Cześć! Oboje mamy 29 lat, jesteśmy razem od lat 9. Różnie bywało, kilka razy rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie (były to góra 3- dniowe rozstania). Mieszkamy razem od ok. 4 lat. Moim główny problemem jest jego niezdecydowanie odnośnie przyszłości ze mną. Może źle się wyraziłam, bo jak twierdzi chce być ze mną, jestem kobietą jego życia, ale nie jest jeszcze gotowy na ślub, bo "nie jest potrzebny mu papierek", "jak się kogoś kocha, to nie jest mu potrzebna ta cała otoczka i formalności", "bo po ślubie wszystko się zmienia, kobieta się zmienia" itp. Ja natomiast pragnę tej stabilizacji od dobrych kilku lat, rozmawiałam z nim o tym, mówiłam jasno czego pragnę, nawet stawiałam mu ultimatum, które z czasem "przeciągałam".
Jakiś miesiąc temu powiedziałam mu otwarcie, że liczę na jego deklarację w tym roku, jeśli nadal nie będzie wiedział czego chcę to odejdę. Przystał na to, powiedział, że doczekam się tego w tym roku, tylko jeszcze nie wie kiedy.Od tej rozmowy jest między nami dziwnie, stał się mniej czuły, zdystansowany, nerwowy... Zaczęłam podejrzewać nawet, że może kogoś ma.
Źle się z tym czuję. Boję się, że znów nic z tego nie będzie a ja nie będę potrafiła odejść.
Co myślicie o tej całej sytuacji? Co mam zrobić? Pewnie zaraz zasypie mnie fala krytyki, że stawiam go pod ścianą... ale wydaje mi się, że mężczyzna w takim wieku, będący z kobietą tyle lat powinien wiedzieć już czego chce.
Proszę, nie radźcie mi, żebym z nim porozmawiała bo rozmowy jeszcze bardziej pogarszają sytuację.