Za 2 tygodnie mija pół roku odkąd moja była dziewczyna zerwała ze mną, ale ja wciąż nie mogę o niej zapomnieć, niestety byłem zaślepiony swoimi problemami i dostałęm nauczkę.
Byliśmy ze sobą 2.5 roku około, od lutego 2012 do września 2014. Wszystko zaczęło się psuć kiedy okłamałem/ukryłem przed nią we wrześniu 2013 że wieczorami pogrywam na komputerze czego ona bardzo nie lubiła, była bardzo zła na mnie bo jej w oczy mówiłem że tego nie robię - wiedziałem że nie lubi tego, bo się martwiła że to jedyne co mi w głowie. Przypadkiem informacja ta wyszła na jaw.
W ciągu kilku następnych tygodni podobna sytuacja wydarzyła się. Często usuwałem historię z przeglądarki kiedy ona przyjeżdżała bo chodziłem bo "brzydkich" stronach, ona to wiedziała, ale bała się o zdrady, a ja zwyczajnie nie chciałem żeby przez przypadek coś wyskoczyło. Kolejna sytuacja to usunięcie archiwum z GG, gdzie również nie miałem nic do ukrycia, tylko po prostu je usunąłem,
ona wciąż myślała że to zdrady... Ogólnie dopóki jej zależalo na mnie to bardzo często były podteksty o zdrade, czasem w żartach, czasem bardziej poważnie, ale kochałem ją i sama mi tłumaczyła że mnie tak kocha i dlatego tak robi.
Niestety po opisanych wydarzeniach moja była straciła do mnie zaufanie o czym mi powiedziała i zaczęła się odsuwać odemnie, zaczęła się więcej spotykać i spędzać czas z koleżanką. Ta koleżanka to taki powiedzmy sobie "chłop" - raz mi nawet wyznała że gdyby była chłopakiem to mogłaby być z nią... Zacząłem spostrzegać że koleżanka stawałą się coraz bardziej mojej byłej centrum.
Mnie to wszystko bardzo denerwowało i zacząłem się stawać niemiły w stosunku do byłej, zacząłem na nią najeżdzać o przyjaciółkę i o to że nie interesuje się mna w ogóle. Zadałem jej też raz pytanie, kto jest ważniejszy dla niej, ja czy koleżanka - odpowiedzią było to że nie będzie wybierać pomiedzy nią a mną. Nie podobały mi się rownież SMS'y ze strony jej koleżanki które były dla mnie denerwujące, wysłany na sylwestra 2014 brzmiał mniej więcej tak: "Aniołku kochany, ostatnie 3 miesiące były dla mnie cudowne i mam nadzieję że kolejnę bedą również, pamiętaj o jednym idiocie który Cię kocha ponad życie". Moja dziewczyna odpisała jej coś w stylu: "Przyjaciółko kochana...", nie pamiętam dokładnie treści, ale nie było to aż tak "nachalne" jak ze strony przyjaciółki.
Zaczęłą też mieć tajemnice, nie chciała mi pokazać o czym piszę z koleżanką, nie dała dotknąć telefonu...
Przez następne 9 miesięcy między nami się psuło coraz bardziej, głównie chyba ze względu na mnie bo ciągle czepiałem się o to że spędza tyle czasu z koleżanką, stałem się chamski momentami, niemiły... Oprócz tego zawsze marzyłem żeby spełnić się zawodowo, sporo się uczyłem, ale miałem też ogromny stres od 2014 roku związny z początkową pracą i wszystkimi rzeczami związanymi z nią. Zatruwałem życie dziewczynie o swoje problemy, zapominając o tym żeby się o nią troszczyć. Sama miała obronę licencjatu w czerwcu co było dla niej ogromnie stresujące, a ja jej trułem o swoje problemy w pracy i koleżankę wciąż. Zdarzyło mi wywołać 2 lub 3 razy poważniejszą kłótnię gdzie użyłem niemiłych słów któych do teraz żałuję...
Zacząłem wmawiać ukochanej paskudne rzeczy aby wzbudzić w niej zazdrość (tak to była głupota, sam nie wiem czemu sądziłem że to coś da), takie jak z nami koniec, nie wiem czy Cię kocham,
chyba Cię już nie kocham". Ona cierpiała przez to wszystko - płakała po nocach, nie mówiła mi o tym, ja sądziłem że to po niej spływa... A ona cierpiała przez moją głupotę...
Niestety jej załatwienie problemu w związku często polegało na obrażeniu się albo rozwiązaniu go poprzez GG... Zamiast prosto w oczy, co też ni miało przekazu... Pare razy obiecałem że się zmienię. Ona cały czas kochałą, choć tego tak nie pokazywała, aż w końcu eksplodowała. Wściekła się na mnie i wypomniała mi wszystko, że moje zachowanie zniszczyło w niej całe dobro.
Przyjechała do mnie ostatni raz 14 września ze względu że dostaliśmy zaprosznie na chrzciny, obiecałem że się zmienię, ona była zachwiana, chciała zerwać, ale nie potrafiła, chciała dać chyba szansę, choć mówiła już że jestem jej kolegą. Ale następne dni mieliśmy kontakt, ale ja dalej byłem podobny, nie że najeżdzałem, ale obojetny w stosunku do niej, nie przejmowałem się tym. Aż wkońcu urałą ze mną kontakt i wygarnęła mi wszystko. Stała się niemiła, agryswna...
Przez miesiąc pisałem do niej, prosiłem o spotkanie zamiast odrazu pojechać.... Ona przestałą pisać pod koniec października, 2 listopada pojechałem do niej, napisałem list, wiersz, powiedziała że narazie jest jej dobrze samej i nie zmusi się do niczego. Minęło już pół roku, pisałęm przynajmniej raz w tygodniu do niej żeby nie przytłaczać jej. Chciałem się spotkać, przeprosić w oczy - niestety kiedy pojechałem do niej 2 listopada, to wszystko było tak szybko że wpadłem na parenaście minut zamiast porozmwawiać normalnie, dałem list i pojechałem spowrotem...
Dopiero ostatnimi miesiącami dotarło do mnie jakie głupoty robiłem... nie wiem co mną kierowało, dążyłem jedynie do tego by spelnić się zawodowo zapominając o ukochanej. Miała rację kiedy mówiła że myślę tylko o sobie...
Brzmi to może głupio, ale ja ją strasznie kochałęm cały czas, bałem się że ją tracę i zamiast samemu spróbować porozmawiać w oczy to zacząłem wszystko psuć nerwami sobie i jeszcze bardziej jej... Z mojego opisu to może wyglądać że jestem kompletnym potworem, ale kochaliśmy się ogromnie i były miłe chwile również poza tymi które opisałem. Te niemiłe były może nawet rzadziej, ale po prostu nie mogę znieść tego co się stało. Kim ja się stałem... jak ona musiała cierpieć...
Cały czas ją kocham i nie potrafię przestać... Szczególnie że zależy mi na niej jak na niczym na tym świecie...
Wszytsko dotarło do mnie, byłem niedojrzały do związku i do tego żeby się troszczyć o drugą osobę... Chciałbym jej to wszystko wynagrodzić, ale mój kontakt z nią jest zdawkowy, ja coś piszę ona odpisze 1 wyrazem albo oschłym zdaniem. Chciałbym jej powiedzieć w oczy jak bardzo tego żałuję. Myślę czy do niej znowu nie pojechać skoro sie nie chcę spotkać..
Dodam jeszcze że napisałem do niej chyba z 15 listów w ciągu ostatnich miesięcy, gdzie przepraszałem, obiecałem że nie dopuszczę do czegoś takiego nigdy więcej, dam z siebie wszystko, ona mówiła ciągle że narazie jest jej dobrze samej i nie chce nic, aż do 14 lutego kiedy spytałem czy widzi jeszcze nadzieje - odpisała że nie i zmarnowałem swoją szansę...