Ha, powróciłem i czytam Was... przypomina mi się wszystko, co przechodziłem po rozstaniu. Ex mnie niby kochała najmocniej na świecie, znalazła sobie inne ramiona i mnie zostawiła... przecierpiałem i to bardzo mocno, ranki były strasznie fatalne... Teraz żyję na nowo, odnowiłem swoje hobby, poświęcam znajomym więcej czasu... a i nawet ex się odezwała w święta wielkanocne do mnie 'czemu się nie odzywasz? Myślałam, że będziemy utrzymywać dalej kontakt' i... wybuchłem śmiechem, bez tego forum pewnie bym poleciał do niej... Wiem, że nie była warta, ale i wiem, co trzeba zrobić następnym razem. Chociaż nie za bardzo wierzę w miłość, ale nic nie wiadomo... i na drugi raz już w życiu za cholerę nie popełnię błędów, jak baba mówi 'nie wiem co czuje' to spieprzać jak najdalej! Żadnych kompromisów, skakania itp.!
Podobne tematy
522 2015-05-14 15:31:08 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-05-14 15:33:59)
Rosomak czytalem twoj post, hardcore... ja bym chyba tego nie przezyl, choc duzo przeszdlem tez...jak sie teraz trzymasz? Czujesz cos jeszcze do niej, jest nadal ze swoim nowym?
Wiesz, mialem dla mojej tez pierscionek, po mamie... ponad pol roku temu przy klotni pokazalem jej go, ona sie rozpakala bo powiedzialem, ze chcialem jej go dac, dlugo na to czekalem, by pokazac ile dla mnie znaczy, ale nie dam bo malzenstwo moich rodzicow to niewypal... plakala, ale wytlumaczylem jej to, ze nie chcialbym zeby nasze tak wygladalo i zrozumiala, ale moze to byl blad?
Jak sie trzymacie Enii, Psxu, takijeden123? Ja dzieki pracy (jednak mnie wzieli) jakos mniej o tym mysle, lepiej sypiam i czuje sie tak dziwnie... takie zawieszenie, czuje, ze mimo iz mysle inaczej, chyba jestem za nudny na zwiazek z kims w nawet moim wieku.
Wyobrazcie sobie, ze w akcie desperacji jakis czas temu napisalem do jednej dziewczyny na pewnym portalu... odpisala mi raz, pozniej wymienilismy sie zdjeciami i odpisala wczoraj, ze wygladam na "super milego i madrego", ale znalazla juz kogos. Takie pokwitowanie, typowy kosz a nawet nie oczekiwalem zadnej milosci czy zaangazowania tylko zwyklej luznej znajomosci, pogadania... to mi uswiadomilo, ze brakuje mi chyba tego czegos czego dzis szukaja kobiety i sie przestaje dziwic, ze mnie zostawila majac w dupie przeszlosc.
Kilka dni przed oznajmieniem ze nie wie co czuje, kiedy rozmawialismy, mowila mi, ze jestem taki madry, piekny (ykhm) chwalila a sama sobie umniejszala... wtedy w glowie pytalem siebie "czemu mi to mowi?", ale chyba teraz zrozumialem, ze to ten babski sposob na zbycie, myle sie?
Tyle stracilem w jej oczach, ze widocznie starala mi sie moze podniesc samoocene i przygotowac na kop w ars...
Cale zycie pechowe... Niedawno co musialem sie bic o jakies durne plotki...
Co jeszcze mnie czeka? Na pewno sie podziele z tym.
Mysli o niej sa takie same, a nawet nadzieje mam... Nie wiem po co, nie wiem po jaki ch*j... Kocham ta dziewczyne nadal, ale co robi ze soba to jest bezsensu.
Palic, pale nadal. Zyje z dnia na dzien, noce sa samotne, ale dam rade. Jak nie teraz to niedlugo.
Trzymajcie sie!
Lasolitude Gratuluję pracy to na wstępie
a teraz.... O nie! zaraz tu dostaniesz kopniaka w dupke! Po pierwsze nic Ci nie brakuje! Po drugie nie jesteś nudny! Po trzecie to nie Twoja wina, że ona Cię zostawiła.
Ludzie tacy są, że nie doceniają prawdziwej szczerej miłości... zobacz ile jest rozwodów, rozstań? Dlaczego? bo ludzie nie umieją żyć ze sobą latami... tylko nieliczni mają takie szczęście, że spotkają na swojej drodze osobę, która ma takie same poglądy czyli miłość najważniejsza...
Z tego co piszesz kochałeś ją nad życie, wpierałeś, doceniałeś... według mnie traktowałeś ją jak należy... nie obwiniaj siebie o to,że ona nie umiała z Tobą być do końca...
Co do babskiego sposobu na rozstanie tak mylisz się ale co do jej sposobu na rozstanie może to być prawda... nie wiem dlaczego mówiła Ci to co chciałeś usłyszeć nie myśląc tak.. po prostu Cię oszukiwała..kolejna jej wada, którą warto mieć teraz w głowie... Ja mojemu mężczyźnie mówiłam codziennie,że jest mądry, przystojny i kochany i w życiu nie chciałam go zostawić wręcz przeciwnie.
Nie dostałeś żadnego kosza.. czasami trzeba zagadać do 10 osób,żeby jedna okazała się warta uwagi. Nie ma tak łatwo niestety nawet jeśli chodzi tylko o rozmowę ![]()
A jak ja się trzymam hmm.. jakoś..tak to dobre określenie. Tęsknie jak cholera, myślę o nim ciągle... cały czas mam nadzieję, że się opamięta i cały czas jest moją ostatnią myślą jak zasypiam i pierwszą jak się budzę.. praca ratuje mnie bardzo bo w ciągu 8 godzin nie mam za dużo czasu na myślenie o tym co między nami było ale zdarza się nie powiem, że nie.
Ogólnie ostatnio poznałam chłopaka, taka ironia losu, że dziewczyna go zostawiła tydzień temu po długich latach wspólnego życia...i tak zaczęliśmy rozmawiać.. rozmawiamy sobie codziennie i dzięki temu też jakoś się trzymam... miłości z tego nie będzie wiadomo nie liczymy na to ale kiedy mamy cięższe dni jakoś poprawiamy sobie humor. Na razie żyję z dnia na dzień i wiem, że to jeszcze potrwa ale zrobiłam najważniejszy krok i Wam też to radzę... mianowicie przestałam się obwiniać a co najważniejsze uważam, że będzie tego żałował, że ode mnie odszedł bo taka dobra jak ja dla niego byłam już żadna nie będzie
wierzcie mi to pomaga
Trzymajcie się i nie poddawajcie nigdy! ![]()
Ja już nie wiem co robić, spotkałem sie z nią ostatnio i powiedziala ze udawala brak uczuc, zebym sobie nie robil nadziei a tak naprawde dalej mnie kocha, tylko nie wie co ma zrobic. Bardzo sie ostatnio staralem i widze ze ona to dostrzega, ale powiedziała ze te klotnie pod koniec zwiaKu tak jej namieszaly w glowie ze nie wie, czy bylaby w stanie mi zaufac, ze sie zmienilem, ze nie bede juz tak o nia zazdrosny. Na pytanie czy kiedykolwiek bedziemy razem odpowiedziala mi ze nie wie. Chcialbym jej jakos udowodnic ze sie zmienilem, ze chce sie zmienic jeszcze bardziej, chce zwalczyc moja zazdrosc,a gdybym widzial ze sobie nie radze,bylbym w stanie udac sie nawet do psychologa, zeby tylko jakos z tym wygrac. Ale przez to ile teraz wycierpialem widze juz pewne zmiany i myślę że w koncu zachowywalbym sie dojrzale w tym zwiazku a nie wymyslal historyjki ze jak gdzies pojdzie to mnie zdradzi, bo to bylo naprawde zalosne i dziecinne. Mam nadzieje ze to wszystko dobrze sie skonczy,a jesli nie przynajmniej bede wiedzial ze zrobilem wszystko zeby ja odzyskac.
Pozdrawiam
526 2015-05-14 17:09:29 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-05-14 17:13:26)
Nie bylem az taki dobry dla niej, wlsnie podobno nie docenialem i nie miala we mnie wsparcia podczas ostatniej sesji (sic)... Najwazniejsze, ze jakos przestalem rozmyslac o przeszlosci, staram sie to wymazywac z pamieci. Mysl o niej tez jest i dlugo pewnie bedzie pierwsza i ostatnia w ciagu dnia.
No zobacz jak sie los usmiechnal, gdzie go wyrwalas?
Na poczatku na nic sie nie liczy (albo tak sie tylko mowi), ale z czasem moze pojawi sie jakas chemia.
Z tego co pamietam, ja zakochalem sie po samym pisaniu, wspaniale sie nam pisalo, dobrze sie rozumielismy a jak zobaczylem jej zdjecie... w ogole nie moj typ, a teraz uwazam ja za najpiekniejsza istote.
Coz, zycze powodzenia ![]()
PsxU nadzieja umiera ostatnia podobno, tez ja niestety mam... Trzymaj sie chlopie!
takijeden123 uslyszalem dokladnie to samo! Popelniles blad pytajac ja o to czy bedziecie jeszcze razem... bo wie, ze moze cie miec od zaraz. W moim przypadku to ona mnie o to zapytala, stanowczo powiedzialem, ze nie. Nawet jesli to pogrzebalo kazda szanse na powrot, jest to szansa dla mnie na odzyskanie siebie, pewnosci siebie,niezaleznosci emocjonalnej, dojrzalosci... Mysl w ten sposob, wierz mi, ze nie warto tracic siebie dla kogos, tym bardziej w tak mlodym wieku.
Nie wierze, ze sam to teraz pisze, ale widzisz, potrzeba czasu i checi zeby cos ruszylo.
Lasolitude
Nie wyrwałam tylko sam się pojawił
Po prostu do mnie napisał, chociaż nie miałam ochoty na rozmowy z nikim jak dowiedziałam się, że jest w podobnej sytuacji do mnie od razu jakoś złapałam z nim wspólny język
Nie mam zamiaru się z nikim wiązać ani robić nadziei bo dalej moim ideałem jest mój Pan Były... niestety nie miał za dużo wad tylko w głowie mu się popierdzieliło. Zawsze u mnie będzie na pierwszym miejscu bo miałam kilka związków i wiem, że ten był wyjątkowy. Na początku też sceptycznie do tego podchodziłam, wygląd no przeciętny, charakter świetny ale to nie to jednak z czasem stał się mega przystojniakiem dla mnie z idealnie dopasowanym charakterem do mojego
Jakie to życie bywa nieprzewidywalne hehe ![]()
Cieszę się, że małym krokami oswajasz się z tą myślą ![]()
takijeden123 Cóż mam Ci powiedzieć...życzyć powodzenia? Wytrwałości? W sumie jest jakieś światełko w tunelu ale nie nastawiaj się za bardzo na to bo skoro kobieta odpowiada ''nie wiem'' znaczy, że szanse nie są za duże ale zostawia sobie jakąś drogę awaryjną.
Nadzieja umiera ostatnia.. ludzie są razem znowu nawet po latach więc nigdy nie wiesz co Cie czeka..póki będziesz chciał z nią być nadzieja będzie zawsze dlatego nawet nie namawiam Cię żebyś ją stracił. Wiadomo, że nadzieja odejdzie sama ale wtedy jak te osoby będą nam obojętne innej opcji nie ma.
Mam nadzieję, że Twoja kobieta ma trochę oleju w głowie i nie narobi Ci wielkich nadziei i potem nie stwierdzi, że jednak nie chce być z Tobą bo będziesz cierpiał od nowa i się z tego nie wyleczysz szybko a właśnie o to nam tu wszystkim chodzi żeby w końcu żyć normalnie.
Mimo to trzymam kciuki! Wierzę, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko... nawet rozstania ![]()
No ja już nie wiem co robić, zapewniałem ją że zrobie wszystko żeby to naprawić, żebyśmy spróbowali od nowa, oboje płakaliśmy, a ona sie boi, mowi że to wszytko ją tak bolało że teraz nie wie co zrobić, czy znowu jej nie zawiode, czy nie będę znowu o nią zazdrosny, ehhh ale to wszystko jest ciężkie.
No ja już nie wiem co robić, zapewniałem ją że zrobie wszystko żeby to naprawić, żebyśmy spróbowali od nowa, oboje płakaliśmy, a ona sie boi, mowi że to wszytko ją tak bolało że teraz nie wie co zrobić, czy znowu jej nie zawiode, czy nie będę znowu o nią zazdrosny, ehhh ale to wszystko jest ciężkie.
Nie wiesz co robić? Rób tak jak czujesz... walcz jeśli masz siły żebyś właśnie mógł z czystym sumienie powiedzieć sobie ''zrobiłem wszystko co mogłem, starałem się'' ale nie trać w tym rozsądku...każdy musi kiedyś odpuścić i nie rób sobie wielkich nadziei. Posłuchaj czasami rozumu ![]()
Trzymam kciuki
I miłej nocki Wam wszystkim!
Widze ze kazdy juz sie lepiej trzyma, mam taka nadzieje!
Oby juz nie myslec, oby byla opcja formatowania w zyciu, tak by bylo o wiele prosciej.
Mysle nadal intesywnie, mialem kilia dni dobrych, ze myslalem nawet ze tak jest latwiej, ale niestety jak juz wroci to z ogromnym kopem.
Trzeba sie wkoncu pozbierac, bo to co teraz sie dzieje, brak slow...
Milego Weekendu!
Lepiej moze nie jest bo tesknie bardzo dalej ale staram sie zabijac te mysli o nim i poszlam w strone ksiazek ;d mam teraz duzo czasu dla siebie wiec postanowilam dobrze to wykorzystac ;d mam nadzieje, ze chociaz tak uda mi sie przeniesc myslami w calkiem inna historie niz moja wlasna ;d
Weekend zawsze byl dla mnie fatalny i konczylam go placzem oby ten byl lepszy!!
Milego dni i weekendu! ;d
532 2015-05-16 13:50:04 Ostatnio edytowany przez dantezg (2015-05-16 13:50:54)
U mnie pol roku po i bylo juz w miare dobrze ze mna. Tzn myslalem dalej, tesknilem ale jakos normalnie funkcjonowalem. Jakies 3 tygodnie temu moja ex zaczela robic w moja strone dziwne zagrywki, jakby wymuszala kontakt z mojej strony. Spotkalem ja w miescie przypadkiem i cofnalem sie przez to 10 krokow w tyl z leczeniem z tego co było. Doslownie wygladalo to tak, jakby chciala sprawdzic co jest jeszcze z mojej strony i odwrot. Dowiedzialem sie tez sporo rzeczy od kolezanki ktora z nia rozmawiala, jak sie tlumaczyla, ze to nie tak jak wygladalo z naszym rozstaniem, ze ma ogromny sentyment do tego co bylo, ale byc razem juz nie bedziemy ( w sumie co miala powiedziec bardziej mojej kolezance ).
Ehhh beznadzieja, nie umiem sobie jej odpuscic:( nie wiem jak mam przestac o niej myslec, jak zaczac zyc normalnie. Niech to wszystko sie juz skonczy i niech to uczucie sie wypali
za kazdym razem jak ja spotykam to pęka mi serce, nie moge sie z tego wygrzebać... masakra jakaś
A musisz sie z nia spotykac? Nie wyleczysz sie z niej do poki nie zerwiesz z nia kontaktu, inaczej bedziesz ciagle w stagnacji.
Ja pomijajac gowniania samoocene i ogolne zobojetnienie, jakos zaczynam miec ta cala sytuacje w dupie. Przestalem rozpamietywac, nawet nie chce, choc nadzieje mala mam, ze wroci, ale wiem, ze nie chce juz z nikim byc, przynajmniej teraz, nie mam sil ani ochoty znow zaczynac wszystkiego od nowa, starac sie i imponowac... jestem soba i nie szukam nikogo, moze kiedys znow trafi sie od tak jakas samotna dusza ktora pokocham z wzajemnoscia.
słuchaj nie ma co sie rozczulać nad soba pomyśl o sobie,jeżeli zrobiłeś wszystko by do ciebie wróciła to naprawde ona już nie chce i nie rób z siebie ofiary, która potrzebuje miłości zobaczysz jeszcze ona bedzie kiedys ciebie potrzebowała, ale czas jest dobrym odpowiednikiem zycia -leczy rany i ukazuje prawdę. Karma jej pokaże nie była ciebie warta za bardzo sie angazowales i ty dostales nozem w serce.
536 2015-05-18 17:41:46 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-05-18 17:42:30)
Wyslalem dzis reszte jej rzeczy plus dysk twardy ktory od niej dostalem kiedys na ktory wrzucilem wszystkie nasze zdjecia i filmy... do tego list w ktorym chlodno napisalem ze niech sama zdecyduje co z tym zrobic.
Po nadaniu paczki poczulem sie okrutnie zle... zaluje, ze to zrobilem, co znaczy, ze mialem jeszcze i mam nadzieje, ze to zly sen i sie ulozy...do tego ogladalem jej zdjecia i filmy, jaka ona kochana byla. Moj ideal, bede chyba cierpial wiele lat, nigdy jej nie zapomne ![]()
Wiem ze to dla Ciebie byl ciezki krok ale kiedys musialo to nastapic. Nie katuj sie jej zdjeciami i nie czytaj jaka byla kochana bo juz nie jest ta osoba ktora masz w myslac. Zawsze beda w naszych sercach i zawsze beda miec tam swoje miejsce. Tak juz jest.
Milej nocy i badz sily!
Powodzenia
Ja tez odeslalem swojej ex wiekszosc pamiatek, jakies zdjecia itd....po miesiacu dostalem to wszystko spakowane spowrotem
Kurde szkoda mi Was. Pomimo, że sam w jakis tam sposob jeszcze to przezywam, tesknie za nia, nawet ostatnio mialem z nia pierwszy raz kontre smsową od pół roku i widziałem ją pierwszy raz od pół roku to jakos staram sie przechodzic przez te dni. Upijalem sie strasznie na poczatku, teraz jest ok. Zaczalem zdrowo podchodzic do zycia, duzo cwiczyc. Pracuje, wracam z pracy ide biegac, czasami jeszcze silownia wjedzie wieczorem, na weekendy staram sie obudzic jak najszybciej, zeby wykorzystac dzien w 100%, skoczyc gdzies nad jezioro do znajomych, zrobic cokolwiek. Alkoholu staram sie nei tykać, bo nei ma sensu. Nie powiem, ze mi łatwo, bo nie jest. To juz z 7 miesiecy odkad ona odeszła, ja wciaz kocham, wciaz chcialbym z nia zrobic tyle rzeczy, przytulic ja, polozyc sie spac obok niej, no ale nie mam na to najmniejszego wpływu. Poznalem przez te 7 miesiecy troche kobiet, jednak zadna w najmniejszym calu nie rowna sie do mojej ex. Wiem i jestem tego swiadomy w 100%, ze raczej przez bardzo dlugi okres sobie nikogo nie znajde, o ile w ogole kogos takiego trafie 2 raz w zyciu i bede w stanie przezyc takie emocje kolejny raz z inna kobieta. Ta swiadomosc po prostu kieruje mnie na naukę życia samemu, oswajanie się z każdym dniem w samotności i nie dramatyzowaniu z tego powodu. Powoli wychodze z założenia, że co ma być to będzie i staram się tego nie rozgrzebywać, aczkolwiek przychodza naprawde cięzkie dni, gdzie nawet pojawiają się jeszcze łzy w oczach.
Trzymajcie sie ludziska !!!
Zawsze te wspomnienia beda w nas siedzialy. Zawsze na ich mysl zakreci nam sie lezka w oku ale kolega wyzej ma dobre podejscie i ja staram sie myslec podobnie. Lekko nie jest ale zycie toczy sie dalej sa gorsze dni jak i lepsze i wlasnie dla tych lepszych warto zyc!
7 miesiecy to sporo czasu nie wiem czy bede w stanie tyle znosic te tesknote chociaz w pewnym momencie przyzwyczajamy sie do niej i tak sobie z nia zyjemy kazdego dnia.
Wiem jedno trzeba byc dobrej mysli!
Pozdrawiam!
Moj jedyny problem, ktory mnie teraz przybija do ziemii doslownie to tyle rzeczy możliwych do zrobienia, jednak samemu albo głupio, albo bez sensu, albo smutno po prostu. Chciałbym i mam możliwośc poleciec do Australii, zreszta bylem juz 2 razy, jednak bez niej to nie bedzie to samo ogladac te wszystkie piekne miejsca. Ide za miesiac na wesele, tez nie wyobrazam sobie zaprosic na nie jakas kolezanke ( ktorych zreszta za wiele nie mam ), z ktora wiem ze nie bede bawil sie tak jak z nia, nawet na glupi urlop latem gdzies pojechac na tydzien dwa, co to za przyjemnosc samemu? Z mojego towarzystwa juz wszyscy praktycznie pozareczani, z dziecmi albo kobiety w ciazy to tez nie mam zamiaru jechac z kims, zeby czuc sie jak piate kolo u wozu albo ogladac moich znajomych jak spedzaja romantyczny wieczor ze mna obok gdzies na wczasach. Jak wspominalem wyzej, pozostala mi tylko silownia, bieganie i praca....
Powiem Ci ze mam podobnie. Znajomi planuja zycie, za niedlugo wesele i jak mam isc bez niego? Na razie to wszystko jest jakas abstrakcyjne. Jednak wiem, ze nie mozemy rezygnowac z zycia bo oni odeszli wrecz przeciwnie mamy zyc pelnia zycia i mamy byc szczesliwi sami dla siebie i sami ze soba!
Do Australi bym poleciala kto wie co tam Cie spotka. Nigdy nie jest za pozno zeby zaczac zyc od nowa, bez nich i racja juz nic nie bedzie takie samo ale to nie znaczy ze bedzie zle. Z reszta to piekne miejsce i powinienes je zobaczyc! Czasami zycie daje nam szanse a my powinnismy te szanse wykorzystac ;d
Powodzenia ;D
PsxU jak sie trzymasz? Dawno sie nie odzywales do nas.
Enii o to chodzi, ze bylem tam juz z nią. Wszystko odkrywalismy razem, cieszylismy sie kazdego dnia, chodzilismy w rozne miejsca, naprawde poznawalismy calkiem inny swiat. Mam okazje leciec znowu na miesiac, ale samemu sie tułać po Australii bez niej, chodzic w te same miejsca, z ktorymi mam setki wspomnien dla mnie jest bez sensu. Wydaje mi sie, ze tam poglebialbym jeszcze bardziej swoje rozpamietywanie o tym. Ja do teraz mam w glowie miejsca tam w ktorych ja pocalowalem, gdzie co robilismy, jak byla ubrana itd. Wiesz...ja nie rezygnuje z zycia, tylko szczerze jakos nie widze po prostu sensu w robieniu wielu rzeczy. Jestem typem osoby, ktora chyba potrzebuje kogos obok. Zreszta mam dobry przyklad ze swojego zycia. Kiedys pojechalem do Włoch na 3 miesiące. Mialem wtedy z 20 lat chyba i nadarzyla sie okazja na tak dlugie wakacje, wiec bez wachania z niej skorzystalem. Mieszkalem u rodziny gdzie kobieta była z Maroko a jej mąż był francuzem, wiec jedyne jezyki w domu to włoski, francuski i marokański ( to chyba arabski ), ja jedynie angielski i zero włoskiego. 3 miesiace wychodzilem z samego rana nad morze i siedzialem tam sam calymi dniami. Niby miejsce piekne, ale po tygodniu tak tesknilem za Polska i domem i kolegami, ze myslalem ze nei wyrobie. Poznalem gdzies po poltora miesiaca takie rodzenstwo z Malborka, ale konczyl im sie turnus za 4 dni . Przez te 4 dni bylo super, bo mialem chociaz do kogo sie odezwac.
Powiem Ci, ze po prostu nie mam ochoty robic nic samemu, bo z doswiadczenia wiem jak to wyglada. Mysle, ze gdybym byl sam wtedy w tej Aus, to nawet widok opery w Sydney nie zrobiłby na mnie takiego wrazenia, a tak cieszylem sie jak niemowle widzac jej szczescie na twarzy i tak było każdego dnia w czasie pobytu. Na to wesele za miesiac ide sam i jedyne czego sie obawiam to pytan typu " czemu przyszedles sam ", albo ze bede sie zle bawil, albo sie po prostu upije i wroce do domu. Zaraz zaczyna sie lato i zero pomyslow na wykorzystanie prawie 40 dni urlopu, ktory mi sie nazbierał. Smutne to troche i to mnie teraz najbardziej boli, ze po prostu musze uczyc sie samotnosci i rezygnowac z wielu rzeczy, marzen celów, bo zazwyczaj byly one kreowane z mysla o kims jeszcze, a bez tej drugiej osoby po prostu nie maja sensu, a nowe marzenia, jakos mi sie w glowie nie pojawiaja, bo glowe zaprzata mysl, czy jeszcze kiedys dane mi bedzie przezyc takie emocje raz jeszcze z jakas kobieta u boku, byc moze z nia....
pozdrawiam
PsxU jak sie trzymasz? Dawno sie nie odzywales do nas.
Siedze i pije... A no jeszcze pale.
Wczoraj o godzinie 15 odwiedzila moja mame, serce odrazu stanelo, te uczucie w brzuchu... Wiecej nie bede pisal, po poludniu sie odezwe.
Jeszcze dzisiaj miesiac do 5 lat... Pieknie
Powodzenia.
dantezg Rozumiem doskonale bo mam podobnie, nie lubię sama spędzać czasu ale staram się tego nauczyć bo wiem, że teraz będę na to skazana. W takim wypadku jak Twój to jednak zrezygnowałabym z tej wyprawy bo bym nie dała rady dlatego przed Tobą w sumie trudna decyzje czy zaryzykować i zwiedzić świat czy może lepiej zostać tu ze spokojną głową.
Szkoda, że ja nie mam tyle urlopu chętnie bym się oderwała od tego miejsca bo codziennie biję się z myślami a coś nowego może pozwoliłoby mi na chwilę zapomnienia. Chcesz się zamienić? ![]()
PsxU
Kurczę przykro mi, że uciekasz znowu w alko i w picie ech widzę jak bardzo się męczysz... ale powiem Ci, że ja mam to samo i ani na chwilę nie było ze mną lepiej
dalej tęsknię jak cholera i dalej to mnie codziennie pokonuje ![]()
Więęęęęcej czasuuuuuu... czas czas i czas... pierwszy raz chcę żeby szybko mijał ![]()
Az mi glupio sie przyznac, az mi dziwnie sie robi... Spytam was, tak szczerze, prosze o najgorsze slowa, jesli bedzie trzeba takie napisac.
W sobote byla u mnie, zaprosila ja mama, bylem strasznie pijany, upalony... Od godziny 16-20 probowalem stanac na nogi, ale co zobaczylem ja w pokoju obok, jak rozmawia z moja mama, usmiecha sie, pieknie wyglada , siegalem coraz bardziej dna... Wkoncu do mnie podeszla, powiedziala co ze soba robie, dlaczego tak pije... Powiedzialem jej, ze nie potrafie tak zyc bez niej, nie jest to samo.
Oczywiscie jak podeszla do mnie, to serce zakulo jeszcze bardziej, zly film alkoholowy przeszedl w mig, a wskoczylo to straszne uczucie w brzuchu.
Byla powoli pijana, chcialem jej pomoc, pomoglem...
Nagle spytala mnie czy moge jej cos obiecac, powiedzialem ze obiecuje...
Powiedziala mi, zebym obiecal jej ze nigdy nie bede z taka dziewczyna, ktora czesto odwiedza mnie po rozstaniu, nie mam pojecia czy sie klei do mnie czy nie, ja poprostu wpadlem w rytm picia i palenia , robie to z takimi ludzmi co robili to wczesnie, nikogo nie namawiam...
Odpowiedzialem jej ze, nie mam zamiaru byc z nia, bo nadal kocham z calego serca tylko Ciebie, mimo wszystko( wiem pewnie zrobilem z siebie debila, ale ja nie potrafie udawac). Nagle bach, calus z jej strony, zaczelo sie... Chcialem jakos to zatrzymac, ale nie potrafilem, czulem sie jak bym pierwszy raz sie z nia calowal, pieknie bylo... Poszlismy do pokoju, chcialem jej powiedziec ze jest dobra dziewczyna, ze chcialbym juz Ja zatrzymac i nigdy nie puszczac! Doszlo znow do pocalunku, nie wytrzymalem, powiedzialem ze tak nie potrafie, ze nie potrafie z kims sie calowac jesli z nim nie jestem... Po chwili sam uleglem.
Jakos po niedlugiej chwili, mowila zeby nie robil sobie nadziei, ze ona ma wiele problemow, ze chce w zyciu cos osiagnac, ze chcialaby zrobic cos sama, bez nikogo... Poczulem sie glupio, przemyslalem, stwierdzilem ze sam sie brnelem do tych pocalunkow. Sam z siebie zrobilem desperata...
Zrobilem sobie cicha nadzieje, na lepsze jutro! Bezsensu...
Wstyd mi za siebie, nie potrafie tej dziewczynie odmowic, latalbym jak piesek... Choc ona tego nie potrzebuje, ale zawsze wskoczylbym za nia w ogien.
Zaoferowala mi przyjazn, przeprosila i powiedziala zebym nie robil sobie nadziei.
Powiedz mi Enii... Mozna miec przyjaciela po tylu latach wspolnej milosci?
Nigdy nie mialem zadnej przyjaciolki, nie mialem takiej potrzeby.
Wstyd mi to pisac, stalo sie.
Czasem jest tak ze czuje ta nadzieje, ze walcze o lepsze jutro... A czasem mam chec poprostu zasnac i juz nie wstac.
Dzisiejsza noc pewnie bedzie hardkorowa, pelna metliku w glowie, ale musze w tym wytrwac.
Powodzenia!
O cholera!
Powiem tak: z jednej strony bardzo Ci zazdroszcze, że mogłeś znowu ją poczuć jak o tym myślę to chyba byłabym najszczęśliwszą osoba na ziemi w tej chwilii niestety z drugiej strony bardzo Ci wspołczuje bo całe pół roku poszło na marne. Od nowa dała Ci duży zastrzyk nadziei i wybacz ale uważam, że jest niepoważna bo zrobiła Ci wielkie świństwo. Jak można dać aż tak dużą nadzieje człowiekowi, który od pół roku ledwie żyje z jej powodu!
W przyjaźń nie wierzę
Rozumiem, że chcesz mieć ją blisko i jesteś w stanie nawet zgodzić się na przyjaźń żeby móc być w jej życiu ale sam sobie zaciśniesz pętle na szyje.
Nie wchodź w to bo bedziesz cierpiał gorzej niż robisz to teraz.
Mieć kogoś na wyciagnięcie ręki wiedzą, że i tak jest nieosiągalna to duzo gorsze niż nie mieć kogoś przy sobie w ogóle.
Trzymaj się! Powodzenia
Czuje sie dziwnie, czasami mysle o przyjazni, ze milosci z tego nie bedzie, ale zbyt mocno Ja kocham... Nie potrafie przy niej rozmawiac, jakam sie, lzy sie kreca, najchetniej bym sie wtulil i nie puszczal.
Sie dzieje w tym roku, kiedy to sie skonczy... Mam dosc juz.
Nie ma co ukrywać sytuacja jest fatalna.
Nie chcę myśleć co ja bym czuła na Twoim miejscu bo z tej maleńkiej chwili przyjemności zrobią się kolejne miesiące cierpienia.
Na przyjaźń absoltunie się nie zgadzaj... chcesz widzieć jak zyje? jaka jest szczęśliwa? jak życie układa z kimś innym? mnie by takie coś zabiło. Zapomniec o kimś to wywalić go z życia i z głowy całkowicie i tego właśnie chcesz prawda?
Nie ładuj się w jeszcze gorsze bagno.
Jest beznadziejnie... ja to wiem i czuję ale starajmy się chociaż nie stwarzać sobię jeszcze większych problemów.
PsxU ogarnij sie w koncu!! Ja jestem wrazliwcem, mam podobnie i wiem z doswiadczenia, ze poki sam tego nie bedziesz chcial, to bedziesz sie na wlasne zyczenie meczyl... musisz o niej pomyslec jak o skonczonym rozdziale zycia, inaczej sam tylko sie nakrecasz...
To byl blad, ze w ogole sie z nia spotkales, moze i dobrze, bo pokazala Ci perfidnie jak ma Cie w dupie. Obudz sie, przestan chlac i palic bo to juz zalosne powoli sie robi, badz facetem.
U mnie z kolei stalo sie to co przeczuwalem... kiedy mi przestaje zalezec, ona sie odzywa. Mowi, ze byla zagubiona jak ja kiedys, potrzebowala czasu ktorego nie chcialem jej dac, ze jej rodzina wierzy, ze sie zejdziemy, ze wcale nie zrywala tylko ja to tak odebralem... dopiero po tym jak wyslalem jej rzeczy.
Nie wiem co robic, kocham ja, tesknie (ona niby tez), ale jestem tak rozwalony, ze nie wiem sam czego juz chce... Z mojej strony na razie 0 zaangazowania, jakos mi nie zalezy teraz zeby byc nawet i z nia wiec niech sie dzieje co chce, ale kontroli nad moim zyciem jej nie oddam.
Jezuuuu jak ja Wam zazdroszczeeeeeee
Juz ktoras osoba z kolei zaluje ze odeszla i zaczyna sie
odzywac czemu mnie to nie spotka no chyba oszaleje!! ;d
Nie wiem czy w moim przypadku jest jeszcze czego zazdroscic... sam nie wiem co mam robic, z jednej strony chcialbym znow z nia byc, z drugiej, boje sie teraz, ze kiedys mogloby zdazyc sie to samo, nie jestem jej juz taki pewny.
Bedziesz widzial jak sie zachowuje i podejmiesz decyzje. Sam bedziesz czul czy warto zaryzykowac. Pewnie bedziesz mial juz do niej inne podejscie, bardziej zdystansowane ;d echhhh oddalabym wiele zeby moj Byly zalowal rozstania ;d
PsxU panna najpierw Cię całuje a potem proponuje przyjaźń?
No bez jaj. Jej miejsce jest w Tworkach. Wyobrażasz sobie spędzić całe życie z kimś takim?
Tutaj nie ma czego Enii zazdroscic, naprawde. Jeszcze z 3-4 miesiace temu czekalbym na glupiego 1 smsa. Od jakiegos miesiaca moja ex sie odzywa czasami, Na poczatku probowala podejsc mnie na pokazanie wielkiego sentymentu z jej strony, robila przerozne cyrki, zeby zwrocic swoja uwage na siebie dalej bedac z nowym gosciem, jak ja sie troche otworzylem, to urwala wszystko mowiac, ze przeciez koniec. Teraz jak pisze, nawet nie odpisuje. Ostatnie wiadomosci pisala w piatek czy sobote, zostawilem to bez odpowiedzi, pomimo ze boli w srodku jak cholera, byc moze chcialbym z nia dalej byc....tylko ze to sa wszystko wg mnie gierki na wybadanie gruntu, a nie powazna chec poprawy, wejscia w zwiazek, naprawy tego co sie spieprzylo.
Masz racje, zdaje sobie z tego sprawe ale tak tesknie ze wytrzymac nie moge. Tak bym chciala cofnac czas zeby znowu z nim byc ale sie nie da. Wiem, ze lepiej sie w ogole nie kontaktowac niz byc ofiara ich jakis gierek bo niestety to bardzo boli. Nie wiem jak mam sobie juz radzic naprawde i podziwiam Cie ze umiesz jej nie odpisac. Ja pewnie nie dalabym rady.
557 2015-05-26 19:57:59 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-05-26 20:25:53)
Ja dzis poleglem.
Pisalem z nia, niestety dalem po sobie poznac, ze mi zalezy... ona byla opanowana, mowila, ze jej zalezy, ze duzo dla niej znacze, ale tak jakos nie przekonywujaco. Nie mam pojecia co o tym myslec, odechcialo mi sie zyc, nie moge ogarnac jak mozna byc tak obojetnym czy wyrachowanym. Jest taka bez emocji, nie wiem co jej jest, moze depresja? Chociaz ja ja przechodzilem i bylem rozchwiany bardzo emocjonalnie...
Wytykala mi rozne sytuacje ktore sam odbieralem w ogole inaczej, sytuacje o ktorych nigdy wczesniej nie mowila.
Albo ja mam juz cos z glowa i postepuje desperacko i mnie rozgryzla bawiac sie mna, albo ma to poprostu gdzies. W ogole nie czuje z nia zadnej wiezi, jakbym pisac z kolezanka. Kazde pytanie nt. naszej przyszlosci ignorowala.
Pozegnalem sie, napisalem, ze przestalismy do siebie pasowac i zeby dobrze sie bawila. Odpisala "niech ci bedzie, tez baw sie dobrze".
P.S. Docisnalem ja jeszcze raz, tak na spokojnie juz od serca... napisala, ze zalezy,ale boi sie, ze moglibysmy sie nie dogadac, za duzo sobie zlego wyzadzilismy.
Mysle tak samo, to samo jej pierwszy napisalem, wiec co tu robic...?
Nie rozumiem jej serio. Albo sie kocha i ryzykuje albo zostawia i idzie swoja droga. Ona sama nie wie czego chce. Przywiazana jest do Ciebie wiec nie umie sie odciac mimo ze podjela decyzje i tak Cie zwodzi. Wez sprawy w swoje rece, albo probujecie jeszcze raz ukladac sobie zycie i dajecie z siebie 100% albo adios. Takie podchody i niezdecydowanie to niezdrowe zagrywki. Pokaz ze masz jaja i rusz w ktoras strone. Chce byc z Toba jedziecie z tym nie chce zegnacie sie. Wiem, ze latwo sie mowi ale w taki sposob nie dojdziecie do niczego ;d
I przede wszystkim zastanow sie czego chcesz Ty bo to jest najwazniejsze ;d
Psxu żyjesz?
Psxu żyjesz?
Maciek, dziękuję ze pytasz.
Tak trzymam się jakoś, stoję w miejscu.
Narazie próbuje siebie ogarnąć, wychodzi mi to słabo, dwa kroki w tył potem jeden do przodu.
Mam nadzieje ze u was dobrze, trzymajcie się!
No cóż, jeszcze sporo przed tobą. Póki co to niestety jesteś zawieszony w próżni i żyjesz nadzieją ;/. ja tak sie przebujałem 4 tygodnie, 4 tyg. dowiedziałem się że się z kimś spotyka, i ogólnie wódka, łzy i wymioty
. Teraz powoli już sie zbieram jakoś, chociaż często jeszcze łapią mnie takie doliny, ale ja już chyba najgrosze mam za sobą bo już na nic nie czekam i chyba prawie pogodziłem się że to wszstko to już czas przeszły. Mi to ułatwiła postawa mojego byłego (a tfu...) skarba
.
I ty dopóki nie urwiesz definitywnie kontaktu, ale to definitywnie, to będziesz się bujał w takim stanie jak teraz jeszcze długo i wierz mi że ta bujanka nie zakończy się niczym szczęśliwym. Alko wogołe staram sie nie tykać w ilości powyżej 2 piw, bo nie dośc że już na bani mam starsznie zjazdy psychiczne, to na kacu jest już wogóle depresja pełną mordą.
Ja ogólnie uciekłem w sport, zarzynam się strasznie. Bieganie, siłownia rower, codziennie coś. Pomaga i to mogę polecić.
Wracam do stanu w jakim bylem... Juz czasem szlak mnie trafia, czuje sie jak pies.
Od niedawna sie spotykam z Nia, niby cieszy sie serce, ale nie potrafie sie pogodzic z tym ze idzie po chwili do domu, mam strach ze juz jej nie zobacze, stracilem zaufanie, nie potrafie jej uwierzyc, mysli mam tysiace.
Idzie do domu, mysle ze idzie gdziekolwiek indziej, wyobrazam sobie rozne scenariusze.
Kazde jej slowo pozniej analizuje, zastanawiam sie co ona mogla robic, z kim...
Uslysze cokolwiek o jakims koledze, wstawionym zdjeciu, tych jakis roznych smieci na telefonie co wysylaja zdjec tone, dostaje bialej goraczki, mysle ze kogos ma, ze po co ja jej.
Zyje z nia w poje*anej przyjazni, w ktorej sie przytulimy, a nieraz nawet pocalujemy... - Wiem, zaznaczylem " poje*anej ".
Sama do mnie mowi, " nie przywiazuj sie, nie rob sobie nadziei "... A ja glupi znowu sie wkrecilem w ch*j wie co.
Teraz z jej punktu widzenia, tez ja rozumie...
Co chwile chodze w stanie smutku, zalu, rozpaczy. Mowila do mnie, ze nie da rady odrazu tak byc ze soba, ze chce byc przyjacielem.
Nieraz mysle ze bawi sie mna, albo ma zmienne nastroje, raz jest taka jak kiedys, a nieraz zupelnie inna kobieta.
Impreza, kolezanki... Boli mnie to ze pije alkohol, tlumaczyla mi ze "niby" jej kolezanka nie buntuje, ale w nic nie moge uwierzyc...
Jak pozostac w tej przyjazni?, nie wpieprzac sie w jej zycie.
Zyc jedynie chwila 20-60 min, czterema papierosami, zyc na stopie "opowiadanie jak tam", scisnieciem reki, ewentualnie malym przytuleniem... (???)
Jak nie robic sobie nadziei?
Nie miec lez w oczach jak odchodzi?
Wiem ze najlepiej bylo by odejsc, ale nie potrafie, marzylem, snilem, a nawet pisalem do was " ze chcialbym tylko Ja przytulic ", nie dawno to sie udalo, chcialbym pokazac ze daje rade, bawic sie rowniez dobrze jak ona, miec w dupie nas, a jedynie pogadac po przyjacielsku, a co pozniej byloby to nie wiem...
Oczywiscie chcialbym wspolnie z nia zrealizowac to co mialo byc zrealizowane...
Ale chyba nie ma szans, ma wymowki jak dziecko z przedszkola, a bo Ona musi szkole ukonczyc, a bo prawo jazdy do zdania... W czym ja kur*a przeszkadzam?
Juz sie sam zastanawiam czy nie zgloscic sie do psychiatry, mam taki metlik w glowie, totalny syf, chyba gorszy niz mialem kiedykolwiek, wszystko idzie pod gorke...
Tyle miesiecy od rozstania minelo, gdy moglem ja dotknac, przytulic, pocalowac. Poczulem sie jak by cale moje szczescie wrocilo, jak bym na nowo sie zakochal.
Teraz mam chora przyjazn, nie wiem czy ona chce mnie, czy sie mna bawi, czy sprawdza czy sie zmienilem, czy chcialaby byc ze mna, czy raczej nie... Nie wiem co mysli.
Ja chcialbym tylko nie okazywac przy niej smutku, jesli chce isc, pozegnac sie, a nie prosic zeby zostala chwile dluzej... Niby tak sobie uswiadamiam ze niech idzie, ale po chwili prosze jak piesek...
Przepraszam ze ciagne ten temat jak dziewczynka, ze rzucam miesem, ale juz nie mam sil, wraca wszystko i nic nie pomaga, doslownie nic.
O cholera no to jesteś w dupce, że tak napiszę.
Konieczne jest urwanie kontaktu ale wiem, że tego nie zrobisz hm... inna rada może przestań pokazywać jej, że Ci zależy udawaj, że dobrze się bawisz niech nie widzi w Tobie męczennika. Może Ty idź szybciej do domu nie czekaj aż ona powie, że wraca. Trudno coś doradzić w takiej sytuacji. Wiem jak Ci ciężko. Niby marzenie się spełniło ale z drugiej strony stał się z tego podwójny koszmar.
Powiem tak: jedyne co możesz zrobić dla siebie to zerwij znowu kontakt. Nic lepszego do głowy mi nie przychodzi.
Powodzenia.
Czuje ze sama go zerwie... Dzisiaj zadzwonilem do niej, chcialem wyjsc zapalic.
Wczoraj jeszcze sama mowila ze dzisiaj mozna sie spotkac.
Dzisiaj juz powiedziala ze nie ma czasu, ze idzie do klubu...
Wszystko jest bezsensu, postaram sie byc zimny jak ona, ale wiem ze nie potrafie...
Co sie kur*a dzieje, to ja juz nie mam pojecia...
Postaraj się być zimny i nie dzwoń pierwszy, nie proś o spotkanie zaciśnij zęby jak zawsze i wytrwaj w tym. Innej rady nie mam bo sytuacja jest koszmarna.
Postaraj się być zimny i nie dzwoń pierwszy, nie proś o spotkanie zaciśnij zęby jak zawsze i wytrwaj w tym. Innej rady nie mam bo sytuacja jest koszmarna.
Od wczoraj nie mam ponownie z Nia kontaktu, jakie to jest popier*olone wszystko...
Postaram sie nie odzywac, nie walczyc, juz chyba nie ma po co...
Przychodzi, widzi ze jestem w swoim swiecie, swiat przez nia zrobiony, ZOSTAWIA...
A ja nadal wierze w wielka milosc, czas wziac sie za siebie, tylko od czego zaczac, tyle tego jest ze rece opadaja.
A jak u Ciebie Enii? Juz lepiej.
Nie no musisz sie od niej uwolnic. Widac, ze ja nie obchodzi co czujesz niestety. Nie wiem jak mozna byc tak podlym. Wspolczuje Ci naprawde.
U mnie lepiej troche bo jak Wam opowiadalam poznalam tego kolege i duzo czasu razem spedzamy wiec nie mysle tyle o moim Bylym co wczesniej ale jak jestem sama w domu to niestety mysli dopadaja i zaczyna sie ten stan, ktorego nie lubie.
Trzeba jakos sobie radzic bo mozna zwariowac.
Nie no musisz sie od niej uwolnic. Widac, ze ja nie obchodzi co czujesz niestety. Nie wiem jak mozna byc tak podlym. Wspolczuje Ci naprawde.
U mnie lepiej troche bo jak Wam opowiadalam poznalam tego kolege i duzo czasu razem spedzamy wiec nie mysle tyle o moim Bylym co wczesniej ale jak jestem sama w domu to niestety mysli dopadaja i zaczyna sie ten stan, ktorego nie lubie.
Trzeba jakos sobie radzic bo mozna zwariowac.
Powiem Ci ze nieraz jej nie poznaje, jak by byla nowa kobieta... Opowiada mi swoje rzeczy, takie smutne, bez zadnej lezki w oczach...
Najgorzej zabolaly mnie slowa " albo bedzie tak jak Ja chce, albo w ogole "; zrozumialem przez te slowa z jej ust, ze mam byc psem z podniesionym ogonem, stosowac sie do niej, i nie czuc smutku i ciezkich dni...
Ale tez zapomnialem, jestesmy tylko, bylismy popier*olona przyjaznia...
Oj Enii to bardzo dobrze ze sie otworzylas na nowe znajomosc.
Obok mnie tez sie kreca mile kobiety, ale aby tylko pogadac, nie czuje nic.
A do bylej, moj Ty panie Boze, serce staje, tak jak bym ja widzial pierwszy raz...
Uwolnic sie, to moj cel.
Trzymah sie Enii!
Masz cel i idz do niego! Najwazniejsze zeby nie zawracac. Dziewczyna Cie nie szanuje ani Twoich uczuc wiec poszanuj sie Ty sam! Zobacz jak ona Cie traktuje? Nie pozwol na to nawet jak kochasz ja calym sercem nie dawaj sie tak traktowac.
Co do otwierania sie na nowe znajomosci to w sumie tylko z nim jakos tak mi dobrze bo ma podobny problem, mianowicie dziewczyba po 7 latach podziekowala mu wiec po prostu razem chcemy cos robic zeby nie myslec.
Nie jest latwo ale nikt nie mowi, ze tak bedzie zawsze!
Trzymaj sie i badz wytrwaly w dazeniu do celu!
Ciezko jest bez niej...
Ale jak dalem rade tyle miesiecy, to mam nadzieje ze wytrwam i sie pierwszy nie odezwe.
Staram sie, zobaczymy jak bedzie jutro...
571 2015-06-08 01:12:07 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-06-08 01:13:40)
Meczysz sie na wlasne zyczenie, to fakt.
Ja ostatni raz kontaktowalem sie z ex jakies 3 dni temu, byla klotnia jak zwykle, ona mi mydlila oczy ze kocha, ze bylem potworem i uciekala odemnie, potrzebowala czasu by sie przekonac, ze naprawde mnie kocha... moze i to prawda, ale dzieki temu w koncu zabralem sie za siebie. Po mojej zeszlorocznej (w sumie to poltora) depresji, tego mi bylo trzeba, silnego bodzca.
Po przebudzeniu juz nie mysle o niej, nawet jesli jakas mysl sie przewinie, to szybko mija. Mam gorsze momenty, zawsze po rozmowie (pisaniu) z nia, mialem dzien wyjety z zycia, ale jeszcze 2 miesiace temu bylem nonstop w takim stanie.
Mialem okazje, nadal mam, na zwiazek ze starsza (pewnie bardziej lozkowy),nowa znajoma, strasznie sie lasila jak bylismy na bilardzie, ale na szczescie moje stare poczucie wartosci wraca i nie ponize sie az tak, to do mnie nie podobne.
Wiec, IMO, jedyne wyjscie to pogodzenie sie ze strata i odzyskanie poczucia wlasnej wartosci. Zajmie to jeszcze sporo czasu, ale wydaje mi sie, ze jestem juz na prawidlowej drodze.
Gdybym sie z nia widywal jak Ty PsxU, chyba nie wyleczylbym sie z tego do 30tki... posluchaj rad innych i odetnij sie od niej, nie wiem jak mozesz dawac sie tak ponizac. Tu nie chodzi o udawanie,ze jest z toba OK. Nie wazne co ona o Tobie mysli, Ty musisz zaczac myslec o sobie, odkryj siebie na nowo, wroc do tego co robiles zanim ja poznales...reszta samoczynnie przyjdzie. Wychodz do parku, na bilard (jak ja, nigdy nie gralem), czytaj ksiazki, sluchaj nowej muzyki, uprawiaj sport, odwiedzaj nowe miejsca, idz na lake w sloneczny dzien i nie mysl o niczym. Obserwuj przyrode. Nie mysl o niej, nie wspominaj. Przed Toba tyle lat zycia, ja sam wierze, ze czekaja mnie jeszcze piekne i szczesliwe chwile z kims bardziej dopasowanym, w kim sie zakocham i kto te milosc odwzajemni, z kim bede mogl sie rozwijac i tworzyc cos trwalego. Nawet jesli to bedzie moja EX, ale nie wiem czy bede wtedy tego chcial.
Dzieki takiemu doswiadczeniu stajemy sie tylko silniejsi, madrzejsi, to doskonala lekcja. Bo jak docenic slodki smak miodu kiedy nie zaznalo sie smaku kwasnego octu.
PsxU, na miejscu tej dziewczyny też bym nie chciał z tobą być. Weź się za siebie a nie latasz za nią jak kundel bury. Chcesz żeby jakakolwiek laska była z tobą z litości, bo jesteś sierota i życia swojego nie potrafisz docenić? Dobra miałeś swój czas żałoby, picia, palenia, ale teraz czas się wziąć za siebie. A tej pannie swojej pokaż kulturalnie, że nie jesteś zainteresowany dalszą znajomością. Pozdrawiam
Witam. Stracilem kobiete moich marzen po ponad 4 latach zwiazku. Na poczatku zwiazku bylismy mlodzi, malo doswiadzenia, byla moja pierwsza kobieta, nie wiedzialem sie jak zachowac, to ona budowala nasza milosc od mlodu, po kilku miesiacach wzielem sie w garsc, dbalem, szanowalem, kochalem, poswiecalem jej cale moje zycie bo mialem dla kogo, byla piekna, intelegentna osoba, zdobywalem ja z dnia na dzien. Wszystkie plany na przyszlosc byly w naszych glowach, dom, imiona dla naszych dzieci, marki samochodow itd.
Niestety myslalem ze jest wszystko dobrze, czulem sie jak bysmy byli juz tyle ze soba to przetrwamy wieki, nie zdawalem sobie sprawy ze KOBIETE trzeba codziennie na nowo zdobywac, kochac, szanowac jak dawniej. Od roku zaczely sie male sprzeczki, klotnie z naszych obydu stron, ja zawsze staralem sie nie klocic z nia bo ja kochalem ale nieraz emocje daly inne oznaki. Az do pewnych chwil byla zimna osoba, nie taka sama co kiedys, usmiechnieta, czula, zabawna poprostu nie byla soba, ja myslalem ze poprostu dorasta ze tez mysli ze mozemy usiasc sie ponudzic razem. Pewnego dnia sie spotkalismy az mi powiedziala ze juz mnie nie kocha, ze jej uczunia spadly do zera ze juz nie chce ze mna dalej byc. Ja codziennie walczylem, prosilem, blagalem, mowilem ze nie wiedzialem ze tak jest zle, ze nie usiadla ze mi tego nie powiedziala, ze zmienie sie dla niej, zrobie wszystko. Walczylem, plakalem o lepsze jutro, pisalem jej ze zycie nie ma sensu bez niej, ze mam mysli samobojcze, dziwne koszmary tak jak by diabel we mnie wstapil. Dwa miesiace prawie walczylem odsuwajac ja od siebie coraz bardziej, nie zdawajac sobie z tego. Wkoncu pisala tez takie rzeczy ze nie dowierzalem, ale mysle ze to byly emocje. To napisalem ze ja bardzo mocno kocham, przepraszam za wszystko i jesli wybrala inna droge zycia to dam jej zyc.Prosze o pomoc z waszej strony, bo nie wyobrazam sobie zycia bez tej osoby, kochalem ja a wszystko spapralem. Prosze o wyrozumiale komentarze, nie chce innej kobiety, nie chce bezsennownych komenatrz typu: olales ja od roku a teraz masz za swoje, " jak pisalem myslalem ze jest dobrze".
Przepraszam za chaotyczny wpis.
Wiek nasz 18-19 lat.
Dziekuje pozdrawiam serdecznie.
Kochasz ją to zrozumiałe, były emocje.
Zapamiętaj nie szantażuj samobójstwem itp. osoby której i tak to teraz wisi. Kobiety są zimne ! Jej to nie obchodzi.
W ten sposób straciłeś w jej oczach jako facet, wszyscy popełniamy podobne błędy w emocjach.
Możesz o nią walczyć to popieram, ale z klasą. Kiedyś pewnie przestaniesz walczyć a ona nie od razu ale za miesiąc, rok zrozumie jaką idiotką była i jakiego faceta straciła.
Będzie tak na pewno gdy trafi na prostaka, co ją wy**cha i zostawi bez słowa na co zasługuje.
Pozdrawiam
Pewnie że macie racje, sam wiem ze zachowuje się jak piesek i to jeszcze taki szczeniak, który lata, mimo że mu się powie "nie"...
Zastanawiam się nieraz po co mi to wszystko, raz mnie potrafiła zostawić, zrobi to kolejny. Nie potrafię już jej zaufać, a ona mi kładzie SWOJE karty na stół i mam się do nich dostosować, wydawało się to dość śmieszne, a zarazem smutne.
Narobiła nadziei, i to jeszcze chorej...
Tęsknie, myślę, ale wiem że trzeba życie sobie ułożyć, z takim podejściem co teraz słabo to widzę, ale jak mówiłem daje sobie czas do końca sierpnia, a wtedy już muszę patrzeć na przyszłość a nie przeszłość.
Lasolitude; na razie nic nie pisze, nie dzwonie, wiem że to bezsensu... Obawiam się bardziej że jakiegoś dnia pojawi się w moim życiu, lub zobaczę tego czego nie powinienem zobaczyć, więc muszę się nastawić na to, że jak Ją spotkam, będzie mi po prostu obojętna. Tylko jak?
Gdy ją poznałem byłem strasznie młody, myślę po prostu że nie widzę świata oprócz niej, z nią wszystko odkryłem, z nią wszystko robiłem, a teraz straciłem. Bylem do niej przywiazany, nie myślę nawet o innych kobietach, na wszystkie patrze z góry, może ze strachu, może że nadal jestem zakochany jak pies...
Myśli niestety ale są, czy pisze, gram, czytam... Zawsze coś się przewinie, oczywiście staram sie wybić to z głowy, ale nieraz jest to silniejsze.
Życzę Ci najlepszego! Wiara czyni cuda.
U niektórych sprawdza się sex na pocieszenie i zapomnienie, ale nie zawsze działa.
PsxU napisał/a:Witam. Stracilem kobiete moich marzen po ponad 4 latach zwiazku. Na poczatku zwiazku bylismy mlodzi, malo doswiadzenia, byla moja pierwsza kobieta, nie wiedzialem sie jak zachowac, to ona budowala nasza milosc od mlodu, po kilku miesiacach wzielem sie w garsc, dbalem, szanowalem, kochalem, poswiecalem jej cale moje zycie bo mialem dla kogo, byla piekna, intelegentna osoba, zdobywalem ja z dnia na dzien. Wszystkie plany na przyszlosc byly w naszych glowach, dom, imiona dla naszych dzieci, marki samochodow itd.
Niestety myslalem ze jest wszystko dobrze, czulem sie jak bysmy byli juz tyle ze soba to przetrwamy wieki, nie zdawalem sobie sprawy ze KOBIETE trzeba codziennie na nowo zdobywac, kochac, szanowac jak dawniej. Od roku zaczely sie male sprzeczki, klotnie z naszych obydu stron, ja zawsze staralem sie nie klocic z nia bo ja kochalem ale nieraz emocje daly inne oznaki. Az do pewnych chwil byla zimna osoba, nie taka sama co kiedys, usmiechnieta, czula, zabawna poprostu nie byla soba, ja myslalem ze poprostu dorasta ze tez mysli ze mozemy usiasc sie ponudzic razem. Pewnego dnia sie spotkalismy az mi powiedziala ze juz mnie nie kocha, ze jej uczunia spadly do zera ze juz nie chce ze mna dalej byc. Ja codziennie walczylem, prosilem, blagalem, mowilem ze nie wiedzialem ze tak jest zle, ze nie usiadla ze mi tego nie powiedziala, ze zmienie sie dla niej, zrobie wszystko. Walczylem, plakalem o lepsze jutro, pisalem jej ze zycie nie ma sensu bez niej, ze mam mysli samobojcze, dziwne koszmary tak jak by diabel we mnie wstapil. Dwa miesiace prawie walczylem odsuwajac ja od siebie coraz bardziej, nie zdawajac sobie z tego. Wkoncu pisala tez takie rzeczy ze nie dowierzalem, ale mysle ze to byly emocje. To napisalem ze ja bardzo mocno kocham, przepraszam za wszystko i jesli wybrala inna droge zycia to dam jej zyc.Prosze o pomoc z waszej strony, bo nie wyobrazam sobie zycia bez tej osoby, kochalem ja a wszystko spapralem. Prosze o wyrozumiale komentarze, nie chce innej kobiety, nie chce bezsennownych komenatrz typu: olales ja od roku a teraz masz za swoje, " jak pisalem myslalem ze jest dobrze".
Przepraszam za chaotyczny wpis.
Wiek nasz 18-19 lat.
Dziekuje pozdrawiam serdecznie.Kochasz ją to zrozumiałe, były emocje.
Zapamiętaj nie szantażuj samobójstwem itp. osoby której i tak to teraz wisi. Kobiety są zimne ! Jej to nie obchodzi.
W ten sposób straciłeś w jej oczach jako facet, wszyscy popełniamy podobne błędy w emocjach.
Możesz o nią walczyć to popieram, ale z klasą. Kiedyś pewnie przestaniesz walczyć a ona nie od razu ale za miesiąc, rok zrozumie jaką idiotką była i jakiego faceta straciła.
Będzie tak na pewno gdy trafi na prostaka, co ją wy**cha i zostawi bez słowa na co zasługuje.
Pozdrawiam
Wiem miałem wtedy tak zgrzany mózg, dzięki mojej mamie, wam, jestem tu.
Straciłem całego siebie, czułem się potem jak bym błagał o życie, a myślę że nawet o nie bym tak nie błagał...
Słuchaj już chyba nie ma o co walczyć, niestety, ja swoje wywalczyłem, mogę spać spokojnie z jedna myśla- że chociaż próbowałem.
W głębi serca, i jej smutnych oczach, gdy ja widziałem... Czuje że miała już jakiegoś prostaka, ale prawdy się niestety nie dowiem...
Ja również pozdrawiam, miłego!.
Wszystko jest poryte, probowalem zerwac ta "chora przyjazn"...
Ale ona swieci tymi slodkimi oczami, mowi ze tak odrazu wszystkiego nie da sie naprawic, chce sie przyjaznic, ale nie chce zadnego zwiazku...
W sumie to wyglada tak:
Ja w miare sie staram, choc nieraz nie mam sil... Skacze, tule, glaskam a ona zero zainteresowania, zero uczucia... Po co, wtedy chce ze mna przyjazn, godzi sie na pocalunek... Wytlumaczy mi to ktos?
Wiec na moje domysly jest tak ze, czuje sie jak bym dalej ja kochal, kocham nawet bardziej. A Ona ma zerowe uczucie do mnie, dopiero jak o cos prosze, nalegam zrobi to ale z wielkim ale i dziwna mina.
Czy Wy widzicie cos jeszcze w tym wszystkim? Czy sa szanse na normalny zwiazek?
Spotkamy sie w sumie, kiedy ja poprosze, lub wrecz nalegam z 2-3 razy w tygodniu.
Tesknie za nia strasznie, a jej obojetnosc mnie dobija, niby jest "cos", ale nie wyglada mi na to , ze chce zycie ze mna ulozyc.
Teraz tak, wiem jestem jak dziecko...
Nie chcialbym jej stracic, kochalem i kocham dalej, chcialbym aby to sie kolorowo skonczylo, watpliwe.
Wiem ze tez nieraz Ja ranie, glupie gadanie jak ja tesknie, (prawda jest taka) ale pewnie Ja to nie obchodzi... Ze to bezsensu, ja czasem sie poddaje, zachowuje sie jak dziecko, ktore chowa sie pod posciel i nie wie czy ma sie bic ze sciana, czy plakac w poduszke, a moze to i to...
Bede bardzo wdzieczny za jakas rade, wypowiedz.
Przepraszam ze to ciagne, sam nie wiem juz co ze mna nie tak.
Pozdrawiam
Masakra, po prostu masakra. Jak teraz to czytam, to widze jak zakochanie potrafi namieszac w glowie. Horror.
NIkt ci tu juz nie pomoze, bo tego nie chcesz. Bedziesz takim pantoflem i zalosnym romeo do poki nie zrozumiesz, ze stac cie na lepsza. I to nie puste gadanie.
Ty sie w miare starasz? Tylko po co skoro ona ma wywalone? To ona powinna sie starac, jesli tego nie robi to po co marnujesz sobie zdrowie i czas?
Zycze ci abys w koncu przejrzal na oczy. Jestes w stanie, ale musisz chciec. Uwierz, przechodzilem tak cholernie mroczne miesiace, ze wiem co mowie i wiem, ze sie da. Uznaj wasza znajomosc za koniec, rozpocznij nowy etap w zyciu.
Zycie plynie a ogladajac sie ciagle za siebie nie zajdziesz nigdzie, bedzie tylko gorzej.
Masakra, po prostu masakra. Jak teraz to czytam, to widze jak zakochanie potrafi namieszac w glowie. Horror.
NIkt ci tu juz nie pomoze, bo tego nie chcesz. Bedziesz takim pantoflem i zalosnym romeo do poki nie zrozumiesz, ze stac cie na lepsza. I to nie puste gadanie.
Ty sie w miare starasz? Tylko po co skoro ona ma wywalone? To ona powinna sie starac, jesli tego nie robi to po co marnujesz sobie zdrowie i czas?
Zycze ci abys w koncu przejrzal na oczy. Jestes w stanie, ale musisz chciec. Uwierz, przechodzilem tak cholernie mroczne miesiace, ze wiem co mowie i wiem, ze sie da. Uznaj wasza znajomosc za koniec, rozpocznij nowy etap w zyciu.
Zycie plynie a ogladajac sie ciagle za siebie nie zajdziesz nigdzie, bedzie tylko gorzej.
Prawda, totalny horror...
Wszystko dziwnie sie toczy, dzis napisalem ze nie daje rady juz w tej chorej przyjazni, podziekowalem kolejny raz, czuje sie z tym niedobrze...
Nic mi nie odpisala, moze nawet lepiej, czuje jej brak, ale jak mam zyc w przyjazni, to wole chyba zyc bez niej...
Tylko najgorsze jest ze sie odezwie, a ja polece jak pieprzony kundel, proszacy ja o zostanie chwile dluzej...
Jesli ja widze to juz jest innaczej, tutaj pisze ze nie chce, a zobacze Ja to najchetniej bym sie przytulil i nic nie mowil...
Kurwa juz nie daje rady...
Dasz radę, spokojnie. Emocje, które odczuwasz są zupełnie naturalne i zdrowe. Skoro kochałeś, to musisz teraz przecież dać sobie czas, aby przestać kochać. Kim byłbyś jakbyś w sekundę potrafił się odciąć od swoich uczuc? Wiadomo, że jak ją zobaczysz to, będziesz chciał przytulić. Wiele osób przez to przechodzi i dają radę. Z czasem jest lepiej. Ile tego czasu potrzeba, to zależnie od sytuacji, charakteru.
Polecisz może, i co z tego, to jest właśnie naturalne, jak się kogoś kocha. A za którymś razem będziesz miał już serdecznie dość i się odetniesz. Moim zdaniem najważniejsze, abyś teraz myślał o sobie, o tym co dobrze wpływa na Twoje samopoczucie, na Twoją samoocenę. Jakich zachowan będziesz żałował, z jakim będziesz się źle czuł? A jakie sprawią, że będziesz dumny, że idziesz do przodu i umiesz trzymać się w ryzach? Wykorzystaj trudne momenty, aby zmienić coś w innej dziedzinie życia. Może zrób coś, na co nie miałeś dotychczas odwagi? Powodzenia! Przyjaźnić można się ze swoim byłym/byłą, gdy już nie ma chemii i przyciągania po obu stronach, a bardziej braterskie uczucia. ![]()
Dasz radę, spokojnie. Emocje, które odczuwasz są zupełnie naturalne i zdrowe. Skoro kochałeś, to musisz teraz przecież dać sobie czas, aby przestać kochać. Kim byłbyś jakbyś w sekundę potrafił się odciąć od swoich uczuc? Wiadomo, że jak ją zobaczysz to, będziesz chciał przytulić. Wiele osób przez to przechodzi i dają radę. Z czasem jest lepiej. Ile tego czasu potrzeba, to zależnie od sytuacji, charakteru.
Polecisz może, i co z tego, to jest właśnie naturalne, jak się kogoś kocha. A za którymś razem będziesz miał już serdecznie dość i się odetniesz. Moim zdaniem najważniejsze, abyś teraz myślał o sobie, o tym co dobrze wpływa na Twoje samopoczucie, na Twoją samoocenę. Jakich zachowan będziesz żałował, z jakim będziesz się źle czuł? A jakie sprawią, że będziesz dumny, że idziesz do przodu i umiesz trzymać się w ryzach? Wykorzystaj trudne momenty, aby zmienić coś w innej dziedzinie życia. Może zrób coś, na co nie miałeś dotychczas odwagi? Powodzenia! Przyjaźnić można się ze swoim byłym/byłą, gdy już nie ma chemii i przyciągania po obu stronach, a bardziej braterskie uczucia.
Czasem zastanawiam sie, czego Ona na prawde chce oddemnie? Czy by sie mna bawila nadal?
Watpie, ona nie jest taka... Mysle ze chcialaby jak najlepiej dla mnie, ale sie rowniez gubi w tym wszystkim, tak jak ja.
Dzisiaj napisalem jej sms'a ze nie chce miec z Nia nic wspolnego, zaluje, ale tez mnie wszystko dobija... Czasem siadam i jestem bezradny, nie moge sobie poradzic z sytuacja...
Nie moge sie pogodzic z tym wszystkim, nie wiem dlaczego tak wszystko jest popierdolone.
Wszystkiego zaluje, co tylko robie, to zaluje... Te miesiace, nie ucza mnie zycia, tylko ucza mnie spadac na same dno, z ktorego sie nie wybije... Mam dosc!
582 2015-06-20 23:15:51 Ostatnio edytowany przez NeverSurrender (2015-06-20 23:18:00)
Polecam wizytę u dobrego psychologa,bo niestety ale jeżeli tak to przeżywasz i nie potrafisz się od niej odciąć to sam sobie z tym nie poradzisz,a tym bardziej nie pomogą Ci komentarze innych osób,które poklepią Cię po ramieniu i napiszą,że wszystko będzie dobrze,bo na to potrzeba czasu. Twoja "ukochana" to typ egoistki,która nie widzi świata poza sobą i z tego co czytam bawi się Twoimi uczuciami(taki charakter gówniary
). Weź się w garść i o niej zapomnij(sam byłem w podobnym stanie po rozstaniu,którego się nie spodziewałem i na pożganie dostałem tylko sms,a najlepsze jest to,że gdy moja ex widywała mnie po rozstaniu na studiach traktowała jak zupełnie obcą osobę i nie zdziwiłbym się gdyby na mój temat rozsiewała jakieś chore plotki swoim przyjaciółeczką) jeżeli sam sobie z tym nie radzisz wybierz się do dobrego psychologa,który pomoże Ci poukładać w Twojej głowie pewne sprawy i spojrzy na tą całą chorą sytuację z innej strony. Jeżeli nadal będziesz tkwić w tym stanie to wykończysz się psychiczne,a dobiciem może być sytuacja,w której Twoja ukochana pozna innego faceta. Zrób coś dla siebie,znajdź pasje i zacznij realizować jakiś cel w życiu. Ja w podobnym marazmie tkwiłem parę miesięcy(zresztą na mój zły wpływ miało nie tylko rozstanie ale także kilka innych sytuacji życiowych po których czułem się jak śmieć,który nikomu nie jest potrzebny ) ale pewnego dnia powiedziałem sobie dlaczego inni potrafią cieszyć się życiem,wszystko idzie innym z górki,a tylko ja mam tak źle i to poniekąd było punktem zwrotnym w moim myśleniu. Mogę śmiało napisać,że było to swojego rodzaju "odrodzeniem" i małymi krokami wychodzę z tego bagna. Jeżeli potrafią to zrobić inne osoby,które opisują podobne sytuacje do Twoich lub nawet gorsze to Ty też dasz radę. Jest jedna zasada jeżeli sam czegoś nie zaczniesz robić żeby z tego wyjść to nikt inny Ci w tym nie pomoże.
Coraz bardziej zastanawiam sie nad psychologiem. Tylko jak bedzie na mnie patrzyl, jak na debila...
Przezywam coraz glebszy hardkor, dzisiaj bylo by 5 lat...
Wpadam juz w histerie, panike, nie poznaje samego siebie, co chwile na czyms latam... Az wstyd mi sie przyznac.
Pisze do niej co chwile, mecze Ja tym moim smuceniem, pisaniem jak to jest, sam widze ze to jest zenujace, ale nie potrafie juz odpuscic... Boze co sie dzieje ze mna.
Dzis mi napisala ze zaoferowala mi przyjazn, mialem niby "wsparcie", ze wiecej nie moze mi zaoferowac, ze nie potrafi ze mna byc... A JA swoje gorzke zale. Zdenerwowala sie, powiedziala ze nie chce ze mna kontaktu, ja pier...
Widze sam po sobie, ze nikt nie chcial by takiego chlopaka, ze zachowuje sie jak dziewczynka, ale nie wiem czemu, nie potrafie postawic na swoim, zastanawiam sie czy nie mam cos z glowa... Wariuje totalnie, placz, bicie sciany, sms do niej... - Swoje wypociny napisze, Ona juz ma dosyc tego, wcale sie nie dziwie, ale NIE wiem czemu taki jestem...
Totalny brak checi do dzialania... Szkoly brak, wiecznie w domu, nacpany lub upalony. Mam juz dosyc tego, chcialbym cos osiagnac, a spadlem na psy.
Najchetniej tylko chcialbym sie do niej przytulic i zasnac.
Mysli o niej te same, raz co ona moze robic, a raz kur*a jak ja tesknie... A nieraz mysli, czy ona chce mnie wpedzic do grobu.
Nie spie 3 dzien, jestem totalnie zagubiony, jak niedlugo nie wyladuje w psychiatryku to bedzie dobrze.
Mecze was wszystkich, w sumie widzicie co mam, co chwile to samo... Czy ja bede z tym wszystkim do konca zycia...
Oj chłopie... no musisz się odciąć kompletnie. Inaczej NIE DA RADY. Nie ma innej drogi. Ja polecam dużo sportu - może to trywialne, ale naprawdę cholernie pomaga.
Ja się męczyłem przez dobre półtora miesiąca. Sinusoida i pieprzony rollercoaster. Z 3 razy jak już wstawałem to dostawałem kopa w morde i z powrotem na dno.
2 tyg. temu spotkałem się z nią i powiedziała mi, że nic nie czuje i to absolutny koniec jest jej dobrze i nie chce mnie widzieć. Nóż w serce to za mało
. Do tamtego dnia prawie non stop pisałem smsy, męczyłem (przerwy max 2 dni). Od tamtego dnia zero. Już wtedy się zbierałem, ten ostatni kop w pysk tego dnia, wywrócił mnie, ale nie wrociłem już na dno. Po 2 dniach stałem już na nogach. Osłabiony, ale z zaciśniętymi pięściami. Po chyba 5 dniach od tego zaczęło się. Ale już nie ja, teraz to ona była 'mną'. Ja rano miałem 17 nieprzecyztanych smsów. W przeciągu kilku dni, od cholery połączeń, smsów, że przeprasza, kocha, błaga, kocha, przeprasza i jeszcze raz kocha, że żałuje, że błaga o spotkanie itp. itd. Ja to przyjmowałem na chłodno, z pcozątku nawet nie odpisywałem, potem że nie mam ochoty. W końcu "dałem się namówić". Spędziliśmy ze sobą noc z piątku na sobotę. Zero poważnej rozmowy. Jakieś pierdoły. Ona przygotowała romantyczną atmosferę, nie ruszyło mnie to, mój romantyzm poszedł się pieprzyć w momencie kiedy posmakowałem krwi tego rozstania. Gra wstępna - ona płacze - sex jeden z lepszych - po sexie ona znowu płacze. Położyliśmy się spać. Ona nadal płakała. A ja leżałem obok. Jak koło obcej osoby, nie miałem nawet najmniejszej ochoty jej przytulić. Było mi przykro, nie chciałem żeby płakała, ale nie przez to że jest mi kimś bliskim. tak po prostu. Rano pojechałem do domu z przepięknym kacem moralnym ... jeszcze z 3 tygodnie temu oddałbym pół świata żeby ona chciała wrócić. Ale to wszystko przez co przeszedłem, te wszystkie kopy i wycieczki prosto na dno, wypłukały ze mnie już chyba kompletnie jakiekolwiek pozytywne uczucie do niej ... zdałem sobie z tego sprawę jak tylko zamiast serca zacząłem myśleć głową
życzę Ci żebyś ty jak najszybciej zaczął myśleć głową, bo nie ma innej drogi
Ale po co Ci "przyjaźń",w której będziesz się męczyć?. Wybierz się do psychologa,jeżeli nie masz na to pieniędzy wybierz się do lekarza rodzinnego,który skieruje Cię do poradni psychologicznej. Przede wszystkim to żaden wstyd np. w USA to standard i wiele osób korzysta z pomocy psychologów jak biznesmeni itd itp. Dobrze by było gdybyś całkowicie zerwał z nią kontakt,przyniosłoby Ci to małą ulgę,a resztą zajmie się dobry psycholog. I tak jak pisałem w poprzednim komentarzu Twoja była teraz się Tobą bawi|poczytaj parę artykułów o toksycznych związkach|. Ja po podobnym rozstaniu|zresztą nie tylko to miało na to wpływ| zawaliłem wiele życiowych spraw min. studia,których nie byłem w stanie skończyć bo byłem w podobnym stanie do Twojego zresztą do tego uaktywniła się fobia społeczna i niskie poczucie własnej wartości|z faceta,który cieszył się życiem zmieniłem się w osobę,która zamknęła się w domu i w sobie => teraz małymi kroczkami to zmieniam ale jest ciężko|. Narkotyki nie są wyjściem,bo niszczysz nimi tylko swój organizm tak samo jest z alkoholem i innymi używkami. A poza tym po to istnieją takie fora żeby opisać swoje problemy,a użytkownicy forum mogą wskazać Ci tylko pewnego rodzaju drogę do zmian,bo tak jak pisałem wcześniej bardzo dużo osób przechodzi/przechodziło sytuacje podobne do Twojej. Zacznij zmiany od małych kroków|przestań się z nią kontaktować,bo już nie wróci,wyrzuć wszystkie pamiątki,usuń zdjęcia wszystko to co Ci o nie przypomina i wybierz się do psychologa,bo na pewno pomoże|wiadomo nie odczujesz poprawy po pierwszej wizycie,bo na to potrzeba czasu|.