brniesz w nicość na własne życzenie - pytanie: to ze strachu?
Podobne tematy
132 2015-03-13 00:24:30 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-13 00:25:11)
Znam go i wiem, że stwierdzi, że to głupi pomysł, bo jakie my mamy problemy? Żadne! Wszystko jest ok między nami. Dla niego zawsze jest wszystko ok i to ja stwarzam problemy. Tak samo jak dopowiadam sobie, że kogoś ma, podczas, gdy tak nie jest- ot jego filozofia. Bo właśnie w tym doszukuję się powodu ochłodzenia jego uczuć do mnie.
Mogę mu podsunąć argument ze ślubem, tzn. że np. w tej kwestii nie możemy się dogadać, ale czy warto rozgrzebywać tak świeżą ranę? Przecież jakieś 3 tygodnie temu poruszałam ten temat.
Oj chyba Twój chłopak gra wszystkowiedzącego i nie ma dystansu do własnego zdania. Z takimi ludźmi ZAWSZE szwankuje komunikacja, bo u Nich racje absolutne trudno jest nagiąć. U Niego dobrze jest, wszystko idzie po Jego myśli. Mało to empatyczne, szczególnie w stosunku do osoby, którą się kocha i Jego/Jej zdanie powinno brać się pod uwagę - ze względu na szacunek (nie bagatelizować problemów) i miłość?
Nie daj Sobie WMÓWIĆ, że Ty masz problem. Zdecydowanie to On ma problemy z partnerską rozmową. Jeśli nie da się namówić na wizytę u psychologa, to radzę Ci odejść i nie wracać (zapewne ZNOWU zacznie obiecywać, zapewniać o miłości itp.). Teraz widzisz jaki ma szacunek do Ciebie - jak można tak perfidnie manipulować i nie pokrywać POWAŻNYCH zobowiązań w związku? Niestety później MOŻE być jeszcze gorzej
. Wykorzysta Twoją miłość - wiedząc, że będziesz przy Nim pomimo takich "zagrywek" może posunąć się dalej.
Współczuję Ci, bo musisz wybrać pomiędzy uczuciami, a poczuciem bezpieczeństwa i szacunku w związku. Jednak co z perspektywy przyszłości będzie dla Ciebie lepsze, wiedząc że On NIE CHCE ZMIAN?
a co mam zakończyć 9- letni związek z dnia na dzień w porywach emocji? Mam podjąć tak ważną i nieodwracalną decyzję w 1 dzień? Myślicie, że to jest możliwe? Jeśli się nic nie czuje do drugiej osoby, to może tak.
Nawet gdybym otrzymała ten wymuszony pierścionek, to bym wiedziała, że zrobił to z miłości do mnie i ze strachu, że odejdę. Bo jak się kogoś kocha, to chce się go zatrzymać za wszelką cenę.
. Bo jak się kogoś kocha, to chce się go zatrzymać za wszelką cenę.
tylko po co?
Jeśli nie da się namówić na wizytę u psychologa, to radzę Ci odejść i nie wracać (zapewne ZNOWU zacznie obiecywać, zapewniać o miłości itp.).
Też tak sądzę. Ten psycholog/terapeuta to w sumie ostatnia możliwość ratowania tego związku. A szkoda, że nie chcesz tego zrobić, bo mógłby Wam naprawdę bardzo pomóc, o ile Twojemu partnerowi faktycznie na Tobie zależy i chce pracować nad związkiem. Sami nie umiecie tego przepracować i nie dacie rady. Skończy się zerwaniem albo wymuszonym ślubem, gdzie i tak żadne z Was nie będzie szczęśliwe. Ja po prostu zaproponowałabym terapię dla par, a jeśli on nie widzi problemu i nie chce iść, to nie ma sensu "dawać" sobie roku, tylko odejść czym prędzej, bo w końcu i tak będziesz musiała ten plaster zerwać, a im szybciej, tym lepiej.
Lejdi112 napisał/a:. Bo jak się kogoś kocha, to chce się go zatrzymać za wszelką cenę.
tylko po co?
Bo nie wyobraża sobie życia z kimś innym lub samemu, bez tej osoby?
To nie jest możliwe podjąć taką decyzję w 1 dzień.
(...)Bo jak się kogoś kocha, to chce się go zatrzymać za wszelką cenę.
To nie miłość. To uzależnienie.
138 2015-03-13 00:37:10 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-13 00:39:49)
(...)Bo jak się kogoś kocha, to chce się go zatrzymać za wszelką cenę.
Bo nie wyobraża sobie życia z kimś innym lub samemu, bez tej osoby?
chyba autorko masz problem
sama ze sobą ...
cslady, ja po prostu na dzień dzisiejszy nie mam konkretnych argumentów, jakie mogłabym mu podać proponując tę terapię. Ślub? Myślicie, że w tej kwestii psycholog coś pomoże? Zmieni jego sposób myślenia?
Odpowiadając na pytanie wyżej- tak, boję się jak cholera życia bez niego.
140 2015-03-13 00:40:56 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-03-13 00:41:21)
Ślub? Myślicie, że w tej kwestii psycholog coś pomoże? Zmieni jego sposób myślenia?
czego oczekujesz od psychologa?
ma uświadomić mu potrzebę ślubu z Tobą ?
(...)Odpowiadając na pytanie wyżej- tak, boję się jak cholera życia bez niego.
To najwyższy czas byś poszukała dobrego terapeuty i dała sobie szansę. Być może swemu partnerowi (choć w świetle Twych wyznań, to niewłaściwe określenie) również. Rzadko kiedy zdarza się osoba, która lubi być całym światem innej.
Psycholog, a raczej psychoterapeuta jest potrzebny Tobie. Byś zobaczyła i uwierzyła, że możesz byś samodzielna psychicznie.
Nie, potrzebę szczerości wobec mnie, bez względu na wszystko.
143 2015-03-13 00:45:25 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-13 00:47:00)
cslady, ja po prostu na dzień dzisiejszy nie mam konkretnych argumentów, jakie mogłabym mu podać proponując tę terapię. Ślub? Myślicie, że w tej kwestii psycholog coś pomoże? Zmieni jego sposób myślenia?
Odpowiadając na pytanie wyżej- tak, boję się jak cholera życia bez niego.
Przecież tu nie o ślub chodzi, tylko o Waszą relację. Wszystko już w sumie w poprzednich postach napisałam. I jak to jaki argument? Taki, że Wam się teraz nie układa i nie umiecie się ze sobą porozumieć. Ty podczas rozmów płaczesz, a on udaje, że wszystko jest ok. Mam wrażenie, że Tobie tak naprawdę nie chodzi o naprawianie i poprawę czegokolwiek. Jesteś zafiksowana na punkcie tego ślubu i tylko na tym Ci zależy, a jaka jest jakość związku to już nieważne. Ważny jest papier i biała kiecka. Rzeczywiście to brzmi jak uzależnienie, a nie miłość. Jeśli Twój partner to widzi, to nic dziwnego, że nie chce wziąć z Tobą ślubu.
On jest szczery wobec Ciebie.
Zajmij się sobą, swymi lękami, swym zachowaniem. Zajmowanie się jego osobą skutecznie (i o to chyba chodzi) oddala Cię od właściwego problemu.
Wielokropek, w jaki sposób? Nadal nie wiem na czym stoję. Mam wierzyć jego słowom, podczas, gdy wszyscy na forum mówicie mi, że jest inaczej?
146 2015-03-13 00:50:24 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-13 00:51:11)
cslady, ja po prostu na dzień dzisiejszy nie mam konkretnych argumentów, jakie mogłabym mu podać proponując tę terapię. Ślub? Myślicie, że w tej kwestii psycholog coś pomoże? Zmieni jego sposób myślenia?
Odpowiadając na pytanie wyżej- tak, boję się jak cholera życia bez niego.
Słuchaj masz tylko dwa wyjścia:
- zostajesz i godzisz się na Jego podejście do życia - dajesz Sobą manipulować i On nie odczuwa ewentualnego zagrożenia, że kiedyś odejdziesz; czuje, że to On gra "silniejszą" rolę z związku, czyli decyduje o Jego formie;
- odchodzisz - przecierpisz 9 lat związku i zaczniesz życie od nowa.
Nie chce terapii = wszystko jest w najlepszym porządku, to strata mojego cennego czasu.
cslady, nie ma idealnych ludzi i relacji.
On jest szczery wobec Ciebie.
Zajmij się sobą, swymi lękami, swym zachowaniem. Zajmowanie się jego osobą skutecznie (i o to chyba chodzi) oddala Cię od właściwego problemu.
posłuchaj Wielokropka
to Ty masz problem - nie on ...
cslady, nie ma idealnych ludzi i relacji.
i to jest wytłumaczenie czego? Żeby nad sobą nie pracować?
Po prostu sama chcę siebie przekonać, że to ma jeszcze jakiś sens ![]()
Póki co, wszystko wskazuje na to, że jesteś uzależniona. Że boisz się być osobą samodzielną, samostanowiącą i decyzyjną. Że musisz mieć kogoś, na kim zawiśniesz/oprzesz się, kogo uczynisz odpowiedzialnym za swoje wybory i życie. Że potrzebujesz kogoś jak tlenu, że bez drugiej osoby zginiesz. Tu, na forum, jest olbrzymi (prawie 700 stronicowy) wątek napisany przez kobiety podobne do Ciebie: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=17705 To kopalnia wiedzy o tym, jak można z tego uzależnienia wyjść; to kopalnia wiedzy na temat sposobów przerzucania odpowiedzialności, udawania, że problemu nie ma, tam też kilkukrotnie podana jest lista mądrych książek, it.p.
Chcesz zajmować się nim czy zająć się sobą? Czyli chcesz uciekać od problemu czy odzyskać godność, szacunek do siebie samej i sprawczość?
Skoro Twój towarzysz życia wie o Tobie choć cząstkę tego, co nam tutaj napisałaś o sobie, nie dziwię się jego postawie. Będąc na jego miejscu zwykły instynkt samozachowawczy kazałby mi nie wiązać się z Tobą 'na zawsze' dopóki nie przestaniesz być uzależnioną (wybacz) osobą.
Po prostu sama chcę siebie przekonać, że to ma jeszcze jakiś sens
To jest Twoje życie i jeśli chcesz żyć razem z Nim to masz do tego prawo. Jednak dopóki On nie będzie chciał zmian to ich nie będzie - Ty jesteś za słaba i uzależniona.
Ja za taką "miłość" dawno bym podziękowała.
153 2015-03-13 01:10:55 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-13 01:14:36)
Wielokropek trafiłeś w sedno. Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy.
Nie będę się rozpisywać na ten temat. Dzięki za link do tematu. Kiedyś go trochę śledziłam.
Warto walczyć z sobą samą o siebie. ![]()
Jeśli jesteś zdeterminowana, dasz radę. Poszukaj dobrego terapeuty.
Edit:
Jestem kobietą. ![]()
Edit:
Jestem kobietą.
Przepraszam. Byłam przekonana, że jest inaczej ![]()
156 2015-03-13 12:10:12 Ostatnio edytowany przez szakisz (2015-03-13 12:12:50)
Wielokropek trafiłeś w sedno. Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy.
Myślę że po pięciu stronach dotarliśmy do prawdziwego problemu autorki, którym jest uzależnienie od partnera. Wiesz moja droga, trochę ciężko jest jeśli wszystkie "fundamenty" naszego życia stawiamy na jedną osobę. Życie powinno mieć wiele "fundamentów" takich, np. przyjaciele, rodzina, znajomi, praca, hobby. Partner powinien być tylko cząstką tego życia, bardzo ważną ale jednak tylko cząstką. Jeżeli opieramy nasze na kilku takich "fundamentach" to nawet kiedy jeden z nich się pokruszy i zawali, to jednak cała budowla (nasze życie) stoi dalej. Boli bo boli, jesteś żywym stworzeniem i czujesz, więc będzie boleć. Jednak nie tracisz nadziei na lepsze jutro i uwierz mi, z czasem się podnosisz.
Natomiast kiedy opieramy swoje życie tylko na tej jednej jedynej osobie skutki mogą być dwojakie:
1. Ta osoba ucieknie - zwyczajnie ze strachu. Będzie miała poczucie że za dużo od niej wymagasz. Ludzie boją się zbyt wielkiej odpowiedzialności za życie drugiego człowieka. W tym przypadku teksty typu: "nie wyobrażam sobie życia bez ciebie" bardziej przerażają niż są komplementem. ![]()
2. Wyczuje sytuacje i będzie ją wykorzystywał - zmieni się w manipulatora. Owinie sobie ciebie wokół palca i będzie robił co chciał. Na nic się zdadzą twoje płacze i lamenty. I tak nie odejdziesz i on to wie, bo wie że nie jesteś zdolna do samodzielnego funkcjonowania.
Moim zdaniem autorko, powinnaś odejść. Choćby po to, by zbudować sobie kilka nowych, porządnych, solidnych "fundamentów". Powodzonka ![]()
(...)Moim zdaniem autorko, powinnaś odejść. Choćby po to, by zbudować sobie kilka nowych, porządnych, solidnych "fundamentów". Powodzonka
Jest jeszcze trzecie wyjście z sytuacji. ![]()
Podjęcie terapii lub samodzielne (co możliwe, tylko wymagające więcej determinacji i pracy) wyjście z uzależnienia będąc dalej w związku.
Gdy jest się osobą niezależną psychicznie (a można taką się stać będąc w związku), podjęcie decyzji o kontynuowaniu związku lub rozstaniu jest prostsze.
Wielokropek trafiłeś w sedno. Tak, jestem uzależniona i boję się żyć sama. Nie jestem osobą samowystarczalną, jakąś super-zaradną i niezależną. Czasem potrzebuję pomocy, którą on mi daje. Potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, kto codziennie zadzwoni jeśli się nie widzimy, że ktoś przytuli itp. Albo przestałam umieć żyć sama. To tak jak z językiem obcym- gdy się go nie będzie używać 9 lat, to go zapomnimy.
Nie będę się rozpisywać na ten temat. Dzięki za link do tematu. Kiedyś go trochę śledziłam.
Kobieta bluszcz - unikac, bo zadusi.
A poza tym mam wrazenie, ze jakies deja vu przechodze...pare dni temu jakas panna naciskala tez na zareczyny, w rocznice mial sie biedny delikwent okreslic czyli lada dzien.
Historia i styl pisania niemalze ten sam. Wiec albo moje deja vu albo zbiorowa histeria i epidemia slubna.
Czasem nie ma co się upierać, zależeć musi obojgu, a nawet bardziej powinno facetowi.
To prawda.
Czemu niby powinno facetowi bardziej zależeć?
161 2015-03-13 17:55:34 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-13 17:56:40)
Bo kobiety rodzą dzieci a nie mężczyźni ![]()
No i co w związku z tym? Dzieci mogą się rodzić i się rodzą bez ślubu. A związek ergo rodzinę tworzy dwoje ludzi a nie tylko mąż czy żona więc sorry ale nie kupuję tej gadki że 'facetowi powinno zależeć bardziej na ślubie'.
To jest mniej więcej taka w stylu 'a bo KOBIECIE powinno zależeć żeby się facet depilował w miejscach intymnych by nie było kwasów podczas erotycznych zbliżeń'. Wniosek - jeśli facet jest dojrzały to sam do tego dorośnie.
163 2015-03-13 18:10:19 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-13 18:13:02)
Może i piszę głupio. Jak kolega uprzejmie zechciał powyżej zauważyć, ale przez tę głupotę przemawia doświadczenie. ..... może równie głupie jak ja....
Wiele razy już pisałam na tym forum właśnie w tym duchu. Bazując na błędach, które sama popełniłam. Świat się zmienia, jest postęp techniczny, kobiety są wyzwolone, siadają za sterami samolotów, i przeprowadzają eksperymenty w laboratoriach na politechnikach całego świata.
Ale jeśli ona za nim gania, aby zechciał się oświadczyć, jeśli wyczekuje na to przebierając palcami jest z nią marnie.
To mężczyzna powinien dążyć do małżeństwa w sposób wyraźny i zdecydowany. Obydwoje powinni darzyć się szacunkiem, wsparciem, miłością. Ale to mężczyzna powinien zadziałać w temacie. I tak właśnie jest, nawet jeśli meżczyna sam z siebie nie wierzy w istytucję małżeństwa, nawet jeśli dla niego to tylko świstek, to on się ożeni z nią pod każdą szerokością geograficzną, ale pod jednym waruniem, że MU NA NIEJ ZALEŻY.
Świat idzie do przodu ale pewne rzeczy się nie zmieniają, kobiety rodzą dzieci ( czy w małżeństwach czy też nie), to mężczyzna daje pierścionek zaręczynowy, i wiele innych spraw pozostaje niezmiennych.
Ale dziewczyny, zrozumcie jedną rzecz - jeszcze jedna rzecz jest niezmienna. Niby to oczywiste ale ... im bardziej jedna osoba 'ciśnie' drugą tym mniejsza szansa że druga osoba się zgodzi.
To wiadomo. Dlatego jestem przeciwniczką praktycznie jakichkolwiek rozmów na ten temat. Zakładając że facet nie jest idiotą, sam z własnej woli się oświadczy. I to jest właśnie piękne. Gdy ten pierścionek nie jest wyciśnięty, wymordowany, wyperswadowany w wyniku "pożal się Boże" partnerskich rozmów. (hahah).
Autorko czemu sie tak uzależniłaś od partnera? Widzisz mam bardzo podobnie akurat mi na ślubie nie zależy mieszkamy razem 6 lat ale poznaliśmy sie majać po 19 lat i od tamtej pory jak sobie pomyśle,że miałabym zostać sama to odrazu mi sie chce plakac. Tylko widzisz ja mam tylko jego naprawde tylko jego, znajomi nawet jak jacys byli to sie wykruszli dawno, a rodziny poprostu nie mam, jedynie siostre. Nigdy nie byłam tak jak ty samowystarczalna i nie zalezna,najlepiej chciałabym opiekuna na całe zycie. Jak sobie poradzić z takim prolebem? Kiedy jest sie naprawde samym, jak znalezc siłe na to aby zostawić kogos gdy sie nie układa. Wydaje mi sie,że ludzie którzy tak poprostu mówia aby odpuścic i ułożyc sobie zycie wogole tak naprawde nie wiedza o czym mowia bo od zawsze twarda stoja na ziemi a poza tym wokół maja rodzine i przyjacioł. U nas nie jest jakos bardzo zle poprostu czasami sie o cos kłócimy a ja nie wyobrazam sobie abym mogla go zostawic.
Kiedy jest sie naprawde samym, jak znalezc siłe na to aby zostawić kogos gdy sie nie układa. Wydaje mi sie,że ludzie którzy tak poprostu mówia aby odpuścic i ułożyc sobie zycie wogole tak naprawde nie wiedza o czym mowia bo od zawsze twarda stoja na ziemi.
To nie jest prawdą. Ludzie którzy tak mówią często, choć na pewno nie wszyscy, wiedza o czym mówią. Czemu tak bardzo boicie się tej samotności. Ja wiem, że jest ona przykra i przygnębiającA. Ale czy to nie jest tak ze potrzebujecie wypełniaczy czasu. Ze to wokół tego związku kręci się wasze życie? I gdy tego związku zabraknie nie zostanie wam nic? I czy tak być powinno i czy o to chodzi w miłości? Pewnie co osoba to teoria.
Moim zadaniem aby stworzyć szczęśliwy związek trzeba znać samego siebie i umieć być samemu ze sobą. Każdy ma jaka osobę z którą może porozmawiać, kogoś komu może pomóc, coś czym może się zająć, marzenia do których może dążyć. Związek nie powinien być celem samym w sobie. Bo co żyje żeby tworzyć coraz to kolejne związki? Żeby się pochwalić ze nie jestem sama? Co z tego skoro w tym związku i tak czuję się samotna bo się nie układa, bo nie mogę sobie pozwolić na to by szczerze porozmawiać. Po co wtedy Być w związku związku, chyba tylko po to by nie mieć statusu singla.
To wiadomo. Dlatego jestem przeciwniczką praktycznie jakichkolwiek rozmów na ten temat. Zakładając że facet nie jest idiotą, sam z własnej woli się oświadczy. I to jest właśnie piękne. Gdy ten pierścionek nie jest wyciśnięty, wymordowany, wyperswadowany w wyniku "pożal się Boże" partnerskich rozmów. (hahah).
baziula,
bez przeginania ani w jedną ani w drugą stronę
rozmowa na temat ślubu jest jak najbardziej ok, ale nie błaganie, no wiesz różnica jest
ja mówie o swoich oczekiwaniach: chciałabym wyjść za mąz za ciebie, a ja ty widzisz naszą przyszłosć kotku?? (ja tak zrobiłam, on się zastanawia= ciekawe co wymyśli, niezleżenie od jego odpowiedzi prawde napiszę, ale odpowiedź musi mi dać; krótka piłka: tak czy nie)
a nie: kiciu, pils plis ożeń się ze mną, a zrobie co zechcesz, plissssss
trzeba mieć granice, szacunek do samej siebie
i masz świętą rację, taki wymęczony pierścionek, obrączka satysfakcji i radości nie dają, tylko lekki niesmak, moim skromnym zdaniem
wierze w to co piszę, bo ja nie mam problemu z samotnością, a mój związek - cóż daleko mu do ideału, ale do tej pory w lepszym nie byłam ( co już pisałam) , wiem, że nie jestem do końca konsekwentna, ale jemu nigdy nie stawiałam ultimatum o odejściu, te słowa nigdy nie padły, czasem o tym myśle, bo wyobrażam sobie życie bez niego ( z nim 1,5 roku, sama 32 -1,5=30,5?? więc troche czasu)
Wiem. ze moje podejście to trochę przeginka. Ale jakoś tak mi się wbiło do głowy. I gdybym miała od losu drugą szansę to trzymałabym się tej dewizy. Prawda jak zwykle jest pewnie gdzieś pośrodku.
170 2015-03-14 12:41:50 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-14 12:51:59)
Autorko tematu. Poczytaj sobie o niedojrzałych miłościach, o niedojrzałych osobach - problemy z emocjami, wychowaniem, problemy z radzeniem sobie w życiu, samooceną. Tylko takie osoby wymuszają, stosują szantaże, nie widzą własnych błędów, winią innych o własne błędy. Tylko takie uzależniają się od partnerów.
Jeśli nie zmienisz siebie to nawet zrywając z tym podobne problemy napotkasz z kolejnym. Podobne nie znaczy że będzie chodziło akurat o ślub ponieważ kolejny może sam go chcieć, ale komunikowanie się z tym człowiekiem będzie odbywało się na tych samych zasadach, które zamiast spajać oddalają. Partnerstwo nie jest niczym złym, tylko trzeba wiedzieć czym ono jest i czy samej się je daje. Nie znam szczęśliwego związku w którym jedna ze stron jest skupiona na swoich uczuciach, odczuciach (ten dziecięcy egocentryzm), potrzebach, a tego co dostaje dobrego nie docenia. I tu podzielam zdanie NiobeXXX. Moim zdaniem to właśnie ona, gdyby jakiś mężczyzna ją docenił, dostałby od niej najwięcej tego co partnerskie.
baziula Ty z kolei byłaś też naiwna, a dziś tylko zmieniłabyś swoje zasady (na jeszcze gorsze de facto) z jednego powodu: lęku przed zranieniem.
Be cool.
171 2015-03-14 12:55:21 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-14 13:08:24)
baziula Ty z kolei byłaś też naiwna, a dziś tylko zmieniłabyś swoje zasady (na jeszcze gorsze de facto) z jednego powodu: lęku przed zranieniem.
Tych powodów jest znacznie więcej, przemyślenia, doświadczenie nie tylko negatywne ale też pozytywne. Milion sytuacji i tych dobrych i tych złych, które możnaby zrozumieć czy rozegrać inaczej. Nie wiem też czy byłam naiwna. Też postwiłąm ultiamtum. Ten człowiek od początku mówił że się ze mną ożeni, snuł plany o dzieciach. Cały czas, przez 4 lata. Więc nie wiem, czy taką naiwnością było czekanie że to zrobi. Uległam perfekcyjnej manipulacji. I tyle. Zwodził mnie po prostu a ja czekałam. Milon razy używał sformułowań typu " na naszym ślubie...", "a gdy już się pobierzemy to...".
Tylko był jeden feler, którego ja nie chciałam dostrzec, żadne słowa nie pokrywały się z działaniem, nie robił NIC. Tylko mówił, roztaczał wizje. " a poco będziesz remontować podłogę w swoim mieszkaniu, jeśli niedługo i tak zamieszkamy razem, bo się pobierzemy". Która by tego nie kupiła...no która? Z was?
Nie, tez zasady nie są gorsze. Dla mnie są lepsze, wypływają z tego co się nauczyłam, czego dowiedziałam o mężczyznach przez ten czas. I bynajmniej nie chodzi tu o to że są podli itp. Chodzi raczej o ich sposób myślenia.
W tym całym ślubnym szaleństwie warto się zastanowić. Można stawiać ultimatum, prowadzić "partnerskie rozmowy" , można....tylko po co. Jeżeli chłopakowi na czymś zależy to o to zabiega. Nie potrzbuje ultimatum. Jeśli się zastanawia to znaczy, że nie chce. Tylko my kobiety, nie przyjmujemy tego do wiadomości, bo tłumaczymy sobie na milion sposobów, bo boimy się zostać same.
172 2015-03-14 13:02:34 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-14 13:03:46)
Moim zdaniem związki partnerskie z rozmowami są najlepsze. Tylko tutaj jest szereg "ale". Rozmów Lejdi z partnerem nie nazwałabym partnerskimi, bo to wypaczenie. Nie każdy facet też się nadaje do rozmów i związku partnerskiego, bo niektórzy wolą inne modele związku. Nie ma sensu ich zmuszać do komunikacji, jeśli nie chcą. A przekonanie, że partnerskie rozmowy polegają na manipulacjach i namawianiu jest chore i wypaczone. To właśnie nie są partnerskie rozmowy. Ja nie namawiałabym do rozmów faceta, który się tego boi jak diabeł święconej wody. Po prostu znalazłam takiego, który nasze problemy chce rozwiązywać poprzez rozmowy, a nie uciekanie od problemów.
Nie ma sensu ich zmuszać do komunikacji, jeśli nie chcą. Ja nie namawiałabym do rozmów faceta, który się tego boi jak diabeł święconej wody. Po prostu znalazłam takiego, który nasze problemy chce rozwiązywać poprzez rozmowy, a nie uciekanie od problemów.
To zdanie jest bliskie tego, co ja uważam. Pewnie rzeczy muszą wychodzić naturalnie, niejako same z siebie.
174 2015-03-14 13:46:10 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-14 13:46:46)
cslady napisał/a:Nie ma sensu ich zmuszać do komunikacji, jeśli nie chcą. Ja nie namawiałabym do rozmów faceta, który się tego boi jak diabeł święconej wody. Po prostu znalazłam takiego, który nasze problemy chce rozwiązywać poprzez rozmowy, a nie uciekanie od problemów.
To zdanie jest bliskie tego, co ja uważam. Pewnie rzeczy muszą wychodzić naturalnie, niejako same z siebie.
To może rzeczywiście mamy podobne podejście, tylko ja Cię źle zrozumiałam. Tylko Ty rozciągałaś ten brak partnerskich rozmów na wszystkich mężczyzn (ja tak zrozumiałam, być może źle), a nie wszyscy tacy są. Np. z moim tatą albo bratem nie przeszłyby takie rozmowy. Babę, która dużo gada uważają za utrapienie i suszenie głowy. Po prostu takie mają charaktery, bo nie są wylewni i nie umieliby/nie chcieliby rozmawiać na temat uczuć, emocji, związku, ślubu i czegokolwiek. Jak chcą się oświadczyć, to właśnie się oświadczają. Do nich faktycznie nie nadaje się kobieta, która ciągle ma jakiś problem i chce porozmawiać.
Zresztą mój brat właśnie niedawno z taką zerwał, bo już był nią zmęczony. Chciała oświadczyn po roku znajomości, a on uważał, że to zbyt krótki czas znajomości, planował się oświadczyć po 2 latach. A ona po 6 miesiącach od zerwania była zaręczona z nowym gachem i planuje ślub. Także mój brat uniknął pechowego związku z kobietą, której zależy tylko na pierścionku i ołtarzu. Co innego natomiast, gdy ten związek trwa bardzo wiele lat. Z kolei mój partner nie chciałby kobiety, która nie umie rozmawiać i komunikować swoich potrzeb, bo nie lubi czytania w myślach. Tylko tu muszę zaznaczyć, że rzeczywiście u nas te rozmowy są partnerskie, bez manipulacji itp. Gdybym zaczęła beczeć w trakcie, to po prostu by wyszedł i wrócił jak się uspokoję. Nie da sobie wjeżdżać na emocje i bardzo dobrze. Zresztą trudno byłoby, żebyśmy sobą manipulowali, bo oboje świetnie znamy te mechanizmy. Mieliśmy już do rozwiązania kilka poważniejszych problemów i rozwiązaliśmy je bezboleśnie i szybko właśnie dzięki rozmowom. U nas rozmowy są rzeczowe i polegają na przywoływaniu racjonalnych argumentów, zamiast na histeryzowaniu i wątpliwej jakości manipulacji. Wtedy bardzo łatwo dojść nam do kompromisu, bo mnie i jego są w stanie przekonać "lepsze" argumenty. Oczywiście po obgadaniu sprawy, wszystko wchodzi w czyn. Nie ma pustego gadania i słów rzucanych na wiatr, bo służą one tylko i wyłącznie ustaleniu wspólnego działania. Nie chciałabym być za to z mężczyzną, którzy boi się/ nie lubi rozmów, bo nie czułabym się z nim bezpiecznie i nie mogłabym na niego liczyć. Ale to właśnie trzeba sobie znaleźć faceta, który do nas pasuje, zamiast na siłę go zmieniać. Bo są też kobiety, które nie lubią gadać, tylko oczekują od mężczyzn samego działania.
175 2015-03-14 13:47:16 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-14 13:58:59)
Owszem, ale cały ten proces rozumienia kończy się gdy mówisz, że to mężczyznie powinno zależeć bardziej. Powinno. Ustalasz coś co już jest wymuszeniem.
Ogólnie też kobiety często mają problem z rozwiązywaniem prostych sytuacji, skupiając się nie na problemie, a na tym co czują wobec własnego problemu.
Nie słuchają argumentów logicznych.
Przykład ze ślubem? On może tłumaczyć, że weźmiecie go GDY: i tu wytłumaczył różne powody tego. Być może chce zobaczyć że jego kobieta się do tego nadaje (może go nie słucha, gdy rozmawiają o problemach
), być może musi załatwić jakieś sprawy, być może układa życie zawodowe, być może odkłada pieniądze.
I taka kobieta zamiast posłuchać tego i pomóc w rozwiązaniu problemu, to skupia się tylko i wyłącznie na tym ślubie (że go nie ma, więc partner zły) oraz tym jak sie czuje (oszukana, nieszczęśliwa, nierozumiana - bo ona chce i ma być tak jak mówi). Oczywiście w tym momencie ona sobie przypisuje takie cechy, że jest za dobra, że on jest tym złym i musi odejść od niego.
Wystarczy pomyśleć na chłodno. Emocje są złym doradcą.
cslady merytorycznie to wyjaśniłaś w ostatnim wpisie
Dokładnie tak samo to widzę. Jeśli kobieta tak naciska na coś, to jest już ten obraz jest jakoś skrzywiony. Czasami kobieta potrafi różne rzeczy wymuszać nawet po 1 spotkaniu. Mężczyźni od takich uciekają gdzie pieprz rośnie (choć od mezczyzn desperatow kobiety jeszcze szybciej
). Tylko pantofle sie nadają do takich relacji (bo spełni to wszystko co kobiecie sie zachce nawet po tym 1 spotkaniu), ale najcześciej pantofel kobiety nie pociąga:) i sie koło zamyka, bo jak mężczyzna sie jakkolwiek sprzeciwi to już jest wg niej draniem, a sama nie widzi, że to ona manipuluje nim i nie słucha co ma do powiedzenia w sprawie rozwiązania.
Przykład ze ślubem? On może tłumaczyć, że weźmiecie go GDY: i tu wytłumaczył różne powody tego. Być może chce zobaczyć że jego kobieta się do tego nadaje (może go nie słucha, gdy rozmawiają o problemach
), być może musi załatwić jakieś sprawy, być może układa życie zawodowe, być może odkłada pieniądze.
No i u mnie tak właśnie było. "Ślub weźmiemy gdy XYZ" i baziula przyjmowała to do wiadomości i czekała. A potem gdy przyczyna XYZ ustała, padało zdanie " Ślub weźmiemy gdy ABC" i baziula znowu czekała. A gdy przyczyna ABC ustała zaczynały się następne...
I tak wyglądał mój przypadek. Włożyłam i cierpliwość i wyrozumiałość i czas. Zamiast po prostu ocenić FAKTY. Ale to trudne. Zamiast ocenić fakty, ja ROZMAWIAŁAM ![]()
Dlatego, obstaję przy wersji że mężczyźnie powinno zależeć troszkę bardziej. Nie dlatego by paniusi nadskakiwał i spełniał jej zachcianki. Ale chodzi mi o to, że przychodzi taki moment kiedy kobieta powinna stanąć jakby z boku, i na chłodno ocenić, czy on FAKTYCZNIE DO TEGO DĄŻY? czy po prostu ona ciągnie cały ten ślubny tandem.
177 2015-03-14 14:11:09 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-14 14:12:02)
Jesteś w stanie stwierdzić na 100% czy te powody, które podawał były tylko po to, by przeciągnąć, czy może jednak były słuszne,realne,prawdziwe? (może podaj je tutaj to zostaną ocenione? jak znam życie nie podasz, tak jak autorka tematu - 5 stron a ona nie zacytowała jego sposobu rozmawiania z nią, tylko skupia się na jej subiektywnych odczuciach
później jeszcze przyznając się, że ma niską samoocene i jest uzalezniona, czyli głównie to ona tworzy problemy). Może właśnie kolejne problemy się nawarstawiały i je podawał, a Ty tylko suszyłas mu głowę. Ma być, bo baziuli sie cierpliwość skończy i pożałuje.
Ogólnie też kobiety często mają problem z rozwiązywaniem prostych sytuacji, skupiając się nie na problemie, a na tym co czują wobec własnego problemu.
Nie słuchają argumentów logicznych.
Przykład ze ślubem? On może tłumaczyć, że weźmiecie go GDY: i tu wytłumaczył różne powody tego. Być może chce zobaczyć że jego kobieta się do tego nadaje (może go nie słucha, gdy rozmawiają o problemach
), być może musi załatwić jakieś sprawy, być może układa życie zawodowe, być może odkłada pieniądze.
No właśnie, to jest kolejna ważna rzecz. Ta komunikacja najczęściej nie idzie, bo z kobietą nie da się racjonalnie porozmawiać. Dla niej najważniejsze są emocje, uczucia, co ludzie powiedzą, co mamusia myśli itp. A mężczyźni ogólnie myślą bardziej racjonalnie i pragmatycznie. Oczywiście generalizuję, bo są i rozsądne kobiety, i emocjonalnie rozchwiani mężczyźni.
Ale jeśli jedna strona myśli racjonalnie, a druga kieruje się tylko emocjami, to komunikacja z założenia jest niemożliwa, bo porozumiewają się dwoma różnymi językami.
Ja też nie uważam, że mężczyźnie powinno zależeć bardziej. Związki, gdzie komuś zależy bardziej są mało stabilne jak dla mnie. Zresztą nie wiem, czy w ogóle można tu mówić o stopniowaniu, bo ja uważam, że albo komuś zależy albo nie zależy. Jeśli mi zależy na mężczyźnie, to chcę sprawiać mu przyjemność, chcę żeby był szczęśliwy i ogólnie robiąc cokolwiek myślę też o tym, jak to na niego wpłynie. Jak może zależeć komuś trochę mniej albo trochę bardziej? Nie da się trochę sprawiać przyjemności, trochę chcieć szczęścia partnera itp.
179 2015-03-14 14:24:15 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-14 14:29:38)
Jesteś w stanie stwierdzić na 100% czy te powody, które podawał były tylko po to, by przeciągnąć, czy może jednak były słuszne,realne,prawdziwe? (może podaj je tutaj to zostaną ocenione? jak znam życie nie podasz, tak jak autorka tematu - 5 stron a ona nie zacytowała jego sposobu rozmawiania z nią, tylko skupia się na jej subiektywnych odczuciach
później jeszcze przyznając się, że ma niską samoocene i jest uzalezniona, czyli głównie to ona tworzy problemy). Może właśnie kolejne problemy się nawarstawiały i je podawał, a Ty tylko suszyłas mu głowę. Ma być, bo baziuli sie cierpliwość skończy i pożałuje.
Dziwi mnie prowokacyjny ton twojej wypowiedzi.
Pewnie że tak. Bo te powody ustawały i były wymierne. . Np. brak pieniędzy. Gdy zarobił pieniądze, wiedzieliśmy to oboje, pojawiały się kolejne i kolejne powody. NP. Bo miałam duzo obowiazków w domu po śmierci mamy. Momentami zaprzeczał sam sobie.
Dopiero potem okazało się tak jak już tu wcześniej powiedziałam. praktycznie od początku związku byl na portalach randkowych. Spotykał się z innymi kobietami, przez te wszystkie lata. Po co zatem się ze mną zaręczył? czemu po prostu nie odszedł? Bo tak mu było dobrze. Byłam tym kołem zapasowym, a za plecami szukał innej osoby.
180 2015-03-14 14:35:05 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-14 14:43:24)
cslady to prawda, ale jednak częściej kobiety kierują się emocjami w rozmowie (jak kilkuletnie dzieci) i stąd zaczynają się schodki w komunikacji. Niestety mężczyzna jest obarczany niesłusznie winą.
Myśle, że najważniejsze mieć w sobie sporo cech kobiecych i męskich. Jak w jedną stronę się przedobrzy to klęska murowana. Męskie cechy (brak emocji, zadaniowość, skupienie na problemie) są w skrajnej postaci chorobą jak zespół aspergera. Kobiece z kolei kierowanie sie wyłącznie emocjami jest już rozchwianiem, nadwrażliwością, niedojrzałością, narcyzmem, borderline. Nijak szczęśliwego związku taki człowiek nie stworzy.
Trzy podstawowe cechy, które doprowadzają do rozbicia małżeństw
Pierwsza to narcyzm. Ludzie o takiej osobowości mają wyolbrzymione i niewłaściwe poczucie własnej wartości, przeceniają swoje osiągnięcia i talenty, żyją fantazjami o nieograniczonym sukcesie, władzy, oczekują uznania ich wielkości, a kiedy nie są podziwiani - wpadają w złość. Mają rację, pozwalają sobie na zbyt wiele nie widząc w sobie wad. Z wielką łatwością przychodzi im wyrzucenie kochających ich ludzi z życia, ponieważ ich nie doceniają.
Fałszywy narcyzm z kolei wywyższa się, deprecjonuje innych, ale odejść nie potrafi ponieważ nie czuje się taki wyjątkowy jak siebie kreuje. Nie przyznaje racji, nawet gdy tej racji nie ma by nie pokazać się w otoczeniu jako ktoś głupi. To tylko maska.
Niski poziom sumienności, czyli zawodność, opieszałość, niedbałość, brak zorganizowania impulsywność, brak samokontroli.
Trzecia cecha to psychotyczność; podobnie do niskiego poziomu samokontroli, osoby takie są bardzo impulsywne, mają problemy z samokontrolą i brakiem pewnych hamulców.
cslady szacunek za to podejście, które tak rzadko widuję. Na pewno świetny związek tworzysz i na bieżąco rozwiązujecie problemy po partnersku.
Dziwi mnie prowokacyjny ton twojej wypowiedzi.
Pewnie że tak. Bo te powody ustawały i były wymierne. . Np. brak pieniędzy. Gdy zarobił pieniądze, wiedzieliśmy to oboje, pojawiały się kolejne i kolejne powody. NP. Bo miałam duzo obowiazków w domu po śmierci mamy. Momentami zaprzeczał sam sobie.
Dopiero potem okazało się tak jak już tu wcześniej powiedziałam. praktycznie od początku związku byl na portalach randkowych. Spotykał się z innymi kobietami, przez te wszystkie lata. Po co zatem się ze mną zaręczył? czemu po prostu nie odszedł? Bo tak mu było dobrze. Byłam tym kołem zapasowym, a za plecami szukał innej osoby.
Przepraszam. Prowokacja była konsekwencją brania przez Ciebie strony autorki tematu, która jednak bardziej ma problem ze sobą i własnym sposobem komunikacji.
Oczywiście możesz mieć rację. Możliwe, że prowadził podwójne życie, a Ciebie miał tylko z doskoku. Niestety ciężko oceniać powody które podałaś jako słuszne lub niesłuszne. Być może w jego ocenie (nie znamy jego zdania) były problemami nie do przejścia w danym momencie. Zrobił Ci jednak przysługę. On nie spełniał Twoich oczekiwań, a Ty jego.
A co do odkładania na później, to mnie ogólnie by się czerwona lampka zapaliła. Tzn. raz można odłożyć, ale jeśli już ktoś wymyśli drugi powód to wiedziałabym, że mnie zwodzi. Ja jestem wyczulona na brak dotrzymywania słowa i nie udaję, że tego nie widzę, bo może jakoś to będzie. Takie zwodzenie rzeczywiście powinno dać kobiecie do myślenia.
cslady napisał/a:Nie ma sensu ich zmuszać do komunikacji, jeśli nie chcą. Ja nie namawiałabym do rozmów faceta, który się tego boi jak diabeł święconej wody. Po prostu znalazłam takiego, który nasze problemy chce rozwiązywać poprzez rozmowy, a nie uciekanie od problemów.
To zdanie jest bliskie tego, co ja uważam. Pewnie rzeczy muszą wychodzić naturalnie, niejako same z siebie.
mężczyźni nie reagują na słowa, tylko na brak kontaktu
mój (jeszcze
) facet też nie chciał rozmawaić o problemach "jakie problemy, jest super" więc zmęczona gadką do obrazu, teraz gdy jest coś, co mi się nie podoba wycofuje się, udaje zdechłego żuczka- leże i łapkami nie ruszam a wtedy on, gdy bodziec dotrze do jego mózgu, skruszony nagle staje się rozmowny i wtedy wyjaśniam mu, co mi leżało na wątrobie
Życie zaskakuje, przychodzą niespodziewane problemy po daniu słowa, więc też nie możemy oceniać to zerojedynkowo. Każdy ma szansę się wytłumaczyć (z powodu niedotrzymania) tak jak ta druga strona może tego nie przyjąć i odejść.
Życie zaskakuje, przychodzą niespodziewane problemy po daniu słowa, więc też nie możemy oceniać to zerojedynkowo. Każdy ma szansę się wytłumaczyć (z powodu niedotrzymania) tak jak ta druga strona może tego nie przyjąć i odejść.
Tak, dlatego mówię, że raz bym zrozumiała. Ale drugie wytłumaczenie na ten sam temat wzbudziłoby moją podejrzliwość. Poza tym to kwestia konkretnego przypadku, bo jestem w stanie wybaczyć obiektywne przeszkody, ale jeśli to takie tłumaczenie dla sportu i naciąganie, to już nie. Gdybym chciała ślubu to np. argument z pieniędzmi byłby dla mnie trochę wymysłem, bo przecież moglibyśmy wziąć skromny ślub dla najbliższych 8-10 osób i urządzić obiad u siebie w domu. Przecież zwolennikom ślubów chodzi podobno o przeżycie duchowe, a nie białą sukienkę i imprezę do rana.
Oczywiście, ale ten człowiek może przepraszać, może starać się rekompensować to czego nie może zrobić. Może jednak być szczęśliwa i bez tego ślubu, a zupełnie tego nie doceniać.
Dla jednych ślub to przeżycie duchowe, dla innych mus jako wzięcie odpowiedzialności za kogoś czy oznaka dojrzałości. Jednak jest jeszcze trzecia opcja. Ślub jest regulacją prawną, a tu autorka tematu także coraz bardziej boi się intercyzy. Mężczyzna może czuć że chce zostać wykorzystany przedmiotowo, a po ślubie jest to dla kobiety łatwiejsze (prawo chroni kobiety dziś bardzo mocno, nawet test na ojcostwo bez zgody kobiety sie nie odbędzie). Ślub bez podziału majątkowego promuje osobę, która posiada mniej, ma mniejszą wartość życiową, mniejsze zasoby. Instytucja idealnie stworzona dla kobiet zachłannych. Tego sie mężczyźni boją, że to nie prawdziwe uczucie ze strony kobiety, a chęć zysku. Można wziąć to pod uwagę.
Oczywiście, ale ten człowiek może przepraszać, może starać się rekompensować to czego nie może zrobić. Może jednak być szczęśliwa i bez tego ślubu, a zupełnie tego nie doceniać.
Dla jednych ślub to przeżycie duchowe, dla innych mus jako wzięcie odpowiedzialności za kogoś czy oznaka dojrzałości. Jednak jest jeszcze trzecia opcja. Ślub jest regulacją prawną, a tu autorka tematu także coraz bardziej boi się intercyzy. Mężczyzna może czuć że chce zostać wykorzystany przedmiotowo, a po ślubie jest to dla kobiety łatwiejsze (prawo chroni kobiety dziś bardzo mocno, nawet test na ojcostwo bez zgody kobiety sie nie odbędzie). Ślub bez podziału majątkowego promuje osobę, która posiada mniej, ma mniejszą wartość życiową, mniejsze zasoby. Instytucja idealnie stworzona dla kobiet zachłannych. Tego sie mężczyźni boją, że to nie prawdziwe uczucie ze strony kobiety, a chęć zysku. Można wziąć to pod uwagę.
Tzn, ja to rozumiem, bo dla mnie ślub to właśnie regulacja prawna, a intercyzę też podpiszemy. Chodziło mi o to, że jeśli ludzie są wierzący, to chyba jednakowo im zależy, bo ma to dla nich wymiar duchowy i wtedy nie potrzebują tej całej pompy i imprezy, Uważam, że współcześnie nierozsądnie jest nie podpisać intercyzy. Chyba, że zarabia się podobnie albo nie ma niczego do stracenia, bo zarabia się 2-3 tys.. Wskaźnik rozwodów jest bardzo wysoki i chociaż myślę "mnie to nie dotyczy", to jednak kogoś te rozwody dotyczą i ci ludzie też tak myśleli.
Wypadałoby jeszcze określić czy ci wierzący to wierzący praktykujący, czy hipokryci.
188 2015-03-14 16:10:06 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-14 16:13:03)
ThinkingofYou napisał/a:Oczywiście, ale ten człowiek może przepraszać, może starać się rekompensować to czego nie może zrobić. Może jednak być szczęśliwa i bez tego ślubu, a zupełnie tego nie doceniać.
Dla jednych ślub to przeżycie duchowe, dla innych mus jako wzięcie odpowiedzialności za kogoś czy oznaka dojrzałości. Jednak jest jeszcze trzecia opcja. Ślub jest regulacją prawną, a tu autorka tematu także coraz bardziej boi się intercyzy. Mężczyzna może czuć że chce zostać wykorzystany przedmiotowo, a po ślubie jest to dla kobiety łatwiejsze (prawo chroni kobiety dziś bardzo mocno, nawet test na ojcostwo bez zgody kobiety sie nie odbędzie). Ślub bez podziału majątkowego promuje osobę, która posiada mniej, ma mniejszą wartość życiową, mniejsze zasoby. Instytucja idealnie stworzona dla kobiet zachłannych. Tego sie mężczyźni boją, że to nie prawdziwe uczucie ze strony kobiety, a chęć zysku. Można wziąć to pod uwagę.
Tzn, ja to rozumiem, bo dla mnie ślub to właśnie regulacja prawna, a intercyzę też podpiszemy. Chodziło mi o to, że jeśli ludzie są wierzący, to chyba jednakowo im zależy, bo ma to dla nich wymiar duchowy i wtedy nie potrzebują tej całej pompy i imprezy, Uważam, że współcześnie nierozsądnie jest nie podpisać intercyzy. Chyba, że zarabia się podobnie albo nie ma niczego do stracenia, bo zarabia się 2-3 tys.. Wskaźnik rozwodów jest bardzo wysoki i chociaż myślę "mnie to nie dotyczy", to jednak kogoś te rozwody dotyczą i ci ludzie też tak myśleli.
Trzeba sobie zadać pytanie dlaczego jest taki wysoki i jakiego typu ludzie biorą te rozwody? Przepraszam celebryci biorą średnio rozwód na 2-3 lata
, a obecnie modne jest branie ślubu "bez przemyślenia" podobnie jak próbowała zrobić to Autorka. Nie ważne, że w związku problemów co niemiara, ale zaczyna występować myślenie "ślub POMOŻE". No i dla ilu tych procent rozwodników ślub był czymś ważniejszym, niż wzięcie kredytu - bo jeśli decyzja przychodzi łatwą ręką, to i rozwód przyjdzie
.
Kiedyś nie było tylu rozwodów z powodu mocno katolickiego wychowania - nie wypada! Facet bił, kobieta darła koty - nie bierz rozwodu, bo wstyd będzie na całą gminę! Będą gadać! Dla mnie ludzie się nie zmienili, po prostu teraz coraz mniej udają.
cslady napisał/a:ThinkingofYou napisał/a:Oczywiście, ale ten człowiek może przepraszać, może starać się rekompensować to czego nie może zrobić. Może jednak być szczęśliwa i bez tego ślubu, a zupełnie tego nie doceniać.
Dla jednych ślub to przeżycie duchowe, dla innych mus jako wzięcie odpowiedzialności za kogoś czy oznaka dojrzałości. Jednak jest jeszcze trzecia opcja. Ślub jest regulacją prawną, a tu autorka tematu także coraz bardziej boi się intercyzy. Mężczyzna może czuć że chce zostać wykorzystany przedmiotowo, a po ślubie jest to dla kobiety łatwiejsze (prawo chroni kobiety dziś bardzo mocno, nawet test na ojcostwo bez zgody kobiety sie nie odbędzie). Ślub bez podziału majątkowego promuje osobę, która posiada mniej, ma mniejszą wartość życiową, mniejsze zasoby. Instytucja idealnie stworzona dla kobiet zachłannych. Tego sie mężczyźni boją, że to nie prawdziwe uczucie ze strony kobiety, a chęć zysku. Można wziąć to pod uwagę.
Tzn, ja to rozumiem, bo dla mnie ślub to właśnie regulacja prawna, a intercyzę też podpiszemy. Chodziło mi o to, że jeśli ludzie są wierzący, to chyba jednakowo im zależy, bo ma to dla nich wymiar duchowy i wtedy nie potrzebują tej całej pompy i imprezy, Uważam, że współcześnie nierozsądnie jest nie podpisać intercyzy. Chyba, że zarabia się podobnie albo nie ma niczego do stracenia, bo zarabia się 2-3 tys.. Wskaźnik rozwodów jest bardzo wysoki i chociaż myślę "mnie to nie dotyczy", to jednak kogoś te rozwody dotyczą i ci ludzie też tak myśleli.
Trzeba sobie zadać pytanie dlaczego jest taki wysoki i jakiego typu ludzie biorą te rozwody? Przepraszam celebryci biorą średnio rozwód na 2-3 lata
, a obecnie modne jest branie ślubu "bez przemyślenia" podobnie jak próbowała zrobić to Autorka. Nie ważne, że w związku problemów co niemiara, ale zaczyna występować myślenie "ślub POMOŻE". No i dla ilu tych procent rozwodników ślub był czymś ważniejszym, niż wzięcie kredytu - bo jeśli decyzja przychodzi łatwą ręką, to i rozwód przyjdzie
.
Kiedyś nie było tylu rozwodów z powodu mocno katolickiego wychowania - nie wypada! Facet bił, kobieta darła koty - nie bierz rozwodu, bo wstyd będzie na całą gminę! Będą gadać! Dla mnie ludzie się nie zmienili, po prostu teraz coraz mniej udają.
No tak, masz rację. Ale nie możesz być nigdy w 100% pewna, że akurat Twoje małżeństwo nie skończy się rozwodem. Tego nie da się przewidzieć. Ludzie też się zmieniają przez lata, mogą się zmieniać priorytety, mogą się od siebie z różnych powodów oddalać, ktoś może się zakochać w innej osobie itp. Ja zresztą nie widzę żadnego rozsądnego argumentu przeciw intercyzie (poza związkami, gdzie jedna strona nie pracuje, pracują wspólnie w gospodarstwie rolnym i może kilkoma innymi wyjątkami). Jednak w większości przypadków intercyza to bardzo rozsądny pomysł i chroni ona obie osoby, więc nie wiem dlaczego jest postrzegana jako zło.
z tą pewnością co do partnera to zgadzam się w stu procentach... ja ze względu na mężczyznę przeprowadziłam się do innego miasta, nie zgadzałam się z rodziną i z partnera pewnego zrobił się partner niegodny mojego zainteresowania... a rozwody... szkoda, że ich jest coraz więcej
z tą pewnością co do partnera to zgadzam się w stu procentach... ja ze względu na mężczyznę przeprowadziłam się do innego miasta, nie zgadzałam się z rodziną i z partnera pewnego zrobił się partner niegodny mojego zainteresowania... a rozwody... szkoda, że ich jest coraz więcej
A mnie raczej szkoda, że jest wiele nieprzemyślanych ślubów branych, bo tak trzeba, bo jest dziecko, bo mamusia chce ślubu itp. Z takich ślubów wiadomo, że będzie rozwód. Są też przypadki, gdzie autentycznie nie dało się przewidzieć, że się rozpadnie, ale przecież takich przypadków jest dużo, dużo mniej. A co do samych rozwodów, to dobrze, że są. Nie lubię męczeństwa i życia w związku z kimś, kogo się dawno nie kocha. Do ślubu trzeba dojrzeć i nie być zaślepionym motylami, żeby obiektywnie ocenić, czy ten partner będzie dobrym mężem. Zresztą na tym forum najlepiej widać podejście kobiet typu: "mamy super związek, jestem mega szczęśliwa, ale (uwaga!) mój mąż mnie nie szanuje/ ignoruje mnie/ nie liczy się z moimi potrzebami, ale ja go tak bardzo kocham, więc mu to wybaczam". No sorry, ale to prosta droga do katastrofy i winna jest tu ewidentna głupota kobiety, bo facet niczego nie udaje, tylko po prostu taki jest. Kobiety lubią sobie wmawiać, że miłość wszystko załatwi i ciągną do tego ołtarza, jakby nie wiem co tam na nie czekało. A potem są rozwody. Mnie szkoda jedynie dzieci z tych patchworkowych rodzin. Wszyscy się oburzają jak bardzo niezdrowe dla dziecka są rodziny homoseksualne z dwoma tatusiami, a większość ludzi i tak serwuje dzieciom patologiczne domy, gdzie jest tatuś, mamusia, macocha, ojczym i rodzeństwo różnych rodziców, do wyboru do koloru.
Hmm, ja mam w kwestii roznorodne doswiadczenia. Pierwszy powazny chlopak z ktorym bylam piec lat, na wspomnienie o malzenstwie dostawal sinosci twarzy i sie wymigiwal. Rozstalismy sie, bo doszlam do wniosku, ze nam nie po drodze. Za drugiego wyszlam, sam sie oswiadczyl bez zadnego ponaglania, ale malzenstwo bylo o kant d**y roztrzasc, bo ja chyba tak chcialam byc panna mloda w welonie, ze polecialam w wir, chociaz byly wyrazne przeslanki, ze ten facet sie do zwiazku nie nadaje- ergo rozwod. Tak na marginesie, on tylko sie oswiadczyl, bo mama chciala miec synowa i wypadalo ![]()
Teraz, od czterech lat jestem z moim Misiem i on od poczatku poinformowal mnie, ze slubu nie chce ze wzgledow pogladowych. Vide mojego wczesniejszego doswiadczenia, mnie tez przestalo zalezec Zyjemy szczesliwie i parcia nie ma.
Wniosek taki: dwoje chciec musi.
Dlaczego mężczyźni poslubiaja zołzy - przeczytaj sobie ta ksiązke. podesle jesli chcesz:)
194 2015-03-17 12:09:39 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-17 12:14:11)
Ten człowiek od początku mówił że się ze mną ożeni, snuł plany o dzieciach. Cały czas, przez 4 lata. Więc nie wiem, czy taką naiwnością było czekanie że to zrobi. Uległam perfekcyjnej manipulacji. I tyle. Zwodził mnie po prostu a ja czekałam. Milion razy używał sformułowań typu " na naszym ślubie...", "a gdy już się pobierzemy to...".
Nie widzisz analogii w mojej i Twojej sytuacji? Przecież od samego początku pisałam, że mój partner też tak mówił. Uwierzyłaś. Ja też, a teraz dziwisz się mnie. Dobrze wiesz jakie są wtedy uczucia bo sama byłaś w takiej sytuacji.
ThinkingofYou, czy ja gdzieś napisałam, że boję się intercyzy? Przecież sama byłam swego czasu za nią.
Tak czytam te Wasze wypowiedzi i oczom nie wierzę jak udało Wam się zrobić z mojego związku związek patologiczny, gdzie brak jest jakiegokolwiek szacunku, gdzie partner jest tyranem, który dręczy mnie psychicznie, gdzie ja jestem rozkapryszoną dziewczynką, której zachciało się ślubu i gra partnerowi na emocjach i w ogóle nie ma między nami jakiejkolwiek nici porozumienia i rozmowy.
Teraz kilka słów ode mnie w kwestii obalenia tych twierdzeń. Nasz związek nie jest idealny, ale pokażcie mi, który taki jest? Osobiście nie wierzę w idealne związki i jeśli ktoś z Was twierdzi, że taki właśnie ma, to radziłabym się mu lepiej przyjrzeć albo zastanowić nad nim...
Być może nasze problemy z rozmową mają związek z tym, że kiedyś, gdy pojawiał się jakiś problem, który był w moim odczuciu ogromnym problemem- przeprowadzałam z nim poważne rozmowy. Tych poważnych rozmów było co najmniej raz w tygodniu. Teraz z perspektywy czasu widzę, że to był mój błąd a problemy, które wtedy wydawały mi się ogromne i wymagające wyjaśnień były błahe. Co do kwestii ślubu to też nie jest tak, jak większość z Was to przedstawiła, że proszę się o ślub. Nie. Ja po prostu powiedziałam, że wg mnie to już najwyższy czas i tego potrzebuję. I jeśli on nie jest pewny albo w ogóle nie wie czy chce kiedyś wziąć ślub, to liczę na szczerość i wtedy się rozstajemy. Wiecznie też czekać na niego nie będę. Dlaczego nie miałam tego powiedzieć jasno, tylko czekać aż on sam zacznie temat i domyśli? Bo nie wypada? Przecież można a nawet trzeba rozmawiać o wszystkim.
I wiecie co? Staram się pokonywać te swoje uzależnienie od partnera i uczyć się żyć samej. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że muru głową nie przebiję, że na siłę przecież nic nie zrobię, że trzeba chęci dwojga i należy odpuścić, to jest mi łatwiej. Nie będę wiercić mu więcej dziury w brzuchu na temat ślubu. Po prostu zrobię tak, jak mu powiedziałam- odejdę w odpowiednim momencie.
Dlaczego mężczyźni poslubiaja zołzy - przeczytaj sobie ta ksiązke. podesle jesli chcesz:)
Czytałam kiedyś tę książkę i wg mnie niektóre rady warto wziąć do serca, jednak wiele z nich są o "kant d..y" ![]()