netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ślub albo nara!

230 odpowiedzi25 394 wyświetleniazałożony przez Lejdi112, 10.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 231 ]

66

Odp: Ślub albo nara!
ThinkingofYou napisał/a:

Nadal jest to wyłącznie Twoje zdanie i to o samej sobie. Może dla niego jest to bardzo uciążliwe? Rozmawiacie o tym, czy wiesz lepiej, że jest to do zaakceptowania bo sama siebie akceptujesz i nie widzisz w swoich zachowaniach problemu?

Widzę problem w moim zachowaniu, ale widzę też problem w jego. Ja się złoszczę o coś, co on robi. On się złości, że ja się o to złoszczę i koło się zamyka. Zresztą, tak sobie myślę, że może zbyt dużo mu dałam siebie. Jestem na jego każde skinienie, pomagam we wszystkim o co mnie poprosi bo wg mnie na tym polega partnerstwo, żeby sobie pomagać. On ma mnóstwo pasji, ja tak naprawdę mam tylko jedną i to taką, której nie mogę realizować. Być może nie jestem dla niego wystarczająco ciekawą osobą.

cslady, ale dlaczego od razu "zmusiłaś"? Jeśli będzie dalej się przed nim bronił to po prostu odejdę. Jeśli zależy mu bardziej na kawalerskim życiu niż na mnie, to jego wybór. Do wyboru jego przecież nie zmuszę.
Poza tym znam kilka par, które pobrały się- jak to określiłaś- z przymusu- i są szczęśliwe.

67 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-10 23:38:43)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Widzę problem w moim zachowaniu, ale widzę też problem w jego. Ja się złoszczę o coś, co on robi. On się złości, że ja się o to złoszczę.

Właśnie się przyznałaś, że wiercisz mu dziurę (zachowanie nie do zaakceptowania), a on tylko sie przed nią broni.
Być może też czujesz się gorsza, więc wymuszasz różne rzeczy ze strachu. Pomyśl.

Partnerstwo to akceptacja i kompromisy, a nie złoszczenie o coś co ktoś robi. Taka dygresja.

68

Odp: Ślub albo nara!

Każdy ma własne zdanie na temat ślubu, więc dyskusja na ten temat jest mało wnosząca. Dla niektórych kobiet ślub jest tak samo ważny, jak dla mężczyzny umiejętność zaspokojenia partnerki podczas seksu itp. Dla Panów ślub jest przereklamowany i jęczenie o nim. Dla kobiet chęć słyszenia jaki ty super jest w łóżku/dajesz mi 1000 orgazmów i kombinowanie (tak ego opada i to szybko w dół), gdy jest tylko jeden i/lub nie jest super kochankiem, ale nam taki seks odpowiada jest durne, błagające o pomstę do nieba i zniechęcające.
W obu przypadkach chce się poniekąd "na siłę" UDOWODNIĆ kim dla partnera jesteśmy w związku - poniekąd to społeczeństwo narzuca nam takie role.

Ale jedno wiem na pewno. Jeśli Lejdi112 nie czujesz, aby partner darzył Ciebie szacunkiem/miłością pod żadnym pozorem nie wychodź za mąż! To zbyt poważne problemy, aby próbować je leczyć związkiem małżeńskim.
Powinnaś podjąć decyzję: odchodzisz lub RAZEM pracujecie nad poprawą.

69

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Tzn. ja uważam, że facet postąpił nieodpowiedzialnie obiecując, że kiedyś się z Lejdi ożeni. To było złe i Lejdi ma prawo czuć się rozżalona i oszukana. Ale wytłumacz mi, Nerwico, co Ci da ślub, który wymusiłaś? Może to ja jestem dziwna, ale według mnie ślub jest "ważny" wtedy, gdy chcą go obie strony, a nie jedna. Facet nie chce wziąć ślubu, a ona ma go żądać? No litości. Trzeba siebie szanować, a nie poniżać się żądaniami i zmuszaniem do ożenku. Trzeba mieć naprawdę niską samoocenę, żeby komuś to wystarczyło. Strasznie mnie śmieszą te rady o żądaniach i oczekiwaniach. Jeśli Lejdi nie odpowiada takie życie, to powinna poszukać kogoś, kto tego ślubu chce zamiast się poniżać. Nerwico, serio chciałabyś mieć męża, który jest Twoim mężem tylko i wyłącznie dlatego, że go zmusiłaś? A jakby były z tego dzieci, to opowiadałabyś im, że mamusia zmusiła tatusia do ślubu? Pęd do ołtarza przesłania racjonalne myślenie.

Już wszystko wyjaśniam.
Jak dla mnie sytuacja Autorki jest strasznie patowa. Zgadzam się z Tobą, i z wszystkimi przedmówcami, którzy twierdzą, że wymuszony ślub to sobie można o kant tyłka rozbić.  Absolutnie to popieram.
Mnie chodzi o co innego, może mało elokwetnie się wyrażam, ale staram się zrozumieć dlaczego po 9 latach razem staje się okoniem wobec Partnerki, która liczy na ślub, uprzednio zadeklarowawszy że takowy na pewno się odbędzie? Dlaczego, jeśli się nie chce tego ślubu wziąć się ją zwodzi nadal, popychając ją niejako do szantażu?
No kurde, kurde, ale z tego wątku wyłania się obraz Autorki maniaczki ślubu. A tak w ogóle to co w tym złego, że Ona po prostu chce ślubu? I poza tym, zgadzam się w pełnej rozciągłości, że Autorka niestety się poniża, co i mówię to bardzo serio, bardzo mnie boli albowiem łatwo mi się postawić na jej miejscu gdyż jesteśmy równolatkami.

70

Odp: Ślub albo nara!
szakisz napisał/a:
nerwica napisał/a:

Poproszę zatem uprzejmie, aby ktoś był tak łaskawy i wytłumaczył mi dlaczego nie można wymagać odpowiedzialności od (prawie) trzydziestoletniego mężczyzny, gdzie jako odpowiedzialność rozumie się świadomie i samodzielnie złożoną, potwierdzoną urzędowo deklarację, która zawiera w sobie przyrzeczenie, że nie opuści się kogoś aż do śmierci i będzie się z tą osobą w zdrowiu i w chorobie. Proszę, wytłumaczcie mi to.

Nie mieszaj nerwica niechęci do ślubu z brakiem odpowiedzialności. Natomiast co do twojego pytania, chodzi po prostu o to że ten problem dotyczy wiary, tudzież przekonań związanych z zalegalizowaniem małżeństwa. To nie jest spór typu: wieszamy w salonie zasłony brązowe czy zielone. Przy zasłonach możemy iść łatwo na kompromis, bo co byśmy nie powiesili to i tak będzie ładnie. W omawianym wątku sprawa małżeństwa i tego czy jest potrzebne czy nie. Autorce wątku jest jako potwierdzenie (moim zdaniem wątpliwej jednak i tak koniec końców) stabilizacji. Jej partnerowi natomiast ślub nie jest absolutnie potrzebny do niczego. Ja bym tu zadał pytanie inne: Czy chcesz przekładać białą suknię i dzwony nad fajny, dobrze ułożony bezpieczny związek? Jeżeli tak, to lepiej zmień partnera. On będzie ci całe życie pamiętał, że wymusiłaś na nim ten ślub. Takie małżeństwo z przymusu ma większe szanse na rozpad niż jakiekolwiek inne.

Zamiast naciskać wziąłbym gościa na porządną rozmowę. Wyjaśnił, dlaczego się ostatnio oddalacie od siebie? Czemu stał się chłodny? Co się zmieniło? Czy chodzi o ten ślub czy o coś innego? Niech ci normalnie po ludzku i logicznie uargumentuje dlaczego nie chce ślubu. Bo może być po prostu tak (nie życzę ci tego oczywiście), że on nie jest na tyle pewny ani ciebie, ani swoich uczuć, żeby się dać "zaobrączkować".

Nie pomieszałam. Napisałam tylko, że dla tego konkretnego przypadku tak będę definiowała odpowiedzialność.
Z zasłonami ciekawy przykład. Bardzo ciekawy. Sugestywny. Bo, wszelako, małżeństwo to coś więcej niż tylko zasłony.

71

Odp: Ślub albo nara!

Wg Was zamiast nalegać na ślub, którego on nie chce wziąć, powinnam po prostu odejść? Tak z dnia na dzień, mówiąc, że powodem jest brak deklaracji z jego strony? A gdzie w tym wszystkim jest walka i staranie się o byt związku? Być może macie rację, że się poniżam ale tylko dlatego, że go kocham i wiem, że raczej z nikim innym nie stworzę pełnowartościowego związku.

72

Odp: Ślub albo nara!
Nektarynka53 napisał/a:

Powinnaś podjąć decyzję: odchodzisz lub RAZEM pracujecie nad poprawą.

A czy to przypadkiem nie będzie znów, a fe!, aż się boję to powiedzieć, szantaż?

73 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-10 23:48:06)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Widzę problem w moim zachowaniu, ale widzę też problem w jego. Ja się złoszczę o coś, co on robi. On się złości, że ja się o to złoszczę i koło się zamyka. Zresztą, tak sobie myślę, że może zbyt dużo mu dałam siebie. Jestem na jego każde skinienie, pomagam we wszystkim o co mnie poprosi bo wg mnie na tym polega partnerstwo, żeby sobie pomagać. On ma mnóstwo pasji, ja tak naprawdę mam tylko jedną i to taką, której nie mogę realizować. Być może nie jestem dla niego wystarczająco ciekawą osobą.

cslady, ale dlaczego od razu "zmusiłaś"? Jeśli będzie dalej się przed nim bronił to po prostu odejdę. Jeśli zależy mu bardziej na kawalerskim życiu niż na mnie, to jego wybór. Do wyboru jego przecież nie zmuszę.
Poza tym znam kilka par, które pobrały się- jak to określiłaś- z przymusu- i są szczęśliwe.

O zmuszaniu pisałam odnosząc się do Nerwicy. Wiem, że pisałaś, że Ty byś tak nie zrobiła. Piszesz o partnerstwie, ale partnerstwo nie polega na poświęcaniu się i byciu na każde skinienie. Partnerstwo polega na tym, że on daje od siebie porównywalnie dużo, czyli zawsze możesz na niego liczyć, jest na Twoje "skinienie", gdy go potrzebujesz itp. Nie ma jednostronnego partnerstwa. A na razie niewiele napisałaś jak on Cię traktuje poza tym ślubem i jak o Ciebie dba. Dlaczego nie znajdziesz sobie innych pasji, skoro tej jednej nie możesz realizować? Przecież to nie jest tak, że człowiek się rodzi z jakimiś pasjami, tylko w ciągu życia różne odkrywa. Może Ci się mnóstwo rzeczy spodobać, tylko o tym jeszcze nie wiesz, bo ich nie próbowałaś.

74

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Wg Was zamiast nalegać na ślub, którego on nie chce wziąć, powinnam po prostu odejść? Tak z dnia na dzień, mówiąc, że powodem jest brak deklaracji z jego strony? A gdzie w tym wszystkim jest walka i staranie się o byt związku? Być może macie rację, że się poniżam ale tylko dlatego, że go kocham i wiem, że raczej z nikim innym nie stworzę pełnowartościowego związku.

A czy On walczy i stara się o byt związku? Jeśli tak, to jak to się przejawia?

75 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-10 23:57:15)

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:

Mnie chodzi o co innego, może mało elokwetnie się wyrażam, ale staram się zrozumieć dlaczego po 9 latach razem staje się okoniem wobec Partnerki, która liczy na ślub, uprzednio zadeklarowawszy że takowy na pewno się odbędzie? Dlaczego, jeśli się nie chce tego ślubu wziąć się ją zwodzi nadal, popychając ją niejako do szantażu?

Czy on zadeklarował się na 100%? Czy mógł wiedzieć o tym co będzie i z kim i za ile lat? Kiedy to było? Być może już wtedy na nim wymusiła taką odpowiedź? Ludzie zdania też zmieniają w ciągu życia, ponieważ zmieniają się okoliczności.
Być może wcześniej luźno rozmawiali o ślubie, powiedział "kiedyś będe chciał", a ona uznała to za jakąś gwarancję, że własnie z nią i akurat po 9 latach związku. Że akurat wtedy da sobie przyzwolenie na szantaż.
Dajmy ludziom mieć własne zdanie i nie dopisujmy do nich historii.

"daj mi ślub! chce tego! ty tez masz chcieć bo ja tak mowie, bo na tym polega odpowiedzialność! pokaż że mnie kochasz dając mi ślub ty nieodpowiedzialny człowieku! w ogole nie jestes mężczyzną! inni biorą i nie są tacy jak ty!"

jeśli wymuszasz w podobny sposób, to partner naprawdę musi Cie mocno kochać.

Popychająnie do szantażu? Za złe czyny odpowiadamy tylko my sami i tylko my jesteśmy ich winnymi. I tu znowu pojawia się element dziecinności "to twoja wina, dlatego tak robie!". To tak jak z gwałtem. Kogo byś winiła? Tą która kusi, tego który gwałci, czy obie?

Lejdi112 napisał/a:

Wg Was zamiast nalegać na ślub, którego on nie chce wziąć, powinnam po prostu odejść? Tak z dnia na dzień, mówiąc, że powodem jest brak deklaracji z jego strony? A gdzie w tym wszystkim jest walka i staranie się o byt związku? Być może macie rację, że się poniżam ale tylko dlatego, że go kocham i wiem, że raczej z nikim innym nie stworzę pełnowartościowego związku.

Walka o związek, czy staranie, to nie jest wymuszanie i wiercenie dziury.

"i wiem, że raczej z nikim innym nie stworzę pełnowartościowego związku."

Nie wiesz. Nie znasz dnia ani godziny. Chyba że to aż tak niska samoocena.

76 Ostatnio edytowany przez szakisz (2015-03-11 00:11:07)

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:

Nie pomieszałam. Napisałam tylko, że dla tego konkretnego przypadku tak będę definiowała odpowiedzialność. Z zasłonami ciekawy przykład. Bardzo ciekawy. Sugestywny. Bo, wszelako, małżeństwo to coś więcej niż tylko zasłony.

Pewnie że tak, dlatego użyłem tego przykładu. Małżeństwo to sztuka kompromisów. tylko pytanie do jakiego stopnia? Czy warto naginać własne przekonania i zasady, albo zmuszać do tego inną osobę?

Powiem Wam, że jestem deistą. Nie mam nic do tego kto w co wierzy, ale jestem przeciwnikiem wszelkich rytuałów spod szyldu: "bo tak trzeba", "bo co ludzie powiedzą", "bo taka tradycja" Gdybym miał dziewczynę, której bardzo zależy na ślubie, bym to widział i skonfrontowali byśmy moje "PRZECIW" z jej "ZA" to może bym nawet przełknął tę dumę i się zgodził. Zrobiłbym to tylko dla niej i tylko dlatego że ją kocham.

Natomiast gdyby moja kobieta wyjechała by mi z gadką typu "ślub albo odejście" sam bym ją spakował big_smile Ludzie z natury są stworzeniami które nienawidzą kiedy ich się do czegokolwiek zmusza, a już na pewno nie szantażem.

77

Odp: Ślub albo nara!
nerwica napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Powinnaś podjąć decyzję: odchodzisz lub RAZEM pracujecie nad poprawą.

A czy to przypadkiem nie będzie znów, a fe!, aż się boję to powiedzieć, szantaż?

Nie do końca rozumiem. Lejdi nie czuje się szanowana oraz kochana i Twoim zdaniem powinna zaryzykować(!), że po ślubie będzie lepiej. To co dopiero BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI. Związek (szczególnie) tak poważny jak małżeństwo musi mieć silne podstawy w innym wypadku będzie wymuszony i za jakiś czas partnerzy (bądź jeden z nich) zaczną się "dusić". A skutek jest chyba oczywisty?

Czy szantaż to zaproponowanie poprawy, a jak On nie będzie chciał to odejście? Wymagania w związku są zawsze szantażem?

78

Odp: Ślub albo nara!

cslady, co do pasji...to nie jest tak łatwo je znaleźć. Czy Wy macie jakieś pasje?
Jak mnie traktuje? Tak jak wcześniej pisałam. Przed tymi 3 tygodniami dobrze, nawet bardzo. Nie wiem co się podziało, że tak bardzo się zmienił. Zawsze mogłam na niego liczyć, pomagał mi, był czuły, zawsze mawiał, że problemy trzeba rozwiązywać, a nie uciekać przed nimi, że związki trzeba "naprawiać" a nie od razu je kończyć jak coś komuś nie pasuje.

"A czy On walczy i stara się o byt związku? Jeśli tak, to jak to się przejawia?"
Tutaj odniosę się do tego mojego rzekomego szantażu. Wydaje mi się- aczkolwiek mogę się mylić- że gdyby mu było wszystko jedno- to powiedziałby "ok, masz drogę wolną skoro nie potrafisz zaakceptować faktu, że nie chcę ślubu". On jednak starał się mnie przekonać, że tak naprawdę ślub nic nie wniesie, że on będzie ale jeszcze nie teraz, żebym poczekała... Po czym mnie przytulał jakby nigdy nic.

"Czy on zadeklarował się na 100%? Czy mógł wiedzieć o tym co będzie i z kim i za ile lat? Kiedy to było? Być może już wtedy na nim wymusiła taką odpowiedź? Ludzie zdania też zmieniają w ciągu życia, ponieważ zmieniają się okoliczności."
Pierwsza rozmowa (bez naciskania) odbyła się kilka lat temu. Od tamtego momentu przynajmniej raz w roku ponawiałam rozmowy. Ostatnia odbyła się kilka tygodni temu. Cały czas ma te same argumenty.

79

Odp: Ślub albo nara!

No jak dla mnie to sprzeczność interesów.
No właśnie, ale czy Jego gadanie "kochanie, nie teraz, ALE ŚLUB KIEDYŚ BĘDZIE" nie jest emocjonalnym szantażem, aby Autorka nie odeszła. Dla mnie jak najbardziej jest. Jeśli nie chce ślubu to powinien na początku powiedzieć, może wówczas Ich drogi by się rozeszły i Autorka nie musiałaby prosić o ślub, a On wściekać się o to?

80

Odp: Ślub albo nara!
Nektarynka53 napisał/a:

Jeśli nie chce ślubu to powinien na początku powiedzieć, może wówczas Ich drogi by się rozeszły i Autorka nie musiałaby prosić o ślub, a On wściekać się o to?

Właśnie o to mi chodzi!

81 Ostatnio edytowany przez ThinkingofYou (2015-03-11 00:24:36)

Odp: Ślub albo nara!

Rozmawiali o tym ileś lat temu. Nie musiał być pewnym co do swoich przekonań, nie musiała to być gwarancja. Człowiek nie krowa. Nie ma też pewności, że on nigdy nie chce ślubu. To akurat mu wciskacie.

Jest różnica między żądaniem i wytykaniem komuś wad, czy wypominaniem słów, a potrzebuje, proszę i chciałabym byśmy tę sprawę jakoś rozwiązali.
Żeby lepiej poznać sprawę musiałabyś zacytować dokładnie jak wygląda wasza rozmowa na ten temat.

Moim zdaniem coś u was innego nie gra, a ślub to tylko przykrywka. Temat zastępczy.

Wóż albo przewóz. Nie można mieć pół ślubu, ale można na niego wciąż czekać.
Któraś ze stron musi zaakceptować poglądy drugiej. Gorzej ma ta osoba, która nie chce, czy mniej chce, ponieważ zawsze jest zmuszana.

Przykładowo temat różniącego się libido, które jak wiemy zmienia się całe życie i zawsze może nas to zaskoczyć (mimo deklaracji).

Osoba A chce seksu raz na tydzień, B codziennie.

B męczy się, gdy tego nie ma. Ma wyższe wymagania niż A może dać.
"B" powinna poszukać sobie kogoś kto je spełni, lub zaakceptować to co oferuje A.

"A" z kolei nie może tak często, zmusza się, może obwiniać że jest gorszą (niekochaną) przez niespełnianie wymuszonych żądań.

Ty masz do niego pretensje, a on być może przez te pretensje się wycofuje i nie jest pewnym brania ślubu. Słuchasz tego czy wypuszczasz drugim uchem?

82 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-11 00:28:07)

Odp: Ślub albo nara!

"Moim zdaniem coś u was innego nie gra, a ślub to tylko przykrywka. Temat zastępczy."
Właśnie nie. Ślub jest główną rzeczą, która nie gra, a która pociąga za sobą następne. Jak się kłócimy, to często problemem jest ślub. Nie jest on tematem kłótni ale takim ukrytym zapalnikiem, o którym on nawet nie wie.

83 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-11 00:29:47)

Odp: Ślub albo nara!
ThinkingofYou napisał/a:

Rozmawiali o tym ileś lat temu. Nie musiał być pewnym co do swoich przekonań, nie musiała to być gwarancja. Człowiek nie krowa. Nie ma też pewności, że on nigdy nie chce ślubu. To akurat mu wciskacie.

Jest różnica między żądaniem i wytykaniem komuś wad, czy wypominaniem słów, a potrzebuje, proszę i chciałabym byśmy tę sprawę jakoś rozwiązali.
Żeby lepiej poznać sprawę musiałabyś zacytować dokładnie jak wygląda wasza rozmowa na ten temat.

Moim zdaniem coś u was innego nie gra, a ślub to tylko przykrywka. Temat zastępczy.

Wóż albo przewóz. Nie można mieć pół ślubu, ale można na niego wciąż czekać.
Któraś ze stron musi zaakceptować poglądy drugiej. Gorzej ma ta osoba, która nie chce, czy mniej chce, ponieważ zawsze jest zmuszana.

Przykładowo temat różniącego się libido, które jak wiemy zmienia się całe życie i zawsze może nas to zaskoczyć (mimo deklaracji).

Osoba A chce seksu raz na tydzień, B codziennie.

B męczy się, gdy tego nie ma. Ma wyższe wymagania niż A może dać.
"B" powinna poszukać sobie kogoś kto je spełni, lub zaakceptować to co oferuje A.

"A" z kolei nie może tak często, zmusza się, może obwiniać że jest gorszą (niekochaną) przez niespełnianie wymuszonych żądań.

Dla mnie nie dotrzymanie słowa, że coś zrobi np. posprząta ogródek, a nie dotrzymanie słowa odnośnie ślubu (bardzo poważne zobowiązanie) różnią się od Siebie znacząco.
W takim wypadku każdy nie powinien brać jakichkolwiek deklaracji (szczególnie uczuć) na poważnie, bo człowiek przecież nie krowa i zdanie zmienić może co nie?
Dla mnie słowa (szczególnie obietnice) mają jeszcze znaczenie, jeśli ktoś rzuca nimi jak mięsem, aby "zdobyć trochę czasu" to nie świadczy o Nim najlepiej.
Sądzę, że gdyby owy osobnik nie obiecywał to obecna sytuacje (dylematy Lejdis) nie miałyby miejsca.

84

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Jeśli nie chce ślubu to powinien na początku powiedzieć, może wówczas Ich drogi by się rozeszły i Autorka nie musiałaby prosić o ślub, a On wściekać się o to?

Właśnie o to mi chodzi!

Też sądzę, że powinien powiedzieć, ale przecież nie mówi. Nie wiem czy jego zachowanie to szantaż, ale manipulacja na pewno. Może po prostu on nie chce być tym, który zakończy związek, bo nie ma jaj. I chce "zwalić" winę za rozpad związku na Lejdi. Ale jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Przecież, Lejdi, odpowiadasz tylko za siebie. Owszem, on jest nie fair, ale nie zmusisz go, by zdecydował. Z tego co piszesz, to rzeczywiście nie gra u Was dużo więcej niż podejście do ślubu.

85

Odp: Ślub albo nara!
Nektarynka53 napisał/a:

Sądzę, że gdyby owy osobnik nie obiecywał to obecna sytuacje (duylematy Lejdis) nie miałyby miejsca.

Bardzo się cieszę, że zrozumiałaś, bo wyjmujesz mi słowa z ust wink
Przecież gdyby mi jasno powiedział, że nie chce tego ślubu nigdy- wcześniej czy nawet teraz- to mój problem byłby rozwiązany. Albo bym musiała zaakceptować ten fakt chcąc z nim być, albo się rozstać ( co jest bardziej prawdopodobne).

86

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:
Lejdi112 napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Jeśli nie chce ślubu to powinien na początku powiedzieć, może wówczas Ich drogi by się rozeszły i Autorka nie musiałaby prosić o ślub, a On wściekać się o to?

Właśnie o to mi chodzi!

Też sądzę, że powinien powiedzieć, ale przecież nie mówi. Nie wiem czy jego zachowanie to szantaż, ale manipulacja na pewno. Może po prostu on nie chce być tym, który zakończy związek, bo nie ma jaj. I chce "zwalić" winę za rozpad związku na Lejdi. Ale jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Przecież, Lejdi, odpowiadasz tylko za siebie. Owszem, on jest nie fair, ale nie zmusisz go, by zdecydował. Z tego co piszesz, to rzeczywiście nie gra u Was dużo więcej niż podejście do ślubu.

Dlatego sądzę, że powinna wybrać co jest dla Niej najlepsze - odejście lub praca nad związkiem. Problem jest poważny, a dylematy ze ślubem to najwyżej szczyt góry lodowej.

87

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Może po prostu on nie chce być tym, który zakończy związek, bo nie ma jaj. I chce "zwalić" winę za rozpad związku na Lejdi.

Ale jakby się to miało np. do tych jego przekonań, zapewnień dot. ślubu w przyszłości? Nie byłoby prościej powiedzieć wprost, żebym spadała? Jak to się by miało do słów, że mnie kocha jeszcze kilka tygodni temu? Przecież chyba nie można odkochać się z dnia na dzień i to jeszcze po 9 latach związku.

cslady napisał/a:

Z tego co piszesz, to rzeczywiście nie gra u Was dużo więcej niż podejście do ślubu.

Tzn.?

88

Odp: Ślub albo nara!
Nektarynka53 napisał/a:

Dla mnie nie dotrzymanie słowa, że coś zrobi np. posprząta ogródek, a nie dotrzymanie słowa odnośnie ślubu (bardzo poważne zobowiązanie) różnią się od Siebie znacząco.
W takim wypadku każdy nie powinien brać jakichkolwiek deklaracji (szczególnie uczuć) na poważnie, bo człowiek przecież nie krowa i zdanie zmienić może co nie?
Dla mnie słowa (szczególnie obietnice) mają jeszcze znaczenie, jeśli ktoś rzuca nimi jak mięsem, aby "zdobyć trochę czasu" to nie świadczy o Nim najlepiej.
Sądzę, że gdyby owy osobnik nie obiecywał to obecna sytuacje (dylematy Lejdis) nie miałyby miejsca.

To że powiedział że chce ślubu w przyszłości to dla Ciebie obietnica?

89 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-11 01:05:53)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:
cslady napisał/a:

Może po prostu on nie chce być tym, który zakończy związek, bo nie ma jaj. I chce "zwalić" winę za rozpad związku na Lejdi.

Ale jakby się to miało np. do tych jego przekonań, zapewnień dot. ślubu w przyszłości? Nie byłoby prościej powiedzieć wprost, żebym spadała? Jak to się by miało do słów, że mnie kocha jeszcze kilka tygodni temu? Przecież chyba nie można odkochać się z dnia na dzień i to jeszcze po 9 latach związku.

cslady napisał/a:

Z tego co piszesz, to rzeczywiście nie gra u Was dużo więcej niż podejście do ślubu.

Tzn.?

Ale słowa niczego nie znaczą. Kompletnie niczego. Liczą się czyny. Mówienie, że kocha nie ma żadnego znaczenia, bo nie wiesz czy faktycznie kocha, skoro się tak nie zachowuje. Poza tym dla każdego miłość jest czymś innym. Może on przyzwyczajenie definiuje jako miłość albo ogólnie mówi o miłości z przyzwyczajenia, bo tak wypada? Tego nie wiesz, dlatego trzeba patrzeć na czyny, zamiast kurczowo trzymać się słów. Sama widzisz, że jego słowom nie ma co wierzyć, bo gdyby można było, to już dawno byłabyś jego żoną. Z wyznawaniem miłości może Cię tak samo zwodzić, bo mu tak wygodnie. A z tym obiecywaniem ślubu to właśnie o to mi chodzi, że obiecuje, bo nie ma jaj, żeby Ci powiedzieć, byś spadała. Dlatego kręci i czeka aż sama stracisz cierpliwość i go rzucisz. Walczyłaś już o ten związek, bo co jakiś czas ponawiałaś rozmowy. Widzisz, że to nie przynosi skutku. W pewnym momencie trzeba sobie walkę odpuścić i podjąć decyzję, bo granica między walką a desperacją jest cienka. Jesteś jeszcze młoda i możesz ułożyć sobie życie, ale jak będziesz czekała kolejne 4-5 lat, to szanse spadają. Dlatego musisz to SAMA przemyśleć i zdecydować, bo on Ci nie pomoże. Będzie Cię zwodził i czasami na odczepnego powie Ci, że kocha. On o Ciebie nie walczy i nigdy nie walczył z tego co tu piszesz, bo walka nie polega na zwodzeniu jakimiś obietnicami i czułymi słówkami. To tylko słowa. Prawdę zobaczyłabyś dopiero, gdybyś odeszła od niego. Wtedy będzie widać jak na dłoni czy faktycznie by walczył (ale nie mówię o słowach, tylko czynach), przeprowadził z Tobą rozmowę jakiej oczekujesz itp.

90

Odp: Ślub albo nara!

Witam...
Lejdi112 daj sobie spokoj z takim  "piotrusiem panem".. , nie ponizaj się .Doskonale Cię rozumiem i żal mi Ciebie. Zakończ ten związek bez przyszlości z twarzą.
Odkryj w sobie jakieś pasie, bądż zainteresowania. Szkoda czasu na takiego typa..
Nadchodzi WIOSNA, a wraz z nią wszystko obudzi się do życia... i Ty obudż też.
Życzę Ci wszystkiego dobrego smile

91 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-03-11 02:36:56)

Odp: Ślub albo nara!

Jeżeli wiele razy o tym rozmawialiście i nadal nie doszliście do porozumienia, to możliwe, że właśnie Twój facet nie chce ślubu ogólnie lub nie chce ślubu z Tobą. Skoro mówił na początku związku, że też chciałby ślubu w przyszłości, a teraz cały czas Cię zbywa, to rozumiem, że czujesz się oszukana. Jakby powiedział wprost od początku, to mogłoby to wyglądać inaczej. Ja jestem też osobą, dla której ślub jest ważny, nie mówię, że najważniejszy, to nie, ale ważny. Jestem z facetem 6 i pół roku, zamieszkamy razem (no bo jeszcze nie mieszkamy razem, szukamy teraz pracy), a potem zaręczyny. Też sporo będziemy razem, zanim zaręczyny, no ale to nic, ja młoda jestem - 23 i pół lat. No, ale wiem, że potem jakby ich nie było, to dałabym sobie spokój, bo to zaburza wszystko co się budowało jak ktoś tak zmienia zdanie, wymiguje się, zmienia ustalenia. Niby nie jest to najważniejsze, ale jednak ślub sporo ułatwia w sprawach formalnych, ja tam wolę też, nawet to, że potem będziemy mieć wspólne nazwisko, taka tradycjonalistka jestem wink Nie chodzi mi o ślub kościelny, bo teraz nie zgadzam się z wieloma kwestiami z KK, no więc wierzę w Boga, ale katoliczką to nazwać się nie mogę, ale o ślub cywilny.

Najlepiej jak dasz mu czas, powiesz, że jak do tego czasu się nie zmieni jego stanowisko, to będziecie musieli się rozstać. To nie jest szantaż moim zdaniem, ale sam mówił, że chce ślubu, a już tyle czasu mieszkacie razem, że po prostu pokażesz mu, że traktujesz Wasze ustalenia za poważne, że naprawdę nie chcesz żyć bez ślubu, a nie że tylko tak mówisz. Może to taka trochę moda, że jak ktoś chce ślub to jest uważany za staroświecki, bo po co ślub, teraz często taki pogląd jest i ja rozumiem, że nie każdy chce ślubu, ale to nie oznacza, że ktoś kto chce ślubu jest staroświecki czy gorszy. Sama nie jesteś szczęśliwa, mijają się Wasze poglądy, a to ważna sprawa tak naprawdę. Ja sama jestem zdania, że chyba nie jest wielkim poświęceniem nawet jak ktoś nie chce ślubu tak bardzo pójść do USC i ślub wziąć? Skoro to tylko papierek, to można go nabyć, sobie ułatwić. A jak ktoś nie chce ślubu, to niech mówi wprost i wiąże się też z osobą co ślubu nie chce. Jeśli jednak czujesz, że nie będziesz umiała z nim zerwać, to zastanów się czy będziesz umiała przełknąć, jeśli on tego ślubu np nie chce. No bo wiadomo, jeśli to zaakceptujesz, że on ślubu nie chce, to wtedy nie ma co już o ślubie mówić, jeśli to zaakceptujesz. . Decyzja należy do siebie i Ty znasz siebie najlepiej. A pewnie, jeśli powie, że ślubu nie chce czy po prostu nie zdecyduje się, to wtedy będziesz wiedziała, że albo zaakceptujesz to i już o ślubie nie będziesz mówić, bo wiadomo nikogo się nie zmusi, a już mieliście wiele rozmów na ten temat albo się rozstaniecie.

Metyl, ale ślub, posiadanie dzieci to podstawowe kwestie w związku! Jak oboje chcą lub nie chcą, to nie ma problemu, ale jeśli np dajmy na to on mówi, że chce dzieci np, a potem mówi, że jednak nie albo wymiguje się, to myślisz, że taki związek to ma duże szanse? To naprawdę ważne kwestie. A jak ona zostawi go, to nie kocha? Może wtedy powiesz, że dziecko dla niej ważniejsze od faceta? To naprawdę nie jest tak, ale to na tyle ważne sprawy, że jednak ludzie lepiej jak się w nich zgadzają. Tzn może ktoś może przełknąć, że partner jednak nie chce, jakoś pomyśleć "Ok, ja chcę, no ale trudno", ale nie każdy potrafi i to może kłaść się cieniem na związek i nie oznacza to, że nie kochamy. Chociaż owszem jak w związku jest fajnie, to można zastanowić się czy może jednak z nim zostać, mimo że nie chce ślubu, a my chcemy, można to rozważyć, co innego jak jest naprawdę źle. Niemniej, ja bym chyba odpuściła, skoro nie czułabym się szczęśliwa i on migałby się, zamiast normalnie porozmawiać przy czym wcześniej, by mówił, że chce ślubu, bo facet autorki tak mówił. Cenię osoby konkretne, dobrze, że mój facet nie miga się, tylko umie porozmawiać. Daję to autorce dla rozwagi, bo wiesz jakby w związku było tak super, to pewnie i wątku by nie było. A może i to jeden z piotrusiów panów faktycznie, który nie wie czego chce? Może tak być. Teraz zaczynają różnić ich priorytety no i wybacz, ale sama miłość nie wystarczy, pewne kwestie też są ważne. Nie mówię, że partnerzy mają być identyczni, ale to jednak podstawowa dość sprawa, dlatego choćby na portalach raczej np jak ktoś chce mieć dzieci czy ślub, a widzi w czyimś profilu, że ten ktoś nie chce ślubu, dzieci, to jak ma zdrowy rozsądek, to raczej sobie odpuszcza, bo widać, że już na wstępie ważne rzeczy ich różnią.

Zauważcie, że z tego co pisze autorka rozmawiała z nim wcześniej spokojnie, długo mieszkają razem, a po to co teraz robi uciekła się po tym dopiero nie tak dawno chyba. Nie no, nie ma co cały czas namawiać, ale takie powiedzenie, że daję Ci czas na podjęcie decyzji, ale jeśli nie będziesz chciał ślubu ze mną, to wtedy po tym czasie odejdę nie jest moim szantażem. Nawet psycholodzy polecają to, jeśli nic innego nie pomaga i facet się wymiguje, mimo że niby ślubu chciał. No bo co innego jakby powiedział, że ślubu na pewno nie chce, to wtedy ona by bardziej wiedziała co robić, wtedy takie postawienie sprawy, że daję mu tyle i tyle czasu miałoby owszem mniej sensu. A ślub to nie musi być wcale popisanie się, bo "inni tak robią". Może mieć to właśnie charakter taki, że ułatwia życie, jest pewną deklaracją - nie daje gwarancji, ale dla kogoś może być potrzebnym dalszym etapem, by pokazać, że to jest ta osoba dla mnie, zwłaszcza, że ślub cywilny np nie musi być żadną szopką, nie trzeba też robić wielkiego wesela, a można też zrobić obiad - różnie ludzie chcą. Ja np chcę wesele, facet też, ale też nie bardzo wystawne, takie coś pomiędzy.

92

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Ale jakby się to miało np. do tych jego przekonań, zapewnień dot. ślubu w przyszłości? Nie byłoby prościej powiedzieć wprost, żebym spadała? Jak to się by miało do słów, że mnie kocha jeszcze kilka tygodni temu? Przecież chyba nie można odkochać się z dnia na dzień i to jeszcze po 9 latach związku.

Lejdi, przejdź do części o rozstaniach, to się dowiesz, że wszystko można.
To znaczy, nie odkochuje się w jeden dzień, tylko często druga strona nie widzi albo nie chce widzieć procesu rozpadu relacji i dlatego jest efekt "na drugi dzień". A moja teoria jest taka, że przyparcie do muru niedojrzałych osób i nakazanie im podejmowania trudnych decyzji też może prowadzić do nagłych zmian frontu. 

I nie każdy ma odwagę powiedzieć wprost "Spadaj". Czasem ze zwykłego tchórzostwa i niechęci do konfrontacji, czasem z braku dojrzałości (sam nie wiem, o co mi chodzi). Więcej w części tego forum o zdradach i rozstaniach.

I niestety trzeba pogodzić się z faktem, że przekonania i słowa z przeszłości mogą się mieć nijak do aktualnej sytuacji. Rok czy dwa lata potrafią niekiedy zmienić ludziom całkowicie poglądy. Albo wyciągnąć z nich ich prawdziwe przekonania.

93 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-11 09:33:26)

Odp: Ślub albo nara!

Czynami też pokazywał, że jestem dla niego ważna. Naprawdę, czułam się wtedy kochana, czułam, że się stara, abyśmy się nie kłócili, aby było dobrze. Coś jednak poszło nie tak...chyba.

Ja wiem, że wszyscy macie rację, że powinnam odejść z twarzą i tak zrobię. Może nie dziś, nie jutro, bo nie jestem na to gotowa, ale w tym roku na pewno. Muszę się do tego psychicznie i logistycznie przygotować.

A co do ślubu, to mówcie co chcecie, ale ja wiem, że on ogólnie ślub chce wziąć. Wychodzi to w rozmowach ze znajomymi oraz komentarzami nt. jego wujka, który jest "starym kawalerem".

"To że powiedział że chce ślubu w przyszłości to dla Ciebie obietnica?"
Dla mnie w pewnym sensie tak, bo powiedział, że ten ślub na pewno będzie tylko jeszcze nie teraz. Wiele razy też były teksty "jak będziemy brać ślub, to...", albo "jak będziemy mieli dzieci, to..." itp. Moim zdaniem dał mi tym nadzieję, że wiąże ze mną przyszłość.

94 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-03-11 09:33:44)

Odp: Ślub albo nara!

I jeszcze jedna rzecz: a może uznajmy, że autorka stawiając oczekiwania odnośnie ślubu po prostu stawia swoje granice a nie "szantażuje/wymusza" itd.?  Uważam, że ma prawo powiedzieć, że albo ślub albo moje odejście. Po prostu są pewne sprawy w życiu, gdzie kompromis dla dobra związku jest czynieniem z siebie przedmiotem kompromisu. Każdy ma zestaw indywidualny takich spraw dla siebie.

ALE... w takich sytuacjach, jak się chce iść za swoimi przekonaniami, to trzeba być gotowym ponieść koszty - w przeciwnym razie są to tylko dziecięce fochy i robienie z gęby cholewy jak ktoś napisał. Czyli ewentualnie porzucić 9 lat związku, nastawić się na zupełnie inne życie - być może przez długi czas w pojedynkę. A na to pytanie tylko Lejdi może sobie odpowiedzieć. Jeśli tak, to im szybciej się rozstaniecie, tym lepiej. Im człowiek młodszy, tym łatwiej sobie pewne sprawy poukładać.

Zgadzam się niestety z tym, że lepiej byłoby, gdyby obydwoje wpadli na pomysł formalizacji związku w tym samym momencie. Takie zejście na ziemię z poziomu romantycznego "kochamy się jak dwa gołąbki" do przyziemnego "ale jak to ma wyglądać w praktyce" jest mało przyjemne. A może jest to akurat test weryfikacyjny dla tego związku. W najgorszym przypadku w tym kontekście wyjdzie na światło dzienne coś, o czym autorka nie wie (może ślub to faktycznie taka "przykrywka" dla innych jeszcze nie ujawnionych kwestii o czym pisał(a?) Thinkingofyou). W najlepszym chłopak się obudzi, że to faktycznie na poważnie. ja się powtórzę: biorąc pod uwagę wiek i długość związku myślę, że chłopakowi było wygodnie i sobie tak to trwało. A jak Lejdi zaczęła trząść kanapą, na której siedział, to się zaczęły poważne refleksje nad życiem (patrz jego zachowanie od 3 tygodni). Pytanie, co będzie ich wynikiem.

Lejdi, mam nadzieję, że kiedyś wpadniesz i opowiesz, jak się Wasza historia zakończyła. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia.

95 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-11 09:46:37)

Odp: Ślub albo nara!
robingirl napisał/a:

I jeszcze jedna rzecz: a może uznajmy, że autorka stawiając oczekiwania odnośnie ślubu po prostu stawia swoje granice a nie "szantażuje/wymusza" itd.?  Uważam, że ma prawo powiedzieć, że albo ślub albo moje odejście. Po prostu są pewne sprawy w życiu, gdzie kompromis dla dobra związku jest czynieniem z siebie przedmiotem kompromisu. Każdy ma zestaw indywidualny takich spraw dla siebie.

ALE... w takich sytuacjach, jak się chce iść za swoimi przekonaniami, to trzeba być gotowym ponieść koszty - w przeciwnym razie są to tylko dziecięce fochy i robienie z gęby cholewy jak ktoś napisał. Czyli ewentualnie porzucić 9 lat związku, nastawić się na zupełnie inne życie - być może przez długi czas w pojedynkę. A na to pytanie tylko Lejdi może sobie odpowiedzieć. Jeśli tak, to im szybciej się rozstaniecie, tym lepiej. Im człowiek młodszy, tym łatwiej sobie pewne sprawy poukładać.

Zgadzam się niestety z tym, że lepiej byłoby, gdyby obydwoje wpadli na pomysł formalizacji związku w tym samym momencie. Takie zejście na ziemię z poziomu romantycznego "kochamy się jak dwa gołąbki" do przyziemnego "ale jak to ma wyglądać w praktyce" jest mało przyjemne. A może jest to akurat test weryfikacyjny dla tego związku. W najgorszym przypadku w tym kontekście wyjdzie na światło dzienne coś, o czym autorka nie wie (może ślub to faktycznie taka "przykrywka" dla innych jeszcze nie ujawnionych kwestii o czym pisał(a?) Thinkingofyou). W najlepszym chłopak się obudzi, że to faktycznie na poważnie. ja się powtórzę: biorąc pod uwagę wiek i długość związku myślę, że chłopakowi było wygodnie i sobie tak to trwało. A jak Lejdi zaczęła trząść kanapą, na której siedział, to się zaczęły poważne refleksje nad życiem (patrz jego zachowanie od 3 tygodni). Pytanie, co będzie ich wynikiem.

Lejdi, mam nadzieję, że kiedyś wpadniesz i opowiesz, jak się Wasza historia zakończyła. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia.

W zasadzie masz rację. Nie zgodzę się tylko z jedną kwestią. Ja o ślubie rozmawiałam z nim już parę lat temu, co roku przynajmniej raz ponawiałam rozmowy. Ostatnia odbyła się ok. 3 tyg temu, więc to nie było tak, że nagle wyskakuję ze ślubem a on wielce tym zaskoczony. On wiedział czego pragnę od dłuższego czasu i jakoś wcześniej nie odnotowałam zmiany jego zachowania.

Przyszło mi też przez myśl to, że ta zmiana może być przyczyną utraty pracy. Aktualnie od ok. 2 miesięcy poszukuję nowej. Zawsze miałam niską samoocenę, ale teraz to sięgnęła ona dna. Jestem na 80% pewna, że w jego oczach jestem mało interesująca, nieatrakcyjna i przewidywalna.

96

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

W zasadzie masz rację. Nie zgodzę się tylko z jedną kwestią. Ja o ślubie rozmawiałam z nim już parę lat temu, co roku przynajmniej raz ponawiałam rozmowy. Ostatnia odbyła się ok. 3 tyg temu, więc to nie było tak, że nagle wyskakuję ze ślubem a on wielce tym zaskoczony. On wiedział czego pragnę od dłuższego czasu i jakoś wcześniej nie odnotowałam zmiany jego zachowania.

Przyszło mi też przez myśl to, że ta zmiana może być przyczyną utraty pracy. Aktualnie od ok. 2 miesięcy poszukuję nowej. Zawsze miałam niską samoocenę, ale teraz to sięgnęła ona dna. Jestem na 80% pewna, że w jego oczach jestem mało interesująca, nieatrakcyjna i przewidywalna.

Lejdi, mam nadzieję, że tak tylko chwilowy dół Cię dopadł i tak piszesz ... Brak pracy i jej poszukiwanie to trudna lekcja od życia, ale wierz mi - nie koniec świata.

Natomiast uważam, że w sytuacjach kryzysowych często wyostrzają się też inne kwestie i np. u Was kwestia formalizacji związku.
I można oczekiwać, że Twoja utrata pracy plus kwestia ślubu jednocześnie sprowokowały Twojego partnera do refleksji. Bo trzeba zmierzyć się z sytuacją w której konieczne jest wsparcie partnera i rodzi pytania, a co w przyszłości.

ALE .... nawet jeśli masz takie wrażenie, to utrata pracy przez jednego partnera w dobrym związku nie prowadzi do takiej zmiany oceny partnera o jakiej piszesz. Nawet jeśli się czujesz przewidywalna, mało interesująca i nieatrakcyjna, to nie ma to nic wspólnego z posiadaniem pracy lub nie, tylko z TWOIM postrzeganiem siebie. A to nie problem faceta, tylko Twojej samooceny i przechodzimy do zupełnie innego tematu. (Na marginesie, to wychodzi w tym momencie na to, że Ci jest ten ślub potrzebny do poprawy własnej samooceny. I jest faktycznie tematem ZASTĘPCZYM dla Twojego marnego samopoczucia bez pracy. I nie tędy droga do szczęścia w związku).

Utrata pracy w dzisiejszych czasach to się może zdarzyć KAŻDEMU. Wiadomo, strata pracy ma wpływ na ogólne samopoczucie Was obydwojga, tzn. jak jedno siedzi w domu i jest przygnębione i marudzi jeszcze nie daj Boże (jaka beznadziejna jestem i pracy jeszcze nie mam) to się to przekłada na ogólną atmosferę. Ale utrata pracy jest tymczasowa, więc jeśli naprawdę wierzysz, ze miałoby to wpłynąć aż w taki sposób na zmianę jego uczuć do Ciebie, to nie ma w ogóle o czym rozmawiać. Bo co będzie w takim razie, jak dotknie Was jakaś prawdziwa tragedia?

Ale w obliczu tego powyższego to Lejdi moja rada - odpuśc trochę chłopakowi, odpuść sobie, najpierw uporządkuj kwestię pracy, daj sobie czas na poprawę samooceny, jeśli uważasz, że masz niską (a propos "pasji" - nie trzeba od razu mieć pasji na poziomie nurkowania i wspinaczki alpejskiej, wystarczą zainteresowania i robienie rzeczy które lubisz i w których jesteś dobra - trzeba tylko odwagi, żeby spróbować i pomysłu, jeśli takich nie masz) i potem dopiero na poważnie wrócić do kwestii ślubu.  Napisałaś bardzo rozsądnie że się musisz przygotować i daj sobie ten czas.

97

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Cześć! Oboje mamy 29 lat, jesteśmy razem od lat 9. Różnie bywało, kilka razy rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie (były to góra 3- dniowe rozstania). Mieszkamy razem od ok. 4 lat. Moim główny problemem jest jego niezdecydowanie odnośnie przyszłości ze mną. Może źle się wyraziłam, bo jak twierdzi chce być ze mną, jestem kobietą jego życia, ale nie jest jeszcze gotowy na ślub, bo "nie jest potrzebny mu papierek", "jak się kogoś kocha, to nie jest mu potrzebna ta cała otoczka i formalności", "bo po ślubie wszystko się zmienia, kobieta się zmienia" itp. Ja natomiast pragnę tej stabilizacji od dobrych kilku lat, rozmawiałam z nim o tym, mówiłam jasno czego pragnę, nawet stawiałam mu ultimatum, które z czasem "przeciągałam".
Jakiś miesiąc temu powiedziałam mu otwarcie, że liczę na jego deklarację w tym roku, jeśli nadal nie będzie wiedział czego chcę to odejdę. Przystał na to, powiedział, że doczekam się tego w tym roku, tylko jeszcze nie wie kiedy.Od tej rozmowy jest między nami dziwnie, stał się mniej czuły, zdystansowany, nerwowy... Zaczęłam podejrzewać nawet, że może kogoś ma.
Źle się z tym czuję. Boję się, że znów nic z tego nie będzie a ja nie będę potrafiła odejść.

Co myślicie o tej całej sytuacji? Co mam zrobić? Pewnie zaraz zasypie mnie fala krytyki, że stawiam go pod ścianą... ale wydaje mi się, że mężczyzna w takim wieku, będący z kobietą tyle lat powinien wiedzieć już czego chce.
Proszę, nie radźcie mi, żebym z nim porozmawiała bo rozmowy jeszcze bardziej pogarszają sytuację.

Wszystkie Twoje argumenty są słuszne. Te dotyczące wieku, upływającego czasu. itp. Masz w pełni rację.
O ile dopuszczalne jest jednorazowe zakomunikowanie swoich oczekiwań w bardzo zwięzłej formie. O tyle "przeciąganie" i stawianie "ultimatum" jest bardzo poważnym błędem.

Gdyby on chciał zawrzeć z tobą związek małżeński, to by to zrobił. On (przypuszczalnie) nie jest idiotą. Wie, że jesteście razem już długo, wie że twój czas leci, wie czego pragniesz. Tylko jest jeden kłopot. ON TEGO NIE CHCE, BO GDYBY CHCIAŁ TOBY TO ZROBIŁ. A przynajmniej wyraźnie by do tego dążył.

Niestety postawiłaś się w sytuacji "żebraczki o pierścionek" i pewnie go wyzebrasz. Potem będziesz liczyć dni do wesela. Znowu dasz mu ultiamtum. I potem znów na swoich barkach będziesz pchać machinę weselną..... chcesz tego?

Niestety, popełniłaś mój błąd. Wymuszasz, żebrzesz i myślisz że to miłość.  Ja też tak myślałam. Uwierz mi że to ne ma sensu.

98

Odp: Ślub albo nara!

Dziękuję Wam wszystkim za ostre słowa, jak i te słowa wsparcia. To dla mnie bardzo ważne, że poświęcacie swój czas na rady i pomoc dla mnie.

Dla mojego partnera praca i kwestie finansowe to bardzo ważne elementy życia. Czasami odnoszę wrażenie, że jest on strasznym materialistą stąd moje wnioski, że powodem jego zachowania jest moja utrata pracy. Chociaż nigdy (czy to gdy miałam pracę, czy też gdy jej nie miałam) mnie nie utrzymywał. Rachunki i życie opłacaliśmy mniej więcej po połowie więc nawet jeśli boi się, że w przyszłości będę na jego utrzymaniu, to jest w błędzie.
Zresztą, nie będę tutaj spekulować co mogło się wydarzyć, że aż tak się zmienił, pytać też nie ma sensu, bo usłyszę to co zwykle... Chyba masz rację, muszę odpuścić i przynajmniej na razie pozwolić by sprawy toczyły się swoim tempem.

99

Odp: Ślub albo nara!

baziula, i jak potoczyły się Twoje sprawy skoro popełniłam Twój błąd?

P.S. ja nie myślałam, że to miłość. Ja czułam całą sobą, że to miłość.

100

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

(...) Czasami odnoszę wrażenie, że jest on strasznym materialistą stąd moje wnioski, że powodem jego zachowania jest moja utrata pracy. (...)
więc nawet jeśli boi się, że w przyszłości będę na jego utrzymaniu, to jest w błędzie.
(...)usłyszę to co zwykle... (...)

A może zamiast spekulacji i wyobrażania sobie, co Twój partner myśli sobie na Twój temat, Twej utraty pracy, jednak zapytasz go? Nie, nie o ślub. O niego, o jego oczekiwania, jego obawy, jego zdanie na temat was i relacji między wami.
Jeśli dasz mu szansę (sobie też), a on będzie przekonany, że nie jest to żadna manipulacja z Twej strony, a chęć zdobycia informacji, to pewnie odpowie. Ty wówczas będziesz wiedziała, a nie tylko poruszała się w swej wyobraźni i kręciła scenariusz, często oderwany od rzeczywistości.

Edit:
Mając informacje, łatwiej jest podjąć decyzje. smile

101

Odp: Ślub albo nara!

Podobnie jak ty postawiłam ultimatum. Rok czasu. I doczekałam się pierścionka. Wcześniej jeszcze kilka przytyków "że nie mogę się doczekać", wyraźnie dających do zrozumienia, że jest panem sytuacji. Nastąpiły zaręczyny. Minął rok od zaręczyn, drugi, co podnosiłam temat organizacji ślubu, on jak piłeczką odbijał - podając powód dlaczego to wtedy nie jest możliwe.

A potem okazało się że zarówno PRZED ZARĘCZYNAMI jak i PO gościu mnie zdradzał, miał konta na portalach randkowych.

I to był koniec.
Oddałam mu pierścionek dwa lata po zaręczynach....jeszcze obwiniał mnie za wszystko. Zostałam upokorzona , tak w trakcie jak i po zaręczynach. Ile wiader pomyj wylał na moją głowę, a ja tak zaślepiona... wybaczyłabym mu wszystko. Straciłąm szacunek do siebie.

Chciałam zaręczyn, to dostałam. Domagałam się pierścionka. To dostałam.

102 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-11 12:01:43)

Odp: Ślub albo nara!

Wielokropek, to nie są moje spekulacje tylko wnioski wyciągnięte z rozmów i obserwacji. No może poza jednym- że zmianą jego zachowania jest utrata przeze mnie pracy.

baziula, przykro mi. Nic wcześniej nie podejrzewałaś? Nie odnotowałaś żadnej zmiany w Waszych relacjach?
Nie będę więcej żebrać o pierścionek. Powiedziałam już wystarczająco dużo razy o moich oczekiwaniach. Tak samo chyba nie będę się dopytywać co jest powodem ochłodzenia z jego strony. Po prostu zamilknę i zacznę się pakować powoli. Problem w tym, że nie wiem jak to wszystko rozpracować logistycznie. Przez tyle lat dorobiliśmy się wspólnych rzeczy, wyłożyłam też pewną kwotę na samochód, który jest zarejestrowany na niego. Nie chcę mu tych wszystkich rzeczy zostawiać w prezencie, bo on by też ich dla mnie nie zostawił.
Naprawdę nie wiem jak to rozwiązać sad
A dziecinne jest też odchodzić tak bez wyjaśnienia. Nie chcę okazywać takiego braku szacunku.
Dziś będziemy się widzieć. Mieliśmy w planach jakoś wspólnie spędzić czas, choć czuję, że robi to niechętnie. Myślicie, że warto poruszyć z nim ten temat? Tylko.... boję się jego nerwów.

103

Odp: Ślub albo nara!
baziula napisał/a:

A potem okazało się że zarówno PRZED ZARĘCZYNAMI jak i PO gościu mnie zdradzał, miał konta na portalach randkowych.
Chciałam zaręczyn, to dostałam. Domagałam się pierścionka. To dostałam.

Tym się właśnie kończy przymuszanie do ślubu. On ma prawo go nie chcieć (z różnych powodów) tak samo jak ty chcieć. Nie pasuje ci wizja życia bez ślubu - zostaw faceta, a nie zmuszaj go na siłę

104

Odp: Ślub albo nara!
szakisz napisał/a:
baziula napisał/a:

A potem okazało się że zarówno PRZED ZARĘCZYNAMI jak i PO gościu mnie zdradzał, miał konta na portalach randkowych.
Chciałam zaręczyn, to dostałam. Domagałam się pierścionka. To dostałam.

Tym się właśnie kończy przymuszanie do ślubu. On ma prawo go nie chcieć (z różnych powodów) tak samo jak ty chcieć. Nie pasuje ci wizja życia bez ślubu - zostaw faceta, a nie zmuszaj go na siłę

Szakisz, przepraszam, ale z Twojej wypowiedzi wynika, że skoro ona go zmuszała to on zdradzał. Naprawdę? Jeśli nie to miałe/aś (nie wiem, czy dziewczyna czy chłopak smile) to sugeruję trochę więcej ostrożności w formułowaniu osądów.
Wiem, to forum, wypowiedzieć się może każdy, ale może trochę pokory w ocenianiu sytuacji, do której najprawdopodobniej nie masz się jak odnieść, zwłaszcza jeśli wpisałaś prawdę, jeśli chodzi o Twój wiek. Chyba że masz doświadczenia z analogicznej sytuacji co Lejdi i baziula. Wtedy powyższe wycofuję.

105

Odp: Ślub albo nara!
robingirl napisał/a:

I jeszcze jedna rzecz: a może uznajmy, że autorka stawiając oczekiwania odnośnie ślubu po prostu stawia swoje granice a nie "szantażuje/wymusza" itd.?  Uważam, że ma prawo powiedzieć, że albo ślub albo moje odejście. Po prostu są pewne sprawy w życiu, gdzie kompromis dla dobra związku jest czynieniem z siebie przedmiotem kompromisu. Każdy ma zestaw indywidualny takich spraw dla siebie.

Sądzę, że samo postawienie sprawy "ślub albo odchodzę" nie jest szantażem, ale to zależy jak się to przeprowadzi. Jeśli Lejdi oświadczy to partnerowi i potem faktycznie odejdzie, to jest moim zdaniem zwykłe zakomunikowanie oczekiwań i potem wyciągnięcie konsekwencji. Przecież nie da się, żeby tutaj poszła na kompromis, jeśli on nie chce. Natomiast manipulacjami i szantażowaniem byłoby, gdyby Lejdi powtarzała to co jakiś czas, a nie odchodziła. Do tego odmawiałaby seksu jako karę itp. A samo uczciwe postawienie sprawy faktycznie trudno nazwać szantażem. Prędzej pod szantaż podchodziłoby regularne wracanie do tematu, jeśli Lejdi przy tym płakałaby i ogólnie wyrażała bardzo emocjonalnie swoje nieszczęście (szantaż emocjonalny).

106 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-11 12:42:58)

Odp: Ślub albo nara!
szakisz napisał/a:
baziula napisał/a:

A potem okazało się że zarówno PRZED ZARĘCZYNAMI jak i PO gościu mnie zdradzał, miał konta na portalach randkowych.
Chciałam zaręczyn, to dostałam. Domagałam się pierścionka. To dostałam.

Tym się właśnie kończy przymuszanie do ślubu. On ma prawo go nie chcieć (z różnych powodów) tak samo jak ty chcieć. Nie pasuje ci wizja życia bez ślubu - zostaw faceta, a nie zmuszaj go na siłę

Mógł odejść nigdy nie byłam w ciąży,  postawiłam ultimatum spełnił przyniósł pierścionek pierścionek. Po co? Wystarczyło jedno słowo.  I byłby koniec. Ale nie on bawił się mną cały czas. Prawie od początku związku przesisdywal na portalach. Pytanie brzmi, czemu jeśli  jeśli mu nie odpowiadała był ze mną?  Trawil mój czas?
. Teraz dziewczyny się łudzą, prowadzą partnerskie haha rozmowy i tym podobne pierdolpierdoly. To jest proste ; jeśli on wie ze ci na tym zależy a nie robi tego to znaczy ze tego NIE CHCE.  Możesz to zaakceptować lub odejść. Bo cię zgnoi prędzej czy później ale to zrobi.   Pocieszacie się ze on nie powiedział ze nie chce ślubu. HAHA. I tego nie powie. Baaaardzo bardzo mało jest facetów którzy powiedzą wprost. Nawet na to nie liczcie. To musiałby być facet z klasą a takich mało.

107

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Nie będę więcej żebrać o pierścionek. Powiedziałam już wystarczająco dużo razy o moich oczekiwaniach. Tak samo chyba nie będę się dopytywać co jest powodem ochłodzenia z jego strony. Po prostu zamilknę i zacznę się pakować powoli. Problem w tym, że nie wiem jak to wszystko rozpracować logistycznie. Przez tyle lat dorobiliśmy się wspólnych rzeczy, wyłożyłam też pewną kwotę na samochód, który jest zarejestrowany na niego. Nie chcę mu tych wszystkich rzeczy zostawiać w prezencie, bo on by też ich dla mnie nie zostawił.
Naprawdę nie wiem jak to rozwiązać sad
A dziecinne jest też odchodzić tak bez wyjaśnienia. Nie chcę okazywać takiego braku szacunku.
Dziś będziemy się widzieć. Mieliśmy w planach jakoś wspólnie spędzić czas, choć czuję, że robi to niechętnie. Myślicie, że warto poruszyć z nim ten temat? Tylko.... boję się jego nerwów.

Lejdi, ja mam jeszcze jedną propozycję dla Ciebie. Usiądź i przemyśl swoje opcje i daj sobie trochę czasu. Snucie jakichś planów rozstań, pakowania się z gorącą głową, to wybacz, ale trochę dziecinne jest. Jak powoli wszystko przemyślisz, to rozliczenia, podział rzeczy itd. zawsze da się jakoś załatwić. Choćby sprawą w sądzie o zwrot nakładów. Albo odpuszczeniem mimo wszystko tematu. A może do tego nie dojdzie.

I zastanów się, czy na pewno chcesz wszystkie kwestie roztrząsać publicznie i na forum. Niektórym to pomaga, ale może być kontraproduktywne. mnie się wydaje, że lepiej będzie dla Ciebie, jak usiądziesz i sama pomyślisz na spokojnie. Powodzenia

108

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:
robingirl napisał/a:

I jeszcze jedna rzecz: a może uznajmy, że autorka stawiając oczekiwania odnośnie ślubu po prostu stawia swoje granice a nie "szantażuje/wymusza" itd.?  Uważam, że ma prawo powiedzieć, że albo ślub albo moje odejście. Po prostu są pewne sprawy w życiu, gdzie kompromis dla dobra związku jest czynieniem z siebie przedmiotem kompromisu. Każdy ma zestaw indywidualny takich spraw dla siebie.

Sądzę, że samo postawienie sprawy "ślub albo odchodzę" nie jest szantażem, ale to zależy jak się to przeprowadzi. Jeśli Lejdi oświadczy to partnerowi i potem faktycznie odejdzie, to jest moim zdaniem zwykłe zakomunikowanie oczekiwań i potem wyciągnięcie konsekwencji. Przecież nie da się, żeby tutaj poszła na kompromis, jeśli on nie chce. Natomiast manipulacjami i szantażowaniem byłoby, gdyby Lejdi powtarzała to co jakiś czas, a nie odchodziła. Do tego odmawiałaby seksu jako karę itp. A samo uczciwe postawienie sprawy faktycznie trudno nazwać szantażem. Prędzej pod szantaż podchodziłoby regularne wracanie do tematu, jeśli Lejdi przy tym płakałaby i ogólnie wyrażała bardzo emocjonalnie swoje nieszczęście (szantaż emocjonalny).

Cslady, trochę offtopujemy, więc krótko - z powyższym Twoim tłumaczeniem się zgadzam. smile  Pomiędzy "stawianiem granicy" a "szantażem z elementami manipulacji" jest zdecydowana różnica i ją powyżej przedstawiłaś. Natomiast chodzi tez o to, że z postów autorki nie wychodzi obraz sfochowanej manipulantki, dlatego równie dobrze można użyć pozytywnego określenia.
Chociaż pewnie prawda jak zwykle leży gdzieś po środku smile

109

Odp: Ślub albo nara!

Ja bym też zastanowiła się nad tą kwestią, że on nie umie/nie chce z Tobą poważnie porozmawiać na tak ważny temat i postawić sprawy jasno. Nawet, jeśli dałby Ci ten wymuszony pierścionek, to chciałabyś żyć z kimś takim? A co będzie dalej? Przecież w życiu będzie mnóstwo problemów i ważnych spraw o których będzie trzeba umieć rozmawiać. Komunikacja jest bardzo ważna, a u Was tego nie ma. Musisz się domyślać i nie możesz na niego liczyć, bo nie możesz liczyć na jego szczerość.

110

Odp: Ślub albo nara!

Wszelkie działania typu niekończące się rozmowy, sugestie są rodzajem prania mózgu i wywierania presji. Stawianie sprawy w stylu albo się ze mną ocenisz albo koniec jest nie tylko szantażem ale w dodatku jest głębokim upokorzaniem samej siebie. Jeśli on wie jaka mamy ogólnie wizję życia, że wiazemy  życie z rodziną małżeństwem a mimo to nie oświadcza się i nie dąży do małżeństwa to oznacza że tego nie chce. Nie wolno ( dla własnego dobra) prowadzić niekończących się rozmów tudzież stawiać sprawy w stylu albo/ albo. Jeśli mężczyźnie zależy sam sięgnie po tę wisienke.

111

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Ja bym też zastanowiła się nad tą kwestią, że on nie umie/nie chce z Tobą poważnie porozmawiać na tak ważny temat i postawić sprawy jasno. Nawet, jeśli dałby Ci ten wymuszony pierścionek, to chciałabyś żyć z kimś takim? A co będzie dalej? Przecież w życiu będzie mnóstwo problemów i ważnych spraw o których będzie trzeba umieć rozmawiać. Komunikacja jest bardzo ważna, a u Was tego nie ma. Musisz się domyślać i nie możesz na niego liczyć, bo nie możesz liczyć na jego szczerość.

Dokładnie.

Rozumiem, gdyby od początku partner nie był inicjatorem rozmów o ślubie oraz otwarcie mówił, że Mu to nie pasuje - z tego co napisałaś to On WIEDZIAŁ, że dla Ciebie ślub jest ważny. Jednak On po jakimś czasie diametralnie zmienił zdanie w dość ważnej kwestii twierdząc, że ślub to tylko papierek i do tego wchodzą tutaj aspekty religijne. Nadal wie ,że jest to dla Ciebie ważne. Wcześniej nie miał ŻADNYCH OPORÓW (szczególnie religijnych) teraz broni się jak kot przed wodą. Nie "śmierdzi" to czymś podejrzanym?

Kobieto radzę Ci, zastanów się dobrze, bo możesz wejść w poważne bagno.

112

Odp: Ślub albo nara!

Ja czulabym, ze zachowuje sie jak zalosna scierka gdybym musiala komus stawiac drugie juz ultimatum zeby wyszedl za mnie. To jakgdyby kogos sila ciagnac do urzedu, albo placic mu za to.
Bez sensu.

113

Odp: Ślub albo nara!

Czytam ten wątem z ciekawością ale i ze smutkiem...

to już wszystkim, czy dużej większości ślub kojarzy się ze zniewoleniem, z pętami, z dulszczyzną, z końcem wolności, niemalże z końcem świata? To już nie można mówić z ukochanym mężczyzną o planach na życie? Bo on się przestraszy, bo się boi, bo ma złe skojarzenia? To 30-letni mężczyzna czy mały chłopczyk, z którym trzeba się cackać jak z jakiem?

Pewnie, że bez ślubu też można, ale moim zdaniem, ludzie potrzebują 'rytuałów przejścia', celebrujemy przecież narodziny, urodziny, rocznice, odejście z tego świata. Smutne jest to, że ślub kojarzy się z 'papierkiem; przymusem, biurokracją...Można przecież wziąć skromny ślub cywilny, czy kościelny, żeby własnie uroczyście i radośnie przysiąc sobie i/lub Bogu, że będziemy razem, obwieścić to światu. To oczywiście odpowiedzialność, prawna, finansowa, za siebie nawzajem, z dzieci - ale na Boga, chyba kiedyś wypada dojrzeć?

Żeby nie było - mi też ślub i małżeństwo długo kojarzył się źle, ale spotkałam właściwego mężczyznę, któremu RAZ i to w bardzo luźnej rozmowie na początku związku powiedziałam, że widzę się jako matka i żona. To mu wystarczyło, żeby się oświadczyć po niecałym roku i było to największa i najpięknięjsza niespodzianka w moim życiu.

A wcześniej mój mąż był w paroletnim związku gdzie właśnie po naleganiach zaręczył się...ale odszedł, bo było źle. Moim zdaniem, dojrzały mężczyzna wie, kiedy spotka kobiete swojegp zycia, a wtedy ona nie musi sie  prosic o pierscionek.

114

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

Ja bym też zastanowiła się nad tą kwestią, że on nie umie/nie chce z Tobą poważnie porozmawiać na tak ważny temat i postawić sprawy jasno. Nawet, jeśli dałby Ci ten wymuszony pierścionek, to chciałabyś żyć z kimś takim? A co będzie dalej? Przecież w życiu będzie mnóstwo problemów i ważnych spraw o których będzie trzeba umieć rozmawiać. Komunikacja jest bardzo ważna, a u Was tego nie ma. Musisz się domyślać i nie możesz na niego liczyć, bo nie możesz liczyć na jego szczerość.

cslady dobrze mówisz. Dlatego ja byłem zdania że powinni usiąść normalnie na spokojnie, zrobić sobie "listę" takich ZA i PRZECIW i sobie ją wzajemnie przedstawić. Sorry, ale słowa "ślub albo nara" zamykają na wszelką dyskusję, przynajmniej mnie by zamknęły.

Odrębną sprawą jest też, że konflikt rozgrywa się w specyficznej sprawie - bo ślub może być albo może go nie być wcale. Ciężko tu wypracować jakiś w miarę "wypośrodkowany" kompromis.

115

Odp: Ślub albo nara!
Elede napisał/a:

Czytam ten wątem z ciekawością ale i ze smutkiem...

to już wszystkim, czy dużej większości ślub kojarzy się ze zniewoleniem, z pętami, z dulszczyzną, z końcem wolności, niemalże z końcem świata? To już nie można mówić z ukochanym mężczyzną o planach na życie? Bo on się przestraszy, bo się boi, bo ma złe skojarzenia? To 30-letni mężczyzna czy mały chłopczyk, z którym trzeba się cackać jak z jakiem?

Pewnie, że bez ślubu też można, ale moim zdaniem, ludzie potrzebują 'rytuałów przejścia', celebrujemy przecież narodziny, urodziny, rocznice, odejście z tego świata. Smutne jest to, że ślub kojarzy się z 'papierkiem; przymusem, biurokracją...Można przecież wziąć skromny ślub cywilny, czy kościelny, żeby własnie uroczyście i radośnie przysiąc sobie i/lub Bogu, że będziemy razem, obwieścić to światu. To oczywiście odpowiedzialność, prawna, finansowa, za siebie nawzajem, z dzieci - ale na Boga, chyba kiedyś wypada dojrzeć?

Żeby nie było - mi też ślub i małżeństwo długo kojarzył się źle, ale spotkałam właściwego mężczyznę, któremu RAZ i to w bardzo luźnej rozmowie na początku związku powiedziałam, że widzę się jako matka i żona. To mu wystarczyło, żeby się oświadczyć po niecałym roku i było to największa i najpięknięjsza niespodzianka w moim życiu.

A wcześniej mój mąż był w paroletnim związku gdzie właśnie po naleganiach zaręczył się...ale odszedł, bo było źle. Moim zdaniem, dojrzały mężczyzna wie, kiedy spotka kobiete swojegp zycia, a wtedy ona nie musi sie  prosic o pierscionek.

Przecież jeśli obie strony chcą tego ślubu to nie ma problemu. A jeśli jedna nie chce, to nie ma sensu jej przymuszać i namawiać, bo chyba nie o to chodzi, żeby rzekomo najważniejsza decyzja w życiu była wymuszona? Nie rozumiesz tylko jednej rzeczy. Brak ślubu nie ma niczego wspólnego z brakiem dojrzałości, tak samo jak ślub nie ma niczego wspólnego z dojrzałością. To kwestia indywidualnych preferencji. Tak samo jak nie wszyscy ludzie chcą mieć dzieci i nie wszyscy je lubią. Ich decyzja o braku potomstwa też nie ma niczego wspólnego z niedojrzałością.

116

Odp: Ślub albo nara!

Lejdi, gdyby twój partner zgodził się na ślub, ale przed tym zażądał podpisania intercyzy/rozdzielności, to czy zgodziłabyś się?

117

Odp: Ślub albo nara!

A ja potrafię zrozumieć Lejdi. Zaczynając tak jak wielu zauważyło: od początku, jej facet deklarował, że kiedyś, że na pewno. Mijały cenne lata, ona dojrzała do ślubu a on biedny 30-latek nie. Też bym się zaczęła zastanawiać, o co chodzi i dlaczego nie jest tak jak wydawałoby się że będzie. Pewnie 4 lata temu autorka wyobrażała sobie zupełnie inaczej dzien "dzisiejszy" i pewnie bardzo się to różni od realiów. Czas leci, a facet kombinuje. Autorko, juz zasiałaś ziarno i musisz poczekać na plony.
Lejdi, mój kuzyn jest z dziewczyną 9 lat. Oboje znam dobrze i często z nią rozmawiałam. Ona chciała już stabilizacji, slubu, planów a on odwracał kota ogonem. Rozstawali się i schodzili nie mogąc bez siebie zyc, jednak do pewnego momentu to ona było inicjatorem powrotów. Generalnie ciągle chodziło o jej zazdrość. Ona była zazdrosna bo uważała, ze gdyby chciał z nią być na zawsze oświadczyłby się, a skoro tego nie robi to traktuje ją jak opcje na teraz póki nie pozna lepszej. Jest w tym niby logika. On z kolei uważał, że dawno by sie jej oświadczył gdyby nie jej zazdrość, atak nie ma pewności, że po ślubie nie będzie mu robiła scen. W końcu odeszła. Oddała mu jego rzeczy i odebrała swoje. W końcu się odezwał i od tego czasu ich relacje uległy naprawie. Miesiąc temu się jej oświadczył. Może wyciągniesz z tego jakąś lekcję dla siebie.

118 Ostatnio edytowany przez Lejdi112 (2015-03-12 10:40:46)

Odp: Ślub albo nara!
Iami napisał/a:

Lejdi, gdyby twój partner zgodził się na ślub, ale przed tym zażądał podpisania intercyzy/rozdzielności, to czy zgodziłabyś się?

Kilka lat temu też byłam za intercyzą. Życie jest życiem, a ludzie są ludźmi. Uniknęłoby się wtedy ewentualnych problemów i spraw w sądzie o podział majątku, które potrafią się toczyć latami jeśli ludzie nie potrafią się dogadać. Teraz natomiast, nie jestem przekonana, że to taka dobra sprawa...


SzaraMyszka20, zauważyłam w tej przytoczonej historii coś z naszej... Też jestem tą zazdrosną. Teraz może już nie w takim natężeniu jak jeszcze rok czy 2 lata temu bo doszłam do wniosku, że nie ma sensu kontrolować jego każdy krok. Poza tym wiem, że wina tej sytuacji, w której się znalazłam leży po środku, bo ja też nie jestem idealna. Tylko właśnie głównie ten brak ślubu popycha mnie do takich zachowań, a on widząc, że się tak zachowuję- pewnie jeszcze bardziej się oddala.

Chciałam jeszcze coś wyjaśnić wszystkim odnośnie tego mojego szantażu i mojej niekonsekwencji. Nasze rozmowy na ten temat przeważnie przebiegają w spokoju, jednak moje emocje wtedy są tak silne, że nie potrafię opanować płaczu, co niestety jego drażni. Mówię wtedy konsekwentnie o swoim postanowieniu i jestem skłonna odejść nawet od razu, gdyby nie jego przekonywania, prośby, zapewnienia o miłości i o tym, że kiedyś na pewno się doczekam. Tak naprawdę to ON stosuje na mnie szantaż emocjonalny i psychicznie nie pozwala odejść!

119 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-12 11:30:32)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Chciałam jeszcze coś wyjaśnić wszystkim odnośnie tego mojego szantażu i mojej niekonsekwencji. Nasze rozmowy na ten temat przeważnie przebiegają w spokoju, jednak moje emocje wtedy są tak silne, że nie potrafię opanować płaczu, co niestety jego drażni. Mówię wtedy konsekwentnie o swoim postanowieniu i jestem skłonna odejść nawet od razu, gdyby nie jego przekonywania, prośby, zapewnienia o miłości i o tym, że kiedyś na pewno się doczekam. Tak naprawdę to ON stosuje na mnie szantaż emocjonalny i psychicznie nie pozwala odejść!

Jak nie pozwala odejść? Siłą Cię trzyma? Nie. On nawet niczego nie robi, żebyś została. On tylko gada, a to Ty sama nie pozwalasz sobie odejść. A Twój płacz jest szantażem emocjonalnym. Dlatego mężczyźni tego nie lubią. Zresztą mnie też by to denerwowało, bo grasz w ten sposób na czyichś uczuciach. Tzn. ja Ci mówię jak to obiektywnie wygląda. Jak czujesz przy nim, że zaraz zaczniesz płakać, to idź do drugiego pokoju, wypłacz się i wróć jak się uspokoisz. Ale z tego co piszesz, to zastanowiłabym się czy w ogóle jest sens jeszcze z nim rozmawiać. Ja na Twoim miejscu po prostu bym go rzuciła i to nie z powodu ślubu, ale tego jak się zachowuje wobec Ciebie. Najważniejsze są tutaj 2 powody: 1) nie możesz liczyć na jego słowa, kłamie i kręci na temat ślubu. Nie jest szczery, 2) nie ma między Wami żadnej komunikacji. Ty płaczesz, on Cię nie słucha i nie chce rozmawiać. Jak sobie wyobrażasz dalsze życie, skoro już teraz nie potraficie rozwiązać tak prostej sprawy (tak, prostej, bo będą dużo poważniejsze problemy niż ślub)?

120

Odp: Ślub albo nara!
cslady napisał/a:

... Nie jest szczery, 2) nie ma między Wami żadnej komunikacji. ...

Z tym stwierdzeniem byłabym bardziej ostrożna bo nie mam żadnych dowodów, żeby tak twierdzić. Nie wiem tak naprawdę co go powstrzymuje przed ślubem. Nie mogę przecież w 100% wiedzieć, że te jego argumenty, których używa są zmyślone i nieszczere. Być może i są, ale nikt tego tak naprawdę nie wie poza nim samym.

Siłą mnie nie trzyma, ale przytacza czasami takie racjonalne argumenty, że po chwili zastanowienia wychodzi na jego.
Niewykluczone jednak, że wkrótce i one nie pomogą... Skorzystam z rad, ochłonę chwilę, przemyślę raz jeszcze sprawę, poczekam chwilę jak to dalej będzie się rozwijać i odejdę jeśli nic się nie zmieni w tym kierunku.

121

Odp: Ślub albo nara!

Jak dla mnie nie tylko płacz jest szantażem emocjonalnym. Ona płacze (chce, aby zobaczył jak Jej mocno na tym zależy), natomiast On tylko obiecuje (wie, że paro letnimi obietnicami przytrzyma Ją przy Sobie). W obu sytuacjach, gdy partnerom zależy na Sobie to obie sytuacje są szantażami emocjonalnymi.
W pierwszym wypadku jest to chęć wzbudzenia współczucia/litości. W drugim przypadku jest to gra na uczuciach drugiej osoby.

Lejdi112 napisał/a:
cslady napisał/a:

... Nie jest szczery, 2) nie ma między Wami żadnej komunikacji. ...

Z tym stwierdzeniem byłabym bardziej ostrożna bo nie mam żadnych dowodów, żeby tak twierdzić. Nie wiem tak naprawdę co go powstrzymuje przed ślubem. Nie mogę przecież w 100% wiedzieć, że te jego argumenty, których używa są zmyślone i nieszczere. Być może i są, ale nikt tego tak naprawdę nie wie poza nim samym.

Siłą mnie nie trzyma, ale przytacza czasami takie racjonalne argumenty, że po chwili zastanowienia wychodzi na jego.
Niewykluczone jednak, że wkrótce i one nie pomogą... Skorzystam z rad, ochłonę chwilę, przemyślę raz jeszcze sprawę, poczekam chwilę jak to dalej będzie się rozwijać i odejdę jeśli nic się nie zmieni w tym kierunku.

Tylko, bądź konsekwentna oraz wybierz opcje w której będziesz bardziej szczęśliwa i spełniona smile. Oby szybko rozwiązał się Twój problem.

122

Odp: Ślub albo nara!
Nektarynka53 napisał/a:

Jak dla mnie nie tylko płacz jest szantażem emocjonalnym. Ona płacze (chce, aby zobaczył jak Jej mocno na tym zależy), natomiast On tylko obiecuje (wie, że paro letnimi obietnicami przytrzyma Ją przy Sobie). W obu sytuacjach, gdy partnerom zależy na Sobie to obie sytuacje są szantażami emocjonalnymi.
W pierwszym wypadku jest to chęć wzbudzenia współczucia/litości. W drugim przypadku jest to gra na uczuciach drugiej osoby.

Tak, zgadzam się. Nie napisałam tutaj o nim, bo już wyżej pisałam, że on źle się zachowuje. Dlatego nie uważam, że trzeba być ostrożnym z tymi stwierdzeniami o braku komunikacji. Dwoje dorosłych ludzi nie komunikuje się i nie rozmawia, tylko wzajemnie sobie gra na emocjach. Zobacz, Lejdi, ile już tych rozmów było. A Wy nadal stoicie w miejscu. Nic się nie ruszyło, kompletnie nic. To nazywasz komunikacją? Jeśli on ma jakieś problemy do przepracowania, to powinniście coś zrobić konkretnie w tym kierunku, np. niech idzie do psychologa. To są realne działania, a Wy nic nie robicie, tylko gadacie. A dlaczego nie wybierzecie się na terapię dla par? Przecież jesteście już w tym punkcie, że warto to rozważyć. Jeszcze Wam zależy, ale jednocześnie sami nie umiecie sobie poradzić z Waszym związkiem. Na takich terapiach nauczycie się m.in. jak komunikować swoje potrzeby, słuchać partnera i znajdować wspólnie rozwiązanie bez szantażów emocjonalnych, bez histerii i bez miliona słów rzucanych na wiatr.

123

Odp: Ślub albo nara!

cslady, już mi ktoś z rodziny podsunął ten pomysł z terapią dla par, a nawet z mediatorem. Może to nie jest głupi pomysł. Na pewno też to rozważę, chociaż myślę, że nie teraz, gdy jest między nami tak chłodno... bo może niedługo samo się wszystko wyjaśni jeśli się okaże, że kogoś ma.
Poza tym obawiam się, że nie zechce skorzystać z takiej opcji, bo stwierdzi, że sami potrafimy rozwiązywać swoje problemy bez pomocy osób trzecich...

124 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-12 16:21:31)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

cslady, już mi ktoś z rodziny podsunął ten pomysł z terapią dla par, a nawet z mediatorem. Może to nie jest głupi pomysł. Na pewno też to rozważę, chociaż myślę, że nie teraz, gdy jest między nami tak chłodno... bo może niedługo samo się wszystko wyjaśni jeśli się okaże, że kogoś ma.
Poza tym obawiam się, że nie zechce skorzystać z takiej opcji, bo stwierdzi, że sami potrafimy rozwiązywać swoje problemy bez pomocy osób trzecich...

Ale jakie masz konkretnie argumenty przeciwko terapii dla par? Samo się nie wyjaśni. Przecież wcześniej niczego o tym nie pisałaś, że może kogoś mieć, więc dlaczego teraz tak uważasz? Sami nie umiecie rozwiązać swoich problemów, bo od dawna nic nie idzie do przodu. Jak będziesz tak czekać, to za jakiś czas może się okazać, że już nie ma co zbierać. Upór naprawdę jest tego warty? Przecież teraz Tobie i jemu zależy. A jeśli jest między Wami chłodniej, to może też plus przy terapii. Może wtedy, gdy jest mniej emocji, będziecie mogli spojrzeć na Wasz związek bardziej obiektywnie. Zobacz co teraz robisz. Nawet go nie zapytałaś o terapię, a już sobie dopowiadasz co on na pewno powie. To nie jest komunikacja.

125

Odp: Ślub albo nara!

Znam go i wiem, że stwierdzi, że to głupi pomysł, bo jakie my mamy problemy? Żadne! Wszystko jest ok między nami. Dla niego zawsze jest wszystko ok i to ja stwarzam problemy. Tak samo jak dopowiadam sobie, że kogoś ma, podczas, gdy tak nie jest- ot jego filozofia. Bo właśnie w tym doszukuję się powodu ochłodzenia jego uczuć do mnie.
Mogę mu podsunąć argument ze ślubem, tzn. że np. w tej kwestii nie możemy się dogadać, ale czy warto rozgrzebywać tak  świeżą ranę? Przecież jakieś 3 tygodnie temu poruszałam ten temat.

126

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Siłą mnie nie trzyma, ale przytacza czasami takie racjonalne argumenty, że po chwili zastanowienia wychodzi na jego.

Więc sama przyznajesz, że twój mężczyzna używa racjonalnych argumentów. W takim układzie tym bardziej nie powinnaś go namawiać do ożenku. Najuczciwiej dla niego i dla ciebie byłoby, gdybyś albo zaakceptowała wizję życia jaką masz teraz, albo odeszła po prostu od tego człowieka najnormalniej. On nie potrzebuje ślubu, bo to co jest teraz mu wystarcza. Chciałabyś żeby kojarzył ślub z najszczęśliwszym dniem swojego życia czy może ma zapaść mu w pamięć jako przykry obowiązek, do którego zmusiła go żona?

127

Odp: Ślub albo nara!

A ja tam cię rozumiem. Ślub to nie tylko papierek. To jeszcze wyznanie potwierdzone czynem, ze kogoś się tak bardzo kocha, że chce się z nim być całe życie. Oczywiście, potem bywa różnie ale w tym momencie w to się wierzy. I powiem tak. Jeżeli dwoje ludzi jest ze sobą 9 lat, mają prawie 30 lat i mężczyzna nie jest gotowy na ślub to w moim odczuciu nie rokuje dobrze. Znałam takie pary co były latami razem, pana ślub nie interesował, nagle pojawiała się inna na horyzoncie i pana wielka miłość dopadała, następowało rozstanie z wieloletnią partnerką a po pół roku ślub. Nagle delikwent był gotowy. Ja tam uważam, że jak się jest pewnym na 100%, że ta kobieta to kobieta mojego życia, ślub nie jest problemem. Problemem staje się wtedy, gdy nie do końca wierzysz, że chcesz z nią być do końca życia. Inna jest sytuacja gdy mężczyzna od początku deklaruje, że nie uznaje takich formalności ale ten twój niby chce kiedyś.
Na moje wróżenie z fusów to on aż tak zakochany w tobie nie jest. Pasuje mu, ze ma kogoś, razem mieszkacie, oporządzacie sprawy domowo-spożywcze i jest mu dobrze. Ale gdzieś w głębi serca on nie chce sobie zamykać możliwości innych wyborów. A teraz ty mu zburzyłaś ten spokój i karze cię ochłodzeniem relacji.

128

Odp: Ślub albo nara!

Araquelle, tak, też znam wiele takich par. Ja nie owijam w bawełnę i nawet mu o tym powiedziałam, że tak się dzieje na świecie i z nami też tak pewnie będzie. Zaprzeczył, powiedział żebym była spokojna... zresztą on nigdy nie odważyłby się ożenić z kobietą, którą zna pół roku czy rok. Musiałby ją najpierw dobrze poznać, a to trwa dość długo, kilka lat.
Ja tak ciągle przytaczam jego słowa bo w gruncie rzeczy staram się w nie wierzyć. Jak będzie- zobaczymy. Jedno wiem na pewno, ten rok jest decydujący- i tu odpowiedź na pytanie szakisz.
Jeśli tego ślubu nie będzie, to ja nigdy nie będę spokojna i pewna siły jego uczuć.

129

Odp: Ślub albo nara!

Wątek zachęcił mnie do odkurzenia hasła i zalogowania się po wieluuu miesiącach wink Wydaje mi się, że macie zupełnie inny system wartości i to niestety jest problem w związkach. Też tak miałam. Byłam z chłopakiem 3 lata, zapatrzona, pewna wielkiej miłości, tylko że jak zaczynałam mówić o ślubie, małżeństwie (bo takie mam wartości, bo jest to dla mnie ważne, bo jestem wierząca) to zaczynał się problem. Dzięki Bogu mój chłopak mnie "uratował" w taki sposób że po prostu mnie zostawił, tłumacząc to właśnie tym, że co innego jest dla nas ważne. Po pół roku poznałam mojego męża, po roku mi się oświadczył, po dwóch latach wzięliśmy ślub. Czasem nie ma co się upierać, zależeć musi obojgu, a nawet bardziej powinno facetowi.

130 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2015-03-12 23:21:03)

Odp: Ślub albo nara!
Lejdi112 napisał/a:

Zaprzeczył, powiedział żebym była spokojna... zresztą on nigdy nie odważyłby się ożenić z kobietą, którą zna pół roku czy rok.... Musiałby ją najpierw dobrze poznać, a to trwa dość długo, kilka lat.
Ja tak ciągle przytaczam jego słowa bo w gruncie rzeczy staram się w nie wierzyć. Jeśli tego ślubu nie będzie, to ja nigdy nie będę spokojna i pewna siły jego uczuć.

oj lejdi czerwona lampka się pali i pali
skąd on to wszystko wie?? tak zna siebie- bzdura, bierze cię na przeczekanie i chce uśpić twój instynkt samozachowaczy
czekaj lejdi grzecznie, poznajemy się, poznajemy, poznajemy.........poznajemy a gdy się dobrze poznamy ( czyli jak?? co ma na mysli- co lubisz na śniadanie, czy twój rytm wypróżnień??) a gdy dobrze sie poznamy to się z tobą ożenie
jeśteście ze sobą już prawie dekadę- to kawał czasu, już cię poznał!!!! a ty jego!!! na co on tego czasu potrzebuje??

on nie jest uczciwy wobec ciebie
nie chce ślubu ok- ale nie chce go tak jak ja nie chce być katoliczką i nie jestem wierząca- nie i koniec
ale on cię zwodzi grając na  czas, to tak jakbym ja obiecywała księdzu, że najpierw poznam inne religie a po jakimś czasie (bliżej nieokreślonym )przejde na katolicyzm

wybaczcie mi, ale tylko takie porównanie przyszło mi do głowy

i jeszcze jedno
czy naprawde chcesz wymęczonej, wybłaganej obrączki
czy naprawde da ci to szczęście
nie szkoda ci życia na taki związek?
skad wiesz co będzie po ślubie?

Posty [ 66 do 130 z 231 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026