tak, a z drugiej jeśli za 3 lata powie mi, że to jednak nie to...?

A co ślub zmieni? Jeśli za te 3 lata poczuje, że to nie to, to zostawi Cię i tak. Jeśli go kochasz to nie będzie Ci szkoda zerwać tylko dlatego, że on się nie chce ożenić? Dba o Ciebie? Opiekuje się Tobą? Jest dla Ciebie partnerem i okazuje Ci czułość? Bo jeśli tak, to koniecznie musisz mieć papier, który to potwierdza? A może po prostu średnio Wam się układa i myślisz, że ślub to zmieni?

35

Odp: Ślub albo nara!

Po prostu nie chcę całe życie żyć bez ślubu. Nie będę potrafiła tego zaakceptować.

Różnie bywa jak to w życiu. Było dobrze przez długi czas, ostatnio czuję, że coś nie gra. Wycofał się, przestał się starać, okazywać uczuć, stał się bardziej nerwowy, obojętny. Nie wiem czym to jest spowodowane bo on twierdzi, że nic się nie dzieje. Wiem, że ślub nie jest rozwiązaniem każdej bolączki ale dla mnie dałoby to większe poczucie bezpieczeństwa, ułatwiłoby też sprawy formalne.

36

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Po prostu nie chcę całe życie żyć bez ślubu. Nie będę potrafiła tego zaakceptować.

Różnie bywa jak to w życiu. Było dobrze przez długi czas, ostatnio czuję, że coś nie gra. Wycofał się, przestał się starać, okazywać uczuć, stał się bardziej nerwowy, obojętny. Nie wiem czym to jest spowodowane bo on twierdzi, że nic się nie dzieje. Wiem, że ślub nie jest rozwiązaniem każdej bolączki ale dla mnie dałoby to większe poczucie bezpieczeństwa, ułatwiłoby też sprawy formalne.

A to nie przez to, że zaczęłaś go męczyć o ten ślub? Może dlatego się wycofał.

37

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Sama ceremonia zaślubin nie utwierdzi mnie w pewności co do jego uczuć a sam fakt, że będziemy związani "węzłem małżeństwa". Co brzmi poważniej: "dziewczyna" czy "żona"? Dziewczynę można zmienić w każdej chwili bez żadnych konsekwencji. Z żoną już jest nieco trudniej.

Powiedz po prostu prosto z mostu że chcesz go mieć na przysłowiowej smyczy big_smile Sorry, ale ja bym taką laskę, która naciska na ślub wbrew moim przekonaniem pożegnał wesołym "adios". Poza tym, jeżeli ślub jest z przymusu a nie z własnej chęci to i rozwód nie będzie dla takiego kogoś problemem

38

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Co myślicie o tej całej sytuacji? Co mam zrobić? Pewnie zaraz zasypie mnie fala krytyki, że stawiam go pod ścianą... ale wydaje mi się, że mężczyzna w takim wieku, będący z kobietą tyle lat powinien wiedzieć już czego chce.

Ale on WIE, czego chce. Być z Tobą bez ślubu. To, że nie pokrywa się to z Twoim chceniem, nie oznacza, że jest niezdecydowany.

Lejdi112 napisał/a:

Od tej rozmowy jest między nami dziwnie, stał się mniej czuły, zdystansowany, nerwowy... Zaczęłam podejrzewać nawet, że może kogoś ma.

No, ma. Kobietę, która podobno go kocha, a jednocześnie próbuje go zmusić do czegoś, na co on nie ma ochoty, stawiając ultimatum i grożąc odejściem. Jak może się z tego nie cieszyć i nie okazywać czułości? big_smile

39

Odp: Ślub albo nara!

Chyba jedną z najgorszych rzeczy jaką mogą zrobić kobiety facetom w związkach jest takie chore parcie na ten cały przereklamowany ślub. Ja to naprawdę się staram zrozumieć, was kobiety i tę chęć zaobrączkowania ale dajcie wy swoim facetom trochę luzu. Nie rozumiesz dziewczyno że im bardziej mu trujesz o tym ślubie jemu się jeszcze bardziej nie chce go brać. Jesteście spory kawał czasu razem ale jesteście nadal młodymi ludźmi. Zastanówcie się oboje przedtem z dziesięć razy bo to nie jest kupowanie bułek w sklepie. Da się to odkręcić, pewnie. Tylko po co?

Poza tym jeżeli TY chcesz stawiać swojego PARTNERA pod ścianą w myśl tak jak w tytule wątku to ... darujcie wy sobie oboje ślub albo dorośnijcie. Chcesz go zostawić tylko dlatego że nie chce wziąć z Tobą ślubu? Samo to powinno dać w sumie wam obojgu do myślenia czego wy tak naprawdę chcecie i czy naprawdę się kochacie dla siebie czy dla papierka.

40

Odp: Ślub albo nara!

Gdyby on traktował Cię poważnie i chciał ślubu, to sam by się oświadczył. Jak Ty mu tylko bzyczysz i sie pultasz, to owszem, on poczeka jeszcze trochę - pranko, jedzenie, bzykanko itp, ale jak odejdziesz to nie bedzie raczej płakał. Myślę, że jak sie rozstaniecie to on sam będzie chciał ślubu - z następną, która pokocha smile Trzeba się było szanować wcześniej.

41

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Co myślicie o tej całej sytuacji? Co mam zrobić? Pewnie zaraz zasypie mnie fala krytyki, że stawiam go pod ścianą... ale wydaje mi się, że mężczyzna w takim wieku, będący z kobietą tyle lat powinien wiedzieć już czego chce.
Proszę, nie radźcie mi, żebym z nim porozmawiała bo rozmowy jeszcze bardziej pogarszają sytuację.

Lejdi, kilka osób już Ci powiedziało, jak sytuacja wygląda. Ty chcesz ślubu, on nie.

Dlaczego Ty chcesz, mniej więcej napisałaś. Jedni ślubu potrzebują inni nie (jak widać z opiniii przedstawianych również w Twoim wątku). Masz prawo tego ślubu chcieć, skoro to jest dla Ciebie ważne. Nota bene sama znam kilka dziewczyn, które w okolicach trzydziestki i po byciu kilkuletnim związku niesformalizowanym zapragnęły może niekoniecznie w białej sukni ale jednak jakiegoś papierka tak. Oczywiśćie takie, które wcześniej nie wierzyły i nie potrzebowały. Takie pokolenie jesteśmy, jeszcze przyzwyczajone do tradycyjnego domu rodziców. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki.

ALE... on tak samo ma prawogo nie chcieć. Niesetety również jestem zdania, że jak facet NAPRAWDE chciałby się z Tobą ożenić, to by to zrobił, najpóźniej w momencie, gdy z nim o tym porozmawiałaś. Bo 9 lat to długi czas.  Dlaczego on nie chce - można spekulować.Facet może sobie poczekać, zwłaszcza że jesteś przy nim do zaspokajania każdej innej potrzeby, którą mógłby zrealizować w małżeństwie Dzieci też na razie nie planujecie. Skoro chcesz zajść w ciążę za jakiś czas, to możesz równie dobrze na początku ciąży jeszcze wyjść za mąż. Choćby cywilnie, jeśli chodzi o formalności. Ale dla mnie bardziej prawdopodobne jest to, że biorąc pod uwagę długość waszego związku i fakt, że poznaliście się bardzo młodo, doszedł koło 30 (wielu ma wtedy takie oswiecenie, bo właśnie nadchodzi czas poważnych decyzji życiowych, zwłaszcza jak się jest w związku), że jednak chciałby zażyć trochę wolności jeszcze BEZ CIEBIE. Niewykluczone że czeka, aż go zostawisz a ślub robi sie dobrą wymówką. Niestety telepatą nikt tu nie jest.  Wiec to tylko spekulacje.

Odpowiedzią na Twoje pytania jest odpowiedź na inne pytanie: czy ślub jest dla Ciebie tak ważny, że jesteś gotowa zrezygnować z tego związku i układać sobie przyszłość zgodnie ze swoimi zasadami. JEśli tak, to w zasadzie ultimatum jest, możesz się skoncentrować na swoim życiu i przygotowaniach, na wypadek, gdyby trzeba było ultimatum zrealizować.
Jeśli nie jesteś na to gotowa, to nie szalej, zostaw temat, odetchnij, skoncentruj się na Waszym aktualnym życiu, a nawet bardziej na sobie i poczekaj, dopóki Ci się nie znudzi.

Zajrzyj też tutaj, był bardzo podoby wątek o zaręczynach http://www.netkobiety.pl/t82119.html


A tak na marginesie:

Dla mnie generalnie wszystkie argumenty pt. a co za różnice robi papierek itd. i po co brać ślub, można sobie darować. Bo skoro komuś to w ogóle nie robi różnicy, że nie ma ślubu (bo po co papier) to w zasadzie czemu NIE wziąć. Skoro papierek rzekomo niczego nie zmienia...

42 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-10 20:22:27)

Odp: Ślub albo nara!
robingirl napisał/a:

Dla mnie generalnie wszystkie argumenty pt. a co za różnice robi papierek itd. i po co brać ślub, można sobie darować. Bo skoro komuś to w ogóle nie robi różnicy, że nie ma ślubu (bo po co papier) to w zasadzie czemu NIE wziąć. Skoro papierek rzekomo niczego nie zmienia...

No tak, ale np. mnie ROBI różnicę podejście osoby, która na ten ślub nalega. Dla mnie ślub to rzeczywiście tylko papierek, ale wezmę go ze względów praktycznych i to dlatego, że partner mnie do niego nie zmusza. Gdyby ktoś mi ciągle truł tyłek o ślub, a jego motywacją byłoby "co ludzie powiedzą", "taka tradycja", "musi być weselisko, żeby wszyscy widzieli" albo "bez papierka mnie zostawisz", to nie zgodziłabym się pomimo, że jest mi to obojętne. Inną sprawą jest fakt, że wtedy bym po prostu zerwała. Ale to tylko moje zdanie jako osoby, która nie czuje potrzeby posiadania papierka.

43

Odp: Ślub albo nara!

4 lata zyjecie jak malżęnstwo więc dla niego teraz nie robi róznicy czy z papierkiem  czy bez. Po co mu slub? Uważam, ze zaręczyny powinny sie pojawić przed decyzja o zamieszkaniu razem. Moje zdanie.

44

Odp: Ślub albo nara!

Przemyślałam dzisiaj sprawę sugerując się trochę Waszymi komentarzami. Pchnęło mnie do tego dzisiejsze karygodne zachowanie mojego jeszcze chłopaka. Nie wiem co się z nim dzieje, ale braku szacunku do mnie mu nie wybaczę. No i macie rację, trzeba odejść z godnością a nie nalegać na ślub podczas, gdy ktoś nie ma na niego najmniejszej ochoty.

45

Odp: Ślub albo nara!
pannapanna napisał/a:

ale jak odejdziesz to nie bedzie raczej płakał. Myślę, że jak sie rozstaniecie to on sam będzie chciał ślubu - z następną, która pokocha smile Trzeba się było szanować wcześniej.

Jeśli znajdzie takową, która z nim wytrzyma i która będzie spełniała wszystkie jego wymagania. Mogę mu nawet pomóc szukać.

46

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:
pannapanna napisał/a:

ale jak odejdziesz to nie bedzie raczej płakał. Myślę, że jak sie rozstaniecie to on sam będzie chciał ślubu - z następną, która pokocha smile Trzeba się było szanować wcześniej.

Jeśli znajdzie takową, która z nim wytrzyma i która będzie spełniała wszystkie jego wymagania. Mogę mu nawet pomóc szukać.

Dziewczyno, bronisz się rękami i nogami przed prawdą.
Jeśli jest taki zły, to dlaczego w ogóle chcesz ślubu?
Gdyby tak było, dawno byś się rozstała.
Z postów widać Twoją desperację w trzymaniu się tego faceta. On Ci po prostu demonstruje jak może, że Cię nie chce i nie wiąże z Tobą przyszłości. Ale Ty nadal  naciskasz na ślub. Facet sam nie podejmie decyzji o rozstaniu - ma za darmo sex i to bez łażenia, sprzątaczkę i co tam mu jeszcze dajesz, jest mu dobrze na teraz bo nie ma nikogo lepszego obwodzie.  Ale jak odejdziesz i będzie wolny, zobaczysz jak szybko kogoś pokocha.
zakochać się ponownie w kimś kogo się juz nie chce jest po prostu niemożliwe, zrozum....


Nie jesteś wyjątkiem, to jest standartowa historia kobiet, które się nie szanują i dają kolesiowi wszystko w zamian za ochłapy smile

47

Odp: Ślub albo nara!

pannapanna, ostre słowa, ale chyba takich potrzebowałam...jakiegoś kopa do działania. Dzięki.
Jak jeszcze 3 tygodnie temu czułam, że mnie kocha, tak teraz w ogóle.

"Jeśli jest taki zły, to dlaczego w ogóle chcesz ślubu?
Gdyby tak było, dawno byś się rozstała."
Bo go kocham. Po prostu. Nie mówię, że jest zły ale ma swoje wady, które naprawdę ciężko zaakceptować, potrzeba naprawdę wieeele cierpliwości, a wiem, że tej cierpliwości w dzisiejszych czasach wielu brakuje.
A dlaczego żony alkoholików często trwają tyle lat w związkach i nie chcą odejść od mężów, którzy piją i je biją. Bo ich kochają i mają nadzieję, że się zmienią. Tak samo i ja.

48

Odp: Ślub albo nara!

Jestem równolatką Autorki wątku, mężatką. Staż związku - 7 lat, staż małżenstwa - 6 miesięcy. To tyle tytułem wstępu.

Wątek mnie poruszył, albowiem nie rozumiem całej tej nagonki na Autorkę, której inputuje się bycie maniaczką, której jedynym celem jest wejście w posiadanie, za pomocą strasznego, a fuj!, szantażu, aktu małżeństwa. Nigodziwością jest bowiem, po tylu latach spędzonych razem żądanie, aby partner zechciał wreszcie zalegalizować związek.

49

Odp: Ślub albo nara!

Ale co to znaczy zalegalizować związek? Czy Twoim zdaniem póki nie wypowie nad nimi jakiejś formułki urzędas i klecha to ich związek jest nieważny i bez wartości?

50

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:

Jestem równolatką Autorki wątku, mężatką. Staż związku - 7 lat, staż małżenstwa - 6 miesięcy. To tyle tytułem wstępu.

Wątek mnie poruszył, albowiem nie rozumiem całej tej nagonki na Autorkę, której inputuje się bycie maniaczką, której jedynym celem jest wejście w posiadanie, za pomocą strasznego, a fuj!, szantażu, aktu małżeństwa. Nigodziwością jest bowiem, po tylu latach spędzonych razem żądanie, aby partner zechciał wreszcie zalegalizować związek.

Ale co Ci po żądaniu, skoro on tego nie chce? I tu nie chodzi o dobro faceta, ale o dobro Autorki. Nic dobrego z takiego wymuszonego ślubu nie wyniknie. Facet już się odsuwa. Zresztą w ogóle słowo "żądać" jest moim zdaniem niewłaściwe, jeśli mówimy o związku kochających się ludzi.

51

Odp: Ślub albo nara!

nerwica , dziekuję za zrozumienie.

"Nic dobrego z takiego wymuszonego ślubu nie wyniknie."
a ja jestem pewna, że gdyby do niego doszło, gdybyśmy byli małżeństwem, to układałoby nam się dużo lepiej. Wytrwalibyśmy w nim.

52

Odp: Ślub albo nara!
Buszująca w zbożu napisał/a:

Ale co to znaczy zalegalizować związek? Czy Twoim zdaniem póki nie wypowie nad nimi jakiejś formułki urzędas i klecha to ich związek jest nieważny i bez wartości?

Ano, żaden urzędas ani klecha jak raczyłaś ich pięknie nazwać nie mają absolutnie żadnego wpływu na umniejszenie bądź dodanie wartości żadnemu związkowi. I mówię to z pełnym przekonaniem jako osoba, która podejmując świadomie i samodzielnie decyzję, zawarła związek małżeński.
I w tej właśnie świadomej i samodzielnej decyzji, w wyniku której następuje deklaracja miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej niosąca za sobą daleko idące konsekwencje upatruję sedna i sensu legalizacji związku.

I nie, nie jestem pierwszą naiwną, która sądzi, że obrączka na palcu powstrzyma od zdrady albo zaskutkuje tym, że związek rozkwitnie. Zdrady są, były i będą w małżeństwach i nie-małżeństwach.

I tak w ogóle to klecha i urządas to mi się jakoś obleśnie kojarzą - wybacz. Prowokują myśl, skądinąd bardzo smutną, o deprecjonowaniu wartości małżeństwa, jego godności jako instutucji. Wiem, wiem poleciałam taką wysoką, z lekka żałosną nutą,  niczym Paolo Cohello czy jak to się tam pisze.

Rozumiem Autorkę, nie chciałabym być w jej skórze i chociaż prawie wszyscy z wyżej udzielających się Forumowiczów krytykują jej zachowanie, głównie stosowaną przez nią metodę szantażu, to uważam że nie ma dla niej innej drogi. Albo wóż, albo przewóz.

A samo zachowanie faceta po tych rozmowach o ślubie zakrawa z lekka na szantaż emocjonalny. Odnoszę wrażenie, że to jeszcze takie trochę emocjonalne dziecko.
Może lepiej go nie naciskać Autorko, po co sobie robić kłopoty skoro jest tak dobrze a cały związek to po prostu sielanka. Facet ma mleko, to po jaką cholerę mu krowa?

53

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:
nerwica napisał/a:

Jestem równolatką Autorki wątku, mężatką. Staż związku - 7 lat, staż małżenstwa - 6 miesięcy. To tyle tytułem wstępu.

Wątek mnie poruszył, albowiem nie rozumiem całej tej nagonki na Autorkę, której inputuje się bycie maniaczką, której jedynym celem jest wejście w posiadanie, za pomocą strasznego, a fuj!, szantażu, aktu małżeństwa. Nigodziwością jest bowiem, po tylu latach spędzonych razem żądanie, aby partner zechciał wreszcie zalegalizować związek.

Ale co Ci po żądaniu, skoro on tego nie chce? I tu nie chodzi o dobro faceta, ale o dobro Autorki. Nic dobrego z takiego wymuszonego ślubu nie wyniknie. Facet już się odsuwa. Zresztą w ogóle słowo "żądać" jest moim zdaniem niewłaściwe, jeśli mówimy o związku kochających się ludzi.

Cały mój post utrzymany był w lekko ironicznej konwencji i tak też należy traktować słowo 'żądać' którego w nim użyłam.
Zasadniczo przychylam się do Twojego zdania, że z wymuszonego ślubu nic dobrego nie wyjdzie. Ale, litości, skoro dla tego Pana wspólne życie bez papierka ma taką samą wartość jak życie bez niego, to dlaczego nie wyjść naprzeciw pragnieniu osoby, którą się rzekomo kocha, a która pragnie ślubu i po prostu się z nią ożenić?
Tu uważam, jest pies pogrzebany. Czy, jak kto woli, leży szkopuł problemu, gdyz ten Pan, moim zdaniem, raczej nie ma ochoty wstępować w związek małżeński i nie mnie wyrokować dlaczego.

54 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-10 22:31:26)

Odp: Ślub albo nara!

Szantaże, podważanie kogoś odczuć, czy zdania są mocno niedojrzałe.
On się boi, Ty naciskasz, co tylko utwierdza go w przekonaniu by się wycofać.

Nie widzicie jak wygląda jego zdanie, być może ona się przyczynia do tego, że on tego ślubu nie chce. Autorka może koloryzować i specjalnie zatajać pewne fakty, by wyszło na jej.

Lejdi112 napisał/a:

nerwica , dziekuję za zrozumienie.

"Nic dobrego z takiego wymuszonego ślubu nie wyniknie."
a ja jestem pewna, że gdyby do niego doszło, gdybyśmy byli małżeństwem, to układałoby nam się dużo lepiej. Wytrwalibyśmy w nim.

Związek to nie ring w którym się walczy o pewność, tylko proponuje, przekonuje, nie wymusza.

55

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:
cslady napisał/a:
nerwica napisał/a:

Jestem równolatką Autorki wątku, mężatką. Staż związku - 7 lat, staż małżenstwa - 6 miesięcy. To tyle tytułem wstępu.

Wątek mnie poruszył, albowiem nie rozumiem całej tej nagonki na Autorkę, której inputuje się bycie maniaczką, której jedynym celem jest wejście w posiadanie, za pomocą strasznego, a fuj!, szantażu, aktu małżeństwa. Nigodziwością jest bowiem, po tylu latach spędzonych razem żądanie, aby partner zechciał wreszcie zalegalizować związek.

Ale co Ci po żądaniu, skoro on tego nie chce? I tu nie chodzi o dobro faceta, ale o dobro Autorki. Nic dobrego z takiego wymuszonego ślubu nie wyniknie. Facet już się odsuwa. Zresztą w ogóle słowo "żądać" jest moim zdaniem niewłaściwe, jeśli mówimy o związku kochających się ludzi.

Cały mój post utrzymany był w lekko ironicznej konwencji i tak też należy traktować słowo 'żądać' którego w nim użyłam.
Zasadniczo przychylam się do Twojego zdania, że z wymuszonego ślubu nic dobrego nie wyjdzie. Ale, litości, skoro dla tego Pana wspólne życie bez papierka ma taką samą wartość jak życie bez niego, to dlaczego nie wyjść naprzeciw pragnieniu osoby, którą się rzekomo kocha, a która pragnie ślubu i po prostu się z nią ożenić?
Tu uważam, jest pies pogrzebany. Czy, jak kto woli, leży szkopuł problemu, gdyz ten Pan, moim zdaniem, raczej nie ma ochoty wstępować w związek małżeński i nie mnie wyrokować dlaczego.

Ten argument ma już większy sens, ale zrozum, że facet boi się, że właśnie ten ślub COŚ ZMIENI. Może bazuje na złych doświadczeniach znajomych, mężczyźni właśnie tej kobiecej pewności się boją, wiem, bo mam kumpli i rozmawiamy na takie tematy. Myślę jednak, że autorka stoi przed innym dylematem. Tak więc autorko, jaka byłaby Twoja reakcja i decyzja, gdybyś miała 100% pewność, że on Cię kocha i wiąże z Tobą przyszłość, tylko boi się, że ślub Was zmieni na gorsze? Byłabyś w stanie to zaakceptować? Czy może nie akceptujesz myśli, że to może nie być prawdziwym powodem jego niechęci do instytucji małżeństwa?

56

Odp: Ślub albo nara!

Przepraszam, ża tak smęcę, ale po prostu nie mogę, no nie wytrzymie jak tego nie powiem i już.

Mierzi mnie jak cholera to powtarzane do uporu w tym wątku, przez Forumowiczów płci obojga (co jest bardzo zastanawiające i wiele mówi o kobietach tu wypowiadających się) przekonanie, że nie wolno Szanownego Pana naciskać, szantażować przedstawiać żądań i w ogóle ABSOLUTNIE - nie wolno i nie ma się prawa, po 9 latach związku, oczekiwać żadnych deklaracji od Pana, albowiem On się tylko zamknie w sobie i wycofa. Rażony piorunem świadomości, zdawszy sobie sprawę z całej głębi i konsekwencji przysięgi małżeńskiej zamknie się w swoim kokonie, pocznie bronić jak lew swojej niezależności w imię przysługującego mu prawa do posiadania własnego zdania i dokonywania wyborów z sobie tylko znanych pobudek. Toż to by było nie do pomyślenia, a sama Autorka napytała by sobie tylko biedy (co chyba i tak już się stało) i dokumenie pogrzebała swoje nikłe nadzieje zamążpójścia.
Poproszę zatem uprzejmie, aby ktoś był tak łaskawy i wyłumaczył mi dlaczego nie można wymagać odpowiedzialności od (prawie) trzydziestoletniego mężczyzny, gdzie jako odpowiedzialność rozumie się świadomie i samodzielnie złożoną, potwierdzoną urzędowo deklarację, która zawiera w sobie przyrzeczenie, że nie opuści się kogoś aż do śmierci i będzie się z tą osobą w zdrowiu i w chorobie. Proszę, wytłumaczcie mi to.

57

Odp: Ślub albo nara!
Buszująca w zbożu napisał/a:

Tak więc autorko, jaka byłaby Twoja reakcja i decyzja, gdybyś miała 100% pewność, że on Cię kocha i wiąże z Tobą przyszłość, tylko boi się, że ślub Was zmieni na gorsze? Byłabyś w stanie to zaakceptować? Czy może nie akceptujesz myśli, że to może nie być prawdziwym powodem jego niechęci do instytucji małżeństwa?

Bardzo dobre pytanie!

58

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:

Przepraszam, ża tak smęcę, ale po prostu nie mogę, no nie wytrzymie jak tego nie powiem i już.

Mierzi mnie jak cholera to powtarzane do uporu w tym wątku, przez Forumowiczów płci obojga (co jest bardzo zastanawiające i wiele mówi o kobietach tu wypowiadających się) przekonanie, że nie wolno Szanownego Pana naciskać, szantażować przedstawiać żądań i w ogóle ABSOLUTNIE - nie wolno i nie ma się prawa, po 9 latach związku, oczekiwać żadnych deklaracji od Pana, albowiem On się tylko zamknie w sobie i wycofa. Rażony piorunem świadomości, zdawszy sobie sprawę z całej głębi i konsekwencji przysięgi małżeńskiej zamknie się w swoim kokonie, pocznie bronić jak lew swojej niezależności w imię przysługującego mu prawa do posiadania własnego zdania i dokonywania wyborów z sobie tylko znanych pobudek. Toż to by było nie do pomyślenia, a sama Autorka napytała by sobie tylko biedy (co chyba i tak już się stało) i dokumenie pogrzebała swoje nikłe nadzieje zamążpójścia.
Poproszę zatem uprzejmie, aby ktoś był tak łaskawy i wyłumaczył mi dlaczego nie można wymagać odpowiedzialności od (prawie) trzydziestoletniego mężczyzny, gdzie jako odpowiedzialność rozumie się świadomie i samodzielnie złożoną, potwierdzoną urzędowo deklarację, która zawiera w sobie przyrzeczenie, że nie opuści się kogoś aż do śmierci i będzie się z tą osobą w zdrowiu i w chorobie. Proszę, wytłumaczcie mi to.

Widać, że reagujesz emocjonalnie - jak dziecko. Stąd popierasz autorkę tematu smile
Nie każdy musi rozumieć miłość i odpowiedzialność w taki sposób jak Ty. Nie sam fakt chęci wiązania się ślubem jest zły, tylko szantażowanie. Nie ma prawa do takich zachowań jako dorosła osoba. Dorośli rozwiązują sprawy bez przerzucania swoich racji, tylko szukaniem kompromisów, akceptowaniem lub znalezieniem kogoś kto odpowiada im w pełni. Przyrzekać można też słownie i nie jest to wcale gorsze od deklaracji pisemnej. Nie daje też żadnych gwarancji. Daje za to większą możliwość szantażującemu

- przecież przyrzekałeś, mam to na piśmie! jesteś moją własnością!

59

Odp: Ślub albo nara!

Słuchajcie, ja nie siedzę w jego głowie i uczuciach i nie wiem co on naprawdę myśli i czy to co mówi jest potwierdzeniem jego myśli i uczuć. Z tego co się dowiedziałam to nie chce ślubu bo:
1) nie jest jeszcze gotowy;
2) boi się, że po ślubie wszystko się zmieni na gorsze (obserwacja znajomych, u których po ślubie się rozleciało albo stanowczo pogorszyło);
3) i tutaj myślę, że ThinkingofYou trochę trafiła z tym twierdzeniem, że "być może ona się przyczynia do tego, że on tego ślubu nie chce".- może trochę się do tego przyczyniam, nie będę tu opisywać w jaki sposób ale na pewno nie jest to nic istotnego, co nie dałoby się zaakceptować. Wszak każdy ma jakieś wady.

"Tak więc autorko, jaka byłaby Twoja reakcja i decyzja, gdybyś miała 100% pewność, że on Cię kocha i wiąże z Tobą przyszłość, tylko boi się, że ślub Was zmieni na gorsze? Byłabyś w stanie to zaakceptować? "
Nie. Może sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby na samym początku naszych rozmów o ślubie powiedział otwarcie, że go w ogóle nie chce a nie zwodzenie mnie, że chce, tylko musi dojrzeć i żebym poczekała.

60

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

może trochę się do tego przyczyniam, nie będę tu opisywać w jaki sposób ale na pewno nie jest to nic istotnego, co nie dałoby się zaakceptować.

Nadal jest to wyłącznie Twoje zdanie i to o samej sobie. Może dla niego jest to bardzo uciążliwe? Rozmawiacie o tym, czy wiesz lepiej, że jest to do zaakceptowania bo sama siebie akceptujesz i nie widzisz w swoich zachowaniach problemu?

61

Odp: Ślub albo nara!
ThinkingofYou napisał/a:
nerwica napisał/a:

Przepraszam, ża tak smęcę, ale po prostu nie mogę, no nie wytrzymie jak tego nie powiem i już.

Mierzi mnie jak cholera to powtarzane do uporu w tym wątku, przez Forumowiczów płci obojga (co jest bardzo zastanawiające i wiele mówi o kobietach tu wypowiadających się) przekonanie, że nie wolno Szanownego Pana naciskać, szantażować przedstawiać żądań i w ogóle ABSOLUTNIE - nie wolno i nie ma się prawa, po 9 latach związku, oczekiwać żadnych deklaracji od Pana, albowiem On się tylko zamknie w sobie i wycofa. Rażony piorunem świadomości, zdawszy sobie sprawę z całej głębi i konsekwencji przysięgi małżeńskiej zamknie się w swoim kokonie, pocznie bronić jak lew swojej niezależności w imię przysługującego mu prawa do posiadania własnego zdania i dokonywania wyborów z sobie tylko znanych pobudek. Toż to by było nie do pomyślenia, a sama Autorka napytała by sobie tylko biedy (co chyba i tak już się stało) i dokumenie pogrzebała swoje nikłe nadzieje zamążpójścia.
Poproszę zatem uprzejmie, aby ktoś był tak łaskawy i wyłumaczył mi dlaczego nie można wymagać odpowiedzialności od (prawie) trzydziestoletniego mężczyzny, gdzie jako odpowiedzialność rozumie się świadomie i samodzielnie złożoną, potwierdzoną urzędowo deklarację, która zawiera w sobie przyrzeczenie, że nie opuści się kogoś aż do śmierci i będzie się z tą osobą w zdrowiu i w chorobie. Proszę, wytłumaczcie mi to.

Widać, że reagujesz emocjonalnie - jak dziecko. Stąd popierasz autorkę tematu smile
Nie każdy musi rozumieć miłość i odpowiedzialność w taki sposób jak Ty. Nie sam fakt chęci wiązania się ślubem jest zły, tylko szantażowanie. Nie ma prawa do takich zachowań jako dorosła osoba. Dorośli rozwiązują sprawy bez przerzucania swoich racji, tylko szukaniem kompromisów, akceptowaniem lub znalezieniem kogoś kto odpowiada im w pełni. Przyrzekać można też słownie i nie jest to wcale gorsze od deklaracji pisemnej. Nie daje też żadnych gwarancji. Daje za to większą możliwość szantażującemu

- przecież przyrzekałeś, mam to na piśmie! jesteś moją własnością!

Tak bardzo rzuca się w oczy, że jestem dziecinna? A niech to, faczek.
A teraz merytorycznie.
Po pierwsze primo, przyrzekałam na piśmie i nie czuję się niczyją własnością. Tak samo nie czuję, aby mój mąż był moją własnością.  Bo co to tak właściwie oznacza być czyjąś własnością? Nie jestem żadnym ekspertem od semantyki, ale, bazując na moim instynkcie rodzimego użytkownika języka polskiego wnioskuję, że posiadać to można rzecz, a nie człowieka. Człowieka można posiąść, zwłaszcza kobietę, ale może pierdzielę po prostu?
Po drugie primo, ja rozumiem, że ile ludzi tyle opinii, każdy może rozumieć daną sprawę inaczej, itd, itp. Kluczem do osiągnięcia kompromisu jest wyjscie naprzeciw drugiej osobie, rozmawianie, pertraktowanie. Jak zwał tak zwał. Tu nie widzę tego ani z jednej ani z drugiej strony, choć co do Autorki, należy jej oddać to, że to już nie pierwszy raz próbuje przymusić tego Pana do ślubu. Stosując, tak bardzo tu krytykowany szantaż, a fe!
I w ogóle, to nie rozumiem o co chodzi z tym wymuszaniem. Jak bym kochała, a nie potrzebowała ślubu do szczęścia, ale potrzebowałaby go moja druga połowa to bym ten ślub wzięła, bo bym go tym uszczęśliwiła, a nie stawała okoniem i szantażowała emocjonalnie.  O co kaman w ogóle, ja nie rozumiem. No jak dziecko po prostu.

62

Odp: Ślub albo nara!

Tzn. ja uważam, że facet postąpił nieodpowiedzialnie obiecując, że kiedyś się z Lejdi ożeni. To było złe i Lejdi ma prawo czuć się rozżalona i oszukana. Ale wytłumacz mi, Nerwico, co Ci da ślub, który wymusiłaś? Może to ja jestem dziwna, ale według mnie ślub jest "ważny" wtedy, gdy chcą go obie strony, a nie jedna. Facet nie chce wziąć ślubu, a ona ma go żądać? No litości. Trzeba siebie szanować, a nie poniżać się żądaniami i zmuszaniem do ożenku. Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę, żeby komuś to wystarczyło. Strasznie mnie śmieszą te rady o żądaniach i oczekiwaniach. Jeśli Lejdi nie odpowiada takie życie, to powinna poszukać kogoś, kto tego ślubu chce zamiast się poniżać. Nerwico, serio chciałabyś mieć męża, który jest Twoim mężem tylko i wyłącznie dlatego, że go zmusiłaś? A jakby były z tego dzieci, to opowiadałabyś im, że mamusia zmusiła tatusia do ślubu? Pęd do ołtarza przesłania racjonalne myślenie.

63

Odp: Ślub albo nara!
ThinkingofYou napisał/a:

Nie sam fakt chęci wiązania się ślubem jest zły, tylko szantażowanie. Nie ma prawa do takich zachowań jako dorosła osoba. Dorośli rozwiązują sprawy bez przerzucania swoich racji, tylko szukaniem kompromisów, akceptowaniem lub znalezieniem kogoś kto odpowiada im w pełni.

Nie szantażowałam go od razu. "Szantaż" poprzedzony był rozmowami jak on widzi naszą przyszłość, jak on się zapatruje na ślub ze mną. Za każdym razem słyszałam to samo, że kocha mnie, chce ze mną układać życie ale na ślub nie jest jeszcze gotowy. Napisałam "szantaż" bo wg mnie nie było to szantażem. Poprosiłam, żeby powiedział na czym stoję i jeżeli usłyszałabym od niego, że w ogóle nie chce ślubu, albo, że nie chce ślubu ZE MNĄ, albo, że nie chce ślubu bo nie jest pewny czy to ja jestem TĄ kobietą na całe życie... to odejdę bez zastanowienia. Poprosiłam go tylko o szczerość wobec mnie.

64

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:

Poproszę zatem uprzejmie, aby ktoś był tak łaskawy i wytłumaczył mi dlaczego nie można wymagać odpowiedzialności od (prawie) trzydziestoletniego mężczyzny, gdzie jako odpowiedzialność rozumie się świadomie i samodzielnie złożoną, potwierdzoną urzędowo deklarację, która zawiera w sobie przyrzeczenie, że nie opuści się kogoś aż do śmierci i będzie się z tą osobą w zdrowiu i w chorobie. Proszę, wytłumaczcie mi to.

Nie mieszaj nerwica niechęci do ślubu z brakiem odpowiedzialności. Natomiast co do twojego pytania, chodzi po prostu o to że ten problem dotyczy wiary, tudzież przekonań związanych z zalegalizowaniem małżeństwa. To nie jest spór typu: wieszamy w salonie zasłony brązowe czy zielone. Przy zasłonach możemy iść łatwo na kompromis, bo co byśmy nie powiesili to i tak będzie ładnie. W omawianym wątku sprawa małżeństwa i tego czy jest potrzebne czy nie. Autorce wątku jest jako potwierdzenie (moim zdaniem wątpliwej jednak i tak koniec końców) stabilizacji. Jej partnerowi natomiast ślub nie jest absolutnie potrzebny do niczego. Ja bym tu zadał pytanie inne: Czy chcesz przekładać białą suknię i dzwony nad fajny, dobrze ułożony bezpieczny związek? Jeżeli tak, to lepiej zmień partnera. On będzie ci całe życie pamiętał, że wymusiłaś na nim ten ślub. Takie małżeństwo z przymusu ma większe szanse na rozpad niż jakiekolwiek inne.

Zamiast naciskać wziąłbym gościa na porządną rozmowę. Wyjaśnił, dlaczego się ostatnio oddalacie od siebie? Czemu stał się chłodny? Co się zmieniło? Czy chodzi o ten ślub czy o coś innego? Niech ci normalnie po ludzku i logicznie uargumentuje dlaczego nie chce ślubu. Bo może być po prostu tak (nie życzę ci tego oczywiście), że on nie jest na tyle pewny ani ciebie, ani swoich uczuć, żeby się dać "zaobrączkować".

65 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-10 23:35:47)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Nie szantażowałam go od razu. "Szantaż" poprzedzony był rozmowami jak on widzi naszą przyszłość, jak on się zapatruje na ślub ze mną. Za każdym razem słyszałam to samo, że kocha mnie, chce ze mną układać życie ale na ślub nie jest jeszcze gotowy. Napisałam "szantaż" bo wg mnie nie było to szantażem. Poprosiłam, żeby powiedział na czym stoję i jeżeli usłyszałabym od niego, że w ogóle nie chce ślubu, albo, że nie chce ślubu ZE MNĄ, albo, że nie chce ślubu bo nie jest pewny czy to ja jestem TĄ kobietą na całe życie... to odejdę bez zastanowienia. Poprosiłam go tylko o szczerość wobec mnie.

Dlatego moim zdaniem powinnaś mniej naciskać, wyeliminować zachowania które go dręczą i tym pokazać, że nie musi się bać o Twoje zmiany na gorsze po ślubie.
On powinien to lepiej argumentować, określić się czemu jest tak i kiedy to się zmieni, ponieważ potrzebujesz tego. Nie dlatego, że chcesz i ma być, bo tak mówisz, albo bo on tak powiedział 8 czy 9 lat temu gdy był całkiem innym człowiekiem i byliście na zupełnie innym etapie związku.

Teraz trochę was trzyma przyzwyczajenie. Po co zmieniać coś, co funkcjonuje dobrze? Ślub niczego nie zmienia oprócz nazywania siebie żoną i mniejszego strachu przed tym że ktoś łatwo odejdzie.

Jak obserwuję to dużo kobiet woli przełożyć szczęście, które macie (od ślubu zaświadczam ono się nie zwiększy) nad papierek, deklaracje lub wymuszenie własnych racji na kimś.

szakisz napisał/a:

Niech ci normalnie po ludzku i logicznie uargumentuje dlaczego nie chce ślubu. Bo może być po prostu tak (nie życzę ci tego oczywiście), że on nie jest na tyle pewny ani ciebie, ani swoich uczuć, żeby się dać "zaobrączkować".

Popieram.

Posty [ 1 do 65 z 231 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026